pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Strony Poprzednia 1 … 44 45 46 47 48 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,926 do 2,990 z 8,335 ]

2,926

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:

Masz "to coś", bo, jak kiedyś wspominałaś, albo zakochujesz się w kimś bez wzajemności, albo ktoś się w Tobie zakochuje bez wzajemności. Skoro się w Tobie zakochuje, albo przynajmniej zwraca na Ciebie uwagę/podobasz mu się, to znaczy, że masz "to coś" i podobasz się facetom smile O wielu pewnie nawet sobie nie zdajesz sprawy, bo tego nie ujawniają, na przykład mijani na ulicy czy w tramwaju, czy gdziekolwiek indziej wink
A dlaczego tak trudno o wzajemność uczuć/zainteresowania - tego nie wiem...

Miałam to coś do ex związku widać, bo po nim nikomu nie wpadłam w oko smile
Po prostu byłam miła, czy jak to nazwać.

Zobacz podobne tematy :

2,927

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

Czyli te cechy, zależą od drugiej osoby. Np spotkam kogoś, kto woli blondynki - ufarbuje się na blond. Kogoś kto będzie fanem rocka - będę z nim chodziła na rockowe koncerty, albo fanem muzyki poważnej - będę z nim chodziła do filharmonii. Inny będzie wolał spokojne kobiety - będę musiała zachowywać się w sposób stonowany, a jeszcze inny bardziej wyluzowane - będę więc częściej zartowała i miała więcej luzu itp.
Tak myślałam, że nie podacie konkretnych cech, bo ludzie mają rózne gusta. Wychodzi więc na to, że  jak znam określone  cechy, które preferuje druga osoba, łatwiej jest więc wtedy wpasować w jej gust.

Rossanko, ale Ty tutaj żartujesz, prawda? Powiedz, że to nie jest na serio...

Czyli spotykasz kogoś, dowiadujesz się co lubi i próbujesz taka być?
Jakoś sobie nie wyobrażam, że facet mówi, że podobają mu się blondynki i ja się z tego powodu farbuję na blond... Lubi blondynki - niech szuka blondynki, proste.
A cechy charakteru i zachowanie?
Może za mało się skupiasz na tym, jaka jesteś, a za bardzo na tym, jaka 'powinnaś' być i gubisz w tym siebie?
Może nie powinnam się mądrzyć, bo też jestem sama, ale jakoś udawało mi się być z takimi, którym odpowiadało to, jaka jestem, a nie mam specjalnie łatwego charakteru, może rzecz więc w nie ukrywaniu tego.

2,928

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

Czyli te cechy, zależą od drugiej osoby. Np spotkam kogoś, kto woli blondynki - ufarbuje się na blond. Kogoś kto będzie fanem rocka - będę z nim chodziła na rockowe koncerty, albo fanem muzyki poważnej - będę z nim chodziła do filharmonii. Inny będzie wolał spokojne kobiety - będę musiała zachowywać się w sposób stonowany, a jeszcze inny bardziej wyluzowane - będę więc częściej zartowała i miała więcej luzu itp.
Tak myślałam, że nie podacie konkretnych cech, bo ludzie mają rózne gusta. Wychodzi więc na to, że  jak znam określone  cechy, które preferuje druga osoba, łatwiej jest więc wtedy wpasować w jej gust.

Rossanko, ale Ty tutaj żartujesz, prawda? Powiedz, że to nie jest na serio...

Czyli spotykasz kogoś, dowiadujesz się co lubi i próbujesz taka być?
Jakoś sobie nie wyobrażam, że facet mówi, że podobają mu się blondynki i ja się z tego powodu farbuję na blond... Lubi blondynki - niech szuka blondynki, proste.
A cechy charakteru i zachowanie?
Może za mało się skupiasz na tym, jaka jesteś, a za bardzo na tym, jaka 'powinnaś' być i gubisz w tym siebie?
Może nie powinnam się mądrzyć, bo też jestem sama, ale jakoś udawało mi się być z takimi, którym odpowiadało to, jaka jestem, a nie mam specjalnie łatwego charakteru, może rzecz więc w nie ukrywaniu tego.

Jak się tak zastanowić, to zawsze starałam się wybadać, jakie kobiety który lubi i do takiej upodobnić. Myślałam wtedy, że będę miała u niego szanse - np lubi kobiety interesujące się sztuką - to ja  rozmawiałam z nim o sztuce. Albo lubi kobiety w spodniach - chodziłam w spodniach - ale to nigdy nic nie dawało, zawsze widzieli tylko we mnie znajomą. No i zawsze starałam się zgadzać z ich zdaniem, a jak miałam inne, to przemilczałam to - to róznież nic nie dawało.
Przy tych natomiast, (mówie o latach 20-30) na których mi nie zależało, byłam sobą, miałam inne zdanie, którego nie kryłam i nie bałam się wyrazić - ci byli mnną jak na złość zainteresowani. Chociaż mnie nie interesowali nic a nic. Ale spokojnie, umawiałam się z nimi, żadnego nie odrzuciłam, tylko, ze w miarę spotkań frustracja mi rosła, myślami byłam gdzieś indziej i czekałam tylko, jak spotkanie się kończy. Zawsze jednak dawałam sobie kolejną szansę i kolejną i kolejną, w nadziei, że zaiskrzy, co nigdy nie zaiskrzyło.
Tak mi upłynęło do 30ki, a po 30 zaraz poznałam ex, a po paru latach trafiłam tu na forum i tak już zostałam.

2,929 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-10-07 22:28:59)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Miałam to coś do ex związku widać, bo po nim nikomu nie wpadłam w oko smile
Po prostu byłam miła, czy jak to nazwać.

A tego to nie wiesz na pewno wink Mi już nie raz się zdarzyło, że osoba, z którą gdzieś szłam (np. koleżanka czy siostra) mówiła mi, że - "ale on się na ciebie patrzył!" big_smile A ja na to w ogóle nie zwróciłam uwagi, bo byłam pochłonięta swoimi myślami ;p

Jeszcze wracając do poprzedniego tematu, to jak sobie przypominam różne moje zauroczenia, to jeśli dany chłopak lubił coś, czym ja się wcześniej nie interesowałam, to automatycznie też zaczynałam się tym interesować, ale nie dlatego, żeby mu się przypodobać, tylko dlatego, że mnie to ciekawiło, chciałam poznać coś nowego i coś, co jest częścią jego życia... I czasem było tak, że również daną rzecz polubiłam i lubię do dziś, a są rzeczy, których nie polubiłam i nie polubię, np. koszykówka ;p I się z tym przed tym chłopakiem nie kryłam i nie udawałam, jaką to miłośniczką koszykówki jestem ;p I nie przestał mnie z tego powodu lubić ;p Związkowo nam nie wyszło z zupełnie innych przyczyn.

Najważniejsze to być sobą smile Tak myślę.

2,930 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-10-07 21:41:51)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Przy tych natomiast, (mówie o latach 20-30) na których mi nie zależało, byłam sobą, miałam inne zdanie, którego nie kryłam i nie bałam się wyrazić - ci byli mnną jak na złość zainteresowani.

I tu masz swoją odpowiedź smile

2,931

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

Miałam to coś do ex związku widać, bo po nim nikomu nie wpadłam w oko smile
Po prostu byłam miła, czy jak to nazwać.

A tego to nie wiesz na pewno wink Mi już nie raz się zdarzyło, że osoba, z którą gdzieś szłam (np. koleżanka czy siostra) mówiła mi, że - "ale on się na ciebie patrzył!" big_smile A ja na to w ogóle nie zwróciłam uwagi, bo byłam pochłonięta swoimi myślami ;p

.

Jeśli Chodzi Ci o przypadkowych mężczyzn na ulicy - tego nie wiem. Mogę go nawet nie zauważyć, jeśli np patrzę w inną stronę smile
W otoczeniu - jeśli o to Ci chodzi, raczej nie mam i nie miała zainteresowanych od tego czasu. Nie znam po prostu wolnych facetów, wszyscy mają żony, albo są to mężowie moich koleżanek.
Albo 15 lat młodsi kawalerowie.

2,932

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

Przy tych natomiast, (mówie o latach 20-30) na których mi nie zależało, byłam sobą, miałam inne zdanie, którego nie kryłam i nie bałam się wyrazić - ci byli mnną jak na złość zainteresowani. Chociaż mnie nie interesowali nic a nic.

I tu masz swoją odpowiedź smile

To mi nic nie daje, bo oni mnie nigdy nie interesowali, ani przy pierwszym spotkaniu  ani przy 20tym sad
Ale jak mówie, z każdym się umawiałam, zadnemu nie odmówiłam, jeśli tylko chciał się spotkać, aby sie bardziej poznać.
Już mam dosyć spotkań na siłę sad

2,933 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-10-07 21:48:18)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

Przy tych natomiast, (mówie o latach 20-30) na których mi nie zależało, byłam sobą, miałam inne zdanie, którego nie kryłam i nie bałam się wyrazić - ci byli mnną jak na złość zainteresowani. Chociaż mnie nie interesowali nic a nic.

I tu masz swoją odpowiedź smile

To mi nic nie daje, bo oni mnie nigdy nie interesowali, ani przy pierwszym spotkaniu  ani przy 20tym sad
Ale jak mówie, z każdym się umawiałam, zadnemu nie odmówiłam, jeśli tylko chciał się spotkać, aby sie bardziej poznać.
Już mam dosyć spotkań na siłę sad

Konkretnie oni Ci się nie podobali, ale chodzi mi o sam fakt, w którym momencie ktoś okazywał zainteresowanie Tobą - nie wtedy, gdy próbowałaś się przypodobać, upodobnić, zmienić dla kogoś, tylko wtedy, gdy byłaś sobą, nie bałaś się wyrażać swojego odmiennego zdania itd. Z tego wniosek jest taki, że faceci nie lubią płaszczących się przed nimi kobiet, tylko takie z charakterem, pewne siebie, znające swoją wartość, które nie boją się być sobą w obawie, że zostaną odrzucone.

2,934

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:
umajona napisał/a:

I tu masz swoją odpowiedź smile

To mi nic nie daje, bo oni mnie nigdy nie interesowali, ani przy pierwszym spotkaniu  ani przy 20tym sad
Ale jak mówie, z każdym się umawiałam, zadnemu nie odmówiłam, jeśli tylko chciał się spotkać, aby sie bardziej poznać.
Już mam dosyć spotkań na siłę sad

Konkretnie oni Ci się nie podobali, ale chodzi mi o sam fakt, w którym momencie ktoś okazywał zainteresowanie Tobą - nie wtedy, gdy próbowałaś się przypodobać, upodobnić, zmienić dla kogoś, tylko wtedy, gdy byłaś sobą, nie bałaś się wyrażać swojego odmiennego zdania itd. Z tego wniosek jest taki, że faceci nie lubią płaszczących się przed nimi kobiet, tylko takie z charakterem, pewne siebie, znające swoją wartość, które nie boją się być sobą w obawie, że zostaną odrzucone.

Mniej więcej to chciałam powiedzieć.
Mężczyźni mają bardzo czuły radar na kobiecą samoocenę, oni naprawdę widzą, czy my siebie akceptujemy, lubimy i nie boimy wyrażać, czy nie.
Dotyczy to też wyglądu.

2,935

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:
umajona napisał/a:

I tu masz swoją odpowiedź smile

To mi nic nie daje, bo oni mnie nigdy nie interesowali, ani przy pierwszym spotkaniu  ani przy 20tym sad
Ale jak mówie, z każdym się umawiałam, zadnemu nie odmówiłam, jeśli tylko chciał się spotkać, aby sie bardziej poznać.
Już mam dosyć spotkań na siłę sad

Konkretnie oni Ci się nie podobali, ale chodzi mi o sam fakt, w którym momencie ktoś okazywał zainteresowanie Tobą - nie wtedy, gdy próbowałaś się przypodobać, upodobnić, zmienić dla kogoś, tylko wtedy, gdy byłaś sobą, nie bałaś się wyrażać swojego odmiennego zdania itd. Z tego wniosek jest taki, że faceci nie lubią płaszczących się przed nimi kobiet, tylko takie z charakterem, pewne siebie, znające swoją wartość, które nie boją się być sobą w obawie, że zostaną odrzucone.

Nie bardzo. Ile razy jak taka byłam to w internecie obrywałam na portalach randkowych za to, ze kręcę nosem, powinnam brać pierwszego z brzegu. Były głosy, ze dla mnie to już tylko wieloletni rozwodnik, albo alimenciarz, albo facet grubo po 50tce.  Czasem jak odmawiałam spotkań, nie bałam się wyrazić własnego zdania panowie, bywało, ze reagowali bardzo agresywnie, a to były osoby zza ekranu, strach pomyśleć, co by było na żywo.
Poza tym nawet tu na forum widać. Jak kobieta jest bardziej "wyszczekana" - zbiera największe cięgi, bywają obraźliwe meile, wycieczki osobiste itd.

2,936

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Były głosy, ze dla mnie to już tylko wieloletni rozwodnik, albo alimenciarz, albo facet grubo po 50tce.

Przepiękne określenia, najbardziej chyba mi się podoba ,,alimenciarz" big_smile

A skąd były te głosy? ze studni? big_smile

2,937

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

To mi nic nie daje, bo oni mnie nigdy nie interesowali, ani przy pierwszym spotkaniu  ani przy 20tym sad
Ale jak mówie, z każdym się umawiałam, zadnemu nie odmówiłam, jeśli tylko chciał się spotkać, aby sie bardziej poznać.
Już mam dosyć spotkań na siłę sad

Konkretnie oni Ci się nie podobali, ale chodzi mi o sam fakt, w którym momencie ktoś okazywał zainteresowanie Tobą - nie wtedy, gdy próbowałaś się przypodobać, upodobnić, zmienić dla kogoś, tylko wtedy, gdy byłaś sobą, nie bałaś się wyrażać swojego odmiennego zdania itd. Z tego wniosek jest taki, że faceci nie lubią płaszczących się przed nimi kobiet, tylko takie z charakterem, pewne siebie, znające swoją wartość, które nie boją się być sobą w obawie, że zostaną odrzucone.

Mniej więcej to chciałam powiedzieć.
Mężczyźni mają bardzo czuły radar na kobiecą samoocenę, oni naprawdę widzą, czy my siebie akceptujemy, lubimy i nie boimy wyrażać, czy nie.
Dotyczy to też wyglądu.

Tu bingo. Bywało, że uważałam się bie za grubą za chudą, z nie takimi włosami, ubraniem, figurą, paznokciami itd. Myslałam, czy ja się im spodobam. Panowie (zwłaszcza z neta) takich obiekcji nie mieli. Pisali bezzębni, zapuszczeni, ubrani tak, ze ze zdjęcia wyglądali na brudnych, Jakieś zdjęcia w podkoszulku z gołym brzuchem, papieros w zębach, niektórzy mieli fotki z partnerkami (których twarze jednak zamazywali smile ), ale oni miałam wrażenie, zupełnie nie mieli kompleksów co do wyglądu. I wiekszość chciałaoczywiście zadbanej, szczupłej, modnie ubranej itd. Nawet ci bez zębów z przodu, w pogniecionym dresie i puszką piwa w dłoni.

2,938

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Rumunski_Zolnierz napisał/a:
rossanka napisał/a:

Były głosy, ze dla mnie to już tylko wieloletni rozwodnik, albo alimenciarz, albo facet grubo po 50tce.

Przepiękne określenia, najbardziej chyba mi się podoba ,,alimenciarz" big_smile

A skąd były te głosy? ze studni? big_smile

A Sympatii.
Ale byłam też na Badoo, jeden czort te portale.

Jeden tekst pamiętam dość dobrze. Miałam pamiętam 38 lat, on rok mniej, sam zaczepił na portalu, zaproponował spotkanie.
Siedzimy i siedzimy, on tak patrzy na mnie (myślę, ciekawe czemu się tak przygląda). I nagle słyszę "wiesz, ty to mierzysz nie w te osoby co trzeba. Powinnaś się rozglądać za starszymi rozwodnikami z dziećmi. Bo nie dla ciebie bezdzietny kawaler, poszukaj sobie dużo starszego od siebie i po rozwodzie, myślę, że tu miałabyś szansę".

2,939

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Siedzimy i siedzimy, on tak patrzy na mnie (myślę, ciekawe czemu się tak przygląda). I nagle słyszę "wiesz, ty to mierzysz nie w te osoby co trzeba. Powinnaś się rozglądać za starszymi rozwodnikami z dziećmi. Bo nie dla ciebie bezdzietny kawaler, poszukaj sobie dużo starszego od siebie i po rozwodzie, myślę, że tu miałabyś szansę".

Haha co za koleś, moim idolem został normalnie big_smile jak można takie teksty walić lol
Nie no a tak na serio to koleś chyba się z choinki urwał, na pewno był normalny? smile

2,940

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Rumunski_Zolnierz napisał/a:
rossanka napisał/a:

Siedzimy i siedzimy, on tak patrzy na mnie (myślę, ciekawe czemu się tak przygląda). I nagle słyszę "wiesz, ty to mierzysz nie w te osoby co trzeba. Powinnaś się rozglądać za starszymi rozwodnikami z dziećmi. Bo nie dla ciebie bezdzietny kawaler, poszukaj sobie dużo starszego od siebie i po rozwodzie, myślę, że tu miałabyś szansę".

Haha co za koleś, moim idolem został normalnie big_smile jak można takie teksty walić lol
Nie no a tak na serio to koleś chyba się z choinki urwał, na pewno był normalny? smile

Nie wiem, czy był normalny, ale mnie zatkało, zaczęłam się przed nim tłumaczyć, ze może nie jest jeszcze tak źle i kogoś jeszcze poznam.

Najlepsze, że w profilu - z wyglądu przeciętny, ani ładny ani brzydki, miłośnik gór, pasje, hobby, chciał się ustatkować, szykał miłości, poważnego związku, chciał zakłądać, rodzinę, trudno dziś o bratnią duszę - i takie tam innę miał wpisane w opisie. W mailach to samo, poważny, szuka kobiety na stałe, nie bawi się w przygody, poważny, rozsądny, z zainteresowaniami itd.
Także tym opisom na portalach - to ja bym tak do końca nie wierzyła.

2,941

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Wiesz w opisach nie zawsze wszystko się pokrywa tak jak w rzeczywistości
A to dlatego, że chcemy pokazać siebie z jak najlepszej strony.
W profilu nikt raczej nie napisze, ze choruje na nerki albo, że ma problemy z tarczycą,
Zawsze jest super fajnie itp.

2,942

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Wiesz w opisach nie zawsze wszystko się pokrywa tak jak w rzeczywistości
A to dlatego, że chcemy pokazać siebie z jak najlepszej strony.
W profilu nikt raczej nie napisze, ze choruje na nerki albo, że ma problemy z tarczycą,
Zawsze jest super fajnie itp.

Dlatego już dawno nie ma mnie na żadnym z portali randkowych smile

2,943

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

I też dobrze smile

W sumie to widzę, że kobiety mogą mieć ciężej jeżeli chodzi o stworzenie małżeństwa od facetów.

No bo to facet zdobywa, kupuje pierścionek, klęka i się oświadcza.

Kobiety tak nie robią, więc jak jakiś amant się nie znajdzie to kobieta sama z siebie nie będzie w stanie znaleźć męża.

2,944 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-10-07 22:45:28)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Nie bardzo. Ile razy jak taka byłam to w internecie obrywałam na portalach randkowych za to, ze kręcę nosem, powinnam brać pierwszego z brzegu. Były głosy, ze dla mnie to już tylko wieloletni rozwodnik, albo alimenciarz, albo facet grubo po 50tce.  Czasem jak odmawiałam spotkań, nie bałam się wyrazić własnego zdania panowie, bywało, ze reagowali bardzo agresywnie, a to były osoby zza ekranu, strach pomyśleć, co by było na żywo.
Poza tym nawet tu na forum widać. Jak kobieta jest bardziej "wyszczekana" - zbiera największe cięgi, bywają obraźliwe meile, wycieczki osobiste itd.

Myślę, że nie w ten typ faceta celujesz wink Są różni ludzie. A jak ktoś reaguje agresywnie na to, że się wyraża inne zdanie, to świadczy to tylko o tej osobie, która reaguje agresywnie. Swoją drogą też kiedyś byłam na portalu i trafił mi się taki jeden osobnik (nie wiem, jak go inaczej ładnie określić), który napisał mi obraźliwą wiadomość z jakimiś pretensjami, że czegoś nie mam w swoim opisie. Oczywiście zignorowałam typa i nic nie odpisałam. Niedługo potem zwyzywał mnie od nie wiadomo kogo, że jakim prawem mu nie odpisałam i dodał mnie do czarnej listy wink Mam mieć poczucie winy, że go czymś uraziłam? No właśnie ;p

Edit:
Zauważ, że w realu jednak imponowałaś chłopakom, podobałaś się im taka, jaka jesteś smile I byli to normalni, sensowni faceci, skoro decydowałaś się na bliższe spotkania (nawet jeśli nie zaiskrzyło między Wami). A w internecie tak naprawdę to nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie ekranu, więc tymi podanymi przez Ciebie przykładami komentarzy bym się nie przejmowała i nie brała za wyznacznik wink

2,945

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:
umajona napisał/a:

Konkretnie oni Ci się nie podobali, ale chodzi mi o sam fakt, w którym momencie ktoś okazywał zainteresowanie Tobą - nie wtedy, gdy próbowałaś się przypodobać, upodobnić, zmienić dla kogoś, tylko wtedy, gdy byłaś sobą, nie bałaś się wyrażać swojego odmiennego zdania itd. Z tego wniosek jest taki, że faceci nie lubią płaszczących się przed nimi kobiet, tylko takie z charakterem, pewne siebie, znające swoją wartość, które nie boją się być sobą w obawie, że zostaną odrzucone.

Mniej więcej to chciałam powiedzieć.
Mężczyźni mają bardzo czuły radar na kobiecą samoocenę, oni naprawdę widzą, czy my siebie akceptujemy, lubimy i nie boimy wyrażać, czy nie.
Dotyczy to też wyglądu.

Tu bingo. Bywało, że uważałam się bie za grubą za chudą, z nie takimi włosami, ubraniem, figurą, paznokciami itd. Myslałam, czy ja się im spodobam. Panowie (zwłaszcza z neta) takich obiekcji nie mieli. Pisali bezzębni, zapuszczeni, ubrani tak, ze ze zdjęcia wyglądali na brudnych, Jakieś zdjęcia w podkoszulku z gołym brzuchem, papieros w zębach, niektórzy mieli fotki z partnerkami (których twarze jednak zamazywali smile ), ale oni miałam wrażenie, zupełnie nie mieli kompleksów co do wyglądu. I wiekszość chciałaoczywiście zadbanej, szczupłej, modnie ubranej itd. Nawet ci bez zębów z przodu, w pogniecionym dresie i puszką piwa w dłoni.

Nie do końca o tym mówię, choć to co piszesz też jest prawdą.  Brak samokrytycyzmu u panów jest zauważalny i nawet największa pokraka uważa, że jemu należy się, po prostu z urzędu się należy super laska.

Ale mi chodziło o to, że mężczyźni widzą też jak się z sobą czujemy, bo to jakoś emanuje z zachowania i wpływa na wysyłane sygnały. Kobieta, która uważa się za nieatrakcyjną zachowuje się inaczej, w sposób, który dla nich nie jest 'sexy'. I nawet gdy w rzeczywistości jest ładna albo normalna, zwyczajna, to traci dużo na atrakcyjności.

2,946

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie bardzo. Ile razy jak taka byłam to w internecie obrywałam na portalach randkowych za to, ze kręcę nosem, powinnam brać pierwszego z brzegu. Były głosy, ze dla mnie to już tylko wieloletni rozwodnik, albo alimenciarz, albo facet grubo po 50tce.  Czasem jak odmawiałam spotkań, nie bałam się wyrazić własnego zdania panowie, bywało, ze reagowali bardzo agresywnie, a to były osoby zza ekranu, strach pomyśleć, co by było na żywo.
Poza tym nawet tu na forum widać. Jak kobieta jest bardziej "wyszczekana" - zbiera największe cięgi, bywają obraźliwe meile, wycieczki osobiste itd.

Myślę, że nie w ten typ faceta celujesz wink Są różni ludzie. A jak ktoś reaguje agresywnie na to, że się wyraża inne zdanie, to świadczy to tylko o tej osobie, która reaguje agresywnie. Swoją drogą też kiedyś byłam na portalu i trafił mi się taki jeden osobnik (nie wiem, jak go inaczej ładnie określić), który napisał mi obraźliwą wiadomość z jakimiś pretensjami, że czegoś nie mam w swoim opisie. Oczywiście zignorowałam typa i nic nie odpisałam. Niedługo potem zwyzywał mnie od nie wiadomo kogo, że jakim prawem mu nie odpisałam i dodał mnie do czarnej listy wink Mam mieć poczucie winy, że go czymś uraziłam? No właśnie ;p

Tak, to się zdarza, takie wiadomości a na koniec pretensje, że księżniczka nie odpisuje. Nawet tego nie skomentuje jakoś konkretnie, bo i nie ma czego.

Nie w ten typ? No wiesz, ale jak mi ktoś nie odpowiada, zle się przy nim czuję i marzę o tym aby iść do swoich spraw, to przecież nie będę na siłę celować w ten typ faceta, tylko dlatego, ze mnie chce. To bez sensu. Poza tym spotykam kogoś i nie myślę: hmmm, o, z tym to mi musi zaiskrzyć. Najczęściej bywało tak, że znałam kogoś jakiś kawałek czasu i w miarę jak rozmawialiśmy, zaczęłam się w którymś momencie nim intereswać jako mężczyzną, a nie tylko znajomym. Nawet nie wiem, kiedy to się stawało. Ale na początku było neutralnie. Bo jak od początku ktoś mi się wydawał odpychający, to potem było tylko gorzej.
Jakichś zauroczeń i gromów z jasnego nieba przy pierwszym spotkaniu nigdy nie przeżyłam, więc się nie wypowiem w tym temacie. Ale podobno się zdarza, a raczej na pewno, bo znam kilka małżeństw zrodzonych z takiego gromu.

2,947

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Nie do końca o tym mówię, choć to co piszesz też jest prawdą.  Brak samokrytycyzmu u panów jest zauważalny i nawet największa pokraka uważa, że jemu należy się, po prostu z urzędu się należy super laska.

Ale mi chodziło o to, że mężczyźni widzą też jak się z sobą czujemy, bo to jakoś emanuje z zachowania i wpływa na wysyłane sygnały. Kobieta, która uważa się za nieatrakcyjną zachowuje się inaczej, w sposób, który dla nich nie jest 'sexy'. I nawet gdy w rzeczywistości jest ładna albo normalna, zwyczajna, to traci dużo na atrakcyjności.

Być  może.
A kiedy kobieta czuje się atrakcyjna? Co to sprawia? Bo bywa, że kobieta z 20kg nadwagi czuje się seksi, a szczupła ma się za brzydactwo. Albo jedna ma krzywe nogi, wielki nos i trzy włosy na krzyż, ale uważa się za piękną i faceci za nią wariują, a druga rozpacza, bo przytyła pół kilo i na pewno jest gruba, i ma mikro krostkę na nosie a na dodatek tusz jej się rozmazał i jest na pewno brzydka - i faktycznie ta druga jest sama. Choć obiektywnie fizycznie jest atrakcyjniejsza.

2,948

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Nie do końca o tym mówię, choć to co piszesz też jest prawdą.  Brak samokrytycyzmu u panów jest zauważalny i nawet największa pokraka uważa, że jemu należy się, po prostu z urzędu się należy super laska.

Ale mi chodziło o to, że mężczyźni widzą też jak się z sobą czujemy, bo to jakoś emanuje z zachowania i wpływa na wysyłane sygnały. Kobieta, która uważa się za nieatrakcyjną zachowuje się inaczej, w sposób, który dla nich nie jest 'sexy'. I nawet gdy w rzeczywistości jest ładna albo normalna, zwyczajna, to traci dużo na atrakcyjności.

Być  może.
A kiedy kobieta czuje się atrakcyjna? Co to sprawia? Bo bywa, że kobieta z 20kg nadwagi czuje się seksi, a szczupła ma się za brzydactwo. Albo jedna ma krzywe nogi, wielki nos i trzy włosy na krzyż, ale uważa się za piękną i faceci za nią wariują, a druga rozpacza, bo przytyła pół kilo i na pewno jest gruba, i ma mikro krostkę na nosie a na dodatek tusz jej się rozmazał i jest na pewno brzydka - i faktycznie ta druga jest sama. Choć obiektywnie fizycznie jest atrakcyjniejsza.

Właśnie tak to może działać.
Nadwaga nie jest atrakcyjna, ale gdy mamy obok szczupłą, ale zakompleksioną i usztywnioną "myszkę", nie dbającą o wizerunek, bo to i tak nic nie da, i pulchną kobietę która mimo większej tuszy czuje się atrakcyjna, jest pewna siebie i kobieco ubrana, to może wygrać ta druga.

2,949

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Nie do końca o tym mówię, choć to co piszesz też jest prawdą.  Brak samokrytycyzmu u panów jest zauważalny i nawet największa pokraka uważa, że jemu należy się, po prostu z urzędu się należy super laska.

Ale mi chodziło o to, że mężczyźni widzą też jak się z sobą czujemy, bo to jakoś emanuje z zachowania i wpływa na wysyłane sygnały. Kobieta, która uważa się za nieatrakcyjną zachowuje się inaczej, w sposób, który dla nich nie jest 'sexy'. I nawet gdy w rzeczywistości jest ładna albo normalna, zwyczajna, to traci dużo na atrakcyjności.

Być  może.
A kiedy kobieta czuje się atrakcyjna? Co to sprawia? Bo bywa, że kobieta z 20kg nadwagi czuje się seksi, a szczupła ma się za brzydactwo. Albo jedna ma krzywe nogi, wielki nos i trzy włosy na krzyż, ale uważa się za piękną i faceci za nią wariują, a druga rozpacza, bo przytyła pół kilo i na pewno jest gruba, i ma mikro krostkę na nosie a na dodatek tusz jej się rozmazał i jest na pewno brzydka - i faktycznie ta druga jest sama. Choć obiektywnie fizycznie jest atrakcyjniejsza.

Właśnie tak to może działać.
Nadwaga nie jest atrakcyjna, ale gdy mamy obok szczupłą, ale zakompleksioną i usztywnioną "myszkę", nie dbającą o wizerunek, bo to i tak nic nie da, i pulchną kobietę która mimo większej tuszy czuje się atrakcyjna, jest pewna siebie i kobieco ubrana, to może wygrać ta druga.

Właśnie o tym pisze. Co sprawia,  że kobieta o ładnej twarzy, włosach, zgrabna, dobrze ubrana może czuć się jak "kupa", a kobieta z dużą nadwagą, krzywym nosem, haluksami i 3 własami na krzyż będzie się czuła piękna i będzie zawsze miała powodzenie. Albo udany związek.
Na czym to polega?

2,950

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:

Być  może.
A kiedy kobieta czuje się atrakcyjna? Co to sprawia? Bo bywa, że kobieta z 20kg nadwagi czuje się seksi, a szczupła ma się za brzydactwo. Albo jedna ma krzywe nogi, wielki nos i trzy włosy na krzyż, ale uważa się za piękną i faceci za nią wariują, a druga rozpacza, bo przytyła pół kilo i na pewno jest gruba, i ma mikro krostkę na nosie a na dodatek tusz jej się rozmazał i jest na pewno brzydka - i faktycznie ta druga jest sama. Choć obiektywnie fizycznie jest atrakcyjniejsza.

Właśnie tak to może działać.
Nadwaga nie jest atrakcyjna, ale gdy mamy obok szczupłą, ale zakompleksioną i usztywnioną "myszkę", nie dbającą o wizerunek, bo to i tak nic nie da, i pulchną kobietę która mimo większej tuszy czuje się atrakcyjna, jest pewna siebie i kobieco ubrana, to może wygrać ta druga.

Właśnie o tym pisze. Co sprawia,  że kobieta o ładnej twarzy, włosach, zgrabna, dobrze ubrana może czuć się jak "kupa", a kobieta z dużą nadwagą, krzywym nosem, haluksami i 3 własami na krzyż będzie się czuła piękna i będzie zawsze miała powodzenie. Albo udany związek.
Na czym to polega?

Polega na 'aurze' chyba, jakiejś wewnętrznej dyspozycji, która przejawia się w zachowaniu. Nie wiem tak na 100%, jak to działa, ale sama jako osoba szczupła i nie strasząca wyglądem (choć co prawda, to prawda: mam 3 włosy na krzyż : p) , widzę, że jestem inaczej odbierana w wersji 'myszka' i gdy czuję się z sobą dobrze, przy czym nie do końca chodzi o to, jak jestem ubrana i czy umalowana.
Myszka to stan umysłu wink

2,951

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Właśnie tak to może działać.
Nadwaga nie jest atrakcyjna, ale gdy mamy obok szczupłą, ale zakompleksioną i usztywnioną "myszkę", nie dbającą o wizerunek, bo to i tak nic nie da, i pulchną kobietę która mimo większej tuszy czuje się atrakcyjna, jest pewna siebie i kobieco ubrana, to może wygrać ta druga.

Właśnie o tym pisze. Co sprawia,  że kobieta o ładnej twarzy, włosach, zgrabna, dobrze ubrana może czuć się jak "kupa", a kobieta z dużą nadwagą, krzywym nosem, haluksami i 3 własami na krzyż będzie się czuła piękna i będzie zawsze miała powodzenie. Albo udany związek.
Na czym to polega?

Polega na 'aurze' chyba, jakiejś wewnętrznej dyspozycji, która przejawia się w zachowaniu. Nie wiem tak na 100%, jak to działa, ale sama jako osoba szczupła i nie strasząca wyglądem (choć co prawda, to prawda: mam 3 włosy na krzyż : p) , widzę, że jestem inaczej odbierana w wersji 'myszka' i gdy czuję się z sobą dobrze, przy czym nie do końca chodzi o to, jak jestem ubrana i czy umalowana.
Myszka to stan umysłu wink

Co więc zmienia ten stan umysłu?
On nie zależy od wieku, wykształcenia, wyglądu itp.
Możesz mieć studia wyższe, rozmiar 36, fajną pracę, miłe obejście i myśleć o sobie żle. Możesz mieć zawodówkę, rozmiar 44,  wygląd daleki od okładki Vogue, być juz przed menopauzą, a czuć się świetnie.
Jak to więc jest?
Skąd wziąć to uczucie?
Jak to się robi?

2,952

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:

Właśnie o tym pisze. Co sprawia,  że kobieta o ładnej twarzy, włosach, zgrabna, dobrze ubrana może czuć się jak "kupa", a kobieta z dużą nadwagą, krzywym nosem, haluksami i 3 własami na krzyż będzie się czuła piękna i będzie zawsze miała powodzenie. Albo udany związek.
Na czym to polega?

Polega na 'aurze' chyba, jakiejś wewnętrznej dyspozycji, która przejawia się w zachowaniu. Nie wiem tak na 100%, jak to działa, ale sama jako osoba szczupła i nie strasząca wyglądem (choć co prawda, to prawda: mam 3 włosy na krzyż : p) , widzę, że jestem inaczej odbierana w wersji 'myszka' i gdy czuję się z sobą dobrze, przy czym nie do końca chodzi o to, jak jestem ubrana i czy umalowana.
Myszka to stan umysłu wink

Co więc zmienia ten stan umysłu?
On nie zależy od wieku, wykształcenia, wyglądu itp.
Możesz mieć studia wyższe, rozmiar 36, fajną pracę, miłe obejście i myśleć o sobie żle. Możesz mieć zawodówkę, rozmiar 44,  wygląd daleki od okładki Vogue, być juz przed menopauzą, a czuć się świetnie.
Jak to więc jest?
Skąd wziąć to uczucie?
Jak to się robi?

Nie szłabym tak daleko: studia, zawodówka, menopauza itp.
Nie masz tak, że jednego dnia Ci z sobą dobrze, czujesz się kobieca i że możesz być interesująca, jesteś otwarta na świat, w miarę pogodna itp., a innego dnia czujesz się jak... no, marnie smile
Nie zaobserwowałaś, będąc wśród ludzi wtedy, różnicy ich odbioru Ciebie?
Przecież nie wiedzą, co myślisz. To się bierze z zachowania, czasem subtelnych różnic.
Skąd wziąć - serio, nie wiem smile U mnie to się samo dzieje, raz tak, a raz owak.

2,953

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Nie szłabym tak daleko: studia, zawodówka, menopauza itp.
Nie masz tak, że jednego dnia Ci z sobą dobrze, czujesz się kobieca i że możesz być interesująca, jesteś otwarta na świat, w miarę pogodna itp., a innego dnia czujesz się jak... no, marnie smile
Nie zaobserwowałaś, będąc wśród ludzi wtedy, różnicy ich odbioru Ciebie?
Przecież nie wiedzą, co myślisz. To się bierze z zachowania, czasem subtelnych różnic.
Skąd wziąć - serio, nie wiem smile U mnie to się samo dzieje, raz tak, a raz owak.

Wahania są normalne, ale chodzi mi o całokształt. Są osoby, co najczęściej mają o sobie dobre, wysokie mniemanie i myślą pozytywnie, chociaż miewają gorsze dni, ale one nie dominują. Sa "wypadkiem przy pracy".
A są osoby o całkiem przeciwnym podejściu.
Czy moze być tak, ze to jest wrodzone, czy to się nabywa w ciągu życia?

2,954

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Nie szłabym tak daleko: studia, zawodówka, menopauza itp.
Nie masz tak, że jednego dnia Ci z sobą dobrze, czujesz się kobieca i że możesz być interesująca, jesteś otwarta na świat, w miarę pogodna itp., a innego dnia czujesz się jak... no, marnie smile
Nie zaobserwowałaś, będąc wśród ludzi wtedy, różnicy ich odbioru Ciebie?
Przecież nie wiedzą, co myślisz. To się bierze z zachowania, czasem subtelnych różnic.
Skąd wziąć - serio, nie wiem smile U mnie to się samo dzieje, raz tak, a raz owak.

Wahania są normalne, ale chodzi mi o całokształt. Są osoby, co najczęściej mają o sobie dobre, wysokie mniemanie i myślą pozytywnie, chociaż miewają gorsze dni, ale one nie dominują. Sa "wypadkiem przy pracy".
A są osoby o całkiem przeciwnym podejściu.
Czy moze być tak, ze to jest wrodzone, czy to się nabywa w ciągu życia?

Nie wiem.
I nigdy nie wiem, czy następnego dnia obudzę się myszką, czy fajną babką.

2,955

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Nie szłabym tak daleko: studia, zawodówka, menopauza itp.
Nie masz tak, że jednego dnia Ci z sobą dobrze, czujesz się kobieca i że możesz być interesująca, jesteś otwarta na świat, w miarę pogodna itp., a innego dnia czujesz się jak... no, marnie smile
Nie zaobserwowałaś, będąc wśród ludzi wtedy, różnicy ich odbioru Ciebie?
Przecież nie wiedzą, co myślisz. To się bierze z zachowania, czasem subtelnych różnic.
Skąd wziąć - serio, nie wiem smile U mnie to się samo dzieje, raz tak, a raz owak.

Wahania są normalne, ale chodzi mi o całokształt. Są osoby, co najczęściej mają o sobie dobre, wysokie mniemanie i myślą pozytywnie, chociaż miewają gorsze dni, ale one nie dominują. Sa "wypadkiem przy pracy".
A są osoby o całkiem przeciwnym podejściu.
Czy moze być tak, ze to jest wrodzone, czy to się nabywa w ciągu życia?

Nie wiem.
I nigdy nie wiem, czy następnego dnia obudzę się myszką, czy fajną babką.

Też tego nie wiem.
Z tymi związkami  też nic nie wiem, zabieram tu głos a tak naprawdę nie umiałam sobie pomóc w tej kwestii.
Jakoś tak do ściany doszłam, tak czuję i nie wiem co dalej.
Dobrej nocy smile

2,956

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:

Wahania są normalne, ale chodzi mi o całokształt. Są osoby, co najczęściej mają o sobie dobre, wysokie mniemanie i myślą pozytywnie, chociaż miewają gorsze dni, ale one nie dominują. Sa "wypadkiem przy pracy".
A są osoby o całkiem przeciwnym podejściu.
Czy moze być tak, ze to jest wrodzone, czy to się nabywa w ciągu życia?

Nie wiem.
I nigdy nie wiem, czy następnego dnia obudzę się myszką, czy fajną babką.

Też tego nie wiem.
Z tymi związkami  też nic nie wiem, zabieram tu głos a tak naprawdę nie umiałam sobie pomóc w tej kwestii.
Jakoś tak do ściany doszłam, tak czuję i nie wiem co dalej.
Dobrej nocy smile

Dobranoc, też idę smile

2,957

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Podswiadome problemy wszystkim powoduja i dlatego nie wiemy dlaczego cos czujemy.
Gdybysmy wiedzieli to bysmy sie tak nie czuli.

Kiedy wiele kobiet nie lubi siebie samych jako czlowieka to coz dopiero mowic o wygladzie.
Z wlasnyn wygladem czuja sie super kobiety, ktore czuja sie dobrze ze swoim charakterem i zyciem. I tez takie, ktore nie traktuje wygladu powaznie i nie sa perfekcjonistkami.
Kobiety zgrane z natura (nie bojace sie starzenia, prawdziwego wygladu i doceniajace swoje cialo jako cos co pozwala im robic wiele rzeczy) i nie porownujace sie do nikogo.

2,958

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Te wszystkie związki,  bycie z kimś,  mam wrażenie,  że wiąże się ściśle z tym, czy zasługujesz na uczucie czy nie. Są osoby, które mają udane związki,  albo rzadko kiedy są same, nie ważne,  czy mają 15 lat czy 30 lub 50. One zaslugują  na uczucie. Ten zaś,  kto nie zasluguje, będzie sam, choć tego nie chce.
Tylko mnie nie pytajcie, co trzeba robić,  aby sobie na milosc  zasłużyć.  Bo sama nie wiem.
Pewnie pojawia się głosy,  że na uczucie nie trzeba zaslugiwac-zaobserwowałam coś innego. Jeśli spełniasz wymogi partnera czy rodzica, to jesteś kochana. Jak nie, jak masz swoje zdanie i nie słuchasz ich - jesteś odrzucana. Myślę,  że tak nie powinno być,  ale tak jest.. stąd też takie wnioski.

2,959 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-10-08 09:49:16)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

w dzieciństwie, jak dorastamy, dostajemy od otoczenia jakiś komplet przekonań o świecie i na temat własnej osoby.
Dotyczy to i wyglądu i atrakcyjności, możliwości w świecie itd.
Czasami w wielu dziedzinach ten zestaw jest do d..y i ktoś ma ciężej.
Ale dobra wiadomość jest taka, że tee poszczególne klocki można wymienić, jak wadliwie działają.
Np jakbym była Rossanka na takiej randce jak Ty, to bym zabiła gościa śmiechem z komentarzem że faktycznie starzy kawalerowie to nie takie złoto jak się wydaje, patrząc po nim,  a Ty się zaczęłaś tłumaczyć.  Fakt, miałam w życiu szczęście, bo od bliskich dostałam dobre klocki a moja babcia wyśmiałaby myśl, że mam złapać pierwszego co się mną zainteresuje. Dostałam parę słabszych klocków też, ale nie dotyczących atrakcyjności, tylko związków,   wymieniają się aktualnie wink
Ty chyba Rossanka dostałaś nie ze złej woli wiele słabych ale pracowałaś nad sobą i wiele wymieniłaś. Tam masz sukces. Możesz wejść do drogiego sklepu i z własne pieniądze kupić sobie np buty jakie chcesz, czy nowe perfumy.
Ale teraz pora wymienić inne klocki, te dotyczące kobiecości i atrakcyjności. Może jakieś warsztaty dla kobiet, niekoniecznie terapia?

na miłość nie trzeba zasługiwać zasługujesz, bo jesteś. smile

2,960 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-10-08 10:00:02)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Zmieniać się całkowicie dla partnera oczywiście nie ma najmneijszego sensu. W moim przypadku chodziło raczej o jakiś jeden wspólny mianownik, który łączy oboje. W przecietnej relacji, idzie się rzecz jasna częśto na ustępstwa, choćby zakupy czy inny rodzaj fiilmu. Grunt, żeby zbyt często nie robić czegoś, wbrew sobie. W mojej branży jest mnóstwo par, która własnie ta branża połączyła, czy to w kwestii stricte zawodowej czy hobbystycznej. I natym opiera się niejako fundament związku. Akurat branża wiąże się tutaj ściśle z charakterem czy światopoglądem, ale znając niektóre osoby charakterologicznie się za bardzo nie różnią.

Czyli na przykład nauczycielka i kierowca, albo pielęgniarka i programista, albo księgowa i nauczyciel - nie znajdą wspólnego jezyka i nie połaczy ich uczucie?
Dwóch pedagogów, albo dwóch urzędników połączy zaś uczucie? Nie sądzę.

Wydaje mi się, że szukasz takiej jednej, uniwersalnej recepty na związek( być może się mylę), niczym jakiejś receptury na idealny lek smile A wiadomo, że nawet ten sam lek może nieco różnie działać na inne osoby.
Z powyższych przykładów, to w każdym przecież moze się cos rozwinąć. Zarówno oboje lludzie z tego samego zawodu, jak i zajmujący się zupełnie innymi profesjami. Chociaż uważam, że wspólne tematy, zainteresowania czy zawód może oczywiście zbliżać. W moim przypadku wiem, ze starałbym się celować w ludzi z mojej branży( lub zbliżónej) ale przecież na pewno nie widziałbym partnera w każdym z nich. Pasja to niejako dla mnie pewien punkt zaczepienia, co z czasem może sie przerodzić we wspólną płaszczyznę porozumienia. Tyle tylko, zę dana osoba, nie będzie odrzucała mnie w żaden inny sposób, choćby np. poprzez palenie( wiem, niby durny przykład, mnóstwo osób pali, ale ja tego nie trawię i dla mnei to argument równei ważny, jak niektóre podawane przez Panie, choćby wzrost, wykształcenie czy zaradność).
Idąc dalej: w przypadku mojej branży celuję też w ludzi, którzy mają podobne pomysły na spędzanie wolnego czasu. Wiem, że za nic nie dogadałbym się z kanapowcem, plażowiczem, śpiochem czy zwolennikiem masowych czy hucznych imprez. Choćby to spanie: dla mnie spanie do godz 9 rano to absolutny szczyt, zazwyczaj wstaję około 7 albo nieco wcześniej. Do pracy w terenie trzeba było się zrywać nieraz między 4 a 5 rano. Dalej: śmiałem się kiedyś, że gdybym miał mieć wesele, to najchętniej dla najbliższej rodziny w restauracji, skromne przyjęcie dla powiedzmy 20-30 osób. Nie dlatego, że koszty, przygotowania nerwy. Zwyczajnie nie trawię całej tej otoczki, tej pompy i emocjonalnego podejścia do jednego dnia, który dopiero miałby rozpocząć nasze wspólne życie.
Nie uważam też, że ktoś lub coś ma decydować czy na to zasługuję czy nie...Dla mnie to jedna z pierwszych oznak, że coś z moim poczuciem własnej wartości jest nie tak. Mam swoje życie w rękach i staram się go kształtować, tak jak potrafię. Każdy ma inne ambicje i potrzeby, które sam stara się realizować.

2,961 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-08 10:32:44)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Jeśli spełniasz wymogi partnera czy rodzica, to jesteś kochana.

Stawianie warunków nie ma dla mnie nic wspólnego z miłością.



Na miłość zasługuje KAŻDY. Z urzędu. I tę miłość powinien dostać bezwarunkowo od pierwszych chwil swojego życia.
Jeśli wyjdzie się z domu bez tego posagu, będzie trudniej dawać i brać miłość, wierzyć w nią, nie bać się ani jej samej, ani jej utraty (bo jeśli zasoby mam pełne, to zawód miłosny mnie nie zniszczy). Na szczęście, jak pisze Ela, można wiele deficytów uzupełnić.



P.S. Bagiennik, a dla mnie różnice typu "skowronek i sowa" są zbyt błahe, by o nie kruszyć kopie. Jeśli mój chłop lubi pospać długo, a ja wolę wstać o świcie, to daję mu żyć. Wstaję rano, wypijam kawę, otwieram interesującą książkę i cieszę się, że mam czas dla siebie. Tego samego oczekuję dla siebie: że na przykład nie będzie mnie zmuszał do oglądania z nim "Gwiezdnych wojen". Nie muszę być non-stop przyklejona do drugiego człowieka, męczyłoby mnie to.

2,962 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-10-08 10:47:58)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Jeśli spełniasz wymogi partnera czy rodzica, to jesteś kochana. Jak nie, jak masz swoje zdanie i nie słuchasz ich - jesteś odrzucana.

Ale Rossanko, sama pisałaś, że jak byłaś sobą, nic nie udawałaś, nie bałaś się wyrażać swojego zdania, gdy było odmienne, to faceci się Tobą interesowali. Więc skąd wniosek, że trzeba spełniać wymogi partnera, żeby zasłużyć na miłość? Na podstawie tych kilku wypowiedzi ze strony frustratów i agresorów, na których trafiłaś na portalu randkowym? Dlaczego ich reakcja jest dla Ciebie lepszym wyznacznikiem, niż reakcja tych spotkanych w realu chłopaków, którzy mieli z Tobą rzeczywisty kontakt i którzy byli sensownymi chłopakami, skoro decydowałaś się na spotkania z nimi (nawet jeśli nie zaiskrzyło)? Bardziej do Ciebie trafia opinia agresorów zza monitora, o których tak naprawdę nic nie wiadomo?

A może chodzi o Twojego eks, dla którego starałaś się zmieniać i, jak wspomniałaś, to i tak nie wystarczyło, bo jemu było za mało? A skąd wiesz, że to dlatego się Wam nie ułożyło? Może przyczyny były zupełnie inne? Może on widział, że jesteś na każde jego skinienie i robisz wszystko, czego chce i jak chce, więc stracił do Ciebie szacunek? A może chodziło jeszcze o coś innego? Też nie jesteś w stanie odwzajemnić uczuć każdego faceta, więc to normalne, że nie każdy facet jest w stanie odwzajemnić Twoje. Na uczucia raczej nie mamy wpływu... Serce nie sługa. Może on stwierdził po prostu, że nie jesteś Tą Jedyną? Nie ma w tym nic złego. Wyobraź sobie tych chłopaków, których zainteresowania nie byłaś w stanie odwzajemnić. Czy oni mają się czuć gorsi z tego powodu i uważać, że nie zasługują na miłość? Naprawdę tak o nich wszystkich uważasz? Że nie zasługują na miłość, dlatego nie możesz z nimi być? Na pewno nie! Po prostu nie zaiskrzyło i nie ma w tym niczyjej winy.

A jeśli Twój eks się Tobą rozczarował, bo nie spełniałaś jego wymogów, to wybacz, ale ani trochę Cię nie kochał. Miłość jest bezwarunkowa. Niektórzy rzeczywiście mają jakąś listę wymagań względem potencjalnego partnera i wszystkie punkty muszą zostać odhaczone, ale moim zdaniem to szukanie jakiegoś towaru, a nie miłość...
Nie czuj się winna, że Wam nie wyszło. Albo że on nie był w stanie Cię kochać. To nie Twoja wina. Po prostu tak bywa, że nie zawsze potrafimy odwzajemnić czyjeś uczucia.

Edit:
Przypomniał mi się taki film, który bardzo lubię. I tam chłopak mówi coś takiego do dziewczyny - "Jednej rzeczy nie rozumiem: dlaczego chcesz być taka, jak inne? Jesteś niezwykła".

2,963 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-10-08 10:54:20)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dokładnie- tym bardziej, że teen skowronek też pójdzie spać wcześniej i nie należy mu w tym przeszkadzać.
Tak samo z masowymi imprezami- nie da się ich w życiu w ogóle uniknąć. czasem jedzie się na huczne wesele, czasem  jakaś konferencja albo impreza w szkole dziecka.

Co do tego co Umajona napisała: Ludzie mówią różne rzeczy, głównie ze SWOICH powodów.
Nie musi mieć to związku z Tobą.
Gość np mógł uznać, że nie ma szans u Ciebie co mogło być prawdą albo nie, i wykonał taki ruch wyprzedzający - dla siebie, nie przeciwko Tobie.
Albo gdzieś przeczytał, że tak się powinno kobiecie przywalić, by rozegrać partię.

2,964

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Podałem te przykłady jako pewien punkt odniesienia. Wiadomo, że wypracowanie kompromisu nie powinno być trudne. Chyba, że trafi sie na kogoś, komu się to akurat nie podoba i spóbuje nas zmienić.

A hucznych imprez staram się właśnie unikać jak ognia smile Na koncerty w ogóle nie chodze, jedyne właśnie, na których miałęm okazję bywac to wesele, w częstotliwości 1 na rok smile

2,965

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Ela210 napisał/a:

w dzieciństwie, jak dorastamy, dostajemy od otoczenia jakiś komplet przekonań o świecie i na temat własnej osoby.
Dotyczy to i wyglądu i atrakcyjności, możliwości w świecie itd.
Czasami w wielu dziedzinach ten zestaw jest do d..y i ktoś ma ciężej.
Ale dobra wiadomość jest taka, że tee poszczególne klocki można wymienić, jak wadliwie działają.

Ja znam zasady, przeczytałam o tym, byłam na terapii, omówiłam to, wiem, jaki wpływ ma zasób otrzymany w dzieciństwei, wiem też, że w dorosłym życiu można to zmienić i nie ma wtedy znaczenia przeszłość, znam teoretyczne zasady ale szczerze, to tego nie czuje.
To tak jakbyś czytała jak zatańczyćtango, nauczyła się z ksiązki na ile to się liczy, jak się nazywają poszczególne kroki, jak to się tańczy - wykuła na blachę - ale nie znaczy to, że będziesz to tango tańczyć, bo tego robic nie umiesz, znasz tylko teorię.

Ela210 napisał/a:

Np jakbym była Rossanka na takiej randce jak Ty, to bym zabiła gościa śmiechem z komentarzem że faktycznie starzy kawalerowie to nie takie złoto jak się wydaje, patrząc po nim,  a Ty się zaczęłaś tłumaczyć.  Fakt, miałam w życiu szczęście, bo od bliskich dostałam dobre klocki a moja babcia wyśmiałaby myśl, że mam złapać pierwszego co się mną zainteresuje. Dostałam parę słabszych klocków też, ale nie dotyczących atrakcyjności, tylko związków,   wymieniają się aktualnie wink
Ty chyba Rossanka dostałaś nie ze złej woli wiele słabych ale pracowałaś nad sobą i wiele wymieniłaś. Tam masz sukces. Możesz wejść do drogiego sklepu i z własne pieniądze kupić sobie np buty jakie chcesz, czy nowe perfumy.
Ale teraz pora wymienić inne klocki, te dotyczące kobiecości i atrakcyjności. Może jakieś warsztaty dla kobiet, niekoniecznie terapia?

na miłość nie trzeba zasługiwać zasługujesz, bo jesteś. smile

A widzisz, ja na tamtej "randce" tylko się przepraszająco uśmiechałam i tłumaczyłam. Teraz bym tak nie zrobiła. teraz i 5 minut bym nie siedziała. Teraz kasuję gości od razu jak mi coś bardzo nie pasuje, szkoda mojego czasu.
Butów i perfum mi nie trzeba, tego mam dużo big_smile

Teoretycznie tak jest, na miłość nie musisz zasługiwać bo jesteś, ale w praktyce tak nie ma. NIe zasługujesz na nią bo tylko jesteś, tylko musisz spełniać pewne wymagania. Zasłużysz, to ją masz, nie zasłużysz, to nie.

bagienni_k napisał/a:

Idąc dalej: w przypadku mojej branży celuję też w ludzi, którzy mają podobne pomysły na spędzanie wolnego czasu. Wiem, że za nic nie dogadałbym się z kanapowcem, plażowiczem, śpiochem czy zwolennikiem masowych czy hucznych imprez. Choćby to spanie: dla mnie spanie do godz 9 rano to absolutny szczyt, zazwyczaj wstaję około 7 albo nieco wcześniej. Do pracy w terenie trzeba było się zrywać nieraz między 4 a 5 rano. Dalej: śmiałem się kiedyś, że gdybym miał mieć wesele, to najchętniej dla najbliższej rodziny w restauracji, skromne przyjęcie dla powiedzmy 20-30 osób. Nie dlatego, że koszty, przygotowania nerwy. Zwyczajnie nie trawię całej tej otoczki, tej pompy i emocjonalnego podejścia do jednego dnia, który dopiero miałby rozpocząć nasze wspólne życie.
Nie uważam też, że ktoś lub coś ma decydować czy na to zasługuję czy nie...Dla mnie to jedna z pierwszych oznak, że coś z moim poczuciem własnej wartości jest nie tak. Mam swoje życie w rękach i staram się go kształtować, tak jak potrafię. Każdy ma inne ambicje i potrzeby, które sam stara się realizować.

Jasne, dobrze mieć wspólne punkty, lubiący zacisze domowe raczej nie ułoży sobie życia z imprezowiczem. Ale pewne rzeczy warto też robić i razem i osobno. Np razem jedziemy nad wode, bo lubimy się opalać, ale np ona idzie z koleżanką na Gwiezdne Wojny, a on z kolegami na rajd rowerowy i tak dalej. A najważniejsze, aby : chcieć być razem i widzieć siebie z tą osobą w przyszłości. Nawet jak np chodzi ona na rockowe koncerty, czego druga strona może nie trawić.

Piegowata'76 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Jeśli spełniasz wymogi partnera czy rodzica, to jesteś kochana.

Stawianie warunków nie ma dla mnie nic wspólnego z miłością.



Na miłość zasługuje KAŻDY. Z urzędu. I tę miłość powinien dostać bezwarunkowo od pierwszych chwil swojego życia.
Jeśli wyjdzie się z domu bez tego posagu, będzie trudniej dawać i brać miłość, wierzyć w nią, nie bać się ani jej samej, ani jej utraty (bo jeśli zasoby mam pełne, to zawód miłosny mnie nie zniszczy). Na szczęście, jak pisze Ela, można wiele deficytów uzupełnić.

.

Teoretycznie zasługuje każdy, ale praktycznie wiecie jak to jest. Jesteś posłuszna i robisz co każą rodzice - jesteś mądrą i kochaną córką. Masz własne zdanie - jesteś wstrętnym bachorem, niewdzięcznicą, obrzydliwa i masz sp... ć . Podobnie w związku. Jak się zgadzacie, to jest dobrze. Jak masz odmienne zdanie, widzisz sprawy inaczej, to on już nie wie, czy ten związek ma sens, odsuwa się, albo krytykuje, są nieustające pretensje - co skutkuje tym , że już przestaje być miło i atmosfera w parze spada. A dalej równia pochyła w dół.

2,966

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

Jeśli spełniasz wymogi partnera czy rodzica, to jesteś kochana. Jak nie, jak masz swoje zdanie i nie słuchasz ich - jesteś odrzucana.

Ale Rossanko, sama pisałaś, że jak byłaś sobą, nic nie udawałaś, nie bałaś się wyrażać swojego zdania, gdy było odmienne, to faceci się Tobą interesowali. Więc skąd wniosek, że trzeba spełniać wymogi partnera, żeby zasłużyć na miłość? Na podstawie tych kilku wypowiedzi ze strony frustratów i agresorów, na których trafiłaś na portalu randkowym? Dlaczego ich reakcja jest dla Ciebie lepszym wyznacznikiem, niż reakcja tych spotkanych w realu chłopaków, którzy mieli z Tobą rzeczywisty kontakt i którzy byli sensownymi chłopakami, skoro decydowałaś się na spotkania z nimi (nawet jeśli nie zaiskrzyło)? Bardziej do Ciebie trafia opinia agresorów zza monitora, o których tak naprawdę nic nie wiadomo?
.

Ale to nie byli moi partnerzy, to byli w sumie obcy faceci, dalsi znajomi. Tu były inne reguły, niż jak jesteś z kimś blisko - tak myślałam.
Nie, ja się nie przejmuję już tak tymi głosami z internetu, chociaż kiedyś, wystarczyło, że jakiś facet z neta coś mi napisał niepochlebnego, albo powiedział coś przykrego w cztery oczy - tak, w przeszłości to przeżywałam. Teraz już nie, ale też nie dopuszczam do takich sytuacji i nie daję drugich szans.


umajona napisał/a:

A może chodzi o Twojego eks, dla którego starałaś się zmieniać i, jak wspomniałaś, to i tak nie wystarczyło, bo jemu było za mało? A skąd wiesz, że to dlatego się Wam nie ułożyło? Może przyczyny były zupełnie inne? Może on widział, że jesteś na każde jego skinienie i robisz wszystko, czego chce i jak chce, więc stracił do Ciebie szacunek? .

No coś w tym stylu mi powiedział na koniec.
Ale jakbym się stawiała i miała swoje zdanie - wtedy by odszedł jeszcze szybciej bo np miałby dośc kłótni i tego, że mam odmienne zdanie i poglądy.
Jak widzisz i tak źle i tak nie dobrze.



umajona napisał/a:

Wyobraź sobie tych chłopaków, których zainteresowania nie byłaś w stanie odwzajemnić. Czy oni mają się czuć gorsi z tego powodu i uważać, że nie zasługują na miłość? Naprawdę tak o nich wszystkich uważasz? Że nie zasługują na miłość, dlatego nie możesz z nimi być? Na pewno nie! Po prostu nie zaiskrzyło i nie ma w tym niczyjej winy.


Nie , dlaczego. Oni zasługują, to ja nie zasługuję (tak myślałam), ale nie pytaj mnie dlaczego, bo pojęcia nie mam.

umajona napisał/a:

A jeśli Twój eks się Tobą rozczarował, bo nie spełniałaś jego wymogów, to wybacz, ale ani trochę Cię nie kochał. Miłość jest bezwarunkowa. Niektórzy rzeczywiście mają jakąś listę wymagań względem potencjalnego partnera i wszystkie punkty muszą zostać odhaczone, ale moim zdaniem to szukanie jakiegoś towaru, a nie miłość...
Nie czuj się winna, że Wam nie wyszło. Albo że on nie był w stanie Cię kochać. To nie Twoja wina. Po prostu tak bywa, że nie zawsze potrafimy odwzajemnić czyjeś uczucia.
.

Nie czuję się winna, w sumie tyle lat, ze już mi przeszedł całkiem tamten związek. Po prostu jakbym zasługiwała, to trwałby nadal.
W sumie to nie wiem do dziś, co mu nie pasowało (chociaż usłyszałam powody, ale myślę, że był to wykręt, bo coś trzeba było powiedzieć).

2,967 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-10-08 11:54:47)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Nie wiem, czy dobrze rozumiem, ale odnoszę wrażenie że SKORO jakiś facet nie chce z Tobą być, TO znaczy to, że nie zasługujesz na miłość, tak?
Więc automatycznie jeśli Ty nie chcesz z jakimś facetem być, to on ma prawo myśleć sobie, że nie zasługuje na miłość.
Sama widzisz, jakie to absurdalne.

Widzę, że Twoim problemem jest kwestia zasługiwania na miłość. Nie trzeba na miłość zasługiwać. To, że Twojemu eks coś nie pasowało, nie znaczy, że nie zasługiwałaś na jego miłość. Pomyśl, czy on też musiał spełniać jakieś warunki, żeby sobie zasłużyć na Twoją miłość? Założę się, że nie. Po prostu go kochałaś. Więc dlaczego uważasz, że Ty musisz coś robić, żeby sobie na miłość zasłużyć? Bo on odszedł?

Jeśli masz tak zakodowane z dzieciństwa, że na miłość trzeba zasłużyć, to pozbądź się tego...
A wiesz, że może być tak, że tylko Ci się wydawało, że musisz być "taka i taka", żeby zasłużyć na miłość rodziców? Często błędnie interpretujemy czyjeś zachowania, intencje... A Twoi rodzice byli tylko ludźmi i jak każdy popełniają błędy. Może po prostu byli z natury szorstcy w obyciu, nie umieli okazywać uczuć. A może myśleli, że różnym strofowaniem itd. czegoś Cię uczą/wychowują, a Ty to odbierałaś jako brak miłości? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, że może oni jednak mimo wszystko Cię kochali tylko dlatego, że po prostu jesteś ich córeczką? Dopuść do siebie taką myśl...

Znasz "Jeżycjadę" Małgorzaty Musierowicz? Polecam Ci tom z wątkiem o Aurelii, czyli "Opium w rosole".

2,968

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:

Nie wiem, czy dobrze rozumiem, ale odnoszę wrażenie że SKORO jakiś facet nie chce z Tobą być, TO znaczy to, że nie zasługujesz na miłość, tak?
Więc automatycznie jeśli Ty nie chcesz z jakimś facetem być, to on ma prawo myśleć sobie, że nie zasługuje na miłość.
Sama widzisz, jakie to absurdalne.

Widzę, że Twoim problemem jest kwestia zasługiwania na miłość. Nie trzeba na miłość zasługiwać. To, że Twojemu eks coś nie pasowało, nie znaczy, że nie zasługiwałaś na jego miłość. Pomyśl, czy on też musiał spełniać jakieś warunki, żeby sobie zasłużyć na Twoją miłość? Założę się, że nie. Po prostu go kochałaś. Więc dlaczego uważasz, że Ty musisz coś robić, żeby sobie na miłość zasłużyć? Bo on odszedł? .

To jest dziwne, ale to się odnosi tylko do mnie. Inni zasługują, a ja nie - nie pytaj dlaczego, sama nie wiem, chociaż teoretycznie wiem, jakie to myślenie jest absurdalne. Wiem w teorii ale w praktyce kompletnie tego nie czuję.


umajona napisał/a:

Jeśli masz tak zakodowane z dzieciństwa, że na miłość trzeba zasłużyć, to pozbądź się tego...

.

Jak to zrobić? Czytałam o tym, oglądałam filmiki, rozmawiałam z psychologiem - znam teorię ale tego zupełnie nie czuję.



umajona napisał/a:

A wiesz, że może być tak, że tylko Ci się wydawało, że musisz być "taka i taka", żeby zasłużyć na miłość rodziców? Często błędnie interpretujemy czyjeś zachowania, intencje... A Twoi rodzice byli/są tylko ludźmi i jak każdy popełniają błędy. Może po prostu byli z natury szorstcy w obyciu, nie umieli okazywać uczuć. A może myśleli, że różnym strofowaniem itd. czegoś Cię uczą/wychowują, a Ty to odbierałaś jako brak miłości? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, że może oni jednak mimo wszystko Cię kochali tylko dlatego, że po prostu jesteś ich córeczką? Dopuść do siebie taką myśl...".


Pojęcia nie mam. Ale to było tak dawno i w sumie nie ma już znaczenia. Teraz jest teraz, a nie co było 30 lat temu. Nie można żyć ciągle przeszłością, bo to do niczego dobrego nie prowadzi i jest niepotrzebne w życiu dorosłym.

umajona napisał/a:

Znasz "Jeżycjadę" Małgorzaty Musierowicz? Polecam Ci tom z wątkiem o Aurelii, czyli "Opium w rosole".

Kiedyś to czytałam. Ten tom to mnie akurat przygnębiał.

2,969

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zgadzam sie, ze w rzeczywistosci to nie dziala q ten sposob, ze na milosc zasluguje kazdy.
Rodzice tez maja ulubiencow, dzieci maja ulubionego rodzica, kogos kocha sie bardziej kogos mniej. Jest to bardzo warunkowe jak ta milosc jest dawana.

Osobiscie tez nie zgadzam sie z tym, ze na milosc zasluguje kazdy. Nie jest to moim zdaniem prawda, daleko mi od takich utopijnych pomyslow.
Jednak mam na mysli skrajne przypadki, a nie zwyklych ludzi. Normalny czlowiek jak Ross zwyczajnie zasluguje na milosc. Bo i dlaczego nie?

2,970

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

. Normalny czlowiek jak Ross zwyczajnie zasluguje na milosc. Bo i dlaczego nie?

A dlaczego tak?

2,971

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Zgadzam sie, ze w rzeczywistosci to nie dziala q ten sposob, ze na milosc zasluguje kazdy.
Rodzice tez maja ulubiencow, dzieci maja ulubionego rodzica, kogos kocha sie bardziej kogos mniej. Jest to bardzo warunkowe jak ta milosc jest dawana.

Osobiscie tez nie zgadzam sie z tym, ze na milosc zasluguje kazdy. Nie jest to moim zdaniem prawda, daleko mi od takich utopijnych pomyslow.
Jednak mam na mysli skrajne przypadki, a nie zwyklych ludzi. Normalny czlowiek jak Ross zwyczajnie zasluguje na milosc. Bo i dlaczego nie?

To że każdy zasługuje, niestety nie znaczy, że każdy otrzymuje. Stąd to podświadome przeświadczenie niektórych o niezasługiwaniu.

2,972

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

No dobrze, to kto z Was uważa, ze zasługuje, a kto, że nie zasługuje na uczucie?

2,973

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Już kiedyś była mowa o tym zasługiwaniu. Właściwie trudno zdefiniować, na czym by miało polegać. Tak bez rozstrząsania, myślę że zasługuję, bo czemu nie? Tylko że uczucia nie sa za zasługi, po prostu są. (albo nie)

2,974 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-10-08 12:32:55)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, tu nie chodzi o życie przeszłością, tylko o to, że JEŚLI Twoje obecne poczucie, że musisz zasługiwać na miłość wynika z tego, że tak rozumiałaś miłość ze strony rodziców względem Ciebie, to warto dopuścić do siebie myśl, że być może prawda jest taka, że oni kochali Cię bezwarunkowo taką, jaka jesteś i na nic nie musiałaś zasługiwać.
Aurelka też nie czuła się kochana. A przecież jej mama ją kochała i okazywała to na swój sposób, choć dla Aurelii to okazywaniem miłości nie było, wręcz przeciwnie.

Ale jeśli Twoje obecne poczucie, że musisz zasługiwać na miłość, wynika z czegoś innego, to rzeczywiście nie ma sensu wracać do przeszłości.
Nie wiem, skąd to się u Ciebie wzięło... Tym bardziej, że Ty, żeby kogoś kochać, nie wymagasz od danej osoby tego, że musi na Twoją miłość sobie zasłużyć. Jak to w ogóle brzmi ;/ "Musisz sobie zasłużyć, żebym Cię kochał"... Nie, to nie jest miłość.

2,975

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:

Rossanko, tu nie chodzi o życie przeszłością, tylko o to, że JEŚLI Twoje obecne poczucie, że musisz zasługiwać na miłość wynika z tego, że tak rozumiałaś miłość ze strony rodziców względem Ciebie, to warto dopuścić do siebie myśl, że być może prawda jest taka, że oni kochali Cię bezwarunkowo taką, jaka jesteś i na nic nie musiałaś zasługiwać.
Aurelka też nie czuła się kochana. A przecież jej mama ją kochała i okazywała to na swój sposób, choć dla Aurelii to okazywaniem miłości nie było, wręcz przeciwnie.

Ale jeśli Twoje obecne poczucie, że musisz zasługiwać na miłość, wynika z czegoś innego, to rzeczywiście nie ma sensu wracać do przeszłości.
Nie wiem, skąd to się u Ciebie wzięło... Tym bardziej, że Ty, żeby kogoś kochać, nie wymagasz od danej osoby tego, że musi na Twoją miłość sobie zasłużyć. Jak to w ogóle brzmi ;/ "Musisz sobie zasłużyć, żebym Cię kochał"... Nie, to nie jest miłość.

Aurelia była hodowana, nie kochana.
No nie, ja od kogoś nie wymagam aby zasłużył,  nic nie musi robić,  aby tylko był taki jaki jest, z cechami jakie ma i z wnętrzem i wyglądem jaki ma.

2,976 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-10-08 12:37:58)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

ciekawe z tym tangiem smile Kiedyś daawno temu, poprosił mnie do tanga chłopak. Powiedziałam nie, nigdy tanga nie tańczyłam.
A On na to: to tylko słuchaj muzyki, ja poprowadzę smile I dobrze nam się razem tańczyło. Może o to chodzi, by na tych krokach się nie skupiać.

2,977

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Aurelia była hodowana, nie kochana.
No nie, ja od kogoś nie wymagam aby zasłużył,  nic nie musi robić,  aby tylko był taki jaki jest, z cechami jakie ma i z wnętrzem i wyglądem jaki ma.

Tylko że jej mama MYŚLAŁA, że postępuje właściwie i tak trzeba wychowywać dziecko. To, że się myliła i popełniała błędy, nie znaczy, że jej nie kochała. Kochała ją.

No to teraz trzeba się dowiedzieć, dlaczego na Twoją miłość nie trzeba zasługiwać bo kochasz takiego, jaki jest, a Ty na czyjąś miłość zasłużyć musisz.

2,978 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-10-08 13:04:59)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Czy zasługuje to ciężko powiedzieć. Ja to odbieram inaczej: jeśli tego uczucia potrzebuję, lub czuję się źle bez niego, to sobie uświadamiam, że może warto o nie zawalczyć. Jeśli go nie potrzebuję, inaczej mówiąc czuje się w miarę dobrze bez niego, to problem nie istnieje. To zasługiwanie jest dla mnie trochę pojęciem abstrakcyjnym..Jeśli przyjemiemy, że zdecydowana większość ludzi pragnie tego uczucia, to wtedy jak najbardziej na nie zasługują smile

2,979

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

No dobrze, to kto z Was uważa, ze zasługuje, a kto, że nie zasługuje na uczucie?

Jak ktos nie ma milosci to na nia nie zasluguje. Taka jest moja opinia.
Jak ktos bije, zabija, zmusza do zwiazku, gwalci, stalkuje. To na milosc nie zasluguje.
Co najwyzej na siekiere utkwiona w czaszce.

W rzeczywistosci nie mysle w takich kategoriach zbyt czesto. Czy zasluguje czy nie. To jest bez sensu, bo zycie w ten sposob nie dziala, nigdy nie dzialalo i nigdy nie bedzie dzialac.
Prawda jest jednak taka, ze jezeli ktos czuje, ze nie zasluguje na cos to miec tego prawdopodobnie nie bedzie lub sam to zniszczy.

2,980

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

W rzeczywistosci nie mysle w takich kategoriach zbyt czesto. Czy zasluguje czy nie. To jest bez sensu, bo zycie w ten sposob nie dziala, nigdy nie dzialalo i nigdy nie bedzie dzialac.
Prawda jest jednak taka, ze jezeli ktos czuje, ze nie zasluguje na cos to miec tego prawdopodobnie nie bedzie lub sam to zniszczy.

To może być prawda i to mnie martwi.
Pewnie napiszecie, że jak wiem w czym problem to czas to zmienic.
Ale jak? Nic za bardzo nie działa.

2,981

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

To może pora jednak kontynuować terapię u kogoś innego? lub grupową?

2,982

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Ela210 napisał/a:

To może pora jednak kontynuować terapię u kogoś innego? lub grupową?

Nie. Teraz jestem już na etapie, gdy to musi wyjść ode mnie i tu już terapia nie pomoze ,
Z resztą  ja już wszystko na terapii powiedziałam,  już nie mam nic do dodania.
A teraz chce iść dalej i zamknac przeszłośc.

2,983

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

W rzeczywistosci nie mysle w takich kategoriach zbyt czesto. Czy zasluguje czy nie. To jest bez sensu, bo zycie w ten sposob nie dziala, nigdy nie dzialalo i nigdy nie bedzie dzialac.
Prawda jest jednak taka, ze jezeli ktos czuje, ze nie zasluguje na cos to miec tego prawdopodobnie nie bedzie lub sam to zniszczy.

To może być prawda i to mnie martwi.
Pewnie napiszecie, że jak wiem w czym problem to czas to zmienic.
Ale jak? Nic za bardzo nie działa.

Tez zalezy z jakiego powodu tak myslisz.

2,984

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

W rzeczywistosci nie mysle w takich kategoriach zbyt czesto. Czy zasluguje czy nie. To jest bez sensu, bo zycie w ten sposob nie dziala, nigdy nie dzialalo i nigdy nie bedzie dzialac.
Prawda jest jednak taka, ze jezeli ktos czuje, ze nie zasluguje na cos to miec tego prawdopodobnie nie bedzie lub sam to zniszczy.

To może być prawda i to mnie martwi.
Pewnie napiszecie, że jak wiem w czym problem to czas to zmienic.
Ale jak? Nic za bardzo nie działa.

Tez zalezy z jakiego powodu tak myslisz.

Że co myślę? Że nic nie działa? Bo nie działa.

2,985

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:

To może być prawda i to mnie martwi.
Pewnie napiszecie, że jak wiem w czym problem to czas to zmienic.
Ale jak? Nic za bardzo nie działa.

Tez zalezy z jakiego powodu tak myslisz.

Że co myślę? Że nic nie działa? Bo nie działa.

Nie. Z jakiego powodu myslisz, ze nie zaslugujesz. Jak tego sie nie dowiesz to jasne, ze nie wiadomo jak to rozwiazac.

2,986

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Tez zalezy z jakiego powodu tak myslisz.

Że co myślę? Że nic nie działa? Bo nie działa.

Nie. Z jakiego powodu myslisz, ze nie zaslugujesz. Jak tego sie nie dowiesz to jasne, ze nie wiadomo jak to rozwiazac.

A aaa to.
Bo w domu tego nie czułam.  A potem już jako pełnoletnia też,  od żadnego faceta. Myślałam,  że mam to z ex, ale po czasie okazało się,  że też mu nie odpowiadam.  Nie mam w sumie żadnych pozytywnych doświadczeń.

2,987

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:

Że co myślę? Że nic nie działa? Bo nie działa.

Nie. Z jakiego powodu myslisz, ze nie zaslugujesz. Jak tego sie nie dowiesz to jasne, ze nie wiadomo jak to rozwiazac.

A aaa to.
Bo w domu tego nie czułam.  A potem już jako pełnoletnia też,  od żadnego faceta. Myślałam,  że mam to z ex, ale po czasie okazało się,  że też mu nie odpowiadam.  Nie mam w sumie żadnych pozytywnych doświadczeń.

Wiec w domu nauczylas sie, ze problem jest w Tobie? Ale jaki problem? Co jest w Tobie zlego, ze nie zaslugujesz na milosc?
Cos zlego musisz robic w takim razie skoro w zalozeniu dobrzy ludzie zasluguja na dobre rzeczy.

2,988

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

[…] skoro w zalozeniu dobrzy ludzie zasluguja na dobre rzeczy.

Zawsze mnie zastanawiała wiara w to hasło.

2,989

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Lucyfer666 napisał/a:

[…] skoro w zalozeniu dobrzy ludzie zasluguja na dobre rzeczy.

Zawsze mnie zastanawiała wiara w to hasło.

Haslo moze byc w teori prawdziwe, ale nie ma nic wspolnego z zyciem.
Skoro znaczenie slowa jest takie:
1. stawać się godnym czegoś, swoimi cechami, postępowaniem itp. zdobywać sobie prawo do czegoś

2,990

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dokładnie prawo. Np masz prawo do zakupu mieszkania na własność ale musisz sobie zapracowac.
Cudownych skrótów nie ma.

Posty [ 2,926 do 2,990 z 8,335 ]

Strony Poprzednia 1 … 44 45 46 47 48 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024