Witaj
Z zainteresowaniem przeczytałam wątek. Z mojej odpowiedzi wyszedł trochę misz-masz, bo odpowiadam na rozne posty, ale mam nadzieję, że są zrozumiałe. ![]()
Masz w sobie siłę, tylko dotąd twoje myślenie było bardzo zagmatwane. Raz piszesz "Jest to mój pierwszy chłopak, traktuję go jako osobę, z którą chcę być już zawsze, nie chcę nikogo innego'', a potem, że nie możesz już z nim wytrzymać. Jak w końcu jest? Bądź szczera ze sobą i odpowiedz sobie: co dokładnie sprawia, że nie chcesz (tak, nie chcesz) od niego odejść? Dlaczego uważasz, że powinnaś z nim być do końca życia?
Czego oczekujesz od związku i partnera?
Jak piszesz: ''nie ma zasad moralnych'', ''idzie po trupach do celu", źle traktuje rodzinę, źle mówi o innych ludziach. Czy te rzeczy są dla ciebie do zaakceptowania? Są zgodne z twoją hierarchią wartości?
''wiem rowniez ze zalezy mi na tym czlowieku mimo calego tego bolu, ktory mi sprawil i mam codziennie nadzieje, ze bedzie miedzy nami dobrze.'' Dlaczego ci na nim zależy? Jakie są podstawy tej nadziei?
Napisałaś, że ''nigdy z własnej woli cię nie przeprasza". Czy uważasz, że to dobra podstawa związku? Czy potrafiłabyś zaakceptować tego brak?
''a moze masz jakies rady jak sprobowac go zmienic? jak sprawic, zeby chcial sie zmienic? jak uratowac ten zwiazek?''
Nie można kogoś ''zmienić''. Musi sam chcieć i pracować nad sobą, wtedy można najwyżej wspierać. Nie można też wymusić chęci zmian, decyzja należy do danej osoby. Ty zmienić możesz tylko siebie. Podpisuję się w pełni pod słowami Thepassa.
''nie mogl sie uspokoic, przytulilam go, on przepraszal, widzialam, ze naprawde to przezywa''
Jakie to typowe. Rzeczywiście, tacy agresorzy wewnętrznie okazują się bardzo słabi.
''zeby nie dac sie nabrac na jego pozorna zmiane, chce miec pewnosc ze sie zmienil''
Jesli naprawdę mu zależy, to jest to możliwe. Nie wracaj jednak do niego, jesli ta zmiana nie nastąpi. Może jakaś terapia? Niech pracuje nad sobą. I powinien się zmienić przede wszystkim dla siebie, nie tylko ''żebyś wróciła'', bo żadnego szczęśliwego związku nie stworzy. Chłopak jest bardzo niestabilny.
''niczego bardziej nie chce niz to, zeby sie nam udalo, zebysmy sie dogadywali i szanowali nawzajem''
Jesli tak jest, to brawo. Teraz tylko powinny za tym iść odpowiednie czyny i spory wysiłek z jego strony. I nie ma co myśleć o powrocie, dopóki nie będzie dużych i stałych zmian, a to wymaga czasu. Jeśli wrócisz wcześniej, to pewnie straci motywację. A ty resztki szacunku do siebie.
ze jestem kobieta, a kobiety sa glupsze. on moze zmienic zachowanie, ale pogladow juz nie zmieni. czasami jest mily, dobrze sie dogadujemy, ale czasami kiedy cos powie, szczegolnie jak opowiada o polityce czy religii, czy np o gwaltach(ze kobiety zawsze prowokuja facetow swoim ubiorem, ze na dyskoteki chodza wylacznie latwe kobiety) to rece mi opadaja. on twierdzi zawsze, albo A albo B, nie ma nic pomiedzy. ciezko jest mi sie dogadac z taka osoba. on mowi, ze ja nigdy nie mam swojego zdania, ze dla mnie nie ma a albo b, tylko cos pomiedzy.(bo ja zawsze staram sie patrzec na cos z roznych punktow widzenia, nie oceniam pochopnie).
Twierdzisz, że jest bliską osobą i przyjacielem, ale - już abstrahując od jego toksycznych zachowań - wy nawet nie macie podobnych poglądów. Cenicie inne rzeczy, macie zupełnie inne spojrzenie na życie. Gdzie tu porozumienie? Kochana, pomyśl nad tym, jaki chciałabyś, żeby był twój ideał. I tego się trzymaj. Warto.
Swoją drogą, ja twoje podejście bardzo cenię, i sama mam podobne. Z ludźmi typu ''A lub B'' zwykle nie potrafię się dogadać, uważam, że zbytnio wszystko upraszczają.
tak sobie mysle, ze jesli obydwoje bedziemy sie tak bardzo starac zmienic, to chyba nie jestesmy dla siebie stworzeni, bo jemu nie pasuje moje zachowanie, a mi jego, nie powinnismy sie zmieniac az tak bardzo, tylko kochac sie takimi jakimi jestesmy.
Oczywiście, że tak jest. Kiedy jesteś z kimś, kto jest do ciebie dopasowany, to jego naturalne zachowanie bardzo ci się podoba, wydaje ci się atrakcyjne. Cenisz i podziwiasz go za to, jakim jest.
strasznie mnie denerwuje ze lubi korwina-mikke, ma podobne poglady, ja nie zgadzam sie z tym czlowiekiem, strasznie mnie irytuje. juz samo to nas dzieli... mowi, ze w boga wierza glupi ludzie, smieje sie z tego. ja nie jestem osoba religijna, ale wierze w boga, ze ktos taki jest. on gada na moich rodzicow, ze sa glupi, bo ogladaja wiadomosci, a to jest przeciez manipulacja, ze to nie sa prawdziwe wiadomosci, tylko cos co ktos chce pokazac spoleczenstwu, zeby je oglupic. mowi, ze wiekszosc ludzi jest prosta, ze to idioci ktorzy nigdy do niczego nie dojda w zyciu, ze liczy sie dla nich tylko piwko po pracy
Oczywiście, że nie jest to dziwne. Jest to w pełni zrozumiałe. Jego poglądy są okropne. Ja wręcz uważam, że z kimś o takich poglądach/podejściu do innych nie da się stworzyć zdrowego związku.
(Swoją drogą, my z chłopakiem mamy podobne zdanie na temat Korwina - może czasem mówi coś całkiem słusznego, jak np jego niektóre teorie gospodarcze wydają się mieć sens - ale wiele z jego poglądów jest jakichś strasznych. Polecam tekst np. o ''lekkiej pedofilii''.
).
on ma wiele zalet, potrafi sie mna opiekowac, czuje ze chce dla nas dobrze, ze sie o mnie troszczy, zawsze mi we wszystkim pomaga, poswieca sie dla mnie
Poczekaj. Dotąd to, co opisujesz w wątku, wskazuje na coś odwrotnego. Czy mogłabyś opisać przykłady takich sytuacji? Napisałaś, że 'zawsze ci we wszystkim pomaga'', co przez to rozumiesz?
Kiedyś gdzieś przeczytałam, że jeżeli wydaje ci się, że związek sprawia, że stajesz się gorszą wersją siebie jest toksyczny. Ja byłam właśnie taką gorszą wersją samej siebie, nigdy bym nie pomyślała, że mogę taka być.
Rzeczywiście, mądre słowa. Działa to tez odwrotnie. W swoim związku od początku miałam poczucie, że staję się coraz lepszą osobą - milsza dla innych, bardziej pewną siebie, wyrozumiałą, i jak tak teraz o tym myślę, to jest to bardzo dobry wskaźnik jakości związku.
ale zastanawiam sie, czy nawet jesli mowie mu ze ma brudno w mieszkaniu i patrze troche za bardzo drobiazgowo na brud, to czy to jest naprawde az taki powod do klotni?
Oczywiście, że zwrócenie uwagi o utrzymywanie porządku nie jest powodem do kłótni. Mój partner pracuje na pełny etat, po pracy pracuje nad swoim projektem, a i tak mi pomaga w sprzątaniu i przeprasza za uchybienia.
czy w zwiazkach, tych szczesliwych ludzie sie kloca? czy potrafia normalna rozmowa sie dogadac? czy ludzie sie obrazaja? bardzo mnie boli, kiedy moj chlopak mowi, ze jestem kobieta, a kobiety sa glupsze.
Mój partner, nawet kiedy mam zły dzień, załamuję się czy nie wierzę w siebie, powtarza mi, że jestem najwspanialsza i wszystko mi się uda. Uważa, że kobiety są tak samo zdolne jak mężczyźni (swoją drogą, wydaje mi się, że odwrotne poglądy trochę uniemożliwiają dobry związek). Uwielbia się przytulać i okazuje mi mnóstwo czułości. Zawsze zwraca się do mnie z szacunkiem. Nasze życie seksualne jest bardzo udane, ale to chyba nie dziwne, skoro na co dzień dobrze się traktujemy.
Zawsze mogę z nim porozmawiać, jeśli coś mi nie pasuje, czegoś brakuje, mam jakieś uwagi (rzadko kiedy mam jakikolwiek powód) - bo wiem, że on potraktuje mnie poważnie i zachowa się dojrzale i odpowiedzialnie. Ja też staram się tak postępować.
Codziennie czynami pokazuje mi, że mnie kocha, nigdy mnie nie zawiódł, zawsze mogłam na niego liczyć.
Jeśli zrobi złego (najczęściej drobnego i niecelowo, nie przypominam sobie niczego poważniejszego), to od razu przeprasza. Trudno mi wyrazić, jak bardzo go podziwiam.
Czasem się trochę sprzeczamy, ale jest to bardzo rzadkie i krótkie, bo oboje mamy ugodową naturę, podobny styl życia i poglądy.
Przypominam sobie tylko jedną sytuację, w której zachował się trochę niedojrzale - poganiałam go do wyjścia i dokuczałam, że powoli się szykuje. Trochę się obraził i potem celowo szedł wolniej. Ja poszłam sama. Kiedy po paru minutach wróciłam, powiedział, że był głupi. Ot i tyle.
Jest bardzo pozytywną osobą, życzliwą i pomocną dla innych, również mającą nie ''czarno-białe'' poglądy, a złożone i przemyślane. Nie słyszałam od niego złego słowa na temat innych - jeśli mówił o innych, którzy robili coś złego, to najczęściej po prostu opisywał ich zachowanie, mówiąc nawet, że go denerwuje, nie dostrzegłam jednak u niego braku szacunku dla drugiego człowieka. To bardzo ważne.
Najgorsze słowa, jakie od niego usłyszałam? Hmm, za takie to chyba można uznać ''jesteś piękna'', lub ''kochanie'', bo nic "poniżej" mi się przypomina. A powyżej.. trudno byłoby wypisać nawet. ![]()
Bardzo ci życzę, żebyś mogła być szczęśliwa u boku kogoś takiego, ale ty pierwsza musisz o to zadbać. Przede wszystkim - nie zgadzając się na nic "poniżej". ![]()
Generalnie mój partner jest chyba przeciwieństwem twojego. Dosłownie! Ma najwspanialszy charakter na świecie.
I wiesz, co myślę, że nas obie różni? Ja po prostu nie zniosłabym takiej sytuacji, w której jesteś. Nie zgodziłabym się, bo dla mnie to jest zaprzeczeniem wszystkiego, czego chcę w związku. Pomyśl, czego ty chcesz. Zacznij od pokochania siebie, przynajmniej próby. Wierz swoim odczuciom. Ty pierwsza musisz dbać o swoją godność. Myślę, że podstawa to poczucie się zadowolonym z samym sobą. Już nawet taka intencja i próby dużo dają, to się buduje powoli.
tak bardzo bym chciala, zeby i mnie ktos tak kochal, czuje ze w moim zwiazku brakuje tak wielu rzeczy. mysle sobie o tym, ze chcialabym spotkac kogos, kto by o mnie naprawde dbal, kto by mnie nie nazywal glupia, tylko madra, kto by sie do mnie usmiechal rano
Kochana! To już masz początek. Może mój opis też ci pozwoli to rozbudować. Wykreuj sobie w wyobraźni wymarzony związek, taki, w którym byłabyś bardzo szczęśliwa. Uwierz w to. Poczuj, że na niego zasługujesz, bo zasługujesz. To bardzo ważne - traktuj dobrze samą siebie, poczuj, że jak najbardziej jesteś godna takiej miłości. Polecam czytanie książek o prawie przyciągania, afirmacjach, rozwoju osobistym, poparte pracą nad sobą. To naprawdę działa. Wiesz już troszkę, czego chcesz, więc wszystko, co tym nie jest, możesz spokojnie i z góry odrzucić. ![]()
Jesli chciałabyś usłyszeć kolejną radę ode mnie, to spisuj na kartce jego dobre i złe cechy i zachowania. Zaznaczaj, które z nich sa dla ciebie akceptowalne, a które nie. Nie zatajaj niczego, bądź przed sobą w pełni szczera. Stwórz też listę, na której byłyby cechy twojego idealnego partnera, tak, żebyś miała jakiś obraz. Rozwijaj miłość i szacunek do samej siebie. Polecam książkę Barbary de Angelis ''Czy będzie z nas dobrana para? Kogo unikać, a kogo poszukiwać".
I generalnie podpisuję się pod chyba wszystkimi słowami Thepassa w tym wątku. Bardzo celne.