Ile jeszcze osób powinno tu napisać, że powinnaś odciąć się od matki i zacząć żyć własnym życiem ? Wiem, że jest Tobie trudno ale to jedyne sensowne rozwiązanie przy takiej postawie rodzica. Chcąc żyć własnym życiem nie robisz niczego niewłaściwego, a reakcja matki na Twój związek jest kompletnie absurdalna. Chcesz, to możesz jej histerii ulec, zrezygnować z własnego życia i nadal koncentrować się na niej. Problem polega tylko na tym, że cokolwiek nie zrobisz nigdy tej kobiety nie zadowolisz. Ten typ tak ma. Kocha być nieszczęśliwą i zrobi wszystko, żeby jej najbliższe otoczenie również było nieszczęśliwe, bo szczęście innych ją boli. Rozumiem, że to jest Twoja matka którą kochasz ale nawet matka nie ma prawa uskuteczniać takich szantaży. Zostaw ją samej sobie dla jej własnego dobra. Będzie miała czas na przemyślenia i być może wreszcie cokolwiek do niej dotrze... Żyjąc pod dyktando tej kobiety robicie jej wielką krzywdę.
KAŻDY pisze to samo - musisz się wyprowadzić. I koniec tych wymówek - albo walczysz o siebie i uciekasz albo akceptujesz bycie popychadłem i zostajesz z mamusią nie zakładając nigdy rodziny. Nie zabije się nie martw się, szantażują tak ludzie za słabi by to zrobić. To zwykły szantaż emocjonalny. A poza tym jest dorosła i tak naprawdę jak będzie chciała się zabić to to zrobi. Nikt jej nie upilnuje.. jest chorą osobą i dobrze o tym wiesz. A przytyczanie jej argumentów psychologa przez Ciebie jest śmieszne - po co wchodzisz z nią w jakąkolwiek polemikę? Po co się tłumaczysz? jak Ty możesz w ogóle na nią patrzeć jeszcze? Ja uciekłam z mojego rodzinnego domu chociaż aż takiego piekła nie miałam ale do tej pory ciężko mi się porozumieć z matką. Ale żyję jestem szczęśliwa i nie skupiam się na relacji z nią, tylko układam życie z przyszłym mężem. Wybór należy do Ciebie.
No to niech nie ustępuje i niech nie odpuszcza. To jej wybór.
Kiedy ktoś grozi samobójstwem, można skonsultować się się z policją i z pogotowiem, niech przyjadą, może rozmowa z nimi naprostuje ją trochę. Awanturę z groźbami samobójstwa pewnie jeszcze będziesz miała okazję nagrać, zrób to żeby był dowód.
Ale najlepsze rozwiązanie to zjeżdżać stamtąd. Zjeżdżać natychmiast.
Twoja matka to psychiczny odpowiednik wariata z nożem, gdyby to był wariat z nożem, to byś tam została i pozwoliła ucinać sobie po jednym palcu? Bo to teraz robisz. Zrozum, nawet jesli zostaniesz w domu, nawet jeśli się jej podporządkujesz, to NIKOMU NIE POMOŻESZ, ani jej ani sobie.
Jeśli będziesz czuła potrzebę, zawsze możesz napisać do mnie na priv.
199 2015-11-04 19:33:34 Ostatnio edytowany przez Petita (2015-11-04 19:36:22)
mam wybierac albo on albo ona
Też kiedyś usłyszałam takie ultimatum, że jej się nie chce żyć, ale wybrałam "on" i co? jakoś żyje i ona żyje, wszyscy żyjemy.
Nawet, jeśli okazałoby się, że to nie ten chłopak, co trzeba, to masz prawo do własnych decyzji i uczenia się na błędach, nic jej do tego.
Jak się wyprowadzisz, to ona ochłonie. Tylko nie wracaj do domu przez dłuższy czas, bo będzie Ci robić takie cyrki.
To Twój największy błąd, że Ty tam wracasz, przyjeżdżasz, odwiedzasz!!!
Jeśli będzie chciała się z Tobą spotkać, to gdzieś w miejscu publicznym lub ogólnie poza domem!!!
Ty jej musisz zacząć stawiać warunki, ale bez psychologa się nie obejdzie, bo ona ma nad Tobą nadal przewagę psychiczną, ulegasz jej manipulacjom. Nie docierają do Ciebie żadne logiczne argumenty, bo jesteś w amoku razem ze swoją matką. Musisz się od niej odizolować i na spokojnie na to spojrzeć razem z psychologiem, z czasem powiedzieć całą prawdę swojemu chłopakowi, chociaż może będzie mu ciężko zrozumieć, ale na pewno przyzna Ci rację.
(...) Nie chce slyszec o zadnym psychologu mowi ze sama sobie nim jest i nikt jej nie przekona.
jestem w potrzasku...boje sie ze facet mnie w koncu zostawi bo nie wytrzyma
Pomocy....
Dlaczego ją chcesz wysłać do psychologa, nie zaś samej skorzystać z tej formy pomocy?
Przecież to nie ona ma problem, tylko Ty.
Facet już wie, nie dało się ukryć tego. Niestety, jest na mnie trochę zły, bo uważa (słusznie...), że dalej daje sobą manipulować. Boję się go stracić. Stracić mamy. Domu rodzinnego. Tak, tego domu.. Póki nie było faceta, było tu względnie dobrze... Matka nie akceptuje, że mogę mieć faceta i kochać kogoś innego niż ona. Ciągle w wulgarny sposób określa jak to mnie wzięła, jak to mogłam tak zbzikować na punkcie faceta, że tylko czeka aż mi zrobi krzywdę i wtedy mam do niej nie wracać. Że jej nie kocham, skoro zostawiam na taką odległość.
Rozmawiałam z dwoma psychologami na telefonie zaufania. Jedna powiedziała, że potrzebuję terapii (sprawdzałam, kolejna pół roku), druga pani zaś, że potrzebuję terapii ja, ale mama też i powinnam ją namawiać, ale jak grochem o ścianę.
przepraszam, że nie odpowiem każdemu, ale do 4tej w nocy robiła awanturę i od 7 rano znowu, jestem na leku uspokajającym, ledwo żyję, ale dziękuję za wszystkie Wasze odpowiedzi.
Tak Ci się tylko wydaje, ale nie stracisz domu rodzinnego, jeśli już, to stracisz w takiej formie jaką znałaś do tej pory, czyli w formie toksycznej.
Chcesz naprawdę w tym dalej tkwić? Czasem radykalne zmiany są potrzebne.
Matki i tak nie namówisz na terapię, nie ma co jej o tym nawet wspominać, nikogo na siłę nie uszczęśliwisz. Ona sobie nigdy nie da sobie przetłumaczyć, że jej zachowanie jest zaburzeniem.
Możesz poszukać takich ośrodków typu - pomoc w kryzysowych sytuacjach, tam czasami od razu kierują do psychologa, nie trzeba czekać długo.
203 2015-11-04 20:44:47 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2015-11-04 20:50:13)
Petita, ale kiedy ona twierdzi, że mam wyjeżdżać i nigdy tu nie wrócić. Że na mój ślub nie przyjdzie i żebym sobie nie wyobrażała, że będę na święta z rodziną przyjeżdżać bo ona gościć mnie i noclegu dla mnie zapewniać nie będzie ani żeby mój mąż kąpał się w jej wannie. Dramat. A ona jak mówi to tak postąpi. Jest niestety zawzięcie twarda ;( I martwię się o ojca, bo wszystko na nim się odbija. Bardzo to przeżywa, a ona mu robi karczemne awantury, stąd ojciec racjonalnie całą noc jej wczoraj tłumaczył, że jest matką, że tak nie może, a ona dalej tylko wrzaski, że mnie nienawidzi i ręczkoczyny... Byłam teraz u faceta dwa tygodnie. Miałam wrócić w piątek, przedłużyłam na niedzielę, wrzeszczała, że mam nie wracać już nigdy skoro tak mi tam dobrze i przedłużam, miała kilka dni wyłączony telefon i nic do niej nie dotarło. Wczorajsza noc - walka non stop. Dziś ani słowem do mnie, chce mnie ukarać. Ach, to bicie piany wszystko ;( Ja wiem, że wszyscy macie racje i dobrze mówicie, ale mnie jest tak ciężko, że sama nie obejmuje już swojego bólu i bezsilności. Wiedziałam, że będzie ciężko, ale nie spodziewałam się, że aż tak. Naprawdę aż nie wierzę w jakiej matni jestem, w jakim strasznym bagnie. Tata jej tak pięknie racjonalnie tłumaczy, tak jakby to on był wyrozumiałą matką, ale nie dociera naprawdę NIC. Albo zabraknie mi siły by się teraz do faceta zebrać (on czeka, liczy, że pojechałam na kilka dni), jestem 2 miesiące po operacji serducha i naprawdę źle to ono znosi. Albo pojadę jednak, ale jak oznajmię, że znów, to wyrzuci mnie na zbity pysk, a wtedy też oszaleję... Wolałabym się dać zamknąć w psychiatryku chyba już
tak bardzo chce spokoju... a nie zaznam go ani tu, ani tam, bo będę się martwić. I pomyśleć, że to najszczęśliwsze chwile w moim życiu, gdy mam zakładać własnym dom, rodzinę.... a zmieniło się to w największy koszmar...
Dziękuję Wam. Chociaż Wy mnie rozumiecie.
btw. powiedziała, że miała zamiar się zabić w tamtym tygodniu, jak mnie nie było, "ale zrezygnowałam, bo jeszcze byś się ucieszyła". A ja nie wiem, na ile to brać serio, tak bardzo się boję....
Jednocześnie robi ze mnie potwora, twierdząc, że dla faceta bym ją pewni zabiła, a sama wrzeszczy, że mnie zamorduje... piekło, jestem w piekle.
204 2015-11-04 20:52:38 Ostatnio edytowany przez Petita (2015-11-04 20:59:14)
Teraz tak gada, a może później będzie wydzwaniać, że masz wracać.
Ja nie mówię, że to jest kwestia tego, że ona coś zrozumie w ciągu miesiąca, kilku tygodni, to mogą być nawet lata ![]()
Ale doceń to że Twój ojciec rozumie Cię i stara się jej wytłumaczyć, bo ja miałam tak, że i matka i ojciec byli przeciwko mnie.
Może poproś go o jakąś pomoc za plecami matki. Jeśli chcesz w spokoju wyjechać z domu i nie być żegnana bluzgami, to może lepiej ukryj fakt,
że wracasz do chłopaka i powiedz, że jedziesz np. kogoś odwiedzić. A później zrób to, co Ci tu radzimy, czyli odwiedź psychologa i trzymaj się od niej z daleka na dłuuuugi czas.
haha, no jasne, że się nie zabije, bo nie będzie mogła Cię dalej dręczyć. Chociaż u tego typu ludzi bardzo możliwe, że upozorują własną ciężką chorobę, żeby kogoś tym przestraszyć.
Terapia. Terapia. Terapia. Twoja.
206 2015-11-04 21:04:19 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2015-11-04 21:06:46)
Wielokropek, postaram się o nią. Telefon zaufania to był pierwszy krok, bardzo ciężko było mi się nawet do tego przekonać, no ale...
Petita, problem w tym, że ojciec mnie rozumie, trochę tłumaczy, ale w rzeczywistości bardzo się jej boi, też jest zastraszony... Myślę, czy nie uciec do dziadków. Mieszkają kilka ulic dalej. Tylko tak jak wcześniej pisałam, nie mieliśmy nigdy z nimi dobrych relacji. Bo ona mnie straszy, że im powie, że ja się ku...wię, a ja mówię, że powiem, co mi robi. Myślę, że poparliby jednak mnie. Może gdybym poprosiła o tymczasowy nocleg, to by się zgodzili. Tyle, że ona wrzeszczy, że to świństwo i ją szantażuje, bo z własną matką nie ma dobrych układów. Tak też mi radzi facet. Ja się boję, że doleję w ten sposób oliwy do ognia...
btw. istnieje sposób, by przekonać, że to, że się wyprowadzę 500 km, nie oznacza, że jej nie kocham? Podaję jej przykłady znajomych, większość wyjechała z tej małej mieściny, no ale cóż... nic.
207 2015-11-04 21:10:19 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-11-04 21:12:41)
Co za babsztyl obrzydliwy.
Uciekaj, natychmiast.
Zablokuj ja w telefonie. Tak, TY zablokuj JĄ.
Przytulam mocno.
Dziadkowie moga być dobra opcją. I nie, nie "kurwisz się". Nie daj sobie nigdy tego wmówić.
istnieje sposób, by przekonać, że to, że się wyprowadzę 500 km, nie oznacza, że jej nie kocham?
nie, musisz siebie przekonać, że życie nie stanie się gorsze tylko lepsze jak to zrobisz.
Możesz spróbować iść do dziadków, a kiedy planujesz wrócić do chłopaka?
209 2015-11-04 21:17:52 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2015-11-04 21:19:19)
Dziękuję, Czarna
pamiętam, jak mi napisałaś kiedyś, że to ja mam się w końcu na nią zezłościć... Więc to praktykuję i dlatego wczoraj tak się z nią kłóciłam i pierwszy raz oznajmiłam, że ja też jej nie odpuszczę. Dodatkowo Pani z telefonu kryzysowego powiedziała, że mam ani razu nie używać słowa "przepraszam", bo nie mam za co, więc też się tego trzymam.
Tylko ja tego babsztyla... kocham
Ona niby twierdzi, że to też dlatego że tak bardzo mnie kocha i próbuje zatrzymać za wszelką cenę i się tego poniża, a ja "mam ją gdzieś". Ech.
Właśnie wygooglałam sobie w mieście mojego pana Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. Mają nawet całodobowy telefon kryzysowy i ośrodek czynny całą dobę, pomagają m.in. w przemocy (psychiczna chyba też się pod to łapie?), w różnych kryzysach rodzinie i kierują na krótkotrwałą terapię (może to, co pisała Petitka, że doraźnie byłoby to dość szybko?). Jeśli uda mi się zebrać i do niego dojechać, to pierwszego dnia tam dzwonię i mówię w czym problem, błagając o jakąś pomoc...
edit:
Petita, miałam jeszcze zrobić tu badania serduszka (choć facetowi się to nie podoba, że nie u niego, ale mam nadzieję, że jeszcze tydzień wytrzyma...), dziadkowie dali mi na to pieniążki, ale niestety mama chce je zabrać, bo skoro jestem zdrowa by się łajdaczyć, to po co mi badania...
Wydaje mi się, że Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie to będzie dobre miejsce, najlepiej tam idź, oni tam chyba od razu wysłuchają w czym problem i skierują Cię do odpowiedniej osoby.
Z tymi badaniami to rzeczywiście lepiej by było, gdybyś zrobiła w mieście swojego chłopaka, bo tydzień to bardzo długo, wykończysz się u matki...
Już czasami sobie myślę, że jakbym może się znalazła przez nią w szpitalu, to coś by dotarło, no ale wątpię... Skoro już padło wczoraj, że żałuje, że w sierpniu zawieźli mnie na operacje serducha, żebym mogła się teraz łajdaczyć. Chyba źle mi życzy...
No to dzięki Petita, podsunęłaś mi pomysł
bo zawsze myślałam, że terapia to tylko płatna (na co mnie nie stać) albo długie czekanie, a teraz zaczęłam szukać... zgłoszę się tam zaraz następnego dnia jak przyjadę. Facet już wie, popiera
Dziękuję! :*
212 2015-11-04 21:27:38 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-11-04 22:34:43)
Twoja matka zdecydowanie się marnuje... koniecznie powinni ją zaangażować w jakimś teatrze dramatycznym... kobieta ma wrodzony talent
Wiem, że Tobie nie jest do śmiechu, bo od dawna nie potrafisz realnie ocenić sytuacji w jakiej się znajdujesz, ale to co Twoja mamusia ostatnio uskutecznia, to jest prawdziwa farsa. Tak długo jak będziesz nerwowo reagowała na jej szantaże, tak długo owe przedstawienie będzie trwało. Nie wiem czego się boisz i nie rozumiem dlaczego tak bardzo zależy Tobie na utrzymywaniu tej toksycznej relacji. Uważam, że akurat trochę odpoczynku od siebie zdecydowanie się wam przyda. Twoja mama zmieni swoje zachowanie wobec Ciebie tylko wtedy, kiedy Ty zdecydujesz się wreszcie zmienić swoje i dorosnąć.
213 2015-11-04 21:27:46 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-11-04 21:30:12)
Zadzwoń do Ośrodka. Tak, żeby mogli usłyszeć co Twoja matka wygaduje, to od razu poznaja z kim mają do czynienia.
Ja wiem, że Ty tego "babsztyla" kochasz. Ona prawdopodobnie Ciebie też kocha, ale jej problem jest większy niż jej miłość. I ona tego nie widzi. A Ty masz prawo bronić się przed jej problemem.
Masz naświętsze prawo na świecie.
Volver, mimo że mi nie do śmiechu, nawet trochę udało Ci się mnie rozbawić tym teatrem dramatycznym
Czego się boję... że coś sobie zrobi, że jest jej smutno. Hmm, ja chyba za wszelką cenę chciałabym na nią wpłynąć, zmienić jej podejście, dogadać się, ale już miesiąc temu ktoś z Was napisał mi tutaj, że muszę przyjąć do wiadomości, że ona się nie zmieni i nie na tym mam się skupiać.
Czarna, prawdziwa miłość daje wolność... zaczynam więc powątpiewać, czy w ogóle mnie kocha... czy kocha tylko moją obecność w domu i że ma wówczas spokój z ojcem.
Dziś gdzieś przypadkowo i całkiem niezwiązane z tym tematem, usłyszałam taki utarty slogan: "musi być gorzej, żeby mogło być lepiej". Chciałabym, żeby to się odniosło też do tej sytuacji. Już jest gorzej, już prawie najgorzej, całkiem najgorzej będzie w momencie jak znów będę się pakować, pewnie mnie znów uderzy...
i ciekawe co jeszcze... cyrk...
Coś Ci zacytuję - objawy tendencji symbiotycznych w osobowości:
"brak zróżnicowania w obrębie "ja"-inni (własnej odrębności psychicznej, własnych pragnień, opinii, interesów od tych, które przynależą do kogoś innego);
trudności separacyjne dotyczące self wyrażające się w przesadnym lęku i trosce o czyjeś autonomiczne funkcjonowanie;
trudności separacyjne wyrażające się w poczuciu nadmiernej odpowiedzialności za czyjeś dobre samopoczucie po separacji;
podejmowanie działań zmierzających do uniemożliwienia innym autonomicznych zachowań;
dezaprobatę innych relacji wyrażającą się w negatywnych reakcjach emocjonalnych w sytuacji separacji;
pragnienie zależności - potrzeba, aby ktoś inny był, działał, zachowywał się w określony sposób zaspokajający potrzeby;
poczucie, że inny człowiek jest niezbędny i konieczny dla normalnego funkcjonowania"
zwróć szczególną uwagę na "nadmierna odpowiedzialność" i "przesadna troska i lęk"
Właśnie w tym problem, że Wy się zachowujecie, jakbyście miały z matką jedną osobowość. Jakbyście były psychicznymi bliźniętami syjamskimi - niby oddzielne ciała, ale nie da się iść w dwie różne strony.
Petita, faktycznie, wypisz wymaluj moja relacja z mamą. Tylko u niej to chyba silniejsze, bo o ile jest przesadna troska i lęk o nią, z mojej strony, to jednak próbuję się z tego uwolnić i wyobrażam sobie ułożyć swoje życie gdzie indziej i gdy jadę do niego, i pierwsze dni nasze układy są w miarę dobre, to rozmowy z nią przez telefon są dla mnie wystarczające. Ona zaś najwidoczniej kompletnie nie wyobraża sobie funkcjonowania beze mnie... Dziękuję!
Pogooglam zaraz więcej, ale w takim razie jej też by się przydała terapia, a na to nigdy nie pójdzie ![]()
Straszenie samobójstwem ma takie konsekwencje, że ktoś, kto to słyszy może wezwać odpowiednie służby, a do tego może to być również podstawa żeby wystąpić o ubezwłasnowolnienie takiej osoby, ze względu na domniemane ryzyko zagrożenia życia.
Tym ją zawsze możesz postraszyć, ubezwłasnowolnieniem i przymusowym umieszczeniem w psychiatryku.
Czego się boję... że coś sobie zrobi, że jest jej smutno. Hmm, ja chyba za wszelką cenę chciałabym na nią wpłynąć, zmienić jej podejście, dogadać się, ale już miesiąc temu ktoś z Was napisał mi tutaj, że muszę przyjąć do wiadomości, że ona się nie zmieni i nie na tym mam się skupiać.
Wiem, że marzy się Tobie normalny dialog i porozumienie z nim związane. Generalnie zdrowi emocjonalnie ludzie właśnie w taki sposób rozwiązują spory i problemy. Wszyscy pragniemy pełnej akceptacji od naszych najbliższych więc Twoje oczekiwania nie są specjalnie wygórowane
Problem w tym, że Twojej mamy żaden dialog nie interesuje, co komunikuje raczej jasno i dosadnie. "Latające rączki" nader wymownie pokazują, że masz do czynienia z osobą preferującą rozwiązania siłowe... a takie egzemplarze najczęściej są "głuche". Dlatego proponuję Tobie ogłuchnąć również... i robić swoje. Zrób też porządek z tym poczuciem winy, które Tobą szarpie, bo chęć ułożenia sobie normalnego życia nie czyni z Ciebie wyrodnej i nieczułej córki.
W mojej ocenie nie masz już innego wyjścia jak być konsekwentną i trzymać się swojego wyboru. Jeżeli teraz ulegniesz... to marne szanse, że kiedykolwiek się z tego potrzasku uwolnisz. Masz teraz względne oparcie w chłopaku, więc korzystaj z tego skoro możesz. Nie chcę Cię straszyć, ale jak zostaniesz z mamusią, to z czasem się do niej upodobnisz i też będziesz ze strachu na starość zatruwała innym życie. Oczywiście nie swoim dzieciom, bo ich mieć nie będziesz, gdyż mamusia każdego amanta na bank przegoni...
Wyobraź sobie już teraz, te hordy osiedlowych dzieciaków złośliwe drażniących się z Tobą jako wredną staruszką... ![]()
Wszystko racja, co piszecie... a moja jazda dalej trwa, jestem już na wyczerpaniu ![]()
Wszystkim obarcza mnie. Że mogę się nawet wynieść na stałe i że tego chce, ale między nami już żadnych relacji nigdy, żadnej miłości, że tak wybrałam, że ja popsułam wszystko. Ciężko, bardzo ciężko...
Wszystkim obarcza mnie. Że mogę się nawet wynieść na stałe i że tego chce, ale między nami już żadnych relacji nigdy, żadnej miłości, że tak wybrałam, że ja popsułam wszystko.
No, ale to chyba nic nowego ? Spodziewałaś się czegoś innego ? Nie rozumiem... Oczywistym jest, że matka będzie próbowała wymusić na Tobie określone zachowanie, zgodne z jej oczekiwaniami więc jakoś musi wzbudzić u Ciebie poczucie winy. Pytanie brzmi co Ty z tym zrobisz i jak się zachowasz ?
Twoja mama była i jest szantażystką, szantażuje Ciebie czym popadnie, bo wie, że daje to efekty.
Mam dla Ciebie złą (?) wiadomość: ona nie przestanie, a raczej przestanie, gdy zobaczy, że jej szantaż nie odnosi już skutku. Jedyną więc osobą, która może zmienić waszą relację jesteś Ty.
Nie wiem, co robić
od rana non stop wojna... tak wiem, już powiedzieliście, co mam zrobić. Jestem największą kurwą w rodzinie... zrobi mi taką markę, powiedziała, za nic w świecie nie ustąpi, nie odpuści, nie zgadza się, nie wyraża zgody, Boże, co ja się nasłuchałam... znów mnie uderzyła po głowie, za co... za co to wszystko, nie chcę już żyć ![]()
No to będzie Tobie robiła taką , a nie inną "reklamę" i co z tego ? Sądzisz, że od jej gadania nagle kurwą się staniesz ? Największą reklamę takim bredzeniem, to ona zrobi sobie samej. Nikt przy zdrowych zmysłach nie potraktuje poważnie słów kobiety, która w taki sposób mówi o własnym dziecku.
Pakuj manatki i pożegnaj się z mamą. Przed wyjściem wspomnij, że jak zmieni zdanie, to niech się z Tobą skontaktuje. Będzie Ci miło.
Jesteś dorosłą kobietą. Masz wpływ na swoje zachowanie. Możesz, tak jak dotąd być ofiarą przemocy. Możesz, nie musisz.
Możesz też, do czego wszyscy Cię tutaj zachęcamy, odciąć się od toksycznych działań matki.
225 2015-11-05 20:15:05 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2015-11-05 20:16:25)
Dziękuję Volver, tak będę musiała zrobić... na razie trzymają mnie tutaj urzędowe sprawy jeszcze kilka dni... więc jestem w potrzasku... wojna dalej trwa
nie wiem, ile jeszcze to wytrzymam....
edit.
To prawda Wielokropku. Niestety mama wyprała mi już tak mózg, że chyba też brakuje mi odwagi, racjonalnego spojrzenia na to wszystko...
No to my jesteśmy od pożyczania rozumu. Korzystaj z okazji, ile wlezie. ![]()
Wielokropku, staram się, co prawda ciągle nieudolnie, ale pomyśleć, ile popchnęłam to do przodu, od momentu, kiedy założyłam ten wątek...
wiem, nie ma się, czym chwalić i tak.
Po 8h non stop awantury, mama trochę spuściła z tonu i najwidoczniej próbuje mnie trochę brać "na lep". W sensie, że powtarza, że walczy tak, bo mnie tak bardzo kocha, bo nie wyobraża sobie, że ja zawsze takie małe dziecko (fakt, w zachowaniu i ponoć wyglądzie), że nagle aż 500 km dalej, że nagle chłopaka mi się chce i w ogóle. Że jak ja się nadam na żonę, czy jestem gotowa i by być tyle kilomentrów dalej, bo on będzie przy swoich rodzicach, a ja nie. Robi mi się mętlik w głowie. Może to naprawdę nie fair z mojej strony, że zostawię ich i to w takiej odległości, aż pół Polski... Z drugiej strony chyba jednak się nie ugnę, bo zależy mi na nim. Boję się tylko ciągle, że nim się zreflektuję, to on powie 'dość tego'. A jednak kilka spraw mnie tu trzyma i muszę tu jeszcze trochę przetrwać tych awantur, a czy on zrozumie i znów poczeka... I co będzie w dniu wyjazdu? Boję się pomyśleć.
Teraz mama chyba zaczęła płakać... Zmiana frontu? Celowo? Chyba wierzę, że jest jej naprawdę ciężko i źle.. i już zaczęła mówić "rób co chcesz, ale co ja mam zrobić, żeby to wykasować z mojej głowy, żeby się nie zadręczyć, to nie wiem"
Źle mi.
Czytałam również dużo o symbiotycznych relacjach. Między matką a córką to wcale nie taka rzadkość. Przyczyny w matce dwie: 1- zła relacja z mężem - zgadza się; 2 - odrzucenie przez matkę w wieku dorosłym - zgadza się, tak zrobiła babcia. Nigdzie tylko nie było napisane jak sobie pomóc, ehh. Bo tu już chyba tylko terapia. Mama walczy o tę odległość i ja ją rozumiem, no ale... Martwi mnie, że przeczytałam sporo podobnych historii od wczoraj, kobiety miały wręcz te same rozterki, co ja, tylko po pierwsze, ich matki aż tak nie walczyły i nie dochodziło do tak dantejskich scen, po drugie, wszystkie dorosłe osoby jednak bardziej potrafiły o siebie i swoje życie walczyć. No a ja...
Nie ma co kryć, że rzeczywiście nie podchodzisz do tematu mamusinych szantaży racjonalnie. Niestety, trudno o dystans do sprawy kiedy człowiek od najmłodszych lat ma wpajane, że mamusia się dla niego poświęciła w związku z czym należy jej się rewanż. Moim zdaniem jeżeli jakaś matka, opiekę nad własnym dzieckiem postrzega jako "poświęcenie", to o żadnej miłości do dziecka nie może być mowy. Zresztą to poświęcanie się, czyli uwieszanie na innych, to najczęściej zwykły lęk przed życiem.
Nie masz wprawdzie większego wpływu na zachowanie matki, ale na szczęście masz wpływ na postepowanie własne. Wszelkie bariery z którymi obecnie się zmagasz są tylko w Twojej głowie ! Zmiana otoczenia pozwoli Tobie nabrać zdrowego dystansu do całej sprawy. Kiedy wróci jasność umysłu sama będziesz się dziwiła, że mogłaś tak długo funkcjonować w tak chorym układzie. Nie bój się. Strach jest bardzo złym doradcą... ![]()
Volver, w mojej głowie... ale czy tylko... Właśnie mi płacze. Wręcz ryczy. "Ja walczę o swoje. Ja bez Ciebie umrę, 2 tygodnie jak Cię nie ma nie wiem co z sobą zrobić, a co dopiero na stałe. Jak mogłaś mi to zrobić"
W żaden sposób nie wiem, jak jej przetłumaczyć, że powinno się dla niej liczyć moje szczęście, a nie jej. No horror przechodzę, jak nie awantura, to takie cyrki
Pewnie to trochę na pokaz, ale w większej mierze to szczere, że naprawdę jej ciężko i dlatego tak świruje
Co ja mam robić...
Ach, no i to, że się dla mnie poświęcała, jest mi wymawiane kilkanaście razy dziennie, że miałam taką dobrą matkę i tak się odpłaciłam itp. itd.
Próbowałam dzisiaj zadzwonić przy niej na telefon zaufania, ale absolutnie nie chciała słuchać. Wie, że nie ma racji, ale dalej w to brnie, a mnie serce pęka, z drugiej strony chłopak, który chyba też tęskni... r a t u n k u ![]()
230 2015-11-05 22:33:22 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-11-05 22:34:15)
Szczerze mówiąc Twoja mama jest dość przewidywalna. Były groźby... teraz są prośby... a jak będziesz wychodziła z domu z walizkami, to mamusia rzuci się pod drzwi, żeby je Tobie zatarasować
Zapewnia Cię też, że mama nie umrze po Twoim wyjeździe, no chyba że macie wspólną wątrobę, to faktycznie może być problem... ![]()
No, ale teraz poważnie mówiąc... Twoja mama nie jest niemowlęciem, ani też obłożnie chorą staruszką i chyba jest w stanie się sobą zająć ? Jeżeli nie potrafi, to najwyższy czas się tego nauczyć. Rozumiem, że jest jej ciężko i panika sięgnęła zenitu, bo ona obecnie traci grunt pod nogami... tyle tylko, że to jest jej problem i to ona musi się z nim zmierzyć. Jej wyobrażenie o życiu, rodzinie, roli dorosłej córki w tym całym układzie jest delikatnie mówiąc chore. Ulegając jej szantażom nie pozwalacie jej "dorosnąć". Myślę, że wystarczy już tego poświęcania się Tobie, czas aby mama mogła wreszcie poświęcić uwagę sobie. I Ty jej teraz to ułatwiasz... ![]()
231 2015-11-05 22:33:39 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-05 22:34:24)
Tak. Ona nie ma racji. To co robi jest przedstawieniem jednej aktorki dla jednego widza. Tym widzem jesteś Ty. Możesz opuścić ten teatr, wówczas ona przestanie grać.
Czy Twoja matka jest niepełnosprawna ruchowo? Obłożnie chorą? Starowinką wymagająca dwudziestoczterogodzinnej opieki? Środki komunikacji nie istnieją, że tak martwisz się odległością, gdy wyjedziesz?
Edycja:
Ale zgodność i czasu, i treści. ![]()
Ach, no i to, że się dla mnie poświęcała, jest mi wymawiane kilkanaście razy dziennie, że miałam taką dobrą matkę i tak się odpłaciłam itp. itd.
Toż to klasyka gatunku
Jak będziesz miała czas, obejrzyj sobie film dokumentalny "Takiego pięknego syna urodziłam" Marcina Koszałki. Matka toksyczna w pigułce.
Na pewno zauważysz, ile mają ze sobą wspólnego.
I rób swoje, już i tak zrobiłaś duży postęp. Jeśli teraz się cofniesz, to dasz jej dowód, że może Tobą pomiatać, bo wszystko na Ciebie działa.
Volver, Wielokropku, moja mama jest dopiero po 50., mam nadzieję w pełni zdrowia, kobietą, bardzo elegancką, zadbaną. Mogłaby jeszcze wiele w życiu osiągnąć i czerpać z niego garściami, ale jak widać... nie chce. Jest typem domatora. Zero znajomych. To tak jak ja...
Petita, obejrzałam ten reportaż. Po 5 minutach zaczęło mi się już robić niedobrze, zaczęłam czuć lęk. Wypisz wymaluj mój dom
Jak popatrzyłam na to z boku, wygląda to strasznie. No u mnie jeszcze gorsze obelgi są, taka różnica...
Wojna trwała do późnych godzin nocnych. Znów mnie wyzwała od gówna, napluła na mnie i stwierdziła, że nie popuści i nie odpuści (ten płacz długo nie trwał). Dziś jest dzień nieodzywania się. Ale takiego totalnego. Nawet bez "dzień dobry". Tata cały dzień w pracy, a ja się duszę w tej atmosferze już. Jest mi coraz bardziej źle, coraz różniejsze myśli przychodzą mi do głowy, że może jednak jestem wyrodną córką, że może lepiej się poddać. Choć nie chcę, to cały czas do głowy wchodzą mi wspomnienia, a to jak byłam małym dzieckiem, a to jak nastolatką. Oczywiście te z mamą związane i miłe lub całkiem zwyczajne, codzienne. Zresztą ona jest w każdym wspomnieniu, bo przecież zawsze była obok mnie i muszę przyznać miałam niesamowite oparcie/pomoc/wsparcie. W takich chwilach czuję, że nie chcę dorastać, znów się cofam w rozwoju i czuję się jak 12latka. Popłakuję cały dzień i bardzo mi źle. Chciałabym być nadal jej małą dziewczynką, ale z akceptacją i przyzwoleniem na moje dorosłe życie... To, że kocham chłopaka, nie znaczy, że nie kocham jej... Nie chcę tracić z nią kontaktu i relacji, ale tak się chyba już stało. Nie wygląda na to by dało się to naprawić. Kłóciłyśmy się czasem, ale nigdy nie wyglądało to aż tak. Dlatego właśnie czasem myślę, że lepiej gdyby mi się coś stało, nie musiałabym dokonywać wyboru i nikogo krzywdzić, los zdecydowałby za mnie. A z drugiej strony tak bardzo chciałabym być szczęśliwą, właśnie z Nim, mieć własną rodzinę... Ale status małej córuni też tak ciężko utracić... Bez wątpienia ja sama też mam problem emocjonalny, nie dorosłam, ot co.
Dlatego właśnie czasem myślę, że lepiej gdyby mi się coś stało, nie musiałabym dokonywać wyboru i nikogo krzywdzić, los zdecydowałby za mnie. A z drugiej strony tak bardzo chciałabym być szczęśliwą, właśnie z Nim, mieć własną rodzinę... Ale status małej córuni też tak ciężko utracić... Bez wątpienia ja sama też mam problem emocjonalny, nie dorosłam, ot co.
Czy mnie się wydaje, czy już "jedziesz" cytatami z mamusi ?
Lepiej gdyby mi się coś stało... Masakra ! Dziewczyno obudź się z tego letargu ! Chyba nie wiesz o czym piszesz, kiedy marzy Ci się, aby los decydował za Ciebie. Masz zamiar całe swoje życie oddać w ręce mamusi albo przypadku ? Oczywiście możesz, to Twój wybór. Pytanie tylko, czy warto ? Mnie się wydaje, że nie... ale przekonywać Cię nie zamierzam. Każdy może być szczęśliwy, ale takiego przymusu nie ma.
Jeżeli człowiek rzeczywiście czegoś pragnie, to stara się szczęściu pomóc i nie czeka na łaskę ślepego losu...
(...) ona jest w każdym wspomnieniu, bo przecież zawsze była obok mnie i muszę przyznać miałam niesamowite oparcie/pomoc/wsparcie. W takich chwilach czuję, że nie chcę dorastać, znów się cofam w rozwoju i czuję się jak 12latka. Popłakuję cały dzień i bardzo mi źle. Chciałabym być nadal jej małą dziewczynką, ale z akceptacją i przyzwoleniem na moje dorosłe życie... (...)
Straszne! Dorosła kobieta, która tak bardzo pragnie akceptacji, a raczej pozwolenia od matki na własne życie, że filcuje się do poziomu 12-latki, by dalej być kochaną. Nie zauważa jednak tego, że w takim wypadku jest zależna od niej.
moje_glupie_ja, decydujesz się żyć tak, jak chcesz czy tak, jak chce tego Twoja matka?
Zostaniesz zaakceptowana w pełni przez matkę tylko w jednym wypadku: gdy będziesz żyła według napisanego przez nią scenariusza. Jeśli chcesz samodzielnie dokonywać wyborów, musisz pożegnać się (przynajmniej na razie) z marzeniami o dobrych relacjach z matką. Przykre? Bardzo. Odpłacz, odsmutkuj, odzłość się.
Moje głupie ja - Ty musisz iść na terapię, bo to co mówisz to jest masakra. Masz życzeniowe myślenie. Twoja mama NIGDY nie będzie kochającą, wspierającą, otwartą i szczęśliwą mamą. NIGDY. Wielokropek ma rację - akceptację uzyskasz tylko poprzez całkowite dostosowanie się i życie w tym koszmarze. Dasz radę? Warte to jest tego? Dodatkowo mam wrażenie, że się cofasz i idealizujesz obraz matki. Serio była Twoją podporą, wsparciem, ciepłą i troskliwą mamą kilka lat temu?? Czy mówimy o tej samej osobie, która Cię bije, pluje jak na byle gów**, szantażuje emocjonalnie i niszczy życie, o tej samej od której mąż ucieka i pozwala by jego córkę maltretowano psychicznie i fizycznie, bo wtedy uwaga skupia się na Tobie a nie na nim samym?? Zastanów się co Ty mówisz.. chcesz uciec w lata dzieciństwa, bo musiałaś się wtedy dostosować i nie miałaś wyborów, nie musiałaś podejmować decyzji- wydaje Ci się że to byłoby łatwiejsze. Guzik prawda. Teraz jesteś dorosła i decydujesz o sobie. Więc chyba czas najwyższy zdecydować : Ty czy chora matka. Pisać na forum możemy miesiącami jeśli Ci to ulży, ale chyba najwyższa pora przestać się użalać, udać się do psychologa i wyprowadzić się z tego piekła. Masz faceta, który jeszcze trochę wytrzyma tą sytuację, ale co Ty myślisz że on 10 lat będzie czekał aż 30letnia baba zdecyduje się odciąć pępowinę?
Chcesz założyć rodzinę - zakładasz. Nie musisz pytać nikogo o zdanie. Sorry, że tak ostro ale chyba kopniak w tyłek Ci się przyda na motywację.
237 2015-11-07 00:06:40 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2015-11-07 00:11:12)
Volver, racja. Dzisiaj mamusia milczy jak zaklęta i w mojej głowie to chyba robi jeszcze większe kuku, więc już przestawiam się na jej myślenie. Pani psycholog tłumaczyła, że to forma karania mnie - wyłączenie telefonu, nie odzywanie się etc. Ale już się przebudzam... Dopadają mnie chwile słabości okrutne, że już nie dam rady, że odpuszczę, ale właśnie dzięki Wam się przebudzam i mówię sobie "nie mogę zrezygnować ze szczęścia, byłabym idiotką". Zatem w tym momencie jestem nastrojona bardziej bojowo i myślę sobie, że nie odpuszczę i że wkrótce do niego pojadę, a on zapowiedział, że mnie nie puści następnym razem, zamknie w mieszkaniu i koniec
(żartem i przekornie to mówi, ale wie, jakie piekło przechodzę i chyba żałuje, że mnie puścił do rodziców, mógł tłumaczyć, że lepiej nie...)
Wielokropku, straszne, straszne. Moja postawa jest nader żenująca i lubię jak mi to ktoś wypomina, bo to mnie stawia na chwilę do pionu. W sumie te relacje już nigdy nie będą dobre. No bo co, przystanę na jej stanowisko, ale żal będzie we mnie narastać latami? Sprawa przegrana, więc muszę robić swoje.
Czarna Kotka, Volver, Wielokropek, Petita, chomik9911 - Wam szczególnie dziękuję za ostatnie dni! i wszystkim pozostałym za wcześniejsze rady. Gdyby nie Wy, już dawno bym się podłamała do reszty i poddała. Mam nadzieję, że udowodnię Wam, że nie straciliście czasu na marne ![]()
edit:
chomiczku, konkretny kopniak, ale bardzo potrzebny i zasłużony! Dzięki. Racja, racja, racja... Jak wyżej napisałam, już mi ten moment słabości nieco przeszedł i już myslę bardziej bojowo, ale po Twoim poście to już całkiem
Gdy byłam dzieckiem faktycznie była ciepłą mamą, ale to się bardzo zmieniło... i to nie tylko w stosunku do mnie, ale też taty i chyba całego świata. Ok, koniec z tym użalaniem się. Miałam bardzo trudne dni, wybaczcie... Jeszcze muszę wytrwać tu tydzień, potem jadę.. i pewnie już szybko tu nie wrócę... Nie chcę go stracić, czas skupić się na mężczyźnie, którego przecież kocham i też go ranię swoją postawą...
238 2015-11-07 00:13:42 Ostatnio edytowany przez chomik9911 (2015-11-07 00:20:34)
Ja mam nadzieję, że SOBIE udowodnisz jak dużo jesteś warta i jak warto jest żyć i być szczęśliwym. Na ten moment odcięcie się od relacji z matką to jedyne wyjście. Przy pomocy psychologa nauczysz się jak stawiać granicę. To pozwoli Ci wyjść z roli ofiary i wtedy będziesz mogła wrócić do relacji z matką, ale na innych zasadach. To tak w skrócie. Wiem co mówię , bo sama to przeszłam. I dziękuję przede wszystkim sobie, że dałam radę, bo nigdy nie byłabym tak szczęśliwa.
Edit.
Kochana Ty TAM nie musisz być. Tak wybrałaś. Każde sprawy można załatwić inaczej. Można też wynająć tani hotel/hostel i pozałatwiać co się ma załatwić. Ty nie widziałaś innego wyjścia , jak wrócić tam. Trzymam za Ciebie kciuki. Mocno. Nie znamy się, ale myślę że jesteś bardzo ciepłą i na pewno wrażliwą osobą. Wartą miłości,opieki i zainteresowania. Proszę przemyśl terapię.
chomiczku, kochana, dziękuję za ciepłe słowa! :* aż się uśmiechnęłam, choć to ostatnio rzadkość. No masz rację, przyznaję, poniekąd trochę wybrałam, chciałam się zmierzyć z mamą i powiedzieć w końcu prawdę, zapanować nad sytuacją w domu, bo tata dzwonił i skarżył się, jak matka mu robi piekło w domu o mnie... Więc przyjechałam by załatwić sprawy urzędowe i by to ogarnąć wszystko w domu, ale nie poszło zgodnie z moim scenariuszem...
Dziękuję. Tak jak pisałam wcześniej, już upatrzyłam ośrodek w mieście chłopaka, do którego zwrócę się o pomoc i taką szybką terapię w kryzysie (a kiedyś w przyszłości może i płatną). Mój facet już o tym wie, popiera to. Został w to wszystko wtajemniczony, choć z początku to też wydawało mi się trudne i nie do przeskoczenia, bo bałam się, że nie zrozumie. A jednak. Więc gdy tylko do niego pojadę, zaraz następnego dnia się tam stawiam, ale tak na serio już i bez odkładania, on tego dopilnuje myślę też
Nie chcę być ofiarą więcej, nie zasłużyłam, nie robię nic złego w końcu... A że wrażliwą osobą jestem... przyznam, że nawet nadwrażliwą
)))
moje głupie ja trzymam za Ciebie kciuki ! ![]()
Uwierz mi, że będąc dorosłym człowiekiem można czerpać radość z życia, nawet bez matki u boku. Wiadomym jest, że lepiej mieć wsparcie i akceptację rodziców ale... tak samo lepiej być pięknym i bogatym niż wprost przeciwnie...tylko niewielu ma takiego fuksa
Nie skupiaj się na tym czego nie masz, bo to działanie bez sensu. Doceń co posiadasz i korzystaj z tego. Sama mam toksyczną matkę spod "władzy" której się uwolniłam. Wiem, że nie jest to lekki i łatwy proces ale uwierz, że bardzo wyzwalający ![]()
No tak... a ja już trochę tego dorosłego życia zaznałam u Niego i aż nadzwyczajne wydaje mi się to, że zwykłe codziennie pranie, prasowanie i gotowanie obiadków może sprawiać tyle przyjemności!
Pewnie zachłysnęłam się dorosłością, no ale... mama tak lubi mi powtarzać: "czy Ty nadajesz się na żonę? Czy wiesz jakie to są obowiązki?! Będziesz umiała ugotować obiad?", chcąc mnie zniechęcić, a nawet nie wie, że całkiem nieźle sobie radzę... i nawet to lubię, bo jeśli robi się to dla ukochanej osoby, a co jeszcze fajniejsze, ta osoba też się włącza w pomoc, to taka szara codzienność nabiera pięknych kolorów. Ale mama tego nie zrozumie, przecież dla niej to jest jednoznaczne tylko z tym, że się tam k***ię. ![]()
Troszkę już się chyba wyzwoliłam... tzn. nie, jeszcze nie. Ale zrobiłam tyle, że rok temu, bym się nie spodziewała, że będę w stanie. A jednak. Więc teraz do końca tylko to pociągnąć...
Dziękuję Volver całym sercem, kciuki bardzo wskazane ![]()
Podbudowaliście mnie w tej wielkiej rozpaczy!
Sama wiesz, że mama mówi co mówi w celu manipulacji Tobą. Opinie przez nią głoszone nie mają nic wspólnego z realną oceną Twojej osoby. Trudno wyczuć, czy mama bredząc te głupoty chce wmówić Tobie nieporadność i niesamodzielność, czy raczej usprawiedliwić swoje postepowanie we własnych oczach. Jeżeli jest coś czego jeszcze nie potrafisz, to zwyczajnie się tego nauczysz. Jak każdy z nas. Mama z umiejętnością prania, sprzątania, czy gotowania chyba też się nie urodziła ? Dasz sobie radę. Wystarczą chęci. Fajnie, że potrafisz czerpać radość z codzienności i prozaicznych czynności ![]()
243 2015-11-07 01:03:06 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-07 01:04:42)
moje_glupie_ja, ta zwykła codzienność jest piękna, nie pozwól odebrać sobie tego. Nie pozwól na wciągniecie siebie w to bagno "jestem nikim". Twojej matce bardzo zależy na tym, byś była od niej zależna. Wścieka się, próbuje coraz nowych sztuczek, bo widzi, że (na szczęście) wymykasz się z jej rąk.
Jesteś mądrą i silną osobą. Wiesz, co dla Ciebie jest dobre i jak chcesz żyć. Wiesz. ![]()
Odwagi życzę. ![]()
Zabrakło mi odwagi. Jestem debilem i nic się z tym nie zrobi.
Tam zaraz debilem... bez przesady. Pamiętaj tylko, kiedy będziesz psioczyła na "zły los", że sama dokonałaś wyboru i tylko tyle
Trzymaj się.
246 2015-11-23 21:44:13 Ostatnio edytowany przez moje_glupie_ja (2015-11-23 21:45:07)
No niby sama, bo jak tylko awantury ustały, to znów się wpędziłam w schemat małej dziewczynki i nie umiałam zranić mamy mówiąc jej, że bym pojechała do niego (choć niby dziś spróbuję to jeszcze zrobić...). Tylko nie wiem po co, bo jak słyszę od niego "będziesz to będziesz, a jak nie będziesz to nie, zawsze to powtarzałem", a potem się obraża i milczy od kilku dni, to jakoś mało motywująco to na mnie działa... Więc jednak trochę bym na ten los popsioczyła
Widać, co do niego, wiele sobie dopowiedziałam...
Dziewczyno szarpiesz się, miotasz, zmieniasz zdanie jak w kalejdoskopie i sądzisz, że ktoś zdrowy emocjonalnie będzie to miesiącami znosił ? Ileż, to miesięcy albo lat, on ma Cię motywować i wspierać ? Jak sadzisz jak w tej sytuacji może się czuć on ? Uważasz, że zachowujesz sie jak osoba, która mysli o związku z nim poważnie ?
Volver, masz rację i wierz mi, że czuję duże wyrzuty względem niego. Jednak mnie nie chodziło o wspieranie z Jego strony typu: "spakuj się, proszę!", "postaw się mamie, przyjeżdżaj!" itp. itd. Absolutnie. Miałam przyjechać po tygodniu, minęły trzy. Bo się rozchorowałam, paskudna angina. Ostatnim razem taka sama sytuacja miała miejsce. Za każdym razem wysyłam mu foto recepty na antybiotyki, skierowań do laryngologa, żeby tylko nie pomyślał, że kłamię. I niby ok, nic nie mówił, ale zaczęłam męczyć temat, czy na pewno nie jest zły, a On, że jemu to obojętne, będę to będę, a nie to nie. Kilka dni wcześniej również był zgrzyt, bo poruszyłam temat świąt i stwierdził, że na siłę mnie nie zatrzyma u siebie na święta, że mu bez różnicy, czy będę. Próbowałam zaproponować, że może pojedziemy na święta do mnie i co mi odpowiedział: "a co ja Twój mąż? Chciałaś, żebym przyjechał, to raz przyjechałem". No i tak to. Nie do końca więc wiem, jak sobie wyobraża to, bo według tej logiki, ja do jego rodziców na święta też pójść nie mogę, bo przecież nie jestem jego żoną! Więc Wigilię spędzę z jego psem? Fajnie. Naprawdę mi ciężko, on wie, jakie mam relacje z mamą i że w gruncie rzeczy dużo tę sprawę posunęłam do przodu (fakt, ciągle trochę kulawo). Ale niejako palę za sobą mosty, stawiam wszystko na jedną kartę, a On... ani się nie zdeklarował kim dla niego jestem (wychodzi na to, że koleżanką, która mu gotuje, sprząta itp.), ani że czuję względem mnie cokolwiek, że mu zależy. Będę to będę, nie to nie. Los mi niczego nie oszczędza. Mam ochotę unieść się honorem i nie pchać się na siłę. Spróbuję jeszcze dziś przed snem zagadać mamę, że bym pojechała. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Do niego się na razie nie odzywam, może pojadę w ciemno, ale już nie wróżę fajerwerków...
249 2015-11-23 22:32:46 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-23 22:34:51)
(...) Spróbuję jeszcze dziś przed snem zagadać mamę, że bym pojechała. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Do niego się na razie nie odzywam, może pojadę w ciemno, ale już nie wróżę fajerwerków...
Te zdania doskonale pokazują Twą postawę i sposób myślenia. Dorosła osoba, niezależna psychicznie, mówi o tym, co zdecydowała. Ty zaś jeśli nawet cokolwiek powiesz, to na końcu postawisz znak zapytania i od matki oczekiwać będziesz pozwolenia na zrobienie tego, na co masz ochotę.
Nic z tego nie wyjdzie, bo albo nie odważysz się ust otworzyć, albo po pierwszym grymasie matki, przepraszać będziesz za to, że odważyłaś się mieć swoje zdanie.
Narzekasz na chłopaka, popatrz jednak na waszą sytuacje jego oczami. Niczego z Twej strony nie może być pewien, ani tego, czy przyjedziesz, ani tego kiedy to zrobisz. On za Ciebie pępowiny nie przetnie, a Ty na ten krok nie zdecydowałaś się jeszcze.
No prawda, Wielokropku... Ale to działa w obie strony, gdybym tylko wiedziała, że mu zależy...
A jeśli mu nie zależy, to pępowiny nie przetniesz?
Powinnam, ale czy dla niego, wyprowadzając się 500 km, żeby być tam zupełnie samą, niekochaną?
253 2015-11-23 22:45:59 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-23 22:46:14)
Nie, nic nie powinnaś. Możesz. Nie musisz.
Rzecz w tym, że dla Ciebie bycie niezależną jest abstrakcją. Bo można być niezależnym psychicznie mieszkając z kimś pod jednym dachem i być zależnym żyjąc daleko od siebie. Nie decydujesz się puścić jednej gałęzi, gdy drugiej nie trzymasz w drugiej ręce.
Prawda, prawda, prawda. Ale czy to z drugiej strony takie dziwne, że chciałabym się czuć kochana, że choć trochę mu na mnie zależy?
Jak rzuca mi takie teksty, to niestety skutecznie wszystkiego mi się odechciewa...
To z kolei nazywa się przerzucaniem odpowiedzialności.
Nie rozumiem więc. Chyba jestem jednak na poziomie 15-latki nie tylko emocjonalnie...
(...) Jak rzuca mi takie teksty, to niestety skutecznie wszystkiego mi się odechciewa...
Czego nie rozumiesz? On - nie Ty - jest odpowiedzialny za Twoje szczęście, on - nie Ty - jest odpowiedzialny za Twój brak motywacji.
Namawiam Cię, żebyś wreszcie zaczęła żyć dla siebie, podejmowała decyzje ze względu na siebie. Namawiam, żebyś zaryzykowała i zobaczyła, że nie musisz na nikim się wspierać, bo umiesz stać i pewnie stoisz na własnych nogach.
Wielokropku, wszyscy właśnie zwracają mi uwagę, żebym w końcu zaczęła myśleć o sobie, działać dla siebie itd. Z tym mam największy problem. Jakaś dysfunkcja. Taka siostra miłosierdzia ze mnie chyba, aż popadnę w samozachwyt zaraz, że tak miłosiernie myślę o innych, a nie o sobie
No głupia.
Chroń nas od takich sióstr miłosierdzia!
Twoja postawa nie przynosi pożytku ani Tobie, ani Twej matce. Wasza relacja jest toksyczna.
Skoro wszyscy mówią to samo, Ty zaś żyjesz, jak żyjesz, to znaczy, że takie życie - wbrew temu co mówisz/piszesz - Ci odpowiada. Z Twej perspektywy korzyści są olbrzymie. Nie musisz podejmować decyzji, nie musisz brać za nie odpowiedzialności i ponosić konsekwencji. W razie porażki wiesz, kto jest jej winny (a to matka, a to chłopak, a to... tu możesz wpisać dowolną osobę). Od czasu do czasu pod swoim adresem rzucisz jakimś negatywnym stwierdzeniem licząc na to, że ktoś - będąc 'dobrze wychowanym' - zaprzeczy.
Nie do końca. Raz, że nie jest mi w tym położeniu i takim życiu zbytnio dobrze (owszem, lubię ten komfort psychiczny, gdy mama się ze mną nie kłóci). Dwa, nie liczę, że ktoś zaprzeczy, w gruncie rzeczy wiem, że całej tej sytuacji jestem winna wyłącznie ja i nawet jak narzekam na niego, to gdzieś tam z tyłu głowy, tłumaczę sobie, że może mu zależało, ale skutecznie to popsułam...