pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Strony Poprzednia 1 … 35 36 37 38 39 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,341 do 2,405 z 8,335 ]

2,341

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
umajona napisał/a:

No właśnie, też sobie tak to zawsze wyobrażałam... Czyli mówicie, że jest szansa na takie poznawanie się po 30-stce? Że facet też tak będzie chciał? sad Ten "mój" zrobił ze mnie nienormalna z tego powodu...

Tak to jest możliwe. Trzeba trafić na odpowiedniego faceta który będzie miał takie właśnie podejście, a to już nie jest wcale łatwe. Do 40-tki Ci daleko więc mam nadzieję że na takiego trafisz i wcale nie musisz jeszcze szukać rozwodników.

Niestety, niełatwe, ale jak mi kiedyś napisał sam Jacek Hugo-Bader w dedykacji do swojej książki: "To, co przychodzi łatwo, nie ma żadnej wartości".
Ja się już zdeklarowałam (że tak powiem): albo będzie tak, jak pragnę, albo będę sama. Jest to mój świadomy wybór.

Zobacz podobne tematy :

2,342

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

"To, co przychodzi łatwo, nie ma żadnej wartości".

Muszę chyba sobie zrobić z tego motto, bo niestety przez całe życie się o tym przekonuję.

2,343

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
Peter4x napisał/a:
umajona napisał/a:

No właśnie, też sobie tak to zawsze wyobrażałam... Czyli mówicie, że jest szansa na takie poznawanie się po 30-stce? Że facet też tak będzie chciał? sad Ten "mój" zrobił ze mnie nienormalna z tego powodu...

Tak to jest możliwe. Trzeba trafić na odpowiedniego faceta który będzie miał takie właśnie podejście, a to już nie jest wcale łatwe. Do 40-tki Ci daleko więc mam nadzieję że na takiego trafisz i wcale nie musisz jeszcze szukać rozwodników.

Niestety, niełatwe, ale jak mi kiedyś napisał sam Jacek Hugo-Bader w dedykacji do swojej książki: "To, co przychodzi łatwo, nie ma żadnej wartości".
Ja się już zdeklarowałam (że tak powiem): albo będzie tak, jak pragnę, albo będę sama. Jest to mój świadomy wybór.

No właśnie, też się zdeklarowalam smile Chcę być sobą i to jest najważniejsze. Niestety trochę nagielam swoje granice i okazało się, że nie było warto, ale przynajmniej po tym wszystkim utwierdzilam się w swoich przekonaniach - wiem, czego chcę, a czego nie chcę.

2,344

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

"To, co przychodzi łatwo, nie ma żadnej wartości".

Muszę chyba sobie zrobić z tego motto, bo niestety przez całe życie się o tym przekonuję.

Nie zawsze. Powiedziałabym, że wartości nie ma to, co wybieramy kierując się kryterium łatwości. Bo mogą też istnieć rzeczy łatwo przychodzące, bo dobre i naturalne dla nas. Albo wybierane z innych powodów niż łatwość, ale jednocześnie proste. smile

2,345

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
JMY7 napisał/a:

Określenie "babochłop" kojarzy mi się bardziej z zachowaniem, niż z wyglądem. Jakiś przerost cech i zachowań typowo męskich u kobiety. Podobnie jak określenie (przepraszam) "ciota" na zniewieściałego mężczyznę. Zasada przypisania łatki - ta sama.

Też mam takie same skojarzenia. Szczególnie słownictwo. Jak jeszcze dodamy do tego sposób ubierania się to mamy typowego babo-chłopa.

Ale właśnie jakie zachowania są według Was typowo męskie? Bo to jest różnie odbierane... Słownictwo to tylko jedna sprawa.

A sposób ubierania się? Ja nie widuję kobiet ubranych w stylu, który by był w oczywisty sposób męski.

2,346

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Tak, to prawda, Niepodobna, autor dedykacji posłużył się pewnym myślowym skrótem. Jednak rozumiem, co miał na myśli.
Rzeczywiście czasem wartościowe niespodzianki przychodzą nadspodziewanie łatwo. Wręcz podobno po tym można rozpoznać tego właściwego partnera - że nie trzeba za wiele kombinować, by się dogadywać, że po prostu dobrze nam razem.

2,347

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Wręcz podobno po tym można rozpoznać tego właściwego partnera - że nie trzeba za wiele kombinować, by się dogadywać, że po prostu dobrze nam razem.

Zgadzam się w 100 % - a szczególnie nie trzeba wiele tłumaczyć...

2,348

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Tak, to prawda, Niepodobna, autor dedykacji posłużył się pewnym myślowym skrótem. Jednak rozumiem, co miał na myśli.
Rzeczywiście czasem wartościowe niespodzianki przychodzą nadspodziewanie łatwo. Wręcz podobno po tym można rozpoznać tego właściwego partnera - że nie trzeba za wiele kombinować, by się dogadywać, że po prostu dobrze nam razem.

No tak, ale już trafić na takiego wcale nie jest łatwo smile

2,349

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:
JMY7 napisał/a:

Określenie "babochłop" kojarzy mi się bardziej z zachowaniem, niż z wyglądem. Jakiś przerost cech i zachowań typowo męskich u kobiety. Podobnie jak określenie (przepraszam) "ciota" na zniewieściałego mężczyznę. Zasada przypisania łatki - ta sama.

Też mam takie same skojarzenia. Szczególnie słownictwo. Jak jeszcze dodamy do tego sposób ubierania się to mamy typowego babo-chłopa.

Ale właśnie jakie zachowania są według Was typowo męskie? Bo to jest różnie odbierane... Słownictwo to tylko jedna sprawa.

A sposób ubierania się? Ja nie widuję kobiet ubranych w stylu, który by był w oczywisty sposób męski.

To już osobiste preferencje, ale kobieta w spodniach-worach, niewychodząca z ciężkich buciorów, wiecznie sportowa czy militarna na przykład, wygląda dla mnie mało kobieco. Lecz tu uwaga: są kobiety, które nawet takie kojarzone z mężczyznami stroje potrafią nosić kobieco. Np. Martyna Wojciechowska - trapery, bojówki, a jednak... tu jakiś naszyjnik dorzuci, tu bransoletkę, uczesze się jak kobieta - i widać, że to rodzaj żeński smile A i z zachowania nie przypomina faceta, choć przejawia takie kojarzone z męskością cechy jak odwaga i zdecydowanie, a mimo to jest ciepła i wrażliwa.

2,350

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Tak, to prawda, Niepodobna, autor dedykacji posłużył się pewnym myślowym skrótem. Jednak rozumiem, co miał na myśli.
Rzeczywiście czasem wartościowe niespodzianki przychodzą nadspodziewanie łatwo. Wręcz podobno po tym można rozpoznać tego właściwego partnera - że nie trzeba za wiele kombinować, by się dogadywać, że po prostu dobrze nam razem.

No tak, ale już trafić na takiego wcale nie jest łatwo smile

Nooo... Chyba że trafi się ślepej kurze ziarno big_smile

2,351

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

"To, co przychodzi łatwo, nie ma żadnej wartości".

Muszę chyba sobie zrobić z tego motto, bo niestety przez całe życie się o tym przekonuję.

Nie zawsze. Powiedziałabym, że wartości nie ma to, co wybieramy kierując się kryterium łatwości. Bo mogą też istnieć rzeczy łatwo przychodzące, bo dobre i naturalne dla nas. Albo wybierane z innych powodów niż łatwość, ale jednocześnie proste. smile

Ale zauwuaż że najbardziej będziesz cenić coś co osiągnęłaś z trudem niż coś co przyszło Ci łatwo.

2,352

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Muszę chyba sobie zrobić z tego motto, bo niestety przez całe życie się o tym przekonuję.

Nie zawsze. Powiedziałabym, że wartości nie ma to, co wybieramy kierując się kryterium łatwości. Bo mogą też istnieć rzeczy łatwo przychodzące, bo dobre i naturalne dla nas. Albo wybierane z innych powodów niż łatwość, ale jednocześnie proste. smile

Ale zauwuaż że najbardziej będziesz cenić coś co osiągnęłaś z trudem niż coś co przyszło Ci łatwo.

Nie, to nie ma nic do rzeczy. Cenię to, co według mnie jest warte docenienia, nieważne, czy przyszło łatwo, czy musiałam się o to starać.

2,353 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-07 00:16:10)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Ale zauwuaż że najbardziej będziesz cenić coś co osiągnęłaś z trudem niż coś co przyszło Ci łatwo.

Nie, to nie ma nic do rzeczy. Cenię to, co według mnie jest warte docenienia, nieważne, czy przyszło łatwo, czy musiałam się o to starać.

Mógłbym jeszcze dodać do poprzedniej wypowiedzi że ma to zastosowanie do porównywalnych wartości materialnych. Jeżeli chodzi o relacje międzyludzkie to sami się przekonujemy o efektach i oceniamy na tej podstawie.

Jeszcze dodam jedną rzecz : związki które napotykały na niesamowite trudności i przeszkody aby w ogóle zaistnieć - nie rozpadają się.

2,354 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-07 00:15:27)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:

Ale zauwuaż że najbardziej będziesz cenić coś co osiągnęłaś z trudem niż coś co przyszło Ci łatwo.

To między innymi kwestia świadomości. A jeśli np. po serii trudności nagle trafia się coś łatwego? smile
Ale wtedy też po drodze były trudności - te wszystkie wcześniejsze.
Czasami mam takie myśli,że "za łatwo" przyszło mi moje własne wreszcie mieszkanie. Mamusia pomogła... Byłabym szczęśliwsza ze świadomością zawdzięczania tego sobie, swojej pracy i wyrzeczeniom, nie mając skrupułów, że ktoś dla mnie pracował, może z czegoś rezygnował, że małe mam szansę na spłacenie w pełni długu wdzięczności.
A z drugiej strony - trudności nie brakowało, całe lata tułałam się po cudzych mieszkaniach. Trudne było też przyjęcie maminej pomocy, długo się przed tym broniłam.
Więc ta łatwość i trudność to bardzo względna sprawa.
Tak czy siak ogromnie sobie cenię i mieszkanie i pomoc mojej Mamuśki.

P.S. Niepodobna, w sedno! Cenię to, co dla mnie wartościowe, niezależnie w jaki sposób się stało. Jakoś nie przyszło mi do głowy ująć tego tak trafnie i prosto.

2,355

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Też mam takie same skojarzenia. Szczególnie słownictwo. Jak jeszcze dodamy do tego sposób ubierania się to mamy typowego babo-chłopa.

Ale właśnie jakie zachowania są według Was typowo męskie? Bo to jest różnie odbierane... Słownictwo to tylko jedna sprawa.

A sposób ubierania się? Ja nie widuję kobiet ubranych w stylu, który by był w oczywisty sposób męski.

To już osobiste preferencje, ale kobieta w spodniach-worach, niewychodząca z ciężkich buciorów, wiecznie sportowa czy militarna na przykład, wygląda dla mnie mało kobieco. Lecz tu uwaga: są kobiety, które nawet takie kojarzone z mężczyznami stroje potrafią nosić kobieco. Np. Martyna Wojciechowska - trapery, bojówki, a jednak... tu jakiś naszyjnik dorzuci, tu bransoletkę, uczesze się jak kobieta - i widać, że to rodzaj żeński smile A i z zachowania nie przypomina faceta, choć przejawia takie kojarzone z męskością cechy jak odwaga i zdecydowanie, a mimo to jest ciepła i wrażliwa.

Martyna Wojciechowska byłaby kobieca nawet w mundurze  smile To chyba jednak kwestia wyglądu, aury i sposobu bycia.

W przypadku przeciętnych pań, zgodziłabym się, że zbytnie przywiązanie do stylu militarnego, bojówek i ciężkich butów kojarzy się mało kobieco, ale tu znów ma znaczenie to wrażenie niezależne od stroju.
Styl sportowy - no nie wiem... Jeśli to nie są powyciągane i sprane dresy i znoszone do bólu adidaski, to czemu miałby być niekobiecy. Tym bardziej, że w modzie wszystko się miesza i rzeczy teoretycznie sportowe stają się elementem  eleganckich strojów.

2,356 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-07 00:19:53)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Co do stroju, mój wniosek jest taki, że to wszystko bardzo względne. To prawda, że niektóre kobiety nawet w worku pokutnym wyglądałyby pięknie.
A uśmiech Martyny W. jest chyba jej największą ozdobą.
Zawsze mówię, że o atrakcyjności osoby, tu akurat kobiety decyduje całokształt wrażenia, jakie wywiera.

2,357 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-07 00:22:32)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Martyna Wojciechowska byłaby kobieca nawet w mundurze  smile To chyba jednak kwestia wyglądu, aury i sposobu bycia.

W przypadku przeciętnych pań, zgodziłabym się, że zbytnie przywiązanie do stylu militarnego, bojówek i ciężkich butów kojarzy się mało kobieco, ale tu znów ma znaczenie to wrażenie niezależne od stroju.
Styl sportowy - no nie wiem... Jeśli to nie są powyciągane i sprane dresy i znoszone do bólu adidaski, to czemu miałby być niekobiecy. Tym bardziej, że w modzie wszystko się miesza i rzeczy teoretycznie sportowe stają się elementem  eleganckich strojów.

Jeszcze nie zdążyłem zedytować poprzedniej wypowiedzi o tu już 2 następne smile

Dres i adidaski są w Ok, szczególnie przy dłuższych włosach, a nie obciętych na chłopa. Fryzura obcięta bardzo krótko też kojarzy mi się raczej z babo-chłopem, chociaż nie we wszystkich przypadkach. Styl militarny do mnie nie przemawia, nawet Martyny Wojciechowskiej wink

2,358 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-07 00:24:33)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Ale zauwuaż że najbardziej będziesz cenić coś co osiągnęłaś z trudem niż coś co przyszło Ci łatwo.

Nie, to nie ma nic do rzeczy. Cenię to, co według mnie jest warte docenienia, nieważne, czy przyszło łatwo, czy musiałam się o to starać.

Mógłbym jeszcze dodać do poprzedniej wypowiedzi że ma to zastosowanie do porównywalnych wartości materialnych. Jeżeli chodzi o relacje międzyludzkie to sami się przekonujemy o efektach i oceniamy na tej podstawie.

Jeszcze dodam jedną rzecz : związki które napotykały na niesamowite trudności i przeszkody aby w ogóle zaistnieć - nie rozpadają się.

Oj, różnie bywa. Różnie.
Zresztą w przypadku niektórych związków, tych toksycznych ani trwałość, ani wkładany w nie wysiłek nie są dla mnie wartością.

2,359 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-07 00:28:49)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Jeszcze dodam jedną rzecz : związki które napotykały na niesamowite trudności i przeszkody aby w ogóle zaistnieć - nie rozpadają się.

Oj, różnie bywa. Różnie.
Zresztą w przypadku niektórych związków, tych toksycznych ani trwałość, ani wkładany w nie wysiłek nie są dla mnie wartością.

Tutaj  chodzi mi o wysiłek włożony aby w ogóle taki związek powstał. Jeżeli na przykład te dwie osoby dzieli wyznanie i napotykają wiele przeszkód aby w końcu być razem to jest bardzo mało prawdopodobne że coś takiego się rozpadnie.

EDIT : No i znowu mamy 50 stron wątku. Mam nadzieję że już nic nie zniknie smile

2,360

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Wciągnęłam się w pisanie, a tu już późno.
W tym, co piszesz, Peter, coś zapewne jest, choć znane mi są opisy takich związków, które trwały motywowane trudnościami, a po ich pokonaniu, gdy już robiło się łatwiej i spokojniej - okazywało się, że brakuje "paliwa".
Ale nie mam pojęcia, jak liczne to przypadki.

2,361 Ostatnio edytowany przez trx (2019-09-07 04:48:49)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Ale zauwuaż że najbardziej będziesz cenić coś co osiągnęłaś z trudem niż coś co przyszło Ci łatwo.

Nie, to nie ma nic do rzeczy. Cenię to, co według mnie jest warte docenienia, nieważne, czy przyszło łatwo, czy musiałam się o to starać.

Mógłbym jeszcze dodać do poprzedniej wypowiedzi że ma to zastosowanie do porównywalnych wartości materialnych. Jeżeli chodzi o relacje międzyludzkie to sami się przekonujemy o efektach i oceniamy na tej podstawie.

Jeszcze dodam jedną rzecz : związki które napotykały na niesamowite trudności i przeszkody aby w ogóle zaistnieć - nie rozpadają się.

Ciekawe, mam w zasadzie na odwrót smile Właśnie  najbardziej doceniam to, co przyszło do mnie 'samo'. Wielu istotnych dla mnie rzeczy mogłabym nie mieć, albo nie doświadczać, gdyby nie szczęśliwy uśmiech losu albo dobroć innych ludzi. To o tych rzeczach myślę na codzień ciepło i z wdzięcznością.

Inna rzecz, trzeba często włożyć należny wysiłek i pracę, żeby nie zatracić tego, co los ofiarowuje.


Nie zgodzę się, że związki, które wiążą się z przeszkodami się nie rozpadają. Choć też wydawałoby mi się naturalne, że tak powinno to działać smile Czasem bardzo walczy się  o to by być ze sobą, ale zabraknie czegoś istotnego na dalszych etapach.

umajona napisał/a:

Czyli mówicie, że jest szansa na takie poznawanie się po 30-stce? Że facet też tak będzie chciał? sad Ten "mój" zrobił ze mnie nienormalna z tego powodu...

umajona, czytałam fragment tej historii. Moim zdaniem problem nie w tym, że chcieliście się poznawać  na innych zasadach. Problem w tym, że Ty chciałaś poznawać a on chciał zaliczyć.

2,362 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-07 10:24:59)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Mógłbym jeszcze dodać do poprzedniej wypowiedzi że ma to zastosowanie do porównywalnych wartości materialnych. Jeżeli chodzi o relacje międzyludzkie to sami się przekonujemy o efektach i oceniamy na tej podstawie.

Jeszcze dodam jedną rzecz : związki które napotykały na niesamowite trudności i przeszkody aby w ogóle zaistnieć - nie rozpadają się.

Ciekawe, mam w zasadzie na odwrót smile Właśnie  najbardziej doceniam to, co przyszło do mnie 'samo'. Wielu istotnych dla mnie rzeczy mogłabym nie mieć, albo nie doświadczać, gdyby nie szczęśliwy uśmiech losu albo dobroć innych ludzi. To o tych rzeczach myślę na codzień ciepło i z wdzięcznością.

Inna rzecz, trzeba często włożyć należny wysiłek i pracę, żeby nie zatracić tego, co los ofiarowuje.

No ja tyle szczęścia w życiu nie miałem aby istotne rzeczy do mnie przyszły same, albo ludzie mi je ofiarowali. Nie licząc oczywiście rodziców. "Life is brutal and full of zasadzkas" wink

Oczywiście, czasami piękna przyjaźń może szczęśliwie przyjść sama, czy też można szczęśliwie spotkać odpowiedniego partnera. Takie rzeczy trzeba docenić. Jednak nie przyjdzie to do nas gdy będziemy siedzieć w domu i czekać. Też trzeba włożyć w to jakiś wysiłek, spotykać się z ludźmi, czasami zrobić coś dla innych bezinteresownie.


trx napisał/a:

Nie zgodzę się, że związki, które wiążą się z przeszkodami się nie rozpadają. Choć też wydawałoby mi się naturalne, że tak powinno to działać smile Czasem bardzo walczy się  o to by być ze sobą, ale zabraknie czegoś istotnego na dalszych etapach.

To też zależy z jakich powodów te dwie osoby walczą o to żeby być ze sobą. Jeżeli to nie jest miłość, tylko zauroczenie albo jakaś chora fascynacja jednej ze stron, to fakt, duża szansa że taki związek się rozpadnie.

2,363 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-09-07 11:33:33)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:

Moim zdaniem problem nie w tym, że chcieliście się poznawać  na innych zasadach. Problem w tym, że Ty chciałaś poznawać a on chciał zaliczyć.

Myślisz? To by dużo wyjaśniało.

Edit:
Dziękuję wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób próbowali mi pomóc zrozumieć to, co się u mnie wydarzyło i ogólnie różne moje rozterki smile Wiem, że momentami byłam oporna na wszelkie tłumaczenia, więc tym bardziej dzięki za cierpliwość wink

A wracając do tematu zielonych świateł, to moim zdaniem najlepiej być po prostu sobą smile

2,364

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:
trx napisał/a:

Moim zdaniem problem nie w tym, że chcieliście się poznawać  na innych zasadach. Problem w tym, że Ty chciałaś poznawać a on chciał zaliczyć.

Myślisz? To by dużo wyjaśniało.

Edit:
Dziękuję wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób próbowali mi pomóc zrozumieć to, co się u mnie wydarzyło i ogólnie różne moje rozterki smile Wiem, że momentami byłam oporna na wszelkie tłumaczenia, więc tym bardziej dzięki za cierpliwość wink

Po prostu jesteś typem kobiety którą nie zadowalają byle jakie związki oparte na seksie. Czekasz na coś większego, prawdziwą miłość, zaufanie, kogoś komu naprawdę będzie na Tobie zależało.

2,365 Ostatnio edytowany przez trx (2019-09-07 12:47:37)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:

No ja tyle szczęścia w życiu nie miałem aby istotne rzeczy do mnie przyszły same, albo ludzie mi je ofiarowali. Nie licząc oczywiście rodziców. "Life is brutal and full of zasadzkas" wink

Oczywiście, czasami piękna przyjaźń może szczęśliwie przyjść sama, czy też można szczęśliwie spotkać odpowiedniego partnera. Takie rzeczy trzeba docenić. Jednak nie przyjdzie to do nas gdy będziemy siedzieć w domu i czekać. Też trzeba włożyć w to jakiś wysiłek, spotykać się z ludźmi, czasami zrobić coś dla innych bezinteresownie.

Uważam, że we wszystkim jest jakiś pierwiastek dzieła przypadku. Zaczynając od tego gdzie się rodzimy, jakich mamy rodziców, czy ich mamy.
To, czy będziemy mieli przyjaciół zależy w dużym stopniu od tego jak się zachowujemy, jacy jesteśmy, ale czy ich w ogóle poznamy - od najmłodszych lat wpływ ma na to nasze środowisko, którego się nie wybiera. A środowisko, wczesne przyjaźnie lub ich brak z kolei kształtują nas jako ludzi i mają wpływ na to jakimi ścieżkami będziemy później podążać. To uważam za prezenty albo przekleństwa losu które przychodzą niezależnie od nas.
Nie mówię, że "pochodzenie" to fatum, którego nie da się przezwyciężyć, ale doceniam choćby to, że nie błąkam się po morzu na pontonie w ucieczce przed wojną, mogę w spokoju celebrować życie. Ba, nawet po pracę nie musiałam jechać na drugi koniec świata ani nawet drugi koniec kraju. 
Wiem, że losowi trzeba pomagać, ale czuję dużą wdzięczność za to, jak los pomaga mi. I chyba to doceniam bardziej, bo czuję, że zrobiłam niewiele naprzeciw tego, co niejako "otrzymałam".


umajona napisał/a:

A wracając do tematu zielonych świateł, to moim zdaniem najlepiej być po prostu sobą smile

Nnniekoniecznie wink Jak jestem po prostu sobą - świecę na czerwono wink

2,366

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:

Uważam, że we wszystkim jest jakiś pierwiastek dzieła przypadku. Zaczynając od tego gdzie się rodzimy, jakich mamy rodziców, czy ich mamy.
To, czy będziemy mieli przyjaciół zależy w dużym stopniu od tego jak się zachowujemy, jacy jesteśmy, ale czy ich w ogóle poznamy - od najmłodszych lat wpływ ma na to nasze środowisko, którego się nie wybiera. A środowisko, wczesne przyjaźnie lub ich brak z kolei kształtują nas jako ludzi i mają wpływ na to jakimi ścieżkami będziemy później podążać. To uważam za prezenty albo przekleństwa losu które przychodzą niezależnie od nas.
Nie mówię, że "pochodzenie" to fatum, którego nie da się przezwyciężyć, ale doceniam choćby to, że nie błąkam się po morzu na pontonie w ucieczce przed wojną, mogę w spokoju celebrować życie. Ba, nawet po pracę nie musiałam jechać na drugi koniec świata ani nawet drugi koniec kraju. 
Wiem, że losowi trzeba pomagać, ale czuję dużą wdzięczność za to, jak los pomaga mi. I chyba to doceniam bardziej, bo czuję, że zrobiłam niewiele naprzeciw tego, co niejako "otrzymałam".

No właśnie ja już chyba doszedłem do wniosku że nade mną ciąży jakieś złe fatum. Dostałem 2 takie ciosy w życiu że sam się dziwię że to przetrwałem. Jakoś los nie chce mi pomagać, stąd moje nastawienie smile Właściwie to dopiero niedawno nauczyłem się myśleć pozytywnie.

Na dodatek wygląda na to że niedługo po pracę będę musiał jechać przynajmniej na drugi koniec Polski, a może i świata sad

2,367

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
trx napisał/a:

Uważam, że we wszystkim jest jakiś pierwiastek dzieła przypadku. Zaczynając od tego gdzie się rodzimy, jakich mamy rodziców, czy ich mamy.
To, czy będziemy mieli przyjaciół zależy w dużym stopniu od tego jak się zachowujemy, jacy jesteśmy, ale czy ich w ogóle poznamy - od najmłodszych lat wpływ ma na to nasze środowisko, którego się nie wybiera. A środowisko, wczesne przyjaźnie lub ich brak z kolei kształtują nas jako ludzi i mają wpływ na to jakimi ścieżkami będziemy później podążać. To uważam za prezenty albo przekleństwa losu które przychodzą niezależnie od nas.
Nie mówię, że "pochodzenie" to fatum, którego nie da się przezwyciężyć, ale doceniam choćby to, że nie błąkam się po morzu na pontonie w ucieczce przed wojną, mogę w spokoju celebrować życie. Ba, nawet po pracę nie musiałam jechać na drugi koniec świata ani nawet drugi koniec kraju. 
Wiem, że losowi trzeba pomagać, ale czuję dużą wdzięczność za to, jak los pomaga mi. I chyba to doceniam bardziej, bo czuję, że zrobiłam niewiele naprzeciw tego, co niejako "otrzymałam".

No właśnie ja już chyba doszedłem do wniosku że nade mną ciąży jakieś złe fatum. Dostałem 2 takie ciosy w życiu że sam się dziwię że to przetrwałem. Jakoś los nie chce mi pomagać, stąd moje nastawienie smile Właściwie to dopiero niedawno nauczyłem się myśleć pozytywnie.

Na dodatek wygląda na to że niedługo po pracę będę musiał jechać przynajmniej na drugi koniec Polski, a może i świata sad


No patrz, ja też dostaję takie kopy i teraz jest tak, że gdy coś zdaje się prostować, to zastanawiam się, kiedy pieprznie i co wtedy będzie smile

2,368

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

No patrz, ja też dostaję takie kopy i teraz jest tak, że gdy coś zdaje się prostować, to zastanawiam się, kiedy pieprznie i co wtedy będzie smile

O widzisz, musisz myśleć pozytywnie to może nie pieprzenie wink

2,369

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

No patrz, ja też dostaję takie kopy i teraz jest tak, że gdy coś zdaje się prostować, to zastanawiam się, kiedy pieprznie i co wtedy będzie smile

O widzisz, musisz myśleć pozytywnie to może nie pieprzenie wink

Ale te kopy wcale nie przychodziły dlatego że, ani wtedy, gdy myślałam negatywnie smile

2,370

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:

Na dodatek wygląda na to że niedługo po pracę będę musiał jechać przynajmniej na drugi koniec Polski, a może i świata sad

To stąd gorszy humor, jak wspominałeś?

2,371

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Jak będziecie myśleć negatywnie to napewno pieprzenie, natomiast myślenie pozytywne pomoże osiągnąć cele i napewno i wspomoże rozwalenia związku.

2,372 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-07 13:44:06)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

No patrz, ja też dostaję takie kopy i teraz jest tak, że gdy coś zdaje się prostować, to zastanawiam się, kiedy pieprznie i co wtedy będzie smile

O widzisz, musisz myśleć pozytywnie to może nie pieprzenie wink

Ale te kopy wcale nie przychodziły dlatego że, ani wtedy, gdy myślałam negatywnie smile

Nie wiem czy jest jakiś sposób aby uniknąć tych ciosów. Może to faktycznie fatum. Czasami wyraźnie los komuś nie sprzyja. Czy to zależy od myślenia tej osoby, może tak, może nie. Ja chcę wierzyć że tak


trx napisał/a:

To stąd gorszy humor, jak wspominałeś?

Tak, między innymi. Chociaż nie tylko. Jedna rzecz nie jest w stanie mi zepsuć humoru smile


dorias napisał/a:

Jak będziecie myśleć negatywnie to napewno pieprzenie, natomiast myślenie pozytywne pomoże osiągnąć cele i napewno i wspomoże rozwalenia związku.

"...wspomoże w nierozwalaniu związku" jeżeli dobrze rozumiem. Jeśli tak to zgadzam się w zupełności.

2,373 Ostatnio edytowany przez trx (2019-09-07 13:48:37)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
trx napisał/a:

To stąd gorszy humor, jak wspominałeś?

Tak, między innymi. Chociaż nie tylko. Jedna rzecz nie jest w stanie mi zepsuć humoru smile

Tym zdaniem dowiodłeś, że nie jesteś kobietą big_smile wink

P. S. Mam nadzieję, że sprawy ułożą się pomyślnie smile

2,374

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
dorias napisał/a:

Jak będziecie myśleć negatywnie to napewno pieprzenie, natomiast myślenie pozytywne pomoże osiągnąć cele i napewno i wspomoże rozwalenia związku.

Nie wiem, czemu sprowadziłeś to tylko do związków smile

Miałam na uwadze bardziej  inne sprawy pisząc o tych kopach, które niespecjalnie zależały od mojego myślenia w danej chwili czy okresie.

Na przykład sytuacje w pracy, wokół pracy, Peter też o tym wspominał.

2,375

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

O widzisz, musisz myśleć pozytywnie to może nie pieprzenie wink

Ale te kopy wcale nie przychodziły dlatego że, ani wtedy, gdy myślałam negatywnie smile

Nie wiem czy jest jakiś sposób aby uniknąć tych ciosów. Może to faktycznie fatum. Czasami wyraźnie los komuś nie sprzyja. Czy to zależy od myślenia tej osoby, może tak, może nie. Ja chcę wierzyć że tak

Też bym chciała wierzyć, ale nie potrafię nie zauważać, że pewne rzeczy dzieją się zupełnie niezależnie od nastawienia.
Mogę mieć pozytywne i się sypie bądź w ogóle coś jest zablokowane, ktoś inny myśli negatywnie, a i tak ma, itepe... smile

2,376

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
dorias napisał/a:

Jak będziecie myśleć negatywnie to napewno pieprzenie, natomiast myślenie pozytywne pomoże osiągnąć cele i napewno i wspomoże rozwalenia związku.

Nie wiem, czemu sprowadziłeś to tylko do związków smile

Miałam na uwadze bardziej  inne sprawy pisząc o tych kopach, które niespecjalnie zależały od mojego myślenia w danej chwili czy okresie.

Na przykład sytuacje w pracy, wokół pracy, Peter też o tym wspominał.

Jakoś tak sprowadzając do konkretnego przykładu jest wygodniej i łatwiej uniknąć nie porozumień:)

Ale można to do wszystkiego podciągnąć np.
Zakładając firmę i będąc negatywnie nastawiona masz większą szansę na niepowodzenie, z drugiej strony będąc nadmiernie optymistyczna łatwo o kopa w D...

Najlepiej to być umiarkowanym optymista widzieć wady i zalety ale jednak mieć nadzieję, że się uda.

2,377 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-09-07 14:06:06)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Nie, to nie ma nic do rzeczy. Cenię to, co według mnie jest warte docenienia, nieważne, czy przyszło łatwo, czy musiałam się o to starać.

Mógłbym jeszcze dodać do poprzedniej wypowiedzi że ma to zastosowanie do porównywalnych wartości materialnych. Jeżeli chodzi o relacje międzyludzkie to sami się przekonujemy o efektach i oceniamy na tej podstawie.

Jeszcze dodam jedną rzecz : związki które napotykały na niesamowite trudności i przeszkody aby w ogóle zaistnieć - nie rozpadają się.

Ciekawe, mam w zasadzie na odwrót smile Właśnie  najbardziej doceniam to, co przyszło do mnie 'samo'. Wielu istotnych dla mnie rzeczy mogłabym nie mieć, albo nie doświadczać, gdyby nie szczęśliwy uśmiech losu albo dobroć innych ludzi. To o tych rzeczach myślę na codzień ciepło i z wdzięcznością.

Inna rzecz, trzeba często włożyć należny wysiłek i pracę, żeby nie zatracić tego, co los ofiarowuje.

Tak, zdecydowanie :-)
Rozwinęłabym to.
Bo czasami w życiu mamy fuks, taki łut szczęścia, że przychodzi do nas łatwo coś, na co inni muszą ciężko pracować, albo rodzisz się z czymś, co od innych wymaga wysiłku, albo ma się farta i otrzymuje się od losu/za darmo coś, co zazwyczaj osiąga się latami wyrzeczeń. To może dotyczyć każdej życiowej sfery lub aktywności.
Ale to, że coś „przyszło łatwo” staje się wtedy TESTEM, czy człowiek ma oczy szeroko otwarte i umie wykorzystać dar od losu, wziąć swoją szansę i DOCENIĆ to, co mu „łatwo przyszło”
A ludzie często nie doceniają swojego farta, albo nie wierzą we własne szczęście i np. z powodu niskiej samooceny odpuszczają, albo wręcz sabotują coś, co zsyła im los.

2,378 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-07 14:08:24)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:

Tym zdaniem dowiodłeś, że nie jesteś kobietą big_smile wink

P. S. Mam nadzieję, że sprawy ułożą się pomyślnie smile

Dzięki big_smile big_smile big_smile


niepodobna napisał/a:

Też bym chciała wierzyć, ale nie potrafię nie zauważać, że pewne rzeczy dzieją się zupełnie niezależnie od nastawienia.
Mogę mieć pozytywne i się sypie bądź w ogóle coś jest zablokowane, ktoś inny myśli negatywnie, a i tak ma, itepe...

Może jednak tak do końca nie wierzysz? wink Ale wiem o co chodzi, bo ja też nie jestem w stanie tak do końca w coś uwierzyć i być pewnym że się sprawdzi... i wolę żeby tak było bo rozczarowania mogą być bolesne smile


dorias napisał/a:

Najlepiej to być umiarkowanym optymista widzieć wady i zalety ale jednak mieć nadzieję, że się uda.

Właśnie taką postawę stosuję w tej chwili. Mam nadzieję że w końcu skuteczną.

2,379

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
dorias napisał/a:
niepodobna napisał/a:
dorias napisał/a:

Jak będziecie myśleć negatywnie to napewno pieprzenie, natomiast myślenie pozytywne pomoże osiągnąć cele i napewno i wspomoże rozwalenia związku.

Nie wiem, czemu sprowadziłeś to tylko do związków smile

Miałam na uwadze bardziej  inne sprawy pisząc o tych kopach, które niespecjalnie zależały od mojego myślenia w danej chwili czy okresie.

Na przykład sytuacje w pracy, wokół pracy, Peter też o tym wspominał.

Jakoś tak sprowadzając do konkretnego przykładu jest wygodniej i łatwiej uniknąć nie porozumień:)

Ale można to do wszystkiego podciągnąć np.
Zakładając firmę i będąc negatywnie nastawiona masz większą szansę na niepowodzenie, z drugiej strony będąc nadmiernie optymistyczna łatwo o kopa w D...

Najlepiej to być umiarkowanym optymista widzieć wady i zalety ale jednak mieć nadzieję, że się uda.

Z ostatnim zdaniem zupełnie się zgadzam.

2,380

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Przypadek czy nie przypadek - mam wrażenie,  że o tym to się nigdy nie dowiemy, co rządzi. Faktem jednak jest to całe pozytywne myślenie,  czy nastawienie,  to zmienia wiele i naprawdę działa,  tylko trzeba mieć do tego wewnetrzne przekonanie, a nie wmawiać sobie: Teraz będę pozytywnie myśleć na taki i taki temat, że mi się uda, co z tego, jak wewnetrznie się w to nie wierzy. Wtedy nie zadziała. Bo to będą puste słowa wypowiadane na zewnątrz,  podczas gdy wewnetrznie nie będzie się tego czulo, więc cała robota na nic.

Co do tematu babochłopa,  znam przypadek, że kobieta nosiła się jak facet. Krótko obcięta,  nigdy nie umalowana,  paznokcie jak u faceta, ubranie to były ciągle spodnie, jakieś bluzy, koszule,  niski głos,  na dodatek sposób bycia męski,  głośny,  ostry, toporny  -  wyglądała na samotną od zawsze, dopóki człowiek się nie przekonał,  że pani ma już od lat męża i dwoje dzieci w wieku szkolnym.
To tyle o babochlopach.
Po prostu trzeba trafić na odpowiednią osobę.  Jedni znajdują ja we wczesnej młodości,  inni w wieku starszym, a jeszcze inni nigdy.

2,381

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Pewnie każdy ma swoje doświadczenia- ale u mnie tzw. umiarkowany optymizm w jakichkolwiek życiowych dziedzinach powodował zastój.
Pesymizmu nie znam, to się nie wypowiem, ale nie słyszałam o pozytywnych skutkach takowego.. smile
Natomiast to, co działało, nawet jak wydawało się idiotyczne, ryzykowne i niedorzeczne- to słuchanie intuicji.

2,382 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-07 20:58:09)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

U mnie słabo z intuicją, to jestem skazana raczej na racjonalną ocenę sytuacji, albo irracjonalną wiarę, że jednak pokonam trudności, które w danej chwili są - lub wydają się - nie do ruszenia, i ryzykowanie w ciemno wink Czasem działa, czasem nie.

2,383

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

O, to nie jestem sama, też kiepsko u mnie z szóstym zmysłem wink zresztą nie tylko z szóstym wink

2,384 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-07 22:05:32)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Moim zdaniem intuicja to żadna czarna magia. To umiejętność wychwytywania pewnych sygnałów, znaków, jak to ja je nazywam. Rodzaj wrażliwości. Czasem znajduję podpowiedzi choćby w graffiti na murze, w kazaniu księdza w kościele, w calkiem głupiej odzywce pijaka, albo w czasie obserwowania zwierząt. Wszędzie, wszędzie są znaki. Oczywiście ja decyduję, które z nich wybieram, ale to właśnie ta intuicja, podświadomość, która przytakuje, mówi: TAK, właśnie tak!
Na przykład poszlam kiedys na grób byłego męża i tam po raz pierwszy przeczytałam napis u dołu tablicy nagrobnej, zwykle przysłonięty jakimiś kwiatami: "Bóg sam wybrał czas". Bardzo mi się ten napis wrył w pamięć i mogę śmiało właśnie nim skomentować temat wiodący tego tutaj wątku. Aczkolwiek nie tylko, ta maksyma ma bardzo wszechstronne zastosowanie.
Innym razem forumowiczka napisala mi: "Piegus, inną drogą po sól" i to mnie jakos tak podświadomie otworzyło, sprawiając, że odważyłam się i zgodziłam przyjąć pomoc mojej mamy, by wreszcie doczekać się wymarzonego mieszkania. Są takie momenty gotowości...
Przekonałam się i ja, że bardzo warto słuchać siebie. Choćby inni stukali się w głowę.
I jeszcze dodam, że intuicja racjonalizmu wcale nie musi wykluczać, obie te rzeczy powinny współpracować i uzupełniać się.

2,385

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Tak w temacie cieszenia się tym, co się ma. Wiecie co, widziałam dziś foke! big_smile Miałam takie marzenie, żeby ją spotkać - ale nie specjalnie, gdzie wiem na pewno, że będzie, tylko tak przypadkiem. I sobie wypłynęła w odległości kilku metrów ode mnie, i tak co jakiś czas się chowala i wypływala big_smile Mnóstwo radości i uciechy mi sprawiła big_smile A teraz jak to piszę, to sobie uświadomiłam, że nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że szkoda, że nie ma przy mnie faceta, z którym mogłabym się tym przeżyciem dzielić. Tak bardzo byłam skupiona na tej foce big_smile To jeszcze mi się marzy, żeby spotkać sowe big_smile

2,386 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-08 00:30:15)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Moim zdaniem intuicja to żadna czarna magia. To umiejętność wychwytywania pewnych sygnałów, znaków, jak to ja je nazywam. Rodzaj wrażliwości. Czasem znajduję podpowiedzi choćby w graffiti na murze, w kazaniu księdza w kościele, w calkiem głupiej odzywce pijaka, albo w czasie obserwowania zwierząt. Wszędzie, wszędzie są znaki. Oczywiście ja decyduję, które z nich wybieram, ale to właśnie ta intuicja, podświadomość, która przytakuje, mówi: TAK, właśnie tak!
Na przykład poszlam kiedys na grób byłego męża i tam po raz pierwszy przeczytałam napis u dołu tablicy nagrobnej, zwykle przysłonięty jakimiś kwiatami: "Bóg sam wybrał czas". Bardzo mi się ten napis wrył w pamięć i mogę śmiało właśnie nim skomentować temat wiodący tego tutaj wątku. Aczkolwiek nie tylko, ta maksyma ma bardzo wszechstronne zastosowanie.

Owszem, maksyma ma wszechstronne zastosowanie. Jednak nie przypisywałbym jej do tematu wątku, bo można by się obrazić na Boga.


Piegowata'76 napisał/a:

Innym razem forumowiczka napisala mi: "Piegus, inną drogą po sól" i to mnie jakos tak podświadomie otworzyło, sprawiając, że odważyłam się i zgodziłam przyjąć pomoc mojej mamy, by wreszcie doczekać się wymarzonego mieszkania. Są takie momenty gotowości...
Przekonałam się i ja, że bardzo warto słuchać siebie. Choćby inni stukali się w głowę.
I jeszcze dodam, że intuicja racjonalizmu wcale nie musi wykluczać, obie te rzeczy powinny współpracować i uzupełniać się.

Z ostatnim zdaniem się zgadzam, ale nie jestem pewny czy łączyłbym intuicję z tym co ktoś akurat powie czy zrobi. Możliwe że to są tylko znaki które pomagają dotrzeć do pokładów podświadomości i na podstawie tego wpływać na nasze decyzje.

umajona napisał/a:

Tak w temacie cieszenia się tym, co się ma. Wiecie co, widziałam dziś foke! big_smile Miałam takie marzenie, żeby ją spotkać - ale nie specjalnie, gdzie wiem na pewno, że będzie, tylko tak przypadkiem. I sobie wypłynęła w odległości kilku metrów ode mnie, i tak co jakiś czas się chowala i wypływala big_smile Mnóstwo radości i uciechy mi sprawiła big_smile A teraz jak to piszę, to sobie uświadomiłam, że nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że szkoda, że nie ma przy mnie faceta, z którym mogłabym się tym przeżyciem dzielić. Tak bardzo byłam skupiona na tej foce big_smile To jeszcze mi się marzy, żeby spotkać sowe big_smile

No zazdroszczę. Foki to bardzo przyjazne ssaki. Od razu mi się przypomniał artykuł o zabijaniu fok w Bałtyku, chyba z zeszłego roku sad

2,387

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:

Tak w temacie cieszenia się tym, co się ma. Wiecie co, widziałam dziś foke! big_smile Miałam takie marzenie, żeby ją spotkać - ale nie specjalnie, gdzie wiem na pewno, że będzie, tylko tak przypadkiem. I sobie wypłynęła w odległości kilku metrów ode mnie, i tak co jakiś czas się chowala i wypływala big_smile Mnóstwo radości i uciechy mi sprawiła big_smile A teraz jak to piszę, to sobie uświadomiłam, że nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że szkoda, że nie ma przy mnie faceta, z którym mogłabym się tym przeżyciem dzielić. Tak bardzo byłam skupiona na tej foce big_smile To jeszcze mi się marzy, żeby spotkać sowe big_smile

Fajne smile

Ja bym chciała pogłaskać płaszczkę ; )

Kuzynka mieszka w UK i była tam w takim akwarium, gdzie jest płytki zbiornik, do którego te ryby wpływają i można je dotykać, są przyzwyczajone do ludzi, ani nie są agresywne, ani się nie boją.

W ogóle mam hopla na punkcie ryb, uwielbiam je obserwować.

2,388

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

W ogóle mam hopla na punkcie ryb, uwielbiam je obserwować.

No to mamy coś wspólnego bo ja też. Chociaż w sumie to moim małym marzeniem jest popływać z delfinami wink

2,389 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-08 00:35:46)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

W ogóle mam hopla na punkcie ryb, uwielbiam je obserwować.

No to mamy coś wspólnego bo ja też. Chociaż w sumie to moim małym marzeniem jest popływać z delfinami wink

Ale nie chciałabym, żeby ogończa mnie pacnęła kolcem ; )

Tamte płaszczki to nieszkodliwe gatunki.

Co do delfinów w delfinariach, to dużo specjalistów jest zdania, że jednak męczą się tam i te zabawy z ludźmi wcale nie są dla nich rozrywką. Ale może piszesz o chęci popływania z nimi w morzu? smile

2,390

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

W ogóle mam hopla na punkcie ryb, uwielbiam je obserwować.

No to mamy coś wspólnego bo ja też. Chociaż w sumie to moim małym marzeniem jest popływać z delfinami wink

Ale nie chciałabym, żeby ogończa mnie pacnęła kolcem ; )

Tamte płaszczki to nieszkodliwe gatunki.

Co do delfinów w delfinariach, to dużo specjalistów jest zdania, że jednak męczą się tam i te zabawy z ludźmi wcale nie są dla nich rozrywką. Ale może piszesz o chęci popływania z nimi w morzu? smile

Tak, właśnie o to mi chodziło. Chociaż niezbyt daleko od brzegu big_smile Może kiedyś....

2,391

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

No to mamy coś wspólnego bo ja też. Chociaż w sumie to moim małym marzeniem jest popływać z delfinami wink

Ale nie chciałabym, żeby ogończa mnie pacnęła kolcem ; )

Tamte płaszczki to nieszkodliwe gatunki.

Co do delfinów w delfinariach, to dużo specjalistów jest zdania, że jednak męczą się tam i te zabawy z ludźmi wcale nie są dla nich rozrywką. Ale może piszesz o chęci popływania z nimi w morzu? smile

Tak, właśnie o to mi chodziło. Chociaż niezbyt daleko od brzegu big_smile Może kiedyś....

Zawsze możesz mieć asekurację na łódce i popłynąć daleko wink

2,392 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-08 01:19:58)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Moim zdaniem intuicja to żadna czarna magia. To umiejętność wychwytywania pewnych sygnałów, znaków, jak to ja je nazywam. Rodzaj wrażliwości. Czasem znajduję podpowiedzi choćby w graffiti na murze, w kazaniu księdza w kościele, w calkiem głupiej odzywce pijaka, albo w czasie obserwowania zwierząt. Wszędzie, wszędzie są znaki. Oczywiście ja decyduję, które z nich wybieram, ale to właśnie ta intuicja, podświadomość, która przytakuje, mówi: TAK, właśnie tak!
Na przykład poszlam kiedys na grób byłego męża i tam po raz pierwszy przeczytałam napis u dołu tablicy nagrobnej, zwykle przysłonięty jakimiś kwiatami: "Bóg sam wybrał czas". Bardzo mi się ten napis wrył w pamięć i mogę śmiało właśnie nim skomentować temat wiodący tego tutaj wątku. Aczkolwiek nie tylko, ta maksyma ma bardzo wszechstronne zastosowanie.

Owszem, maksyma ma wszechstronne zastosowanie. Jednak nie przypisywałbym jej do tematu wątku, bo można by się obrazić na Boga.

Ludzie wierzący (ja jestem wierząca po swojemu) zakładają, że Bóg jest dobry i nieomylny, a ja za księdzem Kaczkowskim powtórzę, że należy przyjąć matematyczne założenie, że jest po naszej stronie. Więc niech wybiera mój czas, co nie znaczy, że nie mogę Mu trochę pomóc smile
Jeśli ktoś się na Boga obraża, to moim zdaniem jest małej wiary.

Peter4x napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Innym razem forumowiczka napisala mi: "Piegus, inną drogą po sól" i to mnie jakos tak podświadomie otworzyło, sprawiając, że odważyłam się i zgodziłam przyjąć pomoc mojej mamy, by wreszcie doczekać się wymarzonego mieszkania. Są takie momenty gotowości...
Przekonałam się i ja, że bardzo warto słuchać siebie. Choćby inni stukali się w głowę.
I jeszcze dodam, że intuicja racjonalizmu wcale nie musi wykluczać, obie te rzeczy powinny współpracować i uzupełniać się.

Z ostatnim zdaniem się zgadzam, ale nie jestem pewny czy łączyłbym intuicję z tym co ktoś akurat powie czy zrobi. Możliwe że to są tylko znaki które pomagają dotrzeć do pokładów podświadomości i na podstawie tego wpływać na nasze decyzje.

Tak właśnie pojmuję intuicję: jako otwartość na te znaki. A znaki są różne. Kiedyś pisała w jakiejś gazecie kobieta, że w czasie okupacji była poważnie chora i wahała się, czy poddać się ryzykownej operacji. Powiedziała sobie, w środku zimy, że jeśli teraz zobaczy czerwone róże, na operację nie pójdzie. Traf chciał, że właśnie przejechała dorożka, a w niej - wysoki, przystojny Niemiec w towarzystwie kobiety i... bukietu czerwonych róż.
Moim zdaniem intuicja mówiła jej, że nie chce tej operacji, a ona szukała potwierdzenia. Potwierdzenie było tak spektakularne, że pierzchły wątpliwości.
To jest intuicja - wyczulenie na zbiegi okoliczności, sygnały, znaki. Na to, co ktoś zrobił, powiedział, na jakieś uparte myśli, które nie dają nam spokoju, na jakiś przypadek, który kiedy indziej umknąłby uwadze.
Gdy zobaczyłam moje obecne mieszkanie, od razu poczułam, że chcę w nim zamieszkać. Bez wahania, choć oczywiście rozważyłam sprawę zdroworozsądkowo.

umajona napisał/a:

Tak w temacie cieszenia się tym, co się ma. Wiecie co, widziałam dziś foke! big_smile Miałam takie marzenie, żeby ją spotkać - ale nie specjalnie, gdzie wiem na pewno, że będzie, tylko tak przypadkiem. I sobie wypłynęła w odległości kilku metrów ode mnie, i tak co jakiś czas się chowala i wypływala big_smile Mnóstwo radości i uciechy mi sprawiła big_smile A teraz jak to piszę, to sobie uświadomiłam, że nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że szkoda, że nie ma przy mnie faceta, z którym mogłabym się tym przeżyciem dzielić. Tak bardzo byłam skupiona na tej foce big_smile To jeszcze mi się marzy, żeby spotkać sowe big_smile

Umajona, tę fokę widziałaś na wolności czy w fokarium?
Mnie kiedyś niesłychanie ubawił mąż, który zdziwił się, że foki są takie duże. Oglądając je w telewizji miał zawsze wrażenie, że są wielkości może średniego psa smile
Małżeństwo miałam nieudane, ale takie lepsze chwile wspominam z przyjemnością i sentymentem. Fajnie jest dzielić życie z bliską osobą.

P.S. Ja to koty uwielbiam smile
P.S. 2 Umajona i to właśnie miałam na myśli trąbiąc tyle razy o niefiksowaniu się na braku faceta i cieszeniu się życiem. Warto je tak wypełnić, żeby radości były większe od trosk. Po prostu zapomniałaś o tym, co Cię smuciło. Oczywiście nie chodzi mi o zagłuszanie tęsknot i uczuć, ale warto się otworzyć na radość, poszukać jej. Tak właśnie teraz żyję, szukam pozytywów i gdy znajduję, braki stają się znacznie mniej dojmujące, po prostu się wtedy o nich nie pamięta.

2,393 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-08 01:01:13)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Tak, właśnie o to mi chodziło. Chociaż niezbyt daleko od brzegu big_smile Może kiedyś....

Zawsze możesz mieć asekurację na łódce i popłynąć daleko wink

No chyba że ktoś kto dobrze pływa będzie mnie asekurował z łódki. A ty dobrze pływasz? tongue

Kiedyś, jak byłem głupim nastolatkiem to koledzy namówili mnie aby przepłynąć ogromne jezioro wpław. Płynęliśmy we 3 i dopłynąłem ostatni, ledwo dając radę. Jakby mnie złapał jakiś skurcz to pewnie bym utonął. Od tego czasu mam lekką awersję do długich dystansów.


Piegowata'76 napisał/a:

Ludzie wierzący (ja jestem wierząca po swojemu) zakładają, że Bóg jest dobry i nieomylny, a ja za księdzem Kaczkowskim powtórzę, że należy przyjąć matematyczne założenie, że jest po naszej stronie. Więc niech wybiera mój czas, co nie znaczy, że nie mogę Mu trochę pomóc smile
Jeśli ktoś się na Boga obraża, to moim zdaniem jest małej wiary.

Też jestem wierzący. Chociaż bez przesady smile Tutaj bardziej mi chodziło o to żeby nie zwalać wszystkiego na Boga. Na przykład, czasami ludzie mówią "Bóg tak chciał" kiedy ktoś umrze. Nie wiem, ale mnie takie mówienie drażni...

2,394

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Tak, właśnie o to mi chodziło. Chociaż niezbyt daleko od brzegu big_smile Może kiedyś....

Zawsze możesz mieć asekurację na łódce i popłynąć daleko wink

No chyba że ktoś kto dobrze pływa będzie mnie asekurował z łódki. A ty dobrze pływasz? tongue

Kiedyś, jak byłem głupim nastolatkiem to koledzy namówili mnie aby przepłynąć ogromne jezioro wpław. Płynęliśmy we 3 i dopłynąłem ostatni, ledwo dając radę. Jakby mnie złapał jakiś skurcz to pewnie bym utonął. Od tego czasu mam lekką awersję do długich dystansów.

Czy dobrze? Styl pozostawia sporo do życzenia, ale jestem bardzo wytrzymała w wodzie. smile

I też robiłam takie numery w młodości. Potrafiłam się założyć, że przepłynę jezioro w obie strony i to zrobić... Raz popłynęłam sama. Innym razem na wakacjach pod namiotem płynęliśmy w kilkoro, w tym jedna osoba na materacu, tak w razie czego, a w tym czasie zaczęła się burza... Mieliśmy niezłego stracha wtedy.

2,395 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-08 01:02:24)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Na długie dystanse mogę pływać, ale tak, by w razie czego nie być zbyt daleko od brzegu. Nie ryzykowałabym płynięca przez środek wielkiego jeziora, bo choć nieźle pływam, licho nie śpi.
Patrzcie, jaka fajna kafejka się tu robi smile

P.S. Kąpałam się kiedyś w jeziorze podczas deszczu - coś wspaniałego! Ale burza nad wodą jest bardzo niebezpieczna. Boję się piorunów, bo zetknęłam się z przypadkiem śmiertelnego porażenia - zginęła tak matka koleżanki.

2,396 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-08 01:08:36)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
niepodobna napisał/a:

Czy dobrze? Styl pozostawia sporo do życzenia, ale jestem bardzo wytrzymała w wodzie. smile

I też robiłam takie numery w młodości. Potrafiłam się założyć, że przepłynę jezioro w obie strony i to zrobić... Raz popłynęłam sama. Innym razem na wakacjach pod namiotem płynęliśmy w kilkoro, w tym jedna osoba na materacu, tak w razie czego, a w tym czasie zaczęła się burza... Mieliśmy niezłego stracha wtedy.

No to szkoda że się nie znaliśmy te 20 lat temu bo moglibyśmy się zmierzyć kto szybciej dopłynie wink
Teraz to w życiu bym tak nie ryzykował. Jednak człowiek mądrzeje w miarę upływu lat.

Piegowata'76 napisał/a:

Na długie dystanse mogę pływać, ale tak, by w razie czego nie być zbyt daleko od brzegu. Nie ryzykowałabym płynięca przez środek wielkiego jeziora, bo choć nieźle pływam, licho nie śpi.

No właśnie. ja człowiek jest młody to mu się wydaje że zawsze będzie młody i do tego nieśmiertelny smile


Piegowata'76 napisał/a:

Kąpałam się kiedyś w jeziorze podczas deszczu - coś wspaniałego! Ale burza nad wodą jest bardzo niebezpieczna. Boję się piorunów, bo zetknęłam się z przypadkiem śmiertelnego porażenia - zginęła tak matka koleżanki.

Współczuję. Faktycznie, podczas burzy trzeba niesamowicie uważać.

EDIT : trochę się rozpisałem. dobranoc smile

2,397 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-08 01:10:49)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:

Też jestem wierzący. Chociaż bez przesady smile Tutaj bardziej mi chodziło o to żeby nie zwalać wszystkiego na Boga. Na przykład, czasami ludzie mówią "Bóg tak chciał" kiedy ktoś umrze. Nie wiem, ale mnie takie mówienie drażni...

Wiesz, są w życiu sprawy, na które mądrych nie ma i tak właśnie interpretuję to "Bóg tak chciał". My jesteśmy za mali, zbyt niedoskonali, żeby pewne rzeczy pojąć.
Ze śmiercią czasami bardzo trudno się pogodzić, ale właściwie jakie wyjście? Bunt i żal wobec tak nieubłaganych spraw jest zrozumiały, trzeba czasu, by go przepracować.
Ale nigdy do nikogo nie wystartowałam i nie wystartuję z tego rodzaju "pocieszeniem" i kazaniami, o które nikt mnie nie prosił.

Są też śmierci niejako na własne życzenie, gdy ktoś np. nie szanował swojego zdrowia.

2,398

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dobranoc, Peter i cała reszta.
Obiecywałam sobie dzisiaj pójść spać jak normalni ludzie, i znowu nic z tego. Jestem rasowym nocnym markiem, a kiedy jeszcze urlop się ma...  big_smile

2,399 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-09-08 02:43:24)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Umajona, tę fokę widziałaś na wolności czy w fokarium?

Na wolności, całkiem przypadkiem i niespodziewanie smile

Chyba niechcący przywołałam Twoje wspomnienia... Dobrze, że te dobre. I dobrze, że masz takie, mimo nieudanego małżeństwa.

2,400 Ostatnio edytowany przez trx (2019-09-08 06:46:30)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Moim zdaniem intuicja to żadna czarna magia. To umiejętność wychwytywania pewnych sygnałów, znaków, jak to ja je nazywam. Rodzaj wrażliwości. Czasem znajduję podpowiedzi choćby w graffiti na murze, w kazaniu księdza w kościele, w calkiem głupiej odzywce pijaka, albo w czasie obserwowania zwierząt

To o czym mowisz, to dla mnie jest jednak w dalszym ciągu chyba bardziej operowanie świadomym umysłem. Niemniej to piękne co piszesz smile
Jako intuicję rozumiem, gdy mamy do czegoś przekonanie, ale nie wiemy dlaczego. Ale wynika ono z sumy doświadczeń zgromadzonych w nieświadomości i stanowi jakiś rodzaj naszej mądrości.

Ja nie umiem słuchać intuicji. Zagłuszają ją często strach i nadzieja. Myślę, że mam złe przeczucie a to to pierwsze, albo 'czuję', że jakaś droga jest dobra albo coś się spełni, a to to drugie.

Intuicja jednak zadziałała kilka razy w moim życiu w inny sposób. Gdy tkwiłam w złych dla mnie związkach a tak bardzo ich chciałam,  że patrzyłam  przez to tylko na pozytywne strony, wypierając złe. Jednak podczas wspólnego spędzania czasu często czułam silny lęk, który zwalałam na nerwicę po prostu. Myślę, że to ciało wysyłało mi sygnały, że robię sobie krzywdę, że tłamszę swoje prawdziwe potrzeby, na coś się godzę wbrew sobie i spycham w tył głowy pewne rzeczy. Taki sygnał ostrzegawczy.Śmieszne to było w sumie, niby dobrze się bawić, szczerze śmiać się i cieszyć a równocześnie dostawać sprzeczne sygnały ze strony ciała.

Myślę, że otrzymuję te 'ostrzeżenia' nadal i że dotyczą też działań i decyzji w innych sferach życia. Zawsze gdy mam okres nawracających lęków myślę, że gdzieś, na jakimś polu błądzę i/lub coś wypieram.

umajona napisał/a:

A teraz jak to piszę, to sobie uświadomiłam, że nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że szkoda, że nie ma przy mnie faceta, z którym mogłabym się tym przeżyciem dzielić.

Super smile Ja mam trochę łatwiej niż Ty z foką, na ogół po prostu chcę zobaczyć psa wink

Może zarażamy się stanami uczuciowymi, bo mnie ostatnio ogarnia nostalgia big_smile Czasami wink

Żartuję, to właśnie naturalne. Są chwile gdy chce się coś z kimś dzielić a są takie, że.. można obejść się bez tego tongue wink

2,401

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Też jestem wierzący. Chociaż bez przesady smile Tutaj bardziej mi chodziło o to żeby nie zwalać wszystkiego na Boga. Na przykład, czasami ludzie mówią "Bóg tak chciał" kiedy ktoś umrze. Nie wiem, ale mnie takie mówienie drażni...

Wiesz, są w życiu sprawy, na które mądrych nie ma i tak właśnie interpretuję to "Bóg tak chciał". My jesteśmy za mali, zbyt niedoskonali, żeby pewne rzeczy pojąć.
Ze śmiercią czasami bardzo trudno się pogodzić, ale właściwie jakie wyjście? Bunt i żal wobec tak nieubłaganych spraw jest zrozumiały, trzeba czasu, by go przepracować.
Ale nigdy do nikogo nie wystartowałam i nie wystartuję z tego rodzaju "pocieszeniem" i kazaniami, o które nikt mnie nie prosił.

Są też śmierci niejako na własne życzenie, gdy ktoś np. nie szanował swojego zdrowia.

Ja mam jakiś dystans do tych spraw. Pewnie dlatego że moje życie zupełnie nie wygląda tak jakbym chciał aby wyglądało. Nie chcę wierzyć że to jest moje przeznaczenie, że "Bóg tak chciał". Tak na marginesie, oglądałem kiedyś ciekawy film "Oszukać przeznaczenie" - dla ludzi o mocnych nerwach, ale w sumie fajny, polecam pierwszą część. Tylko lepiej nie oglądać przed podróżą samolotem wink


trx napisał/a:

Intuicja jednak zadziałała kilka razy w moim życiu w inny sposób. Gdy tkwiłam w złych dla mnie związkach a tak bardzo ich chciałam,  że patrzyłam  przez to tylko na pozytywne strony, wypierając złe. Jednak podczas wspólnego spędzania czasu często czułam silny lęk, który zwalałam na nerwicę po prostu. Myślę, że to ciało wysyłało mi sygnały, że robię sobie krzywdę, że tłamszę swoje prawdziwe potrzeby, na coś się godzę wbrew sobie i spycham w tył głowy pewne rzeczy. Taki sygnał ostrzegawczy.Śmieszne to było w sumie, niby dobrze się bawić, szczerze śmiać się i cieszyć a równocześnie dostawać sprzeczne sygnały ze strony ciała.

Każdy ma taki "szósty zmysł". Chociaż może było to po prostu niedopasowanie energetyczne w tych związkach. Zresztą niektórzy ludzie potrafią być wampirami energetycznymi zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy.  Ja też tak czasami mam że są ludzie naprawdę dobrzy, nic złego nie robią, ale jakoś nie czuję się przy nich najlepiej. Coś mnie od nich odpycha. Nie wiem do końca z czego to wynika.


trx napisał/a:

Myślę, że otrzymuję te 'ostrzeżenia' nadal i że dotyczą też działań i decyzji w innych sferach życia. Zawsze gdy mam okres nawracających lęków myślę, że gdzieś, na jakimś polu błądzę i/lub coś wypieram.

Bardzo trafne spostrzeżenie. Chyba mam podobnie.

2,402 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-08 12:01:27)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Wiecie, sporo czytam o samorozwoju, psychologii, trochę o filozofii - zawsze ciekawiło mnie życie wewnętrzne, lubię te zagadnienia.
Teraz (i chyba dawniej też, ale inaczej) wiele się pisze o uważności, karierę robi termin "mindfulness". Każdy psycholog podkreśli rolę uważności - na siebie, na drugiego człowieka, na świat.
Więc oprócz czarnych stron samotności warto zwrócić uwagę na fokę, na gwiazdy, źdźbło trawy czy mruczenie kota. Niektórzy bardzo ten mój pogląd kwestionują, może nie jest to postawa dla wszystkich (ja uważam, że jest, ale to kwestia wyboru). Życie jest cholernie fascynujące nawet bez tego faceta u boku!
Intuicja to też sprawa uważności. My nie jesteśmy uważności uczeni, nie jesteśmy przyzwyczajeni. Nie zdajemy sobie sprawy, że intuicja to w sumie całkiem racjonalnie wytłumaczalna sprawa. To uważność na te sygnały, które jakże często ignorujemy, bagatelizujemy, albo zwyczajnie nie zauważamy ich w codziennym pędzie.
Też kiedyś byłam skłonna tłumaczyć intuicję nieco "baśniowo", ale przeczytałam wypowiedź pewnej psycholog, która właśnie mówiąc o intuicji przytoczyła przykład ze swojego życia.
Otóż wahała się nad zmianą pracy. Wahała się mocno, aż w końcu przypadkiem przy przejściu dla pieszych zobaczyła ogromny bilboard z jakimś napisem, którego treść ją olśniła, zagrała z tym, co sama przeczuwała, myślała. To zdecydowało: zmieniła pracę, bo w gruncie rzeczy tego właśnie chciała i potrzebowała.
Bardzo do mnie trafia takie rozumienie intuicji.

Trx, ja też w związku z moim byłym od początku czułam silne wahania, ale będąc zupełnie związkowo niedoświadczoną, bardzo pragnąc tych doświadczeń, uznałam, że to ja przesadzam, że to ja szukam dziury w całym i wymyślam sobie problemy. A jednak trzeba było siebie słuchać i w tę relację nie brnąć. Mam poczucie, że bardzo męża skrzywdziłam, abstrahując od tego, że i on krzywdził mnie, że to on parł do związku. A jednak ulegając mu, wyrządziłam krzywdę - ot, paradoks.
O krzywdzie swojej i dziecka już nie wspomnę, bo to oczywiste. Ze swoją krzywdą sobie poradzę, bo jestem dużą i mądrą dziewczynką, ale po co mieć innych na sumieniu?


Peter, przecież wiele w życiu zależy od nas samych, ale twierdzić że wszystko, rościć sobie do tego pretensje - to straszna pycha.

2,403 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-08 12:19:35)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Peter, przecież wiele w życiu zależy od nas samych, ale twierdzić że wszystko, rościć sobie do tego pretensje - to straszna pycha.

Dość ostre stwierdzenie. Ja nie uważam że wszystko musi zależeć ode mnie. Nigdy tak nie twierdziłem. Chodzi mi o to, że nie akceptuję obecnego stanu, nie chcę wierzyć że tak właśnie miało być, że czynniki ode mnie niezależne doprowadziły do tego że jestem w takiej właśnie sytuacji a nie innej. Na szczęście już teraz wszystko zależy ode mnie aby to zmienić.

2,404 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-08 12:43:55)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

No, czasami może bywam ostra - ktoś mi to już kiedyś zarzucił yikes Ja bym to nazwała raczej zdecydowaniem.
Jeśli masz wpływ na sytuację, to super, cieszę się szczerze i trzymam za Ciebie kciuki.
Niezgoda na stan obecny bywa cennym motorem zmian. Ale są takie sprawy, że brak akceptacji powoduje wyłącznie zbędną szarpaninę i ból. Jak ze śmiercią, czy np. utratą sprawności albo nieodwzajemnioną miłością, skoro już w obszarze związków się poruszamy.
Nie bierz tych moich mocnych słów do siebie, stosuję je dla wzmocnienia wypowiedzi.

2,405

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:

Każdy ma taki "szósty zmysł". Chociaż może było to po prostu niedopasowanie energetyczne w tych związkach. Zresztą niektórzy ludzie potrafią być wampirami energetycznymi zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy.  Ja też tak czasami mam że są ludzie naprawdę dobrzy, nic złego nie robią, ale jakoś nie czuję się przy nich najlepiej. Coś mnie od nich odpycha. Nie wiem do końca z czego to wynika.

Nie, nie chodziło o "niedopasowanie energetyczne" wink. Problemem były konkretne zachowania, za którymi stały konkretne postawy. Dziś nie wiem jak mogłam to akceptować. Nie umiałam zrezygnować. Przyglądałam się później temu.
Jest mi przykro, gdy o tym myślę, ale też wiem jak wiele się nauczyłam, nie tylko o ludziach, ale o sobie. Ja w przeciwieństwie do osób, o których tu nadmieniam, nikogo nie traktowałam nieuczciwie, ale moje postawy też były złe, moje zachowania też były bardzo złe. Dobrze, że zrozumiałam to na takich "niewypałach". Nie chciałabym uczyć się tego na kimś godnym, by traktować go jak najlepiej.
Gorzej, jak już mi się ta wiedza już do niczego nie przyda big_smile Na co wiele wskazuje wink

Ciekawe co piszesz z tym "odpychaniem bez powodu". Nie doświadczyłam tego, chyba.. Albo nie zauważyłam.
Co rozumiesz przez to, że Cię ktoś odpycha, w jaki sposób ?

Piegowata'76 napisał/a:

Intuicja to też sprawa uważności. My nie jesteśmy uważności uczeni, nie jesteśmy przyzwyczajeni.

Nawet wręcz pogarsza się to z dnia na dzień i czasy, styl życia, styl bycia są takie, że żyje się coraz bardziej na przekór z uważnością.
Grupa badaczy z Harvardu stwierdziła, że ludzie pogrążeni w depresji mają "wędrujący umysł" (nie wiem czy to najszczęśliwsze tłumaczenie terminu wink ). Nie chcę tu forsować przekonań, czy to bardziej przyczyna czy bardziej jednak skutek tego zaburzenia (a może to działa dwukierunkowo), ale dobrze to pokazuje jak bardzo uważność jest istotna jeśli chodzi o kondycję umysłową.

Niewiele wiem o uważności, nie wiem jak ją wzmacniać. Zasadniczo potrafię być "tu i teraz", może czasem jestem wręcz nazbyt kontemplacyjna, z drugiej strony w przypadku zadań często nie mogę skupić się pół godziny na jednej rzeczy, gdzie dawniej koncentrację miałam żelazną. Winię czasy i natłok informacji, często czuję że mam już jakąś straszną niestrawność informacyjną i nie potrafię chłonąć wartościowych treści.
W sumie nie wiem co chciałam przekazać powyższym, chyba się poskarżyć po prostu big_smile

Peter4x napisał/a:

Ja mam jakiś dystans do tych spraw. Pewnie dlatego że moje życie zupełnie nie wygląda tak jakbym chciał aby wyglądało. Nie chcę wierzyć że to jest moje przeznaczenie, że "Bóg tak chciał".

Ładne podejście smile Nie zamykasz się biernie w niespełnieniu. Gdy patrzę na osoby, które postrzegam jako jednostki nieszczęśliwe to są to ci, którzy nie mają odwagi by wychylić się ciut poza to gdzie los ich samoistnie posadził. Mnie też coraz częściej brakuje tej odwagi.

Posty [ 2,341 do 2,405 z 8,335 ]

Strony Poprzednia 1 … 35 36 37 38 39 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024