pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Strony Poprzednia 1 … 43 44 45 46 47 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,861 do 2,925 z 8,335 ]

2,861

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

To, że decyduję się spróbować, nie znaczy, że nie czuję obaw.
Oprócz tego wszystkiego, co tu napisałam, tkwią we mnie zadry z przeszłości. Pomaga mi, że mam ich świadomość.
To są czasami zupełnie drobne sprawy: na przykład były mąż wyśmiewał to, co mówiłam, moje słownictwo (on był raczej prostym człowiekiem, ja się naczytałam "ksiązków", mówiliśmy różnymi językami), odpychał mnie, gdy przychodziłam się przytulić.
Jest we mnie teraz dużo rezerwy i ostrożności. I ogólnie lęku przed bliskością, mimo iż jej chcę i potrzebuję.

Jak tak bardzo chcesz, to zawsze możesz spróbować. Najwyżej nie wyjdzie, jak wyjdą u niego jakieś niefajne cechy.
Trzeba próbować oczywiście w granicach rozsądku.
Bycie samemu to horror, wbrew temu, co piszą ludzie o polubieniu samotności i samorozwoju. Rozwijać to się można i będąc w związku. A samemu dobrze pobyć po rozstaniu, parę miesięcy, może rok, lub dwa, aby się pozbierać. Wieloletnia samotność to nieznośne więzienie i nie znam kogoś, kto dobrowolnie wszedłby w coś takiego. Zwykle jak komuś dobrze samemu to jest po super nieudanej relacji w porównaniu do której samotność wydaje się być wybawieniem. Albo mówi, że jest mnu dobrze samemu, ale niech no pojawi się odpowiednia osoba, do której coś poczuje i przy której mu dobrze, to momentalnie porzuca stan singlostwa. Nie znam przypadku, gdy ktoś, gdy pojawi się ktoś odpowiedni mówi: super osoba z Ciebie , dobrze nam razem , kręcisz mnie fizycznie, chciałbym  z Tobą spróbować albo i spędzić nawet resztę życia, ale wiesz, wybieram samotność bo to jest super stan, mogę się rozwijać i życie nie polega na byciu z kimś. Więc sorry, ale chcę być dale j sam, sama.

A te wszystkie głosy, poradniki, naucz się być sam - ok, ale to mam wrażenie odnosi się do jakiegoś okresu czasu. Nikt nie powie, pobądź sam 10 lat, to poukłądasz sobie życie i nauczysz się być samemu. Albo 15 lat i dopiero szukaj sobie kogoś. A najlepiej nie szukaj, bo takie rzeczy dzieję się same (niektórym).

Moga byc tez ludzie z typem osobowosci pewnym, lub na granicy zaburzenia osobowosci lub ekstremalnie introwertyczni.
Wtedy moga rzeczywiscie lubic samotnosc (jak ja).
Oczywiscie mowie o braku zwiazku, nie o o braku towarzystwa. Nigdy nie bede samotna poniewaz mam bardzo charakterystyczna przyjazn z kims od wielu lat.

Jednak co do normalnych ludzi masz racje. Wydaje mi sie, ze czlowiek nie jest stworzony do zycia bez zwiazku.

O tym piszę.  TY lubisz samotność,  ale jesteś z kimś.  Nie powiedziałaś mu, że chcesz żyć sama. Ten, kto wybiera świadomie życie w pojedynke,  musi być rzeczywiście albo skrajnie introwertyczny, ale to tak już chorobowo,  albo po tak nieudanym związku,  że samotność wydaje mu się super, ale to poprzez porównanie.  A nie, że chce być sam.
Ps
Samotna to ja nie jestem, a nawet jak nie ma z kim pogadać,  to mam siebie i lubię swe towarzystwo.
Ale to nie związek.

Zobacz podobne tematy :

2,862 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-10-06 13:54:40)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Nie będę zaprzeczał obserwowanemu zjawisku, szczególnie wniosków z nich wypływających, bo jakoś wydaje mi się sprzeczne z naturą przyrodnika smile

Mimo wszystko podchodze do tego z dużym dystansem. Obserwuję wśród znajomych znaczną zmienność pod kątem tego, jak ludzie podchodzą do związków. Przecież czysto indywidualna ocena, nasze charaktery odczucia, sprawiają, że jedni wytrzymują sami dłuzęj inni krócej. Nie wydaje mi się, żeby spośród kręgu moich znajomych, byli tacy, którzy stawiają niejako związek, na pierwszym miejscu, jako nadrzędną wartość samą w sobie. Miałem okazję widzieć ludzi młodych( bedącyh na studiach), rozpaczliwie poszukujących partnera, widać było, że bardzo źle znoszą samotność. W codziennbym zachowaniu,w gestach, w sposobie mówienia, widać było że pragną cały czas kogoś obok siebie mieć. Miało się wrażenie, że ciągle pragną być karmieni tą bliskością, uwagą, poczuciem bycia wyjątkowym. Ale to raczej zdecydowana mniejszość. Widywałem również osoby, bedące przez lugi czas same, lecz emanujace pozytywną energią. Ciężko wyrokować za innych.
Mogę jedynie wypowiedzieć się w swoim własnym imieniu smile Nie przeczę, że bardzo wiele rzeczy można wspólnie wykonywać, zarówno razem jak i będąc samotnym, choćby ów samorozwój. Myślę ,że patrząc na całokształt związku "od kuchni" nie miałbym problemu ze pewnymi aspektami o charakterze powiedzmy "technicznym": wspieranie się, wspólne podejmowanie decyzji, wspólne plany czy działania na wielu polach, ozwój nie byłyby problemem. Większym stałby się aspekt "uczuciowy". Nie jestem po prostu typem człowieka zbyt wylewnego, okazywanie uczuć, zarówno porzez gesty czy słowa, jakoś mnie zniesmacza, nie czuję się komfortowo w takich sytuacjach. Można to nazwać lękiem przed bliskością, ja bardziej powiedziałbym o NIECHĘCI. Dla mnie liczą się CZYNY i prędzej komuś pomogę czy coś załatwię, niż będę oczekiwał od kogoś czułych słówek czy przytulania. Może jestem introwertykiem, ale z ludźmi się jakoś dogaduję smile Może ktoś mnei nazwać emocjonalnym głazem, ale o dziwo nie mam takiej opinii wśród znajomych. Wybiegam myślami w przyszłość i ostatnią rzeczą o jakiej myślę jest związek. Nie wiem, być może niektóre przymioty kobiecej natury byłyby zbyt denerwujace dl amnie na dłuższą metę..ciężko powiedzieć to tylko gdybanie smile (oczywiście z całym szacunkiem dla wszystkich  Pań) smile

Podsumowując, abslotnie nie jest to dla mnie horrror, wręcz przeciwnie: wygoda, spokój i pewien porzadek. Jeśli ktoś nie czuje się z tym dobrze, to powinien starać się to zmienić. Ja mimo ponad 32 lat takiej potrzeby nie odczuwam. Dodatkowo od zawsze unikałem nikektórych miejsc , gdzie potencjalnie można kogoś spotkać. Problem w tym, że absolutnie nie odstrasza mnie perspektywa poznawania czy rozmowy z ludźmi sama w sobie, lecz często panujacy w  takich miejscach przenikliwy hałas i ścisk tłumu. Dlatego mam awersję do wszelakich imprez masowym, głośnych miejsc i gwaru.
Patrząc na kręgi znajomych czy przyjaciół: jeśli już patrzymy od tej strony, to chyba każdy będący w związku ma w nim jakieś swoje własne życie , swoją przestrzeń w postaci choćby przyjaciół. Z kolei kiedy ktoś bedąc w związku zamyka się prawie całkowicie na innych, jest to poważny powód do zaniepokojenia. Dla mnie sami ci właśnie Przyjaciele wystarczają, żebym poczuł się spelniony i w pełni akceptowalny w gronie bliskich mi ludzi.
Ot i cała historia:)

2,863

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Nie będę zaprzeczał obserwowanemu zjawisku, szczególnie wniosków z nich wypływających, bo jakoś wydaje mi się sprzeczne z naturą przyrodnika smile

Mimo wszystko podchodze do tego z dużym dystansem. Obserwuję wśród znajomych znaczną zmienność pod kątem tego, jak ludzie podchodzą do związków. Przecież czysto indywidualna ocena, nasze charaktery odczucia, sprawiają, że jedni wytrzymują sami dłuzęj inni krócej. Nie wydaje mi się, żeby spośród kręgu moich znajomych, byli tacy, którzy stawiają niejako związek, na pierwszym miejscu, jako nadrzędną wartość samą w sobie. Miałem okazję widzieć ludzi młodych( bedącyh na studiach), rozpaczliwie poszukujących partnera, widać było, że bardzo źle znoszą samotność. W codziennbym zachowaniu,w gestach, w sposobie mówienia, widać było że pragną cały czas kogoś obok siebie mieć. Miało się wrażenie, że ciągle pragną być karmieni tą bliskością, uwagą, poczuciem bycia wyjątkowym. Ale to raczej zdecydowana mniejszość. Widywałem również osoby, bedące przez lugi czas same, lecz emanujace pozytywną energią. Ciężko wyrokować za innych.
Mogę jedynie wypowiedzieć się w swoim własnym imieniu smile Nie przeczę, że bardzo wiele rzeczy można wspólnie wykonywać, zarówno razem jak i będąc samotnym, choćby ów samorozwój. Myślę ,że patrząc na całokształt związku "od kuchni" nie miałbym problemu ze pewnymi aspektami o charakterze powiedzmy "technicznym": wspieranie się, wspólne podejmowanie decyzji, wspólne plany czy działania na wielu polach, ozwój nie byłyby problemem. Większym stałby się aspekt "uczuciowy". Nie jestem po prostu typem człowieka zbyt wylewnego, okazywanie uczuć, zarówno porzez gesty czy słowa, jakoś mnie zniesmacza, nie czuję się komfortowo w takich sytuacjach. Można to nazwać lękiem przed bliskością, ja bardziej powiedziałbym o NIECHĘCI. Dla mnie liczą się CZYNY i prędzej komuś pomogę czy coś załatwię, niż będę oczekiwał od kogoś czułych słówek czy przytulania. Może jestem introwertykiem, ale z ludźmi się jakoś dogaduję smile Może ktoś mnei nazwać emocjonalnym głazem, ale o dziwo nie mam takiej opinii wśród znajomych. Wybiegam myślami w przyszłość i ostatnią rzeczą o jakiej myślę jest związek. Nie wiem, być może niektóre przymioty kobiecej natury byłyby zbyt denerwujace dl amnie na dłuższą metę..ciężko powiedzieć to tylko gdybanie smile (oczywiście z całym szacunkiem dla wszystkich  Pań) smile

Podsumowując, abslotnie nie jest to dla mnie horrror, wręcz przeciwnie: wygoda, spokój i pewien porzadek. Jeśli ktoś nie czuje się z tym dobrze, to powinien starać się to zmienić. Ja mimo ponad 32 lat takiej potrzeby nie odczuwam. Dodatkowo od zawsze unikałem nikektórych miejsc , gdzie potencjalnie można kogoś spotkać. Problem w tym, że absolutnie nie odstrasza mnie perspektywa poznawania czy rozmowy z ludźmi sama w sobie, lecz często panujacy w  takich miejscach przenikliwy hałas i ścisk tłumu. Dlatego mam awersję do wszelakich imprez masowym, głośnych miejsc i gwaru.
Patrząc na kręgi znajomych czy przyjaciół: jeśli już patrzymy od tej strony, to chyba każdy będący w związku ma w nim jakieś swoje własne życie , swoją przestrzeń w postaci choćby przyjaciół. Z kolei kiedy ktoś bedąc w związku zamyka się prawie całkowicie na innych, jest to poważny powód do zaniepokojenia. Dla mnie sami ci właśnie Przyjaciele wystarczają, żebym poczuł się spelniony i w pełni akceptowalny w gronie bliskich mi ludzi.
Ot i cała historia:)

Przeczytałam Twoja historie i nasuwa mi się pytanie, a może jeszcze nie spotkałeś odpowiedniej kobiety? Jak się taka pojawi, możliwe,  że znikną Ci te dylematy związane z okazywanie uczuć.  Wiem po sobie, bo nigdy nie byłam wylewna, nie lubiłam czułości,  czułych gestów,  a zmieniło mi się to,  gdy spotkałam odpowiedniego faceta (byłam w zblizszym wieku do Twojego). Okazało się,  że lubię czułe gesty i tak dalej, ale tylko z Tą  konkretną osobą, co było dla mnie zaskoczeniem.
Też miałam wtedy obawy, czy odnajde się w zwiazku. Okazało się,  że właśnie bycie w związku to dla mnie stanie naturalny. Paradoksalnie teraz ciężej mi być samej, niż w okresie przed, gdy nigdy nie byłam w związku. 

A teraz? Teraz to zrobiłam się stara, zgryzliwa,  zrzedliwa i pesymistyczna.
Typowa stara panna. U nas to się z takich śmiali, że nikt jej nie chciał.

2,864 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-10-06 15:28:51)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:

Jak tak bardzo chcesz, to zawsze możesz spróbować. Najwyżej nie wyjdzie, jak wyjdą u niego jakieś niefajne cechy.
Trzeba próbować oczywiście w granicach rozsądku.
Bycie samemu to horror, wbrew temu, co piszą ludzie o polubieniu samotności i samorozwoju. Rozwijać to się można i będąc w związku. A samemu dobrze pobyć po rozstaniu, parę miesięcy, może rok, lub dwa, aby się pozbierać. Wieloletnia samotność to nieznośne więzienie i nie znam kogoś, kto dobrowolnie wszedłby w coś takiego. Zwykle jak komuś dobrze samemu to jest po super nieudanej relacji w porównaniu do której samotność wydaje się być wybawieniem. Albo mówi, że jest mnu dobrze samemu, ale niech no pojawi się odpowiednia osoba, do której coś poczuje i przy której mu dobrze, to momentalnie porzuca stan singlostwa. Nie znam przypadku, gdy ktoś, gdy pojawi się ktoś odpowiedni mówi: super osoba z Ciebie , dobrze nam razem , kręcisz mnie fizycznie, chciałbym  z Tobą spróbować albo i spędzić nawet resztę życia, ale wiesz, wybieram samotność bo to jest super stan, mogę się rozwijać i życie nie polega na byciu z kimś. Więc sorry, ale chcę być dale j sam, sama.

A te wszystkie głosy, poradniki, naucz się być sam - ok, ale to mam wrażenie odnosi się do jakiegoś okresu czasu. Nikt nie powie, pobądź sam 10 lat, to poukłądasz sobie życie i nauczysz się być samemu. Albo 15 lat i dopiero szukaj sobie kogoś. A najlepiej nie szukaj, bo takie rzeczy dzieję się same (niektórym).

Moga byc tez ludzie z typem osobowosci pewnym, lub na granicy zaburzenia osobowosci lub ekstremalnie introwertyczni.
Wtedy moga rzeczywiscie lubic samotnosc (jak ja).
Oczywiscie mowie o braku zwiazku, nie o o braku towarzystwa. Nigdy nie bede samotna poniewaz mam bardzo charakterystyczna przyjazn z kims od wielu lat.

Jednak co do normalnych ludzi masz racje. Wydaje mi sie, ze czlowiek nie jest stworzony do zycia bez zwiazku.

O tym piszę.  TY lubisz samotność,  ale jesteś z kimś.  Nie powiedziałaś mu, że chcesz żyć sama. Ten, kto wybiera świadomie życie w pojedynke,  musi być rzeczywiście albo skrajnie introwertyczny, ale to tak już chorobowo,  albo po tak nieudanym związku,  że samotność wydaje mu się super, ale to poprzez porównanie.  A nie, że chce być sam.
Ps
Samotna to ja nie jestem, a nawet jak nie ma z kim pogadać,  to mam siebie i lubię swe towarzystwo.
Ale to nie związek.

Jednak nigdy nie wiem czy chce byc w zwiazku czy nie. Od samego poczatku nie wiedzialam i do dzis nie wiem.
Tak samo im jestem starsza tym bardziej nie wyobrazam sobie jak mozna chciec miec dzieci.


edit: Moje kolezanki, wcale nie tak urodziwe i wcale nie mlode (kolo 50) chlopow sobie znajduja jednak. Nie w Polsce co prawda, ale mozna zawsze sie z Polski wyniesc jezeli tak doskwiera samotnosc. Zwiazek mozna znalezc nawet w starszym wieku.

2,865 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-10-06 21:43:37)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Przeczytałam Twoja historie i nasuwa mi się pytanie, a może jeszcze nie spotkałeś odpowiedniej kobiety? Jak się taka pojawi, możliwe,  że znikną Ci te dylematy związane z okazywanie uczuć.  Wiem po sobie, bo nigdy nie byłam wylewna, nie lubiłam czułości,  czułych gestów,  a zmieniło mi się to,  gdy spotkałam odpowiedniego faceta (byłam w zblizszym wieku do Twojego). Okazało się,  że lubię czułe gesty i tak dalej, ale tylko z Tą  konkretną osobą, co było dla mnie zaskoczeniem.
Też miałam wtedy obawy, czy odnajde się w zwiazku. Okazało się,  że właśnie bycie w związku to dla mnie stanie naturalny. Paradoksalnie teraz ciężej mi być samej, niż w okresie przed, gdy nigdy nie byłam w związku. 

A teraz? Teraz to zrobiłam się stara, zgryzliwa,  zrzedliwa i pesymistyczna.
Typowa stara panna. U nas to się z takich śmiali, że nikt jej nie chciał.

Widzisz, wszystko fajnie..Pytanie tylko, czy człowiek CZUJE WENĘTRZNĄ POTRZEBĘ zmian? Ty zapewne taką czujesz, ja ZUPEŁNIE NIE. W tym cała różnica..Jeśli ktoś czegoś pragnie to powinien w jakimś stopniu próbować to zmienić, aby ułatwić zajście pożądanej zmiany. Analogicznie: gdy chcesz się rozwijać zawodowo, spełniać marzenia starasz się to robić, prawda? Ja się na tym właśnie skupiam, prawie wyłącznie. Bo tego przede wszystkim potrzebuję. Uwierz, że gdyby mi to przeszkadzało, czułbym się źle, mimo spełnienia na innych płaszczyznach życia, to chociaz bym aktywnie próbował. W tym momecie, już od ładnych paru lat, nie odczuwam żadnej chęci ani konieczności stworzenia emocjonalnej relacji. Co więcej, kiedyś oczywiście próbowałem i miałem kilka epizodów "pseudozwiązkowych", gdzie miało sie doczyniena z takimi gestami, świadczącymi o miłości, czułości, oddaniu. Właśnie wtedy czułem się dość niezręcznie. Czułem się skrępowany, gdy ktoś mnie trzymał za rękę. Wiem, że z czasem się do takich rzeczy oczywiście przyzwyczaja..Jednak z  innych powodów, aktywnie nie przeszedłem przez wiele relacji, zatem nie jest to dla mnie teraz takie ważne.. Tak to sobie tłumaczę..
A optymistą generalnie jestem, rzecz jasna smile

2,866

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

edit: Moje kolezanki, wcale nie tak urodziwe i wcale nie mlode (kolo 50) chlopow sobie znajduja jednak. Nie w Polsce co prawda, ale mozna zawsze sie z Polski wyniesc jezeli tak doskwiera samotnosc. Zwiazek mozna znalezc nawet w starszym wieku.

Pewnie już o tym było ale dopiszę tą oczywistość jeszcze raz.

To prawda że związek można znaleźć w każdym wieku, ale trzeba sobie stworzyć możliwości poznawania potencjalnych partnerów w realu. Jeżeli człowiek tylko jeździ praca - dom i ciągle spotyka te same osoby to szanse na związek są zerowe.

2,867

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

To wyobraź sobie rossanka co by było jakbyś nigdy w żadnym związku nie była.
Negatywne uczucia, które opisałaś doskwierałyby jeszcze bardziej niż teraz.
Szkoda, że nie doceniasz tego co przeżyłaś, że masz jakieś wspomnienia itp.

2,868

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

edit: Moje kolezanki, wcale nie tak urodziwe i wcale nie mlode (kolo 50) chlopow sobie znajduja jednak. Nie w Polsce co prawda, ale mozna zawsze sie z Polski wyniesc jezeli tak doskwiera samotnosc. Zwiazek mozna znalezc nawet w starszym wieku.

Pewnie już o tym było ale dopiszę tą oczywistość jeszcze raz.

To prawda że związek można znaleźć w każdym wieku, ale trzeba sobie stworzyć możliwości poznawania potencjalnych partnerów w realu. Jeżeli człowiek tylko jeździ praca - dom i ciągle spotyka te same osoby to szanse na związek są zerowe.

Tak, aktywny tryb życia i bycie w miejscach, gdzie można spotkać nowych ludzi są podstawą.

Cuda to rzadko się dzieją nawet w młodym wieku, co dopiero w starszym, gdy niesparowanych osób jest coraz mniej.

2,869

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Drogie Panie! Jeśli naprawdę Wam zależy i CHCECIE kogoś poznać to siła tkwi w Was smile Chcieć to móc smile

2,870

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Bagienniku, ja bym chciała kogoś poznać, ale nie podporządkuję temu całego życia, przy i tak mocno niepewnym rezultacie wink

Bo "kogoś mieć", to można za chwilę.

Kogoś właściwego - niekoniecznie.

2,871

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Mówiąc "kogoś" miałęm na myśli kogoś właściwego oczywiście smile

2,872

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Bagienniku, ja bym chciała kogoś poznać, ale nie podporządkuję temu całego życia, przy i tak mocno niepewnym rezultacie wink

Bo "kogoś mieć", to można za chwilę.

Kogoś właściwego - niekoniecznie.

Haha, mógłbym napisać dokładnie to samo smile

2,873

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

No właśnie. Zauważacie, że w kwestii argumentacji wszyscy podajemy podobną argumentację.
To całkiem ciekawe zjawisko i mimo wszystko pokazuje, że w kwestii toku postrzegania tematyki relacji chyba aż tak bardzo się nie różnimy. smile

2,874 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-10-07 07:54:21)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

edit: Moje kolezanki, wcale nie tak urodziwe i wcale nie mlode (kolo 50) chlopow sobie znajduja jednak. Nie w Polsce co prawda, ale mozna zawsze sie z Polski wyniesc jezeli tak doskwiera samotnosc. Zwiazek mozna znalezc nawet w starszym wieku.

Pewnie już o tym było ale dopiszę tą oczywistość jeszcze raz.

To prawda że związek można znaleźć w każdym wieku, ale trzeba sobie stworzyć możliwości poznawania potencjalnych partnerów w realu. Jeżeli człowiek tylko jeździ praca - dom i ciągle spotyka te same osoby to szanse na związek są zerowe.

To jest prawda. Wszystkie te kolezanki wychodza zawsze, chodza na lekcje tanca, na zajecia ze sztuki, na proby spiewania, udzielaja sie charytatywnie, chodza na koncerty, do restauracji i tak dalej i tak dalej.
Teraz jak tak pomysle to one wszystkie sa w podobnym typie. Duzo, duzo sie smieja, duzo gadaja, wszystkie sa blondynkami, wszystkie sa troche przy sobie i wszystkie maja szalony styl. A to jedna  nosi martensy swiecace na obcasie, druga wianki z kwiatow na glowie.
No i adoratorow wcale nie brakuje i to nawet mlodszych od nich.
Ta z wiankami na glowie teraz od ostatnich trzech lat sobie znalazla takiego juz partnera co go chce na stale. Mieszkaja w domku z widokiem na morze w Szkocji i jezdza na wycieczki.

2,875 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-07 10:30:54)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Nigdy nie podpiszę się pod zdaniem, że samotność to horror.
Chyba że zinterpretujemy samotność jako zupełny brak więzi z innymi, ale o to już się trzeba mocno postarać.
A bez związku mogę żyć, nie ma sprawy. I bardzo sobie chwalę, że mogę, bo daje mi to wolność. Będąc z kimś, czego oczywiście życzyłabym sobie, nie muszę się go trzymać kurczowo i rozpaczliwie, wybieram związek z własnej, nieprzymuszonej woli. I nie przeraża mnie ewentualność zakończenia tego związku. Oczywiście, że byłoby przykro, ale to nie koniec świata, jest jeszcze tyle innych pięknych spraw.

2,876

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

To jest prawda. Wszystkie te kolezanki wychodza zawsze, chodza na lekcje tanca, na zajecia ze sztuki, na proby spiewania, udzielaja sie charytatywnie, chodza na koncerty, do restauracji i tak dalej i tak dalej.
Teraz jak tak pomysle to one wszystkie sa w podobnym typie. Duzo, duzo sie smieja, duzo gadaja, wszystkie sa blondynkami, wszystkie sa troche przy sobie i wszystkie maja szalony styl. A to jedna  nosi martensy swiecace na obcasie, druga wianki z kwiatow na glowie.
No i adoratorow wcale nie brakuje i to nawet mlodszych od nich.
Ta z wiankami na glowie teraz od ostatnich trzech lat sobie znalazla takiego juz partnera co go chce na stale. Mieszkaja w domku z widokiem na morze w Szkocji i jezdza na wycieczki.

Tu  akurat zgoda, bo ma tak samo. Zawsze wychodże,  a to takie zajęcia,  a to siakie  a to kursy takie i takie i tak od lat. A już na pewno od  czasu jak się rozeszlismy.

2,877

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Nigdy nie podpiszę się pod zdaniem, że samotność to horror.
Chyba że zinterpretujemy samotność jako zupełny brak więzi z innymi, ale o to już się trzeba mocno postarać.
A bez związku mogę żyć, nie ma sprawy. I bardzo sobie chwalę, że mogę, bo daje mi to wolność. Będąc z kimś, czego oczywiście życzyłabym sobie, nie muszę się go trzymać kurczowo i rozpaczliwie, wybieram związek z własnej, nieprzymuszonej woli. I nie przeraża mnie ewentualność zakończenia tego związku. Oczywiście, że byłoby przykro, ale to nie koniec świata, jest jeszcze tyle innych pięknych spraw.

A dla mnie horror. Ty masz inaczej a ja mam inaczej.

2,878 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-07 11:01:37)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

A dla mnie horror. Ty masz inaczej a ja mam inaczej.

No, tak...
Było mi kiedyś źle samej, więc zrobiłam bardzo wiele, żeby przemeblować moją głowę, przewartościować to i owo. Żeby samej odpowiadać za swoje szczęście, a nie czekać, aż mi to "załatwi" jakiś facet.
Nie lubię i nie chcę być nieszczęśliwa, nie chcę cierpieć więcej niż to nieuniknione. Co innego oczywiście przejściowe emocje, cierpienie też jest potrzebne, bo czyni nas ludźmi, ale całokształtu swojego samopoczucia nigdy nie uzależnię od związkowej sytuacji.
"Horror" kojarzy mi się z wiecznym poczuciem nieszczęścia, żalem, depresją, czymś skrajnie negatywnym. O, nie, stanowcze veto!

2,879

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
rossanka napisał/a:

A dla mnie horror. Ty masz inaczej a ja mam inaczej.

No, tak...
Było mi kiedyś źle samej, więc zrobiłam bardzo wiele, żeby przemeblować moją głowę, przewartościować to i owo. Żeby samej odpowiadać za swoje szczęście, a nie czekać, aż mi to "załatwi" jakiś facet.
Nie lubię i nie chcę być nieszczęśliwa, nie chcę cierpieć więcej niż to nieuniknione. Co innego oczywiście przejściowe emocje, cierpienie też jest potrzebne, bo czyni nas ludźmi, ale całokształtu swojego samopoczucia nigdy nie uzależnię od związkowej sytuacji.
Horror kojarzy mi się z wiecznym poczuciem nieszczęścia, żalem, depresją. O, nie, stanowcze veto!

W takim razie po co ci wszyscy ludzie wchodzą w związki,  skoro tak dobrze jest być samemu?

2,880 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-07 10:55:51)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, zlituj się, to nie tak. Nikt się tu przed związkiem nie broni rękami i nogami. Sama cieszę się fajnymi chwilami z PP, ale nie demonizujmy singielstwa. Sama piszesz, że pomimo braku związku masz wiele radości - więc gdzie tu horror? Jaki horror???

2,881

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Rossanko, zlituj się, to nie tak. Nikt się tu przed związkiem nie broni rękami i nogami. Sama cieszę się fajnymi chwilami z PP, ale nie demonizujmy singielstwa. Sama piszesz, że pomimo braku związku masz wiele radości - więc gdzie tu horror? Jaki horror???

Bo za długo to trwa.
Poznasz kogoś,  ale teraz pobądź sama, zajmij się soba-słyszałam po rozstaniu o do wielu osób,  -zobaczysz jak sobie poukłądasz sprawy,  zapomnisz o ex, po zbierasz się,  to kogoś poznasz.
7 lat prawie i nikogo nie poznałam.  To się w końcu zdenerwowałam.

2,882 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-10-07 11:18:22)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
rossanka napisał/a:

A dla mnie horror. Ty masz inaczej a ja mam inaczej.

No, tak...
Było mi kiedyś źle samej, więc zrobiłam bardzo wiele, żeby przemeblować moją głowę, przewartościować to i owo. Żeby samej odpowiadać za swoje szczęście, a nie czekać, aż mi to "załatwi" jakiś facet.
Nie lubię i nie chcę być nieszczęśliwa, nie chcę cierpieć więcej niż to nieuniknione. Co innego oczywiście przejściowe emocje, cierpienie też jest potrzebne, bo czyni nas ludźmi, ale całokształtu swojego samopoczucia nigdy nie uzależnię od związkowej sytuacji.
"Horror" kojarzy mi się z wiecznym poczuciem nieszczęścia, żalem, depresją, czymś skrajnie negatywnym. O, nie, stanowcze veto!

Nie wiem, który fragment tej wypowiedzi byłby najlpeszy, ale chyba ten pasuje osobiście do mnie NAJBARDZIEJ: "Żeby samEMU odpowiadać za swoje szczęście, a nie czekać, aż mi to "załatwi" jakaś kobieta.
"Horror" kojarzy mi się z wiecznym poczuciem nieszczęścia, żalem, depresją, czymś skrajnie negatywnym - wisienka na torcie smile

Ekm, z tym bronieniem się rękami i nogami, to wydaje mi sie, że jestem już bardzo blisko tego stanu. A ludzie wchodzą w związki, bo na dłuższą metę nie potrafią być sami lub czują presję ze strony znajomych, otoczenia albo co najgorsze rodziny..

2,883 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-07 11:24:06)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Poznasz kogoś,  ale teraz pobądź sama, zajmij się soba-słyszałam po rozstaniu o do wielu osób,  -zobaczysz jak sobie poukłądasz sprawy,  zapomnisz o ex, po zbierasz się,  to kogoś poznasz.
7 lat prawie i nikogo nie poznałam.  To się w końcu zdenerwowałam.

Czasem można się zdenerwować - ludzka rzecz smile

Znajomość z PP, wyraźnie mi pokazuje, że życie pisze swoje scenariusze. To miał być facet do odstrzału, a tymczasem.. Nie obiecuję sobie związku aż po grób, zdaję sobie sprawę z zagrożeń, ale o dziwo, toczy się i źle mi nie jest. Odnajduję wartości, których bardzo brakowało mi w poprzednim związku.

2,884

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dlaczego jak ktoś napisze, że chciałby w końcu poznać kogoś,  to zaraz wciska mu się słowa,  że na pewno chce aby drugi człowiek uczynił go szczęśliwym i rozwiązał jego problemy. Nigdy tego nie zrozumiem.
Bo na pewno jak ktoś sobie szuka pary, to na pewno chce się na nim  uwiesic  , na pewno chce,  aby ktoś go uszczęśliwil i na pewno oczekuje,  że znikną  wtedy jego problemy.  To jest jakis kosmos.
Wokoło pełno par,  pełno małżeństw,  ludzie poznają się,  rozchodzą,  wchodzą w nowe związki i tak dalej, ale ty masz być sama bo na pewno szukasz kogoś,  kto ci uszczęśliwi. Tobie nie wolno chcieć. Bo na pewno tylko czekasz aby się na kimś uwiesic.

2,885

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Dlaczego jak ktoś napisze, że chciałby w końcu poznać kogoś,  to zaraz wciska mu się słowa,  że na pewno chce aby drugi człowiek uczynił go szczęśliwym i rozwiązał jego problemy. Nigdy tego nie zrozumiem.
Bo na pewno jak ktoś sobie szuka pary, to na pewno chce się na nim  uwiesic  , na pewno chce,  aby ktoś go uszczęśliwil i na pewno oczekuje,  że znikną  wtedy jego problemy.  To jest jakis kosmos.
Wokoło pełno par,  pełno małżeństw,  ludzie poznają się,  rozchodzą,  wchodzą w nowe związki i tak dalej, ale ty masz być sama bo na pewno szukasz kogoś,  kto ci uszczęśliwi. Tobie nie wolno chcieć. Bo na pewno tylko czekasz aby się na kimś uwiesic.

Tez prawda, ze czesto sie tak mowi.

2,886

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:

Dlaczego jak ktoś napisze, że chciałby w końcu poznać kogoś,  to zaraz wciska mu się słowa,  że na pewno chce aby drugi człowiek uczynił go szczęśliwym i rozwiązał jego problemy. Nigdy tego nie zrozumiem.
Bo na pewno jak ktoś sobie szuka pary, to na pewno chce się na nim  uwiesic  , na pewno chce,  aby ktoś go uszczęśliwil i na pewno oczekuje,  że znikną  wtedy jego problemy.  To jest jakis kosmos.
Wokoło pełno par,  pełno małżeństw,  ludzie poznają się,  rozchodzą,  wchodzą w nowe związki i tak dalej, ale ty masz być sama bo na pewno szukasz kogoś,  kto ci uszczęśliwi. Tobie nie wolno chcieć. Bo na pewno tylko czekasz aby się na kimś uwiesic.

Tez prawda, ze czesto sie tak mowi.

Przyznaje, miałam takie myślenie,  ale jak miałam 16 lat i może na początku lat 20.
Potem z tego wyrosłam.

2,887 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-07 11:39:47)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Myślę, że nie o to chodzi, że ktoś z kimś chce być, ale właśnie o to, jak przeżywa swoją samotność. Ten "horror" bardzo mnie poruszył. To trochę tak, jakby partner miał być kołem ratunkowym.

P.S. W jednej z książek M. Musierowicz przytacza się wypowiedzi Anthony'ego de Mello (którego bardzo cenię): "Jeśli pada deszcz, to kto to negatywnie przezywa? Ty czy deszcz?"

2,888

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Myślę, że nie o to chodzi, że ktoś z kimś chce być, ale właśnie o to, jak przeżywa swoją samotność. Ten "horror" bardzo mnie poruszył. To trochę tak, jakby partner miał być kołem ratunkowym.

Dlaczego  mi nie wolno?
Nawet tu aaa forum, ile było kobiet,  które cardzo źle znosiły samotnosc, nie miały poczucia wartości,  miały kompleksy. A kogoś znalazły i teraz są w udanych relacjach. Mogły być też super poukładane wewnetrznie i dosyć zadowolone z samotnego życia,  i też kogoś poznać.  Tu nie ma reguły,  że jak nauczysz się żyć sam, samotność bedziesz szczęśliwy pod względem nie bycia w związku,  to dopiero kogs poznasz.
Bzdura, poznają i osoby niepozbiersne, nieszczęśliwe,  chore, z problemami.
Nie musisz być super człowiekiem, super poukładanym i rpzwinietym aby się ktoś tobą zainteresował na poważnie.
To jest czyta ruletka.

2,889

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Bo za długo to trwa.
Poznasz kogoś,  ale teraz pobądź sama, zajmij się soba-słyszałam po rozstaniu o do wielu osób,  -zobaczysz jak sobie poukłądasz sprawy,  zapomnisz o ex, po zbierasz się,  to kogoś poznasz.
7 lat prawie i nikogo nie poznałam.  To się w końcu zdenerwowałam.

Chyba nikt tu nie zna odpowiedzi, dlaczego tak się u Ciebie ułożyło i co zrobić, żeby albo się w końcu zmieniło, albo chociaż przestało smucić... Masz rację, że takie "gadanie", żeby być szczęśliwą mimo wszystko i zająć się sobą, może w pewnym momencie zacząć frustrować. To może pomóc np. w momencie po rozstaniu, gdy "chwilowo" ktoś jest bez związku. Albo ktoś ma taki charakter, że jest mu łatwiej, a komuś drugiemu trudniej odnaleźć się w "singielskiej rzeczywistości". Nie czuj się winna, że Tobie jest akurat trudniej.

W moim przypadku nawet jeśli obiektywnie jestem szczęśliwa, to gdzieś tam w środku mimo wszystko czegoś brak. Przytulenia, pocałunku... I myślę, że nie ma sensu się tego wypierać i udawać, że jest ok i wcale mi tego wszystkiego nie potrzeba. I tu nie chodzi o to, żeby pokładać swoje szczęście w facecie, bo obie wiemy, że nie o to nam chodzi. To jest naturalna tęsknota i pragnienie większości ludzi na świecie. Z tego, co piszesz tu na forum, to myślę, że mamy podobnie. W sensie że nie "jojczymy" całymi dniami i nie pogrążamy się w "otchłani rozpaczy", bo jesteśmy same, tylko normalnie sobie żyjemy, doceniając to, co życie nam daje (a daje wiele dobra i piękna, i fantastycznych przeżyć), tylko gdzieś w głębi czujemy tą tęsknotę za kimś... I myślę, że to nic złego. Że można sobie czasem pozwolić na takie posmucenie się, nawet popłakanie, jeśli tego potrzebujemy. Nawet na żal do Nieba, skargę (jak we wczorajszym czytaniu z Księgi Habakuka)...

Nie wiem, dlaczego u Ciebie tak jest, ale bardzo mocno Ci życzę, żebyś spotkała Miłość smile

2,890

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

Bo za długo to trwa.
Poznasz kogoś,  ale teraz pobądź sama, zajmij się soba-słyszałam po rozstaniu o do wielu osób,  -zobaczysz jak sobie poukłądasz sprawy,  zapomnisz o ex, po zbierasz się,  to kogoś poznasz.
7 lat prawie i nikogo nie poznałam.  To się w końcu zdenerwowałam.

Chyba nikt tu nie zna odpowiedzi, dlaczego tak się u Ciebie ułożyło i co zrobić, żeby albo się w końcu zmieniło, albo chociaż przestało smucić... Masz rację, że takie "gadanie", żeby być szczęśliwą mimo wszystko i zająć się sobą, może w pewnym momencie zacząć frustrować. To może pomóc np. w momencie po rozstaniu, gdy "chwilowo" ktoś jest bez związku. Albo ktoś ma taki charakter, że jest mu łatwiej, a komuś drugiemu trudniej odnaleźć się w "singielskiej rzeczywistości". Nie czuj się winna, że Tobie jest akurat trudniej.

W moim przypadku nawet jeśli obiektywnie jestem szczęśliwa, to gdzieś tam w środku mimo wszystko czegoś brak. Przytulenia, pocałunku... I myślę, że nie ma sensu się tego wypierać i udawać, że jest ok i wcale mi tego wszystkiego nie potrzeba. I tu nie chodzi o to, żeby pokładać swoje szczęście w facecie, bo obie wiemy, że nie o to nam chodzi. To jest naturalna tęsknota i pragnienie większości ludzi na świecie. Z tego, co piszesz tu na forum, to myślę, że mamy podobnie. W sensie że nie "jojczymy" całymi dniami i nie pogrążamy się w "otchłani rozpaczy", bo jesteśmy same, tylko normalnie sobie żyjemy, doceniając to, co życie nam daje (a daje wiele dobra i piękna, i fantastycznych przeżyć), tylko gdzieś w głębi czujemy tą tęsknotę za kimś... I myślę, że to nic złego. Że można sobie czasem pozwolić na takie posmucenie się, nawet popłakanie, jeśli tego potrzebujemy. Nawet na żal do Nieba, skargę (jak we wczorajszym czytaniu z Księgi Habakuka)...

Nie wiem, dlaczego u Ciebie tak jest, ale bardzo mocno Ci życzę, żebyś spotkała Miłość smile

Właśnie coś w tym stylu.
Na codzień nie chodzę i nie rozpowiadam o tym w pracy, w sklepie, na kursie, czy nawet kolezankom.  Tylko tu na forum, internetowo.
Takie pragnienie - te nie uważam,  aby to było coś złego.
Jak piszesz, takie pocieszanie osób po rozstaniu jet jak najbardziej ok, w pierwszym okresie.  Lepiej pozbyć wtedy samemu, wyciszyć się,  albo zdobyć nowe umiejętności,  nowe hobby, a potem ma się ktoś pojawic. Koleżanka,  pamiętam mówiła,  rossanka, na razie nie szukaj, przeboleć,  znajdz sobie zajecie,  uspokoj się,  a facet sam się znajdzie,  nawet nie wiesz kiedy.
Ja jej wtedy mówiłam, że bo je się,  że jestem już stara, mam 36 lat, a chcialabym mieć swoją rodzinę jeszcze. Ona mi na to, że 36 lat to jeszcze mogę spokojnie zdążyć i mieć męża i 2 dzieci nawet. Bo mloda jestem.  To ja jejestem na to, że boję się,  że już nikogo nie spotkam,  a dzieci, mogę już nie zdążyć mieć,  nawet jakby partne chciał, że dla mnie może być za późno.
Pamiętam 1 szy rok, było ciężko,  bo wracałam myślami do ex, ale czas zrobił swoje. W międzyczasie bardzo się rozwinęłam,  nowe , stare znajomości,  jakieś kursy, wychodzenia z domu, latem wyjazdy. Potem tęsknota za ex faktycznie całkiem mi wywietrzala  z głowy,  pozostały kursy, które bardzo polubiłam,  uczyłam się coraz to nowych rzeczy,  sprawiały mi one przyjemność i sprawiają do teraz. Nie ma roku, abym czegoś nie robiła poza pracą.  Tu na forum tego nie pisze, bo nie o to chodzi, z resztą nie mam takiej potrzeby. Była też terapia dotyczyła nerwicy, ale i też innych obszarów mojego życia,  które jak się okazało nie do końca były poukładane.
Rok minął,  drugi, trzeci. Po czwartym czas przyspieszył i zrobiło się ich 6 z dobrym okładem.
Już nie mam pomysłu,  co dalej zrobić.

2,891

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

No, cóż... Wygląda na to, że jestem zatem w zdecydowanej mniejszości, tym ułamku i nie załapuję się do krzywej Gaussa.. smile

Moją intencją nie było nikomu nic wciskać ani sugerować. Niec chcę tez nikomu narzucać swojego spojrzenia na tę sprawę. Poprzednio wspomniałem jedynie, cytując fragment postu piegowatej, jak JA to odbieram i jakie mam zapatrywanie na kwestię samotności i singielstwa.
Chociaż z drugiej strony: właśnie dlatego nie wchodzę w związki, z uwagi na to, być może błędne, przekonanie, że bycie razem to pewne ograniczenia i wyrzeczenia czy poświęcenie siebie dla "dobra wspólnego." Poczucie braku własnego szczęścia i spełnienia bez związku wynika dla mnie stąd, zę choćby czytając tutaj posty na forum odnosi się takie właśnie wrażenie, co przekłada się na owo demonizowanie stanu "singielstwa".
W moim odczuciu czuję się dobrze z samym sobą smile Ot tyle smile

2,892

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

No, cóż... Wygląda na to, że jestem zatem w zdecydowanej mniejszości, tym ułamku i nie załapuję się do krzywej Gaussa.. smile

Moją intencją nie było nikomu nic wciskać ani sugerować. Niec chcę tez nikomu narzucać swojego spojrzenia na tę sprawę. Poprzednio wspomniałem jedynie, cytując fragment postu piegowatej, jak JA to odbieram i jakie mam zapatrywanie na kwestię samotności i singielstwa.
Chociaż z drugiej strony: właśnie dlatego nie wchodzę w związki, z uwagi na to, być może błędne, przekonanie, że bycie razem to pewne ograniczenia i wyrzeczenia czy poświęcenie siebie dla "dobra wspólnego." Poczucie braku własnego szczęścia i spełnienia bez związku wynika dla mnie stąd, zę choćby czytając tutaj posty na forum odnosi się takie właśnie wrażenie, co przekłada się na owo demonizowanie stanu "singielstwa".
W moim odczuciu czuję się dobrze z samym sobą smile Ot tyle smile

A pewnego dnia pojawi się Pani Bagienna  i polecisz  w 5 min po pierścionek.
Stara już się robię i dużo rzeczy widziałam.  Zatwqrdziqli kawalerowie  jak tylko pojawiła się odpowiednia pani, zmieniali stan cywilny.

2,893

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

No, cóż... Wygląda na to, że jestem zatem w zdecydowanej mniejszości, tym ułamku i nie załapuję się do krzywej Gaussa.. smile

Moją intencją nie było nikomu nic wciskać ani sugerować. Niec chcę tez nikomu narzucać swojego spojrzenia na tę sprawę. Poprzednio wspomniałem jedynie, cytując fragment postu piegowatej, jak JA to odbieram i jakie mam zapatrywanie na kwestię samotności i singielstwa.
Chociaż z drugiej strony: właśnie dlatego nie wchodzę w związki, z uwagi na to, być może błędne, przekonanie, że bycie razem to pewne ograniczenia i wyrzeczenia czy poświęcenie siebie dla "dobra wspólnego." Poczucie braku własnego szczęścia i spełnienia bez związku wynika dla mnie stąd, zę choćby czytając tutaj posty na forum odnosi się takie właśnie wrażenie, co przekłada się na owo demonizowanie stanu "singielstwa".
W moim odczuciu czuję się dobrze z samym sobą smile Ot tyle smile

A pewnego dnia pojawi się Pani Bagienna  i polecisz  w 5 min po pierścionek.
Stara już się robię i dużo rzeczy widziałam.  Zatwqrdziqli kawalerowie  jak tylko pojawiła się odpowiednia pani, zmieniali stan cywilny.

W rzeczy samej, tak to działa.

2,894

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Nie jest to scenariusz niemożliwy, ale mało prawdopodobny...Ale widzisz, choćby klękanie przed kimś na kolanach połączone z błagalnym wzrokiem wywołuje u mnie( przynajmniej obecnie) odczucie, którego wolałbym tutaj na forum nie opisywać...Ekmm..
Do tego dochodzi to "pojawianie". Nikt nie siedzi i nie czeka z założonymi rękami, tylko działa, jeśli czegoś bardzo pragnie..Jesli nie, pozostaje w miarę bierny.W objawienia dawno przestałem wierzyć smile

2,895

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

No, cóż... Wygląda na to, że jestem zatem w zdecydowanej mniejszości, tym ułamku i nie załapuję się do krzywej Gaussa.. smile

Moją intencją nie było nikomu nic wciskać ani sugerować. Niec chcę tez nikomu narzucać swojego spojrzenia na tę sprawę. Poprzednio wspomniałem jedynie, cytując fragment postu piegowatej, jak JA to odbieram i jakie mam zapatrywanie na kwestię samotności i singielstwa.
Chociaż z drugiej strony: właśnie dlatego nie wchodzę w związki, z uwagi na to, być może błędne, przekonanie, że bycie razem to pewne ograniczenia i wyrzeczenia czy poświęcenie siebie dla "dobra wspólnego." Poczucie braku własnego szczęścia i spełnienia bez związku wynika dla mnie stąd, zę choćby czytając tutaj posty na forum odnosi się takie właśnie wrażenie, co przekłada się na owo demonizowanie stanu "singielstwa".
W moim odczuciu czuję się dobrze z samym sobą smile Ot tyle smile

A pewnego dnia pojawi się Pani Bagienna  i polecisz  w 5 min po pierścionek.
Stara już się robię i dużo rzeczy widziałam.  Zatwqrdziqli kawalerowie  jak tylko pojawiła się odpowiednia pani, zmieniali stan cywilny.

W rzeczy samej, tak to działa.

Wiem, bo już nie raz to widziałam i w męskim i damskim wydaniu.

Po co ja jeszcze  pisze na tym forum?

2,896 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-10-07 13:04:11)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ja już jestem tak przyzwyczajona do bycia samą, że nawet sobie nie umiem wyobrazić, czy bym się odnalazła w związku z kimś big_smile
Mam współlokatora, który od kilku tygodni spotyka się z pewną dziewczyną i po prostu przepadł, nie ma go big_smile Ja nie wiem, co oni robią, spędzając ze sobą caaały swój wolny czas big_smile Może ktoś mnie oświeci, na czym polega randkowanie?

bagienni_k napisał/a:

Do tego dochodzi to "pojawianie". Nikt nie siedzi i nie czeka z założonymi rękami, tylko działa, jeśli czegoś bardzo pragnie..Jesli nie, pozostaje w miarę bierny.W objawienia dawno przestałem wierzyć

Z reguły ludzie poznają się przez przypadek. Nie wiem, na czym miałoby polegać to działanie. Wychodzenie gdzieś w celu poznania kogoś jest bez sensu (chyba że ktoś chce związku z byle kim, byle był) i może być frustrujące, gdy się nie uda. Natomiast chodzenie tam, gdzie się lubi i robienie tego, co się lubi, i przy okazji poznanie kogoś - to chyba tak to właśnie działa. I wg mnie to jest bierna postawa. Albo mój kolega poznał swoją żonę w pociągu. Nie sądzę, żeby jechał wtedy tym pociągiem po to, żeby znaleźć sobie dziewczynę wink A inny kolega poznał swoją żonę na Allegro - nie wysyłał sprzedawanej rzeczy pocztą, tylko zawiózł osobiście, bo to samo miasto było. Też nie sądzę, żeby wystawiał coś na aukcję w celu znalezienia żony big_smile
Wyobraziłam sobie tą teorię, że jak czegoś chcę, to działam - czyli wychodzę na ulicę i każdego napotkanego chłopaka pytam, czy stworzy ze mną związek ;p Jak się któryś zgodzi, to sprawa załatwiona ;p
Jak już Ci się spodoba konkretna dziewczyna, to wtedy rzeczywiście warto wdrożyć działanie, żeby ją lepiej poznać smile

Edit:
Piegowata, Bieszczady udane? Jak było? smile

2,897 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-07 13:25:42)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Umajona, jednak nie pojechalam, Nie mogłam się zdecydować, bo sporo pieniędzy wydałam w tym miesiącu na sprawy domowe. Ale i tak weekend był udany smile

P.S. Znam jeden związek, który narodził się u mnie w pracy (zresztą więcej się ich u nas narodziło). Ona strasznie się zakochała w nim i chyba z 11 lat wytrwale o niego walczyła. Była zawsze w kontakcie, zawsze gdzieś blisko, nie chciała nikogo innego. Bywała o włos od rezygnacji, ale los jej sprzyjał ; w końcu się pobrali. To a propos "latania" za partnerem. Ona zresztą "latała" bardzo stylowo, nie tracąc nic z klasy.

Scenariusze są przeróżne: bywają związki aranżowane, bywają zupełnie z przypadku, bywają "wychodzone". Myślę, że trzeba sobie i życiu dać na to przyzwolenie.
Ja się o tę moją obecną znajomość nie prosiłam zupełnie, wręcz uważałam, że od PP lepiej trzymać się z daleka. Teraz też jestem daleka od zachłystywania się, ale... kurczę, dobrze mi.

2,898

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Umajona, to, co opisałaś, to moim zdaniem nie jest bierna postawa. Bierna jest wtedy, gdy NIC się nie robi, by wyjść między ludzi, by ich poznawać i spotykać, a tylko i wyłącznie wyczekiwać.
Jednak jeżeli ktoś uprawia różne aktywności nie dla nich samych, a dla "upolowania" partnera, to serdecznie współczuję. To murowany przepis na rozpacz i frustrację.

2,899

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Może i sporo związków bierze się z przypadku. Nie wiem..
Ale mam wrażenie( nie tutaj na forum), że czasami niektórzy oczekują, ze im partner dosłownie spadnie z nieba. Wychodzenie w celu jako takie nie istnieje. Ja to właśnie widzę, jako wychodzenie na zewnątrz, ogólnie do ludzi, chodzenie tam gdzie się lubi i przy okazji poznawanie innych. Dla mnie to jest czynna postawa Bo jak inaczej ma się to robić? Jak ma wyglądać postawa bierna? Chyba na owym siedzeniu i czekaniu na mannę z nieba..

2,900

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

No, cóż... Wygląda na to, że jestem zatem w zdecydowanej mniejszości, tym ułamku i nie załapuję się do krzywej Gaussa.. smile

Moją intencją nie było nikomu nic wciskać ani sugerować. Niec chcę tez nikomu narzucać swojego spojrzenia na tę sprawę. Poprzednio wspomniałem jedynie, cytując fragment postu piegowatej, jak JA to odbieram i jakie mam zapatrywanie na kwestię samotności i singielstwa.
Chociaż z drugiej strony: właśnie dlatego nie wchodzę w związki, z uwagi na to, być może błędne, przekonanie, że bycie razem to pewne ograniczenia i wyrzeczenia czy poświęcenie siebie dla "dobra wspólnego." Poczucie braku własnego szczęścia i spełnienia bez związku wynika dla mnie stąd, zę choćby czytając tutaj posty na forum odnosi się takie właśnie wrażenie, co przekłada się na owo demonizowanie stanu "singielstwa".
W moim odczuciu czuję się dobrze z samym sobą smile Ot tyle smile

A pewnego dnia pojawi się Pani Bagienna  i polecisz  w 5 min po pierścionek.
Stara już się robię i dużo rzeczy widziałam.  Zatwqrdziqli kawalerowie  jak tylko pojawiła się odpowiednia pani, zmieniali stan cywilny.

O to to to Adam Wajrak też się schował w puszczy i co dopadło go i tam i tak smile

2,901 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-10-07 18:22:49)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Znam pobieżnie oboje i wiem, zę rzeczywiście się dobrali :-) Macie przykład, jak wspólna pasja łączy ludzi smile Nie każdy jednak jest Adamem i Nurią, więc warto pozostawić sobie i innym wolność wyboru. Na tym samym terenie działa zresztą dwóch starszych wiekiem ptasiarzy, którzy wybrali życie samotników...Oto, co jaka różnorodność smile

2,902 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-10-07 17:18:50)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Może i sporo związków bierze się z przypadku. Nie wiem..
Ale mam wrażenie( nie tutaj na forum), że czasami niektórzy oczekują, ze im partner dosłownie spadnie z nieba. Wychodzenie w celu jako takie nie istnieje. Ja to właśnie widzę, jako wychodzenie na zewnątrz, ogólnie do ludzi, chodzenie tam gdzie się lubi i przy okazji poznawanie innych. Dla mnie to jest czynna postawa Bo jak inaczej ma się to robić? Jak ma wyglądać postawa bierna? Chyba na owym siedzeniu i czekaniu na mannę z nieba..


Bardzo trafne.
Trzeba wychodzić tam, gdzie są ludzie, gdzie można spotkać nowych, ale nie jest za dobrze, gdy jedynym celem jest znalezienie partnera. To powinny być miejsca i aktywności, które nas interesują, wychodzi się tam, gdzie się lubi i nawet, jak nikogo przy tej okazji nie poznamy, to nie będzie to stracony.
Takie mam właśnie założenie.
Ciekawych rozmów w sieci też nie uważam za czas stracony, nawet jeśli bliższych znajomości z tego nie będzie.

2,903

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Bardzo trafne.
Trzeba wychodzić tam, gdzie są ludzie, gdzie można spotkać nowych, ale nie jest za dobrze, gdy jedynym celem jest znalezienie partnera. To powinny być miejsca i aktywności, które nas interesują, wychodzi się tam, gdzie się lubi i nawet, jak nikogo przy tej okazji nie poznamy, to nie będzie to stracony.

.

Hmm, tak właśnie robię od lat. Przcież nie zapisuję się na dane zajęcia "bo a może tam kogoś poznam", tylko mnie interesują te zajęcia.
Nigdy nikogo przez 7 lat nie poznałam. Tzn poznałam bardzo fajnych mężczyzn, ale żonatych, albo wolnych, ale za młodych dla mnie.

2,904

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Jeszcze jedno pytanie: za co można kochać drugą osobę, wymieńcie cechy fizyczne i cechy charakteru. Może być w punktach. Jakie wg Was partner/partnerka musi spełnić wymogi, aby zasłużyć sobie u Was na uczucie?

2,905 Ostatnio edytowany przez 12miecio12 (2019-10-07 18:03:57)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Jeszcze jedno pytanie: za co można kochać drugą osobę, wymieńcie cechy fizyczne i cechy charakteru. Może być w punktach. Jakie wg Was partner/partnerka musi spełnić wymogi, aby zasłużyć sobie u Was na uczucie?

Moim zdaniem nie ma czegos takiego jak uniwersalna lista cech dla wszystkich, kazdy ma swoje liste, bo kazdy z nas co innego ceni w partnerze, patrz na potencjalnego partnera I szukaj co u was jest wspolne, czy lubicie takie same kuchnie, muzyke, filmy, literature, bo to was polaczy w dalszym zyciu albo totalnie podzieli, jak nie znajdziecie wspolnych zainteresowan, co do cech fizycznych, cialo z wiekiem sie zmienia, ale to nie znaczy ze musimy sie koniecznie mocno zaniedbac, psychicznie, tez szukaj czehgo ty chcesz u partnera, I zorientuj sie co on moze lubic u partnerki
Z moich obserwacji mysle ze kotrasty czesto sie przyciagaja - na zasadzie mazgajowaty chlopak szuka dominujacej I podejmujacej sie parnerki, niedojda w kuchni szuka kogos kto zrobi posilki, itd itp

2,906

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
12miecio12 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Jeszcze jedno pytanie: za co można kochać drugą osobę, wymieńcie cechy fizyczne i cechy charakteru. Może być w punktach. Jakie wg Was partner/partnerka musi spełnić wymogi, aby zasłużyć sobie u Was na uczucie?

Moim zdaniem nie ma czegos takiego jak uniwersalna lista cech dla wszystkich, kazdy ma swoje liste, bo kazdy z nas co innego ceni w partnerze, patrz na potencjalnego partnera I szukaj co u was jest wspolne, czy lubicie takie same kuchnie, muzyke, filmy, literature, bo to was polaczy w dalszym zyciu albo totalnie podzieli, jak nie znajdziecie wspolnych zainteresowan, co do cech fizycznych, cialo z wiekiem sie zmienia, ale to nie znaczy ze musimy sie koniecznie mocno zaniedbac, psychicznie, tez szukaj czehgo ty chcesz u partnera, I zorientuj sie co on moze lubic u partnerki
Z moich obserwacji mysle ze kotrasty czesto sie przyciagaja - na zasadzie mazgajowaty chlopak szuka dominujacej I podejmujacej sie parnerki, niedojda w kuchni szuka kogos kto zrobi posilki, itd itp

Zgadza się, nie ma takiej listy cech. Elle88 napisała tutaj kiedyś, że zakochujemy się w tych osobach, przy których czujemy się najlepiej. U każdego powód tego "najlepiej" będzie inny.

2,907

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
12miecio12 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Jeszcze jedno pytanie: za co można kochać drugą osobę, wymieńcie cechy fizyczne i cechy charakteru. Może być w punktach. Jakie wg Was partner/partnerka musi spełnić wymogi, aby zasłużyć sobie u Was na uczucie?

Moim zdaniem nie ma czegos takiego jak uniwersalna lista cech dla wszystkich, kazdy ma swoje liste, bo kazdy z nas co innego ceni w partnerze, patrz na potencjalnego partnera I szukaj co u was jest wspolne, czy lubicie takie same kuchnie, muzyke, filmy, literature, bo to was polaczy w dalszym zyciu albo totalnie podzieli, jak nie znajdziecie wspolnych zainteresowan, co do cech fizycznych, cialo z wiekiem sie zmienia, ale to nie znaczy ze musimy sie koniecznie mocno zaniedbac, psychicznie, tez szukaj czehgo ty chcesz u partnera, I zorientuj sie co on moze lubic u partnerki
Z moich obserwacji mysle ze kotrasty czesto sie przyciagaja - na zasadzie mazgajowaty chlopak szuka dominujacej I podejmujacej sie parnerki, niedojda w kuchni szuka kogos kto zrobi posilki, itd itp

Przyciągają się może na chwilę, potem to pada, więcej ludzi szuka chyba podobieństw. Związki oparte na podobieństwach częściej zresztą się udają.

2,908 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-10-07 19:18:11)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Wiadomo, że nie może istnieć jakaś uniwersalna lista. Raczej pewne wspólne ramy, które każdy może inaczej rozpatrywać. Możemy tutaj wypisać pewne cechy według których staramy się dobierać.

Jeśli chodzi o mnie to nie ukrywam, że nawet wśród przyjaciól czy znajomych najlepiej człowiek dogaduje się z kimś, kto podziela wspólne pasje, realizuję się w podobnym zawodzie czy też zbliżony jest charakterologicznie i światopoglądowo. Wydaje mi się( choć mogę się mylić), że z czasem pozostałe potrzeby w innych aspektach wspólnej relacji byłyby zaspokojone smile Oczywiście każdy może teraz powiedzieć, że jeśli nie zaiskrzy  i nie będzie mi ktoś odpowiadał z wyglądu, to i tak odpuszczę...Wygląd ma to do siebie że przyciąga i jest pierwszym sygnałem który odbieramy. Jak się miało konto na potralu randkowym, to ciężko mi jest sobie przypomnieć kobiety, które mnie z wyglądu od razu odrzucały. Zawsze trzeba było otworzyć profil i spróbować ocenić CAŁOŚCIOWO. W realu sytuacja jest jeszcze bardziej złożona. Jednak nawet po przeglkądniećiu dobrych kilkuset profilów, liczba kobiet które nie odpowidały mi z wyglądu tak, żeby w ogóle się znimi nie umówić czy nie napisać, to może z 10 %. Tak jak kiedyś wspominałem w innym wątku, mam swoiste podejśćie do wyglądu, gdzie ciężko znaleźć coś co mnie definitywnie odrzuca. Dlatego staram sie znaleźć jakieś inne cechy, stanowiące potencjalną płaszczyznę porozumienia.

2,909

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Czyli te cechy, zależą od drugiej osoby. Np spotkam kogoś, kto woli blondynki - ufarbuje się na blond. Kogoś kto będzie fanem rocka - będę z nim chodziła na rockowe koncerty, albo fanem muzyki poważnej - będę z nim chodziła do filharmonii. Inny będzie wolał spokojne kobiety - będę musiała zachowywać się w sposób stonowany, a jeszcze inny bardziej wyluzowane - będę więc częściej zartowała i miała więcej luzu itp.
Tak myślałam, że nie podacie konkretnych cech, bo ludzie mają rózne gusta. Wychodzi więc na to, że  jak znam określone  cechy, które preferuje druga osoba, łatwiej jest więc wtedy wpasować w jej gust.

2,910

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dla mnie, najważniejszą cechą kobiety jest jej dobroć, opiekuńczość, czułość.  Nie wymagam od kobiety nadmiernej inteligencji, przebojowości i innych cech - facet musi czuć się kochany, i widzieć że partnerce na nim zależy, to wszystko.

2,911

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
emphatic25 napisał/a:

Dla mnie, najważniejszą cechą kobiety jest jej dobroć, opiekuńczość, czułość.  Nie wymagam od kobiety nadmiernej inteligencji, przebojowości i innych cech - facet musi czuć się kochany, i widzieć że partnerce na nim zależy, to wszystko.

To mam, ale to za mało.

2,912

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

P.S. Znam jeden związek, który narodził się u mnie w pracy (zresztą więcej się ich u nas narodziło). Ona strasznie się zakochała w nim i chyba z 11 lat wytrwale o niego walczyła. Była zawsze w kontakcie, zawsze gdzieś blisko, nie chciała nikogo innego. Bywała o włos od rezygnacji, ale los jej sprzyjał ; w końcu się pobrali. To a propos "latania" za partnerem. Ona zresztą "latała" bardzo stylowo, nie tracąc nic z klasy.

i.

Miałam taką sytuację w rodzinie, ona też zawsze była blisko, ponad 10 lat to trwało, czekała, kręciła się, trzymała kontakt. Po czym mężczyzna poznał inną, z którą za dwa lata byli już po ślubie i czekali na swoje pierwsze dziecko. Podobno tamta kobieta, która tak się kręciła i miała nadzieję, załamała się potem całkiem, nie wiem, jakie jej były dalsze losy.

2,913

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Można się przefarbować, można się starać polubić rocka czy inną muzykę. Tylko nic na siłę! Jak od razu nie złapię klimatu, to nie ma co się zbytnio poświęcać, żeby się zmuszać do polubienia czegoś, specjalnie dla drugiej strony. Wiem np., że nie polubię imprez masowych czy głośmnych klubów, dlatego nie szukałbym wśród takich kobiet, które uwielbiają przynajmniej raz na tydzień pobrylować w klubach. Po prostu nie ten target smile

2,914

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Można się przefarbować, można się starać polubić rocka czy inną muzykę. Tylko nic na siłę! Jak od razu nie złapię klimatu, to nie ma co się zbytnio poświęcać, żeby się zmuszać do polubienia czegoś, specjalnie dla drugiej strony. Wiem np., że nie polubię imprez masowych czy głośmnych klubów, dlatego nie szukałbym wśród takich kobiet, które uwielbiają przynajmniej raz na tydzień pobrylować w klubach. Po prostu nie ten target smile

Hm, to ja się w przeszłości zmieniałam na siłę. W sumie dzięki temu tak długo zdołałam utzrymać związek inaczej wcześniej byśmy się rozeszli, takie mam wrażenie po latach. Inna sprawa, ze to było trudne,
starałam się, zmieniałam, starałam się by lubić spędzać czas jak on itd, ale to było mu ciągle za mało.

2,915

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Czyli te cechy, zależą od drugiej osoby. Np spotkam kogoś, kto woli blondynki - ufarbuje się na blond. Kogoś kto będzie fanem rocka - będę z nim chodziła na rockowe koncerty, albo fanem muzyki poważnej - będę z nim chodziła do filharmonii. Inny będzie wolał spokojne kobiety - będę musiała zachowywać się w sposób stonowany, a jeszcze inny bardziej wyluzowane - będę więc częściej zartowała i miała więcej luzu itp.
Tak myślałam, że nie podacie konkretnych cech, bo ludzie mają rózne gusta. Wychodzi więc na to, że  jak znam określone  cechy, które preferuje druga osoba, łatwiej jest więc wtedy wpasować w jej gust.

Rossanko, ale Ty tutaj żartujesz, prawda? Powiedz, że to nie jest na serio...

2,916

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Można się przefarbować, można się starać polubić rocka czy inną muzykę. Tylko nic na siłę! Jak od razu nie złapię klimatu, to nie ma co się zbytnio poświęcać, żeby się zmuszać do polubienia czegoś, specjalnie dla drugiej strony. Wiem np., że nie polubię imprez masowych czy głośmnych klubów, dlatego nie szukałbym wśród takich kobiet, które uwielbiają przynajmniej raz na tydzień pobrylować w klubach. Po prostu nie ten target smile

Hm, to ja się w przeszłości zmieniałam na siłę. W sumie dzięki temu tak długo zdołałam utzrymać związek inaczej wcześniej byśmy się rozeszli, takie mam wrażenie po latach. Inna sprawa, ze to było trudne,
starałam się, zmieniałam, starałam się by lubić spędzać czas jak on itd, ale to było mu ciągle za mało.

Naprawdę tak chciałaś się do niego dostosowywać? Nie chciałaś, żeby kochał Ciebie taką, jaka jesteś...?

2,917

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

Czyli te cechy, zależą od drugiej osoby. Np spotkam kogoś, kto woli blondynki - ufarbuje się na blond. Kogoś kto będzie fanem rocka - będę z nim chodziła na rockowe koncerty, albo fanem muzyki poważnej - będę z nim chodziła do filharmonii. Inny będzie wolał spokojne kobiety - będę musiała zachowywać się w sposób stonowany, a jeszcze inny bardziej wyluzowane - będę więc częściej zartowała i miała więcej luzu itp.
Tak myślałam, że nie podacie konkretnych cech, bo ludzie mają rózne gusta. Wychodzi więc na to, że  jak znam określone  cechy, które preferuje druga osoba, łatwiej jest więc wtedy wpasować w jej gust.

Rossanko, ale Ty tutaj żartujesz, prawda? Powiedz, że to nie jest na serio...

Z włosami przesadziłam wink
Ale reszta, czemu nie, może tak trzeba? Druga osoba będzie zadowolona - będzie związek. Nie będzie zadowolona (będziesz się stawiać i robić po swojemu) - odejdzie.
Która wersja jest lepsza?

2,918

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Można się przefarbować, można się starać polubić rocka czy inną muzykę. Tylko nic na siłę! Jak od razu nie złapię klimatu, to nie ma co się zbytnio poświęcać, żeby się zmuszać do polubienia czegoś, specjalnie dla drugiej strony. Wiem np., że nie polubię imprez masowych czy głośmnych klubów, dlatego nie szukałbym wśród takich kobiet, które uwielbiają przynajmniej raz na tydzień pobrylować w klubach. Po prostu nie ten target smile

Hm, to ja się w przeszłości zmieniałam na siłę. W sumie dzięki temu tak długo zdołałam utzrymać związek inaczej wcześniej byśmy się rozeszli, takie mam wrażenie po latach. Inna sprawa, ze to było trudne,
starałam się, zmieniałam, starałam się by lubić spędzać czas jak on itd, ale to było mu ciągle za mało.

Naprawdę tak chciałaś się do niego dostosowywać? Nie chciałaś, żeby kochał Ciebie taką, jaka jesteś...?

Pewnie, że chciałam, ale taka jaką byłam to on mnie chyba nie bardzo kochał big_smile Ale jak byłam grzeczna, to związek trwał.

2,919 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-10-07 20:43:46)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Pewnie, że chciałam, ale taka jaką byłam to on mnie chyba nie bardzo kochał big_smile Ale jak byłam grzeczna, to związek trwał.

Brzmi strasznie smutno... Nie, to ja zdecydowanie wolałabym, żeby mi powiedział "bye!", niż żeby łaskawie ze mną był, jeśli będę grzeczna i taka, jak on sobie życzy... W sumie nawet podjęłam już taką decyzję względem pewnego faceta, którym byłam mocno zauroczona. Pod pewnymi względami mnie nie akceptował, a ja nie chciałam się w tych kwestiach zmieniać, bo przede wszystkim chcę być sobą i chcę, żeby taką właśnie mnie ktoś pokochał.

A tak w ogóle, to moim zdaniem wcale nie trzeba być klonem drugiej osoby. Super, jak się ma dużo wspólnych zainteresowań. Fajnie też, jeśli od czasu do czasu ktoś, kto nie lubi komedii romantycznych, pójdzie z dziewczyną do kina na komedię romantyczną. Ale uważam, że wcale nie trzeba wszędzie ze sobą chodzić i wszystkiego tego samego lubić. Kobieta może iść sama lub z koleżankami na zumbę, a mężczyzna sam lub z kolegami na mecz. Tak mi się wydaje. W każdym razie ja nie chciałabym być papużką nierozłączką i klonem faceta. A już na pewno nie wyobrażam sobie go ciągać ze sobą na ubraniowe zakupy big_smile

2,920

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:

A tak w ogóle, to moim zdaniem wcale nie trzeba być klonem drugiej osoby. Super, jak się ma dużo wspólnych zainteresowań. Fajnie też, jeśli od czasu do czasu ktoś, kto nie lubi komedii romantycznych, pójdzie z dziewczyną do kina na komedię romantyczną. Ale uważam, że wcale nie trzeba wszędzie ze sobą chodzić i wszystkiego tego samego lubić. Kobieta może iść sama lub z koleżankami na zumbę, a mężczyzna sam lub z kolegami na mecz. Tak mi się wydaje. W każdym razie ja nie chciałabym być papużką nierozłączką i klonem faceta ;p

Ale wiesz, ze to za mało? Możecie spędzać czas razem, ale możecie też wychodzić osobno, a drugiej stronie to też może być za mało.
Dlatego pytam, jakim trzeba być? Co jeszcze trzeba zrobić aby kogoś znaleźć?
Wygląd, charakter, poglądy, postępowanie, wiedza, nawyki itd to wszystko można zmienić , wypracować, ale co, jak to nic kompletnie nie daje? Jak bardzo trzeba się zmienić? Czy to wszystko po prostu kwestia szczęścia? Możesz być garbata, po 8 klasach, nie umieć gotować, być kłótliwa i zazdrosna - a to nie przeeszkadza, byś znalazła swoją "drugą połówkę", jak to się potocznie i skrótowo mówi.
To na czym te wszystkie związki, znajomości polegają?
I brzydcy i ładni są w związkach. I inteligentni i głupi. I zaściankowi i postępowi. Starzy , młodzi. Ekstrawertycy i introwertycy. Ludzie z miast i wsi.
I mądrzy i głupi bywają sami, tak samo starsi, młodsi, brzydsi i ci atrakcyjni itd.
Na czym to polega? Gdzie jest klucz?

2,921 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-10-07 20:51:20)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zmieniać się całkowicie dla partnera oczywiście nie ma najmneijszego sensu. W moim przypadku chodziło raczej o jakiś jeden wspólny mianownik, który łączy oboje. W przecietnej relacji, idzie się rzecz jasna częśto na ustępstwa, choćby zakupy czy inny rodzaj fiilmu smile Grunt, żeby zbyt często nie robić czegoś, wbrew sobie. W mojej branży jest mnóstwo par, która własnie ta branża połączyła, czy to w kwestii stricte zawodowej czy hobbystycznej. I natym opiera się niejako fundament związku. Akurat branża wiąże się tutaj ściśle z charakterem czy światopoglądem, ale znając niektóre osoby charakterologicznie się za bardzo nie różnią.

2,922

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Zmieniać się całkowicie dla partnera oczywiście nie ma najmneijszego sensu. W moim przypadku chodziło raczej o jakiś jeden wspólny mianownik, który łączy oboje. W przecietnej relacji, idzie się rzecz jasna częśto na ustępstwa, choćby zakupy czy inny rodzaj fiilmu. Grunt, żeby zbyt często nie robić czegoś, wbrew sobie. W mojej branży jest mnóstwo par, która własnie ta branża połączyła, czy to w kwestii stricte zawodowej czy hobbystycznej. I natym opiera się niejako fundament związku. Akurat branża wiąże się tutaj ściśle z charakterem czy światopoglądem, ale znając niektóre osoby charakterologicznie się za bardzo nie różnią.

Czyli na przykład nauczycielka i kierowca, albo pielęgniarka i programista, albo księgowa i nauczyciel - nie znajdą wspólnego jezyka i nie połaczy ich uczucie?
Dwóch pedagogów, albo dwóch urzędników połączy zaś uczucie? Nie sądzę.

2,923

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Ale wiesz, ze to za mało? Możecie spędzać czas razem, ale możecie też wychodzić osobno, a drugiej stronie to też może być za mało.
Dlatego pytam, jakim trzeba być? Co jeszcze trzeba zrobić aby kogoś znaleźć?
Wygląd, charakter, poglądy, postępowanie, wiedza, nawyki itd to wszystko można zmienić , wypracować, ale co, jak to nic kompletnie nie daje? Jak bardzo trzeba się zmienić? Czy to wszystko po prostu kwestia szczęścia? Możesz być garbata, po 8 klasach, nie umieć gotować, być kłótliwa i zazdrosna - a to nie przeeszkadza, byś znalazła swoją "drugą połówkę", jak to się potocznie i skrótowo mówi.
To na czym te wszystkie związki, znajomości polegają?
I brzydcy i ładni są w związkach. I inteligentni i głupi. I zaściankowi i postępowi. Starzy , młodzi. Ekstrawertycy i introwertycy. Ludzie z miast i wsi.
I mądrzy i głupi bywają sami, tak samo starsi, młodsi, brzydsi i ci atrakcyjni itd.
Na czym to polega? Gdzie jest klucz?

Trochę w tej wypowiedzi sama sobie przeczysz. Z jednej strony zauważasz, że "każdy rodzaj człowieka" znajduje sobie związek, a z drugiej strony twierdzisz, że trzeba się zmienić. Moim zdaniem nie trzeba się zmieniać. No chyba że zależy Ci na konkretnej osobie, która ma określoną listę cech kobiety, w której ewentualnie może się zakochać. Ale uważam, że nie o to chodzi w miłości. I takie zmienianie się, udawanie kogoś, kim się nie jest, na dłuższą metę nie zadziała. Nie wiem, co trzeba zrobić. Może po prostu nie spotkałaś jeszcze tego mężczyzny, który chce takiej właśnie kobiety, jaką Ty jesteś. Właśnie takiej, jak Ty... smile

2,924

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:

Trochę w tej wypowiedzi sama sobie przeczysz. Z jednej strony zauważasz, że "każdy rodzaj człowieka" znajduje sobie związek, a z drugiej strony twierdzisz, że trzeba się zmienić. Moim zdaniem nie trzeba się zmieniać. No chyba że zależy Ci na konkretnej osobie, która ma określoną listę cech kobiety, w której ewentualnie może się zakochać. Ale uważam, że nie o to chodzi w miłości. I takie zmienianie się, udawanie kogoś, kim się nie jest, na dłuższą metę nie zadziała. Nie wiem, co trzeba zrobić. Może po prostu nie spotkałaś jeszcze tego mężczyzny, który chce takiej właśnie kobiety, jaką Ty jesteś. Właśnie takiej, jak Ty... smile

Właśnie wypowiedź jest spójna. No bo zobacz, i te atrakcyjne i nieatrakcyjne i stare i młode itd osoby, są same albo są w związkach. To znaczy, że i ta osoba po 8klasach i po doktoracie i ta 25 latka i 45 latka, i gruba i chuda i introweetyczka i ekstrawertyczka - one mają coś, co sprawia, że kogoś w końcu poznają. I jest uczucie z wzajemnościa. Tylko co?
Miałam z tym zawsze problem, nie ważne, czy miałam 20 lat czy 40, czy byłam grubsza, czy chudsza. Czy byłam blondynką, czy miałam włosy jak noc. Czy miałam okresy , gdzi enie udzielałam się za bardzo towarzysko, czy przeciwnie, lgnęłam do ludzi. Czy byłam bardziej nieśmiała i wycofana, czy otwarta na znajomości.
To zupełnie nie miało znaczenia. Tak, jakbym nie miała tego "czegoś", ale czego?
Albo to pech.

2,925

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Właśnie wypowiedź jest spójna. No bo zobacz, i te atrakcyjne i nieatrakcyjne i stare i młode itd osoby, są same albo są w związkach. To znaczy, że i ta osoba po 8klasach i po doktoracie i ta 25 latka i 45 latka, i gruba i chuda i introweetyczka i ekstrawertyczka - one mają coś, co sprawia, że kogoś w końcu poznają. I jest uczucie z wzajemnościa. Tylko co?
Miałam z tym zawsze problem, nie ważne, czy miałam 20 lat czy 40, czy byłam grubsza, czy chudsza. Czy byłam blondynką, czy miałam włosy jak noc. Czy miałam okresy , gdzi enie udzielałam się za bardzo towarzysko, czy przeciwnie, lgnęłam do ludzi. Czy byłam bardziej nieśmiała i wycofana, czy otwarta na znajomości.
To zupełnie nie miało znaczenia. Tak, jakbym nie miała tego "czegoś", ale czego?
Albo to pech.

Masz "to coś", bo, jak kiedyś wspominałaś, albo zakochujesz się w kimś bez wzajemności, albo ktoś się w Tobie zakochuje bez wzajemności. Skoro się w Tobie zakochuje, albo przynajmniej zwraca na Ciebie uwagę/podobasz mu się, to znaczy, że masz "to coś" i podobasz się facetom smile O wielu pewnie nawet sobie nie zdajesz sprawy, bo tego nie ujawniają, na przykład mijani na ulicy czy w tramwaju, czy gdziekolwiek indziej wink
A dlaczego tak trudno o wzajemność uczuć/zainteresowania - tego nie wiem...

Posty [ 2,861 do 2,925 z 8,335 ]

Strony Poprzednia 1 … 43 44 45 46 47 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024