pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Strony Poprzednia 1 … 34 35 36 37 38 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,276 do 2,340 z 8,335 ]

2,276

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ale co złego jest w pragnieniu życia we dwoje?
To tak jakby ktoś chciał zostać futbolista, albo kupić nowe auto, albo założyć ogród warzywny, albo wyprowadzić się do USA. ... przecież nikt by nie kwestionowal byy tych pragnien  i dążeń,  nie pisali byście na forum:zastanów się,  po co Ci emigracja, ja żyję w Pl i jest mi dobrze. Albo: po co ci ogród warzywny, miliony ludzi kupują w sklepach warzywa i nie czują potrzeby wlasnego ich hodowania. I tak dalej.

Jeśli istnieją osoby, samotne z własnej woli (a nie, że mialy w przeszłości wyniszczający zwiazek - bo dla niech teraźniejszea samotność to wybawienie), to nikt tu im nie pisze: koniecznie sobie kogoś poszukaj, zapisz się na basen, na Sympatię,  wychodzi do pubów,  musisz kogoś poznać.  Albo jak jest ktoś w dobrym związku , to też niktoś mu nie napisze, weź odejdz od niej, niego, co z tego, że dobrze Ci,  jesteś szczęśliwa,  podoba Ci się to życie, jak  sama też będziesz szczęśliwa i będziesz mieć dobre życie.

Komuś jest dobrze samemu i nie chce być w związku -okej , ma do tego prawo. Ale jak komuś jest dobrze samemu a chce być w zwiazku-też ma do tego prawo.

Ja to rozumiem,  że może mi się już nie udać i przyjmuje do wiadomości, akceptuje. Ale nie podoba mi się to i nie pogodze się z tym, ale zrozumiem.

Zobacz podobne tematy :

2,277 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-05 13:46:55)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, nikt, ale to nikt nie napisał tutaj, że w związku jest coś złego. Budzi tylko sprzeciw w niektórych, że samotność (tj. brak związku) tak często ma czarny, ponury wizerunek. A wcale nie musi taka być, po co się tak unieszczęśliwiać?

Słowo pisane ma specyficzny wydźwięk. Na "papierze" pozostaje "nigdy się nie pogodzę", a to kojarzy się smutno, choć pewnie w Twoim życiu jest miejsce na radość.
No a poza tym dyskusja to dyskusja, każdy pisze o swoim poglądzie na sprawę, ale to nie znaczy, że muszę kogokolwiek przekonać do swoich racji.

2,278

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ja wcale nie uważam, że należy się pogodzić, a już zwłaszcza w wieku 42 lat.
I powiem Ci Rossanka, chociaż pewnie masz mnie już dość, że na Twoim miejscu zainwestowałabym  jeszcze  raz w terapię. Tylko w innym nurcie albo grupową. Nie dlatego, że jesteś jakoś bardziej niż inni wybrakowana, tylko żeby poprawić coś w relacjach międzyludzkich. Lub jakieś warsztaty w tej dziedzinie. Warto w życiu stawiać na to, co jest dla nas ważne.

Jeszcze chciałam powiedzieć, że nie zgadzam się z Peterem, że masz sobie dać z tamtym znajomym spokój.
Tzn. mam na myśli, że on oczywiście wygląda na niezainteresowanego pogłębianiem relacji w tej chwili lub w ogóle- ale to nie powinno zmieniać jego obrazu w Twojej głowie. Nie wiem jak to wytłumaczyć..może po prostu skupić się na jedzeniu, a nie zjedzeniu.

2,279

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:

Padło pytanie w wątku - czy są osoby, które CHCIAŁYBY być w związku a nie są i MIMO TO są szczęśliwe. Odpowiedziałam twierdząco. Czyli potwierdziłam nie tylko to, że dobrze czuję się z samotnością, ale też to, że gdyby okoliczności losu temu sprzyjały chciałabym być w związku. Chciałabym też kabrioleta. Można czegoś chcieć, nie mieć i być szczęśliwym. Można widzieć, że posiadanie czegoś, czego się chce nie jest jedyną drogą do szczęścia. Można chcieć w życiu więcej niż jednej konkretnej rzeczy, której brak przekreśla wszystko inne.
To o czym mówisz to widzenie dwóch biegunów - jestem z kimś=jestem spełniona, jestem sama=jestem niespełniona(co najwyżej akceptuję).
A są inne aspekty w moim życiu, które faktycznie jedynie akceptuję na smutno.

No cóż, odwrócę twierdzenie które kiedyś już tu, w tym wątku napisałem. Teraz będzie : "Nigdy nie jest tak dobrze żeby nie mogło być lepiej." wink

MagdaLena1111 napisał/a:

Ale i tak nie zmienia to tego, że jako ludzie jesteśmy istotami społecznymi i do szczęścia potrzebne są nam relacje z innymi ludźmi. I to takie relacje, które są głębokie, dobre i wartościowe, bo wtedy wzbogacają nas. Owszem – niektórzy potrzebują ich więcej, inni mniej, ale z natury daleko nam do samotników. Często ucieka się w inne aktywności, gdy w relacjach nie idzie najlepiej i szuka tam satysfakcji, ale ludzie pod koniec życia najczęściej żałują, że zbyt mało czasu i wysiłku poświęcili na relacje, a nie że za mało pracowali, za mało osiągnęli itp. ;-)

Kiedyś czytałem o tym czego ludzie schorowani, umierający żałują przed śmiercią. Właśnie "zawalenia" relacji międzyludzkich, że nie powiedzieli komuś kocham cię, że zranili bliskie im osoby, że komuś wyrządzili krzywdę. Nikt nie powiedział że żałuje bo za mało pracował smile Każdy mówił że żałuje że za bardzo skupiał się na pracy podczas swojego życia, a za mało czasu przeznaczał na osoby które były mu bliskie. Kiedy koniec się zbliża człowiek myśli zupełnie innymi kategoriami.

Ela210 napisał/a:

Jeszcze chciałam powiedzieć, że nie zgadzam się z Peterem, że masz sobie dać z tamtym znajomym spokój.
Tzn. mam na myśli, że on oczywiście wygląda na niezainteresowanego pogłębianiem relacji w tej chwili lub w ogóle- ale to nie powinno zmieniać jego obrazu w Twojej głowie. Nie wiem jak to wytłumaczyć..może po prostu skupić się na jedzeniu, a nie zjedzeniu.

No wiesz, jeżeli to jest realna znajomość a facet cały czas jest tak zajęty i zapracowany że nie ma nawet czasu na spotkanie to raczej nie zależy mu na bliższym poznaniu. Gdyby mu zależało to by czas znalazł. Jeszcze jest kwestia tego ile można czekać. Kilka dni, tygodni, może miesiąc?

Oczywiście nie chodziło mi o to aby go skreślać jako przyjaciela. Tylko zdać sobie sprawę z tego że nie ma co się łudzić że będzie chciał próbować jakiegokolwiek związku.

2,280

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Ela210 napisał/a:

Tzn. mam na myśli, że on oczywiście wygląda na niezainteresowanego pogłębianiem relacji w tej chwili lub w ogóle- ale to nie powinno zmieniać jego obrazu w Twojej głowie. Nie wiem jak to wytłumaczyć. .może po prostu skupić się na jedzeniu, a nie zjedzeniu.

Tak, wiem dokładnie o co chodzi.

Peter4x napisał/a:

No wiesz, jeżeli to jest realna znajomość a facet cały czas jest tak zajęty i zapracowany że nie ma nawet czasu na spotkanie to raczej nie zależy mu na bliższym poznaniu. Gdyby mu zależało to by czas znalazł. Jeszcze jest kwestia tego ile można czekać. Kilka dni, tygodni, może miesiąc?

Oczywiście nie chodziło mi o to aby go skreślać jako przyjaciela. Tylko zdać sobie sprawę z tego że nie ma co się łudzić że będzie chciał próbować jakiegokolwiek związku.

Wiem, że mu widać nie zależy, więc sama nic już nie zdziałam.  Tylko trochę szkoda, ze to już kolejny raz.

2,281 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-09-05 22:13:52)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Wiem, że mu widać nie zależy, więc sama nic już nie zdziałam.  Tylko trochę szkoda, ze to już kolejny raz.

Rossanko, tak bardzo Cię rozumiem sad Z nami jest tak, że nie tylko tęsknimy za miłością, ale też zmagamy się z niedwzajemnionymi uczuciami... Myślę, że gdyby nie to, byłoby nam łatwiej w pełni zaakceptować brak związku. Przynajmniej mi, bo jestem bardzo uczuciowa - choć nie często zdarza mi się zakochać, to jeśli już to się stanie, to bardzo mocno i na długo... I tak naprawdę to jak tęsknię, to nie tyle za związkiem jako takim, tylko za konkretną osobą.

2,282

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Umajona, nie obraź się, ale mam wrażenie, że jednak bardziej tęsknisz za miłością (absolutnie nie uważam tego za coś złego) niż za tym niezbyt miłym facetem.

2,283

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Umajona, nie obraź się, ale mam wrażenie, że jednak bardziej tęsknisz za miłością (absolutnie nie uważam tego za coś złego) niż za tym niezbyt miłym facetem.

Jak dobrze, że to napisałaś! No przecież racja - za tym "niezbyt miłym facetem" nie tęsknię. Bardziej za swoimi wyobrażeniami o nim. Co jest trochę bez sensu, więc już czas się z nimi pożegnać.

2,284

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Niestety, bardzo często kochamy wyobrażenia i marzenia. Kilka razy dostałam kubeł zimnej wody na głowę i dziś nie jestem zbyt skora do zakochiwania się. Aż mi czasem szkoda, że pewnych słodkich złudzeń nie przeżywam.

2,285 Ostatnio edytowany przez trx (2019-09-06 00:13:32)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Przepraszam za chronologiczno-tematyczny miszmasz.

MagdaLena1111 napisał/a:

Nie wiem, czy chcemy włączyć w ten wątek dyskusję o szczęściu, bo dla każdego będzie ono czymś innym. Mnie bliskie jest eudajmonistyczne pojęcie szczęście, w którym szczęście to droga, a nie cel sam w sobie.

Będę jednak trochę wokół tego subiektywnego pojęcia oscylować, bo leży mi  ono na sercu wink
Ładne słowo - eudajmonistyczne smile


MagdaLena1111 napisał/a:

(...) jako ludzie jesteśmy istotami społecznymi i do szczęścia potrzebne są nam relacje z innymi ludźmi. I to takie relacje, które są głębokie, dobre i wartościowe, bo wtedy wzbogacają nas. Owszem – niektórzy potrzebują ich więcej, inni mniej, ale z natury daleko nam do samotników. Często ucieka się w inne aktywności, gdy w relacjach nie idzie najlepiej i szuka tam satysfakcji

Zgadzam się. Uważam też, że żadna przyjaźń, mama, tata, brat nie zastąpią związku intymnego, bo on jest bardzo szczególny.


Peter4x napisał/a:

Magdalena=1111 napisał/a:

  (...) ludzie pod koniec życia najczęściej żałują, że zbyt mało czasu i wysiłku poświęcili na relacje, a nie że za mało pracowali, za mało osiągnęli itp. ;-)

Kiedyś czytałem o tym czego ludzie schorowani, umierający żałują przed śmiercią. Właśnie "zawalenia" relacji międzyludzkich, że nie powiedzieli komuś kocham cię, że zranili bliskie im osoby, że komuś wyrządzili krzywdę. Nikt nie powiedział że żałuje bo za mało pracował smile

To się może zmienić, jeśli ktoś mnie będzie pytał o zdanie wink wink


Magdalena1111 napisał/a:

Użyłam pojęcie stadła, nie stada, bo stadło to przeważnie określenie, które tyczy się związku, małżeństwa, rodziny a nie większej grupy.
Jeszcze jedno, podkreśliłam to wcześniej, ale widocznie za słabo, że to co piszę, to nie prawda absolutna, ale głoś w dyskusji. Z podejściem, które przedstawiłam sama nawet nie bardzo się utożsamiam, ale potrafię spojrzeć z pewnej perspektywy, przez pryzmat innych poglądów i wyłuskać coś, co mi się wydało, że nie bardzo jest zrozumiałe dla uczestników tej dyskusji, kiszących się trochę w swoich peanach na temat samotności i singielskiego bytu. Dla każdego, komu znane jest pojęcie debaty oksfordzkiej będzie jasne, co mam na myśli, a pozostali niech doczytają.

Nie chodzi o gloryfikację singielstwa. Chodzi o niedeprecjonowanie samotnego życia. Pomiędzy byciem ortodoksyjnym singlem a skrajnym cierpieniem z powodu braku związku jest ogromna przepaść, a w tej przepaści mogą mieścić się miliony wspaniałych rzeczy. To smutne, gdy ludzie tego nie widzą.

Jeszcze raz ten fragment smile:

(...) potrafię spojrzeć z pewnej perspektywy, przez pryzmat innych poglądów i wyłuskać coś, co mi się wydało, że nie bardzo jest zrozumiałe dla uczestników tej dyskusji (...)

To właśnie o brak innej perspektywy niż własna ze strony nieugiętych doradców matrymonialnych mi chodzi (mówię o pozaforumowych doświadczeniach prywatnych). Rozumiem to, że ktoś stawia sobie założenie rodziny za priorytet. Nie namawiam nikogo do rzucania partnera w imię swobody. Temu się dziwię, że niektórzy nie wychodzą poza własną wizję tego, co dla nich dobre i nie dociera do nich, że kto inny może mieć inaczej.
Przy czym sama nie lokuję się w miejscu, gdzie przedkłada się wolność totalną nad partnerstwo a potencjalnych kandydatów przepędza kijem.
Chodzi chyba o to, że większość ludzi nawet o nic nie pyta a stwierdza. 


MagdaLena1111 napisał/a:

Byłoby super, gdybyś spróbowała spojrzeć na ten temat jako na różne głosy w dyskusji, bardziej niż personalnie odnosić pewne argumenty do siebie.
Zatem ja postanowiłam nieco popsuć tę atmosferę klepania się po pleckach, jak to fajnie żyć sobie samemu oraz poprzeszkadzać Wam trochę w utyskiwania na tych, co to nie dowierzają, że można być samemu z sobą zadowolonym i szczęśliwym i uderzyłam w stół... ;-)

Haha smile Ale naprawdę jest fajnie... wink


Magdalena1111 napisał/a:

A przechodząc do rzeczy oraz do w pełni mojego poglądu w tej sprawie, to uważam,że można być samemu bardziej szczęśliwym niż w związku z nieodpowiednią osoba, ale będąc w związku z odpowiednią osobą można być bardziej szczęśliwym niż żyjąc w pojedynkę.

Przystaję na to smile  Tylkooo... nie wiem jak w przełożeniu na praktykę uczuciową ma się teoretyczne relatywizowanie. Osoba, która cierpi, bo jest sama nie poczuje ulgi, myśląc sobie, że w złym związku miałaby gorzej.  Osoba, która znajduje szczęście będąc sama nie będzie czuła się mniej szczęśliwa myśląc, że a nuż z kimś byłoby lepiej. Właściwie tylko się ucieszy wink


Peter4x napisał/a:

No cóż, odwrócę twierdzenie które kiedyś już tu, w tym wątku napisałem. Teraz będzie : "Nigdy nie jest tak dobrze żeby nie mogło być lepiej." wink

Ot powód do optymizmu wink


umajona napisał/a:

(...) I tak naprawdę to jak tęsknię, to nie tyle za związkiem jako takim, tylko za konkretną osobą.

Idem wink

2,286

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:
Peter4x napisał/a:


Kiedyś czytałem o tym czego ludzie schorowani, umierający żałują przed śmiercią. Właśnie "zawalenia" relacji międzyludzkich, że nie powiedzieli komuś kocham cię, że zranili bliskie im osoby, że komuś wyrządzili krzywdę. Nikt nie powiedział że żałuje bo za mało pracował smile

To się może zmienić, jeśli ktoś mnie będzie pytał o zdanie wink wink

Szczerze w to wątpię smile Ale wierzę że w tej chwili jesteś szczęśliwa będąc singlem.


Piegowata'76 napisał/a:

Niestety, bardzo często kochamy wyobrażenia i marzenia. Kilka razy dostałam kubeł zimnej wody na głowę i dziś nie jestem zbyt skora do zakochiwania się. Aż mi czasem szkoda, że pewnych słodkich złudzeń nie przeżywam.


Kto wie. Może jeszcze przeżyjesz wink  Gdyby to było takie proste i człowiek mógłby decydować kiedy chce się zakochać a kiedy nie. Ale przynajmniej do 40-tki tak nie jest. Może na starość będzie.

2,287

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
trx napisał/a:
Peter4x napisał/a:


Kiedyś czytałem o tym czego ludzie schorowani, umierający żałują przed śmiercią. Właśnie "zawalenia" relacji międzyludzkich, że nie powiedzieli komuś kocham cię, że zranili bliskie im osoby, że komuś wyrządzili krzywdę. Nikt nie powiedział że żałuje bo za mało pracował smile

To się może zmienić, jeśli ktoś mnie będzie pytał o zdanie wink wink

Szczerze w to wątpię smile Ale wierzę że w tej chwili jesteś szczęśliwa będąc singlem.

Moje zapatrywania na ostatnie żale to bynajmniej nie z miłości do pracy, raczej z niedostatecznej obrotności  wink

A już zupełnie poważnie najbardziej boję się chyba żalu z powodu krzywdzenia bliskich, sprawiania im przykrości. To trudna sprawa. Myślę, że to nieuniknione, że w jakiś sposób czasem sprawiamy przykrość ludziom, których kochamy.

2,288 Ostatnio edytowany przez dorias (2019-09-06 01:39:24)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ela zgodzę się z Tobą z tym, że chodziło mi o coś innego na co chciałem zwrócić uwagę i chciałem zobaczyć czy doprecyzuje ktoś to moje stwierdzenie.

Dokładnie chodziło mi o to, że w sferze bliskości, uczuć,  każdy jest w stanie zaoferować to samo co każda inna osoba i tylko od nas i od drugiej osoby zależy czy będzie to wyjątkowe. W sumie to rozchodzi się o chemię i podejście.

Co do bliźniaków to ten pierwszy ma większe zainteresowanie jak i powodzenie bo łatwość nawiązywania kontaktów jakoś tam imponuje kobietom, drugi za to ma od kilka lat żonę gdzie pierwszy ma problem ze stworzeniem czegoś poważnego i zaangażowaniem się.

Ale fakt wygląd nie jest najważniejszy ale też nie jest nieważny:)

Magdalena te cechy dalej obowiązują tyle, tu mówimy o wchodzeniu w związek A tam rozmawialiśmy o cechach które partner powinien posiadać:)

Rossanka nikt Ci nie pomoże poukładać niektórych spraw do końca jeżeli sama nie będziesz tego chciała:) Z tego co wiem kobietom najlepiej pomaga męski przyjaciel taki z którym można wyjść spotkać się i przebadać to co ją męczy w środku:)

Też jest pewna teoria że podświadomie szukamy partnera który będzie kompensować w związku nasze braki może coś w tym kierunku też warto przemyśleć co mieli wspólnego Ci panowie, że pociągami Cię?

Są też kwestie, których nie da się rozważyć bez poznania osoby i zobaczenia bo czasami jakaś pierdola może sprawić że potencjalny partner rezygnuje smile

Ja jak podbija do mnie dziewczyna i zaprasza na coś to szczerze jestem sceptyczny i podchodzę do tego jak kolejna która dla sportu chce poflirtowac, jednak jeżeli mi się podoba to nie skreślam.
Po prostu za dużo kobiet lubi flirtowac sportowo więc trochę ostrożności nie zawadzi mieć.

Jest równouprawnienie  podoba Ci się facet to podejdź zagadaj, bo na jakieś spojrzenia śmieszki czy inne formy zwrócenia uwagi to nawet nie chce się reagować:)

Edit:
Bycie miłą, sympatyczną, czy uśmiechnięta nie jest nawet pomarańczowym światłem A do zielonego to odległość jak z ziemi na księżyc. Gdyby to było zielone światło, to zglupiał by człowiek z takich możliwości podbojów ^^

2,289 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-09-06 09:29:20)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
dorias napisał/a:

Bycie miłą, sympatyczną, czy uśmiechnięta nie jest nawet pomarańczowym światłem A do zielonego to odległość jak z ziemi na księżyc. Gdyby to było zielone światło, to zglupiał by człowiek z takich możliwości podbojów ^^

Czyli zielone światło to bezpośrednie zasygnalizowanie facetowi, że się podoba? No tak, wtedy masz z górki, bo wiadomo, że dziewczyna jest zainteresowana, więc wiadomo, że kosza nie będzie. A jeśli Ty nią nie jesteś zainteresowany, to to ONA zostanie z poczuciem odrzucenia, nie Ty. Bardzo wygodne podejście.

Swoją drogą z własnego doświadczenia wiem, że lepiej Wam nie dawać żadnych świateł, bo się zniechęcacie w ogóle do jakiejkolwiek dalszej znajomości... Czyli ostatecznie wychodzi na to, że jednak nie lubicie, gdy po dziewczynie widać, że jej zależy.

Gdy spotkasz taką kobietę, która zawroci Ci w głowie, to się nie będziesz zastanawiał, czy masz zielone światło, tylko będziesz chciał ją zdobyć, poznać, być blisko wink

2,290 Ostatnio edytowany przez JMY7 (2019-09-06 09:23:04)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zielone światło, to coś w rodzaju innego traktowania faceta, bardziej milo niż zazwyczaj, bardziej otwarcie, zachęcająco i przystępnie. Panowie chyba nie wyczuwają takich niuansów. Przynajmniej nie wszyscy wink

2,291 Ostatnio edytowany przez trx (2019-09-06 09:45:45)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Faceta mi brakuje na przykład gdy muszę wszystko ogarniać sama - we dwoje raźniej ; gdy muszę prosić sąsiada o zawieszenie półki na ścianie albo komuś za to zapłacić, bo sama, niestety, nie radzę sobie z tym.

Piegowata, tu się toczą spory o uczucia, a Ty o wieszaniu półek, WYRACHOWANA KOBIETO big_smile



Piegowata'76 napisał/a:

P.S. 3 Myśląc o wspomnianej akceptacji na smutno, przywołałam refleksję o towarzyszącej mi od dość już dawna przewlekłej chorobie.
Upierdliwa jest i często dokuczliwa. Coś z nią robię, chodzę do lekarza, biorę leki itd. Jak dokucza, to się wściekam i martwię (w ogóle to choróbsko bardzo rzutuje na emocjonalność), ale na co dzień po prostu o niej nie myślę, żyję pomimo niej. Nie wyobrażam sobie bez przerwy chodzić smutna. Zresztą nawet w chorowaniu jest wartość, bo uświadomiło mi wiele i wiele nauczyło: choćby podwójnego doceniania chwil, gdy nic nie boli, choćby pokory i zaakceptowania, że jest w życiu coś "większego" od nas i naszej woli.
Singielstwo o wiele łatwiej zaakceptować niż chorobę. Singielstwo nie przeszkadza mi jeździć na rowerze czy brać udział w pieszych rajdach, nie przeszkadza czytać wszystkich cudownych książęk, a w chorobach to nie takie proste.
...Zatem powinnam chyba podziękować mojemu szwankującemu zdrowiu wink

Szczerze współczuję, Piegowata, zmagań ze zdrowiem...

W kontekście rozwodzenia się nad poczuciem szczęścia i zdrowia właśnie pomyślałam o jeszcze jednej rzeczy.

trx napisał/a:

Magdalena1111 napisał/a:

  (...) uważam,że można być samemu bardziej szczęśliwym niż w związku z nieodpowiednią osoba, ale będąc w związku z odpowiednią osobą można być bardziej szczęśliwym niż żyjąc w pojedynkę.

Przystaję na to:) (...)

Karkołomne to, ale kogoś, kto rezygnuje/nie ma szans na związek romantyczny chciałabym przyrównać do osoby bez nóg.
Bez nóg pewnych rzeczy się nie zazna, pewnych nie doświadczy (jak i osoba żyjąca w pojedynkę nie doświadcza pewnych walorów płynących z życia w parze). A są przypadki, gdy osoby kalekie żyją pełnią życia, czerpią z niego więcej niż ludzie pełnosprawni. Są bezdyskusyjnie szczęśliwi, szczęśliwsi czasem niż ci chodzący o własnych siłach.
Nie mówi się im ani chyba nawet nie myśli (mam nadzieję) 'fajnie, że się cieszysz, ale miałbyś nogi to byś dopiero zobaczył', 'fajnie, że myślisz, że ci dobrze, ale popatrz się na tych wszystkich co biegają'. Jeśli człowiek znajduje prawdziwe szczęście to nie jest ono mniejsze, mniej pełne przez to, że inni mają lepsze warunki. Może wręcz brak czegoś uczy wyciągać z innych obszarów życia więcej.
Dlatego choć zgadzam się a priori z wartością, jaką wnosi do życia związek partnerski, mam pewne opory przed wartościowaniem szczęścia. 

_________________________________________________________________________________________________________________________________________________


rossanka napisał/a:

Wiem, że mu widać nie zależy, więc sama nic już nie zdziałam.  Tylko trochę szkoda, ze to już kolejny raz.

Rossanko, mam nadzieję, że szybko zapomnisz o całej sprawie. Pozytyw jest taki, że szybko dowiedziałaś się na czym stoisz. Łatwiej wtedy przejść nad rozczarowaniem do porządku dziennego i za wiele nie myśleć.  Głowa do góry smile



umajona napisał/a:
dorias napisał/a:

Bycie miłą, sympatyczną, czy uśmiechnięta nie jest nawet pomarańczowym światłem A do zielonego to odległość jak z ziemi na księżyc. Gdyby to było zielone światło, to zglupiał by człowiek z takich możliwości podbojów ^^

Czyli zielone światło to bezpośrednie zasygnalizowanie facetowi, że się podoba? No tak, wtedy masz z górki, bo wiadomo, że dziewczyna jest zainteresowana, więc wiadomo, że kosza nie będzie. A jeśli Ty nią nie jesteś zainteresowany, to to ONA zostanie z poczuciem odrzucenia, nie Ty. Bardzo wygodne podejście.

(...)

Gdy spotkasz taką kobietę, która zawroci Ci w głowie, to się nie będziesz zastanawiał, czy masz zielone światło, tylko będziesz chciał ją zdobyć, poznać, być blisko wink

No jest to, niestety, chyba prawda. Na pewno prawda.

Dorias, zatem dla Ciebie co będzie zielonym swiatłem ? smile (tylko nie pisz, że włosy... big_smile )

2,292 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-09-06 09:51:06)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ludzie demonizują poczucie odrzucenia smile
Z drugiej stony to prawda co umajona pisze jak ktoś naprawdę zrobi wrażenie a nie jest to szukanie z rozsądku- to takie wątpliwości nie istnieją- Jak śpiewał Jerzy Stuhr- czasami człowiek musi, inaczej się udusi smile

2,293

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Bo to jedno z bardziej przykrych odczuć wink

2,294

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
JMY7 napisał/a:

Bo to jedno z bardziej przykrych odczuć wink

Czym innym jest odrzucenie przez osobę, którą kochasz i znasz w związku a czym innym przez nieznajomego, nieznajomą

1 to nóż w serce, a 2 to kubeł zimnej wody na głowę- czasem potrzebny .

2,295

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Ela210 napisał/a:
JMY7 napisał/a:

Bo to jedno z bardziej przykrych odczuć wink

Czym innym jest odrzucenie przez osobę, którą kochasz i znasz w związku a czym innym przez nieznajomego, nieznajomą

1 to nóż w serce, a 2 to kubeł zimnej wody na głowę- czasem potrzebny .

Osobiście podpisałabym się pod tym, lecz co do uznania tego za zasadę - nie. Bywają osoby bardzo mocno przeżywające, bardzo intensywnie odbierające porażki. Z racjonalnego punktu widzenia tak jest. Ale z czysto subiektywnego, kiedy w grę wchodzą emocje -  nie.

2,296

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Ela210 napisał/a:

Ludzie demonizują poczucie odrzucenia smile
Z drugiej stony to prawda co umajona pisze jak ktoś naprawdę zrobi wrażenie a nie jest to szukanie z rozsądku- to takie wątpliwości nie istnieją- Jak śpiewał Jerzy Stuhr- czasami człowiek musi, inaczej się udusi smile

JMY7 napisał/a:

Bo to jedno z bardziej przykrych odczuć wink

Zależy też od poziomu zaangażowania. W flirt/znajomość/związek.

To atawizm, ale na głębokim poziomie  może nawet być źródłem egzystencjalnego lęku.
W naszej zamierzchłej przeszłości odrzucenie oznaczało śmierć.

2,297 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-09-06 10:38:51)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dla mnie odrzucenie to nie porażka, tylko smutek z powodu niedwzajemnionego uczucia. I zawiedziona nadzieja, że może jednak doświadcze miłości.

2,298 Ostatnio edytowany przez dorias (2019-09-06 10:46:29)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Umajona to o czym piszesz to nic innego jak tchórzostwo i pójście na łatwiznę:)
Umajona A jakie uczucia możesz mieć do nieznajomego faceta, którego powiedzmy widzisz, że 3 raz A jakimś cudem Cię pociąga?

Żeby kobieta zwróciła w głowie to jednak trzeba ja trochę poznać inaczej to nic innego jak ładna buźka czy oczy które się podobają na zwrócenie w głowie jednak trzeba trochę czasu i czegoś więcej niż to co u góry napisałem.

JMY7 ciężko powiedzieć  na ogół da się to wyczuć gdy daje zielone światło jednak są takie przypadki gdzie można się pomylić bo kobieta ma taki kokieteryjny styl życia  jedna druga czy 3 taka i facet przestaje zwracać uwagę na te subtelne sygnały.

Najlepsze zielone światło jakie dostałem to było banalne w pociągu "cześć podobasz mi się, umowił byś się na kawę ?"


Gdy dajecie zielone światło facetowi którego znacie dłużej A on to ucina znaczy tylko tyle, że nie był zainteresowany wami w żaden inny sposób niż koleżenski, natomiast gdy obcy facet nie reaguje na sygnały albo nie jest zainteresowany ewentualnie nie chce mu się reagować z jednego powodu  to ja Ci się spodobałem, więc na co liczysz, że spojrzysz A ja przylece i Cię wyrecze ^^

Ela tu nie chodzi o odrzucenie czy coś innego ja zauważyłem, że kobiety mają bardzo wielkie ego, które jest bardzo delikatne i brak reakcji bardzo skutecznie uderza w nie smile

Poza tym czemu tylko facet miał by dostawać kosze?

2,299

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
dorias napisał/a:

Najlepsze zielone światło jakie dostałem to było banalne w pociągu "cześć podobasz mi się, umowił byś się na kawę ?"

To już bardzo zielone światło. W sumie konkretna propozycja bardziej, to już jest 0 albo 1 wink


dorias napisał/a:

Poza tym czemu tylko facet miał by dostawać kosze?

Ale przy założeniu, że kobieta musi dać najpierw zielone światło i że musi ono być jednoznaczne, to tylko ona będzie dostawać kosze wink
Ale co do pytania to fakt, jestem za równouprawnieniem i za tym, żeby to wszyscy mogli dostawać kosze wink

2,300 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-09-06 11:11:28)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

I umówiłeś się czy oniemiałeś? big_smile
Zbyt delikatne ego przeszkadza w życiu nie tylko uczuciowym.

Można na to równouprawnienie spojrzeć jak na plus- bo to Ty wybierasz mężczyznę, a to był długo ich przywilej my miałyśmy siedzieć w kącie. smile
Poza tym dawanie kosza jest bardziej stresujące.

Ale też warto pamiętać, że "nie ma większej furii niż kobieta odrzucona" smile
O czym niejeden się przekonał, więc dla własnego bezpieczeństwa ... tongue

2,301 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-09-06 11:32:41)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

trx, rozumiem, co chciałaś przekazać tym porównaniem z niepełnosprawnymi, ale ono nie jest do końca adekwatne. Ja np. bardzo chciałabym dokonywać cudów na lodzie jako lyzwiarka figurowa, ale wiem, że nie mam predyspozycji, więc nie przeszkadza mi to w byciu szczęśliwą, że nie potrafię i nie mogę tak tańczyć. Tak samo jakbym wiedziała, że nigdy nie będę w związku, to prawdopodobnie  bym to zaakceptowała i nie rozmyślala o tym aż tak. Ale teoretycznie jakieś szanse na miłość mam... Tylko nic się w tym temacie nie wydarza. Stąd takie przygnębienie.

Poza tym jakoś nie chce mi się wierzyć, że te osoby są tak mega szczęśliwe, jak to określiłas. Może na zewnątrz tacy się wydają, bo nie chcą być narzekaczami - ale to bardziej siła charakteru. A w środku...?

2,302 Ostatnio edytowany przez dorias (2019-09-06 11:20:44)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:
dorias napisał/a:

Najlepsze zielone światło jakie dostałem to było banalne w pociągu "cześć podobasz mi się, umowił byś się na kawę ?"

To już bardzo zielone światło. W sumie konkretna propozycja bardziej, to już jest 0 albo 1 wink


dorias napisał/a:

Poza tym czemu tylko facet miał by dostawać kosze?

Ale przy założeniu, że kobieta musi dać najpierw zielone światło i że musi ono być jednoznaczne, to tylko ona będzie dostawać kosze wink

Tak to jest konkretna propozycja z ktora przewaznie fscet musi wyjsc i znaczy pojdziemy na kawe i zobaczymy czy wyjdzie to poza nią.

Tyle że facet podchodząc do niej i zaczynając już samym tym pokazał co chce więc jak coś to i on też dostaje.

Ela z pierwszą taka propozycja to myślałem że niebo się wali i koniec świata nadchodzi, ale umówiłem się tongue Co prawda nie wyszło poza kawę to ale dobry kontakt do tej pory mamy smile

Edit: umajona przeczytaj jeszcze raz post Eli jeżeli nie wychodzi to sama pomóż i wybierz faceta dla siebie, pewnym sprawom trzeba pomagać.

Ela210 napisał/a:

I umówiłeś się czy oniemiałeś? big_smile
Zbyt delikatne ego przeszkadza w życiu nie tylko uczuciowym.

Można na to równouprawnienie spojrzeć jak na plus- bo to Ty wybierasz mężczyznę, a to był długo ich przywilej my miałyśmy siedzieć w kącie. smile
Poza tym dawanie kosza jest bardziej stresujące.

Ale też warto pamiętać, że "nie ma większej furii niż kobieta odrzucona" smile
O czym niejeden się przekonał, więc dla własnego bezpieczeństwa ... tongue

No fakt zraniona i odrzucona kobieta zmienia się w dzika bestię ^^

2,303

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

dorias, zapewniam Cię, że nie jestem zwolenniczką gierek i udawania niedostepnej wink Nie tylko dawałam zielone światło, ale wręcz neonowe big_smile

2,304 Ostatnio edytowany przez trx (2019-09-06 11:51:04)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Ela210 napisał/a:

Ale też warto pamiętać, że "nie ma większej furii niż kobieta odrzucona" smile
O czym niejeden się przekonał, więc dla własnego bezpieczeństwa ... tongue

Znajomy twierdzi, że babcia powtarzała mu : nigdy nie odmawiaj kobiecie, która chce się z tobą przespać, bo zrobisz sobie w niej najgorszego wroga. wink wink


umajona, porównanie jest zupełnie nieadekwatne pod wieloma kątami, to prawda.

umajona napisał/a:

(...) Tak samo jakbym wiedziała, że nigdy nie będę w związku, to bym to zaakceptowała i nie rozmyślala o tym. Ale teoretycznie jakieś szanse na miłość mam... Tylko nic się w tym temacie nie wydarza. Stąd takie przygnębienie.

Może po prostu jeszcze się nie wydarza smile

EDIT :

Ela210 napisał/a:

Można na to równouprawnienie spojrzeć jak na plus- bo to Ty wybierasz mężczyznę, a to był długo ich przywilej my miałyśmy siedzieć w kącie. smile

Tak to właśnie widzę smile Obawiam się też, czy mimo otrąbionego równouprawnienia i tak często nie uczy się chłopców, by sięgali po to, co chcą a dziewczynki, by czekały na to co im się przydarzy. Szkoda.
Stąd bardzo pozytywnie odbieram to, co Dorias pisze.

2,305

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:

dorias, zapewniam Cię, że nie jestem zwolenniczką gierek i udawania niedostepnej wink Nie tylko dawałam zielone światło, ale wręcz neonowe big_smile

Ale wiesz jak to się odbywa ?

Bo to mniej więcej tak wygląda widzi mężczyzna kobietę i podoba mu się podchodzi zagaduje itd itp. Ale na początku on widzi tylko twoje ciało i aby coś więcej było musi poznać jak poznaje i stwierdza to idzie dalej i szuka takiej która będzie mu pasować.

Natomiast  Ela powiedziała że równo uprawnienie to ma tą zaletę, że kobieta też może chodzić i szukać ale wiaze się to z tym że trzeba przygotować się na porażki. Zaleta taka jest, że się nie siedzi jak księżniczka wypatrujaca księcia kiedy podejdzie.

2,306

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:

rossanka napisał/a:

Wiem, że mu widać nie zależy, więc sama nic już nie zdziałam.  Tylko trochę szkoda, ze to już kolejny raz.

Rossanko, mam nadzieję, że szybko zapomnisz o całej sprawie. Pozytyw jest taki, że szybko dowiedziałaś się na czym stoisz. Łatwiej wtedy przejść nad rozczarowaniem do porządku dziennego i za wiele nie myśleć.  Głowa do góry smile

Nie napisałam, że szybko się dowiedziałam smile Późno dość się dowiedziałam smile Jak się już wkręciłam, bo dobrze się rozmawiało raz, i kolejny, jeden miesiąc, drugi, trzeci, czwarty.... I tylko tyle, ale powiem Wam, że mam wprawę, kiedyś mi przejdzie ta znajomość, tylko trzeba czasu, już to przerabiałam wiele razy.

2,307

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
dorias napisał/a:

Natomiast  Ela powiedziała że równo uprawnienie to ma tą zaletę, że kobieta też może chodzić i szukać ale wiaze się to z tym że trzeba przygotować się na porażki. Zaleta taka jest, że się nie siedzi jak księżniczka wypatrujaca księcia kiedy podejdzie.

Tylko, że to bez sensu, bo jaki jest sens zaczepianie i proponowanie na przykład spotkania mężczyźnie, który nie jest zainteresowany?
Bo z mojego doświadczenia jak widać wynika, że jak pan nie wykonuje kroku, to nie z nieśmiałości czy niepewności, ale dlatego, ze nie chce i nie jest zainteresowany.

2,308 Ostatnio edytowany przez umajona (2019-09-06 12:25:49)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

dorias, może specjalnie nie chodzę i nie szukam, tylko sobie normalnie żyję z nastawieniem, że jak miłość będzie miała się pojawić, to się pojawi. Ale jeśli już jakiś konkretny facet mi się spodoba (i nie mam na myśli jednorazowego zobaczenia go), to nie udaję księżniczki, tylko normalnie okazuje mu zainteresowanie, proponuję jakieś spotkanie/kawę, nawet potrafię powiedzieć wprost, że chciałabym go lepiej poznać. Ale raczej się to dobrze nie kończy wink I albo mam pecha, że zwracam uwagę na facetów, którzy tego nie odwzajemniaja, albo prawdą jest, że faceci wolą zdobywać i nie lubią być wyręczani przez kobietę, albo wychodzę na desperatke, czego bardzo bym nie chciała, bo się za taką nie uważam. I bądź tu mądry ;p

Edit:
Rossanka, no właśnie, jakby facet chciał, to by okazał zainteresowanie. Można mówić o rownouprawnieniach, ale to nie zmieni natury mężczyzny. Natury kobiety też, bo ja mimo wszystko chciałabym, żeby to mężczyzna okazywał mi, że mu na mnie zależy. Też się sugerowałam tym, że może jest nieśmiały, albo nie wie, czy ma jakieś szanse u mnie, więc czasem robiłam ten pierwszy krok. Ale to bez sensu. Jak facet będzie chciał poznać bliżej kobietę, to zrobi coś w tym kierunku. Więc już sobie daruję te światła... I to nie po to, żeby zgrywac niedostępna.

2,309

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

A te rozmowy Rossanko to zaczepialy o jakieś damski męskie sprawy czy raczej o dziurze  ozonowej ? Pytam bo tematy rozmowy mogą jakoś zweryfikować charakter znajomości

2,310

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
dorias napisał/a:

Natomiast  Ela powiedziała że równo uprawnienie to ma tą zaletę, że kobieta też może chodzić i szukać ale wiaze się to z tym że trzeba przygotować się na porażki. Zaleta taka jest, że się nie siedzi jak księżniczka wypatrujaca księcia kiedy podejdzie.

Tylko, że to bez sensu, bo jaki jest sens zaczepianie i proponowanie na przykład spotkania mężczyźnie, który nie jest zainteresowany?
Bo z mojego doświadczenia jak widać wynika, że jak pan nie wykonuje kroku, to nie z nieśmiałości czy niepewności, ale dlatego, ze nie chce i nie jest zainteresowany.

Rossanka to co napisałaś tyczy się równie dobrze kobiet jak i mężczyzn. A fakt jest taki jak nie spróbujesz to się nie dowiesz i tyle.

Powiedzmy sobie szczerze kobiety w kwestii tej akurat idą na łatwiznę i lubią czasami utrudniać to smile

Jednak mężczyźni zaczynają poznawać zasady gry z wiekiem i nagle okazuje się, że kobiety nagle zaczynają mieć problemy z poznaniem faceta.
Z czego to wynika?

2,311

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
dorias napisał/a:
rossanka napisał/a:
dorias napisał/a:

Natomiast  Ela powiedziała że równo uprawnienie to ma tą zaletę, że kobieta też może chodzić i szukać ale wiaze się to z tym że trzeba przygotować się na porażki. Zaleta taka jest, że się nie siedzi jak księżniczka wypatrujaca księcia kiedy podejdzie.

Tylko, że to bez sensu, bo jaki jest sens zaczepianie i proponowanie na przykład spotkania mężczyźnie, który nie jest zainteresowany?
Bo z mojego doświadczenia jak widać wynika, że jak pan nie wykonuje kroku, to nie z nieśmiałości czy niepewności, ale dlatego, ze nie chce i nie jest zainteresowany.

Rossanka to co napisałaś tyczy się równie dobrze kobiet jak i mężczyzn. A fakt jest taki jak nie spróbujesz to się nie dowiesz i tyle.

Powiedzmy sobie szczerze kobiety w kwestii tej akurat idą na łatwiznę i lubią czasami utrudniać to smile

Jednak mężczyźni zaczynają poznawać zasady gry z wiekiem i nagle okazuje się, że kobiety nagle zaczynają mieć problemy z poznaniem faceta.
Z czego to wynika?

Nie wiem jak inne,ale powiemza siebie. Dla mnie bez roznicy, jak miałam 20 lat to mialam problem z poznaniem faceta,tak samo było po 30 i 40.
A jak inne kobiety,  to nie wiem,  różnie bywa
Ela-rozmowy były o dziurze  ozonowej, dostosowywalam  się do jego tematów.

2,312

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:

trx, rozumiem, co chciałaś przekazać tym porównaniem z niepełnosprawnymi, ale ono nie jest do końca adekwatne. Ja np. bardzo chciałabym dokonywać cudów na lodzie jako lyzwiarka figurowa, ale wiem, że nie mam predyspozycji, więc nie przeszkadza mi to w byciu szczęśliwą, że nie potrafię i nie mogę tak tańczyć. Tak samo jakbym wiedziała, że nigdy nie będę w związku, to prawdopodobnie  bym to zaakceptowała i nie rozmyślala o tym aż tak. Ale teoretycznie jakieś szanse na miłość mam... Tylko nic się w tym temacie nie wydarza. Stąd takie przygnębienie.

Poza tym jakoś nie chce mi się wierzyć, że te osoby są tak mega szczęśliwe, jak to określiłas. Może na zewnątrz tacy się wydają, bo nie chcą być narzekaczami - ale to bardziej siła charakteru. A w środku...?

Umajona, a Ty wierzysz w cuda, że w związku nie będziesz miala powodow do narzekań? Że będziesz permanentnie szczęśliwa? Przecież to nierealne. Tak samo i single nie są nieustannie szczęśliwi, bo takie po prostu jest życie. Liczy się bilans ogólny i mój jako singla zdecydowanie jest na plus. Właściwie nie jestem już wcale pewna, czy związek byłby lepszy. Bardzo fajnie i łatwo jest się przyzwyczaić do drugiego człowieka, ale obiektywnie rzecz biorąc, oba stany niosą troski i radości.
Wierzę, że można czuc brak czegoś ważnego w życiu, ale do mnie należy wybór, czy poddaję się przygnębieniu i zgorzknieniu czy też dbam o swoje dobre samopoczucie pomimo tego braku.
Do mnie przykład niepełnosprawnych przemawia. Może łatwiej przyjąć do wiadomości brak, gdy jest on ode mnie niezależny, ale z drugiej strony - dramatyzm obu sytuacji jest bez porównania. A jednak się żyje i to nierzadko z uśmiechem.
Mam teraz w pracy fajną stażystkę na wózku. Ani faceta, ani władzy w nogach, a jednak coś fajnego się w jej życiu dzieje: podróżuje, gra w w drużynie koszykarskiej.
To nie jest jak za magicznym dotknięciem: pstryk i przestaję czuć braki, smutek... To proces, który wymaga cierpliwości i wiary. I woli, bo opieramy się i buntujemy przeciw zmianie podejścia.

2,313

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

bardzo często kochamy wyobrażenia i marzenia. Kilka razy dostałam kubeł zimnej wody na głowę i dziś nie jestem zbyt skora do zakochiwania się. Aż mi czasem szkoda, że pewnych słodkich złudzeń nie przeżywam.

Kto wie. Może jeszcze przeżyjesz wink  Gdyby to było takie proste i człowiek mógłby decydować kiedy chce się zakochać a kiedy nie. Ale przynajmniej do 40-tki tak nie jest. Może na starość będzie.

Nie zarzekam się, może kiedyś jeszcze mnie "sieknie", ale raczej nie sądzę. Przy całej swojej emocjonalności jestem dość racjonalna i trzymam uczucia na wodzy, póki nie przekonam się, że warto te wodze popuścić. Co z tego, że dany mężczyzna wywołuje bicie serca, skoro ewidentnie nie rokuje na wspólne życie?
Może i nie decydujemy, kiedy chcemy się zakochać, ale na pewno od nas samych zależy, czy za tym pójdziemy.

2,314

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Umajona, a Ty wierzysz w cuda, że w związku nie będziesz miala powodow do narzekań?

"partner - osoba, która pomaga rozwiązywać ci problemy, których bez niego byś nie miała" wink wink wink

2,315

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Umajona, a Ty wierzysz w cuda, że w związku nie będziesz miala powodow do narzekań?

"partner - osoba, która pomaga rozwiązywać ci problemy, których bez niego byś nie miała" wink wink wink

Co za pesymistyczne nastawienie.

2,316

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
foggy napisał/a:
trx napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Umajona, a Ty wierzysz w cuda, że w związku nie będziesz miala powodow do narzekań?

"partner - osoba, która pomaga rozwiązywać ci problemy, których bez niego byś nie miała" wink wink wink

Co za pesymistyczne nastawienie.

Wcale nie pesymistyczne. Realne. I nie takie znowu straszne.

2,317 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-09-06 16:45:26)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Może właśnie w tym rzecz, że masz radar nastawiony na wygadanie i elokwencję Panów, a trzeba wychwytywać inne sygnały- bardziej personalne chociażby wypowiadane z większą czułością imię czy jakiś drobny gest. Może to przeoczasz u innych, a elokwencja Cię zachwyca.
Dysputy  to można prowadzić na różne tematy ale nie dowodzą niczego. Dla mnie wręcz są sygnałem zaklasyfikowania mnie jako nie kobieta a kumpel smile

2,318 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-06 17:20:16)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
umajona napisał/a:

jeśli już jakiś konkretny facet mi się spodoba (i nie mam na myśli jednorazowego zobaczenia go), to nie udaję księżniczki, tylko normalnie okazuje mu zainteresowanie, proponuję jakieś spotkanie/kawę, nawet potrafię powiedzieć wprost, że chciałabym go lepiej poznać. Ale raczej się to dobrze nie kończy wink I albo mam pecha, że zwracam uwagę na facetów, którzy tego nie odwzajemniaja, albo prawdą jest, że faceci wolą zdobywać i nie lubią być wyręczani przez kobietę, albo wychodzę na desperatke, czego bardzo bym nie chciała, bo się za taką nie uważam. I bądź tu mądry ;p

Z tym proponowaniem ze strony kobiety to tez wydaje mi się że tylko w przypadkach gdy zna się tą drugą osobę i wie że nie jest zajęta. Jak się ma 20 lat to można sobie takie teksty rzucać do rówieśników bo mało prawdopodobne że mają męża czy żonę. Po 30 lub 40 może to być przyjęte trochę z dystansem smile


trx napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Umajona, a Ty wierzysz w cuda, że w związku nie będziesz miala powodow do narzekań?

"partner - osoba, która pomaga rozwiązywać ci problemy, których bez niego byś nie miała" wink wink wink


Widzę że większość pań tu komentujących miała niezbyt przyjemne doświadczenia związkowe i teraz wolą bycie singlem od ponownej próby wink

Ja zawsze uważałem że prawda jest gdzieś pośrodku. Nie ma co zachwycać się z tego że jest się singlem, ale nie ma co też zachwycać się tym że jest się w przeciętnym związku, tak z nudy. Trzeba naprawdę dobrze poznać tą drugą osobę aby wchodzić w jakiekolwiek relacje, trzeba spędzić trochę czasu razem, chociażby na wycieczkach. Wtedy od razu widać upodobania, sposób zachowania, przyzwyczajenia. Śmieszy mnie jak ludzie znają się od dwóch tygodni i już decydują się na związek.

2,319

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
foggy napisał/a:
trx napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Umajona, a Ty wierzysz w cuda, że w związku nie będziesz miala powodow do narzekań?

"partner - osoba, która pomaga rozwiązywać ci problemy, których bez niego byś nie miała" wink wink wink

Co za pesymistyczne nastawienie.


Hm. Nie wiem ile emotikonusiów trzeba wstawiać, by było czytelne, że coś nie jest pisane tak 'serio serio' wink

A że ludzie mają często bajkowe wyobrażenia na temat związków, zwłaszcza tych nieistniejacych, to osobna rzecz.

2,320

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

rossanka mam takie pytanie do Ciebie.
Chodzi o to, że w swoim życiu poznałem kilka ,,starych pan" bezdzietnych.
I zauważyłem, że większość z nich to są kobiety, które mają w sobie coś ,,z chłopa", tzn., że są chociaż w 1% ,,babochłopem"
Moje pytanie brzmi do Ciebie w ten sposób: czy jesteś przekonana, że nie masz w sobie czegoś z chłopa? że nie jesteś chociażby w 1% ,,babochłopem"?
Każdy powinien wiedzieć o co mi chodzi, chyba każdy z nas raz w życiu spotkał babochłopa, która miałaby np. męski głos, męski wyraz twarzy, męską postawę, męski krok, męskie zachowania itp.

2,321 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-09-06 19:27:50)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

smile)))))( Rumuński  smile co Ty opowiadasz ?
Nikt nie dalby rady przeżyć bez domieszki innej płci czyli kobieta musi być czasem twarda a chłop wrażliwy?
Serio? Nigdy nie spotkales takich ludzi w związkach? Nawet takich co mają 20  procent z chłopa??? Lub z baby?

2,322

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

A co to są męskie zachowania?

2,323

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Może charka, pluje i cmoka przed tv z meczem na ekranie tongue

2,324

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Tzn. wiadomo, że babochłopy też są w związkach.
Znam kobietę co ma prawie 190 wzrostu, ważyć to nie wiem ile waży ale ponad 100 to na pewno, łapy ma jak niedźwiedź polarny a do tego męski głos jakby cały pluton wojskowy na raz by krzyknął.
Mimo to ma męża i dwójkę dzieci smile

Ale zauważyłem, że najczęściej ,,starymi bezdzietnymi pannami" zostają właśnie takie ,,babochłopy" - czyli kobiety z mocnym butem, twardą postawą, miną jak u radzieckiego oficera na defiladzie, męskim głosem itp.

Dlatego zastanawiałem się czy być może rossanka zauważyła w sobie jakieś podobne cechy? może to byłoby odpowiedzią na wszystkie pytania?

2,325

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rumuński zaraz pranie moje wyobrażenie o Rossance jak tak będziesz pisać i jedyne co będzie widoczne to radziecki niedźwiedź o donosnym głosie hmm

Rossanka nie masz jakichś kumpli z którymi możesz wyjść na piwo i się "wyżalić", ja przynajmniej w takich sytuacjach zawsze byłem szczery czasami aż do bólu...

2,326

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Tzn. wiadomo, że babochłopy też są w związkach.
Znam kobietę co ma prawie 190 wzrostu, ważyć to nie wiem ile waży ale ponad 100 to na pewno, łapy ma jak niedźwiedź polarny a do tego męski głos jakby cały pluton wojskowy na raz by krzyknął.
Mimo to ma męża i dwójkę dzieci smile

Ale zauważyłem, że najczęściej ,,starymi bezdzietnymi pannami" zostają właśnie takie ,,babochłopy" - czyli kobiety z mocnym butem, twardą postawą, miną jak u radzieckiego oficera na defiladzie, męskim głosem itp.

Dlatego zastanawiałem się czy być może rossanka zauważyła w sobie jakieś podobne cechy? może to byłoby odpowiedzią na wszystkie pytania?

Dzień miałam dziś kiepskawy,  ale ten post naprawdę mnie rozbawił big_smile

2,327 Ostatnio edytowany przez Znerx (2019-09-06 21:41:06)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

,,starymi (...) pannami"

Aktualnie 20+% gospodarstw domowych w PL to gospodarstwa jednoosobowe. W całej EU - udział jednoosobowych gospodarstw domowych bez dzieci to 24%, w 2018. Według eurostatu.
Więc stara panna/kawaler vel singiel to robi się powoli norma, a bezdzietna panna/kawaler to już prawie 1/3 EU.

Czas porzucić te ciemnogrodzkie wizje związków, małżeństw i prokreacji wink

2,328

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Tzn. wiadomo, że babochłopy też są w związkach.
Znam kobietę co ma prawie 190 wzrostu, ważyć to nie wiem ile waży ale ponad 100 to na pewno, łapy ma jak niedźwiedź polarny a do tego męski głos jakby cały pluton wojskowy na raz by krzyknął.
Mimo to ma męża i dwójkę dzieci smile

Z taką to same zalety : w zimę cieplo , latem cień ...

2,329 Ostatnio edytowany przez trx (2019-09-06 22:12:16)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Znerx napisał/a:

Aktualnie 20+% gospodarstw domowych w PL to gospodarstwa jednoosobowe. W całej EU - udział jednoosobowych gospodarstw domowych bez dzieci to 24%, w 2018. Według eurostatu.
Więc stara panna/kawaler vel singiel to robi się powoli norma, a bezdzietna panna/kawaler to już prawie 1/3 EU.

Czas porzucić te ciemnogrodzkie wizje związków, małżeństw i prokreacji wink

Może przez to, że coraz więcej kobiet ma coś z chłopa?

2,330 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-06 22:17:11)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Peter4x napisał/a:

...wolą bycie singlem od ponownej próby wink

Ja zawsze uważałem że prawda jest gdzieś pośrodku. Nie ma co zachwycać się z tego że jest się singlem, ale nie ma co też zachwycać się tym że jest się w przeciętnym związku, tak z nudy. Trzeba naprawdę dobrze poznać tą drugą osobę aby wchodzić w jakiekolwiek relacje, trzeba spędzić trochę czasu razem, chociażby na wycieczkach. Wtedy od razu widać upodobania, sposób zachowania, przyzwyczajenia. Śmieszy mnie jak ludzie znają się od dwóch tygodni i już decydują się na związek.

Pod tym postem podpisuję się z całą odpowiedzialnością. Mnie też śmieszy deklarowanie związku chwilę po pierwszym spotkaniu. Mam potrzebę poznania się lepiej, zbliżenia się do siebie naturalnie i stopniowo, a nie desperacko i na siłę.
Sporo moich znajomości spaliło na panewce z tego powodu. Nie mam o to żalu do losu (choć dawniej zdarzało się mieć - do losu i do siebie), bo to mój świadomy wybór ; panowie bywali chętni, ale mnie ich zbytnia ochoczość bynajmniej nie zachęcała.
Takiego związku "na łeb, na szyję" stanowczo sobie nie życzę. Ja właśnie chciałabym poznawać się na spacerach, wycieczkach, randkach w kawiarni, kinie czy w parku i niech sobie wszystko naturalnie i swobodnie płynie. A co ma wisieć, nie utonie.

Co do kolejnych prób, podejmowałam je, ale... patrz wyżej w niniejszym poście. Zmęczyłam się, znudziłam i już coraz mniej mi się chce. Nie jest to jakaś bolesna rezygnacja, po prostu nie widząc efektów, dałam sobie spokój. Jestem zdania, że wiele od nas zależy, ale jednak nie wszystko i trzeba to uszanować.

2,331

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ja to  widze jak hustawke typu belka podparta na srodku. Z jednej kobiecosc z drugiej meskosc. Im bardziej jedna strona sie przemieszcza tym bardziej druga tez musi zeby hustawka byla w rownowadze. Skoro kobiety ida w strone meskosci to mezczyzni przesuwaja sie w strone kobiecosci. Jak kobieta poudaje nawet plochliwa  i niesmiala to kazdy facet staje sie bardziej meski przy niej.

2,332

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Określenie "babochłop" kojarzy mi się bardziej z zachowaniem, niż z wyglądem. Jakiś przerost cech i zachowań typowo męskich u kobiety. Podobnie jak określenie (przepraszam) "ciota" na zniewieściałego mężczyznę. Zasada przypisania łatki - ta sama.

2,333 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-06 22:29:31)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piotr Introwertyk napisał/a:

Jak kobieta poudaje nawet plochliwa  i niesmiala to kazdy facet staje sie bardziej meski przy niej.

Gorzej tylko, gdy po fazie zalotów wyłazi szydło z worka.

2,334 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-06 22:36:00)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:

Nie wiem ile emotikonusiów trzeba wstawiać, by było czytelne, że coś nie jest pisane tak 'serio serio' wink

A wiadomo, kiedy kto żartuje na forum?
Ja tam lubię emotikonki. Może mało są literackie, ale wzbogacają przekaz.

Żart z moim rzekomym wyrachowaniem pojęłam w lot wink
Cóż, czasy teraz twarde... big_smile
A tak poważnie, to absolutnie nie jest wystarczający powód do wchodzenia w związki.

2,335

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
trx napisał/a:
Znerx napisał/a:

Aktualnie 20+% gospodarstw domowych w PL to gospodarstwa jednoosobowe. W całej EU - udział jednoosobowych gospodarstw domowych bez dzieci to 24%, w 2018. Według eurostatu.
Więc stara panna/kawaler vel singiel to robi się powoli norma, a bezdzietna panna/kawaler to już prawie 1/3 EU.

Czas porzucić te ciemnogrodzkie wizje związków, małżeństw i prokreacji wink

Może przez to, że coraz więcej kobiet ma coś z chłopa?

Tyle?
https://pobierak.jeja.pl/images_thumb/7/1/f/88560_600x315.jpg

lol

ps.
Mnie się babochłop kojarzy ze sportsmenkami z NRD wink po kilku cyklach testosteronu "ku chwale ludowej ojczyzny".

2,336

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ta broda zdecydowanie psuje cały efekt.

2,337 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-06 22:53:39)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Pewnie subtelne kobietki mają większe wzięcie, ale jaki sens udawać kogoś, kim się  nie jest? Panie, które np. kochają motory i rzucają czasem grubszym słowem, też mają swoich amatorów. Rażą mnie jednak kobiety, które jakby na siłę próbuja dorównać facetom - bynajmniej nie w ich najlepszych cechach. Klną nieskrępowanie, palą jak smoki, piją za dużo i jawnie gardzą innymi kobietami. Oooo, to mi się bardzo nie podoba, choć sama czasem potrafię paskudnie bluznąć.

2,338

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
Peter4x napisał/a:

...wolą bycie singlem od ponownej próby wink

Ja zawsze uważałem że prawda jest gdzieś pośrodku. Nie ma co zachwycać się z tego że jest się singlem, ale nie ma co też zachwycać się tym że jest się w przeciętnym związku, tak z nudy. Trzeba naprawdę dobrze poznać tą drugą osobę aby wchodzić w jakiekolwiek relacje, trzeba spędzić trochę czasu razem, chociażby na wycieczkach. Wtedy od razu widać upodobania, sposób zachowania, przyzwyczajenia. Śmieszy mnie jak ludzie znają się od dwóch tygodni i już decydują się na związek.

Pod tym postem podpisuję się z całą odpowiedzialnością. Mnie też śmieszy deklarowanie związku chwilę po pierwszym spotkaniu. Mam potrzebę poznania się lepiej, zbliżenia się do siebie naturalnie i stopniowo, a nie desperacko i na siłę.
Sporo moich znajomości spaliło na panewce z tego powodu. Nie mam o to żalu do losu (choć dawniej zdarzało się mieć - do losu i do siebie), bo to mój świadomy wybór ; panowie bywali chętni, ale mnie ich zbytnia ochoczość bynajmniej nie zachęcała.
Takiego związku "na łeb, na szyję" stanowczo sobie nie życzę. Ja właśnie chciałabym poznawać się na spacerach, wycieczkach, randkach w kawiarni, kinie czy w parku i niech sobie wszystko naturalnie i swobodnie płynie. A co ma wisieć, nie utonie.

No właśnie, też sobie tak to zawsze wyobrażałam... Czyli mówicie, że jest szansa na takie poznawanie się po 30-stce? Że facet też tak będzie chciał? sad Ten "mój" zrobił ze mnie nienormalna z tego powodu...

Piegowata, wiem, że związek nie gwarantuje szczęścia. Trochę się naczytalam różnych historii tu na forum... W sumie nawet nie wiem, czy umialabym w ogóle w związku być, bo to dla mnie jak na razie za wysoki level. Na razie marzą mi się spacery za rękę, przytulenia, pocałunki, bo na takim etapie dopiero jestem...

2,339 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-09-06 23:09:31)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Umajona, przekonałam się w ostatniej, niefortunnej zresztą, znajomości, że można zadbać o swoje potrzeby. Już o tym pisałam. Po prostu powiedziałam facetowi, czego potrzebuję i on to przyjął do wiadomości. Owszem, próbował skraść buziaka, mocniej objąć, ale gdy się odsuwałam albo mówiłam, że nie teraz, akceptował to bez marudzenia. Owszem, wolałabym w ogóle nie musieć nic wyjaśniać (bo czuję się niczym jakaś pani profesor udzielająca wykładu, jakoś sztucznie i niezręcznie), ale ostatecznie jesteśmy różni, co człowiek to inne wyobrażenia o związku, inne potrzeby itd. więc wychodzi na to, że trzeba rozmawiać.

W dużej mierze wyleczyłam się już z myślenia "coś ze mną nie tak". Nieprawda. Ty jesteś w porządku i ja jestem w porządku, chociaż się różnimy. Ale jeśli ktoś ze mnie robi nienormalną, bo jestem inna, to już źle świadczy - bynajmniej nie o mnie. Nie ma czego i kogo żałować.

2,340

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
JMY7 napisał/a:

Określenie "babochłop" kojarzy mi się bardziej z zachowaniem, niż z wyglądem. Jakiś przerost cech i zachowań typowo męskich u kobiety. Podobnie jak określenie (przepraszam) "ciota" na zniewieściałego mężczyznę. Zasada przypisania łatki - ta sama.

Też mam takie same skojarzenia. Szczególnie słownictwo. Jak jeszcze dodamy do tego sposób ubierania się to mamy typowego babo-chłopa.

Znerx napisał/a:

Tyle?
https://pobierak.jeja.pl/images_thumb/7 … 00x315.jpg

lol

ps.
Mnie się babochłop kojarzy ze sportsmenkami z NRD wink po kilku cyklach testosteronu "ku chwale ludowej ojczyzny".

Ten facet "Conchita" tak ohydnie wygląda że normalnie nie mogę na niego patrzeć. Aż mi się wymiotować chciało jak oglądałem wtedy Eurowizję.


umajona napisał/a:

No właśnie, też sobie tak to zawsze wyobrażałam... Czyli mówicie, że jest szansa na takie poznawanie się po 30-stce? Że facet też tak będzie chciał? sad Ten "mój" zrobił ze mnie nienormalna z tego powodu...

Piegowata, wiem, że związek nie gwarantuje szczęścia. Trochę się naczytalam różnych historii tu na forum... W sumie nawet nie wiem, czy umialabym w ogóle w związku być, bo to dla mnie jak na razie za wysoki level. Na razie marzą mi się spacery za rękę, przytulenia, pocałunki, bo na takim etapie dopiero jestem...

Tak to jest możliwe. Trzeba trafić na odpowiedniego faceta który będzie miał takie właśnie podejście, a to już nie jest wcale łatwe. Do 40-tki Ci daleko więc mam nadzieję że na takiego trafisz i wcale nie musisz jeszcze szukać rozwodników.

Posty [ 2,276 do 2,340 z 8,335 ]

Strony Poprzednia 1 … 34 35 36 37 38 … 129 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024