Volver napisał/a:LonelyM napisał/a:Volver napisał/a:Ja pedantką jestem podobnie jak moja matka z tą jednak różnicą, że skupiam się na porządku jedynie we własnym mieszkaniu. Tak lubię, tak robię. Nie uważam natomiast, że inni też tak muszą postępować.
Tym tokiem myślenia, to nie będę myć wanny, bo to mój dom, a jak komuś nie pasuje to niech sobie myje przed kąpielą - tak to wygląda
Jeżeli czyjaś przysłowiowa brudna wanna mi nie odpowiada, to się w takim domu nie goszczę albo rzeczywiście myję ją sobie przed kąpielą 
Ja w takich domostwach przebywam tylko wtedy kiedy musze i skracam ten pobyt do minimum. Mam alergie na brud i brudasow.
Mam taka ciocie w rodzinie, tez sama wiekszosc zycia mieszkala, bo pozno za maz wyszla i teraz tez sama mieszka odkad owdowiala. Ma w mieszkaniu (M2, metraz moze jakies 40m2) taki balagan i dziwny odor w kuchni (brudne talerze, kubki, jakies szmaty, gazety tu i tam), ze odkad pamietam nie bylam w stanie nic u niej zjesc ani nawet wypic herbaty. Wszystko mi do gardla podjezdzalo i zawsze jakis wykret znalazlam, zeby sie od tej konsumpcji wymigac. Jesli ktos myslalby o mnie i moim domostwie w podobny sposob, to raczej z duma korony na glowie nie obnosilabym.
To, ze jest sympatyczna w rozmowie i stara sie byc goscinna niestety nie wystarczy. Nie dla mnie. Uwazam, ze mozna wszystko zgrac a nie stawiac wybory - albo jestem mila albo porzadna. A moze jedno i drugie?
A co do tego straconego na sprzatanie czasu - smieszny argument. W czystym na ogol domu, sprzatanie to kwestia maksymalnie godziny w weekend - przy udziale pozostalych domownikow. Doba ma 24h, jedna "stracona" na czystosc to chyba niewielkie poswiecenie. Jestem daleka od wzorca typowej pani domu, co to poleruje i szlifuje od rana do wieczora caly swoj dobytek, mam czas na prace, hobby, leniuchowanie czy dlugie pitraszenie w kuchni. Jakos mi te zajecia nie koliduja z utrzymaniem porzadku dookola siebie.
Aha, jeszcze jedna sprawa - nie wiem jak to w PL dziala ale tutaj czesto wystawiajac mieszkanie/dom na sprzedaz daje sie pozwolenie agencji nieruchomosci na organizowanie tzw. wizyt ew. klientow w tym lokalu. I taki agent dzwoni i mowi, ze np. jutro o 18 ma paru klientow, czy moze wtedy zabrac godzine. Jesli termin pasuje, to domownicy o tej 18-tej wychodza na godzine, agent zostaje i oprowadza po domostwie na sprzedaz potencjalnych zainteresowanych. Po kazdym pokoju i pomieszczeniu. Oczywiscie mozna wynajac sprzataczke, zeby dom biegusiem i ad hoc ogarnela, ale takich wizytacji moze byc i kilkanascie zanim dom zostanie sprzedany - troche kosztowne byloby takie gruntowne oporzadzanie za kazdym razem.
Od kilku znajomych z tej branzy wiem, ze reakcje klientow na nieporzadek w takim domu na sprzedaz sa dosc zdecydowane i jednakowe - takie domy o wiele trudniej i dluzej sie sprzedaje, ludzie widzac brud i nielad obawiaja sie tez wielu nienaprawionych usterek, niewidocznych golym okiem. Bo wlasciciel fleja nie bedzie sie paral wymiana uszczelek, rur czy innych mankamentow. Z reguly takie lokale traca tez na wartosci podczas transakcji, wlasciciel zmuszony jest opuscic sporo z zadanej kwoty, poniewaz nowi wlasciciele przewiduja dodatkowe koszta na remont przed wprowadzka i zadaja upustow.
To tak apropos spolecznego zdania nt. balaganu i brudu. W konstytucji nie ma zapisu, w spolecznym pojeciu jest to jednak dosc wyrazne i nawet namacalne zdanie wiekszosci. Sama kilkakrotnie z mezem ogladalam mieszkania na sprzedaz, te nawet slicznie polozone i z niezlym metrazem, ale syfem na kazdym kroku odrzucaly na kilometr i z zalem, ale rezygnowalismy.