netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

na progu rozstania

85 odpowiedzi17 151 wyświetleńzałożony przez werrrooonikkkaaaa, 26.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 86 z 86 ]

66 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2014-05-22 09:42:55)

Odp: na progu rozstania

Witaj smile Z zainteresowaniem przeczytałam wątek. Z mojej odpowiedzi wyszedł trochę misz-masz, bo odpowiadam na rozne posty, ale mam nadzieję, że są zrozumiałe. wink

Masz w sobie siłę, tylko dotąd twoje myślenie było bardzo zagmatwane. Raz piszesz "Jest to mój pierwszy chłopak, traktuję go jako osobę, z którą chcę być już zawsze, nie chcę nikogo innego'', a potem, że nie możesz już z nim wytrzymać. Jak w końcu jest? Bądź szczera ze sobą i odpowiedz sobie: co dokładnie sprawia, że nie chcesz (tak, nie chcesz) od niego odejść? Dlaczego uważasz, że powinnaś z nim być do końca życia?

Czego oczekujesz od związku i partnera?
Jak piszesz: ''nie ma zasad moralnych'', ''idzie po trupach do celu", źle traktuje rodzinę, źle mówi o innych ludziach. Czy te rzeczy są dla ciebie do zaakceptowania? Są zgodne z twoją hierarchią wartości?
''wiem rowniez ze zalezy mi na tym czlowieku mimo calego tego bolu, ktory mi sprawil i mam codziennie nadzieje, ze bedzie miedzy nami dobrze.'' Dlaczego ci na nim zależy? Jakie są podstawy tej nadziei?
Napisałaś, że ''nigdy z własnej woli cię nie przeprasza". Czy uważasz, że to dobra podstawa związku? Czy potrafiłabyś zaakceptować tego brak?

''a moze masz jakies rady jak sprobowac go zmienic? jak sprawic, zeby chcial sie zmienic? jak uratowac ten zwiazek?''
Nie można kogoś ''zmienić''. Musi sam chcieć i pracować nad sobą, wtedy można najwyżej wspierać. Nie można też wymusić chęci zmian, decyzja należy do danej osoby. Ty zmienić możesz tylko siebie. Podpisuję się w pełni pod słowami Thepassa.

''nie mogl sie uspokoic, przytulilam go, on przepraszal, widzialam, ze naprawde to przezywa''
Jakie to typowe. Rzeczywiście, tacy agresorzy wewnętrznie okazują się bardzo słabi.

''zeby nie dac sie nabrac na jego pozorna zmiane, chce miec pewnosc ze sie zmienil''
Jesli naprawdę mu zależy, to jest to możliwe. Nie wracaj jednak do niego, jesli ta zmiana nie nastąpi. Może jakaś terapia? Niech pracuje nad sobą. I powinien się zmienić przede wszystkim dla siebie, nie tylko ''żebyś wróciła'', bo żadnego szczęśliwego związku nie stworzy. Chłopak jest bardzo niestabilny.

''niczego bardziej nie chce niz to, zeby sie nam udalo, zebysmy sie dogadywali i szanowali nawzajem''
Jesli tak jest, to brawo. Teraz tylko powinny za tym iść odpowiednie czyny i spory wysiłek z jego strony. I nie ma co myśleć o powrocie, dopóki nie będzie dużych i stałych zmian, a to wymaga czasu. Jeśli wrócisz wcześniej, to pewnie straci motywację. A ty resztki szacunku do siebie.

werrrooonikkkaaaa napisał/a:

ze jestem kobieta, a kobiety sa glupsze. on moze zmienic zachowanie, ale pogladow juz nie zmieni. czasami jest mily, dobrze sie dogadujemy, ale czasami kiedy cos powie, szczegolnie jak opowiada o polityce czy religii, czy np o gwaltach(ze kobiety zawsze prowokuja facetow swoim ubiorem, ze na dyskoteki chodza wylacznie latwe kobiety) to rece mi opadaja. on twierdzi zawsze, albo A albo B, nie ma nic pomiedzy.  ciezko jest mi sie dogadac z taka osoba. on mowi, ze ja nigdy nie mam swojego zdania, ze dla mnie nie ma a albo b, tylko cos pomiedzy.(bo ja zawsze staram sie patrzec na cos z roznych punktow widzenia, nie oceniam pochopnie).

Twierdzisz, że jest bliską osobą i przyjacielem, ale - już abstrahując od jego toksycznych zachowań - wy nawet nie macie podobnych poglądów. Cenicie inne rzeczy, macie zupełnie inne spojrzenie na życie. Gdzie tu porozumienie? Kochana, pomyśl nad tym, jaki chciałabyś, żeby był twój ideał. I tego się trzymaj. Warto.
Swoją drogą, ja twoje podejście bardzo cenię, i sama mam podobne. Z ludźmi typu ''A lub B'' zwykle nie potrafię się dogadać, uważam, że zbytnio wszystko upraszczają.

werrrooonikkkaaaa napisał/a:

tak sobie mysle, ze jesli obydwoje bedziemy sie tak bardzo starac zmienic, to chyba nie jestesmy dla siebie stworzeni, bo jemu nie pasuje moje zachowanie, a mi jego, nie powinnismy sie zmieniac az tak bardzo, tylko kochac sie takimi jakimi jestesmy.

Oczywiście, że tak jest. Kiedy jesteś z kimś, kto jest do ciebie dopasowany, to jego naturalne zachowanie bardzo ci się podoba, wydaje ci się atrakcyjne. Cenisz i podziwiasz go za to, jakim jest.

werrrooonikkkaaaa napisał/a:

strasznie mnie denerwuje ze lubi korwina-mikke, ma podobne poglady, ja nie zgadzam sie z tym czlowiekiem, strasznie mnie irytuje. juz samo to nas dzieli... mowi, ze w boga wierza glupi ludzie, smieje sie z tego. ja nie jestem osoba religijna, ale wierze w boga, ze ktos taki jest. on gada na moich rodzicow, ze sa glupi, bo ogladaja wiadomosci, a to jest przeciez manipulacja, ze to nie sa prawdziwe wiadomosci, tylko cos co ktos chce pokazac spoleczenstwu, zeby je oglupic. mowi, ze wiekszosc ludzi jest prosta, ze to idioci ktorzy nigdy do niczego nie dojda w zyciu, ze liczy sie dla nich tylko piwko po pracy

Oczywiście, że nie jest to dziwne. Jest to w pełni zrozumiałe. Jego poglądy są okropne. Ja wręcz uważam, że z kimś o takich poglądach/podejściu do innych nie da się stworzyć zdrowego związku.
(Swoją drogą, my z chłopakiem mamy podobne zdanie na temat Korwina - może czasem mówi coś całkiem słusznego, jak np jego niektóre teorie gospodarcze wydają się mieć sens - ale wiele z jego poglądów jest jakichś strasznych. Polecam tekst np. o ''lekkiej pedofilii''. tongue).

werrrooonikkkaaaa napisał/a:

on ma wiele zalet, potrafi sie mna opiekowac, czuje ze chce dla nas dobrze, ze sie o mnie troszczy, zawsze mi we wszystkim pomaga, poswieca sie dla mnie

Poczekaj. Dotąd to, co opisujesz w wątku, wskazuje na coś odwrotnego. Czy mogłabyś opisać przykłady takich sytuacji? Napisałaś, że 'zawsze ci we wszystkim pomaga'', co przez to rozumiesz?

Kiedyś gdzieś przeczytałam, że jeżeli wydaje ci się, że związek sprawia, że stajesz się gorszą wersją siebie jest toksyczny. Ja byłam właśnie taką gorszą wersją samej siebie, nigdy bym nie pomyślała, że mogę taka być.

Rzeczywiście, mądre słowa. Działa to tez odwrotnie. W swoim związku od początku miałam poczucie, że staję się coraz lepszą osobą - milsza dla innych, bardziej pewną siebie, wyrozumiałą, i jak tak teraz o tym myślę, to jest to bardzo dobry wskaźnik jakości związku.

werrrooonikkkaaaa napisał/a:

ale zastanawiam sie, czy nawet jesli mowie mu ze ma brudno w mieszkaniu i patrze troche za bardzo drobiazgowo na brud, to czy to jest naprawde az taki powod do klotni?

Oczywiście, że zwrócenie uwagi o utrzymywanie porządku nie jest powodem do kłótni. Mój partner pracuje na pełny etat, po pracy pracuje nad swoim projektem, a i tak mi pomaga w sprzątaniu i przeprasza za uchybienia.

werrrooonikkkaaaa napisał/a:

czy w zwiazkach, tych szczesliwych ludzie sie kloca? czy potrafia normalna rozmowa sie dogadac? czy ludzie sie obrazaja? bardzo mnie boli, kiedy moj chlopak mowi, ze jestem kobieta, a kobiety sa glupsze.

Mój partner, nawet kiedy mam zły dzień, załamuję się czy nie wierzę w siebie, powtarza mi, że jestem najwspanialsza i wszystko mi się uda. Uważa, że kobiety są tak samo zdolne jak mężczyźni (swoją drogą, wydaje mi się, że odwrotne poglądy trochę uniemożliwiają dobry związek). Uwielbia się przytulać i okazuje mi mnóstwo czułości. Zawsze zwraca się do mnie z szacunkiem. Nasze życie seksualne jest bardzo udane, ale to chyba nie dziwne, skoro na co dzień dobrze się traktujemy.
Zawsze mogę z nim porozmawiać, jeśli coś mi nie pasuje, czegoś brakuje, mam jakieś uwagi (rzadko kiedy mam jakikolwiek powód) - bo wiem, że on potraktuje mnie poważnie i zachowa się dojrzale i odpowiedzialnie. Ja też staram się tak postępować.
Codziennie czynami pokazuje mi, że mnie kocha, nigdy mnie nie zawiódł, zawsze mogłam na niego liczyć.
Jeśli zrobi złego (najczęściej drobnego i niecelowo, nie przypominam sobie niczego poważniejszego), to od razu przeprasza. Trudno mi wyrazić, jak bardzo go podziwiam.
Czasem się trochę sprzeczamy, ale jest to bardzo rzadkie i krótkie, bo oboje mamy ugodową naturę, podobny styl życia i poglądy.
Przypominam sobie tylko jedną sytuację, w której zachował się trochę niedojrzale - poganiałam go do wyjścia i dokuczałam, że powoli się szykuje. Trochę się obraził i potem celowo szedł wolniej. Ja poszłam sama. Kiedy po paru minutach wróciłam, powiedział, że był głupi. Ot i tyle. wink Jest bardzo pozytywną osobą, życzliwą i pomocną dla innych, również mającą nie ''czarno-białe'' poglądy, a złożone i przemyślane. Nie słyszałam od niego złego słowa na temat innych - jeśli mówił o innych, którzy robili coś złego, to najczęściej po prostu opisywał ich zachowanie, mówiąc nawet, że go denerwuje, nie dostrzegłam jednak u niego braku szacunku dla drugiego człowieka. To bardzo ważne.
Najgorsze słowa, jakie od niego usłyszałam? Hmm, za takie to chyba można uznać ''jesteś piękna'', lub ''kochanie'', bo nic "poniżej" mi się przypomina. A powyżej.. trudno byłoby wypisać nawet. big_smile

Bardzo ci życzę, żebyś mogła być szczęśliwa u boku kogoś takiego, ale ty pierwsza musisz o to zadbać. Przede wszystkim - nie zgadzając się na nic "poniżej". smile

Generalnie mój partner jest chyba przeciwieństwem twojego. Dosłownie! Ma najwspanialszy charakter na świecie.
I wiesz, co myślę, że nas obie różni? Ja po prostu nie zniosłabym takiej sytuacji, w której jesteś. Nie zgodziłabym się, bo dla mnie to jest zaprzeczeniem wszystkiego, czego chcę w związku. Pomyśl, czego ty chcesz. Zacznij od pokochania siebie, przynajmniej próby. Wierz swoim odczuciom. Ty pierwsza musisz dbać o swoją godność. Myślę, że podstawa to poczucie się zadowolonym z samym sobą. Już nawet taka intencja i próby dużo dają, to się buduje powoli.

werrrooonikkkaaaa napisał/a:

tak bardzo bym chciala, zeby i mnie ktos tak kochal, czuje ze w moim zwiazku brakuje tak wielu rzeczy. mysle sobie o tym, ze chcialabym spotkac kogos, kto by o mnie naprawde dbal, kto by mnie nie nazywal glupia, tylko madra, kto by sie do mnie usmiechal rano

Kochana! To już masz początek. Może mój opis też ci pozwoli to rozbudować. Wykreuj sobie w wyobraźni wymarzony związek, taki, w którym byłabyś bardzo szczęśliwa. Uwierz w to. Poczuj, że na niego zasługujesz, bo zasługujesz. To bardzo ważne - traktuj dobrze samą siebie, poczuj, że jak najbardziej jesteś godna takiej miłości. Polecam czytanie książek o prawie przyciągania, afirmacjach, rozwoju osobistym, poparte pracą nad sobą. To naprawdę działa. Wiesz już troszkę, czego chcesz, więc wszystko, co tym nie jest, możesz spokojnie i z góry odrzucić. wink
Jesli chciałabyś usłyszeć kolejną radę ode mnie, to spisuj na kartce jego dobre i złe cechy i zachowania. Zaznaczaj, które z nich sa dla ciebie akceptowalne, a które nie. Nie zatajaj niczego, bądź przed sobą w pełni szczera. Stwórz też listę, na której byłyby cechy twojego idealnego partnera, tak, żebyś miała jakiś obraz. Rozwijaj miłość i szacunek do samej siebie. Polecam książkę Barbary de Angelis ''Czy będzie z nas dobrana para? Kogo unikać, a kogo poszukiwać".

I generalnie podpisuję się pod chyba wszystkimi słowami Thepassa w tym wątku. Bardzo celne.

67

Odp: na progu rozstania

Jeśli chodzi o te zachowania, ktore sa u niego dobre, to np to, ze codziennie mnie podwozil na pociag, i odbieral, dzieki temu oszczedzalam sporo czasu na dojscie. Wydawał wszystkie swoje pieniadze, jezdzil ze mna do domu, bo tesknilam za psem, siedzial tam ze mna mimo ze mial swoja prace. ogolnie na co dzien teraz jest juz mily,widze ze stara sie mnie nie prowokowac, ale tak jak juz pisalam, przez jego poglady znowu sie sprzeczamy... napisalam mu wczoraj, ze mam juz dosyc tych ciaglych klotni przez internet(chociaz dla niego jest to rozmowa, a nie klotnia), ze chyba trzeba sie rozstac, bo nie widze juz dla nas ratunku. on sie mnei pyta, czy go kocham, to ja raz mowie, ze tak, raz ze nie. on mowi, ze jestem jak choragiewka na wietrze, ze ciagle zmieniam zdanie, ze sama nie wiem czego chce.... to mowie mu, ze chcę zebysmy sie dogadywali, zeby bylo dobrze. on mowi ze tez tego chce. ale mimo tego ze obydwoje tego chcemy, to i tak nie wychodzi. on jeszcze spi, nie wiem jak to bedzie. wiem, ze macie racje, to nie jest odpowiedni mezczyzna dla mnie, mysle ze ogolnie komukolwiek trudno bedzie z nim wytrzymac... pisal mi, ze jest glupi, bo dal mi sie zbalamucic, ze on chce mnie przytulic u siebie w mieszkaniu, ze chce miec mnie blisko, zebysmy sobie siedzieli tam tak jak kiedys. czuje sie tak paskudnie, jak mi pisze, ze go wyrolowalam, ze on do mnie tutaj przyjechal a ja teraz sie chce go pozbyc jak psa. ze dlatego ze nie ma juz pieniedzy, to ja go nie chce. to okropne, on mowi to w taki sarkastyczny sposob. a jednoczesnie on mowi, ze on codziennie czeka na moja odpowiedz, ze chce konkretow, ale ze ja jestem ciagle niezdecydowana. jego kolega mu nagadal, ze na pewno bede sie nim teraz bawic i pastwic sie nad nim. ale ja tak wcale nie robie! po prostu zeby do neigo wrocic chce byc go pewna, a na razie nie jestem. on mowi, ze skoro juz prawie miesiac mieszkam z rodzicami, on codziennie przychodzi i jest dobrze, no to czemu nie chce do niego wrocic. wg mnie nie jest dobrze, tylko po prostu ja sie ciesze kiedy on przychodzi, kiedy moge sie do niego przytulic, poczuc jego bliskosc. ale tak naprawde nie jest dobrze.... po prostu latwiej jest o tym zapomniec na ten czas, kiedy on przychodzi, zeby sie nim cieszyc. on sie mnie pyta, czy nie moze byc tak dobrze u niego w mieszkaniu, tak jak u moich rodzicow kiedy sie spotykamy. ja tez sie go o to pytam... on mowi, ze jestem teraz wygodna, bo sobie siedze u rodzicow, mam pieniadze, jedzenie, mam tutaj wszystko, nie musze sie o nim martwic. powiedzialam mu zanim tutaj sie przeprowadzil, zeby przyjechal, ze poradzimy sobie, niewazne co by sie nie dzialo, ze wazne jest to ze bedziemy razem. teraz mi to wypomina, mowi mi ze jak pieniedzy nie ma, to ja sie od razu zmywam... zadzwonil do mnie teraz, chce sie ze mna gdzies przejechac i porozmawiac. pojade i porozmawiam z nim. juz pare razy tak jechalismy, i mialam zakonczyc ten zwiazek... ale on zawsze sprawi, ze czuje sie winna, i ze to ja go prosze zebysmy jeszcze sprobowali. nie wiem co mam robic, on mi na koniec mowi, ze mnie kocha. mam zakonczyc ten zwiazek? czuje wewnetrznie, ze powinnam to zrobic, ale to takie trudne, wiem, ze on wyjedzie i ze juz nie bede go nigdy widziec, ze nie bedziemy codziennie rozmawiac, a rozmawiamy prawie caly czas.... bedzie mi tego strasznie brakowac

68

Odp: na progu rozstania

On mowi, ze skoro on mnie kocha i ja go chociaz troche kocham, to czemu mielisbysmy nie walczyc o ta milosc, czemu nie moze byc tak jak kiedys. wtedy czuje sie podle, bo to ja chce zerwac, to na mnie spoczywa ta odpowiedzialnosc. wiem, ze on nigdy ze mna nie zerwie. jesli ktos bedzie musial zerwac, to tylko ja. dlatego to takie trudne. bo przeciez gdyby bylo dobrze, to nie chcialabym z nim zrywac. ciagle sie łudzę, ze bedzie dobrze. jaki jest sens, zeby dawac nam kolejna szanse, skoro prawdopodobnie nic sie nie zmieni? on wykorzystuje to, ze ja szybko zapominam o tym, co on zrobil (bo chce zawsze konkrety). bo ja chce jak najszybciej zapomniec o tym, co sprawilo mi bol. ehhh, szkoda gadac, powtarzam się ciagle....

69

Odp: na progu rozstania

Kiedy czytam wasze posty, to jestem zdecydowana na rozstanie, wiem ze macie racje, bo piszecie to, co sama mam w glowie. ale kiedy on juz przychodzi, kiedy z nim rozmawiam jest juz inaczej... nie mam w sobie tej pewnosci. jak mam mu powiedziec, skoro za chwile tutaj bedzie, ze juz nie bedziemy razem? on powie, ze przeciez juz od jakiegos czasu stara sie, nic nie robi, ze jemu tez jest ciezko. ze zmiany nie sa z dnia na dzien. co ja mam wtedy zrobic? ciagle wypominam mu przeszlosc, bo ma to dla mnie znaczenie, ale przeciez on tak samo moze czepiac sie mnie, bo tez nie bylam dla niego zawsze dobra.

70

Odp: na progu rozstania
werrrooonikkkaaaa napisał/a:

On mowi, ze skoro on mnie kocha i ja go chociaz troche kocham, to czemu mielisbysmy nie walczyc o ta milosc.

Ale to nie jest milosc, tylko uzaleznienie.

71

Odp: na progu rozstania

przyjechal do mnie, zaczelismy rozmawiac, powiedzialam mu, ze nie widze juz dla nas szansy, ze nic nie jest tak jak powinno byc, ze mimo tego ze obydwoje sie staramy to nam nie wychodzi, obydwoje sie rozplakalismy. powiedzialam mu, ze chce sie rozstac, zaczelam mowic ze on swoimi zachowaniami psuje wszystko to, co buduje swoim dobrym zachowaniem. zdenerwowal sie, ze nie dam mu nic powiedziec i rzucil swoja komorka w podloge. powiedzialam mu, ze wlasnie tym zachowaniem udowadnia, ze dobrze zrobilam. powiedzialam mu to jeszcze pare razy, ze nie jestesmy juz razem, ze nie bedzie powrotu, zeby zdal sobie z tego sprawe. polozyl sie na lozku i plakal. tak bardzo chcialam go przytulic, ale nie chcialam robic mu nadziei. po paru minutach on zaproponowal zebysmy zagrali w gre plaszowa, zgodzilam sie niechetnie, chcialam zeby juz poszedl, chcialam sie wyplakac, a tak to tylko przedluzalismy. gralismy normalnie, bylismy dla siebie mili, widzialam, ze specjalnie tak gral, zebym to ja wygrala.... potem polozylismy sie, przytulilam go troche, bo znowu plakal, byl taki smutny... potem zjedlismy obiad, bo rodzice akurat pojechali do sklepu, potem poszlismy z psem na spacer. lapal mnie za reke, ja tez tak bardzo tego chcialam, ale skoro juz nie jestesmy razem, to juz nie chcialam, tak trudno jest mi sie od tego odzwyczaic, jemu tez bylo smutno, mial lzy w oczach znowu, wrocilismy do domu, to wzial swoje rzeczy i poszedl... jest mi tak zle. jest mi zle kiedy on jest smutny, zwlaszcza ze to ja sprawilam, ze tak plakal. czuje ze go stracilam.... moja najblizsza osobe, ktorej moglam zaufac, ktorej wszystko mowilam, z ktora prawie caly dzien rozmawialam. czuje ze to ja nas przekreslilam, ze to ja zdecydowalam o rozstaniu, mimo ze dzisiaj byl mily, napisalam mu rano smsa ze chcialabym zeby mnie przytulil, i zeby mi powiedzial, ze sprobujemy jeszcze raz i sie nam uda. kupil mi bukiet roz.... prychnelam na niego jak to zobaczylam, powiedzialam, ze po co wydaje swoje ostatnie pieniadze na kwiaty, ze chce mnie tym przekupic, ze nie chce tych kwiatow, bo sa falszywe tak jak on.... czuje sie taka podla dla niego, przeciez on sie staral a ja to wszystko przeklreslilam, tak mi go brak ;( chcialabym za nic biec, zatrzymac go, wrocic do jego mieszkania i przytulac go caly dzien. boze jak mi zle...

72

Odp: na progu rozstania

czy dobrze zrobilam? czuje sie teraz taka samotna. czuje, ze stracilam najwazniejsza osobe w moim zyciu, czuje ze popelnilam blad...

73

Odp: na progu rozstania

Czujesz sie winna, bo pierwszy raz podjęłaś ważną decyzje w zyciu? Powiem tylko tak - jesli z tego wyjdziesz to będziesz w przyszlosci wspominac, że stałaś się lepszą i silniejsza osobą dzięki temu rozstaniu. A te reakcje są całkiem normalne, kiedy jestes do kogos przywiązana. Nie szukaj akceptacji i potwierdzenia słuszności decyzji u innych, bo to Ty jesteś dorosła i to Twoje zycie i Twoje szczęście lub krzywda.

74

Odp: na progu rozstania

Z jednej strony, wiem, ze powinnam juz dawno temu odejsc od niego, ale z drugiej strony, to nie jest "zwykly" facet, to jest najblizsza mi osoba. Jest mi tak zle, bo boje sie, ze podjelam złą deycyzję, ze bede tego zalowac, ze bede tesknic, ze sie nie pozbieram. Wiem, ze nie chce nikogo innego, chcialabym byc z nim, ale zeby bylo miedzy nami dobrze.... ale jesli ma byc tak jak bylo, czyli ciagle klotnie, problemy, to wtedy dobrze zrobilam. ehhh, on pewnie teraz jest u siebie i placze, ja tez nic nie moge zrobic.... ciagle o nim mysle. boje sie, ze za pare dni sie stad wyprowadzi, ze juz sie nie zobaczymy.... z waszej strony to wyglada tak, ze on robi same zle rzeczy, z mojej tez, ale zeby byc uczciwa musze przyznac ze kiedy on sie wielokrotnie staral, to ja potrafilam powiedziec cos takiego, co wszystko zepsula, potrafilam nadepnac mu na bolacy odcisk, wywlec z jego przeszlosci cos, o czym on nie chce juz mowic, co juz nie jest wazne. wiem, ze obydwoje popelnialismy mnostwo bledow. nie wiem jak to teraz bedzie, czy bedziemy do siebie pisac, czy bedziemy sie widywac, czy to wszystko za pare dni sie skonczy, jak on sie wyprowadzi. a moze znowu bedzie przychodzil codziennie, moze bedzie znowu probowal to ratowac... tylko pytanie co ja wtedy zrobie, czy nadal bede go trzymac za reke, przytulac? pewnie tak, bo tak bardzo za nim tesknie.... ale jednak rozsadek podpowiada, ze moze to dobrze, ze mimo tego ze nie bylo teraz jakiegos spektakularnego powodu do rozstania, to jednak wydarzenia z przeszlosci maja na mnie taki wplyw, ze nie moge juz tego zapomniec, a to juz zawsze bedzie psulo moja i jego relacje. radziliscie mi odejsc, mam teraz takie mysli, ze slucham sie obcych ludzi, zamiast z nim byc. ale wiem, ze macie racje....

75

Odp: na progu rozstania

Ale czemu żałować? Bo trafisz na jeszcze gorszego faceta? Bo nie rozumiem. Ta osoba w ogole nie jest bliska dla Ciebie. Wymien ile rzeczy was łączy, a ile dzieli. W ilu sprawiacie sobie radosc a w ilu przykrosc. Jak chcesz tworzyc związek na zasadzie "on mnie krzywdzi i ja jego, więc oboje jestesmy siebie warci" to przeciez nikt nie każe Ci zrywac. Trwaj w tym, tylko zobaczysz, ze za X lat powiesz, ze zmarnowałaś sobie zycie i nie dałaś sobie szansy na szczęście. Za to jesli długo bedziesz sama to bedziesz go sobie wspominac i zalowac, ze moglas z nim byc. Ale tylko dlatego, ze jednak nie podjelas walki o siebie, a nie dlatego ze on jest taki cudowny i dla Ciebie stworzony.

76

Odp: na progu rozstania

niestety masz racje, zgadzam się z tym, co piszesz. nie chce trwac w zwiazku gdzie nie ma szacunku, gdzie obydwoje tylko sie krzywdzimy. nie chce zmarnowac sobie zycia. laczy nas to, ze nie lubimy chodzic do klubow, nie jestesmy towarzyscy, wystarczalo nam zawsze nasze wlasne towarzystwo i tak bylo dobrze, jestesmy oszczedni, lubimy spacerowac, mamy raczej spokojy charakter(chociaz w klotniach wyszlo co innego i z mojej i z jego strony), jestesmy pracowici, skupieni na jakims celu i dazymy do niego. jest mi po prostu szkoda tego, co bylo miedzy nami dobre, kiedy sie o siebie troszczylismy, bylismy mili dla siebie, pomagalismy sobie nawzajem. moze to zerwanie czegos nas w koncu nauczylo, moze nam cos uswiadomilo? jesli on naprawde by sie zmienil to moglibysmy znowu byc razem. ale wtedy przypomina mi sie, jak rzucil dzisiaj komorka o podloge i widze, ze kiedy jest zly to nie panuje nad soba, a przeciez zdenerwowanie nie usprawiedliwia takiego zachowania....

77 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-22 17:22:20)

Odp: na progu rozstania

Przestan po prostu rozmyslac o rozstaniu jako porażce. Porażka BUDUJE i uświadamia. Tylko ten co nic nie robi nie popełnia błędów. I jeśli podjęłaś decyzje (fakt, z pomocą forum) to juz jest to dobry krok w kierunku uzyskania dojrzałości i wzmocnienia poczucia wlasnej wartosci. Pomysl sobie, ze potrafilas sie przeciwstawic mocnemu uczuciu i zamiast mu ulegać wybrałaś droge swiadomosci, logicznie. To naprawde z czasem procentuje. A przeszlosc wspomina sie zawsze. Czemu najczesciej ludzie wracaja do dziecinstwa? Wtedy tak bylo dobrze - a tak naprawde nie bylismy swiadomi, rodzice czy rodzina zapewniali nam troche szczescia, jakies zabawki, zycie bez odpowiedzialnosci. Ale mimo to zawsze gdzies wspominamy w chwilach smutku "kiedys było lepiej". Nie było, bo jakos w tamtym czasie tez sie szczesliwi nie czulismy. Mozg oszukuje nas samych, a to my musimy oszukac mozg. Jego zachowania nic nie usprawiedliwia. Nie panowanie nad nerwami jest oznaką słabosci i nigdzie tego spokoju nie widzę. Reszta co was łączy to przepraszam, ale na sile mysle, ze i nas wiecej laczy niz Ciebie z nim ;p

78

Odp: na progu rozstania

thepass- to, co piszesz ma podobny charakter jak jego, jak czytam Twoje odpowiedzi to mam wrazenie, że rozmawiam z nim... bo on tez mowi mi, zebym myslala rozumem, a nie emocjami, ktorymi czesto sie kieruje. ze on zawsze mowi to samo, a to mi sie czesto zmienia zdanie. ma racje, bo teraz, kiedy siedze sama w pokoju, kiedy mysle ciagle o nim, to chce zadzwonic i prosic zeby przyjechal, zebym mogla dac nam jeszcze jedna szanse. znowu zapominam o tych zlych momentach, a przypominam sobie dobre... wiem, ze to moja decyzja, dlatego jest to takie trudne, bo przeciez kiedy jestesmy dla siebie mili, to wszystko jest ok. ale w czasie klotni on sie nie kontroluje, a co najgorsze, nie zaluje pozniej tego co powiedzial, zrobil. chcialabym do niego napisac, zeby do mnie przyjechal, ale moze lepiej dac sobie pare dni na przemyslenia, czego tak naprawde chce. ale nie chce wlasnie wpasc w pulapke tego, ze zapomne o wszystkim co zle, a bede widziec tylko pozytywy. co mam teraz zrobic?...

79 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2014-05-22 17:48:16)

Odp: na progu rozstania

Nakieruj chłopaka na terapię. Jest DDA (dorosłe dziecko alkoholika), nie panuje nad emocjami, to mu może pomóc. Jak mu się nie spodoba, to trudno, ale niech spróbuje, popracuje nad sobą. Widać, że może znalazłby motywację, by się zmienić. Jest mu smutno i ciężko, teraz może to wykorzystać, by poprawić swoje życie, i może zwiększyć szansę na bycie zdolnym do zdrowego związku.

I pamiętaj, twoje życie to twoja decyzja, my nie bierzemy za nie odpowiedzialności. Jeśli czujesz, że chcesz wrócić, to wróć. Tak naprawdę wszystko w twoim życiu zależy od ciebie. Wypisałam pytania, które uważam, że warto sobie samemu zadać. Zadawaj sobie pytania i postępuj w zależności od odpowiedzi smile Tylko musisz być ze sobą bardzo szczera, bo na oszukiwaniu siebie nie da się dobrze wyjść.

thepass napisał/a:

Reszta co was łączy to przepraszam, ale na sile mysle, ze i nas wiecej laczy niz Ciebie z nim ;p

No fakt, nie brzmi to jakoś szczególnie, hmm, wyjątkowo, takie ogólne i powierzchowne dość rzeczy. Introwertycy, którzy lubią spacerować i dążą do jakiegoś celu, tak można scharakteryzować wiele osób. Ale z drugiej strony, może jest tego więcej, tylko weronika akurat nie napisała, na przykład kiedy było dobrze, to świetnie im się rozmawiało, śmiało i tak dalej.

80

Odp: na progu rozstania

Bo to jest męskie, przewodnicze myślenie. Takiego kogoś powinnas szukać, kto będzie męski, ale jednocześnie będzie umiał sie zachowywać i Cie prowadzic KU DOBREMU. Nie bedzie np traktował kobiet jako istot gorszych. Sporo masz tych roznic, ktore Cie po prostu bolą, a które nie każdy facet musi mieć.
A co robić? Sposobu na zycie Ci nie wymysle. Po prostu robić wszystko by nie myśleć o nim i na siłe nie zacząć go w tym momencie idealizować. Człowiek zawsze gdy jest smutny wraca tylko do dobrych mysli i chwil, by z tego smutku sie wybic, ale jest to niszczące bo to nieprawda, czas przeszły, lub "chwila ulotna". Nie mozna doceniac jednej dobrej chwili, gdy 10 kolejnych jest krzywdzących. Jakby było 10 dobrych chwil, a jedna krzywdząca to tak, mozna zapomniec. W innym przypadku zabijasz własną wartosc.

81

Odp: na progu rozstania

nie sadze, zeby tam poszedl, stwierdzi ze nie ma czasu na chodzenie na cos takiego, ze sam sobie radzi. ale powiem mu o tym, zobacze co on na to. napisalam do niego smsa, to od razu mi lepiej, czuje ze mamy jakis kontakt. jestem uzaleziona od niego, tak bardzo sie do niego przywiazalam, ze teraz kiedy sama podjelam ostateczny krok, czuje sie z tym okropnie. laczy nas wiecej niz napisalam: lubimy jezdzic na rowerze, cwiczyc, zrobic jakis obiad i go razem zjesc, ogladac wspolnie programy w tv, filmy. ja zawsze lubilam z nim rozmawiac, opowiadac mu rozne historie ktore sie wydarzyly, on zawsze mnie sluchal i doradzal. chociaz niestety czesto ocenial, a kiedys pare razy mi powiedzial, ze paplam bez sensu. on uwielbia mi opowiadac o jakichs fizyczno-biologicznych rzeczach, o ktorych przeczytal, a kiedy ja tylko slucham to się denerwuje, ze nic nie mowie na ten temat.... poczucie humoru niestety tez mamy rozne, czasami mial zabawne zarty, ale zazwyczaj jego poczucie humoru bylo takie chamskie. laczy nas tez to, ze mamy w sobie oparcie, nie wstydzimy sie swoich cial, jestesmy jak stare malzenstwo z 20letnim stazem...

82

Odp: na progu rozstania

thepass, masz racje. będę musiała tak właśnie zrobić

83

Odp: na progu rozstania

Ile do kobieta jest w stanie poświęcić dla tak trywialnej rzeczy jakimi są pieniądze. Uważam, że czas przeznaczony na kłótnie z burakiem można przeznaczyć np. na naukę, a czas kiedy padasz od tego ze zmęczenia będzie można wykorzystać na pracę. Nic nie przychodzi w życiu łatwo. Mam dużo rodzeństwa, na studiach (nie w swoim mieście) nikt mi nie pomógł, bo rodzice byli zwyczajnie zbyt biedni, więc nie mogłem mieć im cokolwiek za złe. Praca + nauka + nie marnowanie czasu na bzdury. Mi też się ludzie dzisiaj dziwią, że jestem farmaceutą a znam się na budowaniu domów, montażu drzwi, okien itp. Tym się kiedyś zajmowałem, kolega ze studiów w podobnej sytuacji był kelnerem w hotelowej restauracji,a dzisiaj zastępuje kierownika hurtowni farmaceutycznej, koleżanka pracowała na stacji benzynowej a dzisiaj pracuje w dziale kontroli jakości w firmie farmaceutycznej. Takich przykładów są setki.

84

Odp: na progu rozstania

Witam rozstałam się z narzeczonym w sobote uderzył mnie nadużywał alkoholu przy mnie i przy dzieciach mamy 2 letnią córkę która bardzo go kocha, wyprowadził się do rodziców nie wiem co robic Kocham go i Tesknię.

85

Odp: na progu rozstania

kobietoooooooooooo opamietaj sie !!!!!!!! on CIE bije wyzywa, a Ty go kochasz i tesknisz................gdzie Twoj szacunek , godnosc...odpisz

86

Odp: na progu rozstania

heide12 dobrze, że się rozstałaś. Teraz ochłoń i przestań o nim myśleć, zajmij się dzieckiem. Ty go nie kochasz, Ty jesteś od niego uzależniona psychicznie i emocjonalnie - a to jest duża różnica - żeby ją zrozumieć potrzebujesz czasu... czasu... czasu; i tylko tego. Daj sobie szansę na lepsze życie - to tylko od Ciebie zależy. Naprawdę.

Posty [ 66 do 86 z 86 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026