W wątkach bardzo często pojawia się motyw samodzielności, ciężkiej pracy aby się żyło tak, jak się żyje, niezależności od nikogo.
Jestem zwolenniczką zaradności zawsze i wszędzie oraz niezależności, ale czy naprawdę nie ma NICZEGO co rzucało by cień na stwierdzenie "Sama sobie wszystko zawdzięczam"? Czy nie ma NIKOGO, kto pomógłby Wam w zdobyciu tego, co macie chociażby poprzez stworzenie możliwości. ?
Podobne tematy
W wątkach bardzo często pojawia się motyw samodzielności, ciężkiej pracy aby się żyło tak, jak się żyje, niezależności od nikogo.
Jestem zwolenniczką zaradności zawsze i wszędzie oraz niezależności, ale czy naprawdę nie ma NICZEGO co rzucało by cień na stwierdzenie "Sama sobie wszystko zawdzięczam"? Czy nie ma NIKOGO, kto pomógłby Wam w zdobyciu tego, co macie chociażby poprzez stworzenie możliwości. ?
Duzo rzeczy zrobiłam sama w zyciu a poźniej to już pomoc obecnego męża. Pokazał mi trochę inny świat za granicą, znalazł tam pracę kupił bilet na samolot. Dla mnie to była duża pomoc i chyba jedyna szansa na usamodzielnienie się i odcięcie pępowiny . Więc mogę powiedzieć, że jest ten KTOŚ ![]()
W sumie wszystkiego co mamy dorobiliśmy się wspólnie, bo zaczynaliśmy z zerem a nawet jeszcze gorzej bo z kredytem na start. Wychodząc z domu rodzinnego jedyne czego mogłam oczekiwać to życzenia powodzenia. W teorii tak wszystko zawdzięczamy sobie. Ale, to rodzice wychowali mnie tak a nie inaczej, to oni dołożyli starań abym miała wykształcenie. Na dobrą sprawę zaopatrzyli mnie w najpotrzebniejsze. Że nie finansowo i fizycznie. Nie ma takiej potrzeby
Wszystko zawdziecza sie ludziom ktorzy albo pomogli albo dali porzadnego kopa :-)
Ja jestem z tych co to niby sami wszystkiego się dorobili od zera. Gówno prawda.Gdyby starzy 30 lat temu nie zapisali na angielski, gdyby laska, której nawet nie kojarzę w porę nie wezwała pogotowia, gdyby instruktor na egzaminie na prawko nie patrzył przez palce, gdyby...gdyby...gdyby....
Jak ktoś uważa ze sam sobie wszystko zawdzięcza to jest zadufanym w sobie kretynem.
Zgadzam się tutaj z pitagorasem np, wiele rzeczy zawdzięczamy też innych. Oczywiście, bez naszej pracy by się to na pewno nie udało, bo musi być chęć i starania z naszej strony, ale pomoc też jest ważna. Pokazuje to choćby rynek pracy, gdzie bez znajomości, kogoś kto pomoże jest naprawdę ciężko. A w innych sytuacjach, to mogę powiedzieć, że np wiele pomaga mi mama, tzn, gdy np w 2 liceum nie zdałam z matmy i niestety oblałam poprawkę, to ja już byłam przekonana, że będę powtarzać rok, bo jak inaczej, skoro poprawkę oblałam. Na szczęście moja mama sama znalazła mi takie liceum wieczorowe tuż obok i tam dostałam szansę, dzięki czemu nie powtarzałam klasy i od razu znalazłam się w 3 liceum ![]()
Chodziłam tam co 2 tygodnie, ale była tam taka wspaniała atmosfera, że nauczyłam się tam więcej niż w tamtym liceum, gdzie chodziłam codziennie, ale atmosfera była średnia i odechciewało mi się uczyć. Dzięki temu nawet maturę z matematyki zdałam na 60 %- ja wiem, jest banalna, więc to też żadne duże osiągnięcie, ale jak na mnie to i tak dużo, bo naprawdę byłam bardzo kiepska z matmy. Także mi mama dużo pomogła jakby nie patrzeć, a także atmosfera, która tam panowała i dobrzy nauczyciele np ten od matmy, co też mogę powiedzieć, że nigdy nie miałam takiego dobrego nauczyciela od matmy. Także pomoc innych też jest przydatna, a to tylko jeden z przykładów ![]()
No własnie ja również uświadomiłam sobie, że na życie, które prowadzę obecnie i które wg mnie jest super, składa się ...Bóg i wielu ludzi, których-jak wierzę- niejednokrotnie mi podsyłał
Moja broszka to ta, że chciałam coś fajnego ze swoim życiem zrobić. Nie chciałam żyć w sposób "byle do śmierci" i wierzę, że to Bóg podsuwał mi różne pomysły gdy o nie prosiłam, oraz sytuacje, ludzi, którzy mi pomogli; finansowo, dając pracę, poświęcając swój czas.
To nie ma tak, że my wszyscy sami i nikomu nie pomagamy. Ja dostaję szansę od kogoś i daję komuś podobną. Umiem wykorzystać co daje los i nie narzekam na wszystko.
Po przeciwnej stronie barykady stoją roszczeniowi. Bo mama nie wysłała na angielski, bo dziewczyna nie zadzwoniła po kumpla i żłobek zaliczyłem, bo szef nie patrzył przez palce na moje spóźnienia i mnie wylał.
Moi rodzice byli biedni, nic na start nie dostałam. Rodzina męża ma i nie chce się podzielić. Nie lubię ich, ale powinni dać. Gdybym ja miała, to bym się podzieliła, pomogła, itd. Wierzycie, że synowa podzieliłaby się z teściową? Wierzycie, że pracownik podzieli się z szefem swoimi oszczędnościami, bo szef mocno przegiął i ma zator płatniczy?
Czasami komuś pomożemy, a ten ktoś nie skorzysta i nas krew zaleje. Mnie pomogła znaleźć pracę przyjaciółka, będę jej dozgonnie wdzięczna. Dlaczego mnie, a nie komuś innemu? Była pewna, że nie zaświeci oczami ze wstydu polecając mnie.
Pomagamy tym, u których wyczujemy potencjał. Bywa, że mylimy się, ale to forma zbierania doświadczeń.
Ja jestem z tych co to niby sami wszystkiego się dorobili od zera. Gówno prawda.Gdyby starzy 30 lat temu nie zapisali na angielski, gdyby laska, której nawet nie kojarzę w porę nie wezwała pogotowia, gdyby instruktor na egzaminie na prawko nie patrzył przez palce, gdyby...gdyby...gdyby....
Jak ktoś uważa ze sam sobie wszystko zawdzięcza to jest zadufanym w sobie kretynem.
Zgadzam się z Tobą w 100%. Pozdrawiam
Po dłuższym zastanowieniu się, doszłam do wniosku, że wszystko zawdzięczam moim Rodzicom.
To co osiągnęłam jest pochodną tego jak mnie wychowali.
Po dłuższym zastanowieniu się, doszłam do wniosku, że wszystko zawdzięczam moim Rodzicom.
To co osiągnęłam jest pochodną tego jak mnie wychowali.
Ja niestety nie mogę tego powiedzieć - wychowałam się właściwie sama, bez kompletnie żadnych pozytywnych wzorców prócz zdolności do oszczędzania
Ja zawdzięczam wszystko Bogu. Nie dał mi może wzorców w rodzinie, ale dał mi siłę do życia po swojemu.
Finansowo nic od nikogo nie dostałam, raczej to ja bywałam tą wspierającą.
Wychowawczo, mogę powiedzieć to samo co Catwoman, w sumie nie pamiętam, żeby rodzice kiedykolwiek wpajali mi jakieś wartości, po prostu mama dawała jeść i miałam gdzie mieszkać. Jakichkolwiek rozmów o życiu zero.
Jestem jej za to bardzo wdzięczna, ze przez cztery lata zajmowała się moimi dziećmi, mogłam pracować. Mieszkała wtedy z nami, swoje mieszkanie wynajęła, a jej emerytura ładnie się odkładała
. W sumie wyszłyśmy na tym rewelacyjnie obie, moje dzieci miały opiekę a mama za zaoszczędzone pieniądze zrobiła sobie super remont mieszkania.
Tacie zawdzięczam to, że żyję ![]()
Też zawsze radziłam sobie sama. Nikomu niczego nie zawdzięczam i szczycę się tym. Chociaż fakt, że bardzo szanuję rolę niktórych ludzi w moim życiu. Zawsze byli by służyć mi radą, wsparciem, dobrym słowem. Być zupełnie samemu to straszne, choć finansowania nigdy w rodzinie nie szukałam