Witaj Prince.
Zapoznałem się z Twoim problemem i chciałbym dorzucić kilka swoich słów. Już wiele rad tu otrzymałeś, trochę krytyki i pocieszenia, ale tak się zastanawiam, czy Ty rzeczywiście chcesz sobie pomóc? Nie to, żebym Cie tu krytykował. Nie. Zastanawia mnie tylko gdzie jest tu w tym wszystkim Twoja rodzina? W brew pozorom, to ona miała kluczową rolę w tym jak postrzegasz świat. Wspominałeś, że brat nie jest chętny do żadnej pomocy, a rodzina jest w "rozkładzie". Ja w cale się nie dziwie, że psycholog kategorycznie nalegał na rodzinne spotkania, bo obawiam się, że w tym tkwi całe sedno Twojego nieszczęścia. Może się mylę, ale na moje oko, Ty tak po porostu rozpatrujesz świat jako właściwy dla Ciebie. Kiedy problemy pojawiły się w podstawówce, prawdopodobnie miałeś pierwsze kontakty z większa ilością "obcych ludzi". Nie tylko Ty miałeś problemy wynikające ze stresu i zmiany dotychczasowego błogiego życia. Sam pamiętam jak mnie kilka razy złapały podobne problemy żołądkowe przed lekcjami. Wracając do Ciebie. W tym momencie Twoi bliscy powinni już reagować na zaistniały problem, ale obawiam się, że obrali bardzo złą drogę. Po za krytyką ze strony dzieci ze szkoły, prawdopodobnie spotkałeś się także z przykrościami ze strony rodziny. Nikt nie dowierzał, że potrzebujesz pomocy i oczekiwali, że problem się rozwiąże sam. Zareagowali gdy problem już po prostu Cię przerósł, ale to już było za późno. Mam kilka opcji na to, dlaczego tak się stało, że tak silnie negatywnie odebrałeś kontakt z ludźmi. Być może nie do końca udane relacje w rodzinie, rodzice starali Ci się wynagrodzić przez rozpieszczanie Cię, bądź w drugą stronę! Byli tak zajęci swoimi problemami, że robili wszystko co chciałeś, bylebyś tylko się odczepił. Gdy Ty trafiłeś jednak na kolejny etap życia, gdzie trzeba się słuchać, postępować zgodnie z tym co robi reszta, poznałeś brudy tego świata po za tą bańką mydlaną własnego domu, doznałeś po prostu wstrząsu w swoich myślach. Najłatwiejszą drogą w takich sytuacjach jest ucieczka. Zauważyłeś, że to Ci pomogło, bo NIKT... absolutnie NIKT nie chciał Ci pomóc i zaakceptować Cię z tym problemem. Czemu o tym wszystkim mówię? Ponieważ uważam, że tamte sytuacje wybudowały w Tobie obraz świata jako tego złego, niewłaściwego i nie wartego wysiłku. Życie jakie prowadzisz Ci wystarcza. Wolisz się nie wychylać, ale jednocześnie czerpać z niego pod osłoną nocy, trując się kolejnym papierosem i męcząc wzrok o 4 w nocy na forum szukając akceptacji tego jaki jesteś. Tak... Wiele osób chciało Ci pomóc, ale w ani jednym przypadku nic nie pomogło, a wręcz pogorszyło się. A powiedz mi... czy Ty sam zrobiłeś cokolwiek dla siebie, by zmienić swoje zycie? Zacznij kłaść się spać o 22 i wstawaj o 6, sprzątaj w domu codziennie, wywal zamek w drzwiach i broń boże nie zamykaj się sam ( rodzina powinna Ci tego zabronić ) i postaraj się choć nie kreować z siebie kogoś kim nie jesteś na siłę przez Internet. Zauwazyłem, że bardzo lubisz swój nick "The Prince of Darkness", często podpisujac sie pod postami jeszcze raz... To świadczy o tym, że jesteś dumny z niego... dumny z tego, że jesteś księciem nocy, który wszystkim mówi o swoim problemie i tym, że stara się z tym walczyć... ale nie robisz tak na prawdę nic z tym!Kreujesz sobie postać Internetową, która dostanie wsparcie, zrozumienie... ale co z TObą w rzeczywistości? Twoje życie jest wazniejsze od tego nierealnego z Internetu. Ty po prostu potrzebujesz by Cie wrzucić siłą do głębokiej wody byś nauczył się pływać! Koniecznie i wbrew Twoim przyzwyczajeniom, ktoś powinien Cie wywieźć z domu i załatwić zmianę otoczenia. Być może atmosfera domu, do którego jesteś psychicznie uwiązany tak na prawdę sprawia, że się zatracasz w swoim problemie.Ta metoda jest na prawdę skuteczna. W podobny sposób zwalcza się lęk wysokości, czy strach przed pająkami. Musisz się sam zdedzyć z rzeczywistościa, a nie uciekać ciągle przed nią w otchłań nocy. Jak długo chcesz się godzić ze swoją sytuacja? Z tego w jaki sposób piszesz, jesteś inteligętnym facetem, ale brakuje Ci jeszcze kogoś, kto nakieruje Cie na właściwą drogę i nie licz, że zawsze będzie kolorowo i tak jak Ty chcesz. Tu nie ma co się patyczkowac, bo marnujesz sobie całe życie. Wsiądź na swój motor i jedź... nie ważne, że już Cie nie kreci... jedź! Przymuś się! Zrób coś wbrew sobie... Pokaż nam, że na prawdę robisz coś ze swoim życiem. W Twoim przypadku metoda małych kroczków jest nieskuteczna.
Trzymam za Ciebie kciuki