pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Strony Poprzednia 1 … 40 41 42 43 44 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,666 do 2,730 z 8,335 ]

2,666 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-18 14:02:13)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Elu, w cenach rynkowych nie zanadto się orientuję. Ile kosztuje np. naprawa uszkodzonej szafy? Skombinowanie za przysłowiowe dwa piwa palet ze znajomego zakładu, co zresztą spokojnie mogłabym zrobić sama? Itd.
Było już trochę tych prac, nie powiem. Teoretycznie wszystko mogłabym zrobić sama lub z pomocą znajomych, ale wiecie, jakie to ułatwienie, gdy się ochotnik zgłasza. Jednak nie chcę manipulować ani sobą, ani nim.
Zmontował mi przy wprowadzce komodę, półkę na ścianie zawiesił, pomógł zwieźć i przenieść bagaże. Jakoś tam się wykazał, ale wycenić ciężko.
Sam fakt pożyczenia z premedytacją i nieoddania kasy jest wystarczająco podły, a zaufanie ceny nie ma.


Bagiennik (przepraszam za uproszczenie pisowni), też uważam, że związek to sprawa prywatna, tudzież intymna i także uważam za infantylizm przechwalanie się nim na prawo i lewo. Aczkolwiek nic na siłę. Jeśli jesteśmy razem na fajnej wycieczce np. i mam ochotę się tym pochwalić, to dlaczego nie? W końcu z przyjaciółką też się na fotkach pokazuję.
Co do indywidulizmu, mam go w sobie sporo, ale nawet indywidualista potrzebuje ciepła - i to się odzywa w pewnych okolicznościach ze zdwojoną siłą. Właśnie tak jak pisałam: spokój, póki nikogo przy mnie nie ma. Niestety, pomimo negatywnych przesłanek PP nie jest mi obojętny, inaczej byłoby dużo łatwiej.

Zobacz podobne tematy :

2,667

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Da się wycenic .może jakieś malowanie masz? Rozumiem ze o zwrocie kasy rozmawialaś i ciężko z tym?
To powinno być wyjaśnione. I jemu tez powinno na tym zalezec. Od tego uzaleznilabym dalsza znajomość

2,668

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegowata, nie jestem osadzona w kontekście i nie wiem kim jest pan PP, ale skoro nie jest Ci obojętny może warto na żywioł pójść ?

2,669 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-18 17:43:42)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Bagiennik (przepraszam za uproszczenie pisowni), też uważam, że związek to sprawa prywatna, tudzież intymna i także uważam za infantylizm przechwalanie się nim na prawo i lewo. Aczkolwiek nic na siłę. Jeśli jesteśmy razem na fajnej wycieczce np. i mam ochotę się tym pochwalić, to dlaczego nie? W końcu z przyjaciółką też się na fotkach pokazuję.
Co do indywidulizmu, mam go w sobie sporo, ale nawet indywidualista potrzebuje ciepła - i to się odzywa w pewnych okolicznościach ze zdwojoną siłą. Właśnie tak jak pisałam: spokój, póki nikogo przy mnie nie ma. Niestety, pomimo negatywnych przesłanek PP nie jest mi obojętny, inaczej byłoby dużo łatwiej.

Właśnie, fajnie, jak widać jakąś ciekawą fotkę dwóch osób, można nawet coś napisać, ale jak tych fotek jest ze dwadzieścia, to już się robi niesmacznie. Co do ciepła, to ciężko mi się wypowiedzieć. Nie wiem, gdzieś to we mnie moze siedzi, ale jeszcze się wyraźnie nie odezwało..:) Czasami mam nawet wrażenie, że nie potrzebuje tego tyle, co przeciętny człowiek. Nie wiem, czego to wynika, jakoś mi się zwyczajnie dobrze z tym żyję, nie miewam depresji ani jakiś takich chwil zadumy nad swoim życiem prywatnym. Nigdy też jakoś aktywnie nie szukałem swojej drugiej połówki, w takim sensie,żeby to był mój zasadniczy cel, dla którego poświęcam sporo swojego czasu. No jakoś tak mi się dobrze żyje smile powiedziałbym, że nawet bardzo dobrze smile

2,670

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegus :
Gdy dwoje ludzi zyje razem
To jest im łatwiej bo sa razem
I jest im trudniej bo sa razem.

2,671 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-19 01:00:27)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Sam fakt pożyczenia z premedytacją i nieoddania kasy jest wystarczająco podły, a zaufanie ceny nie ma.

...i teraz nic o tym nie wspomniał? nie przeprosił? tylko tak sobie przyszedł jak gdyby nic się nie stało? Może jeszcze odda.

2,672 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-19 09:45:49)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:

Piegowata, nie jestem osadzona w kontekście i nie wiem kim jest pan PP, ale skoro nie jest Ci obojętny może warto na żywioł pójść ?

Gdybym była pewna, że warto, tobym poszła smile
To niestety, nie jest człowiek o nieskalanym życiorysie i ja już wcześniej o tym wiedzialam, ale pokazał też drugie oblicze i cechy, które są dla mnie atrakcyjne.
Szkoda jeszcze mi go tak radykalnie skreślić, chociaż byłam pewna, że mam go już z głowy. Na żywioł jednak nie pójdę, nie chcę.



Peter4x napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Sam fakt pożyczenia z premedytacją i nieoddania kasy jest wystarczająco podły, a zaufanie ceny nie ma.

...i teraz nic o tym nie wspomniał? nie przeprosił? tylko tak sobie przyszedł jak gdyby nic się nie stało? Może jeszcze odda.

Wspomnieć wspominał, tyle że na wspominaniu się kończyło. Ale sporo mi pomaga, więc mogłabym to policzyć na poczet spłaty. Jednak ciągle strzygę uszami i oczami, kiedy znowu wytnie mi jakiś numer.
Widzę, że bardzo chętnie skróciłby dystans między nami, przeciwko czemu czuję wielki opór. Muszę mu to konkretnie wyjaśnić. Póki nie nabiorę poczucia bezpieczeństwa, stać mnie tylko na pogaduchy przy kawie, a czy kiedyś nabiorę zaufania - nie obiecuję. Muszę to postawić jasno, bo zachowujemy się jak para smarkaczy.



Piotr Introwertyk napisał/a:

Piegus :
Gdy dwoje ludzi zyje razem
To jest im łatwiej bo sa razem
I jest im trudniej bo sa razem.


I cokolwiek uczynię, będę żałować smile sad hmm yikes
Zdam się na swoją intuicję i weryfikujące działanie czasu.

2,673

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegowata, a jeżeli Pan Pomocnik odezwał się do Ciebie, ponieważ znowu chce pożyczyć pieniądze  na wieczne nieoddanie?

2,674 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-19 11:09:07)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Krejzolka82 napisał/a:

Piegowata, a jeżeli Pan Pomocnik odezwał się do Ciebie, ponieważ znowu chce pożyczyć pieniądze  na wieczne nieoddanie?

Nie pożyczę. Ale liczę się z taką ewentalnością.
W ogóle waham się co do tej znajomości i sama widzę, że tylko szukam potwierdzenia swoich obaw. Zbieram dane za lub przeciw, wyłapuję sygnały alarmowe (mam np. wrażenie, że coś kręci z rzekoma pracą, którą podjął po powrocie do naszego miasta), ale czuję, że to tylko moja gra na zwłokę. W sumie bezsensowna..., widać po tym, co tu wypisuję.

Bez zaufania to wszystko nic niewarte i w sumie nie wiem, czemu tak trudno mi go raz a porządnie odprawić. Chciałam to zrobić łagodnie i bez awantur, ale na łagodność on jest nieprzemakalny, a z kolei teraz stara się, jest miły i trudno się przeciwstawić tej manipulacji. Bo doskonale sobie zdaję sprawę, że może to być czysta manipulacja.

Kurde maciek, sama sobie odpowiadam na wątpliwości. Pozbawcie mnie resztek złudzeń. Dobrze mi zrobi wzmocnienie i wsparcie z zewnątrz.

2,675 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2019-09-19 19:57:53)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

Piegowata, a jeżeli Pan Pomocnik odezwał się do Ciebie, ponieważ znowu chce pożyczyć pieniądze  na wieczne nieoddanie?

Nie pożyczę. Ale liczę się z taką ewentalnością.
W ogóle waham się co do tej znajomości i sama widzę, że tylko szukam potwierdzenia swoich obaw. Zbieram dane za lub przeciw, ale czuję, że to tylko moja gra na zwłokę. W sumie bezsensowna..., widać po tym, co tu wypisuję.

Wiem, że nie pożyczysz.
Zastanawiam się, czy czasem chęć pożyczki to nie główny powód, że znowu się do Ciebie odezwał.

Słuchaj swojej intuicji, ponieważ jak na razie nie zawiodła Cię.
Przyznaję, że w przeszłości czasem nie rozumiałam Twojego toku myślenia...chodzi o Meczowego...i przyznaję, że Twoje rozterki były uzasadnione.

A więc reasumując, jeżeli masz jakiekolwiek obawy to posłuchaj swojego wewnętrznego ja.

2,676 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-19 15:35:36)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Krejzi, dziękuję, że byłaś i jesteś wobec mnie sprawiedliwa, pomimo że bywały między nami nieporozumienia. Też nie zawsze odbierałam Cię zgodnie z Twoimi intencjami. Tego m.in. uczy mnie forum, żeby czasem się zastanowić nad własnymi interpretacjami. Bardzo doceniłam Twoje podejścia w dyskusji o pamiętnych malinach.
Dość często w życiu mi się przydarza, że ludzie stukają się w czoło i odradzają mi jakieś postępowanie, a ja czuję, że wiem, co robię. Gdy mam wątpliwości, potrzebuję zapytać - pytam i rozważam odpowiedzi.

...PP zaczął u mnie jedną robotę i chciałabym, żeby ją dokończył, zanim się z nim ostatecznie rozprawię, bo inaczej zostanę z rozbabranym meblem i perspektywą poszukiwania stolarza, który pewnie sobie więcej policzy za usługę.

P.S. Krejzi, przy Meczowym jeszcze nie byłam pewna słuszności swojej intuicji, ale po zebraniu kilku doświadczeń nabrałam do niej szacunku.

Ech... Zbliża się popołudnie i konfrontacja z PP. Stres mnie po prostu zżera.

2,677

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Krejzi, dziękuję, że byłaś i jesteś wobec mnie sprawiedliwa, pomimo że bywały między nami nieporozumienia. Też nie zawsze odbierałam Cię zgodnie z Twoimi intencjami. Tego m.in. uczy mnie forum, żeby czasem się zastanowić nad własnymi interpretacjami. Bardzo doceniłam Twoje podejścia w dyskusji o pamiętnych malinach.
Dość często w życiu mi się przydarza, że ludzie stukają się w czoło i odradzają mi jakieś postępowanie, a ja czuję, że wiem, co robię. Gdy mam wątpliwości, potrzebuję zapytać - pytam i rozważam odpowiedzi.

...PP zaczął u mnie jedną robotę i chciałabym, żeby ją dokończył, zanim się z nim ostatecznie rozprawię, bo inaczej zostanę z rozbabranym meblem i perspektywą poszukiwania stolarza, który pewnie sobie więcej policzy za usługę.

P.S. Krejzi, przy Meczowym jeszcze nie byłam pewna słuszności swojej intuicji, ale po zebraniu kilku doświadczeń nabrałam do niej szacunku.

Ech... Zbliża się popołudnie i konfrontacja z PP. Stres mnie po prostu zżera.


Do pierwszego akapitu może kiedyś się ustosunkuję.

Czy Ty płacisz coś Panu Pomocnikowi teraz?
Czy w ogóle rozmawialiście o Jego wynagrodzeniu?

Czemu stres Cię zżera?
Jak odbyło się spotkanie?

2,678

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

Piegowata, a jeżeli Pan Pomocnik odezwał się do Ciebie, ponieważ znowu chce pożyczyć pieniądze  na wieczne nieoddanie?

Nie pożyczę. Ale liczę się z taką ewentalnością.
W ogóle waham się co do tej znajomości i sama widzę, że tylko szukam potwierdzenia swoich obaw. Zbieram dane za lub przeciw, wyłapuję sygnały alarmowe (mam np. wrażenie, że coś kręci z rzekoma pracą, którą podjął po powrocie do naszego miasta), ale czuję, że to tylko moja gra na zwłokę. W sumie bezsensowna..., widać po tym, co tu wypisuję.

Bez zaufania to wszystko nic niewarte i w sumie nie wiem, czemu tak trudno mi go raz a porządnie odprawić. Chciałam to zrobić łagodnie i bez awantur, ale na łagodność on jest nieprzemakalny, a z kolei teraz stara się, jest miły i trudno się przeciwstawić tej manipulacji. Bo doskonale sobie zdaję sprawę, że może to być czysta manipulacja.

Kurde maciek, sama sobie odpowiadam na wątpliwości. Pozbawcie mnie resztek złudzeń. Dobrze mi zrobi wzmocnienie i wsparcie z zewnątrz.

Nie lubię radzić ludziom co mają robić, tym bardziej nie jestem w stanie oceniać sytuacji, której szczegółowego opisu nawet nie kojarzę.
Skoro jednak, Piegowata, potrzebujesz wsparcia w najwyraźniej podjętych już  decyzjach - moim zdaniem zaufanie od biedy można by w jakimś stopniu odbudować, zwłaszcza przy dużych chęciach. Moje doświadczenie jednak pokazuje jednoznacznie, że odnawianie kredytu zaufania w stosunku do osoby, która je już raz/dwa/ileś razy zawiodła to strata czasu i zasobów emocjonalnych. A potem tylko człowiek żałuje, że był potrójnie głupi. Może miałam pecha po prostu, a może coś w tym jednak jest, że ludzie wcale nie zmieniają się tak łatwo i skoro zawodzą raz - zawiodą i kolejny.

2,679

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:

Nie lubię radzić ludziom co mają robić, tym bardziej nie jestem w stanie oceniać sytuacji, której szczegółowego opisu nawet nie kojarzę.
Skoro jednak, Piegowata, potrzebujesz wsparcia w najwyraźniej podjętych już  decyzjach - moim zdaniem zaufanie od biedy można by w jakimś stopniu odbudować, zwłaszcza przy dużych chęciach. Moje doświadczenie jednak pokazuje jednoznacznie, że odnawianie kredytu zaufania w stosunku do osoby, która je już raz/dwa/ileś razy zawiodła to strata czasu i zasobów emocjonalnych. A potem tylko człowiek żałuje, że był potrójnie głupi. Może miałam pecha po prostu, a może coś w tym jednak jest, że ludzie wcale nie zmieniają się tak łatwo i skoro zawodzą raz - zawiodą i kolejny.

Moje doświadczenie też pokazuje że dorośli ludzie się nie zmieniają. Jest to jak najbardziej słuszne stwierdzenie. Więc albo trzeba zaakceptować pewne wady albo taką osobę skreślić ze swojego życia.

2,680

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegowata zniknęła w samym centrum offtopu, a mnie Piegatku trochę ciekawość dosięgła, czy to ta robota w garażu taka pochłaniająca, czy płomienny romans, heee smile wink

2,681

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

...No, to ja też poofftopuję nieco.
Czy uwierzycie, że samotność można polubić i docenić? Otóż można, a za co? Za święty, błogosławiony spokój!
Gdy jestem sama, mam unormowane życie, mam swoje ulubione (mniej ulubione też, ale to inna sprawa) sprawy i zajęcia, swój rytm i swoje ścieżki, jestem spokojna i pogodna. A gdy ktoś się pojawia, wraz z nim wkracza zamęt.
Dlaczego nie mogę spotkać nikogo normalnego, hę?! Ja się zapytowywuję! wink
Odezwał się znowu ten cały PP - a już byłam przekonana, że to zamknięty rozdział. Nie powinnam była odbierać telefonu sad Czuję, że łatwo mi nie odpuści, a nie mam odwagi zdrowo się wściec i ryknąć: spierrrrr...!!! Pisałam mu i mówiłam spokojnie, że nie widzę sensu w to brnąć - nie przejął się, spokojnie kontynuuje swoje podchody. Bardzo by mnie ten spokój i cierpliwość ujmowały, gdyby nie lęk: zrobił mi w przeszłości duże świństwo. Boję się, że ta rzekoma cierpliwość to czysta manipulacja. Nie ufam, trzymam dystans i czuję, że powinnam załatwić sprawę raz a porządnie. I stoję jak ten osioł nad dwoma żłobami, uruchamiam bierny, iście ośli opór. Źle mi z tym, czuję taki stres, że aż mnie wszystko boli (bo ja tak w stresie mam).
Deklaruje pomoc w sprawach domowych, tych typowo męskich pracach, których nie ogarniam (a on się na tym zna i lubi to, czym tez mi zaimponował). Gdybym się nie bała, mogłabym zaakceptować, że w tej formie spłaci mi zaciągnięty dług, poczułabym wyrównanie rachunków, bo też przecież nie chciałabym jego zainteresowania wyłącznie wykorzystywać.
Ale jest we mnie strach, że będę żałować.
Wczoraj do mnie przyszedł, pomógł trochę w garażu, od ręki załatwiliśmy to, do czego zabierałam się jak pies do jeża (razem o wiele raźniej, co tu kryć). Zrobiłam mu kawę, pogadaliśmy... Czułam się całkiem fajnie, przyjemnie, na luzie... póki nie zaczął mnie przytulać. Cała się usztywniłam, zrobiłam unik, on to chyba wziął za damskie krygowanie się, żartem próbował mnie ugłaskać. Skończyło się tym, że powiedziałam: "Idź już"... I poszedł. A dziś dzwoni rano...

W teorii jestem pewna siebie, gorzej w praktyce.
O, ja kretynka yikes

Kurde... Pozbawcie mnie złudzeń ;(


Sorry za off-top, ale jak spuszczę trochę pary z siebie, to i mięśnie mniej bolą od stresu wink

Nie rozumiem, facet naciągną Cię na kasę,  jak rozumiem pozyczylas mu pewną sumę,  a on do dzis  nie pokwapił  sie z oddaniem długu,  a jeszcze z nim utrzymujesz kontakt i robisz kawę w domu? Takie znajomosci zrywa się jednym cięciem.

2,682 Ostatnio edytowany przez Rumunski_Zolnierz (2019-09-22 16:01:52)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Nie rozumiem, facet naciągną Cię na kasę,  jak rozumiem pozyczylas mu pewną sumę,  a on do dzis  nie pokwapił  sie z oddaniem długu,  a jeszcze z nim utrzymujesz kontakt i robisz kawę w domu? Takie znajomosci zrywa się jednym cięciem.

To tak samo jak kobiety, które latami tkwią w związkach z toksycznymi facetami, przemocowcami i nie potrafią od nich odejść.
Gościu oszukał Pioegowatą na pieniądze, robi co chce, przychodzi, przytula, nie szanuje jej zdania itp. a mimo to Piegowata nie potrafi się od niego odciąć.
Gdyby ten gościu był jak taki miły wazeliniarz, który przeprasza, że żyje, który by jej otwierał drzwi, przynosił czekoladki i róże, do tego co chwila prawiłby jej komplementy i byłby super miły to Piegowata zerwałaby z nim kontakt natychmiast, a że oszukał ją na pieniądze i dalej nią sobie pogrywa to jeszcze będzie się to ciągnęło miesiącami jak nie lepiej.

2,683

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
trx napisał/a:

Nie lubię radzić ludziom co mają robić, tym bardziej nie jestem w stanie oceoniać sytuacji, której szczegółowego opisu nawet nie kojarzę.
Skoro jednak, Piegowata, potrzebujesz wsparcia w najwyraźniej podjętych już  decyzjach - moim zdaniem zaufanie od biedy można by w jakimś stopniu odbudować, zwłaszcza przy dużych chęciach. Moje doświadczenie jednak pokazuje jednoznacznie, że odnawianie kredytu zaufania w stosunku do osoby, która je już raz/dwa/ileś razy zawiodła to strata czasu i zasobów emocjonalnych. A potem tylko człowiek żałuje, że był potrójnie głupi. Może miałam pecha po prostu, a może coś w tym jednak jest, że ludzie wcale nie zmieniają się tak łatwo i skoro zawodzą raz - zawiodą i kolejny.

Moje doświadczenie też pokazuje że dorośli ludzie się nie zmieniają. Jest to jak najbardziej słuszne stwierdzenie. Więc albo trzeba zaakceptować pewne wady albo taką osobę skreślić ze swojego życia.

Mam inaczej, widzę po sobie i ludziach z otoczenia, że zmienić sie można w każdym wieku.

2,684

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Peter4x napisał/a:
trx napisał/a:

Nie lubię radzić ludziom co mają robić, tym bardziej nie jestem w stanie oceoniać sytuacji, której szczegółowego opisu nawet nie kojarzę.
Skoro jednak, Piegowata, potrzebujesz wsparcia w najwyraźniej podjętych już  decyzjach - moim zdaniem zaufanie od biedy można by w jakimś stopniu odbudować, zwłaszcza przy dużych chęciach. Moje doświadczenie jednak pokazuje jednoznacznie, że odnawianie kredytu zaufania w stosunku do osoby, która je już raz/dwa/ileś razy zawiodła to strata czasu i zasobów emocjonalnych. A potem tylko człowiek żałuje, że był potrójnie głupi. Może miałam pecha po prostu, a może coś w tym jednak jest, że ludzie wcale nie zmieniają się tak łatwo i skoro zawodzą raz - zawiodą i kolejny.

Moje doświadczenie też pokazuje że dorośli ludzie się nie zmieniają. Jest to jak najbardziej słuszne stwierdzenie. Więc albo trzeba zaakceptować pewne wady albo taką osobę skreślić ze swojego życia.

Mam inaczej, widzę po sobie i ludziach z otoczenia, że zmienić sie można w każdym wieku.

Może i można się zmienić w każdym wieku, ale żeby to zadziałało, trzeba przede wszystkim CHCIEĆ się zmienić, być przekonanym o słuszności tej zmiany i umieć uczciwie dostrzec w sobie te elementy, które zmiany wymagają. A ludzie w większości jakoś mają z tym wielki problem...

2,685 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-22 22:27:44)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Nie jestem optymistką, jeśli chodzi o zmienianie się dorosłych ludzi, nie mam też zapędów misjonarskich i nie łudzę się, że  trafiłam na chlubny wyjątek od reguły, aczkolwiek takie wyjątki zdarzają się. PP-owi zapowiedziałam otwarcie: obserwuję i wyciągam wnioski, dam szansę, ale jeden głupi numer i urywam kontakt radykalnie oraz ostatecznie. No i żadnego pożyczania kasy.
Sporo mi zrobił w mieszkaniu, poszłam na układ, że w ten sposób odpracuje mi dług. Jutro akcja: wymiana kranu w łazience.

Rossanko, kawę traktuję jako zwykły przejaw dobrego wychowania. Jeżeli chłop naprawił mi rozlatującą się szafę, to poczęstowanie go za to kawą uszczerbku mi nie przyniesie.

Rumuński, pocałuj mnie wiesz, gdzie z tymi swoimi mądrościami. Tobie akurat nie muszę się tłumaczyć.

To oczywiste, że zostałam oszukana z pieniędzmi, ale pewne sytuacje jednak wymagają wyczucia i można czasem dać tę jedną szansę. Poza tym nie jestem ani przytulana, ani zmuszana do czegokolwiek wbrew mojej woli, traktowana jestem tak, jak sobie zawsze życzyłam i to mnie właśnie ujmuje (tak, wiem, na tych ujmujących najbardziej trzeba uważać) Wyobraź sobie, że otwiera mi się drzwi i przynosi ulubioną czekoladę, komplementów też parę usłyszałam, na szczęście bez przesady, bo wazeliny nie lubię. W małżeństwie takich rzeczy nie zaznawałam, brakowało mi ciepła i tej odrobiny "rycerstwa".
Kwiatki i czekoladki są super, ale nie ma co się nimi zachłystywać, każdy głupi umie przynieść kwiatki i czekoladki.

Mimo wszystko nie zamierzam tracić głowy i jestem przygotowana na ewentualność rozstania. Nie bójcie się o mnie.

Mocnym atutem jest to, że umiem być sama i w razie czego świat mi się nie zawali, nie muszę się trzymać kurczowo tego człowieka.

Manzanito, istnieją przypadki zmiany i przewartościowania swojego życia, ale to musi być głęboka i autentyczna decyzja.
Każda historia jest indywidualna i nie uznaję ferowania odgórnych wyroków. Aczkolwiek to przypadek, ze PP poznalam bliżej, wcześniej nie byłam nim zainteresowana, był po prostu znajomym.

2,686

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegowata, chodziło mimo to, że dlaczego utrzymujesz jakikolwiek kontakt z osobą,  która wzięła od Ciebie pieniądze i nie oddała?

2,687

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Piegowata, chodziło mimo to, że dlaczego utrzymujesz jakikolwiek kontakt z osobą,  która wzięła od Ciebie pieniądze i nie oddała?

Przecież Piegowata napisała, że trzeba dać drugą szansę smile
Gościu oskubał ją z kwitu i zamiast wyciągnąć od niego dług windykacją to ,,spłaca" go czekoladkami i naprawianiem szafy.

Gdyby mnie ktoś oskubał z pieniędzy i chciał je oddać za pomocą naprawienia kranu itp. a nie kwapiłby się do oddania realnej sumy to bym takiej osobie chyba butelkę na łbie rozbił, bo takiego braku szacunku do mojej osoby już bym nie przetrawił.

2,688

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Rumunski_Zolnierz napisał/a:
rossanka napisał/a:

Piegowata, chodziło mimo to, że dlaczego utrzymujesz jakikolwiek kontakt z osobą,  która wzięła od Ciebie pieniądze i nie oddała?

Przecież Piegowata napisała, że trzeba dać drugą szansę smile
Gościu oskubał ją z kwitu i zamiast wyciągnąć od niego dług windykacją to ,,spłaca" go czekoladkami i naprawianiem szafy.

Gdyby mnie ktoś oskubał z pieniędzy i chciał je oddać za pomocą naprawienia kranu itp. a nie kwapiłby się do oddania realnej sumy to bym takiej osobie chyba butelkę na łbie rozbił, bo takiego braku szacunku do mojej osoby już bym nie przetrawił.

Po co dawać druga szansę,  szkoda czasu. Zamiast tego można poznać inne osoby, które nie będą marnowaly szans, czasu i nerwów. 
Z resztą jak dać takiej osobie druga szansę?  Drugi raz jej pożyczyć pieniądze?
Przyznam, że nie rozumiem tego sposobu postępowania.

2,689 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-22 22:36:02)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ross, nie zabiegałam o kontakt. Po prostu on się do mnie odezwał telefonicznie i zgodziłam się z nim zobaczyć. Akurat byłam w mieście na codziennych sprawunkach, więc wyszedł po mnie, pomógł zanieść ciężki kosz do domu i przy okazji zwrócił uwagę na kiepski stan mojej szafy. I tak poszło... Uznałam, że może się zrehabilitować wykonaniem paru prac na rzecz mojego mieszkania.
Cóż... nie będę zaprzeczać, że jakoś on mnie pociąga. Ma wiele ujmujących cech, ale postanowiłam sobie mocno nie być idiotką i zachować czujność. I w razie konieczności w sentymenty się nie bawić.

2,690

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Ross, nie zabiegałam o kontakt. Po prostu on się do mnie odezwał telefonicznie i zgodziłam się z nim zobaczyć. Akurat byłam w mieście na codziennych sprawunkach, więc wyszedł po mnie, pomógł zanieść ciężki kosz do domu i przy okazji zwrócił uwagę na kiepski stan mojej szafy. I tak poszło... Uznałam, że może się zrehabilitować wykonaniem paru prac na rzecz mojego mieszkania.
Cóż... nie będę zaprzeczać, że jakoś mnie on nie pociąga. Ma wiele ujmujących cech, ale postanowiłam sobie mocno nie być idiotką i zachować czujność.

Mogłaś powiedziec,  że się z nim nie spotkasz. Odmówić mu spotkania.
Naprawil i szafe,  może szykuje grunt pod nową pożyczkę?
Ze się tak zapytam, duży ma u Ciebie dług pieniężny? Bo chyba nie pozyczyl 10 zł?
Ja bym zerwała całkiem kontakt. Nie lubię naciągaczy .
A co on ogólnie na to, że wisi Ci pieniądze?

2,691

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

rossanka, bardzo podoba mi się to, że potrafisz trzeźwo myśleć, zobacz ile kiedyś było słychać o tych wszystkich oszustach matrymonialnych, spotykali się z kobietami i potem kradli im pieniądze. Właśnie tak oni działają, to są Ci badboye, łobuzy itp. okrada z pieniędzy i mimo tego dalej utrzymuje ,,koleżeński" kontakt z poszkodowaną - mistrzostwo świata lol

2,692 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-22 22:45:36)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ogólnie to ja sama doszłam do wniosku, że mogę go "wykorzystać" i niech mi ponaprawia to i owo w chałupie, a reszta się okaże.
Sorry, ale nie chcę się tu tłumaczyć. Miałam moment wahania, napisałam, bo bardzo się z wątpliwościami męczyłam i potrzebowałam to rozładować, ale doszłam do pewnych wniosków i postąpię po swojemu. Być może będę żałować, ale na własny rachunek.
Rossanko, szanuję Cię i masz dużo racji, ale ja tu się zdaję na własne wyczucie i ryzyko.
Życzliwą radę zawsze docenię, ale sądów nade mną proszę nie odprawiać.

2,693

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rumuński, pocałuj mnie...

2,694

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Ogólnie to ja sama doszłam do wniosku, że mogę go "wykorzystać" i niech mi ponaprawia to i owo w chałupie, a reszta się okaże.
Sorry, ale nie chcę się tu tłumaczyć. Miałam moment wahania, napisałam, bo bardzo się z wątpliwościami męczyłam i potrzebowałam to rozładować, ale doszłam do pewnych wniosków i postąpię po swojemu. Być może będę żałować, ale na własny rachunek.
Rossanko, szanuję Cię i masz dużo racji, ale ja tu się zdaję na własne wyczucie i ryzyko.

Kurde, bez obrazy, ale Ty go nie wykorzystujesz. Mucha nie wykorzysta pająka.
Ale jak mówisz,  to są Twoje decyzje.

2,695

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, lepiej odzyskać choć część długu niż nic, prawda?
A co do reszty, to sie okaże. Bez żalu pożegnam pana, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Zauważ, że "wykorzystać" ujęłam w cudzysłów. Wolę żeby on popracował u mnie na poczet starego długu niż wzywać płatnych fachowców.
Nie będę się spowiadać, ile ode mnie wydębił. Nie była to suma drastyczna, ale dla mnie znacząca.

2,696

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Rossanko, lepiej odzyskać choć część długu niż nic, prawda?
A co do reszty, to sie okaże. Bez żalu pożegnam pana, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Zauważ, że "wykorzystać" ujęłam w cudzysłów. Wolę żeby on popracował u mnie na poczet starego długu niż wzywać płatnych fachowców.
Nie będę się spowiadać, ile ode mnie wydębił. Nie była to suma drastyczna, ale dla mnie znacząca.

On jakoś to wytłumaczył,  dlaczego nie oddaje?

2,697 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-22 22:59:48)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ba, tłumaczyć to sobie można... Nawet obiecał że odda, ale obiecywać też można...
Po prostu poprzyglądam się tej sytuacji.
Nie chcę już wałkować tego tematu, bo robi się nieprzyjemnie.
Prędzej czy później będę pewna, czy można dać szansę tej znajomości, czy ostatecznie posłać ją do wszystkich diabłów.

2,698

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Ba, tłumaczyć to sobie można... Nawet obiecał że odda, ale obiecywać też można...

Dawno to było?

2,699

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Nie rozumiem dlaczego mnie obrażasz? ja Ciebie nie obrażałem ani razu.
Gdybym to ja Ciebie obrażał to już dostałbym ostrzeżenie, ale Ty możesz pisać do mnie rzeczy typu: ,,pocałuj mnie" i nikt Ci nic nie zrobi. Przecież odpisywałem Rossance swoimi postami a nie Tobie, więc nie wiem skąd ten atak na mnie? ja tylko odpisywałem autorce tego tematu jak działają oszuści matrymonialni bo mi się to przypomniało właśnie na poczet tej historii a Ty nagle dostałaś jakiegoś ataku w moją stronę, serio Ciebie to aż tak rusza?

Wyobraźmy sobie inną sytuację,

Jest dwóch facetów, koledzy, jeden pożycza od drugiego pieniądze i nie oddaje, znika.

Wraca np. po roku i mówi temu drugiemu koledze: ,,słuchaj, wiem, że Ciebie okradłem, zabrałem pieniądze i nie oddałem. Może umówimy się tak, że ja Ci naprawię lodówkę, ustawie stół w kuchni i zapomnimy o tym długu co? bo na pewno nie oddam realnych pieniędzy."

Po tych słowach rozpoczęłoby się jedno wielkie mordobicie do tego stopnia, że trzeba by wzywać karetkę na sygnale w trybie natychmiastowym.

A są historie, gdzie facet nie dość, że oszuka na pieniądze, to dalej będzie kontynuował znajomość, wymieni pękniętą uszczelkę, jeszcze się przytuli i do tego dostanie herbatę czy tam kawę. No po prostu coś pięknego.

Rossanka - z tą muchą i pająkiem idealnie opisane. To tak samo jakby mucha powiedziała do pająka: złapałeś mnie w swoją pajęczynę ale przeze mnie straciłeś te nitki więc jesteś stratny haha.

2,700 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-22 23:13:17)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rumuński, nie znasz całości sytuacji, a ferujesz wyroki. Wypraszam sobie.
Sprawę rozegram po swojemu. Potrzebowałam wsparcia psychicznego, a nie sądu.
Nie jestem debilem.
Mnie akurat nie przeszkadza, że gość odpracuje dług, bo naprawa szafy u stolarza kosztuje, hydraulik kosztuje, fachowiec od zainstalowania anteny też za darmo tego nie zrobi. A jest jeszcze sporo tych robót.

2,701

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Rumuński, nie znasz całości sytuacji, a ferujesz wyroki. Wypraszam sobie.
Sprawę rozegram po swojemu. Potrzebowałam wsparcia psychicznego, a nie sądu.
Nie jestem debilem.
Mnie akurat nie przeszkadza, że gość odpracuje dług, bo naprawa szafy u stolarza kosztuje, hydraulik kosztuje, fachowiec od zainstalowania anteny też za darmo tego nie zrobi. A jest jeszcze sporo tych robót.

Tylko żeby nie domagał się "zapłaty".

2,702 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-22 23:20:25)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Tylko żeby nie domagał się "zapłaty".

Z tym sobie poradzę.

2,703

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegowata'76, Jeżeli w jakiś sposób Ciebie obraziłem albo sprawiłem przykrość to serdecznie przepraszam i zwracam honor.
Ja po prostu opisywałem jakieś określone sytuacje i to nie miało być atakiem w Twoje imię czy coś.
Chodziło mi tylko o to jak działają przestępcy matrymonialni. Mimo, że okradają z pieniędzy to dalej są w stanie tworzyć koleżeńskie relacje, to wszystko co chciałem przekazać.

2,704 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-22 23:26:44)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Piegowata'76, Jeżeli w jakiś sposób Ciebie obraziłem albo sprawiłem przykrość to serdecznie przepraszam i zwracam honor.
Ja po prostu opisywałem jakieś określone sytuacje i to nie miało być atakiem w Twoje imię czy coś.
Chodziło mi tylko o to jak działają przestępcy matrymonialni. Mimo, że okradają z pieniędzy to dalej są w stanie tworzyć koleżeńskie relacje, to wszystko co chciałem przekazać.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, o czym piszesz. Zabolało mnie, że z góry założyłeś moją naiwność. Nie jestem ślepa na sygnały ostrzegawcze i jego też nie wybielam, ale widzę pewne przesłanki, by tę szansę zaryzykować.
Przeprosiny przyjęte smile

2,705

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Można się śmiać, ale w tym roku już kilka razy czytałem że jakiś facet naciągnął kilka kobiet w średnim wieku na sporą kasę. Ostatnio całkiem niedawno był kolejny artykuł na ten temat. Zaczynało się niewinnie a potem kobiety domy traciły.

Ja jestem jednak przekonany że Piegowata sobie poradzi i nie da się zrobić w balona. Według mnie, facet by się całkiem zrehabilitował gdyby po naprawieniu wszystkich zepsutych i wymagających wymiany rzeczy jeszcze oddał cały dług co do grosza.

2,706

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dla oszukanych to na pewno nie jest śmieszne smile
Też o tym słyszałam. Podobno sporo oszustów jest zza wchodniej granicy, próbują znaleźń ułatwienia w wyjeździe albo już tutaj na miejscu, 'frajerki', które będą ich wspomagać finansowo/dadzą mieszkanie. Na portalach randkowych wymyślają niestworzone historie na temat swojej opłakanej sytuacji.

2,707

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Dla oszukanych to na pewno nie jest śmieszne smile
Też o tym słyszałam. Podobno sporo oszustów jest zza wchodniej granicy, próbują znaleźń ułatwienia w wyjeździe albo już tutaj na miejscu, 'frajerki', które będą ich wspomagać finansowo/dadzą mieszkanie. Na portalach randkowych wymyślają niestworzone historie na temat swojej opłakanej sytuacji.

Chyba nie ma tu znaczenia narodowość.  Ist niejednokrotnie ewidencji typ kobiet podawanych na "czarusiów".
Nie mieliście  nigdy koleżanki,  której wystarczy że facet powiedział parę komplementow,  na dodatek opowiedział parę smutnych historii że swojego życia,  poczarował,  a ona dalej była już "jego".? Pal licho, jak pożyczyła mała sumę,  trudno.  Ale jak kwota była większa,  co wpływało równiez na jej budżet domowy? Bo on Tak prosił i tak ładnie mówił.
Ale to moje zdanie , z drugiej strony ja jestem bardzo nieufna.

2,708

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Dla oszukanych to na pewno nie jest śmieszne smile
Też o tym słyszałam. Podobno sporo oszustów jest zza wchodniej granicy, próbują znaleźń ułatwienia w wyjeździe albo już tutaj na miejscu, 'frajerki', które będą ich wspomagać finansowo/dadzą mieszkanie. Na portalach randkowych wymyślają niestworzone historie na temat swojej opłakanej sytuacji.

Chyba nie ma tu znaczenia narodowość.  Ist niejednokrotnie ewidencji typ kobiet podawanych na "czarusiów".
Nie mieliście  nigdy koleżanki,  której wystarczy że facet powiedział parę komplementow,  na dodatek opowiedział parę smutnych historii że swojego życia,  poczarował,  a ona dalej była już "jego".? Pal licho, jak pożyczyła mała sumę,  trudno.  Ale jak kwota była większa,  co wpływało równiez na jej budżet domowy? Bo on Tak prosił i tak ładnie mówił.
Ale to moje zdanie , z drugiej strony ja jestem bardzo nieufna.

Znam takie panie i takich panow, ktorzy czesto mieszaja sie w takie relacje. Czasami nawet gorsze bo juz nie jest branie kasy, ale ponizanie i inne takie.
Zawsze wydaje mi sie, ze lepiej dla tych ludzi byloby byc samymi.

Moja babka z kolei prezentuje przeciwienstwo tego. Ona ma obsesje na punkcie pieniedzy i nie mogla zniesc, ze moj maz nie ma pieniedzy na poczatku naszej relacji.
Ze ja utrzymywalam meza od poczatku pierwszych dni relacji, placac za wszystko.
Nie znosi meza mojej ciotki, ale zawsze mowi 'no on przynajmniej kase zarabia' big_smile
Ja jednak wiedzialam lepiej co robie, jak zawsze.

2,709 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-23 10:02:46)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ja z kolei dostawałem właśnie tego typu wiadomości o wsparcie finansowe na portalach randkowych. Wiadomości dotyczyły oczywiście chęci stworzenia związku, opartego na prawdziwej miłości, oddaniu, uczuciu i bliskości, połączonej z docenianiem ciepła rodzinnego. Takie słowa znajdpowały się zawsze na początku. Potem było opisywanie fatalnej sytuacji materialnej i finansowej, uzupełniane prośbą o pomoc i załatwienie pracy oraz mieszkania w Polsce. I właśnie KAŻDA taka wiadomość, była wysłana (niby) zza Buga smile

2,710

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

@Winter - masz na myśli intuicję  (że wiedziałaś co robisz)?

2,711 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-23 10:08:02)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Te historie z paniami w średnim wieku i biednymi misiami w trudnej sytuacji są tak grubymi nićmi szyte, że dziwię się serdecznie, jak można tak zgłupieć na punkcie jakiegokolwiek faceta.  Jednak widocznie można, manipulanci są sprytni, a babki spragnione ciepła jak małe dziewczynki.

Postanowiłam ostatni raz zweryfikować tę znajomość i jeżeli coś pójdzie nie tak, zajdzie jakiś "numer", zrywam kontakt definitywnie, łącznie z zablokowaniem telefonu. Jego też o tym poinformowałam. I żadnych finansowych zależności, liczymy się jak Żydzi.
Myślę, że jak nie będę ślepa i głucha, to w miarę szybko się upewnię, co robić.

2,712

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Ja z kolei dostawałem właśnie tego typu wiadomości o wsparcie finansowe na portalach randkowych. Wiadomości dotyczyły oczywiście chęci stworzenia związku, opartego na prawdziwej miłości, oddaniu, uczuciu i bliskości, połączonej z docenianiem ciepła rodzinnego. Takie słowa znajdpowały się zawsze na początku. Potem było opisywanie fatalnej sytuacji materialnej i finansowej, uzupełniane prośbą o pomoc i załatwienie pracy oraz mieszkania w Polsce. I właśnie KAŻDA taka wiadomość, była wysłana (niby) zza Buga smile

No, przepraszam, co za debil pisze takie rzeczy nieznajomej (albo prawie nieznajomej) kobiecie i co za ćwierćinteligentka "kupuje" takie brednie od (prawie) nieznajomego?

2,713 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-23 10:15:47)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Ale to moje zdanie , z drugiej strony ja jestem bardzo nieufna.

Rossanko, to bardzo dobrze, że jesteś rozsądna, ale po raz kolejny odnoszę wrażenie wyniesione z wcześniejszych rozmów, że bardzo sztywno podchodzisz do pewnych spraw. Może czasem za bardzo? Może dlatego jesteś wciąż sama? Przepraszam, jeśli zabrzmiało to nieprzyjemnie.
Nie chcę przez to powiedzieć, że moje postępowanie jest słuszne, ja po prostu zostawiłam margines na pomyłkę i błąd.

2,714

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Ale to moje zdanie , z drugiej strony ja jestem bardzo nieufna.

Rossanko, to bardzo dobrze, że jesteś rozsądna, ale po raz kolejny odnoszę wrażenie wyniesione z wcześniejszych rozmów, że bardzo sztywno podchodzisz do pewnych spraw. Może czasem za bardzo? Może dlatego jesteś wciąż sama? Przepraszam, jeśli zabrzmiało to nieprzyjemnie.
Nie chcę przez to powiedzieć, że moje postępowanie jest słuszne, ja po prostu zostawiłam margines na pomyłkę i błąd.

Ale  ja mam tak od niedawna,  po 40 mnie tak trafilo;)
-wcześniej dawałam szanse  kolejną, i kolejną i kolejną i to się dobrze nie kończyło.  Mam też na myśli kobiety.

2,715 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-09-23 10:39:17)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

@Winter - masz na myśli intuicję  (że wiedziałaś co robisz)?

W pewnym sensie tak. W tym momencie jak ona mi gadala, ze powinnam sie rozstac to ja sama nie wiedzialam co robic.
Nie pozwalam nikomu mi nic doradzac i nie mam szacunku do jej zdania ogolnie.
Jednak mielismy pasmo ciaglych klotni, rozbil on wtedy moje ulubione perfumy i ja ledwo ciagnelam wszystko emocjonalnie i finansowo.
Moje podejscie nie bylo nigdy na zasadzie 'jestem zakochana, musze wszystko wybaczyc', ale 'jeszcze tu czegos szukam' wiec wiedzialam, ze czegos od niego potrzebuje wiecej sie dowiedziec.
Zawsze zadawalam sobie takie pytanie jak czas jest ciezki: Czy to koniec mnie?
Czasami myslalam, ze on mnie zabije i to bedzie koniec mnie.
Czasami mi sie wydawalo, ze on jest jak Moriarty, a ja jak Sherlock. Wydwalo mi sie, ze poznalam godnego mi przeciwnika w koncu.
Ten zwiazek to byla wojna intelektualna i emocjonalna, w tamtym momencie.
To jeden z powodow dla ktorych w nim zostalam. To byla ostateczna konfrontacja z sama soba poprzez niego.

Koniec koncow nawet moja babka co do jego 'bezuzytecznosci' sie mylila. Bo wkrotce pozniej poszedl do pracy, zaczal zarabiac po 16 tysiecy miesiecznie, kupil mi nowe perfumy, ladniejsze od tych co rozbil i zaczal spelniac wszystkie moje zyczenia lub pomagac mi w ich spelnianiu.
Teraz wydaje sie jej, ze super maz jest oczywiscie. Idealny przeciez big_smile


Edit: Nie mam na mysli, ze zabije bo byla jakas przemoc fizyczna. Oczywiscie. Przemoc byla miedzy nami w sensie latania z gory na dol po schodach lub nawet otwierania drzwi kopniakiem (on) kopniecia krzesla (ja) ochlapania woda (on) rzucenia pod nogi butelki szamponu (ja)

2,716 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-23 10:42:14)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Ale  ja mam tak od niedawna,  po 40 mnie tak trafilo;)
-wcześniej dawałam szanse  kolejną, i kolejną i kolejną i to się dobrze nie kończyło.  Mam też na myśli kobiety.

Rozumiem.
Ja w takiej sytuacji nie byłam. Raczej obdarzam ludzi kredytem zaufania, ale to zaufanie jest ograniczone, otwieram się stopniowo (zawsze tak miałam, nie jest to wykalkulowana postawa), więc nie przeżywałam poważniejszych zawodów. Relacja po prostu się nie rozwijała, gdy nie czułam się w niej dobrze.

2,717

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Ja z kolei dostawałem właśnie tego typu wiadomości o wsparcie finansowe na portalach randkowych. Wiadomości dotyczyły oczywiście chęci stworzenia związku, opartego na prawdziwej miłości, oddaniu, uczuciu i bliskości, połączonej z docenianiem ciepła rodzinnego. Takie słowa znajdpowały się zawsze na początku. Potem było opisywanie fatalnej sytuacji materialnej i finansowej, uzupełniane prośbą o pomoc i załatwienie pracy oraz mieszkania w Polsce. I właśnie KAŻDA taka wiadomość, była wysłana (niby) zza Buga smile

No, przepraszam, co za debil pisze takie rzeczy nieznajomej (albo prawie nieznajomej) kobiecie i co za ćwierćinteligentka "kupuje" takie brednie od (prawie) nieznajomego?

PisaŁA zapewne płeć żeńska a odbieraŁ osobnik męski, czyli ja smile  Natomiast na odbieraniu się oczywiście skończyło, bo nie miałem najmniejszego zamiaru odpisywać. Nie zetknąłem się z artykułem na temat oszukanych facetów, natomiast oszukanych Pań było znacznie więcej. Potrzeba ciepła, akceptacji czyy chęć pomocy przysłania zdrowy rozsądek.

2,718

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:

@Winter - masz na myśli intuicję  (że wiedziałaś co robisz)?

W pewnym sensie tak. W tym momencie jak ona mi gadala, ze powinnam sie rozstac to ja sama nie wiedzialam co robic.
Nie pozwalam nikomu mi nic doradzac i nie mam szacunku do jej zdania ogolnie.
Jednak mielismy pasmo ciaglych klotni, rozbil on wtedy moje ulubione perfumy i ja ledwo ciagnelam wszystko emocjonalnie i finansowo.
Moje podejscie nie bylo nigdy na zasadzie 'jestem zakochana, musze wszystko wybaczyc', ale 'jeszcze tu czegos szukam' wiec wiedzialam, ze czegos od niego potrzebuje wiecej sie dowiedziec.
Zawsze zadawalam sobie takie pytanie jak czas jest ciezki: Czy to koniec mnie?
Czasami myslalam, ze on mnie zabije i to bedzie koniec mnie.
Czasami mi sie wydawalo, ze on jest jak Moriarty, a ja jak Sherlock. Wydwalo mi sie, ze poznalam godnego mi przeciwnika w koncu.
Ten zwiazek to byla wojna intelektualna i emocjonalna, w tamtym momencie.
To jeden z powodow dla ktorych w nim zostalam. To byla ostateczna konfrontacja z sama soba poprzez niego.

Koniec koncow nawet moja babka co do jego 'bezuzytecznosci' sie mylila. Bo wkrotce pozniej poszedl do pracy, zaczal zarabiac po 16 tysiecy miesiecznie, kupil mi nowe perfumy, ladniejsze od tych co rozbil i zaczal spelniac wszystkie moje zyczenia lub pomagac mi w ich spelnianiu.
Teraz wydaje sie jej, ze super maz jest oczywiscie. Idealny przeciez big_smile


Edit: Nie mam na mysli, ze zabije bo byla jakas przemoc fizyczna. Oczywiscie. Przemoc byla miedzy nami w sensie latania z gory na dol po schodach lub nawet otwierania drzwi kopniakiem (on) kopniecia krzesla (ja) ochlapania woda (on) rzucenia pod nogi butelki szamponu (ja)

Czyli podsumowując sluchalas siebie. To wydaje się być dobrym tropem. Oczywiście,  jak już człowiek sobie poukładać pewne rzeczy. Bo jak sobie nie pouklada,  to będzie wciąż popelnial te same błędy.
W sumie jak tak patrzę,  to najlepsze decyzję podejmuje jak sama ich chce, a nie, pod wpływem doradztwa,  ale teraz to już rzadkośc.
Czy myślicie, że nie trzeba się bać utraty związku,  wtedy jet się już zupełnie sobą?i zawsze mieć  świadomość,  że nic nie jest na zawsze i może sie skończyć?

2,719 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-23 11:03:52)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Edit: Nie mam na mysli, ze zabije bo byla jakas przemoc fizyczna. Oczywiscie. Przemoc byla miedzy nami w sensie latania z gory na dol po schodach lub nawet otwierania drzwi kopniakiem (on) kopniecia krzesla (ja) ochlapania woda (on) rzucenia pod nogi butelki szamponu (ja)

Jak widać, ludzkie historie są pełne względności i nie można do każdej przykładać jednej miary.
Z moim byłym to ja byłam furiatką, a on "małym, cichym sk...synem" (cytat z Fb).
Nigdy już nie chcę żyć tracąc godność, spokój, równowagę i szacunek do siebie. Nigdy nie chcę już rzucać talerzami. Odejdę, jeśli mam być w takim związku. Odejdę, zanim znikną resztki szacunku do siebie i do drugiego człowieka.

2,720 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-23 11:06:44)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

W sumie jak tak patrzę,  to najlepsze decyzję podejmuje jak sama ich chce, a nie, pod wpływem doradztwa,  ale teraz to już rzadkośc.
Czy myślicie, że nie trzeba się bać utraty związku,  wtedy jet się już zupełnie sobą?i zawsze mieć  świadomość,  że nic nie jest na zawsze i może sie skończyć?

Pogrubiłam zdanie, z którym zgadzam się co do joty.

Co do pytania z drugiego akapitu - tak, myślę, że w najcudowniejszym związku nie warto tracić gruntu pod nogami. Bycie sobą się opłaca. Najlepszy związek może przerwać choćby śmierć.
Z partnerem bywa różnie, a siebie zawsze możemy mieć. O tym, jak kobiety porzucają same siebie dla mężczyzny pisała Katarzyna Miller.

2,721

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:

@Winter - masz na myśli intuicję  (że wiedziałaś co robisz)?

W pewnym sensie tak. W tym momencie jak ona mi gadala, ze powinnam sie rozstac to ja sama nie wiedzialam co robic.
Nie pozwalam nikomu mi nic doradzac i nie mam szacunku do jej zdania ogolnie.
Jednak mielismy pasmo ciaglych klotni, rozbil on wtedy moje ulubione perfumy i ja ledwo ciagnelam wszystko emocjonalnie i finansowo.
Moje podejscie nie bylo nigdy na zasadzie 'jestem zakochana, musze wszystko wybaczyc', ale 'jeszcze tu czegos szukam' wiec wiedzialam, ze czegos od niego potrzebuje wiecej sie dowiedziec.
Zawsze zadawalam sobie takie pytanie jak czas jest ciezki: Czy to koniec mnie?
Czasami myslalam, ze on mnie zabije i to bedzie koniec mnie.
Czasami mi sie wydawalo, ze on jest jak Moriarty, a ja jak Sherlock. Wydwalo mi sie, ze poznalam godnego mi przeciwnika w koncu.
Ten zwiazek to byla wojna intelektualna i emocjonalna, w tamtym momencie.
To jeden z powodow dla ktorych w nim zostalam. To byla ostateczna konfrontacja z sama soba poprzez niego.

Koniec koncow nawet moja babka co do jego 'bezuzytecznosci' sie mylila. Bo wkrotce pozniej poszedl do pracy, zaczal zarabiac po 16 tysiecy miesiecznie, kupil mi nowe perfumy, ladniejsze od tych co rozbil i zaczal spelniac wszystkie moje zyczenia lub pomagac mi w ich spelnianiu.
Teraz wydaje sie jej, ze super maz jest oczywiscie. Idealny przeciez big_smile


Edit: Nie mam na mysli, ze zabije bo byla jakas przemoc fizyczna. Oczywiscie. Przemoc byla miedzy nami w sensie latania z gory na dol po schodach lub nawet otwierania drzwi kopniakiem (on) kopniecia krzesla (ja) ochlapania woda (on) rzucenia pod nogi butelki szamponu (ja)

Czyli podsumowując sluchalas siebie. To wydaje się być dobrym tropem. Oczywiście,  jak już człowiek sobie poukładać pewne rzeczy. Bo jak sobie nie pouklada,  to będzie wciąż popelnial te same błędy.
W sumie jak tak patrzę,  to najlepsze decyzję podejmuje jak sama ich chce, a nie, pod wpływem doradztwa,  ale teraz to już rzadkośc.
Czy myślicie, że nie trzeba się bać utraty związku,  wtedy jet się już zupełnie sobą?i zawsze mieć  świadomość,  że nic nie jest na zawsze i może sie skończyć?

Wiekszosc ludzi nigdy nie slucha siebie. Sluchaja tego co im sie wydaje, ze jest 'nimi' i wtedy dziwia sie, ze sa w kolo nieszczesliwi.
Glowna rzecza w zyciu czlowieka powinno byc poznanie samego siebie. I relacja powinna w tym pomagac, a nie odpychac od tego.

I Ty widac masz jakis kontakt ze soba, skoro kiedy robisz to czego chcesz to decyzja okazuje sie dobra. To jest bardzo dobry szlak, ktorym powinno sie isc.
Oczywiscie jak mowi piosenka, czasami : Jak uslyszec siebie posrod spiewu tlumu ?
I ten spiew tlumu to wychowanie, otoczenie, media i wszystko na zewnatrz.

Piegowata'76. I bardzo dobra decyzje podjelas! Wiele osob nie ma odwagi na taki krok. Woli dalej trwac.
U mnie z kolei bylo tak, ze ja nie potrafilam niczym rzucic i nigdy nie podnosilam glosu. Zawsze uchodzilam, za najbardziej spokojna, opanowana osobe. Wszystko jednak nie ze spokojnej natury, ale ogromnej przesadzonej samokontroli. Pod tym wszystkim z kolei po prostu wscieklosc wszechogarniajaca. Jak zostalam zaatakowana przez gwalciciela to nagle pokazala sie calkiem ta zduszona strona i prawie zamordowalam go brutalnie.
I w tym zwiazku wyszla ze mnie jakas zlosc napewno z wielu powodow i w koncu ktos nie tylko znal mnie naprawde, ale jeszcze ja weszlam w kontakt z ta strona siebie. Musialam upasc z tego lodowego tronu na twarz, bo juz zamarzalam.

2,722

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

W zasadzie teraz po 40 wszystko sobie ułożyłam, trochę późno.
@Winter -tak, metafora z lodowym tronem  trafna, rozumiem ją. To ja w związku emocje miałam pochowane, zwłaszcza te związane ze złością.  Myślałam,  że jak się będę złościc i wymagać,  to on mnie zostawi i co ja biedna zrobię; )
Byłam cicha i opanowana,  a i tak nie wyszło,  wcale nie trzeba było rzucać talerzami.
A na siłę dopasowywać się pod kogoś,  to sie nigdy nie uda. Związek to ma być przyjemność a nie zaleźnośc.

2,723

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

W zasadzie teraz po 40 wszystko sobie ułożyłam, trochę późno.
@Winter -tak, metafora z lodowym tronem  trafna, rozumiem ją. To ja w związku emocje miałam pochowane, zwłaszcza te związane ze złością.  Myślałam,  że jak się będę złościc i wymagać,  to on mnie zostawi i co ja biedna zrobię; )
Byłam cicha i opanowana,  a i tak nie wyszło,  wcale nie trzeba było rzucać talerzami.
A na siłę dopasowywać się pod kogoś,  to sie nigdy nie uda. Związek to ma być przyjemność a nie zaleźnośc.

Nie wydaje mi sie, ze ulozenie sobie rzeczy okolo polowy zycia to pozno.

Dokladnie tak. Ludzie czasami zapominaja o tym jak trudno jest byc w zwiazkach. Czasami wydaje sie, ze kazdy zwiazek jest lepszy niz zaden.
Moja przyjaciolka znalazla wymarzony zwiazek majac juz 54 lata. Wydawalo sie, ze to pozno niby i wczesniej niby za duzo wybrzydzala. Pytalam jej kiedys 'Nie martwilas sie? Ze masz 50 lat i zycie Twoje nie jest ulozone, ze nagle chcialas isc do szkoly, zmienic zawod? Nie martwilas sie, ze nigdy nie znajdziesz nic, ze juz ogolnie Twoje zycie sie skonczylo?'
Na co ona powiedziala : Joan, o czym Ty mowisz?! Zdecydowalam, ze bede zyla do 90 roku zycia i to byla dopiero czesc mojego zycia, Ty jestes jeszcze mlodsza wiec nie badz silly burger.

I miala racje. Gdyby sie przejmowala, myslala za duzo o tym co przegapila, a nie o tym co ma przed soba to nic by sie nie wydarzylo bo nie miala by takiej sily przebicia. Jej energia bylaby przygaszona.

2,724

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

@Winter, no właśnie.  Myślę,  że dużo tu zależy od podejścia i silnej psychiki. Oraz sluchaniuris swojego głosu,  swoich potrzeb a nie potrzeb innych.Przecież to jest nasze życie.  Moje, ja mam je przeżyć. A nie inni. Że związkiem tak samo, partner to nie osoba na 5 minut , ktora można odstawić na półkę jak się znudzi. Tu trzeba wybrać kogoś,  z kimś się będzie mieszkać, będzie się razem całą dobę. Może dlatego też tyle zwiazków się rozpada, jak już ludzie zamieszkaja razem. To jest zupełnie coś innego niż randki i spędzanie razem paru godzin tygodniowo.

2,725

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

@Winter, no właśnie.  Myślę,  że dużo tu zależy od podejścia i silnej psychiki. Oraz sluchaniuris swojego głosu,  swoich potrzeb a nie potrzeb innych.Przecież to jest nasze życie.  Moje, ja mam je przeżyć. A nie inni. Że związkiem tak samo, partner to nie osoba na 5 minut , ktora można odstawić na półkę jak się znudzi. Tu trzeba wybrać kogoś,  z kimś się będzie mieszkać, będzie się razem całą dobę. Może dlatego też tyle zwiazków się rozpada, jak już ludzie zamieszkaja razem. To jest zupełnie coś innego niż randki i spędzanie razem paru godzin tygodniowo.


Bardzo dobrze mowisz! Polalabym Ci mojego drinka (biale wino z mieta, cukrem i imbirowym napojem). Tak tylko trzymac to podejscie.

2,726

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:
rossanka napisał/a:

@Winter, no właśnie.  Myślę,  że dużo tu zależy od podejścia i silnej psychiki. Oraz sluchaniuris swojego głosu,  swoich potrzeb a nie potrzeb innych.Przecież to jest nasze życie.  Moje, ja mam je przeżyć. A nie inni. Że związkiem tak samo, partner to nie osoba na 5 minut , ktora można odstawić na półkę jak się znudzi. Tu trzeba wybrać kogoś,  z kimś się będzie mieszkać, będzie się razem całą dobę. Może dlatego też tyle zwiazków się rozpada, jak już ludzie zamieszkaja razem. To jest zupełnie coś innego niż randki i spędzanie razem paru godzin tygodniowo.


Bardzo dobrze mowisz! Polalabym Ci mojego drinka (biale wino z mieta, cukrem i imbirowym napojem). Tak tylko trzymac to podejscie.

Wiesz, do wielu rzeczy dochodziłam długo,  ale coś się przedstawiło oo 40stce, dopiero sobie wszystko poukładałam w głowie,  trochę późno jednak.

2,727 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-23 12:06:37)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

W sumie jak tak patrzę,  to najlepsze decyzję podejmuje, jak sama ich chce a nie, pod wpływem doradztwa - i o tym powinien pamiętać każdy, niezależnie czy jest w związku, czy nie. Samodzielne i świadome podejmowanie decyzji, daje najwięcej satysafkcji, pomimo cennych uwag czy rad, udzielanych przez partnera, rodzinę czy przyjaciół.
W związku zaś, każdy osoba, namawiająca, czy wręcz uporczywie naciskająca partnera, na zrobienie czegoś czy podjęcie jakiejś dezycji, powinna to wykuć na blachę smile Jeśli ktokolwiek w związku działa pod presją czy przymsuem, nie jest to, ani zdrowe, ani szczere smile

2,728

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

W sumie jak tak patrzę,  to najlepsze decyzję podejmuje, jak sama ich chce a nie, pod wpływem doradztwa - i o tym powinien pamiętać każdy, niezależnie czy jest w związku, czy nie. Samodzielne i świadome podejmowanie decyzji, daje najwięcej satysafkcji, pomimo cennych uwag czy rad, udzielanych przez partnera, rodzinę czy przyjaciół.
W związku zaś, każdy osoba, namawiająca, czy wręcz uporczywie naciskająca partnera, na zrobienie czegoś czy podjęcie jakiejś dezycji, powinna to wykuć na blachę smile Jeśli ktokolwiek w związku działa pod presją czy przymsuem, nie jest to, ani zdrowe, ani szczere smile

No chyba, że wymagamy od partnera zmiany zachowań, które nam szkodzą.

Poza tym raczej się zgadzam. Sama też wychodziłam najlepiej na własnych decyzjach, no, z nielicznymi wyjątkami, ale wtedy w sumie był jakiś niepokój, nie miałam pewności, czy dobrze robię.

2,729 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-23 18:38:09)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

No chyba, że wymagamy od partnera zmiany zachowań, które nam szkodzą.
Poza tym raczej się zgadzam. Sama też wychodziłam najlepiej na własnych decyzjach, no, z nielicznymi wyjątkami, ale wtedy w sumie był jakiś niepokój, nie miałam pewności, czy dobrze robię.

Jasna sprawa smile Warto wyciągnąć pomocną dłoń, zachęcić, spróbować pomóc. Niestety w przykładach skrajnych, jak chociażby ciężkie nałogów, jesteśmy bezradni smile

2,730 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-23 23:52:58)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Dokladnie tak. Ludzie czasami zapominaja o tym jak trudno jest byc w zwiazkach. Czasami wydaje sie, ze kazdy zwiazek jest lepszy niz zaden.
Moja przyjaciolka znalazla wymarzony zwiazek majac juz 54 lata. Wydawalo sie, ze to pozno niby i wczesniej niby za duzo wybrzydzala. Pytalam jej kiedys 'Nie martwilas sie? Ze masz 50 lat i zycie Twoje nie jest ulozone, ze nagle chcialas isc do szkoly, zmienic zawod? Nie martwilas sie, ze nigdy nie znajdziesz nic, ze juz ogolnie Twoje zycie sie skonczylo?'
Na co ona powiedziala : Joan, o czym Ty mowisz?! Zdecydowalam, ze bede zyla do 90 roku zycia i to byla dopiero czesc mojego zycia, Ty jestes jeszcze mlodsza wiec nie badz silly burger.

I miala racje. Gdyby sie przejmowala, myslala za duzo o tym co przegapila, a nie o tym co ma przed soba to nic by sie nie wydarzylo bo nie miala by takiej sily przebicia. Jej energia bylaby przygaszona.

Życie do 90 - 100, a może i dłużej - super. Oby tylko w dobrym zdrowiu. Jednak trzeba o nie zadbać. Właściwie tak od 50 nie ma już żadnej presji. Nikt rozsądny nie będzie przecież oczekiwał dzieci. Można żyć dla siebie i z kim nam dobrze bo małych dzieci też już raczej nie ma na utrzymaniu.

Posty [ 2,666 do 2,730 z 8,335 ]

Strony Poprzednia 1 … 40 41 42 43 44 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024