netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

90 odpowiedzi17 850 wyświetleńzałożony przez refracted..., 18.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 91 z 91 ]

66 Ostatnio edytowany przez Manilla2 (2015-07-09 08:46:18)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Jeszcze raz podkreślam, nie określam twojego meża  jako alkoholika zwracam uwagę, że droga która obrał bardzo czesto prowadzi do tego. Czy dojdzie tam to od was zależy i od pracy nad waszym małżeństwem (z tym, ze mąż chyba nie bardzo chce pracować nad problemami).
Twój wpis z 19 czerwca-
"Przez ostatnie 3 tyg było cudownie bez kłótni..prawie tak jak na początku...ale problem teraz w nin tkwi bo wybrał kolegów. Czy ma inna? Nie wiem...myślę że nie ale zawsze byłam głupia i naiwna...nie czepialam się nie klocilam Misiu Kochanie...staralam się i tak jak w niektórych postach mi poradzono tak robiłam. Oboje podjęliśmy decyzje ze ratujemy nasz związek...i na prawdę po tych 3 tyg wydawało mi się a właściwie miałam nadzieję ze nam się uda...niestety ani moje prośby ani błagania zeby został ze mną i zeby nie wychodził "na piwo" do kolegów nie poskutkowało.... Olal mnie... :'( wyszedł na cala noc...wiem ze pil bo wziął ze soba alkohol z domu.  Ale boli to ze nie liczy sie z rodzina ze zapomniał co dla niego ważne.mogl sie wyszalec przed ślubem...teraz ma rodzinę Zone dziecko...to czemu dzień wcześniej mówi ze kocha robi wszystko zeby bylo dobrze? Planuje wakacje wdpolna przyszłość? A na drugi dzień znika na cala noc i uważa ze nic złego nie zrobił? :'( on wie ze moze stracić wszystko dom rodzinę i córkę...a pomimo wszystko olal nas...stwierdzil ze raz na jakiś czas mu sie należy... Owszem nie bronie mu wyjścia na piwo z kolegami...przez cały nasz związek nie wychodził nigdzie...kiedys dostal zaproszenie od kumpla bo odchodził z pracy. Mieli iść wszyscy z pracy do pubu. On nie chciał. Powiedziałam my idź rozerwiesz sie. Ciągle tylko w domu siedzisz albo w pracy... A teraz od 2-3 miesiecy jego wyjścia są praktycznie co weekend. Wraca wypity 3-4 w nocy...nigdy nie był alkoholikiem i mało pil. Właściwie raz na jakiś czas.. A teraz wychodzi bo kolega dzwoni i idzie z nim na piwo...kolega zadzwoni a ten juz leci... Mam wrażenie ze on nie zna umiaru w tym piciu... Nie wiem co zrobić :'( nawet teraz nie czuje sie winny...nie przyjdzie nie pogada..nic nie wyjaśni...ja już siły nie mam..kocham go ale skoro teraz takie akcje wyprawia ze nie wraca na noc  teraz to co bd robił za 5-10 lat..:'("

To twoje słowa, zauważ że sama napisałaś  " Mam wrażenie ze on nie zna umiaru w tym piciu..." te słowa podpowiada ci twoja intuicja, podswiadomie widzisz problem lecz  w rzeczywistosci temu jeszcze zaprzeczasz, a dlaczego zaprzeczasz? A no dlatego " bo nie jest łatwo się przyznać do nałogu w rodzinie", dlatego tak łatwo u nas ludzie popadaja w nałogi, rodzina udaje, ze nie ma problemu w tedy gdy jest czas na interwencje i zaczynają rozpaczać gdy już nałogowiec jest mocno zaawansowany, a wtedy  już droga do wyleczenia jest  bardzo długa,   często na wyleczenie z nałogu nie ma szansy, a dlaczego - to sobie poczytaj.

Problem alkoholizmu znam nie tylko z teori, długich  5 lat spędziłam na terapiach, grupach samopomocowych, wysłuchałam wypowiedzi setek ludzi i każdy tłumaczył sie, ze przez długie lata nic z tym nie robił, bo wstyd było przyznac, że ma sie meża lub żone z problemem alkoholowym. Ja sama nie umiałam i nie interweniowałam doprowadziłam sie do ostrego wspóluzależnienia, zmienił mi się charakter ze spokojnej osoby stałam sie rozwrzeszczana histeryczka i oczywiscie sasiedzi i znajomi mówili "no przecież on musi jakoś odreagowac te jej wrzaski i ciągłe pretensje" .

Terapia pomogła mi odciąć sie zupełnie od jego problemu, nie wrzeszczałam i nie miałam pretensji, na zasadzie pij jeśli musisz (bez pomocy terapeutów to sie raczej nie uda) i odziwo wróciłam do równowagi, zwróciło to uwage męża, zaczął obserwować i powoli przestał wychodzic do kumpli od kielicha, teraz jak chce wyjść to wychodzi, ale również zaprasza mnie i tylko ode mnie zalezy czy z zaproszenia skorzystam czy nie .

To twoje życie wiecej nic już tu nie będę pisać, wolisz słuchac osób które wmawiają ci tylko twoją winę to słuchaj i bierz ją na bary, a jezeli chcesz z tym coś zrobić to zwyczajny psycholog niewiele pomoże, to musi byc terapeuta z uprawnieniami w konkretnym problemie, są terapie  online i z nich możesz skorzystać.
Dla jasności przeczytaj jeszcze raz to wszystko co sama  napisałaś w swoim watku ale tak na spokojnie to zauważysz że jednak masz z problem  z tym jak maż spędza weekendy i z tym, że nie dotrzymuje danego ci słowa.

67 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-07-09 09:14:32)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
Manilla2 napisał/a:

Problem alkoholizmu znam nie tylko z teori, długich  5 lat spędziłam na terapiach, grupach samopomocowych, wysłuchałam wypowiedzi setek ludzi i każdy tłumaczył sie, ze przez długie lata nic z tym nie robił, bo wstyd było przyznac, że ma sie meża lub żone z problemem alkoholowym. Ja sama nie umiałam i nie interweniowałam doprowadziłam sie do ostrego wspóluzależnienia, zmienił mi się charakter ze spokojnej osoby stałam sie rozwrzeszczana histeryczka i oczywiscie sasiedzi i znajomi mówili "no przecież on musi jakoś odreagowac te jej wrzaski i ciągłe pretensje" .

I jesteś zafiksowana, co widać, słychać i czuć... Moim zdaniem, nic sensownego Twoje posty nie wnoszą, poza tym, że na chwilę wypuszczasz własne demony i może przez moment jest Ci lepiej...

68

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
EeeTam napisał/a:
Manilla2 napisał/a:

Problem alkoholizmu znam nie tylko z teori, długich  5 lat spędziłam na terapiach, grupach samopomocowych, wysłuchałam wypowiedzi setek ludzi i każdy tłumaczył sie, ze przez długie lata nic z tym nie robił, bo wstyd było przyznac, że ma sie meża lub żone z problemem alkoholowym. Ja sama nie umiałam i nie interweniowałam doprowadziłam sie do ostrego wspóluzależnienia, zmienił mi się charakter ze spokojnej osoby stałam sie rozwrzeszczana histeryczka i oczywiscie sasiedzi i znajomi mówili "no przecież on musi jakoś odreagowac te jej wrzaski i ciągłe pretensje" .

I jesteś zafiksowana, co widać, słychać i czuć... Moim zdaniem, nic sensownego Twoje posty nie wnoszą, poza tym, że na chwilę wypuszczasz własne demony i może przez moment jest Ci lepiej...

Dokładnie zgadzam się z EeeTam. To, że Ty miałaś męża alkoholika, nie znaczy że każda osoba ,której zdarzy się wypić więcej też nim jest. Dostrzegłaś gdzieś tam podobieństwo (nikłe jak dla mnie) i wszystkich chcesz wrzucić do jednego worka. U osób po terapii niestety bywa , że zostaje ich "misja" nawrócenia wszystkich wokół. Nie staraj się być tu terapeutą, bo nim nie jesteś.

69

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Mój maz znowu mnie oszukał i okłamał :'( nie wiem czy mu się przyznawać ze wiem czy poczekać jak wrócimy z polski:'( otoz kiedyś w młodości mój maz spróbował trawki...nigdy nie nie dopytywalam jak często palił to gowno bo kiedy to palił to nie znal mnie jeszcze... Nie chciałam zeby wychodził z domu do kolegów bo wiem ze jeden z nich bierze narkotyki czy tam jara trawę..w każdym razie zapytałam się męża czy coś palił a on ze nie i nawet przysiągł na nasze dziecko ze nic nie bierze.. :'( dzisiaj rano znalazłam torebeczke w jego rzeczach z jakimś gownem...zalamalam się totalnie ...za 2 tyg polska a ja nie wiem co dalej...:'( Jaj można być takim chamem zeby to robić własnemu dziecku :'(

70

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

No to masz meża, pieniacza, klamce i narkomana. Poczekaj "chwilę" na podjęcie decyzji, przemysl na chłodno swoją sytuację, i odpowiedz sobie na pytanie czy odpowiada ci zycie z "wiecznym chłopcem" , wypisz listę "za" i "przeciw" i podejmij decyzję "jak chcesz żyć". Poinformuj męża o swoich przemyśleniach i decyzji, i bądź konsekwentna bo robisz to nie tylko dla siebie, ale też dla dzieci za które jesteś odpowiedzialna.

71

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
Iwona40 napisał/a:

No to masz meża, pieniacza, klamce i narkomana. Poczekaj "chwilę" na podjęcie decyzji, przemysl na chłodno swoją sytuację, i odpowiedz sobie na pytanie czy odpowiada ci zycie z "wiecznym chłopcem" , wypisz listę "za" i "przeciw" i podejmij decyzję "jak chcesz żyć". Poinformuj męża o swoich przemyśleniach i decyzji, i bądź konsekwentna bo robisz to nie tylko dla siebie, ale też dla dzieci za które jesteś odpowiedzialna.

Wczoraj mu pokazałam ta torebke powiedzial ze to kolegi "na przechowanie"....nie uwierzylam mu....chyba za duzo klamstw..
Chce odejsc ale sie boje :(boje sie wszystkiego ... samotności, ze nie dam rady, co z dzieckiem itp... :(nie chce juz zyc z tym czlowiekiem... ale boje sie ze to krotkotrwale i ze mi "przejdzie"... teraz jestem zla...a za pare dni bd tesknic...ale chce sie zawziazc i go w koncu zostawic :(tylko nie wiem jak sad za 2 tyg do polski boje sie mu teraz powiedziec o moich obawach bo wiem ze idiota nie wroci z polski jak mu powiem ze chce sie rozstac...a przeciez musi sie opiekowac dzieckiem przeciez do cholery jest jego ojcem!!!! sad nie nawidze go!! ja sie glupia staralam wybaczylam a o co mi robi sad boje sie tylko reakcji mojego dziecka sad widac jak bardzo kocha swojego ojca i mowi "tatus kochany" sad i co dalej? jak teraz bd wygladalo moje zycie sad

72

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
Iwona40 napisał/a:

No to masz meża, pieniacza, klamce i narkomana.

Tudzież geja, Żyda i cyklistę big_smile

73

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
EeeTam napisał/a:
Iwona40 napisał/a:

No to masz meża, pieniacza, klamce i narkomana.

Tudzież geja, Żyda i cyklistę big_smile

To miała być "rada"? wink

74 Ostatnio edytowany przez Manilla2 (2015-07-14 15:20:50)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Miałam już tu nie pisać, ale  ciągle czekasz na rady, to napiszę wbrew chomikowi. Nie ogladaj się na męża, pamiętaj, że to ty potrzebujesz pomocy, udzielić ci jej moga tylko odpowiedni fachowcy - terapeuci od uzaleznień. Zgłoś się do takiego, znajdziesz ich, a przynajmniej wskażą ci gdzie ich szukać w gminie lub urzędzie miejskim, tam sa  sa odowiednie wydziały do spraw rozwiązywania problemów rodzinnych. Idź i porozmawiaj  to nic nie kosztuje i tam naprawdę nie biją, najwyżej więcej nie pójdziesz jeżeli uznasz że problem uzależnienia nie dotyczy  ciebie (nie trzeba pić czy zażywac narkotyki aby  zachowywać się jak osoba uzależniona) lub twojego męża. Poczytaj o uzależnieniu i naprawdę proszę cię  zrób to jeżeli nie dla siebie to dla dziecka.
Teraz nie oczekuj, że twój mąż zmieni swoje postepowanie bo z każdym twoim wpisem widac jak on dalej w to brnie. TY MYŚL O SOBIE I SWOIM DZIECKU,  to ty musisz być silna i stanowcza,   może to kiedyś skutkowac nawróceniem męża, ale to  nie od ciebie zależy tylko od niego, to on musi chcieć, a tymczasem jak wynika z twoich wpisów  - ON NIE CHCE.

Rady wybiegnij mu naprzeciw, zarzuć ręce na szyję i z uśmiechem zapytaj "jak się bawiłeś' gdy  maż będzie wracał po dobowym włuczeniu się nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim, niech sobie zachomikuje  osoba, która ci tak radziła (jak będzie w twojej sytuacji- czego jej oczywiście nie życzę) i zastosuje je w swoim małżeństwie. Na pewno osiągnie sukces.
Ty musisz zdecydowanie działać, bo on ciągnie cię w dół, przez niego tracisz pewność i zaczynasz gubić się ( pomyśl jak czuje sie dziecko gdy zauważa, że ty jesteś  w takiej emocjonalnej huśtawce). Raz meża straszysz za chwile prosisz, przymilasz się, przebierasz się w fajne ciuszki, a on co robi? Nic, a właściwie   robi co chce.
Jeszcze raz proszę, nie bierz winy tylko na siebie, bo ją sobie wmówisz, a to nie pozwoli ci działać.
Daj do poczytania swój wątek osobom, którym ufasz (matce, siostrze czy ojcu) i poproś o komentarz i radę.

Taka jest moja rada, a radzicć każdy ma prawo (osoby piszace o moim zafiksowaniu proszę aby nie komentowały, bo komentarze ich świadczą o nich samych), a ty zrobisz co uznasz za stosowne.

75

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Na początku wątku forumowicze, w tym i ja, dawali rady odnośnie poprawy komunikacji w związku Autorki. Później pisaliśmy, że powinna skorzystać z pomocy PSYCHOTERAPEUTY. Ale na jakiej podstawie diagnozujesz po kilku postach uzależnienia?! Jak jesteś takim specjalistą to może zaserwuj Autorce od razu terapię przez forum. Syndrom nawiedzenia spowodowany kilkuletnią terapią i mężem alkoholikiem przez Ciebie przemawia.

76 Ostatnio edytowany przez Manilla2 (2015-07-14 22:37:49)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Chomiku dobrze że jednak zaczynasz polecać autorce spotkanie z PSYCHOTERAPEUTĄ - wcześniej sugerowałaś "tylko najpierw w zwykłej poradni psychologicznej", czasami taka wizyta może przynieść więcej szkody niż pożytku, do psychologa można pójść i wygadać się co najwyżej (wygadać się też  można u koleżanki), a z terapeutą pracuje się od podstaw. Refracted. potrzebuje odpowiedniego specjalisty w diagnozowaniu problemów rodzinnych.

"Ale na jakiej podstawie diagnozujesz po kilku postach uzależnienia?" przeczytaj jeszcze raz - tu cytat "Jeszcze raz podkreślam, nie określam twojego meża  jako alkoholika zwracam uwagę, że droga która obrał bardzo czesto prowadzi do tego. Czy dojdzie tam to od was zależy i od pracy nad waszym małżeństwem (z tym, ze mąż chyba nie bardzo chce pracować nad problemami).

"Jak jesteś takim specjalistą to może zaserwuj Autorce od razu terapię przez forum" - terapii nie serwuję, jednak gorąco autorkę do niej namawiam, a dlaczego? A no dla tego;

-" Kiedy wróciłam maz wściekły ze za późno wróciłam powiedział ze przesadzilam i ze wychodzi bo kumple czekają...zabolało jak cholera...na nic moje prośby zeby został co chce z nim spędzić tą noc.polozylam  się spać o 24  a o 23 wyszedł...o 3 nad ranem obudzilam się ale jego nie było..przeplakalam cala noc... Dzwoniłam setki razy ale nie odebrał. Zaczęłam się martwić ba Maksa. Czarne myśli w głowie..odchodzilam od zmysłów :-( napisał smsa ok 9 rano po interwencji swojego brata ze się martwie o niego.. Ze nie wróci do domu bo ja mam sobie wszystko przemyśleć.. Wściekła spakowalam jego rzeczy. Miałam zamiar je wyrzucić za drzwi ale nie chciałam żeby córka widziała...wrocil o 13 do domu. Kazałam mu się wynosić. Wyszedł bez ubrań bo stwierdził ze nie będą mu potrzebne. Wrócił o 19 jakby nigdy nic. Zero jakiejkolwiek reakcji przeprosin.  Pozbyty jakichkolwiek uczuć. Stwierdził ze to ja przegielam a on swojej winy nie widzi." - autorka trochę spóźniła się od siostry i dostała karę.

- " .i na prawdę po tych 3 tyg wydawało mi się a właściwie miałam nadzieję ze nam się uda...niestety ani moje prośby ani błagania zeby został ze mną i zeby nie wychodził "na piwo" do kolegów nie poskutkowało.... Olal mnie... :'( wyszedł na cala noc...wiem ze pil bo wziął ze soba alkohol z domu.  Ale boli to ze nie liczy sie z rodzina ze zapomniał co dla niego ważne."

- " on wie ze moze stracić wszystko dom rodzinę i córkę...a pomimo wszystko olal nas...stwierdzil ze raz na jakiś czas mu sie należy... "

- "A teraz od 2-3 miesiecy jego wyjścia są praktycznie co weekend. Wraca wypity 3-4 w nocy...nigdy nie był alkoholikiem i mało pil. Właściwie raz na jakiś czas.. A teraz wychodzi bo kolega dzwoni i idzie z nim na piwo...kolega zadzwoni a ten juz leci... Mam wrażenie ze on nie zna umiaru w tym piciu... Nie wiem co zrobić :'( nawet teraz nie czuje sie winny...nie przyjdzie nie pogada..nic nie wyjaśni...ja już siły nie mam."
- "obiecal ze juz nie wyjdzie do kolegow...powiedzal ze wybiera rodzine ale w zaleznosci od naszych relacji od tego jak bd miedzy nami sie ukladalo to nie bedzie wychodzi" 

I co , a no to  "Mój maz znowu mnie oszukał i okłamał :'( nie wiem czy mu się przyznawać ze wiem czy poczekać jak wrócimy z polski:'( otoz kiedyś w młodości mój maz spróbował trawki...nigdy nie nie dopytywalam jak często palił to gowno bo kiedy to palił to nie znal mnie jeszcze... Nie chciałam zeby wychodził z domu do kolegów bo wiem ze jeden z nich bierze narkotyki czy tam jara trawę..w każdym razie zapytałam się męża czy coś palił a on ze nie i nawet przysiągł na nasze dziecko ze nic nie bierze.. :'( dzisiaj rano znalazłam torebeczke w jego rzeczach z jakimś gownem...zalamalam się totalnie ...za 2 tyg polska a ja nie wiem co dalej...:'( Jaj można być takim chamem zeby to robić własnemu dziecku :'("

- "Wczoraj mu pokazałam ta torebke powiedzial ze to kolegi "na przechowanie"....nie uwierzylam mu....chyba za duzo klamstw.."

O problemie z uzależnieniem od alkoholu lub innej używki wcale nie świadczy (przynajmniej na początku) ilość wypitego alkoholu, ale reakcja takiej osoby na  protest pozostałych członków rodziny (w tym przypadku żony). Dobry mąż nie mający problemu z nałogiem został by chyba w domu z żoną i próbował naprawiać psujące się relacje  (żona prosi, przebiera się w seksowne ciuszki, wabi seksem, grozi) a co robi maż wybiera kumpli i piwo, teraz może jeszcze gorzej bo jakieś prochy (nie ma go w domu prawie po całej dobie, cytat  "weekend wypije te 3 piwa czy "flaszkę" z kumplami'" 3 piwa chyba pije się szybko, a co robi w pozostałym czasie, patrzy jak inni piją?).

Jego małżeństwo się sypie a on co "moj maz mnie nie szanuje wlasnie przez to ze zaczal robic cos co wie ze mnie zaboli - wraca od kolegow w poludnie nastepnego dnia" (no coz ja myslalam ze zonaty facet ma jakies zobowiazania wobec rodziny i ze sa pewne granice ktorych nie powinien przekraczac...myle sie?" - to słowa autorki
A teraz jak  reaguje na to wszystko Refracted. - "I zyję tak sobie w ciągłym strachu i analizuje codziennie nasze wspólne życie........",
-"Nie wiem co zrobić :'( nawet teraz nie czuje sie winny...nie przyjdzie nie pogada..nic nie wyjaśni...ja już siły nie mam..kocham go ale skoro teraz takie akcje wyprawia ze nie wraca na noc  teraz to co bd robił za 5-10 lat..:'("
-"co dalej? nie wiem bo mam metlik w glowie i czarne mysli.... stracilam zaufanie do meza jak na razie...a czy da sie je odzykac? nie wiem bo jak narazie pokazuje ze jest nieodpowiedzialnym i nie liczy sie z tym jak moge sie czuc.."

"Syndrom nawiedzenia spowodowany kilkuletnią terapią i mężem alkoholikiem przez Ciebie przemawia." o tu masz racje bardzo przemawia i dzięki niemu namawiam wszystkich zagrożonych choroba alkoholowa  na udział w terapii. Rozmowa z terapeutą pozwoli uświadomić jaki problem występuje w rodzinie, jak siebie i dzieci chronić gdy wystąpi taki problem. Tam nikt nikogo nie pobije, najwyżej autorka dowie się (po rozmowie z terapeutą własnie od spraw uzależnień) czy u niej ten problem w rodzinie występuje czy nie. Co straci na tym, chyba  nic jedynie zyska świadomość, że mąż jednak nie stawia piwa (innego alkoholu, prochów czy jeszcze innych używek) wyżej nad rodziną, wyjdzie zadowolona. Znasz przysłowie  "lepiej dmuchać na zimne niż gorącym sparzyć się".

Chomiku protestując tak stanowczo i ostro przed wizytą autorki w poradni uzależnień sugerujesz, że skorzystanie z takiej pomocy jest co?  Niemoralne, nielojalne względem męża, wstydliwe? Nie rozumiem co chcesz przez to osiągnąć wywołać w niej  poczucie wstydu, czy zażenowania? A  jeżeli jej mąż faktycznie wejdzie na tę drogę czy wtedy weźmiesz odpowiedzialność za jej życie za 5 czy 10 lat?
Jeszcze raz stanowczo podkreślam, droga którą obrał mąż  autorki prowadzi do uzależnienia, żeby zawrócić go z tej drogi trzeba samemu być silnym psychicznie, a siły nikt nam nie wmówi, siłę  trzeba sobie samemu wypracować (trzeba przygotować się na długą i ciężką pracę), w tym mogą pomóc tylko odpowiednio przygotowane osoby - Terapeuci! 
Ponadto przypominam autorka prosi o rady i to ona wybierze z której zechce skorzystać. Forum jest publiczne i każdy może wypowiadać swoje zdanie, ważne aby dotyczyło poruszanego problemu i nie naruszało  przyjętych norm społecznych smile

77 Ostatnio edytowany przez chomik9911 (2015-07-14 23:14:41)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Nie będę rozwlekać tego tematu, ja swoje wiem Ty swoje nadal tłuczesz i tak zostanie. Idzie się do poradni psychologicznej właśnie po to, żeby zostać zdiagnozowanym. Wiesz , że diagnoza to nie tylko rozmowa? Na podstawie kompleksowego "badania" można stwierdzić czy osoba jest uzależniona, chora psychicznie, zaburzona czy ma inny problem. Jeśli tam psycholog stwierdzi, że u Autorki występuje w rodzinie problem alkoholowy - to nie martw się zostanie wysłana do odpowiedniej placówki zajmującej się uzależnieniami. Jak Cię boli brzuch to lecisz od razu do gastrologa? Nie - idziesz do lekarza rodzinnego zrobić podstawowe badania. I tak samo odbywa się to w tym przypadku, gdzie problemów jest wiele i nie do końca wiadomo czy alkoholizm ich dotyczy. Polacy lubią udawać ,że są świetnymi psychologami, nawet nie mając fachowej wiedzy na ten temat. I nie nie biorę odpowiedzialności za czyjeś życie, tak jak nikt nie bierze za moje. Zwłaszcza ,że nikt tu nie udzielił Autorce rady pt."siedź cicho, masz wspaniałe małżeństwo". Każdy zalecił pracę nad sobą, nad komunikacją w związku i wizytę u psychologa - również ja. Twierdzisz, że porozmawiać można z przyjaciółką i ZWYKŁY PSYCHOLOG nie jest potrzebny? Wiesz gdyby tak każdy potrafił załatwiać swoje problemy z przyjaciółką i taka rozmowa by pomagała to świat byłby piękniejszy a my psychologowie nie bylibyśmy potrzebni. I nigdy nie powiedziałam i nie powiem, że wizyta w jakiejkolwiek poradni jest niemoralna czy wstydliwa - bzdury totalne. Jak dla mnie Autorka może iść do poradni uzależnień czy jakiejkolwiek innej, bo to jej sprawa - ważne żeby uzyskała fachową pomoc. Chodzi o Twoje podejście do tematu, łatwość pseudoanalizy i pseudodiagnozy na które jestem bardzo wyczulona, zapewne zboczenie zawodowe. I wczuj się w sytuację innego człowieka: łatwo Ci przyszło przyznać się do tego, że masz męża alkoholika? chyba nie skoro z nim żyłaś tyle lat bez terapii. A ktoś kto tak naprawdę ma mętlik w głowie, i którego BYĆ MOŻE TEN PROBLEM NIE DOTYCZY myślisz ,że od razu poleci tam? i co powie, że koleżanka z forum stwierdziła że ma symptomy współuzależnienia? Litości.Tyle w temacie rozmów z Tobą z mojej strony na ten temat.

P.S moja znajoma chodziła na terapię do psychologa. W trakcie wyszło,że ma problem z narkotykami, psycholog wysłał ją dalej do poradni uzależnień ,bo stwierdził że potrzebny jest specjalista w tej dziedzinie. Ona nie wiedziała, że ma z tym problem, ale została tak pokierowana przez tego psychologa pierwszego, że zdała sobie sprawę z wagi tego problemu i później uczęszczała do poradni uzależnień.

Autorko co u Was słychać?

78

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
chomik9911 napisał/a:

Nie będę rozwlekać tego tematu, ja swoje wiem Ty swoje nadal tłuczesz i tak zostanie. Idzie się do poradni psychologicznej właśnie po to, żeby zostać zdiagnozowanym. Wiesz , że diagnoza to nie tylko rozmowa? Na podstawie kompleksowego "badania" można stwierdzić czy osoba jest uzależniona, chora psychicznie, zaburzona czy ma inny problem. Jeśli tam psycholog stwierdzi, że u Autorki występuje w rodzinie problem alkoholowy - to nie martw się zostanie wysłana do odpowiedniej placówki zajmującej się uzależnieniami. Jak Cię boli brzuch to lecisz od razu do gastrologa? Nie - idziesz do lekarza rodzinnego zrobić podstawowe badania. I tak samo odbywa się to w tym przypadku, gdzie problemów jest wiele i nie do końca wiadomo czy alkoholizm ich dotyczy. Polacy lubią udawać ,że są świetnymi psychologami, nawet nie mając fachowej wiedzy na ten temat. I nie nie biorę odpowiedzialności za czyjeś życie, tak jak nikt nie bierze za moje. Zwłaszcza ,że nikt tu nie udzielił Autorce rady pt."siedź cicho, masz wspaniałe małżeństwo". Każdy zalecił pracę nad sobą, nad komunikacją w związku i wizytę u psychologa - również ja. Twierdzisz, że porozmawiać można z przyjaciółką i ZWYKŁY PSYCHOLOG nie jest potrzebny? Wiesz gdyby tak każdy potrafił załatwiać swoje problemy z przyjaciółką i taka rozmowa by pomagała to świat byłby piękniejszy a my psychologowie nie bylibyśmy potrzebni. I nigdy nie powiedziałam i nie powiem, że wizyta w jakiejkolwiek poradni jest niemoralna czy wstydliwa - bzdury totalne. Jak dla mnie Autorka może iść do poradni uzależnień czy jakiejkolwiek innej, bo to jej sprawa - ważne żeby uzyskała fachową pomoc. Chodzi o Twoje podejście do tematu, łatwość pseudoanalizy i pseudodiagnozy na które jestem bardzo wyczulona, zapewne zboczenie zawodowe. I wczuj się w sytuację innego człowieka: łatwo Ci przyszło przyznać się do tego, że masz męża alkoholika? chyba nie skoro z nim żyłaś tyle lat bez terapii. A ktoś kto tak naprawdę ma mętlik w głowie, i którego BYĆ MOŻE TEN PROBLEM NIE DOTYCZY myślisz ,że od razu poleci tam? i co powie, że koleżanka z forum stwierdziła że ma symptomy współuzależnienia? Litości.Tyle w temacie rozmów z Tobą z mojej strony na ten temat.

P.S moja znajoma chodziła na terapię do psychologa. W trakcie wyszło,że ma problem z narkotykami, psycholog wysłał ją dalej do poradni uzależnień ,bo stwierdził że potrzebny jest specjalista w tej dziedzinie. Ona nie wiedziała, że ma z tym problem, ale została tak pokierowana przez tego psychologa pierwszego, że zdała sobie sprawę z wagi tego problemu i później uczęszczała do poradni uzależnień.

Autorko co u Was słychać?

No niestety ciche dni...nie widzimy sie wogole ale tez zero smsow dzwonienia itd... ja juz trace nadzieje na cokolwiek...3 tyg spokoju i czekanie co  moj maz znowu odwali...to jakas chora sytuacja bo on ciagle sie w cos pakuje....

79

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Refrected jak sytuacja?

80

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
refracted... napisał/a:

No ma problem z komunikacją ze mną.. Problem w tym że na pierwszym miejscu stawia kolegów a nie Zone i rodzinę.

Problem w tym, że przez cały czas trwania Waszego małżeństwa, to Ty na pierwszym planie stawiałaś rodzinię i tatusia, a nie męża.

81

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Wracam po 2 latach...:) proby ratowania malzenstwa powiodly sie....z pewnym "ale"..od jakiegoś czasu znowu nie mozemy sie dogadac...maz stal sie bardzo nerwowy...w nerwach rzuca np pilotem od tv...zaczal sie czepiac...mozliwe ze jest to spowodowane zmeczeniem...dwa miesiące temu urodzilam nasze drugie dzieciatko..mam zal do meza bo w nocy sam musze wstawac karmić a on sie zaslania zmeczeniem...a ja co???wypoczeta???mam juz dosc...wczoraj próbowałam z nim pogadac czemu sie zachowuje jak dupek... z takim skutkiem ze sie wogole nie odzywal...totalna olewka..przez te 2 lata na prawdę bylo super...zero klotni zero wyjsc do kolegow...po roku czasu postanowilismy postarac sie o dzieciatko...ale ma nowo sie teraz wszystko psuje...chce mi sie plakac...:(

82

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Sama zniszczyłaś ten związek. On był wpatrzony, to się fochy strzela, manipuluje i wykorzystuje. Nic dziwnego, że z łóżka nie mógł się podnieść.

83

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Przeczytalem tylko czesciowo, ale to co przeczytalem wystarczy zeby cie zdiagnozowac.
Od zawsze niszczylas swojego meza. Nigdy go nie szanowalas. Nigdy sie nie liczylas z jego potrzebami. Albo misio robi to co ty sobie zyczysz, albo fochy, awantury, ponizanie. Ktos cos powiedzial o nim nie tak jak ty sobie tego zyczysz, a ty jego opi...asz. Nie wiem jak inni, ale ja jestem zdania ze karmienie dziecka to "babska" sprawa. Ja moge polulac, przewinac, posprzatac rzygowiny. Ale poki nie zahoduje biustu, to karmic ma kobieta. Z drugiej strony, zona mnie zawsze szanowala, wiec ja czujac wsparcie z jej strony, wspieralem ja jak umialem. Ty swojego meza nie szanujesz i nie wspierasz. Co kaze ci myslec ze on musi wspierac ciebie? Ty go cale zycie traktujesz jak szmate, to on odplaca ci tym samym. A ze wybral moment kiedy to najbardziej boli? Jak bic sadyste, to tak zeby naprawde bolalo.

84 Ostatnio edytowany przez refracted... (2017-10-08 21:42:55)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

To po co w takim razie jest ze mna? Tu mu na mnie zalezy bo niby tak mowi a jak chce z nim otwarcie porozmawiać czemu zachowuje sie tak to milczy...jeszcze najgorsze w tym wszystkim wyladowuje swoja zlosc na naszym starszym dziecku a to chyba nie jest normalne...prosby nie pomagaja...wogole nie liczy sie ze mna...jesli mu tak bardzo zle ze mna to niech odejdzie.. sad bo czasami mam wrazenie ze lepiej byloby mu beze mnie...ja chyba nie zrozumie nigdy facetow...była niedawno rocznica naszego slubu...olal mnie...nawet nie podszedl nie przytuli...jest tylko mily kiedy chce isc do lozka...dluzej tego nie wytrzymam...PODDAJE SIE sad a co do karmienia to chyba nie jest takie trudne podac butelke??? Widze meska solidarnosc...;) ale to dobrze przynajmniej na.przyszlosc mnie oswiecicie jak z Wami wogole rozmawiac...bo moj.maz nie lubi gadac na takie tematy jak nasze malzenstwo...nie powie wprost co go boli czy mu nie pasuje...tylko milczy i mnie ignoruje...a ja.nie.mam sily walczyc z wiatrakami...

85

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Nie zrozumialas, wiec moze prosciej.
Jak sama napisalas, masz wybuchowy charakter, a przy tym zawsze stajesz po stronie osob trzecich, a nie swojego meza. Nie wsppminalas ze pracujesz nad soba, tylko skwitowalas to stwierdzeniem taka bylam przed slubem, widzialy galy co braly. W stanie zakochania i towarzyszacej temu euforii czlowiek wielu rzeczy nie zauwaza lub je latwiej znosi. Teraz po uplywie kilku lat twoj maz juz nie jest w stanie zakochania i twoje dwutygodniowe fochy go po prostu wkurwiaja.
Jest z toba, wiec prawdopodobnie nadal cie JESZCZE kocha. Ale to tez minie. Oprocz tego ze kocha, powinien jeszcze cie lubic, a z tego co napisalas to nie dasz sie lubic, bo jestes wredna.
Popracuj nad soba. Naucz sie przepraszac, badz dla niego mila. Skoncz z tym swoim musimy porozmawiac, bo faceci czesto nie umieja rozmawiac. Poza tym pieprzenie ciagle o tym samym nic nie daje. Pogadaliscie, macie zmienic to czy tamto i trzeba to zrobic. Bez psychoanaliz, bez rozkminy. Po prostu nie czepiaj sie go, jasne sygnaly i zero unoszenia sie.

A jak chodzi o solidarnosc jader. Raczej nie masz racji. Jak widze ze kobieta ma racje, to ja popieram, ale jak ty sama piszesz ze w sporach zawsze bralas strone tatusia a nie meza, to w oczach kazdego faceta jestes skreslona. Ja rozwiodlbym sie z toba juz wtedy. Mezowi przysiegalas stac u jego boku. Jego masz wspierac, a ty co? Szkoda gadac.

86 Ostatnio edytowany przez Pirx (2017-10-09 11:52:48)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

refracted...

Gonisz w piętkę.
Ok, Twój Misio ma swoje za uszami. Spójrz realnie jednak na powtarzajacy się schemat i sytuację.

- Pierwszym okresem małżeństwa nachrzaniłas i to zdrowo między Wami. Teść  go opier...,żona wali fochy i opierd...,księżniczniczkuje...etc.
- Zero azylu.Gdziekolwiek.
- Wyjechałiście - i jest bunt. Żona dalej swoje.Do tego bezmyslnie rzuca nie chcę z Tobą być i ostentacyjnie jeździ z kolega.
- Potem kolejne akcje w stylu "Zobacza ja się staram teraz a Ty - iiiii... litania oskarżeń,pretensji.
- Smycz .Wychodzi na piwo ,wraca późno i gderanie "Bo ja chciałam, bo sprawiłeś mi przykrosć ,bo się nie starasz"
Nosz w mordę misia...wiecznie źle,wiecznie nie dobrze...
Ty masz pretensje że wrócił późno, a jak on ma że wyszłaś - to zły niedobry ,jak śmie. Efekt : kolejne obrzydzenie do prób rozmów z Toba.

Chcesz naprawiać? Super. Fakap jest taki że tego się nie da na pstrykniecie nie da naprawić.
Pierwsze co masz do zrobienia, to ugryzienie się w język i sprzątanie własnych zachowań.Jego awersja i 'negatwyne' reakcja to tylko i wyłacznie efekty Twojej działalności.I dalej w zaparte brniesz w ten sam schemat zachowania.Bo on nie postąpił tak jak POWINIEN (wg Ciebie).
Drugie, to uświadominie sobie że ma alergię na Twoje wypominki i teksty komunikujące Twoje uczucia.W Twoich wypwoiedziach jest JA JA JA.Zapytałaś jego jak on się czuł? Jak się czuje? Próbowałąś go zrozumieć nie oceniając ani pouczając?
Trzecie : to cieżki okres adaptacji dla Was zwiazaeny z brakiem pretensji.A w zasadzie ich stopniowym ograniczaniu.To nie przedszkole że od dziś nie mamy pretensji.To zamiecenie pod dywan.
Dopiera wtedy moim zdaniem da się ten bajzel ogarnąć.
I daj sobie i jemu 'odpocząć' Wprowadź miłą atmosferę, daj mu się przyzwyczaić.

A wszelkie porady typu "TO TY MU TERAZ pokaż że też wychodzisz" Olej.Bo tylko strzelisz sobie w stopę.
Podejście : od dziś jesteśmy mili wobec siebie - nie zadziała od razu.Zagryź zęby i spokojnie pokazuj że się zmieniło Twoje podejście.
Znów założyłaś sobie plan, a ten Głupi Misio nie łapie tego i nie realizuje.No co za TYP! Jego wina! On znów mnie nie docenia! (sarkastyczna wypowiedź)

87

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Minęły dwa lata, a Ty piszesz post w takim samym klimacie jak kiedyś....Znowu On taki zły i niedobry, odbieram Ciebie jako kobietę u której zawsze musi być idealnie, tak jak Ona sobie zaplanuje, gdy tylko coś nie po Jej myśli - tragedia. A życie nie jest bajką, jest ciężką pracą dwójki ludzi. Jeśli mąż pracuje zawodowo, pozwól Mu na przesypianie nocy, kiedy idzie do pracy, a niech pomaga w weekend. Małe dziecko to ciężka praca, swoją drogą trochę się dziwię, że się na nie zdecydowaliście, jeśli coś w małżeństwie nie gra, pojawienie się dziecka nie uleczy tego związku, tylko wystawi na ciężką próbę.
Byłaś na jakiejś terapii, którą dwa lata temu tak doradzały dziewczyny?

88

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Tak wiem święta nie bylam...ale przez ostatnie 2 lata bylo ok. Normalnie bylo...nie bylo fochow na 2 tygodnie...jak byla sprzeczka to za 5min bylo ok...dlatego postanowiliśmy postarac sie o drugie dzieciatko...i tu znowu zaczely sie schody...z jego strony cos nie tak...o wszystko zaczął sie czepiac.wydziera sie na mnie na.starsze dziecko...prosilam zeby sie opanowal bo zaczyna sie go bac i sie trzęsie caly jak tata sie wydrze....i z tego w dużej mierze sa nasze klotnie...a jak pytam o co chodzi to milknie i tyle moge wyciagnac...nie jestem.juz ta osoba sprzed kilku lat....chodzi mi teraz o ta sytuacje nie sprzed kilki lat...i przykro mi ze sie wydziera...

89

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
refracted... napisał/a:

Tak wiem święta nie bylam...ale przez ostatnie 2 lata bylo ok. Normalnie bylo...nie bylo fochow na 2 tygodnie...jak byla sprzeczka to za 5min bylo ok...dlatego postanowiliśmy postarac sie o drugie dzieciatko...i tu znowu zaczely sie schody...z jego strony cos nie tak...o wszystko zaczął sie czepiac.wydziera sie na mnie na.starsze dziecko...prosilam zeby sie opanowal bo zaczyna sie go bac i sie trzęsie caly jak tata sie wydrze....i z tego w dużej mierze sa nasze klotnie...a jak pytam o co chodzi to milknie i tyle moge wyciagnac...nie jestem.juz ta osoba sprzed kilku lat....chodzi mi teraz o ta sytuacje nie sprzed kilki lat...i przykro mi ze sie wydziera...

sad(( krzyczeć na dziecko słabe:(
A może mógłby ktoś zostać chociaż na trochę z dziećmi, żebyście mogli wyjść gdzieś sami? Jakaś kolacja, kino? Przy małym dziecku jest ciężko, pewnie obydwoje jesteście przemęczeni.

90

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
serce i rozum napisał/a:

Minęły dwa lata, a Ty piszesz post w takim samym klimacie jak kiedyś....Znowu On taki zły i niedobry, odbieram Ciebie jako kobietę u której zawsze musi być idealnie, tak jak Ona sobie zaplanuje, gdy tylko coś nie po Jej myśli - tragedia. A życie nie jest bajką, jest ciężką pracą dwójki ludzi. Jeśli mąż pracuje zawodowo, pozwól Mu na przesypianie nocy, kiedy idzie do pracy, a niech pomaga w weekend. Małe dziecko to ciężka praca, swoją drogą trochę się dziwię, że się na nie zdecydowaliście, jeśli coś w małżeństwie nie gra, pojawienie się dziecka nie uleczy tego związku, tylko wystawi na ciężką próbę.
Byłaś na jakiejś terapii, którą dwa lata temu tak doradzały dziewczyny?



Nie nie bylismy bo bylo ok wszystko sie unormowalo...powiedzialam.mu ze ok w tygodniu rozumiem pracuje ale w weekendy moglby mi pomoc...stwierdzil ze.jest zmeczony i ze krew mu leci z nosa...dla niego raczej musi byc wszystko tak.jak.on chce bo jak nie to zly...jak go poprosze zeby w weekend w nocy wstal to wstanie raz nakarmi i przychodzi oddac mi dziecko bo on go nie moze uspic i jeszcze chcialby pospac i to z nerwami do mnie...a jak ja wstaje w nocy 7dni w tyg nie budzę go i pozwalam w weekendy pospac to jest wszystko w porzadku...ale jak juz poprosze o pomoc to juz staje sie nerwowy...zawsze musi byc tak jak on chce...

91

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Niestety nie mamy tu nikogo...jest ciezko ale ja potrafie wstac z usmiechem podejsc do niego i przytulic go ot tak albo dac buziaka...on mi juz nie okazuje czułości....chyba tylko przytuli jak chce do lozka isc...podczas porodu byl ze mna ale nie wspierał mnie...bardziej polozne trzymaly mnie za reke  dodawaly otuchy...on sobie usiadl na fotelu a potem narzekal ze zmeczony jest...zamiast mi pomoc po porodzie sie umyć to pojechal do roboty bo ważniejsze było to zeby poinformowac w pracy dlaczego go nie bylo..mowilam zadzwon...nie bo on woli jechac koniec kropka...on tak zaplanował i tak musi byc bo jak nie to nerwy...jak przyjezdzal w odwiedziny to po godz juz nerwy pokazywal...jakby z przymusu siedzial ze mna... sad

Posty [ 66 do 91 z 91 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026