Ja jako matka mówię, tak- jestem za. Takie knajpy i w ogóle miejsca w mieście/ parku, w których jest zakaz wstępu dla dzieci to super sprawa. Są ludzie, którzy nie lubią dzieci i mają do tego prawo. Ja mam dziecko, które kocham nad życie, ale też bym czasami chciała odpocząć od humorków malucha, wyjśc gdzieś z mężem, czy znajomymi i nie odwracać się na każde kwęknięcie, płacz itp.
Podobne tematy
Jakieś trzy tygodnie temu po dosyć ciężkim tygodniu wybraliśmy się z mężem w góry. W Beskidy mamy relatywnie blisko, więc czasem urządzamy sobie takie popołudniowe, typowo relaksacyjne wypady. Pech chciał, że rozpadał się deszcz, więc postanowiliśmy tę ulewę przeczekać w kawiarni. Było miło, nawet bardzo, ale do momentu, kiedy jedno z obecnych w lokalu dzieci wpadło w histerię, bo nie dostało innego deseru niż ten, który stał przed nim, a który kilkanaście minut wcześniej sobie zażyczyło. Przy tym stoliku siedziały w sumie trzy pary i dwoje dzieci, widziałam wyraźne zażenowanie wszystkich oprócz rodziców kapryśnego malucha.
Dzieci ogólnie lubię, ale nie znoszę takiego hałaśliwego towarzystwa, dlatego jeśli mam wybór, to chętnie dziękuję za takie wątpliwe atrakcje.
Z drugiej strony widziałam kiedyś na YouTube film, który bardzo dał mi do myślenia i mimo wszystko zmienił moje spojrzenie na takie sytuacje. W filmie wypowiadała się mama chłopca z autyzmem. Mówiła, że zdarza się, że dziecko nagle zaczyna krzyczeć, wpada w coś na kształt histerii, a tak naprawdę jest to reakcja na bodźce, które docierają do niego z zewnątrz, a z którymi sobie nie radzi. Wtedy najlepszą z możliwych reakcją jest nie reagować i po prostu przeczekać, co niestety bywa trudne właśnie z uwagi na otoczenie, komentujące w sposób negatywny brak reakcji opiekuna. To dlatego kobieta postanowiła o tym opowiedzieć, a przy okazji prosiła o refleksję i wyrozumiałość.
Jeśli chodzi o opisaną przeze mnie sytuację, która miała miejsce w kawiarni, nie przypuszczam, że przyczyną zachowania tamtego malucha była choroba, choćby z uwagi na powód wrzasku, czyli ten nieszczęsny deser, ale czasem naprawdę warto wziąć pod uwagę, że brak reakcji rodzica wbrew pozorom może być najlepszą reakcją.
68 2019-08-30 15:28:29 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-08-30 15:35:33)
Pomijając oczywiście przypadki różnorakich chorób, to co zawsze najbardziej razi to bierność rodziców. Czytając rozmaite takie historie, mam wrażenie, że sytuacja się diametralnie odwóciła. Kiedyś jak dziecko się źle zachowywało, czym zaczynało irytować inne osoby, chociażby właśnie w restauracji, to rodzic stawiał twardo sprawę i zwyczajnie upominał swoją pociechę a w ostateczności wyprowadzał np. na zewnątrz lokalu, albo do toalety. W przypadku zajścia jakichkolwiek przykrych incydentów typu zniszczenie mienia, bałagan, czy nawet zbyt głośne i uprzykrzające zachowanie, rodzic stanowczo interweniował. Teraz ten sam rodzic jest ostatnim, który jest w stanie SWOJEMU dziecku zwócić uwagę(!), jednocześnie mając w kompletnym poważaniu komfort innych ludzi. Dodatkowo w godzinach szczytu, w wielu restauracjach, kiedy kelnerzy uwijają się jak w ukropie z talerzami czy szklankami, już widzę scenę, jak rozpędzony maluch wpada na kelnera niosącego talerz gorącej zupy. I wtedy rodzic od razu podskoczy oburzony do pracownika, żeby ten uważał na dziecko? To jest zwyczajny absurd! To jakiś chory trend stawiania dzieci w centrum Wrzechświata, mogących robić co to tylko im się żywnie podoba, nie ponosząc absolutnie żadnej konsekwencji za swoje zachowanie ze strony rodziców. Rodziców, którzy dodatkowo udają, że nic się nie dzieje.
Ponadto, niektórym się chyba wydaje, że samo towarzystwo dzieci jest czymś, co każdy może i powinien znosić zawsze i wszędzie. Przecież WSZYSTKIE dzieciaczki bez wyjątku są takie kochane, że nie da się ich nie lubić...
Ja jestem jak najbardziej ZA!
Sama jestem matką... niezbyt grzecznego 3-letniego chłopca i doskonale wiem jak takie dzieci potrafią zachowywać się w miejscach publicznych, takich jak restauracja. Kiedyś przez jakiś czas pracowałam w restauracji hotelowej i w porze śniadaniowej na sali był istny armagedon. Jedzenie wszędzie, krzesła stoły upaćkane, pobite naczynia, nie wspominając o hałasie, krzykach i rykach... Obłęd.
Oczywiście wiem, że są też dzieci, które potrafią się zachować, potrafią być grzeczne i jeść kulturalnie, ale to tylko dzieci... Rodzice nie zawsze ponoszą winę za złe zachowanie. Podwórko też uczy.
70 2019-08-30 19:37:59 Ostatnio edytowany przez Snake (2019-08-30 19:46:14)
Pomijając oczywiście przypadki różnorakich chorób, to co zawsze najbardziej razi to bierność rodziców. Czytając rozmaite takie historie, mam wrażenie, że sytuacja się diametralnie odwóciła. Kiedyś jak dziecko się źle zachowywało, czym zaczynało irytować inne osoby, chociażby właśnie w restauracji, to rodzic stawiał twardo sprawę i zwyczajnie upominał swoją pociechę a w ostateczności wyprowadzał np. na zewnątrz lokalu, albo do toalety. W przypadku zajścia jakichkolwiek przykrych incydentów typu zniszczenie mienia, bałagan, czy nawet zbyt głośne i uprzykrzające zachowanie, rodzic stanowczo interweniował. Teraz ten sam rodzic jest ostatnim, który jest w stanie SWOJEMU dziecku zwócić uwagę(!), jednocześnie mając w kompletnym poważaniu komfort innych ludzi. Dodatkowo w godzinach szczytu, w wielu restauracjach, kiedy kelnerzy uwijają się jak w ukropie z talerzami czy szklankami, już widzę scenę, jak rozpędzony maluch wpada na kelnera niosącego talerz gorącej zupy. I wtedy rodzic od razu podskoczy oburzony do pracownika, żeby ten uważał na dziecko? To jest zwyczajny absurd! To jakiś chory trend stawiania dzieci w centrum Wrzechświata, mogących robić co to tylko im się żywnie podoba, nie ponosząc absolutnie żadnej konsekwencji za swoje zachowanie ze strony rodziców. Rodziców, którzy dodatkowo udają, że nic się nie dzieje.
Ponadto, niektórym się chyba wydaje, że samo towarzystwo dzieci jest czymś, co każdy może i powinien znosić zawsze i wszędzie. Przecież WSZYSTKIE dzieciaczki bez wyjątku są takie kochane, że nie da się ich nie lubić...
Sprawa jest banalnie prosta. Jedyne co możesz zrobić w takiej sytuacji jako rodzic, to rozpocząć negocjacje z dzieckiem sprowadzające się do ustalenia za jaką gratyfikację lub jej brak dziecko przez chwilę będzie grzeczne. No jeszcze możesz razem z dzieckiem opuść dany przybytek. Temat bardzo zabawny z mojego punktu widzenia, ponieważ to ponoć pod wpływem większości Polaków zdecydowano, że rodzic nie może wpierdzielić swojemu krnąbrnemu dziecku w dupę. W związku z tym, w sytuacji takiej jak opisana nie ruszyłbym palcem żeby okiełznać swoje bachory albowiem nie zwykłem negocjować z terrorystami, a sam też nie zamierzam wcześniej opuścić takiego miejsca jak knajpa tylko dlatego, że mój bachor rozrabia. Co społeczeństwo sobie życzyło to ma...
No ja akurat nie mam takiego problemu. Ogólnie wystarczy jak odpowiednio spojrzę na swoje bachory i one wiedzą o co kaman… ![]()
He, he tak myśl mi przyszła do głowy, że dziś w miejscach publicznych dzieci spuszcza się ze smyczy jak ogary ![]()
71 2019-08-30 21:49:48 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-08-30 21:50:52)
Problem, jaki dostrzegam to to, że rodzic NIE ROZPOCZYNA nawet żadnej negocjacji, uznając, że problemu nie ma. Pociąga to za sobą zupełne lekcewazenie ewentualnych skutków postępowania nieznośnego dziecka, co już można sobie wyobrazić. Jeszcze jak mnie wychowywano, to nigdy nie obiecywano mi żadnych gratyfikacji w zamian za zmianę zachowania. Raczej próbowano od razu uświadomić, że coś zchrzaniłem i prędzej widmo kary było bardziej przekonywujące niż nagroda. I to było wystarczająco skuteczne.:) A taki wzrok, który sprawia, że dziecko aż przysiada przydałby się każdemu rodzicowi ![]()
Co do ogarów - pełna zgoda :-)
Jeszcze jak mnie wychowywano...
Wiesz, że to jest całe podsumowanie dyskusji? ![]()
A taki wzrok, który sprawia, że dziecko aż przysiada przydałby się każdemu rodzicowi
Ale po co? Dajesz społeczeństwu, to czego chciało - rozwydrzonego bachora i cieszysz się obserwując reakcje. No chyba, że tobie już nie daje spokojnie zjeść ![]()
73 2019-08-30 22:38:54 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-08-30 22:40:13)
Społeczeństwo by mnie nie interesowało, gdybym nie byl jego częścią. Szczególnie w sytuacji spożywania posiłku, w zacisznej knajpce z ogródkiem, gdzie człowiek chce w SPOKOJU przyjąc brakujace kalorie, ale nie jest mu to dane, właśnie z uwagi na pewne osobniki w wieku juwenalnym , że się tak wyrażę ![]()
Cieszyć to najbardziej by mnie cieszyło, jakby rodzic wstał, pociągnął dzieciaka za rękę i wyprowadził z lokalu lub zaciągnął do toalety. Co potem z nim będzie - no cóż, to już mnie nie obchodzi, grunt, żeby zniknął z mojego pola widzenia i zakresu mojej słyszalności. Wtedy będę w 100 % szczęśliwy. A jakbym jeszcze sam miał zdolność poskramiania wzrokiem na odległość niesfornych bachorów, to bym chyba odwiedzał każdą knajpę z czystej przyjemności i ku uciesze miejmy nadzieję większości klientów, wnerwionych zachowaniem czyichś "bobasków".
Cieszyć to najbardziej by mnie cieszyło, jakby rodzic wstał, pociągnął dzieciaka za rękę i wyprowadził z lokalu lub zaciągnął do toalety. Co potem z nim będzie - no cóż, to już mnie nie obchodzi[..]
Widzisz, a normalnie to taki rodzic nie musiałby się chować w toalecie tylko dałby swojemu bachorowi w dupę przy ludziach i jeszcze oklaski dostał. Nie te czasy obawiam się więc, że do rozwydrzonych bachorów w otoczeniu będziesz musiał przywyknąć ![]()
Jak tak dalej pójdzie, to będę szukał z mapą i GPS-em takich knajp, jak poznańśka "Parma i Rukola". Swoją drogą właściciele są też rodzicami, ale doceniają i szanują fakt,że ktoś chce w spokoju zjeść posiłek
Czasami tak niewiele wystarczy, prawda? ![]()
Cóż, nie mam tego problemu, bo w sumie lubię dzieci, a one osobliwie lubią mnie z lekką nutą respektu więc nie rzucają mi zabawek do zupy ![]()
77 2019-09-05 00:32:26 Ostatnio edytowany przez Znerx (2019-09-05 00:32:58)
Temat bardzo zabawny z mojego punktu widzenia, ponieważ to ponoć pod wpływem większości Polaków zdecydowano, że rodzic nie może wpierdzielić swojemu krnąbrnemu dziecku w dupę. W związku z tym, w sytuacji takiej jak opisana nie ruszyłbym palcem żeby okiełznać swoje bachory albowiem nie zwykłem negocjować z terrorystami, a sam też nie zamierzam wcześniej opuścić takiego miejsca jak knajpa tylko dlatego, że mój bachor rozrabia. Co społeczeństwo sobie życzyło to ma...
To jest, swoją drogą, ciekawy problem.
Jakie są legalne metody wychowawcze?
- lanie -> nielegalne.
- zakazy -> Czyżby przemoc psychiczna?
- odmawianie kieszonkowego -> przemoc ekonomiczna? analogicznie do tej z małżeństwa.
Czyli zostaje tylko, jak napisał Snake, spokojne tłumaczenie bez żadnych możliwości nacisku.
Aaa.... można jeszcze dziecko korumpować
tylko, że łapówkarstwo powinno podpadać pod demoralizację nieletnich jako: " naruszanie zasad współżycia społecznego".
W sumie to "właścicielem" dziecka jest państwo, a rodzic jest obarczony samymi obowiązkami. Ma ograniczone metody wychowawczych, musi realizować wytyczne ustawowe i do tego ma robić to na własny koszt. Przecież to brzmi jak fatalny biznes. ![]()
Snake napisał/a:Temat bardzo zabawny z mojego punktu widzenia, ponieważ to ponoć pod wpływem większości Polaków zdecydowano, że rodzic nie może wpierdzielić swojemu krnąbrnemu dziecku w dupę. W związku z tym, w sytuacji takiej jak opisana nie ruszyłbym palcem żeby okiełznać swoje bachory albowiem nie zwykłem negocjować z terrorystami, a sam też nie zamierzam wcześniej opuścić takiego miejsca jak knajpa tylko dlatego, że mój bachor rozrabia. Co społeczeństwo sobie życzyło to ma...
To jest, swoją drogą, ciekawy problem.
Jakie są legalne metody wychowawcze?
- lanie -> nielegalne.
- zakazy -> Czyżby przemoc psychiczna?
- odmawianie kieszonkowego -> przemoc ekonomiczna? analogicznie do tej z małżeństwa.
Czyli zostaje tylko, jak napisał Snake, spokojne tłumaczenie bez żadnych możliwości nacisku.Aaa.... można jeszcze dziecko korumpować
tylko, że łapówkarstwo powinno podpadać pod demoralizację nieletnich jako: " naruszanie zasad współżycia społecznego".
W sumie to "właścicielem" dziecka jest państwo, a rodzic jest obarczony samymi obowiązkami. Ma ograniczone metody wychowawczych, musi realizować wytyczne ustawowe i do tego ma robić to na własny koszt. Przecież to brzmi jak fatalny biznes.
Nie przesadzaj. Zakazy to nie przemoc psychiczna, a brak kieszonkowego ekonomiczna. Wiec mozna i bez bicia.
Nie przesadzaj. Zakazy to nie przemoc psychiczna, a brak kieszonkowego ekonomiczna. Wiec mozna i bez bicia.
Wiem, stosuję. Mówię małżonce:
- masz szlaban, żadnych wyjść na kawkę,
- nowe buty? Żartujesz? Najpierw popraw oceny tfu, to akurat nie do niej ![]()
Natomiast odnośnie rzeczonej knajpy z zakazem, to oglądałem zdjęcia z wizyty rodzinki, które wywołały taką reakcję. Faktycznie chlew. Podobny jednak zostawia niejeden dorosły, no i te dzieci były z osobami dorosłymi. Nie mówiąc o zarzyganiu przez pijanych klientów. Cóż, takie ryzyko w tym interesie. Słyszę z różnych źródeł, że dla przykładu wiele hoteli po cichu odmawia obsługi wycieczek młodzieży z pewnego kraju z Bliskiego Wschodu. Robią tak, bo nikt nie zostawia takiego chlewu i zniszczeń jak oni więc trudno mówić o jakimś zarobku na ich obsłudze. Odmawiają po cichu, bo jaki by się zrobił raban, gdyby oficjalnie zamieszczali stosowną informację. Podobnie były dyskusje nad wypraszaniem z lokali gastronomicznych karmiących matek, a najbardziej podoba mi się opis matki, która w restauracji przewijała na stole niemowlę. Od razu to polubiłem! Dla wielu miejsc jest wymóg urządzenia wydzielonego pomieszczenia na potrzeby rodzica z dzieckiem wymagającym przewinięcia i nakarmienia. Dla restauracji chyba takiego nie ma więc restaurator robi je z własnej woli. Najczęściej nie robi, bo to strata powierzchni, która zarabia (stoliki). Najchętniej to i kibelków by nie robili, gdyby nie nakaz przepisów. W końcu zawsze można się pójść wyszczać za róg... Podobała mi się wypowiedź jednego restauratora, że wszystko jest kwestią organizacji i woli ze strony właściciela lokalu. On w weekendy kiedy najczęściej przychodzą rodziny z dziećmi wynajmuje animatora, który organizuje dzieciom ciekawe zajęcia. Ma wydzielone miejsce, gdzie dzieci mogą się pobawić nie przeszkadzając innym klientom. No ale panieeee, to kosztuje...
Nie widzę problemu w tym, że ktoś zakaz dał w swojej restauracji. To trochę tak jakby się czepiać tego, że właściciel restauracji wegetariańskiej dyskryminuje mięsożerców. Restauracji jest wiele i naprawdę każdy może sobie poszukać czegoś wedle swoich preferencji i gustu. Rodziny z dziećmi też znajdą coś dla siebie, a naprawdę nie każdy ma ochotę wysłuchiwać w restauracji wrzasków dzieci.
Winter.Kween napisał/a:Nie przesadzaj. Zakazy to nie przemoc psychiczna, a brak kieszonkowego ekonomiczna. Wiec mozna i bez bicia.
Wiem, stosuję. Mówię małżonce:
- masz szlaban, żadnych wyjść na kawkę,
- nowe buty? Żartujesz? Najpierw popraw oceny tfu, to akurat nie do niej
Uważaj, bo jeszcze pójdziesz siedzieć za przemoc... wszystko zgodnie z dyrektywami UE.
W internetach nic nie ginie, a jak za parę lat PO wygra, to nam hurtem wprowadzi europejskość ![]()
Nie widzę problemu w tym, że ktoś zakaz dał w swojej restauracji. To trochę tak jakby się czepiać tego, że właściciel restauracji wegetariańskiej dyskryminuje mięsożerców. Restauracji jest wiele i naprawdę każdy może sobie poszukać czegoś wedle swoich preferencji i gustu. Rodziny z dziećmi też znajdą coś dla siebie, a naprawdę nie każdy ma ochotę wysłuchiwać w restauracji wrzasków dzieci.
Patrz pan drukarz
ale czekam aż ktoś wywiesi na restauracji / hotelu: dzieciom/Żydom/Cyganom/homo/śniadym wstęp wzbroniony.
Uważaj, bo jeszcze pójdziesz siedzieć za przemoc... wszystko zgodnie z dyrektywami UE.
W internetach nic nie ginie, a jak za parę lat PO wygra, to nam hurtem wprowadzi europejskość
No chyba, że z zewnątrz. Jestem jedynym żywicielem rodziny
Dzieciom powiedziałem kiedyś - chcesz dzwonić na policję? Dzwoń! Masz telefon! Wykręcić ci numer? Ja pójdę siedzieć na pół roku i będzie to najlepsze pół roku od ćwierć wieku. Odpocznę, wybyczę się, będę mógł mieć w dupie rachunki, kredyty. A wy pójdziecie do schroniska dla dzieci, domu dziecka czy coś w ten deseń. Jeśli myślicie, że tam będziecie mieć smartfona, konsolę, laptop, stertę gier i zabawek, to źle myślicie... Przestali straszyć telefonem na policję ![]()
To jest, swoją drogą, ciekawy problem.
Jakie są legalne metody wychowawcze?
- lanie -> nielegalne.
- zakazy -> Czyżby przemoc psychiczna?
- odmawianie kieszonkowego -> przemoc ekonomiczna? analogicznie do tej z małżeństwa.
Czyli zostaje tylko, jak napisał Snake, spokojne tłumaczenie bez żadnych możliwości nacisku.Aaa.... można jeszcze dziecko korumpować
tylko, że łapówkarstwo powinno podpadać pod demoralizację nieletnich jako: " naruszanie zasad współżycia społecznego".
W sumie to "właścicielem" dziecka jest państwo, a rodzic jest obarczony samymi obowiązkami. Ma ograniczone metody wychowawczych, musi realizować wytyczne ustawowe i do tego ma robić to na własny koszt. Przecież to brzmi jak fatalny biznes.
Wbrew pozorom jasne reguły i wytyczne, w tym zakazy i nakazy, są dziecku bardzo potrzebne dla jego wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa. Dzieciakowi zdecydowanie lepiej się funkcjonuje, kiedy wie w jakich granicach wolno mu się poruszać i jakie konsekwencje poniesie, jeżeli nie dostosuje się do ustaleń. Oczywiście wszystko musi mieć sens i logiczne uzasadnienie. Jeśli dziecko rozumie dlaczego czegoś mu nie wolno albo czegoś się od niego oczekuje, bo wcześniej mu się to wyjaśni, a przy tym nie traktuje się go z góry, ale jak partnera, szanuje jego uczucia i potrzeby, bierze pod uwagę to co mówi, to może okazać się, że nawet kilkulatek rozumie znacznie więcej niż nam się wydaje i wcale nie jest trudno nad nim zapanować.
Zauważmy zresztą w jak różny sposób to samo dziecko potrafi zachowywać się w zależności od okoliczności i tego, kto sprawuje nad nimi opiekę. Właściwe podejście naprawdę może zdziałać cuda i niemal jak za dotknięciem magicznej różdżki odmienić nawet krnąbrny charakterek w całkiem grzeczne i ułożone dziecko. To jest naprawdę niezwykłe ile można osiągnąć nie stosując żadnej z form przemocy.
Pamiętajmy przy tym, że wiele uciążliwych dla nas zachowań bywa rozpaczliwym wołaniem dziecka o uwagę ze strony dorosłych, zaś bezmyślne karcenie, czyli bez refleksji nad tym, co się tak naprawdę dzieje, jeszcze bardziej nakręca mechanizm poczucia bezradności malucha. Ogólnie temat rzeka
.