pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Strony Poprzednia 1 … 42 43 44 45 46 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,796 do 2,860 z 8,335 ]

2,796

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Znerx napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:
Znerx napisał/a:

I pewnie miałbyś teraz innego męża, życie byłoby inne, a ty "nie wyobrażałabyś sobie, że mogłabyś wziąć ślub z kimś innym niż z aktualnym".
Przecież to tylko racjonalizacja/czy jak to nazwać.

Do każdego "pasuje" dużo osób.

No, nie. Nie chodzi mi o to w sensie romantycznym. Wiec nie jest to racjonalizacja.

Nie jestem romantyczka i nie patrze w ten sposob na zwiazki.

Nie chodzi mi o romantyzm, raczej o "aktualne życie". Konsekwencje wyborów/ wpływ przypadku, które mogły być przecież całkiem inne. Starczyło np.: wybrać inną szkołę w dzieciństwie. BUM... całe życie byłoby kompletnie inne.
"Przeznaczenie"? "Bo ktoś musiał coś przeżyć żeby..."? - i to jest dla mnie racjonalizacja. Może jest jakieś lepsze słowo? I miałabyś dokładnie takie same przekonanie, że to alternatywne życie to "przeznaczenie"/"tak musiało być..."/"a męża poznałam jak wylał na mnie kawę i z oparzeniami 3 stopnia trafiłam do szpitala. A jakby nie wylał to bym go nie spotkała".

Wiesz, niektórym łatwiej wierzyć w przeznaczenie, bo gdy się widzi wszystkie zależności, okoliczności, determinanty, jeszcze błedy swoje i cudze, myśli o nieskończonej ilości kombinacji, które mogłyby zajść, gdyby ~coś tam  było po drodze inne, to zwariować można smile Wolą myśleć, że ich życiem coś ktoś kieruje lub że wszystko co się dzieje, jest potrzebne. Ludzi o pewnym typie hm? mechanizmów obronnych? to buduje, czy podtrzymuje jakoś.

Zobacz podobne tematy :

2,797

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Znerx napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:
Znerx napisał/a:

I pewnie miałbyś teraz innego męża, życie byłoby inne, a ty "nie wyobrażałabyś sobie, że mogłabyś wziąć ślub z kimś innym niż z aktualnym".
Przecież to tylko racjonalizacja/czy jak to nazwać.

Do każdego "pasuje" dużo osób.

No, nie. Nie chodzi mi o to w sensie romantycznym. Wiec nie jest to racjonalizacja.

Nie jestem romantyczka i nie patrze w ten sposob na zwiazki.

Nie chodzi mi o romantyzm, raczej o "aktualne życie". Konsekwencje wyborów/ wpływ przypadku, które mogły być przecież całkiem inne. Starczyło np.: wybrać inną szkołę w dzieciństwie. BUM... całe życie byłoby kompletnie inne.
"Przeznaczenie"? "Bo ktoś musiał coś przeżyć żeby..."? - i to jest dla mnie racjonalizacja. Może jest jakieś lepsze słowo? I miałabyś dokładnie takie same przekonanie, że to alternatywne życie to "przeznaczenie"/"tak musiało być..."/"a męża poznałam jak wylał na mnie kawę i z oparzeniami 3 stopnia trafiłam do szpitala. A jakby nie wylał to bym go nie spotkała".


Moim zdaniem nie ma czegos takiego jak calkiem alternatywne zycie. Podswiadomosc rzadzi ludzmi w wiekszosci wiec zawsze beda isc w strone tego samego tylko przy uzyciu innych metod. Wszystko jest tak jak ma byc. Nie wazne jak to nazwiemy. Jako czlowiek, ktory podswiadomie dąży do integracji (w znaczeniu o jakim mowil Jung) zawsze skonczylabym tak samo. Dlatego maz moj musial stanac na mojej drodze i przypadlismy sobie do gustu z tego powodu.

2,798

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Moim zdaniem nie ma czegos takiego jak calkiem alternatywne zycie. Podswiadomosc rzadzi ludzmi w wiekszosci wiec zawsze beda isc w strone tego samego tylko przy uzyciu innych metod. Wszystko jest tak jak ma byc. Nie wazne jak to nazwiemy. Jako czlowiek, ktory podswiadomie dąży do integracji (w znaczeniu o jakim mowil Jung) zawsze skonczylabym tak samo. Dlatego maz moj musial stanac na mojej drodze i przypadlismy sobie do gustu z tego powodu.

Być może coś w tym jest,  że wszystko jest takie, jak ma być.  Jeśli chodzi o moje relacje, to dosłownie każda,  ale to każda była tym samym schematem,  zwykle podobał się ktoś,  kto jak się okazało też ma oko, ale na inną albo okazywał się być zajęty.. Ostatnia, świeża znajomość,  postanowiłam trochę przełamać schemat i postępować inaczej niż zwykle. Spytacie jaki efekt? Ano taki jak zawsze, mężczyzna nie zainteresowany. Tak się wszystko dzieje, jakbym miała być Na zawsze sama. Co nie bardzo mi pasuje bo akurat nigdy nie chciałam takiego życia.  Rozumiem, że i tak bywa, ale pogodzić się z tym to się nie pogodze.

2,799 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-26 10:35:22)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Kurde, trudne to wszystko.
Jak rozwikłać ten mechanizm, który nam każe wchodzić w pewne sytuacje?
Słyszę często i czytam, że mężczyzn sobie wybieramy. No, dobrze, rozumiem i jak najbardziej popieram niewchodzenie w toksyczne historie (zbieram siły na poważną i trudną rozmowę z PP - jednak nie chcę w to brnąć). Ale dlaczego nie zakręci się koło mnie żaden, ale to żaden pozytywny??? Hmmm?
Po prostu po odrzuceniu chwastów nie zostaje nic, a raczej nikt.
Wierzę w porządnych facetów, ale żaden takowy jakoś nie wpadł na pomysł zainteresowania się mną.

2,800

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Kurde, trudne to wszystko.
Jak rozwikłać ten mechanizm, który nam każe wchodzić w pewne sytuacje?
Słyszę często i czytam, że mężczyzn sobie wybieramy. No, dobrze, rozumiem i jak najbardziej popieram niewchodzenie w toksyczne historie (zbieram siły na poważną i trudną rozmowę z PP - jednak nie chcę w to brnąć). Ale dlaczego nie zakręci się koło mnie żaden, ale to żaden pozytywny??? Hmmm?
Po prostu po odrzuceniu chwastów nie zostaje nic, a raczej nikt.
Wierzę w porządnych facetów, ale żaden takowy jakoś nie wpadł na pomysł zainteresowania się mną.


Piegowata, zastanawiam się, czy nie jest to kwestia niepewności, bo pewność siebie i niepewność to coś, co emanuje na zewnątrz, osoby które wydają się być niepewne, wycofane (wiem, że z rónych powodów, ale to może się kojarzyć z brakiem asertywności, jakąś słabością) - mogą przyciągać dziwne typy, ponieważ wydają się podatne, na hm, manipulacje? Ponieważ wydają się bardziej tolerancyjne niż są? Ponieważ ich zachowanie sugeruje niską samoocenę, a wtedy każda pokraka przeciwnej płci widzi dla siebie szansę? smile

2,801

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Po prostu po odrzuceniu chwastów nie zostaje nic, a raczej nikt.
Wierzę w porządnych facetów, ale żaden takowy jakoś nie wpadł na pomysł zainteresowania się mną.

Historia wszystkich moich relacji z mężczyznami w raptem dwóch zdaniach! big_smile

Czasem pocieszam się w ten sposób, że przynajmniej miałam na tyle szeroko otwarte oczy, że nie weszłam w żaden toksyczny związek, w którym byłabym źle traktowana, czy byłabym tymczasową zapchajdziurą, dopóki nie pojawi się lepsza kandydatka. Próbuję znaleźć w tym jakiś pozytyw, że widocznie jeszcze aż tak zdesperowana nie jestem i potrafię szybko dostrzec niepokojące sygnały alarmowe i stawić im czoło, że nie wypieram tego jak niektóre kobiety i nie udaję, że nic nie widzę, tylko mam w sobie jeszcze te resztki siły, by odejść i nie pakować się w relację z braku laku. Ale nie wiem jak długo to potrwa, bo czuję się coraz gorzej i niestety coraz częściej pojawiają mi się w głowie myśli, że może po prostu nie zasługuję na fajnego i porządnego faceta, który będzie mnie kochał i traktował poważnie i z szacunkiem. Może nie jestem wystarczająco dobra i warta kochania i czas się z tym pogodzić i wybrać jeden z dwóch wariantów: wieczną samotność lub wchodzenie w płytkie związki, w których facet i tak się ze mną nie zaangażuje, bo nie jestem tego warta. Może to jedyne wyjście dla niektórych osób - przymykanie oczu na krętactwa i zdrady, bo lepszego faceta i tak nie poznają. Sama już nie wiem. Godność mi póki co na takie udawanie ślepej idiotki nie pozwala, ale być może to też kwestia czasu, aż zejdę na ziemię z marzeniami o pięknym, uczciwym związku.

2,802 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-26 12:53:14)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Marto, ja decyzję podjęłam już dawno: będę sama, jeśli nie spotkam kogoś, kogo naprawdę chcę. Ale widzisz, pojawia się ktoś, kto cieplej się uśmiechnie, przytuli, nie daj Boże, jakiś tam urok osobisty pokaże - i głupieje człowiek. Nie do końca, ale jednak głupieje. Mimo że mam tę siłę by żyć w pojedynkę.
I tak się zastanawiam, co to do licha jest, że takie a nie inne zbiegi okoliczności mi się przydarzają.

Byłam w jednym powaznym związku, dwa lata temu przeżyłam krótki epizod z Meczowym, teraz PP.
Zastanawiam się, co łączy te trzy historie. Jedno na pewno: mój brak pewności co do własnych odczuć i granie na zwłokę, potrzeba przekonania się, czy na pewno czuję to, co czuję, czy się nie mylę.

Ale jakie "czary" sprawiają, że nie pojawi się nikt normalny, tylko same cudaki??? Jak to możliwe spotykać wciąż cudaków, skoro przecież ludzie są tak różni? Skoro przecież wcale "złych chłopców" nie chcę i nie szukam?

2,803

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Marto, ja decyzję podjęłam już dawno: będę sama, jeśli nie spotkam kogoś, kogo naprawdę chcę. Ale widzisz, pojawia się ktoś, kto cieplej się uśmiechnie, przytuli, nie daj Boże, jakiś tam urok osobisty pokaże - i głupieje człowiek. Nie do końca, ale jednak głupieje. Mimo że mam tę siłę by żyć w pojedynkę.
I tak się zastanawiam, co to do licha jest, że takie a nie inne zbiegi okoliczności mi się przydarzają.

Byłam w jednym powaznym związku, dwa lata temu przeżyłam krótki epizod z Meczowym, teraz PP.
Zastanawiam się, co łączy te trzy historie. Jedno na pewno: mój brak pewności co do własnych odczuć i granie na zwłokę, potrzeba przekonania się, czy na pewno czuję to, co czuję, czy się nie mylę.

Ale jakie "czary" sprawiają, że nie pojawi się nikt normalny, tylko same cudaki??? Jak to możliwe spotykać wciąż cudaków, skoro przecież ludzie są tak różni? Skoro przecież wcale "złych chłopców" nie chcę i nie szukam?

Ale może oni wychwytują Ciebie - bo podświadomie lub świadomie czują w Tobie cechy, które dla cudaków mogą być szansą. To nie musi być prawda, ale mamy pewne schematy odbioru zachowania innych osób. Cudak się nauczył, że X razy sygnał A oznaczał istnienie zjawiska B, które jest dla niego korzystne, nie ma w tym nic skomplikowanego.

2,804

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Marto, ja decyzję podjęłam już dawno: będę sama, jeśli nie spotkam kogoś, kogo naprawdę chcę. Ale widzisz, pojawia się ktoś, kto cieplej się uśmiechnie, przytuli, nie daj Boże, jakiś tam urok osobisty pokaże - i głupieje człowiek. Nie do końca, ale jednak głupieje. Mimo że mam tę siłę by żyć w pojedynkę.
I tak się zastanawiam, co to do licha jest, że takie a nie inne zbiegi okoliczności mi się przydarzają.

Byłam w jednym powaznym związku, dwa lata temu przeżyłam krótki epizod z Meczowym, teraz PP.
Zastanawiam się, co łączy te trzy historie. Jedno na pewno: mój brak pewności co do własnych odczuć i granie na zwłokę, potrzeba przekonania się, czy na pewno czuję to, co czuję, czy się nie mylę.

Ale jakie "czary" sprawiają, że nie pojawi się nikt normalny, tylko same cudaki??? Jak to możliwe spotykać wciąż cudaków, skoro przecież ludzie są tak różni? Skoro przecież wcale "złych chłopców" nie chcę i nie szukam?

Pół biedy nie spotkać faceta, którego się chce, bo wtedy człowiek nie jest nikim zauroczony, więc to aż tak nie boli big_smile
Gorzej jeśli się takowego spotka, a to on nie chce. Albo jeszcze gorzej - gdy udaje zainteresowanego czymś poważniejszym, a szybko wychodzi szydło z wora, że było się tylko czasoumilaczem lub kołem ratunkowym numer 5. Dla mnie to jest najgorsze, gdy facet wyczuje zauroczenie u kobiety, więc czemu by jej trochę nie pobajerować i nie spróbować wykorzystać, może łatwo pójdzie. I choć nigdy nie zdarzyło mi się pójść z kimś takim do łóżka (bo do seksu potrzebuję uczucia i zaangażowania, bycia w związku), to i tak kilka razy cierpiałam, gdy dotarło do mnie, że byłam tylko plasterkiem po byłej, zapychaczem czasu czy "ewentualną panną na numerek, jeśli się uda".

Takie sytuacje bardzo niszczą samoocenę, gdy zawsze jest się niewystarczającą i nie wartą zaangażowania. Nie czuję się już fajną kobietą, bo faceci na każdym kroku mi udowadniają, że nic dla nich nie znaczę.

2,805

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Takie sytuacje bardzo niszczą samoocenę, gdy zawsze jest się niewystarczającą i nie wartą zaangażowania. Nie czuję się już fajną kobietą, bo faceci na każdym kroku mi udowadniają, że nic dla nich nie znaczę.

Tak, znam to. Niestety to bardzo częste zjawisko. Musisz odnaleźć sens z życiu samej ze sobą, minimalizować wpływ otoczenia które rani i ocenia.
Wiem, że to niełatwe bo sam z tym walczę. Niestety - życie uczy, że bez kochania siebie nie da się stworzyć nic trwałego.

2,806 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-26 16:20:32)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Tu nawet nie chodzi o kochanie samego siebie, ale ogólnie o AKCEPTACJĘ samego siebie, akceptację faktu, że można żyć samemu, bo człowiek NIC nie traci ze swojej wartośći, będąc singlem, w stosunku do tego, kto akurat jest w związku.

2,807

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
marta929292 napisał/a:

Czasem pocieszam się w ten sposób, że przynajmniej miałam na tyle szeroko otwarte oczy, że nie weszłam w żaden toksyczny związek, w którym byłabym źle traktowana, czy byłabym tymczasową zapchajdziurą, dopóki nie pojawi się lepsza kandydatka. Próbuję znaleźć w tym jakiś pozytyw, że widocznie jeszcze aż tak zdesperowana nie jestem i potrafię szybko dostrzec niepokojące sygnały alarmowe i stawić im czoło, że nie wypieram tego jak niektóre kobiety i nie udaję, że nic nie widzę, tylko mam w sobie jeszcze te resztki siły, by odejść i nie pakować się w relację z braku laku. Ale nie wiem jak długo to potrwa, bo czuję się coraz gorzej i niestety coraz częściej pojawiają mi się w głowie myśli, że może po prostu nie zasługuję na fajnego i porządnego faceta, który będzie mnie kochał i traktował poważnie i z szacunkiem. Może nie jestem wystarczająco dobra i warta kochania i czas się z tym pogodzić i wybrać jeden z dwóch wariantów: wieczną samotność lub wchodzenie w płytkie związki, w których facet i tak się ze mną nie zaangażuje, bo nie jestem tego warta. Może to jedyne wyjście dla niektórych osób - przymykanie oczu na krętactwa i zdrady, bo lepszego faceta i tak nie poznają. Sama już nie wiem. Godność mi póki co na takie udawanie ślepej idiotki nie pozwala, ale być może to też kwestia czasu, aż zejdę na ziemię z marzeniami o pięknym, uczciwym związku.

No i  o to chodzi. Coś takiego chodziło mi po głowie.
Dlatego swego czasu był okres, że umawiałam się z każdym, który był zainteresowany, bo ktoś wreszcie chciał sie ze mną umówić. Nic a nic mężczyźni ci nie podobali mi się fizycznie, a także męczyłam się psychicznie przebywając z nimi. Nigdy więcej. Odmawiałam tylko żonatym oraz żulom spod sklepu z alkoholami big_smile To było przyznaję żałosne. Oczywiście nic z tego nie wychodziło, bo z biegiem czasu czułam tylko coraz większą niechęć. Z kolei mężczyźni, którzy mi się i podobali i w których towarzystwie dobrze się czułam - okazywali się od dawna zajęci, al;bo, jeśli jakimś cudem wolnie, zupełnie nie zainteresowani mną jako kobietą - tylko jako koleżanką do rozmów, zwierzania i tyle.

2,808

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Tu nawet nie chodzi o kochanie samego siebie, ale ogólnie o AKCEPTACJĘ samego siebie, akceptację faktu, że można żyć samemu, bo człowiek NIC nie traci ze swojej wartośći, będąc singlem, w stosunku do tego, kto akurat jest w związku.

To też nie jest prawdą. Wierz lub nie, ale lubiłam siebie i nie miałam problemów z trzymaniem się swoich wartości i przekonań, nawet w wieku nastoletnim, gdzie jednak "bycie sobą" jest o wiele trudniejsze, bo bardziej pragnie się akceptacji, boi się wykluczenia, itd. Ja się nie bałam i nie robiłam nic wbrew sobie, wręcz lubiłam swoją inność, czułam się bardziej dojrzała i odpowiedzialna od swoich rówieśników i takie zresztą komunikaty często dostawałam od różnych starszych osób (np nauczycieli, sąsiadów). Nie byłam typem buntownika, nie piłam, nie paliłam, nie było ze mną żadnych problemów, lubiłam się uczyć i czytać. Jak się łatwo domyślić - już wtedy byłam przez to trochę na uboczu, nie byłam popularna. Ale wąskie grono bliskich ludzi wokół siebie miałam i to mi wystarczało. Wówczas to były takie głębsze relacje, mogłam być sobą, czułam się dobrze. Ale mężczyzn jakoś nie przyciągałam, nie licząc takich, którzy chcieli się zabawić i zależało im głównie na seksie. Jakieś tam związki były na przełomie gimnazjum i początku technikum, ale takie bardzo krótkie i się rozpadało, bo znaleźli sobie bardziej przebojowe dziewczyny. Ale paradoksalnie, jak już wspominałam, lubiłam siebie i nie szukałam na siłę ani faceta, ani aprobaty. I też bezskutecznie jak widać.
Dopiero gdzieś od 2 lat zaczęłam się czuć coraz gorzej, bo zostałam całkiem sama, 0 znajomych, nawet płytkich. Z messengera już chyba kilka miesięcy nie korzystałam, nawet nie mam do kogo wirtualnie napisać, do mnie też już nikt nie pisze big_smile dlatego to całe "pokochaj siebie, a kogoś znajdziesz" to jedna wielka bujda! big_smile bo 25 lat robiłam swoje, nie szukałam, byłam zdania, że odpowiednia osoba się znajdzie w taki naturalny sposób, ale dotarło do mnie, że nic z tego, więc zaczęłam trochę bardziej szukać (przez portale), ale też dno, bo ciągle widzę tylko facetów "lepkie ręce" lub mega zdesperowanych i dziwnych (zwykle dużo starsi i z problemami).

Ciężko być szczęśliwym, gdy jest się aż tak samotnym. Pod każdym względem, nawet koleżeńskim. I dobija mnie, że lata lecą i nic się nie zmienia, wręcz jest coraz trudniej żeby w ogóle jakiegokolwiek nowego człowieka poznać, też nie mam gdzie.

Rossanka - ja na aż takim etapie jeszcze nie jestem, aczkolwiek przez badoo też spotkałam się z facetem, z którym np jeszcze 3 lata temu bym się na pewno nie spotkała i nie chciałoby mi się z nim pisać nawet (robił straszne byki ortograficzne, co mnie zawsze odrzuca). Zrobiłam wyjątek, bo wydawał się być takim ciepłym człowiekiem, uznałam, że może na żywo pójdzie nam lepiej rozmowa, ale nic z tego, kompletnie nie mój typ (zarówno fizycznie jak i charakterologicznie, dopiero na żywo wyszła np jego ogromna autorytarność i kilka nieciekawych rzeczy z przeszłości).

A co sądzicie o inicjatywie z kobiecej strony w stosunku do nieznajomego mężczyzny, którego się kojarzy co najwyżej z widzenia? Bo w niedzielę coś mi się przydarzyło na spacerze i trochę sobie pluję w brodę z jednej strony, że mogłam spróbować coś zadziałać, a z drugiej przekonania mi mówią, że kobieta nie powinna przesadnie nadskakiwać i że gdyby facet chciał, to by konkretniej zadziałał i zrobił ruch.

2,809 Ostatnio edytowany przez rossanka (2019-09-26 18:10:58)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
marta929292 napisał/a:

To też nie jest prawdą. Wierz lub nie, ale lubiłam siebie i nie miałam problemów z trzymaniem się swoich wartości i przekonań, nawet w wieku nastoletnim, gdzie jednak "bycie sobą" jest o wiele trudniejsze, bo bardziej pragnie się akceptacji, boi się wykluczenia, itd. Ja się nie bałam i nie robiłam nic wbrew sobie, wręcz lubiłam swoją inność, czułam się bardziej dojrzała i odpowiedzialna od swoich rówieśników i takie zresztą komunikaty często dostawałam od różnych starszych osób (np nauczycieli, sąsiadów). Nie byłam typem buntownika, nie piłam, nie paliłam, nie było ze mną żadnych problemów, lubiłam się uczyć i czytać. Jak się łatwo domyślić - już wtedy byłam przez to trochę na uboczu, nie byłam popularna.\

Dopiero gdzieś od 2 lat zaczęłam się czuć coraz gorzej, bo zostałam całkiem sama, 0 znajomych, nawet płytkich. Z messengera już chyba kilka miesięcy nie korzystałam, nawet nie mam do kogo wirtualnie napisać, do mnie też już nikt nie pisze big_smile dlatego to całe "pokochaj siebie, a kogoś znajdziesz" to jedna wielka bujda! big_smile bo 25 lat robiłam swoje, nie szukałam, byłam zdania, że odpowiednia osoba się znajdzie w taki naturalny sposób, ale dotarło do mnie, że nic z tego, więc zaczęłam trochę bardziej szukać (przez portale), ale też dno, bo ciągle widzę tylko facetów "lepkie ręce" lub mega zdesperowanych i dziwnych (zwykle dużo starsi i z problemami)
Ciężko być szczęśliwym, gdy jest się aż tak samotnym. Pod każdym względem, nawet koleżeńskim. I dobija mnie, że lata lecą i nic się nie zmienia, wręcz jest coraz trudniej żeby w ogóle jakiegokolwiek nowego człowieka poznać, też nie mam gdzie.

Rossanka - ja na aż takim etapie jeszcze nie jestem, aczkolwiek przez badoo też spotkałam się z facetem, z którym np jeszcze 3 lata temu bym się na pewno nie spotkała i nie chciałoby mi się z nim pisać nawet (robił straszne byki ortograficzne, co mnie zawsze odrzuca). Zrobiłam wyjątek, bo wydawał się być takim ciepłym człowiekiem, uznałam, że może na żywo pójdzie nam lepiej rozmowa, ale nic z tego, kompletnie nie mój typ (zarówno fizycznie jak i charakterologicznie, dopiero na żywo wyszła np jego ogromna autorytarność i kilka nieciekawych rzeczy z przeszłości).

A co sądzicie o inicjatywie z kobiecej strony w stosunku do nieznajomego mężczyzny, którego się kojarzy co najwyżej z widzenia? Bo w niedzielę coś mi się przydarzyło na spacerze i trochę sobie pluję w brodę z jednej strony, że mogłam spróbować coś zadziałać, a z drugiej przekonania mi mówią, że kobieta nie powinna przesadnie nadskakiwać i że gdyby facet chciał, to by konkretniej zadziałał i zrobił ruch.

Czytając Twój wpis - w niektórych punktach przypominasz mnie. W liceum, a potem na studiach, też byłam raczej poważna, nie stosowałam używek ( no może jakieś jedno piwo w pubie studenckim w czasie spotkań ze znajomymi), ale ani nie piłam, ani nie przeklinałam, ani nie byłam typem latawca, byłam raczej spokojna, poważna, ale jednoczesnie nie byłam typem odludka, co to tylko siedzi z nosem w książkach i miałam swoje grono znajomych.  Tu podobieństwa się kończą, bo zawsze miałam parcie na związek i koniecznie chciałam z kimś być (nie ważne czy miałam 16 lat czy 25). Największy "zjazd " miałam - pamiętam dokładnie - w wieku 21 lat, często płakałam, że nikt mnie nie chce, nikogo sobie nie znajdę, to niemożliwe, żeby tak gruba, głupia i nudna dziewczyna miała chłopaka - tak wtedy myślałam.
Koleżanki były samotne, ale zaraz sobie kogoś znajdowały, co jakiś czas kolejnych partnerów, na krócej lub na parę lat. Ja byłam sama i bałam się, że tak będzie na wieki. Jednocześnie miałam nadzieję i małe przekonanie, że jeśli nie do 25 roku życia, to do 30 na pewno kogoś sobie znajdę. Może nawet się pobierzemy, a może i będą dzieci w przyszłości.
Ty nie byłaś na tyle zdesperowana, aby spotykać się z facetami, którzy Ci kompletnie nie odpowiadają. Mówi się, że kobiety z biegiem czasu stają się coraz mniej wybredne i biorą już kogokolwiek aby nie zostać samymi.
Ja nie byłam wybredna już w wieku 19 lat. Pierwszy chłopak (niedoszły), podobał mi się nawet fizycznie, nawet zabawny był w towarzystwie, nawet można z nim było pogadać ale jakoś nie umiałam się do niego przekonać, ponadto miał jedną cechę , która mnie od niego odrzucała (zadatki na przemocowca). Trochę się z nim pospotykałam, koleżanki mówił - fajny, podobasz mu się, spróbuj, ale mnie coś od niego odpychało (i słusznie jak się okazało, bo weszłabym w związek z damskim bokserem). Z resztą on charakterologicznie nie był moim typem. Zawsze mi się podobali spokojni, zrównoważeni, ciepli i inteligentni mężczyźni, z którymi dobrze mi się rozmawiało. O podobnych poglądach i wiedzący czego chcą od życia ( nie nie tylko gdzie tu się napić, gdzie poimprezować i za ile zabalować, tudzież kogo przelecieć). Niestety co takich spotykałam przez kolejne lata - okazywali się być od dawna zajęci, a jeśli jakimś cudem byli wolni - zupełnie mną nie zainteresowani. Co wychodziło po czasie - ja chyba zwykła uprzejmość brałam za zainteresowanie.
I tak lata między 20-30 rokiem życia upłynęły mi na leczeniu się z niespełnionych uczuć, albo na spotykaniu się z mężczyznami, którzy od początku nic a nic mi nie pasowali, żle się czułam przy nich, ale miałam nadzieję, ze rozwinie się ta znajomość, a uczucie przyjdzie z czasem, bo nie mam co wybrzydzać(myślałam - żadna ze mnie misska, a mam już te 27 lat i stara baba ze mnie)  a facet chce się ze mną spotkać (wtedy uważałam, że to już bardzo dużo), a poza tym jest wolny - kolejny plus  i nie pali, nie pije, nie jest kryminalistą, pracuje - mi to wystarczyło do spotkania.
A potem to stuknęła mi 30 ka. Głupia byłam, myślałąm wtedy, ze to już starość i nic dobrego jesli chodzi o związki już mnie nie czeka. I umrę jako stara panna, poza tym samotność nadal dawała mi się we znaki (samotność związkowa, bo sama ze sobą nigdy się jakoś nie nudziłam, lubiłam swoje towarzystwo.
Ale los bywa dziwny i w momencie moze się odmienić. Niedługo po przekroczeniu 30ki spotkałam w końcu kogoś i to był mój pierwszy poważny związek mimo zaawansowanego wieku, przekroczonej 30ki). Pami ętam co sobie wtedy myślałam " późno Go spotkałam, ale nie żałuję, warto było czekać te wszystkie lata, bo to jest to". A jeszcze później znów byłam sama i jakiś czas po rozstaniu ntrafiłam tu na to forum.
I to jest cała historia.


Pytasz o mężczyznę, którego spotkałaś w niedzielę, o jakie zadziałanie Ci chodzi? O zagadanie do nieznajomego? Moim zdaniem możesz to zrobić. To jeszcze nic nie znaczy, tzn możesz go sama zaczepić.
Czasami tak robię, rzadko bo rzadko, ale jednak. Ogólnie dużo spaceruję, bywam między ludzmi i nie mam problemu z nawiązywaniem kontaktów. Tylko panowie są albo zajęci, albo nie reagują (może im się nie podobam). Albo noszę smieszny kapelusz tongue Niee, kapelusza nie noszę wink

Z tym pokochaj siebie a kogoś znajdziesz - nie wiem, czy to prawda. Znałam koleżanki zagubione, niepewne, z kompleksami - a jakoś tych swoich partnerów poznały. Znałam też przebojowe, zadziorne i niedające sobie w kaszę dmuchać - z tej grupy też poznajdywały. To jest chyba rzeczywiście ruletka.

2,810

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Tu podobieństwa się kończą, bo zawsze miałam parcie na związek i koniecznie chciałam z kimś być (nie ważne czy miałam 16 lat czy 25). Największy "zjazd " miałam - pamiętam dokładnie - w wieku 21 lat, często płakałam, że nikt mnie nie chce, nikogo sobie nie znajdę, to niemożliwe, żeby tak gruba, głupia i nudna dziewczyna miała chłopaka - tak wtedy myślałam.

Może po prostu miewałaś gorsze momenty, gdzie zdarzały Ci się zjazdy? To raczej normalne, też miewałam takie okresy dużego doła, że dlaczego ja kogoś nie mam lub dlaczego facet porzucił mnie dla mojej najlepszej przyjaciółki. Zawsze najgorzej czułam się w tych świątecznych okresach, gdzie pary robią sobie małe prezenciki, spędzają wspólnie czas (Walentynki, Boże Narodzenie, Dzień Kobiet/Mężczyzn, urodziny), ale później się to normowało. Też popełniałam błędy młodości, typu zbytnie angażowanie się w relację, która niezbyt rokowała, ale zrzucam to głównie na karb młodzieńczej naiwności i różowych okularów. Im byłam starsza, tym szybciej wyłapywałam takie sygnały i ucinałam tego typu relacje, uczyłam się na błędach.

rossanka napisał/a:

Ja nie byłam wybredna już w wieku 19 lat. Pierwszy chłopak (niedoszły), podobał mi się nawet fizycznie, nawet zabawny był w towarzystwie, nawet można z nim było pogadać ale jakoś nie umiałam się do niego przekonać, ponadto miał jedną cechę , która mnie od niego odrzucała (zadatki na przemocowca). Trochę się z nim pospotykałam, koleżanki mówił - fajny, podobasz mu się, spróbuj, ale mnie coś od niego odpychało (i słusznie jak się okazało, bo weszłabym w związek z damskim bokserem).

Nie bądź dla siebie zbyt surowa! smile Zauważyłaś przecież niepokojące sygnały i spokojnie gościa obserwowałaś (w końcu mogłaś się mylić, nie zawsze ma się pewność, a przeczucia bywają błędne), no i co najważniejsze - w ostateczności w związek z nim nie weszłaś, czyli nie byłaś wcale zdesperowana! smile Nawet koleżanki Cię nie przekonały, rozum zwyciężył i brawo Ty! smile Osoba zdesperowana przymykałaby oczy w nieskończoność lub liczyła na to, że facet się zmieni. Ty zachowałaś zdrowy rozsądek.

rossanka napisał/a:

I tak lata między 20-30 rokiem życia upłynęły mi na leczeniu się z niespełnionych uczuć, albo na spotykaniu się z mężczyznami, którzy od początku nic a nic mi nie pasowali, żle się czułam przy nich, ale miałam nadzieję, ze rozwinie się ta znajomość, a uczucie przyjdzie z czasem, bo nie mam co wybrzydzać(myślałam - żadna ze mnie misska, a mam już te 27 lat i stara baba ze mnie)  a facet chce się ze mną spotkać (wtedy uważałam, że to już bardzo dużo), a poza tym jest wolny - kolejny plus  i nie pali, nie pije, nie jest kryminalistą, pracuje - mi to wystarczyło do spotkania.

Tutaj trudno mi ocenić sytuację, zwłaszcza po tym jak surowo oceniłaś się powyżej. Jeżeli spotykałaś się z facetami, którzy na starcie Cię jakoś odrzucali, no to błąd. Ale jeśli byli dla Ciebie "neutralni" (bez efektu wow, ale wydawali się w porządku), to według mnie nie ma tu desperacji, bo ludzie są różni i nie każdy zakochuje się od pierwszego wejrzenia, uczucia lubią się pojawić z czasem. No i jakoś tych facetów też trzeba poznawać - właśnie metodą randek i prób i błędów człowiek się przekonuje tak naprawdę jakie cechy w drugim człowieku mu przeszkadzają, a jakie imponują. To cenne lekcje według mnie, więc znów uważam, że możesz oceniać się zbyt surowo.


rossanka napisał/a:

Ale los bywa dziwny i w momencie moze się odmienić. Niedługo po przekroczeniu 30ki spotkałam w końcu kogoś i to był mój pierwszy poważny związek mimo zaawansowanego wieku, przekroczonej 30ki). Pami ętam co sobie wtedy myślałam " późno Go spotkałam, ale nie żałuję, warto było czekać te wszystkie lata, bo to jest to". A jeszcze później znów byłam sama i jakiś czas po rozstaniu ntrafiłam tu na to forum.

Ale widzisz, spójrz na to z innej strony - jednak udało Ci się stworzyć dłuższy związek z kimś, kogo kochałaś, no i było to wzajemne. Krótko mówiąc: Ty kochałaś i Ciebie również ktoś kochał. Czyli nie jesteś taka beznadziejna jak np. ja, bo mnie nigdy żaden mężczyzna nie kochał. Także uważam, że dla Ciebie jest jeszcze nadzieja i to spora.


rossanka napisał/a:

Pytasz o mężczyznę, którego spotkałaś w niedzielę, o jakie zadziałanie Ci chodzi? O zagadanie do nieznajomego? Moim zdaniem możesz to zrobić. To jeszcze nic nie znaczy, tzn możesz go sama zaczepić.
Czasami tak robię, rzadko bo rzadko, ale jednak. Ogólnie dużo spaceruję, bywam między ludzmi i nie mam problemu z nawiązywaniem kontaktów. Tylko panowie są albo zajęci, albo nie reagują (może im się nie podobam). Albo noszę smieszny kapelusz tongue Niee, kapelusza nie noszę wink

W wakacje wpadł mi w oko pewien policjant z patrolówki, ma taki uroczy błysk w oku i tak słodki uśmiech, że omal się nie roztopiłam kiedyś, gdy mi go posłał big_smile Z wyglądu jest taki zwyczajny, przeciętny i bardzo drobny, ma taki chłopięcy urok, nie jest w typie maczo czy playboy'a. Sama się dziwię, że tak mnie coś wzięło, bo stawiam stówę, że będzie ze 4 lata młodszy ode mnie, jak nie 5 (ja mam 27, ale ludzie dają mi mniej) big_smile W sobotę go widziałam, wymieniliśmy lekkie uśmiechy, zobaczyłam go drugi raz jak wracałam do domu wieczorem i skinęłam mu głową z uśmiechem, on tak samo. I w niedzielę bum - wyszłam z domu niemalże wprost na niego, znowu jechał i z tym samym drugim policjantem. Tyle że tym razem to była spokojna uliczka (akurat zero ludzi wokół i innych aut, oni tak powolutku jechali) i mieli spuszczone całkowicie szyby w aucie, bo było ciepło. Przejechali zaraz obok mnie i on siedział od tej strony co ja szłam, także gdybym wyciągnęła prawą rękę w prawo, to mogłabym wręcz dotknąć jego radiowóz big_smile Znowu spojrzeliśmy na siebie (gdy byłam tuż obok) i powiedział mi z uśmiechem "dzień dobry", ja zaskoczona, ale oczywiście odpowiedziałam posyłając najładniejszy uśmiech na jaki mnie stać i... stres mnie zżarł i spuściłam od razu głowę w dół i poszłam dalej (oni jechali w przeciwnym kierunku). Oczywiście kilka minut później PO FAKCIE przyszło mi na myśl, że mogłam powiedzieć coś w stylu "oj widzę, że nie poszczęściło się panom z grafikiem w tym tygodniu, bo cały weekend na służbie, w dodatku jeszcze na drugiej zmianie"... Ale oczywiście po fakcie, bo gdy byłam blisko niego i wszystko wydało się takie realne, że może pogadamy choć chwilę, to stres mnie zeżarł, poczułam się skrępowana i zawstydzona. BOŻE, JAK JA TEGO NIENAWIDZĘ. Nie raz już w życiu miałam tego typu sytuacje, że przez niepewność odwróciłam głowę, udawałam brak zainteresowania (choć przecież byłam!), bo strach, że wyjdę na zdesperowaną i natrętną był silniejszy. Z drugiej strony tak sobie myślę, że pewnie powiedział to z grzeczności, skoro ja mu skinęłam głową dzień wcześniej, zwłaszcza że jako policjant to jednak powinien być bardziej otwarty do ludzi, tak czysto życzliwie i bez podtekstu. Do tego jeszcze na bank jest młodszy, mega młodo wygląda, do szkoły średniej mógłby chodzić big_smile Także z jednej strony żałuję, że nie podjęłam ryzyka, z drugiej może trochę ulga, bo pewnie bym się tylko wygłupiła i dostała łatkę samotnej i zdesperowanej baby, która pewnie już zagaduje do każdego, bo dobija do 30. Także i tak źle, i tak niedobrze, nie potrafię znaleźć złotego środka jeśli chodzi o okazywanie zainteresowania facetowi, bo boję się wyjść na nachalną, czy nie daj boże łatwą, że pewnie do łóżka każdemu wskakuję itd, bo jednak ludzie potrafią oceniać stereotypowo i dosyć okrutnie... ;/

2,811 Ostatnio edytowany przez rossanka (2019-09-26 19:41:08)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
marta929292 napisał/a:

W wakacje wpadł mi w oko pewien policjant z patrolówki, ma taki uroczy błysk w oku i tak słodki uśmiech, że omal się nie roztopiłam kiedyś, gdy mi go posłał big_smile Z wyglądu jest taki zwyczajny, przeciętny i bardzo drobny, ma taki chłopięcy urok, nie jest w typie maczo czy playboy'a. Sama się dziwię, że tak mnie coś wzięło, bo stawiam stówę, że będzie ze 4 lata młodszy ode mnie, jak nie 5 (ja mam 27, ale ludzie dają mi mniej) big_smile W sobotę go widziałam, wymieniliśmy lekkie uśmiechy, zobaczyłam go drugi raz jak wracałam do domu wieczorem i skinęłam mu głową z uśmiechem, on tak samo. I w niedzielę bum - wyszłam z domu niemalże wprost na niego, znowu jechał i z tym samym drugim policjantem. Tyle że tym razem to była spokojna uliczka (akurat zero ludzi wokół i innych aut, oni tak powolutku jechali) i mieli spuszczone całkowicie szyby w aucie, bo było ciepło. Przejechali zaraz obok mnie i on siedział od tej strony co ja szłam, także gdybym wyciągnęła prawą rękę w prawo, to mogłabym wręcz dotknąć jego radiowóz big_smile Znowu spojrzeliśmy na siebie (gdy byłam tuż obok) i powiedział mi z uśmiechem "dzień dobry", ja zaskoczona, ale oczywiście odpowiedziałam posyłając najładniejszy uśmiech na jaki mnie stać i... stres mnie zżarł i spuściłam od razu głowę w dół i poszłam dalej (oni jechali w przeciwnym kierunku). Oczywiście kilka minut później PO FAKCIE przyszło mi na myśl, że mogłam powiedzieć coś w stylu "oj widzę, że nie poszczęściło się panom z grafikiem w tym tygodniu, bo cały weekend na służbie, w dodatku jeszcze na drugiej zmianie"... Ale oczywiście po fakcie, bo gdy byłam blisko niego i wszystko wydało się takie realne, że może pogadamy choć chwilę, to stres mnie zeżarł, poczułam się skrępowana i zawstydzona. BOŻE, JAK JA TEGO NIENAWIDZĘ. Nie raz już w życiu miałam tego typu sytuacje, że przez niepewność odwróciłam głowę, udawałam brak zainteresowania (choć przecież byłam!), bo strach, że wyjdę na zdesperowaną i natrętną był silniejszy. Z drugiej strony tak sobie myślę, że pewnie powiedział to z grzeczności, skoro ja mu skinęłam głową dzień wcześniej, zwłaszcza że jako policjant to jednak powinien być bardziej otwarty do ludzi, tak czysto życzliwie i bez podtekstu. Do tego jeszcze na bank jest młodszy, mega młodo wygląda, do szkoły średniej mógłby chodzić big_smile Także z jednej strony żałuję, że nie podjęłam ryzyka, z drugiej może trochę ulga, bo pewnie bym się tylko wygłupiła i dostała łatkę samotnej i zdesperowanej baby, która pewnie już zagaduje do każdego, bo dobija do 30. Także i tak źle, i tak niedobrze, nie potrafię znaleźć złotego środka jeśli chodzi o okazywanie zainteresowania facetowi, bo boję się wyjść na nachalną, czy nie daj boże łatwą, że pewnie do łóżka każdemu wskakuję itd, bo jednak ludzie potrafią oceniać stereotypowo i dosyć okrutnie... ;/

Zagadałabym. Przecież nie wyskoczysz od razu z zaproszeniem na kawę, ale możesz nawiązać kontakt. A dalej zobaczysz jak będzie.
Tylko spróbuj się wyluzować, wiem, może być trudno. pomyśl sobie może, że chcesz tylko zagadać (i nie wyobrażaj sobie dalszego ciągu).

2,812

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
marta929292 napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Tu nawet nie chodzi o kochanie samego siebie, ale ogólnie o AKCEPTACJĘ samego siebie, akceptację faktu, że można żyć samemu, bo człowiek NIC nie traci ze swojej wartośći, będąc singlem, w stosunku do tego, kto akurat jest w związku.

To też nie jest prawdą. Wierz lub nie, ale lubiłam siebie i nie miałam problemów z trzymaniem się swoich wartości i przekonań, nawet w wieku nastoletnim, gdzie jednak "bycie sobą" jest o wiele trudniejsze, bo bardziej pragnie się akceptacji, boi się wykluczenia, itd. Ja się nie bałam i nie robiłam nic wbrew sobie, wręcz lubiłam swoją inność, czułam się bardziej dojrzała i odpowiedzialna od swoich rówieśników i takie zresztą komunikaty często dostawałam od różnych starszych osób (np nauczycieli, sąsiadów). Nie byłam typem buntownika, nie piłam, nie paliłam, nie było ze mną żadnych problemów, lubiłam się uczyć i czytać. Jak się łatwo domyślić - już wtedy byłam przez to trochę na uboczu, nie byłam popularna. Ale wąskie grono bliskich ludzi wokół siebie miałam i to mi wystarczało. Wówczas to były takie głębsze relacje, mogłam być sobą, czułam się dobrze. Ale mężczyzn jakoś nie przyciągałam, nie licząc takich, którzy chcieli się zabawić i zależało im głównie na seksie. Jakieś tam związki były na przełomie gimnazjum i początku technikum, ale takie bardzo krótkie i się rozpadało, bo znaleźli sobie bardziej przebojowe dziewczyny. Ale paradoksalnie, jak już wspominałam, lubiłam siebie i nie szukałam na siłę ani faceta, ani aprobaty. I też bezskutecznie jak widać.
Dopiero gdzieś od 2 lat zaczęłam się czuć coraz gorzej, bo zostałam całkiem sama, 0 znajomych, nawet płytkich. Z messengera już chyba kilka miesięcy nie korzystałam, nawet nie mam do kogo wirtualnie napisać, do mnie też już nikt nie pisze big_smile dlatego to całe "pokochaj siebie, a kogoś znajdziesz" to jedna wielka bujda! big_smile bo 25 lat robiłam swoje, nie szukałam, byłam zdania, że odpowiednia osoba się znajdzie w taki naturalny sposób, ale dotarło do mnie, że nic z tego, więc zaczęłam trochę bardziej szukać (przez portale), ale też dno, bo ciągle widzę tylko facetów "lepkie ręce" lub mega zdesperowanych i dziwnych (zwykle dużo starsi i z problemami).

Ciężko być szczęśliwym, gdy jest się aż tak samotnym. Pod każdym względem, nawet koleżeńskim. I dobija mnie, że lata lecą i nic się nie zmienia, wręcz jest coraz trudniej żeby w ogóle jakiegokolwiek nowego człowieka poznać, też nie mam gdzie.

Rossanka - ja na aż takim etapie jeszcze nie jestem, aczkolwiek przez badoo też spotkałam się z facetem, z którym np jeszcze 3 lata temu bym się na pewno nie spotkała i nie chciałoby mi się z nim pisać nawet (robił straszne byki ortograficzne, co mnie zawsze odrzuca). Zrobiłam wyjątek, bo wydawał się być takim ciepłym człowiekiem, uznałam, że może na żywo pójdzie nam lepiej rozmowa, ale nic z tego, kompletnie nie mój typ (zarówno fizycznie jak i charakterologicznie, dopiero na żywo wyszła np jego ogromna autorytarność i kilka nieciekawych rzeczy z przeszłości).

A co sądzicie o inicjatywie z kobiecej strony w stosunku do nieznajomego mężczyzny, którego się kojarzy co najwyżej z widzenia? Bo w niedzielę coś mi się przydarzyło na spacerze i trochę sobie pluję w brodę z jednej strony, że mogłam spróbować coś zadziałać, a z drugiej przekonania mi mówią, że kobieta nie powinna przesadnie nadskakiwać i że gdyby facet chciał, to by konkretniej zadziałał i zrobił ruch.

Rozumiem Cię.
Nie chcę tutaj wyrokować, że lepiej coś takiego bym zniósł, bo jestem facetem..Absolutnie nie..

Ale na przestrzeni czasu widzę w sobie jakąs taką zmianę: wszystkie pozytywne aspekty bycia w zwiazku, pragnienia i potrzeby, jakoś odeszły u mnie na któryś tam daleki plan. Przestałem zwyczajnie się starać, zeby to wszystko spełnić, nie odczuam w ogóle tego braku drugiej osoby. Może to kwestia podejscia do życia a może tego, że zawsze moge liczyć na wsparcie przyjaciół, mam sporo znajomych, z którymi łączy mnie wspólna pasja, sam staram się rozwijać i jest mi z tym zadziwiająco dobrze. Czasami sam sie sobie dziwię, że zupełnie mi to nie przeszkadza. Powiem więcej: przyszło mi to dopiero niedawno, jakieś 2 - 3 lata temu. Cieszę się każdym innym aspektem życia i niejako teraz wydaje mi się, że wchodząc w związek rozwaliłbym sobie to wszystko w drobny mak. Staram się rozwijać zawodowo i towarzysko, akceptując całkowicie bieżący stan singielstwa.

2,813 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-09-26 20:18:29)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ja jestem za kobiecą inicjatywą w znajomości ale nie zagadałabym do takiego nieznajomego kompletnie na spacerze.
Uśmiech i spojrzenie w oczy w zupełności wystarczą jako znak dla niego.
Bo to jest  realu bardzo mocny znak- mocniejszy niż nawiązanie dialogu.

2,814

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dla mnie dużo łatwiejsze jest niezobowiązujące zagadanie niż zaglądanie w oczy i uśmiechy.
Zagadałabym jakoś tak zupełnie neutralnie.

2,815

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Ela210 napisał/a:

Ja jestem za kobiecą inicjatywą w znajomości ale nie zagadałabym do takiego nieznajomego kompletnie na spacerze.
Uśmiech i spojrzenie w oczy w zupełności wystarczą jako znak dla niego.
Bo to jest  realu bardzo mocny znak- mocniejszy niż nawiązanie dialogu.

Ja kiedyś zagadałam - widywałam jakiś czas pewnego mężczyznę w pewnym miejscu, zawsze się uśmiechał już z daleka i kłaniał, więc pewnego dnia zagadałam go wink

2,816

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Ja jestem za kobiecą inicjatywą w znajomości ale nie zagadałabym do takiego nieznajomego kompletnie na spacerze.
Uśmiech i spojrzenie w oczy w zupełności wystarczą jako znak dla niego.
Bo to jest  realu bardzo mocny znak- mocniejszy niż nawiązanie dialogu.

Ja kiedyś zagadałam - widywałam jakiś czas pewnego mężczyznę w pewnym miejscu, zawsze się uśmiechał już z daleka i kłaniał, więc pewnego dnia zagadałam go wink

I jak się skończyło? Było warto? big_smile

Bo ten mój "w teorii" zrobił pierwszy ruch, bo powiedział mi dzień dobry, więc niby mogłam to pociągnąć dalej, ale tchórz mnie obleciał, no i zaskoczenie trochę big_smile

2,817

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
marta929292 napisał/a:
rossanka napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Ja jestem za kobiecą inicjatywą w znajomości ale nie zagadałabym do takiego nieznajomego kompletnie na spacerze.
Uśmiech i spojrzenie w oczy w zupełności wystarczą jako znak dla niego.
Bo to jest  realu bardzo mocny znak- mocniejszy niż nawiązanie dialogu.

Ja kiedyś zagadałam - widywałam jakiś czas pewnego mężczyznę w pewnym miejscu, zawsze się uśmiechał już z daleka i kłaniał, więc pewnego dnia zagadałam go wink

I jak się skończyło? Było warto? big_smile

Bo ten mój "w teorii" zrobił pierwszy ruch, bo powiedział mi dzień dobry, więc niby mogłam to pociągnąć dalej, ale tchórz mnie obleciał, no i zaskoczenie trochę big_smile

Było warto, bo to był mój pierwszy raz jak zaczepiłam nieznajomego na ulicy. Sama. To było takie małe przełamanie się.

2,818

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Na ulicy bym raczej nie zagadała. Chyba, że to by był np. sąsiad, z którym nie rozmawiam, ale często widuję.
Ale... ostatnio czaiłam się, żeby zagadać do pewnego sympatycznego z wyglądu pana na siłowni, którego widywałam tam dość regularnie. No i wczoraj on zagadał do mnie, pod pretekstem (?) puszki na zbiórkę na rzecz organizacji dla zwierząt, która jest wystawiona w recepcji. Bo ja wchodziłam i wrzuciłam, on wychodził akurat i widział. Zaczął coś opowiadać o psie, którego ma z innej fundacji. No to ja o akcji Otwartych Klatek, w której brałam udział, bo jestem wolontariuszką. Chwilę pogadaliśmy, mówię, że idę się przebierać, bo gorąco. Uśmiechnął się fajnie i stwierdził, że na pewno jeszcze się tu spotkamy. Taka sytuacja..

2,819

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Na ulicy bym raczej nie zagadała. Chyba, że to by był np. sąsiad, z którym nie rozmawiam, ale często widuję.
Ale... ostatnio czaiłam się, żeby zagadać do pewnego sympatycznego z wyglądu pana na siłowni, którego widywałam tam dość regularnie. No i wczoraj on zagadał do mnie, pod pretekstem (?) puszki na zbiórkę na rzecz organizacji dla zwierząt, która jest wystawiona w recepcji. Bo ja wchodziłam i wrzuciłam, on wychodził akurat i widział. Zaczął coś opowiadać o psie, którego ma z innej fundacji. No to ja o akcji Otwartych Klatek, w której brałam udział, bo jestem wolontariuszką. Chwilę pogadaliśmy, mówię, że idę się przebierać, bo gorąco. Uśmiechnął się fajnie i stwierdził, że na pewno jeszcze się tu spotkamy. Taka sytuacja..

No i fajnie, tak się ludzie poznają. smile

2,820 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-26 22:35:03)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Przypomniało mi się coś zabawnego smile

Wprawdzie to dość odległe czasy i szczeniacki wiek, ale miejsce i okoliczności dośc ciekawe: II klasa liceum, wycieczka szkolna na łyżwy. Mój drugi raz chyba, kiedy miałem łyżwy na nogach smile Zatem moja jazda niewiele prawdziwą jazdę przypominała. Kiedy dramatycznie próbowałem zachować równowagę, podjechała do mnie całkiem urodiwa dziewczyna, uśmiechnęła się i najzwyczajniej w świecie wzięła mnie za rękę:) Zapewniając oczywiście, że łatwo się nauczyć jeździć, tylko trzeba chcieć a ona chętnie mnie nauczy smile Stwierdzenie, ze byłem zaskoczony, to delikatne stwierdzenie smile Zrobiliśmy parę kołek wokół lodowiska a raczej ona zrobiła a ja próbowałem, bo mi to średnio wychodziło.. Znajomośc być może by przetrwała, gdybym miał wtedy komórkę.. Do dzisiaj nbie wkładam już łyżew na nogi, wolę biegówki do chodzenia po lesie smile

Taka historia..:)

2,821

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dawno w rosankowym wątku nie pisalem, niemniej tak pól prawda, pól serio, pierwsza 'wakacyjna milosc'. Milem w wieku 9 lat..oczywiscie zakonczyła sie wraz z turnusem, niemniej udalonam sie 'zareczyc' za pomocą jakiegos kółeczka. Ro poznniej, inne wakacje, inna milosc i o dziwo znajomosc przerwala rok. W koncu miałem juz wtedy  10 lat, umiałem pisać, byłem na tyle samodzielny by list na poczcie wysłać. Internet wymyslili 10 lat pozniej. Aaaaa, w weku  15 lat to juz milosc mialem na całego. Niestety, rodzice dziewczyny zabronili jej sie ze mna spotykac bo to 8 klasa byla itrzeba sie uczyc. To było brutalne sad

2,822 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-09-27 00:24:06)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Wydaje mi sie, ze zagadac wprost mozna. Tak zaczela sie relacja z moim mezem.
Ze trzy razy byla jakas krotka rozmowa w przelocie (bo mieszkalismy razem), a pozniej powiedzialam 'hej, moge przyjsc do twojego pokoju poogladac jakies filmy?' i jeszcze pozniej 'chcesz isc na spacer do parku ze mna?'. Zwiazku nie szukalam z nim, szukalam przyjazni. On dalej mial jakas nieskonczona relacje ze swoja byla (ktora z nami tez mieszkala) i ja bylam wtedy w zwiazku.
Jednak tak czy inaczej, tak zaczela sie ta relacja bo ja szukalam przyjazni i wprost to komunikowalam.

2,823

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Dla mnie dużo łatwiejsze jest niezobowiązujące zagadanie niż zaglądanie w oczy i uśmiechy.
Zagadałabym jakoś tak zupełnie neutralnie.

No jasne, zgoda, łatwiejsze.
Dlatego jak ona chce go poderwać, to coś trudniejszego zrobi

2,824

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Przypomniało mi się coś zabawnego smile

Wprawdzie to dość odległe czasy i szczeniacki wiek, ale miejsce i okoliczności dośc ciekawe: II klasa liceum, wycieczka szkolna na łyżwy. Mój drugi raz chyba, kiedy miałem łyżwy na nogach smile Zatem moja jazda niewiele prawdziwą jazdę przypominała. Kiedy dramatycznie próbowałem zachować równowagę, podjechała do mnie całkiem urodiwa dziewczyna, uśmiechnęła się i najzwyczajniej w świecie wzięła mnie za rękę:) Zapewniając oczywiście, że łatwo się nauczyć jeździć, tylko trzeba chcieć a ona chętnie mnie nauczy smile Stwierdzenie, ze byłem zaskoczony, to delikatne stwierdzenie smile Zrobiliśmy parę kołek wokół lodowiska a raczej ona zrobiła a ja próbowałem, bo mi to średnio wychodziło.. Znajomośc być może by przetrwała, gdybym miał wtedy komórkę.. Do dzisiaj nbie wkładam już łyżew na nogi, wolę biegówki do chodzenia po lesie smile

Taka historia..:)

W liceum miłostek nie miałam, z resztą wiecznie się wtedy odchudzałam, bo myślałam, że jak schudnę, to możliwe , ze sobie kogoś znajdę. Ech,  jakie nastolatki są niemądre.

2,825

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Kurde, co za życie... smile
Wczoraj był PP, dopilnował ze mną zwózki reszty opału, pomógł ułożyć w garażu. Parę jeszcze drobiazgów mi ogarnął.
Posiedział u mnie, pogadał, zachowywał się totalnie jak kumpel, nawet mnie w policzek nie cmoknął na pożegnanie, a wyszedł ode mnie bardzo wcześnie. No, harcerzyk po prostu...
A przecież miałam się z nim rozmówić i tylko czekałam na pretekst. Kurde, manipulacja jakaś czy co, że mi tego pretekstu nie dał?
Dziś rano nie zadzwonił do mnie jak zwykle, więc uznałam: dobra nasza, baba z wozu, koniom lżej, towarzysz PP wycofuje się po angielsku... A tu przed chwilą bach! Telefon od PP: "O której wychodzisz z roboty? Będę czekał pod pracą".
No i trąba ze mnie, znowu będę przedłużać... Ale póki co, emocje mam unormowane. Nadal obserwuję i wyciągam wnioski. Jak ma pierdyknąć, to pierdyknie, cierpliwości smile

2,826 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-27 12:27:17)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Może pokazał, że coś potrafi zrobić, tak zupełnie neutranie, żeby od razu nie wyjeżdżać z grubej rury. A potem uznał, że skoro go nie wyrzuciłaś, fajnie się gadało to jedziemy dalej..

2,827

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Kurde, co za życie... smile
Wczoraj był PP, dopilnował ze mną zwózki reszty opału, pomógł ułożyć w garażu. Parę jeszcze drobiazgów mi ogarnął.
Posiedział u mnie, pogadał, zachowywał się totalnie jak kumpel, nawet mnie w policzek nie cmoknął na pożegnanie, a wyszedł ode mnie bardzo wcześnie. No, harcerzyk po prostu...
A przecież miałam się z nim rozmówić i tylko czekałam na pretekst. Kurde, manipulacja jakaś czy co, że mi tego pretekstu nie dał?
Dziś rano nie zadzwonił do mnie jak zwykle, więc uznałam: dobra nasza, baba z wozu, koniom lżej, towarzysz PP wycofuje się po angielsku... A tu przed chwilą bach! Telefon od PP: "O której wychodzisz z roboty? Będę czekał pod pracą".
No i trąba ze mnie, znowu będę przedłużać... Ale póki co, emocje mam unormowane. Nadal obserwuję i wyciągam wnioski. Jak ma pierdyknąć, to pierdyknie, cierpliwości smile

Rzeczywiście chcesz uciąć ta relacje?  Zdaje  mi się,  że ciągnie Cię do niego i tyle.

2,828

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ciągnąć ciągnie, ale jakby gość nie zadzwonił, to wątpliwości byłyby zapewne mniejsze..

2,829 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-27 13:22:28)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Rzeczywiście chcesz uciąć ta relacje?  Zdaje  mi się,  że ciągnie Cię do niego i tyle.

Ba, wiadomo, że ciągnie. Nie bez powodu o nim piszę.
Staram się jednak nie zgłupieć do reszty i nie przymykać oczu. Jeszcze obserwuję i nie ukrywam przed nim mieszanych uczuć.

bagienni_k napisał/a:

Może pokazał, że coś potrafi zrobić, tak zupełnie neutranie, żeby od razu nie wyjeżdżać z grubej rury. A potem uznał, że skoro go nie wyrzuciłaś, fajnie się gadało to jedziemy dalej..

Może tak być. Dopuszczam też możliwość manipulacji. Czekam aż się upewnię, o co tu chodzi naprawdę.

2,830 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-27 13:22:06)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

dubel

2,831

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Rzeczywiście chcesz uciąć ta relacje?  Zdaje  mi się,  że ciągnie Cię do niego i tyle.

Ba, wiadomo, że ciągnie. Nie bez powodu o nim piszę.
Staram się jednak nie zgłupieć do reszty i nie przymykać oczu. Jeszcze obserwuję i nie ukrywam przed nim mieszanych uczuć.

bagienni_k napisał/a:

Może pokazał, że coś potrafi zrobić, tak zupełnie neutranie, żeby od razu nie wyjeżdżać z grubej rury. A potem uznał, że skoro go nie wyrzuciłaś, fajnie się gadało to jedziemy dalej..

Może tak być. Dopuszczam też możliwość manipulacji. Czekam aż się upewnię, o co tu chodzi naprawdę.

Tylko uważaj, aby to nie był przemocowiec ani złodziej, ani pijak. Niech Ci tego nie przesłonią jego dobre cechy.
Ale jak ma inne wady, to już sama zobaczysz, czy są do zaakceoptiwania.

2,832 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-30 11:16:21)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, na razie jeszcze jest jeszcze kilka drobnych napraw w domu, więc skorzystam z tego, że mi się złota rączka nadarzyła, ale czy wchodzić w ten związek? Raczej nie, choć trochę żal.
Fajnie byłoby tak się na całego "puścić" (w sensie: nie uważać, nie kontrolować się, nie zastanawiać się, czy warto), ale na to się nie odważę.
Zanim zaufam, pewnie samo "piźnie". Ale przynajmniej kran mam naprawiony i węgiel porządnie złożony w garażu (rok temu nie miałam siły przerzucać, sterta leżała na środku blokując przejście), a na swoją kolej oczekują półki, którym brak wsporników.
Wredna jestem, wiem, ale kurde, coś mi się należy za ten zeszłoroczny dług.
Zresztą już mu w emocjach kilka razy powiedziałam, żeby mnie zostawił, a ten... nic, olimpijski spokój yikes

2,833 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-30 15:48:03)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegowata Strasznie Ci facet mąci w głowie, już po tych kilku postach widać, że jest dobry w te klocki..Że się niektórym facetom aż tak bardzo chce...

W każdym razie, nie myślałaś, żeby zrobić sobie prosty rachunek: jak bardzo masz go dość vs jak bardzo go pragniesz z powrotem? Najlepiej zmierzyć to chyba w momencie jak go nie ma przy Tobie, po dłuższym czasie od ostatniego spotkania smile Bo same naprawy, to zależy czy sama byłabyś w stanie sobie poradzić? Jesli tak, to tylko pretekst żeby znów zagośćił w Twoich progach smile Każdy ma jakiś przedział i granicę krzywdy, po której nie jest w stanie wybaczyć. Nie wiem, co tam wczesniej między Wami zaszlo, ale facet ewidentnie sam swoim sposobem podkręca Cię, rozbudzając w Tobie uczucie na nowo..

2,834

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Wiesz Piegowata, myślę, że gdyby on Cie traktował poważnie, to przede wszystkim oddałby kasę, zanim coś zacznie "kombinować" - nie dlatego, że to było dużo, tylko dlatego, że po pierwsze prawie się nie znacie, więc nie wypada zwlekać, po drugie, faceci traktują takie rzeczy ambicjonalnie, kiedy dopiero zaczynają poznawać kobietę. Jeśli jemu to "wisi" to znaczy że nie dba o twoją ocenę, a co to z kolei znaczy, to sama wiesz.
Chciałabym bardzo nie mieć racji, i żeby okazał się w rzeczywistości gościem, któremu możesz zaufać, ale to tak nie wygląda.

2,835 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-09-30 19:12:04)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Wiesz Piegowata, myślę, że gdyby on Cie traktował poważnie, to przede wszystkim oddałby kasę, zanim coś zacznie "kombinować" - nie dlatego, że to było dużo, tylko dlatego, że po pierwsze prawie się nie znacie, więc nie wypada zwlekać, po drugie, faceci traktują takie rzeczy ambicjonalnie, kiedy dopiero zaczynają poznawać kobietę. Jeśli jemu to "wisi" to znaczy że nie dba o twoją ocenę, a co to z kolei znaczy, to sama wiesz.
Chciałabym bardzo nie mieć racji, i żeby okazał się w rzeczywistości gościem, któremu możesz zaufać, ale to tak nie wygląda.

No właśnie. Piegowata, albo mi to umknęło wśród różnych wypowiedzi i komentarzy, albo PP nawet słowem nie wspomniał o tamtej pożyczce, tylko spotyka się z Tobą jakby nigdy nic. Ty niby traktujesz jego pomoc jako nieoficjalną spłatę długu, ale czy on o tym wie? Czy dalej sobie bimba z brakiem zwrotu pożyczki? Ja bym się tak wstydziła na jego miejscu... Innych jego cech nie oceniam, tylko ten brak bycia honorowym z jego strony. Nie podoba mi się to. Ale może mamy tu niepełne dane - Ty wiesz lepiej, jak jest smile

2,836

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:

No właśnie. Piegowata, albo mi to umknęło wśród różnych wypowiedzi i komentarzy, albo PP nawet słowem nie wspomniał o tamtej pożyczce, tylko spotyka się z Tobą jakby nigdy nic. Ty niby traktujesz jego pomoc jako nieoficjalną spłatę długu, ale czy on o tym wie? Czy dalej sobie bimba z brakiem zwrotu pożyczki? Ja bym się tak wstydziła na jego miejscu... Innych jego cech nie oceniam, tylko ten brak bycia honorowym z jego strony. Nie podoba mi się to. Ale może mamy tu niepełne dane - Ty wiesz lepiej, jak jest smile

Też tak myślę. Mi by było po prostu wstyd przychodzić nawet nie mówiąc kiedy zamierzam oddać pożyczone pieniądze. No i oczywiście starałbym się to zrobić jak najszybciej nawet kosztem przejściowych problemów finansowych.

2,837

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Gdybym rzeczywiście chciał komuś oddać kasę, jako honorowy zwrot długu, to na tym by się skończyło. Najwyraźniej on ma wobec Ciebie inne zamiary

2,838 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-01 11:45:17)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Po okresie wahań dojrzałam do decyzji o zakończeniu tej znajomości. Decyzja jest ostateczna.
Za dużo we mnie obaw, nieufności, czuję, że zamykam się na niego. Z tej mąki chleba nie będzie. Czuję narastające zmęczenie i irytację. Nie do końca temu wierzyłam, jeszcze mnie kusiło sprawdzić to, ale widzę, że nie ma sensu dalej  brnąć w ten układ.
No, trudno.

Na pociechę spełniam swoje marzenie i jadę w sobotę w Bieszczady. Sama, a raczej z PTTK-owską bracią.
A mój synek zbiera piękne oceny w szkole. Zależy mu... smile
I tego trzymać się trzeba smile
Pitolić PP i toksyczne związki!

2,839

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Po okresie wahań dojrzałam do decyzji o zakończeniu tej znajomości. Decyzja jest ostateczna.
Za dużo we mnie obaw, nieufności, czuję, że zamykam się na niego. Z tej mąki chleba nie będzie. Czuję narastające zmęczenie i irytację. Nie do końca temu wierzyłam, jeszcze mnie kusiło sprawdzić to, ale widzę, że nie ma sensu dalej  brnąć w ten układ.
No, trudno.

Na pociechę spełniam swoje marzenie i jadę w sobotę w Bieszczady. Sama, a raczej z PTTK-owską bracią.
A mój synek zbiera piękne oceny w szkole. Zależy mu... smile
I tego trzymać się trzeba smile
Pitolić PP i toksyczne związki!

Bieszczady? Zazdroszczę - niech będzie pięknie i jesiennie smile I wesoło z ekipą PTTK smile

2,840 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-01 13:31:52)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Umajona, oby pogoda dopisała tak pięknie jak dzisiaj w moich stronach. Cudnie jest!

Twoja sygnaturka jest dziś jak dla mnie dedykowana, wiesz?
Moje dzieci (syn i siostrzenica) bawiły się kiedyś w lekarza. Siostrzenica w roli pani doktor powiedziała mojemu synowi-pacjentowi: "Musi boleć".
Taka błaha sytuacja, a tak prawdziwa.

Peter, masz rację, facet z klasą zachowałby się inaczej. Nic dodać, nic ująć. Ale niech mi jeszcze te cholerne płytki położy (popękały pod piecem i on sam zaproponował wymianę), dzisiaj ma to skończyć., przynajmniej będę miała naprawy z głowy.

2,841

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Umajona, oby pogoda dopisała tak pięknie jak dzisiaj w moich stronach. Cudnie jest!

Twoja sygnaturka jest dziś jak dla mnie dedykowana, wiesz?
Moje dzieci (syn i siostrzenica) bawiły się kiedyś w lekarza. Siostrzenica w roli pani doktor powiedziała mojemu synowi-pacjentowi: "Musi boleć".
Taka błaha sytuacja, a tak prawdziwa.

Przytulam...

2,842

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Umajona, oby pogoda dopisała tak pięknie jak dzisiaj w moich stronach. Cudnie jest!

Twoja sygnaturka jest dziś jak dla mnie dedykowana, wiesz?
Moje dzieci (syn i siostrzenica) bawiły się kiedyś w lekarza. Siostrzenica w roli pani doktor powiedziała mojemu synowi-pacjentowi: "Musi boleć".
Taka błaha sytuacja, a tak prawdziwa.

Przytulam...

Dzięki, Umajona, to miłe.
Aczkolwiek nie czuję się załamana czy zrozpaczona. Raczej doświadczam ulgi, że już wiem, czego chcę (a raczej nie chcę). I trochę strachu, że gdy usłyszy o mojej decyzji, zostanę z rozbabraną robotą w domu.
A, kurrde, najwyżej mu czteropak piwa dam za dokończenie naprawy. On piwko lubi big_smile

2,843

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
umajona napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Umajona, oby pogoda dopisała tak pięknie jak dzisiaj w moich stronach. Cudnie jest!

Twoja sygnaturka jest dziś jak dla mnie dedykowana, wiesz?
Moje dzieci (syn i siostrzenica) bawiły się kiedyś w lekarza. Siostrzenica w roli pani doktor powiedziała mojemu synowi-pacjentowi: "Musi boleć".
Taka błaha sytuacja, a tak prawdziwa.

Przytulam...

Dzięki, Umajona, to miłe.
Aczkolwiek nie czuję się załamana czy zrozpaczona. Raczej doświadczam ulgi, że już wiem, czego chcę (a raczej nie chcę). I trochę strachu, że gdy usłyszy o mojej decyzji, zostanę z rozbabraną robotą w domu.
A, kurrde, najwyżej mu czteropak piwa dam za dokończenie naprawy. On piwko lubi big_smile

Przecież już wziął od Ciebie pieniądze, których do dziś nie oddał,  a nawet nir wspomniał o oddaniu długu. A Ty mu jeszcze piwo chcesz kupić? yikes
U mnie związkowo bez zmian. Albo spaprałam ostatnią znajomość, albo po prostu nie wyszło, albo nie ma czego żałować. wink

2,844 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-01 15:06:27)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, nie poczuwam się do żadnej zapłaty, ale gdyby mu przyszło do głowy zostawić mnie z niedokończoną robota, to czteropak taniej wyjdzie niż zatrudnienie fachowca, prawda? Jednak wyrywać się z tą propozycją nie będę, to ostateczność.
I kończę tę dziwną historię.

2,845 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-10-01 15:26:47)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Peter, masz rację, facet z klasą zachowałby się inaczej. Nic dodać, nic ująć. Ale niech mi jeszcze te cholerne płytki położy (popękały pod piecem i on sam zaproponował wymianę), dzisiaj ma to skończyć., przynajmniej będę miała naprawy z głowy.

Niektórzy faceci są powolni w działaniu. Nie chcę Cię do niczego namawiać, ale może zamiast definitywnie powiedzieć mu "spadaj" wink to przyglądać się jak postępuje i co proponuje. Chodzi mi o to żeby definitywnie nie kończyć znajomości tylko zostawić mu trochę czasu do namysłu. Może coś go oświeci i zacznie postępować tak jak facet z klasą powinien smile

EDIT : albo dać mu namiary i niech sobie poczyta to forum big_smile wink

2,846 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-01 15:48:07)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Peter, już się poprzyglądałam i jemu, i samej sobie.
On, poza wszystkim innym, za bardzo też lubi alkohol. Nie ma dnia bez kilku piw.
A ja? Chodzę spięta i zestresowana, a bliskość przestała mi sprawiać przyjemność. Zniknęła radość, przepadły resztki zaufania. Po prostu się na niego zamknęłam. Myślałam, że dam szansę, że może to chwilowe, że może mi "się odmieni", a on się w moich oczach zrehabilituje. Tymczasem podpadł mi jeszcze kilka razy, ale nie chcę już nad szczegółami się rozwodzić.
Nie ma sensu...
Denerwuję się przed dzisiejszą rozmową, którą zamierzam przeprowadzić.

2,847 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-10-01 16:03:34)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Patrząc na Twoją historię Piegowata, to ciężko powiedzieć czy ta wymiana postów tutaj na forum bardziej zniechęciłaby go czy zachęciła. Facet wygląda na wyjątkowo namolnego, ale skoro mu bardzo zależy..
No cóż decyzja jest Twoja smile

2,848 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-10-01 23:07:31)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Peter, masz rację, facet z klasą zachowałby się inaczej. Nic dodać, nic ująć. Ale niech mi jeszcze te cholerne płytki położy (popękały pod piecem i on sam zaproponował wymianę), dzisiaj ma to skończyć., przynajmniej będę miała naprawy z głowy.

Niektórzy faceci są powolni w działaniu. Nie chcę Cię do niczego namawiać, ale może zamiast definitywnie powiedzieć mu "spadaj" wink to przyglądać się jak postępuje i co proponuje. Chodzi mi o to żeby definitywnie nie kończyć znajomości tylko zostawić mu trochę czasu do namysłu. Może coś go oświeci i zacznie postępować tak jak facet z klasą powinien smile

EDIT : albo dać mu namiary i niech sobie poczyta to forum big_smile wink

Wiesz, zdaje mi się, że jeśli ktoś od początku nie postępuje z klasa, to nagle przełącznik mu nie przeskoczy smile A gdy pozornie przeskoczy, to tylko w jakimś celu.
Jeżeli na początku znajomości  nie obchodzi go to, jak zostanie odebrane jego zachowanie, to raczej trzeba się spodziewać, że nie traktuje drugiej osoby poważnie. Przecież wtedy szczególnie zwraca się na takie rzeczy uwagę, jeśli ta znajomość jest czymś ważnym.
A podejrzenia Piegowatej nie są podyktowane tylko tym nie spłaconym długiem. Od dłuższego czasu zastanawia się i czuje, że coś jest nie tak. Do tego te pieniądze. Oczywiście to jej decyzja, czy zostawi mu ten "czas do namysłu". Mi moje wyczucie podpowiada, że facet czas wykorzysta w kierunku "jak sprawniej kombinować".

2,849

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Wiesz, zdaje mi się, że jeśli ktoś od początku nie postępuje z klasa, to nagle przełącznik mu nie przeskoczy smile A gdy pozornie przeskoczy, to tylko w jakimś celu.
Jeżeli na początku znajomości  nie obchodzi go to, jak zostanie odebrane jego zachowanie, to raczej trzeba się spodziewać, że nie traktuje drugiej osoby poważnie. Przecież wtedy szczególnie zwraca się na takie rzeczy uwagę, jeśli ta znajomość jest czymś ważnym.
A podejrzenia Piegowatej nie są podyktowane tylko tym nie spłaconym długiem. Od dłuższego czasu zastanawia się i czuje, że coś jest nie tak. Do tego te pieniądze. Oczywiście to jej decyzja, czy zostawi mu ten "czas do namysłu". Mi moje wyczucie podpowiada, że facet czas wykorzysta w kierunku "jak sprawniej kombinować".

No dobrze, wcześniej pisałem że z doświadczenia wiem że ludzie w pewnym wieku się nie zmieniają, ale jednak chciałbym aby Piegowata w końcu sobie kogoś znalazła big_smile wink a chyba jest ku temu mała szansa skoro facet tak pomaga i z węglem i z naprawianiem różnych rzeczy. Nie wiem czy on taki nie kumaty jak należy postępować aby odzyskać zaufanie czy po prostu nie za bardzo mu zależy.

No cóż, wybór należy do Piegowatej. Jak intuicja jej podpowiada że nie to nie.

2,850

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Wiesz, zdaje mi się, że jeśli ktoś od początku nie postępuje z klasa, to nagle przełącznik mu nie przeskoczy smile A gdy pozornie przeskoczy, to tylko w jakimś celu.
Jeżeli na początku znajomości  nie obchodzi go to, jak zostanie odebrane jego zachowanie, to raczej trzeba się spodziewać, że nie traktuje drugiej osoby poważnie. Przecież wtedy szczególnie zwraca się na takie rzeczy uwagę, jeśli ta znajomość jest czymś ważnym.
A podejrzenia Piegowatej nie są podyktowane tylko tym nie spłaconym długiem. Od dłuższego czasu zastanawia się i czuje, że coś jest nie tak. Do tego te pieniądze. Oczywiście to jej decyzja, czy zostawi mu ten "czas do namysłu". Mi moje wyczucie podpowiada, że facet czas wykorzysta w kierunku "jak sprawniej kombinować".

No dobrze, wcześniej pisałem że z doświadczenia wiem że ludzie w pewnym wieku się nie zmieniają, ale jednak chciałbym aby Piegowata w końcu sobie kogoś znalazła big_smile wink a chyba jest ku temu mała szansa skoro facet tak pomaga i z węglem i z naprawianiem różnych rzeczy. Nie wiem czy on taki nie kumaty jak należy postępować aby odzyskać zaufanie czy po prostu nie za bardzo mu zależy.

No cóż, wybór należy do Piegowatej. Jak intuicja jej podpowiada że nie to nie.

Klasę się ma albo ni ma wink

Oczywiście jakieś wyskoki moga się każdemu przydarzyć, ale gdy to jest tylko incydent, to raczej zaraz skutki są naprawiane.

Taka refleksja mnie naszła... że sama jestem z wiekiem coraz mniej tolerancyjna wobec zachowań, które budzą wątpliwości - a nie coraz bardziej.
Różnych rzeczy, ktróe kiedyś potrafiłam sobie tłumaczyć, dziś bym za nic nie zaakceptowała.

2,851

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Taka refleksja mnie naszła... że sama jestem z wiekiem coraz mniej tolerancyjna wobec zachowań, które budzą wątpliwości - a nie coraz bardziej.
Różnych rzeczy, ktróe kiedyś potrafiłam sobie tłumaczyć, dziś bym za nic nie zaakceptowała.

Rozumiem że zachowań facetów. No cóż, coraz częściej się z tym spotykam i czytam o tym na forum. Wymagania odnośnie zachowania rosną wraz z wiekiem. To całkiem normalne.

2,852

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

A ja, choć mi na forum zarzucano czarno-białe widzenia świata, widzę coraz więcej względności i wieloznaczności, a także rozwiązań niestandardowych.
Nie żebym chciała zaraz je stosować czy powielać, ale znam na przykład związek satysfakcjonujący obie strony, wieloletni już (ponad 20 lat), gdzie on jest (niestety) alkoholikiem, a ona to toleruje z olimpijskim spokojem. On nie robi awantur, szanuje ją, a ona się nie wścieka o picie, tylko robi spokojnie swoje. On jest z tych, co po pijaku idą spać.
Nie twierdzę, że to wzór do naśladowania, ale przykład, jak różnie bywa w życiu.
Inna znowu, po związku również z alkoholikiem, związała się z innym (innym mężczyzną, nie innym alkoholikiem smile ) i zapowiedziała mu: żadnego mieszkania razem. I tak fukcjonują ku obopólnej aprobacie.
Wczoraj wygarnęłam PP, co o tym wszystkim myślę (nie w sensie awantury). Wcale się, cholera nie zraził, więc nadal przyglądam się sytuacji. Ba więcej: zgłosiłam parę zastrzeżeń ogólnych i on je... zarespektował (tak to się mówi?).
Hmmm...
Wrzucam na spokój. Jeśli coś ma się zepsuć, to się zepsuje, a nerwy na zapas nic mi nie dadzą. Po prostu nie będę udawać głuchej i ślepej ani też go oszczędzać i ukrywać, co mi się nie podoba.

2,853

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Wrzucam na spokój. Jeśli coś ma się zepsuć, to się zepsuje, a nerwy na zapas nic mi nie dadzą. Po prostu nie będę udawać głuchej i ślepej ani też go oszczędzać i ukrywać, co mi się nie podoba.

No właśnie, niech się samo na spokojnie rozwija dalej, jako zwykła znajomość. A co z tego wyniknie, to się okaże wink

rossanka napisał/a:

U mnie związkowo bez zmian. Albo spaprałam ostatnią znajomość, albo po prostu nie wyszło, albo nie ma czego żałować.

Albo za dużo i za szybko oczekujesz wink Może warto tak na luzie podchodzić do różnych znajomości? Bez wyobrażania sobie, czy coś z tego będzie?

2,854

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Uasertywnienie Piegowatej jest godne podziwu smile

2,855

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Wrzucam na spokój. Jeśli coś ma się zepsuć, to się zepsuje, a nerwy na zapas nic mi nie dadzą. Po prostu nie będę udawać głuchej i ślepej ani też go oszczędzać i ukrywać, co mi się nie podoba.

Popieram. Jak mu zależy to wytrzyma big_smile

2,856 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-03 11:39:18)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piotr Introwertyk napisał/a:

Uasertywnienie Piegowatej jest godne podziwu smile

No, staram się... smile
Asertywność się opłaca.


Peter4x napisał/a:

Popieram. Jak mu zależy to wytrzyma big_smile

Moja znajoma na "eleganckie" powiedzonko: co komu przeznaczone, to na drodze rozkraczone.
Pogadałam otwarcie z nim. Pogadałam ze sobą i "spytałam siebie, czego pragnę". Pragnę spróbować ze świadomością... nie chcę pisać "przegranej", bo stwierdziłam, że wygram, cokolwiek się stanie: parę pozytywnych przeżyć i wspomnień.
Dużo lepiej się poczułam po tych rozmowach i przemyśleniach.

2,857

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Popieram. Jak mu zależy to wytrzyma big_smile

Moja znajoma na "eleganckie" powiedzonko: co komu przeznaczone, to na drodze rozkraczone.
Pogadałam otwarcie z nim. Pogadałam ze sobą i "spytałam siebie, czego pragnę". Pragnę spróbować ze świadomością... nie chcę pisać "przegranej", bo stwierdziłam, że wygram, cokolwiek się stanie: parę pozytywnych przeżyć i wspomnień.
Dużo lepiej się poczułam po tych rozmowach i przemyśleniach.

Mam tylko nadzieję że facet tą szansę wykorzysta i nie będzie chciał pożyczać kolejnych pieniędzy wink

2,858 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-10-04 10:26:40)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

To, że decyduję się spróbować, nie znaczy, że nie czuję obaw.
Oprócz tego wszystkiego, co tu napisałam, tkwią we mnie zadry z przeszłości. Pomaga mi, że mam ich świadomość.
To są czasami zupełnie drobne sprawy: na przykład były mąż wyśmiewał to, co mówiłam, moje słownictwo (on był raczej prostym człowiekiem, ja się naczytałam "ksiązków", mówiliśmy różnymi językami), odpychał mnie, gdy przychodziłam się przytulić.
Jest we mnie teraz dużo rezerwy i ostrożności. I ogólnie lęku przed bliskością, mimo iż jej chcę i potrzebuję.

2,859

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

To, że decyduję się spróbować, nie znaczy, że nie czuję obaw.
Oprócz tego wszystkiego, co tu napisałam, tkwią we mnie zadry z przeszłości. Pomaga mi, że mam ich świadomość.
To są czasami zupełnie drobne sprawy: na przykład były mąż wyśmiewał to, co mówiłam, moje słownictwo (on był raczej prostym człowiekiem, ja się naczytałam "ksiązków", mówiliśmy różnymi językami), odpychał mnie, gdy przychodziłam się przytulić.
Jest we mnie teraz dużo rezerwy i ostrożności. I ogólnie lęku przed bliskością, mimo iż jej chcę i potrzebuję.

Jak tak bardzo chcesz, to zawsze możesz spróbować. Najwyżej nie wyjdzie, jak wyjdą u niego jakieś niefajne cechy.
Trzeba próbować oczywiście w granicach rozsądku.
Bycie samemu to horror, wbrew temu, co piszą ludzie o polubieniu samotności i samorozwoju. Rozwijać to się można i będąc w związku. A samemu dobrze pobyć po rozstaniu, parę miesięcy, może rok, lub dwa, aby się pozbierać. Wieloletnia samotność to nieznośne więzienie i nie znam kogoś, kto dobrowolnie wszedłby w coś takiego. Zwykle jak komuś dobrze samemu to jest po super nieudanej relacji w porównaniu do której samotność wydaje się być wybawieniem. Albo mówi, że jest mnu dobrze samemu, ale niech no pojawi się odpowiednia osoba, do której coś poczuje i przy której mu dobrze, to momentalnie porzuca stan singlostwa. Nie znam przypadku, gdy ktoś, gdy pojawi się ktoś odpowiedni mówi: super osoba z Ciebie , dobrze nam razem , kręcisz mnie fizycznie, chciałbym  z Tobą spróbować albo i spędzić nawet resztę życia, ale wiesz, wybieram samotność bo to jest super stan, mogę się rozwijać i życie nie polega na byciu z kimś. Więc sorry, ale chcę być dale j sam, sama.

A te wszystkie głosy, poradniki, naucz się być sam - ok, ale to mam wrażenie odnosi się do jakiegoś okresu czasu. Nikt nie powie, pobądź sam 10 lat, to poukłądasz sobie życie i nauczysz się być samemu. Albo 15 lat i dopiero szukaj sobie kogoś. A najlepiej nie szukaj, bo takie rzeczy dzieję się same (niektórym).

2,860

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

To, że decyduję się spróbować, nie znaczy, że nie czuję obaw.
Oprócz tego wszystkiego, co tu napisałam, tkwią we mnie zadry z przeszłości. Pomaga mi, że mam ich świadomość.
To są czasami zupełnie drobne sprawy: na przykład były mąż wyśmiewał to, co mówiłam, moje słownictwo (on był raczej prostym człowiekiem, ja się naczytałam "ksiązków", mówiliśmy różnymi językami), odpychał mnie, gdy przychodziłam się przytulić.
Jest we mnie teraz dużo rezerwy i ostrożności. I ogólnie lęku przed bliskością, mimo iż jej chcę i potrzebuję.

Jak tak bardzo chcesz, to zawsze możesz spróbować. Najwyżej nie wyjdzie, jak wyjdą u niego jakieś niefajne cechy.
Trzeba próbować oczywiście w granicach rozsądku.
Bycie samemu to horror, wbrew temu, co piszą ludzie o polubieniu samotności i samorozwoju. Rozwijać to się można i będąc w związku. A samemu dobrze pobyć po rozstaniu, parę miesięcy, może rok, lub dwa, aby się pozbierać. Wieloletnia samotność to nieznośne więzienie i nie znam kogoś, kto dobrowolnie wszedłby w coś takiego. Zwykle jak komuś dobrze samemu to jest po super nieudanej relacji w porównaniu do której samotność wydaje się być wybawieniem. Albo mówi, że jest mnu dobrze samemu, ale niech no pojawi się odpowiednia osoba, do której coś poczuje i przy której mu dobrze, to momentalnie porzuca stan singlostwa. Nie znam przypadku, gdy ktoś, gdy pojawi się ktoś odpowiedni mówi: super osoba z Ciebie , dobrze nam razem , kręcisz mnie fizycznie, chciałbym  z Tobą spróbować albo i spędzić nawet resztę życia, ale wiesz, wybieram samotność bo to jest super stan, mogę się rozwijać i życie nie polega na byciu z kimś. Więc sorry, ale chcę być dale j sam, sama.

A te wszystkie głosy, poradniki, naucz się być sam - ok, ale to mam wrażenie odnosi się do jakiegoś okresu czasu. Nikt nie powie, pobądź sam 10 lat, to poukłądasz sobie życie i nauczysz się być samemu. Albo 15 lat i dopiero szukaj sobie kogoś. A najlepiej nie szukaj, bo takie rzeczy dzieję się same (niektórym).

Moga byc tez ludzie z typem osobowosci pewnym, lub na granicy zaburzenia osobowosci lub ekstremalnie introwertyczni.
Wtedy moga rzeczywiscie lubic samotnosc (jak ja).
Oczywiscie mowie o braku zwiazku, nie o o braku towarzystwa. Nigdy nie bede samotna poniewaz mam bardzo charakterystyczna przyjazn z kims od wielu lat.

Jednak co do normalnych ludzi masz racje. Wydaje mi sie, ze czlowiek nie jest stworzony do zycia bez zwiazku.

Posty [ 2,796 do 2,860 z 8,335 ]

Strony Poprzednia 1 … 42 43 44 45 46 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024