Mam problem z rodzicami - pomocy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Mam problem z rodzicami - pomocy

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 456 do 520 z 637 ]

456 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-01-14 20:59:28)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, my Ci wszyscy kibicujemy smile

Tylko to nie znaczy, ze będziemy Cie oszukiwać bys się na chwile dobrze poczula. Jest Ci ciężko. Rozumiem. Ale zobacz jak super zycie możesz mieć na końcu tej drogi. Bez toksyki, bez zaleznosci, bez beznadzieji, stojąc na własnych nogach i podejmując własne decyzje.

I pisze Ci to ja, corka niesamowicie toksycznej matki, której udało się z tego kołowrotu wyjść 15 lat temu. Nie przecze, ja mam inny charakter. Nie jestem potulna, niesmiala czy unikowa. Nigdy nie bylam. Ale niezależnie od jakiegoś podstawowego softweara, każdy może się nauczyć asertywności i samodzielności.

Zobacz podobne tematy :

457

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dzięki wszystkim za te wszystkie słowa, kciuki i życzenia :* za te gorsze też, nie obrażam się, rozumiem w gruncie rzeczy, że nie o to chodzi, by mnie głaskać po głowie...

Chwilowo nie mam nawet siły pisać, powietrze ze mnie zeszło. Tylko płacz tak na siłę powstrzymuję, ale chłopak już dopytuje, o co chodzi, więc chyba jeszcze przed Nim się choć odrobinę wygadam smile jak mnie przytuli, to choć przez chwilę świat wydaje mi się lepszy...

Bo wiecie, ja nie myślałam, że to wyrzucenie mnie w sylwestra, że to tak na serio.. Ja myślałam, że to tylko tak w złości, że jeszcze przyjadę, mama ochłonie, może w końcu przemyśli i coś dotrze... Urodziny już były jakimś sygnałem, ale myślałam, że chcą mnie tylko ukarać. A dopiero teraz do mnie dotarło, że to tak naprawdę koniec... Wiem, wiem... teoretycznie dla mnie lepiej...

Tata w sylwestra życzył mi: "byś kochała i pamiętała rodziców" - pamiętała...tylko pamiętała... dopiero teraz zrozumiałam sens...

Wiecie po co założyłam ten wątek pierwotnie - wydawało mi się i miałam nadzieję, że mamę da się ułaskawić jakoś. Później docierało mi, że terapia będzie konieczna, ale ciągle miałam te okruchy nadziei, że mimo to względnie z mamą jakąś będzie, wiadomo, że już nigdy tak jak wcześniej, ale nie sądziłam, że mnie wykreśli tak całkiem, że aż tak nabuntuje tatę i w ogóle.. Szkoda gadać. Oni czują się przeze mnie porzuceni? Kolega dziś powiedział, że to tak naprawdę ja zostałam porzucona.

chomik, podartyrajtuz - gratuluję Wam dziewczyny! chciałabym za kilka lat móc to samo napisać... jeśli mogę spytać, Wasze mamy też skorzystały z pomocy, czy pod wpływem Waszych przemian, zmieniła się też Wasza relacja?

pop_corn, aż tak na to nie patrzyłam, ale względem potencjalnych teściów i chłopaka jest mi naprawdę wstyd i głupio, szkoda, że rodzice nie pomyślą w jakiej niezręcznej sytuacji mnie stawiają...

Czarna Kotka, Beyondblackie, pewnie będę jeszcze tu krzyczeć i płakać, wiem, że to upierdliwie, ale gdybym tych emocji dziś tu nie wyrzuciła, to byłoby jeszcze gorzej. Czasami piszę tu jak najęta i mam świadomość, że wręcz się ośmieszam i robię z siebie wariatkę, ale czuję jakiś taki mały spokój jak to z siebie wyrzucam, choć na chwilę...

Dziękuję!

458

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Przynajmniej nami się nie przejmuj smile
Głowa do góry.

459

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

moje_głupie_ja ja nie powiedziałam, że mam super relację teraz. Musisz zrozumieć jedno: nie będziesz miała ze swoją mamą takiej relacji o jakiej marzysz. NIGDY. Ona nie będzie matką troskliwą, ciepłą serdeczną, zainteresowaną i łagodną. Moja taka nie była i nie będzie. Ja mam takie relacje neutralne teraz, choć czasem się kłócimy bo też momentami ciężko mi zaakceptować że ona nie jest taka jak ja bym sobie marzyła żeby była. Zmieniło się to, że nie daję sobie wejść na głowę, mama nie rządzi już moim życiem, nie pozwalam sobie żeby obarczała mnie winą za swoje niepowodzenia, nie zwierzam się już jej z niczego osobistego i dzięki temu ona potem tego nie wykorzystuje w kłótni. Nie czuję przymusu jeżdżenia tam co tydzień ani dzwonienia codziennie jak to było kiedyś. Nie traktuję rodziców już jak młodszego rodzeństwa. To oni są rodzicami i powinni się troszczyć o dzieci, ale tego nie robią tak jak powinni. Ceną za moją wolność jest dystans w relacji, to że jestem czarną owcą w rodzinie, to że nie wtajemniczają mnie w swoje sprawy i odsuwają na bok. Ostatnio na imprezie rodzinnej moja matka trochę pijana wypomniała mi że ja jej nienawidzę i nie lubię..To wszystko jest dlatego, że nie zgodziłam się na bycie popychadłem i wyszłam z ich chorego kręgu. Dawniej bym się przed nią może kajała, wykłócała ale teraz powiedziałam żeby się opanowała, przestała gadać bzdury i tyle. Koniec tematu. Szkoda nerwów. Ta relacja nie zajmuje już moich myśli non stop tak jak jest u Ciebie. Oczywiście myślę o mamie, mam do niej jeszcze żal, nie umiem z nią normalnie rozmawiać ale tak już chyba po prostu będzie.

460

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Mogę się podpisać pod tym, co napisała Chomik. Zaczęłam od wyleczenia siebie i uwolnienia z toksycznej relacji. Reszta to jakby skutek uboczny. NIe pozwalałam mamie na pewne zachowania stanowczo je ograniczając i otwarcie mówiąc o tym, co mi się nie podoba. Proces naprawy cały czas trwa. To nie jest łatwe, ale efekty są. Przede wszystkim teraz tworzę normalny związek, w którym jest mój partner i ja, a nie mama i ciągle mysli o niej. Jestem spokojniejsza, nie obwiniam się. NIe mam ciągłych telefonów. Nie pozwalam na wikłanie mnie w nie moje problemy. Moja mama też się zmieniła. Publicznie nie będę mówić o tym, jak do tego doszło.

461

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dodam od siebie, ze najwiekszym dobrodziejstwem w mojej historii z matka było zaprzestnie ludzenia się, ze ona sie zmieni. Bo naprawdę nie ma na co czekac. To tylko wysysa z nas energie i sprawia, ze zamiast zyc własnym życiem, martwimy się o rzeczy nad którymi nie mamy kontroli. Wyobrazasz sobie Aga, ze codziennie martwisz się czy będzie padac? Przeciez to bez sensu. Tak jak nie masz wpływu na ciśnienie i wiatry, tak nie masz wpływu na zachowanie swojej matki.

462 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-15 14:43:06)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Beyondblackie, przeczytałam Twojego posta tuż po tym jak napisałam koleżance "chciałabym, żeby mama się zmieniła, żeby wszystko się jeszcze ułożyło, żeby zmiękła..." wink

Ehh, chciałabym dziewczyny, kiedyś tak jak Wy, udzielać dobrych rad jak się z tego wyzwolić. Dziś zaczełam czytać książkę "Toksyczni rodzice" (dopiero dzisiaj, a podrzucaliście już pół roku temu). A najbardziej chciałabym, by mama zmiękła. Jak trafiłam interwencyjnie do Pani psycholog, pierwszy raz, to powiedziała, że jak to mądrze rozegram, to zmienię moją mamę tak, że jeszcze się będzie prosić by pilnować wnuki. Szczerze wątpię wink Ale żałuję, że nie będę miała okazji już jej spytać, jak tego dokonać...

Za chwilę będę dzwonić do taty, bardzo się boję co usłyszę i znów cała paleta objawów (a przecież telefon do rodzica powinien wywoływać uczucie radości). Rozmawiam dużo ze znajomymi dziś, niektórzy w podobnej sytuacji byli. Też porady typu napisać list, walczyć miłością etc.

Myślę, że moja niepokorność sprawi, że lada moment spróbuję tam pojechać (chyba że zaraz usłyszę od taty, żeby nie), ale skończy się jak zwykle i wrócę już tu na dobre, bo na ich warunki nie przystanę i z chłopaka oraz własnego życia dla nich nie zrezygnuję.

edycja: już po rozmowie, z tatą całkiem pozytywnie, powiedział, że uwaga, uwaga...  są na mnie źli, że nie przyjechałam spędzić z nimi 30 urodzin! paranoja! Spytałam, czy on też swoje 30 urodziny spędzał z mamusią... i że mama wcale mnie niby nie wywalała.. i że mamę denerwuje, że tak ciągle jeżdżę (czyli nic się nie zmieniło i nic nie dotarło) i im dłużej będę teraz siedzieć, to tym gorzej, bo ona się coraz bardziej nakręca i coraz bardziej denerwuje, że tak długo jestem. I prosił, żebym przyjechała... i dopytywał, kiedy przyjadę, a ja powiedziałam, że póki mama się ze mną nie skontaktuje, to nie przyjadę... A on, że mama na pewno się nie odezwie i co w takim razie? Trzęsę się...

463

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

edycja: już po rozmowie, z tatą całkiem pozytywnie, powiedział, że uwaga, uwaga...  są na mnie źli, że nie przyjechałam spędzić z nimi 30 urodzin! paranoja! Spytałam, czy on też swoje 30 urodziny spędzał z mamusią... i że mama wcale mnie niby nie wywalała.. i że mamę denerwuje, że tak ciągle jeżdżę (czyli nic się nie zmieniło i nic nie dotarło) i im dłużej będę teraz siedzieć, to tym gorzej, bo ona się coraz bardziej nakręca i coraz bardziej denerwuje, że tak długo jestem. I prosił, żebym przyjechała... i dopytywał, kiedy przyjadę, a ja powiedziałam, że póki mama się ze mną nie skontaktuje, to nie przyjadę... A on, że mama na pewno się nie odezwie i co w takim razie? Trzęsę się...

Na usta rzucają mi się niecenzuralne słowa, ale powiem tylko tyle- masakra.

Chcesz KOLEJNY RAZ ulec szantażowi matki??? Czy Ty nie widzisz, ze ona manipuluje Toba poprzez ojca? Ze albo wszystko będzie na jej zasadach, albo won?

Ty się kobito nie trzes, tylko lupnij się porządnie w glowe czyms ciężkim.

464

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No tak... bo jeszcze tata stwierdził, że widać, że ze mną nic się nie da ugrać, żebym jeździła rzadziej i na krócej... wiec wszystko po staremu, nie zmienia się i nie zmieni się nic... I że nie idę na ustępstwa, a oni idą, bo proponowali bym pojechała na sylwestra, ale wróciła po tygodniu. Kompletnie nie dostrzegają, że mam 30 lat! Ciągle traktują mnie jak małe dziecko. Bo tak też się traktować daję, ale jak tłumaczę i próbuję stawiać granicę to na nic - bo wiedzą swoje. Problem jest taki, że dla mamy powinnam wrócić już dziś, bo minęły 2 tygodnie, a ja nie wrócę, bo mam plany na weekend smile i nie zrezygnuję z nich smile nie rzucę wszystkiego, by zaspokoić kaprys mamy. Mogę ew. w następnym tygodniu pojechać, z czego widzę chłopak nie jest już zachwycony... Ale myślę, że jak się nie pojawię w weekend to do następnego tygodnia mama zdąży mnie już wyzwać i nie będzie gdzie wracać...

465

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Absolutnie nie rezygnuj z planow. Tak trzymać.

Stawianie granic nie polega na przekonywaniu rodzicow do Twoich racji. Już dobrze wiesz z doświadczenia, ze to syzyfowa praca. Stawianie granic, to wlasnie powiedzenie: "Slysze co mówicie, macie prawo do takiego czy innego zdania, ale ja postapie po swojemu." Po prostu stawiasz ich przed faktem dokonanym, a nie negocjujesz czy tracisz czas na bezowocne wykłócanie się.

466 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-15 16:02:02)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wiecie co, dostałam jakąś pozytywną energię i jestem minimalnie z siebie dumna. Pewnie to chwilowe i zupełnie bez powodu. Tata rozmawiał ze mną naprawdę w porządku, no trochę było czuć, że już jest przesiąknięty opiniami mamy i ma zdanie podobne do niej (np. że urodziny z nimi powinnam), ale on mi nie ubliża, nie wyzywa, nie mówi, że mam się nie pokazywać. Jest po prostu fajny! No i dość ładnie prosił, żebym przyjechała już i czym prędzej to lepiej. Wręcz dał do zrozumienia, że jak jeszcze przedłużę, to matka z każdym dniem wkurza się coraz bardziej. To akurat doskonale wiem, bo 1 dzień opóźnienia to dla niej tragedia. Wiem, że igram z ogniem i że mogę się spodziewać, jak się przez weekend nie pokażę, długiej litanii od mamy, że mam nie wracać, bo zostałam dłużej, by się w weekend k*rwić. Ach. Ale zostanę. Koniec kropka. I do tej dumy zmierzam, choć wiem, że nie ma z czego, ale pociąg mam o 17tej dziś i normalnie, ta Aga, którą znamy, wszystko by dziś rzuciła, odwołała chłopakowi plany i go rozczarowała i pognałaby na dworzec mówiąc: "no sorry, nie chcę, ale muszę".

Dręczy mnie, a właściwie raczej kusi, czy nie użyć w weekend argumentu, że nie wracam, bo nie czuję się najlepiej z sercem wink wiem, że to w moim kombinatorskim stylu, ale do tego mnie zachęcała ta pierwsza psycholog z interwencji, że jak tylko nie czuję się na siłach do niech jechać, to mam użyć argumentu: sorry, dziś mam problemy z sercem, nie pojadę, poczuję się lepiej, to wtedy będę mogła. Nie wiem już jak ona to argumentowała, chyba tylko tym, żebym miała zapewniony spokój i nie znosiła tej całej paskudnej jazdy. Zatem możliwe, że tego użyję, jeśli będzie okazja. Chłopaka poinformowałam już, że na weekend zostaję. Pewnie pojadę w poniedziałek, on wtedy do pracy, to może mniej odczuje, tego mu jeszcze nie mówiłam, ale mam nadzieję, że zrozumie. Już wczoraj mówił, że przecież nigdy się nie złościł, a jego mama wręcz zachęcała mnie, żebym co 2-3 tygodnie jeździła, żeby rodzice czuli się ważni.

Uhh.

Beyondblackie, tę przykładową wypowiedź powtórzę milion razy i będę jej od dzisiaj używać smile Takie proste niby, takie zwyczajne, a takie mądre!

467 Ostatnio edytowany przez chomik9911 (2016-01-15 16:53:21)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

PO CO Ty tam jedziesz? Nie usłyszysz nic czego byś nie wiedziała. Uważam, że nie powinnaś tam jechać dopóki nie staniesz na nogi. A o wyprowadzce to bym powiedziała przez tel i tyle a po rzeczy pojechała tam z chłopakiem, zabrała rzeczy, przespała się w hotelu i wróciła do faceta. Twoje rozkminy są bez sensu - cały czas się konspirujesz i boisz cokolwiek zrobić bez ich akceptacji, której NIE DOSTANIESZ jeśli nie wrócisz grzecznie do systemu.
"Mogę ew. w następnym tygodniu pojechać, z czego widzę chłopak nie jest już zachwycony... Ale myślę, że jak się nie pojawię w weekend to do następnego tygodnia mama zdąży mnie już wyzwać i nie będzie gdzie wracać..." Ty nie musisz tam jechać to po pierwsze, po drugie skoro nie masz zamiaru tam wracać to co Cię obchodzi co Twoja matka powie? Przecież wiadomo, że Cię zwyzywa. Dotąd aż wrócisz do nich a potem jeszcze bardziej.

edit. Ja jak zaczęłam terapię to dostałam zadanie, w którym musiałam ograniczyć kontakt tel z mamą. Jeździłam rzadko, ale matka bombardowała mnie codziennie kilkoma tel a jak nie odbierałam to straszne wyrzuty sumienia we mnie wzbudzała. I miałam zadanie odbierać tel co drugi dzień - wiesz jakie piekło mi urządzali? ale byłam konsekwentna i odbierałam coraz rzadziej. Dziś dzwonię kiedy chcę, kiedy nie chcę to nie odbieram. Ale nie mam tego cholernego poczucia winy!

468

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wiem, że to błąd. Ale co mam zrobić, jak tata tak prosi sad i tak, na swój sposób, igram z losem. Mam podgląd na połączenia ojca, już wiem, że kablował mamie przez 10 minut jak brzmiała nasza rozmowa i teraz tylko czekam czy dostanę od niej jakieś wymówki i pretensje... Ale nie pojadę wcześniej niż w poniedziałek, trudno. Jutro napiszę, że źle się czuję. Na chwilę obecną myślę sobie, że nie chcę być już niunią mamy. Chcę być dorosła.

469

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No i co z tego, ze tata prosi? Przepraszam, jakby Cie prosil, zebys lape wlozyla do ognia, to tez bys go posluchala? Bo tak ladnie prosil? Badzmy poważni. Twoja rodzina stanowi dla Ciebie REALNE zagrozenie, biorac pod uwagę Twoje poczucie własnej wartości i autonomii, już nie wspominając o rękoczynach w wykonaniu matki. Powtarzam kolejny raz, ze jakiekolwiek kontakty z nimi w sytuacji kiedy nie masz jeszcze wykształconej "odporności", sa rowne samobojowi. Naprawde, jadac tam, możesz sobie już dziś wlozyc obrozke na szyje i posmigac do mamusi ze smycza w zebach.

Sorry, ze pisze ostro, ale inaczej się nie da. Zal mi jak sobie sama klody pod nogi podtykasz hmm

470 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-01-15 21:20:56)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Aga napisał/a:

Ehh, chciałabym dziewczyny, kiedyś tak jak Wy, udzielać dobrych rad jak się z tego wyzwolić.

Możesz zacząć już teraz tutaj, lub gdziekolwiek indziej, w tych tematach w ktorych mogłabyś.
To chyba lepsze niż zamartwianie się w kółko nad tym samym. Odwróciłoby przynajmniej Twoją uwagę na jakiś czas.

471 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-16 00:39:15)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Naprędce napisał/a:
Aga napisał/a:

Ehh, chciałabym dziewczyny, kiedyś tak jak Wy, udzielać dobrych rad jak się z tego wyzwolić.

Możesz zacząć już teraz tutaj, lub gdziekolwiek indziej, w tych tematach w ktorych mogłabyś.
To chyba lepsze niż zamartwianie się w kółko nad tym samym. Odwróciłoby przynajmniej Twoją uwagę na jakiś czas.

W sumie może dobry pomysł smile

Mam mieszane odczucia, z jednej strony czuję wiadomy lęk, że jak nie przyjadę w weekend to matka z każdym dniem wpada w szał..bla bla bla...

Z drugiej strony myślę sobie, jak ona strasznie jest obłudna. W listopadzie miała urodziny, babcia nie złożyła jej życzeń bo się pokłóciły. Mama stwierdziła, że się do niej nie odezwie, no i nie odwiedzi jej też, bo przecież nie może, skoro nie złożyła jej życzeń. Jak dzisiaj w rozmowie z tacie powiedziałam kolejny raz, że nie złożyli mi życzeń, to drwiąco skwitował: "ojojoj, no co to takiego" i jeszcze pretensje, że się nie odzywałam po tym i nie przyjechałam. No kpina! Wkurzyłam się serio. Co ma być to będzie. Pojadę, ale nie w weekend. Niech się wkurza, a jak mi napisze litanię, że mam nie wracać to jej odpiszę "to nie". W sumie powiedziałam dziś ojcu, że przyjadę, jak mama się do mnie odezwie, nie zrobiła tego, więc jej strata. Nie będę udawać już jej niuni. A jak pojadę  i tam się znajdę to postanawiam popracować nad swoim zachowaniem: zero negocjowania (probowałam i nic nie daje), proszenia się etc. Grunt, żebym  jeszcze potrafiła i zapanowała nad wdawaniem się w pyskówki. Będę obstawać twardo przy swoim. Czas pokazać, że jestem dorosła. Zero płaczu. Nie dam jej tej satysfakcji. Chcę tam pojechać dla taty. Dla tego miasta, dla mojego pokoju. Nie dla niej. Już przed świetami jej powiedziałam: "przyjechałam dla taty, a nie dla Ciebie". Ach, muszę się częściej samą siebie tak podburzać. Ktoś tu kiedyś to napisał, że czas się na matkę wkurzyć. I to święte słowa. Dużo lepiej się czuję, gdy jestem na nią wkurzona niż gdy za nią płaczę. O rety, oby ten stan się utrzymał.

472 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-01-16 09:50:16)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Z drugiej strony myślę sobie, jak ona strasznie jest obłudna. W listopadzie miała urodziny, babcia nie złożyła jej życzeń bo się pokłóciły. Mama stwierdziła, że się do niej nie odezwie, no i nie odwiedzi jej też, bo przecież nie może, skoro nie złożyła jej życzeń. Jak dzisiaj w rozmowie z tacie powiedziałam kolejny raz, że nie złożyli mi życzeń, to drwiąco skwitował: "ojojoj, no co to takiego" i jeszcze pretensje, że się nie odzywałam po tym i nie przyjechałam. No kpina! Wkurzyłam się serio. Co ma być to będzie. Pojadę, ale nie w weekend. Niech się wkurza, a jak mi napisze litanię, że mam nie wracać to jej odpiszę "to nie". W sumie powiedziałam dziś ojcu, że przyjadę, jak mama się do mnie odezwie, nie zrobiła tego, więc jej strata. Nie będę udawać już jej niuni. "..." Ach, muszę się częściej samą siebie tak podburzać. Ktoś tu kiedyś to napisał, że czas się na matkę wkurzyć. I to święte słowa. Dużo lepiej się czuję, gdy jestem na nią wkurzona niż gdy za nią płaczę. O rety, oby ten stan się utrzymał.

W tym co piszesz widze trzy niepokojące rzeczy (które zresztą przewijają się przez caly Twój watek):
1) Ciagle uzależniasz swoje własne postepowanie od zachowania matki, tak wlasciwie starając się ZNOWU zrzucić odpowiedzialność za siebie na nia: jak mama zrobi tak...to wtedy ja tak. Nieistotne czy placzesz nad mamusia czy się wkurzasz, bo tak naprawdę to tylko pokazuje, ze masz na punkcie jej kontroli obsesje.
2) Ojciec bagatelizuje Twoje odczucia i nie ma do Ciebie zadnego szacunku. Ty mu jesteś potrzebna tylko do jednego- do pacyfikowania matki. Dlaczego Ty myślisz on tak naciska na Twój powrot? Bo mu zona kołowrotek urzadza, a sam jest tchórzem wiec się chce wyreczyc corka, żeby był spokoj.
3) Gratulacje! Jestes na dobrej drodze do powtarzania chorych zachowan swojej matki. Swietnie Cie wytrenowala hmm

Wy w rodzinie macie MEGA patologiczny układ, bo tak naprawdę malzenstwo Twoich rodzicow istnieje tylko dlatego, ze maja na kogo wywalić swoje brudy- czyli Ciebie. Jadac tam, potwierdzasz, ze ciagle chcesz spelniac role "przynieś, ponieś, pozamiataj". Tak szczerze to mysle, ze bez detoksu od rodzicow, czyli braku kontaktu przez dluzszy okres czasu, to ja nie widze, ze cokolwiek się w tej sytuacji zmieni sad

A tak w ogole to sobie posłuchaj Adama Szustaka: https://www.youtube.com/watch?v=NbQtyq6o-sw

473

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

"Wy w rodzinie macie MEGA patologiczny układ, bo tak naprawdę malzenstwo Twoich rodzicow istnieje tylko dlatego, ze maja na kogo wywalić swoje brudy- czyli Ciebie. "
Bardzo dobre spostrzeżenie.
Oni jej przecież używali oboje do kanalizowania własnych uczuć, w tej ich grze. Przez oboje była traktowania jak przedmiot. Teraz się wyłamuje i nie ma kto pełnić jej roli, to i cały chory układ się załamuje.

474

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Czarna, Ty to widzisz, ja to widze, ale jakos Aga już nie hmm

Ona ciagle myśli, ze jest odpowiedzialna za to co jej rodzice robia i jak pomiędzy nimi jest. Dlatego wkleiłam swietne kazanie Oj Szustaka na temat toksycznej milosci w rodzinie. Z takiego chorego układu jest tylko jedno wyjście- z domu. Trzeba zacząć samemu siebie odnajdywać, wzmacniac, podejmowac własne decyzje, a rodzicow zostawić by SAMI rozwiązali swoje problemy. On bardzo dobrze mowi o tym, ze jeżeli dorosle dziecko kontynuuje "rozwiazywanie" dylematow rodzicow, to tak naprawdę NIC nie zdziała, a tylko siebie zniszczy.

475

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

To samo mówią psychologowie.  Jak księża zgadzają się z psychologami, to na bank jest coś na rzeczy smile

Co do dostrzegania, to ona jest w samym środku. Od środka trudno się dostrzega czym jest dana rzecz. Tym bardziej jest potrzebny dystans.

476

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Zwykle małżeństwa po wyprowadzce dorosłych dzieci przechodzą kryzys. Ale dzieci nie są za to odpowiedzialne i nie mogą uzależniać swoich decyzji od dobrego samopoczucia rodziców.
Rodzina ma jeszcze taką funkcję jak socjalizacja i przygotowanie do dalszego samodzielnego życia - jak myślisz, jak Twoja mama Cię przygotowała do tej roli?
Przecież oni nie będą wiecznie żyć.

Podjęłaś decyzję, że chcesz układać sobie nowe życie z chłopakiem a rzucasz takimi pomysłami, że chcesz pojechać do domu, gdzie wiadomo jak to się skończy,
może się on przedłużyć nawet do 2 tygodni - czy to jest lojalne zachowanie wobec tego chłopaka?
On jest cierpliwy i dużo więcej rozumie niż Ty, ale nie boisz się, że w końcu tego nie wytrzyma i rozstanie się z Tobą?

Pełny spokój będziesz miała tylko wtedy, gdy powiesz rodzicom całą prawdę o wyprowadzce - że nie wyjechałaś na wakacje, tylko że chcesz tam zamieszkać na stałe.

477

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Petita, to jest chyba jedyna rzecz, której bardziej się boję niż o rodziców - właśnie tego, że chłopak powie dość. Żeby to były tylko 2 tygodnie, to jeszcze z Bogiem sprawa, gorzej, że to się potrafiło przedłużać już nawet do miesiąca, a wtedy nawet jego cierpliwość nie wytrzymuje... Druga sprawa, że rodzice nijak nie zaakceptują mieszkania bez ślubu. Tak, wiem, nie muszą... Ale nawet terapeutka mówiła, że powinnam poruszyć temat ślubu z chłopakiem, bo to by mogło mi bardzo pomóc. No więc próbowałam, delikatnie (choć ona kazała wprost), ale on raczej o tym nie chce słyszeć... To w końcu ja dla niego wszystko rzucam, przecież ma świadomość na pewno, że takim ślubem by mnie nieco "usidlił" wink i przy okazji bardzo mi pomógł, no ale nie chce...

Ja już obiecałam tacie, że przyjadę (chociaż niby uzależniłam to od decyzji mamy, a ona to sobie olała jak widać i się nie odezwała). Pojadę. Bo mówiłam, że tylko sylwester, że na trochę. Tak, teoretycznie mogę ich poinformować o wyprowadzce przez telefon, ale według mnie to jednak mocno nie w porządku. Nie pojadę jednak by się kajać. Nie będę też już kłamać, że to kolega... Szczerze? nie czuję się jeszcze do końca gotowa na ten krok, ale przeczuwam, że on jest coraz bliżej, przecież sprawa cały czas posuwa się do przodu, ja nie rezygnuję, oni nie rezygnują, konflikt narasta, aż w końcu wybuchnie i będzie koniec. Przecież nie twierdzę, że jak pojadę to się wycofam ze wszystkiego. Po prostu, będę musiała dotrzymać im towarzystwa... jakiś czas... A chłopak gdyby chciał to łatwo porwałby mnie na stałe...

Beyondblackie, dziękuję za tego linka!!! Odsłuchałam i odsłucham jeszcze wiele razy. Bardzo do mnie przemawia, szczególnie, że mówi to wszystko ksiądz. Wow! Czy myślisz, że mogłabym to wysłać rodzicom? Aż mnie korci. Ale pewnie to bez sensu. Smutna refleksja - mimo że Wy wszyscy mówicie już od dawna to, co ten ksiądz, to ja się chyba łudziłam, że da się to łagodniej załatwić. Teraz już widzę, że bez baaardzo długiego braku kontaktu, to się nie uda sad Ale jeśli miałoby się udać - to warto. Dotychczas jak jechałam, dziennie wysyłałam mamie chyba 20 smsów, a telefonów było ok. 5. Teraz nie mamy kontaktu już od 16 dni. Nie piszę do niej, nie dzwonię. Dostałyśmy próbkę jak to wygląda. Ona nic nie zrozumiała, pewnie liczy, że ja zrozumiem, jak to jest żyć bez matki. Pojadę. Ale jak tu wrócę, to już pewnie na zawsze... Ale bardzo bym chciała, żeby odsłuchali ten wykład...

478 Ostatnio edytowany przez chomik9911 (2016-01-16 15:44:24)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Moje_głupie_ja ślub? Dziwisz się, że chłopak nie chce? Ślub to decyzja (przynajmniej w założeniu) na całe życie. Nie bierze się go żeby uwolnić się od rodziców, a Ty tak chcesz właśnie zrobić. Taką motywację właśnie miała moja mama i unieszczęśliwiła tym siebie, tatę i swoje dzieci. Weź się w garść,  popracuj nad sobą, usamodzielnij fizycznie i psychicznie a dopiero potem weź ślub. Bo założenie rodziny to odpowiedzialność za siebie, męża  i dzieci a Ty nie potrafisz wziąć JESZCZE odpowiedzialności za samą siebie. Ewidentnie lubisz być zależna od kogoś.. Nie pomyślałaś, że po tylu latach zniewolenia fajnie byłoby pobyć "samej"? Nie mówię, że masz rzucić faceta - absolutnie smile Ale chodzi mi o to, żeby znaleźć pracę w nowym mieście, wynająć pokój czy tam kawalerkę ze swoim chłopakiem, znaleźć zajęcia które lubisz, pochodzić samej gdzieś z koleżankami, znaleźć sobie hobby, w międzyczasie cały czas się rozwijać poprzez terapię.. po prostu nauczyć się być tylko sama ze sobą i polubić swoje towarzystwo ale jednocześnie być z tą drugą osobą NIE UZALEŻNIAJĄC SIE OD NIEJ. Nie wiem czy jasno się wyraziłam, bo trudno było mi to ubrać słowami smile Ja tak zrobiłam - polubiłam i zaakceptowałam siebie. Przede wszystkim zaczęłam POZNAWAĆ siebie, próbować, zwiedzać, obserwować, chłonąć wolność pełną piersią. Nikt do tej pory nie pozwalał Ci wybierać i decydować, wszystko robiłaś pod dyktando - daj sobie trochę czasu i przestrzeni i ciesz się tą możliwością. Głupie wydawałoby się, pójście samej do kina dla mnie było przełomem! Korzystaj z tego, ale proszę Cię - nie jedź jeszcze do domu..bo nie wrócisz. A nawet jak wrócisz to znowu na 2 tyg i znowu wrócisz do mamy.

P.S mam nadzieję, że tym razem nie zignorujesz mojego posta, bo jestem ciekawa jak odbierzesz moją zachętę do tego, byś spróbowała żyć samodzielnie. smile

479

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Powiem tyle...zadzwoniłam do taty, matka nagle się włączyła, wrzeszczała jak opętała, że jest k*rwa, że ona tu k*wiska nie chce, mam się nie pokazywać, nie wpuści mnie, mam siedzieć z gachem, że ona mi renomę zrobi po rodzinie, opowie jaka ze mnie szmata. Tata w końcu rozłączył, próbował ją uciszyć...ale ona jest chora...

Napisałam mu tylko sms po rozmowie, że miałam w poniedziałek przyjechać, ale póki mama się nie wyleczy, nie przyjadę, że do takiego domu gdzie się mnie tak wyzywa, wracać nie chcę, bo to piekło, a nie dom. Dodałam, że kocham i tęsknię. Kontaktować się już nie będę... Cała się trzęsę... To straszne jak ona jest chora... Teraz chorą jadkę urządzi ojcu....

480

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

I dobrze. Bo nie powinnas jezdzic do rzezni.

Twoja matka jest chora i nie wyleczy się dopóki nie nauczy się zyc sama, BEZ Ciebie.

481

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Beyondblackie, ona się nie nauczy i się nie zmieni i to jest dla mnie najsmutniejsze w tym wszystkim. Gdy zakładałam ten wątek, wiedziałam, że będzie źle, że będzie im smutno - w najczarniejszych snach bym nie przypuszczała, że aż dojdzie do takiej eskalacji. Potem sprawa się rozwijała i widziałam, że będzie coraz gorzej, ale łudziłam się, że zatęskni, że zrozumie, jak to matka - tak wszyscy mi mówili i naprawdę w to wierzyłam, że zwyczajnie zmięknie. Teraz nie rozmawiamy ze sobą od 16 dni. My, dwie papużki nierozłączki, które zawsze miały ze sobą kontakt non stop. Mówicie, że tęsknię za starymi schematami, możliwe, ale za nią tak po ludzku też. Liczyłam, że ona tym bardziej zatęskni. To w końcu matka. Matka JEDYNEJ córki. Kurcze, po prostu nie wierzę. To musi być jakaś cholerna choroba psychiczna, bo to jest niewyobrażalne. Nie wyobrażacie jak się darła, jakich słów używała, jak szalona, niepoczytalna osoba. Wstyd mi, bo wszystko słyszał facet, a ona go od "gacha" wyzywała. Koszmar. Byliśmy właśnie u rodziców jego. Była jego ciocia, która w pewnym momencie zadzwoniła do córki... "cześć moja myszko kochana". Masakra. Bardzo we mnie uderzyło. Córka mężatka, ale wcześniej mieszkała kilka lat bez ślubu ze swoim obecnym mężem, w dodatku w innym kraju, teraz zjechali do Polski.

Moja mama się nie wyleczy, bo niby jak sama? Nic ją nie ruszyło tych kilkanaście dni. Wiem, że to mało, choć dla matki powinno to być dużo. Myślę, że to koniec na zawsze... bardzo smutno, bo np. za tatą bardzo tęsknię, jest fajny, ale gada już jak ona, dziś też mi robił wymówki, że "mamy do pogadania" (tekst jak do gówniary) i dalej, że powinnam wrócić na urodziny i z nimi je spędzić, wówczas nie byłoby konfliktu. Obłęd! Tłumaczyłam już wcześniej i nic nie dotarło. (w tym momencie, na moją skargę na brak życzeń, tata powiedział "najwidoczniej sobie zasłużyłaś", a matka wykrzyczała "Ty k... etc. to są moje życzenia dla Ciebie" sad((((( Jest mi tak koszmarnie... Tym bardziej, że dalej nie wiem, co robić. Tak, wiem, NIE JECHAĆ. Ale ją rozsierdza coraz bardziej to, że nie wracam. A jak pojadę to będą wyzwiska... błędne koło. Nie pojadę. Na chwilę obecną wiem, że nie pojadę. Możliwe, że zadzwonię w poniedziałek do taty, gdy będzie w pracy i poinformuje go dobitnie, że nie mogę pozwolić na takie traktowanie mnie, że nie wrócę, póki on na nią nie wpłynie i nie zapewni mnie, że nie będzie żadnych obelg i awantur. W końcu to jego żona.

Wiem, wiem, wybrał rolę pantoflarza.. Ale myślę, że robi mu teraz niezłe piekło znów i bardzo mi go żal. On też jest jej ofiarą i ja go rozumiem. I bardzo współczuję. I znów wpadam w pułapkę myśli o nich, co tam się dzieje... Czy nie dojdzie do dramatu, czy ta wariatka (nie umiem jej już inaczej nazwać), czegoś sobie nie zrobi i nie obciąży mnie poczuciem winy na zawsze. Ona jest tak chora, że najchętniej zadzwoniłabym po policję i psychiatrę. Trauma na zawsze mi pozostanie jak ona się drze...

Ponowie pytanie, czy ja bym mogła wysłać im linka z tym kazaniem? Jak sądzicie? Bardzo mnie korci...

Aha, i jeszcze najlepsze. Oczywiście użyłam argumentu, że nie przyjadę, bo źle się czuję. Jaka reakcja troskliwych rodziców? "Gdybyś przyjechała po tygodniu to by tego nie było". Moja wina! Moja, a nie ich, że przeżywam przez nich potworny stres, który rzutuje na serce. Wykończę się, a oni nic nie zrozumieją i nie zobaczą swojej winy. Jak można być takim zakutym łbem?!?!

482

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Cóż tu można dodać...
Ale skoro wspomniałaś o policji to tak na marginesie napiszę, że w pewnym momencie- jak czytałem opis którejś z tych awantur, w których oberwałaś i miałaś siniaki to poważnie się zastanawiałem czy tego nie zgłosić
zrezygnowałem dopiero jak zorientowałem się, że tamten post był napisany jakiś czas temu...
Nie jestem prawnikiem, ale na oko Twoja matka podpada pod paragraf niestety, poczytaj może o przemocy psychicznej, domowej itp. Za mniejsze awantury ludzie dostają "niebieską kartę".

483

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Naprędce, to było w dniu gdy wyjechałam ostatni raz, w Sylwestra. Przewróciła mnie dwukrotnie, okładała, gdzie popadnie, ja uciekałam, więc tak "przeczołgała" mnie z pokoju do pokoju. Jest szczupła, wielkiej krzywdy mi nie zrobiła, ale nogi miałam mocno posiniaczone (zrobiłam zdjęcia). Ale to by skutkowało jeszcze jej większym szałem...

Przyznam, że dzisiejszą akcją jestem przerażona sad

484

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, problemy Twojego ojca to jego problemy. Nie jesteś za nie odpowiedzialna. Może jest pantoflarzem,może nie jest szczęśliwy, ale to nie Twoje życie i nie Twoja walka. Spasuj.

Twoja matka może się nigdy nie zmieni. I to też nie jest coś na co masz wpływ ani czym powinnaś się zajmować. Posłuchałaś kazania Szustaka- on bardzo dobitnie i dobrze mówi, że zająć trzeba się SOBA. Nie jesteś od leczenia małżeństwa rodziców ani ich dysfunkcji. Jesteś od budowania WŁASNEGO życia.

485 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-16 23:19:52)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

A czy mogę im wysłać link do tego kazania, czy nie powinnam?

(jest rewelacyjne, słuchałam razem z chłopakiem i skwitował: "on chyba opowiada Twoją historię")

tak na marginesie.. tata mówił mi dziś "jak Ci tak tam dobrze, to zostań tam na zawsze, po co o nas niby zabiegasz?". No właśnie dobrze mi tu. Wszyscy są tu dla mnie dobrzy. Tak bardzo chciałabym im dać do myślenia, żeby odczuli choć raz i się zastanowili, że to, co robią, dobre nie jest i że raczej mnie od siebie odpychają, a nie przyciągają... Ale jak? zwykłe moje słowa nie docierają...

486

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Odradzam. W tym się czai pulapka, ze Ty ciagle ich chcesz do czegos przekonywać. Przeciez wiesz z doświadczenia, ze to nie działa.

Aga, masz się zajac sobą, a nie postawa rodzicow.

487

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wiem, wiem, rozumiem to.

Aczkolwiek szkoda, bardzo bym chciała, żeby poznali inny punkt widzenia, bo traktują mnie jakbym głupia i wyrodna była i kompletnie nie miała racji. Nie wiem, czemu bym tak chciała. Tak dla własnej satysfakcji.

Gdy ostatnim razem jej czytałam artykuł o symbiotycznych relacjach matek i córek to przytakiwała, po czym stwierdziła, że istotnie mamy problem, musimy nad nim popracować, "tylko co zrobić jak mi znów odbije?". Stąd myślałam, że coś do niej dociera, choć szkoda, że na krótko.

A w tym kazaniu, jak ksiądz opowiada o swojej matce, to dosłownie cytuje moją... "zdrada, nie kochasz mnie" etc. No wypisz, wymaluj.

Swoją drogą, gdybym chciała wstąpić do zakonu, to na pewno byłaby ta sama jazda wink

488

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, proby przekonywywania zaburzonych ludzi, ze sa zaburzeni sa bez sensu. To tak jakbys chciała za wszelka cene by ktoś się przyznal do alkoholizmu, podczas gdy on uważa, ze nie ma problemu. Nikt nie stwierdzi u siebie jakiś nieprawidlowosci dopóki SAM nie będzie w stanie ich u siebie zobaczyć (a to oczywiście wiaze się  z checia wyjścia z danej sytuacji i przestaniem oszukiwania siebie). Tak jak alkoholik musi CHCIEC się leczyc, tak i ktoś zaburzony.

Także jakiekolwiek lopatologiczne udowadnianie komus, kto zyje w zaprzeczeniu, ze ma problem, jest bezcelowa strata energii i czasu. W tym kazaniu Szustak bardzo dobrze mowi, ze leczenie toksycznej rodziny zaczyna się od WYJSCIA z domu- nie od pokazywania rodzicom, ze sa nieadekwatni. Dopiero jak ich toksyczna karuzela zostanie pozbawiona jednego, witalnego kolka (czyli dorosłego dziecka), dopiero wtedy jest szansa, ze cala struktura się zawali i cos lepszego zostanie zbudowane.

Poza tym, znowu mam wrazenie, ze uciekasz od brania się za siebie. Ciagle masz wymówki by przerzucać problem i cala swoja uwagę na rodzicow. Zostaw ich wreszcie w spokoju. Zajmij się sobą.

489

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Beyondblackie, ale są chyba alkoholicy, którzy w końcu zaczynają dostrzegać problem, zauważać go, ktoś im czasem to uświadomi. Ja wiem, że to nijak nie zmieni mojej odpowiedzialności za moje życie i że nadal wszystko w moich rękach, ale chciałabym móc jakoś dotrzeć do nich, mimo wszystko, nic mi nie szkodzi próbować. To "teściowa" właśnie proponowała, by podrzucać mamie jakieś artykuły. Ehhh. No i po jednym właśnie był raz pozytywny odzew, coś dostrzegła, dlatego myślałam... No trudno.

Najgorsze, że nadal nie wiem, czy powinnam jutro jechać wink Ale napisałam wczoraj jasno w smsie, że nie pojawię się, póki do mamy coś nie dotrze. Zero odzewu dziś. Może spróbuję dodzwonić się do taty jak będzie w pracy jutro.. Nie, nie wiem naprawdę. Nie pojadę. Czas potrzymać ich w niepewności!

490

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie jedź, nie daj się nabrać na czułe słówka. To wszystko może okazać się zwyklą manipulacją.
Po co wchodzić ponownie w toksyczną relację? Lubisz to?
Matka znowu Cię obrażała, a Ty dalej żyjesz nadzieją, że się zmieni, że wszystko będzie dobrze.
Załóż sobie, że już nigdy się nie zmieni i zaakceptuj to.
Wtedy będzie Ci łatwiej się od tego odciąć.
No powiedz po co Ty chcesz tam jechać?? Przecież to kompletnie bez sensu..

491

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Jak pojedziesz teraz, to już nie wrócisz do chłopaka. Nie wrócisz, bo będziesz ciągle przedłużać pobyt w domu i kombinować, a on w końcu straci cierpliwość i powie dość. Jak teraz wrócisz do domu, to stracisz szansę na normalność i wyleczenie się. Jak teraz wrócisz do domu, to pokażesz matce, że dalej jesteś jej własnością. Jak teraz wrócisz do domu to będziesz wyzywana, bita, kopana i poniżana. Chcesz tego? Proszę bardzo, tylko nie zdziw się, jak pewnego dnia obudzisz się w wieku 50-60 lat, uzależniona od rodziców, bez przyjaciół, dzieci i rodziny. Nie zdziw się wtedy, że staniesz się własną matką. Masz jedyną okazję, jedyną szansę na naprawę i wyleczenie się. Druga się nie pojawi. Dałaś im jasny komunikat, trzymaj się go choćby nie wiem co. Chyba, że wolisz żyć jak ubezwłasnowolniona osoba.

492

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Pisz lepiej te listy do nich Aga. Czy wyślesz zdecydujesz jak trochę dojdziesz do siebie. Trzymaj się i przytul czasem tego mena Twojego...

493

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, tak na poważnie, ZADEN alkoholik nie przestaje pic bo mu ktoś truje, ze jest uzależniony. Przestaje pic jeżeli SAM zauważy, ze ma problem i chce się leczyc. Podobnie z innymi zaburzeniami. Mojej matce możesz pokazac dwadzieścia artykulow, książek, kazan i wykladow na temat toksycznych rodzicow, a ona nawet po piętnastu latach separacji jej jedynej corki, powie Ci: "To nie o mnie...", "Straszne, ze sa takie rodziny...", "To znowu jakies Twoje spychologiczne mody i teorie...". Także powtarzam, ludzie widza co CHCA widzieć i żadna sila ich nie zmusisz do zobaczenia pewnych rzeczy jak nie chcą.

Nie jest Twoim zadaniem leczenie rodzicow. Oni się ulecza, albo nie, jak sami będą tego chcieli.

Co do wizyty (!), to skwituje to tylko podniesieniem brwi. Naprawde chcesz znowu być sponiewierana i dostać po tylku? Troche szacunu dla siebie.

494

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Będzie tak jak mówicie smile Zadzwoniłam dziś do taty, jak zapowiadałam. Zupełnie go nie poznaję, jak ona do mnie mówi, jak nieczule, jak twardo, jak matka...

Mówiłam, że chcę przyjechać (bo przecież szczerze chcę), ale musi mnie zapewnić, że mama mnie nie będzie obrażać i bić. "Mama powiedziała, że masz nie przyjeżdżać w ogóle". Pytam, czy w ogóle, czy to znaczy, że straciłam rodzinę, zostałam wykreślona? Tak, zostałaś wykreślona. Szok, nie wierzę... mój kochany tata...

Boże, Boże, Boże. Nie wierzę i nie dociera do mnie.

Mówię mu, zarzucam mu jakimi są rodzicami, że chcą mnie na smyczy trzymać (rozumiem, że miałam nie przekonywać, ale szybko się irytuję i wyrzucam to z siebie), ale on dalej swoje, że powinnam wrócić po 6 dniach, na swoje urodziny i urodziny spędzić z nimi, a skoro nie wróciłam, to mam nie wrócić w ogóle już. No nie wierzę. PARANOJA! Obłęd i brak mi słów. Oni nie mają ani odrobiny poczucia winy, wszystkiemu jestem winna ja i koniec kropka.

Rozmowa się urwała. Po rozmowie wysłałam jeszcze 5 smsów, tak dla jasności, że ja przyjadę w każdej chwili, jeśli tego będą chcieć i zapewnią mnie, że nie będzie piekła. Wytłumaczyłam jeszcze raz, że mam 30 lat i nie muszę z nimi spędzać urodzin. Że są mimo to dla mnie ważni, że tęsknię za nimi i chwilami gdy było dobrze, ze moim pokojem, tym wszystkim. Że wierzę, że można to naprawić (nie wierzę), tylko trzeba chcieć i będę czekać na znak. I obiecuję sobie, że już naprawdę się nie odezwę. Bo na razie to wygląda tak, że 100% kontaktu prowokuję ja. Ja dzwonią, ja piszę, ja proszę bym mogła przyjechać. W efekcie dostaję albo rozłączanie mnie, albo obelgi, albo brak odpowiedzi na sms, albo słowa "nie pokazuj się tu". To może ja jestem bardziej toksyczna od nich, bo u licha, doszłam do wniosku, że to oni zachowują się z klasą. Zero napraszania się i gnębienia z ich strony. Gdybym ja umiała to wszystko odrzucić, to miałabym święty spokój.

Wysłałam też linka do tego kazania. Słucham go już chyba 10x i nie mogłam się oprzeć chęci by też to wysłuchali. Ale po 1 myślę, że nie będzie im się chciało, a mamie to już na pewno, a po drugie jeśli nawet, to nic nie dotrze, tak jak uprzedzała Beyondblackie, a jeszcze obróci się to przeciwko mnie, bo sobie jakoś dziwnie na ich sposób to zinterpretują...

Jest mi bardzo, bardzo, bardzo źle...

Miałam jechać jutro. Był nawet plan, że pojadę nawet gdy mi powiedzą, że nie. Ale chyba jednak tak się nie stanie. Matka w sobotę wyzwała, że mam się nie pojawiać, a tata, po którym się tego nie spodziewałam, dziś zapewnił, że mam też nie przyjeżdżać i że straciłam dom. Nie czaję. Serio nie czaję. Czy oni naprawdę tego nagle chcą, czy też mnie próbują pognębić. I że moja wina, bo to już trzy tygodnie. A ja już w czwartek pisałam sms, że mogę przyjechać. "To trzeba było przyjechać". Ale jak mam jechać, jak mówią, że nie?!?!?! Za tydzień powiedzą, że to już miesiąc i że trzeba było przyjechać... mimo że teraz mówią, że nie...

No cóż, będę w pogotowiu i łudzić się, że może po tym kazaniu coś do nich dotrze... I jak się odezwą, że tak, to pojadę. To głupie, wiem, ale mi zależy by móc to naprawić, do tego też zachęca "teściowa". Ale już naprawdę postaram się nie odzywać. Co 2-3 dni ja prowokuję kontakt i daję znać, że żyję, jestem, chcę przyjechać. Może trzeba tak na serio pomilczeć. żebym chociaż tydzień wytrzymała... niech nie wiedzą, co się u mnie dzieje, co ze mną, może wtedy pękną? Ale pewnie nie...


Przepraszam, musiałam wyrzucić to z siebie.

Dziś terapeutka.

Najgorsze, że przy chłopaku ciągle smutna lub mu płaczę, nie wiem, ile to jeszcze zniesie...

Źle mi, użalam się wiem, ale tak bardzo chciałabym pojechać....

495

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

ale chciałabym móc jakoś dotrzeć do nich

Tylko że takiej mocy nie posiadasz.Nikt jej nie ma. Nie ma czegoś takiego jak dotrzeć do drugiego człowieka. To ten drugi człowiek musi chcieć zmian i musi sie otworzyć. Czyli decyzja jest w rekach rodziców, nie twoich. Dlatego należy samemu przyjść do psychologa, psychoterapeuty lub psychiatry i opowiedzieć o sobie i swoich problemach. Zauważ że nie da sie zrobić tego na odwrót, tzn psycholog nie chodzi w teren aby     "docierać" do ludzi. Lekarz rodzinny również nie nawiedza pacjentów w domach aby ich diagnozować. to oni musza do niego przyjść. Zrozum, że ewentualna zmiana twoich rodziców jest możliwa jedynie jeśli oni sami jej zechcą. Nie masz na to żadnego wpływu, a twój upór jest bezcelowy. Podejrzewam, że jest to ucieczka przed sobą i swoimi problemami, których sie boisz.

popatrz ile z nas tu piszących zadeklarowało posiadanie toksycznej matki i dało świadectwo wyjścia z takiej relacji. Jak myślisz - skąd te nasze matki sie wzięły skoro tylko twoja jest taka ? Wbrew temu co uważasz, to jest problem dość częsty i da się go rozwiązać. Ty jesteś  na dobrej drodze - chodzisz na terapie, starasz sie pracować nad sobą -  tylko że ciągle masz ochotę na powrót do starych schematów. Wmawiasz sobie jakąś irracjonalną tęsknotę za rozmowami o ciastach...Przypisujesz sobie tajemna moc zmieniania innych ludzi i wpływania na nich... Powtórzę to, co już chyba 100 razy w tym wątku zostało napisane - DOROSŁY CZŁOWIEK NIE POTRZEBUJE RODZICÓW ABY NORMALNIE FUNKCJONOWAĆ! Fajnie jeśli sa i wspierają...Fajnie też jeździć Lexusem....ale bez obu tych rzeczy można żyć....można nawet być szczęśliwym

496

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wiem MamoMamusiu, już to wszystko teoretycznie wiem i ścierają się we mnie ciągle na zmianę te dwie postawy "pojadę nawet jeśli nie chcą, może się ułoży" oraz "nie pojadę, mam to gdzieś, niech się dzieję".

Nie umiem tego wyjaśnić, na czym problem mój polega... Mnie się po prostu wydaje, że za nic w świecie nie wyobrażałam sobie takiego obrotu sprawy i nawet gdy w sylwestra wyjeżdżałam w takiej aferze to nie spodziewałam się, że tak się to potoczy, że nagle stanę przed faktem dokonanym i się wyprowadzę tak całkiem (a przecież ciągle kombinowałam, by to tak całkiem nie było). Trochę się czuję jak rzucona na głęboką wodę, ale najwidoczniej tak ma być. Czuję się jak porażona, gdy ojciec mówi tak twardo, że zostałam wyklęta z rodziny. Ja nie jestem mężatką, ja nie wiem jak nam się ułoży, trochę się tego wszystkiego boję. Jestem tu wśród całkiem obcych mi osób. Nie wiem, boję się tak po ludzku. Nie chcę do starych schematów. Chciałabym do tego domu, ale z nowymi schematami. Tylko że to niemożliwe. Czuję się porzucona. Tata mi powiedział dziś, że oni się nie czują jakbym była ich biologiczną córką. Tylko z domu dziecka, że mnie odchowali i poszłam świat. Boże, jakie ich poglądy są chore sad jak niesprawiedliwe, jak niemądre, jak mnie to irytuje, że tak mnie osądzają!!! Bo poszłam w świat i ich zostawiłam. Czy oni są normalni czy niepoczytalni? Czy oni nie widzą jak świat wygląda, że wszyscy dorośli ludzie zakładają swoje rodziny, czasem też wyjeżdżają i to dużo dalej, a rodzice nie robią z tego afery. Jak można nie dostrzegać, że ma się jakiś chory punkt widzenia? To ja się czuję jak z domu dziecka, jak porzucona, bez żadnej własnej rodziny, tylko zdana na obcą...

497

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

"nie pojadę, mam to gdzieś, niech się dzieję".

Spróbuj zacząć faworyzować tą część mózgu, która myśli w ten sposób. To jest twój potencjał. Gdy pojawi sie ta myśl zatrzymaj się na niej, rozkoszuj sie nią, oddychaj głęboko. Innym myślom sie przyglądaj, pozwalaj im płynąć, ale nie przywiązuj do nich zbytniej uwagi. Skup sie na tej, która jest twoją szansą.

Mnie się po prostu wydaje, że za nic w świecie nie wyobrażałam sobie takiego obrotu sprawy

No nie wyobrażałaś sobie i co z tego? wiele sytuacji , które nas spotyka, to są rzeczy niezaplanowane. życie jest nieprzewidywalne

Trochę się czuję jak rzucona na głęboką wodę,

tylko w takiej masz szanse nauczyć sie pływać wink

Ja nie jestem mężatką, ja nie wiem jak nam się ułoży, trochę się tego wszystkiego boję.

boisz się życia, wolności, samodzielności. Ja jestem mężatką od prawie dziesięciu lat i tez nie wiem jak nam sie ułoży i co przyniesie jutro. Powtarzam - życie jest nieprzewidywalne, ale jak masz poczucie siły i znasz swoją wartość to sie go nie boisz. Pracuj nad tym żeby  właśnie to w sobie zbudować.

Czuję się porzucona.

Chodzisz na terapię, która jest idealnym miejscem do przepracowania takich uczuć. skup sie na sobie , a nie na relacji z rodzicami.

Chciałabym do tego domu, ale z nowymi schematami.

nowe schematy wprowadzaj w domu, który tworzysz z partnerem (tak, partnerem, a nie chłopakiem wink ) Ze starego domu odeszłaś więc odejdź i ze starych schematów

Jak można nie dostrzegać, że ma się jakiś chory punkt widzenia?

Można. Tak właśnie funkcjonują osoby toksyczne. Jeszcze raz - nie masz na to absolutnie  żadnego wpływu. Jedyne co możesz zrobić , to odciąć dopływ trucizny.

498

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Twoi rodzice powtarzają toksyczny schemat, którego sami doświadczyli. Robią to, co potrafią i do czego przywykli. NIe przepracowali tego i teraz to widać. Dla samych siebie też są toksyczni, a najgorsze, że Ty zaczynasz to samo. Rozpaczliwie trzymasz się bagna i próbujesz wszystkim udowodnić, że teraz będzie inaczej. Nie będzie- im szybciej to zrozumiesz, tym szybciej zaczniesz z tego wychodzić. Wielu rzeczy nie jestesmy w stanie sobie wyobrazić, a jednak się dzieją. Tracisz energię, na szukanie wyjaśnienia ich zachowania, a oni wcale nie chcą nic wyjaśniać. Są słabi i toksyczni. Jeżeli masz kogś w rodzine, komu ufasz, to spórbuj nawiązać kontakt. NIe, by osądzać rodziców i się żalić, ale może poczujesz się lepiej. Przede wszystkim zacnzij na poważnie terapię, bo mam wrażenie, że chodzisz na spotkania by się wyżalić i dostać gotową receptę, a tak to nie działa. Jeżeli terapeuta nie odpowiada, to poszukaj innego.

499

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

podartyrajtuz, bo tak właśnie te spotkania wyglądają, że ja opowiem co nowego się przez tydzień wydarzyło, popłaczę jak mi z tego powodu źle i "na dzisiaj kończymy". Nigdy nie byłam na takiej terapii, nie wiem jak dokładnie powinna wyglądać, ale czuję póki co jej totalny bezsens, nie skłoniła mnie do żadnej refleksji, żadnej zmiany, NIC. Dużo, dużo więcej "wyniosłam" z tego forum, co do mnie piszecie i z tego rewelacyjnego kazania, które podesłała Beyondblackie. Ta pani terapeutka praktycznie nic nie mówi, na nic mnie nie nakierowuje. Nie dostanę od niej recepty (to już wiem), ale nie dostałam też niczego innego. Niestety, nie mam nikogo w rodzinie, ze wszystkimi rodzice są pokłóceni smile nie mogę się zwrócić do dziadków, cioć, wujków, kuzynów. NIE MA NIKOGO. Wszyscy są źli. Zostałam w obcym mieście, z obcymi ludźmi, z PARTNEREM wink który nie wiem, czy mnie kocha, czy jest tylko z rozsądku i z jego rodziną, która jest przesympatyczna, ale to jednak obcy ludzie, szczególnie teraz na początku. Ale to ponoć ja porzuciłam rodziców i nie jestem ich biologicznym dzieckiem.

MamoMamusiu, spróbuję się skupiać na tych buntowniczych myślach... Fakt, jestem dumna, gdy je czuję. Ze starego domu jeszcze nie odeszłam, na pewno nie emocjonalnie... I tak dosłownie też nie chciałam. Nie jestem mężatką i nie musiałam tego jeszcze robić...

500

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

A ja myślę, ze zrobiłaś właśnie krok naprzód. Gdybyś nie zrobiła to byś już leżała na wycieraczce pod drzwiami rodziców i błagała o otwarcie a Ty siedzisz w ciepłym domku u chłopaka i mówisz, ze nie będziesz jechała jak nie masz szans na wpuszczenie - to jednak sukces - jakieś racjonalne argumenty do Ciebie dotarły.

Tak sobie czytuję Twój temat i dodam tylko tyle, ze sznurek łączący Cię toksyczną więzią z rodzicami/mamą, jest jak guma - będzie się rozciągał i ściągał Cię na nowo jeszcze długo - ale z każdym dniem coraz bardziej parciał aż do zerwania. Musisz się na to nastawić, na huśtawki nastroju, motywacji, zaakceptowac je, także to, że raz jesteś słaba a raz mocna - jak każdy człowiek. Masz prawo do tego.

Tak naprawdę to szczęśliwy traf dla Ciebie, ze Cię nie chcą. Zmusza Cię do zapuszczenia korzeni już w innym miejscu i stanięcia na własnych nogach. Kontynuuj terapię - będzie ci potrzebna.

501

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Ja ze starego domu odeszłam emocjonalnie dużo później niż weszłam w związek małżeński. Nie przywiązuj więc aż tak ogromniej wagi do małżeństwa, bo ono nic ci nie załatwi w tej kwestii. Odejdziesz gdy będziesz silna, samodzielna, świadoma własnej wartości. Nad tym pracuj na terapii. na razie odeszłaś fizycznie i to jest ogromny krok. Nie cofaj się więc bo stracisz, to na co tak ciężko pracowałaś.

To że terapeutka niewiele mówi to akurat według mnie dobry znak. Terapia to jest twoja praca, nie jej. Ona jest jedynie twoim towarzyszem. W terapii bardzo dużo zależy od twojej determinacji i twojego zaangażowania. Nawet najlepszy terapeuta nie zrobi nic jeśli klient pracuje na pół gwizdka. Czy mogłabyś napisać jaką formę terapii stosujesz?

502

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, to normalne, ze masz dozo silnych emocji. W końcu przez cale zycie traktowano Cie jak wlasnosc rodzicow. Teraz w Tobie pewnie jest dużo leku o to jak sobie sama poradzisz, jak w tym nowym swiecie będziesz funkcjonować. Ten lek poczuj, ale się mu nie poddawaj. Bo jeżeli nie czas teraz na bycie dorosłym, w 30(!!!) roku zycia, to kiedy? Po 50tce?

A obawami dziel się ze swoja terapeutka. Tylko uprzedzam, ona Ci nie powie: "zrob tak...zrob siak". Twoje decyzje musza wyjść od Ciebie samej. I sily i determinacji tez nikt Ci na tacy nie poda. Uwierz, ze można to wszystko odnaleźć w sobie smile

503

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Czujesz się "porzucona", bo rodzice nie szanują, nie akceptują twoich decyzji. Masz rację, że to jest chore- nie spełniasz oczekiwań rodziców, stąd ich odtrącenie ciebie, wpędzanie w poczucie winy.
To chora miłość rodzicielska. Im dłużej będziesz przebywała z dala od rodziców, tym lepiej "zobaczysz" to co wymaga uzdrowienia u ciebie, wyzwolenia się z toksycznej więzi.
Twoja miłość do rodziców= strach, lęk "co oni powiedzą", uzależniasz swoje życie od ich akceptacji.
Nie dojrzejesz, nie staniesz się dorosła dopóki emocjonalnie nie będziesz w pełni wolną osobą, która sama stanowi o sobie, swoim życiu, nie potrzebuje nikogo by żyć samodzielnie i być samej dla siebie sterem.
Nie pozwól swoim rodzicom traktować ciebie jak małej nierozgarniętej dziewczynki, nie błagaj o ich miłość do ciebie, bo to właśnie teraz robisz wysyłając im sms., sprawdzając co powiedzą...
Żyj tam gdzie jesteś, ciesz się z tego co masz, zajmij się tworzeniem dobrych relacji z chłopakiem, spędzaniem z nim szczęśliwych chwil- bez zgody twoich rodziców (ich zgoda nie jest tobie wcale potrzebna do twojego życia, bo jesteś wolną osobą).
Przetnij tą pępowinę, chyba nadszedł już czas... bo masz 30 lat a nie 10.
Rodziców się nie wybiera, i nie zmienisz ich. To co możesz, to od czasu do czasu (np.maksymalnie 1x tygodniu dać im znak że żyjesz- telefonicznie), zapytać się co u nich, nie mówić im zbyt wiele o sobie, zdystansować się od nich tak "jak sami sobie tego życzą", i może za jakiś czas jak rodzice i ty "przyzwyczaicie się" do nowej sytuacji- to pojedziesz ich odwiedzić w towarzystwie swojego chłopaka.
Nie martw się o nich, oni dobrze radzą sobie bez ciebie, wreszcie są "wolni" jak narzeczeni i mogą "nadrobić "czas jako "młoda para". Pozwól im nacieszyć się sobą. smile

504 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2016-01-18 17:56:53)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

"Czuję się jak porażona, gdy ojciec mówi tak twardo, że zostałam wyklęta z rodziny. (...)Tata mi powiedział dziś, że oni się nie czują jakbym była ich biologiczną córką. Tylko z domu dziecka, że mnie odchowali (...) Tak, zostałaś wykreślona."
To znaczy, że ojciec przejął chory tok myślenia matki. CHORY. Równie dobrze mógłby powiedzieć, ze jesteś aligatorem w różowe kropki. Ja wiem, że Cię to boli, ale nie traktuj ich oceny jakby była dokonana przez osoby zdrowe. Bo NIE JEST. Nie zrobiłaś niczego złego. To oni robią coś złego.

"Ta pani terapeutka praktycznie nic nie mówi, na nic mnie nie nakierowuje."
Ona czeka, aż Ty sama w sobie znajdziesz kierunek. Oraz siły, żeby pójść. Bo może teraz jeszcze nie znajdujesz, jeszcze nie ten etap, ale jesteś przygotowywana do tego, zeby kierować się swoimi własnymi decyzjami, żeby formułować swoje własne myśli i osądy, żeby decydować za siebie. Ty oczekujesz od niej wsparcia. Potwierdzenia, że dobrze robisz. Ona tymczasem chce, żebys to Ty sama WIEDZIAŁA że dobrze robisz, bez względu na to, co powiedzą inni. Pani terapeutka uparcie chce Ci podarować wędkę zamiast ryby. smile
Od wsparcia my jesteśmy. smile

505

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

JuliaKaa, dziękuję za Twój komentarz smile tak, w sumie jak tak na to spojrzeć, to istotnie sukces. Poprzednim razem (przed świętami), też wrzeszczeli, że mam nie wracać, a ja jednak pojechałam. Kompletnie się mnie nie spodziewali. Zatem teraz dla odmiany się na tej podstawie pewnie spodziewają, a ja nie jadę. Choć przyznaję, że jestem w matni i nie wiem, co robić, nawet jeśli jednak pojadę, to najpierw ich trochę jeszcze przetrzymam. Miałam dziś - nie pojechałam. Miałam jutro - też nie pojadę, wyraziłam się jasno w dzisiejszych aż 5 długich smsach. Że to oni powinni o mnie zabiegać, że ja jestem gotowa i chcę naprawiać, że chcę tylko jakiś znak od nich, że tęsknię za tymi miłymi chwilami, gdy było nam fajnie itd. itd. Skoro cisza, to co jeszcze mogę... Aaa, no tak, mogę pojechać, na co liczy mama, a ona wówczas będzie mogła królować "kazałam Ci nie wracać, spier... Ty kur... "... wiem, że na to czeka...

MamoMamusiu, nawet nie wiem, jaka to forma terapii, bo pani terapeutka nie powiedziała. Dziś faktycznie się trochę ruszyło, bo stwierdziła, że tylko opowiadam o swoich rodzicach i tylko na tym się skupiam, a nie na tym polega terapia. Ale jak spytałam na czym dokładnie, na czym mamy się więc skupić i że ja bardzo chętnie, to nie było już odpowiedzi i rozmawiałyśmy o moim zabiegu na serduszku...

Beyondblackie, wysłałam tego linka do kazania smile liczba wyświetleń wzrosła, może obejrzeli, może dośpiewają sobie coś nowego... Jak jestem rano sama w domu, to coś sprzątam/zmywam i zapuszczam sobie tego księdza, tyle mądrości w tym kazaniu! Dziękuję Ci!

Iwona40, oni właśnie nie chcą ze sobą przebywać sami. Tzn. tata tak i się cieszy jak mnie nie ma... Za to mama za każdym razem obarczała mnie winą, że jak wyjeżdżam to musi spełniać "małżeńskie obowiązki" i że cierpi przeze mnie, że to moja wina. Zresztą tak jak w tym kazaniu właśnie mówił ksiądz, jeśli rodzice mają udane małżeństwo, to będą czekać niecierpliwie, aby dzieci poszły na swoje, a jak im się nie układa, to właśnie przelewają miłość na dziecko i osaczają...

Czarna Kotko, i za to Wam dziękuję smile ale dziś mi pani terapeutka tą wędką dała po głowie... powiedziałam jej, że się  boję, czy mama czegoś nie zrobi sobie, bo tak straszyła (a w wieku 18 lat przeżyłam taką sytuację, że dobry kolega straszył samobójstwem, ja nie potraktowałam tego serio, a 3 miesiące później naprawdę się zabił, długi czas zmagałam się z wyrzutami sumienia i zastanawiałam się, czy mogłam jakoś temu zapobiec, od tego momentu mam traumę i boję się szalenie, że ktoś sobie coś zrobi, nie tylko mama), na co pani terapeutka stwierdziła, że to są moje fantazje i ja bym chciała, żeby mama to zrobiła bo bym się uwolniła (?!!!!!?!). No naprawdę tego nie rozumiem! Niepojęte. Jak będę się bać, czy mąż mnie zdradzi, to tak naprawdę będą to moje fantazje by to zrobił? Straszne to, co powiedziała i kompletnie z tym się nie zgadzam. Oczywiście w drugą stronę też powiedziała, że to działa i o mojej śmierci rodzice ponoć też fantazjują.

506

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, zgadzam się z terapeutka, ze za duzo gadasz o rodzicach, a za mało o sobie. Chyba dlatego, ze nie za bardzo wiesz co ze sobą zrobić i jak się sobą zajac, wiec przerzcanie problemu wychodzi Ci jakos naturalnie.

507

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No i rodzice na jasno wystosowane smsy, że mi zależy, że chcę to naprawić, że czekam na znak - nie odpisali nic. Kazanie też ich nie ruszyło. Jestem w szoku... Ale dobrze, tym bardziej udowadniają mi, jakimi są potworami i że kompletnie mnie nie kochają... Rozumiem gniew, ale są jakieś granice, szczególnie w relacji rodzic - dziecko i rodzic powinien być  jednak bardziej "elastyczny". To oni mnie powołali do życia, pamiętają mnie jak byłam noworodkiem, jak mnie pielęgnowali, jak dorastałam... czy mi się tylko wydaje, czy to im powinno bardziej zależeć na mnie i na kontakcie ze mną? No, chyba że zależy, a teraz to wszystko celowa gra, żeby mnie złamać i żebym została z nimi na zawsze. Chorzy wariaci. Nie będę się odzywać teraz, już się prosić nie będę... Ale myślę, że do końca tygodnia i tak się złamię i pojadę. Jak mnie wyrzucą, trudno - tym bardziej odczuję spokój i ulgę, że spróbowałam. Jeśli spróbują szantażować, że mam więcej nie jeździć - nie ulegnę temu.

508

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, no teraz Ty się zachowujesz jak "toksyczna mamuśka";-)

No dają Ci po prostu szansę aby zrealizować marzenie o własnym  życiu i samodzielności.

Przyjdzie czas to się pojawią i będą znów obok Ciebie.

Udowodnij, ze potrafisz.

509

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Serio? Widząc taką ich zawziętość, to aż ciężko mi uwierzyć, że kiedykolwiek cokolwiek się zmieni. Nie ze strony matki.

Oni nie dają mi szansy, tylko pogrywają w gierkę, która na celu ma mnie wykończyć i właśnie te szansę mi odebrać. Najchętniej pewnie by mnie widzieli na wózku inwalidzkim z nimi w domku albo coś w tym stylu. Ja chyba potrafię, już to troszkę udowadniam, każdego dnia, bo każdego dnia to dla ogromna walka z samą sobą. Ale trochę mam taki charakter, że lubię włożyć dłoń w ogień i się sparzyć ;/ Po prostu umawiałam się, że wrócę po 2 tygodniach, chcę być lojalna. Jeszcze w piątek jak z tatą rozmawiałam, też mówiłam, że przyjadę, a on nalegał. Co zrobić, jak matka w sobotę wpadła w szał i mnie wyzwała od czego się da... To teraz ja pogrywam i nie przyjeżdżam, ale i tak mi się wydaje, że będę musiała się z tym zmierzyć i to lada dzień... I dobrze, niech mnie pobiją, może wybije mi to z głowy to chore poczucie winy, które trawi mnie każdego dnia. Ja postaram się tym razem zachować spokój, jak mnie sponiewierają to ucieknę i to będzie ich wina.

510

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Pogrywacie to sobie wszyscy- rodzice, bo Ci chcą dac po d**** za niesubordynację i wpedzic w poczucie winy, a Ty bo chcesz ich wziąć na przetrzymanie, żeby "zmiękli".

Pisalam kilka dni wcześniej, ze czekanie na to, ze oni ujrza jakies swiatlo jest bezsensowne. Podeslam Ci kazanie Szustaka, NIE zebys nim rodzicow przekonywala, ale zebys wyciagnela wnioski DLA SIEBIE. Szustak mowi wprost, ze jak chcesz się uleczyć, to MUSISZ opuscic dom rodzinny, MUSISZ sama znaleźć swoja sile, prawde i sens. A to się nie stanie jak będziesz w kolko zyla tylko tym co mysla rodzice i jak bumerang wracala co kilka tygodni.

I nie oszukujmy się, ze pojedziesz tam z lojalności. Chcesz jechać bo się boisz, ze ten chory układ rodzinny się wreszcie zawalil i ze nie ma do czego wracac. No a przecież zycie na swoim jest STRASZNE.

511 Ostatnio edytowany przez JuliaKaa (2016-01-19 12:50:20)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, dla każdej matki najważniejsze jest aby jej dziecko było szczęśliwe. Dla zdrowej na ciele i umyśle matki.

Jeśli jakaś matka myśli inaczej to znaczy, ze ma jakiś problem w sobie ,  z którym sama musi sobie poradzić. Powtarzam - sama lub z pomocą specjalisty - nie dziecka.

Dziecko matka wychowuje "dla świata" nie - dla siebie.

Twoja matka, rodzice będą mieli szansę zbliżyć się do Ciebie. To się może zdarzyć w sytuacji kiedy staniesz na nogi, usamodzielnisz się, stworzysz własną rodzinę. W ich oczach staniesz się samodzielna, niezależną osobą.

Drugi taki moment kiedy mogą się zbliżyć to jak pojawią się wnuki.

Dla przykładu - moja mama nie była idealna matką i ja nie miałam z nią idealnego kontaktu a już na pewno nie byłyśmy przyjaciółkami. Ale zrehabilitowała się przy wnukach - kochają ja, uwielbiają ją i ona ich też miłością absolutną - i ja diametralnie zmieniłam swój stosunek do niej, szczególnie kiedy sama zostałam matką.

I tez próbowała mną manipulować ale teraz jak właśnie przebiegłam myślami wstecz to się wszystko skończyło w momencie kiedy uwierzyła, ze jestem samodzielna i daję sobie ze wszystkim radę. Nawet dziś czasem bąknie pod nosem, że nigdy by nie uwierzyła, ze będę taką dobrą matką - no matki tak mają, szczególnie te despotyczne (trudno im uwierzyć, ze dziecko może chodzić o własnych nogach a co dopiero żyć) ;-)

512 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-01-19 13:27:41)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Jak będę się bać, czy mąż mnie zdradzi, to tak naprawdę będą to moje fantazje by to zrobił? Straszne to, co powiedziała i kompletnie z tym się nie zgadzam.

patrząc na twoje tendencje do wyolbrzymiania, użalania się , i rozgrzebywania wszystkiego oprócz siebiei, to jest w tym dużo prawdy. Załóżmy, że relacja z rodzicami ulegnie natychmiastowej poprawie i pobłogosławią ci z marszu, a ty w związku z tym nie wykonasz żadnej pracy nad sobą. Co sie wtedy wydarzy? Po krótkiej chwili euforii znajdziesz sobie kolejny w problem ...w kimś innym.Bardzo prawdopodobne, że wymyślisz sobie zdradę, bo to jest świetny sposób na kumulacje emocji i żalu, na kolejne skupienie sie na drugim człowieku i jego potworności , byleby uciec od siebie. Jesteś nauczona takiego sposobu funkcjonowania w relacji i tego się nie pozbędziesz tak ot, bo to jest już niemalże twój fizjologiczny odruch. Możesz się tego oduczyć na terapii właśnie, pod warunkiem, że przestaniesz się chować za swoje relacje, że sie emocjonalnie obnażysz. Ty sama. Nie swoich rodziców, ale siebie właśnie.
Ja obstawiam, że twoja terapeutka jest świetna i idealnie ciebie wyczuła. Ty jednak jesteś zawiedziona, bo znowu inaczej to sobie wszystko  wyobrażałaś. Miałaś nadzieję, że ona pomoże ci wpłynąć na rodziców i ich przekonać, a ona wie, że to jest niemożliwe i daje ci szansę skupienia się na sobie, bo to jest twój proces. w terapii ty jesteś startem , drogą i metą. Tylko ty.
Twoje zaburzone ( nie z twojej winy ) myślenie idzie jednak takim tokiem - muszę wpłynąć na rodziców i ich odmienić, wtedy będę szczęśliwa. Zakładasz, że twoje samopoczucie leży w ich rękach. Oczywiście, że bez przepracowania problemu bardzo szybko przeniesiesz to do związku. A takie rozumowanie jest błędne. Jedyne co możesz zrobić , to zmienić siebie. Tylko albo aż tyle. Twoja zmiana będzie miała wpływ na każda relacje, która tworzysz, ale nie można zrobić tego na odwrót, zawsze należy zacząć od siebie. I tu pojawia się problem, bo ty boisz sie pracy nad sobą. Jesteś pełna entuzjazmu i determinacji jeśli chodzi o innych, ale sama nad sobą nie masz szczególnej ochoty pracować i nie lubisz przyglądać sie sobie, jesli nie dochodzi przy tym do użalania sie i wzbudzania litości. Jeżeli nie przestaniesz się chować , to nawet najlepszy terapeuta ci nie pomoże. ty decydujesz. Ty i tylko ty jesteś panią swojego życia. w pracy nad sobą zapomnij o rodzicach. To jest twoja droga i twoja zmiana bez względu na to co oni o tym myślą.

513

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Ja postaram się tym razem zachować spokój, jak mnie sponiewierają to ucieknę i to będzie ich wina.

ty doskonale wiesz, że cie sponiewierają i dlatego chcesz jechać. Będzie kolejny powód do wylania kubła żalu i gniewu....znowu będzie można się odwrócić i powiedzieć - no jak ja mam normalnie żyć skoro oni są tacy okropni? dostaniesz kolejna rzecz , za która będziesz mogła sie schować, która oddali cie od pracy nad sobą. no bo przecież nie da się....no nie da się z takimi rodzicami.
Pozostaje mi tylko życzyć ci powodzenia na starej drodze życia.

514

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Hej Aga, obserwuję Twó wątek od jesieni, dziś specjalnie założyłam konto bo już ręce wirtualnie odpadają gdy kolejny raz czytam o Twoim "kombinowaniu". Zauważyłam w postach, tak gdzieś od 13ego stycznia jak zaczyna Cię "nosić", jak szukasz pretekstu, właściwie obmyślasz skomplikowany ciąg przyczynowo-skutkowy jakobys Ty była im winna powrót do domu. Wróć na pierwszą stronę swej opowieści, rok temu podobnie jojczyłaś. Czy wiele się zmieniło? Siedż tam gdzie jesteś, nie pisz smsów, nie dzwoń, nie wysyłaj linków.Może nawet zmień numer jeśli praca na to pozwoli, ale nie podawaj go rodzicom. Weż się skup na czymś innym. Jak Ty chcesz zostać mężatką, matką skoro nie chcesz mocniej osiąść w roli dziewczyny/narzeczonej ..,.  a parę raz pisałaś "nie jestem jeszcze matką/mężatką- czyli zdrowa część Ciebie jakieś plany by miala.Tylko nie jedź do rodziców bo będzie nie będzie żadnego postępu a tylko mocniej dostaniesz od matki...

515

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Mejbijes, dziękuję, że specjalnie dla mnie założyłaś konto i podzieliłaś się swoją opinią. Tym bardziej mi głupio, co teraz napiszę...

Niestety, chyba jutro pojadę... Wczoraj zadzwonili rodzice. Rozmowa trwała godzinę, mama ani razu mnie nie wyzwała, choć mocno się hamowała widać. Zaczęło się, że mnie bardzo kochają, że wiadomo, że to już nieuniknione, co się zaraz stanie, więc jak i tak mam życie spędzić gdzie indziej, to czy nie mogę jeszcze trochę z nimi, bo oni mnie mieli 30 lat i im brakuje teraz. To był taki element miły. Potem już było coraz gorzej, bo dalej próbowała mnie przekonać, że nie spełniłam jej woli. Oczywiście księdza nie posłuchała, "bo ja jestem mądrzejsza od księdza". Ona nie chce, żeby tak daleko, nie będzie utrzymywać kontaktu, bo ona dzwonić nie będzie, telefony to nie to samo i na moim ślubie też nie będzie. Ona zna mnóstwo osób, które by bliskich nie zostawiły. Wszystkie moje argumenty o szacunku do moich uczuć, mojej woli, mojego życia i że nie chcę zostać sama - ignorowane. Ba, nawet pomysł rzuciła, że pójdzie ze mną do ginekologa i zapyta go, czy jestem jeszcze dziewicą smile))))))) stanęło na tym, że przyjadę, choć gdy się rozłączałam, to wykrzyczała, że już mam się nie pokazywać, że nie jestem domownikiem tego domu.

Potem sms, że mi na drodze do szczęścia stawać nie będzie i jak mi tam tak dobrze to mam zostać, jednocześnie zakładając, że pobędę u nich aż miesiąc... Czyli fajny czas mnie czeka... Chłopak na razie stwierdził, że dobrze, że się odezwali, że jakiś kontakt, czyli nie ma nic przeciwko że jadę, no ale jak to wyjdzie miesiąc... Chociaż wątpię... bo zapowiada się ostra jazda bez trzymanki, znów będzie próbowała mnie przekonać, wpierać swoje argumenty (tylko siedzi na internecie i szpieguje bez przerwy i wyszukuje różne rzeczy). Np. teraz przed chwilą napisała mi smsa, że z zemsty usunęłam jej kogoś ze znajomych na fb i że to podłe! A nikogo nie usuwałam, ktoś usunął konto... Cała się trzęsę po tym zaledwie jednym smsie, ale z drugiej strony lekko się cieszę, bo zdemaskowałam w tym przypadku jej chore urojenia...

Nie powinnam jechać. Wiem to. Nic jej nie przekona, to już też wiem, ona nie zmieni zdania, ani prośbą, ani groźbą. Trudno. Ja przecież też nie. Byle tylko chłopak się nie wycofał. Może i nawet do miesiąca bym dobiła, gdyby była dobra atmosfera to czemu nie spędzić z nimi miło czasu? Pewnie że tak, ale myślę, że dojdzie do mega eskalacji konfliktu, bo ona za wszelką cenę będzie probowała na mnie wpłynąć, a ja nie odpuszczę. Muszę tylko starać się ignorować to, co mówi i nie wpędzać się w ten kołowrotek, a jak to zrobić, to już kompletnie nie wiem... Ona niczego nie wysłucha, nie poczyta, tylko ona ma rację, a tak naprawdę wie, że jej nie ma i panicznie się boi się przyjąć prawdę do siebie. Jak dojdzie do mega awantury to po prostu ucieknę.

Aha, wczoraj też podjęłam decyzję, z racji mojego rozwoju, że podejmę tutaj w mieście chłopaka, studia podyplomowe. Od marca smile Mama na tę  nowinę na pewno bardzo się ucieszy smile w końcu zależy jej niby by nie facet tylko, ale też kariera... aaa no tak, ale powinnam to w moim mieście załatwić, a nie jego...

516 Ostatnio edytowany przez Petita (2016-01-20 12:38:34)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Niestety, chyba jutro pojadę... Wczoraj zadzwonili rodzice. (...)
Potem sms, że mi na drodze do szczęścia stawać nie będzie i jak mi tam tak dobrze to mam zostać, jednocześnie zakładając, że pobędę u nich aż miesiąc... Czyli fajny czas mnie czeka... (...)
Nie powinnam jechać. Wiem to. (...)  Może i nawet do miesiąca bym dobiła, gdyby była dobra atmosfera to czemu nie spędzić z nimi miło czasu?

Jesteś narkomanką.
Naprawdę chcesz siedzieć miesiąc z rodzicami, u których mieszkałaś 30 lat, mimo że wiesz, że będą Ci na 100% robić jazdy, niż spędzić ten czas z chłopakiem i układać swoje dorosłe życie?

Nawet nie wiem, co Ci więcej napisać yikes

517

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

,,Ba, nawet pomysł rzuciła, że pójdzie ze mną do ginekologa i zapyta go, czy jestem jeszcze dziewicą smile)))))),,
ty masz 30 lat czy 18?

518

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Chyba nawet z 18latką matka by nie poszła, to jest tak strasznie żenujące...

Już mi wypisuje smsy z łaską, że przyjeżdżam warunkowo, że mam się nie awanturować itp. To jest wszystko tak chore. Nic nie zrozumiała.Jest chyba jeszcze gorzej. Najgorsze, że to taki zaścianek.. twierdzi, że znajomi z ojca się śmieją, że na pewno z brzuchem wrócę. Chciałabym już być mężatką sad

519 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-01-20 13:53:34)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Puknij się w glowe. Pomysl lepiej o swoim zyciu z partnerem i o studiach, które zaczniesz.

Twoi rodzice się nie zmienia. A już NA PEWNO się nie zmienia jeżeli ciagle będziesz tanczyc jak Ci graja. Jedno zdanie matki, a Ty już z wywieszonym ozorem lecisz. Ty jesteś zdrowa psychicznie???

Przerabialas rozmowy, milion razy. Przerabialas wyjazdy do domu, milion razy. Co to dalo? Nic. Wniosek powinien być dla Ciebie taki, ze chyba czas z tym skonczyc. Kompletnie rozwalil mnie komentarz Twojej matki, która się "skarzy", ze Cie tylko 30 lat dla siebie miała... Może chce następne 30 tez Ci zabrać, bo jej się naleza?

Twoi rodzice Cie nie szanują, nie respektują Twojej autonomii i w doopie maja czy będziesz szczesliwa czy nie. Z takimi ludzmi chcesz zyc? Naprawde obchodzi Cie zdanie, na jakikolwiek temat, TAKICH ludzi?

Twoja matka już sobie nuci pod nosem, bo wie, ze wygrala. I wygra, na bank, jak pojedziesz z powrotem do domu.

520 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-01-20 14:47:28)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Nic nie zrozumiała.

Nie moja droga, to ty nic nie zrozumiałaś. Twoja matka rozumie wszystko. Trzyma cie w garści i nie zamierza puścić. Jesteś jej potrzebna do realizacji podłych i sadystycznych celów. Ona kreci tobą jak chce a ty tańczysz tak jak ona zagra. Niczego nie dostrzegasz. Jesteś kompletnie zaślepiona. Ty, nie ona. Ona jest cwana, nic jej nie będzie w przeciwieństwie do ciebie.

Opowiem ci taka  krótką historię na zakończenie mojego pobytu w tym wątku, bo myślę, że jest to mój ostatni wpis tutaj (szkoda mi czasu i nerwów na takie walenie grochem o ścianę). Będzie o mojej mamie i jej teściowej, czyli mojej babci. Otóż teściowa nigdy nie lubiła mojej mamy, właściwie to nie znosiła jej od pierwszego wejrzenia. Natomiast moja mama wymyśliła sobie w związku z tym, że po pierwsze będzie walczyć o akceptację teściowej na każdym kroku, a po drugie zrobi z siebie ofiarę i udowodni wszystkim jakato teściowa jest wstrętna. Dlatego też zaczęła żyć dla teściowej, powiem więcej - teściowa stała się jej całym światem Nie liczyło się nic. Jakieś uniwersalne wartości typu zdrowie, dzieci, dom, nie miały żadnego znaczenia. Ważne było tylko to co powie , zrobi, pomyśli teściowa. Mama sprzątała , gotowała , prała i wychowywała dzieci dla teściowej. Piła przez teściową. chorowała żeby zostać zauważoną przez teściową oczywiście. Wszyscy wkoło mogli jej złożyć życzenia imieninowe i zapewnić o uczucie i wsparciu, ale jeśli nie zrobiła tego teściowa, to był wielki lament. Była absolutnie i kompletnie uzależniona od teściowej. Ona była jej wrogiem numer jeden ale i jedyna wyrocznią i autorytetem. Tylko jej zdanie sie liczyło. A co na to teściowa? ano teściowa była cwana i wykorzystywała to na wszystkie możliwe sposoby. Deprecjonowała mamę, szczuła ojca, skarżyła sąsiadom, robiła z niej pokrakę. Była jak spasiony kot w wiejskiej zagrodzie, którego gospodarze karmią jak króla i który myszy łapie nie po to aby je zjadać, ale aby je dręczyć. żyła jak pączek w maśle i upajała się swoim sadyzmem. a mama nie umiała tego przerwać i z czasem zaczęła wszystko przegrywać. Najpierw małżeństwo, potem dzieci , zdrowie, przyjaciół....Wszystko poszło w sina dal. została tylko ręka w nocniku i dwa nałogi - teściowa i alkohol. W końcu teściowa umarła. Czy myślisz, że mama wówczas sie uwolniła? O nie! Stała sie dzieckiem we mgle, zagubionym wędrowcem. Nie wiedziała co zrobić ze sobą. Nie umiała żyć bez robienia z siebie ofiary. dlatego też znalazła sobie szybko nowych wrogów, nowe osoby, które ją unieszczęśliwiały. Ja byłam jedna z nich przez jakiś czas. Tylko że te osoby nie przypominały teściowej, nie miały ochoty sie znęcać, sprowokowane raczej odchodziły i zamykały za sobą drzwi. Mama wpadała więc w szał, bo traciła grunt pod nogami. Możliwość nieustannej eskalacji złości i gniewu oddalała się . kończył sie narkotyk, a głód był ogromny. w  końcu w każdym , kto tylko sie do niej zbliżył zaczęła dostrzegać ten utęskniony czynnik unieszczęśliwiający, każdy w jej oczach ja krzywdził i robił z niej ofiarę. wyobraź sobie, że ona nigdy nie pomyślała o tym , że można coś w sobie zmienić. Ona nadal twierdzi , że teściowa ją zniszczyła i że jej los leż w rękach innych. Dziś moja mama jest wrakiem człowieka. Nikt o zdrowych zmysłach nie pokusi sie na budowanie z nią więzi . Jest zła , zgorzkniała i kompletnie sama, mimo tegto że ma męża i dorosłe  dzieci.
Proponuję ci abyś przed wyjazdem do rodziców przeczytała ta historię ale zmieniła postacie-  w miejsce słowa "mama" wstaw siebie, w miejsce teściowej wstaw swoja matkę. Do niczego cie nie przekonam, wiem o tym. Po prostu przypomnij sobie tą historię przed uroczym pobytem w domu i testem na dziewictwo.

Chciałabym już być mężatką

jasne, nie ma to jak świeży towar. Bycie ofiarą będzie przyjemniejsze z mężem. Masz już pomysł jak przyszły małżonek mógłby cie unieszczęśliwiać i rujnować? z ta zdradą to niegłupio kombinujesz w sumie. Będzie dużo emocji, łez, pytań -dlaczego ja? za co mnie to spotkało. Tak...zdrada da ci pożywienia na długie lata.

Posty [ 456 do 520 z 637 ]

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Mam problem z rodzicami - pomocy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024