netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

90 odpowiedzi17 849 wyświetleńzałożony przez refracted..., 18.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 91 ]

1

Temat: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Witam. Proszę o rade i opinię...Jestem z mężem8 lat w tym po ślubie 5. Kiedy go poznałam był kochający romantyczny miły...w każdy możliwy sposób okazywał mi jak bardzo mnie kocha..wszyscy mi mówili ze on jest wpatrzony we mnie jak w obrazek...wyszlam za niego po 3 latach znajomości z na prawdę wielkiej miłości...Jestem z natury nerwowa i często "strzelam" focha o byle co. Ale mój maz od początku wiedział ze mam ciężki charakter bo nie udawałam nic przed nim. Problemy między nami zaczęły się jakieś 4-5 lat temu. Moj mąż zaczął prace w firmie mojego ojca...na początku było wszystko w porządku bo tacie zależało żeby ktoś zaufany poprowadził mu biznes.ale z czasem zaczął sie koszmar dla mnie dla nas...tata oskarżał go o wszystko ciągle się go czepiał i darl się ze zle coś robi...a ja niestety jestem taka ze ktokolwiek powie coś złego na mojego męża czy ma rację czy nie to ja idę i opieprzam swojego męża...pozniej bylo coraz gorzej o gorzej aż w końcu tak się sklocili ze nie bylo szans zeby się kiedykolwiek pogodzili...a ja stałam pomiędzy rodzina a moim mężem...strasznie to bolało bo nie wiedziałam kto ma racje a kto nie bo wiem ze mój maz też nie był święty...w końcu zostałam z mężem a z czasem jakoś relacje się poukladaly choć wiem ze nigdy nie bd tak jak kiedyś miedzy nimi...Nie chciałam wysłuchiwać więcej krytyki pod adresem męża wiec znalazł inna prace...ale tam też szef był okropny więc postanowiliśmy wyjechać za granice zeby uzbierać kase na dom zeby nie musieć mieszkać z moimi rodzicami...no i tu zaczęło się piekło...moj maz zamiast szukać pracy spal do południa i nie pomagał mi w niczym...prosby groźby nie pomagały...bylo mi strasznie wstyd bo mieszkaliśmy z moja siostra...ona nie kazała nam płacić za nic dopóki nie bd miec  pracy...w końcu się udało ze chociaż ja znalazłam prace ale na nocna zmianę..przychodzilam po 6 rano a nasze dziecko budziło się o 7...moj maz był na tyle chamski i podły ze nawet krzykiem nie mogłam go podnieść z tego łóżka zeby wziął mala bo ja dopiero co wróciłam z pracy...w końcu zeby nie budzić pozostałych zabieralam córkę a maz spal do 12.. Tak bylo prawie 3 tyg...w końcu powiedziałam dosc. Zaczęłam totalnie go olewać nie rozmawiałam z nim Udawalam ze go nie widzę, zaczęłam malować rzęsy do pracy...przyjezdzal po mnie kolega z pracy..i powiedziałam mężowi ze nie chce z nim juz być..nic miedzy mna I z tym kolega nic nigdy nie bylo bo ja nie uważam zdrady..ale wtedy poczułam się że jeszcze mam szansę na spotkanie kogoś innego bo jeszcze się facetom podobam...moj maz gdy zauważył ze inny koleś po mnie przyjeżdża i ze się maluje przeszedł cudowna przemianę....zaczal się starać tak jak na poczatku naszego związku...ale ja mu powiedziałam ze to koniec..zaczal błagać i płakać ze mnie kocha itd..w koncu maz znalazł prace wszystko zaczęło sięe układać i udało mu sir mnie przekonać żebym zostala...sielanka trwała prawie 1,5 roku..oczywiscie ja na niego się darlam ciągle mi coś nie pasowało ciągle fochy trwające 2 tyg...i zaczęło się psuć. Później zaczęły wychodzić jego "machlojki" a ja czułam ze mi się wali świat...ale znowu wybaczylam z miłości... od tamtej pory kiedy się dowiedziałam paru rzeczy o nim co bylo w Polsce nie potrafię mu zaufać i nie chodzi tu ze zdradził...nie odzywalam się 2-3 tyg aż w koncu on powiedział dosc i zaczął sir buntować...nie pomagał mi w niczym choć robił w domu wszystko ze mną na zmiany..pranie sprzątanie gotowanie zakupy...w końcu nie wytrzymałam i stwierdziłam ze nie ma sensu tak dalej tego ciągnąć. Zaczęłam myśleć o rozwodzie...poszlam do siostry i wszystko jej powiedziałam...ona też mówiła zostaw go on nie jest ciebie wart...ale ja zaczęłam myśleć ze przecież kiedyś był inny i ze to moja wina po części przez moje fochy i obwinianie go za wszystko....w końcu zmusilam go do rozmowy. I bylo w miarę ok przez tydz..ale tydz później maz wyszedł o 16 z domu i wrócił o 4 rano..powiedzial że był na piwie z kumplami i ze był na dyskotece...a mi się zawalił świat..jak mógł wyjść i spędzić z kolegami weekend a nie ze mną choć tydz wcześniej chciał coś naprawic...i znowu tydzień fochow krzyków i myśl o rozwodzie...ale znowu dałam nam kolejna szanse bo po rozmowie z nim do której ja go zmusiłam wytłumaczył mi że ma dosc kłótni i wysłuchiwania...pomijajac fakt ze kiedy rozmawialiśmy o nas zadzwonił kolega i mnie zostawił znowu...fakt ze na godzinę ale znowu zabolało ze wybrał kolegę...kiedy wrócił zmusilam go do rozmowy wytlumaczylismy sobie wszystko i podał mi sytuacje w których ja zawiniłam..no i miał racje..kolejny raz postanowiliśmy naprawić nasze małżeństwo..i znowu niestety z marnym skutkiem...przez tydz się starałam robiłam mu niespodzianki namiętne noce itd przyszedł piątek a mój nas po pracy pisze mi smsa ze mnie przeprasza ale idzie na piwo z kumplem i wróci za godz...pomijajac fakt ze czekałam na niego z nadzieja ze po pracy przyjdzie bo mu nawet w dzień mówiłam ze razem spędzimy wieczór...i znowu poczułam się jakbym dostała w twarz...i znowu z nim nie gadam bo mnie to zabolało...ja już sama nie wiem co mam zrobić...prosze pomóżcie mi...czy to we mnie tkwi cały problem? Maz nigdy przez cały nasz związek nie pil co tydz tylko raz na miesiąc i to jedno piwo...i nie spotykał się z kolegami...sama go z pol roku temu namówiłam ale to tez z oporem wyszedł..

2

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Ja tam pomijam ogólny zarys Waszego małzeństwa, ale jak bym była facetem i by mi się "baba" darła i strzelała dwutygodniowe fochy w domu to chyba też zaczęłabym pić .......

3

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

I z drugiej strony. Jak nie chodził nigdzie z kolegami to było źle, jak zaczął chodzić to też źle. Nic tylko się pochlastać.

4

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

A tak cąłkiem serio....

W ciagu Waszego życia w PL obdarłaś faceta z szacunku (fochami, pretensjami od ojca swojego itd). A wiesz kobiety potrzebują miłości a faceci szacunku.
Swoje postepowanie kontynuowałaś zagranicą.
Ja go nie tłumzcę, ale "obciełaś facetowi jaja" i ja się wcale nie dziwię, że ucieka do kolegów, żeby spędzić czas w meskim gronie które stawia go za równego partnera i szanuje.

Po drugie dziewczyno gdzie Twoja kobiecość hmmm? Czy wg Ciebie te fochy nad wyraz czyli ksieżniczkowanie i darcie to atrybuty kobiety? Myślisz, że to jest cecha, w której zakochują się mężczyźni?

5

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Wiem dlatego nie mówię że jestem święta bo nawet wystarczyła głupota zeby ktoś na niego coś powiedział ze robi zle to ja się na niego darlam i próbowałam zmieniać na sile... Taki mam charakter ze zamiast swoja przejmuje się opinia innych..ale próbowałam ratować małżeństwo chciałam pogadać i powieddziec mu co mi leży na sercu i jego wysłuchać...ale zawsze kończy się tak samo ja gadam i pytam a on gapi się w telewizor i nie chce ze mną gadać..najlepiej dla niego jakby bez slow bez słowa przepraszam pogodzić się w łóżku....staralam się cały tydzień...i bylo super...w Pt czekałam na niego w seksownej bieliźnie itd a in SMS ze nie przyjdzie od razu po pracy bo idzie z kolega...i wtedy poczułam ze teraz koledzy ważniejsi niż seks z żona....

6

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Wiesz,
nie da się naprawić tylu lat braku szacunku do faceta w tydzień kilkoma miłymi zdaniami i sexi bielizną.

Daj mu czas. Poczytaj o tym czym róznią się nasze potrzeby miłości (czułość, bezpieczeństwo) o meskiej potrzeby szacunku (podziw, docenianie, popieranie itd).

Nie bedę rozwijac tematu- jest na ten temat kilka fajnych pozycji czytelniczych na rynku- jak będziesz chciała znajdziesz.

7

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Tak wiem czytam i próbuje się zmieniać...ale nie wiem czy to ma jakikolwiek sens jeśli ja się staram a on nie...właśnie o to chodzi ze to ja zaczęłam być lepsza...a on się nie postarał bo wybrał kolegów...rozumiem kiedy się czepialam mogl miec mnie dosyć i uciekać do kolegów zeby miec święty spokój....ale jak ja się umawialam z nim w dzień ze wróci po 22 z pracy i spędzimy ten czas razem a on wybrał kolegę to jest nie mile....a przecież się nie klocilismy przez tydzień i zaczęło wszystko iść w dobrym kierunku a on zmiast rodziny wybrał kolegów i picie...nawet jak mu powiedziałam ze pewnie olalby mnie gdybym wyszła z walizkami to powiedział ze to mój wybór...to po co moje starania? Próbuje się odgryźć za to co robiłam? Skoro nie jest szczęśliwy to niech mi powie wprost ze ma dosyć...wiedział jaka jestem bo nigdy nie ukrywałam ze się focham...pomimo to stwierdził ze chce być nadal ze mną.a ja znalam in ego czlowieka ktort by skoczyl za mna w ogien..i mam wątpliwości czy on czasami nie był taki wcześniej chamski czy ja byłam tak slepa? A jeśli to na prawdę moja wina to czemu on się nie stara? Czemu jemu nie zależy?

8

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Widocznie ma dość.
Wiesz jaki jest Twój problem? Ciągle szukasz winy poza sobą, a Ty jesteś nastawiona strasznie egocentrycznie. Mimo, że sama przyznałaś jaka byłaś i jak gościa szmaciłaś, tak teraz zaczynasz się zastanawiać, czy to jednak nie on był zły i chamski od początku. Tu jest główny problem.
A ja się wcale nie dziwię, że gościowi się po tylu latach odechciało. To, że ma też problem z komunikacją to już inna sprawa.

9

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

No ma problem z komunikacją ze mną.. Problem w tym że na pierwszym miejscu stawia kolegów a nie Zone i rodzinę. Wiec co mam w takiej sytuacji zrobić? Pozwalać mu na wszystko na co ma ochotę? Ja bym chciała zeby mi pokazał ze jemu też zależy...nawet skoro podjęliśmy się próby ratowania małżeństwa powinien zaprzestać na jakiś czas spotykania się z kumplami i spędzenia ze mną tego czasu...

10 Ostatnio edytowany przez Lenaa1983 (2015-05-18 14:18:35)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Mówię Ci daj mu trochę czasu- na razie to Ty nadal uskuteczniasz te swoją dyktaturę.. "a on powinien, a on tam, a on tamto"

Skup się na razie na sobie rozumiesz? Na tym jaka Ty jesteś. Wyobraż sobie, że masz syna i zapytaj się siebie jakiej zony chciałabyś dla tego syna.... I przełóż to na siebie.
Nie oczekuj niczego na razie od niego a jesli ma przyjśc jego odmiana to powinna niebawem przyjsć... 

Może trochę wiary we własnego mężą? Wychodziłas za kogo za mąż? Za kretyna czy za człowieka który Cie kocha?

11

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Tylko ze boje się ze to ja bd starała się dla niego a on tego nie zauważy i mnie bd olewal..bo starania powinny być z dwóch stron.. Są jeszcze 2 inne rzeczy które zrobił zle. I to też wpłynęło na moja "niechęć"  i kłótnie ale nie chce pisać tego tu na forum....jeśli ktoś chce moze mi podać maila ja napisze o co biega i wtedy moze bd nam łatwiej..

12

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

A tak właściwie to w jaki sposób Wy chcecie ratowac to małzeństwo?
Co Ty robisz? Co on miał robić?
Rozmaawialiscie w ogóle o tym? ustaliliscie swoje potrzeby?

13

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
refracted... napisał/a:

ale próbowałam ratować małżeństwo chciałam pogadać i powieddziec mu co mi leży na sercu i jego wysłuchać...ale zawsze kończy się tak samo ja gadam i pytam a on gapi się w telewizor i nie chce ze mną gadać..najlepiej dla niego jakby bez slow bez słowa przepraszam .

Jaka jest forma Twojej "rozmowy " ??

Mówisz w sensie wypominania mu wszystkich spraw które zawalił , pouczasz ze powinien inaczej postąpić czy raczej ukierunkowana na Twoje uczucia , emocje jak w takich sytuacjach sie czułaś ??

Oczekujesz od niego przeprosin , a czy Ty go również przepraszałaś ??

Ja go nie bronie ani Ciebie nie obwiniam za całe zło. Próbuję na razie rozeznać sie w waszej sytuacji .

totalny brak komunikacji z waszej strony .

14

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Za każdym razem to ja próbuje pierwsza wyciągać rękę zeby się pogodzić albo ja pierwsza się odzywam do niego z prośbą czy możemy porozmawiać...mowilam mu wiele razy co mi leży na sercu ale jak próbuje od niego wyciągnąć cokolwiek to albo mi nie odpowiada albo mówi ze idzie spać bo jest zmęczony...ucieka od problemu...niestety w tygodniu się nie widzimy bo kiedy ja wracam to juz śpi albo odwrotnie..jedynie w weekend możemy ale to wieczorem kiedy córka śpi bo nie chce przy niej rozmawiać na takie tematy..on nie chce ze mną rozmawiać na tematy związane z naszymi problemami w małżeństwie...a ja bym chciała się dowiedzieć co mu leży na sercu czego oczekuje itd a in po prostu ucieka...probowalam rozmawiać w tamtym tygodniu w weekend to po 5 minutach stwierdził ze idzie spać bo jest zmęczony...wkurzylam się wtedy na maxa bo jak to zmęczony jest zeby w końcu wszystko wyjaśnić a z kolegami potrafi siedzieć do 4 rano?? I za każdym razem to samo...nie potrafi że mną wogole o takich sprawach rozmawiać...a jak mu mowie ze moze lepiej wiele rozstanmy to wychodzi z domu bo wie ze wtedy jeszcze bardziej mnie wkurzy...a ja bym chciała zeby choć raz tak szczerze ze mną pogadal...w takich momentach myślę ze jemu juz na mnie nie zależy i dla niego koledzy są ważniejsi ode mnie..

15

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

A ja już siły nie mam.. Bo wiem że nasze małżeństwo totalnie się rozsypało ale ja nie potrafię sama je poskładać. Nie wiem jak przekonać męża do tego zeby ze mną porozmawiał?

16

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
refracted... napisał/a:

mowilam mu wiele razy co mi leży na sercu ...ucieka od problemu.....

Ja mu się nie dziwie. Jeśli rozmowa to dla Ciebie trajkotanie co Ci lezy na sercu a potem pytanie "Kochanie a Tobie co jest" to on "rozmowę" kojarzy z wyrzutami.
I moim zdaniem jeśli tak kojarzy to mądrze robi idąc spać i nie wdaje się w " trajkoczącą dyskusję".

Rozmowa trochę inaczej wygląda wink

Po drugie jak już Ci mówiłam: skup się na poprawie swojego wrzeszczącego, drącego z wyrzutami do niego charakteru i daj mu czas. Zacznij od siebie..

17

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Dziękuję Ci Lena1983 :* Super z Ciebie kobietka. Otwierasz mi oczy na sprawy które wg mnie powinny wyglądać inaczej a sie myliłam...zakupilam nawet książkę na temat jak zrozumieć facetów ;-) i szczerze mówiąc przeczytałam parę stron i wszystko co autor pisze o facetach to jakby pisał o moim mężu...
Mam nadzieje że uda mi się to jakoś naprawić...Wiekszosc mojej rodziny nie lubi mojego męża bo poodwalal parę rzeczy...wiec tym bardziej jest mi ciężej zaufać mu w jakiejkolwiek sprawie...stal sie też bardziej nerwowy...ale nie wiem czy nie był taki zanim mnie poznał...potrafi z nerwami walnac w drzwi albo kopnąć w coś nie patrząc na to ze moze coś zniszczyć...w tym też tkwi problem bo wtedy zaraz mam schizy czy aby z biegiem czasu mnie np nie uderzy w nerwach...

18 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2015-05-19 11:20:41)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Nie odpowiedziałaś jak wygląda Twoja forma rozmowy z nim  .


Przez cały dzień praktycznie sie nie widzicie , jedynie na weekendy jest taka możliwość , to kiedy on ma dostrzec Twoje zmiany ?? Na weekendy Ty wykorzystujesz czas na kolejne rozmowy , Ty mówisz , mówisz mówisz - jak myślisz z czym mu sie kolejny weekend kojarzy ?? Przez lata go strofowałaś , pouczałaś , strzelałaś fochy a teraz tylko na weekendy .

Odpuść sobie na razie jego i ciągle dążenie do rozmów. On już wie co myślisz.

Skup sie na razie tylko na sobie. Moze przed kolejnym weekendem zorganizuj sobie sama ( z koleżankami , z siostra ) wyjście na basen , kino cokolwiek a on niech zajmie sie dzieckiem i domem  . Daj mu sie wykazać w tej roli. Będzie powód do pochwalenia go a nie narzekania  smile Ty troche sie odstresujesz i nie bedziesz nacisac na kolejne rozmowy. Zastanów sie głęboko nad sobą  , jakich chcesz zmian w sobie i dąż do tych zmian. Bedzie ci łatwiej żyć samej ze sobą , nic nie będziesz mogła sobie zarzucić . 

Twoja zmiana samej siebie będzie miała wpływ na jego zmianę .


edit: zakupiłaś książkę jak " zrozumieć facetów " - skupiasz sie na nim na was -  najpierw proponowałabym zrozumieć sama siebie.

Proponuje Książki  " Gniew Kobiety" ,  " Karuzela bliskich więzi " -autorki  Harriet Lerner

19

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
refracted... napisał/a:

Tak wiem czytam i próbuje się zmieniać...ale nie wiem czy to ma jakikolwiek sens jeśli ja się staram a on nie...właśnie o to chodzi ze to ja zaczęłam być lepsza...a on się nie postarał bo wybrał kolegów...rozumiem kiedy się czepialam mogl miec mnie dosyć i uciekać do kolegów zeby miec święty spokój....ale jak ja się umawialam z nim w dzień ze wróci po 22 z pracy i spędzimy ten czas razem a on wybrał kolegę to jest nie mile....a przecież się nie klocilismy przez tydzień i zaczęło wszystko iść w dobrym kierunku a on zmiast rodziny wybrał kolegów i picie...nawet jak mu powiedziałam ze pewnie olalby mnie gdybym wyszła z walizkami to powiedział ze to mój wybór...to po co moje starania? Próbuje się odgryźć za to co robiłam? Skoro nie jest szczęśliwy to niech mi powie wprost ze ma dosyć...wiedział jaka jestem bo nigdy nie ukrywałam ze się focham...pomimo to stwierdził ze chce być nadal ze mną.a ja znalam in ego czlowieka ktort by skoczyl za mna w ogien..i mam wątpliwości czy on czasami nie był taki wcześniej chamski czy ja byłam tak slepa? A jeśli to na prawdę moja wina to czemu on się nie stara? Czemu jemu nie zależy?

Refracted i tu w tym miejscu trochę pokory.
Ciosasz mu kołki na głowie i liczysz na to, że on się z tym pogodzi Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
To jest jak samo gdy jak ktoś pluje Ci w twarz a Ty wycierasz się, patrzysz w górę i mówisz " chyba padać zaczeło".
To co masz to masz na własne życzenie.
Ja widzę tylko dwa wyjścia z tej toksycznej sytuacji.
1 idziesz, idziecie na terapie małżeńską;
2 rozstajesz się z mężem.
Według mnie trzeciej możliwości nie ma.

20

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Mężczyźni generalnie nie lubią kłótni. Jeśli Twój mąż przez lata musiał znosić tak duży stres, jakim była wiecznie niezadowolona i wrzeszcząca żona, to wybacz, ale to każdą, nawet największą miłość jest w stanie zabić.
Są pewne granice wytrzymałości psychicznej i nie dziwię się, ze Twój mąż wyładowuje się na przedmiotach martwych. To takzwana agresja przeniesiona. Moim zdaniem słusznie się obawiasz, że kiedyś nie wytrzyma i źle się to dla Ciebie skończy.
On od Ciebie ucieka, bo Twoje towarzystwo jest dla niego stresujące. Nie zdziwiłabym się wcale, gdyby znalazła się jakaś pocieszycielka, w której znalazłby oparcie.
Moim zdaniem musisz się przede wszystkim uspokoić i dać jemu odrobinę spokoju. Jeśli Cię kocha nadal, to zapomni z czasem o stresie. Ale nic na siłę. Mniej determinacji, a więcej dystansu.
Czasem zamiast coś wypomnieć lub wiercić dziurę w brzuchu, lepiej policzyć do dziesięciu i ... odpuścić.
Wszystko to piszę ze swojego doświadczenia, więc uwierz, że wiem co mówię.

21

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
refracted... napisał/a:

Za każdym razem to ja próbuje pierwsza wyciągać rękę zeby się pogodzić albo ja pierwsza się odzywam do niego z prośbą czy możemy porozmawiać...mowilam mu wiele razy co mi leży na sercu ale jak próbuje od niego wyciągnąć cokolwiek to albo mi nie odpowiada albo mówi ze idzie spać bo jest zmęczony...ucieka od problemu...niestety w tygodniu się nie widzimy bo kiedy ja wracam to juz śpi albo odwrotnie..jedynie w weekend możemy ale to wieczorem kiedy córka śpi bo nie chce przy niej rozmawiać na takie tematy..on nie chce ze mną rozmawiać na tematy związane z naszymi problemami w małżeństwie...a ja bym chciała się dowiedzieć co mu leży na sercu czego oczekuje itd a in po prostu ucieka...probowalam rozmawiać w tamtym tygodniu w weekend to po 5 minutach stwierdził ze idzie spać bo jest zmęczony...wkurzylam się wtedy na maxa bo jak to zmęczony jest zeby w końcu wszystko wyjaśnić a z kolegami potrafi siedzieć do 4 rano?? I za każdym razem to samo...nie potrafi że mną wogole o takich sprawach rozmawiać...a jak mu mowie ze moze lepiej wiele rozstanmy to wychodzi z domu bo wie ze wtedy jeszcze bardziej mnie wkurzy...a ja bym chciała zeby choć raz tak szczerze ze mną pogadal...w takich momentach myślę ze jemu juz na mnie nie zależy i dla niego koledzy są ważniejsi ode mnie..

Nie zapomnij, że koledzy go tak nie tłamszą jak Ty to robisz.
Ty go dusisz, Ty na nim wywierasz taką presję z którą on sobie nie radzi.
A koledzy pewnie mu mówią " stary daj sobie z nią spokój. Tego kwiatu pół światu"
Dlatego on ucieka.
Boi się rozmów z Tobą bo wie czego się można po Tobie spodziewać.
Wiesz, ja też nie wkładam ręki między drzwi a futrynę bo mogą mi zrobić kuku.
Przemyśl to.

22

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
tes_sa10 napisał/a:

Mężczyźni generalnie nie lubią kłótni. Jeśli Twój mąż przez lata musiał znosić tak duży stres, jakim była wiecznie niezadowolona i wrzeszcząca żona, to wybacz, ale to każdą, nawet największą miłość jest w stanie zabić.
Są pewne granice wytrzymałości psychicznej i nie dziwię się, ze Twój mąż wyładowuje się na przedmiotach martwych. To takzwana agresja przeniesiona. Moim zdaniem słusznie się obawiasz, że kiedyś nie wytrzyma i źle się to dla Ciebie skończy.
On od Ciebie ucieka, bo Twoje towarzystwo jest dla niego stresujące. Nie zdziwiłabym się wcale, gdyby znalazła się jakaś pocieszycielka, w której znalazłby oparcie.
Moim zdaniem musisz się przede wszystkim uspokoić i dać jemu odrobinę spokoju. Jeśli Cię kocha nadal, to zapomni z czasem o stresie. Ale nic na siłę. Mniej determinacji, a więcej dystansu.
Czasem zamiast coś wypomnieć lub wiercić dziurę w brzuchu, lepiej policzyć do dziesięciu i ... odpuścić.
Wszystko to piszę ze swojego doświadczenia, więc uwierz, że wiem co mówię.

Tes_sa10 jesteś jeszcze młodą dziewczynką  (bo co to jest 50+, to jest 50 + jeden dzień Obrazek dodany przez użytkowniczkę ).
Jedak to, że jesteś dojrzałą kobietą tego nie ukryjesz.
Widzę, że jesteś kobietą bardzo madrą i dlatego wielki szacun Obrazek dodany przez użytkowniczkę dla Ciebie.
Sama mądrość przez Ciebie przemawia.

23

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Wiem ze nie jestem bez winy ze byłam jestem okropna wiem to. Tylko ze po czasie wychodzi na to ze moja rodzina miała racje co do mojego męża a ja za każdym razem bronilam go jak tylko mogłam...a wyszło na to ze mnie oklamywal...pierwsza rzeczą jest to ze nie byl fer wobec mojego ojca... Okazało się ze go "okradal" przykre ale prawdziwe, kolejna sytuacja też związana niestety z przywlaszczeniem rzeczy której się wyparła a po 1,5 roku od tej sprawy jego kolega go wydal i jak mu powiedziałam ze wiem o wszystkim to się przyznal...teraz znowu jest o coś oskarżany ale zapiera się ze tego nie zrobił...dlatego tym bardziej nie mam zaufania do niego i nasze relacje tak wyglądają bo staram się mu wierzyć ale mam wątpliwości czy on mówi prawdę...i mam do tego prawo skoro mnie juz okłamał nie raz... nie wiem co dalej robić...nie wiem czy ten związek ma jakikolwiek sens..wiem ze nie raz byłam okropna i nie powinnam się na niego fochac o głupoty i drzec na niego...ale za każdym razem kiedy jest juz dobrze to znowu wychodzą jego kłamstwa..chcialabym się zmienić i zacząć doceniać to co mam....

24

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Gdzie w tym wszystkim jest wasze dziecko ? Ogólnie szarpiecie się..współczuję Ci, bo znam ten mechanizm "żeby dwoje chciało na raz"...i chcesz utrzymać ten związek, za wszelką cenę..Mam wrażenie też, że wasz układ się, tak jakby wypalił..nie wiem , też czy to dobrze, że On pracował u twojego ojca..szarpiesz się ewidentnie, w tym wszystkim..może właśnie, skup się na dziecku i jego potrzebach i wtedy, jakby zrozumiesz sens tego wszystkiego.

25

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
Lexpar napisał/a:
tes_sa10 napisał/a:

Mężczyźni generalnie nie lubią kłótni. Jeśli Twój mąż przez lata musiał znosić tak duży stres, jakim była wiecznie niezadowolona i wrzeszcząca żona, to wybacz, ale to każdą, nawet największą miłość jest w stanie zabić.
Są pewne granice wytrzymałości psychicznej i nie dziwię się, ze Twój mąż wyładowuje się na przedmiotach martwych. To takzwana agresja przeniesiona. Moim zdaniem słusznie się obawiasz, że kiedyś nie wytrzyma i źle się to dla Ciebie skończy.
On od Ciebie ucieka, bo Twoje towarzystwo jest dla niego stresujące. Nie zdziwiłabym się wcale, gdyby znalazła się jakaś pocieszycielka, w której znalazłby oparcie.
Moim zdaniem musisz się przede wszystkim uspokoić i dać jemu odrobinę spokoju. Jeśli Cię kocha nadal, to zapomni z czasem o stresie. Ale nic na siłę. Mniej determinacji, a więcej dystansu.
Czasem zamiast coś wypomnieć lub wiercić dziurę w brzuchu, lepiej policzyć do dziesięciu i ... odpuścić.
Wszystko to piszę ze swojego doświadczenia, więc uwierz, że wiem co mówię.

Tes_sa10 jesteś jeszcze młodą dziewczynką  (bo co to jest 50+, to jest 50 + jeden dzień http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech2.gif ).
Jedak to, że jesteś dojrzałą kobietą tego nie ukryjesz.
Widzę, że jesteś kobietą bardzo madrą i dlatego wielki szacun http://emotikona.pl/emotikony/pic/0recourse.gif dla Ciebie.
Sama mądrość przez Ciebie przemawia.

Masz jakiś problem w związku z moim wiekiem? Nie do końca rozumiem...

26

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Nie chcemy zeby nasze dziecko bylo świadkiem naszych kłótni i sprzeczek...dlatego staramy się przy nim normalnie rozmawiać na tematy codzienne typu chcesz coś do picia co oglądamy idziemy na zakupy itp. Właśnie sama się zastanawiam czy ja chce to dalej ciągnąć bo trudno mi mu zaufać i boję się ze nie dam rady dłużej się starać posklejac to wszystko jeśli z jego strony żadnej inicjatywy nie będzie...sama nie wiem co chce i co zrobić bo mamy córeczkę i nie chciałabym zeby miała rozbita rodzinę...z drugiej zaś strony myślę sobie ze jak mamy się męczyć cale życie i być nieszczęśliwym to nie ma sensu w tym trwać...ale są momenty kiedy długo nie rozmawiamy patrzę na swojego męża i mówię sobie ze tesknie za jego bliskością i ze go kocham...ale są momenty kiedy go nie nawidze bo sprawia mi ból i nie widzę zeby mu na mnie zależało... Na dzień dzisiejszy chciałabym się rozstać ale nie wiem czy to dlatego ze mam żal o zaistniala sytuacje ze mnie olal bo poszedł z kolegami znowu a nie chcial ze mną spędzić romantycznego wieczoru chciało i dlatego bo mu nie wiem czy ufam jescze na tyle zeby z nim być...i zawsze bd się stresować czy czegoś znowu nie odwali...a ja chciałabym wieść spokojne bez takich stresów życie...

27

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Ktoś mi pomoże? napisalam chyba wszystko jaki glowny problem mamy z niedogadaniem sie i z zaufaniem...a dalej sama nie wiem co zrobic? sad

28 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-05-20 08:40:51)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

a ja zupełnie co innego zrozumiałam,  facet ewidentnie nie dorósł do roli męża i ojca, wybacz ale w każdej pracy był ,,zły szef,,, potem nie pracował,  nie pomagał przy dziecku,to święta osoba by nie wytrzymała tego,a  tu jeszcze ty go wspierałas i pomagała twoja rodzina,  do tego dla niego namiętne noce  itd a on wybiera kolegów,  no wybacz ale czy tak zachowuje si3 dorosły facet?
i ta nagonka na ciebie ze dziwne ze masz pretensje myśle ze każdy by mial, do tego okrada twojego tatę, 
a ty go ciągle usprawiedliwiasz szukasz winy w sobie a pozostali użytkownicy forum jescze ciebie w tym utwierdzaja
gdzie jest wasz dziecko i ty w tym związku bo jak na razie liczy sie tylko ON a dla niego Koledzy są najważniejsi
nie Ty twoje uczucia czy Dziecko

29

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
tes_sa10 napisał/a:

Mężczyźni generalnie nie lubią kłótni. Jeśli Twój mąż przez lata musiał znosić tak duży stres, jakim była wiecznie niezadowolona i wrzeszcząca żona, to wybacz, ale to każdą, nawet największą miłość jest w stanie zabić.
Są pewne granice wytrzymałości psychicznej i nie dziwię się, ze Twój mąż wyładowuje się na przedmiotach martwych. To takzwana agresja przeniesiona. Moim zdaniem słusznie się obawiasz, że kiedyś nie wytrzyma i źle się to dla Ciebie skończy.
On od Ciebie ucieka, bo Twoje towarzystwo jest dla niego stresujące. Nie zdziwiłabym się wcale, gdyby znalazła się jakaś pocieszycielka, w której znalazłby oparcie.
Moim zdaniem musisz się przede wszystkim uspokoić i dać jemu odrobinę spokoju. Jeśli Cię kocha nadal, to zapomni z czasem o stresie. Ale nic na siłę. Mniej determinacji, a więcej dystansu.
Czasem zamiast coś wypomnieć lub wiercić dziurę w brzuchu, lepiej policzyć do dziesięciu i ... odpuścić.
Wszystko to piszę ze swojego doświadczenia, więc uwierz, że wiem co mówię.

nie no jasne, biedny misiu będzie jeszcze ,,usprawiedliowny,, jak ja zdradzi,
on nie jest dzieckiem autorki, tylko partnerem i maja się nawzajem wspierać
,,sa pewne granice wytrzymalosci psychicznej,, a autorka jest tylko człowiekiem i sama nie pociągnie tego malzenstwa

30

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

"Zaczęłam totalnie go olewać nie rozmawiałam z nim Udawalam ze go nie widzę, zaczęłam malować rzęsy do pracy...przyjezdzal po mnie kolega z pracy..i powiedziałam mężowi ze nie chce z nim juz być"

Niestety nie czytalem pierwszego postu. Dosc juz mam spraw innych ludzi na jakis czas. Ale to zdanie, ktore mi sie rzucilo w oczy mnie ujelo w sensie negatywnym. Poniewaz z czytanych postow wynika ze autorka obarcza wina swojego meza za swoje emocje, mysli, nastroje, pretensje ale nie widzi swojego wlasnego postepowania, powodow roznych sytuacji, bedacych nastepstwem wczesniejszych rzeczy. Jesli wiec brakuje autorefleksji, zrozumienia drugiego czlowieka, jest tylko zapatrzenie w siebie to nic nie da sie zrobic. Oczywiscie jest tu jakies dazenie do wyjasnienia czegos ale to nie jest kontruktywne. To jakby chcac uratowac drzewo, ciagle i wciaz podcinalo by sie jednoczesnie jego glowne galezie, filary. Niestety ale mozliwosc naprawienia tego to koniecznosc zrozumienia ktora moze przyjsc chyba tylko poprzez wazne wydarznie zyciowe, ktore bedzie tak odlegle od osoby meza, ze on nie bedzie tym obarczony. Bo to siebie trzeba zmienic a nie kogos, przede wszystkim, ale jak mozna zmienic jesli sie nie kotroluje mysli i emocji. Nie da sie.

Mozna chyba zazartowac ze w tym zwiazku heterogenicznym, facet jest hetero a kobieta hetera wink

Elle by napisala ze wasz zwiazek nie ma sensu i zrobilaby to dosadnie. Jednak z jakis powod jestescie razem, macie mozgi, mozecie sie uczyc panowac nad roznymi aspektami wlasnej "osobowosci" niestety ale to wymaga wysilku. A wlasciwie zaparcia sie samego siebie.

31 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-05-20 09:38:55)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

ja autorki nie usprawiedliwiam, bo sama tez pisala co robila zle, ale bledem jest zwalanie całej winy tylko na nia, a on ,,pozbawiony przez nia szacunku,, ,,garnie się do kolegow i szuka tam wspracia,, jak tu napisane zostało , no ludzie to co on jest w gimnazjum czy ma zone i dziecko?

32

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
mariola856 napisał/a:

ja autorki nie usprawiedliwiam, bo sama tez pisala co robila zle, ale bledem jest zwalanie całej winy tylko na nia, a on ,,pozbawiony przez nia szacunku,, ,,garnie się do kolegow i szuka tam wspracia,, jak tu napisane zostało , no ludzie to co on jest w gimnazjum czy ma zone i dziecko?

Sugeruje nie narzucanie "jedynego slusznego" ale swojego zdania w celu wymuszenia przyjecia przez innych takiego lub z powodu emocji. Rozumiem tez ze tak jak autorka lubisz "przerzucac" sie argumentami. A wiesz, wychodzenie do kolegow meza a wychodzenie do kolegi zony to jednak jest nieadekwatna kategoria rzeczy. Ja jakos nie widze zeby autorka szanowala swoja rodzine i meza. Proponowanie dalszego obwiniania meza zamiast koniecznej autorefleksji niczego nie wnosi do opisanej tutaj sytuacji.

33

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

ciekawa jestem co powie autorka,
ja widze probe ratowania malzenstwa przez nia, a z jego strony nie bardzo
czy moje zdanie jest jedynie słuszne? nie,
po prostu napisałam swoje zdanie jak ja to widze
a dyskusja jest po to aby wymieniac się argumentami

34

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Maniek ale ona nie zdradzila meża, tylko głupio chciała wzbudzić w nim zadrosc.

35

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Nie zdradzalam nie zdradziłam i nigdy nie zdradzę swojego męża choćby nie wiem co się stało!!To był tylko kolega z pracy ktory zaproponował mi ze mogę z nim dojeżdżać żebym o 22 przez las nie chodziła. Nie jestem bez winy to wiem i dlatego nie pisałam od poczatku ze to tylko i wyłącznie jego wina! Ale zaczęły wychodzić jego "machlojki" nie wiem jak to nazwać..i od tamtej pory zaczęło się psuć kompletnie...jest zły na mnie ze nie potrafię mu zaufać...caly czas siedzi to we mnie i zastanawiam się czy dobrze robię zostając w tym związku i próbując się zmieniać skoro on się nie stara...i boje się ze znowu w coś się wpakuje i jak już mu wybaczę te poprzednie to wyjdą nowe...i ciągle żyje w stresie...nie wiem czy jest jakiś sens ratowania tego małżeństwa skoro on nie widzi swoich błędów... Ja mu powiedziałam że wiem jakie ja błędy popełniam i ze postaram się to zmienić ale z jego strony chyba takiej chęci nie ma....niektorzy tu napisali żebym dala mu na razie odsapnąć i zająć się soba...ok spoko ale czy Wy będąc w mojej sytuacji potrafilibyscie wybaczyć i zapomnieć zle rzeczy? On pochodzi z dobrego domu. Niestety wychowywany był bez ojca,ktory wcześnie umarł i sama matka musiała wychować ich. I raczej wychowywała ich w uczciwości pomimo ze im się nie przelewalo.  Znam dobrze jego rodzeństwo i żadne nie ma problemów takich jak my...sama nie wiem juz co robić... Wybaczyłam mu aferę z ojcem potem kolejny wyskok ale teraz nie mam pewności co do trzeciej sprawy...nieslugo się wszystko wyjaśni...a co jeśli nie winny albo winny?

36

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Nikt już mi nie doradzi? Nie pomoże? Bardzo prosze..ciągle myśle co zrobić i czy wogóle to wszystko ma sens? żal do mojego męża jest większa niż miłość...czy mi to kiedyś przejdzie? nie chcę się obudzić w wieku 40 lat i powiedzieć mogłam odejść wcześniej.....

37

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Kolejne rozczarowanie. Po dlugich rozmowach doszliśmy do wniosku, że spróbujemy kolejny raz naprawić nasze małżeństwo. Niestety moje starania (bo myślałam że w dużej mierze przyczynilam się do takich a nie innych relacji między nami )poszły na marne. Robiłam wszystko żeby między nami dobrze - tak jak kiedyś.. On też się starał. Miałam nadzieję i wiarę w to ze nam się uda! Ale niestety mój mąż znowu wybrał kolegów..zaczęło się w pt bo nie wrócił do domu po pracy ale niby napisał ze bd trochę później bo idzie z kumplem na piwo. Wrócił tak jak obiecał...w sobotę poszłam do siostry pomogłam jej w zakupach i mi się trochę zasiedzialo u niej... Kiedy wróciłam maz wściekły ze za późno wróciłam powiedział ze przesadzilam i ze wychodzi bo kumple czekają...zabolało jak cholera...na nic moje prośby zeby został co chce z nim spędzić tą noc.polozylam  się spać o 24  a o 23 wyszedł...o 3 nad ranem obudzilam się ale jego nie było..przeplakalam cala noc... Dzwoniłam setki razy ale nie odebrał. Zaczęłam się martwić ba Maksa. Czarne myśli w głowie..odchodzilam od zmysłów :-( napisał smsa ok 9 rano po interwencji swojego brata ze się martwie o niego.. Ze nie wróci do domu bo ja mam sobie wszystko przemyśleć.. Wściekła spakowalam jego rzeczy. Miałam zamiar je wyrzucić za drzwi ale nie chciałam żeby córka widziała...wrocil o 13 do domu. Kazałam mu się wynosić. Wyszedł bez ubrań bo stwierdził ze nie będą mu potrzebne. Wrócił o 19 jakby nigdy nic. Zero jakiejkolwiek reakcji przeprosin. Pozbyty jakichkolwiek uczuć. Stwierdził ze to ja przegielam a on swojej winy nie widzi... Nie ważne ze czekałam martwilam się ze się nie odzywał i ze nie było go całej nocy ze wrócił o 13.. :-( nic do niego nie dociera...stal się bierny. Jak mu zagrozilam rozwodem to stwierdził ze on się podporządkuje ze da mi rozwód...jeszcze tydzień temu był taki cudowny :-( nic do niego nie dociera. Kazda moja próba pogadania jest na marne bo mówi ze przecież ja podjelam juz decyzje...ja już nie wiem co robić zalamana jestem...w życiu bym nie pomyślała ze moze mi takie świństwo robić...zreszta nie tylko mi bo i naszemu dziecku...prosze pomóżcie :'(

38

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
refracted... napisał/a:

:-( nic do niego nie dociera.

Obawiam się, że to raczej do ciebie nic nie dociera. Awanturami, fochami, udawaną zdradą, poniżaniem faceta rozwaliłaś swój związek. Niby próbujesz naprawiać - kolejnymi awanturami, fochami, poniżaniem. Tylko pogratulować rozumku.
Swoją drogą, moim zdaniem, facet nie spędza tych nocy z kolegami, a raczej z kobietą.

39

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Przez ostatnie 3 tyg było cudownie bez kłótni..prawie tak jak na początku...ale problem teraz w nin tkwi bo wybrał kolegów. Czy ma inna? Nie wiem...myślę że nie ale zawsze byłam głupia i naiwna...nie czepialam się nie klocilam Misiu Kochanie...staralam się i tak jak w niektórych postach mi poradzono tak robiłam. Oboje podjęliśmy decyzje ze ratujemy nasz związek...i na prawdę po tych 3 tyg wydawało mi się a właściwie miałam nadzieję ze nam się uda...niestety ani moje prośby ani błagania zeby został ze mną i zeby nie wychodził "na piwo" do kolegów nie poskutkowało.... Olal mnie... :'( wyszedł na cala noc...wiem ze pil bo wziął ze soba alkohol z domu.  Ale boli to ze nie liczy sie z rodzina ze zapomniał co dla niego ważne.mogl sie wyszalec przed ślubem...teraz ma rodzinę Zone dziecko...to czemu dzień wcześniej mówi ze kocha robi wszystko zeby bylo dobrze? Planuje wakacje wdpolna przyszłość? A na drugi dzień znika na cala noc i uważa ze nic złego nie zrobił? :'( on wie ze moze stracić wszystko dom rodzinę i córkę...a pomimo wszystko olal nas...stwierdzil ze raz na jakiś czas mu sie należy... Owszem nie bronie mu wyjścia na piwo z kolegami...przez cały nasz związek nie wychodził nigdzie...kiedys dostal zaproszenie od kumpla bo odchodził z pracy. Mieli iść wszyscy z pracy do pubu. On nie chciał. Powiedziałam my idź rozerwiesz sie. Ciągle tylko w domu siedzisz albo w pracy... A teraz od 2-3 miesiecy jego wyjścia są praktycznie co weekend. Wraca wypity 3-4 w nocy...nigdy nie był alkoholikiem i mało pil. Właściwie raz na jakiś czas.. A teraz wychodzi bo kolega dzwoni i idzie z nim na piwo...kolega zadzwoni a ten juz leci... Mam wrażenie ze on nie zna umiaru w tym piciu... Nie wiem co zrobić :'( nawet teraz nie czuje sie winny...nie przyjdzie nie pogada..nic nie wyjaśni...ja już siły nie mam..kocham go ale skoro teraz takie akcje wyprawia ze nie wraca na noc  teraz to co bd robił za 5-10 lat..:'(

40

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

By mnie zrozumieć - warto właśnie przeczytać ten wątek. W zamkniętym temacie, zanim wypowiedziałam się przeczytałam to co tu napisałaś.
Nie szanowałaś Męża nigdy, a wymagasz szacunku od Niego.
Teraz się obudziłaś? Czasami bywa za późno.

41

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

No ma problem z komunikacją ze mną..

Też mam problemy komunikacyjne z kobietami, co strzelają fochy, są aroganckie, "kastracyjne", nieempatyczne, szukają winy we wszystkim tylko nie w sobie. Takie osoby się odstawia, ignoruje, nie wchodzi z nimi w dyskusje, bo to nic nie da, bo zawsze muszą postawić na swoim, choćby poprzez manipulacje, na które osoba normalna nie jest psychicznie nastawiona. A jak jeszcze opieprzają nie mając wiedzy o sytuacji, tylko z góry atakują, to chyba wszystko jasne?
Już wiesz, gdzie leży problem?

42

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

itchii z poprzedniego zamkniętego tematu jeśli ktoś olewał to zdrada jest usprawiedliwieniem przynajmniej częściowo i nie porównuj kobiet do twej obecnej bo tyle jest charakterów co ludzi. Postępujesz dokładnie tak jak moja koleżanka ze studiów która też była zdradzona. Z resztą maż wychodzący do kolegów równie dobrze może wychodzić do kobiety.

43 Ostatnio edytowany przez O'kruszynka (2015-07-04 09:42:25)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

a mi się wydaje, że może mieć Pani jeszcze niezliczoną ilość takich "tygodniówek" pięknych i cudownych...
z wyznaniami miłości (które przecież tak łatwo powiedzieć by mieć spokój),
z przytuleniami (można się wyuczyć przytulać mechanicznie),
z seksem (... no seks to już w ogóle bez uczuć może być cudowny...),
ze spokojnymi rozmowami i uśmiechami (... przecież nikt nie chce krzyków i kłótni)
z ....

ale wydaje mi się też, że każda taka "tygodniówka", nawet jeśli będzie trwała 3 tygodnie, przeminie, bo brak jest Miłości.
przepraszam, jeśli uraziłam Panią tym postem.
Ale proszę sobie może wypisać na kartce, czy w głowie momenty, w których odczuwa Pani Miłość do Męża, albo jego Miłość do Pani.
Są w ogóle takie momenty?

Czy nie jest tak, że postanawiacie zacząć "miodowe miesiące" nie z powodu Miłości do siebie (Miłości własnej i wspólnej), tylko po to by przestać się kłócić, przestać wałkować temat rozpadu relacji, przestać odpowiadać na pytania "co z nami?", przestać się denerwować, przestać płakać i czekać, skończyć marudzenie, narzekanie, złoszczenie, przeżywanie rozczarowań, bólu ...

Gdzie jest Miłość?

44

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
Truhijo napisał/a:

No ma problem z komunikacją ze mną..

Też mam problemy komunikacyjne z kobietami, co strzelają fochy, są aroganckie, "kastracyjne", nieempatyczne, szukają winy we wszystkim tylko nie w sobie. Takie osoby się odstawia, ignoruje, nie wchodzi z nimi w dyskusje, bo to nic nie da, bo zawsze muszą postawić na swoim, choćby poprzez manipulacje, na które osoba normalna nie jest psychicznie nastawiona. A jak jeszcze opieprzają nie mając wiedzy o sytuacji, tylko z góry atakują, to chyba wszystko jasne?
Już wiesz, gdzie leży problem?

tak wiem i zdaje sobie z tego sprawe ze swieta nie bylam....i przyznaje sie do tego! ponosze tego konsekwencje

45 Ostatnio edytowany przez refracted... (2015-07-06 16:51:15)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
O'kruszynka napisał/a:

a mi się wydaje, że może mieć Pani jeszcze niezliczoną ilość takich "tygodniówek" pięknych i cudownych...
z wyznaniami miłości (które przecież tak łatwo powiedzieć by mieć spokój),
z przytuleniami (można się wyuczyć przytulać mechanicznie),
z seksem (... no seks to już w ogóle bez uczuć może być cudowny...),
ze spokojnymi rozmowami i uśmiechami (... przecież nikt nie chce krzyków i kłótni)
z ....

ale wydaje mi się też, że każda taka "tygodniówka", nawet jeśli będzie trwała 3 tygodnie, przeminie, bo brak jest Miłości.
przepraszam, jeśli uraziłam Panią tym postem.
Ale proszę sobie może wypisać na kartce, czy w głowie momenty, w których odczuwa Pani Miłość do Męża, albo jego Miłość do Pani.
Są w ogóle takie momenty?

Czy nie jest tak, że postanawiacie zacząć "miodowe miesiące" nie z powodu Miłości do siebie (Miłości własnej i wspólnej), tylko po to by przestać się kłócić, przestać wałkować temat rozpadu relacji, przestać odpowiadać na pytania "co z nami?", przestać się denerwować, przestać płakać i czekać, skończyć marudzenie, narzekanie, złoszczenie, przeżywanie rozczarowań, bólu ...

Gdzie jest Miłość?

To co mozna w takim przypadku zrobic? Czy tylko rozstanie wchodzi w grę?
Ja na prawdę sama nie wiem co mam zrobić...czy jest miłość? wydaje mi sie ze tak, ale czy osoby ktore sie kochaja rania siebie nawzajem?czy to jest miłość? wydaje mi sie ze milosc glownie polega na szacunku..ale czasami mysle ze moj maz mnie nie szanuje wlasnie przez to ze zaczal robic cos co wie ze mnie zaboli - wraca od kolegow w poludnie nastepnego dnia...juz 2 tyg jest w porzadku oboje sie staramy...ale strasznie sie boje ze jakakolwiek klotnia sprzeczka czy cokolwiek zawsze bedzie tylko pretekstem do tego zeby sobie wyjsc... obiecal ze juz nie wyjdzie do kolegow...powiedzal ze wybiera rodzine ale w zaleznosci od naszych relacji od tego jak bd miedzy nami sie ukladalo to nie bedzie wychodzil...i czy to nie jest tak ze ja mam sie starac i zyc w strachu ze cokolwiek nie zrobie czy nie powiem wbrew "jego woli" to zawsze bd skutkowalo jego "nocnym wypadem" ? bo wie ze mnie to zaboli?

I zyję tak sobie w ciągłym strachu i analizuje codziennie nasze wspólne życie........

46

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Olej rozmowy ( nie odzywaj WOGÓLE )
Zajmij sie dzieckiem i sobą
Niech se wyłazi na weekendy - nie reaguj
Złóż pozew rozwodowy ( możesz go potem wycofać choć nie wiem po co )

To będzie inne nowe Twoje zachowanie a więc facet się zdiwi co to za papierek , czemu się inaczej zachowujesz



Chciałaś rady to masz
Potrafisz zadbać o to ?


To jakaś męka psychiczna Twoja i jego a nie partnerstwo

47

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

A ja to widzę w ten sposób. Twoje "starania" jak Ty to nazywasz, to jedna wielka huśtawka ,którą od lat fundowałaś mężowi. 2 tyg focha strzelać??!! Serio?? O zdradę - to bym zrozumiała, że jest kryzys, ale o coś co Twój ojciec na niego mówił czy ktoś inny a Ty nawet nie wiedziałaś, że to wina Twojego męża? Nie szanowałaś go w ten sposób, ale krzykiem jeżdziłaś po nim jak po psie. I co masz teraz? To co sama mu dałaś - brak szacunku. Nie pochwalam tego, że wyszedł do kolegów i wrócił na drugi dzień - bo zachował się jak gówniarz a Ty się martwiłaś. Ale z jakichś powodów on ucieka z domu i prawdopodobnie nie umie o tym rozmawiać. W ogóle komunikacja u Was kuleje.. cały czas chcesz wrócić "do tego jak było kiedyś" - ale związek przecież się zmienia, dojrzewa tak jak my, więc nie wraca się sztucznie do tego jak było kiedyś, tylko pracuje się nad tym żeby było lepiej - nie idealnie ,bo tak nie będzie, ale żebyście wzajemnie byli szczęśliwi. Uzyskacie to poprzez zaprzestanie rozdrapywania ran, wybaczenie sobie, szacunek, zaufanie i konstruktywną komunikację. Czy sami to poprawicie? Ja myślę, że fajnie byłoby spotkać się z terapeutą rodzinnym, bo za dużo tu się nawarstwiło i sobie nie poradzicie. Jesteś choleryczką - musisz nad sobą pracować, bo zniszczysz związek. A on nie chce z Tobą rozmawiać, bo podejrzewam że odbiera to jako Twoje ględzenie, które niczego tak naprawdę nie zmienia w jego życiu i zamyka się w sobie przez to. W ten sposób do niego nie dotrzesz, a przy okazji cierpi dziecko, które wyczuwa sytuację. Mąż ma prawo wychodzić z kolegami i nie jest to próba zamachu na Ciebie czy lekceważenie - widocznie potrzebuje innych ludzi wokół siebie a przecież nie jest NIEWOLNIKIEM, nie możesz go kontrolować! Macie prawo do niezależności. Może ostro wprost powiedziałam co myślę Autorko, ale czasami potrzebny jest kopniak osoby bezstronnej żeby pójść do przodu. I tego Ci życzę smile Pomyśl poważnie o terapeucie.

48

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
chomik9911 napisał/a:

A ja to widzę w ten sposób. Twoje "starania" jak Ty to nazywasz, to jedna wielka huśtawka ,którą od lat fundowałaś mężowi. 2 tyg focha strzelać??!! Serio?? O zdradę - to bym zrozumiała, że jest kryzys, ale o coś co Twój ojciec na niego mówił czy ktoś inny a Ty nawet nie wiedziałaś, że to wina Twojego męża? Nie szanowałaś go w ten sposób, ale krzykiem jeżdziłaś po nim jak po psie. I co masz teraz? To co sama mu dałaś - brak szacunku. Nie pochwalam tego, że wyszedł do kolegów i wrócił na drugi dzień - bo zachował się jak gówniarz a Ty się martwiłaś. Ale z jakichś powodów on ucieka z domu i prawdopodobnie nie umie o tym rozmawiać. W ogóle komunikacja u Was kuleje.. cały czas chcesz wrócić "do tego jak było kiedyś" - ale związek przecież się zmienia, dojrzewa tak jak my, więc nie wraca się sztucznie do tego jak było kiedyś, tylko pracuje się nad tym żeby było lepiej - nie idealnie ,bo tak nie będzie, ale żebyście wzajemnie byli szczęśliwi. Uzyskacie to poprzez zaprzestanie rozdrapywania ran, wybaczenie sobie, szacunek, zaufanie i konstruktywną komunikację. Czy sami to poprawicie? Ja myślę, że fajnie byłoby spotkać się z terapeutą rodzinnym, bo za dużo tu się nawarstwiło i sobie nie poradzicie. Jesteś choleryczką - musisz nad sobą pracować, bo zniszczysz związek. A on nie chce z Tobą rozmawiać, bo podejrzewam że odbiera to jako Twoje ględzenie, które niczego tak naprawdę nie zmienia w jego życiu i zamyka się w sobie przez to. W ten sposób do niego nie dotrzesz, a przy okazji cierpi dziecko, które wyczuwa sytuację. Mąż ma prawo wychodzić z kolegami i nie jest to próba zamachu na Ciebie czy lekceważenie - widocznie potrzebuje innych ludzi wokół siebie a przecież nie jest NIEWOLNIKIEM, nie możesz go kontrolować! Macie prawo do niezależności. Może ostro wprost powiedziałam co myślę Autorko, ale czasami potrzebny jest kopniak osoby bezstronnej żeby pójść do przodu. I tego Ci życzę smile Pomyśl poważnie o terapeucie.

Ja mu nigdy nie broniłam wychodzenia i spotykania się z kolegami... Jesteśmy ze soba 8 lat i przez ten czas nie chciał a może nie miał do kogo wychodzić... sama kiedys namowilam go na wyjscie bo go nowi znajomi wyciagali a ze ja mam siostre i czesto do niej chodze to powiedzialam mu idz rozerwiesz sie bo ciagle tylko praca dom... zgodzil sie niechetnie ale poszedl... no i wrocil o 4 nad ranem...kolejnym razem tez poszedl w tango to wrocil tez nad ranem ale okazalo sie ze poszedl sobie na dyskoteke...no i kolejny raz wrocil na drugi dzien... chodzi o to ze zawiodl moje zaufanie tym... uwazam ze majac rodzine zone i dziecko powinno sie wracac do domu sory ale nie o 4 ale o np 1-2 w nocy...puby dawno zamkniete a on sie szlaja nie wiadomo gdzie i z kim...I za kazdym razem "puszczajac" go gdziekolwiek to bede sie bala ze wroci na drugi dzien... wg mnie sa jakies granice ktore on przekroczyl...czlowieku wyjdz wypij piwo jedno czy dwa i wroc o stosownej porze do zony...

Co do terapeuty...oczywiscie ze chce isc ale moj maz nie chce o tym slyszec.... stwierdzil ze zaden psycholoszek nie bd ukladal mu zycia i ze to nie dla niego... Uparty osioł...

Z jednej strony nie widze sensu ratowania tego malzenstwa ale z drugiej strony nie chce sie rozstawac.. "chyba" kocham meza skoro juz tyle razy mu dawalam szanse... sama juz nie wiem...mam hustawke mysli...

49

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Ale nie możesz mu zabraniać wyjścia, bo to działa jak zakazany owoc. Zgadzam się z Tobą, że on przegina ,bo zachowuje się jak nastolatek "spuszczony ze smyczy". Być może tyle lat siedział w domu i się podporządkowywał, że teraz postanowił się zbuntować, bo jawnie nie potrafi się przeciwstawić i pogadać o tym. Jeśli on nie chce się udać do terapeuty z Tobą i ratować ten związek to jakie widzi rozwiązanie? pytałaś go o to w jaki sposób chce coś naprawić? Proponuję żebyś sama poszła do psychologa, pracowała nad sobą nad swoją komunikacją, to wpłynie na Wasze stosunki na pewno. Poza tym będzie to korzyść dla Ciebie, przestaniesz się tak skupiać na nim a zaczniesz od siebie. A czy ten związek przetrwa - tego nikt nie wie.. nie podejmowałabym w tym momencie żadnych radykalnych rozwiązań , bo emocje przez Ciebie przemawiają.. daj sobie trochę czasu.

50 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-07-07 12:20:06)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
refracted... napisał/a:

Ja mu nigdy nie broniłam wychodzenia i spotykania się z kolegami... Jesteśmy ze soba 8 lat i przez ten czas nie chciał a może nie miał do kogo wychodzić... sama kiedys namowilam go na wyjscie bo go nowi znajomi wyciagali a ze ja mam siostre i czesto do niej chodze to powiedzialam mu idz rozerwiesz sie bo ciagle tylko praca dom... zgodzil sie niechetnie ale poszedl... no i wrocil o 4 nad ranem...kolejnym razem tez poszedl w tango to wrocil tez nad ranem ale okazalo sie ze poszedl sobie na dyskoteke...no i kolejny raz wrocil na drugi dzien... chodzi o to ze zawiodl moje zaufanie tym... uwazam ze majac rodzine zone i dziecko powinno sie wracac do domu sory ale nie o 4 ale o np 1-2 w nocy...puby dawno zamkniete a on sie szlaja nie wiadomo gdzie i z kim...I za kazdym razem "puszczajac" go gdziekolwiek to bede sie bala ze wroci na drugi dzien... wg mnie sa jakies granice ktore on przekroczyl...czlowieku wyjdz wypij piwo jedno czy dwa i wroc o stosownej porze do zony...

Co do terapeuty...oczywiscie ze chce isc ale moj maz nie chce o tym slyszec.... stwierdzil ze zaden psycholoszek nie bd ukladal mu zycia i ze to nie dla niego... Uparty osioł...

Z jednej strony nie widze sensu ratowania tego malzenstwa ale z drugiej strony nie chce sie rozstawac.. "chyba" kocham meza skoro juz tyle razy mu dawalam szanse... sama juz nie wiem...mam hustawke mysli...

Mamusia pozwoliła i mamusia potem płakała, że poszedł i nie wracał. Co więcej mamusia mówi, że ma wypić piwo i wrócić do domu. Mamusia nawet godzinę wyznaczyła na powrót big_smile

Przerażające jest Twoje postępowanie.

51

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
smallangel napisał/a:
refracted... napisał/a:

Ja mu nigdy nie broniłam wychodzenia i spotykania się z kolegami... Jesteśmy ze soba 8 lat i przez ten czas nie chciał a może nie miał do kogo wychodzić... sama kiedys namowilam go na wyjscie bo go nowi znajomi wyciagali a ze ja mam siostre i czesto do niej chodze to powiedzialam mu idz rozerwiesz sie bo ciagle tylko praca dom... zgodzil sie niechetnie ale poszedl... no i wrocil o 4 nad ranem...kolejnym razem tez poszedl w tango to wrocil tez nad ranem ale okazalo sie ze poszedl sobie na dyskoteke...no i kolejny raz wrocil na drugi dzien... chodzi o to ze zawiodl moje zaufanie tym... uwazam ze majac rodzine zone i dziecko powinno sie wracac do domu sory ale nie o 4 ale o np 1-2 w nocy...puby dawno zamkniete a on sie szlaja nie wiadomo gdzie i z kim...I za kazdym razem "puszczajac" go gdziekolwiek to bede sie bala ze wroci na drugi dzien... wg mnie sa jakies granice ktore on przekroczyl...czlowieku wyjdz wypij piwo jedno czy dwa i wroc o stosownej porze do zony...

Co do terapeuty...oczywiscie ze chce isc ale moj maz nie chce o tym slyszec.... stwierdzil ze zaden psycholoszek nie bd ukladal mu zycia i ze to nie dla niego... Uparty osioł...

Z jednej strony nie widze sensu ratowania tego malzenstwa ale z drugiej strony nie chce sie rozstawac.. "chyba" kocham meza skoro juz tyle razy mu dawalam szanse... sama juz nie wiem...mam hustawke mysli...

Mamusia pozwoliła i mamusia potem płakała, że poszedł i nie wracał. Co więcej mamusia mówi, że ma wypić piwo i wrócić do domu. Mamusia nawet godzinę wyznaczyła na powrót big_smile

Przerażające jest Twoje postępowanie.

Zgadzam się z tym w 100%. Nie wiem skąd się bierze w ludziach przekonanie, że jak jest się razem to już wychodzić nie wolno samemu a już nie daj boże mieć znajomych.. to jakieś niewolnictwo? Nie dziwie się , że ludzie uciekają z takich związków i nie są szczęśliwi. Dlatego proponuję Autorce zacząć zmiany od siebie.

52

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
chomik9911 napisał/a:
smallangel napisał/a:
refracted... napisał/a:

Ja mu nigdy nie broniłam wychodzenia i spotykania się z kolegami... Jesteśmy ze soba 8 lat i przez ten czas nie chciał a może nie miał do kogo wychodzić... sama kiedys namowilam go na wyjscie bo go nowi znajomi wyciagali a ze ja mam siostre i czesto do niej chodze to powiedzialam mu idz rozerwiesz sie bo ciagle tylko praca dom... zgodzil sie niechetnie ale poszedl... no i wrocil o 4 nad ranem...kolejnym razem tez poszedl w tango to wrocil tez nad ranem ale okazalo sie ze poszedl sobie na dyskoteke...no i kolejny raz wrocil na drugi dzien... chodzi o to ze zawiodl moje zaufanie tym... uwazam ze majac rodzine zone i dziecko powinno sie wracac do domu sory ale nie o 4 ale o np 1-2 w nocy...puby dawno zamkniete a on sie szlaja nie wiadomo gdzie i z kim...I za kazdym razem "puszczajac" go gdziekolwiek to bede sie bala ze wroci na drugi dzien... wg mnie sa jakies granice ktore on przekroczyl...czlowieku wyjdz wypij piwo jedno czy dwa i wroc o stosownej porze do zony...

Co do terapeuty...oczywiscie ze chce isc ale moj maz nie chce o tym slyszec.... stwierdzil ze zaden psycholoszek nie bd ukladal mu zycia i ze to nie dla niego... Uparty osioł...

Z jednej strony nie widze sensu ratowania tego malzenstwa ale z drugiej strony nie chce sie rozstawac.. "chyba" kocham meza skoro juz tyle razy mu dawalam szanse... sama juz nie wiem...mam hustawke mysli...

Mamusia pozwoliła i mamusia potem płakała, że poszedł i nie wracał. Co więcej mamusia mówi, że ma wypić piwo i wrócić do domu. Mamusia nawet godzinę wyznaczyła na powrót big_smile

Przerażające jest Twoje postępowanie.

Zgadzam się z tym w 100%. Nie wiem skąd się bierze w ludziach przekonanie, że jak jest się razem to już wychodzić nie wolno samemu a już nie daj boże mieć znajomych.. to jakieś niewolnictwo? Nie dziwie się , że ludzie uciekają z takich związków i nie są szczęśliwi. Dlatego proponuję Autorce zacząć zmiany od siebie.

No tak... bo zonatym facetom wolno wszystko nawet nie wracac na noc... no coz ja myslalam ze zonaty facet ma jakies zobowiazania wobec rodziny i ze sa pewne granice ktorych nie powinien przekraczac...myle sie?? jesli tak to napiszcie prosze jak wyglada wasze malzenstwo chomik9911 i smallangel

53 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-07-07 19:10:46)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
refracted... napisał/a:

No tak... bo zonatym facetom wolno wszystko nawet nie wracac na noc... no coz ja myslalam ze zonaty facet ma jakies zobowiazania wobec rodziny i ze sa pewne granice ktorych nie powinien przekraczac...myle sie?? jesli tak to napiszcie prosze jak wyglada wasze malzenstwo chomik9911 i smallangel

Tu nie chodzi o to, że wolno wszystko, ale o jakąś równowagę tak żeby nie było, że Jemu nie wolno nic.
Ja rozumie Twój niepokój gdyby zdarzało się to codziennie, ale tak nie jest.
Wiem, że się martwisz - ale On to odbiera jak mamusiowanie, a to najlepsza droga do tego, by Go od siebie odpychać.

Co chciałabyś wiedzieć dokładnie jak jest u mnie w małżeństwie?
Chodzi o wyjścia?
Jeżeli o to, to Mój Mąż wychodzi na spotkania z kolegami na piwko. Nie pytam gdzie, nie wyznaczam godziny przyjścia. Przeważnie sam mi mówi gdzie wychodzi, ale nigdy nie zaznacza, o której wróci, a ja nie pytam. Wróci, to będzie.

Jeżeli coś chciałabyś ustalić, siądźcie, porozmawiajcie i ustalcie coś coś Wam obojgu będzie odpowiadało. Nie ograniczaj Go. Pozwól na wyjścia, a wtedy nie siedź nie myśl tylko zorganizuj sobie jakoś czas. Da się wszystko ustalić na spokojnie. Tylko pozwól, żeby i On miał coś do powiedzenia.

54

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Wiesz ja nigdy nie zabroniłam mojemu mężczyźnie żadnego wyjścia, więc nie mam z tym żadnego problemu, a wraca o której chce. Twój mąż zachowuje się jak przysłowiowy pies spuszczony ze smyczy. Ja bym proponowała Ci zrobić mały eksperyment smile Jeśli zdarzy się, że Twój mąż np. poinformuje Cię że wychodzi, Ty nic mu nie mów, nie rób awantury a tym bardziej wyrzutów, że liczyłaś na wieczór z nim. Z uśmiechem na ustach to przyjmij. Jeśli wróci rano - nie zasypuj go pretensjami tylko zwyczajnie powiedz coś w stylu: "cześć skarbie. Jak udał się wypad? zrelaksowałeś się?" Będzie w szoku, bo takiej reakcji na pewno się nie spodziewa. Im Ty bardziej mu zabraniasz, tym on chętniej będzie z tego korzystał bez umiaru. To wolny człowiek ze swoimi potrzebami - zrozum to. Zresztą czego się boisz? Że Cię zdradzi? Nie ufasz mu? W czasie jego wyjścia Ty zabierz dziecko w jakieś fajne miejsce czy np. umów się z koleżankami. Miej swoje życie a na pewno będziesz szczęśliwsza.. smile Nikt nie chce tu dla ciebie źle - bo przecież nawet się nie znamy, więc nie ma powodu żeby robić Ci na złość. To tylko obiektywne spostrzeżenia. Nie masz nic do stracenia, spróbuj zmienić swoje reakcje smile zaproponuj mu też wyjście na piwo z Tobą i znajomymi. Nie koncentruj się na żalach, wzajemnych pretensjach i szukaniu kłótni - postaraj się spędzać z nim miło czas, na nowo zbudować jakoś ten związek. Jasne, że pewne sprawy trzeba wyjaśnić, przegadać na spokojnie, ale też nie można ciągle prowadzić poważnych umoralniających pogadanek, bo faceci tego nie lubią.. trzeba wprowadzić trochę luzu smile

55

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
chomik9911 napisał/a:

Wiesz ja nigdy nie zabroniłam mojemu mężczyźnie żadnego wyjścia, więc nie mam z tym żadnego problemu, a wraca o której chce. Twój mąż zachowuje się jak przysłowiowy pies spuszczony ze smyczy. Ja bym proponowała Ci zrobić mały eksperyment smile Jeśli zdarzy się, że Twój mąż np. poinformuje Cię że wychodzi, Ty nic mu nie mów, nie rób awantury a tym bardziej wyrzutów, że liczyłaś na wieczór z nim. Z uśmiechem na ustach to przyjmij. Jeśli wróci rano - nie zasypuj go pretensjami tylko zwyczajnie powiedz coś w stylu: "cześć skarbie. Jak udał się wypad? zrelaksowałeś się?" Będzie w szoku, bo takiej reakcji na pewno się nie spodziewa. Im Ty bardziej mu zabraniasz, tym on chętniej będzie z tego korzystał bez umiaru. To wolny człowiek ze swoimi potrzebami - zrozum to. Zresztą czego się boisz? Że Cię zdradzi? Nie ufasz mu? W czasie jego wyjścia Ty zabierz dziecko w jakieś fajne miejsce czy np. umów się z koleżankami. Miej swoje życie a na pewno będziesz szczęśliwsza.. smile Nikt nie chce tu dla ciebie źle - bo przecież nawet się nie znamy, więc nie ma powodu żeby robić Ci na złość. To tylko obiektywne spostrzeżenia. Nie masz nic do stracenia, spróbuj zmienić swoje reakcje smile zaproponuj mu też wyjście na piwo z Tobą i znajomymi. Nie koncentruj się na żalach, wzajemnych pretensjach i szukaniu kłótni - postaraj się spędzać z nim miło czas, na nowo zbudować jakoś ten związek. Jasne, że pewne sprawy trzeba wyjaśnić, przegadać na spokojnie, ale też nie można ciągle prowadzić poważnych umoralniających pogadanek, bo faceci tego nie lubią.. trzeba wprowadzić trochę luzu smile

Widzisz wlasnie o to chodzi ze stracilam do niego przez to wszystko zaufanie..."spuscilam go ze smyczy"... tylko ze ja mowie jeszcze raz nigdy nie bronilam mu wyjsc sama jeszcze namawialam i NIGDY nie kazalam mu wracac o tej czy o tej godzinie. przez te swoje wyjscia i powroty pozne lub bardzo pozne typu - nastepnego dnia pokazaly mi ze on jest na tyle nieodpowiedzialny ze nie przejmuje sie tym ze sie martwie z kim i gdzie jest ze boje sie ze skoro kolejnym razem dam mu przyzwolenie to znowu pojdzie nie wiadomo gdzie i z kim a ja bede znow czekac cala noc....sa pewne granice wychodzenia z kolegami - tak uwazam...

co dalej? nie wiem bo mam metlik w glowie i czarne mysli.... stracilam zaufanie do meza jak na razie...a czy da sie je odzykac? nie wiem bo jak narazie pokazuje ze jest nieodpowiedzialnym i nie liczy sie z tym jak moge sie czuc..

A gdybym to ja wychodzila sobie i nie wracala na noc do domu i nie odbierala telefonow to tez byloby ok? co wtedy by sobie myslal?

56

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

może proszę tak spróbować wyjść? serio. i zobaczy Pani co on sobie pomyśli i czy byłoby ok.

57

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

współczuję Ci naprwdę, bo to jest trudne. To on ma się starać odbudować Twoje zaufanie, samym "byciem" tego nie zrobi. A właśnie to jest dobry pomysł - wyjść na całą noc i nie dawać znaku życia. Pobawić się z koleżankami i pokazać mu co to znaczy martwić się całą noc. Skoro groźby, prośby i płacze nie pomagają to trzeba mu pokazać. A potem porozmawiać o tym..

58

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Refracted niestety masz problem, twój mąż zakosztował wolności i będzie uciekał z domu co raz częściej. Musisz przygotować się na to, że to może być koniec waszego małżeństwa. Może i nie byłaś kiedyś dobra dla swojego męża, często kłóciłaś się z nim  ale to go nie usprawiedliwia, bo nie walczył o poprawę sytuacji w waszej rodzinie.
Teraz walczysz sama o rodzinę lecz nieumiejętnie. Najlepiej udaj się do poradni leczenia uzależnień i współuzależnień (im szybciej tym lepiej dla ciebie i dziecka), bo musisz nauczyć się żyć sama z sobą. Nie zwalczysz jego chęci imprezowania tylko sama pogłębisz się w tym amoku. Twój mąż jest na najlepszej drodze aby zostać nałogowcem o ile już nim nie jest. Nie chcę cię straszyć, ale są fora, wpisz w wyszukiwarkę alkoholizm. Poczytaj, a zrozumiesz swój problem, poczytaj o alkoholikach i współuzależnionych. Nie czekaj bo czas goni im później podjęte leczenie tym gorzej. 
Ty męża nie wyleczysz (on  sam może to tylko zrobić) ale możesz wyleczyć siebie (zrób to dla siebie i dziecka).
Cokolwiek zamierzasz zrobić ze swoim małżeństwem to wcześniej skonsultuj to z  prawnikiem.
Niewracanie na noc i nie informowanie współmałżonka o miejscu pobytu jest często podstawą do rozwodu (wyjdź na noc i nie wróć, zostaw dziecko z mężem i nie mów mu gdzie jesteś, spędź noc na imprezie i wróć do domu pijana, a przekonasz się co on z tym zrobi), dlatego nie słuchaj rad osób piszących wyżej.
Porozmawiaj w poradni leczenia uzależnienia od alkoholu to ci  pomoże zrozumieć swój problem. Męża nie informuj o konsultacjach w poradni, nie wrzeszcz na niego i nie żądaj aby zajmował się tobą, bo to przyniesie skutek całkiem odwrotny niż byś chciała. Ty zajmij się sobą i swoim życiem, żyj dla siebie i dziecka ale jak to zrobić to tylko wskaże ci terapeuta w poradni leczenia współuzależnienia (współuzależnienie to straszna choroba). Idź tam jak najszybciej dla swojego i dziecka dobra. Często zmiana sposobu zachowania żony ma korzystny wpływ na poczynania męża, choćby z czystej ciekawości co się stało, że zmieniła  swoje zachowanie może spowodować, że mąż zacznie przebywać częściej w domu i odsunie się od kumpli imprezowiczów.
Znam ten temat, bo długie lata tkwiłam przy alkoholiku, zanim rozpoczęłam leczenie, a podkreślam, ze im dłużej tym gorzej znaleźć swój cel w życiu.
Teraz mój mąż pamięta że ma rodzinę i że trzeba się z nią liczyć (oj były wojny w mojej rodzinie, że bronię mu rozrywki). Nikt nikomu nie broni wyjścia z kolegami, ale nie może to naruszać norm, a twój mąż (z tego co piszesz) narusza je i to dość mocno.
Jeszcze raz apeluję idź na rozmowę do poradni, opowiedz to co tu piszesz (nawet sobie wydrukuj i przeczytaj w poradni przed terapeutą), terapeuta oceni czy masz problem czy są to tylko takie twoje wymysły. Zrób to dla siebie i dziecka, męża zostaw w spokoju, bo i tak nic nie zdziałasz, jak będzie chciał imprezować to i tak pójdzie bez oglądania się na ciebie i dziecko (już to robi).

59

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

A na jakiej podstawie zdiagnozowałaś jej męża jako alkoholika? Autorka pisała , że kilka razy zdarzyło mu się takie wyjście, ale nic nie pisała o tym, że mąż nadużywa alkoholu.

60

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

"A na jakiej podstawie zdiagnozowałaś jej męża jako alkoholika?"
Cytuję.
"Twój mąż jest na najlepszej drodze aby zostać nałogowcem o ile już nim nie jest." - to nie jest stwierdzenie, że jest alkoholikiem tylko zwrócenie uwagi, że wszystkie symptomy na to wskazują, że w tym kierunku zmierza !

A dlaczego? Bo - "- wraca od kolegow w poludnie nastepnego dnia" i dalej "no i wrocil o 4 nad ranem...kolejnym razem tez poszedl w tango to wrocil tez nad ranem ale okazalo sie ze poszedl sobie na dyskoteke...no i kolejny raz wrocil na drugi dzien...". jak myślisz co w tym czasie robi?
I jeszcze jeden cytat "chodzi o to ze zawiodl moje zaufanie tym... uwazam ze majac rodzine zone i dziecko powinno sie wracac do domu sory ale nie o 4 ale o np 1-2 w nocy...puby dawno zamkniete a on sie szlaja nie wiadomo gdzie i z kim...I za kazdym razem "puszczajac" go gdziekolwiek to bede sie bala ze wroci na drugi dzien... wg mnie sa jakies granice ktore on przekroczyl...czlowieku wyjdz wypij piwo jedno czy dwa i wroc o stosownej porze do zony..." - autorka ma rację jej maż przekracza granice, i dalej  "I bylo w miarę ok przez tydz..ale tydz później maz wyszedł o 16 z domu i wrócił o 4 rano..powiedzial że był na piwie z kumplami i ze był na dyskotece...a mi się zawalił świat..jak mógł wyjść i spędzić z kolegami weekend a nie ze mną choć tydz wcześniej chciał coś naprawic..." - obiecuje poprawę w swoim zachowaniu, ale słowa nie dotrzymuje.

Tak sie to zaczyna, wejdź na fora o alkoholizmie, a sama przekonasz się- tam pisza sami alkoholicy i ich wpólmałzonkowie jako osoby wspóluzależnione. Autorka już dział jak osoba wspóluzależniona, - branie winy na siebie, nadmierna kontrola, ciągłe myślenie o meżu, co robi, gdzie chodzi  i dlaczego tak robi, a przy tym brak zdecydowanej reakcji - tylko krzyki , kłótnie które do niczego nie doprowadzają tylko powodują, że mąż ucieka z domu w dniach kiedy mógłby czas świetnie spędzić z rodziną (np. z dzieckiem jesli już nie z żoną). Koledzy wazniejsi od żony i dziecka (nie pomaga żonie, niezjmuje się dzieckiem, łamie dane żonie obietnice)- to wszystko wynika z tekstu który pisała sama autorka!

Jeszcze raz podkreślam - tak to się zaczyna!
Przerabiałam to i wiem czym kończy sie brak reakcji - silne wspóluzależnienie, zagubienie siebie całe życie podporzadkowane jak go zatrzymać w domu, jak zmusić do nie picia. Po pewnym czasie zaczynaja się  choroby somatyczne (autorko poczytaj na ten temat, bo to ważne).
Radzę dmuchać na zimne bo później może być właśnie  za późno smile. 

O tym że  w domu zaczyna się problem z uzależnieniem jednego członka rodziny świadczy reakcja pozostałych członków w tym przypadku żony. Widac wyraźnie że ona widzi problem tylko na razie nie potrafi go określić.  I szuka winy w sobie, a tak na prawde to mąż od samego poczatku kombinował, kradł oszukiwał i nie liczył się ze zdaniem żony.

Autorko dla własnego dobra porozmawiaj na ten temat z terapeutą, mam nadzieję, że się mylę  i twojego  mąża koledzy od imprez nie wciągna do tego zaklętego kregu, tam  gdzie wszystko kręci się wokól butelki.

61

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Ja doskonale wiem czym jest alkoholizm , jakie są kryteria, symptomy i kim jest osoba współuzależniona. Ale nie będę wpędzać dziewczyny w jakieś domysły i jej bardziej stresować, póki nie ma jeszcze pewności i tak naprawdę niewiele wiemy. I nie krzycz (często używasz wykrzykników, które to na forum oznaczają) bo dziwnie się to czyta. Już kilka postów wcześniej sugerowałam Autorce wizytę u psychologa, i nie w PORADNI UZALEŻNIEŃ, tylko najpierw w zwykłej poradni psychologicznej, bo jeśli zajdzie taka potrzeba i fachowo stwierdzi się, że jest ona współuzależniona, a w rodzinie jest problem alkoholizmu - to zostanie skierowana do odpowiedniej placówki. Nawet jeśli byłaby współuzależniona, to z praktyki wiem, że  takiej poradni ludzie się boją, bo nie jest łatwo się przyznać do nałogu w rodzinie. Wystarczy terapeuta, najlepiej rodzinny, ale wiemy że mąż nie chce się do takowego udać, więc pozostaje indywidualny. Autorko, myślałaś o takiej wizycie, jak sugerowałam wyżej? Chciałabyś porozmawiać z kimś kto jest Ci w stanie pomóc? Bo wiesz na forum możesz się wyżalić, ale pomocy fachowej nie uzyskasz..

62

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
Manilla2 napisał/a:

Refracted niestety masz problem, twój mąż zakosztował wolności i będzie uciekał z domu co raz częściej. Musisz przygotować się na to, że to może być koniec waszego małżeństwa. Może i nie byłaś kiedyś dobra dla swojego męża, często kłóciłaś się z nim  ale to go nie usprawiedliwia, bo nie walczył o poprawę sytuacji w waszej rodzinie.
Teraz walczysz sama o rodzinę lecz nieumiejętnie. Najlepiej udaj się do poradni leczenia uzależnień i współuzależnień (im szybciej tym lepiej dla ciebie i dziecka), bo musisz nauczyć się żyć sama z sobą. Nie zwalczysz jego chęci imprezowania tylko sama pogłębisz się w tym amoku. Twój mąż jest na najlepszej drodze aby zostać nałogowcem o ile już nim nie jest. Nie chcę cię straszyć, ale są fora, wpisz w wyszukiwarkę alkoholizm. Poczytaj, a zrozumiesz swój problem, poczytaj o alkoholikach i współuzależnionych. Nie czekaj bo czas goni im później podjęte leczenie tym gorzej. 
Ty męża nie wyleczysz (on  sam może to tylko zrobić) ale możesz wyleczyć siebie (zrób to dla siebie i dziecka).
Cokolwiek zamierzasz zrobić ze swoim małżeństwem to wcześniej skonsultuj to z  prawnikiem.
Niewracanie na noc i nie informowanie współmałżonka o miejscu pobytu jest często podstawą do rozwodu (wyjdź na noc i nie wróć, zostaw dziecko z mężem i nie mów mu gdzie jesteś, spędź noc na imprezie i wróć do domu pijana, a przekonasz się co on z tym zrobi), dlatego nie słuchaj rad osób piszących wyżej.
Porozmawiaj w poradni leczenia uzależnienia od alkoholu to ci  pomoże zrozumieć swój problem. Męża nie informuj o konsultacjach w poradni, nie wrzeszcz na niego i nie żądaj aby zajmował się tobą, bo to przyniesie skutek całkiem odwrotny niż byś chciała. Ty zajmij się sobą i swoim życiem, żyj dla siebie i dziecka ale jak to zrobić to tylko wskaże ci terapeuta w poradni leczenia współuzależnienia (współuzależnienie to straszna choroba). Idź tam jak najszybciej dla swojego i dziecka dobra. Często zmiana sposobu zachowania żony ma korzystny wpływ na poczynania męża, choćby z czystej ciekawości co się stało, że zmieniła  swoje zachowanie może spowodować, że mąż zacznie przebywać częściej w domu i odsunie się od kumpli imprezowiczów.
Znam ten temat, bo długie lata tkwiłam przy alkoholiku, zanim rozpoczęłam leczenie, a podkreślam, ze im dłużej tym gorzej znaleźć swój cel w życiu.
Teraz mój mąż pamięta że ma rodzinę i że trzeba się z nią liczyć (oj były wojny w mojej rodzinie, że bronię mu rozrywki). Nikt nikomu nie broni wyjścia z kolegami, ale nie może to naruszać norm, a twój mąż (z tego co piszesz) narusza je i to dość mocno.
Jeszcze raz apeluję idź na rozmowę do poradni, opowiedz to co tu piszesz (nawet sobie wydrukuj i przeczytaj w poradni przed terapeutą), terapeuta oceni czy masz problem czy są to tylko takie twoje wymysły. Zrób to dla siebie i dziecka, męża zostaw w spokoju, bo i tak nic nie zdziałasz, jak będzie chciał imprezować to i tak pójdzie bez oglądania się na ciebie i dziecko (już to robi).

Moj mąż kiedy go poznalam nie chcial pic alkoholu nie wiem czy po prostu bylo mu glupio czy nie chcial bo nie mial na to ochoty... Piszac ze pije wiecej i ze z kolegami pije to nie znaczy ze "zalewa sie w trupa" i ze codziennie pije... zaczal pic w weekendy po 3 browary czasami w tygodniu 2...kiedys nie pil a teraz zaczal...ale nie uwazam zeby byl alkoholikiem...w tygodniu chodzi do pracy wraca zajmuje sie dzeckiem.. a w weekend wypije te 3 piwa czy "flaszkę" z kumplami...ale to chyba nie jest jeszcze alkoholizm?

63

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
chomik9911 napisał/a:

Ja doskonale wiem czym jest alkoholizm , jakie są kryteria, symptomy i kim jest osoba współuzależniona. Ale nie będę wpędzać dziewczyny w jakieś domysły i jej bardziej stresować, póki nie ma jeszcze pewności i tak naprawdę niewiele wiemy. I nie krzycz (często używasz wykrzykników, które to na forum oznaczają) bo dziwnie się to czyta. Już kilka postów wcześniej sugerowałam Autorce wizytę u psychologa, i nie w PORADNI UZALEŻNIEŃ, tylko najpierw w zwykłej poradni psychologicznej, bo jeśli zajdzie taka potrzeba i fachowo stwierdzi się, że jest ona współuzależniona, a w rodzinie jest problem alkoholizmu - to zostanie skierowana do odpowiedniej placówki. Nawet jeśli byłaby współuzależniona, to z praktyki wiem, że  takiej poradni ludzie się boją, bo nie jest łatwo się przyznać do nałogu w rodzinie. Wystarczy terapeuta, najlepiej rodzinny, ale wiemy że mąż nie chce się do takowego udać, więc pozostaje indywidualny. Autorko, myślałaś o takiej wizycie, jak sugerowałam wyżej? Chciałabyś porozmawiać z kimś kto jest Ci w stanie pomóc? Bo wiesz na forum możesz się wyżalić, ale pomocy fachowej nie uzyskasz..

Tak myslalam o tym i chcialabym zeby ktos "fachowo" spojrzal na nasz problem...ale nie wiem ile takie wizyty kosztuja i jak dlugo trwaja takie sesje? niestety jade do polski na urlop tylko na 2 tyg a to nie wiem czy jest wystarczajacy czas na zalatwienie tego wszystkiego...

64 Ostatnio edytowany przez chomik9911 (2015-07-08 21:42:13)

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

A w jakim kraju mieszkasz? Koszt prywatnej wizyty 80-120zł zależy gdzie, ale są też bezpłatne na nfz. Sesja trwa godzinę, a terapia żeby przyniosła efekty musi być długotrwała. Poszukaj u siebie w kraju, gdzie możesz taką pomoc uzyskać. Co prawda o alkoholizmie nie świadczy do końca ilość wypijanego alkoholu, ale nie nie wydaje mi się żeby Twojego męża można było nazwać alkoholikiem. Ja to widzę jakby robił to tak na przekór: że w ten sposób manifestuje to że nie możesz mu nic zabronić i on zrobi co chce. Poza tym przez kilka lat podporządkowywał się Tobie i chyba ma dosyć.  Może potrzebuje kogoś innego w swoim otoczeniu.

65

Odp: Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens
refracted... napisał/a:
chomik9911 napisał/a:

Wiesz ja nigdy nie zabroniłam mojemu mężczyźnie żadnego wyjścia, więc nie mam z tym żadnego problemu, a wraca o której chce. Twój mąż zachowuje się jak przysłowiowy pies spuszczony ze smyczy. Ja bym proponowała Ci zrobić mały eksperyment smile Jeśli zdarzy się, że Twój mąż np. poinformuje Cię że wychodzi, Ty nic mu nie mów, nie rób awantury a tym bardziej wyrzutów, że liczyłaś na wieczór z nim. Z uśmiechem na ustach to przyjmij. Jeśli wróci rano - nie zasypuj go pretensjami tylko zwyczajnie powiedz coś w stylu: "cześć skarbie. Jak udał się wypad? zrelaksowałeś się?" Będzie w szoku, bo takiej reakcji na pewno się nie spodziewa. Im Ty bardziej mu zabraniasz, tym on chętniej będzie z tego korzystał bez umiaru. To wolny człowiek ze swoimi potrzebami - zrozum to. Zresztą czego się boisz? Że Cię zdradzi? Nie ufasz mu? W czasie jego wyjścia Ty zabierz dziecko w jakieś fajne miejsce czy np. umów się z koleżankami. Miej swoje życie a na pewno będziesz szczęśliwsza.. smile Nikt nie chce tu dla ciebie źle - bo przecież nawet się nie znamy, więc nie ma powodu żeby robić Ci na złość. To tylko obiektywne spostrzeżenia. Nie masz nic do stracenia, spróbuj zmienić swoje reakcje smile zaproponuj mu też wyjście na piwo z Tobą i znajomymi. Nie koncentruj się na żalach, wzajemnych pretensjach i szukaniu kłótni - postaraj się spędzać z nim miło czas, na nowo zbudować jakoś ten związek. Jasne, że pewne sprawy trzeba wyjaśnić, przegadać na spokojnie, ale też nie można ciągle prowadzić poważnych umoralniających pogadanek, bo faceci tego nie lubią.. trzeba wprowadzić trochę luzu smile

Widzisz wlasnie o to chodzi ze stracilam do niego przez to wszystko zaufanie..."spuscilam go ze smyczy"... tylko ze ja mowie jeszcze raz nigdy nie bronilam mu wyjsc sama jeszcze namawialam i NIGDY nie kazalam mu wracac o tej czy o tej godzinie. przez te swoje wyjscia i powroty pozne lub bardzo pozne typu - nastepnego dnia pokazaly mi ze on jest na tyle nieodpowiedzialny ze nie przejmuje sie tym ze sie martwie z kim i gdzie jest ze boje sie ze skoro kolejnym razem dam mu przyzwolenie to znowu pojdzie nie wiadomo gdzie i z kim a ja bede znow czekac cala noc....sa pewne granice wychodzenia z kolegami - tak uwazam...

co dalej? nie wiem bo mam metlik w glowie i czarne mysli.... stracilam zaufanie do meza jak na razie...a czy da sie je odzykac? nie wiem bo jak narazie pokazuje ze jest nieodpowiedzialnym i nie liczy sie z tym jak moge sie czuc..

A gdybym to ja wychodzila sobie i nie wracala na noc do domu i nie odbierala telefonow to tez byloby ok? co wtedy by sobie myslal?

Związek 1- relacja ryzyka
1.Ona-królowa życia, księżniczka, dyrektorka, dyktatorka, furiatka,intrygantka, manipulatorka,nadwrażliwa, zazdrosna....
2.On-wieczny chłopiec, kłamca,manipulator,przewrażliwiony na swoim punkcie, zazdrośnik...
W tej relacji-fochy, kłótnie, napięcie, złość, rywalizacja, karanie partnera/partnerki, wzajemny brak szacunku, kontrola partnera, brak bliskości, ciągle obwinianie, wzajemna niechęc, ciągłe roszczenia, pretensje,  brak własnej przestrzeni ,oddalanie się partnerow, znudzenie, zmeczenie związkiem
3.Dzieci- skłóceni rodzice= nieszczęśliwe dzieci- agresja, lęki, problemy w nauce, problemy wychowawcze, kłopoty ze zdrowiem dziecka

Związek 2-relacja sukcesu
1. Ona-spokojna, zrownowazona, odpowiedzialna, troskliwa, wesoła, dobra, pracowita, sumienna...
2. On- zrównoważony, odpowiedzialny, troskliwy, opiekuńczy, wesoły, dobry.,...
Relacja 2-spokój, rownowaga, wzajemne zrozumienie swoich potrzeb, szacunek, miłość, akceptacja partnera/partnerki, lubienie siebie, dążenie do bliskiej relacji, wspólne zainteresowania, ciągłe odkrywanie partnera, poczucie szczęścia i spełnienia w relacji
3.Dzieci- spokojne, szczęśliwe, beztroskie

refracted bliżej tobie i męzowi jest do którego związku?....
- jak jest teraz ...
co chcesz osiągnąć/zmienić w sobie....
- jak ma być...
chcesz uratować swoja relacje z mężem, to zacznij od szczerej zmiany siebie na lepszą wersję, to nie kaprys, nie zachcianka ale świadome branie odpowiedzialności za siebie za to co się myśli, mówi, i robi wobec partnera/partnerki, akceptacji siebie i partnera z wadami i zaletami, stawiania granic, szanowanie partnera, liczenie się z nim, świadome życie tu i teraz a nie w iluzji i wyobrażaniu sobie ideału, partner to człowiek z krwi i kości, on jest podmiotem a nie przedmiotem w relacji, on nie jest "złotą rybką" od spełniania życzeń i zachcianek, partner nie jest niczyją własnością.
Partnera nie zmienisz jeżeli on tego nie chce, on sam ma chcieć dojrzeć do zmiany siebie. Zmieniając siebie dla siebie dzięki psychoterapii zmieniasz też relacje z innymi, ponieważ to jest proces pracy nad sobą, akceptacją siebie, uczenie się empatii, otwarcie siebie na drugiego człowieka, nauka komunikacji w związku, to rozwój osobisty i interpersonalny.
Czy chcesz własnej zmiany, czy raczej musisz, bo to ogromna różnica... nic na siłę
jeżeli sama nie "dorośniesz", dojrzejesz, to będziesz przez całe życie tkwić w wersji 1 związku nawet wtedy, gdy będzie to inny/nowy partner
czy warto ratować ten związek? sama sobie odpowiedz
formy terapii:
- psychoterapia indywidualna- krótko i długoterminowa
-psychoterapia dla par-krótko i długoterminowa
-terapia rodzinna-systemowa- ustawienia B.Hellingera
- couching relacji- praca nad rozwiązaniem konkretnego problemu- 1-2 sesje

Posty [ 1 do 65 z 91 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Próba ratowania małżeństwa - czy to ma sens

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026