Mam problem z rodzicami - pomocy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Mam problem z rodzicami - pomocy

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 637 ]

261

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Dwa, nie liczę, że ktoś zaprzeczy, w gruncie rzeczy wiem, że całej tej sytuacji jestem winna wyłącznie ja i nawet jak narzekam na niego, to gdzieś tam z tyłu głowy, tłumaczę sobie, że może mu zależało, ale skutecznie to popsułam...

I dobrze sobie tłumaczysz. W mojej ocenie chłopak był dla Ciebie wsparciem, ale oceniając Twoje zachowanie doszedł już zapewne do wniosku, że słabo rokujesz. Sądzę, że on szuka partnerki, a nie dziecka do niańczenia. Dał Tobie wsparcie, Ty chcesz na nim zawisnąć...

Zobacz podobne tematy :

262

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Skoro nie jest Ci dobrze, skoro wiesz, że jesteś autorem sytuacji, w której żyjesz, to... dlaczego tego nie zmienisz?
Nie, nie odpowiadaj 'nie umiem', 'nie mogę', 'staram się' - to wykręty. Odpowiedz na to pytanie sobie, bo to Ty ponosisz konsekwencje takiego trwania.

263

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Oj już nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Czuję się winna, ale z drugiej strony zaczyna mi coś tutaj nie pasować i nie byłabym taka skłonna go idealizować. Niby był wsparciem albo raczej sobie to wsparcie dopowiadałam. Jak mówił zawsze: zaproponował mi kąt do mieszkania. Nic poza tym. Jego mama nazywała mnie synową, ale on nigdy nie nazwał mnie swoją dziewczyną ani nie powiedział, że cokolwiek do mnie czuje. Nigdy wcześniej też nie powiedział, że mu zależy bym była (nawet na początku, gdy jeszcze nie wiedział, jak to źle się potoczy i jak to będzie wyglądać). Skłaniam się ku temu, że nic do mnie nie czuje. Co nie zmienia faktu, że z całą resztą macie racje i spróbuję jeszcze do niego pojechać.

Wielokropku, odpowiem sobie na to pytanie i Tobie - wygląda na to, że jednak jestem mocniej psychiczna niż mi się wydawało. Moje 'nie mogę/nie umiem' to nie tylko postawa i słowa, to się wiąże z masą objawów somatycznych, gdy mam działać dostaję zaburzenia rytmu serca, odczuwam mega lęk, drżenie ciała, zalewanie ciała uczuciem gorąca itp. itd. Wiele lat leczyłam się na nerwicę i zaburzenia lękowe mieszane, ale zupełnie nieskutecznie. Wydaje mi się, że to jak zostałam wychowana, ta relacja z mamą plus nerwica, wszystko razem robi mi piękne kuku. Ale nie chciałabym, żeby wyszło, że się tłumaczę i szukam usprawiedliwienia. Bo w sumie niczego to nie zmienia, powinnam się leczyć. Prawdą jest, że przez 5 lat przyjmowałam antydepresanty i byłam bardziej pewne swojego działania, trochę mniej się wszystkiego bałam. W marcu tego roku je odstawiłam i teraz wszystko urasta do rangi wielkiego problemu i wiąże się z takimi objawami fizycznymi, że nie mam siły cokolwiek zrobić ze swoim życiem...

264

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No to szybko do lekarza. Być może oprócz farmakoterapii zaleci psychoterapię - nie broń się przed nią.

265

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Z naszą służbą zdrowia, "szybko do lekarza" to pojęcie względne wink ale myślę, że skończy się istotnie farmakoterapią, a nie tylko psychoterapią (o którą tutaj trudniej).

266

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Przeczytaj uważnie zdania z mej sygnatury. Od początku mam wrażenie, że szukasz powodów, nie sposobów.

267

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wielokropku, znam te słowa od dobrych kilku lat... ktoś kiedyś mi je zacytował, w całkiem podobnej sytuacji, tylko wtedy byłam jeszcze małolatą. No i pozostałam nią nadal. Co do służby zdrowia, to nie wymówki akurat, zaliczyłam już kilku psychiatrów w swoim życiu, w pomocy w leczeniu nerwicy, więc nie migam się od tego, takie są realia po prostu, z tą "szybkością". Ale to już temat do innej dyskusji. smile

268

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Kobieto! Zdecydowałaś się na to, by nie być dojrzałą?

269

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

sad Tak to wygląda. A nie chcę by tak wyglądało. A jednak konsekwentnie to czynię. Nie wiem, może psychiatryk już tylko?

(tak bardzo z zazdrością i smutkiem patrzę na młode małżeństwa z dziećmi - w sklepie, na ulicy...)

270 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-11-23 23:59:05)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Oj już nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Czuję się winna, ale z drugiej strony zaczyna mi coś tutaj nie pasować i nie byłabym taka skłonna go idealizować. Niby był wsparciem albo raczej sobie to wsparcie dopowiadałam. Jak mówił zawsze: zaproponował mi kąt do mieszkania. Nic poza tym. Jego mama nazywała mnie synową, ale on nigdy nie nazwał mnie swoją dziewczyną ani nie powiedział, że cokolwiek do mnie czuje. Nigdy wcześniej też nie powiedział, że mu zależy bym była (nawet na początku, gdy jeszcze nie wiedział, jak to źle się potoczy i jak to będzie wyglądać). Skłaniam się ku temu, że nic do mnie nie czuje. Co nie zmienia faktu, że z całą resztą macie racje i spróbuję jeszcze do niego pojechać.

No tak...nie szantażuje, nie rwie włosów z głowy, nie mdleje, nie okłada Cię łapami, pozwala podjąć samodzielny wybór. Ty jesteś przyzwyczajona do innych standardów przy okazywaniu "miłości", także nie dziwi mnie, że wątpisz w jego zaangażowanie... wink
Zrobisz, co zechcesz ale zapewnim Cię, że przed konfrontacją ze swoimi lękami nie uciekniesz. Odłożysz to jedynie w czasie. Każdy nastepny kop od zycia, będzie mocniejszy....aż się obudzisz.

271

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Uhm, Volver, na to bym nie wpadła... ale istotnie może coś w tym być... Co ciągle nie zmienia faktu, że mógłby wprost powiedzieć co do mnie czuje (bądź nie), że mu zależy (lub nie), a nie chować głowę w piasek.

Taaak, odkładam w czasie, każdy kolejny krok, każdą kolejną informację: "mamo, chcę pojechać", odkładam w czasie, z precyzją planuję dzień i godzinę, kiedy poinformuję o tym mamę, odliczam dni, godziny, minuty, lęk narasta, katuję się...

272 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-24 00:05:11)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dzięki pobycie w szpitalu psychiatrycznym przestaniesz być dzidzią-piernik?
Przecież doskonale znasz mechanizm, znasz przyczyny - brak tylko Twej decyzji o zmianie postawy życiowej.


Edycja:
Oczywiście, po raz kolejny to on jest odpowiedzialny za Twa postawę.

273 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2015-11-24 00:10:07)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie jest odpowiedzialny za moją postawę. Moja postawa to jeden (największy) problem. To, czy cokolwiek do mnie czuje, to druga (osobna) rzecz, nad którą zaczęłam się zastanawiać i czym się z Wami podzieliłam.

No nie, szpital może wyleczyłby moją nerwicę. Chociaż pewnie nie. Zresztą chyba tak serio jednak bym trafić tam nie chciała i zaczynam gadać od rzeczy.

edit: ale ja chyba cały czas gadam od rzeczy smile

274

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Źródłem Twej nerwicy jest relacja z matką. W trosce o swe zdrowie, dbając o pozbycie się nerwicy... nie opuszczasz domu rodzinnego. Gdzie sens? Gdzie logika?

275

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Widzisz...Ty mierzysz siłę uczuć słowami, a on być może czynami. Ty nie słyszysz deklaracji więc watpisz w jego uczucia, on nie widzi czynów więc także nie bardzo ma podstawy by wierzyć Tobie...
Twój zarzut pod jego adresem o chowanie głowy w piasek, to tak lekko zabawnie brzmi w Twoich ustach... Nie sądzisz ?

276

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Wielokropku, nigdy do tej pory nie spojrzałam na to w ten sposób. Z nerwicą zmagam się od dziecka (jej początki miałam już w podstawówce), wówczas moje relacje z mamą były poprawne, jak i cała sytuacja w domu rodzinnym. W gruncie rzeczy miałam szczęśliwe dzieciństwo. Ale fakt, ta relacja z mamą, te kłody pod nogi z jej strony, obecnie napędzają nerwicę dużo bardziej. Tylko uciekając od tego też nic nie zmienię. Bo nawet jak jestem u niego, to myślami u rodziców. Dalej w tym tkwię. Czyli tylko terapia...

Volver, na to już mi brak odpowiedzi i argumentu... Z całą świadomością przyznaję - masz rację. W sumie tym samym przypomniałaś mi, że 5 lat temu, gdy się spotykaliśmy, zarzucił mi, że moja miłość to były tylko słowa... ekhmm, to niefajnie hmm to narozrabiałam, to niesłusznie się na niego gniewam? to jak mam wybrnąć? masakra. No to muszę pojechać. Już za momencik, już za chwilkę, już za godzinkę, poinformuję o tym mamę... Dzięki dziewczyny.

277

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Historia jakbym czytała trochę o sobie i swoich rodzicach, też jestem jedynaczką Nic dobrego...

278 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2015-11-24 00:21:49)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

LadyAnette, to bardzo, BARDZO współczuję. Wybrnęłaś jakoś?

edit: ano nic dobrego smile jak pomyślę, jaki młody głupi szczyl byłam, gdy drżałam i płakałam: "mamooo, ja nie chcę rodzeństwa", to aż mnie wkurzenie dziś bierze wink a moje życie mogło być o tyle łatwiejsze...

279 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-24 00:22:31)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Oto przykłady owych 'poprawnych' relacji:

moje_glupie_ja napisał/a:

(...) Trzymaną zawsze pod kloszem, częściowo z racji tego, że od dziecka choruję na serce. Uczyłam się wzorowo, zawsze grzeczna, ułożona. Żadnych imprez, wyjść ze znajomymi. (...)

nie potrafiłam powiedzieć rodzicom "poznałam kogoś, umówiłam się". Żałosne, wiem. W wielkiej konspiracji, okłamałam, że wychodzę na spotkanie z koleżanką. (...)

Musiałam powiedzieć prawdę rodzicom, że to nie było spotkanie z koleżanką. Skończyło się ogromną awanturą... że okłamałam, że nie można mi ufać, że on ma na mnie zły wpływ w takim razie (to nieprawda, cały czas mnie wspierał i doradzał jak pokojowo przekonać rodziców do tego związku, ale bezskutecznie). Do tej pory mam wypominane, że już ufać mi nie można. (...)

gdybym się zbuntowała... i postawiła na swoim, ale po 1 - nigdy otwarcie nie powiedziałam im: "kocham go, chcę z nim być" - nie wiem dlaczego, mam totalną blokadę, nie umiem się otworzyć, nie umiem przyznać, że jestem już dorosłą kobietą. (...)

Częściowo to oni mnie wpychają w schemat małego dziecka, ale częściowo robię to też sama i na pewno nie z wygody czy czegoś podobnego. Nie wiem czemu, bo myślę sobie, to głupie, ale... "mamie będzie przykro, że jestem już duża i poczuje, że ją opuszczam". A ja nie chcę by jej było smutno przeze mnie. Ech. Wychodzę z założenia, że już lepiej, żeby było mi smutno. (...)

280

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Yyyyyy... Wielokropku, no tak, no tak... To już nie mam, co odpowiedzieć...

Mogę się chyba tylko pocieszyć myślą, że to początkowe trzymanie pod kloszem, wynikało z troski, a nie, że chcieli mi zrobić krzywdę. Ale w sumie to nic nie zmienia...

281

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Volver, na to już mi brak odpowiedzi i argumentu... Z całą świadomością przyznaję - masz rację. W sumie tym samym przypomniałaś mi, że 5 lat temu, gdy się spotykaliśmy, zarzucił mi, że moja miłość to były tylko słowa... ekhmm, to niefajnie hmm to narozrabiałam, to niesłusznie się na niego gniewam? to jak mam wybrnąć? masakra. No to muszę pojechać. Już za momencik, już za chwilkę, już za godzinkę, poinformuję o tym mamę... Dzięki dziewczyny.

Bardzo chciałabym znać odpowiedzi na Twoje pytania, ale niestety... Nie wiem przecież jak ta wasza relacja wygląda. Jestem natomiast przekonana, że Twoja postawa i lęki waszemu uczuciu nie sprzyjają. Nie pisz, że musisz do niego pojechać,tylko że chcesz. Gdy tam jesteś, to bądż z nim cialem i duchem, a nie tylko ciałem.

282

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Ani razu nie pomyślałam, że byłaś czy jesteś niekochana przez rodziców. Kochali Cię i kochają jak potrafią, ale... niewiele potrafią. I nie jest to ich wina, nikt ich tego nie nauczył, oni nie mieli gdzie (od kogo) się tego nauczyć.

Jest znane, stare powiedzenie

Chcieli dobrze, wyszło jak zwykle.

283 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2015-11-24 00:39:10)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Volver, wiem, wiem... pytałam samą siebie w sumie, kto ma w zasadzie wiedzieć, jak nie ja, kto nawarzył w końcu tego piwa...

Chcę... w sumie to bardzo chcę, nie wiem dlaczego używam tego "muszę" sad



edit:

Wielokropku, no to prawda akurat. Gdzieś już wcześniej opisywałam, jak fatalne relacje i układy mieli moi rodzice ze swoimi rodzicami (zwłaszcza matkami). Niestety, niejako pewnie pokutuję za moich dziadków teraz.

284 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-24 00:40:13)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

A zdecydujesz się zrobić to, co chcesz? Czy też owo 'chcenie' pozostanie w świecie marzeń?


Edycja:
Pokutę możesz zakończyć. Ty. Nikt inny.

285

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Gdyby tylko w świecie marzeń, to jeszcze byłby pikuś. Najgorsze, że marzenia, które były na wyciągnięcie ręki, a przez własną głupotę nie zostały spełnione, mogą trafić tylko do czarnego wora z napisem 'wyrzuty sumienia'. Lepiej żałować, że się coś zrobiło niż że się czegoś nie zrobiło... itd. Tak sobie powtarzam.

Tak, tylko ja. Już za chwilę idę poinformować mamę. Serce wariuje, żołądek się przewraca. Gdyby chociaż tylko ktoś mógł ten potworny lęk zabrać... Z każdą minutą narasta, jak wiem, że zaraz rozpętam piekło na nowo. A tak dobrze spokojnie było w ostatnich dniach. Dobrze, ale niedobrze, bo samotność mocno doskwiera...

286

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Lęku nie znają tylko ludzie pozbawieni wyobraźni. Ci mądrzy znają go dobrze, tylko nim się nie kierują.
Przestań być tak ambitną. tongue Weź lęk pod rękę i idź - nie będziesz samą. smile

287

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

big_smile w takim razie, z taką ambicją, zostanę kiedyś profesorką od lęku tongue

Żeby ta cholera chciała się oswoić, no...

288

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Oswajanie lęku polega na... spojrzeniu mu w twarz i zmierzeniu się z nim. smile

Trzymam kciuki.

289

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dziękuję. Dziękuję za dzisiejszy wieczór, dziewczyny smile

290

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Moje_glupie_ja polecam Ci mój wątek o nerwicy http://www.netkobiety.pl/t43727.html
Sądzę, że kilka rad tam zawartych może Ci pomóc zmierzyć się  z Twoimi lękami. Trzymam mocno za Ciebie kciuki i wierzę, że kiedyś uda Ci się wyjść poza toksyczne schematy Twojego dotychczasowego życia. Pozdrawiam!

291

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Stokrotko, dziękuję smile przejrzałam Twoje wskazówki, odszukałam w szafce magnez, właśnie parzę meliskę. Zawsze wychodzę z założenia, że takie słabe środki na mnie nie działają, a tymczasem może wystarczy troszkę systematyczności...

A ja wczoraj powiedziałam. I piekło zaczęło się na nowo.... Znów awantura pół nocy, od rana. Że kłamię, bo to na pewno mój facet i mam to przyznać, a jak mam to przyznać, skoro on się nie zdeklarował? "To jedź, ale wróć za 5 dni" albo najlepiej nie jedź wcale. Dramat. Lęk i wszystkie objawy nerwicy mnie rozkładają, hydroksyzyna znów poszła w ruch. Zakładam, że jednak pojadę, choć nie czuję się na siłach kompletnie przeżywać to piekło znów... (teraz wieczór względnie spokojny, może pomyślała, że jednak jej ulegnę). Niestety, on się dalej nie odzywa, więc nie wiem jednak czy będzie do kogo jechać. Jutro do niego zagadam, choć nawet to nie wiem już jak zrobić...

292

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Moje_głupie_ja akurat nie o magnez i melisę mi chodzilo. To jedynie doraźne środki, które silnej nerwicy nie podołają. Twoja historia jest trochę podobna do mojej. Ja również tkwiłam w silnej zależności od rodziców (matki w szczególności). Cierpiałam z powodu nerwicy, a środki antydepresyjne brałam kilka lat. Niestety Kochana ale bez dobrego psychologa nie podołasz wyrwaniu się z sideł rodzicielskiejz zależności i antydepresantów. Ktoś musi dać Ci siłę, wsparcie i narzędzia do walki o własną autonomię. Co więcej - Ty sama musisz być na 100% przekonana, że tego właśnie chcesz.  Przed Tobą ogrom pracy nad sobą, ale satysfakcja z pozytywnych efektów będzie ogromna i wyzwolająca! Trzymam kciuki i życzę Ci odwagi.Pozdrawiam

293

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

moje_glupie_ja Czy wybrnęłam, hmm cały czas z tym walczę i czasami jest ciężko, odmienne zdania awantury, a teraz wiadomo mam już swoje lata i nie siedzę cicho jak mysz pod miotłą tylko też umiem wyrazić swoje zdanie i właśnie z tego rodzą się kłótnie. Moja mama twierdzi, że ona chce dla mnie jak najlepiej i żeby mi było dobrze w życiu, z kolei ja uważam, że zrobię tak jak będę chciała i będę szczęśliwa, a nie będę spełniać jej ambicji... Nie podoba się jej to, że po skończonym licencjacie chce wyjechać za granicę do narzeczonego, oczywiście studia będę kontynuować, że ślub to najlepiej rok później niż planujemy, i wiele, wiele innych rzeczy o których mogłabym pisać i pisać... Tata jest zupełnie inny, raczej się nie wtrąca, rzadko wyraża swoje zdanie.

294 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-11-26 13:00:26)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Stokrotko, dziękuję smile przejrzałam Twoje wskazówki, odszukałam w szafce magnez, właśnie parzę meliskę. Zawsze wychodzę z założenia, że takie słabe środki na mnie nie działają, a tymczasem może wystarczy troszkę systematyczności...

A ja wczoraj powiedziałam. I piekło zaczęło się na nowo.... Znów awantura pół nocy, od rana. Że kłamię, bo to na pewno mój facet i mam to przyznać, a jak mam to przyznać, skoro on się nie zdeklarował? "To jedź, ale wróć za 5 dni" albo najlepiej nie jedź wcale. Dramat. Lęk i wszystkie objawy nerwicy mnie rozkładają, hydroksyzyna znów poszła w ruch. Zakładam, że jednak pojadę, choć nie czuję się na siłach kompletnie przeżywać to piekło znów... (teraz wieczór względnie spokojny, może pomyślała, że jednak jej ulegnę). Niestety, on się dalej nie odzywa, więc nie wiem jednak czy będzie do kogo jechać. Jutro do niego zagadam, choć nawet to nie wiem już jak zrobić...

Kobito, a czego Ty się spodziewałaś? Zachowanie Twojej matki SIE NIE ZMIENI- każda próba uzyskania autonomii będzie zwalczana awanturami i szantażem. Zresztą, po co Twoja matka ma się zmieniać, jak za każdym razem to co robi DZIAŁA? Jak jej coś nie pasuje to odstawia teatr jednego aktora, a posłuszna córcia leci z wywalonym ozorem i podciera tyłek. Czy Ty nie widzisz, że SAMA jesteś częścią problemu w tej toksycznej relacji? W momencie, gdy przestałabyś reagować na fochy mamusi, ona musiałaby zmienić do Ciebie stosunek.

A Twój facet to musi mieć cierpliwość świętego. Pięć lat w takim cyrku żyje hmm Stara, jakby ten facet Cię nie kochał, to już dawno by Cię w d**ę kopnął. Pakuj walizki, jedź do niego i módl się, że mu ta cierpliwość się nie skończy.

FACEPALM.

295

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Mniej wiecej przeczytalam 1 i ostatnia strone tongue wnioskuje ze nadal jestes w tym samym punkcie? Na 1 stronie przeczytalam, ze napisalas ze gdy mowisz im o planach to kazali ci sie wyprowadzac, wyrzekali itd. A teraz gdy im oznajmilas powiedzieli co innego? Na Twoim miejscu wykorzystalabym sytuacje gdy mowili zebys sie wyprowadzila i powtwierdzila to co robisz smile Kurcze jestem zdumiona - bede szczera przepraszam jesli zaboli. Mam 22 lata, zawsze zadziwiaja mnie ludzie z podobnymi historiami, tylko ze mi sie to nie miesci w glowie. Od 17 roku zycia zaczelam wyjezdzac do pracy na wakacje, potem juz w wieku 19 lat opuscilam gniazdo rodzinne i tak oto jestem prawie 2 lata poza krajem, w ktorym nie mam nikogo smile Ty masz prawie 30 lat i nadal boisz sie powiedziec o chlopaku?! Wspolczuje, wspolczuje ze rodzice tak Cie zmanipulowali, ze mama zrzucila na Ciebie odpowiedzialnosc za pewne rzeczy a Ty to przyjelas pokornie jak dziecko. Tylko wydaje mi sie, ze z biegiem czasu czlowiek madrzeje i powinnas zauwazyc ze nikt nie zyje wiecznie wink Skoro nie jestes w stanie sie teraz odciac, to co zrobisz po ich smierci? Kiedys umra napewno. Zamkniesz sie w domu i bedziesz plakac az sama sie wykonczysz? Nie o to chodzi w zyciu, masz je jedno i powinnas Ty byc szczesliwa. Czemu czujesz sie winna, dlatego ze ktos inny (Twoja mama) nie skorzystal z szansy bycia szczesliwym tylko trwa w toksycznej relacji? Wez sie w garsc, masz prace czyli cos tam potrwafisz sobie zalatwic smile Studia przeszlas czyli jakis kontakt z ludzmi mialas. Wiec czy nie jest tak ze sama sie ubezwlasnowolniasz? Nie rozumiem tlumaczenia ludzi pt "zeby komus nie bylo przykro" a czy ten ktos patrzyl czy Tobie nie bedzie przykro? Czy Tobie nie przysporzy lez? Troche egoizmu dziewczyno! Widze tu powazne problemy z wiara siebie, czyli Twoja samoocena musi byc naprawde nisko.. Chetnie pomoge Ci ja odbudowac, a przynajmniej podjelabym sie tego jesli tylko chcesz, bo niestety nikt cie do niczego nie zmusi. A szkoda, bo z checia bym Cie wyrwala ze szponow poczucia zaleznosci smile Pozdrawiam goraco :*

296

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

czytam ten wątek, pamiętam Twoją historię, trzymałam za Ciebie kciuki.. ale nadal nie rozumiem - PO CO TY TAM JEŹDZISZ DO MATKI? ONA SIĘ NIE ZMIENI. NIGDY. N I G D Y. Nie będziesz miała kochającej i wspierającej matki. Nie będziesz miała fajnej relacji opartej na cieple i miłości. Nigdy. Nie z nią. Nie wiem jak dobitniej Ci to uświadomić.

297

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dziękuję wszystkim, wiele dla mnie znaczą te słowa.

Powiedziałam dziś mamie, że chcę w środę pojechać. Znów awantura, że mam znaleźć chłopaka stąd, a nie z tak daleka, że ona jakby była jedynaczką, to by tego rodzicom nie zrobiła i nie wyjechała 500 km. I że mam się wynosić, bo jestem świnia. Bo chcę ją zostawić z ojcem samą, a ona z nim sama siedzieć nie chce. I straszy, że pożałuje, jak stanę nad jej trumną... I obraża jego, mojego wybranka, którego kocham, za to, że tak daleko, że do tego dążę, że się z nią o niego awanturuje itp. itd. ... sad(((((

Pomódlcie się za mnie proszę, nie mam już siły, marzę by mnie zamknęli w jakimś psychiatryku, szpitalu... nie mam siły już żyć sad

makemehappy, nie wiem, czy da się podnieść moją samoocenę. Nie wiem, czy da się coś z tym zrobić, chcę umrzeć sad to się łatwo wszystko mówi...ale to, co tu się dzieje... jakie to są jazdy... to kosmos...

298

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dlaczego wchodzisz do jej gry? Jesteś dorosłą osobą i Ty decydujesz o tym, co robisz.
Jeśli Twoja matka obraża bliskie Ci osoby, to nie musisz tego słuchać, możesz wyjść z pokoju/mieszkania. Nie musisz uczestniczyć w tym teatrze.

299

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Od dłuższego czasu w Twoim wątku wciąż te same informacje o histerii matki i Twoje nieustające użalanie się nad sobą. Rany jak Ty lubisz jęczeć !  Coraz bardziej upodabniasz się do własnej matki. Siedzisz, czekasz, biadolisz, zaklinasz i liczysz, że rzeczywistość zmieni się sama. Skoro tak lubisz -Twoja wola.
A tego proszenia o śmierć, to nawet nie skomentuję... bo, to żenujące jest.

300

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Powiedziałam dziś mamie, że chcę w środę pojechać. Znów awantura, że mam znaleźć chłopaka stąd, a nie z tak daleka, że ona jakby była jedynaczką, to by tego rodzicom nie zrobiła i nie wyjechała 500 km. I że mam się wynosić, bo jestem świnia. Bo chcę ją zostawić z ojcem samą, a ona z nim sama siedzieć nie chce. I straszy, że pożałuje, jak stanę nad jej trumną... I obraża jego, mojego wybranka, którego kocham, za to, że tak daleko, że do tego dążę, że się z nią o niego awanturuje itp. itd. ... sad(((((.

Przecież WIESZ, że to wredna manipulacja. Twoja matka nie mówi niczego nowego.

Do kłótni potrzebne są dwie osoby. Zrozum, że jak nie będziesz z nią w te jazdy wchodzić, to...ich po prostu nie będzie. Co Ci przeszkadza wyjść z domu w momencie gdy ona zaczyna swoje tyrady? Co Ci przeszkadza wynieść się z domu rodzinnego NA STAŁE. Nie jesteś dzieckiem, stara kobyła z Ciebie.

Nie jesteś odpowiedzialna ani za szczęście ani za samopoczucie Twojej matki. To czy jej dobrze czy niedobrze z mężem, to wyłącznie jej własny problem. Nie jesteś też w stanie zmienić jej toksycznego zachowania, a modlitwy to tu tyle dadzą co nic. Jesteś się za to w stanie odseparować od jej trującego wpływu i postawić zdrowe granice w waszych relacjach.

301 Ostatnio edytowany przez Petita (2015-11-30 19:35:09)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

Pomódlcie się za mnie proszę, nie mam już siły, marzę by mnie zamknęli w jakimś psychiatryku, szpitalu... nie mam siły już żyć sad (...) chcę umrzeć

To wszystko, co napisałaś wynika z tego, że nadal chcesz zrzucić z siebie odpowiedzialność za to co się dzieje w Twoim życiu, za decyzje, które musisz w końcu podjąć.
W szpitalu psychiatrycznym też decydowaliby za Ciebie inni,  w tym wypadku zamiast matki - lekarze. Widzę, że bardzo lubisz taki sposób życia, kiedy ktoś Tobą steruje. A już najlepiej to zniknąć.

Dziwi mnie, że mimo tego co my Ci tu piszemy, niewiele drgnęło u Ciebie. Nadal tak naprawdę w główce Ci się niewiele poprzestawiało. Zrób coś, bo stracę wiarę w Ciebie.
Dla mnie to był szok, gdy się dowiedziałam, jak inni oceniają moją sytuację domową i motyw do zmiany.
Już niedługo nam się skończą teksty, bo w sumie w kółko piszemy to samo tylko innymi słowami tongue Normalnie "Moda na sukces".

Zaniepokoiło mnie, gdy napisałaś, że Twój chłopak chyba Cię już nie chce i dlatego nie opłaca Ci się wyprowadzać z domu yikes Nie oglądaj się tak bardzo na niego. Pomyśl o tym, że przy następnym chłopaku będzie podobnie, więc jak najbardziej opłaca Ci się mimo wszystko stamtąd wynieść, skoro masz jakąś pracę i utrzymałabyś się sama. Nigdy nie odbudujesz swojego poczucia wartości przy matce, a nawet powiem więcej - nie zbudujesz swojej własnej tożsamości, bo jak na razie macie wspólną.

To jest moje ostatnie pitu-pitu tutaj. Mam nadzieję, że następnym razem napiszę Ci "gratuluję oderwania pępowiny".

302

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

non stop krzyki, odkad dzis powiedzialam. Ze nam znalezc kogos tu na miejscu, ze wcale nie musi byc ten, bo tego kwiatu pol swiatu. Mama powiedziala, ze jak teraz pojade to sie zabije. Po czym szarpala mnie i chciala wyrzucic za drzwi tak jak stoje. Zadne argumenty stad przytaczane nie docieraja. Jestem, cytuje, du..a a nie corka, smiec, bo nie zalezy mi na rodzinie i nie mysle co bedzie z nia na starosc jak zostanie sama (mama ma 50 lat, nie choruje). Placze, prosze, tlumacze, nawet wpadam w szal i padaja gorzkie slowa, ze jest egoistka i nie mysli co ze mna bedzie na starosc. Ale ubliza mi od najgorszych. Wiem, moge sie spakowac i wyjsc jak stoje, ale to nie jest proste, gdy jest sie w takim stanie psychicznym i fizycznym (po operacji serduszka), gdy drze, ze moze naprawde sie zabije, a przeciez mimo wszystko jej wybaczam i ja kocham, to matka... wiem, wiem. Moje i Wasze pisanie nie ma juz chyba sensu, bo nikt za mnie tego nie rozwiaze, wszystko juz zostalo powiedziane, a ja dalej drepcze w miejscu. Nie zycze nikomu takiego piekla. To pieklo jest tez we mnie, gotuje sie milionem emocji, ktore mnie paralizuja tak strasznie, ze stad mysli o psychiatryku...

303 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-12-01 13:45:53)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Z całym szacunkiem, ale piekło to sobie robisz na własne życzenie. Ta sytuacja wygląda jak wygląda, bo za każdym razem kiedy matka brutalnie narusza Twoją autonomię, to Ty się zachowujesz jak osoba, która żadnej autonomii nie posiada.

Piszesz o zachowaniu matki jakby to była jakaś niespotykana nowość, podczas gdy takie jazdy masz od lat. Ile ona razy Ci groziła?- miliony. Stało się coś?- nie. Po jasną cholerę Ty jej cokolwiek chcesz tłumaczyć? Przecież , kurka jasna, mogłabyś do ściany lepiej gadać. ZACHOWANIA WŁASNEJ MATKI NIE ZMIENISZ. KROPKA.

Jedyną rzeczą jaką dla siebie możesz zrobić to przestać się użalać nad sobą, bo dorosła baba jesteś, tylko wziąć d**ę w troki i się wyprowadzić. Weź wreszcie za siebie jakąś odpowiedzialność, bo to naprawdę żenujące zaczyna być.

304

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

(...) nikt za mnie tego nie rozwiaze, wszystko juz zostalo powiedziane, a ja dalej drepcze w miejscu. (...)

Prawda.
Opisujesz po raz kolejny sytuację w domu rodzinnym, określasz ją mianem piekła i... nie robisz nic, by z niego wyjść.
Cały czas, z uporem godnym lepszej sprawy, postępujesz zgodnie z drugim zdaniem z mej sygnatury. Wniosek?

305

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Uderzę z innej strony.

Czy Ty sobie nie zdajesz sprawę, że Twoja niechęć do stanięcia na własne nogi rani nie tylko Ciebie ale i Twoją matkę? Gdyby zamienić jej uzależnienie od Ciebie alkoholem, to czy dobrowolnie podawałabyś mamie butelki wódki, żeby się tylko nie denerwowała? Zaręczam Cię, że alkoholik potrafi bardzo cierpieć przez brak ulubionego trunku, ale chyba najlepszym sposobem na jego uleczenie jest odmowa pomaganiu mu się powolnie zabijać.

Co o tym myślisz?

306

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Lepiej byłoby dla ciebie jakbyś szukała chłopaka blisko bo nie znasz aż tak dobrze tego chłopaka który mieszka daleko. Jak dobrze poznasz chłopaka to będziesz mogła z nim być bez oświadczania się że opuszczasz dom.

307

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
MrSpock napisał/a:

Lepiej byłoby dla ciebie jakbyś szukała chłopaka blisko bo nie znasz aż tak dobrze tego chłopaka który mieszka daleko. Jak dobrze poznasz chłopaka to będziesz mogła z nim być bez oświadczania się że opuszczasz dom.


Boże, widzisz i nie grzmisz!

Przecież ona nie będzie mogła się wyprowadzić z domu nawet jak nie będzie jechać do tego chłopaka. Bo wg matki ma być zawsze przy niej!
Widać, że nawet nie rozumiesz istoty problemu. Chłopak jest tu naprawdę kwestią drugorzędną. Ty jej proponujesz zamiatanie problemu pod dywan...

308

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Mr Spock ma swoje prywatne obsesje,które wygłasza w każdym temacie. Szkoda gadać i czytać.

Moje_głupie_ja ma zaburzoną narcystyczną matkę od której powinna się zdecydowanie uwolnić, jeżeli chce zaznać jakiegokolwiek szczęścia i autonomii w życiu. Nie dla faceta, nie dla kolejnej osoby z którą będzie w uzależnieniowej relacji, ale DLA SIEBIE.

309

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Trzymaj sie tam, dziewczyno.
Zrób COŚ. Zgłoś się do psychiatryka na oddział dzienny, wyprowadź się, zgłoś matkę na policję ze względu na groźby samobójcze, ale zrób COŚ. Nie stój w tym punkcie, w którym jesteś, on jest najgorszy.

310

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dzień dobry, opiszę jak dalej potoczyły się moje sprawy, a właściwie jeszcze się toczą, bo jestem to wszystkim dłużna. Na początku grudnia pojechałam do chłopaka. Pierwsze 6 dni mama ze mną codziennie rozmawiała ładnie i miło. Siódmego dnia, z racji, że już za długo, bomba wybuchła... Już zaczęły się pretensje, że nie powinna ze mną w ogóle rozmawiać za to, co robię. Przestałyśmy się odzywać... Następny dzień milczenia i o północy telefon, w którym przy chłopaku wyzywała mnie od kur... sad okazało się, że pod moją nieobecność, przepatrzyła moje torebki, znalazła jakieś paragony, z których wydedukowała sobie, że spotykałam się już z nim wcześniej. To było w nocy z czwartku na piątek i od tego dnia zaczął się mój horror i nie wiem jak żyję. Do 4 rano pisanie na fb i w smsach, że mam się nie pokazywać, "u męża zostań na święta", że jak wrócę to zrobi mi piekło, że jestem kur..., su..., że zniszczyłam rodzinę, nie mam już domu, ona mnie tu nigdy nie wpuści. Nie wiem jak przetrwałam tę noc, poranek. Od rana znów smsy, że jestem oszustka, telefon, w którym na mnie wrzeszczała. Zadzwoniłam do ojca, wyryczałam się, wtedy jeszcze trzymał moją stronę. Po tym zadzwoniła do mnie, mówiąc, że przeprasza, że się tak uniosła i zaczęła tłumaczyć, że jej chłopak nie przeszkadza, tylko chodzi o to, że pracuję na umowy o dzieło, a powinnam mieć stałe zatrudnienie (za wszelką cene chce bym znalazła tutaj stałą pracę, wówczas do chłopaka pojadę na 1-2 dni czasem i jak się wyraziła "wszystko się rozpier..."). Odpowiedziałam, że mogę znaleźć stałe zatrudnienie u chłopaka i jak to usłyszała, wywrzeszczała "jesteś zwykłą dziw... !!!". Coś pękło. Byłam roztrzęsiona, chłopak w pracy. Zadzwoniłam na nr interwencyjny do ośrodka pomocy kryzysowej. Tego samego dnia miałam spotkanie z psychologiem. Nie usłyszałam w sumie nic nowego, czego bym nie wiedziała i nie dowiedziała się tutaj z forum. Zostałam zapisana na terapię. Pierwsza wizyta była już w poniedziałek i mocno mnie zawiodła. Ta pani psycholog od terapii już całkiem inna, tylko na mnie patrzyła, mówiła, że decyzję muszę sama, nic nie oceniała, nic o postępowaniu mojej mamy, zupełnie jakbym w tym działaniu była sama. Od tego pamiętnego piątku z mamą zero kontaktu, tylko z tatą sporadycznie. Oznajmiłam mu we wtorek, że w środę przyjadę (tę co teraz była). Chciałam tydzień przed wigilią, chciałam pomóc w przygotowaniach, ale zaznaczyłam, że na sylwestra bym chciała znów pojechać. Chłopak i tak musi przeżyć, że nie spędzam z nim świąt, a bardzo chciał i czuję się z tym podle. Ale to jednak rodzice. Tata przekazał info mamie i cyrk od nowa... że mam absolutnie nie wracać, że nie chce mnie widzieć i że ustalili razem z tatą że jak przyjadę to jeżdzę co 3 miesiące i tylko na tydzień. Powiedziałam więc,że nie wracam. Tata napisał tylko smsa, że przykro im, że wybrałam chłopaka a nie ich. I tak się urwało. Mimo wszystko, jak to ja, pojechałam. Ostatniego dnia poszłam jeszcze do kościoła, wyspowiadałam się, nawet ksiądz mówił, że to chore, że mama ma problem. Przyjęłam Eucharystię, wymodliłam się przez ostatnie dni tyle, że poruszyłam już całe niebo chyba... Byłam w środę o 1 w nocy w domu. Do 3 w nocy awantura, mama mnie pobiła, krzyczała, że jestem kur.., dziw.., su..., że mnie nienawidzi bo na pewno tylko jedno z chłopakiem robię (i tu same wulgarne określenia), potem płacz i na spokojnie, że ona mnie tak bardzo kocha i nie chce mnie stracić, że ona błaga, bo to 500 km, że oni zostaną całkiem sami na starość, że któreś umrze pierwsze i co wtedy, że ona po tym co wyszło, już na moim ślubie nie będzie mogła być. sad Milczałam... Następnego dnia, od 7 rano,czyli po 4h, zerwała mnie z łóżka i od nowa batalia, że ona nie ustąpi, a ja że też jej nie. Mama chce kompromisu. Jak pojadę na sylwka to na 3 dni, a ja znów bym chciała na 2 tygodnie, to 500 km, podróż kosztuje 150 zł, chcę z nim spędzić więcej czasu, co w tym dziwnego? Ale dla mojej mamy nie ma pół na pół, że 2 tygodnie tu, a 2 tygodnie u chłopaka, tylko mam się wynieść całkowicie. Z tego, co się dowiedziałam, to jak się dowiedzieli, że nie wracam i nie przystałam na warunek, to oboje płakali, nawet tata i teraz przy mnie, co jest strasznym widokiem. Mama ma non stop wysokie ciśnienie i tętno (nie udaje), mówi, że ją wykończę. Potem, ten w czwartek, mama trochę odpuściła... mówiłam jej co psycholog powiedział, poczytałam artykuły psychologiczne, przyznała, że mamy popsutą relacje, że to chore, ze za dlugo bylam w domu i że się postara, aby "więcej mi nie odbiło". Było miło i fajnie. W piątek od rana znów batalia jednak, że oszukałam, że nie poszłam na ustępstwa, że nie będę się łajdaczyć i szlajać pod jej okiem, że mam się wynosić albo jeździć rzadziej i na krócej. Potem powiedziała, że się ani słowem do mnie nie odezwie. I milczy. Tylko do ojca na mnie trzeszczy. Tata też już mnie wczoraj uderzył. A ja siedzę zamknięta w pokoju, jak wyrzutek społeczeństwa, nie jadłam nic drugą dobę bo nie jestem w stanie przełknąć niczego, jak przysnę to śni mi się, że mnie zamknęli w piwnicy i wrzeszczę albo że się ze mną kłócą. Czuję się jak w koszmarze i matni. Chłopak na mnie czeka, tęsknię już do niego. Chciałam jednak spędzić z nimi święta, ale nie pozwoliła mi się włączyć w przygotowania i powiedziała, że Wigilii przeze mnie i tak nie będzie. Matnia, potrzask. Żle mi, że przeze mnie mama tak się źle czuję. Wyję, jak wspominam jak rok temu wyglądały przygotowania do świąt, jak było pięknie. To są chwilę gdy myślę, by zrezygnować z marzeń. Ale jak zrezygnować z miłości? Dla mojej mamy to jedyny kompromis. Tata tez nie chce mnie stracic, placze, a mi to rozrywa serce. Przeciez bym o nich pamietala, przyjezdzala... Moge jedynie odpuscic i jezdzic rzadziej, ale to wowczas chlopak odpusci, bo on liczy, ze ja sie przeprowadze do jego miasta i znajde prace, zebysmy mogli byc razem, a nie raz na 3 miesiace tydzien... Nie wiem co robic. Mysle, ze lepiej gdyby mi sie cos stalo. Bo mam postawiony wybor: rodzice lub chlopak, a obie strony kocham rowno mocno, tylko inna miloscia. Jestem przywiazana do tego domu, nie chce zrywac kontaktu na zawsze, myslalam, ze bede mogla byc u chlopaka i czesto tu przyjezdzac, ze beda sie cieszyc ze choc troche jestem, ale wola mnie stracic calkowicie... Z tej sytuacji nie ma wyjscia, mama tak wymusza, ze rozwali mi zwiazek, zlamię się i w koncu przystane na jej... To jest taki koszmar... A z drugiej strony, gdy wspominam ten dramatyczny piatek, kiedy trafilam na interwencje do psychologa, najpiekniejszym momentem dnia byl wieczor, kiedy siedzielismy i on mnie trzymal za reke, przytulal... mimo ze zawalil mi sie caly swiat wowczas, czulam od niego taki spokoj, dobroc, milosc... To bylo piekne... Tak bardzo nie wiem, co robic...

PS. przepraszam za chaos i bledy, jestem wykonczona

311

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy
moje_glupie_ja napisał/a:

  Tata tez nie chce mnie stracic, placze, a mi to rozrywa serce. Przeciez bym o nich pamietala, przyjezdzala... Moge jedynie odpuscic i jezdzic rzadziej, ale to wowczas chlopak odpusci, bo on liczy, ze ja sie przeprowadze do jego miasta i znajde prace, zebysmy mogli byc razem, a nie raz na 3 miesiace tydzien... Nie wiem co robic. Mysle, ze lepiej gdyby mi sie cos stalo. Bo mam postawiony wybor: rodzice lub chlopak, a obie strony kocham rowno mocno, tylko inna miloscia. Jestem przywiazana do tego domu, nie chce zrywac kontaktu na zawsze, myslalam, ze bede mogla byc u chlopaka i czesto tu przyjezdzac, ze beda sie cieszyc ze choc troche jestem, ale wola mnie stracic calkowicie... Z tej sytuacji nie ma wyjscia, mama tak wymusza, ze rozwali mi zwiazek, zlamię się i w koncu przystane na jej... To jest taki koszmar... A z drugiej strony, gdy wspominam ten dramatyczny piatek, kiedy trafilam na interwencje do psychologa, najpiekniejszym momentem dnia byl wieczor, kiedy siedzielismy i on mnie trzymal za reke, przytulal... mimo ze zawalil mi sie caly swiat wowczas, czulam od niego taki spokoj, dobroc, milosc... To bylo piekne... Tak bardzo nie wiem, co robic...

Wy chyba nie macie prawdziwych problemów w życiu, więc  z nudów musicie sobie jakieś znaleźć. Jeżeli wyjazd do innego miasta i usamodzielnienie się dorosłej córki jest dla kogoś dramatem, czy wręcz utratą dziecka, to naprawdę można tylko usiąść i płakać nad głupotą oraz egoizmem ludzkim. Reszty komentować nie zamierzam, bo w sumie nic nowego... wciąż tylko ich szantaże i Twoje rozczulanie się nad sobą. Dziewczyno, weź wreszcie odpowiedzialność za własne życie i przestań chować się za spódnicą mamusi. Odrobina konsekwencji z Twojej strony, a Wasze relacje mogą się zmienić bardzo i to na korzyść dla was wszystkich !
Zmykam z tego wątku, bo przyznam szczerze, że w miejsce zrozumienia dla Ciebie weszła już irytacja...

312

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Niczego nowego nie napiszę.
Twoja matka jest szantażystką, gdyby ktoś miał dotąd jeszcze jakieś wątpliwości, to Twój ostatni post rozwiewa wszystkie złudzenia. Ona jeszcze walczy, ona ma jeszcze złudzenia, że poddasz się jej terrorowi i żyć będziesz według napisanego przez nią scenariusza.

Tylko od Ciebie zależy to, jak będziesz żyła.

313 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2015-12-19 18:48:34)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Tak, Wielokropku. Była cisza, znów jazda. I też nie mam złudzeń, bo znów od słowa do słowa wyszło, że ja nie ustąpię. A ona się zdradza, że liczyła, że w końcu ustąpię. No i dziś mi zarzuciła, że to jest ZDRADA. Zdradziłam ją, bo ona prosiła, by nie chłopak z tak daleka. Bo opuszczenie matki tak daleko to zdrada. Najwidoczniej jej ślubowałam, że nie opuszczę, aż do śmierci. A jak ja mówię, że ją proszę, by był ten i nie jej dyktatura? "Ja nie dyktuję, możesz mieć jakiego chcesz, ale stąd". Skończyłam na pogotowiu właśnie. No trudno. Wiem, że nic nowego nie wnosi to, co piszę. Chciałam tylko napisać co u mnie... że nic nowego...

314

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nic nowego? Ejże!
Powstałaś z kolan, stoisz na własnych nogach, wiesz, jak chcesz żyć, podjęłaś decyzję.

Zacznij (i nie przestawaj) cenić siebie.

315

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Napiszę krótko, wiej z tej rodziny, twoja matka ciebie osacza, stosuje wobec ciebie terror zarówno psychiczny jak i fizyczny. Kobieto masz 29 lat zacznij życ własnym życiem, jak trzeba to całkowicie zerwij kontakt z matką bo to chora osoba. Pozwoliłas sobie na takie traktowanie, nie stawialas granic matce i dlatego tak teraz cierpisz. Masz prawo do własnego zycia, do prywatności, do bycia szcześliwą tak jak ty tego chcesz, uniezależnij się finansowo i zamieszkaj z kim chcesz byle daleko od mamusi. Nie obwiniaj siebie za nic, to jej problem. Niewyobrazam sobie takich sytuacji,  i tez jestem jedynaczka, usamodzielniłam się w wieku 21 lat i jestem z tego powodu szczęśliwa, Mieszkam 200km od rodzicow, nie dzwonię codziennie, nie zawsze jestem z nimi na swieta. Mam od kilknastu lat własną rodzine. Niczego od rodzicow nie potrzebuje i dobrze mi z tym. Fakt- rodzicom postawiłam granice, a ty masz z tym problem. Jeżeli nie wyzwolisz się psychicznie, emocjonalnie od rodziców, to będziesz nieszczęsliwa w zyciu. Więcej odwagi i wiary w siebie tobie życzę. Rodzice w końcu musza pogodzić się z tym ze jesteś dorosła.

316

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

No mnie też się wydaje, że posuwam sprawę do przodu, nawet psycholog mnie spytała "to ja nie rozumiem, ma Pani takie cyrki w domu i jak Pani to robi, że za każdym razem tu jednak przyjeżdża i jeszcze matka odwozi Panią na dworzec? Bo to się wydaje niewiarygodne, więc ma pani tę siłę". No. Nie wiem, czy mam... Ale w końcu stoimy w punkcie, gdy choć otwarcie ciągle nie przyznałam, że to chłopak, to jednak walczę o niego i swoje życie do upadłego hmm Tylko mamy postawa się nie zmienia i z mojej strony brak zdecydowanych, ostatecznych kroków. Choć było już blisko.

317

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Życie okrakiem bardzo wyczerpuje, żyjąc tak od dawna pokazujesz jaka jesteś siłaczką. Tylko... szkoda Twej energii na walkę z wiatrakami, mogłabyś przeznaczyć ją na ważniejsze rzeczy niż życie z toksyczną matką.

Brak zdecydowanych kroków? A kto ma je za Ciebie zrobić?

318

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Moze pokaż ten wątek pani psycholog? Na pewno pozwoli jej to lepiej zrozumieć Twoją sytuację.

319

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Plus dla Ciebie za to, że się nie poddajesz.
Minus za to, że próbujesz dalej iść na kompromis ze swoją matką.

Ja bym jej powiedziała jasno, że nie będzie wydzielać Ci ilości czasu, którą masz spędzać z chłopakiem. Jedziesz tam na tyle na ile chcesz, te wieczne podróże pewnie też są męczące. Nie rozumiem po co wracasz co kilka dni do domu. Musisz w końcu ustalić, gdzie chcesz zakładać WŁASNĄ RODZINĘ. To się nigdy nie skończy przez to. Dla odmiany może zaproś ich do Waszego mieszkania na jakiś obiad i trwaj przy tej decyzji, że to oni ewentualnie mogą Was odwiedzać. Poznają w końcu tego chłopaka, oczywiście nie będą to pewnie zbyt miłe wizyty, jeśli w ogóle się odbędą... Ale trzeba im jasno dać do zrozumienia, że nie jedziesz tam i nie przepadasz bez echa, że mamy XXI wiek i można się bez problemu przemieszczać, jeśli tylko mają ochotę na jakiś normalny kontakt z Tobą. Z Twoimi rodzicami jest też taki problem, że oni się izolują od świata zewnętrznego. Czy oni w ogóle gdzieś wychodzą? Mają jakichś znajomych? Zachowują się, jakbyście wszyscy żyli w twierdzy. Mają obraz świata ograniczony do Waszego domu, ewentualnie jeszcze może miejscowości, w której żyjecie. Cała reszta jest be i niebezpieczna a ludzie spoza tej przestrzeni to przebrane hieny lub wilki. Trochę takie paranoiczne myślenie.

320

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

A po co Ty byłaś w codziennym telefonicznym kontakcie z matką? Ile Ty masz lat, pięć może, że trzeba Cię kontrolować całą dobę?

Powtarzam co pisałam wcześniej: Twoja matka to zaburzona osoba, która szantażem i przemocą wszelkiej maści chce na Tobie wymóc podporządkowanie. Problem jest w tym, że Ty temu ULEGASZ, tak jakbyś w ogóle nie miała własnego zdania. A jak nie ulegasz jej, to chowasz się za chłopakiem, ojcem czy psychologiem. Oni NIE ROZWIAZA Twoich problemów, nie podejmą za Ciebie decyzji.

Największym problemem jaki masz to wcale nie apodyktyczna matka, ale UZALEZNIENIE od tej matki.

321

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Sprostuję. smile
Problemem nie jest uzależnienie autorki od toksycznej matki. Problemem jest jej uzależnienie od matki.

322

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Dziewczyny, jesteście pewne, że to ja jestem uzależniona? Bo moja mama ciągle powtarza, że ona mnie kocha i próbuje mnie zatrzymać, a ja się nią nie przejmuje, nie kocham i nie liczę się z nią. I faktycznie, ja potrafię wyjechać i wyobrażam sobie rozpocząć życie 500 km dalej, a moja mama nie i posuwa się do wszelkich szantaży, histerii. Więc nie do końca jestem pewna, kto jest od kogo uzależniony... Ja ją po prostu kocham, boli mnie serce, gdy płacze przeze mnie i źle się czuje, paskudnie mi z tym, że ją ranię i chciałabym jej akceptacji, oswojenia się z tym itp. Dlatego tłumaczę, proszę, walczę, awanturuję się, żeby coś dotarło... A ona za nic w świecie się nie chce z tym pogodzić, zatem kto tu od kogo uzależniony? Ehh... Dziś się niby ze mną nie awanturowała, ale fochy, płacze i nie chce powiedzieć dlaczego, ciągle jakieś aluzje do mnie i wyczuwalna mega złość. Znów cisza przed burzą i bomba jutro wybuchnie. Przykre. Liczyłam, że święta coś zmienią, ale chyba nie. Mamy nic nie zmieni. Owszem, ten krok należy do mnie i pewnie nie będę chciała zrezygnować, ale skończy się istotnie zerwaniem kontaktów z mamą. Albo będzie tak jak ona chce, albo mam spadać. Taka sama jest jej mama. Kiedyś się łudziłam, że jej przejdzie, zatęskni za mną itp. ale teraz widzę, że tak się jednak nie stanie. Będzie mi bardzo trudno, już jest, a będzie jeszcze gorzej.

Czarna Kotko, może to dobry pomysł, ale czy Pani psycholog chciałoby się przez to przebrnąć... smile

323

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Nie jesteś uzależnioną?

Skąd więc nadany przez Ciebie tytuł?
Skąd więc Twoje, tak olbrzymie, trudności z wyjściem z rodzinnego domu?
Skąd więc Twoje, tak olbrzymie, trudności z podjęciem decyzji o swym życiu?
Skąd więc pomysł na pytanie się matki o zgodę na swój wyjazd?
Skąd więc Twe rozpaczliwe posty?
Skąd więc stwierdzenie, że czujesz się 9-latką?
it.d..

324 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-12-21 14:47:09)

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Ona jet uzależniona od Ciebie.
I Ty od niej. Nie ma w tym żadnej sprzeczności.
Nie jesteś w stanie przeciwstawić się jej stanowczo, odciąć, nie dzwonić, nie wracać. Lub chociażby postawić warunku, że albo będzie traktować Cię kulturalnie, albo nie będziecie miały kontaktu. Dorośli ludzie utrzymują oczywiście kontakty ze swoimi rodzicami, ale nie w sytuacji kiedy te kontakty są tak skrajnie toksyczne. Wtedy najzdrowszą rzecza jest niestety odciąć się. Ty nie potrafisz przyjąć tego do wiadomości. Pomimo że matka urządza Ci regularnie emocjonalną rzeźnię, nie potrafisz się od niej odciąć i zacząć żyć własnym życiem, dla siebie, bez jej aprobaty. Odrzucenie jej powoduje, że wyrzuty sumienia zjadają Cię żywcem. A nie powinny. Nie w Twojej sytuacji. To jest to uzaleznienie. Do tego czujesz się odpowiedzialna za jakość relacji pomiędzy rodzicami, jakby to nie byli dorośli, odpowiedzialni za siebie ludzie. Tak, oni Ci zwalają na głowę tę odpowiedzialność, ale Ty wcale nie musisz jej podejmować. Możesz im ją oddać. Powiedzieć im: "jesteście dorośli, macie ręce, nogi i głowy, wasza relacja to wasza sprawa". I koniec. Możesz to zrobić. Jeśli nie potrafisz - to też świadczy o Twoim uzależnieniu od sytuacji, w której się znajdujesz.

Myśle, że możesz przeczytanie wątku pani psycholog zaproponować, a ona sama zdecyduje czy chce czy nie.
Nie jestem psychologiem, ale na jej miejscu byłabym zainteresowana smile

325

Odp: Mam problem z rodzicami - pomocy

Tak, jesteś uzależniona od matki, dokładnie jak ona jest uzależniona od Ciebie.

Inaczej nie wracałabyś jak bumerang do domu, nie pozostawała w codziennym telefonicznym kontakcie, nie wdawała się w bezowocne awantury, nie stawała na głowie by matkę przekonać o swoich racjach, nie wynajdywała byś dla niej usprawiedliwień i nie postrzegała jej zachowania jako coś za co odpowiadasz.

Wiem o czym mówię, bo sama toksyczną matkę posiadam, która może nie posuwała się nigdy do jakiś prób pobicia, ale w wielu punktach wypisz wymaluj reagowała podobnie na jakiekolwiek próby usamodzielnienia się. Tylko, że ja miałam wtedy jakieś lat 20 i postawiłam twardy szlaban na obrażanie, manipulacje i próby zawładnięcia moim życiem. Umiałam zobaczyć, że to co ona mówi ma mały związek z rzeczywistością, a jej szantaże są próżnym rzucaniem słów na wiatr. Oczywiście w tym bardzo pomogła mi terapia, ale na tą terapię trzeba samej pójść i wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Trzeba sobie powiedzieć, że jest się dorosłą i nikt nie będzie decydować o tym co masz robić, tylko Ty sama.

A Ty się ciągle chowasz. Nawet za matką, bo w gruncie rzeczy, pomimo emocjonalnej jatki jaką Ci ciągle robi, Ty czujesz się bezpieczna w sytuacji gdzie nic nie masz do gadania i gdzie zawsze możesz zrzucić winę na nią.

Posty [ 261 do 325 z 637 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Mam problem z rodzicami - pomocy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024