Moje małżeństwo nie trwa nawet roku ale razem jesteśmy od pięciu lat, dwa miesiące temu urodziłam ślicznego synka,Slub zaplanowaliśmy dużo wcześniej zanim okazało się że jestem w ciąży, na dwa tygodnie przed weselem potwierdziły się moje przypuszczenia i lekarz potwierdził ciąże, powinnam byc teraz najszczęśliwszą kobietą na ziemi, synek jest cudowny i daje mi wiele radości ale z mężem nie potrafimy sie dogadać już od dawna....
Moja historia jest bardzo długa i można by wiele pisać ale główne kłótnie dotyczą mojej rodziny. Mój mąż nieznosi moich rodziców i brata,już na weselu wyskoczył z awanturą do moich rodziców, że mój brat położył do spania swoje dzieci w naszym pokoju weselnym zamiast wykupić sobie swój pokój, byliśmy zaledwie kilka godzin po ślubie i prosiłam go żeby nie robił awantury, że ja to załatwie po weselu ale nie umiał się powstrzymać, od tamtej pory nie jeździ ze mną do mojej rodziny i wręcz ogranicza mi kontakty z nimi, kłócimy się prawie codziennie, powód brzmi błaho ale ciągnie się dość długo i narastają przez to kłótnie o wszystko. On nie odpuszcza więc i ja robie ostatnio coraz bardziej po złości, zagroziłam że nie będe jeździć z dzieckiem do jego mamy a że karmie piersią to on sam małego nie może zabrać,ostatnio kłócimy się już w okropny sposób, on grozi mi policją i rzekomym zaniedbywaniem dziecka i powiedział ze powie że ja bije dziecko, dziś znowu zabronił mi jechać,mamy jeden samochód i on to wykorzystuje po prostu wychodzi na cały dzień i zabiera auto, czasem po kłótni wraca nad ranem pijany, piwska pije coraz częściej, obraża mnie, i już miesiąc po porodzie wytykał mi ze jestem złą matką i nie umiem zadbać o siebie, ta sytuacja wykańcza mnie psychicznie a moje nerwy wyczuwa dziecko, niestety mieszkanie jest mojego męża w ja zameldowana jestem u rodziców i czasem mam ochote spakować się i uciec do rodziców z dzieckiem ale wiem też ze dziecko powinno mieć obydwoje rodziców, rozwieść się czy tkwić w toksycznym związku?