Dziewczyny mam do was może trochę głupie pytanie... o co chodzi z rozmiarówką ubrań.
Generalnie nie jestem patykiem, ale też nie jestem gruba, poza biustem to jestem dość proporcjonalnie zbudowana, wysportowana. Wczoraj przymierzałam kostium - żakiet i spodnie. Żakiet mimo dużego biustu bardzo fajnie leżał (generalnie góra - bez problemu), natomiast większość spodni to porażka!
Chyba powinnam mieć 2x większą du** i jednocześnie 2x chudsze łydki. Czy rzeczywiście większość kobiet to "gruszki" - chude nogi, wielkie biodra?
Udaje wam się wpasować w std. numerację ubrań?