netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

94 odpowiedzi9 447 wyświetleńzałożony przez niewiem1104, 25.07.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 95 z 95 ]

66

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
niewiem1104 napisał/a:

Bags,

To jest bardzo ważne, żeby spojrzeć w oczy rzeczywistości, tylko to pozwala ruszyć naprzód. Tylko wiesz, jakby u mnie to uciekanie od tych wszystkich złych myśli, emocji było teraz potrzebne?

Zaakceptowanie tego faktu, że ktoś Cię nie kocha, znika i już nigdy go nie zobaczysz jest najtrudniejsze. Tracisz mężczyznę/kobietę, która przez n czasu była obok Ciebie, codziennie, była kochanką, przyjaciółką. Nagle puf nie ma. Czy można z tym pogodzić się tak z dnia na dzień, czy nie zdrowiej, łatwiej jest dawkować sobie to wszystko?Ta akceptacja jest najtrudniejsza. Przejście od myślenia teraz go nie ma do myślenia - nigdy go nie będzie, nie zobaczysz go, nie porozmawiasz z nim. Tego człowieka nie ma.To jest tak trudna, nieznośna myśl, że rozsadza od środka, Twój mózg wariuję, rozpacza w Tobie każda komórka ciała.

Tylko też boję się przegięcia w drugą stronę, że ten stan ciężkiego zaakceptowania się przedłuży patologicznie, stąd było moje pytanie czy tak jak w moim przypadku tydzień na zaakceptowanie, pogodzenie się jest czymś normalnym?Czy to może jakiś czas trwać?

Człowiek cały czas żyje w syndromie ucieczkowym... ucieka jak nie porównując i nie ubliżając Robert Korzeniowski od bolesnej przeszłości rodem z Medalionów, stalinizmu, hitleryzmu i tych innych nawiedzonych wielkich mędrców tego świata. Ucieka a nie wraca, bo tam już nie ma do czego. Trza żyć "jutrem" i nie wracać do "wczoraj"!

Dawkować??? Co dawkować??? Ile czasu czy też ile "kroplówek"???
Potrzebujesz pogłaskania po główce czy raczej adekwatnie do tematu sowitego kopcura na rozpęd???
Ile czasu masz zamiar babrać się w tym bagienku i rajbowac kijem w ranie posypując ją solą???
Jak długo masz zamiar reanimować trupa lub podtrzymywać pacjenta na oddziale paliatywnym, którego zgon już dawno nastąpił???

W jedną stronę jest gładko, a w drugą same sęki. Norma!
Paradoksalnie nikt nie powiedział, że będzie lekko... i słowa dotrzymał!
Wizjonerska przyszłość cudów i szklanych domów, to u takiego jednego z powieści Żeromskiego - Cezarego od Baryków była... co to jak bańka mydlana pierdyknęła. Z Waszą jest tak samo!

Może juz wreszcie pora powiedzieć DOŚĆ i ruszyc z kopyta do przodu, a traumę niedalekiej przeszłości przekuć w w swoje zwycięstwo nad związkiem i Nim.
Lekko nikt nie ma i nikt nie liczy na kokosy bez pracy własnej.

Paweł Wójcik "niech się toczy" do posłuchania...

67

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

No ze mną lepiej... Chociaż nie powiem, że to jego odezwanie się do mnie nie zrobiło mi kuku ostatnio.
Rady, których Ci udzielam, stosuję sama do siebie - jak widać część chyba działa, więc polecam smile Chociaż wciąż jestem jak na huśtawce. Tylko widzisz, ile już czasu minęło. Nie ma czym się zachwycać, tyle miesięcy już się męczę, że kiedyś przecież musi zacząć przechodzić.

68

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Witaj 'nie wiem' . Czytam sobie dzisiaj Twóje wątki cały dzień , i bardzo Ci współczuję, i równoczesnie rozumiem.
Każdy z nas, a przynajmniej większośc, doświadczyla podobnych zdarzeń i emocji. Ja też. Im bardziej emocjonalna i wrażliwa osoba, tym trudniej i tym dłużej. Jestem starsza od Ciebie (38 lat) i przeszłam to 2 razy. Nie chcę się wdawać w szczegóły, było podobnie bo jestem chyba podobna do Ciebie. Przechodziła również przez to moja bliska koleżanka, której,z  racji doświadczenia własnego, udało mi się dosyć skutecznie pomóc - w tej chwili mija 2 lata od jej 'sytuacji" i zaczęłam pomagac jej w chwili, gdy stała na etapie Twoim: 'mam jeszcze nadzieję'. To też była 1 miłość dla niej.  Nie było łatwo, ale muszę Ci powiedzieć, że , przy mojej pomocy, udąło jej się z tego wyjśc, podobnie, jak mnie udało się wyjść z tej traumy 2 razy. Jak? Wiele osób już ci poradziło, ja moge dodac od siebie 2 najważniejsze, moim zdaniem, rzeczy (pierwsza nie jest łatwa do wykonania) A mianowice - odpuścić myslenie o przyszłości z nim. Uwierz że wiem, że to niełatwe, człowiek potrafi się długo łudzić, ale jednak nadchodzi chwila gdy albo my sami, albo ktoś, uświadamia nam, że to nie ma sensu. Nasza przyszłość...nie zawsze jest taka, jaką sobie wymyślimy. Widzisz, z perspektywy lat widzę, że nie zawsze to, co wydaje się dla nas dobre i najważniejsze, okazuje się tkaim w przyszłości. Jakoś wydaje mi się, że czasem los sam kieruje naszym zyciem tak, aby było takie, a nie inne, i po jakimś czasie okazuje się, że to co się zdarzyło i w naszym mneimaniu było niemal końcem aszego życia, jest, tak naprawdę jego początkiem. (brzmi jak truizm, banał, ale -nie wątpię w to, sama się przekonałam)Zaufaj losowi,. Nie bój się przyszłości. Wiem, ze męczy cię to, że wydaje ci się, ze coś jeszcze możesz zrobic, ze to Ty jesteś panią swojego  (i waszego z twoimm chlopakiem) losu, tym abrdziej w sytuacji gdy macie kontakt, gdy masz jego numer, gdy myslisz, ze jeszcze nie wszystko skończone. Ale jesli wszystko wskazuje na to, że nie macie być razem (moze oprócz Twoich, zrozumiałych w tej chwili, odczuć), to taka właśnie jest rpawda. Jeśli chcialabys poszerzyć ten temat (bo chyba wyrażam się zbyt chaotycznie, ale wiele chcialabym ci przekazać), to prosze o kontakt, moje gg 1573384, adres mailowy na moim proiflu.
A druga rzecz - mnie w takich sytuacjach pomagały, i to BARDZO, pasje. Nawet te tworzone na zawołanie. Wierz mi. Choc kazdy ma swoje sposoby, ale czasem zwykle wychodzenie do ludzi, czy filmy, to za mało. Nie wiem czy to możliwe na etapie, na ktorym jesteś, ale spróbuje wręcić sobie (o ile nie masz jeszce) Jakąs pasję. Powiem ci, jak było ze mną. Wkręciłam sobie naukę hiszpańskiego, z powodu wieloletniej miłości do Hiszpani. Nawet nie wiesz, jak pomogło. Zaczełam rozmawiac z ludzmi w necie po hiszpansku, czytac o hiszpanskiej kutlurze...w Końcu wyjechałam na 3 tyg do Andaluzji, i w tej chwili trudno mi myslec o czymkolwiek innym. Byly złe chwile, nawet TAAM będac, myslalam o nim, ale juz wiedzialam, ze idę do rpzodu, ze może TAM mnie cos spotka, ze nie bez powodu zawsze mialam bzika na punkcie Hiszpani. Uczenie się (samodzielne, co nie było łatwe gdy ma się małe jeszcze dziecko), było trudne, ale przynosiło satysfakcję. Zaczęłam zyc innym życiem, wlasnym, czuc, ze coś robię konstruktywnego. Inna pasja, ktora pomogła w innej ale tej samej sytuacji  -czytanie ksiązek podózniczych, zwlaszcza o wspinaczkach, ale tez podróze po puszczy amazońskiej - bardzo mnie wciągneło, poszerza horyzonty, widzisz jaki wielki jest świat, ile róznych ludzi. Trzecie - mam doświadczenie i wiem, że jednak nie tylko 1 miłośc istnieje - każda jest inna, i niekoneicznie ta pierwsza jest właśnie TĄ, choc zawsze pozostanie pierwszą. Na potwierdzenie 'ułatwiania sobie' tego etapu za pomoca pasji, powiem Ci, ze wsppomniana koleżnka której własciwie na codzień pomagałam, 'odkurzyła' swoje zamiłowanie do  malarstwa, i obecnie świata poza tym nie widzi. Owszem, ma gorsze dni, zwlaszcza gdy osobnik się akurat odezwie (ja mojego zablokowąłam wszędzie gdzie to możliwe więc mam łatwiej), ale widze ogromną zmianę i dystans w niej.
Bardzo chciałabym Ci pomóc, wiem że możesz z teego wyjśc, jestem o tym przekonana, i strasznie mi żal, że tak bardzo się z tym męczysz. Wiem, ze teraz czujesz inaczej, ale musisz uwierzyc , po 1, w to, że istnieją inni ludzi - nie będzie to replika JEGO, ale być może będzie to osoba która właśnie jest dla Ciebie (ale ja tez w to nie wierzyłam, a jednak okazało się inaczej), a po 2 - że poza miłością, która jest najwazniejsza (w tym sie z toba zgadzam, ale to nie jest kwestia swiatopoglądu tylko charakteru), jest ogromna roznorodność innych rzeczy wartych ppoznania - uwierz mi że czytając książki podróznicze nie mogłam się od nich oderwac i zaczęłam dopiero wtedy zdawac sobie sprawę, że świat to nie tne mikroświat , za który bierzemy swój własny świat, ale też ten cąły otaczający nas - który warto poznać. Szczeólnie w chwili, gdy potrzebujemy zając mysli czymś innym. JEST to możliwe.
Bardzo serdecznie Cię pzodrawiam, i czekam na kolejne posty.
Ola

69

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Olu, jak się Ciebie słucha (czyta), to chce się podłapać te pasje, nawet jak się nie jest na rozstajach życiowych.;) Też uczyłam się hiszpańskiego ostatnio 0.5 roku, ale w końcu z lenistwa to zaniedbałam... To samo z talentami plastycznymi, pisaniem pamiętników itp. Czytanie książek zostało na szczęście, ale widzę, że z wiekiem coraz bardziej sobie odpuszczam i to jest bardzo niedobre. Trzeba ruszyć d.. tongue Ok, dosyć offtopowania.

Nie wiem - Ja jednak założę się, że spróbujecie raz jeszcze. On doceni w końcu to co stracił, Ty swoim zaangazowaniem doprowadzisz do tego, że będzie dogrywka.
Z jakim skutkiem to nikt nie jest w stanie przewidzieć. bardzo możliwe, że przeważy to o czym ktoś już tu pisał - że kiedy/jeśli wrócicie do siebie to na pewno ten związek będzie już inny. Ty będziesz inna, on inny.

Nie jestem tylko przekonana co do zasadności metody - naślę na niego przyjaciółkę i poprzez nią wypytam co i jak. Bo z jakiej racji facet miałby chcieć jej się spowiadać z własnych uczuć, kiedy na razie próbuje się wyciszyć i odciąć...?

70

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Olu,

Napewno się do Ciebie odezwę, faktycznie jesteśmy podobne. Wiesz, kiedyś uwielbiałam swoją wrażliwość, emocjonalność, czułam, że dzięki niej moje życie jest pełniejsze, więcej przeżywam...Teraz?teraz jest utrapieniem i chciałabym stać się emocjonalnym robotem.

Co do pasji, w zasadzie nigdy ich nie miałam. Cały wolny czas poświęcałam książkom - kupowaniu i czytaniu. Czytałam po 2-3 książki tygodniowy, drugie tyle kupowałam. Filmy, kochałam oglądać filmy. Tylko widzisz teraz to wszystko nie smakuje już tak jak wcześniej. Robiliśmy to razem, razem siadaliśmy pod kocem i czytaliśmy swoje książki, cytując fragmenty którymi chcieliśmy się podzielić. Razem oglądaliśmy filmy. Teraz...to już po prostu nie jest tak przyjemne jak kiedyś. Nie umiem wytłumaczyć tego, ale nic po prostu już nie sprawia takiej przyjemności. Z nim było lepiej.

Paulina,

Co do naszego powrotu, pragnę go najbardziej na świecie, ale nie dążę do tego, nie myślę o nim. Nie wyobrażam sobie, nie układam scenariusza w głowie.
Nie robię nic abyśmy do siebie wrócili - tak jak usaliliśmy to on musiałby chcieć.
Ja tak naprawdę nie mam nadziei, o to chodzi - nie mam nadziei. Nie tylko na nasz powrót, ale jakby już na całą swoją przyszłość. Widzę ją w tak czarnych koorach, dni mi się zlewają, są tak samo wypełnione pustką. Czuję jakby życie straciło sens (wiem to dramatyczne, głupie, momentami sama nie wierzę, że to myślę i czuję itp) ale tak właśnie czuję. Nie chodzi o niego. Chodzi o to, że ja zawsze za sens życia uważałam miłość, związek. A teraz ta miłość i związek są tożsame z nim. Już nie mam tej miłości i związku, to już mnie nie dotyczy. Muszę żyć dla samotności i tęsknoty, więc po co?Muszę wracać do pustego mieszkania i pamiętać, że kiedyś on był - tęsknić i pamiętać, że ja miałam to szczęście. No właśnie miałam. Inaczej by było gdybym go nie zasmakowała. Dostałam na chwilę to o czym marzyłam i teraz tego nie mam.

Wszyscy odebrali moje wypowiedzi jako wielką nadzieję na powrót, zastanawianie się co mam zrobić aby wrócił. Nie. Ja po prostu jestem na etapie, w którym to do mnie nie dociera, jakby to miał być zły sen, z którego ktoś mnie obudzi, jakby to nie było prawdą, jakby to się nie działo. To jest wyparciem a nie nadzieją. Z tego etapu nie mogę wyjść i ruszyć dalej.

Paulina, jeśli chodzi o przyjaciółkę....nie wiedziałam, że ona do niego napisała. Oni przyjaźnią się 10 lat, to ona nas zapoznała. Z pewnych względów nie utrzymywaliśmy z nią kontaktu przez pół roku. Teraz do niego napisała, bo sama jest zdziwiona co sie stało. Też niedowierza. Nie ma zamiaru na niego wpływać, nie ma zamiaru go namawiać, manipulować nim. Ona chce wiedzieć jak jest (ma wątpliwości) tak, aby wiedziała jak ma ze mną rozmawiać, jak mi pomóc.

71 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-31 17:33:31)

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Albo jesteś naiwna, albo głupsza niż ustawa przewiduje.

Sama piszesz

Wszyscy odebrali moje wypowiedzi jako wielką nadzieję na powrót, zastanawianie się co mam zrobić aby wrócił.

a chwilę wcześniej

Co do naszego powrotu, pragnę go najbardziej na świecie.

Czy aby na pewno

Nie robię nic abyśmy do siebie wrócili

???

tak jak usaliliśmy to on musiałby chcieć.

ale jak widać on sie do tego nie kwapi, a Ty wręcz odwrotnie... Kretyńska lobotomia umysłowa. nic więcej i bardziej mylnego.
Wiesz że tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo???
No ale Ty chcesz się wygrzebać z dołka... paradoksalnie pragnąc come back do siebie yikes
"Kopnijcie mnie... w jego ramiona" tak to odbieram streszczając pierwszy Twój tasiemcowy post do długości tytułu wątku.

Bijesz rekordy kosmicznej głupoty... nawet forumowy Scooby został zdeklasowany na szary koniec listy przez Ciebie.

Chcesz porady i kopniaka a nic sobie z nich nie robisz, by się odbić od dna... definicja tego może być jedna alboś TROLL albo to prowokacja.

72

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Hej
Ja dobrze rozumiem, ze te pasje (czytaie też do ich należy, i ja osobiście bardzo to cenię) nie smakują tak jak kiedys, gdy je dzieliliście. Ale pomyśl, ze w erze 'przed nim' tez je miałas, i to jest to, co Ciebie ukształotwało, stworzyło, i mimo, że teraz stracilo to tochę smak, wciąz istnieje w Twojej duszy. Wiem , co masz na myśli, bo gdy 15 lat temu  w wieku 23 lat rozstawałam się z narzeczonym z którym mieszkałam 2 lata, też wszystko kojarzyło mi się z nim, to oczywiste, wslnie kupione rzeczy, telefon (wtedy dopiero telefony komórkowe pojawiały się na rynku), miejsca... Ja może miałam o tyle dużo "szczęscia", że miałąm możliwosc wyprowadzenia się zmijsca gdzie mieszkaliśmy (200 km od rodzinnego miasta), a po 2, pisąłam wtedy dosyć zakeconą prace magisterską która akurat z nim mi się nie kojarzyła (o pewnej poetce) i któa stanowiła dużą część mojego życia, i w sumie nadal na pewien sposób stanowi. Filmy - tez uwielbiałam oglądać, jednak to jest taka rozrywka która wymaga skupienia, a w tym stanie w jakim jesteś, trudno się skoncentrwoac przez dluższy czas.
Jeśli chodzi o emocjonalność i wrażliwość...ja podobnie cenię te cechy, i sama ciesze się ze dzięki mojej wrażlowosci wrodzonej nie musze odwoływac się do róznych np środków typu alkohol czy popularne teraz i kiedys nakotyki, aby mocno odcuwac muzyke (wielka częśc mojego świata), można wtedy pięknie odbierac poezję itp. Emocjonalność - uważam, że należy nad nią panować. łatwo mi pisać po latach, ale taka jest prawda (moja subiektywna). CZsami trzeba się zdac na rozsądek, choc trudno...ale niekiedy nie ma wyjścia. Nie daj się pokonac swojej emocjonalności, bo po przekroczeniu pewnego progu staje się zgubna. Rozumiem ją dobrze, byłam podobna, ale sporo mi życie dąło w kość i stałąm się mocniejsza dzięki temu, że w pewnych chwilach tą emocjonalność jednak okiełznałam. Wrażliwosc to inna rzecz i nie należy jej się wyrzekać.
Muszę teraz kończyc bo pisze z środka lasu...odeezwę się pozniej, pozdrówka

73

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
bags napisał/a:

Albo jesteś naiwna, albo głupsza niż ustawa przewiduje.

Sama piszesz

Wszyscy odebrali moje wypowiedzi jako wielką nadzieję na powrót, zastanawianie się co mam zrobić aby wrócił.

a chwilę wcześniej

Co do naszego powrotu, pragnę go najbardziej na świecie.

Czy aby na pewno

Nie robię nic abyśmy do siebie wrócili

???

tak jak usaliliśmy to on musiałby chcieć.

ale jak widać on sie do tego nie kwapi, a Ty wręcz odwrotnie... Kretyńska lobotomia umysłowa. nic więcej i bardziej mylnego.
Wiesz że tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo???
No ale Ty chcesz się wygrzebać z dołka... paradoksalnie pragnąc come back do siebie yikes
"Kopnijcie mnie... w jego ramiona" tak to odbieram streszczając pierwszy Twój tasiemcowy post do długości tytułu wątku.

Bijesz rekordy kosmicznej głupoty... nawet forumowy Scooby został zdeklasowany na szary koniec listy przez Ciebie.

Chcesz porady i kopniaka a nic sobie z nich nie robisz, by się odbić od dna... definicja tego może być jedna alboś TROLL albo to prowokacja.

Oto  adekwatny tytuł i jednocześnie właściwa puenta tego wątku!
Sposób wypowiedzi/przemyśleń jakby żywcem ściągnięty z wątku autorki kiedysbylam - naśladownictwo(?).
Akurat jej historia jest dla mnie jak najbardziej autentyczna.

74

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Bags, Żyworódko,

Z jednej strony rozumiem, że możecie to odbierać jako prowokację a z drugiej jest mi...przykro.
Nie znacie mnie, macie prawo do swojej opinii, ale czasem pewne słowa, które nie są już konstruktywną krytyką a obrażaniem chyba nie powinny mieć mieć miejsca. Mówisz, że jestem głupia...nie uważam siebie za głupią a ale owszem cholernie pogubioną w tym wszystkim.

Bags, czy to, że bardzo chciałabym nadal z nim być jest tożsame z tym, że na to liczę ? Czy zawsze jeśli chcielibyśmy coś osiągnąć/mieć znaczy, że mamy nadzieję, że tak się stanie? To tak jak z dużą sumą pieniędzy- chciałabym je mieć ale nie mam nadziei, że wygram w totka. Może mało adekwatne porównanie ale mniej więcej o to mi chodzi.

I czy ja robię coś aby do mnie wrócił?Nie. Nie odzywam się, nie utrzymuję kontaktu, nie czekam na kontakt z jego strony. Ani razu nie prosiłam aby ze mną był, o nic nie prosiłam i nie proszę. Nie robię sobie nadziei na to, że wróci, ale nie oznacza to, że bardzo bym tego chciała.

I tak, chcę wyjść z tego wszystkiego, dlatego dwa razy w tygodniu chodzę na terapię. Ale nie dlatego, żeby do mnie wrócił, a dlatego, żeby przez to przejść.

Napisałam tutaj w innym celu. Z czym mam problem to z tym etapem nazwijmy to "zderzenia się z rzeczywistością". Dlatego trafiłam do szpitala. W momencie kiedy do mnie to dotarło tak jak powinno i pojawiły się te wszystkie emocje i uczucia po prostu...mój mozg się wyłączył. Straciłam świadomość na kilka godzin, nie było ze mną kontaktu. Tak się dzieje za każdym razem jak dopuszczam dosiebie wszystkie uczucia z tym związane. Po konsultacji z psychologiem i psychiatrą uznali, że po prostu moja psychika jeszcze nie jest gotowa na przyjęcie tych wszystkich emocji na raz.A wiem, że to jest potrzebne aby pójść dalej. Na razie nazywają to depersonalizacją, odrealnieniem - podobno mój mechanizm obronny ale jednocześnie nie może trwać za długo.

O to mi chodzi, to były moje pytania. Czy ktoś też miał taki etap, czy on trwał i jak to przejść. Jak dać sobie samemu kopa aby wyjść z tego etapu.

Tyle.

75

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

No ja uważam, że tak z miesiąc... O ile nie będziecie mieli żadnego kontaktu, to mniej więcej około miesiąca. Potem zacznie powoli docierać. Widzę, że szukasz konkretnych informacji, to co piszę jest o tyle konkretne, że mówię o swoich doświadczeniach. Cierpię już 5 miesięcy, ale po każdym odrzuceniu jakoś tak miesiąc mi zajęło, żeby w nie w ogóle uwierzyć i przyjąć jako fakt. Ale to każdy chyba inaczej ma... a ja też jestem bardzo wrażliwa.

76 Ostatnio edytowany przez PaulinaZ (2013-08-01 09:39:55)

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
bags napisał/a:

Albo jesteś naiwna, albo głupsza niż ustawa przewiduje.

(...)

Chcesz porady i kopniaka a nic sobie z nich nie robisz, by się odbić od dna... definicja tego może być jedna alboś TROLL albo to prowokacja.

Bags... Nie wiem o co chodzi, ale już od pierwszego posta irytuje mnie to co i w jaki sposób piszesz. (Wierzysz w Hejt od pierwszego wejrzenia? tongue) Nie chciałabym kruszyć kopii - jesteś tutaj starszy stażem i więcej razy już radziłeś, ale o wiele ulżyłoby wszystkim, gdybyś trochę spuścił z tonu... Jak na razie Twój avatar dokładnie pokrywa mi się z Twoim podejściem do tematu - szybko sobie do wszystkiego wyrabiasz stosunek ? czarny lub biały, oplatasz go w potok agresywnych słów i niekoniecznie trafionych porównań - taka trochę grafomania... Ale dosyć ad personam.

Dziewczyna chce porady, kopniaka ? jasne, że chce. Trudniej jednak jest jej te radykalne kroki podjąć. Nie zmusi się przecież do cholery, żeby nie tęsknić! I co w tym z prowokacji i trollowania ? nie wiem, zaprawdę.

Ty, Bags, jak podejrzewam, jesteś już jakiś czas po rozstaniu, a wiadomo co najlepiej leczy rany. Pani Nie wiem nie stanie się natychmiast silną, doświadczoną kobietą z przeszłością i nie przemilczy tego, co ją boli ? jest na to zbyt wrażliwa ? jest nadwrażliwa, jak sama przyznaje.  Z radą trzeba się zgodzić, żeby wprowadzić ją w życie, a wiadomo, że każdy uważa, że jego rada jest najcelniejsza.

Niie wiem jest też mądra, że w tak spokojny sposób odpowiada na Twoje, nieuzasadnione oczywiście, ataki. Ja bym już na jej miejscu wypisała Ci, co o tym myślę? oj tak. Że sobie jakiś facet obcy rości prawo do nazywania mnie głupią czy kretyńską za to, że nie staję na baczność po jego gromkim ?Zapomnij! Move the fuck on!? i nie przekręcam swojego pogubionego umysłu na mechaniczny tryb ? ?od tej chwili mam go w dupie?. Niektórzy tak nie potrafią, wiesz? Myślę, że sama na to wpadła wcześniej, że najlepiej byłoby już nie czuć miłości do ex - niesamowicie proste, prawda?

A może szuka tutaj kopniaka, który jeszcze nie padł? Takiego wyczekanego kopa, który uderzy w najczulsze miejsce, w punkt? Zdefiniuje wszystko najtrafniej, najbliżej najlepszego rozwiązania? A może kopniakiem dla niej jest samo uzewnętrznianie się tutaj ze swoich rozterek?

77 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-01 13:03:22)

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
PaulinaZ napisał/a:

Bags... Nie wiem o co chodzi, ale już od pierwszego posta irytuje mnie to co i w jaki sposób piszesz. (Wierzysz w Hejt od pierwszego wejrzenia? tongue) Nie chciałabym kruszyć kopii - jesteś tutaj starszy stażem i więcej razy już radziłeś, ale o wiele ulżyłoby wszystkim, gdybyś trochę spuścił z tonu... Jak na razie Twój avatar dokładnie pokrywa mi się z Twoim podejściem do tematu - szybko sobie do wszystkiego wyrabiasz stosunek ? czarny lub biały, oplatasz go w potok agresywnych słów i niekoniecznie trafionych porównań - taka trochę grafomania... Ale dosyć ad personam.

Widzisz... jakoś mnie to nie dziwi, że czasami czyjeś mocne słowa, połączone z nutą ironii Ciebie irytują. Zapewniam Cię, że nie Ciebie pierwszą i ostatnią, bo mnie wręcz przeciwnie - skłaniały by one do refleksji "wczoraj i dziś". Skoro nie wiesz o co chodzi, to widocznie nie czytasz od początku i ze zrozumieniem. Szybcy i zaciekle walczący o dobra Innych, to mają te, na Powązkach miejsce "dla zasłużonych" zwane. Mi jak widać tam się jeszcze - póki co - nie śpieszy, tym bardziej zaglądać we włości kostuchy "od pierwejszego wejrzenia".   

PaulinaZ napisał/a:

Dziewczyna chce porady, kopniaka ? jasne, że chce. Trudniej jednak jest jej te radykalne kroki podjąć. Nie zmusi się przecież do cholery, żeby nie tęsknić! I co w tym z prowokacji i trollowania ? nie wiem, zaprawdę.

Dostała ich tak z 2 tony - na wagę "na oko" tego by tak było - i w pigułce "tic tac"-a i we wszelkiej innej formie maści, co by Ją zadek za bardzo nie naparzał i spuchł.

PaulinaZ napisał/a:

Ty, Bags, jak podejrzewam, jesteś już jakiś czas po rozstaniu, a wiadomo co najlepiej leczy rany. Pani Nie wiem nie stanie się natychmiast silną, doświadczoną kobietą z przeszłością i nie przemilczy tego, co ją boli ? jest na to zbyt wrażliwa ? jest nadwrażliwa, jak sama przyznaje.  Z radą trzeba się zgodzić, żeby wprowadzić ją w życie, a wiadomo, że każdy uważa, że jego rada jest najcelniejsza.

Ależ Jam Ci już nie Don Kichot, miecz mój wyszczerbion, zaś lanca ma za wieszak do prania służy, zbroję sprzedałem na górce cen złomu, zaś koń mój wierny dożywa swego żywota w jakiejś stadninie, racząc ochoczo strzygące uszętami klaczki opowieściami z naszych podbojów.
Giermek mój, Sancho Pansa związki zawodowe założył i coś o skakaniu przez płoty wspominał, gdym ostatnio go widział wink
Księżniczki ratować nadal będę, a jakże by nie, gdy jaką spotkam i krzyk jej usłyszę "pójdź mi na ratunek, cny rycerzu", a oczywiście że pójdę. Coby się nieboga nie męczyła w niewoli straszliwej granat wrzucę wink
Takowoż widzisz ród rycerski kurczy się, bom ja przeszedł na ciemną stronę mocy, samorozwojem zwaną wink
Ino Jam jako ten nieliczny się ostał, który mimo że rozwija się przednio, zbroi zrzucać nie zamierza i poleruje ją co rano świeżymi kwiatami, olśniewając białogłowy jej blaskiem, takowoż będąc zindustrialowanym i przygotowanym na wyzwania XXI-go wieku upgradem Krzyżowca, wzorem i pomocą służę. Nie sam, z Ziemniaczaną i Żyworódką -co jako te nieliczne szanowne niewiasty, nie od dzisiaj mnie znają a i same swoją "metamorfozą" Innych chętnie uraczą.

PaulinaZ napisał/a:

Niie wiem jest też mądra, że w tak spokojny sposób odpowiada na Twoje, nieuzasadnione oczywiście, ataki. Ja bym już na jej miejscu wypisała Ci, co o tym myślę? oj tak. Że sobie jakiś facet obcy rości prawo do nazywania mnie głupią czy kretyńską za to, że nie staję na baczność po jego gromkim ?Zapomnij! Move the fuck on!? i nie przekręcam swojego pogubionego umysłu na mechaniczny tryb ? ?od tej chwili mam go w dupie?. Niektórzy tak nie potrafią, wiesz? Myślę, że sama na to wpadła wcześniej, że najlepiej byłoby już nie czuć miłości do ex - niesamowicie proste, prawda?

Jak to żubr w reklamie piwka i ku zdumieniu wszystkich na trzeźwo, po ludzku gadając - a do wigilii Nam daleko jeszcze - tak rzecze: równowaga w przyrodzie, to podstawa. Mówi Ci to coś? Bo mi znów wiele...
Zaprawdę powiadam Ci, że takowych Twojego pokroju - wielkich i odważnych tego świata - było ich na pęczki w moim dotychczasowym życiu. Wszyscy praktycznie jak jeden - chcąc mi przyłożyć to w pysk sowitego liścia sami sobie dali na samą myśl, że w efekcie końcowym za mocno z deka z gębą skakali. Byli też tacy, co po prawie ćwierć wieku swoją nemezis w mojej osobie spotkali, bo obowiązki niejako moje służbowe do rewizyty złożenia im mnie zmusiły.
A dlaczego? Bo po czasie wyszło, że owi mędrcowie racji prawie żadnej nie miel... Bo ten mój samorozwój powyżej opisany, to też i asertywnością na takowe zaczepki jest zwany.
To jak widać w konfrontacji Ciebie ze mną ujawnia, że "moje to być, a Twoje to mać", a i uczy czegoś.

PaulinaZ napisał/a:

A może szuka tutaj kopniaka, który jeszcze nie padł? Takiego wyczekanego kopa, który uderzy w najczulsze miejsce, w punkt? Zdefiniuje wszystko najtrafniej, najbliżej najlepszego rozwiązania? A może kopniakiem dla niej jest samo uzewnętrznianie się tutaj ze swoich rozterek?

Najważniejsza metoda to nie wrzask w lesie czy tarzanie się nago po innej rosie, a przyznanie się do tego, że samą siebie się okłamywało. Że na różne potrzeby stworzyło sie równoległą rzeczywistość i nadal się ją tworzy - na przykład na potrzeby dorosłych dzieci, a najbardziej na swoje potrzeby. Bo to pic na wodę i fotomontaż.

Przyznać się do stosowania taktyki pt "Tak, ale..." czyli przeczekaniowej. Zrzucić fałszywe ciuchy Maty Hari.

Kreowanie sztucznej rzeczywistości bardzo dużo kosztuje. Energii życiowej. Ale potem będzie można wrzucić zdjęcia na fejsa i kto jest ładniejszy? Kto ma fajniej? Może oskara za dramatyzmy dostaniecie. No chyba (na co stawiam), żeś mądrą, inteligentną i wrażliwa, która szybko zauważy Twój/Wasz teatrzyk cieni i wtedy NAPRAWDĘ spieprzy sobie sama ten najpiękniejszy dzień czy okres w życiu.

Trzym się swego - solidarnego "feminizmu" hmm - a jam się będę trzymał swego, zdania dla ogółu zaiste sprawiedliwego. I szafa gra. Z należytym szacunkiem i przytupem w rytm muzyki rzecz jasna.

78

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Bags,

Nie do końca zrozumiałam Twoją wypowiedź, ale nie to jest najważniejsze. Nie będe Cię oceniać, bo nie wiem jakim jesteś człowiekiem, ale mam wrażenie, że Twoje "rady" są w wielu wątkach kompletnie nie adekwatne. Zazwyczaj po prostu wklejasz fragmenty poradników, artykułów itp, nie mając pojęcia w czym tak naprawdę tkwi problem. Twój związek był toksyczny - więc każdy związek jest tosyczny. Każda osoba, która cierpi po rozstaniu jest uzależniona, kochająca za bardzo i nie umie wyjść z toksycznego związku, ale nie Bags nie zawsze tak jest. Czasem po prostu i po ludzku cierpimy.

Z Twoich wypowiedzi leje się jad, którego nie mylmy z racjonalnym i konstruktywnym komentarzem, zakrapianym ironią.  Nie wiem czy stałeś się taki zgorzkniały i cyniczny właśnie przez swoje rozstanie czy byłeś taki zawsze. Jeśli to drugie to znamy powód Twojego rozwodu.

I jeszcze jedno - uważasz, że ze wszystkiego wyszedłeś, że uwolniłeś się ze swojego TOKSYCZNEGO związku, masz to za sobą. Ale czy na pewno?Dalej jesteś w tym temacie, pluskasz się w nim i odwiedzasz to forum. Jeśli ja uznam swój etap za zamknięty na pewno nie wróce na to forum, bo po prostu się od tego uwolnię i nie będę masochistycznie do tego wracać.

79

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Bags.
Czytam, czytam ze zrozumieniem. Tyle tylko, że zwyczajnie źle się to wszystko czyta. I robisz błędy. Co w nagromadzeniu stanowi przerost nie do końca dobrej formy nad treścią.

Dostała 2 tony rad, przemyśli a i tak zrobi co zechce, po co spiny.

Księżniczki ratujesz, bez rycerskiej otoczki ? ok. Ale jak się księżniczka zaprze i po paru poradach nadal nie będzie pewna swego, to nazwiesz ją głupią i niezdolną do samorozwoju.

Ja nie zaczepiam, nie ?skaczę z gębą?. Zbastuj pls. Albo w sumie?, jeśli Ci to daje ulgę.

Chwalisz, że wielu mędrców w bitwach słownych pokonałeś ? ja tylko się zastanawiam, ile z nich odeszło walkowerem, bo nie chciało im się wyszukiwać sensu w daremnej grafomanii.

A zmierzając ku końcowi ? ja wcale nie jestem wrażliwa, ani nie mydlę sobie oczu. Zupełnie inaczej niż bohaterka poradziłabym sobie z tym problemem, bo jestem inna. I ona jest inna. I moim zdaniem wypowiadając się na forum trzeba cudzą inność uszanować.

80 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-01 15:21:57)

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
niewiem1104 napisał/a:

Nie będe Cię oceniać, bo nie wiem jakim jesteś człowiekiem, ale mam wrażenie, że Twoje "rady" są w wielu wątkach kompletnie nie adekwatne. Zazwyczaj po prostu wklejasz fragmenty poradników, artykułów itp, nie mając pojęcia w czym tak naprawdę tkwi problem.

Jeśli wklejam, to zazwyczaj coś, co jest zaprzeczeniem dla poradników - wytworów ludzi pisanych masowo i dla mas. Ciemnych mas, co chłoną tą papkę jak gąbka. Coś uniwersalnego jest do niczego czyli do... 4 liter.
Wiele osób z tego forum odnalazło w moich wklejanych wywodach drugie dno i analogię do swojego życia. Ja też, a że z psychologią jestem od ponad dekady za pan brat, tak w tym - też i Twoim przypadku - widzę to, czego Ty nie widzisz. Nie że nie możesz, po prostu nie chcesz.  U mnie i w moich postach tego nie uświadczysz.
Już niejednokrotnie na tym forum odwoływałem się do książki o przewrotnym tytule "nieporadnik" który torpeduje wszelkiej maści poradniki naskrobane dla ogółu. Napisało go życie i facet, który za wszechmiar ma o tym pojęcia. Jerzy Grzybowski.

Twój związek był toksyczny - więc każdy związek jest tosyczny. Każda osoba, która cierpi po rozstaniu jest uzależniona, kochająca za bardzo i nie umie wyjść z toksycznego związku, ale nie Bags nie zawsze tak jest. Czasem po prostu i po ludzku cierpimy. Z Twoich wypowiedzi leje się jad, którego nie mylmy z racjonalnym i konstruktywnym komentarzem, zakrapianym ironią.  Nie wiem czy stałeś się taki zgorzkniały i cyniczny właśnie przez swoje rozstanie czy byłeś taki zawsze. Jeśli to drugie to znamy powód Twojego rozwodu.

Z powodu, że mój związek był taki a nie inny, jestem baaardzo daleki od szeroko pojętej generalizacji i wrzucania wszystkich jak leci do jednego wora z taką etykietą.

W obu tych Twoich trafnych przypadkach - odwracając ich układ nawet - jest pudło vel kula w płocie. Czytasz to, co chcesz przeczytać a nie to, co jest tam napisane. Taka mała a wielka rzecz i różnica.
Jest takie powiedzenie, że "cynik zna cenę wszystkiego, ale nie zna jego wartości". Pomyśl nad znaczeniem słów jakie używasz, bo w odróżnieniu do mnie, to masz bardzo mizerne doświadczenia życiowe i międzyludzkie jak widzę i mniemam.
(Słuchamy optymistów - co to wynaleźli samolot - ale uparcie wierzymy pesymistom- tym od spadochronów.)
Daleko mi niekiedy do nich - w pozytywnym tego słowa znaczeniu - jak widać.

I jeszcze jedno - uważasz, że ze wszystkiego wyszedłeś, że uwolniłeś się ze swojego TOKSYCZNEGO związku, masz to za sobą. Ale czy na pewno?Dalej jesteś w tym temacie, pluskasz się w nim i odwiedzasz to forum. Jeśli ja uznam swój etap za zamknięty na pewno nie wróce na to forum, bo po prostu się od tego uwolnię i nie będę masochistycznie do tego wracać.

Zdecydowanie tak. Do samego końca jestem free, wykluczając temat rozwodu.
Z mojego toksycznego związku się  uwolniłem, jak najbardziej. Oddycham teraz pełną piersią. Nie uwolniłem się formalnie "na papierze" od niego, choć i to nie omieszkam za jakiś czas uczynić..
Ja tu wracam zdecydowanie raczej z sentymentu do forumowiczów i pomocy jaką od Nich uzyskałem - znając się nawet w realu - i nie uważam tego za jakikolwiek objaw masochizmu, wręcz przeciwnie. Spore grono tutejszych bywalców z pewnością również tak sądzi, czego i Tobie - w przyszłości - życzę.

81 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-01 14:51:35)

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Tyle tylko, że zwyczajnie źle się to wszystko czyta. I robisz błędy.

Jak wiem, to nielicznym jedynie wink
a gramatyka i ortografia jest moją mocną stroną, nie mniej jednak "errare humanum est", co i na to biorę poprawki czytając Innych. Czego nijak nie mogę  powiedzieć o Tobie.

PaulinaZ napisał/a:

Chwalisz, że wielu mędrców w bitwach słownych pokonałeś ? ja tylko się zastanawiam, ile z nich odeszło walkowerem, bo nie chciało im się wyszukiwać sensu w daremnej grafomanii.

Sprostuję Cię i Twoje wyobrażeniowe zapędy o rzekomych moich potyczkach słownych. Owymi mędrcami byli lekarze, konowały w białym kitlu potocznie zwane.
Wielu z nich miało pojecie o tym, co swego czasu mówili. Przetrwało i rację mieli tylko nieliczni, raptem na jednej ręce ich mogę zliczyć a i zajmą Oni jak na podium miejsc 3. I jedynie do tej 3 po dziś dzień, żywię szacunek, uznanie i sympatię do Nich.

A zmierzając ku końcowi ? ja wcale nie jestem wrażliwa, ani nie mydlę sobie oczu. Zupełnie inaczej niż bohaterka poradziłabym sobie z tym problemem, bo jestem inna. I ona jest inna. I moim zdaniem wypowiadając się na forum trzeba cudzą inność uszanować.

Za każdym razem to czynię. A że interpretacja tego jest jak widać niekiedy odmienna, no to...

82 Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2013-08-01 15:12:47)

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Nie zeby te slowne potyczki odbiegaly nieco od tematu ...:D


Niewiem jest w tym stanie bo chce w nim być.
W końcu ruszy z miejsca bo obecny stan rzeczy jej sie znudzi nie przynosząc żadnych efektów. Zobaczy że nie ma na co czekać.

Najpierw będzie liczyć dni.
Potem tygodnie, miesiące.
W końcu przestanie liczyć w ogóle.

Pisze - prosi o kopa i rady - ale wcale ich nie potrzebuje bo i tak z nich nie skorzysta.
To podejrzewam bardziej kwestia "wyrzucenia" tego z siebie.
Ona nie szuka porad - ona szuka miejsca gdzie może się bezkarnie poużalać nad sobą. I tego jej właśnie potrzeba, i to w sumie nic karygodnego. Każdy przechodzi przez takie rzeczy po swojemu.

Pisałaś że masz problem z odreagowaniem - zero płaczu, zero emocji - więc emocje znalazły inną formę "wylania się" na zewnątrz. Może dopuść je wreszcie do siebie?

Każdy sam dojrzewa do decyzji o tym kiedy ruszyć z miejsca. I niewiem też dojrzeje smile

83

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

On cię nie kocha i tyle wiec olej go !!

84

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

a ja napisze tylko tyle, ze Bags - tak, masz racje, zajmuje jej to jakby dlugo, piszesz ze nie bierze rad do siebie. do samo pewnie mozesz napisac o mnie. otoz biore. biore, staram sie, zrobilam mnostwo rzeczy, ktore poradzili mi ludzie na forum, psycholog, ktore sama zrozumialam. Ale nie kazdy potrafi zrobic to wszystko w jednym momencie, od razu, albo w tydzien czy miesiac. i wtedy zostaje osadzony ze ma gdzies to co sie do niego pisze. nie wiem jak Niewiem, ja naprawde zawsze czytam dokladnie, analizuje co ludzie pisza, czesto wracam iles stron w tyl w swoim watku i czytam jeszcze raz. tylko ze to jest proces. to jest w mojej glowie, to pracuje, to wszystk oco ludzie radza i na pewno z dobrej woli, to co sama 'wiem' ze powinnam robic/nierobic, ale ja np nie potrafie jeszcze zrobic tej jakby najwazniejszej rzeczy - powiedziec dosc tak na 100%, powiedziec: 'nie chce go znac' - bo jak mnie nie ocenicie, ja, gdyby on chcial powrotu pewnie dalabym mu szanse. NIE, nie ze od razu mialby wrocic do mieszkania i spac ze mna w 1 lozku. Ale na pewno, z powodu ile znaczy dla mnie malzenstwo samo w sobie i ze wzgledu na 5 pieknych lat, bylabym gotowa na dialog z nim jakis, na wyjscie na kawe, gdyby teraz tego chcial. I tak, macie racje ze to zalezy od nas samych w sumie. Tak, ja przynaje, ze nie chce go skreslic tak do konca jeszcze, nie chce, bo chcialaby mczegos innego. Dojrzewam, skreslam go na tyle ile moge, kazdego dnia walcze, bo nie pisze i nie dzwonie do niego ,nie ma tematu 'nas' miedzy mna a nim. Ale czy to zonacza ze juz nie moge prosic Was o rady, o pocieszenie, mimo wszystko? No nie wiem, kazdy sam ocenia, nikt nikogo prawda nie zmusza do odpisywania ,radzenia, dla wielu moja hisotria tez jest pewnie juz przynudnawa i wykraczajaca poza jakies bariery czasowe... chodzilo mi tylko o to, ze nie wszystko jest czarne albo biale - ktos moze probowac, sluchac rad, ale nie od razu, nie w tydzien czy miesiac powiedziec: 'dosc, nie chce go znac' i od tej pory pisac tylko  o sukcesach albo o tym jak bardzo go nienawidzi.

to tak w kontekcie moim i niewiem.

85

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
niewiem1104 napisał/a:

...

Co do pasji, w zasadzie nigdy ich nie miałam. Cały wolny czas poświęcałam książkom - kupowaniu i czytaniu. Czytałam po 2-3 książki tygodniowy, drugie tyle kupowałam. Filmy, kochałam oglądać filmy. Tylko widzisz teraz to wszystko nie smakuje już tak jak wcześniej.....

Ależ właśnie miałaś/masz, a że inaczej - bo Twój świat się zmienił.

niewiem1104 napisał/a:

...
Z jednej strony rozumiem, że możecie to odbierać jako prowokację a z drugiej jest mi...przykro.
Nie znacie mnie, macie prawo do swojej opinii, ale czasem pewne słowa, które nie są już konstruktywną krytyką a obrażaniem chyba nie powinny mieć mieć miejsca. Mówisz, że jestem głupia...nie uważam siebie za głupią a ale owszem cholernie pogubioną w tym wszystkim. ...

Na pewno nie jesteś głupia. Jesteś prawdziwa. Piszesz co myślisz. Dziwnym trafem rozumiem co myślisz. Nie wymyślę niczego więcej, co wiesz. Trzymaj się własnego myślenia - ono wyprowadzi Cie.

86

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
niewiem1104 napisał/a:

Bags,

Nie do końca zrozumiałam Twoją wypowiedź, ale nie to jest najważniejsze. Nie będe Cię oceniać, bo nie wiem jakim jesteś człowiekiem, ale mam wrażenie, że Twoje "rady" są w wielu wątkach kompletnie nie adekwatne. Zazwyczaj po prostu wklejasz fragmenty poradników, artykułów itp, nie mając pojęcia w czym tak naprawdę tkwi problem. Twój związek był toksyczny - więc każdy związek jest tosyczny. Każda osoba, która cierpi po rozstaniu jest uzależniona, kochająca za bardzo i nie umie wyjść z toksycznego związku, ale nie Bags nie zawsze tak jest. Czasem po prostu i po ludzku cierpimy.

Z Twoich wypowiedzi leje się jad, którego nie mylmy z racjonalnym i konstruktywnym komentarzem, zakrapianym ironią.  Nie wiem czy stałeś się taki zgorzkniały i cyniczny właśnie przez swoje rozstanie czy byłeś taki zawsze. Jeśli to drugie to znamy powód Twojego rozwodu.

I jeszcze jedno - uważasz, że ze wszystkiego wyszedłeś, że uwolniłeś się ze swojego TOKSYCZNEGO związku, masz to za sobą. Ale czy na pewno?Dalej jesteś w tym temacie, pluskasz się w nim i odwiedzasz to forum. Jeśli ja uznam swój etap za zamknięty na pewno nie wróce na to forum, bo po prostu się od tego uwolnię i nie będę masochistycznie do tego wracać.

Witaj Niewiem 1104,

nie marnuj swego czasu na utarczki słowne z osobnikami typu Bags czy AD. Lepiej zainwestować go w samą siebie. I pamiętaj ? nikt NIE MA PRAWA oceniać Twoich uczuć, więc radziłabym nie dawać się wciągać w takie bezsensowne wymiany, bo tracisz tylko energię, która jest Ci potrzebna do  odzyskania równowagi i spokoju.

Padło tu w Twojej sprawie kilka dobrych rad moim zdaniem, m.in. ze strony Baziuli, Wczesnej, Kjersti, Ziemniaczanej, Wielokropka i Pauliny Z. ? weź z nich dla siebie te, które uznasz za najlepsze.

Bardzo wnikliwie opisujesz swoje emocje związane z rozstaniem i pewnie wiele osób odnajdzie się w Twoich doświadczeniach. Proponuję jednak zadać sobie pytanie, czy wystawianie swoich najboleśniejszych uczuć na pręgierz publiczny, szczególnie gdy czujesz się słaba i rozstrojona, jest rzeczywiście dobrym pomysłem. Ja sama uważam, że na forum ? owszem ? można się ?obnażać?, ale tylko wówczas, gdy człowiek jest na tyle mocny, aby móc stawić czoła tym, co szukają byle okazji, by ?dowalić? innym. Dlatego radziłabym zlewać ataki w stylu Bagsa i AD(HD smile) ? odczekaj, nabierz siły i jeśli uznasz za stosowne, dowal im tak, by nie mieli więcej odwagi wchodzić na Twój temat smile albo całkowicie zlekceważ ? dla takich to często najgorsza potwarz smile

Trafiłam ostatnio na fajny blog ?uciekamy do przodu?. Sądzę, że mógłby Cię zainteresować. I myśl wyłącznie o sobie. Najlepiej byłoby mieć prawdziwego przyjaciela, któremu mogłabyś zwierzać się ze swoich uczuć i liczyć na pomoc, bo tu prawdziwej pomocy nie otrzymasz.

Trzymaj się dzielnie!

87

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
PaulinaZ napisał/a:
bags napisał/a:

Albo jesteś naiwna, albo głupsza niż ustawa przewiduje.

(...)

Chcesz porady i kopniaka a nic sobie z nich nie robisz, by się odbić od dna... definicja tego może być jedna alboś TROLL albo to prowokacja.

Bags... Nie wiem o co chodzi, ale już od pierwszego posta irytuje mnie to co i w jaki sposób piszesz. (Wierzysz w Hejt od pierwszego wejrzenia? tongue) Nie chciałabym kruszyć kopii - jesteś tutaj starszy stażem i więcej razy już radziłeś, ale o wiele ulżyłoby wszystkim, gdybyś trochę spuścił z tonu... Jak na razie Twój avatar dokładnie pokrywa mi się z Twoim podejściem do tematu - szybko sobie do wszystkiego wyrabiasz stosunek ? czarny lub biały, oplatasz go w potok agresywnych słów i niekoniecznie trafionych porównań - taka trochę grafomania... Ale dosyć ad personam.

Dziewczyna chce porady, kopniaka ? jasne, że chce. Trudniej jednak jest jej te radykalne kroki podjąć. Nie zmusi się przecież do cholery, żeby nie tęsknić! I co w tym z prowokacji i trollowania ? nie wiem, zaprawdę.

Ty, Bags, jak podejrzewam, jesteś już jakiś czas po rozstaniu, a wiadomo co najlepiej leczy rany. Pani Nie wiem nie stanie się natychmiast silną, doświadczoną kobietą z przeszłością i nie przemilczy tego, co ją boli ? jest na to zbyt wrażliwa ? jest nadwrażliwa, jak sama przyznaje.  Z radą trzeba się zgodzić, żeby wprowadzić ją w życie, a wiadomo, że każdy uważa, że jego rada jest najcelniejsza.

Niie wiem jest też mądra, że w tak spokojny sposób odpowiada na Twoje, nieuzasadnione oczywiście, ataki. Ja bym już na jej miejscu wypisała Ci, co o tym myślę? oj tak. Że sobie jakiś facet obcy rości prawo do nazywania mnie głupią czy kretyńską za to, że nie staję na baczność po jego gromkim ?Zapomnij! Move the fuck on!? i nie przekręcam swojego pogubionego umysłu na mechaniczny tryb ? ?od tej chwili mam go w dupie?. Niektórzy tak nie potrafią, wiesz? Myślę, że sama na to wpadła wcześniej, że najlepiej byłoby już nie czuć miłości do ex - niesamowicie proste, prawda?

A może szuka tutaj kopniaka, który jeszcze nie padł? Takiego wyczekanego kopa, który uderzy w najczulsze miejsce, w punkt? Zdefiniuje wszystko najtrafniej, najbliżej najlepszego rozwiązania? A może kopniakiem dla niej jest samo uzewnętrznianie się tutaj ze swoich rozterek?

Hej Paulino Z.,

zgadzam się z tym, co napisałaś nt. ?torbielowatego osobnika? smile Strasznie od niego zalatuje ... m.in. sztucznością, wszelkiej maści -maniami, w tym grafomanią smile Musisz mieć sporo  cierpliwości, skoro tłumaczysz komuś takiemu, że koń jest koniem smile Nawiasem mówiąc, ta jego ?nieporadna biblia? też trąci ... smile  Gdyby więcej tutejszych ?bab? wzięło go porządnie ?w obroty?, pewnie spie...ałby, gdzie pieprz rośnie, a tak puszy się jak ... i stroszy swe pewnie nieźle już wyleniałe piórka smile

Tak trzymaj smile

88

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
Jaaga napisał/a:

zgadzam się z tym, co napisałaś nt. ?torbielowatego osobnika? smile Strasznie od niego zalatuje ... m.in. sztucznością, wszelkiej maści -maniami, w tym grafomanią smile Musisz mieć sporo  cierpliwości, skoro tłumaczysz komuś takiemu, że koń jest koniem smile Nawiasem mówiąc, ta jego ?nieporadna biblia? też trąci ... smile  Gdyby więcej tutejszych ?bab? wzięło go porządnie ?w obroty?, pewnie spie...ałby, gdzie pieprz rośnie, a tak puszy się jak ... i stroszy swe pewnie nieźle już wyleniałe piórka smile

Tak trzymaj smile

Pominę personalne przepychanki i postaram się przemówić do głównej/głównych zainteresowanych - jej językiem i argumentacją, która byc może dotrze.
Pisząc o torbielach to piszesz o tym co Ci już przeszło czy co leczysz, próbując wmówić komuś swoje uszczerbki na zdrowiu?
Sztuczność, no sorry, ja silikonami nie muszę tego i tamtego podpierać - nawet swojego ego na tym forum - a pomimo przebytych kilku uzasadnionych interwencji chirurgicznych, nadal zachowałem 100% naturalność, czego na podstawie powyższego opisu nijak nie mogę powiedzieć o Tobie.
Czy nie pomyślałaś, że facet po trzydziestce, nie musi być głupi jak Ty to sugerujesz - może być oczytany, dowcipny i błyskotliwy. Tylko zwyczajnie - nie mierzy miarą takich "targetów" jak Wasze persony? Albo zwyczajnie - chce się rozluźnić, pożartować i podyskutować z nutą ironii i nie potrzebuje do tego aktywnego słuchacza, który puszy się na wszelkie docinki pod jego adresem.

Twoim chamstwem i niedouctwem chcesz mnie sprowadzić na ziemię i szukając popleczników usadzić? Strzał w dziesiątkę smile Faktycznie Rozumiem, że to że siedziałaś kiedyś obok osoby mającej inne zdanie niż Twoje - czyni Cię ekspertem od tych tematów. A to że siedziałaś godzinę obok zgwałconej i porzuconej kobiety - czyni cię ekspertem od jej odczuć, tak? Mistrzu w spódnicy!
Porozmawiajmy więc otwarcie, co Cię boli i swędzi w kroku odnośnie moich wywodów. Tylko życzyłbym sobie uzasadnione i życiowe fakty a nie populistyczną papkę medialną z pierwszego lepszego, masowego tłoczenia. Skoro masz tę wiedzę - TO MÓW! Jak to przeszłaś? Było ciężko? Jak przez Twój maciupki procesorek, wylazła ta wielka, napuszona głowa gryzipiórka płci odmiennej? Co CZUŁAŚ?

A. Nie wiesz, No widzisz. Bo TYLKO siedziałaś obok. I TYLKO słuchałaś. Oglądałaś przekaz w TV. Więc NIE WIESZ CO W RZECZYWISTOŚCI, ODMIENNOŚCI PŁCI I ZDAŃ W TRAWIE PISZCZY. Więc może sama se łyknij melisy czy innego ziela i zajmij się tym co NAPRAWDĘ przeżyłaś. Bo tak - to Twoje wywody są nie tylko przemądrzałe, ale nie masz żadnych realnych i merytorycznych podstaw, żeby o nich gadać. Bo gadasz tylko to, co ZASŁYSZAŁAŚ. Dlatego tak łatwo Ci przyszło nawoływanie babulek z wszelakich kół gospodyń wiejskich, co to Im wszystkim mohery nagle na łbach powyrastały, by facetom łomot spuścić, bo za bardzo spod pantofla podskakuje co drugi. .Pomijam patologię (taką prawdziwą, nie wystękaną zeby kogoś obrazić), jaką dla mnie jest taka feministyczna klepanka w klawiaturę dla przyjemności. Mam niejako uzasadnione podejrzenie, graniczące w znacznym stopniu z pewnością, ze większość 100% dziewczyn/kobiet - nawet z tego forum - nie decyduje się na ten pseudo entuzjastyczny krok odnośnie Twoich obiekcji, w żadnym wypadku, nawet tej absolutnej ostateczności. A patologia i tak znajdzie sposób ujścia "w potrzebie i nie ma co bić piany; mamy otwarte granice, a ludzie żyją w wolnym świecie i w dowolny sposób mogą wyrażać i głosić swoje poglądy "na żądanie"  ZAWSZE!

Chodzi o możliwość. I moim zdaniem ta możliwość - z czysto psychologicznego punktu widzenia - może przyczynić się do znormalizowania (o czym pro-life marzą) i równouprawnienia kobiet i mężczyzn, nie generalizując tego do myśli i słowa. A tak z tego co widzę, to po prostu gucio o tym wiesz. jako niewykwalifikowany specjalista od rozrodu mogłbym nie zrozumieć Twoich amatorskich wynurzeń. Do których absolutnie masz prawo - rzecz jasna. Tak jak do błędów ortograficznych.
Rozumiem, że według Ciebie błędy ortograficzne to to samo co literówki, a edycja w celu dodania bądź ujęcia tekstu z własnej wypowiedzi - jest nie na miejscu. Masz prawo do swojego zadnia. Nie zabraniam. I to by się zgadzało z Twoim podejściem zygota = człowiek/literówka = ortograf. Uproszczone, ale nie pozbawione szalonej logiki. Czyli słowem - w tym szaleństwie jest metoda.

89

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
Jaaga napisał/a:

...Hej Paulino Z.,

Po pierwsze: nie trolluj.
Po drugie: nie podpinaj się pod inteligentniejszych od siebie - to razi.
Nie masz nic do powiedzenia - klawiatura w kubeł.

90

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec
N4VV napisał/a:
Jaaga napisał/a:

...Hej Paulino Z.,

Po pierwsze: nie trolluj.
Po drugie: nie podpinaj się pod inteligentniejszych od siebie - to razi.
Nie masz nic do powiedzenia - klawiatura w kubeł.

Jejjjj... Pomyślałam, w pierwszym momencie że te przytyki są do mnie "Hej PaulinoZ - nie trolluj" tongue

Weszłam tutaj do naszej Nie wiem - powiedz jak tam sytuacja się rozwija? Przyjaciółka dostała wreszcie upragnione wyjaśnienie "o co chodzi"?

Przechodzi Ci już rozpacz? Trzymasz się? Kopy podziałały? smile

91

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Witaj Paulino,

Dziękuję za pytanie smile czy się trzymam?Nie wiem tak naprawdę. Jestem na lekach, więc jestem troszkę spokojniejsza, ale bałagan w głowie ten sam. Co do spotkania ma być w tym tygodniu....i to pewnie będzie ten kop, który mnie ruszy albo w jedną albo drugą stronę. Boję się ich spotkania, ale jednocześnie wiem, że otrzymam dzięki temu odpowiedź na wiele pytań. Może to dobrze, że ona na to wpadła?

Tęsknie, strasznie tęsknie za człowiekiem ale i życiem, które miałam i lubiłam. Dodatkowo boję się. Boję się przyszłości, tego co z moim życiem, czy sobie z tym wszystkim poradzę, czy będę w stanie przestać kochać.

Jeszcze jestem na etapie obwiniania się o wszystko, czuję, że to ja doprowadziłam do tego rozstania - to boli najbardziej.

Jeszcze raz dziękuję Paulina!

92 Ostatnio edytowany przez PaulinaZ (2013-08-05 17:32:22)

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Hmm, tęsknota jest zrozumiała, idealizowanie tamtego życia też, ale ja na Twoim miejscu zaczęłabym powoli uświadamiać sobie, że życie "takie jak było" nie powróci.

Etap obwiniania się w ogóle jak dla mnie powinnaś pominąć. Pomyśl o tym, że, tak na logikę, gdyby nie Ty, to w ogóle tego związku by nie było. A winą tego, że od on Ciebie odszedł jest (tylko i aż) to, że z nim byłaś. Nic więcej. Nie ma co rozpamiętywać szczegółów. Byłaś sobą - tamten czas byłby zupełnie stracony, gdybyś próbowała go zatrzymać poprzez schemat, jaki teraz sobie wymyślasz. Scenariusze rozegrane inaczej niż wtedy NIC by nie zmieniły - zapewniam Cię. On nie myśli co by było, gdyby. Tu jest zupełnie nierówna walka - on odpoczywa, a Ty cierpisz.

Mimo wszystko, jestem prawie pewna, że przyjaciółka nie przedstawi Ci wszystkiego jak na dłoni. Szczególnie, że właściwie trzyma trochę z Tobą, trochę z nim. A już zupełnie pewna jestem tego, że on powinien tłumaczyć się Tobie, wtedy, kiedy będzie na to gotowy i będzie czuł, że po latach jest Ci to winien. Teraz stawiacie go obie w ogniu pytań, w chwili, kiedy może zupełnie tego nie czuje. On na pewno się spodziewa, że większość rozmowy dojdzie do Ciebie. Nie musi być szczery. Może dawać fałszywe nadzieje, może wić się jak piskorz nie chcąc zamykać sobie furtki na amen. Dlatego ja wciąż uważam, że zasadność takiej rozmowy za plecami głównej zainteresowanej jest dyskusyjna.


Nie chcę tutaj zadawać niedyskretnych pytań, ale - jesteś na lekach - tzn. lekach uspokajających? Czy jakichś antydepresantach...?
W każdym razie tak tylko chciałam się upewnić, czy bez tych leków nie dałabyś rady? Bo jak dla mnie to normalne, że masz ogromny żal, a nawet histeryzowałaś z powodu tego, co Cię spotkało. Leki mimo wszystko przytępiają - wiem co mówię... Może jesteś silniejsza niż myślisz i poradziłabyś sobie bez chemii? Na końcu nie uciekniesz od spojrzenia twarzą w twarz w rzeczywistość wraz ze wszystkimi uczuciami, które się z tym wiążą.
Wiesz.., żebyś się przez to wszystko w coś poważniejszego nie wpędziła...

93

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Paulina,

Dziękuję. Czuję, że pomimo braku mojego racjonalnego myślenia, naiwności i ślepej miłości nie atakujesz mnie. Na pewno ciężko zrozumieć moje myślenie, odczuwanie ale dziękuję, że się starasz.

Co do zarzucania sobie winy. Wiesz, przez cały ten związek to ja byłam tą twardszą, nie chodzi o to, że się nie starałam bo bardzo się starałam ale czułam się pewnie. Po prostu. Nawet perspektywa rozstania nigdy mnie nie przerażała, nigdy nie sądziłam, że będę to tak przeżywać, albo zbliżę się do takiego przeżywania....może właśnie to jest ten problem, że czułam się za pewnie?Nie, nie byłam przez to jakąś straszną babą, bo widzisz my przez te trzy lata pokłóciliśmy się 4 razy. 4 razy z czego dwa o przysłowiowe pierdoły. A nagle?Nagle koniec.

Co do ich spotkania. Ja na pewno się z nim nie spotkam, na pewno nie zainicjuję takiego spotkania. Odcięłam się kompletnie, żeby się ratować. Nie czuję się gotowa na konfrontację, chyba nawet jej nie chcę. Choć nie ukrywam, że w głowie mam miliony pytań, na które nie znam odpowiedzi.

Też jestem przeciwniczką mieszania kogokolwiek w sprawy związku, ale to ona nas poznała, to ona przyjaźniła się z nim tyle lat. Ma prawo się z nim spotkać, nie dla mnie a nawet dla samej siebie. Uczestniczyła w naszym związku, choć przez ostatnie pół roku z różnych względów nie utrzymywaliśmy z nią kontaktu. Ja sporadycznie, a on w ogóle. Przeszła z nim przez różne jego związki i etapy w życiu, dlatego nie obawiam się kłamstwa z jego strony a nawet jeśli ona na pewno je wyczuje.  Wiem, że czegokolwiek się nie dowie przedstawi mi prawdę ale w "jadalny" dla mnie sposób. Tak naprawdę ona nie chce dociekać co się stało, czemu się stało itd. Chce się zapytać jak ma ze mną rozmawiać - czy ma być przy mnie jak po rozstaniu, czy być przy mnie aż on sobie to w głowie poukłada. Ja nie chciałam, żeby się spotkali, ale też nie mogę jej tego zabronić.

Co do leków. Jak trafiłam drugi raz do szpitala, zrozumiałam, że muszę. Biorę i takie i takie. Sama nie jestem w stanie sobie na razie poradzić. Może dlatego, że w przeciągu miesiąca przeżyłam śmierć bliskiej osoby i to rozstanie. Chyba dla mnie za dużo. Nie mam zamiaru brać ich do końca życia, ale w tym pierwszym etapie chyba jest to wskazane.

94

Odp: poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Hej,
i jak? Przyjaciółka przedstawiła Ci sytuację? Napisz czy się trzymasz i jak się sprawy mają. smile

Posty [ 66 do 95 z 95 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » poproszę o mocnego kopa! - tasiemiec

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026