pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Strony Poprzednia 1 … 41 42 43 44 45 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,731 do 2,795 z 8,335 ]

2,731

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Dokladnie tak. Ludzie czasami zapominaja o tym jak trudno jest byc w zwiazkach. Czasami wydaje sie, ze kazdy zwiazek jest lepszy niz zaden.
Moja przyjaciolka znalazla wymarzony zwiazek majac juz 54 lata. Wydawalo sie, ze to pozno niby i wczesniej niby za duzo wybrzydzala. Pytalam jej kiedys 'Nie martwilas sie? Ze masz 50 lat i zycie Twoje nie jest ulozone, ze nagle chcialas isc do szkoly, zmienic zawod? Nie martwilas sie, ze nigdy nie znajdziesz nic, ze juz ogolnie Twoje zycie sie skonczylo?'
Na co ona powiedziala : Joan, o czym Ty mowisz?! Zdecydowalam, ze bede zyla do 90 roku zycia i to byla dopiero czesc mojego zycia, Ty jestes jeszcze mlodsza wiec nie badz silly burger.

I miala racje. Gdyby sie przejmowala, myslala za duzo o tym co przegapila, a nie o tym co ma przed soba to nic by sie nie wydarzylo bo nie miala by takiej sily przebicia. Jej energia bylaby przygaszona.

Życie do 90 - 100, a może i dłużej - super. Oby tylko w dobrym zdrowiu. Jednak trzeba o nie zadbać. Właściwie tak od 50 nie ma już żadnej presji. Nikt rozsądny nie będzie przecież oczekiwał dzieci. Można żyć dla siebie i z kim nam dobrze bo małych dzieci też już raczej nie ma na utrzymaniu.

Oczywiscie, ona dba o siebie ogolnie wiec tez dobrze. Nawet jezeli tyle nie pozyje to nadal ma jednak to podejscie, ze mysli o  zyciu, a nie o stagnacji czy smierci.
Bardzo to podziwiam w niej, bo u mnie takie podejscie latwo nie przychodzi big_smile

Zobacz podobne tematy :

2,732

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:
Peter4x napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Dokladnie tak. Ludzie czasami zapominaja o tym jak trudno jest byc w zwiazkach. Czasami wydaje sie, ze kazdy zwiazek jest lepszy niz zaden.
Moja przyjaciolka znalazla wymarzony zwiazek majac juz 54 lata. Wydawalo sie, ze to pozno niby i wczesniej niby za duzo wybrzydzala. Pytalam jej kiedys 'Nie martwilas sie? Ze masz 50 lat i zycie Twoje nie jest ulozone, ze nagle chcialas isc do szkoly, zmienic zawod? Nie martwilas sie, ze nigdy nie znajdziesz nic, ze juz ogolnie Twoje zycie sie skonczylo?'
Na co ona powiedziala : Joan, o czym Ty mowisz?! Zdecydowalam, ze bede zyla do 90 roku zycia i to byla dopiero czesc mojego zycia, Ty jestes jeszcze mlodsza wiec nie badz silly burger.

I miala racje. Gdyby sie przejmowala, myslala za duzo o tym co przegapila, a nie o tym co ma przed soba to nic by sie nie wydarzylo bo nie miala by takiej sily przebicia. Jej energia bylaby przygaszona.

Życie do 90 - 100, a może i dłużej - super. Oby tylko w dobrym zdrowiu. Jednak trzeba o nie zadbać. Właściwie tak od 50 nie ma już żadnej presji. Nikt rozsądny nie będzie przecież oczekiwał dzieci. Można żyć dla siebie i z kim nam dobrze bo małych dzieci też już raczej nie ma na utrzymaniu.

Oczywiscie, ona dba o siebie ogolnie wiec tez dobrze. Nawet jezeli tyle nie pozyje to nadal ma jednak to podejscie, ze mysli o  zyciu, a nie o stagnacji czy smierci.
Bardzo to podziwiam w niej, bo u mnie takie podejscie latwo nie przychodzi big_smile

Być może ludzie rodzą się z takim podejściem do życia. Ja zwykle myślałam o śmierci, nawet jako dziecko, o końcu życia (skąd takie myśli u 10 latki?), a są ludzi, którzy w wiku lat 10 i 60 są zadowoleni, pogodni, czerpią z życia pełnymi garściami. I taka kobieta np 45 rozwódka - ona sobie zaraz kogoś nowego znajduje, bo jej do głowy nie przyjdzie, ze jest stara i nic ją już w życiu nie czeka.
Moja babcia miała taką koleżankę. Pani ta wyszła za mąż po 20stce. Owdowiała po 30 stce. Potem poznała męża nr 2 i z nim była kupę lat, do jego śmierci, gdy ona była już koło 70 ki. Może miała 66, czy 68 lat. Nieważne. Po czym miała męża nr 3, z którym przeżyła jeszcze kolejnych 15 lat! Dopóki nie owdowiała ponownie. To był jej ostatni mąż. Ale w sumie kal policzyć wszystkie lata, to niedługo btywała "singielką". Ona na pewno nie myślała, mam 70 lat i już zawsze będę sama.

2,733 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-24 14:58:42)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, coś w tym jest, nastawienie i przewidywania wpływają na zachowanie, to jest jakiś rodzaj "energii", która przejawia się na zewnątrz, a zachowanie w dużej mierze warunkuje co nas może spotkać, a co nie, nie tylko w kontekście związkowym, truizm w sumie.

"Boisz się więc będzie tak", jak z tej piosenki, skądinąd głupiej smile

2,734

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Rossanko, coś w tym jest, nastawienie i przewidywania wpływają na zachowanie, to jest jakiś rodzaj "energii", która przejawia się na zewnątrz, a zachowanie w dużej mierze warunkuje co nas może spotkać, a co nie, nie tylko w kontekście związkowym, truizm w sumie.

"Boisz się więc będzie tak", jak z tej piosenki, skądinąd głupiej smile

Coś jak podobne przyciąga podobne, myślisz źle,  to to się stanie. Myślisz dobrze, to "przyciagasz" dobre rzeczy. To prawda.

2,735

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Rossanko, coś w tym jest, nastawienie i przewidywania wpływają na zachowanie, to jest jakiś rodzaj "energii", która przejawia się na zewnątrz, a zachowanie w dużej mierze warunkuje co nas może spotkać, a co nie, nie tylko w kontekście związkowym, truizm w sumie.

"Boisz się więc będzie tak", jak z tej piosenki, skądinąd głupiej smile

Coś jak podobne przyciąga podobne, myślisz źle,  to to się stanie. Myślisz dobrze, to "przyciagasz" dobre rzeczy. To prawda.

To nie jest tak, że samo myślenie coś przyciąga. Kiedyś tu z Peterem o tym pisaliśmy. Raczej osoba, które ma złe przekonania o sobie albo nie wierzy, że coś się uda, jest skupiona na negatywnych stronach życia, nie podejmuje działań albo działa mało skutecznie, z małym zaangażowaniem, i też zwyczajnie trudno się na tym działaniu skupić, gdy się myśli o sprawach dołujących. Tworzy też wokół siebie pewną ciemną aurę, co w kontaktach może mieć znaczenie, a szczególnie damsko-męskich, no i raczej nie emanuje pewnością siebie, a zdaje mi się, że ta pewność siebie w pewnym wieku ma znaczenie bardzo duże. Można być przydołowanym dwudziestolatkiem i to jakoś uchodzi, ale osobie starszej "nie wypada", tak to jest postrzegane.

2,736

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Rossanko, coś w tym jest, nastawienie i przewidywania wpływają na zachowanie, to jest jakiś rodzaj "energii", która przejawia się na zewnątrz, a zachowanie w dużej mierze warunkuje co nas może spotkać, a co nie, nie tylko w kontekście związkowym, truizm w sumie.

"Boisz się więc będzie tak", jak z tej piosenki, skądinąd głupiej smile

Coś jak podobne przyciąga podobne, myślisz źle,  to to się stanie. Myślisz dobrze, to "przyciagasz" dobre rzeczy. To prawda.

To nie jest tak, że samo myślenie coś przyciąga. Kiedyś tu z Peterem o tym pisaliśmy. Raczej osoba, które ma złe przekonania o sobie albo nie wierzy, że coś się uda, jest skupiona na negatywnych stronach życia, nie podejmuje działań albo działa mało skutecznie, z małym zaangażowaniem, i też zwyczajnie trudno się na tym działaniu skupić, gdy się myśli o sprawach dołujących. Tworzy też wokół siebie pewną ciemną aurę, co w kontaktach może mieć znaczenie, a szczególnie damsko-męskich, no i raczej nie emanuje pewnością siebie, a zdaje mi się, że ta pewność siebie w pewnym wieku ma znaczenie bardzo duże. Można być przydołowanym dwudziestolatkiem i to jakoś uchodzi, ale osobie starszej "nie wypada", tak to jest postrzegane.

O to mi właśnie chodziło.

2,737

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

To nie jest tak, że samo myślenie coś przyciąga. Kiedyś tu z Peterem o tym pisaliśmy. Raczej osoba, które ma złe przekonania o sobie albo nie wierzy, że coś się uda, jest skupiona na negatywnych stronach życia, nie podejmuje działań albo działa mało skutecznie, z małym zaangażowaniem, i też zwyczajnie trudno się na tym działaniu skupić, gdy się myśli o sprawach dołujących. Tworzy też wokół siebie pewną ciemną aurę, co w kontaktach może mieć znaczenie, a szczególnie damsko-męskich, no i raczej nie emanuje pewnością siebie, a zdaje mi się, że ta pewność siebie w pewnym wieku ma znaczenie bardzo duże. Można być przydołowanym dwudziestolatkiem i to jakoś uchodzi, ale osobie starszej "nie wypada", tak to jest postrzegane.

Jednak masz tą zdolność opisywania nawet lepiej ode mnie tego o co mi chodzi i o co mi wtedy chodziło smile

2,738 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-09-24 18:41:26)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Masz rację Peter niezła jest .
W dodatku niezłe są obie Niepodobna i Rossanka smile
Bardzo lubię Was czytać dziewczęta .
Piegowatą też smile

2,739

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

To nie jest tak, że samo myślenie coś przyciąga. Kiedyś tu z Peterem o tym pisaliśmy. Raczej osoba, które ma złe przekonania o sobie albo nie wierzy, że coś się uda, jest skupiona na negatywnych stronach życia, nie podejmuje działań albo działa mało skutecznie, z małym zaangażowaniem, i też zwyczajnie trudno się na tym działaniu skupić, gdy się myśli o sprawach dołujących. Tworzy też wokół siebie pewną ciemną aurę, co w kontaktach może mieć znaczenie, a szczególnie damsko-męskich, no i raczej nie emanuje pewnością siebie, a zdaje mi się, że ta pewność siebie w pewnym wieku ma znaczenie bardzo duże. Można być przydołowanym dwudziestolatkiem i to jakoś uchodzi, ale osobie starszej "nie wypada", tak to jest postrzegane.

Jednak masz tą zdolność opisywania nawet lepiej ode mnie tego o co mi chodzi i o co mi wtedy chodziło smile

Nie uważam, że lepiej od Ciebie wiem, o co Ci chodziło smile Po prostu pamiętam, że rozmawialiśmy o tym. To co dalej, napisałam jako własne wnioski, bo Ty chyba byłeś zdania, że same myśli też mogą coś sprowadzać. Z tym się nie bardzo zgadzam, chyba, że bierzemy pod uwagę siły nadnaturalne.
Ale co do tej bardziej powierzchownej warstwy, rozumieliśmy się ; )

2,740

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
paslawek napisał/a:

Masz rację Peter niezła jest .
W dodatku niezłe są obie Niepodobna i Rossanka smile
Bardzo lubię Was czytać dziewczęta .
Piegowatą też smile

Ja nic odkrywczego nie piszę.

Ale też lubię twoje posty, chociaż trzeba się e nie wgryźć smile

2,741

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Cześć, czołem smile
Za miłe słowa dzięki.
Ja dzisiaj nie mam humoru. PP uparł się na mnie, w dodatku w taki sposób, że nie mogę nawet się wku...ć i posłać do wszystkich diabłów, bo jest cierpliwy i opanowany. A ja - nie mówcie, proszę, że jestem kretynka, bo sama o tym wiem wink - żyję w ambiwalencji i stresie. Dzisiaj mu powiedzialam, że wsyzstko we mnie wyje: "uciekaj!". Myślicie, że on się tym przejął? A skąd. "Kazał" się nie martwić i zaufać wreszcie.
Poszedł sobie przed chwilą grzecznie do swojego domu, na odchodne kazał uważać na siebie, niemal po ojcowsku mnie pocałował i obiecał, że jutro z rana zadzwoni.
Czekam tylko, kiedy to samo "piźnie", boję się pomimo wszystkich ciepłych gestów. A z drugiej strony - tak bardzo mi ich potrzeba, szkoda, że nie mam zaufania.
Dziś mi też zaoferował pomoc w pewnej sprawie, a jutro obiecał dopilnować ze mną zwózki opału na zimę.
Stoję w przysłowiowym rozkroku. Miotam się. Myślałam, że będzie łatwiej.

2,742

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
paslawek napisał/a:

Masz rację Peter niezła jest .
W dodatku niezłe są obie Niepodobna i Rossanka smile
Bardzo lubię Was czytać dziewczęta .
Piegowatą też smile

"Dziewczyna"dziękuje smile

Co do tego myślenia, pozytywnego i negatywnego, to teraz jak mam być (niestety) szczera, sprawdza się mój gorszy wariant B (mówię jedynie o związkach), w których lata mijają, a ja nadal sama, bo albo kogos poznaje i zajęty, albo nie zainteresowany. Czyli standard, czyli wciąż ten sam wzór.
Ale jest jeszcze gorzej, ostatnio sobie uświadomiłam, że zdziwiłabym się jakby było inaczej i gdyby zdarzyła się sytuacja, że mężczyzna , którym jestem zainteresowana zainteresował się mną, to nie umiałabym się w tym odnaleźć. To by było takie przełamanie schematu, że szok. A tak to cierpię, ale wiem co robić: najpierw kogoś poznaję, za jakiś czas wydaje mi się, że widzę i jego zainteresowanie, więc zaczynam się wkręcać, potem wszystko idzie do przodu (wg mnie), ale nic się nie dzieje konkretnego, po czym okazuje się, że była to zwykła uprzejmość czy coś podobnego, a pan zaczyna się spotykać z inną (ewentualnie okazuje się, że od jakiegoś czasu spotykał się już z inna). Potem ja przeżywam i przeżywam, potem mi przechodzi, aż do następnego razu za parę lat, gdzy znowu kogoś poznaję, a dalej schemat się powtarza. Aż do następnego razu i następnego.
Dzień Świstaka taki.

2,743

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Cześć, czołem smile
Za miłe słowa dzięki.
Ja dzisiaj nie mam humoru. PP uparł się na mnie, w dodatku w taki sposób, że nie mogę nawet się wku...ć i posłać do wszystkich diabłów, bo jest cierpliwy i opanowany. A ja - nie mówcie, proszę, że jestem kretynka, bo sama o tym wiem wink - żyję w ambiwalencji i stresie. Dzisiaj mu powiedzialam, że wsyzstko we mnie wyje: "uciekaj!". Myślicie, że on się tym przejął? A skąd. "Kazał" się nie martwić i zaufać wreszcie.
Poszedł sobie przed chwilą grzecznie do swojego domu, na odchodne kazał uważać na siebie, niemal po ojcowsku mnie pocałował i obiecał, że jutro z rana zadzwoni.
Czekam tylko, kiedy to samo "piźnie", boję się pomimo wszystkich ciepłych gestów. A z drugiej strony - tak bardzo mi ich potrzeba, szkoda, że nie mam zaufania.
Dziś mi też zaoferował pomoc w pewnej sprawie, a jutro obiecał dopilnować ze mną zwózki opału na zimę.
Stoję w przysłowiowym rozkroku. Miotam się. Myślałam, że będzie łatwiej.

A co z pieniędzmi?

2,744

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Bez zmian, ale kolejna robota w domu ogarnięta.
Zbieram siły na ostateczną decyzję, a jednak jest mi ciężko. Chyba jestem bardziej spragniona ciepłych uczuć, niż mi się wydawało. Ciężko jest ostatecznie spojrzeć w oczy prawdzie, że te ciepłe uczucia i gesty to tylko pozory.

2,745

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

A masz pewność, że to tylko pozory ? Bo jeśli masz to chyba nie powinno być dylematu.

2,746

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Hmm... Pewności nie mam, ale jednak widzę i czuję, że nie odzyskam zaufania do tego człowieka, jestem nastawiona na wyłapywanie negatywnych sygnałów, podejrzliwa. Nie warto tak żyć.

2,747

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

No cóż, ja lubię być naiwna i widziałabym to, że można zaufanie odbudować. Ale jeżeli masz obawy to one znikąd się nie wzięły...
Nie traktuję swojego doświadczenia jak wyroczni i nie wiem jak się wyrazić, żeby to tak nie brzmiało, ale na ogół jeśli ktoś raz spowodował, że miałam zastrzeżenia to z kolejnymi szansami liczba zawodów tylko się powiększała. Za każdym razem bolało bardziej. Dziś wiem, że ja będę pewne sytuacje już ucinać szybko bez szans na rozwój. Ale to ja, może Tobie potrzeba "sparzyć się" definitywnie albo przekonać, że warto było dać drugą szansę.
Niepokoi mnie to co piszesz, że to ten głód ciepłych uczuć powoduje, że się jak piszesz "miotasz". Dobrze, że masz tego świadomość. Może postaraj się na chwile odciąć od tych emocji, tego pragnienia ciepła a patrzeć na suche fakty. Nie wiem co poradzić, nie wiem co zadziałałoby u Ciebie najlepiej.

2,748

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
paslawek napisał/a:

Masz rację Peter niezła jest .
W dodatku niezłe są obie Niepodobna i Rossanka smile
Bardzo lubię Was czytać dziewczęta .
Piegowatą też

Oczywiście Rossanka i Piegowata tez bardzo fajnie pisze i je też wysoko cenię. Nie zapominając o trafnych spostrzeżeniach Trx i innych smile. Mi jest o tyle ciężko, że z j. poskiego zawsze ślizgałem się na 3 w liceum wink


niepodobna napisał/a:

Nie uważam, że lepiej od Ciebie wiem, o co Ci chodziło smile Po prostu pamiętam, że rozmawialiśmy o tym. To co dalej, napisałam jako własne wnioski, bo Ty chyba byłeś zdania, że same myśli też mogą coś sprowadzać. Z tym się nie bardzo zgadzam, chyba, że bierzemy pod uwagę siły nadnaturalne.
Ale co do tej bardziej powierzchownej warstwy, rozumieliśmy się ; )

Tą część racjonalną opisałaś lepiej niż ja sam bym potrafił. Jednak racja, ja jeszcze wspominałem o wizualizacji, to znaczy programowaniu umysłu w czasie relaksu, a właściwie snu na jawie. Kiedyś czytałem książkę "metoda Silvy". Niektórzy mogą uważać że to programowanie umysłu, a właściwie wyobrażanie sobie pewnych sytuacji które mają się zdarzyć, ma coś wspólnego z magią czy zjawiskami nadprzyrodzonymi. Jednak mi się wydaje że właśnie to racjonalne tłumaczenie też się z tymi nieracjonalnymi oczekiwaniami wiąże. Programujemy swój umysł, podświadomość, aby postępować w sposób który doprowadzi do pewnego pozytywnego skutku bądź zakończenia.


rossanka napisał/a:

Co do tego myślenia, pozytywnego i negatywnego, to teraz jak mam być (niestety) szczera, sprawdza się mój gorszy wariant B (mówię jedynie o związkach), w których lata mijają, a ja nadal sama, bo albo kogos poznaje i zajęty, albo nie zainteresowany. Czyli standard, czyli wciąż ten sam wzór.
Ale jest jeszcze gorzej, ostatnio sobie uświadomiłam, że zdziwiłabym się jakby było inaczej i gdyby zdarzyła się sytuacja, że mężczyzna , którym jestem zainteresowana zainteresował się mną, to nie umiałabym się w tym odnaleźć. To by było takie przełamanie schematu, że szok. A tak to cierpię, ale wiem co robić: najpierw kogoś poznaję, za jakiś czas wydaje mi się, że widzę i jego zainteresowanie, więc zaczynam się wkręcać, potem wszystko idzie do przodu (wg mnie), ale nic się nie dzieje konkretnego, po czym okazuje się, że była to zwykła uprzejmość czy coś podobnego, a pan zaczyna się spotykać z inną (ewentualnie okazuje się, że od jakiegoś czasu spotykał się już z inna). Potem ja przeżywam i przeżywam, potem mi przechodzi, aż do następnego razu za parę lat, gdzy znowu kogoś poznaję, a dalej schemat się powtarza. Aż do następnego razu i następnego.
Dzień Świstaka taki.

Fajny scenariusz na film sci-fi wink Niestety ja też jak byłem o wiele młodszy miałem czasami podobny schemat obaw, lub wręcz negatywnych fantazji. Jakiś taki brak przekonania że coś związanego z uczuciami może dobrze się skończyć. Nie wiem skąd to się wzięło. Może doświadczenia z przeszłości tak mnie zaprogramowały, może coś innego. W każdym razie teraz już potrafię takie negatywne myśli kontrolować. Trzeba z tym walczyć.


Piegowata'76 napisał/a:

Bez zmian, ale kolejna robota w domu ogarnięta.
Zbieram siły na ostateczną decyzję, a jednak jest mi ciężko. Chyba jestem bardziej spragniona ciepłych uczuć, niż mi się wydawało. Ciężko jest ostatecznie spojrzeć w oczy prawdzie, że te ciepłe uczucia i gesty to tylko pozory.

Wierzę w Twój rozsądek Piegowata. Jednak jak napisałem, gdyby rzeczywiście mu na Tobie zależało to oddałby całą pożyczoną sumę co do grosza. Mam nadzieję że ten facet na to wpadnie smile

2,749

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:

rossanka napisał/a:

Co do tego myślenia, pozytywnego i negatywnego, to teraz jak mam być (niestety) szczera, sprawdza się mój gorszy wariant B (mówię jedynie o związkach), w których lata mijają, a ja nadal sama, bo albo kogos poznaje i zajęty, albo nie zainteresowany. Czyli standard, czyli wciąż ten sam wzór.
Ale jest jeszcze gorzej, ostatnio sobie uświadomiłam, że zdziwiłabym się jakby było inaczej i gdyby zdarzyła się sytuacja, że mężczyzna , którym jestem zainteresowana zainteresował się mną, to nie umiałabym się w tym odnaleźć. To by było takie przełamanie schematu, że szok. A tak to cierpię, ale wiem co robić: najpierw kogoś poznaję, za jakiś czas wydaje mi się, że widzę i jego zainteresowanie, więc zaczynam się wkręcać, potem wszystko idzie do przodu (wg mnie), ale nic się nie dzieje konkretnego, po czym okazuje się, że była to zwykła uprzejmość czy coś podobnego, a pan zaczyna się spotykać z inną (ewentualnie okazuje się, że od jakiegoś czasu spotykał się już z inna). Potem ja przeżywam i przeżywam, potem mi przechodzi, aż do następnego razu za parę lat, gdzy znowu kogoś poznaję, a dalej schemat się powtarza. Aż do następnego razu i następnego.
Dzień Świstaka taki.

Fajny scenariusz na film sci-fi wink Niestety ja też jak byłem o wiele młodszy miałem czasami podobny schemat obaw, lub wręcz negatywnych fantazji. Jakiś taki brak przekonania że coś związanego z uczuciami może dobrze się skończyć. Nie wiem skąd to się wzięło. Może doświadczenia z przeszłości tak mnie zaprogramowały, może coś innego. W każdym razie teraz już potrafię takie negatywne myśli kontrolować. Trzeba z tym walczyć.

To nie żaden sci-fi, ale czarna komedia big_smile
Myślę, że te myśli, ze coś związanego z uczuciami może się dobrze skończyć - ma ścisły związek z doświadczeniami. Raz się żle kończy - myślisz, nastepnym razem będzie inaczej. Następnym razem się kończy tak samo - myślisz - hm, może kolejnym razem będzie inaczej. Kolejny raz jest taki sam i jego następca też - i tworzy się takie błędne koło, samo napędzające się. I w końcu przychodzi jakiś punkt, ze człowiek spodziewa się kolejnego scenariusza identycznego jak poprzednie - i w sumie przestaje się dziwić. Coś jak ja mam. Dzień świstaka normalnie.

2,750

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

To nie żaden sci-fi, ale czarna komedia big_smile
Myślę, że te myśli, ze coś związanego z uczuciami może się dobrze skończyć - ma ścisły związek z doświadczeniami. Raz się żle kończy - myślisz, nastepnym razem będzie inaczej. Następnym razem się kończy tak samo - myślisz - hm, może kolejnym razem będzie inaczej. Kolejny raz jest taki sam i jego następca też - i tworzy się takie błędne koło, samo napędzające się. I w końcu przychodzi jakiś punkt, ze człowiek spodziewa się kolejnego scenariusza identycznego jak poprzednie - i w sumie przestaje się dziwić. Coś jak ja mam. Dzień świstaka normalnie.

Takie błędne koło trzeba jakoś przerwać. Nie wiem czy wmawianie sobie czegokolwiek coś tu da. Najgorsze jest to że im dłużej coś takiego trwa tym bardziej człowiek traci chęci i nadzieję że coś można zmienić. Może pozytywna wizualizacja, wyobrażanie sobie pozytywnego zakończenia, ale to na pewno nie będzie proste przy takich doświadczeniach. Trzeba znaleźć jakiś sposób na zmianę nastawienia. Jakoś odzyskać przekonanie że teraz już zakończenie będzie pozytywne. Ja sobie "wbijam" do głowy że teraz wszystkie realne plany muszą się spełniać i już smile Na razie działa, ale droga do spełnieniach ich wszystkich jeszcze daleka wink Może inni coś zasugerują.

2,751

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:

Takie błędne koło trzeba jakoś przerwać. Nie wiem czy wmawianie sobie czegokolwiek coś tu da. Najgorsze jest to że im dłużej coś takiego trwa tym bardziej człowiek traci chęci i nadzieję że coś można zmienić. Może pozytywna wizualizacja, wyobrażanie sobie pozytywnego zakończenia, ale to na pewno nie będzie proste przy takich doświadczeniach. Trzeba znaleźć jakiś sposób na zmianę nastawienia. Jakoś odzyskać przekonanie że teraz już zakończenie będzie pozytywne. Ja sobie "wbijam" do głowy że teraz wszystkie realne plany muszą się spełniać i już smile Na razie działa, ale droga do spełnieniach ich wszystkich jeszcze daleka wink Może inni coś zasugerują.

To mogę zrobić, ale gdzieś w głębi czuję, że to nie prawda. To niemożliwe. To innym zdarzają się happy endy, nie mi sad Tak wtedy myślę, nauczona samymi złymi doświadczeniami.
A może istnieje inna metoda na przerwanie tego kręgu, tylko ja jej jeszcze nie odkryłam.

2,752 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-24 23:01:36)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Peter4x napisał/a:

rossanka napisał/a:

Co do tego myślenia, pozytywnego i negatywnego, to teraz jak mam być (niestety) szczera, sprawdza się mój gorszy wariant B (mówię jedynie o związkach), w których lata mijają, a ja nadal sama, bo albo kogos poznaje i zajęty, albo nie zainteresowany. Czyli standard, czyli wciąż ten sam wzór.
Ale jest jeszcze gorzej, ostatnio sobie uświadomiłam, że zdziwiłabym się jakby było inaczej i gdyby zdarzyła się sytuacja, że mężczyzna , którym jestem zainteresowana zainteresował się mną, to nie umiałabym się w tym odnaleźć. To by było takie przełamanie schematu, że szok. A tak to cierpię, ale wiem co robić: najpierw kogoś poznaję, za jakiś czas wydaje mi się, że widzę i jego zainteresowanie, więc zaczynam się wkręcać, potem wszystko idzie do przodu (wg mnie), ale nic się nie dzieje konkretnego, po czym okazuje się, że była to zwykła uprzejmość czy coś podobnego, a pan zaczyna się spotykać z inną (ewentualnie okazuje się, że od jakiegoś czasu spotykał się już z inna). Potem ja przeżywam i przeżywam, potem mi przechodzi, aż do następnego razu za parę lat, gdzy znowu kogoś poznaję, a dalej schemat się powtarza. Aż do następnego razu i następnego.
Dzień Świstaka taki.

Fajny scenariusz na film sci-fi wink Niestety ja też jak byłem o wiele młodszy miałem czasami podobny schemat obaw, lub wręcz negatywnych fantazji. Jakiś taki brak przekonania że coś związanego z uczuciami może dobrze się skończyć. Nie wiem skąd to się wzięło. Może doświadczenia z przeszłości tak mnie zaprogramowały, może coś innego. W każdym razie teraz już potrafię takie negatywne myśli kontrolować. Trzeba z tym walczyć.

To nie żaden sci-fi, ale czarna komedia big_smile
Myślę, że te myśli, ze coś związanego z uczuciami może się dobrze skończyć - ma ścisły związek z doświadczeniami. Raz się żle kończy - myślisz, nastepnym razem będzie inaczej. Następnym razem się kończy tak samo - myślisz - hm, może kolejnym razem będzie inaczej. Kolejny raz jest taki sam i jego następca też - i tworzy się takie błędne koło, samo napędzające się. I w końcu przychodzi jakiś punkt, ze człowiek spodziewa się kolejnego scenariusza identycznego jak poprzednie - i w sumie przestaje się dziwić. Coś jak ja mam. Dzień świstaka normalnie.

Rossanko, ale zawsze coś udanego dzieje się nieoczekiwanie. Co do poznawania się, to jednego z moich byłych spotkałam w sieci, na czacie, nie wiem, czy wspominałam, że tak to było. I to była ta najlepsza i najważniejsza relacja. Pamiętam jak się zaczęła nasza rozmowa. Było bardzo późno, chciało mi się już spać i byłam zmęczona i zniecierpliwiona, już mi łapka szła do przycisku "wyloguj", tym bardziej, że miałam wcześniej kilka bezensownych bądź idiotycznych rozmów, jedna z nich nawet trwała jeszcze. Patrzę, następne okienko priva i myślę, następny rozgarnięty inaczej, nie, już mi się nie chce.
Ale jakoś odklikałam w tym okienku, cześć - cześć, żadnych głupot typu "skąd klikasz i co porabiasz" "kogo tutaj szukasz" ani seksualnych zaczepek i propozycji, a za chwilę padło pytanie, jakiego nikt mi nigdy nie zadał, ani w necie, ani realnie nie zadał mi tak niesamowitego i glębokiego pytania. A tu tak ni z gruszki, ni z pietruszki, obcy człowiek. Było to coś tak innego, że postanowiłam pogadać, mimo, że spadałam już z krzesła, a ten dzień już sam w sobie na pewno nie należał do takich, kiedy bym myślała, że kogoś poznam i to właśnie tam, i w ogóle byłam do życia nastawiona na nie - taki klimat. No ale tak, to był on. Tak się zaczęło. Może parę sekund by sprawiło, że nigdy byśmy się nie poznali, to są takie właśnie przypadki.

2,753

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
Peter4x napisał/a:



Fajny scenariusz na film sci-fi wink Niestety ja też jak byłem o wiele młodszy miałem czasami podobny schemat obaw, lub wręcz negatywnych fantazji. Jakiś taki brak przekonania że coś związanego z uczuciami może dobrze się skończyć. Nie wiem skąd to się wzięło. Może doświadczenia z przeszłości tak mnie zaprogramowały, może coś innego. W każdym razie teraz już potrafię takie negatywne myśli kontrolować. Trzeba z tym walczyć.

To nie żaden sci-fi, ale czarna komedia big_smile
Myślę, że te myśli, ze coś związanego z uczuciami może się dobrze skończyć - ma ścisły związek z doświadczeniami. Raz się żle kończy - myślisz, nastepnym razem będzie inaczej. Następnym razem się kończy tak samo - myślisz - hm, może kolejnym razem będzie inaczej. Kolejny raz jest taki sam i jego następca też - i tworzy się takie błędne koło, samo napędzające się. I w końcu przychodzi jakiś punkt, ze człowiek spodziewa się kolejnego scenariusza identycznego jak poprzednie - i w sumie przestaje się dziwić. Coś jak ja mam. Dzień świstaka normalnie.

Rossanko, ale zawsze coś udanego dzieje się nieoczekiwanie. Co do poznawania się, to jednego z moich byłych spotkałam w sieci, na czacie, nie wiem, czy wspominałam, że tak to było. I to była ta najlepsza i najważniejsza relacja. Pamiętam jak się zaczęła nasza rozmowa. Było bardzo późno, chciało mi się już spać i byłam zmęczona i zniecierpliwiona, już mi łapka szła do przycisku "wyloguj", tym bardziej, że miałam wcześniej kilka bezensownych bądź idiotycznych rozmów, jedna z nich nawet trwała jeszcze. Patrzę, następne okienko priva i myślę, następny rozgarnięty inaczej, nie, już mi się nie chce.
Ale jakoś odklikałam w tym okienku, cześć - cześć, żadnych głupot typu "skąd klikasz i co porabiasz" "kogo tutaj szukasz" ani seksualnych zaczepek i propozycji, a za chwilę padło pytanie, jakiego nikt mi nigdy nie zadał, ani w necie, ani realnie nie zadał mi tak niesamowitego i glębokiego pytania. A tu tak ni z gruszki, ni z pietruszki, obcy człowiek. Było to coś tak innego, że postanowiłam pogadać, mimo, że spadałam już z krzesła, a ten dzień już sam w sobie na pewno nie należał do takich, kiedy bym myślała, że kogoś poznam i to właśnie tam, i w ogóle byłam do życia nastawiona na nie - taki klimat. No ale tak, to był on. Tak się zaczęło. Może parę sekund by sprawiło, że nigdy byśmy się nie poznali, to są takie właśnie przypadki.

Niestety w życiu mi sie nic tak "przypadkowego" nie przydarzyło. Wszystkie moje niedoszłe relacje bez hapiendu, zaczynały się powoli, gdzie spotykałam daną osobę przez jakiś czas w danym miejscu (np kurs prawa jazdy, grupa na uczelni itd). Słyszałam, że tak się zdarza, takie nagłe znajomości, ale nie mi. Innym. Ja takiego czegoś nie przeżyłam.

2,754 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-24 23:15:45)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:

To nie żaden sci-fi, ale czarna komedia big_smile
Myślę, że te myśli, ze coś związanego z uczuciami może się dobrze skończyć - ma ścisły związek z doświadczeniami. Raz się żle kończy - myślisz, nastepnym razem będzie inaczej. Następnym razem się kończy tak samo - myślisz - hm, może kolejnym razem będzie inaczej. Kolejny raz jest taki sam i jego następca też - i tworzy się takie błędne koło, samo napędzające się. I w końcu przychodzi jakiś punkt, ze człowiek spodziewa się kolejnego scenariusza identycznego jak poprzednie - i w sumie przestaje się dziwić. Coś jak ja mam. Dzień świstaka normalnie.

Rossanko, ale zawsze coś udanego dzieje się nieoczekiwanie. Co do poznawania się, to jednego z moich byłych spotkałam w sieci, na czacie, nie wiem, czy wspominałam, że tak to było. I to była ta najlepsza i najważniejsza relacja. Pamiętam jak się zaczęła nasza rozmowa. Było bardzo późno, chciało mi się już spać i byłam zmęczona i zniecierpliwiona, już mi łapka szła do przycisku "wyloguj", tym bardziej, że miałam wcześniej kilka bezensownych bądź idiotycznych rozmów, jedna z nich nawet trwała jeszcze. Patrzę, następne okienko priva i myślę, następny rozgarnięty inaczej, nie, już mi się nie chce.
Ale jakoś odklikałam w tym okienku, cześć - cześć, żadnych głupot typu "skąd klikasz i co porabiasz" "kogo tutaj szukasz" ani seksualnych zaczepek i propozycji, a za chwilę padło pytanie, jakiego nikt mi nigdy nie zadał, ani w necie, ani realnie nie zadał mi tak niesamowitego i glębokiego pytania. A tu tak ni z gruszki, ni z pietruszki, obcy człowiek. Było to coś tak innego, że postanowiłam pogadać, mimo, że spadałam już z krzesła, a ten dzień już sam w sobie na pewno nie należał do takich, kiedy bym myślała, że kogoś poznam i to właśnie tam, i w ogóle byłam do życia nastawiona na nie - taki klimat. No ale tak, to był on. Tak się zaczęło. Może parę sekund by sprawiło, że nigdy byśmy się nie poznali, to są takie właśnie przypadki.

Niestety w życiu mi sie nic tak "przypadkowego" nie przydarzyło. Wszystkie moje niedoszłe relacje bez hapiendu, zaczynały się powoli, gdzie spotykałam daną osobę przez jakiś czas w danym miejscu (np kurs prawa jazdy, grupa na uczelni itd). Słyszałam, że tak się zdarza, takie nagłe znajomości, ale nie mi. Innym. Ja takiego czegoś nie przeżyłam.

Ależ nasza też się rozkręcała powoli. Po prostu to spotkanie było całkiem nieoczekiwane.

2,755

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Rossanko, ale zawsze coś udanego dzieje się nieoczekiwanie. Co do poznawania się, to jednego z moich byłych spotkałam w sieci, na czacie, nie wiem, czy wspominałam, że tak to było. I to była ta najlepsza i najważniejsza relacja. Pamiętam jak się zaczęła nasza rozmowa. Było bardzo późno, chciało mi się już spać i byłam zmęczona i zniecierpliwiona, już mi łapka szła do przycisku "wyloguj", tym bardziej, że miałam wcześniej kilka bezensownych bądź idiotycznych rozmów, jedna z nich nawet trwała jeszcze. Patrzę, następne okienko priva i myślę, następny rozgarnięty inaczej, nie, już mi się nie chce.
Ale jakoś odklikałam w tym okienku, cześć - cześć, żadnych głupot typu "skąd klikasz i co porabiasz" "kogo tutaj szukasz" ani seksualnych zaczepek i propozycji, a za chwilę padło pytanie, jakiego nikt mi nigdy nie zadał, ani w necie, ani realnie nie zadał mi tak niesamowitego i glębokiego pytania. A tu tak ni z gruszki, ni z pietruszki, obcy człowiek. Było to coś tak innego, że postanowiłam pogadać, mimo, że spadałam już z krzesła, a ten dzień już sam w sobie na pewno nie należał do takich, kiedy bym myślała, że kogoś poznam i to właśnie tam, i w ogóle byłam do życia nastawiona na nie - taki klimat. No ale tak, to był on. Tak się zaczęło. Może parę sekund by sprawiło, że nigdy byśmy się nie poznali, to są takie właśnie przypadki.

Niestety w życiu mi sie nic tak "przypadkowego" nie przydarzyło. Wszystkie moje niedoszłe relacje bez hapiendu, zaczynały się powoli, gdzie spotykałam daną osobę przez jakiś czas w danym miejscu (np kurs prawa jazdy, grupa na uczelni itd). Słyszałam, że tak się zdarza, takie nagłe znajomości, ale nie mi. Innym. Ja takiego czegoś nie przeżyłam.

Ależ nasza też się rozkręcała powoli. Po prostu to spotkanie było całkiem nieoczekiwane.

Jak sie pomysli o wszystkim tym co musialo sie stac wczesniej, zeby dwie osoby sie spotkaly naprawde to naprawde wiekszosc spotkan to niesamowite przypadki i cos co wyglada na przeznaczenie.

2,756

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:

Niestety w życiu mi sie nic tak "przypadkowego" nie przydarzyło. Wszystkie moje niedoszłe relacje bez hapiendu, zaczynały się powoli, gdzie spotykałam daną osobę przez jakiś czas w danym miejscu (np kurs prawa jazdy, grupa na uczelni itd). Słyszałam, że tak się zdarza, takie nagłe znajomości, ale nie mi. Innym. Ja takiego czegoś nie przeżyłam.

Ależ nasza też się rozkręcała powoli. Po prostu to spotkanie było całkiem nieoczekiwane.

Jak sie pomysli o wszystkim tym co musialo sie stac wczesniej, zeby dwie osoby sie spotkaly naprawde to naprawde wiekszosc spotkan to niesamowite przypadki i cos co wyglada na przeznaczenie.

Nie wiem, czy jest przeznaczenie, szczerze mówiąc bronię się przed taką możliwością, wolę jednak mieć wpływ na życie.

2,757

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Ależ nasza też się rozkręcała powoli. Po prostu to spotkanie było całkiem nieoczekiwane.

Jak sie pomysli o wszystkim tym co musialo sie stac wczesniej, zeby dwie osoby sie spotkaly naprawde to naprawde wiekszosc spotkan to niesamowite przypadki i cos co wyglada na przeznaczenie.

Nie wiem, czy jest przeznaczenie, szczerze mówiąc bronię się przed taką możliwością, wolę jednak mieć wpływ na życie.

Nie da sie przezyc zycia calkowicie swiadomie, bo za duzo mamy rzeczy w podswiadomosci.
Moim zdaniem rzeczy sa takie jak musza byc, w moim zyciu. Wszystko bylo konieczne, ale nie wszystko bylo zaplanowane bo po prostu nie wie sie do czego pewne rzeczy prowadza. Chociaz, oczywiscie, ze ma sie wplyw na swoje zycie tez.
Jak pomysle o tym, jak bardzo malo brakowalo bym nigdy nie spotkala mojego meza. Bylo wiele wiele szans by do spotkania nigdy nie doszlo... W tym czasie mialam byc w trzech innych krajach.

Wezmy JK Rowling, ktora napisala Pottera. Miala beznadziejne malzenstwo, zostala samotna matka, bez kasy i perspektyw. Wszystko zawiodlo i byla taka zalosna porazka kolo 30 roku zycia i tak jak powiedziala, bylo jej to potrzebne. Bo jak stracila wszystko to wtedy dopiero nabrala motywacji by robic cos na czym naprawde jej zalezalo. W innym razie zyla by bezpiecznie i tyle.
Gdyby tak calkiem miala wplyw na wszystko to by nie pozwolila sobie na taka porazke i wtedy nie doszlaby do sukcesu w pisaniu tych powiesci.
Bylo jej to potrzebne.

2,758 Ostatnio edytowany przez Znerx (2019-09-25 00:11:49)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Moim zdaniem rzeczy sa takie jak musza byc, w moim zyciu. Wszystko bylo konieczne, ale nie wszystko bylo zaplanowane bo po prostu nie wie sie do czego pewne rzeczy prowadza. Chociaz, oczywiscie, ze ma sie wplyw na swoje zycie tez.
Jak pomysle o tym, jak bardzo malo brakowalo bym nigdy nie spotkala mojego meza. Bylo wiele wiele szans by do spotkania nigdy nie doszlo... W tym czasie mialam byc w trzech innych krajach.

I pewnie miałbyś teraz innego męża, życie byłoby inne, a ty "nie wyobrażałabyś sobie, że mogłabyś wziąć ślub z kimś innym niż z aktualnym".
Przecież to tylko racjonalizacja/czy jak to nazwać.

Do każdego "pasuje" dużo osób.

2,759 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-09-25 00:26:31)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Znerx napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Moim zdaniem rzeczy sa takie jak musza byc, w moim zyciu. Wszystko bylo konieczne, ale nie wszystko bylo zaplanowane bo po prostu nie wie sie do czego pewne rzeczy prowadza. Chociaz, oczywiscie, ze ma sie wplyw na swoje zycie tez.
Jak pomysle o tym, jak bardzo malo brakowalo bym nigdy nie spotkala mojego meza. Bylo wiele wiele szans by do spotkania nigdy nie doszlo... W tym czasie mialam byc w trzech innych krajach.

I pewnie miałbyś teraz innego męża, życie byłoby inne, a ty "nie wyobrażałabyś sobie, że mogłabyś wziąć ślub z kimś innym niż z aktualnym".
Przecież to tylko racjonalizacja/czy jak to nazwać.

Do każdego "pasuje" dużo osób.

No, nie. Nie chodzi mi o to w sensie romantycznym. Wiec nie jest to racjonalizacja.

Nie jestem romantyczka i nie patrze w ten sposob na zwiazki.

2,760 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-25 10:18:56)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Nie wiem, czy jest przeznaczenie, szczerze mówiąc bronię się przed taką możliwością, wolę jednak mieć wpływ na życie.

Hmmm... Z góry przepraszam za mocne sformułowania i zaznaczam, że nikogo nie chcę urazić - ale się wypowiem wink
Uważam, że pragnienie kontroli nad wszystkim to pewne zadufanie, brak pokory. Czasami też brak odwagi, by zaufać życiu i sobie.
Uznałam w miarę doświadczenia i przemyśleń, że nie muszę za wszelką cenę wszystkiego rozumieć ani przewidywać. Że co się ma stać, niech się dzieje, a ja - zareaguję, odniosę się, dostosuję i wybiorę. Oczywiście nie zwalniając się z odpowiedzialności za swoje poczynania i nie rezygnując z obszarów, na które faktycznie ma się wpływ.
Ale że wszystko zależy od nas to mit nad mitami.



Winter.Kween napisał/a:

Nie da sie przeżyż życia calkowicie swiadomie, bo za duzo mamy rzeczy w podswiadomosci.
Moim zdaniem rzeczy sa takie jak musza byc, w moim zyciu. Wszystko bylo konieczne, ale nie wszystko bylo zaplanowane bo po prostu nie wie sie do czego pewne rzeczy prowadza. Chociaż, oczywiscie, ze ma sie wplyw na swoje zycie tez.

Po trzykroć TAK



P.S. Wczorajsze emocje uspokoiłam i po raz kolejny postanowiłam stawiać na szczerość ze sobą i z PP.

2,761

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Nie wiem, czy jest przeznaczenie, szczerze mówiąc bronię się przed taką możliwością, wolę jednak mieć wpływ na życie.

Hmmm... Z góry przepraszam za mocne sformułowania i zaznaczam, że nikogo nie chcę urazić - ale się wypowiem wink
Uważam, że pragnienie kontroli nad wszystkim to pewne zadufanie, brak pokory. Czasami też brak odwagi, by zaufać życiu i sobie.
Uznałam w miarę doświadczenia i przemyśleń, że nie muszę za wszelką cenę wszystkiego rozumieć ani przewidywać. Że co się ma stać, niech się dzieje, a ja - zareaguję, odniosę się, dostosuję i wybiorę. Oczywiście nie zwalniając się z odpowiedzialności za swoje poczynania i nie rezygnując z obszarów, na które faktycznie ma się wpływ.
Ale że wszystko zależy od nas to mit nad mitami.



Winter.Kween napisał/a:

Nie da sie przeżyż życia calkowicie swiadomie, bo za duzo mamy rzeczy w podswiadomosci.
Moim zdaniem rzeczy sa takie jak musza byc, w moim zyciu. Wszystko bylo konieczne, ale nie wszystko bylo zaplanowane bo po prostu nie wie sie do czego pewne rzeczy prowadza. Chociaż, oczywiscie, ze ma sie wplyw na swoje zycie tez.

Po trzykroć TAK



P.S. Wczorajsze emocje uspokoiłam i po raz kolejny postanowiłam stawiać na szczerość ze sobą i z PP.


Tez sie zgadzam z tym, ze taka chec kontroli to pewne zadufanie i brak pokory. Tez tak mialam sama i glownie taka arogancja jest wynikiem strachu. Strachu przed utrata kontroli. Bardzo sie tego tak trzymalam jak gdybym odgrywala jakas role, a nie zyla zycie.


Co do szczerosci, to super. Wydaje mi sie, ze to najlepsze wyjscie. Karty na stol i nie unikac tematow i nie chodzic w okolo nich.

2,762 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-25 11:06:31)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Winter, miałam bardzo przykre spięcie z koleżanką, która mocno tę moją znajomość krytykuje. Jest pedagogiem i to pedagogiczne podejście z niej często wyłazi. Potraktowała mnie jak jedno ze "swoich" dzieci, co bardzo mnie zabolało. Ją samą niedawno wspierałam w związkowych problemach, a dokładnie po rozstaniu. Nigdy nie śmiałabym jej narzucać: "Rób to, nie rób tego", wiem, że to rozsądna kobieta. Po prostu byłam i jestem z nią. A ona mi: "Piegus, nie będę z tobą o tym rozmawiać, myślałam, że jesteś mądrzejsza". A przecież nie ja tę rozmowę zaczęłam, tylko właśnie ona. Było mi mocno przykro.
Czasami ludzie mnie nie rozumieją. Ja po prostu muszę pewne sprawy osobiście rozkminić, nawet jeśli czasem potrzebuję te wątpliwości skonsultować. Takie konsultacje to proces dochodzenia do własnych wniosków, a także radzenia sobie z emocjami, a nie potrzeba, by mi ktokolwiek cokolwiek dyktował i miał pretensje, że nie robię tak, jak dyktuje.
Owszem, biorę pod uwagę cudze opinie, czasem sama o nie proszę, . Bywa, że dobrze wiem, czego chcę, ale czasami czuję zagubienie i wtedy pytam, rozmawiam, poznaję punkty widzenia, ale ostateczna decyzja należy do mnie.

2,763

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Winter, miałam bardzo przykre spięcie z koleżanką, która mocno tę moją znajomość krytykuje. Jest pedagogiem i to pedagogiczne podejście z niej często wyłazi. Potraktowała mnie jak jedno ze "swoich" dzieci, co bardzo mnie zabolało. Ją samą niedawno wspierałam w związkowych problemach, a dokładnie po rozstaniu. Nigdy nie śmiałabym jej narzucać: "Rób to, nie rób tego", wiem, że to rozsądna kobieta. Po prostu byłam i jestem z nią. A ona mi: "Piegus, nie będę z tobą o tym rozmawiać, myślałam, że jesteś mądrzejsza". A przecież nie ja tę rozmowę zaczęłam, tylko właśnie ona. Było mi mocno przykro.
Czasami ludzie mnie nie rozumieją. Ja po prostu muszę pewne sprawy osobiście rozkminić, nawet jeśli czasem potrzebuję te wątpliwości skonsultować. Takie konsultacje to proces dochodzenia do własnych wniosków, a także radzenia sobie z emocjami, a nie potrzeba, by mi ktokolwiek cokolwiek dyktował i miał pretensje, że nie robię tak, jak dyktuje.
Owszem, biorę pod uwagę cudze opinie, czasem sama o nie proszę, . Bywa, że dobrze wiem, czego chcę, ale czasami czuję zagubienie i wtedy pytam, rozmawiam, poznaję punkty widzenia, ale ostateczna decyzja należy do mnie.

Ma takie zboczenie zawodowe, albo tak zawod dobrala bo juz ma taka ceche. Tez mam zboczenie takie do podejscia 'psychologicznego' co chyba widac wszedzie i czasami juz mnie to sama nudzi jak czytam co tu wypisuje big_smile
Jednak moim zdaniem unikanie bledow i powstrzymywanie innych od ich popelniania jest samo w sobie bledem.

Trudno ocenic czy dla Ciebie ta znajomosc jest bledna czy nie. Ostatecznie szukamy czegos i czesto znajdujemy w bardzo pokretny sposob. Nie da sie stwierdzic czy Tobie ta relacja jest nie potrzebna albo, ze jest dla Ciebie zla bo jak narazie to nic az takiego sie nie stalo.

2,764

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Nie da sie przezyc zycia calkowicie swiadomie, bo za duzo mamy rzeczy w podswiadomosci.
Moim zdaniem rzeczy sa takie jak musza byc, w moim zyciu. Wszystko bylo konieczne, ale nie wszystko bylo zaplanowane bo po prostu nie wie sie do czego pewne rzeczy prowadza. Chociaz, oczywiscie, ze ma sie wplyw na swoje zycie tez.
Jak pomysle o tym, jak bardzo malo brakowalo bym nigdy nie spotkala mojego meza. Bylo wiele wiele szans by do spotkania nigdy nie doszlo... W tym czasie mialam byc w trzech innych krajach.

Wezmy JK Rowling, ktora napisala Pottera. Miala beznadziejne malzenstwo, zostala samotna matka, bez kasy i perspektyw. Wszystko zawiodlo i byla taka zalosna porazka kolo 30 roku zycia i tak jak powiedziala, bylo jej to potrzebne. Bo jak stracila wszystko to wtedy dopiero nabrala motywacji by robic cos na czym naprawde jej zalezalo. W innym razie zyla by bezpiecznie i tyle.
Gdyby tak calkiem miala wplyw na wszystko to by nie pozwolila sobie na taka porazke i wtedy nie doszlaby do sukcesu w pisaniu tych powiesci.
Bylo jej to potrzebne.

J K Rownling cierpiała także na depresję, z tego co wyczytałam. I kasy na życie też nie miała, ogólnie sytuacja zrobiła się w pewnym momencie nieprzyjemna.

Winter - Ty spotkałaś swojego męża o włos, a może ja właśnie tak tego swojego męża nie spotkałam, też o włos, nawet o tym nie wiem?
Czasem też się zastanawiam, po co mi niektóre  rzeczy jakie przeszłam w życiu. Większosć z nich uważam za całkowicie niepotrzebne, a z przeszłośći to żałuję miliona rzeczy, jakbym mogła, to dużo bym zmieniła, ale nie mogę, więc żyję jak żyję. W zasadzie dla świata nie ma znaczenia, czy żyję czy nie, to jest całkiem bez znaczenia. Wielcy tego świata odchodzili i świat istnieje dalej.
Pani z PZU chce mi co roku wcisnąć polisę, na wypadek czegoś, aby moja rodzina miała zabezpieczenie, moje dzieci. Głupio mi wtedy, zawsze mówię, że nie potrzebuję dodatkowych opcji polisy, bo nie mam rodziny, więc to nie ma znaczenia. Z resztą ogólnie to nie ma znaczenia, jakbym się nigdy nie urodziła, świat nawet by tego nie zauważył, niczego by to nie zmieniło. Jakbym miała dzieci, to ktoś mógłby powiedzieć, ze nie było by tych dzieci teraz na świecie. A tak to sprawa jasna. Męża  czy partnera też nie mam. Nikt na mnie nie czeka jak wracam do domu, a jak chce sobie ponarzekać to pisze na forum i to wystarczy.
Tak się rozpisałam, w zasadzie nie wiem dlaczego, może jesień już idzie i robi się nostalgicznie.
Kurczę, ale z drugiej strony nie powinnam mieć takich smutnych myśli.

2,765

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dzisiaj mam więcej dystansu (dzień jest mądrzejszy od nocy, jak mówi przysłowie).
Stwierdziłam, że skoro ciągle jeszcze nie wiem, co robić, daję sobie czas, nie zachłystując się tą znajomością i nie dając sobie mydlić oczu.
Czas jest najlepszym lekarzem [, ale nieczęsto ma dobrych uczniów] (Francois Mauriac)

2,766 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-25 11:44:07)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ross, to ja mam inaczej. Wszystko, co mnie w życiu spotkało, ale to wszystko było po coś. Nawet jeśli dziś wolałabym pewnych rzeczy nie powtórzyć, to jednak się przydały, czegoś nauczyły, coś uświadomiły, dostarczyły refleksji. Wszystko jest potrzebne.

2,767

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Dzisiaj mam więcej dystansu (dzień jest mądrzejszy od nocy, jak mówi przysłowie).
Stwierdziłam, że skoro ciągle jeszcze nie wiem, co robić, daję sobie czas, nie zachłystując się tą znajomością i nie dając sobie mydlić oczu.
Czas jest najlepszym lekarzem [, ale nieczęsto ma dobrych uczniów] (Francois Mauriac)

A jakie maż uczucia, co czujesz jak jesteś w towarzystwie PP i co czujesz jak o nim myślisz?

2,768

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Ross, to ja mam inaczej. Wszystko, co mnie w życiu spotkało, ale to wszystko było po coś. Nawet jeśli dziś wolałabym pewnych rzeczy nie powtórzyć, co jednak się przydały, czegoś nauczyły, coś uświadomiły, dostarczyły refleksji. Wszystko jest potrzebne.

Wiem że po coś, ale czy to "po coś" nie wyszło na gorsze, w znaczeniu, że sprawiło, że patrzy się w taki i taki sposób na różne sprawy. Że ma się błędne myślenie.

2,769

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Bardzo mi odpowiada jego życiowa energia, optymizm, pogoda. Intelektualnie bardzo nam "gra", możemy rozmawiać godzinami, mamy o czym. Ma "moje" poczucie humoru. Jest konkretny, dba o mnie, ale nie zagłaskuje mnie na śmierć. Czuję tyle bliskości i tyle luzu, ile mi potrzeba. No, mój typ po prostu.
Lubię to, że zawsze mnie wysłucha, ustosunkuje się, ale ma dystans, nie przeżywa za mnie, nie wyolbrzymia problemów. Czuję się zauważana, doceniana, a jednocześnie nie robi się ze mnie bogini, ósmego cudu świata i osoby odpowiedzialnej za cudze szczęście. Jestem przy nim normalną kobietą. Sobą. To jest naprawdę super.
W tym właśnie problem, że bardzo mi z nim fajnie, ale boję się, że mi jakiś głupi numer wytnie. To mnie powstrzymuje i dystansuje.
Jeszcze trochę posprawdzam te swoje emocje.

2,770

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Bardzo mi odpowiada jego życiowa energia, optymizm, pogoda. Intelektualnie bardzo nam "gra", możemy rozmawiać godzinami, mamy o czym. Ma "moje" poczucie humoru. Jest konkretny, dba o mnie, ale nie zagłaskuje mnie na śmierć. Czuję tyle bliskości i tyle luzu, ile mi potrzeba. No, mój typ po prostu.
Lubię to, że zawsze mnie wysłucha, ustosunkuje się, ale ma dystans, nie przeżywa za mnie, nie wyolbrzymia problemów. Czuję się zauważana, doceniana, a jednocześnie nie robi się ze mnie bogini, ósmego cudu świata i osoby odpowiedzialnej za cudze szczęście. Jestem przy nim normalną kobietą. Sobą. To jest naprawdę super.
W tym właśnie problem, że bardzo mi z nim fajnie, ale boję się, że mi jakiś głupi numer wytnie. To mnie powstrzymuje i dystansuje.
Jeszcze trochę posprawdzam te swoje emocje.

Niezupełnie o to mi chodziło. Chodziło mo co czujesz np: błogość, radość, spokój, albo niepokój, zdenerwowanie, niepewność.... o uczucia pytam.

2,771

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Nie da sie przezyc zycia calkowicie swiadomie, bo za duzo mamy rzeczy w podswiadomosci.
Moim zdaniem rzeczy sa takie jak musza byc, w moim zyciu. Wszystko bylo konieczne, ale nie wszystko bylo zaplanowane bo po prostu nie wie sie do czego pewne rzeczy prowadza. Chociaz, oczywiscie, ze ma sie wplyw na swoje zycie tez.
Jak pomysle o tym, jak bardzo malo brakowalo bym nigdy nie spotkala mojego meza. Bylo wiele wiele szans by do spotkania nigdy nie doszlo... W tym czasie mialam byc w trzech innych krajach.

Wezmy JK Rowling, ktora napisala Pottera. Miala beznadziejne malzenstwo, zostala samotna matka, bez kasy i perspektyw. Wszystko zawiodlo i byla taka zalosna porazka kolo 30 roku zycia i tak jak powiedziala, bylo jej to potrzebne. Bo jak stracila wszystko to wtedy dopiero nabrala motywacji by robic cos na czym naprawde jej zalezalo. W innym razie zyla by bezpiecznie i tyle.
Gdyby tak calkiem miala wplyw na wszystko to by nie pozwolila sobie na taka porazke i wtedy nie doszlaby do sukcesu w pisaniu tych powiesci.
Bylo jej to potrzebne.

J K Rownling cierpiała także na depresję, z tego co wyczytałam. I kasy na życie też nie miała, ogólnie sytuacja zrobiła się w pewnym momencie nieprzyjemna.

Winter - Ty spotkałaś swojego męża o włos, a może ja właśnie tak tego swojego męża nie spotkałam, też o włos, nawet o tym nie wiem?
Czasem też się zastanawiam, po co mi niektóre  rzeczy jakie przeszłam w życiu. Większosć z nich uważam za całkowicie niepotrzebne, a z przeszłośći to żałuję miliona rzeczy, jakbym mogła, to dużo bym zmieniła, ale nie mogę, więc żyję jak żyję. W zasadzie dla świata nie ma znaczenia, czy żyję czy nie, to jest całkiem bez znaczenia. Wielcy tego świata odchodzili i świat istnieje dalej.
Pani z PZU chce mi co roku wcisnąć polisę, na wypadek czegoś, aby moja rodzina miała zabezpieczenie, moje dzieci. Głupio mi wtedy, zawsze mówię, że nie potrzebuję dodatkowych opcji polisy, bo nie mam rodziny, więc to nie ma znaczenia. Z resztą ogólnie to nie ma znaczenia, jakbym się nigdy nie urodziła, świat nawet by tego nie zauważył, niczego by to nie zmieniło. Jakbym miała dzieci, to ktoś mógłby powiedzieć, ze nie było by tych dzieci teraz na świecie. A tak to sprawa jasna. Męża  czy partnera też nie mam. Nikt na mnie nie czeka jak wracam do domu, a jak chce sobie ponarzekać to pisze na forum i to wystarczy.
Tak się rozpisałam, w zasadzie nie wiem dlaczego, może jesień już idzie i robi się nostalgicznie.
Kurczę, ale z drugiej strony nie powinnam mieć takich smutnych myśli.

Jak nie spotkalas to nie mialas spotkac.
Tez mialam takie myslenie jak Ty, ze duze rzeczy jest bez potrzeby, czesto rozmyslalam o tym co zrobilabym inaczej...
Jednak zmienilam zdanie pozniej, zmienilam zdanie chwile przed tym jak zaczelam wychodzic z nerwicy.
Wczesniej moje podejscie bylo jak w tekstach takich dwoch piosenek, ktore bardzo lubie:
Marina and the Diamons 'Numb' i 'Forget'
'One track mind, like a goldfish
Stuck inside my petri dish
I can't breathe, and I can't smile
This better be worth my while
I feel numb most of the time
Lower I get the higher'
  i
''I have lived my life in debt
I've spent my days in deep regret
Yeah, I've been living in the red
Oh, 'cause I can't forgive and I can't forget'

Relacja z moim mezem jest stworzona z moich strasznych 'bledow'. Jednen z tych bledow skonczyl sie nawet smiercia.
Kiedy doszlo w koncu do tej relacji to byl to najgorszy czas w moim zyciu. Ta relacja i wszystko w okolo wydawalo mi sie przeklete i gdybym miala jeszcze raz przezywac te poczatki to wolalabym umrzec w tej chwili.  To bylo jednak konieczne, bo zadne drzewo nie siega do nieba jezeli jego korzenie nie siegaja do piekla.
To nauczylo mnie nie zalowac rzeczy, bo nigdy bym nie byla tutaj w takim stanie teraz.
Latwo mi tak teraz mowic bo z nerwica zylam cale zycie, wychodzenie z tego stanu bylo droga przez pieklo i  bylo o wiele gorsze niz samo zycie z ta nerwica.
Powiedzialabym, ze zycie z nerwica (bo trwala od dziecka) bylo jak zycie z ciaglym bolem glowy i szumem w uszach. Jednak kiedy zaczelam z tego wszystkiego wylazic, zobaczylam ta cala gore lodowa to bylo to jak chodzenie w plomieniach.
Strasznie to bylo meczace i czulam sie jak Voldemort, ktory mialby te wszystkie horkruksy laczyc w jedna dusze znowu.
Bo tak bardzo bylam podzielona na czesci. Strasznie to bylo meczace, ale teraz widze, ze tak jak moje zycie wygladalo i to co sie dzialo to musialo takie byc. Bez tego bym nie doszla nigdzie, dalej bym sobie taka byla odcieta.
Niektore rzeczy to bylo podstawianie sobie nogi, byc moze jakas podswiadoma chec zranienia siebie zeby cos poczuc, zeby soba wstrzasnac.
Zawsze kazdemu mowie by nie zalowali porazek.

Moja przyjaciolka ostatnio sie na siebie zloscila i miala zale do siebie, ze byla w takim dosc dlugim, a beznadziejnym zwiazku. Jednak gdyby nie byla w tym zwiazku nie mialaby wiele rzeczy, ktore teraz ma. Kiedy i ona to dostrzegla to zrobilo jej sie lepiej.

2,772

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ross, właśnie!
W tym wszystkim czuję dużo niepokoju. Nie darmo o tym piszę. A życie mnie bardzo nauczyło nie lekceważyć niepokojów.
Dojrzewam sobie do ostatecznych wniosków.

2,773

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Ross, właśnie!
W tym wszystkim czuję dużo niepokoju. Nie darmo o tym piszę. A życie mnie bardzo nauczyło nie lekceważyć niepokojów.
Dojrzewam sobie do ostatecznych wniosków.

Ano widzisz, niepokój nie bierze się z nikąd. Ma byc spokój i błogość a nie porywy serca i niepokój.
Ale
Zauważ, mogę się mylić, bo sama nie zdołałam przez całe życie stworzyć związku, moje rady mogą być błędne. wink

2,774

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegowata'76 mysle, ze moze powinnas dac szanse, a jezeli nie zechcesz to numeru nie wytnie.

2,775 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-25 11:49:55)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Winter, nie chcę tu się zanadto "wybebeszać", ale on ma sporo za uszami. Zawsze uważałam, że to facet poza moim zainteresowaniem, taki, którego lepiej omijać, aż tu los nas zetknął na dłużej, aż się pogadało, pobyło i podziałało razem - i okazało się, że oboje się sobie podobamy.
No, kurde... hmm

2,776 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-25 11:52:41)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Moja przyjaciolka ostatnio sie na siebie zloscila i miala zale do siebie, ze byla w takim dosc dlugim, a beznadziejnym zwiazku. Jednak gdyby nie byla w tym zwiazku nie mialaby wiele rzeczy, ktore teraz ma. Kiedy i ona to dostrzegla to zrobilo jej sie lepiej.

Winter, już Ci pisalam, że na wiele spraw patrzymy podobnie.
Tak, nawet jeśli ostatecznie to zakończę, parę fajnych wspomnień zostanie. Uśmiecham się do nich.

2,777

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Jak nie spotkalas to nie mialas spotkac.
Tez mialam takie myslenie jak Ty, ze duze rzeczy jest bez potrzeby, czesto rozmyslalam o tym co zrobilabym inaczej...
Jednak zmienilam zdanie pozniej, zmienilam zdanie chwile przed tym jak zaczelam wychodzic z nerwicy.
Wczesniej moje podejscie bylo jak w tekstach takich dwoch piosenek, ktore bardzo lubie:
Marina and the Diamons 'Numb' i 'Forget'
'One track mind, like a goldfish
Stuck inside my petri dish
I can't breathe, and I can't smile
This better be worth my while
I feel numb most of the time
Lower I get the higher'
  i
''I have lived my life in debt
I've spent my days in deep regret
Yeah, I've been living in the red
Oh, 'cause I can't forgive and I can't forget'

Relacja z moim mezem jest stworzona z moich strasznych 'bledow'. Jednen z tych bledow skonczyl sie nawet smiercia.
Kiedy doszlo w koncu do tej relacji to byl to najgorszy czas w moim zyciu. Ta relacja i wszystko w okolo wydawalo mi sie przeklete i gdybym miala jeszcze raz przezywac te poczatki to wolalabym umrzec w tej chwili.  To bylo jednak konieczne, bo zadne drzewo nie siega do nieba jezeli jego korzenie nie siegaja do piekla.
To nauczylo mnie nie zalowac rzeczy, bo nigdy bym nie byla tutaj w takim stanie teraz.
Latwo mi tak teraz mowic bo z nerwica zylam cale zycie, wychodzenie z tego stanu bylo droga przez pieklo i  bylo o wiele gorsze niz samo zycie z ta nerwica.
Powiedzialabym, ze zycie z nerwica (bo trwala od dziecka) bylo jak zycie z ciaglym bolem glowy i szumem w uszach. Jednak kiedy zaczelam z tego wszystkiego wylazic, zobaczylam ta cala gore lodowa to bylo to jak chodzenie w plomieniach.
Strasznie to bylo meczace i czulam sie jak Voldemort, ktory mialby te wszystkie horkruksy laczyc w jedna dusze znowu.
Bo tak bardzo bylam podzielona na czesci. Strasznie to bylo meczace, ale teraz widze, ze tak jak moje zycie wygladalo i to co sie dzialo to musialo takie byc. Bez tego bym nie doszla nigdzie, dalej bym sobie taka byla odcieta.
Niektore rzeczy to bylo podstawianie sobie nogi, byc moze jakas podswiadoma chec zranienia siebie zeby cos poczuc, zeby soba wstrzasnac.
Zawsze kazdemu mowie by nie zalowali porazek.

Moja przyjaciolka ostatnio sie na siebie zloscila i miala zale do siebie, ze byla w takim dosc dlugim, a beznadziejnym zwiazku. Jednak gdyby nie byla w tym zwiazku nie mialaby wiele rzeczy, ktore teraz ma. Kiedy i ona to dostrzegla to zrobilo jej sie lepiej.

W tym sęk, że nie bardzo wiem, po co to wszystko było. A już najbardziej, po co mi ta nerwica. Która u mnie akurat nie przeszła. Jest lepiej, ale lęki jeszcze miewam, zwłaszcza po okresach, gdy coś stresującego się w moim życiu dzieje.  Też miałam nerwicę od dziecka, zupełnie nie wiem dlaczego, czy to kara jakaś, czy taka się urodziłam, czy coś jeszcze - tego nie wiem. Nie wiem też, czy kiedykolwiek tak całkiem z niej wyjdę. Czy może mnie to hamować przed wejściem w związek (zakładając, ze ktoś by sie trafił ) - nie wiem, chyba tak. Ale jak będę tak czekać jak To mi przejdzie, to się mogę nie doczekać.
Ta metafora z korzeniami w piekle - dosyć ciekawe, to Twoje słowa, czy jakieś przysłowie - nigdy nie słyszałam.
Na pewno też wiele rzeczy z przeszłości doprowadziło mnie do obecnego punktu, tylko do jakiego? Właściwie, czasem się zastanawiam, co ja tu robię i czy to wszystko ma sens, czy przypadek. I czy to wszystko ma mieć sens.  Tak patrze na życie innych, to czasem czuję jakbym była teraz w jakimś zawieszeniu. To znaczy pracuje, mam jakieś życie, znajomych (chociaż niewielu, ale nie ubolewam, wystarczy mi pare osób), prace, zainteresowania, coś tam sobie robie, a mimo tego czuję jakieś zawieszenie. Ale powtarzam też sobie, ze każdy ma inaczej i to, ze ktoś ma tak czy tak nie znaczy, ze ja mam mieć tak samo.
A z tym niedoszłym mężem, którego może w przeszłości spotkałam a nie zauważyłam - nie wiem, czy tak miało być, czy nie.  Ogólnie ja tu dużo piszę o związkach, ale mogę się strasznie mylić.

2,778

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Ależ nasza też się rozkręcała powoli. Po prostu to spotkanie było całkiem nieoczekiwane.

Jak sie pomysli o wszystkim tym co musialo sie stac wczesniej, zeby dwie osoby sie spotkaly naprawde to naprawde wiekszosc spotkan to niesamowite przypadki i cos co wyglada na przeznaczenie.

Nie wiem, czy jest przeznaczenie, szczerze mówiąc bronię się przed taką możliwością, wolę jednak mieć wpływ na życie.

A co jeśli to jest rzeczywiście przypadek? Nie ma znaczenia kim jesteś, gdzie mieszkasz, czy pracujesz nad sobą, czy jesteś psychicznie niepozbierana i nie dajesz sobie rady sama (bo są i takie kobiety)? po prostu albo spotkasz kogoś, albo nie spotkasz i nie ma tu znaczenia, czy szukasz, czy żyjesz sobie po swojemu i nie szukasz?
To jak to jest?
A może tu chodzi o to, ze niektórzy nie zasługują na to, aby być pokochani ze wzajemnoscią i też nie ma tu znaczeni kim są , gdzie mieszkają itd? Po prostu nie mają tych cech, za które ludzie są kochani?
Może tu jest jakiś trop? Przecież niektórzy przechodzą w jeden związek w drugi , inni spotykaja tzw drugą połową zaraz po 20 urodzinach, a inni nigdy.

2,779 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-25 21:43:01)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, oprócz niekwestionowanej roli przypadku jest cały splot innych czynników. Są też nasze świadome i podświadome wybory.
A na pokochanie zasługuje każdy.
A jeśli nie zasługuje to przeważnie właśnie dlatego, że go nie kochano na początku życia i "się popsuł". Takie mam wnioski z obserwacji i lektur.

Kurczę, ktoś kiedyś wrzucił na Fb filmik z psem, który był katowany przez jakiegoś zwyrodnialca, zanim trafił do schroniska. Jak to zwierzę wyło ze strachu, jak kąsało rękę, która chciała je pogłaskać i jak rozpaczliwie wciskało się w kąt boksu, nie mając gdzie uciekać... Rozdzierające sceny.

A my dzisiaj z PP przerzuciliśmy tonę węgla zwiezionego na zimę smile

2,780

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, przypadek jest lepszy od przeznaczenia. W moim subiektywnym odczuciu. Choć jeśli są tacy ludzie, którzy "nie zasługują", bo nie mają pewnych cech potrzebnych, a mają przeszkadzające, to można też powiedzieć, że te cechy są ich przeznaczeniem. Ale to całkiem inny sens.
Osobiście nigdy nie uważałam, że nie zasługuję na bycie kochaną, byłam zresztą, ale ludzie nie są idealni i poza budowaniem potrafią także psuć.

Piegowata, nie demonizowałabym tak tego dzieciństwa. Jedni byli jako dzieci kochani, a kończą sami, inni nie byli, a jednak znajdują partnerów i miłość w dorosłym życiu, no nie wszystko jest uwarunkowane przeszłością.

2,781

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Osobiście nigdy nie uważałam, że nie zasługuję na bycie kochaną, byłam zresztą, ale ludzie nie są idealni i poza budowaniem potrafią także psuć.

.

Czyli masz jakieś cechy, które sprawiają,  że zasługujesz na uczucie. Jakie to cechy? Jak je nabyłaś?

@Piegowata,  z tym dzieciństwem,  na pewno ono ma wpływ na dalsze życie, ale też nie do końca.  Ludzie z patologicznych domów wychodzą na prostą,  zakładają zdrowe rodziny a ludzie  z dobrych domów staczają  się na dno, albo odwrotnie.
Tu więc sytuacja nie jest czarno biała.

2,782 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-25 22:39:47)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Niepodobna, każdy przypadek jest indywidualny, ale ja miałam na myśli trochę co innego. Na miłość zasługuje każdy, ale są ludzie, z którymi lepiej się nie wiązać, od których lepiej trzymać się z daleka. To ich miałam na myśli pisząc, że "nie zasługują" na miłość. W gruncie rzeczy zasługują jak wszyscy, ale dlatego są tak toksyczni, uszkodzeni, że ktoś im w porę tej miłości nie dał, że mają podstawowe deficyty.
Nie twierdzę, że tak jest zawsze, ale zwykle toksyczni ludzie są czyimiś ofiarami.

A ja wyłapałam kolejny niepokojący sygnał odnośnie PP.
Półtora tygodnia temu była gadka, że wrócił dla mnie, nie chce już jeździć za granicę, załatwił sobie robotę na miejscu w naszym mieście. Po kilku dniach byłam pewna, że figę ma, a nie pracę. Dzisiaj coś mimochodem napomknął o zagranicy. Zapytałam, co z pracą, bo jakoś nie widzę, by chodził do roboty. A on mi na to, że za marne pieniądze nie będzie harował. 
I tak się bujam od pragnienia bliskości do obaw i nieufności.
Nie będę niczego przyspieszać, wyjaśni się szybciej niż "ustawa przewiduje", czuję to.
I czuję niestety, że nie na korzyść, ale ostateczna pewność to też rodzaj ulgi.

2,783 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-25 22:41:20)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Osobiście nigdy nie uważałam, że nie zasługuję na bycie kochaną, byłam zresztą, ale ludzie nie są idealni i poza budowaniem potrafią także psuć.

.

Czyli masz jakieś cechy, które sprawiają,  że zasługujesz na uczucie. Jakie to cechy? Jak je nabyłaś?

@Piegowata,  z tym dzieciństwem,  na pewno ono ma wpływ na dalsze życie, ale też nie do końca.  Ludzie z patologicznych domów wychodzą na prostą,  zakładają zdrowe rodziny a ludzie  z dobrych domów staczają  się na dno, albo odwrotnie.
Tu więc sytuacja nie jest czarno biała.

Ja tego tak nie rozpatruję  - co mam, czego nie mam. Owszem, wiem, że potrafię dużo od siebie dać, kiedy mi na kimś zależy, ale też wiem że nie za to się kocha. Po prostu ktoś widzi w Tobie coś, czego nie widzi w innych, nie ma to wiele wspólnego ani z zasługami, ani z obiektywizmem.

Nabyć? Hm, nie wiem czy to w ogóle właściwe podejście. Nabyć można najwyżej jakieś sposoby reagowania. Nie takie indywidualne cechy, które będą dla kogoś decydowały o twojej atrakcyjności. Osobowość nie zmienia się, wygląd za bardzo też nie. Albo komuś pasujesz, albo nie... To jest randomowe raczej smile

2,784

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Osobiście nigdy nie uważałam, że nie zasługuję na bycie kochaną, byłam zresztą, ale ludzie nie są idealni i poza budowaniem potrafią także psuć.

.

Czyli masz jakieś cechy, które sprawiają,  że zasługujesz na uczucie. Jakie to cechy? Jak je nabyłaś?

@Piegowata,  z tym dzieciństwem,  na pewno ono ma wpływ na dalsze życie, ale też nie do końca.  Ludzie z patologicznych domów wychodzą na prostą,  zakładają zdrowe rodziny a ludzie  z dobrych domów staczają  się na dno, albo odwrotnie.
Tu więc sytuacja nie jest czarno biała.

Ja tego tak nie rozpatruję  - co mam, czego nie mam. Owszem, wiem, że potrafię dużo od siebie dać, kiedy mi na kimś zależy, ale też wiem że nie za to się kocha. Po prostu ktoś widzi w Tobie coś, czego nie widzi w innych, nie ma to wiele wspólnego ani z zasługami, ani z obiektywizmem.

Czyli co np widzi? Jakie cechy?

2,785

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:

Czyli masz jakieś cechy, które sprawiają,  że zasługujesz na uczucie. Jakie to cechy? Jak je nabyłaś?

@Piegowata,  z tym dzieciństwem,  na pewno ono ma wpływ na dalsze życie, ale też nie do końca.  Ludzie z patologicznych domów wychodzą na prostą,  zakładają zdrowe rodziny a ludzie  z dobrych domów staczają  się na dno, albo odwrotnie.
Tu więc sytuacja nie jest czarno biała.

Ja tego tak nie rozpatruję  - co mam, czego nie mam. Owszem, wiem, że potrafię dużo od siebie dać, kiedy mi na kimś zależy, ale też wiem że nie za to się kocha. Po prostu ktoś widzi w Tobie coś, czego nie widzi w innych, nie ma to wiele wspólnego ani z zasługami, ani z obiektywizmem.

Czyli co np widzi? Jakie cechy?

Ale kto i w kim? Bo tu się nie da ogólnie..

2,786

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Ja tego tak nie rozpatruję  - co mam, czego nie mam. Owszem, wiem, że potrafię dużo od siebie dać, kiedy mi na kimś zależy, ale też wiem że nie za to się kocha. Po prostu ktoś widzi w Tobie coś, czego nie widzi w innych, nie ma to wiele wspólnego ani z zasługami, ani z obiektywizmem.

Czyli co np widzi? Jakie cechy?

Ale kto i w kim? Bo tu się nie da ogólnie..

Chodzi mi o to, że jakie cechy sprawiają,  że dana osoba zasługuje na uczucie?

2,787 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-25 23:01:14)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:

Czyli co np widzi? Jakie cechy?

Ale kto i w kim? Bo tu się nie da ogólnie..

Chodzi mi o to, że jakie cechy sprawiają,  że dana osoba zasługuje na uczucie?

Czy nie taki banał, że dla każdego inne?
To jest wypadkowa fizyczności i psychiki, umysłu, dla niektórych też duchowości.

Nawet ci moi ex nie zwracali uwagi zupełnie na to samo, aczkolwiek była część wspólna wink
Nie będę  przecież pisać, co im się we mnie podobało, bo to trochę zbyt osobiste, a i jakieś niepoważne na forum, czułabym się głupio.

Ale poza tymi konkretami, które się nie pokrywały w 100%,  to jedną rzecz słyszałam od każdego z nich: że jestem 'idealnym połączeniem siły i delikatności', to chyba nie mógł być przypadek wink

2,788

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Ale kto i w kim? Bo tu się nie da ogólnie..

Chodzi mi o to, że jakie cechy sprawiają,  że dana osoba zasługuje na uczucie?

Czy nie taki banał, że dla każdego inne?
To jest wypadkowa fizyczności i psychiki, umysłu, dla niektórych też duchowości.

Nawet ci moi ex nie zwracali uwagi zupełnie na to samo, aczkolwiek była część wspólna wink
Nie będę  przecież pisać, co im się we mnie, bo to trochę zbyt osobiste, a i jakieś niepoważne na forum, czułabym się głupio.

Ale poza tymi konkretami, które się nie pokrywały w 100%,  to jedną rzecz słyszałam od każdego z nich: że jestem 'idealnym połączeniem siły i delikatności', to chyba nie mógł być przypadek wink

Czy przy ex musiałaś się bardzo starać,  aby Cię zaakceptowali? Czy to wychodziło samo, naturalnie?

2,789

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Te slowa ' Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.' to cytat od Carla Gustava Junga.
Carl Gustav Jung to szwajcarski psychiatra, psycholog, naukowiec, artysta malarz. Był jednym z twórców psychologii głębi, na bazie której stworzył własne koncepcje ujęte jako psychologia analityczna (stanowiącą częściową krytykę psychoanalizy). Wprowadził pojęcia kompleksu, introwersji i ekstrawersji, nieświadomości zbiorowej, synchroniczności oraz archetypu, które odgrywają ważną i kontrowersyjną rolę w naukach o kulturze i w badaniach neurologicznych, oraz w fizyce kwantowej.

To pomyslom Junga i jego podejsciu do umyslu czlowieka zawdzieczam wyjscie z nerwicy. Jego interpretacjom podswiadomosci, snow, basni i tak dalej. Zaczela sie ta terapia najpierw od snow, pozniej przez rysowanie, rytualy i rozne interpretacje.



Dla mnie jest jasne skad nerwica sie u mnie wziela w dziecinstwie. Nie wiem jak u Ciebie, ale nerwice czesto wywoluje praktycznie nic wielkiego. Nie musi byc jakies traumy czy patologii. Nerwica jest stworzona z malych rzeczy, ktore rosna i wydaja sie wielkie.

2,790

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Te slowa ' Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.' to cytat od Carla Gustava Junga.
Carl Gustav Jung to szwajcarski psychiatra, psycholog, naukowiec, artysta malarz. Był jednym z twórców psychologii głębi, na bazie której stworzył własne koncepcje ujęte jako psychologia analityczna (stanowiącą częściową krytykę psychoanalizy). Wprowadził pojęcia kompleksu, introwersji i ekstrawersji, nieświadomości zbiorowej, synchroniczności oraz archetypu, które odgrywają ważną i kontrowersyjną rolę w naukach o kulturze i w badaniach neurologicznych, oraz w fizyce kwantowej.

To pomyslom Junga i jego podejsciu do umyslu czlowieka zawdzieczam wyjscie z nerwicy. Jego interpretacjom podswiadomosci, snow, basni i tak dalej. Zaczela sie ta terapia najpierw od snow, pozniej przez rysowanie, rytualy i rozne interpretacje.



Dla mnie jest jasne skad nerwica sie u mnie wziela w dziecinstwie. Nie wiem jak u Ciebie, ale nerwice czesto wywoluje praktycznie nic wielkiego. Nie musi byc jakies traumy czy patologii. Nerwica jest stworzona z malych rzeczy, ktore rosna i wydaja sie wielkie.

Tak, wiem, że nie musiało się stać nic złego,  ale dziecko byle drobiazg mogło odebrać jako zagrożenie,  a dalej już poszło lawinowo.
Wiem, kto to jest Jung, ale nie za bardzo orientuje się, o co dokładnie chodziło w jego nauce. Nigdy nic dokładnie o jego teorii czy teoriach nie czytałam.  Interpretacja snow-to może być ciekawe. Mam jeden taki sen od dzieciństwa,  który mi się zawsze śni w sytuacjach, gdy zdarzają się w moim życiu sytuacje z których nie wiem jak za bardzo  wybrnąć. Tylko jest teraz różnica,  że we śnie panicznie się wtedy bałam,  a teraz śni mi się to samo, ale albo przerywam sen (umiem się obudzić na zawolanie)-albo śni mi się to nadal, ale już się nie boję.

2,791

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:

Chodzi mi o to, że jakie cechy sprawiają,  że dana osoba zasługuje na uczucie?

Czy nie taki banał, że dla każdego inne?
To jest wypadkowa fizyczności i psychiki, umysłu, dla niektórych też duchowości.

Nawet ci moi ex nie zwracali uwagi zupełnie na to samo, aczkolwiek była część wspólna wink
Nie będę  przecież pisać, co im się we mnie, bo to trochę zbyt osobiste, a i jakieś niepoważne na forum, czułabym się głupio.

Ale poza tymi konkretami, które się nie pokrywały w 100%,  to jedną rzecz słyszałam od każdego z nich: że jestem 'idealnym połączeniem siły i delikatności', to chyba nie mógł być przypadek wink

Czy przy ex musiałaś się bardzo starać,  aby Cię zaakceptowali? Czy to wychodziło samo, naturalnie?

Naturalnie wychodziło. Z jednym wyjątkiem, kiedy to przez chwilę wychodziło, a potem czułam, że coś jest nie tak i zaczynałam kombinować, i nie być sobą, potem już wiedziałam, że to nie to i dla niego też jestem nie taka, ale emocji raz puszczonych w ruch nie da się wyłączyć z dnia na dzień i trochę to trwało.. Jeden toksyk mi się trafił, na nieszczęście w młodym i jeszcze przewrażliwionym wieku. Błąd, który wiele uczy.

2,792

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Czy nie taki banał, że dla każdego inne?
To jest wypadkowa fizyczności i psychiki, umysłu, dla niektórych też duchowości.

Nawet ci moi ex nie zwracali uwagi zupełnie na to samo, aczkolwiek była część wspólna wink
Nie będę  przecież pisać, co im się we mnie, bo to trochę zbyt osobiste, a i jakieś niepoważne na forum, czułabym się głupio.

Ale poza tymi konkretami, które się nie pokrywały w 100%,  to jedną rzecz słyszałam od każdego z nich: że jestem 'idealnym połączeniem siły i delikatności', to chyba nie mógł być przypadek wink

Czy przy ex musiałaś się bardzo starać,  aby Cię zaakceptowali? Czy to wychodziło samo, naturalnie?

Naturalnie wychodziło. Z jednym wyjątkiem, kiedy to przez chwilę wychodziło, a potem czułam, że coś jest nie tak i zaczynałam kombinować, i nie być sobą, potem już wiedziałam, że to nie to i dla niego też jestem nie taka, ale emocji raz puszczonych w ruch nie da się wyłączyć z dnia na dzień i trochę to trwało.. Jeden toksyk mi się trafił, na nieszczęście w młodym i jeszcze przewrażliwionym wieku. Błąd, który wiele uczy.

To ja kombinowałam tak za każdym razem, aby nie być sobą.  Żadna z tych relacji nie wyszła.  A nawet  sie nie zaczęła.

2,793

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:

Czy przy ex musiałaś się bardzo starać,  aby Cię zaakceptowali? Czy to wychodziło samo, naturalnie?

Naturalnie wychodziło. Z jednym wyjątkiem, kiedy to przez chwilę wychodziło, a potem czułam, że coś jest nie tak i zaczynałam kombinować, i nie być sobą, potem już wiedziałam, że to nie to i dla niego też jestem nie taka, ale emocji raz puszczonych w ruch nie da się wyłączyć z dnia na dzień i trochę to trwało.. Jeden toksyk mi się trafił, na nieszczęście w młodym i jeszcze przewrażliwionym wieku. Błąd, który wiele uczy.

To ja kombinowałam tak za każdym razem, aby nie być sobą.  Żadna z tych relacji nie wyszła.  A nawet  sie nie zaczęła.

Ale dlaczego? Nie widac by bylo cos z Toba powaznie nie halo, wiec nie wiem po co mialabys nie byc soba.

2,794

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:
Znerx napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Moim zdaniem rzeczy sa takie jak musza byc, w moim zyciu. Wszystko bylo konieczne, ale nie wszystko bylo zaplanowane bo po prostu nie wie sie do czego pewne rzeczy prowadza. Chociaz, oczywiscie, ze ma sie wplyw na swoje zycie tez.
Jak pomysle o tym, jak bardzo malo brakowalo bym nigdy nie spotkala mojego meza. Bylo wiele wiele szans by do spotkania nigdy nie doszlo... W tym czasie mialam byc w trzech innych krajach.

I pewnie miałbyś teraz innego męża, życie byłoby inne, a ty "nie wyobrażałabyś sobie, że mogłabyś wziąć ślub z kimś innym niż z aktualnym".
Przecież to tylko racjonalizacja/czy jak to nazwać.

Do każdego "pasuje" dużo osób.

No, nie. Nie chodzi mi o to w sensie romantycznym. Wiec nie jest to racjonalizacja.

Nie jestem romantyczka i nie patrze w ten sposob na zwiazki.

Nie chodzi mi o romantyzm, raczej o "aktualne życie". Konsekwencje wyborów/ wpływ przypadku, które mogły być przecież całkiem inne. Starczyło np.: wybrać inną szkołę w dzieciństwie. BUM... całe życie byłoby kompletnie inne.
"Przeznaczenie"? "Bo ktoś musiał coś przeżyć żeby..."? - i to jest dla mnie racjonalizacja. Może jest jakieś lepsze słowo? I miałabyś dokładnie takie same przekonanie, że to alternatywne życie to "przeznaczenie"/"tak musiało być..."/"a męża poznałam jak wylał na mnie kawę i z oparzeniami 3 stopnia trafiłam do szpitala. A jakby nie wylał to bym go nie spotkała".

2,795

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Naturalnie wychodziło. Z jednym wyjątkiem, kiedy to przez chwilę wychodziło, a potem czułam, że coś jest nie tak i zaczynałam kombinować, i nie być sobą, potem już wiedziałam, że to nie to i dla niego też jestem nie taka, ale emocji raz puszczonych w ruch nie da się wyłączyć z dnia na dzień i trochę to trwało.. Jeden toksyk mi się trafił, na nieszczęście w młodym i jeszcze przewrażliwionym wieku. Błąd, który wiele uczy.

To ja kombinowałam tak za każdym razem, aby nie być sobą.  Żadna z tych relacji nie wyszła.  A nawet  sie nie zaczęła.

Ale dlaczego? Nie widac by bylo cos z Toba powaznie nie halo, wiec nie wiem po co mialabys nie byc soba.

Zdawało  mi się,  że niemożliwe było,  aby ktoś się zainteresował mną  jako mną,  więc starałam się być lepszą wersja samej siebie. Nie byłam więc do końca sobą.  A relacje się rozpadały  zaraz na początku.

Posty [ 2,731 do 2,795 z 8,335 ]

Strony Poprzednia 1 … 41 42 43 44 45 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024