O dyskutujecie sobie, jak fajnie, a już zastanawiałam się, czy wątek ten ma jeszcze sens.
Bo może już ze sceny zejść, jak było w jednej piosence 
Co do samotnych koleżanek to znam dosłownie jednostki. W tym dwie mieszkają w innym mieście. I kolejna dalsza znajoma w moim, przedział wieku 38-43. Reszta już dawno dorobiła się mężów, dzieci, kolejnych mężów, parę żyje ze sobą bez ślubu, są też "związki na odległość".
Samotnych panów - niech pomyślę, znam jednego, około 45 lat, ale już bym wolała być sama niż z osobą tego pokroju. Kolegów wolnych nie znam. Wśród sąsiadów na osiedlu - jedna sąsiadka też panna jak ja, wiek myślę, ze podobny, zadbana, ubrana, pracuje, ma samochód, nigdy nie widziałam jej z żadnym facetem. Mamy jednego alkoholika (około 30ki, chyba teraz siedzi), kolejny - albo pije, albo pracuje za granicą, chociaż ostatnio widuję go z jedną kobietą - może się ogarnął. Kolejny - taki wysoki, chyba w moim wieku - ale dziwak, mieszkający z rodzicami. I jeszcze jeden mi przychodzi do głowy, ten jest akurat niczego sobie jeśli patrzeć na wnętrze i zewnętrze i jest nawet wolny (znaczy bez żony), ale kręci się przy nim jakaś obca 
I to tyle z kawalerów.
Jakbym miała możliwość spotkać się ze sobą z przeszłości, to dałabym sobie radę: szalej, wybieraj , przebieraj, tylko tak masz duże szanse aby kogoś poznać.Nie pakuj się na siłę w nrelacje, które Ci nie odpowiadają, jedynie dlatego, że trafia się facet, który Cię chce. To zupełnie bez sensu. Na marginesie, te koleżanki, które właśnie tak kręciły nosem(teraz to się mów księżniczki), zrobiły taki odsiew, że w końcu trafiły na tych swoich królewiczów, żyją długo i szczęśliwie (chociaż to akurat nigdy nie wiadomo).
Myślę, że ta cała miłość, mężczyzna, albo się trafi albo się nie trafi i nie ma tu znaczenia, jak bardzo się będzie szukało i było aktywnym. Wręcz im bardziej się jest desperatem tym szanse mniejsze.
Przypomniała mi się koleżanka ze szkoły, cichutka, spokojna, niczym się nie wyróżniająca, dyskoteki i imprezy - nigdy w życiu, chłopaki - tym bardziej. Pierwsza z nas poznała swojego przyszłego męża, było to jakoś koło matury, na dodatek on był już po studiach a poznali się na weselu u jakiejś jej dalszej kuzynki. Nawet jej się iść nie chciało, bo generalnie nie lubiła tłocznych imprez, ale rodzice nie chcieli słyszeć słowa sprzeciwu i tam właśnie poznała swojego faceta. Pobrali się wiele lat później. Przed tym swoim mężem to chyba w życiu na randce nawet nie była.
A druga koleżanka była z kolei z facetem, ale tak na siłę, bo koleżanki kogoś miały, to ona też chciała, chociaż go wcale nie kochała (jak się przyznała lata później), poza tym miała w sobie coś z księżniczki, chłopak był z bogatego domu, a to dostała kolczyki, a to stawiał kino, a to perfumy itd - chciał to dawał, jak skwitowała. Po niecałych 4 latach związku, rzuciła go z dnia na dzień. Było to już po studiach. Poszła do pracy i poznała tam jedną koleżankę. Zaprzyjaźniły się. I raz poszła ją odwiedzić do domu a tam był akurat kuzyn tej koleżanki, gdy ta moja go poznała, to zaraz rzuciła tego swojego "starego" chłopaka. A z tym kuzynem koleżanki jest do dziś.
Morał z tego, że i księżniczki kogoś znajdą i takie, co nikogo nie szukają.
I morał też z tego, że niektóre długo będą same, a czy kogoś poznają, to już inna sprawa.