Gdzie dla siebie? Dla Krejzolki się oszczędzam. ![]()
2 081 2015-10-27 21:42:38
Podobne tematy
2 082 2015-10-27 21:42:55
Dobra Chłopaki pożartowaliśmy, wracamy do meritum tematu!
2 083 2015-10-27 21:43:47
Rozprawiczenie, jak to brzmi. ![]()
2 084 2015-10-27 21:46:10
Dobra Chłopaki pożartowaliśmy, wracamy do meritum tematu!
Nie ma sensu tego już wałkować, lepiej się umówić. ![]()
2 085 2015-10-27 21:46:44
Dobra Chłopaki pożartowaliśmy, wracamy do meritum tematu!
Czyli do cycków? ![]()
2 086 2015-10-27 21:47:48
Ku pokrzepieniu serc:
Nie złodzieje i szemrani taksówkarze, tylko wszędobylscy wielbiciele są największą zmorą Limy. Ujawniają się w zjawisku zwanym „bricherismo”. Opowiada o nim autorytet i potencjalna ofiara – Kasia Kozioł.
Bricherismo jest w Peru zjawiskiem obrośniętym legendą. Etymologia słowa pochodzi od angielskiego bridge (most), ponieważ pierwotnie kontakty Peruwiańczyków z cudzoziemkami mały na celu uzyskanie wizy, by wyjechać za granicę. Kolebką bricheros jest Cuzco, turystyczna mekka Ameryki Południowej, gdzie prawdopodobieństwo znalezienia dziewczęcia chętnego na egzotyczną przygodę jest niemałe. Kiedyś bricherismo było sztuką – prawdziwy, szanujący się uwodziciel był oczytany i wiedział bardzo dużo o kulturze i historii Peru. Oczarowywał nie tylko urodą, ale także, a może przede wszystkim, swoją wrażliwością i wiedzą. Z biegiem lat pojęcie to rozszerzyło się na wszystkich, których główną rozrywką jest polowanie na cudzoziemki i cudzoziemców.
O zjawisku mówi się bardzo dużo. Nawet na uniwersyteckiej pogadance o bezpieczeństwie przestrzegano nas przed miłymi, młodymi chłopcami chcącymi zauroczyć naiwne gringas. Jakkolwiek by to absurdalnie nie brzmiało, moje dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to właśnie peruwiańscy wielbiciele, a nie złodzieje czy szemrani taksówkarze są największą zmorą Limy!
Nie ma absolutnie żadnej przesady w stwierdzeniu, że nawet droga z domu na uniwersytet przypomina slalom z przeszkodami i trzeba naprawdę dużej dozy cierpliwości i odpowiedniego podejścia, by nauczyć się ignorować zaczepki. Paradoksalnie jednak, uliczni namolnicy są bardziej irytujący niż szkodliwi – dużo większym wyzwaniem jest radzenie sobie z amigos.
Amigo wcale nie musi być Twoim znajomym. Co więcej, zazwyczaj jest znajomym znajomego, bądź przyjacielem lub krewnym królika. Ty go nie znasz, ale on doskonale wie, kim jesteś. Najprawdopodobniej zauważył Cię rozmawiającą z którymś z jego kolegów (lub koleżanek) i pozazdrościł kontaktów z cudzoziemką. Jeśli jest z gatunku tych odważnych, podejdzie do Ciebie w najmniej spodziewanym momencie i zacznie wypytywać, skąd jesteś i co studiujesz, czasem będzie też próbował wymyślić historyjkę, że chodzicie razem na zajęcia (to małe kłamstewko nie zawsze jest wykrywalne, bo na niektórych przedmiotach naprawdę pojawia się wiele osób).
Kiedy chcesz być miła i próbujesz odpowiadać na jego pytania, już w trzecim lub czwartym zdaniu prosi Cię o numer telefonu lub kontakt na Facebooku. Ale- nie myśl sobie – jeśli go zignorujesz, nic nie szkodzi – on dalej będzie prowadził swój monolog.
Dosyć ciężko się od niego odczepić i jak na razie odkryłam dwa skuteczne sposoby: spotkać po drodze kogoś naprawdę znajomego albo wejść do damskiej toalety… Mniej odważni amigos przeszukują listy kontaktów na Facebooku i wysyłają wiadomość. Najczęściej jedną i tę samą do kilku dziewczyn, a nuż widelec któraś odpowie. Masz ustawione maksymalne zabezpieczenia prywatności? Żaden problem, można komentować Twoją urodę na „ścianie” Waszego wspólnego znajomego!
„Zagrożenie” może przyjść także też ze strony kolegów i to jest zdecydowanie najmniej komfortowa sytuacja. Czasem wystarczy jedno zdanie, by delikwent się uspokoił, ale zdarza się też, że trzeba uciec się do radykalnych środków i w krótkich, żołnierskich słowach ukrócić jego zapał. Po moim uniwersytecie w Limie snuje się na przykład niejaki Richard, który wprost uwielbia pokazywać się z cudzoziemkami. Każdej z nich opowiada tę samą, rzewną historię swojego życia i zyskał już sobie niezwykle trafny przydomek: Brichard. Jedynym skutecznym sposobem było powiedzenie mu w twarz, że zachowuje się jak brichero: ze łzami w oczach stwierdził, że złamałam mu serce, po czym… oddalił się w towarzystwie dwóch niczego nieświadomych Amerykanek.
Ilu bricheros, tyle metod podrywu, ale moje doświadczenie wskazuje na powtarzalność pewnych motywów. Oto kilka z nich:
Metoda „na piękne oczy”: Twoje oczy, oczywiście! Jeśli jesteś szczęśliwą posiadaczką niebieskich lub zielonych tęczówek, możesz być pewna, że będą źródłem zachwytu płci przeciwnej. Sposobów wyrażenia owej admiracji jest wiele, najczęstsze są jednak malownicze porównania: -„Twoje oczy są koloru lagun w Huancaya”, „Twoje oczy są niebieskie jak niebo w Limie latem” oraz podsyłanie piosenek. Jeden z absztyfikantów zaliczył wtopę, bo wysłał mi piosenkę o zielonych oczach i kiedy mu powiedziałam, że moje są od urodzenia niebieskie, to trochę się speszył.
Metoda „na przewodnika”: Peru jest pięknym krajem, a Lima to miasto o wielu twarzach – tak łatwo się w tym pogubić! Nie martw się, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał Cię oprowadzić po najpiękniejszych miejscach, kto zaoferuje mały tour zakończony „przypadkowo“ w jednym z barów. Dodatkowe punkty chłopcy przyznają sobie za posiadanie samochodu.
Metoda „na bogato”: żeby Ci zaimponować, szasta pieniędzmi na prawo i lewo, przynosi małe prezenciki, a wręczając je prycha z długo ćwiczoną przed lustrem nonszalancją, że to drobiazg. – „Oczywiście, nie chcę nic w zamian, nie myśl sobie. To kiedy idziemy potańczyć”?
Metoda „na ubogo”: biedny student jest zjawiskiem uniwersalnym, tutaj pojawia się też w odmianie biednego absolwenta poszukującego dobrej pracy. – „Tak, tak, poszedłbym tam, ale nie mam pieniędzy, „Tak, pojechałbym z Wami, ale sami wiecie…” Przy odrobinie szczęścia zapewniają sobie darmowe imprezy lub wycieczki.
Metoda “przecież nie jestem brichero”: ostatnia, moja ulubiona metoda, stosowana między innymi przez wcześniej wspomnianego Bricharda. Odżegnuje się od swoich znajomych i przy każdej możliwej okazji podkreśla, że on inny. Stara się „chronić” Cię przed tabunami barbarzyńskich samców, którzy tylko czyhają, żeby złapać Cię w swoją sieć. Prowadzi rozmowy na głębokie tematy w myśl zasady „nie znam się, to się wypowiem” i zwierza się w wielkim sekrecie, że czeka na miłość swojego życia. Nie byłby zdolny skrzywdzić żadnej kobiety, bo „kobieta jest jak perła”. Zapomina jednak przy tym dodać, że z zawodu jest poławiaczem pereł…
Orły, sokoły, herosy. Męskie podrywy w wersji peruwiańskiej
Autor Kasia Kozioł
2 087 2015-10-27 21:52:11
Krejzolka82 napisał/a:Dobra Chłopaki pożartowaliśmy, wracamy do meritum tematu!
Czyli do cycków?
Oj Metyl, Metyl trochę powagi, proszę!
2 088 2015-10-27 21:53:34
Dobra Krejzi, tu wróćmy do tych szlafroczków, pończoszek, peniuarów i ombre. To był bardzo wdzięczny temat. Dla obu stron. <3
2 089 2015-10-27 23:24:44 Ostatnio edytowany przez Teo Mat (2015-10-27 23:26:29)
Zraniłeś w tym momencie moje uczucia
Ja myślałam, że stworzymy związek, a Ty chcesz Krejzi tylko do rozprawiczenia, wstyd!!!
Oh, ale ja cie tak kocham ![]()
Nie no jak to musimy sie pospieszyc bo musze cie pierwsza do kolejki wpisac bo cie inne uprzedza, musi byc jeszcze ten tydzien ![]()
Krejzolka82 napisał/a:Dobra Chłopaki pożartowaliśmy, wracamy do meritum tematu!
Czyli do cycków?
Super temat, Metyl
Dawaj zaczynaj chetnie poslucham co masz do powiedzenia ![]()
2 090 2015-10-28 16:41:44
Nie, wolę pogadać o damskich łaszkach i ich właścicielkach. :3
2 091 2015-10-31 23:24:23
No i gdzie sobie wszyscy poszli? :x
2 092 2015-10-31 23:29:01
Drazyc dynie...
Wesolych wszystkich swietych...metylu...:-)
2 093 2015-10-31 23:32:52
Drążyć dynie...nawet to mi się z seksem skojarzyło. ![]()
2 094 2015-10-31 23:36:57 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-10-31 23:38:20)
Drążyć dynie...nawet to mi się z seksem skojarzyło.
O, matko kochana....!!!!
Dobrze, ze nie zaduszki....
Ide sobie...:-(
2 095 2015-10-31 23:37:46
Nie no, zostań jeszcze chwilę. :*
2 096 2015-11-01 00:59:43
Oj Metyl , Metyl ![]()
2 097 2015-11-01 01:03:22
Tak?
2 098 2015-11-01 01:11:20
Wyobraź sobie jeszcze jak ten miąższ leci jak wióry ... ![]()
2 099 2015-11-01 01:12:40 Ostatnio edytowany przez Mishia (2015-11-01 01:13:06)
..
2 100 2015-11-01 16:28:08
Misia, co to za cenzurowanie? ![]()
2 101 2015-11-01 16:55:53
Drążyć dynie...nawet to mi się z seksem skojarzyło.
A mi nie. ![]()
A dlaczego Metyl Ci się akurat, to z seksem skojarzyło?
2 102 2015-11-01 17:00:37
Za parę, góra paręnaście lat zrozumiesz sam. ![]()
2 103 2015-11-01 21:20:39
Misia, co to za cenzurowanie?
Metyl, Nie trzeba było spać tylko czytać
..Hahaha
2 104 2015-11-01 21:23:16
Ale jesteś...już Cię nie loffciam. :x
2 105 2015-11-01 22:19:01
Ale jesteś...już Cię nie loffciam. :x
....ale mnie koffasz ![]()
2 106 2015-11-01 22:20:09
Wcale nie. :x
A Ty mnie chociaż trochę?
2 107 2015-11-01 22:26:47
Ja koffam wszystkich....ale niektórych nie teraz
![]()
2 108 2015-11-01 22:30:01
Phi. ![]()
2 109 2015-11-01 23:37:50
Widzę że sobie tu dziś z nikim nie pogadam. ![]()
2 110 2015-11-02 00:22:46 Ostatnio edytowany przez Teo Mat (2015-11-02 00:23:10)
Widzę że sobie tu dziś z nikim nie pogadam.
Oj tam, oj tam teraz ty po spotkaniu tej pieknej pani sie rozklejasz ![]()
2 111 2015-11-02 18:20:16
Nie rozklejam ale nagle sobie wszyscy poszli gdzieś...
2 112 2015-11-03 00:09:46
Czesc dawno mnie tu nie było.Jakieś zmiany?
2 113 2015-11-03 11:34:34
Nic nowego poza nowymi nabytkami
No i Metyl zdominował ten wątek ^^
2 114 2015-11-03 16:13:04
Czesc dawno mnie tu nie było.Jakieś zmiany?
Jak tak patrzę to nie wydaje mi się, może u Ciebie? ![]()
Lucyferze, jakby się inni udzielali to by tak nie było.
2 115 2015-11-03 18:06:13
rossanka napisał/a:Czesc dawno mnie tu nie było.Jakieś zmiany?
Jak tak patrzę to nie wydaje mi się, może u Ciebie?
Lucyferze, jakby się inni udzielali to by tak nie było.
U mnie zero, nul.
Ale niespecjalnie mnie to martwiło, bo ostatnio miałam takie stresy ( nie do opowiadania na antenie)że brak faceta/partnera/męża stał się jednym z mniejszych problemów.
Ale byłoby fajnie jakby ktoś się jednak w moim życiu pojawił, nie będę czarowac że samej jest zawsze tak kolorowo. Po prostu przychodzi czas, ze chciałoby sie w końcu czegoś innego.
Ale i tak źle nie jest i mówię Wam , cieszcie się z tych rzeczy, które macie.
Reszta , nie ma siły, kiedyś się w końcu musi ułożyć jeśli się czegoś bardzo pragnie.
2 116 2015-11-03 18:24:39
Miałaś znaczy już wszystko się z grubsza ułożyło? Ojj <przytul>. ![]()
Nie wiem, zobaczymy. Nie skreślam się ale też zbytnio chyba nawet nie mam ochoty na taki 'oficjalny' związek. Chociaż może mi się to zmieni jak się trafi jakaś ciekawa osoba.
2 117 2015-11-03 19:13:15
Miałaś znaczy już wszystko się z grubsza ułożyło? Ojj <przytul>.
Nie wiem, zobaczymy. Nie skreślam się ale też zbytnio chyba nawet nie mam ochoty na taki 'oficjalny' związek. Chociaż może mi się to zmieni jak się trafi jakaś ciekawa osoba.
Powoli mam nadzieje wychodzi na prostą ale licho tam wie co będzie dalej.
Jakby Cię jakas trafiła, to już spokojna głowa, sam bys parł do takiego "oficjalnego związku" ![]()
2 118 2015-11-03 19:16:15
Widzisz rossanko, problem w tym że ja tak do końca to chyba nie wiem czy mi zależy na tym tradycyjnym, 'oficjalnym' związku. ![]()
2 119 2015-11-03 20:24:43
Widzisz rossanko, problem w tym że ja tak do końca to chyba nie wiem czy mi zależy na tym tradycyjnym, 'oficjalnym' związku.
Czy mówisz o małżeństwie?
2 120 2015-11-03 20:27:02
Nigdy. ![]()
2 121 2015-11-03 20:30:45
Nigdy.
Poważnie pytałam , ale ok. Niewżne.
2 122 2015-11-03 20:32:11
No to odpowiedziałem.
Dla mnie w tym momencie nie ma czegoś takiego jak małżeństwo. Perspektywa odległa, sama wizja niemalże nierealna - ja się w tym nie widzę. Wolę jeśli już sformalizowany związek partnerski czy coś a nie jakieś kościelne cudowanie typowo polskie.
2 123 2015-11-03 20:33:25
No to odpowiedziałem.
Dla mnie w tym momencie nie ma czegoś takiego jak małżeństwo. Perspektywa odległa, sama wizja niemalże nierealna - ja się w tym nie widzę. Wolę jeśli już sformalizowany związek partnerski czy coś a nie jakieś kościelne cudowanie typowo polskie.
No tak na sucho trudno stwierdzic czy gdybac. Zrozumialam ze chcesz bardziej wolnego zwiazku to jest bez zobowiazan.Tak to zabrzmialo.
2 124 2015-11-03 20:34:29
Zależy co rozumiesz przez zobowiązania.
2 125 2015-11-03 20:39:06
Zależy co rozumiesz przez zobowiązania.
Jesli para bez slubu to: nie zdradzaja sie obydwoje, jedna ze stron nie jest z drugą tylko na "przeczekanie"az sie kto inny, lepszy nie trafi,
widza siebie obydwoje razem w przyszlosci, traktuja się powaznie, a nie jako "zapchajdziurę"(jakkolwiek by to nie zabrzmiało.
2 126 2015-11-03 20:44:30
Oj rossi, mówisz jakby ślub był jakimś gwarantem szczęścia i wierności.
Przecież doskonale wiesz że tak nie jest i najważniejsi są ludzie a nie jakiś świstek, papierek czy złotko na palcu.
2 127 2015-11-04 00:44:25
Oj rossi, mówisz jakby ślub był jakimś gwarantem szczęścia i wierności.
Przecież doskonale wiesz że tak nie jest i najważniejsi są ludzie a nie jakiś świstek, papierek czy złotko na palcu.
Dziękuje to ja postoję.Cosbym napisała ale nie publicznie.
2 128 2015-11-04 16:16:31
Nie rozumiem...
2 129 2015-11-04 17:39:12
Nie rozumiem...
Mam inne zdanie."Papierek"w brew pozorom to nie tylko papierek i dużo zmienia. Jak sie ludzie kochają,to ślub im nie straszny.Jak nie są siebie pewni to właśnie często mówią ze ślub im nie potrzebny.Łatwiej się z takiego związku wykręcić bo się nic nie obiecywalo.
2 130 2015-11-05 08:41:10
Jeśli chodzi o mnie to ja nie jestem zwolennikiem brania ślubu.
W życiu jest tak że wszystko ma swój początek i koniec a w przypadku małżeństw trzeba jeszcze po sądach łazić i tracić kupę nerwów, nie wspominając już o innych niezbyt dobrych aspektach związanych z małżeństwem.
Więc jak dla mnie to tylko papierek, ślub dawno swoja wartość stracił, teraz przysięga nic nie znaczy dla większości ludzi.
2 131 2015-11-05 08:44:29 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-11-05 08:47:28)
Pamiętajcie tylko, że potem są problemy jak np. Twoja luba zachoruje i nie wpuszczą cię na oddział i nie dowiesz się niczego.
Wbrew pozorom to nie jest papierek i jak jesteście razem to znacznie ułatwia życie. Brak papierka utrudnia. Niby na codzień to nic nie zmienia, ale w sytuacjach kryzysowych okazuje się, że bez tego papierka ani rusz.
2 132 2015-11-05 08:54:25
No niby tak ale są też takie sytuacje że żona zdradzi swego męża, zajdzie w ciąże a maż będzie musiał bulić za obcego dzieciaka.
Mimo wszystko nadal widzę więcej przesłanek za nie braniem ślubu ale ja to ja, nie każdy musi myśleć tak samo.
2 133 2015-11-05 08:59:14
Dlatego rozwiązaniem byłoby wprowadzenie tych związków partnerskich formalnie. To by rozwiązało wiele problemów i nie byłoby konieczności ślubów. Z obecnymi rządami to jednak niemożliwe.
2 134 2015-11-05 16:18:26
No ja właśnie o czymś takim mówię.
Jeżeli byłbym w jakiejś stałej relacji z kimś i chciałbym tę stałość formalnie utrzymać to ten 'formalny' związek partnerski jest jak najbardziej ok. Sorry ale kościelno-cywilne śluby tak jak w obecnej formie nie dość że nie mnie jarają co wręcz odstręczają.
2 135 2015-11-05 17:18:03
Można wziąć przeciez sam cywilny ślub.
W związku luźnym tzn bez ślubu to ja juz byłam.I powiedzialam sobie nigdy więcej.Ale co kto woli.Ważne by obydwie strony się ze sobą zgadzaly w tym aspekcie.
2 136 2015-11-05 17:21:05 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-05 17:23:20)
Można wziąć przeciez sam cywilny ślub.
W związku luźnym tzn bez ślubu to ja juz byłam.I powiedzialam sobie nigdy więcej.Ale co kto woli.Ważne by obydwie strony się ze sobą zgadzaly w tym aspekcie.
Rossanka, naprawdę wierzysz, że ślub cywilny będzie Twoim wentylem bezpieczeństwa przed zdradą, brakiem miłości i wypaleniem związku ze strony partnera?
Czy w chwili kiedy coś się zacznie psuć między wami, a on z was zrezygnuje bez próby walki o relację, albo nawet po próbach, to jakaś 'przysięga' składana przed urzędnikiem "przywróci mu uczucia"? Bo to, że niektórzy 5 x więcej i dłużej się zastanowią mając z tyłu głowy ew. konsekwencje ekonomiczne związane z rozwodem to się zgodzę, tylko co to ma do wolnej woli i opartym na niej wyborze bycia z kimś, tego nie wiem..
2 137 2015-11-05 17:21:50
rossanka napisał/a:Można wziąć przeciez sam cywilny ślub.
W związku luźnym tzn bez ślubu to ja juz byłam.I powiedzialam sobie nigdy więcej.Ale co kto woli.Ważne by obydwie strony się ze sobą zgadzaly w tym aspekcie.Rossanka, naprawdę wierzysz, że ślub cywilny będzie Twoim wentylem bezpieczeństwa przed zdradą, brakiem miłości i wypaleniem związku?
A zapewni to zwiazek bez slubu?
2 138 2015-11-05 17:24:43
Edytowałam.
oraz: Skoro związek bez ślubu tego nie zapewni to chyba tym bardziej ślub? ![]()
Ślub to nie ma być obroża pod napięciem elektrycznym, tylko przypieczętowanie tego co JEST, w imię 'tradycji' (gdy obojgu to potrzebne). Natomiast ślub jako gwarancja? Chyba już jesteś duża.. ![]()
2 139 2015-11-05 17:30:25
Jak dla mnie, nie ma żadnej gwarancji i nieistotne jest czy para jest po ślubie czy też nie.
2 140 2015-11-05 17:36:47
Gwarancji nigdy nie ma chyba że:
- obie osoby naprawdę się kochają, coś naprawdę między nimi iskrzy, są ze sobą od lat - no sami wiecie o co mi chodzi więc się nie będę rozpisywał - nie wszystkie warunki naraz muszą być spełnione rzecz jasna ale chodzi mi o ogólny obraz sytuacji
- chyba że ... niczego sobie nie gwarantują i obiecują, są tu i teraz, coś ich łączy, nie mają zamiaru się zdradzać czy odchodzić ale jednak jedno trzyma drugie ![]()
A najbardziej prosto mówiąc - wszystko zależy od tych ludzi, jak bardzo chcą być ze sobą, jak bardzo się znają, jak bardzo im zależy. A nie od tego czy mają papierek czy go nie mają.
2 141 2015-11-05 17:38:38
Edytowałam.
oraz: Skoro związek bez ślubu tego nie zapewni to chyba tym bardziej ślub?
Ślub to nie ma być obroża pod napięciem elektrycznym, tylko przypieczętowanie tego co JEST, w imię 'tradycji' (gdy obojgu to potrzebne). Natomiast ślub jako gwarancja? Chyba już jesteś duża..
Ja to widzę tak;jeśli się bierze ślub to jest to deklaracja -on zdecydował dzielić dalej swoje życie z nią a ona z nim (co będzie za 20 lat nikt nie wie.może się rozwioda albo będą zdradzać itd a może nje).
Wolny związek bez ślubu to jest coś na zasadzie; będę z kims dopoki się nie trafi ktoś lepszy,albo"nie jestem do końca pewną ze to jest to,wiec lepiej się nie wiazac".
Na nic nie ma gwarancji.Ale wierzę w uczucie (jestem może staroswiecka)plus oczywiście sprawy przyziemne jak rachunki i kłótnie o brudne skarpety (sama miłością nikt jeszcze nie wyźył
).
Ale kiedyś też tak myślałam,ze ślub nic nie zmienia,ze to niepotrzebna komplikacja i ze mi tam żaden ślub nie jest potrzebny (byłam przed 30)
A teraz uważam odwrotnie.Ślub dużo zmienia.To jest właśnie taka deklaracja,wybór życia akurat z tym partnerem.
Ale rozumiem tok myślenia tych,,dla których ślub jest zbędny,bo kiedyś tak też uważałam.
A teraz mi się ślubu zachciało.;) Ale niech będzie,może spotkam kogoś w przyszłości kto uważa tak samo.O to chodzi aby obydwoje byli zgodni.
2 142 2015-11-05 17:48:56
Moj Ojciec ze swoja druga partnerką (która kiedyś była przez lata kochanką) żyją zgodnie od ponad 10 lat w związku, który ma wszelkie znamiona związku ślubnego, ale nim nie jest. W sumie około 20 lat razem.
Wcześniej był z moją Mamą w związku małżeńskim - w sumie również ponad 20 lat. W międzyczasie prowadził podwójne życie z w/w partnerką, gdzieś tam w tle my- dzieci.
Drugi przykład - małżeństwo mojej siostry, za chwile stuknie im 20 lat razem, z czego ok. 10 to zdrady szwagra itp.
Sama wolałabym dla siebie zgodnego związku bez papierka niż papierka, żeby móc w trudniejszych chwilach sobie go schować pod poduszkę albo nim machać partnerowi przed oczami: "Zobacz, obiecałeś!! Teraz żebyś się zes..ł to musimy być razem, hahaha" <rzyga>
Wiem, że nie do końca o to Ci rossanka chodziło, ale dla mnie jeśli ktoś uważa, że ślub daje jakąś gwarancję to boi się życia.
A jeszcze jak podaje argument, że był wcześniej w związku bez ślubu i za taki dziękuje to tak jakby mówił, że GDYBY BYŁ ŚLUB to by się tamten związek nie rozpadł (?)..sorry, coś tu nie gra z logiką.
2 143 2015-11-05 18:03:51 Ostatnio edytowany przez rossanka (2015-11-05 18:08:58)
Moj Ojciec ze swoja druga partnerką (która kiedyś była przez lata kochanką) żyją zgodnie od ponad 10 lat w związku, który ma wszelkie znamiona związku ślubnego, ale nim nie jest. W sumie około 20 lat razem.
Wcześniej był z moją Mamą w związku małżeńskim - w sumie również ponad 20 lat. W międzyczasie prowadził podwójne życie z w/w partnerką, gdzieś tam w tle my- dzieci.
Drugi przykład - małżeństwo mojej siostry, za chwile stuknie im 20 lat razem, z czego ok. 10 to zdrady szwagra itp.
I czego to dowodzi? Niczego.
Moi rodzice przeżyli ze sobą 30 lat. Zdrad nie było.
Moi dziadkowie 45 i ze 40 lat. Do śmierci byli razem.
Miałaś wokół siebie zdrady , to wszędzie wietrzysz zdrady. Ja zdrad nie miałam, co nie znaczy, że one nie istnieją. Ty miałas zdrady, co nie znaczy, że nie istnieją pary , które się w małżeństwie nie zdradzają.
Moj
Sama wolałabym dla siebie zgodnego związku bez papierka niż papierka, żeby móc w trudniejszych chwilach sobie go schować pod poduszkę albo nim machać partnerowi przed oczami: "Zobacz, obiecałeś!! Teraz żebyś się zes..ł to musimy być razem, hahaha" <rzyga>
.
Ja tam wolę i rozglądam sie za opcją trzecią , że jest związek z papierkiem i obydwoje si e kochają i wspierją w trudnych chwilach ![]()
Wiem, że nie do końca o to Ci rossanka chodziło, ale dla mnie jeśli ktoś uważa, że ślub daje jakąś gwarancję to boi się życia.
Gwarancji to się na nic nie ma w życiu. Nawet na to, co będzie jutro.
Inaczej po co w ogóle już nie mówie aby brać ślub, ale wchodzić w jakikolwiek związek?
Mnie jakoś ślub już nie przeraża. Kiedyś też się go bałam.
A jeszcze jak podaje argument, że był wcześniej w związku bez ślubu i za taki dziękuje to tak jakby mówił, że GDYBY BYŁ ŚLUB to by się tamten związek nie rozpadł (?)..sorry, coś tu nie gra z logiką.
Nie zrozumiałaś mnie. Chodzi tu o cos odwrotnego: nie, że "jeślibyśmy wzieli ślub to byśmy się nie rozeszli" (ktos tak myśli w ogóle?)
Ale bardziej coś na zasadzie: Jeśliby on faktycznie chciał ze mną spedzić resztę swojego życia , byłabym tą kobietą faktycznie na dobre i złe , jak to się mówi, to z automatu byłoby zalegalizowane, bo czemu by nie, jeżeli ja tez uważałam tak samo (tzn , że chce z nim spędzić resztę życia)?" (a wyszło jak wyszło czyli: po co nam ślub, czuję że to nie to, więc lepszy taki luxny związek"no bo przeciez dobrze jest jak jest" - Ale wtedy głupia byłam, i tego nie widziałam. Cóż, wszystko przychodzi z czasem.
2 144 2015-11-05 18:17:02 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-05 18:17:23)
W sporej części się z Tobą zgadzam po tym uzupełnieniu co dopisałaś.
Jasne, że trzeba dążyć do tego by znaleźć osobę z podobnym podejściem. Miałam wątpliwości gdy napisałaś, że tylko chęć legalizacji związku świadczy o łączących ludzi uczuciach, inaczej ktoś tylko czeka na 'lepsza opcję' - to był z kolei wniosek wyciągnięty na podstawie Twojego doświadczenia. Tak jak ja wyciągnęłam swoje w oparciu o moją rodzinę.
Oczywiście wkradło się uogólnienie, więc uściślę: Nie uważa, że ślub jest bez sensu czy niepotrzebny, mówię tylko że nie jest do szczęścia potrzebny wszystkim, na co tez mogłabym podać wiele przykładów, ale nie o to chodzi.
Ja się ślubu nie boję. Ja po prostu nie myślę o tym w ogóle w momencie gdy nawet potencjalnie w tej chwili nie ma go z kim wziąć
Gdybym się zakochała ze wzajemnością i mój partner z jakiegoś powodu rozważał ślub, wtedy i ja bym się nad tym zastanowiła.
Natomiast ślub 'dla zasady', czy żeby to był jakiś mój warunek to nie.
A to co opisałaś a propos takiego nieodpowiedzialnego i lekkiego podejścia do związku, gdzie ludzie pozostają w nich na zasadzie: "jestem, bo jestem" albo żeby nie być samemu, do czasu aż nie pojawi się ktoś lepszy to wyraz niedojrzałości i wynikającego z niej egoizmu.
Zresztą, są sposoby (przede wszystkim Intuicja i słuchanie swoich odczuć, obserwacja czynów) by móc ocenić czy ktoś jest z nami na dobre i na złe, czy tylko na dobre i z niewłaściwych powodów i można to zrobić bez ślubu.
2 145 2015-11-05 18:30:40
No własnie. głownie chodzi o to , by znaleźć osobę o zbliżonych poglądach do swoich. Osobiście nie chciałabym kogos też szantażować: albo ślub, albo się rozchodzimy. Bo nie o to chodzi. Co mi po kimś, kogo muszę zmuszac do wszystkiego?
I też inne takie gdybanie "na sucho" a inne gdy się z kimś jest.