Mam problem z rodzicami - pomocy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Mam problem z rodzicami - pomocy

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 637 ]

391 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-01-12 16:27:17)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, nie jesteś odpowiedzialna za życie swoich rodziców. Nie jesteś odpowiedzialna za ich szczęście.

Tak, użalasz się nad sobą. Co dzięki takiemu użalaniu dostajesz i czy może to coś, ale lepszej jakości, możesz uzyskać w inny sposób, nie poprzez, wybacz, manipulowanie.

Co 'musiałabyś' zrobić, gdybyś takiej ilości swej uwagi nie poświęcała rodzicom?



To "coś" w Tobie ma nad Tobą władzę, bo... wyrażasz na to zgodę. Dlatego napisałam wyżej o Twej chęci bycia zależną.


Edycja:
No i w czasie pisania przeze mnie posta Beyondblackie odpowiedziała na zadane przeze mnie pytania. smile

Zobacz podobne tematy :

392

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Ale masakra, trzeci raz piszę tego posta od nowa tongue Macie tak czasem? Czy tylko ja jestem taki wolno pisząco-myslący?

Aga
To nie Twoja wina, że masz chore serce. Nie miałaś na to wpływu.

To nie Twoja wina, że bałaś się operacji, a Twoi bliscy nie potrafili Cię tak długo do niej przekonać.
Przecież nie odwlekałaś tego, żeby nie zmywać podłóg, prawda?
Poza tym, piszesz że już od wczesnego dzieciństwa nigdy nie chciałaś sprawić mamie przykrości i trudno ci było jej odmówić. To tym bardziej powinno ci uświadomić, że nie mogło stać się wtedy inaczej, tzn że późna decyzja o zgodzie na operację była usprawiedliwiona. Bo ten strach był znacznie silniejszy od wyuczonych od dziecka emocji i przyzwyczajeń. Nie ma w tym Twojej winy.

Problemy finansowe Waszej rodziny nie były aż tak poważne, skoro rodzice pomagali jednocześnie (?) Twojej siostrze i szwagrowi. Poza tym, zauważ że (jeśli nie pracowałaś- nie mogę znaleźć) to Twój wyjazd im pomoże w tej kwestii, bo odpadną im koszty związane z utrzymywaniem Ciebie.

Nie wyrzucaj sobie tych spraw. Jesteś kochającą, martwiącą się o rodziców córką, która jeśli naprawdę będzie trzeba to im pomoże. Wydaje mi się, że wszyscy tutaj nie mają co do tego wątpliwości.
Owszem zwyczajni, kochający rodzice mogą czuć się podczas takiego rozstania smutni, może być im trochę żal i boją się samotności. Ale bezwarunkowa miłość sprawia, że ponad swoje dobro i potrzeby stawiają zawsze szczęśćie swoich dzieci i nie zachowują się tak, jak Twoi rodzice. Twoja mama widzi to niestety zupełnie inaczej. Nie mnie oceniać jak bardzo i dlaczego, ale inaczej. A Twój tata "przeszedł na jej stronę" bo wie, że jej nie przekona. Ona sama musi się z tym ostatecznie pogodzić, a Ty zajmując się przede wszystkim sobą musisz jej w tym pomóc.

393

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Naprędce, dziękuję za ciepłe słowa (że nikt nie wątpi, iż jestem kochającą córką), tym bardziej, że pisałeś je trzykrotnie. Małe sprostowanie: jestem jedynaczką. Sytuacja finansowa rodziców faktycznie jest bardzo zła, a to, co ja zarobię, wystarcza na moje wydatki, nie dokładam się do czynszu, wody etc., ale bardzo często pomagam im finansowo w inny sposób.  Masz rację... tata jej nie przekona, w końcu próbował już tyle czasu... ja myślę, że ona się z tym nigdy nie pogodzi, skoro jest aż tak zawzięta, i w tym miejscu mam ochotę znów się użalić: dlaczego akurat mnie trafiła się taka matka? sad

Nie mogłam dzisiaj w nocy spać, tak myślałam i wymyśliłam jedną rzecz, o której będę musiała powiedzieć terapeutce. A może ja mam jakiś problem z miłością i kochaniem ludzi?

Gdy 5 lat temu rzucił mnie chłopak (tak, ten sam chłopak), rozsądniej byłoby się wycofać i nie zadawać sobie cierpienia, a ja za wszelką cenę szukałam z nim kontaktu, chciałam podtrzymać tę znajomość, bo nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Pewnie można dyskutować, czy to miłość, czy uzależnienie, może jedno i drugie, bo kocham go na pewno. Był czas, że spotykał się z inną kobietą, a ja nadal chciałam być blisko niego, licząc, że może kiedyś jednak się uda... No i się udało, jestem w punkcie, w którym jestem, tylko pytanie, czy on jest ze mną, bo chce, czy dlatego że tak mi zależało, a ja to wymusiłam, może jest ze mną tylko z rozsądku (ciągle uważam, że brak konkretnej deklaracji z jego strony sprawia, że ja też boję się palić za sobą mosty, bo tak naprawdę nie wiem, co będzie dalej. Gdy wczoraj babcia składała mu życzenia i życzyła, by doczekała naszego wesela, bardzo mocno się skrzywił...).

I teraz podobnie z rodzicami. Dziewczyny piszą, że muszę uświadomić sobie, że mogę stać sama na dwóch nogach. Myślałam nad tym, no i przecież mogę. Finansowo radzę sobie sama, jak nie mam pieniążków - pożyczam od chłopaka i potem oddaję, gdy mam jakieś zlecenia. Na rodziców finansowo liczyć nie mogę, to ja pomagam im. Słownego wsparcia od nich nie mam. W praniu, gotowaniu, sprzątaniu pomagać mi nie muszą, radzę sobie sama, a gdyby pojawiły się dzieci, pewnie teściowie chętnie pomogą. Więc co? Radzę sobie sama, ale mimo wszystko łaknę ich obecności, miłości, i znów tak jak z chłopakiem, pcham się, choć mnie to rani, choć dostaję "po pysku". Wspominam miłe chwile (tak samo było z chłopakiem) i pragnę by wróciły. Łamię się coraz bardziej i myślę sobie "chcę do mamy" - nie, nie na stałe, nie jako dziecko, ale po prostu chcę mieć z nią i z tatą kontakt. Boże, oszaleję w końcu. Z każdym dniem jest mi coraz gorzej, bo nie wiem, czy na mnie czekają, czy wyczekują, czy płaczą, czy jednak są wściekli. Co do wyrodnej córki, jeszcze jedna rzecz - mieszkanie bez ślubu - na pewno się za mnie bardzo wstydzą sad i zawiodłam ich, bo zawsze byłam grzeczna i porządna... z tym też czuję się parszywie.

Na chwilę obecną obstaję przy pomyśle, by napisać smsa... tylko wiecie co, tak paradoksalnie, w głębi duszy, wolałabym dostać kopniaka i żeby mi nie odpisali. Zaboli, ale będę czuła się rozgrzeszona, że próbowałam... Wręcz się boję, że napiszą przyjeżdżaj, a jak wyżej napisałam, nie będzie to możliwe, więc rozpęta się piekło i po co mi to? No właśnie, po co mi pisać do nich? A znów ta myśl mną zawładnęła hmm jestem chora, niestety.

394 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-01-13 12:28:11)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Ago!!!! (ufff...jak dobrze, że pozwoliłaś nazywać się inaczej niż swoim nickiem wink Czy mnie jeszcze pamiętasz? Rozmawiałyśmy kilka miesięcy temu, gdy byłaś na etapie wahań co do przeprowadzki....
Widzę, że duże zmiany u ciebie smile i nie wierzę własnym oczom - ty poszłaś na terapię!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Brawo! nie mogłaś podjąc lepszej decyzji

A teraz do rzeczy wink

Ale dzieciństwo naprawdę miałam dobre...

Ale dzieciństwo dawno minęło i czas się z tym pogodzić, czas dorosnąć.

Mam 30 lat, wystarczająco dużo, by funkcjonować samodzielnie.

No raczej wink

To po prostu tak boli tylko... I jak się było taką niunią przez 30 lat, to nagle ciężko przestać nią być

ciężko przestać być dzieckiem zwłaszcza  tym wieku, ale jesteś na dobrej drodze. Odpowiedzialność za nastroje rodziców ,zwłaszcza mamy, niosłaś całe życie. to było jak niewygodne jarzmo po zrzuceniu którego czujesz się lżej, ale jakoś tak dziwnie, nieswojo. Stąd twoja tęsknota. Jesteś jak wiezień, który dopiero co wyszedł na wolność a już ma ochotę popełnić następne przestępstwo byleby tylko znaleźć sie z powrotem w celi. Nie dlatego , że w tej celi było fajnie, ale dlatego , że w przeciwieństwie do odzyskanej wolności, cela jest czymś znanym i pozornie bezpiecznym. Pomyśl o tym. Marzysz o powrocie do domu, bo wszystko czego doświadczasz teraz jest nowe i nieznane. W domu było fatalnie, ale tamte schematy miałaś obcykane, czyż nie?Tak naprawdę tęskni za tym jakaś malutka część twojego mózgu, która ciągle chce być zniewolona i bezpieczna w celi. Jednak zdecydowana większość ciebie chce się rozwijać na wolności. I tego się trzymaj, a nie głosów przeszłości sentymentów

Choć przyznam, że ten sms to trochę dla własnego rozgrzeszenia

a po co ci to rozgrzeszenie? Nie potrzebujesz go. Nie musisz się nikomu i z niczego tłumaczyć, ponieważ JESTEŚ DOROSŁA

Chciałabym być kochana, móc mieć kontakt z mamą, chwalić jej się, co dobrego upiekłam i jak żenująco spaliłam obiad..

Kto by nie chciał....Ja też bym chciała, ale nie mam i co z tego? Mam być z tego powodu nieszczęśliwa całe życie ? Nie muszę. Ty też nie musisz tylko na razie średnio to dostrzegasz, bo ciągle jakaś część ciebie pragnie akceptacji rodziców i ich rozgrzeszenia. Możesz go nigdy nie uzyskać a i tak być szczęśliwa i spełniona. Naprawdę możesz.
Tak, użalasz się na sobą, ale do tego też masz prawo wink

ha, pani terapeutka też dodała, że całą swoją energię przekierowuję i poświęcam na rodziców, że tylko o tym myślę, a raczej powinnam obecnie na swój związek,  i nie myśleć i planować wyjazdów do rodziców, tylko np. wycieczkę z facetem.

świetny pomysł wink

TO COŚ we mnie, co mi podpowiada te wszystkie myśli, jest tak upierdliwe, że potrafi mną zawładnąć bez reszty

To coś jest częścią ciebie. To ty tym rządzisz i ty to karmisz. To coś nazywa sie strach. Wystarczy, że się mu przyjrzysz i odzyskasz nad nim kontrolę

395 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-13 12:52:11)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

MamoMamusiu! smile oczywiście, że pamiętam <3 miałaś spooooro cierpliwości do mnie swego czasu, za co do dziś Ci bardzo dziękuję...

(to naprawdę niesamowite, że ten wątek ma 11 stron i jeszcze nikt mnie nie zablokował za trucie big_smile efekty mozolne, ale naprawdę, gdyby nie sztab tych wszystkich dobrych ludzi, którzy albo dają kopniaki, albo głaszczą po głowie, na pewno właśnie bym popijała herbatkę i zjadała śniadanko, które przygotowała mama <no dobra, tak szczerze, to za tym też trochę tęsknię, ale przecież tak nie może być całe życie...>)

MamoMamusiu, próbuję dorosnąć, wiele się od lipca nauczyłam - np. umiem już więcej ugotować big_smile nie stresuje mnie rozmowa z teściową (i nawet to lubię), wychodzę z domu mimo ogromnej awantury i manipulacji mamy, a nawet potrafię nie odezwać się do niej już od 14 dni (wow)! Dużo tego... tylko faktycznie ta malutka, upierdliwa cząstka mózgu, ten strach, poczucie winy... one tak skutecznie wszystko próbują psuć. Chciałabym, żeby ktoś mi w końcu napisał: ej, ale to normalne, że tęsknisz za rodzicami, że ich kochasz, odwiedź ich - no ale wszyscy patrzą na to bardziej rozsądnie niż ja wink

Dziękuję, że napisałaś, miło mi bardzo smile

edit: tak od czasu moich studiów, w naszym domu dużo zaczęło się psuć. Mama robiła tacie karczemne awantury, często czepiając się pierdół. Było mi go żal, więc próbowałam jej tłumaczyć, że przesadza, wówczas stawałam się wrogiem nr 1, wykrzykiwała, że mam komitywę z tatą, że spisek, że go bronie i wówczas awantura przenosiła się na mnie, np. tata wychodził do pracy, a ze mną żarła się jeszcze cały dzień. Wiele razy były dni, że czekałam aż mama wstanie i w jakim humorze, wyczekiwałam jej pierwszych słów do taty, bo już wiedziałam, czy zwiastują awanturę, czy spokojny dzień. (fakt, ze w ostatnim czasie odkąd pojawiły się "problemy" ze mną smile już się tak nie kłócą, ale był czas, że było to na porządku dziennym). Nienawidziłam tych awantur. Wiele razy krzyczałam im wtedy, że się wyprowadzę od nich jak najdalej, że nie wytrzmuję już tego piekła i nie chcę z nimi mieszkać, bo mnie wykończą. Dziś jakoś zupełnie tego nie pamiętam, tylko te dobre momenty, jak na złość, wbijają się w moją głowę, atakują miłymi wspomnieniami, by zwiększyć poczucie winy. Mojej mamie coś niewątpliwie dolega sad nie wiem,czy to taki charakter po prostu, czy jednostka choroba. Ludzi chorych powinno się wspierać, bardzo chciałabym jej pomóc, dlatego próbowałam do niej dotrzeć, mówić, co mówił psycholog. Ale to na nic. Kocham ją i nie chcę być dla niej wrogiem, kurcze...

edit2 jeszcze: to zabawne, że ja użalam się na nich, a oni między sobą, zapewne cały dzień, na mnie. Że jestem wyrodna, bo ich porzuciłam, że dzi*ka, bo bez ślubu, że tu jest mój dom i powinnam przebywać w domu, bo to oni ustalają reguły, a ja dom traktuję jak hotel, bo zjeżdżam tylko na chwilę i zaraz ponownie jadę do faceta, że jak ja tak mogę bez stałej pracy (wszystko cytuję) itp. itd. Rodzice wierzą w słuszność swoich racji, tak samo jak ja w swoich. No i kto to nam rozstrzygnie...

396 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-01-13 13:04:59)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

To normalne, żę tęsknisz za rodzicami , że ich kochasz, odwiedź ich....ale jeszcze nie teraz! Najpierw stań na nogach, przepracuj swoje poczucie winy i swój strach. Konfrontacja jest nieunikniona podczas takiego spotkania. stań do niej silna i emocjonalnie samodzielna. Chroń siebie i nie pozwól się skrzywdzić.

Ewidentnie twoje mamie coś dolega ale zaoferować jej pomoc będziesz mogła dopiero gdy sama staniesz na nogach. Żeby komuś pomagać samemu trzeba być silnym. Jeszcze nie wiesz jak to wszytko się potoczy, być może mama sama coś przemyśli i zmieni, być może nie...Zamiast gdybać zajmij sie sobą, swoim związkiem, swoim szczęściem. MASZ DO TEGO PRAWO i nikogo nie krzywdzisz tym, że jesteś szczęśliwa i sie rozwijasz.

A co tu chcesz rozstrzygać? Ty jesteś panią swojego życia, rodzice decydują o swoim. Może się uda kiedyś zbudować te relacje na nowo przy twojej i ich dobrej woli, może nie. ... Tak w życiu bywa. Niczego nie naprawisz rezygnując z siebie i poświęcając swoje szczęście.

397

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

(...) Rodzice wierzą w słuszność swoich racji, tak samo jak ja w swoich. No i kto to nam rozstrzygnie...

A tu o czyjeś racje chodzi czy o Twoje życie?
Rodzice nie zauważyli (albo raczej nie chcą przyjąć do wiadomości), że jesteś, i to od wielu lat, dorosłą osobą oraz tego, ze masz pełnię praw i możesz decydować o sobie.

Czy mama/rodzice potrzebują specjalistycznej pomocy? Może tak, ale nikt na siłę, wbrew nim samym (póki nie są, a pewnie nigdy nie będą, ubezwłasnowolnieni wyrokiem sądu), pomagać im nie będzie. Czasem do skorzystania z pomocy skłania skonfrontowanie się z efektami własnych zachowań.

398 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-13 13:59:26)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Prawda dziewczyny, że nie ma co tu rozstrzygać, tylko mnie to tak cholernie irytuje! gdy wciskają mi wszystkie farmazony, szczególnie mama, że od razu się bronię i próbuję przeforsować słuszność swoich argumentów. Stąd się biorą awantury. Gdybym potrafiła przemilczeć i nie reagować na jej słowa, może byłybyśmy teraz na lepszym etapie. Oczywiście ona mnie wyzwała od k..., dziw... i nigdy mnie za to nie przeprosi, bo wydaje jej się, że jako matka ma prawo, a ja też jej jestem gotowa niejako puścić w niepamięć. Ale przy ostatnim rozstaniu niepotrzebnie z mojej strony padły wyzwiska, że jest psycholką, wariatką, głupią babą, włącznie raz z potrząśnięciem ją delikatnym - już jako córce mi nie wypada, a ona ma dodatkowy argument przeciwko mnie hmm ehh.

edit: bawi mnie tylko, a może wręcz przeraża, że oboje z rodziców mają podobną historię. Tata został przez rodziców oddany na wychowanie do wujostwa, jego matka kochała tylko siostrę bliźniaczkę, gdy był dorosły nie kontaktowała się z nim, wystarczyło jej, że widzi go przez okno jak idzie ulicą (tak mawiała). U mojej mamy dziadkowie faworyzują 17 lat młodszą córkę, do tego stopnia, że nigdy nas nie zaprosili na święta, a jak babcia się obraziła na mamę, to nie rozmawiały nawet i 5 lat  (aktualnie też nie rozmawiają). Tylko dziadków jeszcze rozumiem - mieli drugie dziecko, na którym skupiali uwagę, a moi rodzice nie mają nikogo prócz mnie! No i co najciekawsze, oboje od zawsze krytykowali swoich rodziców, że oni by tak nie mogli, że sobie nie wyobrażają, cytuję: "owszem, można się pokłócić, nie odzywać kilka dni, ale nie wytrzymałabym, bo to moje dziecko, zadzwoniłabym i kazała przyjść, porozmawiać". Taaaaaa.... jak to dziwnie teraz brzmi

399

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dobrze jest kochać swoich rodziców, a do tego być samodzielnym, w ten sposób można utrzymać zdrową relację. Człowiek, który wie czego chce nawet własnym rodzicom nie pozwoli sobie namieszać w głowie.

400

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

elizka11, święte słowa, tylko najgorzej, gdy dla rodziców, samodzielność dziecka oznacza katastrofę i zerwanie wszelkich relacji...
Dla moich rodziców, moja samodzielność = nie kocham ich.

401 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-01-13 14:06:28)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
elizka11 napisał/a:

(...) Człowiek, który wie czego chce nawet własnym rodzicom nie pozwoli sobie namieszać w głowie.

A jak człowiek chce zaakceptowania przez rodziców swoich decyzji niezgodnych z ich przekonaniami? A jak człowiek chce, by owi rodzice dalej okazywali swą miłość? A jak człowiek chce pogodzić wodę z ogniem?

Edycja:
Aga, u Twoich rodziców jest jeszcze jedna równość: bycie kochanym = bycie potrzebnym/niezastąpionym.

402 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-13 14:15:27)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Wielokropek napisał/a:
elizka11 napisał/a:

(...) Człowiek, który wie czego chce nawet własnym rodzicom nie pozwoli sobie namieszać w głowie.

A jak człowiek chce zaakceptowania przez rodziców swoich decyzji niezgodnych z ich przekonaniami? A jak człowiek chce, by owi rodzice dalej okazywali swą miłość? A jak człowiek chce pogodzić wodę z ogniem?

To ma sieczkę w głowie, taką jak ja smile to człowiek powinien odpuścić i czekać aż rodzice zmądrzeją... lub nie. Rozumiem.

Jeśli jakimś cudem znowu znajdę się w domu rodziców, to wiadomo, że skończy się to podobnie lub gorzej (ciekawe, ile muszę dostać kopniaków by się o tym przekonać?). Cud już się nie zdarzy i faktycznie będę musiała zerwać z nimi kontakt na dłuższy czas, w nadziei, że kiedyś zmądrzeją, zatęsknią (czytałam takie historie tu na forum, że później wszystko się ładnie układało już...). Chciałabym, żeby ktoś mnie przytulił i powiedział: "nie martw się, mama kiedyś zmądrzeje i zrozumie, pęknie" hmm ale tego to nawet sam Bóg chyba nie wie... Tak twierdzi moja "teściowa", że na pewno będzie dobrze, że ocenia to z punktu widzenia matki. Tylko matka matce nie równa...

edit: Wielokropku, i ta równość działa w obie strony, bo jeśli zastąpiłam mamę chłopakiem, to znak, że jej nie kocham (milion razy słyszałam, że wybrałam jego, że on ponad nią, a to przecież zupełnie dwa różne uczucia i co ciekawe, pewnie większość na forum powiedziałaby, że póki co dla mnie i tak na 1 miejscu jest mama wink czasem już w desperacji myślę, by dać jej linka do tego forum)

edit2: aaa, a chwaliłam się też, że mama usunęła mnie ze znajomych na FB? smile to takie dojrzałe! Podobnie jak w dniu wyjazdu, nie chcąc ze mną rozmawiać, zamknęła się w pokoju, usiadła pod drzwiami, by je zabarykadować...

Tak z innej beczki, przy okazji może ktoś będzie wiedział: jeśli zamelduję się tutaj tymczasowo, to czy na stały adres zameldowania (do rodziców), będzie wysłane jakieś info? Nie chciałabym, żeby znali mój adres. Może ktoś wie przypadkowo?

403 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-01-13 14:17:53)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wirtualnie przytulam. smile
Nie obiecam jednak, że Twoi rodzice pójdą po rozum do głowy.

404

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Wielokropek napisał/a:

Wirtualnie przytulam. smile

Dziękuję :*

Już o tym linku myślę od dawna, ale znając życie, tylko bym się pogrążyła wink więc lepiej nie.

405

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Z tym dawaniem linka poczekaj, co nagle, to po diable. smile

Jeśli mama tak myśli (posiadanie chłopaka/narzeczonego/męża jest równoznaczne z brakiem miłości do niej), to znaczy, że boi się braku kontaktu z Tobą, braku Twej miłości. Jedyna rada: zapewnienie jej o swej miłości i upewnienie, że posiadanie partnera nie jest równoznaczne z brakiem Twych kontaktów z nią. Paradoksalnie teraz dostała potwierdzenie swych lęków. Przyszło mi na myśl, że zamiast zdawkowych sms-ów możesz (jeśli możesz) napisać list do mamy/rodziców. Po napisaniu zdecydujesz, czy chcesz go wysłać.

406 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-13 14:30:31)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

hmmm, czyli teściowa miałaby rację? Z tym listem...

No tak, faktycznie tak teraz wyszło, nie mamy już kontaktu dwa tygodnie, ja o niego nie zabiegam, więc ona czuje, że wybrałam jego, a jej wcale już nie potrzebuje... Tym bardziej niechęć do mojego związku w niej wzrasta. To się teraz troszkę zmartwiłam. Ale chyba czasem dobrze wczuć się w tok rozumowania drugiej osoby. Tylko że będąc w domu, ja cały czas ją zapewniałam o mojej miłości do niej, jak jest dla mnie ważna. Będąc tutaj, za każdym razem, póki się ze mną nie kłóciła, wydzwaniałam, pisałam smsy - do przesady wręcz. Zabiegałam o kontakt z nią. Teraz też dzwoniłam, co prawda do taty, bo wiadomo, że by nie odebrała, ale pytałam o jej zdrowie, jak się czuje - na pewno jej przekazał. Więc ona ten kontakt sama odtrąca. Myślę, że takie zapewnienie to dla niej za mało, dla niej posiadanie mnie i mojej miłości, to gdy będę pod ręką, a nie 500 km dalej, ale istotnie taki list mnie przecież nic nie kosztuje, mam w sobie tyle emocji, że wszystko, co napisze, będzie płynąć z serca. Rozważę tego smsa jeszcze, jeśli nic nie zdziała, to potem ten list.
Dziękuję Wielokropku za tę sugestię!

edit: tylko jak zapewnić, że ją kocham, skoro zawsze na to odpowiadała: "gdybyś kochała, to byś nie wyjeżdżała". Napiszę to w smsie czy liście, i tak potraktuje to tak samo...ehh

407 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-01-13 14:34:57)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Pora na zmianę relacji. smile

Mama (ani nikt inny, wbrew Twym obawom) nie jest Ci do niczego potrzebny. smile Możesz, ale nie musisz utrzymywać kontaktów. Nie musisz o nikogo zabiegać.

Edycja:
Nie udowadniaj swej miłości, nie zaprzeczaj jej sposobowi myślenia. Ty wiesz, że ją kochasz i jeśli chcesz mów to jej. Ona zaś, takimi tekstami, usiłuje dalej trzymać Cię na smyczy. Nie musisz zapewniać ją, że ją kochasz.

408 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-13 14:34:36)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

To mam sprawić, by ona zabiegała o mnie? wink

Bo jak ja nie będę zabiegać o nią, to znak, że podtrzymuje jej lęki, że jej nie kocham...

Ok, chyba już rozumiem Wielokropku. Dziękuję!

409

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

W dojrzałych relacjach nikt o nikogo nie zabiega. Obie osoby dbają o to, by relacja była satysfakcjonująca dla każdej z nich, ale nic na siłę.

410

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, skup sie na SOBIE. Powtarzam to juz enty raz, ale powtorze ze sto wiecej, zeby dotarlo.

Nie jest istotne dlaczego, jak, po co sie Twoi rodzice jakos zachowywali. Nie ma sensu tego roztrzasac. Zacznij pracowac nad dobra relacja z sama soba i przestan szukac wymowek w wałkowaniu reakcji Twoich rodzicow.

Trzymaj się smile

411

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nic tak dobrze nie oddala od pracy nad sobą, jak zajęcie się zachowaniem innych osób. smile

412 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-13 15:38:06)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Ehh, no bo widzicie dziewczyny, do tej pory mój pan był na urlopie i praktycznie dość mało myślałam o rodzicach. Nie było czasu i skupiałam się na Nim, na NAS (malowaliśmy mieszkanie <ja też!>, kupowaliśmy i testowaliśmy potem piekarnik, sprzątaliśmy, gotowaliśmy, gościliśmy jego rodziców - super było!). No dobra, jak malowałam w ciszy ścianę to myślałam o rodzicach i dopytywał, co mnie dręczy. Ale nie było miejsca na płacz i roztrząsanie, poza tym ciągle myślałam, że się złamię i odezwą. Teraz od poniedziałku wrócił do pracy, siedzę sama i choć też mam mnóstwo zleceń (plus obiad i sprzątanie), to jednak za dużo odpływam w stronę rodziców, analizuję (i też dużo tu spamuję), a także przytłacza mnie to, że są tacy nieugięci i wpędza w coraz większe poczucie winy (no bo skoro ktoś Ci nie składa życzeń w urodziny, ignoruje, to znaczy, że jest poważnie obrażony i musiałaś mu dać ku temu powody).

Ta pierwsza pani psycholog, do której trafiłam interwencyjnie, namawiała mnie jeszcze, że skoro jestem po zabiegu serca, to żeby troszkę poudawać, że jest źle, np. jakiś szpital, żeby rodzicami wstrząsnąć, żeby się ogarnęli. Jeszcze nad tym myślę, ale raz, że to nie wypali, a dwa - trochę perfidne smile

Aha i jeszcze jedno, gdy się jeszcze nie pokłóciłyśmy z mamą, kilka dni przed wyjazdem, rozmawiając kilkakrotnie o moim wyjeździe, ona zapowiadała, że nie będzie się do mnie odzywać, że zero kontaktu: "robię to dla Twojego dobra, bo jak będziemy się kontaktować, to znów mnie poniesie" (w nawiązaniu, że poprzednim razem w trakcie miłej pogawędki na fb wyszła awantura, a potem zadzwoniła tu o północy i mnie wyzwała...). Tylko że wg tej wersji tata miał się do mnie odzywać.

przepraszam, że tyle piszę, tonę w absurdalnych myślach i dzielę się nimi, że może ktoś tu coś wymyśli mądrego smile ale już chyba wszystko zostało powiedziane smile i teraz myślę pod kątem, że jeśli jednak pojechałabym do rodziców i została nieco dłużej, to chłopak będzie mógł się wkurzyć... więc może lepiej nie...

413

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Czytam Twój wątek od początku i kibicuję, byś pozbyła się wreszcie poczucia winy i zrozumiała, że nic nie jesteś winna rodzicom. Może to będzie kontrowersyjne, ale Twoi rodzice decyzdując się na dziecko zxapomnieli chyba, że powołują na świat autonomicznego człowieka, który ma prawo do własnego zycia i zrobili z Ciebie gwaranta spokoju i ładu rodzinnego. Wszelkimi sposobami próbowali pozbawić Cię własnego życia i wpędzili w niesamowite poczucie winy. Prawda jest taka, że nie jesteś niczemu winna i nic dłużna. Ich reakcja mnie nie dziwi- to zwyczajna manipulacja. Doskonale wiedzą, że takim zachowaniem wpędzą Cię w niesamowite poczucie winy i możesz znowu zacząć robić to, co chcą.
Teraz trochę historii- mam znajomą, starszą od Ciebie o kilka lat. Jedynaczka- całe życie z rodzicami, całe życie tylko z nimi i dla nich. Zero prywatności, zero własnego życia, żadnych przyjaciół, chłopaka. Dosłownie nic. Jakiś czas temu zmarł jej ojciec. Została z mamą. Po jej śmierci będzie sama jak palec- bez jakiejkolwiek przyjaznej osoby wokół siebie. Nie potrafi sama funkcjonować w życiu, takie małe dziecko w skórze dorosłego. I nie widziałam nikogo z większą depresją i przeświadczeniem, że jest nikim. Rodzice zrobili z niej pieska- opiekuna, a jej zabrakło siły, by walczyć o siebie. Chcesz być taka? Zastanów się. Będzie ciężko, wiele razy upadniesz, ale masz szanse wygrać coś najważniejszego- siebie i świadomość własnej wartości. Nowe zawsze powoduje dyskomfort, ale to minie. Mówię to z własnego doświadczenia. I na pocieszenie- mi udało się naprawić relację z rodzicielką właśnie po pewnym czasie od wyprowadzki z domu. Też była awantura i brak życzeń w urodziny. Też było wpędzanie w poczucie winy. Udało się, ale praca ciągle trwa. Tobie też się może udać, tylko nie możesz pokazać rodzicom słabości.

414

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

są tacy nieugięci

To dokładnie tak jak ty smile też zrobisz wszystko żeby postawić na swoim. Poruszysz niebo i ziemię, żeby tylko udowodnić im , że nie jesteś taka jak o tobie mówią i że postąpiłaś dobrze. Prędzej wykończysz się psychicznie niż przyznasz, że nie obchodzi cie to co oni o tobie sądzą. Nie odetniesz się i nie zajmiesz sobą, bo wtedy twoje nie będzie na wierzchu.
Już ci to chyba kiedyś pisałam, ale powtórzę - nie masz wpływu na opinie innych ludzi. Nie zmienisz rodziców, choćby nie wiem co. Szkoda twojego zdrowia i twojego szczęścia. Zajmij się sobą. Zobaczysz co czas przyniesie.Może będziesz miała  jakieś relacje z rodzicami, może nie. Jako dorosła i stabilna osoba zrozumiesz, że da się żyć normalnie nawet bez błogosławieństwa mamy. Ona nie musi ci błogosławić i rozgrzeszać, a ty tak naprawdę wcale tego nie ppotrzebujesz

415

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Również uważam, że powinnaś maksymalnie zająć się teraz sobą. Masz 30 lat. Nie szkoda Ci czasu na jeżdżenie do domu
("tylko na parę dni w odwiedzinki do mamusi" w rezultacie na 2 tygodnie albo dłużej spędzone na awanturze)?

Skup się na rozwijaniu siebie tam gdzie jesteś, znajdź jakąś stałą pracę tam, rozwijaj się zawodowo, umacniaj wieź z chłopakiem.
Musisz nabyć nowe doświadczenia i jakieś osobiste sukcesy, poczuć że osiągnęłaś coś sama, że sama kierujesz swoi życiem.
Postaw sobie jakieś nowe wyzwania na ten rok (oprócz tego, że masz się odciąć od rodziców).
Bo to już ostatni dzwonek. Co innego trochę jakbyś miała lat 20.

Pojedziesz tam w odwiedzinki a później znów będziesz nam płakać, że mama wyzywa Cię od k**w i że nie możesz się stamtąd wydostać.
Napisz sobie na kartce "Nie pojadę do domu przez następne 2 miesiące" i powieś ją nad łóżkiem wink Bo masz tendencje do zapominania o oczywistościach.

416

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Petita napisał/a:

("tylko na parę dni w odwiedzinki do mamusi" w rezultacie na 2 tygodnie albo dłużej spędzone na awanturze)?

Otóż to. Ale dzięki temu będzie można poczuć stare, znajome , utarte i zapamiętane schemaciki. Można się będzie trochę podręczyć bez sensu.

417 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-01-13 17:47:05)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Aga napisał/a:

tak naprawdę nie wiem, co będzie dalej. Gdy wczoraj babcia składała mu życzenia i życzyła, by doczekała naszego wesela, bardzo mocno się skrzywił...).

Wiesz, przyczyną jego skrzywienia się mogło być coś innego, na przykład to, że dorośli faceci nie odbierają takich tekstów dobrze. Traktują to jako takie "upupianie", traktowanie ich trochę jak dzieci, którym można radzić na każdym kroku, wtrącać się, pouczać itp..
I nieważne jest, że to były pewnie życzenia składane ze szczerego serca- faceci tego nie lubią i już. I dlatego być może, pierwsza jego reakcja była taka a nie inna.

418

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, to, ze ktoś się na Ciebie obraza, wcale nie musi znaczyc, ze mu cos zrobilas. Bo popatrzmy na to obiektywnie, CO jest zlego w checi zycia na swoim kiedy jest się dorosłym? No nic. Nie masz czemu czuc się winna.

Twoi rodzice się fochaja, awanturują, milcza, bo chcą w ten sposób Toba manipulować. Oczywiście, im jest nie na reke, ze się usamodzielniasz- teraz musza się kisic we własnym sosie nierozwiązanych malzenskich problemów i nie ma na kogo zwalic odpowiedzialności, nie ma kim pogrywać. Tylko, ze za te problemy to oni SAMI sa odpowiedzialni i probowanie unikania ich poprzez manipulowanie corka jest niemoralne, ale także toksyczne i absolutnie nieskuteczne.

419

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dziękuję wszystkim smile to miłe, że tyle obcych osób mi kibicuje i życzy dobrze (szkoda, że obcy ludzie tak potrafią, a nie właśni rodzice).

Właśnie knuję jak tu napisać jutro sms i o jakiej treści, jednocześnie się modląc, żeby nie odpisali jednak... Przy okazji kombinując, co zrobić, jak jednak odpiszą i napiszą, bym jechała, a ja nie będę mogła, bo przecież mam włącznie do niedzieli tu plany, z których nie mogę się wykręcić. I zastanawiam się, czy symulować chorobę, czy spróbować uczciwie 'mamo, mam takie i takie plany, uszanujesz to?' (jeden z tych planów to kurs w sobotę, więc dość ambitnie chyba)

A potem wchodzę na forum, czytam Wasze odpowiedzi i znów wiem, że źle kombinuję... Także nadal nie wiem co zrobię.

Tylko widzicie, jest jeden drobny szczególik, który wszystko psuje... ja do tej pory nie przyznałam, że się wyprowadzam. Gdybym powiedziała: mamo, tato, mam chłopaka, chcemy razem zamieszkać, zabieram wszystkie rzeczy, wyprowadzam się, jak to uszanujecie to się odezwijcie, to wtedy byłabym w porządku. Ale ja niestety ciągle grałam. Że to niekoniecznie jeszcze chłopak i że tylko jadę, na sylwestra i trochę dłużej spędzić z nim czas, a przy okazji trochę popracować. Zabrałam trochę ciuchów i kosmetyki. No. I tak to wygląda. Więc teraz nie zjawić i nie skontaktować się przez 2-3 miesiące, to trochę nie fair, bo nie postawiłam (JAK ZWYKLE!!!) sprawy jasno i otwarcie, tylko kręciłam (też jak zwykle).  Inna sprawa, że mama mówiła, że już tego mieszkania nie zobaczę, że mam nie przyjeżdżać, że się nie pokazywać itp. itd. Ale też rzeczy nie odesłała moich, więc liczą na mój powrót. W ten sposób sama sobie zrobiłam kuku i póki nie powiem tego wprost, że się wyprowadzam, to trochę nie w porządku chyba jest moje zachowanie hmm Stąd tak bardzo czuję się w obowiązku zagaić smsem, że jeśli chcą, to przyjadę.. i drżę, że będą chcieć i co ja wtedy zrobię, jak przedłużę wszystko do poniedziałku wink I choć bliska byłam kręceniu, że jestem chora, że nie mogę itp. tak nagle mnie olśniło, że jednak powiem PRAWDĘ. Ot, tak na dobry początek mojej dorosłości. Mam takie i takie plany, mogę przyjechać dopiero w poniedziałek. Oczywistym jest, że pożałuję, że rozpęta się piekło i nie będę miała gdzie jechać... Ale jeśli będę kręcić i bać się powiedzieć, że zostaję 4 dni dłużej, bo kurs itp. to tym sposobem nigdy nie powiem, że chcę się tu przeprowadzić.

Dziękuję Naprędce za wyjaśnienie mi tego z punktu widzenia faceta, może faktycznie tak smile

Tymczasem mój pan mnie ładnie zgasił, bo odzywam się do niego: "cisza na froncie..." (w sensie rodzice), na co on: "tu jest Twój najważniejszy front" smile hmm

420 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-01-13 20:55:34)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Kombinujesz jak koń pod górę. hmm

Skoro faktycznie wyprowadziłaś się, to Twój dom rodzinny jest tylko/aż domem rodzinnym. Skoro wyprowadziłaś się podstępem, to pora na odsłonięcie kart i... pojechanie do domu rodzinnego po swoje rzeczy; zabierasz swe rzeczy i wracasz do swojego domu. W domu rodzinnym nie spędzasz miesiąca, nie wytrzymujesz z rodzicami, tylko jedziesz w gościnę. Stąd pytanie o to, w jaki sposób się zachowają jest cokolwiek nie na miejscu, bo oni są i będą u siebie, a uzależnienie swego przyjazdu od ich obietnic jest niczym innym tylko kolejnym przerzucaniem odpowiedzialności.

Chcesz jechać do rodziców, biorąc pod uwagę wszystkie konsekwencje tego kroku, jedź. Nie chcesz, nie jedź.

Edycja:
Tekst do rodziców: "Planuję przyjechać do was w... . Cy mogę?"

421

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

OK, Aga, to cale kombinowanie jest chore, bo dorosla osoba nikogo nie musi prosić o zgode, żeby jechać, nie jechać, na d**** sobie posiedzieć. Twoim problemem jest CIAGLE uzależnianie swoich decyzji od reakcji rodzicow. Tak w skrocie: chciałabym być dorosla i sobie zycie ukladac, ale najpierw zapytam mame czy mogę.

W Twoim obecnym, bardzo niestabilnym stanie, odradzam Ci jakiekolwiek smsy, jakikolwiek kontakt z rodzicami. A już jechanie do nich, nawet na jeden dzień, uważam za szczyt szaleństwa.

422

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No tak, ale skoro była zapowiedź, że mnie nie wpuszczą, to chyba muszę zapytać czy mogę i mieć zgodę, bo jechać 500 km by noc spędzić na dworcu, to słabo wink Więc to akurat jest od nich uzależnione... Bardzo słabo to wszystko rozegrałam i sama sobie zagmatwałam sprawę sad a rodzicom przy okazji, chyba ani oni mnie, ani ja im - nie  ułatwiamy.

Dlatego najbardziej chciałabym wysłać smsa i nie dostać odpowiedzi. I mieć to poczucie, że próbowałam. Takie głupie częściowe pozbycie się winy. Ale pewnie jak poproszę o powrót, to i się doproszę, a z nim całe to piekło od nowa... Może ja po prostu nie jestem ciągle gotowa by być dorosłą sad

423 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-01-13 22:03:30)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Jeżeli potrzebujesz reszty rzeczy, wyślij smsa, ze prosisz o przeslanie ich Ci kurierem (za co zapłacisz).

Nie musisz się tlumaczyc. Nie musisz szukac rozgrzeszenia. Nie musisz się usprawiedliwiać. PRZED NIKIM.

A jeżeli chcesz być klepana po glowce i leciec z każdym problemem do rodzicow, pytając "Cy mogę?", to już dziś możesz się pozegnac z jakimkolwiek dorosłym, niezależnym życiem.

424

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Głupio mi już przed Wami. Ciągnięcie mnie za uszy dosłownie (za co Wam chwała i dziękuję), wszystko rozumiem i wszyscy macie rację. Ale moje wewnętrzne dziecko się tak strasznie łamie, że brrr... 30letnia kobieta siedzi przed komputerem i ze łzami w oczach szepcze sama do siebie "mamo, chcę do Ciebie". Kurtyna. I nie to, żebym się znowu użalała, ale nie pozostaje mi nic, jak pierdyknąć sobie w łeb sad Nie chcę na stałe, chcę być z chłopakiem, ale kurcze tak straszliwie tęsknię! Nie jeździłam nigdy na kolonie, na obozy, nie mieszkałam w akademiku, jestem na tym etapie, że puściłam się domu rodzinnego i tęsknię okrutnie, jak to dzieci zazwyczaj mają...

425

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Twoje wewnętrzne dziecko się łamie? Kpisz sobie.

Czym innym jest tęsknota, czym innym decyzja na powrót do starego, znanego, toksycznego układu. Bo Ty nie tęsknisz za rodzicami, Ty tęsknisz za dawnym układem.


Przeczytaj, ze zrozumieniem, zdania z mej sygnatury.

426

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No to uderz się w leb, patelnia jak trzeba big_smile

Wszyscy mamy uczucia i leki. Naprawde, WSZYSCY. Tylko, gdybysmy zawsze im ulegali, chociaż jest to wbrew naszemu interesowi, to marne to nasze zycie by było. Naucz się obserwować swoje uczucia, ale tak z boku. Zapytaj się: Czy jest to dla mnie dobre? Czy czyni mnie niezalezna? Czy czyni mnie szczesliwa? I wznieś się ponad nie.

Nie jesteś mala dziewczynka. Nie jest Ci potrzebna opieka rodzicow. Możesz sama sobie w zyciu radzic.

427 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-13 22:57:19)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wielokropku, ale z mojego punktu widzenia właśnie wcale nie tęsknię za tym toksycznym układem i się go boję (że będą awantury, jeśli się odezwę jutro do nich, jeśli pojadę), ale wciąż się głupio łudzę, że może wszystko się ułożyć. Tęsknię do rodziców, do tych, których znam, gdy są fajni, mili, gdy dobrze spędzamy czas... Tęsknię za nimi, jak za ludźmi, których BARDZO kocham sad już pisałam dziś, że z tym moim kochaniem jest coś nie tak, bo tak samo z chłopakiem, w imię miłości wpędzałam się w cierpienie, zawsze wiedziona nadzieją, że "może w końcu się uda"...

Beyondblackie, no nie jest dobre, nie będę szczęśliwa, znów będę pobita i wyzwana od najgorszych. Nie jest to dla mnie dobre. NIE JEST. Ehh, nie jestem małą dziewczynką, ale problem polega na tym, że się nią czuję, wstyd przyznać, ale czuję się na max 16 lat... i nie żebym teraz szpanowała, jaka to ja młódka jestem wink

Ostatni raz wracałam do nich właśnie w środę, właśnie po 22. Wyobrażam sobie pół dnia, że na mnie czekają dziś na pewno i będą wkrótce tak strasznie zawiedzeni, że nie przyjechałam, opuściłam, że ta ich mała i zawsze kochana dziewczynka tak ich wystawiła. Że płaczą. A moje poczucie winy tak strasznie rośnie.... Chciałabym ich teraz przytulić...

edycja: może powinnam o tym myśleć jak to im NIE BYŁO przykro w dniu moich urodzin, jak to nie myśleli, że pewnie jestem smutna i zawiedziona, że mnie olali. Ba, pewnie jeszcze czerpali z tego dziką satysfakcję, bo przecież zrobili to z premedytacją i zgodnie się na to umówili, nawet tata się nie wyłamał. Może to tak jak na wojnie i na razie bitwy wygrywają oni...

428 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-01-13 23:04:32)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Twoi rodzice nie są tylko fajni, mili, oni są także toksyczni, uzależniający, awanturujący się, szantażujący, bijący. Nie możesz wydzielić z nich tylko dobre cechy, oni - podobnie jak my wszyscy - mają cały pakiet (pozytywne + negatywne).

Edycja:
Zamiast zająć się sobą, swoim zachowaniem, budowaniem nowej relacji z partnerem, całą swą uwagę poświęcasz rodzicom, ich uczuciom i swoim wyobrażeniom na temat tego, co przeżywają. Mam wrażenie, że proponujemy Ci, byś żyła tak, jak nie chcesz.

429 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-01-13 23:58:26)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

PO CO przejmujesz się tym co mysla? Nie masz na to wpływu. Wcale. Nie jesteś odpowiedzialna za ich odczucia i poglądy. Jako dorośli ludzie, oni racjonalnie Cie do funkcjonowania nie potrzebują. Oni wybrali uwieszenie się na Tobie, ale to ich prywatny wybor nie KONIECZNOSC.

Wydaje mi się, ze ciagle szukasz USPRAWIEDLIWIENIA by wrocic na lono rodziny, by ktoś za Ciebie myslal i za Ciebie podejmowal decyzje, bo nawet pieklo w takim domu, jest lepsze od nieznanego swiata.

430

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Beyondblackie napisał/a:

Wydaje mi się, ze ciagle szukasz USPRAWIEDLIWIENIA by wrocic na lono rodziny, by ktoś za Ciebie myslal i za Ciebie podejmowal decyzje, bo nawet pieklo w takim domu, jest lepsze od nieznanego swiata.

Mam takie same wrażenie. Autorko- ten toksyczny układ w rodzinnym domu stał sięTwoją strefą komfortu, a Ty stałaś się bezwolną osobą pozbawioną własnego życia. Cały czas Twoje myśli są w domu. W taki sposób niczego nie zbudujesz, nic nie osiągniesz. Nie masz wpływu na postawę rodziców, nie masz wpływu na to, jak toksyczni oni są. Mają swoje nierozwiązane problemy, które na Ciebie przenoszą. Powiem dobitnie- nic nie jesteś im winna, bo zdecydowali się na dziecko świadomie, a w naszym prawie nie jest nigdzie napisane, by dorosłe dzieci nie mogły opuścić domu rodzinnego. NIc nie jesteś im winna, bo decydując sie na dziecko robili to z własnych, egoistycznych powodów. Ciebie o zdanie nikt nie pytał. I ostatnia rzecz- Twoi rodzice mają cały szereg cech. I tych pozytywnych i negatywnych. Są toksyczni, egoistyczni, agresywni i uzależniający. NIe zapominaj o tym. Dorosłe życie to właśnie umiejętności podejmowania własnych decyzji i ponoszenie konsekwencji z tym związanych. Naucz się tego, bo Twoje życie trwać będzie jeszcze wiele lat i wiele razy będziesz musiała podjąć jakąś decyzję. I zacnzij mówić prawdę. Takie kombinowanie sprawia, że sama skazujesz się na jeszcze większą jazdę.

431

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Ostatni raz wracałam do nich właśnie w środę, właśnie po 22. Wyobrażam sobie pół dnia, że na mnie czekają dziś na pewno i będą wkrótce tak strasznie zawiedzeni, że nie przyjechałam, opuściłam, że ta ich mała i zawsze kochana dziewczynka tak ich wystawiła. Że płaczą. A moje poczucie winy tak strasznie rośnie.... Chciałabym ich teraz przytulić...
.

No i co z tego, że będą zawiedzeni i że płaczą? Ty też płaczesz i jakoś od tego nie umierasz.Też jesteś zawiedziona i mimo to żyjesz. Wyobraź sobie , że choć przez chwilkę nie niesiesz ich na plecach, że nie odpowiadasz za ich nastroje, fochy, zawody i rozczarowania. Poczuj się choć przez sekundę  odrębnym bytem, dorosłym, samodzielnym.

Nie tęsknisz za mamą, bo nie potrzebujesz już niańczenia. Czujesz sie na 16 lat, ale masz 30. Tak , 30!! Czyli jesteś dorosła już od dawna! Czujesz się jak mała dziewczynka, ale nią nie jesteś!!! Powtarzam - nie tęsknisz za mamą! Tęsknisz za toksycznym i uzależniającym schematem, w którym cie uwięziła. spróbuj sobie o tym przypomnieć w  chwilach najczarniejszej rozpaczy. To są tylko figle twojego mózgu karmionego przez lata trucizną

432 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-14 12:52:27)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No niestety, nie będę jednak zmieniać nicka, bo on bardzo do mnie pasuje. To jest choroba, po prostu. Nie jem już, wymiotuję, rano wręcz mną rzucało w łóżku, trzęsę się, mam wysokie tętno i ogromny lęk - cała paleta objawów somatycznych. Wymagam też leczenia farmakologicznego, taka jest prawda i ja tu chyba sama nic nie zdziałam, bo to, czego od życia chcę, się nie zdarzy, nie dostanę błogosławieństwa, cud się nie zdarzy. Prędzej oszaleję.

Oczywiście, że się nie posłuchałam dobrych rad i wysłałam dziś smsa. I przyznaję, że rodzice rozgrywają mnie po mistrzowsku chyba. Do mamy i taty ta sama treść, że mogę przyjechać, tylko czekam na znak od nich, czy mam dokąd, bo oboje mnie wyrzucili. I że mnie poniżyli w urodziny, mama usunęła z FB, ale że ich bardzo kocham i są najważniejsi. Spodziewam się odpowiedzi tak do 13:30, bo wtedy tata pójdzie do pracy. W sumie to drżę by jej nie dostać, bo wtedy będę mieć problem, skoro mam tutaj plany do niedzieli. Z drugiej strony drżę też, że jej nie dostanę. Zawsze źle. Pierwsza rzecz, która mnie martwi, to, że coś sobie zrobili sad paraliżuje mnie i już chcę dzwonić, ale wyhamuję, zadzwonię jutro jak tata będzie w pracy, nie wiem jak, ale powstrzymam się... Druga rzecz, że są tak na mnie wściekli, że to już koniec, że nigdy nie zobaczę swojego domu i ich sad Trzecia, bardziej racjonalna, to myślę, że się właśnie jednak pięknie podłożyłam.

Przeanalizowałam i w sylwestra puściłam życzenia. W nowy rok 2x połączenie do taty odrzucone. Dzwoniłam 3 stycznia - rozmowa, dzwoniłam 5 stycznia - rozmowa, czekałam do urodzin i nic, więc cisza z mojej strony. 10 stycznia ich sms, że proszą o kod odbioru paczki i moja odpowiedź, że ich kocham - ale bez odzewu. 14 stycznia znów mój sms - czy z odzewem, zobaczymy. I najbardziej mnie irytuje, skręca i paraliżuje tak, że zaraz spakuje się i pojadę do szpitala po coś na uspokojenie, ta upierdliwa NIEWIEDZA, że nie wiem czy coś im się stało, czy są tak wkurzeni na mnie, że nie chcą mnie znać, czy... zwyczajnie sobie ze mną pogrywają? Bo widzą, że mi zależy, bo widzą, że zabiegam, że chcę wrócić, to może teraz będą czekać, aż zacznę dzwonić i słać smsy, że przepraszam i proszę by mnie przyjęli? Może chcą mi dać nauczkę? Może, tego nie wiem. Może liczą, że przyjadę w końcu sama i szantaż, że jak wejdę do mieszkania, to już więcej nie pojadę? Takie ultimatum. Masakra. Jak widać mojej mamy nic nie złamie, jest tak zawzięta, że aż w głowie mi się nie mieści, jak matka może tak do dziecka sad Jednak nie będę mieć matki.... sad

Czekam czy dostanę odpowiedź "przyjedź" i się trzęsę, w sumie lepiej nie...

Jeśli nie, jutro zadzwonię do taty, gdy będzie w pracy, by wybadać o co chodzi.

Powiedziałabym mu to osobiście, ale wyślę w sobotę smsa, tak żeby mamusia go sobie też przeczytała. Bo mój lęk właśnie przeradza się w małe wkur.... Gdy przeanalizowałam te daty mojego kontaktu z nimi, to wyszło, że ja zabiegam ciągle, a oni nic. No i taka kwestia. Ciągle są pokłóceni ze swoimi rodzicami. A jeszcze nigdy nie wyciągnęli, jako dzieci, pierwsi dłoni! Nigdy!!!! Ani razu. A ja tyle razy... Zawsze mówią, że to rodzice o nich powinni zabiegać, że to rodzicom powinno zależeć na dziecku. I to właśnie im przypomnę i napiszę. Wiem, że to nic nie da. Ale oni mają doskonałą świadomość tego, więc tak żeby ich zawstydzić, żeby kurna wiedzieli, jakim obłudnym typem ludzi są! Dla samej własnej dzikiej satysfakcji im to napiszę.

A potem to już chyba będę kombinować i symulować, że jestem w szpitalu. Przez nich. Jak to też ich nie złamie, to już nic nie złamie...

Źle mi potwornie... bo jeśli jednak coś im się stało, że nie odpisują? sad

Mój umysł tego nie ogarnia, przecież to rodzice, przecież to właśnie im powinno zależeć, żebym przyjechała, żebym była, żeby nie stracić z jedynym dzieckiem kontaktu... sad Albo są tak nieczuli, albo opracowali piękny plan złamania mnie i postawienia ultimatum. Na które i tak nie będę mogła przystać. Tak się nie robi własnemu dziecku. Boże, za co...

433

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Może Twoi rodzice teraz piją sobie kawę, zajadają ciastka i śmieją z Twoich prób kontaktu? Może teraz jedno drugiemu ściska rękę mówiąc "zaczyna się łamać, jak wróci, to już sta nie wyjedzie"? Po co tracisz czas na rozmyślania? Zacznij się leczyć, bo właśnie przegrywasz nie tylko z nimi. Przegrywasz własne życie sama ze sobą. Widzisz, oni nic nie muszą. jesteś pełnoletnia, ich obowiązki prawne się skończyły. Chcą się nie odzywać i to robią i w nosie mają Twoje uczucia. Nie widzisz tego? Robią tak, bo tego CHCĄ. Kiedy to zrozumiesz? Podejmują własne decyzje, a Ty spalasz się wpadając w wielkie poczucie winy.

434

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Przestan się nakrecac.

Oni sa DOROSLI, nie trzeba ich nianczyc- czy Ty tego nie widzisz? Ty podjelas decyzje, oni podjeli decyzje- teraz sa tylko konsekwencje, które trzeba wziąć na klate. Tylko z tym u Ciebie kiepsko, bo Ty się na własne zyczenia przyszylas ta pepowia do rodziny i teraz musisz co chwila sprawdzać czy się szwy nie poluzowaly. Niewazne, ze boli, ze tam jest ropien jak krater i rak zracy cale Twoje ciało. Przypominasz alkoholika, który musi sobie strzelić setke, bo inaczej nie wytrzyma.

Uzalasz się nad sobą, jojczysz, kombinujesz, kłamiesz, bo ciagle NIE CHCESZ brac za siebie odpowiedzialności. Przegrywasz swoje zycie. Przegrywasz siebie. Przegrywasz swój związek.

435 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-14 14:00:14)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

sad rozpłakałam się jak to przeczytałam. Ale to dobrze. Dziękuję.

Przegrałam też rodzinę... i nie potrafię się z tym niestety pogodzić, bo to nie jest rzecz, która jest kwestią wyboru. Powinnam mieć prawo mieć związek, ale mieć też rodziców, nie jestem jeszcze matką, ale nie ogarniam tego, jak to możliwe... Czuję się jak niekochany śmieć, jak zero... Owszem, jojczę i użalam się, bo nie rozumiem tego popranego losu, zawsze miałam pod górkę, najpierw z tym sercem, później z kłócącymi się między sobą rodzicami, później pogodziłam się z faktem, że zawsze będę sama, że nikt mnie nie pokocha. Jak zdarzył się cud i coś w co nikt nie wierzył (rodzice: "my myśleliśmy, że Ty zawsze będziesz starą panną"), to okazało się, że muszę ponieść tego wysoką cenę. Najwyższą. Zawsze byłam za rodzicami, zawsze z nimi, nieba bym im przychyliła, w różny sposób im pomagałam (owszem, oni mnie też), ja rozumiem, że są zawiedzeni moim wyborem, że ich opuściłam, ale to nie koniec świata, przecież żyję, mamy XXI wiek i możliwość stałego kontaktu oraz wielką niewiadomą co dalej, może akurat kiedyś byśmy się przeprowadzili bliżej nich.

Moja mama, choć już 4X-letnia kobieta była, bardzo przeżywała odtrącenie przez swoją matkę. Wiele lat odbijało się to na nas, bo była nerwowa i wyładowywała się na nas. Każdego dnia płakała, wpadła w nerwicę. Owszem, nie napraszała się jej tak jak ja, ale każdego dnia o tym myślała i mówiła. Zna ten ból. Zresztą teraz mi groziła: "ja wiem, jak się ciężko bez matki żyje, będziesz miała to samo, bo wybrałaś chłopaka!". Skoro wiesz, to dlaczego mi to robisz... sad dlaczego własnemu dziecku gotujesz ten sam los...

Moje życie już nigdy nie będzie normalne, bo zawsze będę to przeżywać i będzie to na mnie rzutować... Właśnie ze względu na to, że zawsze byłyśmy blisko, że miałyśmy taką silną i dobrą więź. Gdybym była złą, nieposłuszną córką... ale ja zawsze za nią, w ogień bym poszła. Tak, już teraz nie, bo teraz się przeciwstawiłam, ale mam te 30 lat i chyba prawo, by kochać kogoś innego...

Po co ja to wszystko piszę, każdy przecież to wie, tylko nie moja mama. Tak, jestem dużą dziewczynką i mogę radzić sobie sama bez rodziców. Niestety, ja się nie potrafię z tym pogodzić. Naprawdę mam myśli samobójcze sad tylko na szczęście brak odwagi, by je zrealizować. Nic, będę kombinować dalej. Skręca mnie by już dziś zadzwonić do taty, ale skoro mi to nie na rękę, by jechać już, to powstrzymam się do jutra... Może się cieszą właśnie, a może jednak coś się stało. Ja się o nich martwię, oni o mnie nie i to jest przerażające. Przecież mogę stąd wyjechać i pojechać w świat, stracą mnie całkowicie, a kompletnie o tym nie myślą. Zastanawiam się, czy się o mnie kłócą, czy żyją w zgodzie, ale gdyby żyli w niezgodzie, to pewnie tata by się odezwał i próbował mnie ściągnąć, a tak widać sielanka kwitnie...

Przepraszam, że tyle piszę, nawet nie czytajcie, po prostu to z siebie wyrzucam. Wiadomo, że będę kombinować dalej, żeby ich złamać... jutro zadzwonię, potem sms... Kolega mi właśnie poradził, żebym walczyła miłością. Żebym dawała im znak, że są ważni, ale robiła swoje. Czyli co kilka dni puściła sms, że kocham, pamiętam, że chciałabym by było dobrze, ale jednocześnie, żebym była u chłopaka i nie ustępowała. No może. Ale znając mnie, albo naprawdę skończę w szpitalu, albo tak ich okłamię, licząc, że pękną...

Kochani, dziękuję, że piszecie, choć do mnie nic nie dociera, mam nadzieję, że może ten wątek komuś innemu, w podobnej sytuacji, posłuży, bo padło tu tyle mądrych zdań, opinii, że lepiej niż w gabinecie psychoterapeuty. Ja niestety jestem marnym materiałem i przepraszam Was szczerze, że tak bezsensownie tracicie na mnie czas, bo to jak grochem o ścianę.

Moje poczucie winy urasta do rangi ekstremalnej... może jednak robią to celowo nie odpowiadając mi...

Przecież muszą widzieć, że mimo że wybrałam chłopaka, to na nich też mi bardzo zależy, że to co piszę, że moje uczucia są szczere... że mi zależy... czy tego u licha nie widać?! ;(

436

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, a ja Cie zaskocze. Żadna dorosla osoba NIE POTRZEBUJE rodzicow. Oczywiście fajnie jest jak sa, jak się z nimi układa, jak sa przyjazni, ciepli, pomocni, kochający. Ale to nie jest wcale jakas niezbedna do zycia relacja. Czasem się nie da, czasem rodzice, jak Twoi, sa normalna TRUCIZNA, która rujnuje Ci zycie.

To, ze czujesz się niekochana bo odtracona, to tylko nastepna pulapka, która siedzi tylko w Twoim umyśle. Ty równasz milosc z POSLUSZENSTWEM. Musze Cie rozczarować, ale jedno z drugim ma niewiele wspólnego hmm Nastepnym kłamstwem, które zapodaje Ci Twój mozg to, ze Twoja relacja z matka była bliska i wspaniala. G**** prawda- była i jest tak bliska jak pomiędzy narkomanem i jego dilerem.

Ty zrobisz jak chcesz. Nikt tu na Forum nie może Cie za lape wziąć, trzasnąć w leb i zmusic do racjonalnego postepowania. Mogę jednak prywatnie skomentować, ze sama sobie zamykasz furtki do normalnego zycia.

437

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Autorko, dobry kontakt z mamą to jest bicie, awantury i wyzywanie? Dobry kontakt to szarpanie za włosy i szantażowanie? Otwórz wreszcie oczy! I mówię to jako osoba, która uwolniła się z jeszcze bardziej toksycznej więzi. Teraz spadasz w dół na własne życzenie i nie robisz z tym nic. Tracisz siebie i swój związek. Zależy Ci na chłopaku, zależy na związku? To walcz, ale nie dla chłopaka, tylko dla siebie. I zrozum, że Twoi rodzice mają się dobrze i nie odzywają się, bo tak chcą. I mogą to zrobić. Powielają schematy własnych rodziców, bo nie przerobili problemu i nie wyleczyli się. Jeżeli Ty nie przerwiesz tego, to będzie tak samo. Dorosłe dzieci muszą żyć bez ciągłej obecności rodziców. WYobrażasz sobie bycie żoną i matką, skoro nie chcesz przestać być mała dziewczynką? Takim zachowaniem robisz też krzywdę rodzicom, bo utrzymujesz ich w przekonaniu, że robią słusznie i pogłebiasz ich chorobę. Skoro tak ich kochasz, to pozwól im się wyleczyć. I przestań kombinować i brać ich na litość. Będziesz sie dobrze z tym czuć?

438 Ostatnio edytowany przez Podartyrajtuz (2016-01-14 14:36:35)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

zdublowało się

439

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

(...) Moje życie już nigdy nie będzie normalne, bo zawsze będę to przeżywać i będzie to na mnie rzutować... (...)

Tak, jestem dużą dziewczynką i mogę radzić sobie sama bez rodziców. Niestety, ja się nie potrafię z tym pogodzić. Naprawdę mam myśli samobójcze sad tylko na szczęście brak odwagi, by je zrealizować. Nic, będę kombinować dalej. (...)

Wiadomo, że będę kombinować dalej, żeby ich złamać... (...)

Ale znając mnie, albo naprawdę skończę w szpitalu, albo tak ich okłamię, licząc, że pękną...

Kochani, dziękuję, że piszecie, choć do mnie nic nie dociera, mam nadzieję, że może ten wątek komuś innemu, w podobnej sytuacji, posłuży, bo padło tu tyle mądrych zdań, opinii, że lepiej niż w gabinecie psychoterapeuty. Ja niestety jestem marnym materiałem i przepraszam Was szczerze, że tak bezsensownie tracicie na mnie czas, bo to jak grochem o ścianę. (...)

Zacytowane zdania są dowodem na podjęcie przez Ciebie decyzji (druga wersja - jesteś trollem), decyzji o dalszym taplaniu się w toksycznym bajorze. 

Dwa dni temu napisałam, że:

(...)  zamilknę, gdy autorka napisze o swej decyzji: powrocie do udawania malutkiej i głupiutkiej, do bycia zależną. (...)

Faktycznie, szkoda mojego czasu, przekonałaś mnie.

440

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wielokropek, autorka chyba mocno sobie wzięła do serca drugi człon z Twojej sygnaturki. Przykre to, ale nie pomożemy komuś, kto tej pomocy nie chce.

441

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, kiedyś wspominałaś, że brałaś leki na nerwice i że wtedy dzięki temu było Ci lepiej? Czy bierzesz teraz jakieś leki?
Może warto, żebyś dodatkowo skorzystała z leczenia farmakologicznego, bo masz straszne wahania nastroju.
Spytaj psycholog, co o tym myśli.

442

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wielokropku, tak myślałam, że Ciebie i innych rozczaruję, przykro mi i przepraszam.

Nie wiem jeszcze, co dalej, na pewno bez wyraźnej inicjatywy rodziców tam nie pojadę, więc zostaję tutaj. Ja naprawdę nie chcę do nich wrócić na stałe, ja po prostu to wszystko ciężko przebywam, bardzo chcę z nimi mieć dobre relacje i całość mnie okropnie przytłacza...

Petita, tak, brałam przez 5 lat łagodny antydepresant, ale miał na mnie dobry wpływ, tzn. nie niwelował lęku, ale byłam bardziej odważna, otwarta do ludzi, nawet inni (w tym mama) zauważyli po nim moją zmianę. Niestety, w styczniu ubiegłego roku go odstawiłam, bo stwierdziłam, że dalsze branie nie ma sensu. Spytam psycholog w poniedziałek, choć pewnie będę musiała udać się do psychiatry. Teraz np. gdy już wiem, że nie odpisali i nie odpiszą, załamałam się tak okropnie, że beczę jak dziecko i nie mogę tego powstrzymać. Ciągle nic nie jadłam, nie mogę. Nie potrafię sobie z tym poradzić już, do tej pory myślałam, że jestem i tak dzielna, ale jest naprawdę krucho ze mną. Teraz wezmę prysznic, ogarnę się, bo przecież zaraz chłopak wróci z pracy, trzeba obiad i robić dobrą minę do złej gry, przestanę płakać, ale będę dalej myśleć. Zwyczajnie, póki jeszcze odrobinę racjonalnie myślę, boję się o samą siebie, że w końcu wpadnę z tego wszystkiego w jakiś obłęd i ciężko się rozchoruję. Miałam 5 lat temu stwierdzone zaburzenia lękowe, ponoć mieszane, cokolwiek to znaczy.

443

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie. Nie rozczarowałaś mnie. Podjęłaś decyzję i ją szanuję.

444

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie podjęłam Wielokropku, gdybym podjęła to bym się  spakowała i jeszcze dziś wsiadła w pociąg, a potem na kolanach prosiła, aby mnie wpuścili.

445

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Myślę, że tu nie chodzi o sam fakt powrotu, tylko o pozostawanie w toksycznej relacji i powielanie starych schematów. Podjęłaś decyzję, że dalej będziesz kombinować i tkwić w tym, co Cię niszczy.

446

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Nie podjęłam Wielokropku, gdybym podjęła to bym się  spakowała i jeszcze dziś wsiadła w pociąg, a potem na kolanach prosiła, aby mnie wpuścili.

Nieprawda. Podjelas decyzje by nic na razie nie robic. Mimo tego, ze Ci zle nie wskoczylas do tego pociągu, tylko planujesz prysznic. I dobrze.

Nikogo nie rozczarowujesz. Ty tu walczysz o SIEBIE, a nie o dobre oceny.

A przed facetem nie strugaj aktorki, tylko podziel się tym co nam na Forum piszesz. To Twój partner.

447 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-14 16:17:08)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wiecie co... ja jestem Wam bardzo wdzięczna za wszystko, za wszystkie posty, cierpliwość i ciągnięcie mnie za uszy (a przecież nie musicie tracić swojego cennego czasu na jakąs sfiksowaną dziewuchę), ale takie ocenianie mnie trochę mnie boli jednak (że nie chcę, że podjęłam decyzję by być w toksycznej relacji itp.), choć może macie rację, nie będę się spierać, ja już na swój temat sama niewiele wiem.

Tylko mnie się wydaje, nie chcę się powtarzać, bo znów wyjdzie, że się użalam, ale skoro mam całą paletę objawów fizycznych i mimo tony racjonalnych argumentów, ja ciągle czuję to, co czuję - to wszystko to normalne nie jest i podpada pod jakąś jednostkę chorobową. Może tak, może nie... ale wydaję mi się, że sama już sobie z tym poradzić nie potrafię, straciłam kontrolę. Całe życie to dla mnie codzienny stres - o arytmię, o kłótnie rodziców, o to, czy będą mieli na chleb. Ale ostatnie pół roku to już ekstremum,ostra jazda bez trzymanki i nie wiem ile jestem w stanie jeszcze znieść. Dodam, że przed antydepresantem, był krótki okres, że brałam Xanax. Wszystko pięknie fajnie było (z rodzicami ok, chłopaka żadnego na horyzoncie nie było, jedyny mój stres to arytmia i ew. studia trochę), wydawało mi się, że wiele potrafię znieść, a potem nagle jednego dnia, na ostatnim roku studiów, bach, nerwica tak silna, że z ogromnymi objawami somatycznymi, takimi przez które nie spałam kilka nocy z rzędu, trafiłam do psychiatry i od razu decyzja o Xanaxie. Przy okazji chyba miałam dużo szczęścia, bo następny psychiatra bardzo się zdziwił, że się od niego nie uzależniłam i że byłam w stanie to odstawić, był w ciężkim szoku, że ktoś z moją osobowością, wpakował mnie w takie bagno...

Beyondblackie, dziś chyba pęknę i powiem. Tzn. na pewno powiem mu o tym smsie. Ale on na ten temat w ogóle nie chce rozmawiać, więc i ja unikam.

448

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Widzisz, my Ci to ciągle tłumaczymy. Dziewczyny już od dawna. Próbujemy Tobie pokazać, żebyś walczyła o siebie wszystkimi możliwymi sposobami. Jeżeli potrzebujesz leków, to poszukaj w necie numerów do poradni i umów się na wizytę. Tylko zrób to. I to Ci chcemy pokazać. Nie mogę Ci mówić, że robisz teraz dobrze i głaskać po głowie, bo zatracisz się zupełnie w swoich myślach i poczuciu winy. Zauważ, że wiele razy te posty i słowa sprawiają, że "trzeźwiejesz". Nikt nie wymaga od Ciebie, byś sama wszystko zrobiła. Od tego jest terapia, leki i to forum poniekąd tez. Proszę tylko, byś popatrzyła na siebie i tę sytuację z dystansem i zrozumiała, że ciągle tkwisz w uzależnieniu od rodziców i poczuciu winy. I mówię to jako osoba, która miała niemal identyczne problemy w domu.

449

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Podartyrajtuz, racja... kurczę, już dziś pękłam i rozsypałam się na części pierwsze i wszystko do mnie źle dociera. Panią psycholog mam w poniedziałek, zapytam, może gdzieś mnie skieruje. Ten antydepresant dobrze na mnie działał, bez większych rewelacji, ale byłam pogodniejsza, bardziej pewna siebie, a przy tym nie powodował żadnych skutków ubocznych, więc chętnie bym do niego wróciła. Podziwiam, że Tobie się udało!

450

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Czytam cały czas Twój wątek choć się nie udzielam. Ale.. tak postanowiłaś tkwić w toksycznej relacji i Twoje ciało odpowiednio do tego reaguje tzn. masz objawy somatyczne że Twoja psychika cierpi. Mam nadzieję, ze wytrwasz w terapii - bo to jedyna szansa dla Ciebie. Ale pamiętaj - dopóki TY nie będziesz chciała radykalnych zmian, to psycholog za Ciebie nic nie zrobi i nic się nie zmieni. I nie idealizuj tak rodziców.. czas odciąć pępowinę bo rodzice wiecznie żyć nie będą i trzeba się z tym pogodzić - da się bez nich żyć. Przestaje chwilo czytać Twój wątek, bo nie mam cierpliwości.. przykro mi ale ciągle się użalasz nad sobą. Zajrzę za jakiś czas czy coś się zmieniło, bo naprawdę Ci kibicuję i życzę szczęścia.

451

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Podartyrajtuz, racja... kurczę, już dziś pękłam i rozsypałam się na części pierwsze i wszystko do mnie źle dociera. Panią psycholog mam w poniedziałek, zapytam, może gdzieś mnie skieruje. Ten antydepresant dobrze na mnie działał, bez większych rewelacji, ale byłam pogodniejsza, bardziej pewna siebie, a przy tym nie powodował żadnych skutków ubocznych, więc chętnie bym do niego wróciła. Podziwiam, że Tobie się udało!

Antydepresanty nie załatwią sprawy. Łagodzą objawy, ale nie zlikwidują przyczyny. Ja miałam kiedyś takie załamanie nerwowe że chyba przez 2 tyg prawie nie spałam (bardzo mało) a lęki które występowały do tej pory czasem mnie złapią. Tyko że ja leków nie brałam, wyprowadziłam się z domu i po 3 latach trafiłam na terapię. Chodziłam 2 lata i mi się udało wyzwolić z toksycznej relacji. Teraz jestem szczęśliwym człowiekiem smile Idź oczywiście do psychiatry, bo w Twoim przypadku to nieuniknione. Ale chcę Ci tylko przekazać, że jak się chce i ma się odpowiednie wsparcie (a Ty masz) to się da wyjść z tego.

452

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, (mogę tak pisac? jakoś Twój nick nie chce mi przez palce przejśc wink )udało mi się, bo po kolejnym upadku zobaczyłam, że jeszcze kilka razy i nie będzie czego zbierać, bo zwyczajnie mnie nie będzie. Wymagało to niesamowitego wysiłku i czasu, ale wygrałam nie tylko siebie, ale wygrałam dobre kontakty z mamą. Tobie też się uda, tylko zrozum, że masz siłę i nikt tej walki za Ciebie nie stoczy. Jesteś silna i już pierwszy krok zrobiłaś. Nie rezygnuj z tego z powodu chwilowego załamania. Uwierz mi, że nie masz wpływu na decyzje rodziców i nie możesz brać za nie odpowiedzialności. Popatrz jak Cię skrzywdzili przez te wszystkie lata. Dasz radę. Jeżeli to forum ma być Twoim wentylem bezpieczeństwa, to pisz. Tylko nie obrażaj się, że czasem przeczytasz mocne słowa. Są potrzebne, być nie zatracała się. I skończ z kombinowaniem. Uwierz mi, że teraz upodabniasz się do własnej mamy i powielasz jej złe postępowanie. Jakby co, to pisz.

453

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

...moje_glupie_ja - teraz z kolei - żeby wykręcić się od brania odpowiedzialności za siebie - zaczęłaś zwalać wszystko na "psychosomatyczną chorobę". "Patrzcie, nie mogę podjąć decyzji, bo przecież jestem chora".

Nie widzisz, że cały czas powtarzasz tę samą sytuację, tylko ubierasz ją w inne wdzianka? Jeżeli nie przekonuje Cię to, co piszą Ci tu inni, to spójrz na swoich rodziców, bo są dla Ciebie lustrem - Twoje życie będzie wyglądać dokładnie tak jak ich. Będziesz taką samą matką jak Twoja matka, albo będziesz tak samo bierna jak Twój ojciec. Nie próbujesz znaleźć alternatyw, więc trudno, żebyś nie powtarzała schematu smile W ogóle podejmujesz jakiekolwiek samodzielne decyzje? Np. o kupnie bluzki czy bułek w piekarni? Czy za każdym razem musisz mieć kogoś, kogo spytasz o zdanie i kto będzie musiał Ci powiedzieć "kup różową" albo "weź rogala zamiast kajzerki"?

454

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Weź jeszcze pod uwagę, w jakiej trudnej sytuacji zostawiasz swoich potencjalnych teściów, swojego faceta i całe swoje otoczenie. Jakby nie patrzeć nie są z Tobą spokrewnieni, a muszą żyć z Tobą w symbiozie i brać za Ciebie odpowiedzialność jak za własne dziecko (wybierasz żyzny grunt, a później przyjmujesz rolę bezradnej dziewczynki, żeby zyskać opiekę, której szukasz). Jeżeli podejmą za Ciebie złą decyzję, którą wobec Ciebie brutalnie zweryfikuje życie, będą mieć wyrzuty, że doradzili nie tak jak powinni. Niańczenie obcej osoby na dłuższą metę jest nie do zniesienia nawet dla osób o wyjątkowo ciepłym usposobieniu, bo wprowadza w relację przygnębienie i bezradność.

455

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, ja wiem, że cierpisz. Ale te emocje to jest właśnie ból odcinanej pępowiny. To jest głód, jak to w uzależnieniu - w Twoim przypadku uzależnieniu od rodziców. Płacz, żal się nam tutaj (w końcu nikt tu za karę nie siedzi, sami ochotnicy), ale wytrwaj w postanowieniu odnośnie własnego życia.
Twoi rodzice poradzą sobie. Pomyśl, Twoja matka siedzi właśnie i złości się albo ma żal, że ją zostawiła córka, która w wieku 30 lat chce miec normalne życie. Sama tyłka nie ruszy żeby coś ze swoim życiem zrobić (przecież musiałaby się wysilić), nie, to Ty jesteś od tego żeby ją uszczęśliwiać. A ojciec... no cóż, leży plackiem pod maminym pantoflem.
Aga, ludzie w życiu dostają różne rzeczy. Niektórzy trafiają na super rodziców. Niektórzy nie mają rodziców wcale. Albo są molestowani lub bici jako dzieci. A spory, naprawdę spory odsetek, to tacy których rodzice potrafią kochać, ale mają jakieś swoje problemy, które się odbijają na dzieciach.
Nie mamy wpływu na to, jacy rodzice nam się trafią. Ale jako dorośli, mamy wpływ na to, co z tym bagażem zrobimy. I niestety, zmiany na lepsze są często okupione bólem i ciężką pracą. Ale w ostatecznym rozrachunku, to jest właśnie to, co należy zrobić.
Więc wiem, że boli. Przytulam. Płacz, wykrzycz się nam i wstań jutro silniejsza.

Posty [ 391 do 455 z 637 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Mam problem z rodzicami - pomocy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024