A gdzie mieszkasz rossanko, tj. miasto, ew. wojewodztwo?
Oj foggy, usłyszałeś, że rossanka taka drobniutka, tak młodziutko wyglądająca i już
![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Strony Poprzednia 1 … 33 34 35 36 37 … 129 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
A gdzie mieszkasz rossanko, tj. miasto, ew. wojewodztwo?
Oj foggy, usłyszałeś, że rossanka taka drobniutka, tak młodziutko wyglądająca i już
![]()
Bo w przypadku kawalera z opisanymi cechami nie chodzi o to, by znależć, tylko żeby szukać.
I Vice versa.. Więc jak już znajdzie się taka to zasada brzmi:
jak ona wykaże zainteresowanie to ja odwrót. Panna ma podobnie więc stworzenie z tego pary jest niemożliwe.
a reszta opisana w wątku Milki i nie ma co się powtarzać.
foggy napisał/a:A gdzie mieszkasz rossanko, tj. miasto, ew. wojewodztwo?
Oj foggy, usłyszałeś, że rossanka taka drobniutka, tak młodziutko wyglądająca i już
![]()
![]()
O nie nie. nie to chciałam powiedziec. Nie drobniutka, ale szczupła tylko.
I nie młodziutko, bo logiczne, że 25, nawet 30 lat nikt mi nie da. Ale już 35, albo 37- tu myślę, ze wyglądam na tyle.
A że się mylą ludzie - to są starsze osoby i w pierwszym spojrzeniu jak widzą szczupła sylwetkę, ubraną jak młodzież - spodnie i t shirt, to mogą mnie wziąć za "gówniarę".
Ale jak już blizej podejdziesz, to zmarszczki są pod oczami i siwe włosy (nie pod oczami, na głowie
).
jak ona wykaże zainteresowanie to ja odwrót. Panna ma podobnie więc stworzenie z tego pary jest niemożliwe.
.
To zdanie nie ma sensu. Albo urwało wypowiedz.
Nawet jeśli będzie to kawaler bez dzieci, to i tak będzie to człowiek z bagażem doświadczeń, własnych przyzwyczajeń, stylu życia itp. Mężczyzna 40+ jest nie do urobienia. Poza tym zobowiązania może mieć wobec rodziny typu rodzice, rodzeństwo. To za dużo lat życia żeby być wolnym jak ptak i do swobodnego ulepienia przez kogoś.
Ela210 napisał/a:jak ona wykaże zainteresowanie to ja odwrót. Panna ma podobnie więc stworzenie z tego pary jest niemożliwe.
.To zdanie nie ma sensu. Albo urwało wypowiedz.
Rozumiem to tak, że jak ona wykaże zainteresowanie to on się wycofuje a ona ma podobnie ![]()
rossanka napisał/a:Ela210 napisał/a:jak ona wykaże zainteresowanie to ja odwrót. Panna ma podobnie więc stworzenie z tego pary jest niemożliwe.
.To zdanie nie ma sensu. Albo urwało wypowiedz.
Rozumiem to tak, że jak ona wykaże zainteresowanie to on się wycofuje a ona ma podobnie
W znaczeniu, że jak ona się interesuje i daje to poznac to on się wycofuje, albo na odwrót, jak on wykazuje inicjatywę to ona się wycofuje?
Nawet jeśli będzie to kawaler bez dzieci, to i tak będzie to człowiek z bagażem doświadczeń, własnych przyzwyczajeń, stylu życia itp. Mężczyzna 40+ jest nie do urobienia. Poza tym zobowiązania może mieć wobec rodziny typu rodzice, rodzeństwo. To za dużo lat życia żeby być wolnym jak ptak i do swobodnego ulepienia przez kogoś.
Bierzesz, albo nie bierzesz, tu nie ma nic do ulepienia ani wychowania, przecież to oczywiste ![]()
A rodzice i rodzeństwo nie są nieletni a to różnica.
trx napisał/a:rossanka napisał/a:To zdanie nie ma sensu. Albo urwało wypowiedz.
Rozumiem to tak, że jak ona wykaże zainteresowanie to on się wycofuje a ona ma podobnie
W znaczeniu, że jak ona się interesuje i daje to poznac to on się wycofuje, albo na odwrót, jak on wykazuje inicjatywę to ona się wycofuje?
Tak
Tak myślę...
foggy napisał/a:A gdzie mieszkasz rossanko, tj. miasto, ew. wojewodztwo?
Oj foggy, usłyszałeś, że rossanka taka drobniutka, tak młodziutko wyglądająca i już
![]()
![]()
Niezupełnie taki miałem zamiar. Niewątpliwie są to jakies zalety, niemniej rossanka mnie zignorowała.
Wiesz o czy ja mówie, @ross ?
Luxie napisał/a:Nawet jeśli będzie to kawaler bez dzieci, to i tak będzie to człowiek z bagażem doświadczeń, własnych przyzwyczajeń, stylu życia itp. Mężczyzna 40+ jest nie do urobienia. Poza tym zobowiązania może mieć wobec rodziny typu rodzice, rodzeństwo. To za dużo lat życia żeby być wolnym jak ptak i do swobodnego ulepienia przez kogoś.
Bierzesz, albo nie bierzesz, tu nie ma nic do ulepienia ani wychowania, przecież to oczywiste
A rodzice i rodzeństwo nie są nieletni a to różnica.
Ale potrafią być jeszcze większym zobowiązaniem i uwikłaniem rodzinnym/życiowym niż niejedna była żona i dzieci. Nie ma ludzi całkowicie bez zobowiązań.
Poza tym byłe żony również nieletnie nie są, a więc? Czemu miałby stanowić dla Ciebie aż taki problem? Czy to może zazdrość o przeszłość. Nie odetniesz człowieka od jego przeszłości, niezależnie od tego jaka by ona nie była. A człowiek 40+ ma zazwyczaj bogatą przeszłość, ukształtowany charakter i poukładane życie i wchodzenie w związek z takim mężczyzną wymaga kompromisów, na które Ty, wydaje mi się, nie masz zbytnio ochoty.
rossanka napisał/a:Luxie napisał/a:Nawet jeśli będzie to kawaler bez dzieci, to i tak będzie to człowiek z bagażem doświadczeń, własnych przyzwyczajeń, stylu życia itp. Mężczyzna 40+ jest nie do urobienia. Poza tym zobowiązania może mieć wobec rodziny typu rodzice, rodzeństwo. To za dużo lat życia żeby być wolnym jak ptak i do swobodnego ulepienia przez kogoś.
Bierzesz, albo nie bierzesz, tu nie ma nic do ulepienia ani wychowania, przecież to oczywiste
A rodzice i rodzeństwo nie są nieletni a to różnica.Ale potrafią być jeszcze większym zobowiązaniem i uwikłaniem rodzinnym/życiowym niż niejedna była żona i dzieci. Nie ma ludzi całkowicie bez zobowiązań.
Poza tym byłe żony również nieletnie nie są, a więc? Czemu miałby stanowić dla Ciebie aż taki problem? Czy to może zazdrość o przeszłość.
tak. bardzo często to jest matka..
tak. bardzo często to jest matka..
He he ![]()
Różne są sytuacje i każdą trzeba indywidualnie rozpatrzyć, a nie zakładać z góry, że jak facet ma np. dzieci, to automatycznie wróży kłopoty. A co do zarobków, to wystarczy mi, że facet jest uczciwy. Sama nie zarabiam kokosów i nie zamierzam się zabijać dla pieniędzy, bo nie mam zdrowia, a chcę jeszcze pożyć. Jeśli i mój partner, i ja będziemy normalnymi, przyzwoitymi, biorącymi odpowiedzialność za własne postępowanie ludźmi, to nie zginiemy.
Ale potrafią być jeszcze większym zobowiązaniem i uwikłaniem rodzinnym/życiowym niż niejedna była żona i dzieci. Nie ma ludzi całkowicie bez zobowiązań.
Poza tym byłe żony również nieletnie nie są, a więc? Czemu miałby stanowić dla Ciebie aż taki problem? Czy to może zazdrość o przeszłość. Nie odetniesz człowieka od jego przeszłości, niezależnie od tego jaka by ona nie była. A człowiek 40+ ma zazwyczaj bogatą przeszłość, ukształtowany charakter i poukładane życie i wchodzenie w związek z takim mężczyzną wymaga kompromisów, na które Ty, wydaje mi się, nie masz zbytnio ochoty.
Z ukształtowanym charakterem to się zgodzę ale z poukładanym życiem nie do końca. Życie często potrafi tak zaskoczyć i wszystko rozwalić że już nic nie jest poukładane nie ważne czy w wieku 20, 40 czy 60 lat.
Luxie napisał/a:Ale potrafią być jeszcze większym zobowiązaniem i uwikłaniem rodzinnym/życiowym niż niejedna była żona i dzieci. Nie ma ludzi całkowicie bez zobowiązań.
Poza tym byłe żony również nieletnie nie są, a więc? Czemu miałby stanowić dla Ciebie aż taki problem? Czy to może zazdrość o przeszłość. Nie odetniesz człowieka od jego przeszłości, niezależnie od tego jaka by ona nie była. A człowiek 40+ ma zazwyczaj bogatą przeszłość, ukształtowany charakter i poukładane życie i wchodzenie w związek z takim mężczyzną wymaga kompromisów, na które Ty, wydaje mi się, nie masz zbytnio ochoty.Z ukształtowanym charakterem to się zgodzę ale z poukładanym życiem nie do końca. Życie często potrafi tak zaskoczyć i wszystko rozwalić że już nic nie jest poukładane nie ważne czy w wieku 20, 40 czy 60 lat.
Życie może i tak, lecz rewolucje na własne życzenie w wieku 40+ ? Praca, przyzwyczajenia, ustalone priorytety.
Nawet jeśli będzie to kawaler bez dzieci, to i tak będzie to człowiek z bagażem doświadczeń, własnych przyzwyczajeń, stylu życia itp. Mężczyzna 40+ jest nie do urobienia. Poza tym zobowiązania może mieć wobec rodziny typu rodzice, rodzeństwo. To za dużo lat życia żeby być wolnym jak ptak i do swobodnego ulepienia przez kogoś.
Drugiego człowieka nie da się zmienić a juz tym bardziej ulepic i to niezaleznie od wieku. A co złego jest we włsnym stylu zycia czy w bagazu doswiadczen?
Luxie napisał/a:Nawet jeśli będzie to kawaler bez dzieci, to i tak będzie to człowiek z bagażem doświadczeń, własnych przyzwyczajeń, stylu życia itp. Mężczyzna 40+ jest nie do urobienia. Poza tym zobowiązania może mieć wobec rodziny typu rodzice, rodzeństwo. To za dużo lat życia żeby być wolnym jak ptak i do swobodnego ulepienia przez kogoś.
Drugiego człowieka nie da się zmienić a juz tym bardziej ulepic i to niezaleznie od wieku. A co złego jest we włsnym stylu zycia czy w bagazu doswiadczen?
Nie ma nic złego, lecz nie każdy, jak widać, jest w stanie ten bagaż zaakceptować. A on jest, taki czy inny, czy to żona, czy to dzieci, czy matka, czy jakieś inne relacje, powiązania rodzinne itp. sprawy.
Bagaż doświadczeń to ma każdy.
Ważniejsze czy potrafi nie ciągnąć za sobą negatywnych rzeczy z przeszłości i wejść w relację dając od siebie coś dobrego i w tą przeszłość nie zerkać zbytnio.
Bardzo mnie zainteresował twój post ciekawe jak sobie to wszystko ułożyłaś...???
rossanka napisał/a:trx napisał/a:Rozumiem to tak, że jak ona wykaże zainteresowanie to on się wycofuje a ona ma podobnie
W znaczeniu, że jak ona się interesuje i daje to poznac to on się wycofuje, albo na odwrót, jak on wykazuje inicjatywę to ona się wycofuje?
Tak
Tak myślę...
Tak, to się często zdarza, w sumie, jeśli chodzi o moją sytuację, przez cale życie. Jest to frustrujace, bo ile razy można.
Różne są sytuacje i każdą trzeba indywidualnie rozpatrzyć, a nie zakładać z góry, że jak facet ma np. dzieci, to automatycznie wróży kłopoty. A co do zarobków, to wystarczy mi, że facet jest uczciwy. Sama nie zarabiam kokosów i nie zamierzam się zabijać dla pieniędzy, bo nie mam zdrowia, a chcę jeszcze pożyć. Jeśli i mój partner, i ja będziemy normalnymi, przyzwoitymi, biorącymi odpowiedzialność za własne postępowanie ludźmi, to nie zginiemy.
I to jest zdrowe podejście. Życiowe.
trx napisał/a:rossanka napisał/a:W znaczeniu, że jak ona się interesuje i daje to poznac to on się wycofuje, albo na odwrót, jak on wykazuje inicjatywę to ona się wycofuje?
Tak
Tak myślę...
Tak, to się często zdarza, w sumie, jeśli chodzi o moją sytuację, przez cale życie. Jest to frustrujace, bo ile razy można.
W sumie trochę inaczej odebrałam Rossanko Twój opis sytuacji, w sensie, nie że potencjalny absztyfikant ulatniał się, bo okazywałaś mu zainteresowanie, tylko po prostu nie był zainteresowany wcale. I vice versa, nie byłaś zainteresowana kandydatami nie dlatego, że byli chętni, tylko po prostu Ci nie pasowali. Ale może tu dopowiedziałam sobie nieprawdę ![]()
Co do frustracji, osobiście mam ją za sobą, ale ma to, obiektywnie patrząc, chyba negatywny, nie pozytywny wydźwięk. Założyłam po prostu, że rozmijam się z zainteresowaniem, wybieram nie tych, którzy wybierają mnie (a jestem słaba w kompromisach, więc opcja "spróbujemy" odpada). Trochę to jak wyuczona bezradność - małpka, która zakłada, że nawet nie ma sensu próbować wyjść z klatki. Siedzę zatem w klatce, gdzie z góry zakładam, że jeżeli ktoś odpowiada mi nie ma opcji, by zobaczył wartościowego partnera we mnie. I olewam temat z góry.
Wiem, że zabrzmiało to smutno i lamersko, ale tak naprawdę jest mi z takim podejściem lżej i łatwiej. Koncentruję się obecnie na innych, ważnych dla mnie kwestiach, nie rozwlekając się nad zastanawianiem "dlaczego to los znowu chciał inaczej niż ja"
A co pozytywne w tej konkluzji - jest tak jak pisała Piegowata. Można mieć świadomość, że przeżywanie zachwytu w dwójkę byłoby dobrą wartością dodaną, ale brak tej "drugiej osoby" nie sprawia, że powody do zachwytu przestają istnieć
(Piegowata'76, przepraszam jeśli parafraza nazbyt swobodna
)
Co miałam na myśli z tym szukaniem a nie znajdowaniem?
na pewno nie to, że jak spotykamy kogoś bez większych wad, ale bez olśnienia, to mamy z nim jakoweś próby czynić- strata czasu moim zdaniem- no chyba że stawiamy całkowicie na związek z rozsądku i tego się trzymamy oboje.
Chodziło mi o coś, co dzieje się wcześniej- czyli sposób patrzenia na innych ludzi, który pozwala się czymś w nich zachwycić - i jedna zobaczy te rzeczy w wielu mężczyznach, a inna w mało kim.
A jak już się uda i jest szansa na coś- to nie potrafi się otworzyć, szukać w nim nowych zachwytów i to pokazywać.
Przypomniała mi się koleżanka z szkolnej ławy- jak rozmawiałyśmy o jakimś chłopaku- to zawsze wyszukiwała w nim wady- takie które inne uważały za nieistotne..albo ich w ogóle nie zauważały. I podkochiwała się w lokalnych celebrytach, którzy mieli już dziewczyny..
U nich jakoś nie zauważała niskiej inteligencji, a inny był skreślony, bo miał nie takie buty, krzywe zęby, dziwny plecak itd itp ![]()
Chodzi mi o filtry- które sami sobie nakładamy.
Co do frustracji, osobiście mam ją za sobą, ale ma to, obiektywnie patrząc, chyba negatywny, nie pozytywny wydźwięk. Założyłam po prostu, że rozmijam się z zainteresowaniem, wybieram nie tych, którzy wybierają mnie (a jestem słaba w kompromisach, więc opcja "spróbujemy" odpada). Trochę to jak wyuczona bezradność - małpka, która zakłada, że nawet nie ma sensu próbować wyjść z klatki. Siedzę zatem w klatce, gdzie z góry zakładam, że jeżeli ktoś odpowiada mi nie ma opcji, by zobaczył wartościowego partnera we mnie. I olewam temat z góry.
No wiesz, jak z góry będziesz zakładać że nie ma szans to nigdy nie będzie. Nie wiem ile masz lat, wydaje mi się że nie więcej niż 40-45. Wcześniej pisałem właśnie w tym temacie o "wyraźnym zielonym świetle", jak facet go nie zobaczy z Twojej strony to wycofa się od razu. Faceci to też ludzie i boją się kompromitacji ![]()
Trx, zinterpretowałaś moje słowa jak najbardziej zgodnie z intencjami nadawcy ![]()
Nie mogę nikomu odbierać prawa do narzekania i własnych odczuć, ale czasami wrecz mnie irytuje to wszechobecne odsądzanie singielstwa od czci i wiary. Ludzie, czy bycie w parze to jedyna wartość w życiu?
Rozumiem, że bywa trudno, ale naprawdę można sobie z tym poradzić. Niedawno poczułam cień żalu, gdy zadzwoniłam do Ulubionej Sąsiadki w nadziei, że uda mi się z nią spotkać, a okazało się, że z Meczowym wybrała się na przejażdżkę rowerową za miasto. Byłam o krok od wpadnięcia w dołek, bo niestety Sąsiadka ma teraz mniej wolnego czasu i brakuje mi jej towarzystwa. Na szczęście przypomniałam sobie, że dawno nie rozmawiałam z inną koleżanką, a obiecywałyśmy to sobie "z okazji" pogrzebu jej matki. Zadzwoniłam, pogadałyśmy, wstępnie postanowiłyśmy się spotkać, gdy będzie miała więcej czasu (urodziła niedawno drugie dziecko, a do tego wróciła na krótko do pracy) - i od razu poczułam się lepiej.
Świat na związkach się nie kończy, a ludzi wokół wystarczy zauważyć i trochę się na nich otworzyć. Nie zawsze jestem otwarta, ale jak chcę, to potrafię.
Peter, mam całkiem serio pytanie: jak się daje facetom to wyraźne zielone światło? Czy nie wystarczy, że jestem po prostu sympatyczna, uśmiechnięta i kontaktowa? Naprawdę nie mam ochoty mizdrzyć się do gościa, odstawiać jakieś głupie zabawy włosami czy trzepotanie rzęsami. Jakieś to dla mnie upokarzające i okropnie teatralne. Bez obrazy, ale kretyńskie po prostu.
Peter, mam całkiem serio pytanie: jak się daje facetom to wyraźne zielone światło? Czy nie wystarczy, że jestem po prostu sympatyczna, uśmiechnięta i kontaktowa? Naprawdę nie mam ochoty mizdrzyć się do gościa, odstawiać jakieś głupie zabawy włosami czy trzepotanie rzęsami. Jakieś to dla mnie upokarzające i okropnie teatralne. Bez obrazy, ale kretyńskie po prostu.
Ale ja nic o trzepotaniu rzęsami nie pisałem ![]()
Marny ze mnie ekspert w tej dziedzine, ale wydaje mi się że to co napisałaś powinno wystarczyć o ile jest skierowane do tego konkretnego osobnika. Ta zabawa z włosami to był akurat przykład, oczywiście z życia wzięty.
Powtórzyłem tą oczywistość z zielonym światłem, bo wypowiedź Trx "małpka, która zakłada, że nawet nie ma sensu próbować wyjść z klatki" jest trochę dobijająca.
Piegowata, daje się im zielonym światłem centralnie po oczach, a potem chwilę na dojście do siebie ![]()
Piegowata, daje się im zielonym światłem centralnie po oczach, a potem chwilę na dojście do siebie
Hahaha
Takiego rozwiązania mogę się trzymać
Oboje macie Peter i Piegowata rację. To co piszecie tylko pozornie stoi w opozycji. Można czuć się spełnionym żyjąc "bez pary", ale nie zatrzaskiwać się tak totalnie na inne możliwości (co np. ja na ten moment robię, 'na małpkę'
).
Lada moment na szczęście w ogóle nie będę mieć ani krzty wolnego czasu i moja postawa będzie miała wreszcie inne usprawiedliwienie
Wcześniej pisałem właśnie w tym temacie o "wyraźnym zielonym świetle", jak facet go nie zobaczy z Twojej strony to wycofa się od razu. Faceci to też ludzie i boją się kompromitacji
Zgadzam się.
czasami wrecz mnie irytuje to wszechobecne odsądzanie singielstwa od czci i wiary. Ludzie, czy bycie w parze to jedyna wartość w życiu?
No dla niektórych jedyna
I nie dadzą Ci cieszyć się w spokoju, bo "ty nie wiesz". Jeszcze wprost tego nie mówią, ale zaocznie są pewni, że człowiek żyjący samotnie nic nie robi tylko obgryza z frustracji paznokcie i płacze po nocach
To ostanie na własne uszy me usłyszałam ![]()
[...] jak się daje facetom to wyraźne zielone światło? Czy nie wystarczy, że jestem po prostu sympatyczna, uśmiechnięta i kontaktowa?
To za mało, aby odwzajemnić zainteresowanie, bo to jest standard kulturalnego zachowania się. Tu trzeba czegoś więcej.
Naprawdę nie mam ochoty mizdrzyć się do gościa, odstawiać jakieś głupie zabawy włosami czy trzepotanie rzęsami. Jakieś to dla mnie upokarzające i okropnie teatralne. Bez obrazy, ale kretyńskie po prostu.
Nie potrzeba robić z siebie kina. Zainteresowanie widać w oczach, w tym jak ktoś na Ciebie patrzy, w sposobie zwracania się do Ciebie. Granica pomiędzy czystą kurtuazją a rzeczywistym zainteresowaniem jest bardzo cienka.
Ela210 napisał/a:Piegowata, daje się im zielonym światłem centralnie po oczach, a potem chwilę na dojście do siebie
Hahaha
Takiego rozwiązania mogę się trzymać
![]()
Oboje macie Peter i Piegowata rację. To co piszecie tylko pozornie stoi w opozycji. Można czuć się spełnionym żyjąc "bez pary", ale nie zatrzaskiwać się tak totalnie na inne możliwości (co np. ja na ten moment robię, 'na małpkę'
).
Lada moment na szczęście w ogóle nie będę mieć ani krzty wolnego czasu i moja postawa będzie miała wreszcie inne usprawiedliwienie![]()
Peter4x napisał/a:Wcześniej pisałem właśnie w tym temacie o "wyraźnym zielonym świetle", jak facet go nie zobaczy z Twojej strony to wycofa się od razu. Faceci to też ludzie i boją się kompromitacji
A jak facet zbliża się coraz bardziej, zagaduje, dąży do kontaktu, widać, ze cieszy się na widok kobiety, ale nic ponad to nie robi, nie ma propozycji spotkania typowo "randkowej" typu restauracja, kino, koncert itp? Jak to rozumieć , czas mija i mija i mimo zielonego światła On nic nie robi, jak to rozumieć? Czy może robot o dla "sportu", niektórym pochlebia kobiece zainteresowanie.
trx napisał/a:Ela210 napisał/a:Piegowata, daje się im zielonym światłem centralnie po oczach, a potem chwilę na dojście do siebie
Hahaha
Takiego rozwiązania mogę się trzymać
![]()
Oboje macie Peter i Piegowata rację. To co piszecie tylko pozornie stoi w opozycji. Można czuć się spełnionym żyjąc "bez pary", ale nie zatrzaskiwać się tak totalnie na inne możliwości (co np. ja na ten moment robię, 'na małpkę'
).
Lada moment na szczęście w ogóle nie będę mieć ani krzty wolnego czasu i moja postawa będzie miała wreszcie inne usprawiedliwienie![]()
Peter4x napisał/a:Wcześniej pisałem właśnie w tym temacie o "wyraźnym zielonym świetle", jak facet go nie zobaczy z Twojej strony to wycofa się od razu. Faceci to też ludzie i boją się kompromitacji
A jak facet zbliża się coraz bardziej, zagaduje, dąży do kontaktu, widać, ze cieszy się na widok kobiety, ale nic ponad to nie robi, nie ma propozycji spotkania typowo "randkowej" typu restauracja, kino, koncert itp? Jak to rozumieć , czas mija i mija i mimo zielonego światła On nic nie robi, jak to rozumieć? Czy może robot o dla "sportu", niektórym pochlebia kobiece zainteresowanie.
Zielone światło: od powiedzenia na głos przy takim Panu: grają w kinie to i to, poszłabym - do wysłania listu/maila z wyrazami uwielbienia
![]()
wszystko inne to żadne światło zielone- żółte co najwyżej- Panowie inaczej widzą kolory
rossanka napisał/a:trx napisał/a:Hahaha
Takiego rozwiązania mogę się trzymać
![]()
Oboje macie Peter i Piegowata rację. To co piszecie tylko pozornie stoi w opozycji. Można czuć się spełnionym żyjąc "bez pary", ale nie zatrzaskiwać się tak totalnie na inne możliwości (co np. ja na ten moment robię, 'na małpkę'
).
Lada moment na szczęście w ogóle nie będę mieć ani krzty wolnego czasu i moja postawa będzie miała wreszcie inne usprawiedliwienie![]()
A jak facet zbliża się coraz bardziej, zagaduje, dąży do kontaktu, widać, ze cieszy się na widok kobiety, ale nic ponad to nie robi, nie ma propozycji spotkania typowo "randkowej" typu restauracja, kino, koncert itp? Jak to rozumieć , czas mija i mija i mimo zielonego światła On nic nie robi, jak to rozumieć? Czy może robot o dla "sportu", niektórym pochlebia kobiece zainteresowanie.
Zielone światło: od powiedzenia na głos przy takim Panu: grają w kinie to i to, poszłabym - do wysłania listu/maila z wyrazami uwielbienia
![]()
wszystko inne to żadne światło zielone- żółte co najwyżej- Panowie inaczej widzą kolory
A jak pan dostał takie światło, że np poszlibysmy razem tam i tam, a skwotowalby, że pewnie, ale musi wygospodarować trochę czasu? I do tej pory cisza? Po wcześniejszym wyraźnym dążeniem do kontaktu?
To było Tylko dla sportu więc?
jak ktoś wymawia się brakiem czasu- to jednak nic z tego nie będzie. Jak na kimś komuś zależy, to czas zawsze się znajdzie dla niego. Niekoniecznie dla sportu. Mógł Cię polubić, ale nie zamierza pogłębiać tej znajomości- albo teraz, albo nigdy. W każdym razie światło dałaś.
jak ktoś wymawia się brakiem czasu- to jednak nic z tego nie będzie. Jak na kimś komuś zależy, to czas zawsze się znajdzie dla niego. Niekoniecznie dla sportu. Mógł Cię polubić, ale nie zamierza pogłębiać tej znajomości- albo teraz, albo nigdy.
No więc właśnie. Tylko kolejny raz to samo, to się można zdenerwowac.
Ela210 napisał/a:jak ktoś wymawia się brakiem czasu- to jednak nic z tego nie będzie. Jak na kimś komuś zależy, to czas zawsze się znajdzie dla niego. Niekoniecznie dla sportu. Mógł Cię polubić, ale nie zamierza pogłębiać tej znajomości- albo teraz, albo nigdy.
No więc właśnie. Tylko kolejny raz to samo, to się można zdenerwowac.
niekoniecznie bym się denerwowała. Masz jakąś fajną znajomość, z kimś miło spędza Ci się czas. Nie widzisz w tym żadnej wartości?
Ktos ma jakieś tam swoje powody by zostało jak jest. Nie zamykałabym tej furtki, chyba że ta znajomość, człowiek nic do Twojego życia nie wnosi.
Wasze dotychczasowe kontakty na tym poziomie dają szansę na bliższe dalsze poznawanie się?- zrób to. Nie traktuj ludzi tak zadaniowo.
rossanka napisał/a:Ela210 napisał/a:jak ktoś wymawia się brakiem czasu- to jednak nic z tego nie będzie. Jak na kimś komuś zależy, to czas zawsze się znajdzie dla niego. Niekoniecznie dla sportu. Mógł Cię polubić, ale nie zamierza pogłębiać tej znajomości- albo teraz, albo nigdy.
No więc właśnie. Tylko kolejny raz to samo, to się można zdenerwowac.
niekoniecznie bym się denerwowała. Masz jakąś fajną znajomość, z kimś miło spędza Ci się czas. Nie widzisz w tym żadnej wartości?
Ktos ma jakieś tam swoje powody by zostało jak jest. Nie zamykałabym tej furtki, chyba że ta znajomość, człowiek nic do Twojego życia nie wnosi.
Wasze dotychczasowe kontakty na tym poziomie dają szansę na bliższe dalsze poznawanie się?- zrób to. Nie traktuj ludzi tak zadaniowo.
To robię. Kolejny raz kolejny, myślałam jednak, że tym razem będzie inaczej.
Zielone światło: od powiedzenia na głos przy takim Panu: grają w kinie to i to, poszłabym - do wysłania listu/maila z wyrazami uwielbienia
![]()
wszystko inne to żadne światło zielone- żółte co najwyżej- Panowie inaczej widzą kolory
Ale mi odkrycie
mężczyźni, którzy przez naturę nie są obarczeni wychowywaniem niemowlaków, nie mają tak dużo empatii/zdolności do czytania mowy ciała jak kobiety. Co ciekawe, przyswojenie tego faktu przerasta przeciętna kobietę
.
No i potem mamy takie obrazki ![]()

Zielone światło: od powiedzenia na głos przy takim Panu: grają w kinie to i to, poszłabym - do wysłania listu/maila z wyrazami uwielbienia
![]()
No właśnie w większości przypadków wymagany jest przynajmniej ten pierwszy tekst o kinie.
wszystko inne to żadne światło zielone- żółte co najwyżej- Panowie inaczej widzą kolory
Chociaż niektórym facetom wystarczy o wiele mniej. Dla nich żółte to tak samo jak zielone ![]()
No dla niektórych jedyna
I nie dadzą Ci cieszyć się w spokoju, bo "ty nie wiesz". Jeszcze wprost tego nie mówią, ale zaocznie są pewni, że człowiek żyjący samotnie nic nie robi tylko obgryza z frustracji paznokcie i płacze po nocachTo ostanie na własne uszy me usłyszałam
Hmm no wiesz, prędzej czy później może do tego dojść. Czego szczerze Ci nie życzę ![]()
No więc właśnie. Tylko kolejny raz to samo, to się można zdenerwowac.
Jeżeli to znajomość na razie tylko wirtualna to bym się nie dziwił. Jeżeli realna to według mnie nie ma sensu sobie tym panem zawracać głowy. Przyjaciel i tyle.
trx napisał/a:No dla niektórych jedyna
I nie dadzą Ci cieszyć się w spokoju, bo "ty nie wiesz". Jeszcze wprost tego nie mówią, ale zaocznie są pewni, że człowiek żyjący samotnie nic nie robi tylko obgryza z frustracji paznokcie i płacze po nocachTo ostanie na własne uszy me usłyszałam
Hmm no wiesz, prędzej czy później może do tego dojść. Czego szczerze Ci nie życzę
Lepiej nieeee, bo wówczas założę wątek na forum, że jest mi źle i nie widzę sensu życia a wtedy wszyscy mi napiszą, że związek to tylko cząstka w naszej bogatej egzystencji a ja mam się skupić na tych wszystkich dobrach, które posiadam
i tak wrócimy do punktu wyjścia ![]()
A poważnie, już tu stwierdziłam, że różnie reaguje się na różne sytuacje na różnych etapach życia. Ogólnie nie wiadomo.
Ela210 napisał/a:Zielone światło: od powiedzenia na głos przy takim Panu: grają w kinie to i to, poszłabym - do wysłania listu/maila z wyrazami uwielbienia
![]()
wszystko inne to żadne światło zielone- żółte co najwyżej- Panowie inaczej widzą koloryAle mi odkrycie
mężczyźni, którzy przez naturę nie są obarczeni wychowywaniem niemowlaków, nie mają tak dużo empatii/zdolności do czytania mowy ciała jak kobiety. Co ciekawe, przyswojenie tego faktu przerasta przeciętna kobietę
.
No i potem mamy takie obrazki
Można się zgodzić z tym, że nie powinno się wymagać domyślności od dopiero poznanej osoby.
Ale w relacji, gdzie obie strony się już znają, wiele sobie powiedzieli, widzą się na co dzień, obserwują swoje reakcje, znają swoje upodobania, bolączki, problemy - domyślenie się, co ten drugi czuje, nie jest wielką filozofią, a oczekiwanie, że w niektórych sytuacjach nie trzeba będzie tłumaczyć "siebie" od podstaw, bo drugi ktoś zrozumie, o co nam chodzi, bez albo prawie bez słów - nie jest czymś oderwanym od rzeczywistości, a jak najbardziej zasadnym... Płeć nie ma tu nic do rzeczy.
I nie mam na myśli specyficznej intuicji, która każe ludziom będącym bardzo blisko orientować się, że z tym drugim dzieje się coś złego, nawet gdy fizycznie jest akurat daleko, tylko zwykłą wzajemną znajomość swojego zachowania, sygnałów, które informują o nastroju, potrzebach czy jakichś żalach do siebie...
Nic się nie dzieje bez przyczyny, ale o ile kobiety potrafią przesadzić z wymaganiem domysłów od mężczyzny, to faceci wygodnicko wolą zamknąć oczy i tłumaczyć sobie, że kobiet się nie da zrozumieć.
No i potem mamy takie obrazki
Wobec tego w moim małżeństwie to ja byłam facetem ![]()
Niepodobna, to że mąż miał do mnie jakiś żal czy pretensje, owszem, widziałam, ale już przyczyn często nie znałam i - przepraszam najmocniej za wulgaryzm, który litościwie kropkuję - brała mnie k....ica, gdy on na złość mówił: "Domyśl się!".
WRRRRR!!!!!
trx napisał/a:No dla niektórych jedyna
I nie dadzą Ci cieszyć się w spokoju, bo "ty nie wiesz". Jeszcze wprost tego nie mówią, ale zaocznie są pewni, że człowiek żyjący samotnie nic nie robi tylko obgryza z frustracji paznokcie i płacze po nocachTo ostanie na własne uszy me usłyszałam
Hmm no wiesz, prędzej czy później może do tego dojść. Czego szczerze Ci nie życzę
Moim zdaniem jeśli człowiek sobie przepracuje ten problem, ułoży się ze swoją "samotnością", zaprzyjaźni się z życiem i sobą, obgryzanie i płacze po nocach raczej mu nie grożą.
Ja tam nie płaczę, a jestem sama już sporo lat.
Dzięki swojej tzw. samotności (z uporem dystansuję się do tego określenia) nauczyłam się odważniej wychodzić do ludzi i paradoksalnie moje relacje dzisiaj są bogatsze niż gdy zafiksowalam się na mężu i dziecku.
Zaraz padnie argument, że dla znajomych nigdy nie będę tak ważna jak dla partnera, ale jakoś nie czuję braku w tej sferze. Naprawdę. Może dlatego, że jestem - jak mi się przynajmniej wydaje - wystarczająco ważna sama dla siebie.
Znerx napisał/a:No i potem mamy takie obrazki
Wobec tego w moim małżeństwie to ja byłam facetem
Niepodobna, to że mąż miał do mnie jakiś żal czy pretensje, owszem, widziałam, ale już przyczyn często zupełnie się nie domyślałam i - przepraszam najmocniej za wulgaryzm, który litościwie kropkuję - brała mnie k....ica, gdy on na złość mówił: "Domyśl się!".
WRRRRR!!!!!
No wiem, że sa skrajne przypadki i ludzie toksyczni, którzy "domyślanie się" traktuja jak grę - masz się domyślić, bo jak nie, to będziesz 'ukarana', nie o tym mówię ![]()
Edit: ja z kolei byłam w związku, w którym wyjaśniałam wszystko do, przepraszam, wyrzygu, a w kolejnej podobnej sytuacji po moich tłumaczeniach nie było śladu, jakby wcześniejszych rozmów w ogóle nie było, i działo się dokładnie to samo. Co to jest, jeśli nie zła wola i olewanie odczuć drugiej strony?
Piegusku, miałam identycznie..
Piegusku, miałam identycznie..
Wyrazy współczucia, Elu ![]()
Peter4x napisał/a:trx napisał/a:No dla niektórych jedyna
I nie dadzą Ci cieszyć się w spokoju, bo "ty nie wiesz". Jeszcze wprost tego nie mówią, ale zaocznie są pewni, że człowiek żyjący samotnie nic nie robi tylko obgryza z frustracji paznokcie i płacze po nocachTo ostanie na własne uszy me usłyszałam
Hmm no wiesz, prędzej czy później może do tego dojść. Czego szczerze Ci nie życzę
Moim zdaniem jeśli człowiek sobie przepracuje ten problem, ułoży się ze swoją "samotnością", zaprzyjaźni się z życiem i sobą, obgryzanie i płacze po nocach raczej mu nie grożą.
Ja tam nie płaczę, a jestem sama już sporo lat.
Ja może nie czuję całkowitej pewności, ale to dlatego, że nie do końca chyba jeszcze dobrze siebie znam. Co nie znaczy, że harmonia, której mam poczucie tu i teraz nie okaże się wartością względnie stałą.
Natomiast trochę odebrałam Peter Twoją odpowiedź, może na wyrost, właśnie jako reprezentację tego, o czym pisałam. Jeśli osoba samotna nie jojczy publicznie to pewnie przeżywa permanentną frustrację w skrytości. Jeśli jeszcze nie dziś to pewnie jutro. To jest właśnie jakiś rodzaj przyklejania na siłę łatki strasznego nieszczęścia dla wszystkich osób nie żyjących w związku. Nie mam pojęcia z czego to wynika i jaka potrzeba za tym stoi. Abstrahując od wymiany spostrzeżeń tutaj a w odniesieniu do tego z czym się spotykałam w realu, dla ludzi jest chyba niepojęte, że ktoś żyje inaczej niż oni sobie wyobrażają szczęście i może czerpać z tego satysfakcję.
To jest właśnie jakiś rodzaj przyklejania na siłę łatki strasznego nieszczęścia dla wszystkich osób nie żyjących w związku. Nie mam pojęcia z czego to wynika i jaka potrzeba za tym stoi.
To chyba wynika z podporządkowania się schematowi, według którego przebiega zazwyczaj życie większości ludzi.
Abstrahując od wymiany spostrzeżeń tutaj a w odniesieniu do tego z czym się spotykałam w realu, dla ludzi jest chyba niepojęte, że ktoś żyje inaczej niż oni sobie wyobrażają szczęście i może czerpać z tego satysfakcję.
Jeżeli jakiś samotnik nie wiedzie super oryginalnego życia nadającego się na reportaż w prestiżowym periodyku, to jest postrzegany jako ten któremu "nie ułożyło się" ![]()
trx napisał/a:To jest właśnie jakiś rodzaj przyklejania na siłę łatki strasznego nieszczęścia dla wszystkich osób nie żyjących w związku. Nie mam pojęcia z czego to wynika i jaka potrzeba za tym stoi.
To chyba wynika z podporządkowania się schematowi, według którego przebiega zazwyczaj życie większości ludzi.
To nie żaden schemat, tylko natura tak wymyśliła, że ludzie dobierają się w pary i z tego powodu normą jest, że żyją w „stadle”.
Dlatego jak ktoś WYBIERA.życie w pojedynkę (a nie dlatego, że tak mu się układa w życiu), to wydaje się to nienaturalne.
Inna sprawa, gdy ktoś z braku laku lub innych indywidualnych powodów zdecydował się wcześniej na związek byle jaki z kimś, kto się trafił itp i później po latach życia w rodzaju stłamszenie własnych potrzeb, życie jako singiel zyskuje dla niego urok (1). A co innego jak dla kogoś samotność, rozumiana jako brak pary jest stanem niechcianym, ale akceptowanym (2) lub nieakceptowanym (3). A jeszcze inaczej jak ktoś ZASTĘPUJE sobie pożądane motywy i prawdziwe dążenia do bycia związku przez motywy i dążenia „mile widziane”, czyli racjonalizuje sobie swój stan (4).
Tak samo ludzie z zewnątrz mogą patrzeć na singla, czyli, że odżył po słabym związku (1), nie chce być samotnym, ale to akceptuje (2) lub nie akceptuje i rozpacza (3), albo sobie racjonalizuje i na siłę upiększa samotność zachwytem nad stanem singielstwa (4)
JMY7 napisał/a:trx napisał/a:To jest właśnie jakiś rodzaj przyklejania na siłę łatki strasznego nieszczęścia dla wszystkich osób nie żyjących w związku. Nie mam pojęcia z czego to wynika i jaka potrzeba za tym stoi.
To chyba wynika z podporządkowania się schematowi, według którego przebiega zazwyczaj życie większości ludzi.
To nie żaden schemat, tylko natura tak wymyśliła, że ludzie dobierają się w pary i z tego powodu normą jest, że żyją w „stadle”.
Dlatego jak ktoś WYBIERA.życie w pojedynkę (a nie dlatego, że tak mu się układa w życiu), to wydaje się to nienaturalne.
Nie zgadzam się z takim podejściem. Natura wymyśliła jedynie to, że dobranie sobie kogoś do "pary" potrzebne jest do przedłużenia gatunku. Poza tym życie w pojedynkę jest tak samo normalne i naturalne jak życie w parze.
Mało tego, nie każdy człowiek odczuwa w ogóle lub w równym stopniu potrzebę bliskości z drugim człowiek.
Nie jesteśmy bezrozumnymi zwierzętami, żeby ślepo parzyć się, bo tak nas natura zaprogramowała. A ten, kto nie odczuwa czy to takiej potrzeby w ogóle czy też jedynie dyskomfortu z tego powodu, że nie ma pary, jest.... nienormalny, bo wbrew naturze.
Nie, tak to nie działa.
MagdaLena1111 napisał/a:JMY7 napisał/a:To chyba wynika z podporządkowania się schematowi, według którego przebiega zazwyczaj życie większości ludzi.
To nie żaden schemat, tylko natura tak wymyśliła, że ludzie dobierają się w pary i z tego powodu normą jest, że żyją w „stadle”.
Dlatego jak ktoś WYBIERA.życie w pojedynkę (a nie dlatego, że tak mu się układa w życiu), to wydaje się to nienaturalne.Nie zgadzam się z takim podejściem. Natura wymyśliła jedynie to, że dobranie sobie kogoś do "pary" potrzebne jest do przedłużenia gatunku. Poza tym życie życie w pojedynkę jest tak samo normalne i naturalne jak życie w parze.
Mało tego, nie każdy człowiek odczuwa w ogóle lub w równym stopniu potrzebę bliskości z drugim człowiek.
Nie jesteśmy bezrozumnymi zwierzętami, żeby ślepo parzyć się, bo tak nas natura zaprogramowała. A ten kogo, kto nie odczuwa czy to takiej potrzeby w ogóle czy też jedynie dyskomfortu z tego powodu, że nie ma pary, jest.... nienormalny, bo wbrew naturze.
Nie, tak to nie działa.
Oczywiście, że możesz się nie zgadzać. Tym bardziej, że nie pisałam powyższego jako prawdy absolutnej, ale że „jak ktoś WYBIERA.życie w pojedynkę (a nie dlatego, że tak mu się układa w życiu), to wydaje się to nienaturalne”.
Pisałam, jak to może wyglądać z perspektywy ludzi OBOK. Podając konkretne przykłady, które pominęłaś w cytowaniu, a szkoda.
Człowiek sobie zracjonalizuje wszystko, a to, źe wiele osób próbuje tutaj na wszelakie sposoby wyjaśnić i wytłumaczyć stan singielstwa, pokazuje tylko, jak bardzo on uwiera niektórych ;-)
Oczywiście, że możesz się nie zgadzać. Tym bardziej, że nie pisałam powyższego jako prawdy absolutnej, ale że „jak ktoś WYBIERA.życie w pojedynkę (a nie dlatego, że tak mu się układa w życiu), to wydaje się to nienaturalne”.
Pisałam, jak to może wyglądać z perspektywy ludzi OBOK. Podając konkretne przykłady, które pominęłaś w cytowaniu, a szkoda.Człowiek sobie zracjonalizuje wszystko, a to, źe wiele osób próbuje tutaj na wszelakie sposoby wyjaśnić i wytłumaczyć stan singielstwa, pokazuje tylko, jak bardzo on uwiera niektórych ;-)
Czasami człowiek SAM WYBIERA, a konsekwencje tego wyboru rozłożone są w czasie, czasami wybiera za niego ŻYCIE. To jest kwestia tego, że nie na wszystko mamy w życiu wpływ, zarówno w jednym jak i w drugim przypadku. W tym wątku przewinął się też problem związku nieudanego, nieszczęśliwego, jako przykładu, że sam fakt "sparowania" z kimś nie jest szczęśliwością samą w sobie.
Zgadzam się z tym, że człowiek odczuwa naturalną potrzebę bliskości drugiego człowieka i w tym sensie nie jest z natury samotnikiem, lecz istotną stadną. Niemniej jednak nie każdy człowiek realizuję tę potrzebę w ten sam sposób - i tu w tym kontekście pisałam o społecznym schemacie pary jako stałego, trwałego związku.
MagdaLena1111 napisał/a:Oczywiście, że możesz się nie zgadzać. Tym bardziej, że nie pisałam powyższego jako prawdy absolutnej, ale że „jak ktoś WYBIERA.życie w pojedynkę (a nie dlatego, że tak mu się układa w życiu), to wydaje się to nienaturalne”.
Pisałam, jak to może wyglądać z perspektywy ludzi OBOK. Podając konkretne przykłady, które pominęłaś w cytowaniu, a szkoda.Człowiek sobie zracjonalizuje wszystko, a to, źe wiele osób próbuje tutaj na wszelakie sposoby wyjaśnić i wytłumaczyć stan singielstwa, pokazuje tylko, jak bardzo on uwiera niektórych ;-)
Czasami człowiek SAM WYBIERA, a konsekwencje tego wyboru rozłożone są w czasie, czasami wybiera za niego ŻYCIE. To jest kwestia tego, że nie na wszystko mamy w życiu wpływ, zarówno w jednym jak i w drugim przypadku. W tym wątku przewinął się też problem związku nieudanego, nieszczęśliwego, jako przykładu, że sam fakt "sparowania" z kimś nie jest szczęśliwością samą w sobie.
Zgadzam się z tym, że człowiek odczuwa naturalną potrzebę bliskości drugiego człowieka i w tym sensie nie jest z natury samotnikiem, lecz istotną stadną. Niemniej jednak nie każdy człowiek realizuję tę potrzebę w ten sam sposób - i tu w tym kontekście pisałam o społecznym schemacie pary jako stałego, trwałego związku.
Widzisz, dlatego warto się zastanowić, co stoi za WYBOREM zarówno życia w pojedynkę, jak i życia w parze, szczególnie w takiej parze, gdzie ludzie nie czują się szczęśliwi i spełnieni i robią np. z TRWANIA wartość :-)
Mimo wszystko, natura tak to wymyśliła, że ludzie dobierają się w pary i mimo wszystkich argumentów, bardziej instynktownym, przez co naturalnym wyborem, jest bycie w związku.
Osobiście, mnie odpowiada i do mnie przemawia to, jak swoją samotność postrzega rossanka, która ten stan uważa za niechciany, bo w głębi duszy chciałaby być w związku (ale nie byle jakim i nie z byle kim), ale to akceptuje. Akceptuje wciąż bardziej dlatego, że innego wyjścia nie ma niż się z tym ułożyła, ale przynajmniej tego nie ukrywa i nie racjonalizuje sobie swojej samotności jako „miłe widzianej” :-)
Widzisz, dlatego warto się zastanowić, co stoi za WYBOREM zarówno życia w pojedynkę, jak i życia w parze, szczególnie w takiej parze, gdzie ludzie nie czują się szczęśliwi i spełnieni i robią np. z TRWANIA wartość :-)
Mimo wszystko, natura tak to wymyśliła, że ludzie dobierają się w pary i mimo wszystkich argumentów, bardziej instynktownym, przez co naturalnym wyborem, jest bycie w związku.
Osobiście, mnie odpowiada i do mnie przemawia to, jak swoją samotność postrzega rossanka, która ten stan uważa za niechciany, bo w głębi duszy chciałaby być w związku (ale nie byle jakim i nie z byle kim), ale to akceptuje. Akceptuje wciąż bardziej dlatego, że innego wyjścia nie ma niż się z tym ułożyła, ale przynajmniej tego nie ukrywa i nie racjonalizuje sobie swojej samotności jako „miłe widzianej” :-)
Nie widzę w tym nic nienaturalnego, że @rossanka uważa swój stan samotności za niechciany i pragnie tego, żeby wieść u boku jakiegoś mężczyzny spokojne, ułożone i szczęśliwe życie.
Natomiast nie zgadzam się z postawionym przez nią pytaniem - co z nią jest nie tak? Co ona robi nie tak, gdzie leży problem w niej, że do tej pory nie stal się w jej życiu związek.
Problem @rossanki nie leży w jej pragnieniu bycia w związku, nie w niej samej, lecz w jej podejściu do kwestii realizacji tego pragnienia.
Wepcham trochę kij w mrowisko:)
Tak naprawdę nie ważne z kim każda kobieta i mężczyzna która nie ma problemów psychicznych jest wstanę zaoferować to samo co inni drugiej osobie ![]()
Wepcham trochę kij w mrowisko:)
Tak naprawdę nie ważne z kim każda kobieta i mężczyzna która nie ma problemów psychicznych jest wstanę zaoferować to samo co inni drugiej osobie
Niby tak. Bierzesz przyzwoitego partnera który Cię nie odpycha fizycznie i poznajesz człowieka i tworzycie team.
Można w nim odkryć rzeczy, za które go pokochasz nawet. Ale im starszym czym bardziej świadomym swoich potrzeb i widzenia świata jesteś, tym szybciej dostrzegasz potencjalne problemy.
U mężczyzn to chyba tak działa, że jak kobieta fizycznie im się podoba, to nadają jej efekt aureoli, a sami też mniej się odkrywają w pierwszym kontakcie.
Kobiety chyba mimo wszystko od pewnego wieku patrzą bardziej na osobowość i pięknym ciałem trudno olśnić.-chyba że nastolatki.
Naprawdę zadziwienie singlami to widzę tylko na prowincji
mam wielu takich znajomych- różne życie prowadzą, ale nie przyszłoby mi do głowy, że są samotni.
tórzy przez naturę nie są obarczeni wychowywaniem niemowlaków, nie mają tak dużo empatii/zdolności do czytania mowy ciała jak kobiety. Co ciekawe, przyswojenie tego faktu przerasta przeciętna kobietę
.
Ja bym jeszcze tutaj dodał, że to domyślanie się czegokowliek w sprawach damsko-męskich to zadanie prawie niewykonalne przez bardzo młodych facetów. Lepiej dawać im jednoznaczne sygnały. Teraz mogę tylko żałować że pewnych rzeczy się nie domyśliłem mając niecałe 20 lat. Może moje życie wyglądało by zupełnie inaczej.
Natomiast trochę odebrałam Peter Twoją odpowiedź, może na wyrost, właśnie jako reprezentację tego, o czym pisałam. Jeśli osoba samotna nie jojczy publicznie to pewnie przeżywa permanentną frustrację w skrytości. Jeśli jeszcze nie dziś to pewnie jutro. To jest właśnie jakiś rodzaj przyklejania na siłę łatki strasznego nieszczęścia dla wszystkich osób nie żyjących w związku. Nie mam pojęcia z czego to wynika i jaka potrzeba za tym stoi. Abstrahując od wymiany spostrzeżeń tutaj a w odniesieniu do tego z czym się spotykałam w realu, dla ludzi jest chyba niepojęte, że ktoś żyje inaczej niż oni sobie wyobrażają szczęście i może czerpać z tego satysfakcję.
Ja nikogo do nieczego nie namawiam ani nic nikomu nie wmawiam ![]()
Twoja poprzednia wypowiedź bardzo mi poprawiła humor. Właściwie dlatego czytam od czasu do czasu to forum, aby sobie go poprawić bo ostatnio z tym kiepsko. Ja tylko żartowałem że czasami ludzie potrzebują zmian. Każdy człowiek próbuje żyć tak aby być szczęśliwym. Jeżeli dla Ciebie szczęście to życie w pojedynkę to też dobrze.
Problem @rossanki nie leży w jej pragnieniu bycia w związku, nie w niej samej, lecz w jej podejściu do kwestii realizacji tego pragnienia.
@rossanka pewnie zaraz zapyta jak to podejście ma zmienić aby jej się w końcu udało ![]()
U mężczyzn to chyba tak działa, że jak kobieta fizycznie im się podoba, to nadają jej efekt aureoli, a sami też mniej się odkrywają w pierwszym kontakcie.
Kobiety chyba mimo wszystko od pewnego wieku patrzą bardziej na osobowość i pięknym ciałem trudno olśnić.-chyba że nastolatki.
Też ostatnio odnoszę takie wrażenie, a czytanie forum tylko mnie w tym przekonaniu utwierdza.
dorias napisał/a:Wepcham trochę kij w mrowisko:)
Tak naprawdę nie ważne z kim każda kobieta i mężczyzna która nie ma problemów psychicznych jest wstanę zaoferować to samo co inni drugiej osobie
Niby tak. Bierzesz przyzwoitego partnera który Cię nie odpycha fizycznie i poznajesz człowieka i tworzycie team.
Można w nim odkryć rzeczy, za które go pokochasz nawet. Ale im starszym czym bardziej świadomym swoich potrzeb i widzenia świata jesteś, tym szybciej dostrzegasz potencjalne problemy.
U mężczyzn to chyba tak działa, że jak kobieta fizycznie im się podoba, to nadają jej efekt aureoli, a sami też mniej się odkrywają w pierwszym kontakcie.
Kobiety chyba mimo wszystko od pewnego wieku patrzą bardziej na osobowość i pięknym ciałem trudno olśnić.-chyba że nastolatki.Naprawdę zadziwienie singlami to widzę tylko na prowincji
mam wielu takich znajomych- różne życie prowadzą, ale nie przyszłoby mi do głowy, że są samotni.
Dla dam Ci przykład z mojego podwórka dwóch znajomych podobne charaktery i zainteresowania różnica jest taka że jeden jest bardziej niesmialy a drugi to taka dusza towarzystwa, przy czym pierwszy jak jest w towarzystwie które zna to jest nawet jeszcze lepszy od drugiego
zgadnij który ma lepsze powodzenie u kobiet? Jeżeli chodzi o wygląd to rozwieje odrazu wątpliwości są to bliźniacy ![]()
Osoba samotna dla mnie to osoba która chce byc z kimś i bycie samej jej się nie podoba i nie akceptuje tego taka Rosjanka dla mnie. Z drugiej strony mamy osoby które niepotrzebna nikogo do życia i wolą być same ![]()
JMY7 napisał/a:Problem @rossanki nie leży w jej pragnieniu bycia w związku, nie w niej samej, lecz w jej podejściu do kwestii realizacji tego pragnienia.
@rossanka pewnie zaraz zapyta jak to podejście ma zmienić aby jej się w końcu udało
Odpowiem zawczasu
Ma przestać popadać w skrajności. Przestać myśleć o związku na zasadzie wszystko albo nic. I wyłączyć myślenie typu w końcu i udać.
Bliżniacy
więc to koronny dowód że wygląd dla kobiet nie ma znaczenia ![]()
a tak serio:
zainteresowanie kobiet to nie to samo co powodzenie.
Trzeba też rozróżnić nieśmiałość która blokuje kontakty i przekłada się na zbytnią koncentrację na sobie od stonowanego charakteru.
Idę o zakład, że są takie, co wolą tego cichego, ale może nie wiedzą jak go ugryżć.
Problem @rossanki nie leży w jej pragnieniu bycia w związku, nie w niej samej, lecz w jej podejściu do kwestii realizacji tego pragnienia.
Problem z podejściem do realizacji pragnienia? Czyli, że co? Strategię ma jakąś konkretną przedsięwziąć? Ma siebie dopasować do oczekiwań otoczenia? Ma sobie na siłę wbić do głowy, że pragnienia ma niewłaściwe?
Problem widzę tylko w sabotowaniu (nieświadomym i świadomym) potencjalnie odpowiednich wyborów, bo...coś tam, przez co może pozostawać w wygodnym, bo znanym sobie stanie.
rossanka, nie ma wyjścia - musisz się wyklarować, jaki masz problem ;-)) :-D
Wepcham trochę kij w mrowisko:)
Tak naprawdę nie ważne z kim każda kobieta i mężczyzna która nie ma problemów psychicznych jest wstanę zaoferować to samo co inni drugiej osobie
A co z otwartością na zmiany, empatią i autonomią? ;-)
Tak serio, to w dużej mierze podzielam Twój pogląd. Można się „dogadać” z każdą w miarę ogarniętą osobą.
JMY7 napisał/a:Problem @rossanki nie leży w jej pragnieniu bycia w związku, nie w niej samej, lecz w jej podejściu do kwestii realizacji tego pragnienia.
Problem z podejściem do realizacji pragnienia? Czyli, że co? Strategię ma jakąś konkretną przedsięwziąć? Ma siebie dopasować do oczekiwań otoczenia? Ma sobie na siłę wbić do głowy, że pragnienia ma niewłaściwe?
JMY7 napisał/a:Problem @rossanki nie leży w jej pragnieniu bycia w związku, nie w niej samej, lecz w jej podejściu do kwestii realizacji tego pragnienia.
@rossanka pewnie zaraz zapyta jak to podejście ma zmienić aby jej się w końcu udało
Odpowiem zawczasu
Ma przestać popadać w skrajności. Przestać myśleć o związku na zasadzie wszystko albo nic. I wyłączyć myślenie typu w końcu i udać.
Bycie w związku, to nie jest osiągnięcie życiowe kobiety, to nie jest awans, o który podejmuje się starania na zasadzie celu w życiu. Wielu już tu pisało - nie traktować "bycia w związku" zadaniowo.
JMY7 napisał/a:trx napisał/a:To jest właśnie jakiś rodzaj przyklejania na siłę łatki strasznego nieszczęścia dla wszystkich osób nie żyjących w związku. Nie mam pojęcia z czego to wynika i jaka potrzeba za tym stoi.
To chyba wynika z podporządkowania się schematowi, według którego przebiega zazwyczaj życie większości ludzi.
To nie żaden schemat, tylko natura tak wymyśliła, że ludzie dobierają się w pary i z tego powodu normą jest, że żyją w „stadle”.
Dlatego jak ktoś WYBIERA.życie w pojedynkę (a nie dlatego, że tak mu się układa w życiu), to wydaje się to nienaturalne.
Mimo wszystko, natura tak to wymyśliła, że ludzie dobierają się w pary i mimo wszystkich argumentów, bardziej instynktownym, przez co naturalnym wyborem, jest bycie w związku.
Argument z naturą jest dla mnie poważnie dyskusyjny. Prawa biologii zakładają instynktowne dążenie do 1. zachowania życia 2. przedłużenia gatunku. Natura nie przewiduje wspólnego rozliczania się z podatku i codziennego kładzenia się spać z tym samym osobnikiem przez 20 lat, dajmy na to ![]()
Pojęcie życia w stadzie też nie sprowadza się do życia w parze. My żyjemy de facto w stadzie, bo tak jest skonstruowane nasze cywilizowane społeczeństwo, nawet jeżeli ktoś w swoich czterech ścianach kładzie się spać i wstaje sam.
Inna sprawa, gdy ktoś z braku laku lub innych indywidualnych powodów zdecydował się wcześniej na związek byle jaki z kimś, kto się trafił itp i później po latach życia w rodzaju stłamszenie własnych potrzeb, życie jako singiel zyskuje dla niego urok (1). A co innego jak dla kogoś samotność, rozumiana jako brak pary jest stanem niechcianym, ale akceptowanym (2) lub nieakceptowanym (3). A jeszcze inaczej jak ktoś ZASTĘPUJE sobie pożądane motywy i prawdziwe dążenia do bycia związku przez motywy i dążenia „mile widziane”, czyli racjonalizuje sobie swój stan (4).
Tak samo ludzie z zewnątrz mogą patrzeć na singla, czyli, że odżył po słabym związku (1), nie chce być samotnym, ale to akceptuje (2) lub nie akceptuje i rozpacza (3), albo sobie racjonalizuje i na siłę upiększa samotność zachwytem nad stanem singielstwa (4)
Wszystkie te podpunkty ograniczają się do spojrzenia z jednej perspektywy, czyli że albo samotność wynika z traumy 'pozwiązkowej', albo do bycia zmuszonym przez los.
Dodałabym piątą możliwość, kiedy ktoś rozważając w duchu swoje potrzeby, swoje uwarunkowania psychiczne, ważąc korzyści płynące z bycia w związku z kosztami i wymaganiami bycia w związku stwierdza, że te pierwsze nie rekompensują tych drugich i dla niego forma życia w pojedynkę jest korzystniejsza. Uważam, że drugą można też bardziej rozwinąć.
Człowiek sobie zracjonalizuje wszystko, a to, źe wiele osób próbuje tutaj na wszelakie sposoby wyjaśnić i wytłumaczyć stan singielstwa, pokazuje tylko, jak bardzo on uwiera niektórych ;-)
Mnie personalnie nawet stosunkowo niedawno bardzo mocno uwierał a teraz praktycznie nie i mówię to z przekonaniem, bo jestem szczera ze sobą. Wychodzi na to, że powinnam wypowiadać się tylko będąc nieszczęśliwa, bo wtedy będę autentyczna, natomiast kiedy mówię, że czuję się z czymś dobrze na pewno sobie wkręcam śrubę, bo - tu dochodzimy do punktu wyjścia - tylko mając drugiego człowieka w domu można czuć się spełnionym.
Osobiście, mnie odpowiada i do mnie przemawia to, jak swoją samotność postrzega rossanka, która ten stan uważa za niechciany, bo w głębi duszy chciałaby być w związku (ale nie byle jakim i nie z byle kim), ale to akceptuje. Akceptuje wciąż bardziej dlatego, że innego wyjścia nie ma niż się z tym ułożyła, ale przynajmniej tego nie ukrywa i nie racjonalizuje sobie swojej samotności jako „miłe widzianej” :-)
Padło pytanie w wątku - czy są osoby, które CHCIAŁYBY być w związku a nie są i MIMO TO są szczęśliwe. Odpowiedziałam twierdząco. Czyli potwierdziłam nie tylko to, że dobrze czuję się z samotnością, ale też to, że gdyby okoliczności losu temu sprzyjały chciałabym być w związku. Chciałabym też kabrioleta. Można czegoś chcieć, nie mieć i być szczęśliwym. Można widzieć, że posiadanie czegoś, czego się chce nie jest jedyną drogą do szczęścia. Można chcieć w życiu więcej niż jednej konkretnej rzeczy, której brak przekreśla wszystko inne.
To o czym mówisz to widzenie dwóch biegunów - jestem z kimś=jestem spełniona, jestem sama=jestem niespełniona(co najwyżej akceptuję).
A są inne aspekty w moim życiu, które faktycznie jedynie akceptuję na smutno.
Ja nikogo do nieczego nie namawiam ani nic nikomu nie wmawiam
Twoja poprzednia wypowiedź bardzo mi poprawiła humor. Właściwie dlatego czytam od czasu do czasu to forum, aby sobie go poprawić bo ostatnio z tym kiepsko. Ja tylko żartowałem że czasami ludzie potrzebują zmian. Każdy człowiek próbuje żyć tak aby być szczęśliwym. Jeżeli dla Ciebie szczęście to życie w pojedynkę to też dobrze.
Przykro mi, że kiepsko u Ciebie z humorem, ale cieszę się, że bywa, że forum go poprawi
Nawet jeśli niektórzy czasem za bardzo się czepiają...(wybacz)
To pozytywna motywacja bytności tutaj. Ja mam niestety negatywną, zaglądam częściej niż bym chciała w ramach odwrócenia uwagi od obowiązków, którym boję się stawiać czoła, więc mega lamersko ![]()
Argument z naturą jest dla mnie poważnie dyskusyjny. Prawa biologii zakładają instynktowne dążenie do 1. zachowania życia 2. przedłużenia gatunku. Natura nie przewiduje wspólnego rozliczania się z podatku i codziennego kładzenia się spać z tym samym osobnikiem przez 20 lat, dajmy na to
A jednak ludzie żyją z sobą dziesiątki lat. Może więc nie tylko chodzi o to, żeby przedłużyć gatunek. Może zatem sukces reprodukcyjny jest wówczas, gdy dorosłe już dzieci rodzą własne dzieci, bo to znaczy, ze zostały przez rodziców przeprowadzone do tego momentu, gdy same przedłużają gatunek, bo samo rozmnożenie się nic nie da, gdy zginą zanim same będą zdolne do posiadania dzieci. Ale to tylko dygresja.
Mogę się zgodzić, że często związki to po części zachowanie życia, a dzisiaj to chyba bardziej właściwe byłoby określenie „zachowanie pewnego standardu życia”, bo we dwoje łatwiej sprostać życiowym wyzwaniom i problemom. To też tylko dygresja ;-)
Bliżej mi do tego, co padło ze strony JMY7, czyli potrzeby bliskości jako czegoś naturalnego i wynikającego z natury.
Ale zgadzam się, że nie każdy ma taką potrzebę, bo człowiek rodzi się już w relacji, kształtuje się w relacji i to czego oczekuje w dorosłym życiu w zakresie relacji wynosi ze swoich najwcześniejszych relacji. Jak były słabe, to nie bardzo ich potem potrzebuje. Jak się nauczył być sam i liczyć tylko na siebie, to i tak będzie miał problem z powierzeniem się drugiej osobie, itd itp Tak działa ludzki mózg. Ale co tu się będę mądrzyć, jak mądrzejsi ode mnie, to świetnie tłumaczą ;-), polecam „Znaczenie miłości. Jak uczucia wpływają na rozwój mózgu”
Pojęcie życia w stadzie też nie sprowadza się do życia w parze. My żyjemy de facto w stadzie, bo tak jest skonstruowane nasze cywilizowane społeczeństwo, nawet jeżeli ktoś w swoich czterech ścianach kładzie się spać i wstaje sam.
Użyłam pojęcie stadła, nie stada, bo stadło to przeważnie określenie, które tyczy się związku, małżeństwa, rodziny a nie większej grupy.
Jeszcze jedno, podkreśliłam to wcześniej, ale widocznie za słabo, że to co piszę, to nie prawda absolutna, ale głoś w dyskusji. Z podejściem, które przedstawiłam sama nawet nie bardzo się utożsamiam, ale potrafię spojrzeć z pewnej perspektywy, przez pryzmat innych poglądów i wyłuskać coś, co mi się wydało, że nie bardzo jest zrozumiałe dla uczestników tej dyskusji, kiszących się trochę w swoich peanach na temat samotności i singielskiego bytu. Dla każdego, komu znane jest pojęcie debaty oksfordzkiej będzie jasne, co mam na myśli, a pozostali niech doczytają.
Idąc dalej:
Wszystkie te podpunkty ograniczają się do spojrzenia z jednej perspektywy, czyli że albo samotność wynika z traumy 'pozwiązkowej', albo do bycia zmuszonym przez los.
Tak, bo to było rozwinięcie pewnej myśli. Jak wspomniałam powyżej jako głos w dyskusji i w celu przedstawienia tego, jak to wydawać się może osobom, dla których związek jest wyborem naturalnym. Dla większości osób (tutaj nawet nie ma po co sięgać do statystyk) związek jest czymś chcianym i pożądanym, co nie oznacza, że ktoś może czerpać satysfakcję z życia w pojedynkę. Szczególnie jak to sobie odpowiednio zracjonalizuje ;-)
Jednakże zostało wyraźnie zaznaczone także, że warto przyglądać się powodom WYBORU życia w związku oraz życia w pojedynkę.
Dodałabym piątą możliwość, kiedy ktoś rozważając w duchu swoje potrzeby, swoje uwarunkowania psychiczne, ważąc korzyści płynące z bycia w związku z kosztami i wymaganiami bycia w związku stwierdza, że te pierwsze nie rekompensują tych drugich i dla niego forma życia w pojedynkę jest korzystniejsza. Uważam, że drugą można też bardziej rozwinąć.
Sama od pewnego czasu tak to sobie rozkminiam :-)
Ale też mam świadomość z jakich to moich doświadczeń wypływa i jak inaczej wyglądało to jeszcze ze 2 lata temu.
Mnie personalnie nawet stosunkowo niedawno bardzo mocno uwierał a teraz praktycznie nie i mówię to z przekonaniem, bo jestem szczera ze sobą. Wychodzi na to, że powinnam wypowiadać się tylko będąc nieszczęśliwa, bo wtedy będę autentyczna, natomiast kiedy mówię, że czuję się z czymś dobrze na pewno sobie wkręcam śrubę, bo - tu dochodzimy do punktu wyjścia - tylko mając drugiego człowieka w domu można czuć się spełnionym.
Byłoby super, gdybyś spróbowała spojrzeć na ten temat jako na różne głosy w dyskusji, bardziej niż personalnie odnosić pewne argumenty do siebie.
Zatem ja postanowiłam nieco popsuć tę atmosferę klepania się po pleckach, jak to fajnie żyć sobie samemu oraz poprzeszkadzać Wam trochę w utyskiwania na tych, co to nie dowierzają, że można być samemu z sobą zadowolonym i szczęśliwym i uderzyłam w stół... ;-)
A przechodząc do rzeczy oraz do w pełni mojego poglądu w tej sprawie, to uważam,że można być samemu bardziej szczęśliwym niż w związku z nieodpowiednią osoba, ale będąc w związku z odpowiednią osobą można być bardziej szczęśliwym niż żyjąc w pojedynkę.
Padło pytanie w wątku - czy są osoby, które CHCIAŁYBY być w związku a nie są i MIMO TO są szczęśliwe. Odpowiedziałam twierdząco. Czyli potwierdziłam nie tylko to, że dobrze czuję się z samotnością, ale też to, że gdyby okoliczności losu temu sprzyjały chciałabym być w związku. Chciałabym też kabrioleta. Można czegoś chcieć, nie mieć i być szczęśliwym. Można widzieć, że posiadanie czegoś, czego się chce nie jest jedyną drogą do szczęścia. Można chcieć w życiu więcej niż jednej konkretnej rzeczy, której brak przekreśla wszystko inne.
To o czym mówisz to widzenie dwóch biegunów - jestem z kimś=jestem spełniona, jestem sama=jestem niespełniona(co najwyżej akceptuję).
A są inne aspekty w moim życiu, które faktycznie jedynie akceptuję na smutno.
Nie wiem, czy chcemy włączyć w ten wątek dyskusję o szczęściu, bo dla każdego będzie ono czymś innym. Mnie bliskie jest eudajmonistyczne pojęcie szczęście, w którym szczęście to droga, a nie cel sam w sobie.
Z tego, co piszesz, to odbierasz to podobnie :-)
Ale i tak nie zmienia to tego, że jako ludzie jesteśmy istotami społecznymi i do szczęścia potrzebne są nam relacje z innymi ludźmi. I to takie relacje, które są głębokie, dobre i wartościowe, bo wtedy wzbogacają nas. Owszem – niektórzy potrzebują ich więcej, inni mniej, ale z natury daleko nam do samotników. Często ucieka się w inne aktywności, gdy w relacjach nie idzie najlepiej i szuka tam satysfakcji, ale ludzie pod koniec życia najczęściej żałują, że zbyt mało czasu i wysiłku poświęcili na relacje, a nie że za mało pracowali, za mało osiągnęli itp. ;-)
Zastanawiam się, jak zinterpretować ów "wybór". Nieustannie dokonujemy wyborów, nawet gdy nam się wydaje, że jest inaczej. Zaprzestanie czegoś również jest wyborem. Można miotać się bezsilnie, można też dostosowywać się do sytuacji. W tym sensie owszem, samotność jest moim wyborem. Nie jest nią natomiast zważywszy, że nie na wszystko w życiu mamy wpływ - czasami fakty są takie, a nie inne, choćbyśmy stanęli na głowie... i jak zwykle, dochodzę do stwierdzenia, że życie to przede wszystkim nasze interpretacje i odnoszenie się do faktów. Książę nie zstąpi na moją drogę tylko dlatego, że ja tego bym chciała. Ale czy z tego powodu mam się skazywać na smutne i przegrane życie? Magdaleno, nie chodzi o pianie peanów na cześć samotności, lecz o dostrzeżenie, że dobre życie niejeden ma model.
To duże uogólnienie, ale istnieją schematy, gotowe szablony, którymi kierować się jest po prostu łatwo i wygodnie. Wychodzę na przykład za ten mąż, rodzę dzieci i już mam gotowy przepis na życie. Singielstwo w tym aspekcie jest bardziej wymagające, nie przewidują go schematy, sami (my, single) musimy sobie wypracować modus vivendi - chyba że poddamy się temu "powszechnie obowiązującemu": a więc zgorzknieniu i poczuciu braku.
Singielstwo ma dobre i złe strony, jak to życie.
Faceta mi brakuje na przykład gdy muszę wszystko ogarniać sama - we dwoje raźniej ; gdy muszę prosić sąsiada o zawieszenie półki na ścianie albo komuś za to zapłacić, bo sama, niestety, nie radzę sobie z tym. Z mniej praktycznych spraw - chciałoby się mieć do kogo przytulać i przy kim zasypiać wieczorami, ktoś czekałby na mnie w domu albo ja na kogoś - cudowne. I tak dalej. Jednak nie każdy związek to gwarantuje.
Z pozytywnych stron życia singla najważniejsza to dla mnie swoboda, decydowanie o sobie, swoich wydatkach, spędzaniu czasu, życie według swoich upodobań, niezależność.
Nie jest to z mojej strony racjonalizacja, lecz autentyczne źródło satysfakcji.
A nawet jeśli, to odrobina racjonalizacji bardzo pomaga w życiu. Na samych emocjach i odruchach trudno polegać, choć są ważne i potrzebne. Ale po coś chyba rozum nam dano.
P.S. Ktoś pisał o "piątej możliwości". Jestem tego samego zdania i wydaje mi się to najoczywistsze pod słońcem. Nie warto traktować singielstwa i w ogóle życia dwubiegunowo.
P.S.2 Magdaleno, to, co napisałaś o szczęściu jako pewnej drodze, a nie celowi, jest mi bardzo, bardzo bliskie. To sposób przeżywania tu i teraz.
Pomimo wszystko jestem szczęśliwą osobą. Bo na przykład mam mam dzisiaj urlop i mogę sobie leniuchować do południa w piżamie
Szczęście to chwile i jest ich mnóstwo każdego dnia.
P.S. 3 Myśląc o wspomnianej akceptacji na smutno, przywołałam refleksję o towarzyszącej mi od dość już dawna przewlekłej chorobie.
Upierdliwa jest i często dokuczliwa. Coś z nią robię, chodzę do lekarza, biorę leki itd. Jak dokucza, to się wściekam i martwię (w ogóle to choróbsko bardzo rzutuje na emocjonalność), ale na co dzień po prostu o niej nie myślę, żyję pomimo niej. Nie wyobrażam sobie bez przerwy chodzić smutna. Zresztą nawet w chorowaniu jest wartość, bo uświadomiło mi wiele i wiele nauczyło: choćby podwójnego doceniania chwil, gdy nic nie boli, choćby pokory i zaakceptowania, że jest w życiu coś "większego" od nas i naszej woli.
Singielstwo o wiele łatwiej zaakceptować niż chorobę. Singielstwo nie przeszkadza mi jeździć na rowerze czy brać udział w pieszych rajdach, nie przeszkadza czytać wszystkich cudownych książęk, a w chorobach to nie takie proste.
...Zatem powinnam chyba podziękować mojemu szwankującemu zdrowiu ![]()
Strony Poprzednia 1 … 33 34 35 36 37 … 129 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024