Witaj 'nie wiem' . Czytam sobie dzisiaj Twóje wątki cały dzień , i bardzo Ci współczuję, i równoczesnie rozumiem.
Każdy z nas, a przynajmniej większośc, doświadczyla podobnych zdarzeń i emocji. Ja też. Im bardziej emocjonalna i wrażliwa osoba, tym trudniej i tym dłużej. Jestem starsza od Ciebie (38 lat) i przeszłam to 2 razy. Nie chcę się wdawać w szczegóły, było podobnie bo jestem chyba podobna do Ciebie. Przechodziła również przez to moja bliska koleżanka, której,z racji doświadczenia własnego, udało mi się dosyć skutecznie pomóc - w tej chwili mija 2 lata od jej 'sytuacji" i zaczęłam pomagac jej w chwili, gdy stała na etapie Twoim: 'mam jeszcze nadzieję'. To też była 1 miłość dla niej. Nie było łatwo, ale muszę Ci powiedzieć, że , przy mojej pomocy, udąło jej się z tego wyjśc, podobnie, jak mnie udało się wyjść z tej traumy 2 razy. Jak? Wiele osób już ci poradziło, ja moge dodac od siebie 2 najważniejsze, moim zdaniem, rzeczy (pierwsza nie jest łatwa do wykonania) A mianowice - odpuścić myslenie o przyszłości z nim. Uwierz że wiem, że to niełatwe, człowiek potrafi się długo łudzić, ale jednak nadchodzi chwila gdy albo my sami, albo ktoś, uświadamia nam, że to nie ma sensu. Nasza przyszłość...nie zawsze jest taka, jaką sobie wymyślimy. Widzisz, z perspektywy lat widzę, że nie zawsze to, co wydaje się dla nas dobre i najważniejsze, okazuje się tkaim w przyszłości. Jakoś wydaje mi się, że czasem los sam kieruje naszym zyciem tak, aby było takie, a nie inne, i po jakimś czasie okazuje się, że to co się zdarzyło i w naszym mneimaniu było niemal końcem aszego życia, jest, tak naprawdę jego początkiem. (brzmi jak truizm, banał, ale -nie wątpię w to, sama się przekonałam)Zaufaj losowi,. Nie bój się przyszłości. Wiem, ze męczy cię to, że wydaje ci się, ze coś jeszcze możesz zrobic, ze to Ty jesteś panią swojego (i waszego z twoimm chlopakiem) losu, tym abrdziej w sytuacji gdy macie kontakt, gdy masz jego numer, gdy myslisz, ze jeszcze nie wszystko skończone. Ale jesli wszystko wskazuje na to, że nie macie być razem (moze oprócz Twoich, zrozumiałych w tej chwili, odczuć), to taka właśnie jest rpawda. Jeśli chcialabys poszerzyć ten temat (bo chyba wyrażam się zbyt chaotycznie, ale wiele chcialabym ci przekazać), to prosze o kontakt, moje gg 1573384, adres mailowy na moim proiflu.
A druga rzecz - mnie w takich sytuacjach pomagały, i to BARDZO, pasje. Nawet te tworzone na zawołanie. Wierz mi. Choc kazdy ma swoje sposoby, ale czasem zwykle wychodzenie do ludzi, czy filmy, to za mało. Nie wiem czy to możliwe na etapie, na ktorym jesteś, ale spróbuje wręcić sobie (o ile nie masz jeszce) Jakąs pasję. Powiem ci, jak było ze mną. Wkręciłam sobie naukę hiszpańskiego, z powodu wieloletniej miłości do Hiszpani. Nawet nie wiesz, jak pomogło. Zaczełam rozmawiac z ludzmi w necie po hiszpansku, czytac o hiszpanskiej kutlurze...w Końcu wyjechałam na 3 tyg do Andaluzji, i w tej chwili trudno mi myslec o czymkolwiek innym. Byly złe chwile, nawet TAAM będac, myslalam o nim, ale juz wiedzialam, ze idę do rpzodu, ze może TAM mnie cos spotka, ze nie bez powodu zawsze mialam bzika na punkcie Hiszpani. Uczenie się (samodzielne, co nie było łatwe gdy ma się małe jeszcze dziecko), było trudne, ale przynosiło satysfakcję. Zaczęłam zyc innym życiem, wlasnym, czuc, ze coś robię konstruktywnego. Inna pasja, ktora pomogła w innej ale tej samej sytuacji -czytanie ksiązek podózniczych, zwlaszcza o wspinaczkach, ale tez podróze po puszczy amazońskiej - bardzo mnie wciągneło, poszerza horyzonty, widzisz jaki wielki jest świat, ile róznych ludzi. Trzecie - mam doświadczenie i wiem, że jednak nie tylko 1 miłośc istnieje - każda jest inna, i niekoneicznie ta pierwsza jest właśnie TĄ, choc zawsze pozostanie pierwszą. Na potwierdzenie 'ułatwiania sobie' tego etapu za pomoca pasji, powiem Ci, ze wsppomniana koleżnka której własciwie na codzień pomagałam, 'odkurzyła' swoje zamiłowanie do malarstwa, i obecnie świata poza tym nie widzi. Owszem, ma gorsze dni, zwlaszcza gdy osobnik się akurat odezwie (ja mojego zablokowąłam wszędzie gdzie to możliwe więc mam łatwiej), ale widze ogromną zmianę i dystans w niej.
Bardzo chciałabym Ci pomóc, wiem że możesz z teego wyjśc, jestem o tym przekonana, i strasznie mi żal, że tak bardzo się z tym męczysz. Wiem, ze teraz czujesz inaczej, ale musisz uwierzyc , po 1, w to, że istnieją inni ludzi - nie będzie to replika JEGO, ale być może będzie to osoba która właśnie jest dla Ciebie (ale ja tez w to nie wierzyłam, a jednak okazało się inaczej), a po 2 - że poza miłością, która jest najwazniejsza (w tym sie z toba zgadzam, ale to nie jest kwestia swiatopoglądu tylko charakteru), jest ogromna roznorodność innych rzeczy wartych ppoznania - uwierz mi że czytając książki podróznicze nie mogłam się od nich oderwac i zaczęłam dopiero wtedy zdawac sobie sprawę, że świat to nie tne mikroświat , za który bierzemy swój własny świat, ale też ten cąły otaczający nas - który warto poznać. Szczeólnie w chwili, gdy potrzebujemy zając mysli czymś innym. JEST to możliwe.
Bardzo serdecznie Cię pzodrawiam, i czekam na kolejne posty.
Ola