Mam problem z rodzicami - pomocy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Mam problem z rodzicami - pomocy

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 9 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 637 ]

326

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Dziewczyny, jesteście pewne, że to ja jestem uzależniona?  Kiedyś się łudziłam, że jej przejdzie, zatęskni za mną itp. ale teraz widzę, że tak się jednak nie stanie. Będzie mi bardzo trudno, już jest, a będzie jeszcze gorzej.

Wiesz, wydaje mi się, że boisz się niezależności, życia na własną rękę, podejmowania własnych wyborów i decyzji. "Niestety", właśnie na tym polega dorosłość  smile
Boisz się, lękasz, że bez rodziców sobie nie poradzisz sama w życiu, że zabraknie tobie "ochronnego parasola", a gdy ktoś ciebie skrzywdzi to nie będzie "mamusi która przytuli, otrze łzy. A mamusia może utwierdzać też ciebie w tym przekonaniu, czekając na twoje "potknięcia" by powiedzieć tobie" "A nie mówiłam, że tak będzie..." wink
Jeżeli mamusia szantażuje, uważa że postępujesz wbrew jej woli, to trudno. Ona przecież nie przeżyje za ciebie twojego życia, ona w twoim wieku to pewnie miała własną rodzinę. Miała odwagę odejść od swoich rodziców możliwe nawet może że wbrew ich zdaniu, bo chciała żyć po swojemu. Zapewne tez nie we wszystko wtajemniczała swoją matkę, miała swoje sekrety o których wiedziała tylko ona i twój ojciec.

Wiedz, że każdy popełnia błędy w życiu, bo inaczej się nie da. Dzięki błędom człowiek uczy się, dojrzewa, wyciąga wnioski, a przez to doświadcza życia. Jeżeli nie podejmiesz tego kroku, "wyzwania" to może ominąć ciebie wiele sytuacji w życiu, chwil bycia szczęśliwym z kimś innym jak rodzice, jak i też tych trudnych... ale takie jest życie. Nie zawsze jest łatwo, pięknie i kolorowo, ale bywa że doświadcza się też tych dobrych momentów i oby ich było jak najwięcej.
Ważne jest samo doświadczanie.
Zrobisz co chcesz, bo to twoje życie i nigdy niczego nie żałuj. Natomiast każda decyzja jaką podejmiesz będzie dobra dla ciebie w danej chwili.
Nie bój się żyć.

Zobacz podobne tematy :

327

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No to stało się. Aż sama w to nie wierzę. Dostałam warunek, jak pojadę teraz, to za tydzień mam przyjechać. Albo wypier... na zawsze, bez prawa wstępu do tego domu. Nie chciałam przystać na ten warunek, proponowałam, że mogę za 2 tygodnie do nich przyjechać. To był sylwester. Mama pobiła mnie dość mocno, przewróciła, mam siniaki... Że jestm k**a, padło jakieś 200x... Że wybieram ją lub chłopaka i jak życie 500 km dalej, to się nie znamy już nigdy. Do ostatniej chwili nie wiedziałam co zrobić. Ma mnie wymeldować, dosłać resztę ubrań kurierem. Jedyny mój minus - też ją wyzwałam, mocno, tzn. że jest wariatką, że powinna się leczyć w psychiatryku, najgorsza obelga moja to "głupia baba". Źle mi z tym, przecież ją kocham... No i co? Nie wiedziałam do ostatniej chwili co zrobić, płakałam, wyłam, błagałam ją, żebyśmy się pogodziły (dodam, że w wigilię była podobna awantura i w ogóle pierwszy raz w życiu wigilia się nie odbyła...), a ona, że mi nie ustąpi nigdy, że jest twarda. Tak myślę. Kiedyś sądziłam, że jej przejdzie, że się oswoi, ale ze swoją matką nie rozmawiała 5 lat, więc myślę, że ma to po niej. No i odważyłam się, zabrałam rzeczy i w sylwestra pojechałam ehh... U chłopaka czuję się dobrze, cudownie... ale ciężko być szczęśliwym, żyjąc z takim piętnem. Do tej pory tata był po mojej stronie. 1 stycznia zadzwoniłam do niego, choć miałam się nie odzywać, ale się złamałam, spróbowałam 2x - niestety odrzucił połączenie, więc matka go aż tak zbuntowała sad źle mi. Nowy rok, nowe życie, jestem przerażona, pomimo że tu mi dobrze, chciałabym mieć rodziców, mieć kontakt z nimi, jeździć tam, żyłam tam 30 lat i tęsknię za tym miejscem...a poza tym to się o nich martwię, że może tata płacze (w wigilię wył jak małe dziecko gdy matka się ze mną kłóciła),że może mama robi mu piekło, że się kłócą, że się któreś zabije... nie mam żadnego kontaktu i nie wiem co się dzieje... No ale stało się.... postawiłam wszystko na jedną kartę...

328

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Gratuluję i życzę Ci wytrwałości w Nowym Roku i żebyś miała odwagę, by spełniać swoje marzenia smile

Mam nadzieję, że tym razem nie pękniesz i nie przystaniesz na żaden ich warunek, że masz wracać za 2 tyg.
To brzmi jak tekst do nastolatka, który idzie na imprezę, ale ma wrócić o północy.
Jestem prawie pewna, że i tym razem wcale nie odpuszczą i będą wydzwaniać. A co do taty, to go nie żałuj, przecież to jego wybór.
Jest mężczyzną, Twoim ojcem, mógł załagodzić spór, ale wybrał dla siebie rolę pantoflarza. Trudno. Nic im się złego nie stanie.
Jak mają siłę się tak awanturować, to znaczy, że są w formie.
A chodzisz tam do psychologa jeszcze?

329

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Gratulacje smile

Nie przejmuj się tym co tata czuje. To dorosły człowiek, który wybral zycie pod pantoflem Twojej niezrownowazonej matki. Odradzam tez dzwonienie do domu rodzinnego, jak również odbieranie jakichkolwiek polaczen od nich (przynajmniej przez kilka miesięcy dopóki się nie pozbierasz).

Poradzisz sobie. Bądź silna smile

330

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dziękuję dziewczyny.

Tak, będę kontynuować terapię, a właściwie ją rozpocznę. W poniedziałek mam wizytę u pani psycholog i tak co tydzień.

Kilka miesięcy... będzie trudno wytrwać, ale też wiem, że bez wyraźnego sygnału z ich strony, nie mam czego tam szukać, bo mama od razu mnie wyrzuci za drzwi. Jest bardzo zawzięta. Za 4 dni mam urodziny, więc właściwie jestem ciekawa ruchu z ich strony... Nawet na te 2 tygodnie bym przystała, ale mama tak nie chce, rzucała tydzień, a nawet że 3 dni. Problem polega, że w domu rodzinnym byłam niestety na ich utrzymaniu, czyli nie dokładałam się do rachunków, czynszu, stąd też uważają, że mają prawo mi dyktować warunki, ile mogę przebywać poza domem. Może poniekąd mają rację. Argument, że mam 30 lat słabnie, gdy wychodzi na to, że mnie utrzymują...

Myślę, że jeszcze za wcześnie na gratulacje, ale i tak jestem w ciężkim szoku, że mi się udało, że zebrałam w sobie tyle siły, by tego dnia wyjść z domu... Bardzo bym chciała, żeby to się ułożyło. Jestem dużą dziewczynką, wyobrażam sobie życie na taką odległość bez mamy, ale nie powiem, że jest mi łatwo w tym położeniu, gdy jest mi tutaj bliski tylko chłopak, jego rodzice, choć szalenie mili, to jeszcze nie moja rodzina, a wiadomo, że każdy człowiek chciałby mieć też ten dom i rodzinę, z którego się wyszło, szczególnie, że do tej pory wydawało mi się, że mam dobrą rodzinę i najlepszych rodziców na świecie... No i w sumie fakt, zawsze byli dla mnie bardzo dobrzy, wiele dla mnie robili i poświęcali, zbyt wiele, bo ich świat się kręcił tylko wokół mnie... Mój w pewnym sensie wokół nich też, wiele bym dla nich zrobiła (poza rezygnacją z własnego szczęścia), jest mi potwornie źle, gdy myślę, że przeze mnie płaczą. Tata.. no fakt, ale on został z mamą, więc musi żyć z nią względnie dobrze, więc mu się nie dziwię i nie mam pretensji nawet. No... ciężko mi, tyle mojego, co sobie tutaj pozrzędzę smile i Wam potruję. I tak w sumie nie ma chwili, żebym nie myślała co u nich, a brak kontaktu mnie przeraża. Mama niestety uważa się za ofiarę losu (i mocno w to wierzy), twierdzi, że przez wszystkich została odtrącona (ze swoimi rodzicami też nie rozmawia, ale to akurat z ich winy) i że pozostało jej tylko się zabić (w sumie mówiła to jeszcze w święta, z dość dużym przekonaniem), a ja się czuję bezradna, bo nie umiem jej przekonać, że przecież ją kocham niezmiennie mocno i chcę mieć z nią kontakt. Ale dla niej wybór jest jeden - wszystko albo nic. No... nie chciałabym, żeby coś przeze mnie sobie zrobiła, to byłby cios straszny, chciałabym, żeby ktoś mnie mógł zapewnić, że tak się nie stanie, ale tego nikt nie wie... I tak też, choć jestem tu z chłopakiem szczęśliwa, moje myśli są cały czas przy rodzicach, czy aby nie dzieje się nieszczęście, czy się nie kłócą, gdyby tylko ktoś mógł ode mnie zabrać ten ból sad Martwię się o nich tak bardzo, a czy oni o mnie też? Chyba nie.... No, to potrułam.

331

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Jedno sprostowanie. smile
Twoi rodzice nie płaczą przez Ciebie. Płaczą, bo rozwiały się ich złudzenia. Złudzenia, że mają Cię na własność i mogą sterować Twym życiem.

Nie masz wpływu na zachowanie innych, dorosłych ludzi (w tym Twoich rodziców), masz - na swoje. Zajmowanie się tym, na co nie ma się wpływu jest marnotrawieniem energii.

332 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-02 18:58:55)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wiem Wielokropku, masz rację. Źle się wyraziłam. Nie przeze mnie, bo ja nie czuję się, bym robiła coś złego/niepoprawnego, coś, co wyrządza im krzywdę. Dlatego już w tej ostatniej kłótni wyzwałam mamę od psycholki, wariatki etc. sad bo powtarzałam, że nie robię nic przeciwko niej, nic nienormalnego, nic, czego inni ludzie by nie robili też. Chciałam być po prostu szczęśliwa i ułożyć życie po swojemu. Ale jak grochem o ścianę. Zatem jak kolejny raz słyszałam, że dostała kopa, że ją zdradziłam, to nie wytrzymałam i tak wyzwałam... Ogólnie - zachowałam się bardzo źle sad ale ona i tak dużo gorzej, więc to była machina, która poszła w ruch i się nakręcała samoistnie już.

Zatem - nie płaczą przeze mnie, ale z mojego powodu - w ich mniemaniu ich nie kocham, wybrałam chłopaka, zawiodłam. Oni w to bardzo wierzą... Nawet tata, który do tej pory mówił, że muszę ułożyć sobie życie i nie miał problemów z zaakceptowaniem odległości, tak teraz płacze (okrutnie płacze...) i mówi, że mu przykro, że przegrali z chłopakiem... No masakra!

Nie mam wpływu na to, co teraz się dzieje u nich w domu, ani na to, co zrobi mama... Ale to mama... Zawsze ją kochałam, kocham nadal... popadam w obłęd, bo chciałabym, żeby ktoś sprawdził, czy są w domu i mają się ok, ale tego nikt nie zrobi...

333

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

(...) popadam w obłęd, bo chciałabym, żeby ktoś sprawdził, czy są w domu i mają się ok, ale tego nikt nie zrobi...

Daruj sobie ten obłęd.
Masz do matki pretensje, bo chciała i chce kontrolować Ciebie. Tymczasem Ty też masz ochotę na to samo: sprawdzić, co dzieje się z rodzicami.

Pora na detoks. smile

334

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No tak, Wielokropku, tylko ja nie mówię, że się zabiję. Mam chłopaka i nie czuję się totalnie samotna smile (taty nie liczę, bo rodzicom się nie układa i mama wręcz nie chce z nim siedzieć). No zobaczymy, co z tego wyjdzie... Póki co, wytrwale się nie odzywają, nie kontrolują mnie, ale spodziewam się, że ta cisza zwiastuje jakieś duże BUM, bo moja mama już coś tam na pewno wykombinuje... albo faktycznie lada dzień dostanę paczkę z resztą ciuchów i to będzie oznaczało całkowity koniec (to wersja łagodniejsza), albo dowiem się, że stało się coś złego sad smutne to, bo zamiast żyć tu szczęśliwie, to wyczekuję najgorszego - nie wiem, czy to intuicja, doświadczenie czy paranoja. Wolałabym, żeby to ostatnie.

335

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Zwykle, w takich wypadkach jak opisany przez Ciebie, straszenie samobójstwem jest zwykłym szantażem emocjonalnym.


Kiedy uświadomisz sobie, że nie jesteś odpowiedzialna za decyzje swych rodziców?

336

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wiem, że nie jestem, Wielokropku, tyle razy już mi to kładliście do głowy... Tyle tylko, że się martwię i boję, tak zwyczajnie, jak człowiek się martwi o osobę, którą kocha...

337

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wiesz twoja mama szantażując ciebie chce wywołać w tobie poczucie winy i jak widać udaje jej się to, co tobie robi. 
Czy nie uważasz że z jej strony, te szantaże, bicie ciebie to nic innego jak....
i nawet mieszkając te 500km od matki nie uwolniłaś się od niej, ponieważ ciagle masz poczucie winy i OBOWIĄZKU wobec rodziców.

Doceń to, co robi teraz twój chłopak dla ciebie, ale też zbytnio nie obarczaj go swoimi problemami z rodzicami, ponieważ on zapewne chce i ma prawo do zdrowej relacji partnerskiej, do własnego szczęścia, cieszenia się z obecności z ukochaną a nie wysłuchiwania ciągłego żalenia się na złe samopoczucie przez partnerkę. Jeżeli zależy tobie na dobrej relacji z nim, to przemysl to. Każda zdrowa osoba która ma partnera/partnerkę chce ją/jego widzieć w dobrym nastroju, jako osobę która wie czego chce od życia, która potrafi powiedzieć nie-kiedy trzeba, stawiac granice, która ma swoje pasje, która nie poddaje się przeciwnościom, która walczy o siebie.
Ważne jest co jest TERAZ, co Dobre dla ciebie i na tym może skupiaj swoja uwagę, a nie na tym co myśli, i co zrobi twoja matka lub ojciec.
To nie ty odpowiadasz za to co oni zrobią.

I nawet, gdy twoja matka zadecyduje ze zrywa z toba kontakt, to będzie to jej decyzja, a ty co możesz wtedy zrobić, to przyjąć to , i powiedzieć samej sobie że to nie jest twoja wina tylko jej wybór. Oczywiście może być tobie wtedy bardzo przykro,ciezko, ale przecież masz obok siebie kogoś, dla kogo jesteś ważna.:)
Ale, to tylko takie przypuszczenia, a rzeczywistość może być zupełnie inna. Może rodzice/twoja mama przemyśli i podejmie dobrą decyzję, zaakceptuje twoje wybory, zrozumie że kochać- to potrafić dawać wolność, pozwalać dzieciom odejść z domu rodzinnego by mogły żyć swoim własnym życiem.
Twój tato niestety wymiękł przy twojej mamie...

Walcz o siebie i nie poddawaj się.

338 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-07 22:13:57)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Tak, mama wzbudza we mnie poczucie winy i to bardzo skutecznie... Dziś mam urodziny... nikt nie złożył mi życzeń. Byłam pewna, że tata zadzwoni, liczyłam po cichu, że może mama chociaż smsa... Nic... Jest mi potwornie źle... Chłopak robi, co może bym miała miły dzień, jego rodzice złożyli mi życzenia i dali prezent... Nie, nie narzekam mu i nie płaczę, kilka razy skwitowałam tylko, że mnie rodzice zaskoczyli... Staram się mu mało truć i nie psuć atmosfery. Ale mimo że jestem tu szczęśliwa, to jednak dziś mi potwornie źle, tak w środku i na duszy... do pełni szczęścia brakuje jednego elementu układanki, wiem, że nie jestem małą dziewczynką, ale zawsze byłam przekonana, że mam fantastycznych rodziców, skoro nie złamali się nawet w moje urodziny, to już nic ich nie złamie i domu rodzinnego chyba nie zobaczę, szkoda, bo myślałam, że niedługo pojadę... Cóż, a potem i tak będą pretensje, że zapomniałam o rodzicach i że ich wystawiłam. Także... no, chyba postawiłam na swoim i taki finał tego wątku, spaliłam za sobą mosty. Naprawdę nie chciałam, w sylwestra jak wyjeżdżałam to płakałam i błagałam mamę, mówiłam, że ją kocham i nie chcę stracić z nią kontaktu, że mi zależy na jej akceptacji. Jestem w szoku w sumie... I czuję się jak wyrodna córka. Chodzę do psychologa na terapię już, ale moja pani psycholog tylko na mnie dziwnie patrzy, prawie nic nie mówi i pyta: "jak miałabym pani pomóc, bo nie bardzo wiem? czego pani ode mnie oczekuje? ja za panią decyzji nie podejmę, nie powiem, co zrobić", niby tak, ale chociaż liczyłam na wsparcie słowne. I tak już trzecią wizytę mówi mi, że nie wie... ja też nie wiem sad

339

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dużo dobrego. smile


A propos Twej terapii (terapii?). Chodzisz do osoby mającej uprawnienia psychoterapeuty (bo to ona prowadzi psychoterapię) czy do psychologa? Nie każdy psycholog jest psychoterapeutą, nie każdy psychoterapeuta jest psychologiem.

340

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Tak, mama wzbudza we mnie poczucie winy i to bardzo skutecznie... Dziś mam urodziny... nikt nie złożył mi życzeń. Byłam pewna, że tata zadzwoni, liczyłam po cichu, że może mama chociaż smsa... Nic... Jest mi potwornie źle...

No co Ty, ja wiedziałam, że mama życzeń Ci nie złoży. Tata oczywiście też. Przecież to była idealna okazja, by trafić w najczulszy punkt i pokazać jaką siłę ma jej foch.
Ale nie możesz się przez to załamać, musisz jej pokazać, że takimi gierkami Cię do siebie nie przekona i że to już na Ciebie nie działa.

Wszystkiego najlepszego smile

341

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

T ale zawsze byłam przekonana, że mam fantastycznych rodziców

Zapewne byli nimi, zanim choroba Twojej matki nie rozbiła doszczętnie jej psychiki.
Teraz nie są w stanie Cie kochać, biciem i poniżaniem nie okazuje się miłości. Jesli będziesz tam wracać i w ogóle potrzymywać kontakty z nimi tylko im zaszkodzisz bo będziesz karmiła i podtrzymywała ich chorobę.

342

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

moje_glupie_ja nie ma idealnego wyjścia z Twojej sytuacji i nigdy nie będzie, ale mimo wszystko możesz znaleźć optymalne dla Ciebie rozwiązanie, choć droga do niego będzie bolesna.
Jesteś na wojnie, walczysz o siebie i swoją przyszłość, szkoda, że po drugiej stronie frontu są najbliższe Ci osoby - rodzice.
Pierwszą bitwę wygrałaś (postawiłaś na swoim, wyciągnęłaś rękę, nie skorzystali -trudno), jest to może Pyrrusowe zwycięstwo, ale jesteś o krok do przodu.
Twoi rodzice nigdy nie pozwolą na to, żebyś poczuła się komfortowo, dlatego  walcząc o siebie będziesz musiała wbić się w pancerz od którego odbije się część złych emocji którymi oni bombarduję Cię .
Część, bo nie odizolujesz się całkowicie i zawsze przy różnych sytuacjach będziesz czuła ukłucie w sercu, z czasem może mniejsze, ale teraz jesteś na początku tej walki, jeszcze nie zakułaś się w zbroję (kiepski ten Twój psycholog, to on powinien pomóc Ci w doborze pancerza).
Jeśli teraz pozwolisz się pokonać, złamiesz się, pojedziesz do nich (po to by znowu zostać pobita i zmieszana z błotem), możesz się już nie podnieść.
Świetnie, że wspiera Cię Twój chłopak i jego rodzice, ale Ty musisz sama stać o własnych siłach.
Zdaj sobie sprawę z tego, że być może będziesz musiała całkowicie zerwać z nimi kontakt, że może to być jedyne rozwiązanie, żeby zacząć żyć, choć ja sądzę, że oni jeszcze zaatakują, bądź przygotowana.
Licz się z tym, że nawet w przyszłości, gdy oni już odejdą, toksyna będzie działać i tylko od Ciebie zależy z jaką siłą.
Trzymaj się i nie poddawaj.

343

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dziękuję za życzenia, tak się nietaktownie pochwaliłam wczoraj... smile

No więc nie odezwali się i życzeń nie złożyli. Może niesłuszne mam przeczucia, ale też mi się wydaje, że lada moment, gdy dobiję do 2 tygodni tutaj, będą pretensje, czemu nie wracam. Oni chyba wychodzą z założenia, że ja nie mogę tu na razie zostać na stałe i że zaraz będę się prosić ich, żeby mnie wpuścili do domu. No to się zdziwią...

Pancerza nie mam. Najgorsze są właśnie te chwile, gdy nachodzą mnie wspomnienia, jak to fajnie było w domu, wtedy czuję się tak bardzo wyrodna... Generalnie, mam dwie osobowości, i tę 30letnią kobietę, która chce żyć jak dorosła i tę małą dziewczynkę, małą niunię rodziców, z którą ciężko się rozstać. Ale rozstałabym się pewnie, gdyby inne podejście rodziców, gdyby akceptowali i wspierali mnie w tej mojej dorosłości. No dobra, pewnie powinnam to zrobić jednak samodzielnie. No, ale smutno mi i źle. I boję się, bo to takie życie w niepewności, zero kontaktu z nimi i tylko wyczekuję, czy nie zadzwoni telefon ze złymi nowinami. Boję się o nich, oni o mnie zaś chyba nie, jak widać. Teraz muszę być twarda, wytrwać i nie odezwać się. Poczekam na ich ruch. Kurcze, nie jestem jeszcze mężatką, nie mam dzieci, ciężko było mi się tak drastycznie rozstawać z domem. Chciałam to jakoś godzić, jeździć, może to niemądre też, ale jednak tak byłoby dla mnie komfortowo, myślałam, że dla rodziców również, ale mama nie idzie na ustępstwa. Myślicie, że to naprawdę choroba ze strony mamy?

Co do psychologa, najpierw trafiłam na interwencję, do jakiejś pani na dyżurze, nie wiem czy to było profesjonalne z jej strony, ale oceniała zachowanie mamy, mówiła, że nie mogę jej słuchać, bo zostanę do końca życia sama, ogólnie wszystko to, co padło na forum tutaj. Ona też zapisała mnie na terapię i ta obecna pani jest psychoterapeutką i nawet kierowniczką tego ośrodka. Niestety, rozmowa nijak się nie klei. Mam wrażenie, że mnie nie lubi i patrzy na mnie z drwiącym uśmiechem - nie, nie mam manii prześladowczej i nie doszukuję się takich zachowań u ludzi, po prostu takie rzeczy się wyczuwa i często działa to w obie strony, ja tej pani też nie obdarzyłam sympatią. No trudno, nie miałam szczęścia. Patrzy na mnie tylko dziwnie, nic się nie odzywa, więc w końcu ja zaczynam mówić, całą sytuację, na bieżąco co nowego, jakieś wspomnienia z dzieciństwa, dużo jej już powiedziałam, a ona dalej: "bardzo trudna sytuacja, jak miałabym pani pomóc, czego pani ode mnie oczekuje?", kurcze, ja się nie znam, nie wiem czego oczekuję, po prostu pomocy, to chyba ona powinna wiedzieć jakiej... sad

344 Ostatnio edytowany przez pop_corn (2016-01-08 16:46:03)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Trafiłaś na "psychoterapię", ale powinnaś wiedzieć, na jaką. Każde miejsce prowadzi terapie według pewnych schematów, w zależności od przyjętej filozofii. Być może Twoja psychoterapeutka zajmuje się gałęzią beahwioralno-poznawczą, w której właśnie tak często przebiega "rozmowa". Terapeuta się z Tobą wita, a później milczy, zadając od czasu do czasu jakieś pytania. Od Ciebie zależy czy zaczniesz mówić, czy też nie. Paradoksalnie ma to swoje uzasadnienie, bo uczy podejmowania pewnych decyzji i otwierania się na innych, wręcz zrzuca na "pacjenta" odpowiedzialność za przebieg terapii. W taki sposób daje mu się szanse "dorastania" podczas całej sesji.

Kobieta zadaje Ci fundamentalne pytanie, nad którym powinnaś się zastanowić. "Czego pani ode mnie oczekuje?", "Jak miałabym pomóc?" to jest sprawa, która otwiera Ci drogę do "przemiany" smile Prosisz o pomoc i mówisz, czego oczekujesz. Niby banalne, ale w Twoim przypadku to podstawa rozwoju. Jeżeli myślisz, że pójdziesz do pani terapeutki, a ona za Ciebie ustali Twoją życiową ścieżkę i będzie Cię ciągnąć za rękę, to jesteś w błędzie, bo tak robi Twoja matka, Twój ojciec i Twój chłopak. A ona ma być osobą, dzięki której wyjdziesz z błędnego koła. Przecież nie idziesz na terapię, żeby powtarzać ten sam życiowy schemat, tylko, żeby się usamodzielnić i DOROSNĄĆ. A dorośli ludzie mówią wprost czego oczekują i po co do kogoś przyszli smile

To nie jest przyjemne, bo wystawiasz się na ocenę, bo musisz myśleć nad tym, co mówisz i czego chcesz. Wiesz dlaczego szukasz dziury w całym i twierdzisz, że pani psychoterapeutka jest niemiła (bo dlaczego miałaby być, nie jest w końcu Twoją koleżanką od herbaty, ani nie jest z Tobą emocjonalnie związana?)? Bo się boisz. Bo chcesz się wykręcić z nowej sytuacji, bardzo niemiłej i bardzo niekomfortowej. Bo musisz się otworzyć. Bo odbijasz się w drugiej osobie jak w lustrze. Bo musisz na siebie spojrzeć czyimiś oczami. Nie przez internet tylko twarzą w twarz. Bo musisz opuścić strefę bezpieczeństwa.

Jak to zrozumiesz, będzie Ci łatwiej zawalczyć o siebie. Ale do tego trzeba TWOJEJ decyzji. Że chcesz coś zmienić smile

345

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Moje_glupie_ja, terapeutka się pyta, bo przecież nie ma kryształowe kuli by WIEDZIEC czego Ty chcesz. Wiesz, nie posadzam Cie o jakas paranoje, ale jest w Tobie mechanizm, ze jeżeli inna osoba nie traktuje Cie jak dziecko, nie mowi CO masz robic, to Tobie się wydaje, ze jej nie zależy. Czyz nie podobnie było z Twoim partnerem?

A o rodzicow nie martw. O siebie się martw.

346 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-01-08 16:52:56)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

(...) Mam wrażenie, że mnie nie lubi i patrzy na mnie z drwiącym uśmiechem - nie, nie mam manii prześladowczej i nie doszukuję się takich zachowań u ludzi, po prostu takie rzeczy się wyczuwa i często działa to w obie strony, ja tej pani też nie obdarzyłam sympatią. No trudno, nie miałam szczęścia. Patrzy na mnie tylko dziwnie, nic się nie odzywa, więc w końcu ja zaczynam mówić, całą sytuację, na bieżąco co nowego, jakieś wspomnienia z dzieciństwa, dużo jej już powiedziałam, a ona dalej: "bardzo trudna sytuacja, jak miałabym pani pomóc, czego pani ode mnie oczekuje?", kurcze, ja się nie znam, nie wiem czego oczekuję, po prostu pomocy, to chyba ona powinna wiedzieć jakiej... sad

Warto, by ten właśnie problem - waszej relacji i Twoich zastrzeżeń - stal się tematem kolejnej sesji.

347

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dziewczyny drogie, dzięki za wyjaśnienie i to tak szczegółowe. To ma sens i teraz rozumiem. Dlatego pisałam, że się nie znam i może niesłusznie oceniam, ale teraz zrozumiałam zachowanie terapeutki. Wykręcać się nie będę i będę dalej chodzić na terapię, mimo że nie czuję się tam najlepiej, to wierzę, że to dla mnie ostatni ratunek... smile Dzięki!

348

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Trzymaj sie! Zycze Ci postepow smile

349

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Będziesz się wykręcać i będziesz wyszukiwać najdziwniejsze powody, dla których powinnaś przerwać terapię, będziesz też miała momenty w których będziesz twierdzić, że już nie potrzebujesz pomocy i świetnie poradzisz sobie sama. Ale pamiętaj, że to pułapki i to normalna reakcja umysłu wink Taki emocjonalny detoks.

Trzymam kciuki.

350

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Generalnie, mam dwie osobowości, i tę 30letnią kobietę, która chce żyć jak dorosła i tę małą dziewczynkę, małą niunię rodziców, z którą ciężko się rozstać. Ale rozstałabym się pewnie, gdyby inne podejście rodziców, gdyby akceptowali i wspierali mnie w tej mojej dorosłości.
...

Myślę, że dla Twojej mamy czas się zatrzymał, kocha tą małą dziewczynkę i chce ją spowrotem a Ciebie, realną osobę nienawidzi, jesteś w tej chwili jej wrogiem, kimś kto zabrał jej "dziunię". 
Zaakceptuje Cię, kiedy pogodzi się z faktem, że dziuni już nie ma. Im prędzej odetniesz pępowinę tym lepiej dla Ciebie i dla Twoich rodziców.

351

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Naprędce, to chyba bardzo trafna uwaga. Jako ta mała dziewczynka czułam się niesamowicie kochana, a teraz.. no cóż, mama już wprost mówiła, że mnie nienawidzi. Boję się, czy w jej przypadku, to pogodzenie się z faktem kiedykolwiek nastąpi, na razie nic na to nie wskazuje. Ja naprawdę tego nie rozumiem. Zazwyczaj bywa tak, że ludzie dorastają, mają już własne rodziny, a w oczach swoich rodziców dalej są niczym małe, kochane dzieci i nikt nie ma problemów z akceptacją tego. Ciężko mi. Ale tyle mojego, co sobie tutaj pogderam. Nie rozmawiałyśmy już prawie 9 dni. Tak się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Pewnie chcą mnie złamać, ale z drugiej strony, nie składając mi życzeń i tak mnie traktując, nie wiem, jak wyobrażają sobie, że mnie do siebie przyciągną...

352

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Naprędce, to chyba bardzo trafna uwaga. Jako ta mała dziewczynka czułam się niesamowicie kochana, a teraz.. no cóż, mama już wprost mówiła, że mnie nienawidzi. Boję się, czy w jej przypadku, to pogodzenie się z faktem kiedykolwiek nastąpi, na razie nic na to nie wskazuje. Ja naprawdę tego nie rozumiem. Zazwyczaj bywa tak, że ludzie dorastają, mają już własne rodziny, a w oczach swoich rodziców dalej są niczym małe, kochane dzieci i nikt nie ma problemów z akceptacją tego. Ciężko mi. Ale tyle mojego, co sobie tutaj pogderam. Nie rozmawiałyśmy już prawie 9 dni. Tak się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Pewnie chcą mnie złamać, ale z drugiej strony, nie składając mi życzeń i tak mnie traktując, nie wiem, jak wyobrażają sobie, że mnie do siebie przyciągną...

Twoja matka kocha "mala dziewczynke", bo nia można latwo manipulować, bo nie ma własnego zdania, bo jest od niej zalezna i spelnia role "pocieszacza" i "dowartosciowacza".

To nie jest milosc. To jest nieumiejetnosc samodzielnego funkcjonowania. I chociaż ona pewnie WIERZY w to, ze ma jak najlepsze intencje, to niestety rzeczywistość jest jaka jest.

Zycze sily i wytrwania w terapii, jak i mocnego trzymania się zasady braku kontaktu. Nie masz wykształconych mechanizmow obronnych, nie potrafisz jeszcze stawiac granic, brak Ci asertywności w stosunku do rodzicow. Najpierw ulecz i wzmocnij siebie smile

353

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Boję się, czy w jej przypadku, to pogodzenie się z faktem kiedykolwiek nastąpi, na razie nic na to nie wskazuje. Ja naprawdę tego nie rozumiem. Zazwyczaj bywa tak, że ludzie dorastają, mają już własne rodziny, a w oczach swoich rodziców dalej są niczym małe, kochane dzieci i nikt nie ma problemów z akceptacją tego. Ciężko mi. Ale tyle mojego, co sobie tutaj pogderam. Nie rozmawiałyśmy już prawie 9 dni. Tak się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Pewnie chcą mnie złamać, ale z drugiej strony, nie składając mi życzeń i tak mnie traktując, nie wiem, jak wyobrażają sobie, że mnie do siebie przyciągną...

Nie daj się złamać. Mała dziewczynka powinna zostać w przeszłości, w Waszej pamięci. To nie zniknie po dziewięciu dniach.
Masz przed sobą nowy, trudny ale fascynujący świat. Dorastasz, dokonujesz wyborów, masz teraz większy wpływ na życie innych ludzi i na swoje i poznajesz siebie. Pielęgnuj to swoje dorosłe "JA"
Staraj się pod tym kątem rozpoznawać takie sytuacje jak ta:

pop_corn napisał/a:

Przecież nie idziesz na terapię, żeby powtarzać ten sam życiowy schemat, tylko, żeby się usamodzielnić i DOROSNĄĆ. A dorośli ludzie mówią wprost czego oczekują i po co do kogoś przyszli


I jak tylko widzisz w sobie tą nieporadną dziunię to postaw się jej! :)

354 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-01-08 23:59:55)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

(...) Zazwyczaj bywa tak, że ludzie dorastają, mają już własne rodziny, a w oczach swoich rodziców dalej są niczym małe, kochane dzieci (...)

Tak, w toksycznych rodzinach rodzice nie mogą pogodzić się z tym, że ich dzieci są dorosłymi i samodzielnymi ludźmi. Bywa i tak, że owe dorosłe już dzieci nie decydują się na samodzielność, bo dalej mimo metryki są niedojrzałymi emocjonalnie, wówczas chcąc dalej akceptacji rodziców, filcują się do poziomu zależnego kilkulatka.

Gdyby jednak owo dorosłe dziecko zastanowiło się, to zauważyłoby, że nie jest mu potrzebna niczyja (także rodziców) akceptacja, że może samo decydować o sobie, że może być odpowiedzialne za siebie i swoje wybory. Ba, zauważyłoby, że przerzucenie odpowiedzialności za swoje życie na rodziców (czasem na współmałżonków) jest niczym innym jak... jego decyzją.

Są jednak (na szczęście) dorośli, którzy mimo toksycznych rodziców zdecydowali się na życie samodzielne i odpowiedzialne, którzy nie ulegają szantażom emocjonalnym.

Są też (na szczęście) i takie rodziny, w których rodzice już od najmłodszych lat wspierają samodzielność dzieci, liczą się z ich zdaniem i nie przeszkadzają 'wyfrunięciu z gniazda'. Do tego jednak konieczne jest spełnienie jednego warunku: brak potrzeby bycia potrzebnymi.

355

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dziękuję Wam wszystkim smile gdyby nie Wy, gdyby nie to forum, myślę, że nie byłabym w tym miejscu, w którym teraz jestem. Jednak często dostawałam od Was porządnego kopniaka. Choć nie oszukujmy się, bez fajerwerków, ciągle jestem na początku tej drogi. Miotam się strasznie, mimo że się cieszę i jestem tu szczęśliwa, tak okrutnie tęsknie za rodzinnym domem, za tą małą dziewczynką, znów chciałabym nią trochę pobyć. Niestety, ze strony rodziców cisza. To chyba taka gra na przetrzymanie... Zakładam, że liczą, że za kilka dni będę się prosić o możliwość przyjazdu. A ja nie wiem co robić. Chyba pozostaje milczeć, choć łatwe to nie jest. Mam straszne sny, np. cmentarze, i zaczynam panikować. Tak bardzo chciałabym, żeby to się ułożyło, tak bardzo zależy mi na dobrym kontakcie z mamą, z tatą... Ale przecież to niemożliwe. Nawet jeśli odważę się pojechać, to spotka mnie piekło to samo co zawsze, albo może nawet gorsze tym razem? Szkoda, że mama jest taka nieprzebłagana i  nic jej nie potrafi złamać, ona mnie chyba jednak nie kocha sad jutro kolejna wizyta u pani psycholog, zobaczymy...

356

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

yikes yikes yikes
Co dla dorosłej trzydziestolatki jest tak dobrego, pasjonującego, korzystnego w byciu małą dziewczynką, że chciałaby nią być ponownie?

357

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie wiem... może ta akceptacja ze strony rodziców i ich miłość... Tak, jestem chora niestety smile Nie tyle, co chciałabym być dosłownie małą dziewczynką, co chciałabym mieć z nimi kontakt, być akceptowana, kochana, móc rozmawiać tak jak kiedyś, oglądać razem filmy - taka zwykła codzienność. Takie poczucie, że dla swoich rodziców i tak się zawsze jest dzieckiem. Nie dosłownie oczywiście. Podoba mi się, jak mama chłopaka mówi do niego 'synuś', daje buziaka na powitanie, a przy tym traktuje go jak dorosłego, niezależnego mężczyznę. Wszystko można pogodzić...

358

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Przez wiele lat żyłaś wśród toksycznych osób, przez wiele lat każdego dnia podejmowałaś decyzję o byciu zależną psychicznie od rodziców, przez wiele lat przyzwyczaiłaś rodziców do tego, ze jesteś ich własnością. Teraz, ledwie po kilku dniach, oczekujesz, że Twoi rodzice ot tak, nagle, zmienią swe zachowania i oczekiwania wobec Ciebie. Korzystasz, zresztą nie pierwszy raz, ze wsparcia psychologa i mimo tego dalej wielokrotnie masz chęć na powrót do starych schematów. Twoi rodzice z takiej pomocy nie korzystają.

Daj czasowi czas. I zaakceptuj rzeczywistość.

359

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Nie wiem... może ta akceptacja ze strony rodziców i ich miłość... Tak, jestem chora niestety smile Nie tyle, co chciałabym być dosłownie małą dziewczynką, co chciałabym mieć z nimi kontakt, być akceptowana, kochana, móc rozmawiać tak jak kiedyś, oglądać razem filmy - taka zwykła codzienność. Takie poczucie, że dla swoich rodziców i tak się zawsze jest dzieckiem. Nie dosłownie oczywiście. Podoba mi się, jak mama chłopaka mówi do niego 'synuś', daje buziaka na powitanie, a przy tym traktuje go jak dorosłego, niezależnego mężczyznę. Wszystko można pogodzić...

Rodzice Twojego chłopaka nie zapewnią Ci własnych, ale dobre relacje z nimi mogą Ci bardzo pomóc. Jak się z nimi dogadujesz?

360

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No i jak widać takich słów potrzebuję, dziękuję smile z mojej perspektywy, gdy tonę w różnych emocjach, jestem wystraszona itp. ciężko o takie proste i oczywiste spostrzeżenia jak widać hmm poza tym jestem niecierpliwa i chcę wszystko na "już", więc każdy dzień mi się dłuży i oczekuję jakiegoś kontaktu ze strony rodziców... Przecież im też musi być ciężko...

Moja "teściowa" zachęca mnie (chyba mi współczuje i bardzo chce pomóc, podrzucając różne pomysły), bym wysłała mamie list, że ją kocham, pamiętam o niej itd. Krótki. Twierdzi, że jak mama przeczyta taki list, to może pomyśli sobie "kurcze, ona zabiega o kontakt, może to ja jestem tą złą stroną" (szczerze wątpię). Twierdzi, że mówi to jako matka i jak ona by to odczuła. Nie przywiązałam uwagi do tego pomysłu, teraz zaś myślę nad łatwiejszą formą, np. smsem do taty, że ich kocham, pamiętam, tęsknię i jestem gotowa w każdej chwili przyjechać, ale to zależy od nich, czy zadeklarują, że nie będzie tak jak zawsze, bo zwyczajnie się boję. Oczywiście jeszcze nie teraz, a dopiero za jakiś czas. Za kilka dni miną dwa tygodnie, dwa tygodnie, które deklarowałam tacie, że wrócę, myślę, że na to czekają i jak się nie pojawię i nie skontaktuję, będzie źle i poczynią drastyczne kroki. Póki co mama nie odesłała moich ubrań (co zapowiadała) ani nie usunęła konta bankowego (założone na nią, ja korzystam), co też zapowiadała. Ale to chyba wszystko zły pomysł i muszę milczeć...

361

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Naprędce, tak jak właśnie wyżej napisałam, są przesympatycznymi ludźmi. Mama chłopaka praktycznie za każdym razem pyta, jak mama, czy miałam z nią kontakt. Nawet wspominała, że byliby gotowi pojechać do moich rodziców, porozmawiać i ich przekonać, ale szybko się zreflektowała, że to nie odniosłoby dobrego skutku. Stara się mnie wspierać, mówi, że mama na pewno mnie kocha i w końcu się jakoś to ułoży. Złożyli mi życzenia urodzinowe, dali prezent, ciągle zapraszają nas na obiady. Nie przechwalając, na razie sielanka. I to właśnie Jego mama rzuciła taki pomysł z listem. Bardzo ich lubię, są zupełnie inni niż moi rodzice - tacy wyluzowani, towarzyscy, otwarci, pozytywnie nastawieni do świata i ludzi. Ale wiadomo, to dla mnie obcy ludzie i tęsknię do tych moich niedobrych smile rodziców...

362

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Nie przywiązałam uwagi do tego pomysłu, teraz zaś myślę nad łatwiejszą formą, np. smsem do taty, że ich kocham, pamiętam, tęsknię i jestem gotowa w każdej chwili przyjechać, ale to zależy od nich, czy zadeklarują, że nie będzie tak jak zawsze, bo zwyczajnie się boję. Oczywiście jeszcze nie teraz, a dopiero za jakiś czas.


To nie jest dobry pomysł. Na pewno nie teraz, może za kilka miesięcy dopiero. Te emocje nie opadły na pewno w Twojej mamie i jeśli tam pojedziesz, to będzie znów awanturka.
Co do listu - również nie spodziewaj się, że Twoja mama zareagowałaby na niego tak jak normalna matka.

Na Twoim miejscu czekałabym aż ona skontaktuje się pierwsza, bo wtedy będziesz mogła przekonać się czy coś się zmieniło czy nie, ewentualnie jaką teraz Twoja mama wybierze strategię.
A jeśli nie, to może ten list za jakiś czas, zawsze to lepiej niż wyjazd tam. Tylko nie pisz w nim, że się ich boisz yikes Na pierwsze spotkanie umówiłabym się raczej w neutralnym miejscu.

A myślałaś kiedyś nad tym jak zareagowałaby Twoja mama, jeśli chciałabyś wyjechać do innego miasta, bo np. dostałaś tam propozycje super pracy życia?
Myślisz, że również rzucałaby tekstami o tym, że ją opuszczasz i jesteś przez to wyrodną córką?

363 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-01-10 22:02:53)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Rzeczywiście, pisałaś- sorry.
To fajnie, że są tacy. Potraktuj to jako dobry znak smile

Trudno mi jednoznacznie odnieść się do tego pomysłu z listem. Z jednej strony, taka forma komunikacji wyeliminowałaby te negatywne jej elementy (krzyki, wyzwiska, szantaż), które na pewno Ci nie pomogą.
Mogą też zapewnić Ci namiastkę tego regularnego kontaktu z rodzicami.

Z drugiej strony mogą drastycznie sfałszować i upudrować faktyczny (ten obecny) stan relacji między Wami.

Wygląda na to, że sama musisz podjąć decyzję w tej sprawie.
Choć myślę, że nie zawadzi zapytać Twojej terapeutki, chłopaka.

edit

O, ten pomysł Petity co do neutralnego miejsca ewentualnego spotkania jest bardzo dobry, moim zdaniem.

364 Ostatnio edytowany przez pop_corn (2016-01-10 22:11:35)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

moje_glupie_ja, wybacz, ale choćbyś się pokroiła, to Twoi rodzice już się nie zmienią. Naprawdę. Dopóki tego nie zrozumiesz będziesz się zachowywać cały czas tak samo. Jedyne, na co masz teraz wpływ to TWOJE ŻYCIE. Twoja mama jest jaka jest, bo tak wybrała. Twój tata wybrał ją na życiową partnerkę, bo najwyraźniej właśnie takiej potrzebował. Tak im dobrze. Toksycznie, patologicznie, ale dobrze (niedojrzałe osoby zwykle dobierają się na zasadzie "podobne przyciąga podobne", więc powielają utarty schemat). Ty masz swoją ścieżkę, którą musisz przejść samodzielnie, bez pytania wszystkich dookoła jak masz żyć i bez rzucania odpowiedzialności za Twoje decyzje na osoby postronne. Bo to po prostu nie fair.

Masz swoją terapeutkę i jej się trzymaj.

Pisanie listów, esemesów i płaszczenie się z wyimaginowanym poczuciem winy to przyjęcie roli skruszonej córeczki, która uciekła z domu, bo mama nie chciała jej kupić nowych butów. Posiadanie konta bankowego założonego na mamę z grzeczności nie skomentuję. Dlaczego nie masz własnego? Z tego co pisałaś, zarabiasz na siebie, więc powinnaś zadbać o tak podstawową sprawę jak własne finanse.

365

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

(...) teraz zaś myślę nad łatwiejszą formą, np. smsem do taty, że ich kocham, pamiętam, tęsknię i jestem gotowa w każdej chwili przyjechać, ale to zależy od nich, czy zadeklarują, że nie będzie tak jak zawsze, bo zwyczajnie się boję. (...)

Wybacz, ale oszalałaś. Nie z pomysłem wysłania wiadomości od siebie, ale z jej treścią. Chcesz im po raz któryś z kolei podać siebie na tacy. Chcesz im zakomunikować, że dalej mają nad Tobą władzę, że dalej jesteś małą wystraszoną dziewczynką, którą trzeba otulić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze.

Liczysz na deklaracje. Będąc na miejscu Twych rodziców, chcąc dalej mieć Cię w garści i do dyspozycji, złożyłabym wszelkie wymagane deklaracje. Czemu nie? Obiecać można wszystko, a gdy wrócisz, bo wrócisz, wówczas powoli, stopniowo, tak, byś nie zorientowała się zbyt wcześnie (jeśli w ogóle), powróciła do tego co było. No, może tylko bardziej umiejętnie szantażowałabym Cię i manipulowała Twoim poczuciem winy. Przecież Ty za słowa "kocham Cię" wypowiedziane przez rodziców, za to wspólne oglądanie filmów, jesteś gotowa żyć zgodnie z ich pomysłami.

366

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No, trochę dylematy się rozwiązały... Tata nawiązał dziś kontakt. Jeszcze przed wyjazdem zamówiłam mamie krem, paczka miała być w kiosku do odebrania. W piątek dostałam sms z kodem odbioru, ale skoro w czwartek nie złożyli mi życzeń, nie wiedziałam jak to przesłać. Planowałam dziś zakupić starter z nowym numerem. Myślałam zresztą, że nie pamiętają o tej paczce (i że mamie nie w głowie kremy hmmm - w tym momencie pocieszam się, że może wcale nie jest w takim złym stanie psychicznym? No chyba że to ojciec o tym pamiętał).

No i dziś rano sms od taty, o treści wylewnej: "potrzebny kod do odbioru paczki z kiosku". Taki oschły to mój tata nigdy nie był sad Tu mnie chyba nikt nie pochwali, ale idąc trochę za radą "teściowej", napisałam kod, dodając: "a w urodziny to o mnie nie pamiętaliście... rodzice... to o Was świadczy, a nie o mnie. Kocham mimo wszystko i cały czas myślę". Oczywiście bez odpowiedzi już... Do tej pory myślałam, że ze mną pogrywają, a tu wychodzi na to, że może jednak są tak bardzo wściekli na mnie... Do końca tygodnia, zgodnie z umową z tatą, powinnam się zjawić u nich, mimo wszystko rozważam, czy nie napisać pod koniec tygodnia jeszcze jednego smsa, że jestem gotowa przyjechać, ale muszę wiedzieć, że tego chcą. Jeśli nie odpowiedzą, to będę czysta i nikt mi nie zarzuci, że zapomniałam o rodzicach (wiem, to zły pomysł zapewne). Jeśli jednak przytakną bym przyjechała, to słabo, bo pewnie utknę tam na jakiś miesiąc i chłopak się będzie miał prawo wkurzyć...

Latam w próżni, odbijam się od prawej do lewej i tylko się waham, raz myślę, że robię dobrze, za drugim razem łapią mnie wyrzuty. Huśtawka emocjonalna przeokrutna. Dziś powróciły lęki. Obudziłam się ze strasznym lękiem, nie mogę jeść, żadną siłą nie mogłam się podnieść z łóżka. Moje ciało wręcz błaga o jakieś leki silnie uspokajające... Za 3h mam wizytę u terapeutki, zobaczymy...

btw. konto bankowe mam swoje, bo płacę kredyt studencki. To konto na mamę było tylko dodatkowe, do punktów payback smile i tak nie korzystam z niego, napisałam tylko dlatego, żeby podkreślić, że na razie nie spełniła swoich gróżb.

367

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

(...) pewnie utknę tam na jakiś miesiąc (...)

Utkniesz? Czyli jednak, niestety, prorocze były wczorajsze me słowa.

368

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie wiem Wielokropku, może dojdzie do awantury i jednak szybciej się zbiorę. Nie wiem naprawdę, wiem, że na pewno tęsknię i chciałabym z nimi spędzić trochę czasu. Nie jestem jeszcze mężatką i matką w końcu. No ale, oni by też musieli tego chcieć, a na to się nie zanosi... Dziś mam dzień doła i płaczu, więc plotę różne rzeczy smile

369

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Potraktuj te uczucia z dystansem. Jak objaw choroby, która przejdzie.  Rodzice manipulują Tobą (ich milczenie w dniu Twoich urodzin to oczywista i jawna manipulacja, kara za to, że ośmieliłaś się w wieku ~30 lat mieć choc próbę normalnego życia, zamiast być przykuta łańcuchem do kaloryfera mamusi) a Ty jesteś dopiero w bardzo początkowym stadium leczenia. Takie uczucia będą się pojawiać, ale musisz mieć świadomość, że one są objawem choroby, którą Ci wszczepiono. Jesteś w trakcie leczenia. Jeszcze nie raz czy nie dwa będziesz się tak czuła, jednak leczenia nie wolno zaprzestawać, ani zaniedbywać.

370

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Oj tak, Czarna Kotko, to zdecydowanie jak choroba - skoro czuję lęk, nie mogę jeść itp. i ciągle odzywa się we mnie ta mała dziewczynka - to nie jest niestety normalne...

Jestem po kolejnej wizycie u terapeutki, ciągle nie wiem do czego to zmierza, bo z każdej wizyty wychodzę bez żadnych konkluzji. Trochę opowiadam co nowego, trochę spyta o dzieciństwo i tyle. Dziś zasugerowała niemalże, że powinnam się oświadczyć chłopakowi wink No, oczywiście nie dosłownie tak to brzmiało, ale powinnam przeforsować pomysł ślubu, uhm. Mogę też napisać smsa rodzicom. Chłopak zaś podpowiedział by wysłać i mamie, i tacie, tę samą treść. Ale jeszcze się z tym wstrzymam...

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

z domu rodzinnego zawsze jest sie ciezko wyprowadzic ale z czasem przyzwiczaisz sie i to minie

372

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Nie wiem Wielokropku, może dojdzie do awantury i jednak szybciej się zbiorę. Nie wiem naprawdę, wiem, że na pewno tęsknię i chciałabym z nimi spędzić trochę czasu. Nie jestem jeszcze mężatką i matką w końcu. No ale, oni by też musieli tego chcieć, a na to się nie zanosi... Dziś mam dzień doła i płaczu, więc plotę różne rzeczy smile

Mogłabyś nam podać swoje imię albo jakieś zmyślone chociaż? Chcesz być ciągle tym "głupiutkimja"? smile

A jeżeli się jednak zdecydujesz na ten wyjazd to bądź z nami w kontakcie proszę, bo już się o Ciebie martwimy...

373

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Naprędce napisał/a:

Mogłabyś nam podać swoje imię albo jakieś zmyślone chociaż? Chcesz być ciągle tym "głupiutkimja"? smile(...)

A może, za pośrednictwem moderatorek, zmienić nick?

374

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Moje_glupie_ja, Ty chyba oszalalas.

PO CO chcesz jechać do rodzicow??? Serio, nie możesz sama funkcjonować? Dziewczyno, to jest NAJDURNIEJSZY pomysl stulecia. Przeciez wiesz dokładnie co się stanie: będziesz musiala się kajac przed matka, dopóki nie dostanie ona wystarczającej pańszczyzny, a potem znowu Ci wloza obroze na szyje.

Na Twoim miejscu ABSOLUTNIE nigdzie bym nie jechala. Pracowalabym nad sobą, nad własnymi granicami, nad byciem silna, nad leczeniem leku przed byciem samodzielna. Dopiero jak nie będziesz się bac rodzicow i zaczniesz funkcjonować jak dorosla osoba, taki kontakt jest możliwy. Zaznaczam, możliwy, ale wcale nie konieczny.

Prawda jest taka, ze wszyscy mamy potrzeby i checi. Potrzeby, np. dziecka względem opieki nad nim, miloscia, pomocą sa podstawowe i niezaprzeczalne, ale takie samo nastawienie dorosłego człowieka to już sa tylko checi. Pewnie, ze każdy chciałby mieć super rodzicow, ale u dojrzałego człowieka to już  nie jest niezbędne do funkcjonowania. Można zyc nawet jak rodzice sa niereformowalnymi potworami. Można postawić granice, można się bronic przed negatywnym wpływem, można wybierac. Także jak Cie napadną głupawe myśli, to sobie spokojnie pokontempluj "potrzeba versus chec".

375

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Beyondblackie napisał/a:

(...) PO CO chcesz jechać do rodzicow??? (...)

Jak to po co? By znowu wejść na ulubiony poziom infantylnego, niedojrzałego, zależnego i całkowicie podporządkowanego dziecka.


Beyondblackie napisał/a:

(...) Serio, nie możesz sama funkcjonować? (...)

Może tylko nie chce. Bycie dorosłym wiąże się z odpowiedzialnością za swe zycie, za swoje wybory. Wówczas narzekanie jest rzeczą co najmniej śmieszną i nie ma tych, których można obarczyć winą za swe życie. Przecież bycie dorosłym jest takie męczące.

376

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Wielokropek napisał/a:

Może tylko nie chce. Bycie dorosłym wiąże się z odpowiedzialnością za swe zycie, za swoje wybory. Wówczas narzekanie jest rzeczą co najmniej śmieszną i nie ma tych, których można obarczyć winą za swe życie. Przecież bycie dorosłym jest takie męczące.

Zapomniałaś o potwornym poczuciu winy, które mają osoby tresowane przez całe życie tak jak ona.
Ona ma dużo więcej do przepracowania niż tylko strach przed samodzielnością i odpowiedzialnością.

377

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Z obiema wami się zgadzam, ale pozostaje niezmiennie oczywistym, ze jechanie do rodzicow jest krokiem do tylu i obezwladniajaco durnym pomysłem.

Autorka musi się nauczyć, ze jej poczucie winy jest jedynie objawem jej dysfunkcji, choroby, a NIE czyms prawdziwym. Bo niby czemu miałaby REALISTYCZNIE czuc się winna? Ze chce zyc jak dorosla osoba w wieku 30 lat, ze chce być z partnerem, ze chce mieć wlasna rodzine??? Dlatego uważam, ze przed nia dluga droga pracy nad sobą uświadamiania sobie co jest normalne a co nie. I w tym kontakt z rodzicami w niczym nie pomoze. Wrecz przeciwnie, jak trujacy gaz, obezwładni i namiesza w glowie.

378

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
Czarna Kotka napisał/a:

Zapomniałaś o potwornym poczuciu winy, które mają osoby tresowane przez całe życie tak jak ona.
Ona ma dużo więcej do przepracowania niż tylko strach przed samodzielnością i odpowiedzialnością.

Nie. Nie zapomniałam. smile
Autorka ma też (i to również nie wyczerpuje listy) zauważyć, że umie stać na dwóch nogach (i stoi na nich) i nie potrzebuje żadnej podpórki (czytaj rodziców albo innych osób); widzieć swoje zalety, umiejętności, możliwości, swą wartość oraz (wreszcie!) doceniać to wszystko.

379

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Beyond
Całkowita racja.

Wielokropek,
to jest praca na lata. I nie pomoże w tym dorzucanie na starcie dodatkowego poczucia winy że "może, tylko nie chce".
Ja wiem, ze czasem kopniak pomaga nabrać rozpędu, ale nie komuś kto jest już tak posiniaczony.

380

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Gdyby nie te kopniaki, które autorka dostaje od początku wątku, to dalej żyłaby tak jak dotąd - sama zresztą napisała to kilkanaście postów wyżej. Zauważ też, że autorka otrzymuje nie tylko kopniaki, ale głaskanie po głowie w momencie, gdy po raz któryś z kolei pisze o powrocie do starych schematów, niczemu dobremu nie służy. Zamilknę, gdy autorka napisze o swej decyzji: powrocie do udawania malutkiej i głupiutkiej, do bycia zależną. Póki jest zdecydowana na to, by stać się dojrzałą osobą, będę dawała owe kopniaki.

381

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

uhhh, ciężko mi przytakiwać, gdy w mojej myśli krążą inne myśli, ale wiem, że wszyscy macie rację... W zasadzie padło wszystko, co mówi terapeutka: poczucie winy, ogromne poczucie odpowiedzialności i wpływu na życie rodziców, obawa przed samodzielnością, własnymi decyzjami etc. Ja najbardziej z tego wszystkiego odczuwam poczucie winy. To wcale nie jest tak, że dla mnie atrakcyjnym jest bycie małą dziewczynką i że boję się dorosłości (przynajmniej tak mi się wydaje), bo tutaj jako ta dorosła radzę sobie całkiem dobrze i nie miałabym np. obaw by zostać też żoną. No ale to poczucie winy... mimo że w głowie mam wszystko poukładane dość racjonalnie (co stwierdziła pani psycholog z telefonu zaufania), co chwilę uderzają we mnie myśli z poczuciem winy, jaka to wyrodna córka jestem i jak rodzice przeze mnie cierpią. Mimo że to chore, nie potrafię nad tym zapanować. Np. dziś się zorientowałam, że tata przecież prosił mnie, bym przyjechała po tygodniu, a wówczas nie będzie awantury. Dlatego myślę nie złożyli mi życzeń w urodziny. Wciąż jednak przeraża mnie myśl, że chyba na mnie czekają, skoro nie odesłali mi ciuchów (przypominam, że ja wciąż nie przyznałam, że się przeprowadzam, a jedynie że chcę jeździć i punktem spornym była długość i częstotliwość wyjazdów, jasnym się już stało, że to mój chłopak i tutaj planuję przyszłość. Ze swojej strony, gdybym miała tak uczciwie przyznać, przed Wami i przed samą sobą, - kocham moje miasto rodzinne, moje otoczenie, mój pokój i także te chwile, gdy z rodzicami jest okej, wychodziłam z założenia, że nie jestem jeszcze mężatką ani matką, mój chłopak się do mnie przeprowadzić nie chce, a to ja wszystko stawiam na jedną kartę, zostawiam wszystko i wynoszę się 500 km od niego, dlatego nie tylko dla rodziców, żeby się przyzwyczaili, ale też dla samej siebie chciałam na początku jeździć, być trochę tu, trochę tam, może to niepoważne, dla mnie miało być komfortowe, chłopak chyba nie miał nic przeciwko temu, sam podkreślał, że jego tata też się sprowadził do mamy ponad 400 km i też na początku wyglądało to tak, że jeździł, a nie że wszystko rzucił z dnia na dzień. No, ja to widziałam tak, niestety moja mama stawia sprawę: wszystko albo nic). I idąc tym tropem, nie chcę jechać by poczuć się znów małą dziewczynką, to już nie jest możliwe, większość kart została odsłonięta, mama już wie, że mam 30 lat, że walczę o to jak lwica (wg niej, jej słowa) i że nie odpuszczę. Już ostatni raz jak byłam na święta było inaczej - traktowała mnie, nawet w tych chwilach gdy było dobrze, z dystansem, jak dorosłą, nie jak małą niunię. Po prostu tęsknię, kocham ich. Wczoraj rozmawiałam o tym z chłopakiem, sam przyznał, że nie powinnam się spodziewać fajerwerków, że przyjmą mnie z radością, ale dodał, że może powinnam próbować, że może kiedyś się ułoży... Ja nie chcę być już ich małą dziewczynką, gdyby tak było, nie przyjechałabym tu ani razu bo nie odważyłabym się przeciwstawić rodzicom, mamie szczególnie, pokazać: patrzcie, jestem duża, jadę do chłopaka! a zrobiłam to już tyle razy (wczoraj terapeutka zwróciła na to uwagę, że jednak mam tę siłę, tak samo z zabiegiem serca, wg niej był to lęk do pokonania i powinnam o tym często myśleć, być z tego dumna i brać dla samej siebie przykład). Ja po prostu chcę za wszelką cenę wieść do dorosłe życie, ale mieć też poukładane relacje z rodzicami. Tak, wiem, jak widać, to chyba niemożliwe. Ale ciągle głupio próbuję i dostaję po głowie...

Na chwilę obecną nie wiem, co zrobię. Na pewno napiszę smsa w okolicach czwartku, że gdyby chcieli.. Nie potrafię przewidzieć, czy będzie odpowiedź, czy będą chcieli mnie ukarać i przetrzymać. Na pewno też wiem, że mam w sobotę tu zaplanowane szkolenie smile w niedzielę wypad do escape roomu i nawet gdy powiedzą: ok, przyjedź, ja postawię swój warunek: ok, ale za kilka dni, mam plany. No i to będzie kolejny punkt sporny, bo przecież będę tu prawie 3 tygodnie, a mama nie wybacza przedłużenia nawet o 2 dni! Nie będę oszukiwać: boję się potwornie i mam straszne poczucie winy...

Nie wiem po co Was tym powyżej zanudziłam, chciałam wytłumaczyć jak ja to widzę, ale zapewne to dalej wszystko wynika z mojej choroby...

Naprędce, mówcie mi Aga, choć imię zmienione smile faktycznie poproszę o zmianę nicka. I dam znać oczywiście, jeśli jednak zrobię tę głupotę i pojadę...

382

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

(...) co chwilę uderzają we mnie myśli z poczuciem winy, jaka to wyrodna córka jestem i jak rodzice przeze mnie cierpią. (...)

Ago smile, na czym tak dokładnie - w Twym wykonaniu - polega bycie wyrodną córką? Co zrobiłaś, co robisz, że w swoich oczach zasługujesz na to określenie? Proszę, zastanów się nad konkretnymi zachowaniami.
Twierdzisz, że przez Ciebie rodzice cierpią. Na czym ich cierpienie polega i jakie Twoje zachowania (znowu konkretne) owe cierpienia wywołują.

383 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-12 15:17:31)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wielokropku, wczoraj podobne pytanie zadawała mi terapeutka, gdyż twierdziłam, że rodzice czują się przeze mnie wykorzystani. Sprawa wygląda tak, że rodzice skupili na mnie całą swoją uwagę. Ze względu na problemy z sercem, urastało to do rangi wręcz ich wykorzystywania... Dlaczego? Ano dlatego że np. nie mogłam umyć podłogi, odkurzyć ani włączyć się w żadne obowiązki domowe, bo mogłam dostać arytmię. Wyręczali mnie więc ze wszystkim. Wielokrotnie namawiali mnie na zabieg, a ja odmawiałam, bo się zwyczajnie bałam. Aż tu nagle bach, okazało się, że lęk przezwyciężyłam i zabiegowi się poddałam. Po tej opowieści terapeutka faktycznie przyznała, że ich nieco wykorzystałam hmm podkreślając jednocześnie, że oni wykorzystywali też moją chorobę, by mnie ubezwłasnowolnić, zatem teraz jest im nie na rękę, gdy prawdopodobnie jestem już zdrowa. Stąd też wyrasta moje poczucie winy, że oni dla mnie tyle robili, a ja ich zostawiam samych. Zostawiam. No właśnie, na tej podstawie myślę, że jestem wyrodna (mama skutecznie kładła mi do głowy argumenty na to, które zaraz przytoczę i których w kłótni z nią nie potwierdzam, ale sama przed sobą przyznaję, że może faktycznie...?). Rodzice oboje zgodnie podkreślają, że oni by się tyle kilometrów od swoich rodziców nie wyprowadzili, że mój chłopak swoich też nie porzuca. Że jestem ich jedyną córką, nie będziemy się widywać, oni zostaną sami we dwoje, a kiedyś tylko jedno z nich... że rodziców ma się tylko jednych, a facetów można mieć kilku i albo powinnam znaleźć kogoś z okolic, albo zmusić chłopaka, by się ze mną przeprowadził. I niby rozumiem, i niby mamie podaję przykłady rówieśników, którzy też opuścili swoich rodziców i są to koleżanki ze szkoły, które miały młodsze lub starsze rodzeństwo i to rodzeństwo także wyjechało (bo w mojej mieścinie nie ma perspektyw), a rodzice zostali sami, a mama tylko wykrzykuje: "a czy Ty musisz być jak wszyscy?! czy Ty nie możesz być inna?!". Wiem, że nie ma racji, bo przecież przyjeżdżałabym tak często jak tylko by się dało, dzwoniłabym codziennie, bo gdy nie jest zła, to lubię z nią naprawdę rozmawiać, plotkować etc. Ale co chwilę jednak napływa myśl: a może nie powinnam? a może naprawdę jestem wyrodna, że ich tak wystawiłam? Wiem, że każdy z boku, tak na chłodno, oceni, że przecież to naturalne, ludzie nawet za granicę wyjeżdżają, ale z mojej perspektywy, z mojego punktu widzenia, gdy są to rodzice, których kocham i którzy wiem, że chyba mimo wszystko bardzo kochają mnie i oddali się calkowicie mojej osobie, wówczas czuję się jak ta wyrodna córka, która wyrządza im wielką krzywdę... W sumie tylko o to chodzi. Mama jeszcze pewnie jest zazdrosna, że mogę kochać chłopaka, a nie tylko ją (choć tego nie przyznaje i mówi, że tak nie jest), ale tego już nie biorę zupełnie do siebie, bo wiem, że to bzdura. Tylko ta cholerna odległość.... sad

edit: najbardziej to bym chciała wygrać w totolotka i kupić im tutaj mieszkanie, mieliby mnie na wyciągnięcie ręki smile i myślę, że może wtedy byłoby ok. Niektórzy pisali, że od takiej mamy to z daleka, może tak, ale mnie się na serio wydaje, że jej chodzi tylko o tę odległość, że to dla niej problem nie do przeskoczenia.

384

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, zaczynasz pękać, to niedobrze. Wysyłając sms-y, szukając z nimi kontaktu, podkładasz się, okazujesz słabość, a oni tylko czekają na to, aż poddasz się i z płaczem będziesz błagała o możliwość powrotu.
Bez względu na okoliczności, jeśli znowu znajdziesz się w ich domu, będziesz miała powtórkę tego co było wcześniej; awantury, szantaż, wyzwiska, rękoczyny!!!
Wrócisz znowu poharatana psychicznie i  cofniesz się w swojej walce i drodze, do normalności.
Nie bądź naiwna, że będzie inaczej, bo niby dlaczego? Twoi rodzice swoją zawziętością udowadniają, że tak właśnie będzie, bo niczego nie zrozumieli, nie zmienili swojego stosunku do Ciebie i swoich żądań.
Odpowiedziałaś na sms ojca (suchy i oficjalny), wypomniałaś brak życzeń dla Ciebie (to tylko świadczy o ich zawziętości) i nie wychylaj się więcej, nie popełniaj błędu.

385

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

josz, tak, przyznaję, od wczoraj ze mną krucho psychicznie i faktycznie jakby pękam... Taka właśnie wczoraj była moja pierwsza myśl po tym smsie, że napisałam, że ich kocham, a oni nadal nic, więc że powinnam już chyba więcej nie pisać, bo już to w końcu zrobiłam. Hmmmmm. Tak mi się wydaję, że oni zakładają, że ja tu dłużej zostać nie mogę i teraz będę się prosić o ich powrót (tak mama w dniu wyjazdu krzyczała: tylko nie pisz do ojca za 2 tygodnie, żeby na mnie wpłynął, żebyś tu wróciła!!!).

Zawziętość w urodziny faktycznie potwierdza, że nic się nie zmieniło. No, poza jednym - tata przeszedł do obozu wroga, więc jest bardzo słabo już sad No to nie wiem...to chyba nie powinnam...

386

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, przestan sobie mieszac w glowie. Jakie wykorzystywanie? Bylas kiedys dzieckiem i opieka rodzicielska, szczegolnie w chorobie, byla Ci czyms naleznym. To natomiast jak obsesyjnie Twoi rodzice WYBRALI by koncentrować się na Tobie kiedy już bylas dorosla, jest raczej objawem ich własnych nierozwiązanych problemów, które WYBRALI przerzucić na Ciebie, zamiast sobie z nimi radzic. Jeżeli ktokolwiek tutaj kogokolwiek wykorzystuje, to chyba widać kto.

Wybory Twoich rodzicow, po drugie, nie sa od Ciebie zależne. To dorośli ludzie. Nie wpadaj w pulapke robienia się odpowiedzialna za ich samopoczucie i decyzje.

Naprawde uważam, ze ani nie powinnas się z nimi na razie kontaktować, ani TYM BARDZIEJ, do nich jechać. Chyba, ze chcesz sobie w stope strzelić.

387

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Beyond, dokładnie tak mówi terapeutka, że mam niesamowite poczucie odpowiedzialności za to jak oni się czują i co się z nimi dzieje, z naszych rozmów wynika, że odczuwałam to już jako małe dziecko. Taki przykład, który jej opowiedziałam: mama włączała bajkę, która mi się nie podobała, a ja jako mały brzdąc nie umiałam jej tego powiedzieć, bo myślałam, że będzie smutna przeze mnie, więc oglądałam zawsze i bardzo się cieszyłam, udając jak mi się podoba. To samo tyczyło się zabawek. I naprawdę nie wiem skąd już wtedy to we mnie było,nie przypominam sobie sytuacji, w których mama mówi, że jest przeze mnie smutna albo że mnie karci, jest zła. Gdy byłam dzieckiem mama była bardzo w porządku, to tata tylko czasem potrafił dać klapsa, mama zawsze mnie broniła. Jakie to wszystko jest chore sad

Ja bym pojechała, gdyby oni dali jakiś znak od siebie, wyciągnęliby dłoń, że zatęsknili... Ale jak napisała josz, widać ich straszną zawziętość... No to chyba lipa... Nie ukrywam, że mi mocno żle i smutno, jak pomyślę, że to poszło aż tak ostro, że straciłam tych fantastycznych (tak dotąd o nich myślałam) rodziców i że nie zobaczę już tamtego mieszkania...

388

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Ja bym pojechała, gdyby oni dali jakiś znak od siebie, wyciągnęliby dłoń, że zatęsknili... Ale jak napisała josz, widać ich straszną zawziętość... No to chyba lipa... Nie ukrywam, że mi mocno żle i smutno, jak pomyślę, że to poszło aż tak ostro, że straciłam tych fantastycznych (tak dotąd o nich myślałam) rodziców i że nie zobaczę już tamtego mieszkania...

I to jest problem. Ty ciagle nie widzisz, ze możesz samodzielnie funkcjonować.

Nie skupiaj się na tym jak oni się czuja, bo jest to wypadkowa ich własnych decyzji i uczuc, a nie Twoich checi.

I przestan powtarzac jacy to oni byli "fantastyczni". To jest zakłamywanie rzeczywistości.

389 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2016-01-12 15:57:32)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Ale dzieciństwo naprawdę miałam dobre... a jeśli to tylko złudzenia, to mocno nimi przesiąknęłam sad

No racja. Mam 30 lat, wystarczająco dużo, by funkcjonować samodzielnie. To po prostu tak boli tylko... I jak się było taką niunią przez 30 lat, to nagle ciężko przestać nią być hmm Chciałabym być kochana, móc mieć kontakt z mamą, chwalić jej się, co dobrego upiekłam i jak żenująco spaliłam obiad... Ale pani terapeutka wczoraj powiedziała, że widzi, że lubię się nad sobą użalać (Wy też to widzicie, prawda?) i że nie każdy ma w życiu kolorowo, jak mi się to wydaje wink

No to nie wiem. Rano, starym moim zwyczajem, zaplanowałam, że w czwartek puszczę smsa. Teraz zwątpiłam. Choć przyznam, że ten sms to trochę dla własnego rozgrzeszenia i po cichu liczyłam, że nie odpowiedzą, a ja będę czysta i nie będę musiała jechać... Dziwne to, niby mówię o wyjeździe, bo tęsknie, a za każdym razem jak do nich jadę, to cały dzień płaczę...

edit: aha, pani terapeutka też dodała, że całą swoją energię przekierowuję i poświęcam na rodziców, że tylko o tym myślę, a raczej powinnam obecnie na swój związek,  i nie myśleć i planować wyjazdów do rodziców, tylko np. wycieczkę z facetem. Szkoda tylko, że nie ma złotej recepty jak to zmienić. Niestety, TO COŚ we mnie, co mi podpowiada te wszystkie myśli, jest tak upierdliwe, że potrafi mną zawładnąć bez reszty - nie jem cały dzień, nie śpię i tylko się trzęsę. Koszmar.

390

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Aga, Twoja terapeutka ma racje. POWINNAS SIE ZAJAC SOBA, NIE RODZICAMI. Dodam tez, ze skupiasz się na rodzicach by uniknąć podejmowania decyzji o sobie. Gdzies tam wewnętrznie ciagle masz nadzieje, ze oni cos zrobia i Cie wyrecza w prowadzeniu zycia.

Powtarzam jeszcze raz: sa potrzeby i sa checi. Potrzeby sa niezbednosciami, checi to tylko zyczenia, ladne, ale bez których można zyc. Widzisz, chciałabym mieć bujne wlosy- jakby to było fajnie!- ale obiektywnie, bez tych bujnych lokow mogę szczęśliwie funkcjonować. W Twoim wypadku, chcialabys mieć rodzicow szanujących Cie, wspierających, którym zależy na Twoim szczęściu i samorealizacji- to piękne zyczenie- ale wcale nie POTRZEBA doroslej osoby. Możesz być szczesliwa niezależnie od tego jacy oni sa.

Posty [ 326 do 390 z 637 ]

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 9 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Mam problem z rodzicami - pomocy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024