Mam problem z rodzicami - pomocy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Mam problem z rodzicami - pomocy

Strony Poprzednia 1 … 7 8 9 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 521 do 585 z 637 ]

521

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dziewczyno! Po prostu brak mi słów. Mam tylko wieklą prośbę do Ciebie- jeżeli już postanowiłaś tkwić w toksycznym bagnie, to nie wciągaj w to chłopaka i zachowaj się wobec niego odpowiedzialnie. Nikt nie chce tracić czasu na coś, co nie rokuje. Tobie nie jest potrzebne małżeństwo, Tobie jest potrzebna kompleksowa terapia.  Twoje małżeństwo zamienisz teraz w koszmar, jaki mają Twoi rodzice i kolejne osoby będą cierpieć.

Zobacz podobne tematy :

522

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Trochę krzywdzące opinie.. że wybrałam bagno, że jestem taka sama, że skończę jak ona i że źle to wróży dla mojego związku... Czy to nie trochę za surowe? Za to, że chcę pojechać do domu? Grunt, to chyba bym nie poddała się woli matki? Sam ten ksiądz Szustak mówi, że on dopiero po 7 latach zrobił masakrę matce. To nie wszystko tak od razu i hop siup. Łatwiej się pisze, trudniej wykonać.

Gdyby miało tak być jak piszecie, dalej bym mówiła: "mamuś to tylko kolega, a ja z Wami będę do końca życia", bo tak jeszcze mówiłam w lipcu, w sierpniu, we wrześniu... Teraz jej mówię, że to chłopak, teraz podkreślam, że mam 30 lat, że mam prawo do własnego życia i ułożenia go jak chcę i nie zmienię zdania. Jeszcze 2-3 miesiące temu tego nie potrafiłam. Naprawdę to nie rokuje żadnej zmiany?! Właśnie jestem po wymianie 15 smsów z mamą. Tylko tym razem ani razu mi nie ubliżyła. Tym razem nie kłamałam i nie przekonywałam, że to nie związek. Twardo pisałam, że zdania nie zmienię i jestem odrobinę z siebie dumna... nawet jeśli wy uważacie inaczej... I choć zawsze po takiej smsowej udręce matka na koniec pisała "Ty k.. nie pokazuj się tutaj", tym razem napisała "może już skończymy, co?". Jasne, że czeka mnie jeszcze niejedna jazda zapewne. Ale nie zamierzam też jej w niczym ustępować, a jej jazdy puszczać mimo uszu. Jadę, by spełnić niejako powinność wobec nich, bo obiecałam, bo są moimi rodzicami itp.

Bardzo mi przykro, że od razu osądzacie, jak miałoby wyglądać moje małżeństwo. Póki co, mimo tej trudnej relacji i bagna, w którym tkwię, tutaj zachowuję się dość odpowiedzialnie i go nie zaniedbuję na rzecz tego, by płakać nad mamusią...

523

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, to nie sa wcale krzywdzące osady, a bardzo spostrzegawcze opinie. Przestan z siebie robic ofiare.

Matka już Toba manipuluje. Troche odpuscila z tonu, bo wie, ze ma Cie w garści, a Ty od razu się rozpływasz. Guzik zrozumialas. Jak przeslalam Ci to kazanie, to miałam nadzieje, ze wreszcie do Ciebie dotrze, ze problemów z toksyczna rodzina NIE DA się rozwiazac ZOSTAJAC z toksyczna rodzina. Szustak bardzo wyraźnie mowi o wyjściu z domu, o koniecznym braku kontaktu, O LECZENIU SIEBIE.

Nikt Ci wcale nie kaze wracac do domu rodzinnego, policja Cie do tego karceru nie zaciąga. Robisz to sama, na własne zyczenie. Widac wolisz być bezwolnym pionkiem w rekach rodzicow.

Ty w kolko Macieju wracasz dokładnie do punktu startowego, w którym jedyne problemy jakie zaprzataja Twoja glowe to: co powie mamusia? czy mamusia się obrazi? co myśli mamusi? co boli mamusie? co będzie z mamusia? To jest jedyny ciag myśli zaprzatajacy Twoja glowe. Czy Tobie się wydaje, ze z kims takim można stworzyć udany związek malzenski? Chyba zartujesz. Ja już teraz wspolczuje Twojemu partnerowi, bo tak naprawdę w tym związku to jest troje ludzi, a on nie jest wcale tym najważniejszym hmm

524

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Trochę krzywdzące opinie..

To wnioski z autopsji. Znam to doskonale, bo zanim wyrwałam sięz tego kręgu, to zniszczyłam niejeden swój związek, właśnie przez to, że na pierwszym miejscu była mama. Też mam 30 lat, mieszkam z partnerem, w domu nocuję jedną- dwie noce raz na jakis czas, a moja mama nie ma prawa mnie oceniać, lub też mówić mi, co mam robić. Dzwonię, jak czuję potrzebę. Święta spędziłam z partnerem (na kilka godzin pojechaliśmy do mojej mamy). Moja mama szanuje mojego partnera, a jeszcze 8 lat temu miałam piekło. Widzisz różnicę między nami? Mamy tyle samo lat. Nie robie z siebie ofiary, nie robie z partnera wybawiciela. Sama zadbałam o własne wyleczenie. Sama o siebie zawalczyłam.

525

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Łatwiej się pisze, trudniej wykonać.

To sie łatwo pisze i łatwo wykonuje. wystarczy determinacja . Jak sie determinacji nie widzi, to sie jej szuka, choćby na siłe, bo ma ja każdy. Potem sie składa siebie kawałek po kawałku i buduje sie swoje poczucie własnej wartości. ale można też usiąść na tyłku i powiedzieć - mi sie nie  chce, ja jestem taka biedna i skrzywdzona. Można całe życie jojczeć i użalać się. Pewnie , ze można.

Ale ty przecież osiągnęłaś sukces!! MAMA CIĘ NIE WYZWAŁA!!!!!!
WOW!!!!!! WOW!!!!!!WOW!!!!! UWAGA !UWAGA !-   MAMA MNIE NIE WYZWAŁA! cóż za wspaniałe wieści!!!! Czas świętować!!!! Pojadę więc do mamy, bo jest szansa, że nie wyzwie mnie jeszcze przez dwa dni, a ja w tym czasie pocieszę się słodkim zapachem jej spódnicy.

Jest tylko jedna osoba na tym forum, która ocenia cię w sposób krzywdzący i niesprawiedliwy - ty nią jesteś

526 Ostatnio edytowany przez pop_corn (2016-01-20 15:44:29)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Szok i niedowierzanie. Masz syndrom sztokholmski w najczystszej postaci.

A Szustakowi daj już spokój.

527

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Podartyrajtuz napisał/a:
moje_glupie_ja napisał/a:

Trochę krzywdzące opinie..

To wnioski z autopsji. Znam to doskonale, bo zanim wyrwałam sięz tego kręgu, to zniszczyłam niejeden swój związek, właśnie przez to, że na pierwszym miejscu była mama. Też mam 30 lat, mieszkam z partnerem, w domu nocuję jedną- dwie noce raz na jakis czas, a moja mama nie ma prawa mnie oceniać, lub też mówić mi, co mam robić. Dzwonię, jak czuję potrzebę. Święta spędziłam z partnerem (na kilka godzin pojechaliśmy do mojej mamy). Moja mama szanuje mojego partnera, a jeszcze 8 lat temu miałam piekło. Widzisz różnicę między nami? Mamy tyle samo lat. Nie robie z siebie ofiary, nie robie z partnera wybawiciela. Sama zadbałam o własne wyleczenie. Sama o siebie zawalczyłam.

Obiema rekami się podpisuje.

Z moja matka rozmawiam może dwa razy na rok i sa to pobieżne rozmowy w stylu "co u ciebie slychac". Na jakiekolwiek rady, krytyki i pojękiwania, odpowiadam, ze niech się własnym życiem interesuje, bo ja mam moje pod kontrola. Nasze stosunki sa poprawne, ale nic ponadto. I wiesz ile mi zajelo, żeby doprowadzić do takiego stanu?- piec lat. Przez piec bitych lat wcale się z matka nie kontaktowałam, bo wolalam zajac się sobą, niż tracic czas na kompletnie bezsensowane awantury i proby wbicia mnie w poczucie winy. Te piec lat sprawilo (a tak poza tym cale 15 lat na obczyźnie bez zadnych wizyt), ze matka przynajmniej szanuje moje zdanie. Oczywiście ciagle, jakby mogla to by motala, ale teraz dostaje po lapach jak proboje.

Manipulatorzy szanują tylko jedna rzecz: sile. Ale ta trzeba najpierw w sobie wyksztalcic.

528

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Chyba nawet z 18latką matka by nie poszła, to jest tak strasznie żenujące...

Już mi wypisuje smsy z łaską, że przyjeżdżam warunkowo, że mam się nie awanturować itp. To jest wszystko tak chore. Nic nie zrozumiała.Jest chyba jeszcze gorzej. Najgorsze, że to taki zaścianek.. twierdzi, że znajomi z ojca się śmieją, że na pewno z brzuchem wrócę. Chciałabym już być mężatką sad


No to faktycznie wstyd. Ja bym sie zapadla pod ziemie, jakby moje dziecko zaszlo w ciaze w wieku 30 lat...

529

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
karyna napisał/a:
moje_glupie_ja napisał/a:

Chyba nawet z 18latką matka by nie poszła, to jest tak strasznie żenujące...

Już mi wypisuje smsy z łaską, że przyjeżdżam warunkowo, że mam się nie awanturować itp. To jest wszystko tak chore. Nic nie zrozumiała.Jest chyba jeszcze gorzej. Najgorsze, że to taki zaścianek.. twierdzi, że znajomi z ojca się śmieją, że na pewno z brzuchem wrócę. Chciałabym już być mężatką sad


No to faktycznie wstyd. Ja bym sie zapadla pod ziemie, jakby moje dziecko zaszlo w ciaze w wieku 30 lat...

Jasne, ale jak już będzie mezatka, to cudownie przestanie ja obchodzić opinia mamy tongue

530

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Ten brak furii matki to nie jest żadna zmiana na stałe, Aga. To donikąd nie zmierza, tylko się kręci w kółko. To kolejny etap w cyklu tej samej gry. Za chwilę znowu będzie furia, bo jeśli chodzi o Twoją matkę NIC się nie zmieniło. Jeśli chodzi o Ciebie to jeszcze też niewiele.
Przekonasz się o tym. Jeśli nie przestaniesz w to grać.

531

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Czarna, ale Aga sama siebie oszukuje sad

Przeciez jest jak alkoholik, który sobie mowi, ze dziś to odniosl zwycięstwo, bo zamiast wodki wypil piwo.

Tak naprawdę to ciagle ten sam kolowrot: wroci do domu, będzie może (?) dzień spokoju i zaczna się znowu awantury- przecież matka już jej napisala, ze powrot do domu jest "warunkowy", ze ma jazd nie robic (w podtytule: jak corka chce mieć autonomie, jakakolwiek, to jest awanturnica, wylamuje się). Potem nam Aga napisze znowu jaka to ona jest biedna, jak jej mama nie rozumie i ze placze. I tak w kolo Macieju hmm

532

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Smutno się czyta to co wypisujesz Aga. Odpowiedz, cieszysz się na myśl o czekającej Cię podróży? W końcu nie jedziesz z niczym, nie było Cię w domu ponad DWA TYGODNIE, a w dodatku masz chłopaka(!) zamierzasz dalej  z nim pomieszkiwać, a nawet studiować w jego mieście! Należy Ci się lanie od mamy i to niejedno, rozzuchwaliłaś się panno, srogo za to zapłacisz. Twoja matka przy niewielkiej pomocy ojca na pewno sobie z Tobą poradzi. O studiowaniu w mieście chłopaka możesz powoli zapomnieć- byłby to kolejny pretekst do wyjazdów. Spakowałaś sobie torbę podróżną? Wychodząc z domu mocno przytul chłopaka, nie będziecie się widzieć dłuugie tygodnie...Sprawdź setny raz czy nie przyszedł jeszcze jakiś sms od mamy.

533

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Ten watek jest jak oglądanie wypadku samochodowego w zwolnionym tempie sad

No ale coz, nikogo nie można zmusic do bronienia swoich interesow. Chce popelnic zyciowe harakiri, to proszę bardzo- jej własne zyczenie.

534

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga dostałaś tutaj od forumowiczów wiele informacji i rad, spotykasz się z terapeutką, więc masz już jakieś refleksje na temat nieprzeciętej pępowiny, za która odpowiadasz wyłącznie ty.
Napisałaś również, że chciałabyś zostać mężatką. Ale po co? Czy zmieni to coś w twojej relacji z rodzicami?
Jak będzie czuł się twój mąż widząc ciebie ciągle emocjonalnie uzależnioną od nich? Czy chcesz chłopakowi "zatruć" tym życie?
moje_glupie_ja: "Właśnie jestem po wymianie 15 smsów z mamą."

Małżeństwo to odpowiedzialność, to troska o dobro męża, i nie ma tutaj miejsca dla rodziców i innych osób. Ty jeszcze nie dorosłaś raczej do małżeństwa, ponieważ emocjonalnie jesteś 10 latką. Nikt ciebie nie uratuje, nie sprawi że się zmienisz, jeżeli sama nie będziesz chciała zrobić tego dla siebie.
Tylko ty znasz rozwiązanie swojego problemu, ale boisz się dorosnąć .....

535

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Czytając wątki na różnych forach przez lata, przywykłam już, że ktoś przychodzi z problemem, dostaje porady, często też wsparcie, jest dyskusja, a z niej jakieś wnioski, ale to, co ten ktoś później zrobi zależy przede wszystkim od osobistych uwarunkowań i stopnia zaawansowania problemu. Wątek Agi jest jednym z nich. Wątek Piotra 74 też.
Są problemy, które mają swoją dynamikę, swój porządek i czasem nie da się magicznie przeskoczyć wszystkich etapów, i znaleźć się od razu na końcu. Wszystkie te etapy trzeba po prostu przeżyć. Przejść swoja drogę. Tylko niektórym zajmuje to mniej, a innym więcej czasu.
Ludzie, którzy doradzają, mają często żal, że ich rady nie zostały wykorzystane, a dana osoba po raz kolejny popełnia ten sam błąd. Też tak na początku reagowałam, ale potem doszłam do wniosku, że to niemądre i właściwie dość egoistyczne - spodziewanie się, że ktoś "przerobi" swoje problemy w tempie ekspresowym i zacznie postępować zgodnie z moimi radami, co da mi psychiczny komfort.
Będę namawiać Agę, żeby nie jechała (nie jedź! smile) ale racjonalnie (chociaż życzę Ci czegoś zupełnie przeciwnego), spodziewam się, Ago, że pojedziesz i wrócisz z płaczem. Że będziesz musiała znieść jeszcze sporo upokorzeń, zanim do końca uwierzysz, że rodziców nie da się zmienić, a zmienić możesz tylko siebie. Tylko od Ciebie zależy jak długo to potrwa.

536 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-01-21 11:38:41)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Zgadzam się Czarna z Tobą. W realnym naszym życiu też przecież nie jest tak, że automatycznie stosujemy się do wszystkich rad, które otrzymujemy, tylko przyjmujemy je do wiadomości i czasem/częściowo w oparciu o nie formujemy swoje życie.
W pewnym sensie, gdyby wbrew swojemu głębokiemu przekonaniu Aga posłuchała nas, to zrobiłaby to samo od czego ją cały czas owodzimy, czyli poddała się jakiejś jakiejś obcej "wizji" życia a nie podążała swoją...

537

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Czarna, Napredce- macie racje. Czlowiek sam musi przezuc swoje problem i czasami to zabiera sporo czasu. Tak już jest, ze droga zadnego forumowicza nie możemy isc za niego.

Jest jednak calkiem naturalnym, ze jak się patrzy z boku na dany problem, to człowiek czuje niesamowita frustracje wynikajaca z bezsilności. Widzisz, ze ktoś prosto w drzewo jedzie i nie możesz tego samochodu zatrzymać hmm

No coz, jest z tego taka nauka, ze z uzależnieniem, niezależnie od tego jak wielkie jest wsparcie, może poradzić sobie TYLKO osoba uzalezniona.

538

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Czarna Kotka napisał/a:

Są problemy, które mają swoją dynamikę, swój porządek i czasem nie da się magicznie przeskoczyć wszystkich etapów, i znaleźć się od razu na końcu.


Magicznie nie, ale pracując nad sobą już tak. Zauważ, że nikt tu nie namawia Agi do przeskakiwania problemów, a raczej do pracy nad sobą. Problem jej polega jednak na tym, że ona nie chce nad sobą pracować.
Nie dziwi mnie też pewne wzburzenie w tym wątku, bo wiele osób (choćby ja) ma jednak emocjonalny stosunek do tej historii. smutek i frustracja we mnie osobiście rodzą się własnie z bezsilności , o której pisała Beyondblackie, a nie dlatego że Aga mnie nie słucha. Jasne , że ona decyduje i wybiera, nikt za nią tego nie zrobi, ale jak widzisz to  rozpędzone auto pędzące prosto w drzewo, to zwyczajnie martwisz się o kierowce i wkurzasz sie na siebie, że nie możesz nic zrobić

539

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie do przeskakiwania problemów wprost, ale spodziewanie się, że ona nie będzie miała wątpliwości: pojechać czy nie, że już tam nie wróci, że zachowa dystans - to nierealne raczej. W tym momencie.
Źródeł komfortu/dyskomfortu psychicznego, o którym pisałam każdy może poszukać odpowiadając sobie na pytanie "dlaczego piszę na forum" oraz "jak się czuję i dlaczego kiedy widzę że moje rady działają/nie działają, że mogę/nie mogę komuś pomóc".

540 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-01-21 16:45:09)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Czarna Kotka napisał/a:

Nie do przeskakiwania problemów wprost, ale spodziewanie się, że ona nie będzie miała wątpliwości

A kto sie tego spodziewa? Każda jej wątpliwość jest tu rozbierana na czynniki pierwsze i szeroko omawiana. tu nie chodzi o oczekiwania , a o zwykły , ludzkie odruchy, jak choćby martwienie się o jej sytuacje, która jest naprawdę tragiczna. to nie są jakieś tam dyrdymały o byle czym , ale poważne, toksyczne uzależnienie
Wyobraź sobie, że słyszysz płacz głodnego dziecka, postanawiasz przynieść mu jedzenie, zastawiasz cały stół, a dziecko oznajmia, że nie będzie jadło
i umiera z głodu na twoich oczach...Pewnie, że to nie twoja wina i że ty zrobiłaś wszystko co mogłaś, ale i tak ci przykro i smutno. Czyż nie?
Każdy kto tu napisał usłyszał płacz głodnego dziecka i przyniósł Adze coś dobrego, dał jakąś szanse, podzielił się sobą albo swoją wiedzą,  a ona woli emocjonalnie obumrzeć niż choćby rozważyć wzięcie czegoś pod uwagę. Pewnie , że to jej decyzja i niczyja wina, ale i tak przykro na to patrzyć...

541

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

To jest jak z alkoholikiem. Mozna mu mowic, prosic, blagac. Pokiwa glowa, przeprosi, okaze skruche, a wieczorem wroci pijany. Osoba uzalezniona sama musi chciec zmiany. Chocby miala setki terapeutow, kontrole 24/7, a nie bedzie walczyla o siebie sama, to nie pomoze jej nic.

542

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie wiem jak inni, ale ja nie odczuwam żadnego dyskomfortu psychicznego związanego z tym, że autorka wątku nie ma ochoty wprowadzić w życie rad, które są jej proponowane. Każdy w miarę zdrowy emocjonalnie człowiek, ma w pełni świadomość, że do chęci zmian w życiu trzeba dojrzeć. U Agi ewidentnie ten czas jeszcze nie nadszedł. Uważam natomiast, że osoby doradzające i wspierające Agę mają również prawo w pewnym momencie, przestać angażować się w jej problemy, albowiem ewidentnie na tym  etapie jej rozwoju,  jest to dla nich  bezsensowny wydatek energetyczny.  Zwykła "marnacja" czasu i energii, którą lepiej spożytkować na pomoc osobom, które do zmian już dojrzały. Tylko tyle. Pomagać warto mądrze, co oznacza również szacunek dla czasu własnego i siebie samego.  smile

543

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Prawda, Volver. Tylko nasuwa sie pytanie, czy jezeli Aga nie jest gotowa do zmian teraz, to kiedy bedzie- na emeryturze? To nie jest mloda dziewczyna, lat 20, która co dopiero wkracza w zycie, ale, metrykalnie przynajmniej, dojrzala kobieta. Tutaj nie ma jakiś nieprzebytych zlogow czasu na pozbieranie się. Tu jest krotka pilka: albo cos TERAZ zrobi, albo może wyprawić już dziś pogrzeb swoim marzeniom o mezu, rodzinie i swiadomej doroslosci.

544

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

W mojej prywatnej ocenie, to w tym wcieleniu Aga tego tematu nie rozwiąże. Najprawdopodobniej nie będzie, żadnego sensownego związku, ani też dorosłości w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie to, żebym jej tego życzyła, ale jej niechęć do konfrontacji z rzeczywistością jest jednak zbyt duża. To jest 30 letnia kobieta o mentalności dziecka. Wprawdzie trochę się buntuje i niby odrobinę autonomii próbuje dla siebie wywalczyć, ale mnie to przypomina raczej bunt trzylatka, niż rzeczywistą walkę o prawo do samostanowienia. Przepraszam, nie pisze tego złośliwie... ale tak to widzę...

545

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Generalnie, to ja widze w tym watku ogromny lek przed braniem za siebie odpowiedzialności. Dlatego sa te ciagle rozkminy czy rodzicom się polepszy, czy cos sobie z nimi ugra...nic w sumie nie zmieniając. Z tego tez biora się pomysły natychmiastowego wyjścia za maz, by w razie czego rodzicow zastapil facet. Tak zazarcie wlasnie Aga wzbrania się przed braniem zycia na wlasna klate. W tym szaleństwie jest metoda, bo jak to już zauważono, można cale lata kulac się jak ta sirota, ciagle obarczając wina innych za własne spieprzone zycie.

I co z tego, ze ona jest na dobrej drodze do zostania stara, zgorzkniala panna z dziesięcioma kotami. Przeciez to wszystko wina rodzicow...

546

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Tak, dziewczyny, przyznaję czuję pewną irytację czytając historię Agi. Na początku szczerze jej kibicowałam, miałam nadzieję, że uda jej się zrobić większy postęp. Zresztą mogło się wiele zdarzyć również w ostatnim czasie- pomieszkuje z facetem odcięta od matki i ojca.Brak fizycznego kontaktu z toksycznym rodzicem to już coś. Gdyby jeszcze odpuściła sobie kontakt telefoniczny i meilowy ...ale gdzieżby! Ta ciągle swoje- przekonam mamę, w końcu do niej dotrę.
Póki co Aga milczy, prawdopodobnie od paru godzin przebywa w domu swoich toksycznych rodziców. Zapewne za kilka dni opisze nam jak po miłym powitaniu zaczęły się kłótnie z matką, że szarpała ją, ciągnęła za włosy, wyzywała od ladacznic...W sumie nic nowego dla nas. A jednak będzie żal straconej szansy.

547

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Hmm, ja aż w tak ciemnych barwach tego nie widzę. Zobaczymy...

548

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Ciekawi mnie co się dzieje u Agi. Ago jesteś tam, po drugiej stronie?

549

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga nie pisze od prawie dwóch tygodni, zamilkła tuż przed wyjazdem do rodziców. Autorko, daj jakiś znak życia

550

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Bo pewnie obraziła się na nas, za to, że ostatnio nie byliśmy mili.
Ewentualnie ma szlaban na Internet.

551

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Petita napisał/a:

Ewentualnie ma szlaban na Internet.

całkiem możliwe. Zwłaszcza jeśli test na dziewictwo wyszedł niepomyślnie...
Najgorsze jest to , że ta sytuacja ,wbrew pozorom, nie jest zabawna...

552

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
MamaMamusia napisał/a:

Najgorsze jest to , że ta sytuacja ,wbrew pozorom, nie jest zabawna...

No nie jest, bo nawet pomocy nie wezwie, jeśli została odcięta od telefonu/komputera.

553

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Coś się zmieniło Autorko u  Ciebie?

554

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Cóż mogę powiedzieć... Wiele dramatów się wydarzyć musiało jeszcze, abym w końcu zaznała spokoju. Włącznie z tym, że mieszkałam u dziadków, wmieszałam w to całą rodzinę. Dzięki temu miałam kilka miesięcy spokoju. Wszystko wskazywało na to, że mama się zaczęła godzić z tym powoli, nasze relacje przebiegały miło i poprawnie. Nie chciałam się jednak chwalić, by nie przechwalić. Wystarczyła wiadomość i oznajmienie, że chcę wyjechać z chłopakiem na 3 dni zagranicę, by znów być k..., dz... i żebym się nie pokazywała w domu. Wróciły stare lęki, trzęsę się jak wtedy i nie wiem co zrobić - jechać czy nie, zamkną mnie czy mnie jednak puszczą? Wiadomo, że nie jechać i wiadomo, że zrobię po swojemu. Mam dość, moje życie nigdy nie będzie spokojne...

555

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

(...) moje życie nigdy nie będzie spokojne...

Będzie, jeśli odetniesz pępowinę, jeśli staniesz się niezależną psychicznie. Słowo 'jesteś' ma kluczowe znaczenie.

556

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wielokropku, ja mogę odciąć tę pępowinę, myślę, że w dużym stopniu to robię cały czas, potrafię żyć bez mamusi i tatusia na co dzień, ale wtedy gdy mam z nimi dobre relacje, mogę zadzwonić itp. Nie umiem tego wyjaśnić, ale taki stan, gdy czuję się jak najgorsza szmata, że ze mną nie rozmawiają, że nie chcą mnie znać, sprawia, że rozsypuję się na kawałki, potrafię myśleć tylko o tym i jak z tego wybrnąć, jak naprawić. Męczy mnie to. Jest mi okropnie źle, przykro, strasznie boli. Tak bardzo ich kocham i tak bardzo chciałabym mieć poprawne relacje,tak bardzo chciałabym mieć spokój sad

557

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie. Nie możesz odcinać pępowiny. Możesz być nią dalej połączoną, albo ją odciąć. Z pępowiną jest tak jak z ciążą, w której nie można być trochę.


Twoje myślenie o sobie jak o szmacie jest najlepszym dowodem na to, że swej decyzji nie zmieniłaś. W dalszym ciągu jesteś małą dziewczynką, czekająca na aprobatę rodziców.
Nie jesteś w stanie zmienić sposobu myślenia rodziców, możesz - swoje. A że z tej możliwości nie skorzystałaś dotąd...

558

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Eh, nie wiem, czemu tak napisałam. Na pewno nie wygląda to tak, że ganię i karcę samą siebie za to, że chcę wyjechać z chłopakiem, że żyję bez ślubu itp. Nie mam z tego powodu poczucia winy, wiem, że racja jest po mojej stronie, a moi rodzice nie mają prawa w to wnikać, bo mam 30 lat, tego mam świadomość. Jest mi po prostu cholernie źle, że nie mam normalnych rodziców i nie mogę żyć z nimi w zgodzie.. Zazdroszczę rodziców chłopakowi...

559

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Eh, nie wiem, czemu tak napisałam. (...)

Bo to prawda, a Ty nie pomyślałaś, by skłamać.


Wiesz, jacy są Twoi rodzice, znasz ich poglądy. Mimo to powiedziałaś im:

(...) że chcę wyjechać z chłopakiem na 3 dni zagranicę, (...)

560

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No powiedziałam, bo chciałam być uczciwa... Nie byłabym w stanie tego ukryć, że nie jestem w kraju. No nic, ja z wyjazdu zrezygnować nie zamierzam. Gdyby zamknęli mnie pod kluczem, to będę musiała nawet wezwać policję. Nie mogę wystawić mojego faceta, gdy bilety już kupione i wszystko gotowe. To miał być prezent i niespodzianka dla mnie, a ja czuję, że go zawodzę. To chyba będzie już ostateczny koniec moich relacji z rodzicami, bo oni nie ustąpią, ja też nie zrezygnuję.

561 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-04-18 22:33:24)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Po pierwsze, Ty nie masz zadnego obowiązku informowania rodzicow o tym, ze gdzies jedziesz. Jestes dorosla, takich informacji udzielasz kiedy masz taka fantazje. Nie jesteś trzynastolatka, która musi dostać pozwolenie na wycieczke klasowa.

Po drugie, jeżeli jeszcze w przebiegu tej sagi nie zauwazylas, Twoi rodzice się nie zmienia, bo Ty tak chcesz. Nie, oni się zmienia tylko wtedy, kiedy sami będą tego chcieli i Twoje zachowanie wobec nich i pobozne zyczenia maja się nijak do tego. Zmienic za to MOZESZ swój stosunek do nich i przestać oczekiwać na ich aprobatę.

Prawda jest taka, ze przy obecnym stanie rzeczy Twoi rodzice TYLKO wtedy beda Cie 100% akceptowac i chwalic gdy zupelnie wyrzekniesz się własnego zdania. Co jest czystym szaleństwem dla każdej doroslej osoby. Musisz nauczyć się polegac na sobie, na swoim glosie wewnętrznym, a nie na tym czy Cie mama po glowce poklepie.

562

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Witaj czytając Twoje posty mamy podobny choć nie identyczny problem. Czy moglybysmy popisac prywatnie?

563

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Beyondblackie, ja to teoretycznie wszystko już zauważyłam i nie czekam na ich aprobatę. Rozpoczęłam studia podyplomowe, jestem tutaj zameldowana tymczasowo - na to wszystko nie było zgody, zrobiłam po swojemu. Na wyjazd zgody też nie będzie, a pojadę (no chyba że zamkną mnie w pokoju, to się oprze o policję). Ja już nie czekam na poklepanie po główce, i tak robię w gruncie rzeczy swoje, ale to po prostu tak cholernie boli i napędza mi nerwicę - lęki, strach, niemoc podniesienia się z łóżka i cała paleta takich objawów. Nie potrafię się po prostu pogodzić z tym, że tacy są, że tak się między nami nie układa, że nie są moim wsparciem. Wiem, wiem, duża dziewczynka ze mnie i muszę stać sama na własnych nogach. Muszę. Mogę. Ale mój wewnętrzny głos ciągle mnie ciągnie do nich, żeby się pogodzić, żeby liczyć, że im przejdzie.. I takie tam. Nie umiem wytłumaczyć.

Zagubiona, oczywiście, bardzo chętnie. Napisz do mnie maila proszę.

564

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Agusia smile
Jak dobrze Cię znów widzieć smile Widzę że dalej borykasz się z problemem, tym nie mniej po prostu bardzo się cieszę, że się odezwałaś.
Nie rezygnuj z wyjazdu.
Czasem jest tak, że nie można mieć rzeczy, którą by się bardzo pragnęło mieć. I trzeba znaleźć drogę jak żyć pomimo to. Zmiana podejścia rodziców jest poza Twoją kontrolą. Ty sama musisz zaopiekować się sobą. Odnaleźć w sobie tę małą, zagubioną dziewczynkę i pokochać ją tak, jak ona potrzebuje być pokochana. Zasługujesz na to. Przytulam smile

565

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Witaj Czarna Kotko :* Dziękuję za ciepłe słowa.

Wiele się wydarzyło... po ostatnim wyjeździe, wtedy w styczniu, skończyło się tak, że wyrzucili mnie z domu i poszłam do dziadków. Opowiedziałam wszystko. Dostałam mega wsparcie od babci i siostry mojej mamy oraz jej męża. Nocowałam tam jedną noc. Byli w szoku przez co przechodzę... Babcia niemiłosiernie opieprzyła rodziców, którzy oczywiście nie mieli zero pokory. Następnego dnia odebrał mnie od babci tata. Bałam się, co będzie, że matka już tego nigdy nie wybaczy. Istotnie były teksty, że poszłam do jej wroga, więc musiała babcia mnie poprzeć. Ale co dziwne mówiła to na spokojnie... I tak już zostało... Zaczęłyśmy rozmawiać. Nagle mama mówiła ludzkim głosem, że nie miała racji, że zrozumiała. Nie wiem, może się bała, bo babcia pisała do mnie smsy ciągle, jak sytuacja wygląda. Ale mama mówiła całkowicie do rzeczy. Że muszę sobie ułożyć życie, że to w końcu nie koniec świata. Ze studiów zadowolona nie była. Przez 3 miesiące wybuchło kilka spięć, ale małych. Już ani razu nie padło, że jestem k... itp. Krótkie wymiany zdań, że ona zadowolona nie jest, ale jestem dorosła i robię jak uważam. Z babcią kontakt ustał, już nie pisała. Mama była dalej miła. W tym czasie do faceta wyjeżdżałam 2 lub 3 razy. Za każdym razem miły wyjazd - mama robiła kanapeczki, kupowała różne rzeczy na wyjazd, nawet piekła mi ciasto. Bajka. Myślałam, że tak zostanie. Wracałam też bez awantur. Wielkanoc przebiegła wzorowo. Słodziłyśmy sobie. Teraz wyjechałam 2 tygodnie temu, też w zgodzie, było miło, każdego dnia dużo rozmawiałyśmy. Do ubiegłego czwartku... wtedy to oznajmiłam o planowanym wyjeździe. No i zaczęło się, wszystko wróciło, wszystkie teksty, że mam nie wracać itp. Wyłączyła telefon. Nabuntowała tatę. Nie kontaktują się ze mną, nie odpowiadają na moje smsy. Wyjazd już na majówkę, nie znają jeszcze terminu. Niestety, jestem szalona, planuję tam jutro pojechać. Już ich straszyłam, że znów pójdę do dziadków, ale nie boją się i sama rozważam, czy powinnam to zrobić i zaognić sprawę, czy nie... Wiem, że nie powinnam jechać. Boję się, że mnie będą siłą próbowali zatrzymać, żebym z facetem nie pojechała albo raczej że wylecę z hukiem i już na zawsze, bo oni się z tym nie pogodzą, że pojechaliśmy sam na sam. I cóż, ze łzami w oczach wspominam ostatnie 3 miesiące, kiedy miałam błogi spokój, miałam faceta i miałam matkę i było tak jak powinno być. Jadę, bo chcę się łudzić, że jak mnie zobaczy, to może się dogadamy znów. Ale szczerze wątpię...

566

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, ja kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć PO CO Ty ciagle do tych rodzicow jeździsz. Czemu nie siedzisz na tylku u swojego partnera, w miescie gdzie studiujesz? Przeciez nic Ci to nie daje poza zszarganymi nerwami. To, ze Twoja matka dostala po lapach i się uciszyla na kilka miesięcy, jak widzisz, wcale jej nie zmienilo. Te wizyty sa bezsensowne.

Czasem mam takie wrazenie, ze chcesz, żeby Cie w tym domu rodzinnym zamknęli i żebys nic sama nie musiala w zyciu robic. Ba, nawet Twój bunt nie obyl się bez wkręcania w to osob trzecich (dziadkow), którzy za Ciebie się z Twoja matka wykłócali. Nie potrafisz sama za siebie brac odpowiedzialności?

567

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Beyondblackie napisał/a:

Aga, ja kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć PO CO Ty ciagle do tych rodzicow jeździsz. Czemu nie siedzisz na tylku u swojego partnera, w miescie gdzie studiujesz? (...)

Bo:

moje_glupie_ja napisał/a:

(...) chcę się łudzić, że jak mnie zobaczy, to może się dogadamy znów. Ale szczerze wątpię...

568 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-04-19 13:11:48)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wielokropek, moje pytanie było raczej z gatunku tych retorycznych.

Aga z uporem maniaka wraca do rodzicow, no bo wlasnie, nie chce się wyzbyc swoich zludzen. Troche jak zona alkoholika, co szczerze wierzy, ze każda popijawa meza jest ta ostatnia. Tylko, ze taka postawa czyni człowieka kaleka zyciowa, gdyż fiksuje się on na rzeczach na które NIE MA WPLYWU. Podobnie Aga mogłaby marnować swoja energie na kontrolowanie zjawisk atmosferycznych. Jej rodzice sa jacy sa, czyli do bani, i z tym się niestety trzeba pogodzić. Bez przyjęcia do siebie tego faktu, ona nigdy nie pojdzie do przodu.

Ja bym to nazwala "działaniem zastępczym", które daje zludzenie, ze cos się z sytuacja robi (chociaż wiadomo, ze jest ono kompletnie nieskuteczne i bezcelowe), by tak naprawdę unikac prawdziwych dzialan prowadzących do pelnej samodzielności i odpowiedzialności za własne zycie, której Aga jak ognia się boi.

569

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dziewczyny, z tymi dziadkami to było akurat tak, że od dawna partner mnie namawiał, żebym tak zrobiła, a ja się właśnie bałam reakcji mamy i tego nie robiłam. I dopiero podczas tej styczniowej awantury, tak naprawdę ojciec siłą mnie tam wywiózł. Stał pod drzwiami domu babci i czekał aż tam wejdę. Prosiłam go, żeby nie, ale był nieugięty. Zrobił to z premedytacją, bo on też ma dość tej sytuacji i chciał, żeby to wypłynęło i żeby rodzice mojej mamy spróbowali na nią wpłynąć. Ale jak widać bezskutecznie. No nieważne.

Możliwe, że jak żona alkoholika... Jestem od nich uzależniona, nie ukrywam. Ja przez 29 lat swojego życia żyłam w przeświadczeniu, że mam najfantastyczniejszych rodziców na świecie i tego przekonania nic nie zmieni. No cóż, ja się znów czuję winna, trzęsę się i płaczę non stop, jadę bym chyba dostać po głowie. Może za którymś razem będzie ostatecznie. Myślę, że ten wyjazd już teraz na pewno zakończy moje relacje z rodzicami... Trochę szkoda... Nie kminię tego, mam wielu znajomych i nikt nie ma takich rodziców z taką postawą sad już w liceum ludzie wyjeżdżali... czemu oni muszą tacy być.. Zawsze byłam dobrym dzieckiem, grzecznym, ile im kasy w życiu oddałam to tylko ja wiem... Nie pogodzę się chyba z tym nigdy....

570

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Możliwe, że jak żona alkoholika... Jestem od nich uzależniona, nie ukrywam. Ja przez 29 lat swojego życia żyłam w przeświadczeniu, że mam najfantastyczniejszych rodziców na świecie i tego przekonania nic nie zmieni. No cóż, ja się znów czuję winna, trzęsę się i płaczę non stop, jadę bym chyba dostać po głowie. Może za którymś razem będzie ostatecznie. Myślę, że ten wyjazd już teraz na pewno zakończy moje relacje z rodzicami... Trochę szkoda... Nie kminię tego, mam wielu znajomych i nikt nie ma takich rodziców z taką postawą sad już w liceum ludzie wyjeżdżali... czemu oni muszą tacy być.. Zawsze byłam dobrym dzieckiem, grzecznym, ile im kasy w życiu oddałam to tylko ja wiem... Nie pogodzę się chyba z tym nigdy....

No bo tacy SA, i tyle.

Jeżeli się z tym nie pogodzisz, to do końca zycia będziesz się trzasc, plakac i mieć poczucie winy.  Naprawde, jedynym lekarstwem na Twoja sytuacje jest separacja od nich i zajecie się własnym życiem.

571

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Nie kminię tego, mam wielu znajomych i nikt nie ma takich rodziców z taką postawą .

Bardzo się mylisz !!!
Rodziców z taka postawą jest mnóstwo. Tym co odróżnia tych "innych" od ciebie jest ICH nastawienie i ICH samodzielność emocjonalna. Nie zachowanie rodziców jest problemem , a twoje przywiązanie do myśli, że musisz ich mieć, że oni musza cię błogosławić i popierać. Nie muszą! I moga być tacy jacy są!
twoje poczucie krzywdy i niesprawiedliwości wynika z faktu, że dobrze czujesz się w roli ofiary i nie zamierzasz brać odpowiedzialności za swoje życie.

Jak tam terapia? zakończona w przedbiegach?

572

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
MamaMamusia napisał/a:
moje_glupie_ja napisał/a:

Nie kminię tego, mam wielu znajomych i nikt nie ma takich rodziców z taką postawą .

Bardzo się mylisz !!!
Rodziców z taka postawą jest mnóstwo. Tym co odróżnia tych "innych" od ciebie jest ICH nastawienie i ICH samodzielność emocjonalna. Nie zachowanie rodziców jest problemem , a twoje przywiązanie do myśli, że musisz ich mieć, że oni musza cię błogosławić i popierać. Nie muszą! I moga być tacy jacy są!
twoje poczucie krzywdy i niesprawiedliwości wynika z faktu, że dobrze czujesz się w roli ofiary i nie zamierzasz brać odpowiedzialności za swoje życie.

Tez o tym trabie od miesięcy. Przytaczalam nawet jaka "fajna" mamusie sama mam- pierwszej wody narcystyczna, manipulujaca egoistke- już nie wspominając tatusia, który był zawsze zapatrzonym w siebie tyranem rodzinnym. Wedlug Agi, to powinnam teraz zyc w leku przed nastrojami tej cudownej pary, bo innego wyjścia nie ma.

Otoz to bzdura. Zyje sobie od wielu lat, w szczęściu i spokoju, daleko od domu big_smile Potrafilam w wieku tych dwudziestu lat zobaczyć jaka mam popaprana rodzine i zdecydowałam się cos z tym zrobić. Kiedy zorientowałam się, ze oni nigdy nie przyznają się przed samymi sobą, ze sa okropnymi rodzicami (a zajelo mi to z jakiś rok karczemnych awantur), to po prostu wyjechałam z kraju i zaczelam sobie sama zycie ukladac. Czy oni się zmienili, zmiękli i zaczeli mnie doceniać? Jasne, ze nie. Ale mnie, z perspektywy mojego ulozonego zycia, to już zwisa.

573

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

I ja tak mam mieszkam od 2 lat z chloapkiem za granica (mam 24 lata), moim rodzicom to sie bradzo nie podoba pod tym wzgledem ze nie mam pracy. Wmawialam im przez caly czas że prauje itp dla swietego spokoju ale czar prysl, teraz jest wszystko, że bez pracy siedze na czyims utrzymaniu, że wyrzeklam sie rodziny itp itd

574

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Im więcej czytam o Autorce, tym bardziej na myśl mi się nasuwa zalezne zaburzenie osobowości. Takie osoby maja ogromne problemy z podejmowaniem jakichkolwiek decyzji, poczuciem własnej wartości i desperacko daza do bycia w relacji z kims, kto za nich te decyzje będzie podejmowac i je na każdym kroku utwierdzać. Terapia jest w takim wypadku rzecza ABSOLUTNIE niezbedna.

575

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Moim zdaniem autorka boi się odrzucenia , braku akceptacji. Chciała by żeby wszyscy żyli w zgodzie przez co sama na tym cierpi. Nie chce wybierać miedzy jednym a drugim a bez tego do niczego nie dojdzie. Wiem po własnym doswiadczeniu

576

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Poniekąd rozumiem Twój problem- dla mnie też niewiarygodnie ważne było i jest zdanie moich rodziców. Mam wpojone, że nie mogę ich zawieźć, sprawić przykrości mimo, że oni to robią notorycznie. Oni mnie krzywdzą słowami, gestami i zachowaniem, a ja mam w głowie tylko "to moja mama muszę być spokojna". Jednak u mnie wiele się zmieniło w ostatnim czasie. Mieszkam z chłopakiem, rodzice wiedzą, że mają moje wsparcie, ale zdania nie zmienię. Jestem dorosła, niezależna finansowo i bardzo kocham moją rodzinę, ale to oni już teraz muszą pogodzić się z moją decyzją. Rodzicom też na Tobie zależy, rób to co chcesz robić i z kim chcesz masz 30 lat. Rodzice prędzej czy później sami wyciągnął rękę zobaczysz. Boisz się panicznie bo nie chcesz stracić z nimi kontaktu, ale oni  w tym swoim jadzie myślą, że wpłynął na Twoje decyzje. Nie daj się! Czas żeby to oni zaczęli się starać o Ciebie a nie tylko Ty o nich. I wiem, że brzmi to absurdalnie ale niestety tak jest.

577

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
lilianna90 napisał/a:

Poniekąd rozumiem Twój problem- dla mnie też niewiarygodnie ważne było i jest zdanie moich rodziców. Mam wpojone, że nie mogę ich zawieźć, sprawić przykrości mimo, że oni to robią notorycznie. Oni mnie krzywdzą słowami, gestami i zachowaniem, a ja mam w głowie tylko "to moja mama muszę być spokojna". Jednak u mnie wiele się zmieniło w ostatnim czasie. Mieszkam z chłopakiem, rodzice wiedzą, że mają moje wsparcie, ale zdania nie zmienię. Jestem dorosła, niezależna finansowo i bardzo kocham moją rodzinę, ale to oni już teraz muszą pogodzić się z moją decyzją. Rodzicom też na Tobie zależy, rób to co chcesz robić i z kim chcesz masz 30 lat. Rodzice prędzej czy później sami wyciągnął rękę zobaczysz. Boisz się panicznie bo nie chcesz stracić z nimi kontaktu, ale oni  w tym swoim jadzie myślą, że wpłynął na Twoje decyzje. Nie daj się! Czas żeby to oni zaczęli się starać o Ciebie a nie tylko Ty o nich. I wiem, że brzmi to absurdalnie ale niestety tak jest.


Masz całkowitą rację

578

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
lilianna90 napisał/a:

Rodzice prędzej czy później sami wyciągnął rękę zobaczysz.

Oj nie roztaczałabym takich sielskich wizji przed Autorką.... Obawiam się , że to może być dla niej kolejna droga ucieczki i usprawiedliwiania swojego wielkiego trudu wpłynięcia na rodziców oraz przeprowadzenia w nich "zmiany". znam ten watek od początku i podejrzewam , że Aga jest w stanie uczepić sie takiego obrazka bardzo mocno oraz spotęgować swoją pracę nad ....rodzicami oczywiście.

nie wiemy co zrobią rodzice i wcale nie musi być tak jak piszesz. Może być dokładnie na odwrót. Pytanie tylko - co z tego? Człowiek dorosły i samodzielny emocjonalnie ma to gdzieś czy rodzice wyciągną rękę, czy nie. Zdrowym myśleniem jest nieoczekiwanie żadnej reakcji i działanie na swoją korzyść bez względu na to, co sądzi o tym mamusia i czy kiedykolwiek to zaakceptuje tudzież pobłogosławi.

co do terapii... Z tego co pamiętam autorka rozpoczęła ją kilka miesięcy temu, ale nie przypadła jej do gustu ta forma pracy. Mam wrażenie , że od samego początku sabotowała siebie i terapię, bo poszło to trochę nie po jej myśli.... Terapeutka niewiele mówiła (co jest raczej normalne) i nie popierała jej pomysłów co do wpłynięcia na rodziców. zachęcała za to do pracy nad sobą i tylko nad sobą....a z takim rozwiązaniem jest Adze wyjątkowo nie po drodze...
Sama jestem ciekawa jak ta psychoterapeutyczna "przygoda" sie zakończyła...

579

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Pomóc można tylko osobie, która tej pomocy chce, nie tej, która mówi, że chce. Warto też ustalić z osobą, której chcemy pomóc, czy przez udzielnie pomocy rozumiemy te same/podobne działania.

Wątek autorki, już drugi na ten sam temat, został założony prawie półtora roku temu i przez cały czas autorka pisze o jednym: o tym, by jej rodzice zmienili swe zachowanie wobec niej. Większość postów (w tym i moje) koncentrowały się na czymś zupełnie innym: na tym, by autorka uniezależniła się psychicznie od rodziców. Według osób postronnych to świetny cel, tyle tylko że niezgodny z oczekiwaniami autorki, która dalej potrzebuje aprobaty rodziców, ich zgody na to, co czyni, która psychicznie jest zalęknionym dzieckiem i zdecydowała się (tak, to decyzja) takim pozostać. Stąd wszystkie posty, w których namawiamy autorkę na uniezależnienie się, nie mają sensu. Żałuję, że uświadomiłam to sobie dopiero dzisiaj.



Kartezjusz napisał/a:

Aby dowiedzieć się, co ludzie naprawdę myślą, trzeba zwrócić większą uwagę na to, co robią, niż na to, co mówią.

580

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
nokiaaa napisał/a:

Nie radze uciekac od rodzicow w ramiona mezczyzny.obawiam sie tego ze nie jestes niezalezna albo ze on wykorzysta twoja sytuacje ze nie masz gdzie wrocic.
Wiem ze ciezko o prace ale dopoki jej nie masz to bedziesz dzieckiem i u faceta.
Pozdr

Dokładnie.
Taki problem co ciekawe chyba dotyka coraz większej grupy kobiet, czy ogólnie osób. Jestem ciekawa z czego to tak na prawdę wynika? Z tego co można poczytać, głównymi winowajcami są rodzice.

581

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Moje głupie ja.. coś się zmieniło u Ciebie?

582

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

I tak, i nie.

Kilka dni temu zaręczyliśmy się z moim partnerem. Tak, moja rodzina jeszcze nie wie.

Przez 3 miesiące miałam spokój. Wszystko szło w dobrą stronę. Tak, ostatnia awantura 3 miesiące temu, wow! Po tym, jak wspólnie wyjechaliśmy za granicę. Mamuśka się przechwalała i dopytywała, czy widzę, jak się zmieniłam. Wyjeżdżałam bez awantury, wracałam bez awantury. Wyglądało miło.

Do teraz. Kilka dni temu, mój partner miał urodziny. Byłam u rodziców. Dla mojej mamy niepojętą rzeczą było, że chcę jechać na Jego urodziny. No i zaczął się dramat. Do ostatniej chwili, mama udawała i przekonywała: "no tak, musisz jechać, nie wypada inaczej". O godzinie 22:00, dzień przed wyjazdem, jak się okazało, że jednak jadę, rozpętała piekło. Klasyka gatunku, nie muszę powtarzać jej tekstów.

Mimo to, pojechałam. Bardzo wspierał mnie tata, oczywiście ciężko przeżyłam, ale on odwiózł na dworzec etc. Czym, jak nie trudno przewidzieć, naraził się bardzo matce.

Nie mam z nią kontaktu już blisko od tygodnia. Tym razem już nie płaczę. Uodporniłam się, trochę. Nie przeżywam tego, tak jak pół roku temu, do wszystkiego można przywyknąć. Jasne, przykro mi. Ale problem sięga trochę dalej. Mojej mamie "odwaliło" już całkiem (a jeszcze nie wie o zaręczynach, jedynie o urodzinach...). Mój jedyny z nią kontakt, wczoraj 2-minutowy telefon. Zadzwoniła by powiedzieć, że jest na mnie wściekła, że nie powinnam była jechać, że mam wakacje (studiuję tu też), to powinnam była siedzieć 3 miesiące w domu! "Co Ty z nim kręcisz? Co z tego będzie?!" - musiałam się ugryźć w język. "Jak wybrałaś tamtą rodzinę, to tej rodziny już nie masz, nie będę z Tobą rozmawiać". Szczerze, to trochę mi to wisi. Jasne, że wolałabym, by było dobrze, tak jak przez 3 miesiące ostatnie, ale nie to nie. Trudno. Jestem dużą dziewczynką. Może jej kiedyś przejdzie, a może nie. Jestem już narzeczoną smile kupujemy większe mieszkanko, mój partner wie, z jakiego syfu pochodzę, nie komentuje tego (mówi, że nie obgaduje za plecami i że powie, co o tym myśli, prosto w twarz mojej mamie big_smile), chcę być żoną, chcę być matką, chcę być szczęśliwą kobietą. Niestety jednak, ten problem sięga trochę głębiej.

Mój tato, nie wiedzieć czemu, postanowił mnie tym razem wspierać. Matka zgotowała mu piekło. Mówi, że z nimi koniec, że ona kochała i wychowywała dziecko, a ja idę w świat, że powinnam być z nimi, a on ją powinien w tym wspierać. Tata jej tłumaczy, że muszę sobie ułożyć życie, ale ona dalej swoje i skoro tak, to rozwaliłam rodzinę i ich już nie ma. Zamknęła się w swoim pokoju, nie rozmawiają, odcięła totalnie. Mój tata - wspaniały człowiek, przez ostatnie wydzwania do mnie po kryjomu, wspiera, mówi, że muszę być dzielna, że olać to muszę, że nie mogę zrezygnować z własnego życia i ułożyć go sobie z mamusią. Chce dla mnie dobrze. Ale ma jedną dysfunkcję - zapala mu się czerwona lampka, gdy słyszy o rozwodzie. Wtedy szantażuje, że się zabije, biega z nożem sad (była już taka sytuacja raz jak pojechałam). I wczoraj niestety, jak z nim rozmawiałam, to już nie był ten sam człowiek - totalnie przybity, zdołowany i czuję, że na skraju wytrzymałości, by odwalić taką szopkę. Matka się pastwi nad nami koncertowo. Ja podejrzewam, że ona robi to z premedytacją, wie, że ojciec tego nie wytrzyma, coś  odwali, a wtedy do mnie z pretensjami, że "to Twoja wina!!! Gdybyś tu była, by tego nie było!!!", a wtedy zjadę i najlepiej jak zrezygnuję ze swojego życia by ich pilnować. Tak to rozpracowała. I wyobraźcie sobie, że to wszystko o urodziny, a nie wie jeszcze o zaręczynach. Ja już teraz się boję. Nie płaczę za kontaktem z mamusią, potrafię być szczęśliwa bez niej. To się zmieniło bardzo mocno. Niestety, nie potrafię odrzucić strachu. To jednak moi rodzice, tatę bardzo szanuję i jestem bardzo mu wdzięczna za wsparcie i pomoc. Zwyczajnie boję się o ich zdrowie i życie. O to, że rozegra się dramat. O normalną osobę, bym się nie bała, ale skoro moja mama jest niezrównoważona, to jak się dowie o zaręczynach, że straci mnie ostatecznie, to podejrzewam, że może coś sobie zrobić... sad Przeraża mnie ten fakt i niestety nie pomogą słowa "zrobi to zrobi, jej sprawa, jest dorosła". Owszem, ale raz, że to moja matka, dwa, że pokomplikuje to moją sytuację ze ślubem i ciężko też będzie wyzbyć się poczucia winy. Ono jest coraz mniejsze, ale matka wpędza mnie w nie koncertowo, więc czasem wpadam jeszcze w dołek "a może robię coś złego".

I to wszystko składa się na to, że mamy powiedzieć o zaręczynach... Ustaliliśmy wspólnie, że przez telefon nie wypada, na koniec sierpnia pojedziemy do nich razem i to oznajmimy. Jednak mój Pan już zwątpił. I wcale mu się nie dziwię. Mówi, że może przez telefon, a wg mnie to jeszcze gorszy pomysł, może przy nim by się pohamowała? Zresztą, ja jestem zdania, że na chwilę obecną mówić nie muszę. To radosna nowina i dzielę się nią z tymi, którzy gratulują i cieszą się razem z nami, a skoro mama życzy mnie i nam źle, skoro nas przeklinała etc. to czy jestem w obowiązku ją informować? Może gdy ustalę datę ślubu. Nie wiem, boję się zwyczajnie. Tak, trochę jestem w sumie przerażona. Nie życzę najgorszemu wrogowi takiej sytuacji. Już bym wolała, żeby tata się do mnie też nie odzywał, niech wspiera mamusię i ona będzie zadowolona. Ja bym przeżyła bez kontaktu z nimi, choć pół roku temu wydawało mi się to niemożliwe. Boję się tylko tego dramatu, wolałabym by rozmawiali i siebie wspierali hmm

583

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie jesteś odpowiedzialna za decyzje swej matki. Nie jesteś odpowiedzialna za decyzje swego ojca. To dwoje dorosłych ludzi. Jeśli jednak uważasz, że matka jest niepoczytalna, to możesz sądownie ją ubezwłasnowolnić.

584

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Oczywiście, nie jestem odpowiedzialna, ale to łatwiej powiedzieć, stojąc z boku, gdy nie ma się z danymi ludźmi więzi emocjonalnej.

Uważam mamę za niepoczytalną, ale chyba nie do tego stopnia, by móc ją ubezwłasnowolnić. Poza tym, co wygaduje, nie ma ku temu innych przesłanek. Sytuacja bez wyjścia. Mogę tylko bezradnie obserwować, co z tego wyniknie.

585

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie - nie musisz tego obserwować i oglądać. Musisz to zająć się sobą, swoimi emocjami i swoim życiem. Zaręczyliście się, ślub na horyzoncie i chwała za to że postanowiłaś walczyć o swoje życie. Niemniej przydałoby Ci się wsparcie fachowca - psychologa. Pomoże Ci on pewne sprawy przepracować i na pewno wytrwać w dążeniu do samodzielności i dorosłości. Jest mnóstwo bezpłatnych specjalistów, albo płatnych - jak wolisz. Przemyśl to. Ale do domu nie wracaj , nie masz żadnego obowiązku! Matka i tak zrobi swoje cyrki - co byś nie zrobiła. A tata jest dorosły - to jego sprawa czy zostanie z matką i będzie się męczył czy nie. Ty podjęłaś decyzję - nie godzisz się na to i gratuluję Ci smile może będziesz dobrym przykładem dla Twojego taty , jeśli nie pozostaje Ci tylko pogodzić się z jego decyzją. Nie mieszaj się w ich konflikty, każde z nich przeciąga Cię co jakiś czas na swoją stronę w zależności od ich humorów - nie słuchaj ich kłótni, żali. Powtarzaj : "To wasza sprawa, mnie to nie dotyczy i nie interesuje". Czas postawić granicę i skończyć z tym cyrkiem. I nie mów mi, że łatwo to z boku powiedzieć - ja to przeżyłam, łatwo nie było, ale warto. Mam święty spokój, za cenę bycia czarną owcą i brakiem zainteresowania, ale szczerze? Wisi mi to.  Powodzenia!

Posty [ 521 do 585 z 637 ]

Strony Poprzednia 1 … 7 8 9 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Mam problem z rodzicami - pomocy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024