Ja rowniez nie mam zamiaru sie klocic, bo co to da? Probuje udowodnic Chaber, ze oprocz jej swiata sa jeszcze inne swiaty. Nasze. Kazdy wybiera swoj spoob na zycie, niekoniecznie ten obrany przez Chaber jest najlepszy. Zauwazylam jedno- Chaber zapewne jest doswiadczona, Jest rowniez realistka mocno stapajaca po ziemi. Dla niej wazne jest to, co jest prawnie uregulowane. Przeczy wiec poniekad samej sobie twierdzac, ze synowe i synowie nie maja nic do powiedzenia w domu tesciow. No skoro syn ma akt notarialny to chyba moze o czyms decydowac? A ilez to takich przypadkow, gdzie syn, na ktorego dom jest przepisany, ma zwiazane rece i nie moze nic zrobic? Nie mowiac o jego zonie... No to albo twardo stapamy po ziemi i trzymamy sie tego, co jest w akcie albo wyglaszamy piekne przemowienia o tym, ze dom w etycznym pojeciu nalezy do rodzicow. Ja sie zgadzam- to bedzie zawsze ich dom, moga zyc w nim, mieszkac, czuc sie swobodnie, to oczywiste, ale w momencie, gdy go przepisuja musza liczyc sie takze z prawnym wlascicielem. To nic, ze taka darowizne mozna odwolac. Po 5 latach juz nie mozna.
Co do autorki, latwiej by bylo, gdyby nawiazala z nami dyskusje, bo jak na razie my podpowiadamy, piszemy, a ona sie nam gdzies zapodziala... Moze zalatwia cos w sprawie babci? Moglaby napisac, czy cos sie zmienilo. Ja ciagle oscyluje w przekonaniu, ze to corka powinna sie nia zajac. W koncu to corce starsza pani tylek podcierala, gdy ta byla mala. Teraz pora sie odwdzieczyc. Zreszta po wpisie autorki widac czarno na bialym (zakladam, ze autorka pisala tak, jak sie rzeczywiscie rzeczy maja), ze tesciowa NIE CHCE, a nie ze nie moze zajmowac sie matka. I ten obowiazek zrzucila na synowa.