witam od niedawna z mezem mieszkamy sami.Maz niestety nie bardzo chcial sie wyprowadzic od swoich rodzicow.jA TAK BARDZO CHCIALAM isc na swoje .wkoncu udalo mi sie meza namowc na wyprowadzke.niesety maz gdy jest sobota niedziela clay dzien by u nich siedzial.po pracy czesto u nich bywa a ja na niego czekam az przyjdzie , nie siedzi u nich dlugo ale przebywa z nimi .nie wiem co robic .moze ja za duzo mysle o tym.nie chce zeby sie odizolowal calkowicie do nich bo to sa rodzce ja tez ma rodzicow.ale chce zeby ze mna stworzyl rodzine bez konsultacji z nimi.zebysmy razem spedzali wakacje we dwoje a nie z rodzina sad pomoze czy ja zle mysle
Podobne tematy
Mąż jest jedynakiem?
Ma w sobie coś z "maminsynka"?
Bo wygląda mi na to, że facet nie odciął pępowiny.
Gwiazdka_,
jak mąż argumentował, dlaczego nie chce się wyprowadzić od rodziców i zamieszkać z Tobą?
Czy rodzice proszą go o tak częste odwiedziny lub wymagają ich (bo np są chorzy)?
rodzice sa zdrowi, nic nie wiem zeby oni od niego wymagali zeby do nich przychodzil/chyba nie wierza ze on sie wyproawdzil.nie jest jedynakiem , ma brata i siostre on jest w srodku.maz chcial zosatac z rodzicami bo chcial skladac na mieszkanie nie brac kredytu a wiem ze ciezko jest naskaldac jak sie malo zarabia.mowil ze moze jeszcze pare lat i kupimy mieszkanie a ja w to nie wierzylam bo bez kredytu sie nie da kupic .caly czas mnie zbywal.chcialam sprobowac chociaz na wynajem wkocu sie zgodzil.ale widze ze i tak mu zle.chcialbym z nimi mieszkac.clay czas do nich ciagnie z nimi chce przesiadywac.
A jak wygląda jego pobyt w domu rodzinnym? Jak mieszkaliście razem to olewał Cię i siedział z rodzicami, czy wystarczała mu świadomość, że są w tym samym budynku? Jak spędzał z nimi czas? Ciągłe rozmowy przy herbatce, czy po prostu, zwykłe, wspólne czynności wykonywane w towarzystwie jak oglądanie telewizji, jakieś mechaniczne robótki z ojcem?
maz ogolnie lubi siedziec ze swoja rodzina , rozmawiac z nimi, bardzo chcial zeby ja tez z nimi przebywala , na pocztaku byl ok ale pozniej zaczelo mnei to denrowac ze za dlugo z nimi , ze oni ze oni.ja cchialam troche prywatnosci a oni zawsze z nim byli.na wakacje cchialamn jechac z mezem sam na sam a on ze bedzie sie nudzic i chce towarzystwa to ze rodzian pojedzie.do restauracji zawsze chial zeby rodzce jechali, bardzo rzadko sami.znajmomym mowi ze mu zle to meiszkac w bloku.a mi ze dobrze jest .ja czuje ze wkocu zyje bez tesciow bez jego rodziny, mam swoja prywatosc wkocu
a mu widze jest zle bez nich
Zdecydowanie jest to nieodcięta pępowina! Chłopak, mimo tego że jest mężem, nie potrafi żyć bez mamusi i tatusia.
Dużo zależy od jego rodziców, od tego czy go zachęcają do kontynuowania takiej postawy, czy wręcz przeciwnie. Mądrzy rodzice zwiększają dystans w takiej sytuacji, stają się mniej dostępni, mają swoje sprawy, po to by dorosłe, nadmiernie przywiązane do domu rodzinnego dziecko delikatnie "wypchnąć" ze swojego gniazda.
Niestety, wielu rodziców, a szczególnie wiele matek trzyma kurczowo żonatych synków przy sobie, nie pozwalając im się usamodzielnić. Najczęściej to jest przyczyną wojny między teściową i synową.
wlasnei trzeba bylo czas sie klocic z tesciowa hehe.ale to nie rozwiazanie.najgorsze to jest to ze jak odchodzimy jedziemy do sibie pyta sie meza kiedy bedziesz,
porazka.co ma zrobic dlugo sie to ciagnie.a ja juz nie wiem co robic jakich argumentow uzyc.a mamusia wiem ze by chciala zeby synus byl przy niej.a maz nie rozumie co mowie, zeby razem przebywac sami.oni widze ich potrzebuje bardziej niz mnie.
Hmm,
A co na to wszystko mąż? Rozmawiałaś z nim o tym, mówiłaś czego odczekujesz? Jestem ciekawa jego podejścia.
maz na to ze jestem zazdrosna o wszystko, o rodzicow.ze z nimi przebywa ze chce zeby oni z nimi byli.ze jestm samolubna.ze chce tylko z nim przebywac a on chce towarzystwa.a to nie prawda chce troszke intymnosci .osiagnelam to troszke wyprowadzajac sie i nei chce zeby znowu bylo ich za duzo w naszym zyciu.u niego w rodzinie jest tylko maz tylko on a ja na szarym koncu jak sie im przypomne tzn jak mnie zauwaza:(
Nie wiem jaka kobieta jest Twoja tesciowa, ale jesli w miare normalna to z nia porozmawiaj. Jak kobieta z kobieta...Spróbuj z niej zrobić sprzymierzeńca.
Nie podoba mi sie natomiast stwierdzenie twojego meza, ze woli jechac gdzies z rodzina niz sam na sam, bo sie nudzi... Jak to? z Tobą? nowiuśka żoną?
Hej Dziewczyny, mam podobny problem z mężem. Po ślubie nie jesteśmy długo, ale od razu wcześniej zgodziłam się na zamieszkanie w jego rodzinnym domu z teściami. Sytuacje mieliśmy o tyle lepszą, że otrzymaliśmy dwa pokoje w których mogliśmy urządzić sobie swój salon, sypialnie, kuchnie i łazienkę. Niezbyt wielki metraż, ale na początek wystarczy. Teściowie mieszkają nad nami, niby wszystko jest idealnie, więc pomyślicie, że się czepiam. Teściowa niby w ogóle się nie wtrąca i tak dają nam wolną rękę, ale są to straszne pozory.
Póki co nie pracuję, a więc spędzam w tygodniu większość czasu sama, dokładnie sama bo nikt do mnie nie zajrzy, nie zaprosi na kawę. Jest to dla mnie dziwna sytuacja, wręcz czuję się tu zbędna, jakbym była w klatce, najlepiej cicho aby nikt nie usłyszał. Wszystko jest dzięki mojemu mężowi oczywiście, wszystko on kupił, zrobił, mnie się w to nie wlicza. Poza tym często przypisują sobie nasze rzeczy sobie, np. Przywłaszczyli już sobie samochód mojego męża dzięki czemu ja nie mam czym jeździć.
Poza tym mój mąż nie umie zrozumieć, że jest to dla mnie nowa sytuacja, wyprowadziłam się ze swojego miasta i nie odnajduje się w tym miejscu. Tym bardziej, że nie dano mi sie poczuć członkiem rodziny, nie otrzymałam klucza do drzwi, nie było również rozmowy wyjaśniającej jak się mamy teraz do siebie zwracać (ze strony moich taka rozmowa miała miejsce na samym początku).
Ostatnio po rozmowie z mężem stwierdził, że on z moimi rodzicami nie mógłby mieszkać bo moja mama ma inny pogląd na świat niż on. On jest typem lenia, najlepiej jakby nic nie robić, a mieć, a ona, zresztą ja też, uważa, że warto jest wydac ostatni grosz, ale przeżyc coś niezwykłego. Dziś wiem, że mieszkanie z rodzicami czy teściami jest najgorszym co może być. NAwet jak teściowa się nie wtrąca. Nigdy nie będzie czuć się swobodnie ta osoba, która jest dolepiona. Bo ciągle się tak czuje, mąż ma ciągle mamusie i tatusia no i żona mu doszła.Nie jest mamisynkiem, ale raczej to wina jego rodziców, są zazdrośni i wzbudzają w nim poczucie winy, że nie przesiadujemy u nich całych dni, bo ja już się odcinam od tego. No i bardzo łatwo przychodzi im wyciąganie pieniędzy od nas, chociaż mamy tylko jedno z nas pracuje i nie zarabia kokosów. Wręcz on swoim rodzicom matkuje i ojcuje, co jest dla mnie dziwne... W moich żalach nie widzi problemu bo przecież nikt się nie wtrąca, ale mnie dobija ta nostalgia ich życia, nic się tu nie dzieje... tylko zazdrość i zazdrość.
Może ja przesadzam, czepiam się szczegółów? Tylko co zrobić aby mąż wyszedł z cienia rodziców i zaczął tworzyć swoją rodzinę, umiał sie postawić, sprzeciwić, nie tłumaczył się ze wszystkiego jak dzieciak z podstawówki, a nie on będzie wszystko robić tak jak tatuś?
Nie chcę nikogo dołować, ale w moim domu rodzinnym było tak przez jakieś 30 lat. Mój tata nie chciał wyprowadzić się od swojej matki. Pępowina przecięła się sama dopiero jak babcia umarła. Wiem jakie to bywa straszne w niektórych przypadkach (bo są rodziny wielopokoleniowe, które mieszkają razem i jest im fajnie) i zawsze żal mi było mojej mamy, bo to było dla niej męczące i stresujące. I niestety odbiło się na jej nerwach. Nie znam niestety żadnego sposobu na taką sytuację. Ja bym chyba uciekła od takiego męża, bo tacy chyba nigdy nie dorastają i nie usamodzielniają się. A na żonie może się to po latach fatalnie odbić.
Witaj Gwiazdko, doskonale rozumiem Twój stan ducha. Mój mąż też miał nieodciętą pępowinę. Na początku wydawało mi się ze problem są teściowie którzy uzależnili go od siebie pieniędzmi, autem na każde zawołanie, wygodnym życiem. Ale po latach z nim zdałam sobie sprawę, ze to w nim jest problem, bo gdyby miał zdrowy stosunek do pewnych praw wytłumaczyłby swoim rodzicom, ze on chce założyć swoja rodzinę, ze będzie im pomagał kiedy będzie to potrzebne, odwiedzał, ale musi żyć własnym życiem.
Nie mieliśmy dzieci z jednej strony dobrze, ale z drugiej żałuję może dziecko otworzyłoby mu oczy i zrozumiałby o co w życiu chodzi. Ale nie udało się, czasami miałam wrażenie ze on nie chce mieć dziecka bo to wiązałaby sie z wzięciem odpowiedzialności za swoja rodzine, moze czułby ze musi trochę odpuścić. Ja z kolei bałam się ze zostanę sama z dzieckiem, ze on dalej nie będzie mnie zauważał, ze będą wychowywać dziecko na swój strój, obsypywać kasa, a moi rodzice zostaną potraktowani jak intruzy. Zresztą dziecko potrzebuje spokoju, a nie walczących rodziców.
Mój mąż tez wolał spędzać czas ze swoimi rodzicami, rodzeństwem a nie ze mną, ja byłam dodatkiem, bo mężczyzna musi mieć żonę, a w małym środowisku..przecież coby ludzie powiedzieli, ze trzydziestokilkuletni facet bez żony i mieszka z rodzicami.
Przez 4 lata byliśmy na wyjazdach we dwójkę 2 razy. Zawsze jeździliśmy z teściami lub z jego siostrami, czułam się na tych wyjazdach jak piąte koło u wozu. Cały czas byłam sama, na ostatnim wyjeździe w górach jak wracaliśmy ze stoku, to mój mąż miał problem zeby wysiedzieć ze mną w pokoju, odrazu biegł do pokoju rodziców. Na stoku ciągle patrzył jak idzie jego siostrze, pobiegł wykupić lekcje z trenerem dla siostrzenicy, uczuł swojego ojca jeździć na nartach, a ja sama. Kiedyś zwróciłam mu uwagę , co tylko pogarszało sytuacje bo odkażał mnie wtedy ze wszystkiego mu zazdroszczę, ze wymyślam, ze jestem przewrażliwiona, albo że zabraniam mu kontaktów z rodziną. Mieszkał z rodzicami, schodził do nich kilka razy dziennie, w każdej chwili jest do ich dyspozycji, ja nie migałam się bardzo od odwiedzin u nich, wszystko w granicach zdrowego rozsądku, każde imieniny urodziny, święta obiadki niedzielne, kawki, herbatki. Rodzeństwo przyjeżdżało co tydzień lub dwa, a jemu wciąż mało. Ja się ciągle czepiam, a jak ja chciałam pojechać do swoich rodziców to była za każdym razem mniejsza lub większa wojna, zawsze! twierdził, ze nie zarobie na paliwo, ze moi rodzice to nie przyjadą bo są wyliczeni, ze powinnam co trzy miesiące umawiać się z rodzeństwem i pojechać jak będą wszyscy. Było wiele takich sytuacji, w których mnie niszczył obrażał, nie czuł, ze mnie krzywdzi swoimi słowami, ze próbował zrozumieć, jak on czułby sie gdybyśmy mieszkali u moich rodziców, jak często on chciałby jeździć.
Wydawało mi się ze gdybyśmy się wyprowadzili, może to by jakoś minęło, ale z postów w tym wątku, wynika ze mieszkanie oddzielnie nic nie zmieniło. Moze wtedy byłby jeszcze bardziej stęskniony za rodzina i jeszcze bardziej za nimi tęsknił.
Wstydzę się tego, mam takie dziwne uczucie, taki ból, ze nie zasługiwałam na miłość mojego męża, mimo tego że dużo dla niego robiłam, zmieniał kilkukrotnie prace, zeby być bliżej, nigdy nie kazałam mu wybierać miedzy rodzina a mną bo uważałam ze to tez byłaby chora sytuacja. chciałam zeby było normalnie, zeby on mnie nie niszczył tylko dlatego ze kolejny weekend z rzędu nie mam ochoty spędzić z teściami czy jego rodzeństwem. Chciałam zeby mnie kochał i czasami odpuścił, przeprosił, powiedział rozumiem. Tłumaczyłam, ze jeśli mamy żyć tak rodzinnie to ja też mam rodzinę. Ale on zawsze znalazł jakąś głupią wymówkę, ze on źle się czuje w towarzystwie mojej siostry, bo ona go obgaduje, nic nie pomogły zapewnienia,ze tak nie jest. Ciągle wszyscy go obgadywali, do znajomych tez przestaliśmy jeździć, bo im tez nie można było ufać. TYLKo mam i tata są ok. Kiedyś powiedział, ze mnie zniszczy jeśli się dowie, ze coś powiedziałam na jego rodzinę. A ja bałam się z kimkolwiek rozmawiać, zeby tylko ktoś nie powiedział komuś ... a on odrazu oskarżyłby mnie. Nawet jeśli powiedziałabym komuś , ze chcę nap. się wyprowadzić bo najlepiej być na swoim. TO CO W TYM TAKIEGO OBRAŹLIWEGO I ZŁEGO???????????Wykrzykiwał, ze ja to zasypałabym go moja rodzina, ze on ma dosyć tych imprez, ze w mojej rodzinie jest tyle dzieci, za chwile będą komunie, i inne imprezy. Wszystko kasa, jak zaprosiłam rodziców na obiad krzyczał, ze on nie będzie utrzymywał mojej rodziny. A jednocześnie ja musiałam z nim chodzić do jego rodziców, bo przecież oni tacy dobrzy, dali mieszkanie, prace, nic nie płacimy... głupie to wszystko wiem, ale jak ma się taka głupotę na codzień człowiek nie wie kim jest, stoi w miejscu nie myśli o przyszłości tylko zastanawia się jak przeżyć kolejny dzień.
Nie wiem może ktoś odnalazłby się w tej sytuacji. dla mnie jest to takie żenujące, bo takie trudne do opowiedzenia, do wyrażenia, nienormalne. Dlatego doskonale rozumiem autorkę wątku i współczuję. Ja odeszłam od męża, zostawiłam mu wszystko co mieliśmy meble, sprzęt, samochód, który ja kupiłam przed ślubem ale on napisał umowę na siebie i zapisał na siebie, pieniądze jeszcze z prezentów, wszystko, pożyczam samochód od rodziców zeby dojechać do pracy. Mieszkam u rodziców wspierają mnie, mówią ze mam racje ze nie ma za czym płakać, ale płacze. Czasami tęsknię za tym drobnymi rzeczami, za tym ze kogoś mam, ze nie muszę się rozwodzić, szukać nowego miejsca, pracy.
15 2013-03-15 01:16:12 Ostatnio edytowany przez Zaneta24 (2013-03-15 01:18:58)
Lal
przezylam i wiem jak to jest.ale rozstalam sie z nim bo niebylo sensu tego ciagnac zawsze slyszalam "powinnismy byc im wdzieczni" ok ale nie kosztem siebie w pracy siedzial dlugo ja z synkiem w domu bo udalo nam sie wynajac kawalerke ale niestety w tej samej miescinie jak przyjezdzal to bylo juz dziecko kapane i kladzone spac tyle czasu z nim spedzal.dlugo wlaczylam o to i niestety ale przegralam..juz jest 6 lat od tego czasu z perspektywy czasu stwierdzam ze jaest mi lepiej a dziecko wychowane w spokoju a nie w awanturach.on wrocil do siebie ja do siebie. powinno byc tak ze skoro decydowal sie na rodzine to powinien o nia dbac rodzice sa wazni ale ale do momentu. bo rodzice kiedys poumieraja a swoja rodzina dalej bedzie.. to moje zdanie..
Na własnym, ale jakby nie
Ludzie mądrzy by rozumieli i sami go pogonili. Być może nie do końca zostałaś zaakceptowana przez rodziców i rozgrywają twojego męża. A może to faktycznie pępowina. Jeśli nie wchodzi w rachubę przeprowadzka do innego miasta, to mam dość radykalną radę. Już z nim rozmawiałaś i ma chłop najwyraźniej to gdzieś. Więc zostaje rozmowa z jego rodzicami.
Albo weź go za uszy i może do jakiegoś psychologa. Skoro nie rozumiem, jaką krzywdę ci wyrządza, to być może osoba trzecia go w tym uświadomi. Wiesz mi przed laty zadano takie pytanie: "Tonie twoja matka i twoja żona. Kogo ratujesz wiedząc, że tej drugiej osoby nie uratujesz?" Odpowiedziałem, że żonę. I to była poprawna odpowiedź. On musi tak to zobaczyć. Jak się jest razem to partner powinien być najważniejszą osobą na świecie. Oczywiście bez egoizmów.
Możesz jeszcze wyluzować. Może zajmij się czymś. Albo spróbuj go wkręcić w jakieś wspólne zajęcia: taniec towarzyski, sport. Joga ![]()
jej.. strasznie współczuję, bo to trudna sytuacja. nawet trudna do przeprowadzenia rozmowy, bo to pewnie niekończąca się historia..
ale dawno już pisałaś - zmieniło się coś?
O Boze jakie to znajome... dziewczyny ja jestem załamana.. jestesmy 2 lata po slubie, juz zaraz po ślubie zauwazylam, (pozno bo pozno - wiem, w koncu wczesniej 4 lata bylismy razem) ze on nie moze zyc bez swojej rodziny. weekend w weekend musi ich widziec, po prostu musi. co gorsza, jestem w 7ym tygodniu zagrozonej ciązy. wpadka. dlaczego akurat teraz Boze!! myslalam nawet o rozwodzie, chociaz nigdy na az tak powaznie. przeciez teraz znowu siedze sama w domu bo on jest na wiosce ze swoja rodzina. i nie widzi w tym nic zlego . i moje slowa: posiedzialbys teraz ze mna kiedy sama jestem w nowej sytuacji i ciebie potrzebuje, on mowi na to: nie jestes chora, tylko w ciazy. jestem zalamana, dziecko w takim momencie, kulminacyjnym, jak ja mam to zniesc...
O Boze jakie to znajome... dziewczyny ja jestem załamana.. jestesmy 2 lata po slubie, juz zaraz po ślubie zauwazylam, (pozno bo pozno - wiem, w koncu wczesniej 4 lata bylismy razem) ze on nie moze zyc bez swojej rodziny. weekend w weekend musi ich widziec, po prostu musi. co gorsza, jestem w 7ym tygodniu zagrozonej ciązy. wpadka. dlaczego akurat teraz Boze!! myslalam nawet o rozwodzie, chociaz nigdy na az tak powaznie. przeciez teraz znowu siedze sama w domu bo on jest na wiosce ze swoja rodzina. i nie widzi w tym nic zlego . i moje slowa: posiedzialbys teraz ze mna kiedy sama jestem w nowej sytuacji i ciebie potrzebuje, on mowi na to: nie jestes chora, tylko w ciazy. jestem zalamana, dziecko w takim momencie, kulminacyjnym, jak ja mam to zniesc...
Dlaczego nie pojedziesz z mężem do teściów?
Wolisz siedzieć sama w pustym domu?
Otoz dlatego, ze mam dosc? znudzilo mi sie i przysiegam wole siedziec sama i uzalac sie nad soba, do tego doszlo, niz jechac znowu tam, sluchac jak tesc znajduje mu nowe zajecia, jak razem pija piwo czy wodeczke, jak jego siostra zacheca corke 5 letnia zeby przyszla do mnie sie pobawic (idz do cioci, ciocia sie z toba pobawi). jak babcia znow niefortunnie stwierdzi ze widziala tak samo gruba dziecwzyne jak ja. a moj maz tego nie rozumie.
Cóż, skoro on tego nie rozumie, a Ty masz dość, to co zamierzasz zrobić?
Wychowywać dziecko w takim klimacie?
wiadomo ze jak nic sie nie zmieni to jest jedno wyjscie: rozwod. ale ja chce wiedziec czy komus udalo sie zmienic podejscie meza, czy raczej nie mam na co liczyc. wiadomo ze wiem co POWINNAM, ale to co sie POWINNO to nie zawsze to co MOZNA, szczegolnie teraz , kiedy jestem w ciazy. przeciez na milosc boska nie usune ciazy, nie bylabym zdolna do czegos takiego.
Nikt Ci nie każe usunąć przecież.
oj wiem, ale piszesz tak, jakbys albo wiedziala co mam zrobic, albo mnie pytala, a przeciez ja nie wiem co robic, dlatego tu napisalam.
Ja swojego męża zmusiłam do odcięcia pępowiny, chociaż zajęło mi to 4 lata. Był okropnym maminsynkiem, do mamusi codziennie, telefony codziennie, zawsze stawiał jej dobro ponad moje. W ciąży nie mogłam na niego liczyć, bo mamusia symulowała ciągle choroby. Tysiące rozmów, setki jego łez, obietnice poprawy i nic się nie zmieniało. W końcu spakowałam jego rzeczy i wywaliłam za drzwi. Zrozumiał:)
dzieki za odpowiedz
moze i ja powinnam sie na chwile wyprowadzic, ciekawe czy mnie tez bedzie odwiedzal z taka czestotliwoscia ...
oj wiem, ale piszesz tak, jakbys albo wiedziala co mam zrobic, albo mnie pytala, a przeciez ja nie wiem co robic, dlatego tu napisalam.
Bo wyjścia są 3:
- zaakceptowanie obecnej sytuacji
- wymuszenie zmiany w zachowaniu męża
- odejście.
Ty musisz wybrać, bo to Twoje życie.