Peter4x napisał/a:Piegowata'76 napisał/a:Moim zdaniem intuicja to żadna czarna magia. To umiejętność wychwytywania pewnych sygnałów, znaków, jak to ja je nazywam. Rodzaj wrażliwości. Czasem znajduję podpowiedzi choćby w graffiti na murze, w kazaniu księdza w kościele, w calkiem głupiej odzywce pijaka, albo w czasie obserwowania zwierząt. Wszędzie, wszędzie są znaki. Oczywiście ja decyduję, które z nich wybieram, ale to właśnie ta intuicja, podświadomość, która przytakuje, mówi: TAK, właśnie tak!
Na przykład poszlam kiedys na grób byłego męża i tam po raz pierwszy przeczytałam napis u dołu tablicy nagrobnej, zwykle przysłonięty jakimiś kwiatami: "Bóg sam wybrał czas". Bardzo mi się ten napis wrył w pamięć i mogę śmiało właśnie nim skomentować temat wiodący tego tutaj wątku. Aczkolwiek nie tylko, ta maksyma ma bardzo wszechstronne zastosowanie.
Owszem, maksyma ma wszechstronne zastosowanie. Jednak nie przypisywałbym jej do tematu wątku, bo można by się obrazić na Boga.
Ludzie wierzący (ja jestem wierząca po swojemu) zakładają, że Bóg jest dobry i nieomylny, a ja za księdzem Kaczkowskim powtórzę, że należy przyjąć matematyczne założenie, że jest po naszej stronie. Więc niech wybiera mój czas, co nie znaczy, że nie mogę Mu trochę pomóc 
Jeśli ktoś się na Boga obraża, to moim zdaniem jest małej wiary.
Peter4x napisał/a:Piegowata'76 napisał/a:Innym razem forumowiczka napisala mi: "Piegus, inną drogą po sól" i to mnie jakos tak podświadomie otworzyło, sprawiając, że odważyłam się i zgodziłam przyjąć pomoc mojej mamy, by wreszcie doczekać się wymarzonego mieszkania. Są takie momenty gotowości...
Przekonałam się i ja, że bardzo warto słuchać siebie. Choćby inni stukali się w głowę.
I jeszcze dodam, że intuicja racjonalizmu wcale nie musi wykluczać, obie te rzeczy powinny współpracować i uzupełniać się.
Z ostatnim zdaniem się zgadzam, ale nie jestem pewny czy łączyłbym intuicję z tym co ktoś akurat powie czy zrobi. Możliwe że to są tylko znaki które pomagają dotrzeć do pokładów podświadomości i na podstawie tego wpływać na nasze decyzje.
Tak właśnie pojmuję intuicję: jako otwartość na te znaki. A znaki są różne. Kiedyś pisała w jakiejś gazecie kobieta, że w czasie okupacji była poważnie chora i wahała się, czy poddać się ryzykownej operacji. Powiedziała sobie, w środku zimy, że jeśli teraz zobaczy czerwone róże, na operację nie pójdzie. Traf chciał, że właśnie przejechała dorożka, a w niej - wysoki, przystojny Niemiec w towarzystwie kobiety i... bukietu czerwonych róż.
Moim zdaniem intuicja mówiła jej, że nie chce tej operacji, a ona szukała potwierdzenia. Potwierdzenie było tak spektakularne, że pierzchły wątpliwości.
To jest intuicja - wyczulenie na zbiegi okoliczności, sygnały, znaki. Na to, co ktoś zrobił, powiedział, na jakieś uparte myśli, które nie dają nam spokoju, na jakiś przypadek, który kiedy indziej umknąłby uwadze.
Gdy zobaczyłam moje obecne mieszkanie, od razu poczułam, że chcę w nim zamieszkać. Bez wahania, choć oczywiście rozważyłam sprawę zdroworozsądkowo.
umajona napisał/a:Tak w temacie cieszenia się tym, co się ma. Wiecie co, widziałam dziś foke!
Miałam takie marzenie, żeby ją spotkać - ale nie specjalnie, gdzie wiem na pewno, że będzie, tylko tak przypadkiem. I sobie wypłynęła w odległości kilku metrów ode mnie, i tak co jakiś czas się chowala i wypływala
Mnóstwo radości i uciechy mi sprawiła
A teraz jak to piszę, to sobie uświadomiłam, że nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że szkoda, że nie ma przy mnie faceta, z którym mogłabym się tym przeżyciem dzielić. Tak bardzo byłam skupiona na tej foce
To jeszcze mi się marzy, żeby spotkać sowe 
Umajona, tę fokę widziałaś na wolności czy w fokarium?
Mnie kiedyś niesłychanie ubawił mąż, który zdziwił się, że foki są takie duże. Oglądając je w telewizji miał zawsze wrażenie, że są wielkości może średniego psa 
Małżeństwo miałam nieudane, ale takie lepsze chwile wspominam z przyjemnością i sentymentem. Fajnie jest dzielić życie z bliską osobą.
P.S. Ja to koty uwielbiam 
P.S. 2 Umajona i to właśnie miałam na myśli trąbiąc tyle razy o niefiksowaniu się na braku faceta i cieszeniu się życiem. Warto je tak wypełnić, żeby radości były większe od trosk. Po prostu zapomniałaś o tym, co Cię smuciło. Oczywiście nie chodzi mi o zagłuszanie tęsknot i uczuć, ale warto się otworzyć na radość, poszukać jej. Tak właśnie teraz żyję, szukam pozytywów i gdy znajduję, braki stają się znacznie mniej dojmujące, po prostu się wtedy o nich nie pamięta.