Ela210 napisał/a:w dzieciństwie, jak dorastamy, dostajemy od otoczenia jakiś komplet przekonań o świecie i na temat własnej osoby.
Dotyczy to i wyglądu i atrakcyjności, możliwości w świecie itd.
Czasami w wielu dziedzinach ten zestaw jest do d..y i ktoś ma ciężej.
Ale dobra wiadomość jest taka, że tee poszczególne klocki można wymienić, jak wadliwie działają.
Ja znam zasady, przeczytałam o tym, byłam na terapii, omówiłam to, wiem, jaki wpływ ma zasób otrzymany w dzieciństwei, wiem też, że w dorosłym życiu można to zmienić i nie ma wtedy znaczenia przeszłość, znam teoretyczne zasady ale szczerze, to tego nie czuje.
To tak jakbyś czytała jak zatańczyćtango, nauczyła się z ksiązki na ile to się liczy, jak się nazywają poszczególne kroki, jak to się tańczy - wykuła na blachę - ale nie znaczy to, że będziesz to tango tańczyć, bo tego robic nie umiesz, znasz tylko teorię.
Ela210 napisał/a:Np jakbym była Rossanka na takiej randce jak Ty, to bym zabiła gościa śmiechem z komentarzem że faktycznie starzy kawalerowie to nie takie złoto jak się wydaje, patrząc po nim, a Ty się zaczęłaś tłumaczyć. Fakt, miałam w życiu szczęście, bo od bliskich dostałam dobre klocki a moja babcia wyśmiałaby myśl, że mam złapać pierwszego co się mną zainteresuje. Dostałam parę słabszych klocków też, ale nie dotyczących atrakcyjności, tylko związków, wymieniają się aktualnie 
Ty chyba Rossanka dostałaś nie ze złej woli wiele słabych ale pracowałaś nad sobą i wiele wymieniłaś. Tam masz sukces. Możesz wejść do drogiego sklepu i z własne pieniądze kupić sobie np buty jakie chcesz, czy nowe perfumy.
Ale teraz pora wymienić inne klocki, te dotyczące kobiecości i atrakcyjności. Może jakieś warsztaty dla kobiet, niekoniecznie terapia?
na miłość nie trzeba zasługiwać zasługujesz, bo jesteś. 
A widzisz, ja na tamtej "randce" tylko się przepraszająco uśmiechałam i tłumaczyłam. Teraz bym tak nie zrobiła. teraz i 5 minut bym nie siedziała. Teraz kasuję gości od razu jak mi coś bardzo nie pasuje, szkoda mojego czasu.
Butów i perfum mi nie trzeba, tego mam dużo 
Teoretycznie tak jest, na miłość nie musisz zasługiwać bo jesteś, ale w praktyce tak nie ma. NIe zasługujesz na nią bo tylko jesteś, tylko musisz spełniać pewne wymagania. Zasłużysz, to ją masz, nie zasłużysz, to nie.
bagienni_k napisał/a:Idąc dalej: w przypadku mojej branży celuję też w ludzi, którzy mają podobne pomysły na spędzanie wolnego czasu. Wiem, że za nic nie dogadałbym się z kanapowcem, plażowiczem, śpiochem czy zwolennikiem masowych czy hucznych imprez. Choćby to spanie: dla mnie spanie do godz 9 rano to absolutny szczyt, zazwyczaj wstaję około 7 albo nieco wcześniej. Do pracy w terenie trzeba było się zrywać nieraz między 4 a 5 rano. Dalej: śmiałem się kiedyś, że gdybym miał mieć wesele, to najchętniej dla najbliższej rodziny w restauracji, skromne przyjęcie dla powiedzmy 20-30 osób. Nie dlatego, że koszty, przygotowania nerwy. Zwyczajnie nie trawię całej tej otoczki, tej pompy i emocjonalnego podejścia do jednego dnia, który dopiero miałby rozpocząć nasze wspólne życie.
Nie uważam też, że ktoś lub coś ma decydować czy na to zasługuję czy nie...Dla mnie to jedna z pierwszych oznak, że coś z moim poczuciem własnej wartości jest nie tak. Mam swoje życie w rękach i staram się go kształtować, tak jak potrafię. Każdy ma inne ambicje i potrzeby, które sam stara się realizować.
Jasne, dobrze mieć wspólne punkty, lubiący zacisze domowe raczej nie ułoży sobie życia z imprezowiczem. Ale pewne rzeczy warto też robić i razem i osobno. Np razem jedziemy nad wode, bo lubimy się opalać, ale np ona idzie z koleżanką na Gwiezdne Wojny, a on z kolegami na rajd rowerowy i tak dalej. A najważniejsze, aby : chcieć być razem i widzieć siebie z tą osobą w przyszłości. Nawet jak np chodzi ona na rockowe koncerty, czego druga strona może nie trawić.
Piegowata'76 napisał/a:rossanka napisał/a: Jeśli spełniasz wymogi partnera czy rodzica, to jesteś kochana.
Stawianie warunków nie ma dla mnie nic wspólnego z miłością.
Na miłość zasługuje KAŻDY. Z urzędu. I tę miłość powinien dostać bezwarunkowo od pierwszych chwil swojego życia.
Jeśli wyjdzie się z domu bez tego posagu, będzie trudniej dawać i brać miłość, wierzyć w nią, nie bać się ani jej samej, ani jej utraty (bo jeśli zasoby mam pełne, to zawód miłosny mnie nie zniszczy). Na szczęście, jak pisze Ela, można wiele deficytów uzupełnić.
.
Teoretycznie zasługuje każdy, ale praktycznie wiecie jak to jest. Jesteś posłuszna i robisz co każą rodzice - jesteś mądrą i kochaną córką. Masz własne zdanie - jesteś wstrętnym bachorem, niewdzięcznicą, obrzydliwa i masz sp... ć . Podobnie w związku. Jak się zgadzacie, to jest dobrze. Jak masz odmienne zdanie, widzisz sprawy inaczej, to on już nie wie, czy ten związek ma sens, odsuwa się, albo krytykuje, są nieustające pretensje - co skutkuje tym , że już przestaje być miło i atmosfera w parze spada. A dalej równia pochyła w dół.