pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Strony Poprzednia 1 … 38 39 40 41 42 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,536 do 2,600 z 8,335 ]

2,536

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Lady loka to prawie jak twoja ^^
Dla tego pisałem, że to nie wygląda jak szukanie partnera na życie ale najprościej chce się wyszaleć i zabawić.

Piegowata taka relację buduje się latami o jakiej mówisz, z tą jedną różnica jak zaczynasz budować relację przyjacielska to pozniejcciezkocjest to zmienić że się tak wyrażę na relację romantyczną, jak mężczyzna zacznie Cię widzieć jako przyjaciółkę, i to co pociągami to w Tobie umrze to niestety ciężko później jest to zmienić w coś innego.

Dlatego piszę kobieta musi wiedzieć czego chce od mężczyzny i gdy spotka takiego budować relację tak aby prowadziła do czegoś więcej jeżeli chce.
A tempo budowania tego zależeć będzie od was tylko.

A póki co wygląda to tak, że sama sabotujesz siebie.

Zobacz podobne tematy :

2,537 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-12 13:37:36)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Oj, znam niejeden związek zaczęty koleżeństwem czy przyjaźnią, czy choćby jakąś luźną, np, sąsiedzką znajomością. Natomiast jasnej k...cy dostaję, gdy pojawia się facet, np. z portalu internetowego, totalnie obcy i traktuje mnie jak coś mu należnego. Albo gdy za młodu spotkałam obcego faceta i zaczęliśmy rozmawiać (szczekał na niego mój pies), on mi zaproponował lody , a potem namówił na spacer i na tym spacerze zaczął się po prostu do mnie dobierać.
Ani myślę w imię "wyższych celów" godzić się na takie sytuacje. Poznamy się lepiej, to będziemy się do siebie dobierać  - o ile oboje zechcemy.

Jeśli rzeczywiście jest tak jak piszesz, Dorias, to nie chcę związku i nie jest to żaden autosabotaż, lecz przekonanie.

2,538 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-12 13:52:52)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Prxeciez  dobrze napisałam . Sama bym sobie 27 letniej tak poradziła.szkoda, ze wcześniej nie byłam taka mądra.

Ale dzisiaj jesteś, korzystaj z tego smile

2,539

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Myślę Piegowata że nie do końca zrozumiałaś o co mi chodzi, napiszę coś więcej jak będę w domu i usiądę przed komputer.

2,540 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-12 14:02:04)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
dorias napisał/a:

Myślę Piegowata że nie do końca zrozumiałaś o co mi chodzi, napiszę coś więcej jak będę w domu i usiądę przed komputer.

O.k. chętnie poczytam i może czegoś się nauczę, bo to, o czym piszę, jest dla mnie zaporą nie do przebycia i wciąż powtarzającym się scenariuszem.

Odrobinę lepiej było ostatnio, ale kontynuacja nie miała sensu z innych istotnych powodów.

2,541

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Prxeciez  dobrze napisałam . Sama bym sobie 27 letniej tak poradziła.szkoda, ze wcześniej nie byłam taka mądra.

Ale dzisiaj jesteś, korzystaj z tego smile

Mówiłam to do"siebie" 27 letniej. Teraz to mogłabym być prawie matką 27 latki big_smile
Rady dobre dla 27 latek nie są dobre dla 42 latek. To zupełnie inny etap życia.
27 lat to etap(jeśli chodzi o relacje) poszukiwania odpowiedniego partnera, narzeczeństwa, ślubów, rodzenia kolejnych dzieci, załatwiania przedzkola itd.
Etap 42 latki - to już można mieć dzieci na studiach albo w wieku nastoletnim. Można już babcią zostać i to legalnie, wink

2,542

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ross, nie zgadzam się. Pewne prawdy są uniwersalne i zawsze aktualne. Dziś tak samo ważne jak 20 lat temu jest, by żyć jak najlepiej pomimo pewnych braków, by dbać o swoje samopoczucie i nie poddawać się pesymizmowi.
Dokładnie to samo!
Zauważ, że pewne potrzeby miałaś i wtedy, i dziś. Zmieniły się pewne zewnętrzene okoliczności, ale "choć w papierach lat przybyło, to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami".

2,543 Ostatnio edytowany przez Duch (2019-09-12 17:19:03)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Prxeciez  dobrze napisałam . Sama bym sobie 27 letniej tak poradziła.szkoda, ze wcześniej nie byłam taka mądra.

Ale dzisiaj jesteś, korzystaj z tego smile

Mówiłam to do"siebie" 27 letniej. Teraz to mogłabym być prawie matką 27 latki big_smile
Rady dobre dla 27 latek nie są dobre dla 42 latek. To zupełnie inny etap życia.
27 lat to etap(jeśli chodzi o relacje) poszukiwania odpowiedniego partnera, narzeczeństwa, ślubów, rodzenia kolejnych dzieci, załatwiania przedzkola itd.
Etap 42 latki - to już można mieć dzieci na studiach albo w wieku nastoletnim. Można już babcią zostać i to legalnie, wink

Nie zgadzam się. Etapy mamy w życiu takie jakie sobie sami wyznaczamy. Ty opisałaś tutaj typową kolej rzeczy w życiu człowieka. Nie ma w byciu - w tym sensie  typowym - nic złego, ale to nie jest jedna jedyna drogą jaką można podążać wink

2,544

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ostatnimi czasy czytałem ciekawą statystykę

A mianowicie w PL jeżeli weźmiemy grupę ludzi w wieku od 20 do 29 lat to się okazuje, że mężczyzn jest więcej o 100 000 niż kobiet

A to oznacza, że ok. 100 tys. mężczyzn nie założy rodziny z powodów... czysto strukturalnych

Dlatego tak bardzo wiele facetów pisze o tym jak wiele nowo poznanych kobiet jest zajętych smile

2,545

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Ross, nie zgadzam się. Pewne prawdy są uniwersalne i zawsze aktualne. Dziś tak samo ważne jak 20 lat temu jest, by żyć jak najlepiej pomimo pewnych braków, by dbać o swoje samopoczucie i nie poddawać się pesymizmowi.
Dokładnie to samo!
Zauważ, że pewne potrzeby miałaś i wtedy, i dziś. Zmieniły się pewne zewnętrzene okoliczności, ale "choć w papierach lat przybyło, to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami".

Niezupełnie. Inne są związki w wieku 20 lat a inne w wieku 40 gdy człowiek jest już doświadczony i nie mam na myśli tylko i jedynie doświadczenia związkowego.
No i w wieku 20 lat człowiek dązy np dp zwiazku ale gdzieś z tyłu głowy ma też wizję rodziny. Po 40 raczej nikt nie zakłada, ze poznam faceta i będziemy się starali o dzieci. Dzieci zdarzają się, ale w "starych" małżeństwach, gdzie są już "stare' dzieci, czasem nawet już pełnoletnie.
Poza tym w wieku 20 lat można "chodzić ze sobą i 5 lat, zanim powie się "tak". Po 40 nie wyobrażam sobie chodzenia ze sobą jak para studenciaków 5 lat.
Ale plusem 40 lat jest to, ze wie się już na co zwracać uwagę. W wieku 20 lat przymykało się oczy na dużo spraw, a teraz od razu wiadomo, że niektóre cechy przekreślają dalszą relacje, więc człowiek zaoszczędza sobie czasu i nerwów nie wchodząc w nierokujące układy.

2,546 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-12 20:55:23)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

No, pewnie, że ewoluujemy, ale wciąż  pragniemy miłości, cierpimy z samotności i tak samo potrzebujemy sobie z tym poradzić. A sposoby są zawsze podobne: miłość własna, realizacja pasji - to wszystko, co pisałaś Marcie. To przez całe życie aktualne.

2,547 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-12 21:15:24)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Poza tym w wieku 20 lat można "chodzić ze sobą i 5 lat, zanim powie się "tak". Po 40 nie wyobrażam sobie chodzenia ze sobą jak para studenciaków 5 lat.
Ale plusem 40 lat jest to, ze wie się już na co zwracać uwagę. W wieku 20 lat przymykało się oczy na dużo spraw, a teraz od razu wiadomo, że niektóre cechy przekreślają dalszą relacje, więc człowiek zaoszczędza sobie czasu i nerwów nie wchodząc w nierokujące układy.

Chodzenie z sobą 5 lat pewnie byłoby przesadą smile Ale ten rok znajomości/związku, nim się podejmie poważne decyzje, to w moim odczuciu dalej jest norma. Decyzje typu małżeństwo, kredyt na mieszkanie itp smile
A samo wejście w związek to też nie jest chwila. Trudno mi sobie wyobrazić, że dziś nic o sobie nie wiemy, a za 2 tygodnie już "jesteśmy razem", albo z sobą śpimy, a dalej się zobaczy... Lub: dziś nic o sobie nie wiemy, a za miesiąc mieszkamy razem, bo jak to tak, tak z sobą "chodzić" po studencku. To sprawy indywidualne, ale ja przywiązuję wagę do poznania się, nie wystarczy, że ktoś mi się podoba i że potencjalnie może to być dobry związek. Rewolucje w życiu mogę robić, ale takie nie odnoszące się do bliskich relacji.
Więc wiem, że jeśli komuś nie odpowiadałoby moje podejście, to niestety nie jesteśmy dla siebie. Jasne jest, że możliwości zbudowania czegoś maleją z wiekiem, a od pewnego momentu szybko. Ale nie umiem widzieć w tym powodu do pośpiechu. To się zemści.
Rozumiem Piegowatą w tym, że potrzebuje dużo przestrzeni i luzu, cierpliwości. Chyba mam podobnie. Znów Ty masz rację w tym, że w tym wieku rzadko komu się chce powoli budować relację. Mam wrażenie, że brak jest chęci do kontaktów, które nie dają pewności, że prowadzą w tym kierunku. A tak naprawdę w życiu pewności nigdy nie ma. Można szybko wejść w związek, który szybko się rozsypie. Unikanie tego jest dla mnie paradoksalnie oszczędzaniem swojego i czyjegoś czasu, a nie "marnowaniem" go.

2,548

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Teoria jest tylko teoria, a zycie toczy sie roznie zalezy od osoby.
Nie wiadomo na jakiego czlowieka sie trafi i jaka bedzie to wiez czy relacja. Teoretycznie ja potrzebuje duzo czasu na wejscie w zwiazek.
Jednak z moim mezem po krotkiej przyjazni zeszlismy sie i trzy dni pozniej mieszkalismy juz razem. Tydzien po zamieszkaniu razem bylismy zareczeni i dwa dni po zareczynach juz kupilam suknie na slub.

2,549 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-12 21:39:19)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Teoria jest tylko teoria, a zycie toczy sie roznie zalezy od osoby.
Nie wiadomo na jakiego czlowieka sie trafi i jaka bedzie to wiez czy relacja. Teoretycznie ja potrzebuje duzo czasu na wejscie w zwiazek.
Jednak z moim mezem po krotkiej przyjazni zeszlismy sie i trzy dni pozniej mieszkalismy juz razem. Tydzien po zamieszkaniu razem bylismy zareczeni i dwa dni po zareczynach juz kupilam suknie na slub.

Tak się zdarza, jasne. Ale to sytuacje raczej wyjątkowe. Sama kiedyś miałam tak, że po 2 miesiącach znajomości w sieci, spotkaliśmy się 2 razy, i już było wiadomo jakby samo przez się, że jesteśmy parą, nie było nawet potrzeby o tym rozmawiać wink I to też był ten wyjątek, a związek przetrwał 7 lat.

Edit: i do dziś uważam, że pozwolić temu się rozlecieć, to była największa głupota w życiu. Nie przewidzieliśmy, że pojawi się taki problem, którego oboje nie umieliśmy wtedy przerobić.
Ta relacja jest zarazem przykładem na to, że nawet wielkie porozumienie i podobieństwo nie jest gwarancją. A ludzie by chcieli jakichś gwarancji po miesiącu znajomości.

2,550

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Teoria jest tylko teoria, a zycie toczy sie roznie zalezy od osoby.
Nie wiadomo na jakiego czlowieka sie trafi i jaka bedzie to wiez czy relacja. Teoretycznie ja potrzebuje duzo czasu na wejscie w zwiazek.
Jednak z moim mezem po krotkiej przyjazni zeszlismy sie i trzy dni pozniej mieszkalismy juz razem. Tydzien po zamieszkaniu razem bylismy zareczeni i dwa dni po zareczynach juz kupilam suknie na slub.

Tak się zdarza, jasne. Ale to sytuacje raczej wyjątkowe. Sama kiedyś miałam tak, że po 2 miesiącach znajomości w sieci, spotkaliśmy się 2 razy, i już było wiadomo jakby samo przez się, że jesteśmy parą, nie było nawet potrzeby o tym rozmawiać wink I to też był ten wyjątek, a związek przetrwał 7 lat.

Edit: i do dziś uważam, że pozwolić temu się rozlecieć, to była największa głupota w życiu. Nie przewidzieliśmy, że pojawi się taki problem, którego oboje nie umieliśmy wtedy przerobić.
Ta relacja jest zarazem przykładem na to, że nawet wielkie porozumienie i podobieństwo nie jest gwarancją. A ludzie by chcieli jakichś gwarancji po miesiącu znajomości.

Nigdy nie ma gwarancji, nawet po 20 latach udanego malzenstwa.
Chociaz ja osobiscie nie mierze wartosci zwiazku poprzez dlugosc, a raczej jaki ma efekt na moje zycie. Moze byc i zwiazek calkiem nie udany, pelen awantur i krotki i jezeli taki zwiazek popchnie mnie do przodu w relacji z sama soba to wtedy byl bardzo wartosciowy.

2,551

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Ja bardzo szanuję post Marty i jej zwierzenia w tym temacie dlatego napisałem o niej to co uważałem i dalej będę ją chwalił.

Dziękuję Ci bardzo za ciepłe słowa smile

Piegowata'76 napisał/a:

jeśli ktoś chce być w życiu nieszczęśliwy, to będzie.
P.S. Chcenie rozumiem jako koncentrację na nieszczęściu.

Wierz mi, że gdybym koncentrowała się wyłącznie na nieszczęściach i nie potrafiła się cieszyć z bardzo małych rzeczy, to już dawno bym wisiała. Ale łatwo się ocenia i rzuca banalnymi sloganami, gdy nie zna się przeżyć drugiego człowieka i "nie weszło się w jego buty".

Lady Loka napisał/a:

Ja nie wiem czy związek byłby tutaj rozwiązaniem Waszych problemów. Banalnie to zabrzmi, ale żeby docenić bycie w związku trzeba umieć być szczęśliwym samym ze sobą.
Ja nie umiem, przyznaję i pomimo bycia w związku to pod wieloma rzeczami z postu Marty mogę się podpisać. Związek wcale nie sprawia, że nagle się jest szczęśliwym. Wręcz odwrotnie, u mnie czasami sprawia, że jestem bardziej nieszczęśliwa.

Nie zgodzę się z tym, a przynajmniej u mnie ta teoria się nie sprawdza. Mimo wszystko czuję się dobrze sama ze sobą, mam swoją pasję i rzeczy, które lubię robić, potrafię być sama (wręcz potrzebuję całkiem sporo przestrzeni), a jednak w dłuższej perspektywie to wszystko przestaje cieszyć, bo chciałoby się doświadczyć czegoś więcej - mieć kogoś ważnego w życiu, by wyjść na wspólny spacer, przytulić się, zatroszczyć się o tę osobę, pomyśleć ciepło o kimś, gdy wstaje się rano czy gdy idzie się spać. Poza tym każdy w życiu ma swój priorytet, który jest mu potrzebny do pełni szczęścia. Dla jednego będzie to kariera, dla innego spełnianie swoich pasji, dla trzeciego druga połówka, dla czwartego stworzenie pełnej rodziny, dla kogoś jeszcze innego np. ciągłe podróże i zwiedzanie świata. I możesz mieć masę innych rzeczy "pobocznych", które będą dla Ciebie fajne, możesz lubić siebie (i swój wygląd też), a jednocześnie czasem czuć rozpacz, że nie możesz mieć tej jednej rzeczy, której tak pragniesz i dla której oddałabyś wszystko inne. I boli podwójnie, gdy nie potrafisz zrozumieć dlaczego tak jest. Bo ja np. nie rozumiem dlaczego jestem taka samotna i dlaczego mężczyźni nie widzą we mnie kandydatki na stałą partnerkę.

Winter.Kween napisał/a:

Co do postu Marty, to wydaje mi sie, ze jezeli mieszka w malym miescie to jest duzo prawdy w tym co pisze. Wiadomo, ze jak sie mieszka w miescie gdzie jest 20 milionow osob i robi sie duzo rzeczy (zajecia, studia, praca) to ma sie wieksze szanse poznac kogos bo jest wiecej ludzi.
Jednak Marto, jestes mloda i nadal mozesz kogos poznac i to w malym miescie. Moja przyjaciolka tez miala takie uczucia jak Ty, ze juz nigdy nikogo nie znajdzie bo nie tylko byla po 30 roku zycia, ale jeszcze z dzieckiem sama. Wtedy poznala porzadnego kolesia, ktory wczesniej byl zareczony ale poznali sie po jego rozstaniu. Teraz ma 40 lat i bierze swoj pierwszy slub dopiero, a koles zajmuje sie jej corka jak wlasna. Dzwoni do corki zapytac jak poszedl jej konkurs w szkole, gra z nia w gry i ogolnie wszystko skonczylo sie dobrze mimo, ze wczesniej czula, ze nic juz jej nie czeka.


Wczesniej pisalam o akceptowaniu samego siebie. Czlowiek zintegrowany nie robi dziwnych rzeczy bo nie potrzebuje. Im bardziej zintegrowany tym mniej robi problemow.

Niby zawsze jest nadzieja, ale moja mieścinka ma 10 km kwadratowych, a wokół wsie, gdzie głównie są pola uprawne. Mam wrażenie, że zostali tu głównie ludzie starsi i młodzież, która jeszcze się uczy. Ciężko spotkać osoby koło 30, a żeby jeszcze były wolne... I raczej przewaga kobiet/dziewczyn na ulicach.

Akceptuję siebie, mimo że jestem świadoma różnych swoich wad i mam kompleksy - głównie kompleks braku pracy i jakiegokolwiek pomysłu na siebie w tym aspekcie, brak studiów. Dobrze się uczyłam, nauczyciele zawsze mnie chwalili i byłam pewna, że pójdę na studia, ale wszystko się posypało 2 lata przed maturą. Zaczęłam chorować, miałam tragiczną frekwencję (ledwie mnie przepuścili) przez co musiałam zmienić szkołę na wieczorową i miałam maturę przyspieszoną o rok. Później ojciec zachorował na raka i kolejne 4 lata właściwie uciekły mi z życiorysu, bo ciągle siedziałam w domu przy rodzicach i im pomagałam znosić ten koszmar, to ja musiałam być tą silniejszą i tą pocieszycielką, bo oni panikowali i wpadali w histerię non stop. Psychicznie mnie to bardzo obciążyło, bo nie mogłam sobie pozwolić na słabość, musiałam udawać silniejszą i bardziej optymistyczną. Szybko zaczęło mi przybywać wtedy siwych włosów na głowie, mimo że miałam wtedy 21-22 lata. Wtedy też wypadłam całkowicie z jakiegokolwiek obiegu towarzyskiego i trochę zdziczałam od tego kiszenia się w domu, w którym ciągle była nerwówka i uczuciowy rollercoaster.

Piegowata'76 napisał/a:

w małym środowisku, gdzie nie jesteś anonimowa, gdzie sąsiedzi wiedzą o Tobie i nie jesteś im obojętna (czasem aż za bardzo, ale ja jednak uwielbiam te swojskie klimaty, a granice umiem postawić). W jednej klatce schodowej w takim wielkim mieście podobno ludzie sobie nie mówią nawet "dzień dobry", a co dopiero wspomnieć o niezobowiązujących pogawędkach, które mogą być wstępem do większej zażyłości.
We mnie nie ma przekonania, że związek to szczęście "z urzędu". Byłam w takim, że o wiele szczęśliwsza czuję się jako singiel.

U mnie nie ma żadnej zażyłości sąsiedzkiej, nie w każdym malutkim miasteczku tak jest, a już na pewno nie wśród ludzi stosunkowo młodych. Na "dzień dobry" się kończy, ludzie nawet sobie paczek nawzajem nie chcą odebrać od kuriera i przymykają sobie drzwi przed nosem na klatce, żeby czasem ktoś nie zerknął do mieszkania i nie zobaczył jak mieszka. Nazwisk niektórych sąsiadów też nie znam, bo na domofonach już ich nie ma od lat, więc nie ma jak się dowiedzieć. To MIT, że w małych miasteczkach ludzie się nawzajem znają, kolegują i nie wiadomo co jeszcze. To wcale nie jest standardem.

perydot napisał/a:

Marta bardzo ładnie to opisałaś, dobrze się Ciebie czyta, chociaż mogę i ja się podpisać po każdym słowem. Jestem 30+, mam męża i dzieci, ale czułam się tak samo jeszcze 10 lat temu. Męża poznałam zupełnie przypadkiem, na wakacjach i na początku to była tylko przyjaźń. Muszę przyznać, że miałam wielkie szczęście i wierzę, że i Ciebie nie ominie. Wiem, że to slogany, ale teraz postaw na siebie, na swój rozwój, byś dobrze się czuła po prostu.

Cieszę się, że Ci się powiodło! smile Miałaś niesamowite szczęście, że akurat na wakacjach udało Ci się poznać mężczyznę swojego życia, bo domyślam się, że pewnie była jakaś tam odległość między Wami, co często potrafi poróżnić, zwłaszcza na początku smile Mi się marzy poznać kogoś z najbliższych okolic, tak w promieniu 20 km od mojego miasteczka, żeby możliwe były dość częste spotkania, nie chciałabym relacji "na odległość", to nie dla mnie. I dziękuję za ciepłe słowa, ściskam mocno! smile

rossanka napisał/a:

Nie wiem jak Ci poradzić, jeśli chodzi o to jak znaleźć sobie faceta, to niestety nic Ci nie doradzę. '
Jedynie co mi przyszło na myśl - masz 27 lat, trochę jesteś podobna do mnie z tamtych czasów- to to, abyś bardzij cieszyła się byciem sobą (jeśli masz ochotę w sobie coś zmienić to zmień), była, bo ja wiem, bardziej wyluzowana, pogodna, nie wyczekiwała na tego jedynego, bo może on się nie pojawić w tym roku, ani jeszcze za pięć, może nigdy, a może już za tydzień - bo czas tylko ucieka, a Ty się zadręczasz. Wiem jak to jest, jak koleżanki spotykają tego kogoś, potem są śluby, dzieci, kolejne wesela, gdzie idzie się samej, sylwestry, święta i inne takie towarzyskie wydarzenia. Skupiając się na swoiej samotności nie przeżyjesz ich radośnie, nie będziesz się dobrze bawić, ale będziesz smutna a będziesz smutna to będzie Ci jeszcze gorzej, a to nie dobrze, bo w końcu Ty jesteś jedyna dla siebie i Ty masz się dobrze czuć. I w czasie Sylwestra i nawet w Walentynki, pomimo, że na ten czas będziesz sama. Jak znaleźć mężczyznę tego Ci nie powiem, bo pojęcia nie mam, to się chyba po prostu zdarza, albo nie zdarza, sama już nie wiem, kręcę się też w tym temacie niejako w kółko. 27 lat  to jest super wiek i wiele się może w tej materii zdarzyć. Może też się nic nie zdarzyć, bo takie jest życie, nie przewidzisz, na forum też nikt nie przewidzi, bo każdy ma inne życie i doświadczenia. Chociaż pewne schematy się powtarzają mam wrażenie, ale ogólnie, całość trzeba rozpatrywać jednostkowo. Wydaje mi się również, że wszystko się dzieje po coś, jedno wypływa z drugiego, czego od razu nie widać, a człowiek zdaje sobie z tego sprawę dopiero po czasie, z dłuższej perspektywy.
Jakbym znów miała 27 lat, to starałabym się bardziej skupiać na sobie, sama rozwiązywać swoje problemy, ale jednocześnie nie zasklepiała sie w sobie i rozmawiała z bliskimi osobami, albo i na forum o tym, co mnie trapi, aby dać ujście emocjom. Nie szukałabym jednak całkowitego oparcia w koleżankach, rodzinie, znajomych, bo tak na prawdę człowiek jest sam, czy w rodzinie  czy w związku. Nikt mu do końca nie pomoże. Nie znaczy to, że nie otrzyma wsparcia w razie jakiejś życiowej katastrofy (bywa, że pomoże koleżanka, albo sąsiadka czy siostra czy mąż).Ale generalnie nie oczekiwałabym tego od innych - tu mi się wydaje jest klucz - brak oczekiwań. Mozeliwe, że to się tyczy też relacji damsko meśkich - brak oczekiwań dużo ułatwia, a przynajmniej brak potem rozczarowania.

Dziękuję! Skupiam się na sobie od około 3 lat, bo tyle mi na ten moment pozostało. Mam hobby, zainteresowania, wychodzę z domu z uśmiechem na twarzy, czasem pogadam z pewną starszą panią, którą widuję na spacerze, ogółem staram się emanować pozytywną energią, cieszyć się słońcem i piękną pogodą, ładną sukienką, w której dobrze się czuję... smile Tylko tego towarzystwa mi okropnie czasem brak. Ale tylko czasem, bywają gorsze dni, momenty załamania, ale staram się te czarne myśli przepędzać i skupiać na tym, co dobre. Próbuję być bardziej "otwarta" do ludzi, uśmiechać się do nich, próbuję zagadnąć pod jakimś pretekstem... Niby miło pogawędzić czasem z obcą osobą, ale to jednak nie jest to, czego mi potrzeba, bo bardzo chciałabym nawiązać z kimś głębszą relację i więź, a nie rozmawiać tylko na bezpieczne tematy o pogodzie. Jako introwertyk często mam ochotę na głębsze dyskusje, chętnie bym sobie pofilozofowała na różne tematy, a nie mam rozmówcy o podobnych zainteresowaniach/poglądach, żeby ciut podyskutować big_smile

umajona napisał/a:

Jeśli jest tak, jak opisujesz, to ani trochę się nie dziwię, że jesteś przygnębiona. Młoda dziewczyna, która mieszka z rodzicami "w kiepskiej atmosferze", nie ma znajomych i nie ma pracy, po prostu więdnie... A co rozumiesz poprzez brak perspektyw na pracę i na edukację?

Trochę nadmieniłam już na ten temat wyżej. Marzyły mi się studia (choć w sumie nie miałam za bardzo pomysłu jaki kierunek wybrać, żeby coś z tego mogło być), ale plany się pokrzyżowały, między innymi przez ciężką chorobę taty (złośliwy rak), która trwała prawie 4 lata. Musiałam dużo pomagać w domu, być podporą dla obojga rodziców, którzy źle to wszystko znosili, ogółem dużo się działo... Mieszkam w małym miasteczku, wokół głównie wioski, więc musiałabym wyjechać gdzieś dalej, co wiązałoby się z obciążeniem finansowym, bo albo studia zaoczne (płatne) + dojazdy, albo dzienne, ale z przeprowadzką i wynajęciem czegoś, bo zbyt dalekie dojazdy. Ale szczerze to może nawet i lepiej, że wyszło jak wyszło, bo pewnie poszłabym na psychologię, która kiedyś mi się marzyła, a po niej perspektywy na pracę i tak są liche, więc zapewne byłyby to pieniądze wyrzucone w błoto.

Wyprowadzka nie wchodzi w grę, nie jestem samodzielna i na tyle odważna, by się rzucić na coś takiego, to dla mnie równie nierealne jak zdecydowanie się na lot w kosmos. Jeśli się kiedyś wyprowadzę, to tylko do faceta/z facetem, to dla mnie jedyny ratunek, bo sama sobie w życiu nie poradzę. Mojej siostrze właśnie tak się udało, oby i mi się kiedyś w końcu poszczęściło i obym znalazła kogoś, kto na początku troszkę pociągnie mnie za sobą, żebym nabrała wiatru w żagle.

Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Ostatnimi czasy czytałem ciekawą statystykę

A mianowicie w PL jeżeli weźmiemy grupę ludzi w wieku od 20 do 29 lat to się okazuje, że mężczyzn jest więcej o 100 000 niż kobiet

A to oznacza, że ok. 100 tys. mężczyzn nie założy rodziny z powodów... czysto strukturalnych

Dlatego tak bardzo wiele facetów pisze o tym jak wiele nowo poznanych kobiet jest zajętych smile

A to ciekawe, bo ja mam wrażenie, że wokół mnie same kobiety... Nawet jak widzę grupki ludzi na festynach np, to gromada młodych kobiet / nastolatek, a koło nich jakiś rodzynek, czy tam dwóch. Mam wrażenie, że jest wręcz przepaść w ilości, na korzyść dla mężczyzn, którzy mogą przebierać w kobietach. Mieszkam koło liceum i też pod blokami kręci mi się masa licealistek, a chłopaków jak na lekarstwo. Jak chodziłam do szkoły (podstawówka, gimnazjum, technikum, liceum), to zawsze było dużo więcej dziewczyn, a chłopaków w klasie raptem kilku.

2,552

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Marta, no strasznie brzmisz!
Te niektore rzeczy co tutaj opowiadasz. Jestesmy w podobnym wieku, ale Ty mowisz o swoim zyciu jak gdyby mialo sie zaraz zakonczyc po prostu.
Ja nadal zamierzam studiowac w niedalekiej przyszlosci, a Ty juz mowisz 'tak wyszlo'. Po psychologii jest wiele opcji jezeli ktos jest kreatywny.
Musisz przepracowac ta czesc Ciebie w ktorej teraz siedzisz. Jestes uwieziona w domu, wykonczona psychicznie choroba ojca, jestes w malym miescie, wydaje Ci sie, ze wszystko jest skonczone.
Z tego co mowisz, jak dla mnie wynika, ze chcesz nie zwiazku, a czegos co wyrwaloby Cie z tego letargu i wlasnie zwiazek uwazasz za taka rzecz.
Ze przyjedzie rycerz na bialym koniu i wyrwie Cie z tej beznadziei i nagle bedziesz odwazna i bedziesz miala wlasne zycie. Pocieszeniem jest, ze do tego nie potrzeba zwiazku, sama siebie mozesz tak uratowac.

2,553

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Albo umniejszanie tego, co ktoś inny osiągnął. Mam taką koleżankę. Jeśli komuś coś wyszło, to tak naprawdę musiała być kiepska możliwość. Kiedyś wypaliła, że do pracy (z której jestem zadowolona) pewnie nie było kandydatów i dlatego mi się "udało".

Od takich ludzi to staram się trzymać z daleka. Też miałem z takimi do czynienia big_smile

Z takimi, dla których zawsze musiałeś być trochę gorszy, nawet nie tyle od nich samych, co 'ogólnie' gorszy? smile

Moja znajoma świadomie nie uważa mnie za gorszą, ale pewne reakcje pokazują, że to w niej siedzi. Może sama nie zna tego schematu.

2,554

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Będzie mały offtop, ale ten wątek już bywał kafejką  smile
Od jakiegoś czasu czuję, że forum zaczyna na mnie działać przygnębiająco. Nie tylko rozmowy o samotności (choć w tym wątku jest wiele dobrych postów), ale też to, że wciąż czytam o problemach i to zwykle podobnych, wątki się powielają, w aktywnych wciąż te same tematy... i to, że mnóstwo jest na forum wypaczonego, toksycznego myślenia o relacjach, o innych ludziach. Czasem myślę, że jeśli "świat" tak wygląda, to nie ma gdzie uciekać wink
Macie czasem podobnie?
Bo ja się zastanawiam, czy się stąd nie ewakuować, na stałe albo przynajmniej na jakiś czas. Bo forum wciąga, mimo tego, że jest jakie jest.
Takie wieczorne przemyślenia mnie naszły po nieciekawym dniu, gdy forumowe dołki "poprawiły" dzisiejszego pecha...

2,555

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Będzie mały offtop, ale ten wątek już bywał kafejką  smile
Od jakiegoś czasu czuję, że forum zaczyna na mnie działać przygnębiająco. Nie tylko rozmowy o samotności (choć w tym wątku jest wiele dobrych postów), ale też to, że wciąż czytam o problemach i to zwykle podobnych, wątki się powielają, w aktywnych wciąż te same tematy... i to, że mnóstwo jest na forum wypaczonego, toksycznego myślenia o relacjach, o innych ludziach. Czasem myślę, że jeśli "świat" tak wygląda, to nie ma gdzie uciekać wink
Macie czasem podobnie?
Bo ja się zastanawiam, czy się stąd nie ewakuować, na stałe albo przynajmniej na jakiś czas. Bo forum wciąga, mimo tego, że jest jakie jest.
Takie wieczorne przemyślenia mnie naszły po nieciekawym dniu, gdy forumowe dołki "poprawiły" dzisiejszego pecha...

Wszedzie tak jest, tylko zwykle ludzie tak nie mowia jak tutaj. Tutaj sa anonimowi.

2,556

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Marto, nie chciałam Cię urazić. Oczywiście że nie znam Twojej sytuacji, bo i skąd? Napisałaś jednak o niej tak ogromnie negatywnie...
Rozumiem, że po takich przejściach,jakie opisałaś,można mieć podwójnego doła. Z tą wiedzą inaczej odbieram Twój post.
Jak to jest mieć doła, dobrze wiem, też przeżyłam kilka dramatów. Rok temu na moich oczach, po długich i dotkliwych cierpieniach zmarł mój były mąż - niby "tylko" były, a jednak...  Wcześniej posypało mi się to małżeństwo, mieszkałam bez syna prawie 3 lata, bo uszanowałam jego wolę bycia z tatą. Uwierz, wyłam do ścian mieszkania. Ale powoli, powoli z tego wyszłam, powoli się poukładało.
Małych miasteczek ani myślę idealizować, ale prędzej czy później ktoś się w nim znajdzie do towarzystwa, nie wierzę, że nie. Zawsze kogoś gdzieś tam "wynykałam" (to takie nasze galicyjskie  "wyszperałam", "wygrzebałam" smile ). Ot, choćby dzisiaj idąc na zebranie w szkole syna, usłyszałam, jak ktoś mnie woła - kilkanaście lat niewidziana koleżanka, która kiedyś wyprowadziła się z naszego miasta, a po latach, jak się okazuje, wróciła. Wymieniłyśmy numery telefonów, na pewno do niej zadzwonię. Inną koleżankę poznałam u bratowej, spotkałyśmy się u niej kilka razy i potem, gdy spotkałam ją w szmateksie, po zakupach wyciągnęłam na piwo. Wymieniłyśmy telefony... Niedawno pospiesznie minęłam ją na ulicy, rzuciłam "cześć", ale nie dawała mi spokoju jej mina. Napisalam sms, czy wszystko w porządku. Okazało się, że umiera jej matka. Poszłam potem na pogrzeb i widziałam, że wzruszyło to X. Następnym razem, gdy ją spotkałam, sama powiedziała: "Musimy się na kawę spotkać, daj znać, kiedy będziesz mogła. No, jasne, że się z nią spotkam.
No więc przy odrobinie wysiłku (złe słowo, ale jakoś nie przychodzi mi do głowy inne) można wyjść do ludzi. Ja też kiedyś nie wiedziałam, jak to się robi, ale obserwowałam tych, którym tej umiejętności zazdrościłam i uczyłam się od nich.
A facet... no, cóż... będzie albo nie, wciąż to powtarzam.
Do postu Winter,mogłabym dopisać, że rzadko pragniemy związku dla samego związku. Szukamy bezpieczeństwa, ukojenia, czasem ucieczki przed samym sobą (bardzo często, bo związek skutecznie odwraca uwagę od własnych zakamarków duszy). Ja związków absolutnie nie demonizuję, ale bardzo sprzeciwiam się tej powszechnej gloryfikacji "sparowania", stawiania go w opozycji do "strasznej samotności". I mam ochotę głośno wołać: ludzie, jak nie chcecie być samotni, to... nie bądźcie!

2,557 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-12 23:29:32)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Będzie mały offtop, ale ten wątek już bywał kafejką  smile
Od jakiegoś czasu czuję, że forum zaczyna na mnie działać przygnębiająco. Nie tylko rozmowy o samotności (choć w tym wątku jest wiele dobrych postów), ale też to, że wciąż czytam o problemach i to zwykle podobnych, wątki się powielają, w aktywnych wciąż te same tematy... i to, że mnóstwo jest na forum wypaczonego, toksycznego myślenia o relacjach, o innych ludziach. Czasem myślę, że jeśli "świat" tak wygląda, to nie ma gdzie uciekać wink
Macie czasem podobnie?
Bo ja się zastanawiam, czy się stąd nie ewakuować, na stałe albo przynajmniej na jakiś czas. Bo forum wciąga, mimo tego, że jest jakie jest.
Takie wieczorne przemyślenia mnie naszły po nieciekawym dniu, gdy forumowe dołki "poprawiły" dzisiejszego pecha...

Droga Niepodobna, ja też miałam wiele wątpliwości co do forum. Wciągnęło mnie dość mocno pisanie w kafejce "Błąd w myśleniu". Mimo że odróżniam forum od tzw. prawdziwego życia, ponosiły mnie emocje i ferwor dyskusji. Czasami doświadczałam przykrości, czasami sama się zagalopowałam i palnęłam coś bez przemyślenia. Mam poczucie, że głoszę niepopularne poglądy na samotność i że mocno tym irytowałam niektóre osoby.
Na jakiś czas przystopowałam, ograniczyłam pisanie, a nawet poprosiłam moderatorkę o czasowe zbanowanie, by nie "swędziały" mnie paluchy smile Bo, wiesz, gaduła jestem... smile
Po czasie wróciłam, ale przerwa, odpoczynek dobrze mi zrobiły. Teraz, gdy się zmęczę, też zrobię sobie przerwę,choć może bez banowania, bo nie chcę robić "jaj".

Tak, w pewnym momencie zauważamy, że na forum kręcimy się w kółko, powielamy swoje wypowiedzi, stajemy się wtórni, powtarzają się tematy, problemy, gdzie każdemu można by pisać to samo, a i tak bywa to biciem piany.

Dziś przed południem poskarżyłam się w innym wątku, że internet wyparł mi książki i zaburzył zdolność koncentracji. Niestety...


Jednak forum wciąż jeszcze ma dla mnie pewien urok. Mogę się tu wygadać, poznać cudze punkty widzenia, zainspirować się i czegoś dowiedzieć. Za to po kilku latach przerwy w wieloletnim prowadzeniu bloga, nie potrafię z równą pasją wrócić do pisania. Stworzyłam bez przekonania kilkanaście, może dwadzieścia parę postów i utknęłam. Minął chyba jakiś mój czas. A tak to kiedyś lubiłam, tak mnie wciągało i przyuwało.

2,558 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-12 23:38:24)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
marta929292 napisał/a:

Trochę nadmieniłam już na ten temat wyżej. Marzyły mi się studia (choć w sumie nie miałam za bardzo pomysłu jaki kierunek wybrać, żeby coś z tego mogło być), ale plany się pokrzyżowały, między innymi przez ciężką chorobę taty (złośliwy rak), która trwała prawie 4 lata. Musiałam dużo pomagać w domu, być podporą dla obojga rodziców, którzy źle to wszystko znosili, ogółem dużo się działo... Mieszkam w małym miasteczku, wokół głównie wioski, więc musiałabym wyjechać gdzieś dalej, co wiązałoby się z obciążeniem finansowym, bo albo studia zaoczne (płatne) + dojazdy, albo dzienne, ale z przeprowadzką i wynajęciem czegoś, bo zbyt dalekie dojazdy. Ale szczerze to może nawet i lepiej, że wyszło jak wyszło, bo pewnie poszłabym na psychologię, która kiedyś mi się marzyła, a po niej perspektywy na pracę i tak są liche, więc zapewne byłyby to pieniądze wyrzucone w błoto.

Wyprowadzka nie wchodzi w grę, nie jestem samodzielna i na tyle odważna, by się rzucić na coś takiego, to dla mnie równie nierealne jak zdecydowanie się na lot w kosmos. Jeśli się kiedyś wyprowadzę, to tylko do faceta/z facetem, to dla mnie jedyny ratunek, bo sama sobie w życiu nie poradzę. Mojej siostrze właśnie tak się udało, oby i mi się kiedyś w końcu poszczęściło i obym znalazła kogoś, kto na początku troszkę pociągnie mnie za sobą, żebym nabrała wiatru w żagle.

Studia możesz robić w każdym wieku. Ja jestem po 40-tce i dopiero teraz piszę pracę dyplomową. Na dodatek mam stypendium naukowe za oceny, które o dziwo nie jest wcale takie małe. Ja na Twoim miejscu zacząłbym od studiów zaocznych. Na sesje możesz dojeżdżać, to tylko week-end. Jedyne co musisz, to skombinować czesne za cały rok. Jak będziesz miała dobre oceny za I rok to możesz pisać podanie o stypendium naukowe. Z doświadczenia napiszę, że o wiele łatwiej się studiuje i o wiele wyższe oceny się dostaje na prywatnej uczelni. Za zaoczne na państwowej i tak się płaci prawie tyle samo co na prywatnej.

Dodatkowo jest bardzo duża szansa że jak wybierzesz odpowiedni kierunek to i poznasz tego swojego wymarzonego faceta big_smile


niepodobna napisał/a:

Z takimi, dla których zawsze musiałeś być trochę gorszy, nawet nie tyle od nich samych, co 'ogólnie' gorszy? smile

Moja znajoma świadomie nie uważa mnie za gorszą, ale pewne reakcje pokazują, że to w niej siedzi. Może sama nie zna tego schematu.

Nie, od takich którzy starają się umniejszać dokonania i dołować innych aby samemu poczuć się lepiej, bo im akurat nic nie wychodzi. Takie ściąganie w dół. Niekoniecznie musi to być związane z ogólnym przygnębieniem tej osoby, albo jakimiś przygnębiającymi wizjami rzeczywistości.


niepodobna napisał/a:

Będzie mały offtop, ale ten wątek już bywał kafejką  smile
Od jakiegoś czasu czuję, że forum zaczyna na mnie działać przygnębiająco. Nie tylko rozmowy o samotności (choć w tym wątku jest wiele dobrych postów), ale też to, że wciąż czytam o problemach i to zwykle podobnych, wątki się powielają, w aktywnych wciąż te same tematy... i to, że mnóstwo jest na forum wypaczonego, toksycznego myślenia o relacjach, o innych ludziach. Czasem myślę, że jeśli "świat" tak wygląda, to nie ma gdzie uciekać wink
Macie czasem podobnie?
Bo ja się zastanawiam, czy się stąd nie ewakuować, na stałe albo przynajmniej na jakiś czas. Bo forum wciąga, mimo tego, że jest jakie jest.
Takie wieczorne przemyślenia mnie naszły po nieciekawym dniu, gdy forumowe dołki "poprawiły" dzisiejszego pecha...

Mam nadzieję że tego nie zrobisz, ewentualnie będziesz przynajmniej tu zaglądać od czasu do czasu i coś napiszesz. Fajnie się czyta Twoje wypowiedzi i w wielu kwestiach mamy zbliżone poglądy. Czasami można pożartować. Brakowałoby mi ich.

Ja już za dużo tematów na forum nie czytam. Wystarczy mi to co przeczytałem do tej pory. Może podczas week-endu trochę się rozpiszę. Chyba jesień zaczyna działać przygnębiająco. Mnie też coś dzisiaj dopadła taka ogólna niechęć.


Piegowata'76 napisał/a:

Marto, nie chciałam Cię urazić. Oczywiście że nie znam Twojej sytuacji, bo i skąd? Napisałaś jednak o niej tak ogromnie negatywnie...

Mnie też ten cytat z tym że "jak ktoś chce być nieszczęśliwy to będzie" nie za bardzo się spodobał, ale już się przyzwyczaiłem do tego że czasami masz "ostre" sformowania wink

2,559 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-12 23:37:46)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

No, tak, Peter, to prawda i wiem o tym dobrze, że bywam zbyt dosadna. W realu też, ale w realu na bieżąco się wyjaśnia i jest jeszcze komunikacja pozawerbalna.
Ale jest to prawda, że świadomie lub nie, zdarza nam się "wybierać" cierpienie.

P.S. A ja dziś miałam miły, choć ogromnie leniwy dzień.

2,560

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:

Ja jestem po 40-tce i dopiero teraz piszę pracę dyplomową. Na dodatek mam stypendium naukowe za oceny

Super, to robi wrażenie smile
Podziwiam, że chce Ci się teraz studiować.
Zakończyłam edukację na licencjacie, dawno temu. Ale teraz bym już nie miała siły ani czasu na studiowanie. W dodatku robię zawodowo coś zupełnie niezwiązanego ze studiami, czego nauczyłam się później i nie wiążę już przyszłości z tamtym kierunkiem. Gdyby było inaczej, może miałabym motywację. A tak, to wolę się uczyć innych rzeczy i bez presji.
Tak czy inaczej, twoja determinacja imponuje.
Moja mama skończyła drugi kierunek w wieku 45 lat, mając dwie prace, także wiem, że można, ale : )

2,561

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Ale jest to prawda, że świadomie lub nie, zdarza nam się "wybierać" cierpienie.

No wiesz, czasami mamy po prostu pecha i to wcale nie zależy od naszego wyboru.


niepodobna napisał/a:

Super, to robi wrażenie smile
Podziwiam, że chce Ci się teraz studiować.
Zakończyłam edukację na licencjacie, dawno temu. Ale teraz bym już nie miała siły ani czasu na studiowanie. W dodatku robię zawodowo coś zupełnie niezwiązanego ze studiami, czego nauczyłam się później i nie wiążę już przyszłości z tamtym kierunkiem. Gdyby było inaczej, może miałabym motywację. A tak, to wolę się uczyć innych rzeczy i bez presji.
Tak czy inaczej, twoja determinacja imponuje.
Moja mama skończyła drugi kierunek w wieku 45 lat, mając dwie prace, także wiem, że można, ale : )

Dzięki, ale uczyć to ja się nie muszę, bo studiuję dziedzinę w której też pracuję już dość długo. Jedyne do czego musiałem się trochę uczyć to różne odmiany matematyki na I i II roku smile

2,562 Ostatnio edytowany przez trx (2019-09-13 02:54:28)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:

Studia możesz robić w każdym wieku. Ja jestem po 40-tce i dopiero teraz piszę pracę dyplomową. Na dodatek mam stypendium naukowe za oceny, które o dziwo nie jest wcale takie małe.

Szczerze gratuluję smile

Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Będzie mały offtop, ale ten wątek już bywał kafejką  smile
Od jakiegoś czasu czuję, że forum zaczyna na mnie działać przygnębiająco. Nie tylko rozmowy o samotności (choć w tym wątku jest wiele dobrych postów), ale też to, że wciąż czytam o problemach i to zwykle podobnych, wątki się powielają, w aktywnych wciąż te same tematy... i to, że mnóstwo jest na forum wypaczonego, toksycznego myślenia o relacjach, o innych ludziach. Czasem myślę, że jeśli "świat" tak wygląda, to nie ma gdzie uciekać wink
Macie czasem podobnie?
Bo ja się zastanawiam, czy się stąd nie ewakuować, na stałe albo przynajmniej na jakiś czas. Bo forum wciąga, mimo tego, że jest jakie jest.
Takie wieczorne przemyślenia mnie naszły po nieciekawym dniu, gdy forumowe dołki "poprawiły" dzisiejszego pecha...

(...) Chyba jesień zaczyna działać przygnębiająco. Mnie też coś dzisiaj dopadła taka ogólna niechęć.

Coś wisiało zatem w powietrzu, ewidentnie, bo wczorajszy dzień był po prostu STRASZNY wink

Jeżeli chodzi o wpływ forum na samopoczucie to czasem  gorzej się 'przez nie' czuję z egocentrycznych powodów raczej - w rezultacie pisania czegoś, co jest trudne lub/i osobiste dla mnie. Jakoś może fakt werbalizacji pewnych odczuć, może jakiegoś przeżywania ich trochę "poza sobą". Ciekawe, że rozmowa dotycząca uczuć tak na mnie zazwyczaj nie wpływa. Pisanie ma swoją moc chyba.

Szkoda byłoby, Niepodobna, gdyby doszło do Twojej ewakuacji. Twoje spostrzeżenia i sposób ich wyrażania dużo wnoszą smile

2,563

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Będzie mały offtop, ale ten wątek już bywał kafejką  smile
Od jakiegoś czasu czuję, że forum zaczyna na mnie działać przygnębiająco. Nie tylko rozmowy o samotności (choć w tym wątku jest wiele dobrych postów), ale też to, że wciąż czytam o problemach i to zwykle podobnych, wątki się powielają, w aktywnych wciąż te same tematy... i to, że mnóstwo jest na forum wypaczonego, toksycznego myślenia o relacjach, o innych ludziach. Czasem myślę, że jeśli "świat" tak wygląda, to nie ma gdzie uciekać wink
Macie czasem podobnie?
Bo ja się zastanawiam, czy się stąd nie ewakuować, na stałe albo przynajmniej na jakiś czas. Bo forum wciąga, mimo tego, że jest jakie jest.
Takie wieczorne przemyślenia mnie naszły po nieciekawym dniu, gdy forumowe dołki "poprawiły" dzisiejszego pecha...

Mam nadzieję że tego nie zrobisz, ewentualnie będziesz przynajmniej tu zaglądać od czasu do czasu i coś napiszesz. Fajnie się czyta Twoje wypowiedzi i w wielu kwestiach mamy zbliżone poglądy. Czasami można pożartować. Brakowałoby mi ich.

Ja już za dużo tematów na forum nie czytam. Wystarczy mi to co przeczytałem do tej pory. Może podczas week-endu trochę się rozpiszę. Chyba jesień zaczyna działać przygnębiająco. Mnie też coś dzisiaj dopadła taka ogólna niechęć.



Mi sie marzy jesien. Zeby liscie lecialy z drzew, deszcz codziennie padal, zeby te liscie gnily na ziemi i zeby powiewal zimny wiatr i czulo sie smierc w powietrzu.
Uwielbiam taka jesien, czasami udaje w czasie ulewy, ze jest jesien. Uwielbiam Halloween to moje ulubione swieto.

2,564

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Związki, brak zwiazkow,  w sumie jak to się ma do tego, że istnieją choroby, a finalnie i tak wszyscy umrzemy . Chciałam kogoś poznać i tak dalej, ale tak patrzcie ogólnie,  to czy to ma jakiś senstakie szukanie? Życie przeminie, nic z niego nie będzie oprócz napiecia  i niepokoju a na koniec i tak umrzemy. W sumie będzie już bez roznicy, czy się było z kimś,  czy samemu.w zasadzie nie wiem, co się będzie wtedy liczyło.

2,565 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-13 10:09:44)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, co za nihilizm sad
Może to wszystko ma sens, a może nie ma, ale moim zdaniem sens życia to zadanie dla nas. Dostajemy jakiś pakiet w postaci życia,każdy inny, istna loteria i od nas zależy, co z nim zrobimy. Możemy przekuć w coś wartościowego, możemy totalnie "przefiutać" (urocze powiedzonko pewnej znajomej smile )

Mój serdeczny kolega, którego dopadły jakieś kryzysy, stwierdził sentencjonalnie: "Jednak skoro żyję, to widocznie po coś żyję".

Ja wybieram wiarę w sens.

Winter, kochasz najbardziej dołującą porę roku. Ma swój urok, też miewam ochotę na ten wiatr we włosach i melancholijne spacery, przeważnie jednak ta pora roku jest dla mnie trudna, muszę włożyć trochę pracy w jej pozytywne przeżywanie - właśnie poprzez świadome przekierowanie uwagi z minusów na uroki oraz przez działania typu pielęgnowanie domowego ciepełka (zawsze jesienią nachodzi mnie większa ochota na gotowanie, pieczenie, by dom pachniał domem), jakieś świeczki albo lampki, kadzidełk, kocyki i cały ten osławiony hygge, który latem ma dla mnie mniejsze znaczenie. I obowiązkowo spotykanie się z Ulubioną Sąsiadką.
Ja jestem na baterie słoneczne smile Obecna pora roku jest cudowna, bo skończyły się te makabryczne upały, a jest jeszcze bardzo... łaskawie, dobrotliwie, łagodnie i pogodnie. I te ożywcze hausty powietrza o poranku.


Edytuję na raty, usiłuję stosować się do zaleceń moderacji smile

Peter, jasne, że bywa trudno, że miewamy pecha. Trudno skakać z radości i piać o urodzie życia, gdy umiera Ci ojciec, gdy porzuca dziewczyna i gdy okazuje się, że już do końca życia będziesz chorował. Jednak prędzej czy później wraca się do równowagi.
Tymczasem mam wrażenie, że niektórzy jakoś opierają się zmianie myślenia, np. uważają, że poniosą klęskę godząc się z samotnością. Niektórzy ogromnie przywiązani są do jednej wizji, którą chcieliby realizować, trudno im dopuścić inne możliwości, zauważyć je.
Niełatwo mi ubrać w słowa to, co chciałabym tu przekazać. Widzę jednak wyraźnie, że niektórzy wciąż uparcie kręcą się wkoło, nie idą dalej. Rok, dwa, dziesięć... czasem do końca życia. Smutne to.


Dorias szczerze jestem ciekawa obiecanej mi odpowiedzi.

2,566

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Rossanko, co za nihilizm sad
Może to wszystko ma sens, a może nie ma, ale moim zdaniem sens życia to zadanie dla nas. Dostajemy jakiś pakiet w postaci życia,każdy inny, istna loteria i od nas zależy, co z nim zrobimy. Możemy przekuć w coś wartościowego, możemy totalnie "przefiutać" (urocze powiedzonko pewnej znajomej smile )

Mój serdeczny kolega, którego dopadły jakieś kryzysy, stwierdził sentencjonalnie: "Jednak skoro żyję, to widocznie po coś żyję".

Ja wybieram wiarę w sens.

Winter, kochasz najbardziej dołującą porę roku. Ma swój urok, też miewam ochotę na ten wiatr we włosach i melancholijne spacery, przeważnie jednak ta pora roku jest dla mnie trudna, muszę włożyć trochę pracy w jej pozytywne przeżywanie - właśnie poprzez świadome przekierowanie uwagi z minusów na uroki oraz przez działania typu pielęgnowanie domowego ciepełka (zawsze jesienią nachodzi mnie większa ochota na gotowanie, pieczenie, by dom pachniał domem), jakieś świeczki albo lampki, kadzidełk, kocyki i cały ten osławiony hygge, który latem ma dla mnie mniejsze znaczenie. I obowiązkowo spotykanie się z Ulubioną Sąsiadką.

Ale po co to wszystko?
Tak jak Winter też lubię jesień,  tylko nie tą listopadową.
Lubię barwy i kolorowe liście. I miękkie, wrzesniowe  słońce.

2,567 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-09-13 09:58:08)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Winter, kochasz najbardziej dołującą porę roku. Ma swój urok, też miewam ochotę na ten wiatr we włosach i melancholijne spacery, przeważnie jednak ta pora roku jest dla mnie trudna, muszę włożyć trochę pracy w jej pozytywne przeżywanie - właśnie poprzez świadome przekierowanie uwagi z minusów na uroki oraz przez działania typu pielęgnowanie domowego ciepełka (zawsze jesienią nachodzi mnie większa ochota na gotowanie, pieczenie, by dom pachniał domem), jakieś świeczki albo lampki, kadzidełk, kocyki i cały ten osławiony hygge, który latem ma dla mnie mniejsze znaczenie. I obowiązkowo spotykanie się z Ulubioną Sąsiadką.
Ja jestem na baterie słoneczne smile Obecna pora roku jest cudowna, bo skończyły się te makabryczne upały, a jest jeszcze bardzo... łaskawie, dobrotliwie, łagodnie i pogodnie.

Ooo pieczenie i gotowanie bardzo pasuje do jesieni, mam ochote zawsze gotowac francuska zupe cebulowa.
Lubie Pumpkin Spice Latte ze Starbucksa tez, haha.
Juz nie mowiac o wszelkich duchach, straszydlach i innych takich.
Mimo to wydaje mi sie, ze tez jestem na baterie sloneczne big_smile
Nie lubie takiej zimy jak czesto jest w Anglii, ze jest zimno jak diabli, wilgotno i jeszcze w dodatku nie ma sniegu zadnego ani atmosfery fajnej.
Moja ostatnia zima w Anglii mnie tak wykonczyla wlasnie takim nastrojem.

Mieszkam od ponad roku w Meksyku, nie w rejonie tropikalnym, pogoda jest taka: Jest czasami goraco (kolo 32 stopni), ale glownie caly rok jest okolo 26 stopni caly i jest pora deszczowa gdzie jest burza z piorunami codziennie.
Teraz nadal tak pada. Surrealne dla mnie bylo w moja pierwsza zime tutaj, ze w moje urodziny 3 grudnia w koszulce na krotki rekaw chodzilam po ulicy.
Brakuje mi jesieni jednak, wiec udaje, ze jest jesien jak tylko pojawi sie deszcz i wieczory chlodne big_smile
Oczywiscie w dzien zmarlych ide na cmentarz bo tam piekne dekoracje, kwiaty, jedzenie na grobach, parady, kosciotrupy i inne.
Ale moze byc do tego czasu znowu cieplo.

2,568 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-13 10:00:55)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ross, bardzo ładne to "miękkie słońce" - właśnie za tę miękkość kocham końcówkę lata.
A po co to wszystko - nie powiem Ci, bo moje przekonania są na moją miarę. Musisz poszukać. Każdy musi, co nie wyklucza inspirowania się innymi ludźmi.

Wiesz, ja sobie rozważam pewne zmiany w moim życiu, ale sama na siebie się irytuję, że na rozważaniach poprzestaję. Jakoś brak mi odwagi i zdecydowania, by ruszyć z miejsca. Hamuje mnie jakieś "A po co?", "A jak się okaże, że to bez sensu?". Rozum jednak mówi, że warto pójść za marzeniami, nawet jeśli okażą się nie do końca trafione. Tylko ten dziwny ośli opór (celowo nie napisałam "upór", bo chodzi właśnie o to drugie, ale dosłownie jak osioł, zapiera się coś we mnie czterema kopytami - choć przecież chcę!!!). Intuicja mi mówi, że powinnam pokonać opór, podjąć ożywcze działania, zanim dopadnie mnie życiowy marazm.

Winter, ja bardzo lubię nasze mgliste i zadumane, takie wyciszone Święto Zmarłych. Ale podoba mi się idea oswajania śmierci, takiego obłaskawiania jej.

2,569

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Ross, bardzo ładne to "miękkie słońce" - właśnie za tę miękkość kocham końcówkę lata.
A po co to wszystko - nie powiem Ci, bo moje przekonania są na moją miarę. Musisz poszukać. Każdy musi, co nie wyklucza inspirowania się innymi ludźmi.

Wiesz, ja sobie rozważam pewne zmiany w moim życiu, ale sama na siebie się irytuję, że na rozważaniach poprzestaję. Jakoś brak mi odwagi i zdecydowania, by ruszyć z miejsca. Hamuje mnie jakieś "A po co?", "A jak się okaże, że to bez sensu?". Rozum jednak mówi, że warto pójść za marzeniami, nawet jeśli okażą się nie do końca trafione. Tylko ten dziwny ośli opór (celowo nie napisałam "upór", bo chodzi właśnie o to drugie, ale dosłownie jak osioł, zapiera się coś we mnie czterema kopytami - choć przecież chcę!!!). Intuicja mi mówi, że powinnam pokonać opór, podjąć ożywcze działania, zanim dopadnie mnie życiowy marazm.

Winter, ja bardzo lubię nasze mgliste i zadumane, takie wyciszone Święto Zmarłych. Ale podoba mi się idea oswajania śmierci, takiego obłaskawiania jej.

Teraz jestem ciekawa co tam za zmiany rozwazasz big_smile
Mysle, ze nie ma sensu myslec, ze cos czego chcesz jest bez sensu.

2,570 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-13 10:25:03)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Oh, nic wielkiego, Winter. Dobra, powiem: od lat marzę o kursie szycia. Sama coś w dzieciństwie ściboliłam, ale nieudolnie. Zaczęłam robić na drutach, ale poległam na zagadnieniach kroju i podkroju. Jest to dla mnie abstrakcja, nie miałam okazji się nauczyć od mamy czy cioci. Samouczków nie ogarniam. Fantazjuję, że mogłabym dorabiać sobie szyciem, albo sama się ubierać czy tworzyć dekoracje do domu. No, i kurrrrna, na fantazjowaniu się kończy - ileż tak można fantazjować?! A "chodzi to za mną od wielu lat", od pewnego czasu czuję, że to może być zupełnie do zrealizowania.
Pracuję 20 lat w dość monotonnej i nużącej pracy, pragnę jakiegoś ożywienia, choć aktualna praca ma sporo atutów, więc jej nie porzucę (chyba że coś mnie ewidentnie, spektakularnie do tego przekona).
To na początek, a może wynikną z tej pierwszej zmiany dalsze? Bo fantazjuję jeszcze o tym i owym, ale to na razie zbyt abstrakcyjne, nie będę się wygłupiać deklaracjami bez pokrycia.

A wracając do wczorajszych rozważań o forum, wszyscy wiemy, jak wciąga. Takie pogaduchy jak teraz mogłabym ciągnąć w nieskończoność, w ogóle jestem człowiekiem rozmawiającym. Tyle, że to pochłania wiele czasu, czego zupełnie się nie odczuwa w trakcie. Bywa, że odbywa się kosztem innych aktywności - zwłaszcza gdy się nie chce np. naczyń umyć i odwleka "jeszcze minutką" posiedzenia. I zostaje mniej czasu na książki, na rower. Teraz na urlopie mogę sobie pofolgować, ale czy nie szkoda miękkiego słoneczka?

Kończę na razie. Trzeba zrobić obiad i śmignąć do miasta na rowerze. A może przy okazji i za miasto?

Miłego dnia!

2,571 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-09-13 10:24:15)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Oh, nic wielkiego, Winter. Dobra, powiem: od lat marzę o kursie szycia. Sama coś w dzieciństwie ściboliłam, ale nieudolnie. Zaczęłam robić na drutach, ale poległam na zagadnieniach kroju i podkroju. Jest to dla mnie abstrakcja, nie miałam okazji się nauczyć od mamy czy cioci. Samouczków nie ogarniam. Fantazjuję, że mogłabym dorabiać sobie szyciem, albo sama się ubierać czy tworzyć dekoracje do domu. No, i kurrrrna, na fantazjowaniu się kończy - ileż tak można fantazjować?! A "chodzi to za mną od wielu lat", od pewnego czasu czuję, że to może być zupełnie do zrealizowania.
Pracuję 20 lat w dość monotonnej i nużącej pracy, pragnę jakiegoś ożywienia, choć aktualna praca ma sporo atutów, więc jej nie porzucę (chyba że coś mnie ewidentnie, spektakularnie do tego przekona).
To na początek, a może wynikną z tej pierwszej zmiany dalsze? Bo fantazjuję jeszcze o tym i owym, ale to na razie zbyt abstrakcyjne, nie będę się wygłupiać deklaracjami bez pokrycia.

No to juz wyszukiwac kursow! Mam tutaj gazete obok i mam ochote w glowe Ci ta gazeta strzelic.
Zaslugujesz na to by sobie szyc i dorabiac tym, nawet by projektowac ubrania jezeli chcesz. Go for it !
I zadnych juz wymowek, bo naprawde strata zycia na takie watpliwosci i juz szczegolnie w takiej kwestii.

Tez znam takie myslenie, ba! sama tak mysle czesto. Trzeba jednak robic i nie czekac az watpliwosci sie rozwieja. Trzeba robic nie wazne co sie mysli. Jedyne pytanie to 'czy chce tego?' i juz cala reszta nie wazna. Nie wazne czy sie oplaca, czy ma sens czy nie ma.
Tak sie nauczylam postepowac, bo gdybym miala czekac, az sie upewnie i wszystko tysiac razy przemysle...to pewnie bym nic nie zrobila bo zawsze sie zastanawiam i zastanawiam. Nawet jak juz robie to nadal sie zastanawiam big_smile Taki mam martwiacy sie rozum.

2,572 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-13 10:31:46)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

No pewnie, Winter, masz stuprocentową rację. Tylko, za przeproszeniem...
Ten pieprzony wewnętrzny krytyk mi dowala, że to głupota, duperele, że wcale nie jestem maualnym orłem itd.
Wyraźna ilustracja programów wgranych w dzieciństwie - hehehe!
Trzeba tego "Pieprzonego" zdemaskować i zamknąć mu dziób big_smile

No i skoro szycie latami za mną chodzi, to chyba nie bez powodu.

P.S. Oglądałam kiedyś webinar, gdzie zalecano spersonalizować krytyka, nadać mu imię i popolemizować z nim. Niech mu będzie Pieprzony big_smile

2,573

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Ross, bardzo ładne to "miękkie słońce" - właśnie za tę miękkość kocham końcówkę lata.
A po co to wszystko - nie powiem Ci, bo moje przekonania są na moją miarę. Musisz poszukać. Każdy musi, co nie wyklucza inspirowania się innymi ludźmi.

Wiesz, ja sobie rozważam pewne zmiany w moim życiu, ale sama na siebie się irytuję, że na rozważaniach poprzestaję. Jakoś brak mi odwagi i zdecydowania, by ruszyć z miejsca. Hamuje mnie jakieś "A po co?", "A jak się okaże, że to bez sensu?". Rozum jednak mówi, że warto pójść za marzeniami, nawet jeśli okażą się nie do końca trafione. Tylko ten dziwny ośli opór (celowo nie napisałam "upór", bo chodzi właśnie o to drugie, ale dosłownie jak osioł, zapiera się coś we mnie czterema kopytami - choć przecież chcę!!!). Intuicja mi mówi, że powinnam pokonać opór, podjąć ożywcze działania, zanim dopadnie mnie życiowy marazm.

j.

Nie o to chodzi.
Czy będziesz szczęśliwa czy nie, czy masz sens czy nie to i tak każdy umrze. To jest przerażające.
Tak myślę,  że to jest cena za urodzenie się.  Urodziłeś  się,  musisz na koniec zapłacić dług i umrzeć.

2,574 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-09-13 10:32:36)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Ross, bardzo ładne to "miękkie słońce" - właśnie za tę miękkość kocham końcówkę lata.
A po co to wszystko - nie powiem Ci, bo moje przekonania są na moją miarę. Musisz poszukać. Każdy musi, co nie wyklucza inspirowania się innymi ludźmi.

Wiesz, ja sobie rozważam pewne zmiany w moim życiu, ale sama na siebie się irytuję, że na rozważaniach poprzestaję. Jakoś brak mi odwagi i zdecydowania, by ruszyć z miejsca. Hamuje mnie jakieś "A po co?", "A jak się okaże, że to bez sensu?". Rozum jednak mówi, że warto pójść za marzeniami, nawet jeśli okażą się nie do końca trafione. Tylko ten dziwny ośli opór (celowo nie napisałam "upór", bo chodzi właśnie o to drugie, ale dosłownie jak osioł, zapiera się coś we mnie czterema kopytami - choć przecież chcę!!!). Intuicja mi mówi, że powinnam pokonać opór, podjąć ożywcze działania, zanim dopadnie mnie życiowy marazm.

j.

Nie o to chodzi.
Czy będziesz szczęśliwa czy nie, czy masz sens czy nie to i tak każdy umrze. To jest przerażające.
Tak myślę,  że to jest cena za urodzenie się.  Urodziłeś  się,  musisz na koniec zapłacić dług i umrzeć.

Nie da sie zyc bez swiadomosci smierci. To jest cos co warto przejsc i uzywac sobie jako przypomnienie, ze warto zyc po swojemu.
Jednak jest to czasem szokujace, uswiadomic to sobie.



Piegowata'76 , wiem mam cos podobnego, ze wszystko co nie prowadzi do sukcesu jest bez sensu. Dopiero teraz zyje dla przyjemnosci, a raczej staram sie bo taki program na twardym dysku nadal mam.

2,575

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

No pewnie, Winter, masz stuprocentową rację. Tylko, za przeproszeniem...
Ten pieprzony wewnętrzny krytyk mi dowala, że to głupota, duperele, że wcale nie jestem maualnym orłem itd.
Wyraźna ilustracja programów wgranych w dzieciństwie - hehehe!
Trzeba tego "Pieprzonego" zdemaskować i zamknąć mu dziób big_smile

No i skoro szycie latami za mną chodzi, to chyba nie bez powodu.

Szyc akurat nie znoszę,  ale bardzo bym chciała nauczyć się malować,  tak amatorsko, malowanie bardzo odpręża. No i jest tyle pola do wyobraźni,  możesz malować wszystko, nie dbając o realizm . Możesz improwizowac.

2,576 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-13 10:46:39)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Niby się wie o śmierci, niby się wie, że się umrze, ale jakoś to na codzień spycha się na margines.
Niesamowicie mocnym przeżyciem była śmierć mojego byłego męża, młodego jeszcze człowieka. To mogłam być ja, to mógłby być każdy z nas. Takie to było realne, namacalne... Pierwszy raz widziałam (o tyle o ile, bo w granicznej chwili klęczałam u nóg jego łóżka) jak umiera człowiek - inaczej to sobie zresztą wyobrażałam. To był wstrząs, po którym potrzebowałam dojść do siebie.

Wiem jedno, Rossanko, póki idę drogą zwaną życiem, nie chcę przeoczyć mijanych po drodze widoków. Dostałam "pakiet" i chcę z niego korzystać najlepiej, najmądrzej jak potrafię. A co potem, wie tylko... Bóg? Ja chylę głowę...
Wybaczcie obrzydliwy patos sad

P.S. Ross, po pędzle biegiem marsz! smile
Moja siostra wróciła do malowania, które zarzuciła jeszcze w dzieciństwie, choć dobrze jej szło. Przysłała mi zdjęcia. Bardzo mi się podobały!

A zauważyłyście, że właśnie teraz wracają do nas dawne marzenia?

2,577

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

No pewnie, Winter, masz stuprocentową rację. Tylko, za przeproszeniem...
Ten pieprzony wewnętrzny krytyk mi dowala, że to głupota, duperele, że wcale nie jestem maualnym orłem itd.
Wyraźna ilustracja programów wgranych w dzieciństwie - hehehe!
Trzeba tego "Pieprzonego" zdemaskować i zamknąć mu dziób big_smile

No i skoro szycie latami za mną chodzi, to chyba nie bez powodu.

Szyc akurat nie znoszę,  ale bardzo bym chciała nauczyć się malować,  tak amatorsko, malowanie bardzo odpręża. No i jest tyle pola do wyobraźni,  możesz malować wszystko, nie dbając o realizm . Możesz improwizowac.

Za mną chodzi i szycie, i malowanie, albo rysowanie. Z tym, że w tym szyciu byłabym bardzo wybiórcza -chciałabym szyć torby eko z nadrukami, które sama wymyślę.

2,578

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Spadam, kochane do garów. Miłego dnia!
Dzięki za tak pozytywną pogawędkę z rana (raczej z przedpołudnia smile )

2,579

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Niby się wie o śmierci, niby się wie, że się umrze, ale jakoś to na codzień spycha się na margines.
Niesamowicie mocnym przeżyciem była śmierć mojego byłego męża, młodego jeszcze człowieka. To mogłam być ja, to mógłby być każdy z nas. Takie to było realne, namacalne... Pierwszy raz widziałam (o tyle o ile, bo w granicznej chwili klęczałam u nóg jego łóżka) jak umiera człowiek - inaczej to sobie zresztą wyobrażałam. To był wstrząs, po którym potrzebowałam dojść do siebie.

Wiem jedno, Rossanko, póki idę drogą zwaną życiem, nie chcę przeoczyć mijanych po drodze widoków. Dostałam "pakiet" i chcę z niego korzystać najlepiej, najmądrzej jak potrafię. A co potem, wie tylko... Bóg? Ja chylę głowę...
Wybaczcie obrzydliwy patos sad

P.S. Ross, po pędzle biegiem marsz! smile
Moja siostra wróciła do malowania, które zarzuciła jeszcze w dzieciństwie, choć dobrze jej szło. Przysłała mi zdjęcia. Bardzo mi się podobały!

A zauważyłyście, że właśnie teraz wracają do nas dawne marzenia?

Jak to spycha na margines? Nie myślicie o tym codziennie?
A pędzle kupiłam, nawet już zaczęłam, oglądam tutorialne. Muszę jeszcze opracować jak mocno nawodnić pędzel, aby mi sie kolory nie zlewały, albo przeciwnie, nie były za mocne. Okazuje się , że to nie takie łatwe. Postawić kreskę, nadać kształt - to proste w miare, ale te wszystkie barwy żyją na moich malunkach swoim życiem wink

2,580

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Nie da sie zyc bez swiadomosci smierci. To jest cos co warto przejsc i uzywac sobie jako przypomnienie, ze warto zyc po swojemu.
Jednak jest to czasem szokujace, uswiadomic to sobie.

Odbieram to tak, że w sumie i tak się umrze, więc niezbyt ważne jest to, co się zrobi przed tym. To znaczy dopóki się będzie żyło, będzie to ważne, wiadomo lepiej żyć lepiej niż gorzej, lepiej być szczęśliwym, niż nieszczęśliwym, ale efekt i tak będzie taki sam.
Na dodatek tego się nie uniknie, już pal licho swoją śmierć, bo to jest jeszcze do "przeżycia" (mówiąc metaforycznie oczywiście). Ale śmierć bliskich jest nie do pogodzenia. Jednyne wyjście, to umrzeć przed nimi wszystkimi - jakkolwiek dramatycznie to brzmi, ale na logikę to jest jakieś wyjście.
To jest właśnie wkurzające, ma się wpływ na tyle rzeczy, na przykład na to, jakie studia się skończy, jakie hobby sie będzie miało mieć, jaki kolor włosów się nosi na głowie, jaki samochód sobie kupic, nawet ma się wpływ na to, z jakimi koleżankami trzymać a z jakimi zrewać znajomość. A na śmierć - tu nie masz wpływu, nic a nic.

2,581 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-09-13 12:18:25)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Za mną chodzi i szycie, i malowanie, albo rysowanie. Z tym, że w tym szyciu byłabym bardzo wybiórcza -chciałabym szyć torby eko z nadrukami, które sama wymyślę.

Rewelacyjne połączenie malowania z szyciem - torby z nadrukiem według własnego projektu smile Na pewno byłyby wspaniałe smile

2,582

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Za mną chodzi i szycie, i malowanie, albo rysowanie. Z tym, że w tym szyciu byłabym bardzo wybiórcza -chciałabym szyć torby eko z nadrukami, które sama wymyślę.

Rewelacyjne połączenie malowania z szyciem - torby z nadrukiem według własne projektu smile Na pewno byłyby wspaniałe smile

Lubię te płócienne torby eko. Mam 3. Mam też reklamówki, ale staram się je używać "do bólu" aż skończą jako torby na śmieci.

2,583 Ostatnio edytowany przez rossanka (2019-09-13 11:50:23)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

)
Od jakiegoś czasu czuję, że forum zaczyna na mnie działać przygnębiająco. Nie tylko rozmowy o samotności (choć w tym wątku jest wiele dobrych postów), ale też to, że wciąż czytam o problemach i to zwykle podobnych, wątki się powielają, w aktywnych wciąż te same tematy... i to, że mnóstwo jest na forum wypaczonego, toksycznego myślenia o relacjach, o innych ludziach. Czasem myślę, że jeśli "świat" tak wygląda, to nie ma gdzie uciekać wink
Macie czasem podobnie?
Bo ja się zastanawiam, czy się stąd nie ewakuować, na stałe albo przynajmniej na jakiś czas. Bo forum wciąga, mimo tego, że jest jakie jest.
Takie wieczorne przemyślenia mnie naszły po nieciekawym dniu, gdy forumowe dołki "poprawiły" dzisiejszego pecha...

Tu jest dużo wypaczonego myślenia, bo ktoś spełniony i mający wg siebie super życie, to nie będzie czuł potrzeby pisania tu na forum. Chyba, że na jakiś konkretny temat (np w dziale kosmetyki, albo podróże). Poza tym jak jest szczęśliwe małżeństwo, to nikt nie zakłada tematu, "O jakie mam szczęśliwe małżeństwo od 3 lat" smile. Tematy zakładają ludzie zdradzeni, albo samotni, albo mający romans albo jeszcze coś innego, przez co wydaje się, że wokoło są same problemy, a w relacje to już strach wejść, bo możesz być oszukana, zdradzona, zostawiona, poniżana etc. A to nie prawda, bo forum to tylko mały wycinek świata i nijak się ma do uogólnień na jego temat. Na przykład na forum dla cukrzyków są same wpisy cukrzyków i można by pomyśleć, że na świecie są sami cukrzycy, ze cukrzyca to problem numer jeden. A to nie prawda.

Aha - może są też "normalne" osoby, którym, się po prostu nudzi, albo chcą sobie tylko pogadać, a same nie mają jakichś spędzających sen z powiek problemów, albo może są to osoby mieszkające z dala od kraju, które szukają towarzystwa choćby wirtualnego.

To jest mój pierwszy wątek, założony na dodatek w dziale Samotność. Jak jeszcze kiedyś byłam w związku, to do głowy by mi nie przyszło tyle siedzieć na forum i wałkować wciąż, choć z przerwami ten sam problem. Bywałam jedynie sporadycznie na forach typu książki (np Na Gazecie było coś o fanach twórczości Joanny Chmielewskiej). I to tyle.

2,584 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-09-13 19:57:42)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
marta929292 napisał/a:

Mieszkam w małym miasteczku, wokół głównie wioski, więc musiałabym wyjechać gdzieś dalej, co wiązałoby się z obciążeniem finansowym, bo albo studia zaoczne (płatne) + dojazdy, albo dzienne, ale z przeprowadzką i wynajęciem czegoś, bo zbyt dalekie dojazdy. Ale szczerze to może nawet i lepiej, że wyszło jak wyszło, bo pewnie poszłabym na psychologię, która kiedyś mi się marzyła, a po niej perspektywy na pracę i tak są liche, więc zapewne byłyby to pieniądze wyrzucone w błoto.

Widzę, że skupiasz się na samych przeszkodach... Tą drogą nie uda Ci się spełnić marzeń. "Kto nie chce, znajdzie powód. Kto chce, znajdzie sposób". Ty chyba szukasz tych powodów, zamiast sposobów... I nie, nikt nie powiedział, że będzie łatwo, różowo i kolorowo. I że od razu się uda. To się idzie krok po kroku. Ja trzymam za Ciebie kciuki smile
Przyznaję, że piszę to też do siebie, bo mam pewne sfery w swoim życiu, w których niby chciałabym coś zmienić, ale szukam wymówek, zamiast rozwiązań. Czasem jestem takim "niedasiem" ;p Ale wiem, że się da, tylko trzeba włożyć w to pracę i wysiłek.

Mam taką koleżankę z liceum, która nie dostała się na swoje wymarzone studia, więc poszła na inne. Ale gdzieś w niej cały czas siedziało to marzenie, więc postanowiła zrobić wszystko, żeby je spełnić. W sumie nawet nie chodzi o same studia, tylko o zawód, który można wykonywać tylko będąc absolwentem uczelni medycznej. Też od zawsze singielka, w dodatku bardzo tęskniąca za związkiem i mająca silny instynkt macierzyński. Generalnie zazwyczaj smutna i przygnębiona. Ale podjęła się wyzwania, żeby spróbować jeszcze raz ze studiami. Postanowiła więc poprawić maturę po 10 latach (czyli była nawet starsza od Ciebie w tamtym momencie). Niestety znów zabrakło jej punktów, więc po roku znów poprawiała maturę i tym razem się dostała, mimo iż na drugim końcu Polski. Też miała różne wątpliwości związane z wyjazdem, obawy, czy w ogóle to wszystko ma sens, w tym wieku iść na studia dzienne, które trwają kilka lat. I różne inne dylematy, np. finansowe, bo będzie się musiała sama tam utrzymać, a studia medyczne są bardzo czasochłonne, więc zbyt dużo czasu i możliwości na pracę nie będzie miała. Jakieś swoje oszczędności ma, teraz przez całe wakacje też pracuje, a potem będzie kombinować. Jeszcze nie wie jak, ale mówi, że coś się wymyśli smile Bardzo ją podziwiam i dopinguję smile Może potraktujesz to jako inspirację? Nie do tego, żeby iść tą samą drogą, co ona. Ty może masz inne marzenia. Chciałam po prostu pokazać, że mimo różnych trudności można dokonywać wielkich rzeczy smile

marta929292 napisał/a:

Wyprowadzka nie wchodzi w grę, nie jestem samodzielna i na tyle odważna, by się rzucić na coś takiego, to dla mnie równie nierealne jak zdecydowanie się na lot w kosmos. Jeśli się kiedyś wyprowadzę, to tylko do faceta/z facetem, to dla mnie jedyny ratunek, bo sama sobie w życiu nie poradzę. Mojej siostrze właśnie tak się udało, oby i mi się kiedyś w końcu poszczęściło i obym znalazła kogoś, kto na początku troszkę pociągnie mnie za sobą, żebym nabrała wiatru w żagle.

Aż smutno się robi, jak się to czyta sad Nie daj sobie wmówić, że sama sobie nie poradzisz, albo że tylko facet jest dla Ciebie ratunkiem sad

A co rozumiesz poprzez to, że nie jesteś samodzielna? Kto Ci to w ogóle powiedział, wmówił? Ktoś? Ty sama? A na jakiej podstawie? Wszystkiego da się nauczyć. Nikt nie był i nie jest idealny. Samodzielności uczy się całe życie, bo różne sytuacje się pojawiają, z którymi trzeba się zmierzyć. Bardzo często dzieje się to metodą prób i błędów. Głowa do góry, nie zniechęcaj się smile

2,585 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-13 17:15:00)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Będę odpowiadał inaczej bo za dużo by tych cytatów było.

Trx:
Dziękuję. To prawda, ten wątek poszedł w takim kierunku że nawiązuje się do przeszłości, czasami trudnej lub smutnej. Bo w sumie to z przeszłości wynika teraźniejszość. Obecnie staram się żyć według słów pewnej piosenki Hammerfall, luźne tłumaczenie to "pamiętaj o tym co było wczoraj, myśl o tym co będzie jutro, ale żyj tym co jest dzisiaj" smile


Winter.Kween:
Ja akurat nie mam za bardzo powodu aby się cieszyć, więcej obowiązków, paskudna pogoda, zimno, deszcze, większe korki na mieście. Ale postanowiłem sobie że to ostatni taki rok. Poza tym jesień jest zupełnie inna nawet na południu Europy niż w Polsce. To tylko u nas można popaść w totalną jesienną depresję wink


Piegowata'76:
Jak ktoś potrzebuje związku z drugą osobą aby nie czuć się samotnym to trudno namawiać go aby zaakceptował w końcu tą swoją samotność. Bardziej kojarzy mi się to z twierdzeniem typu "słuchaj, zaakceptuj w końcu to że już do końca życia będziesz sam/sama i nic się nie zmieni, jutro, za tydzień, miesiąc, rok, czy 10 lat". Moim zdaniem takimi radami te samotne osoby ranimy jeszcze bardziej.


Rossanka:
Za 100 lat, w 2119 nikt nie będzie o nas pamiętał, o tym jak żyliśmy, co robiliśmy, z kim się spotykaliśmy, co do nas należało. No chyba że ktoś z nas będzie jakąś wybitną postacią historyczną, w co wątpię wink Czy ktoś teraz pamięta o tym co robili przeciętni ludzie w 1919 roku? Nikogo to nie obchodzi. Żyjemy w określonym czasie i przestrzeni, zmienić tego nie możemy. Dodatkowo wydaje nam się że po śmierci będzie koniec i po prostu przestaniemy istnieć.

Dobrze teraz trochę pofantazjuję wink
Nikt nie wie co będzie po śmierci. Kiedyś pisałem o "past life regression", przywoływaniu wspomnień naszych albo innych ludzi z poprzednich żyć. Jest bardzo wiele relacji, szczególnie dzieci, opisujących dokładnie to kim były i co robiły w poprzednim życiu "Małe dzieci pamiętające swoje wcześniejsze wcielenia to zjawisko fascynujące i… dość powszechne". Te relacje dzieci zostały udowodnione, tzn. te osoby o których dzieci mówiły rzeczywiście istniały. Jednak nie wierzę i nie jestem zwolennikiem typowej reinkarnacji, tego że jest to po prostu taki reset który pozwoli nam się narodzić na nowo na tej ziemi i przeżyć kolejne życie w innych warunkach i doświadczać inne rzeczy niż w poprzednim życiu. Chociaż ilość artykułów i filmów na ten temat jest zadziwiająca.

Jeszcze można też wspomnieć o ludziach którzy przeżyli śmierć kliniczną. Nie mają oni wątpliwości że życie po śmierci istnieje, że te wizje to nie były halucynacje. Ostatnio nawet powstała grupa naukowców którzy są przekonani że świadomość może istnieć poza ciałem, że świadomość nie jest z ciałem związana i jest w stanie przetrwać śmierć. Można tylko domniemywać (fantazjować) że ta świadomość może przyjąć nowe ciało po narodzeniu. Jak będę miał dużo wolnego czasu to się zgłoszę do jakiegoś specjalisty od PLR na zachodzie (bo u nas chyba takich nie ma) aby poznać co robiłem z przeszłych życiach wink

Moim zdaniem najbezpieczniej jest żyć w zgodzie z przyjętymi chrześcijańskimi normami i przede wszystkim w zgodzie z samym sobą. Wtedy nic nie ryzykujemy.

2,586 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-13 22:21:54)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, jasne, że często myślę o śmierci i że czuję lęk. Ale jednak jest we mnie więcej akceptacji jej istnienia niż za młodu. Wtedy był tylko lęk, a dziś myślę, że po coś tak ten świat urządzono i z jakiegoś powodu. Z jakiego? My za maleńcy jesteśmy, nie staram się za wszelką cenę zrozumieć.
Oprócz lęku jest we mnie przeczucie spokoju, ukojenia - doświadczyłam już w życiu takich stanów, że pragnęłam tego spokoju i zazdrościłam umarłym, wolnym od cierpień fizycznych i psychicznych.
Ale TAM zawsze zdążę i nie ucieknę od tego. Więc wolę żyć, cieszyć się tą przelotną wizytą na ziemi, niż trwożnie wyglądać końca.
W "Oskarze i Pani Róży" przytacza się historię człowieka, któremu lęk przed śmiercią przysłonił i zmarnował całe życie. Nie chciałabym tego.

A co do rzeczy niepojętych, niesamowitą rzecz powiedział mi kiedyś starszy pan, który przysiadł się do mnie  na ławkę na krośnieńskim rynku, bez mała 20 lat temu: czy bakteria w ludzkim organizmie nie może mieć wrażenia, że jej siedlisko to nieogarniony kosmos, za którym nic już nie ma?

Peter, sytuację z samotnością porównałabym do... np. owoców.
Powiedzmy, że najbardziej lubię pomarańcze, ale ich teraz dostać nie mogę i niewiadomo, kiedy dostanę. Czy czekając, aż je "rzucą", mam olać wszystkie wspaniałe śliwki, jabłka, melony, arbuzy? Może pomarańczę są ulubione, ale dobra śliwka nie jest zła, a jeszcze w czekoladzie na przykład... smile
Po co się niepotrzebnie stresować brakiem pomarańczy? Czy to cokolwiek zmieni?
A poki żyjemy, nic nie jest przesądzone.
W szpitalu poznałam kobietę, która owdowiała jeszcze przed trzydziestką i nawet myśleć nie chciała o powtórnym małżeństwie, bo mąż-alkoholik dał jej solidnie popalić. Po latach jednak spotkała... wdowca po koleżance. W wieku... sześćdziesięciu lat. Było im razem dobrze, przeżyli 16 wspólnych lat przerwanych jego śmiercią.
Do tej kobiety drzwi w szpitalu się nie zamykały, choć mieszka samotnie. Ja też mam jej numer telefonu, czasami spotykam ją na ulicy i zawsze przystanę, pogadam, jakieś siatki poniosę...
A co,mam siedzieć i płakać, bo mi książę nie chce spaść z nieba? smile

2,587

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegowata pamiętam musisz chwilę poczekać bo póki co mam nieplanowany  dlugi weekend w górach i jak wrócę napewno będzie co obiecałem:)

Co jak co ale mężczyzna ostatecznie musi być słowny:)

2,588

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Nigdy nie udzielałam się w tym wątku, ale często go czytam, a chciałabym się zwrócić do Marty, podpowiedzieć jej jak można zdobyć pieniądze na przeprowadzkę do dużego (albo i nie) miasta. Wiem, że pisałaś o tym, że sama nie dasz rady, ale zapewniam Cię, że to nic strasznego, sama tak zrobiłam ponad 2 lata temu. Postaram się o tzw. Bon na przesiedlenie z Urzędu Pracy, można dostać ok.8 tys na start, jedyne co trzeba zrobić to znaleźć pracę w ciągu miesiaca od otrzyamania bonu i utrzymać ją przez pół roku. Naprawdę zawsze to coś na start. Ja na pewno nie żałuje.

2,589 Ostatnio edytowany przez trx (2019-09-13 22:13:21)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Mi sie marzy jesien. Zeby liscie lecialy z drzew, deszcz codziennie padal, zeby te liscie gnily na ziemi i zeby powiewal zimny wiatr i czulo sie smierc w powietrzu.
Uwielbiam taka jesien, czasami udaje w czasie ulewy, ze jest jesien. Uwielbiam Halloween to moje ulubione swieto.

Też mam upodobanie do jesieni, ale inaczej ją odbieram smile Jesień kojarzy mi się z nowy rozdziałem, nowymi wyzwaniami - naleciałość pewnie z rytmu szkolnego jeszcze wink
Kończy się letnia beztroska a zaczyna etap aktywniejszego myślenia, działania.
Z drugiej strony uważam, że jest coś metafizycznego w jesieni, te jej ciche, mgliste poranki. Bardzo cieszę się, gdy ten czas nadchodzi.



Piegowata'76 napisał/a:

A zauważyłyście, że właśnie teraz wracają do nas dawne marzenia?

Żeby było tak pięknie i prosto... wink  Niestety jest tak, że stare, zaniedbane marzenia nie dają spokoju a nowe je wypierają. W kontekście przemijania i śmiertelności tego żałuję, że nie mamy 20, 30 lat po trzy razy dłużej - żeby było kiedy wszystkim się nacieszyć, więcej rzeczy spróbować i to z takim poczuciem, że dopiero co się zaczyna. Żeby nie trzeba było wybierać.

2,590

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
dorias napisał/a:

Piegowata pamiętam musisz chwilę poczekać bo póki co mam nieplanowany  dlugi weekend w górach i jak wrócę napewno będzie co obiecałem:)

Co jak co ale mężczyzna ostatecznie musi być słowny:)

Wierzę w Ciebie, Mężczyzno! big_smile

2,591 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-13 22:37:44)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Goldenna napisał/a:

Nigdy nie udzielałam się w tym wątku, ale często go czytam, a chciałabym się zwrócić do Marty, podpowiedzieć jej jak można zdobyć pieniądze na przeprowadzkę do dużego (albo i nie) miasta. Wiem, że pisałaś o tym, że sama nie dasz rady, ale zapewniam Cię, że to nic strasznego, sama tak zrobiłam ponad 2 lata temu. Postaram się o tzw. Bon na przesiedlenie z Urzędu Pracy, można dostać ok.8 tys na start, jedyne co trzeba zrobić to znaleźć pracę w ciągu miesiaca od otrzyamania bonu i utrzymać ją przez pół roku. Naprawdę zawsze to coś na start. Ja na pewno nie żałuje.

Marto, czy to nie jest świetna wiadomość?
Zobacz: napisałaś, ktoś odpisał, ktoś realnie doradził. Nie jesteś sama, uwierz.

Dlaczego, Marto, uważasz, że sama sobie nie poradzisz? Do czego Ci ten facet taki niezbędny? Musi Ci ugotować? Posprzątać? Za rękę prowadzić? Świetnie dasz sobie radę bez faceta, którego zresztą Ci życzę, byle dobrego. Ale bez niego też jesteś silna i dzielna (dokładniej poczytałam, przez co przechodziłaś - i zobacz, dałaś radę, choć koszty są spore).
Jeśli będzie wspierający, to super, ale gorzej, gdy zawiedzie pokładane w nim nadzieje, bo i tak,niestey, bywa.

2,592

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Mi sie marzy jesien. Zeby liscie lecialy z drzew, deszcz codziennie padal, zeby te liscie gnily na ziemi i zeby powiewal zimny wiatr i czulo sie smierc w powietrzu.
Uwielbiam taka jesien, czasami udaje w czasie ulewy, ze jest jesien. Uwielbiam Halloween to moje ulubione swieto.

Ojjj, bardzo nie lubię jesieni. Strasznie mnie przygnębia, właśnie ta szarość, te deszcze, te zimne, ciemne poranki....

2,593

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:

Żeby było tak pięknie i prosto... wink  Niestety jest tak, że stare, zaniedbane marzenia nie dają spokoju a nowe je wypierają. W kontekście przemijania i śmiertelności tego żałuję, że nie mamy 20, 30 lat po trzy razy dłużej - żeby było kiedy wszystkim się nacieszyć, więcej rzeczy spróbować i to z takim poczuciem, że dopiero co się zaczyna. Żeby nie trzeba było wybierać.

Czasem wypierają, a czasem jednak te stare wracają i nie dają o sobie zapomnieć.
Chyba każdy czegoś w życiu żałuje i ma jakieś niespełnienia. Myślę, że szkoda czasu na roztrząsanie, trzeba robić, co się jeszcze da.
"Chwila, która trwa, może być najlepszą z Twoich chwil" (Dżem)

2,594

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Manzanita napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Mi sie marzy jesien. Zeby liscie lecialy z drzew, deszcz codziennie padal, zeby te liscie gnily na ziemi i zeby powiewal zimny wiatr i czulo sie smierc w powietrzu.
Uwielbiam taka jesien, czasami udaje w czasie ulewy, ze jest jesien. Uwielbiam Halloween to moje ulubione swieto.

Ojjj, bardzo nie lubię jesieni. Strasznie mnie przygnębia, właśnie ta szarość, te deszcze, te zimne, ciemne poranki....

Cześć, Manzanito. Zastanawiałam się, czy moja odpowiedź na Twój ostatni mail do Ciebie, nie dotarła, czy też po prostu nie zdecydowałaś się na dalszą korespondencję (no problem smile )

2,595

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Peter, sytuację z samotnością porównałabym do... np. owoców.
Powiedzmy, że najbardziej lubię pomarańcze, ale ich teraz dostać nie mogę i niewiadomo, kiedy dostanę. Czy czekając, aż je "rzucą", mam olać wszystkie wspaniałe śliwki, jabłka, melony, arbuzy? Może pomarańczę są ulubione, ale dobra śliwka nie jest zła, a jeszcze w czekoladzie na przykład... smile
Po co się niepotrzebnie stresować brakiem pomarańczy? Czy to cokolwiek zmieni?
A poki żyjemy, nic nie jest przesądzone.
W szpitalu poznałam kobietę, która owdowiała jeszcze przed trzydziestką i nawet myśleć nie chciała o powtórnym małżeństwie, bo mąż-alkoholik dał jej solidnie popalić. Po latach jednak spotkała... wdowca po koleżance. W wieku... sześćdziesięciu lat. Było im razem dobrze, przeżyli 16 wspólnych lat przerwanych jego śmiercią.
Do tej kobiety drzwi w szpitalu się nie zamykały, choć mieszka samotnie. Ja też mam jej numer telefonu, czasami spotykam ją na ulicy i zawsze przystanę, pogadam, jakieś siatki poniosę...
A co,mam siedzieć i płakać, bo mi książę nie chce spaść z nieba? smile

Tyle że owoce o których piszesz można porównywać i są zamienne. Też zjem śliwkę jak akurat nie ma pomarańczy. Nawet śliwki bardziej lubię wink

Generalnie odbieram to tak, że pogodzenie się z daną sytuacją jest prawie równoważne z brakiem działań aby tą sytuację już zmieniać. Dopóki nie godzimy się na aktualny stan to działamy, próbujemy coś z tym zrobić. Jak już ten "zły" stan zaakceptujemy to nasza siła działania, która ma ten stan zmienić, topnieje.

2,596 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-13 23:56:44)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Peter, ja nie mówię, że działanie to coś złego, ale zauważ różnicę między działaniem bez presji i rozpaczy,w razie niepowodzenia, a bolesną szarpaniną, brakiem przyzwolenia na to, co od nas nie zależy.
No i w źyciu też są "śliwki". Jak nie masz związku, to całe swoje życie wyrzucisz do kosza? Nie ma już w nim nic wartościowego?

Podziwiam dzisiaj Księżyc Żniwiarzy. Salon wychodzi na nieoświetlony ogródek , więc mam świetne warunki do obserwacji.

2,597 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-13 23:48:06)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dubel

2,598

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Peter, ja nie mówię, że działanie to coś złego, ale zauważ różnicę między działaniem bez presji i rozpaczy,w razie niepowodzenia, a bolesną szarpaniną, brakiem przyzwolenia na to, co od nas nie zależy.
No i w źyciu też są "śliwki". Jak nie masz związku, to całe swoje życie wyrzucisz do kosza? Nie ma już w nim nic wartościowego?

Podziwiam dzisiaj Księżyc Żniwiarzy. Salon wychodzi na nieoświetlony ogródek , więc mam świetne warunki do obserwacji.

No dobrze, nie będę się kłócił wink
Zaakceptować, ale jednak nadal stanowczo działać w kierunku zmian stanu którego się nie akceptuje.

2,599 Ostatnio edytowany przez nudny.trudny (2019-09-13 23:59:46)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
marta929292 napisał/a:
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Ja bardzo szanuję post Marty i jej zwierzenia w tym temacie dlatego napisałem o niej to co uważałem i dalej będę ją chwalił.

Dziękuję Ci bardzo za ciepłe słowa smile

sympatyczna i mądra użytkowniczka

marta929292 napisał/a:

A to ciekawe, bo ja mam wrażenie, że wokół mnie same kobiety... Nawet jak widzę grupki ludzi na festynach np, to gromada młodych kobiet / nastolatek, a koło nich jakiś rodzynek, czy tam dwóch. Mam wrażenie, że jest wręcz przepaść w ilości, na korzyść dla mężczyzn, którzy mogą przebierać w kobietach. Mieszkam koło liceum i też pod blokami kręci mi się masa licealistek, a chłopaków jak na lekarstwo. Jak chodziłam do szkoły (podstawówka, gimnazjum, technikum, liceum), to zawsze było dużo więcej dziewczyn, a chłopaków w klasie raptem kilku.

ja zauważyłem takie coś że jak kierunek studiów bardziej przyciąga mężczyzn a dziewczyn jest kilka, to wokół tych dziewczyn jest mnóstwo chłopaków, nigdy nie siedzą same, zawsze mają z kim rozmawiać, natomiast gdy kierunek jest bardziej damski i jest zaledwie kilku chłopaków, to wtedy dziewczyny siedzą w swoim towarzystwie a chłopacy w swoim, albo każdy z chłopaków jest sam i niezbyt ma z kim rozmawiać. ale może to przypadek i może nie ma tego typu reguły.

2,600

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

mężczyżni z natury rzeczy bardziej doceniają działanie, a kobiety nastawienie smile

Posty [ 2,536 do 2,600 z 8,335 ]

Strony Poprzednia 1 … 38 39 40 41 42 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024