posluchaj...
ostatni facet:
dyrygent z zawodu, wojskowy, do czego przyznal sie po czasie...(starszy chorazy)
towarzyski czlowiek, zabawial gosci na weselach, ma kupe znajomych.
bierze udzial w jakis sztafetach, imprezach sportowych, 4 dzieci, samodzielny.
mowi mi o takim weselu- a ja sie boje(teraz sie obnazam- zamknac oczy!)
ja nigdy w zyciu nie bylam na weselu, nigdy nie tanczylam, nigdy nie bylam z facetem na dyskotece(a jesli z kolezanka , to tylko , zeby jej torebke pilnowac)- kompleks ciezki i przytlaczajacy..przeciez sie nie przyznam- bo obciach, jak bym powiedziala , ze jestem dziewica...
no, to ja zamiatam temat pod dywan, przegaduje go- bo w tym jestem niezla, i robie uniki.
on muzyk- ciagnie temat, bo sie na tym zna.chce sie polansowac jakims chopinem...
a ja znow uniki...prowadze rozmowe w komfortowa strone....
wreszcie to ja prowadze- jest po mojemu.
on sie gubi, jaka, placze...probuje zmienic temat.
jesli temat mi pasuje, to ciagne dziersko, zeby znow nie wejsc na sliski lod...
teraz znow ja dominuje...
facet wychodzi z tego w stanie podobnym do athreyu- sponiewierany...
ja zdolowana, juz sie zale na forum, ze za wysokie progi na moje nogi- ludzie mnie tu pocieszaja , ze nosi gacie w groszki, albo reniferki, i mam o tym myslec...
jak mnie stres zzera- to sobie przypomnialam groszki..i wybuchnelam smiechem- oczywiscie nie w pore- facet zdeprzymowany...
i tak w kolo wojtek.....
kiedy mozna sie otworzyc?
kiedy mam zaufanie, ze ten ktos mnie nie ponizy, nie upokorzy z powodu moich wad...
zrozumie, nie skrytykuje...