Ale gdy gdańszczanka wraz ze swym przyjacielem, który chciał się ostrzyc, pojawiła się w lokalu, po chwili została z niego wyproszona.
„W chamski i bezczelny sposób. Jako że jestem według pracowników The Barbers „babką”, nie mam prawa wstępu do ich salonu i że powinnam z niego wyjść” – pisze w liście.
Gdy okazała zdziwienie, jeden z pracujących tam mężczyzn wskazał jej naklejkę na ladzie i powtórzył, że kobiety nie mają wstępu. Autorka odniosła się do samej naklejki.
„Naklejka wyglądała jak te, znane z drzwi w supermarketach i innych miejscach publicznych, w których zabrania się wprowadzać zwierzęta itd. W tym momencie poczułam się tak, jakbym dostała w twarz. To jest jakaś segregacja ludzi? Mężczyźni są lepsi, więc wchodzą, gdzie chcą, a kobiety można potraktować w sumie nawet gorzej niż zwierzęta, bo nawet ze zwierzętami można wejść do większości restauracji. Dodam, że „zakaz wprowadzania kobiet” jest jedynym obowiązującym w tym miejscu zakazem, więc rozumiem, że mężczyzna chcący zgolić brodę może tam wnieść absolutnie wszystko, łącznie ze zwierzętami i bronią i wtedy problemu nie ma.”
„Poczułam się gorzej niż kiedykolwiek, a naprawdę mam duży dystans do siebie i nie zwracam nigdy uwagi na różnego rodzaju komentarze, mniej czy bardziej śmieszne. Jednak „zakaz wprowadzania kobiet” jest poniżej jakiegokolwiek poziomu i jeśli miał być śmieszny, to nie był. Zgodnie z prawem nikt nie może być dyskryminowany i to z jakiegokolwiek powodu. Takie normy są gwarantowane mi nie tylko przez Konstytucję RP, lecz także przez międzynarodowe akty prawne i ich obowiązywanie jest powszechne. W katalogu przejawów dyskryminacji jest wskazana między innymi dyskryminacja ze względu na płeć.”
Gdańszczanka pyta też, czy właściciele i pracownicy mają jakiś problem z kobietami.
Następnie pisze, że po opuszczeniu salonu razem z przyjacielem udali się do innego salonu fryzjerskiego, gdzie zostali przyjęci bez problemu.
„Okazuje się, że jednak można nie mieć problemu z płcią klienta, nawet, gdy goli się męskie brody.”
Kobieta uważa, że sytuacja, która ją dotknęła, była karygodna i nigdy nie powinna była się zdarzyć.
„Wskazanie, że jakiś salon fryzjerski jest męski i tylko męski, jest co najmniej niepoważne. Gdybym miała taką ochotę, mogłabym chodzić do męskiego fryzjera i obcinać się „na chłopaka”. Jestem klientem takim jak każdy inny człowiek i tak samo płacę za usługę. To, że jestem kobietą nie znaczy, że obowiązuje mnie zakaz wstępu w różne miejsca, nawet przeznaczone do typowo męskich usług.”
Na końcu swojego listu pisze o tym, że otacza ją ciemnogród.
„Walczmy o prawa kobiet, o zwykły szacunek i równe prawa. Żyjemy w XXI wieku, a mam wrażenie, że otacza nas jakiś ciemnogród. Kobietom, jak każdemu człowiekowi, należy się poszanowanie i równość wobec prawa. Nie godzę się na takie traktowanie i dlatego napisałam tego maila. Ja sama nie jestem w stanie wyegzekwować respektowania prawa przez innych, bo nie mogę nałożyć jakichkolwiek sankcji na tego typu miejsca, ale media i inne kobiety mają tę siłę. Może jeśli ktoś napisze o takim zachowaniu, w końcu przestaniemy się spotykać z poniżaniem i gorszym traktowaniem.” – kończy wyproszona z lokalu tylko dla mężczyzn gdańszczanka.