netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

moja historia.... juz mam dość życia...

218 odpowiedzi19 928 wyświetleńzałożony przez sylwias1987, 10.07.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » moja historia.... juz mam dość życia...

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 219 ]

1

Temat: moja historia.... juz mam dość życia...

Witam, jestem tu nowa i nigdy przenigdy nie spodziewałam się że będe w takiej sytuacji jak teraz. Świat mi się zakończył równo miesiąc temu:(
Z mężem jesteśmy małżeństwem od 4,5 roku, mamy 4 letnią córeczkę. Wszystko się między nami świetnie układało do momentu kiedy tego nie zepsułam... i nie mógł już tego wytrzymać.
W zasadzie przez ostatni rok czułam się nie zauważana przez męża, przychodził i robił swoje rzeczy, nie chodziliśmy na spacery, mało gadaliśmy itp. Zaczełam szukać innego toważystwa, poznałam kolegow, wychodziłam na piwo z nimi i tak często znikałam na noce- było mi z tym dobrze, miałam z kim pogadać, pośmiać się i nie widziałam problemów dnia codziennego. Oddaliłam sie zupełnie od męża i córki (od 17 nie byłam z nią, nie kładłam spać). Wyprowadziliśmy sie na stancje (oblegana przez moich znajomych) i zaczełam jeszcze bardziej olewać męża, mówić przykre słowa. Teraz jak sobie to przypominam to strasznie mi wstyd za to, nie poznaje siebie że mogłam coś takiego mu robić. On błagał żebym się opamiętała a ja robiłam jeszcze gorzej. Po 9 dniach od zamieszkania tam odszedł i zabrał córkę, złożył pozew o odebranie mi praw rodzicielskich... powiedział że zdjoł różowe okulary i dopiero uświadomił sobie że on chce inaczej żyć i nie chce żebym tak go traktowała. Płakałam, nie spałam, nie jadłam- miałam uczucie jak bym miała piłkę w gardle. Nic nie było dla mnie ważne tylko oni. Straciłam sens życia, zrozumiałam jak bardzo ich kocham i jaka byłam okropna. Męczyłam go smsami, spotkaniami, telefonami cały czas chciałam mu udowodnić że się zmienie.
Zmieniłam się, przestałam pić zupełnie alkohol- poszlam na terapie, nastepnie znalazlam prace i cały czas próbuje naprawić błedy. Tylko jednego dnia jest dobrze a drugiego on nie widzi w tym sensu. Rani mnie słowami np.
- Kiedyś sobie nie wyobrażałem życia bez Ciebie a teraz jest inaczej
- Nigdy nie będzie już tak jak kiedyś było
- Nasz związek nie ma przyszłości bo nie mam zaufania do Ciebie i nigdy nie będe miał
- Twoje łzy są świetnie wymuszone, dobrze grasz
- Teraz to tylko Ci zależy na córce a nie na mnie
- Nie histeryzuj już tak było myśleć o tym wcześniej
i duzo innych
Sama już nie wiem co mam robić, staram się walczyć o naszą rodzinę, wiem że tego chce, ale nie wiem czy on tego chce samego. Brakuje mi go, jego dotyku, jego osoby, nawet kłótni z nim, nie mogę bez niego spać, nie chce mi się jeść, nic mi się nie chce. Pare razy już chciałam połknąć tabletki, nie cierpieć już ale dalej próbuje to odbudować chodz juz brakuje mi sił na dalszą walkę, na dalsze życie.
Nie wiem już co mam robić, bo raz jest między nami super, dochodzi do sexu nawet a drugiego dnia mówi że to bez sensu, że jak mnie widzi to widzi mnie z kolegą z którym go zdradzałam (nie zdradziłam go ale on mi nie wierzy). Na pytanie czy jak mnie nie ma to tęskni odpowiada że nie, ze wogole o mnie nie myśli. Czy jest to sens odbudowywać?
Proszę o jakieś porady co mam jeszcze robić żeby go odzyskać. Co dalej robić ze swoim życiem? Nie chce kogoś innego- chce jego.

2

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Witaj sylwias1987 ...
Rażąco zaniedbałaś rodzinę. Jeśli mąż potrafi udowodnić, że od 17-tej znikałaś z domu i nie zajmowałaś się dzieckiem - łatwo będzie mu udowodnić winę i ograniczyć Ci prawa. To samo dotyczy rozwodu z orzeczenie o Twojej winie. Obym się mylił, ale mąż już Ci nie ufa. Nie rani Cie słowami: "- Nigdy nie będzie już tak jak kiedyś było" - tylko stwierdza prawdę. Jesli masz tendencje do takich zaniedban, to znów kiedyś wrócisz do marginesu z którym hulałaś ... Nie wiem czego oczekujesz tu na forum, ale nikt nie będzie cię głaskał po główce - mówiąc: "Bedzie dobrze". Nie wiem czy znajdzie się ktoś kto zechce Cie wesprzeć. Tu ludzie walczą o dzieci, i bardzo chcą je wychowywać. Mają problemy i walczą z nimi zmierzając się ze swoimi nieszczesciami. A ty ... ty sama sobie zrobiłaś pod górkę, narazając na zaniedbania 4 - letnie dziecko !

Zaproponuje 2 rozwiazania, i powiedz co o tym myslisz ...
1. Porozmawiaj z mężem, powiedz, że zgłosisz sie do psychologa na terapię rodzinną, że będziesz w niej uczestniczyć i przestrzegac zalecen psychologa. Zrób tak - a nie tylko mów o tym ... !

2. Daj mężowi spokojnie odreagować, i pozwól na odebranie Ci praw. To smutne, i trudne rozwiązanie, ale widze w tym sens.
Gdy już tak się stanie - POKAŻ ! - że stac Cie na bycie matką i żoną. Ze potrafisz ... że ograniczenie zbliżyło Cie do dziecka a nie oddaliło. Znam wielu rodziców - którzy po ograniczeniu stali sie lepszymi rodzicami. Znam tez pary, które po rozwodzie, stały sie sobie bliższe i żyją ze sobą jak nigdy dotąd ...

Nie buntuj się w domu, bo jesteś z góry na przegranej pozycji. Przykro mi, ale nie umiem Cie pocieszyć ...

3

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Ja zdaje sobie sprawę że zrobiłam źle, że ja to zniszczyłam, ale chce walczyć o rodzinę, chce być inna a nawet już jestem. Taka jest prawda że zaczynasz widzieć błedy kiedy wszystko tracisz. Ja stanełam obok siebie i zrobiłam sobie rachunek sumienia a następnie pozmieniałam to co było złe. Chce to wszystko naprawić, cały ten czas i zawalczyć żeby było między nami dobrze. Wiem żę to długa droga ale zniosę wszystko bo ich kocham... Staram się nie poddawać ale czasem mi brakuje sił... Nie radzę sobie już z życiem, myślę cały czas o nim, kiedy jest ze mną jestem szczęśliwa a z drugiej strony boje się że powie że nie potrafi mi dać tej szansy chodz ją daje. Daje a za chwilę mówi przykre słowa. Wtedy mi odbiera nadzieje. Cały czas się zastanawiam czy będziemy razem tak jak kiedyś a naprawde nie było między nami źle. Chce do tego powrócić. Tylko nie wiem jak to zrobić. On wie że go kocham, że tęsknie, nie daje mu o sobie zapomnieć, każdy czas kiedy nie jestem w pracy spędzam z nimi. Kiedy się rozstajemy strasznie mnie to boli a jego podobno nie. Nie wiem co mam już o tym myśleć bo twierdzi że mnie kocha ale zdjoł różowe okulary bo kiedyś nie widział świata poza mną.
Proszę tylko o rady jak to naprawić, jakie kroki poczynić.
Wiem że wostatnim okresie byłam złą matką i żoną, przyznaje się do tego i bardzo żałuje

4

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Bardzo zranilas swojego męża Sylwias!Naduzylas jego zaufania.On chcial ci pomoc,wyciągał rękę,a ty odrzucalas te pomoc.Dopuki nie poczynil pewnych krokow związanych z wychowaniem waszego dziecka...nie mnie to oceniać,bo sama wiesz jakie popelnilaś blędy.Teraz ciężko jest odbudowac zaufanie...Jednak osobiście uważam że szanse są.Jesli walczyl  wczesniej o ciebie o waszą rodzine to znaczy że mu zależalo...nie dziw się jednak ze traktuje cie w ten sposob...Czeka cie cięzka praca.musisz pokazac ze się zmienilas.Nie oczekuj od niego czulości w tym momencie.On sam po dlugiej obserwacji twojego zachowania może wrocic,w pelnym tego slowa znaczeniu.nie rób nic na sile.Nie namawiaj na seks,nie przymilaj się do niego.rob to co do ciebie należy...\Zajmuj sie dzieckiem,domem.to bardzo trudne zyc obok siebie ale teraz musisz pokazac ze na tę rodzinę zaslugujesz.Bądz odpowiedzialna!Ja wiem że ludziom trzeba dawac druga szanse i mam nadzieje że on tez to zrozumie.Trzymam za was kciuki!

Powodzenia Sylwias

5

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Miło, że w porę dostrzegłaś błędy, że zrobiłaś sobie rachunek sumienia i tak dalej ... ale mężczyzna ma inną konstrukcje psychiczną, i faktycznie długi, długi czas może pomóc. W tym czasie sama wiesz najlepiej jak masz sie zachowywać ...
Mimo wszystko zalecam wam wspolna terapie rodzinną. To naprawde duzo daje ... Czasami nie wystarczy zdac sobie sprawy samemu, ktos musi w tym pomóc, lub moze uczestniczyc .... Pamiętaj, że 4 letnie dziecko bralo w tym udział - słuchało, widział i czuło. Byc moze ten obraz (obraz matki) zostanie w córce na całe życie. Bo ja mając 40 lat doskonale odtwarzam swoje obrazy z dziecinstwa. Na szczescie nie mialem złych obrazów i nie wiem jak one smakują.
Nie miej do męża pretensji, że sprawia Ci przykrosc slowami, bardzo zawiodlas go jako zona, jako matka i jako kobieta ...
Kiedys moze to minie ... ale on musi sam zauważyć, że wypowiadajac cokolwiek - nie ma racji ....

6

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Dziękuje Ci za odpowiedz.
Może ktoś wie gdzie zgłosić się na taką terapię małżeńską ale bezpłatną?
Mam nadzieje że ten czas coś pomoże a nie oddali jeszcze bardziej bo tego się właśnie boje że stwierdzi żyje tyle bez Ciebie i daje sobie świetnie radę.
Nie mogę tego zrozumieć jak może być jednego dnia świetnie między nami- normalnie rozmawiamy, trzymamy się za ręke podczas spaceru, przytulamy, całujemy, on nocuje itd a następnego dnia twierdzi że nic z tego nie będzie i wszystko cofa co mówił poprzedniego dnia:(
Jeśli chodzi o córcię to bardzo płacze jak musi iść juz do domu, w domu już mniej bo bawi się z rodzeństwem ciotecznym i ma zajęcie ale też sobie przypomina. Staram się jak najwięcej czasu spędzać z nimi, pokazać mu jak bardzo mi zależy (w zasadzie to nie staram się a tak jest).
Rozmawialiśmy o wspólnym zamieszkaniu razem i on jest na tak tylko jak zawsze kwestie finansowe psują...  Kiedy ma zły to też zrzuca to na pieniądze bo mu nie wystarczy itp


Myślę żę skoro było by między nami tak źle to nie spotykał by się ze mną, nie dawał szansy, nie mówił czułych słó, nie spał by ze mną, nie pomagał i to mnie podtrzymuje żeby się nie poddać a żeby walczyć bo jest naprawde o kogo.
Co do rachunku sumienia to zrobiłam go za późno, jeśli bym to zrobiła wcześniej nic by się nie stało. Ale jak mówią lepiej późno niż wcale.
Dziękuje bardzo za odpowiedzi i czekam na kolejne rady

7

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Po tym co opisujesz mozna wnioskowac że zależy mu na tobie,nadal cie kocha.Dla czego zachowuje się tak odmiennie...mysle ze gdy serce bierze góre to wtedy jest miedzy wami dobrze,gdy jednak wracaja wspomienia i zaczyna analizować  odwraca się od ciebie plecami.Nie moze ci wybaczyc ,zapomniec...Nie martw sie jesli nadal będziesz sie starala to naprawde może byc dobrze.Pamietaj ze czas zaciera Zle wspomienia,więc potrzaba Wam czasu...Nie naciskaj,nic na siłe.Możesz zmienic trochę opcje tak żeby poczul że może cię stracić.Zazwyczaj wtedy reagujemy jak boimy się Kogos utracić.

8

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Terapie rodzinne prowadzą przychodnie psychologiczno pedagogiczne, oraz Centrum Pomocy Rodzinie. Finansowane są przez UM i G wiec są bezpłatne. Mogę się oczywiście mylić, i jeśli tak nie jest, proszę by ktoś uzupełnił ten wpis.
Odbuduj swój związek i spraw by córeczka zapomniała o tym wydarzeniu z jej dziecinstwa. Da się !
W tym bałaganie, najbardziej ucierpiała dziewczynka. Duzo piszesz o tym, jaki ból sprawiają Ci słowa męża, ale pomysl o dziecku i o tym, co dzieje się w jej biednej małej główce ...

9

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

The Devil ma rację...dziecko jest najważniejsze w tym wszystkim...

10

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Mam nadzieje, że jest jeszcze jakaś szansa na uratowanie waszego związku. Życzę Ci tego, ponieważ pragnę wierzyć, że  zrozumiałaś swój błąd. Postawie męża się nie dziwie...pewnie trudno mu uwierzyć, że tak szybko zmieniły się Twoje życiowe priorytety. Raz utracone zaufanie bardzo trudno odbudować. Musisz być cierpliwa i wytrwała.Lekko nie będzie...

11

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Napiszę krótko: mąż Ci wybaczy, jeśli będzie mu zależało, żebyście byli dalej rodziną. Zapomnieć, raczej nie zapomni... wiem, to z własnego życia... życzę, aby Wasze małżeństwo prztrwało, to zawirowanie.

12

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Wiem że nie będzie łatwo, wiem bo jest strasznie trudno:(
Dziś rano mu nie zależało na spotkaniu ale poszłam i czekałam aż wyjdą. Poszliśmy z córcią na plac, było naprawde dobrze aż nie zaczełam drążyć tematu- inaczej nie potrafie. Wtedy usłyszałam że on nie potrafi już tak, że między nami koniec bo przemyślał wczoraj wieczorem kilka spraw i chce sobie ułożyć życie na nowo, że już mnie nie kocha, że to tylko przyzwyczajenie- a dzień wcześniej mówił że gdyby mnie nie kochał nie spotykał by się ze mną. Że mi nie wierzy że go nie zdradziłam:( (jestem przeciwna zdradzie i brzydzę się nią gdyż wiem jak boli po 2 długoletnich związkach i nie potrafiłabym zrobić tego drugiej osobie) potem powiedział kilka przykrych słów, starałam się powstrzymywać łzy i mu powiedzialam że nawet jak nie daje mi szansy będe walczyć o niego do końca bo za bardzo go kocham żeby odejść od niego. Później spędziliśmy cały dzień w trójkę, było świetnie aż nie zaczynało któreś z nas tematu. Wieczorem odprowadziłam ich do domu i poprosiłam żeby mnie pocałował- zrobił to, powiedziałam że go kocham a on na to że on mnie też. Nie wiem już co o tym myśleć ale nie poddam się, będe walczyć o niego do końca...

13

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

A ranna rozmowa zaczeła się właśnie od mojego pytania co sądzi o terapi- jego odpowiedz była taka że nie pójdzie napewno na nią;/

Co do córci to ona cały czas mówi że mamę kocha i pyta dlaczego nie mogę pójść z nią do domku.... Jest mi smutno gdy muszę się z nimi rozstawać ale mam nadzieje że będzie lepsze jutro, żę zrekompensuje stracony czas.

Moje spostrzeżenia z mojego błedu są takie że świat bez alkoholu jest piękniejszy, jest więcej czasu na inne wartościowe rzeczy .... Szkoda że nie wiedziałam o tym wcześniej:(

14

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

sylwias1987 ...
chyba bardziej niż Ciebie rozumiem Twojego męża ... sad Przykro mi ....
Zacznij sama terapię ... psycholog podpowie Ci jak sprawić, by podstepnie sciągnąć tam córeczkę i meża ...
Zyczę Ci jak najlepiej, ale nie widzę tego w różowych barwach ...
Alkohol, jeszcze nikomu nie pomógł, a rozbił wiele związków i skrzywdził wiele dzieci.

I teraz ... nie chciałbym Cie szokować, ale jestem samotnym ojcem z prawomocnym wyrokiem przyznającym mi opiekę nad małoletnim dzieckiem, a jednym z powodów dla których moja ex żona nie ma tego prawa jest to, że nadużywała alkoholu i wybrała takie właśnie środowisko zamiast rodziny. Patrze więc na Ciebie przez pryzmat swoich spraw, i zachowałbym się dokładnie tak jak Twoj mąż.
Wybacz ...

Wcale to oczywiście nie oznacza, że nie masz dobrych intencji, i że faktycznie nie potępiasz się za to co zrobilas ... Byc może jestes na prawde wartościową kobietą, ale przeszlości nie zatrzesz ... Stalo sie ...

15

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

sylwia walcz! walcz o męża i córcię .. z przejęciem przeczytałam Twoją historię, nie przeżyłam jednak nigdy takiej sytuacji i nikt z moich znajomych również.. mam na myśli koleżanki .. Dlatego trudno jest mi cokolwiek sensownego doradzić, jedno jest pewne zawiodłaś męża bardzo.. zraniłaś go, zawaliłaś po prostu i nie dziw się teraz że on zachowuje się tak a nie inaczej.. On  bardzo cierpi i miotają nim różne uczucia .. minie sporo czasu zanim na nowo zaczniecie normalnie rozmawiać.. tu niczego nie da się przeskoczyć ...

Musisz być teraz bardzo silna..i cierpliwa, więrzę w to , ze mąż Cię kocha i że Ci wybaczy, życzę Ci tego abyś na nowo odbudowała jego zaufanie,

Musisz iść do psychologa i musisz się modlić sylwia, modlitwa doda Ci sił, pozdrawiam i trzymam kciuki !! :*

16

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...
The_devil napisał/a:

sylwias1987 ...
chyba bardziej niż Ciebie rozumiem Twojego męża ... sad Przykro mi ....
Zacznij sama terapię ... psycholog podpowie Ci jak sprawić, by podstepnie sciągnąć tam córeczkę i meża ...
Zyczę Ci jak najlepiej, ale nie widzę tego w różowych barwach ...
Alkohol, jeszcze nikomu nie pomógł, a rozbił wiele związków i skrzywdził wiele dzieci.

I teraz ... nie chciałbym Cie szokować, ale jestem samotnym ojcem z prawomocnym wyrokiem przyznającym mi opiekę nad małoletnim dzieckiem, a jednym z powodów dla których moja ex żona nie ma tego prawa jest to, że nadużywała alkoholu i wybrała takie właśnie środowisko zamiast rodziny. Patrze więc na Ciebie przez pryzmat swoich spraw, i zachowałbym się dokładnie tak jak Twoj mąż.
Wybacz ...

Wcale to oczywiście nie oznacza, że nie masz dobrych intencji, i że faktycznie nie potępiasz się za to co zrobilas ... Byc może jestes na prawde wartościową kobietą, ale przeszlości nie zatrzesz ... Stalo sie ...

A czy Twoja żona zrozumiała swój błąd? Czy starała się coś naprawić? Walczyć o Was? Czy poprostu poczuła ulgę i odeszła?
Ja jestem pewna czego chce, wiem co źle zrobiłam i za co się wstydzę... Wiem że nigdy nie zrobie tego co robiłam, żę żałuje tego jak diabli i że alkohol zniszczył priorytety życiowe, stał się ważniejszy.
To co zrobił mój mąż było dla mnie na początku straszne ale są tego plusy- otwożył mi oczy. Jeśli by tego nie zrobił dalej bym piła. Jak chodziłam na terapię słyszałam dużo historii, mogłam tak samo skończyć jak inni. Ten plus jest taki że w dobrym momencie się opamiętałam a nie kiedy byłam na dnie. Żuciłam alkohol w jedną chwilę. Miałam wybór z lewej alkohol z prawej rodzina. Wybrałam prawą stronę. Nie myślę wogóle żeby się napić a moje myśli kręcą się tylko w stronę rodziny którą straciłam. Myśle o nich 21 godz na dobę. W pracy robie wszystko jak automat, a myślami jestem gdzie indziej. Wychodzę z pracy i lecę do nich, poźniej 3 godz snu. Będe walczyć aż mi się uda, aż mi uwierzy. Bo go kocham i nie chce go stracić. Czasem słowa bolą ale nie pozbawiają mnie miłości do niego, nie przerażają... Wierzę że to wszystko da się odbudować tylko niestety tylko ja a on stracił wiarę. Muszę być silna za nas dwoje.

17

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...
Kaja83 napisał/a:

sylwia walcz! walcz o męża i córcię .. z przejęciem przeczytałam Twoją historię, nie przeżyłam jednak nigdy takiej sytuacji i nikt z moich znajomych również.. mam na myśli koleżanki .. Dlatego trudno jest mi cokolwiek sensownego doradzić, jedno jest pewne zawiodłaś męża bardzo.. zraniłaś go, zawaliłaś po prostu i nie dziw się teraz że on zachowuje się tak a nie inaczej.. On  bardzo cierpi i miotają nim różne uczucia .. minie sporo czasu zanim na nowo zaczniecie normalnie rozmawiać.. tu niczego nie da się przeskoczyć ...

Musisz być teraz bardzo silna..i cierpliwa, więrzę w to , ze mąż Cię kocha i że Ci wybaczy, życzę Ci tego abyś na nowo odbudowała jego zaufanie,

Musisz iść do psychologa i musisz się modlić sylwia, modlitwa doda Ci sił, pozdrawiam i trzymam kciuki !! :*

Staram się jak mogę i nie poddaje się. Mam nadzieję że wkońcu mi uwierzy że potrafiłam się tak zmienić i nie udaje.  On się boi że znów wrócę do tamtego życia a ja nie potrafie mu tego udowodnić żę nie bo mi nie ufa:(

18

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

The Devil wielki szacunek dla Ciebie!Nie potrafie nic innego dodac...
Pozdrawiam

19

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Dziękuję kasandra1234 ...

sylwias1987 ... moja żona przygotowała wielki atak, wielu kłamliwych świadków ... Zanim doszło do sprawy potwierdziłem jej kłamliwość dokumentami. W zamian o to, że nie walczyła o syna - zgodziłem się na niskie alimenty i nieorzekanie o winie ...
Na tle rzeczy, które robiła ... biegli uznali że wymaga specjalistycznej pomocy ...
Od ostatniej sprawy nie mamy ze sobą kontaktu ...

Jestem strategiem rozwodowym sylwias1987 ... więc porwała się z motyką na księzyc .... smile

20

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Nie widziałeś już sensu tego ratować? Czy poprostu ona nie chciała? Nie starała się zmienić dla Ciebie?
Ja staram się być silna i wmawiać sobie że się uda, bo kiedy słyszę - Nie chcę się z Tobą spotkać to powraca płacz, bezsilność i wizja straty wszystkiego. Boję się  każdej minuty, każdego jego słowa, boje się że nie będziemy razem... Kiedy go słyszę boję się i ciesze. Tęsknie za nim strasznie, a kiedy go widze i nawet jest nie miły ja jestem szczęśliwa chodz boje się że zaraz powie że idzie do domu, że nie może na mnie patrzeć itp a to strasznie boli. W środę idę do socjalnego po poradę a w piątek do psychologa. Muszę bo już nie radzę sobie, przerasta mnie to. Zawsze mówiłam że nie wezmę prochów nawet od bólu głowy a teraz czuje że potrzebuje czegoś. Schudłam 3 kg a i tak mało waże, nie śpie, nie jem- mam uczucie piłki w gardle. Usycham z tęsknoty. Naprawdę za tą jedną szansę oddałabym dużo. Boli mnie to że on jest taki silny albo może gra że mu nie zależy, może probuje się sam do tego przekonać że nic nie czuje juz do mnie chodz mowi że nie myśli wogóle o mnie jak mnie nie widzi, a kiedy widzi powracają wspomnienia. Boli że tak go zraniłam, takie slowa powiedziałam, a teraz on podobne mówi mi... Ja żałuje a on się z tego śmieje i mówi że mnie zniszczy, że jeszcze trochę a nie zobaczę jego i córki... Sama już niewiem co mam myśleć bo po chwili rozmawiamy normalnie i znów go nachodzi ranienie mnie. Wczoraj kilka razy powiedział że to przyzwyczajenie, ze to koniec, że nigdy nie bedziemy razem, że mnie nie kocha, nie pozwolil sie dotknać a na dowidzenia po poproszeniu go o pocalunek pocalowal i powiedział że też mnie kocha... Może słabo znam psychikę facetów i ktoś mi to wytłumaczy, bardzo prosze....

21

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Nie bardzo chce tu pisac o sobie, ale tylko by przybliżyć Ci obraz podobnych sytuacji napisze krótko:
Walczyła ... ale ta walka polegała na straszeniu mnie i szantażu. Cztery lata zbierałem dowody. Straszyła mnie do ostatniej chwili przed sądem. Na samej sprawie ucichła. Myśle, że to jej adwokat ( najlepszy w swojej branży ), poradził by nie ośmieszała się przed sądem.
Zebrałem ponad 200 nagran rozmów  telefonicznych, filmów, całe kilogramy dokumentów i ośmiu świadków. W tym wychowawczyni mojego syna, i dyrektor PPP. Poddała się bez walki, najprawdopodobniej po zapoznaniu z materiałem dowodowym. O opinii biegłych już pisałem.
Do dziś ani ja ani syn nie mamy z nią kontaktu. Ostatni raz widziałem ją jak wyszła z sądu z podkulonym ogonem, zawiedziona przez najlepszego adwokata w mieście.

Nie dramatyzuj spadkiem wagi ciała o 3 kg, bo ja wtedy schudłem 12 kg. Ale to długa i smutna opowieść.

Twój mąż wygląda na niezdecydowanego, ale byc może szykuje się właśnie w kierunku sądu. Być może się mylę i potrzebny mu czas.
Poobserwuj. Dobrze, że zaczelas coś robić. Niech widzi, że nie siedzisz. Unikaj też wczesniejszego towarzystwa. W prawdzie nic nie pisałaś o tych ludziach, ale skoro wcześniej nikt nie palnął Cie w łeb i nie powiedział: "sylwias1987 ... ty masz dziecko ... wynocha do domu !" to domyslam się z kim miałaś do czynienia ...
Nie podejrzewaj też męża o gry teatralne, bo ten etap minął wraz z jego chłopięcymi odruchami. Mam go, za porządnego mężczyznę skoro potrafi się opiekować 4 letnim dzieckiem, i robi to dobrze ...


Wkrótce i tak się wyjaśni co Twoj mąż zamierza ... Do tej chwili, schudniesz jeszcze troszkę, i wylejesz wiele łez ... niestety za każdy swój błąd musimy płacić ... Jaka będzie Twoja cena ... na pewno dowiesz się pierwsza ...

22

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Toważystwo było imprezujące to fakt. Z nikim nie utrzymuje kontaktów poza moją przyjaciółką ale to też bardzo mało gdyż nie mam czasu, wole ten czas spędzić z nimi niż wylewać łzy bo one nie pomogą...
Co do sprawy- Mąż dał mi szansę miesiąc temu, po 2 tyg stwierdził że wycofa sprawę. Po równo miesiącu od dania mi szansy doszedł do wniosku że jednak nie potrafi ze mną być bo go to boli. Dziś natomiast starałam się nie być smutna i nie "użalać się nad sobą" byłam uśmiechnięta aw zasadzie starałam się, rozmawialiśmy omijając tamte czasy, sam mnie pocałował i przytulił, nie unikał kontaktu wzrokowego tak jak to było do tej pory. Teraz czekam na telefon od niego i strasznie tęsknie. Nie poddaje się chodz by miało to trwać kilka lat.
U mnie jest inaczej niż u Ciebie, ja nie chce dla niego źle, nie chce z nim walczyć bo nie potrafie, za bardzo go kocham żeby stanąć po drugiej stronie muru.

23

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Potępiam Twoje zachowanie sylwias1987. Zwłaszcza to, że zaniedbałaś dziecko. Ale to nie znaczy, że nie życzę Ci szczęscia. Czasami tak jest, że przykre sprawy zbliżają ludzi, i być może u Was też tak będzie. Oby tak właśnie było. Nigdy więcej nie popełniaj błędów wynikających z głupoty. Wystarczając dużo popełniamy ich przypadkiem. Moje pierwsze opinie w twojej sprawie były obiektywne i wynikały z realnych odczuć, ale takie chyba chciałaś tu usłyszeć. Po subiektywne wróciłabyś do dawnych koleżanek, czego z całego serca Ci nie życzę.

24

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Sylwia ludzkie doswiadczenia sprawiaja ze sa po stronie osoby ktora miala taka sama sytulacje,
tak jak the devil, rozumiem go, ma swoje przeycia i se wyobraza jak to jest i co zafundowalas swmu mezowi, ale nie badz bezlitosny, owszem zrobila Sylwia zle, ale zauwaz ze zaluje ze sie stara mysle ze tyle powinienes docenic i masz bardzo pomocne doswiadczenia, powiedz jej jak ma se zachowac, co by uratowalo twoj zwiazek, the devil pomoz jej aby nastepna rodzina sie nie rozpadla.
co do ciebie Sylwia, mysle ze twoj maz sam nie wie co czuje, mocno go skrzywdzilas a z drugiej strony nie umie bez ciebie zyc, wydaje mi sie ze najlepszym lekarstwem jest czas i na kazdym kroku udowadnianie ze juz nigdy taka nie bedziesz jak kiedys, zadaj se tylko pytanie czy wlasnie tak chcesz zyc, czy chcesz byc matka i zona i to na cale zycie.
wiernosc to nie tylko niewspolrzycie z innym, skoro tak pomyslal to pewnie mial ku temu powodu, zdradzilas go spedzajac wiekszyosc czasu z innymi, z innym facetem, napewno bylas nim zajeta, zafascynowana, czy to nie jest juz tak amalutka zdrada?
poza tym co do dziecka to sie zgadzam z kolega, nie masz prawa krzywdzic dziecka!! musiscie zrobic wszytsko aby ona wiecej juz nie cierpiala, mysle ze i ty i twoj maz musicie postawic to na 1 miejscu i tak jak mowie, nic nowego ci nikt nie poradzi, staraj sie, badz blisko, moze nie draz tematu, ale badz matka i zona, ugotuj obiad, posprzataj w mieszkaniu, spotykajcie sie czesto pomalu mam nadzieje ze jakos wrocicie do siebie...
teraz wszystko jest w twoich i meza rekach

25

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

sylwias1987 ...

Posłucham koleżanki. Powiem Ci co zrobić, jesli nie jest jeszcze za późno. Daj mi troszkę czasu, muszę wrócić do Twoich postów i przeczytać wszystko jeszcze raz. Potrzebuję dużo faktów. Dużo dużo faktów. Zanim skoncze czytać - rozpisz sie ... masz duzo czasu

smile

26

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Dziękuje Ci bardzo za rady.
Będe codziennie opisywać co się zdażyło, pomaga mi to bo ogólnie zostałam sama, nie mam z kim porozmawiać, poradzić się. Mam nadzieje że nie będzie Wam to przeszkadzać.

Właśnie zadzwonił- zapytał czy nie widziałam jakiś nowych ogłoszeń o mieszkaniach:) kazał mi iść spać i się wyspać wkońcu:) Ogólnie zauważyłam że przeszkadza mu narazie rozmowa o uczuciach, kiedy jestem smutna przy nim i wtedy on zaczyna myśleć i się poddaje.

27

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Skup się i napisz mi troszkę o waszym dziecku ... jak reaguje na spotkania z Tobą, jak się wita, jak żegna ... Powiedz mi co myślą o Tym Twoi rodzice, co myślą teściowie. Chciałbym poznać Waszą sytuacje mieszkaniową. Gdzie mieszkasz ? Gdzie mieszka mąż z córką ...
Jeśli nie chcesz na wszystkie pytania odpowiadać na forum, możesz użyć prywatnej wiadomości.

28

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Moje zaniedbanie do dziecka to właśnie to że nie spędzałam z nim każdego wieczoru, nie było to codziennie że nie wracałam do domu a raz góra 2 dni w tygodniu. Ogółem codziennie gotowałam obiad, karmiłam dziecko, sprzątałam, prasowałam, prałam, bawiłam się, wychodziłam na dwór może nie tak często jak powinnam. Ale piłam przy dziecku, a pozniej wychodziłam bo twierdziłam że ja też musze mieć coś od życia, mieć z kim pogadać i opuscic problemy dnia codziennego. Mężowi powiedziałam to samo że już nie wytrzymuje, ze musze też poodychać, że duszę się już w domu z tymi obowiązkami. Zmienił się : zaczął bardziej mnie zauważać a nie komputer i swój odpoczynek po pracy, wychodził na spacery ze mną, był bardziej czuły tylko ja tego nie doceniłam. Kiedy byłam pijana wyzywałam go, mówiłam przykre rzeczy których normalnie bez alkoholu bym nie powiedziała. Nie przeszło by mi to przez język. Ogółem to on mnie prosił, przepraszał, martwił się i nie spał po nocach, on wtedy kładł mała i pocieszał kiedy pytała gdzie mama:( Wiem że zrobiłam im coś okropnego ale naprawde bardzo tego żałuje, chce to naprawić i być taką matką i żoną jak kiedyś kiedy alkohol i egoizm mną nie zawładneły. W tym momencie nie nawidze alkoholu, nie moge na niego patrzeć bo wiem ile zniszczył w moim życiu. Widzieliście alkoholika który z dnia na dzień rzuca alkohol i nie tęskni za nim? Ja tak miałam. Pomyślałam że jedno drugie wyklucza i wybrałam rodzinę. Był dla mnie ważniejszy niż osoby które mnie kochały i potrzebowały. Wstydzę sie naprawde tego strasznie.
W ciągu jednej nocy zrezygnowałam z alkoholu, ze znajomych i stwierdziłam że muszę dużo zmienić w swoim zachowaniu chodzby kłamstwa bo kłamałam żeby wyjść wypić. Jednym słowem wszystko złe co robiłam to przez to głupie piwo:( Jeśli chodzi o zdradę to jej nie było, mąż uważa ze skoro mnie nie było w nocy to że zdradziłam go napewno. Przeżyłam 2 zdrady od dwóch facetów, z każdym w 2 roku spotykania się, które zresztą wybaczyłam i zostałam kolejny raz zdradzona. Uważam to za najgorszą z możliwych rzeczy jakie można zrobić komuś i nigdy nie potrafiłabym tego komuś uczynić. Jeśli się zdradza to wedłog mnie nie kocha się meża/żony.
Ostatni moment którego najbardziej nie potrafie sobie wybaczyć to ten kiedy mąż błagał i prosił żebym została a ja wyszłam z kolegą na piwo. On miał łzy w oczach, a ja myślałam tylko żeby się wyrwać i otwożyć tą puszke. Później szukał mnie i znalazł a ja mu powiedziałam spier... ;(
Byłam dla niego okropna, byłam naprawdę nie sobą, nie wiem co się ze mną stało, może to wpływ słów znajomych że powinnam też robić coś dla siebie. Trudno mi to wytłumaczyć sobie. Ale myślenie nie trzeźwe jest inne. Teraz wiem że to alkohol i moją głupotę straciłam dużo.

29

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

W chwili obecnej wynajmuje pokój, mąż mieszka z teściami. Nie mamy swojego mieszkania chodz planowaliśmy kupić na kredyt. Narazie i tak nie możemy nawet wynając czegoś razem bo mamy kłopoty finansowe- pracuje dopiero od 2 tyg a mąż mi pomaga finansowo.
Moja córcia kiedy jest z babcią nie wie czy może podejść, natomiast kiedy jest z mężem biegnie uśmiechnięta, mówi że tęskniła, że mnie kocha. Na spacerze trzyma nas za ręce i przytula nasze ręce do siebie, wiem że jej trudno bo już trochę rozumie. Pyta dlaczego nie mogę z nią pojść do domku. Pyta czy kocham tatusia, czy kocham ją. Przy rozstaniu płacze, nie może odejść. Ranimy ją teraz oboje.
Czasem odnosze wrażenie że jeśli nie te przeklęte pieniądze juz byśmy razem mieszkali bo o tym tez juz rozmawialismy 2 tyg temu ale nie możemy bo nie mielibyśmy co jeść, za co się utrzymać. Kłopoty ciągną za sobą kolejne.

30

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Natomiast teściowie mają żal do mnie że wychodziłam, a ja wtedy myślałam żę mam takie prawo. W chwili obecnej nie odzywają się do mnie. Natomiast moja mama stara się nie wtrącać bo wie że i tak nie zrezygnuje z walki o męża i córcie.

31

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

sylwias1987  ...
dość już użalania się nad swoim losem ... pisaniu o wstydzie i żalu, i o tym, że tak nie powinno być
Powiedz mi jak długo to trwało ... Powiedz mi jak reaguje teść .... Powiedz mi tez ile czasu upłyneło od dnia kiedy przestalas juz pic ...

32

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Nie pije 33 dni. Trwało około 2 miesięcy ale 2 ostatnie tygodnie były najgorsze. Teść nie wtrąca się , dla niego najważniejszy jest alkohol.

33 Ostatnio edytowany przez The_devil (2011-07-12 01:24:34)

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

sylwias1987 ....
Zanim odpiszesz, przemysl trzy razy. Być może nawet nie wiesz, że przyczyny które przedstawie moga mieć miejsce w rzeczywistości ...
Od momentu kiedy oddaliłaś się od rodziny wszystko dzieje się za Twoimi plecami, i nawet możesz się nie spodziewać, że przyczyny utraty równowagi, są zupełnie w innym miejscu niż myślisz.
Poszatkuj mój post. Skomentuj każde zdanie. Nawet jeśli się myslę, to dostarczysz mi kolejną dawkę wiedzy dzięki której będę mógł Ci pomóc.
Nie wiem jak twój mąż był związany emocjonalnie ze swoją matką, i jak bardzo liczył się z jej zdaniem, ale wydaje mi się, że to ona jest bezpośrednią przyczyną utraty równowagi związku. Dziewczynka jest wyraźnie zbuntowana (co zresztą działa na Twoją niekorzyść i nasila się z dna na dzien) przeciwko Tobie. Wręcz boi się przy babci okazać prawdziwe uczucia. Najprawdopodobniej wygląda to w ten sposób, że opowiadają dziewczynce bzdury o Tobie, i bronią dziecko przed patologią, która mogła by je spotkać gdyby trwał w rodzinie z przed miesiąca. Być może opracowali juz strategię rozwodu i odebrania Ci praw do opieki. Teraz za wszelką cene bronią swoich Tajemnic.
Mąż wyraźnie Cie kocha, ale ulega wpływą swojej matki, która działa zarówno na Twoje dziecko jak i na swojego syna. To silna osobowość, zdecydowana, nieugięta, uparta.
Rozwiązanie, które proponuje jest tylko opcjonalną możliwościa. Nie znam tych ludzi, i mogę się mylić jak każdy inny człowiek. Tu sprawy załatwiamy wirtualnie. Także rozwiązanie, które Ci proponuję, jest schematycznym zarysem. Szczegóły dopracuj sama, uwzględniając wszystko co wiesz o swojej tesciowej, tesciu i ich zyciu.
Podstawa - to załatwić sprawę bez kłótni, ze skruchą ( i to w zadnym razie nie udawaną).
Znajdz okazję by zastać teściową samą. Najlepiej w domu. Idź i powiedz jej to wszystko co dotychczas mówiłaś męzowi. Przepraszaj i kłaniaj się w pas. Rób wszystko by ją "kupic" (brzydkie słowo i nie na tą okazję, ale ...)
jeśli pozyskasz sobie względy teściowej i spowodujesz, że ona uwierzy Ci chociaż w 10% tego co powiesz to odniesiesz rzeczywisty sukces.
Pochwalisz sie nim tu na forum ...
tesciowa jest cicha i spokojna ... a słowo "cicha", budzi we mnie uzasadnione podejrzenie, że "rzeki rwie ..."
Wypowiedz sie, zanim podejmiesz jakiekolwiek działanie. Lepiej wykonać 2-3 konkretne ruchy, niż 10 nic nie wartych ...

Ja jestem skłonny uwierzyc ze sie zmieniłaś, bo trafia się w zyciu cudowne olśnienie. Ale oni (ona) moze juz postanowili. Nie wycofają się, jesli zapłacili adwokatowi, ale jeśli tak jest muszę o tym wiedzieć. Nawet jesli to zmierza do rozwodu ... nie poddaj sie do samego konca ...

34

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Hmm myślałam podobnie jak Ty że teściowa nakłania męża i chce mu "pomóc". W weekend wrócili z urlopu po ponad tygodniu, była z nimi moja córka zresztą jak co roku. Tak mogła jej mówić dużo rzeczy na mój temat i znając ją pewnie tak było gdyż sama słyszałam jak jeszcze tam mieszkałam że zamiast mi powiedzieć co ją bol do mojej osobyi to mówiła to dziecku. Natomiast tego dnia kiedy wrócili mój mąż stwierdził ze to bez sensu próbowanie- zbieg okoliczności lub nie. Zapytałam go o to czy sam nie może zadecydować o swoim życiu tylko inni muszą mu pomagać w tym. Powiedział że on z nimi nie rozmawia tak jak mi się wydaje. Że sam przemyślał i do tego doszedł. Ale teraz sama nie wiem co tak naprawde myśli bo myśli różnie a jedno zdanie potrafi mu odebrać nadzieje o ile coś takiego ma. Powiedział żę oni się nie wtrącają w to i że nie rozmawia z nimi na ten temat. Że wyrzucił tylko ból co mu zrobiłam 1 dnia jak się wprowadził i więcej nie rozmawiał. Nie wiem czy taka rozmowa z teściową ma sens gdyż ona jedno myśli a drugie pokazuje słowami i emocjami. Nie rozszyfruje jej bo nie potrafie. Ma również duzy wpływ tu moja szwagierka, która również tam mieszka i przeszkadzaliśmy jej do opanowania pokoi. Zresztą kiedy sie wyprowadziliśmy pokoj zaczął być remontowany pod sypialnie i mąż na dłuzszą metę nie może tam zostać.
Czasem myśle że mąż tym zachowaniem chciał mi pokazać jak to go bolało, że bolały go sowa które mi mówił ale grał żę mu z tym dobrze bo naprawde jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni. Mam nadzieje że dam radę to naprawić i będzie znów cudownym człowiekiem a nasz związek zyska na tym co jest teraz. Długa droga ale myśle że warta swojej wagi. Nie tracę nadziei bo widze że są te chwile kiedy sobie daje rade z tym, że też ją widzi np wczorajsze pytanie- są jakieś nowe mieszkania na sprzedaz? Widać że myśli o tym a może to tylko gra, może tylko daje mi nadzieje a później mnie zniszczy- sama już nie wiem. Ale dalej będe walczyć, może "przejade" się na tym a może nie. Dopoki nie sprobuje nie dowiem się.
Odpiszę jak wróce z pracy po 14. Będe miała w pracy znów coś do przemyślenia, czasem mam już wrażenie że o niczym innym juz nie myśle tylko o tym i to non stop. Nawet jak śpie śni mi się.

35

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

No to doszliśmy do sedna smile

Twój mąz ulega silną wpływą jego matki. Nie musiałaś nic widzieć i słyszeć. W psychologii istnieją tzw komunikacje niewerbalne.
Ich komunikacja polega dokładnie na tym, że od odbiera jej zachowania, które wypływają z gestów, mimiki, zachowania czy nawet tonu z jakim się wypowiada. Moim zdaniem to ona 'szkodzi" odbudowie zwiazku. Jesli nie dotrzesz do niej, nie pokonasz przyczyny, a tylko opanowanie przyczyn ma sens. To działa dokładnie jak choroba ... by wyleczyć, trzeba najpierw zlikwidować przyczynę a później skutki.
Opanowanie teściowej jest niestety trudniejsze niż przekonanie męża - ona Cie nie kocha, to nie ona jest z Tobą w związku, i dla niej jesteś już zbędnym elementem tego małżeństwa. Tym bardziej, że ma już to co chciała ... wnuczkę.
Powinnaś opracować plan dotarcia do teściowej ... podejść ją, w jak najbardziej subtelny sposób, i tylko z nią rozmawiać.
Gwarantuję Ci zmianę zachowań Twojego męża po pierwszej takiej rozmowie.

Jeszcze coś ... męża poniżyłaś przy swoich kolegach mówiąc do niego spie.....j ! To bardzo źle działa na mężczyznę. Jestem przekonany, że to jest moment, który mąż ma ciągle przed oczami. Jest tylko jeden sposób by poczuł się lepiej ... tylko jeden .... jedna jedyna możliwość, by sprawić, że zacznie widzieć to inaczej. Pomyśl ....

36

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Sylwia, nie wiem czy jesteś alkoholiczką, czy nie, chociaż bardziej mi to wygląda na bunt młodej dziewczyny, którą przerosło zwyczajne życie, małżeństwo, macierzyństwo i trudy z tym związane. Oczywiście jesli prawdą jest to co piszesz, że Twoje szaleństwo trwało dwa miesiące. W każdym bądź razie Devil ma rację, że droga do naprawy związku wiedzie przez tesciową.
To co wyczyniałaś zapewne było dla niej niepojęte i straciła dla Ciebie serce i szacunek, tym bardziej że sama ma doświadczenia z pijącym mężem. Gdybym to ja była Twoją teściową też pewnie by tak było. Co możesz zrobić? Okazac skruchę, uznac jej prawo do takiej a nie innej postawy, nazwać uczucia, którymi sie kieruje, poddać się ocenie i poprosić o wybaczenie. Droga do wybaczenie wiedzie przez zajęcie sie skrzywdzonym, nie krzywdzicielem. Teściowa ma prawo Ci nie ufać, Ty to uznaj. Swoją odmianę udawadniaj czynami, nie słowami. Jeśli teściowa poczuje, że Ty ją rozumiesz, jej serce może zmięknąć i przynajmniej nie będzie dążyła twardo do zemsty. Moje serce by zmiękło.
Zreszta Twój mąż tak samo jak tesciowa zawiódł się na Tobie. Bardzo go skrzywdziłaś, musisz tę krzywdę uznać. I powiedzieć mu, że rozumiesz co czuje, uznać jego prawo do odmowy wspólnej terapii, bo On nie czuje się winny i nie jest winny naprawdę. Uznać i zrozumieć jego ambiwalencję w stosunku do Ciebie, to że raz Ci mówi, że kocha, a drugi raz, że nie chce na Ciebie patrzeć. Nie drąż tematu, nie zajmuj się sobą, gdy z nim jesteś, nie zapewniaj ciągle, że się zmieniłaś, bo to i tamto robisz, a czegoś juz nie. Nie koncentruj się na sobie, skup się na mężu, bo to ON jest skrzywdzony, Ty jesteś krywdzicielką. Z pokorą proś o wybaczenie i zapewnij że przyjmiesz pokornie jego decyzję co do przyszłości Waszego związku. W czasie gdy "odbiła Ci palma" nie myślałaś o mężu, zajmowałas sie tylko sobą, więc teraz zajmij sie NIM, zrozum GO. Zwykłe przepraszam i wybacz to za mało, skrzywdzony potrzebuje, by krzywdziciel uznał i zrozumiał co zrobił skrzywdzonemu, by to wyraził, by sie nim zajął, poddał "odpłacie", schylił głowę z pokorą.
Twój mąż Cie kocha, ale potrzebuje wyrzucić z siebie swój ból, rozczarowanie Tobą i zawód. Wspieraj go w tym. A jeśli uda Ci sie sprawić, że tesciowa odpuści, jesli uda Ci się zmiękczyć jej serce na tyle, żeby powstrzymać ją przed zemstą, myslę że nie wszystko stracone.
Wierzę w Twoja przemianę, w Twój szczery żal i skruchę. Chodzi o to, by Twoja rodzina też w to uwierzyła i poczuła.
Powodzenia!

37

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Jest w tym tylko jeden problem- ja nie chce jej do siebie przekonywać gdyż ona zawsze była przeciwko mnie. Mi mówiła jedno a komuś drugiemu coś innego. Porozmawiam z nią, ona powie super a poźniej wyśmieje mnie kolejnej osobie. Nie widzę w tym sensu. Mam za duży uraz do niej bo zawsze zaczynała awantury między nami i szczerze twierdzę że to nie ją mam przepraszać.

Dzisiejsze spotkanie przebiegło wedłóg mnie bardzo dobrze, unikałam tematu tamtych zdażeń i starałam się zakańczać jeśli on zaczynał- chce żeby zapomniał i sie nie zamartwiał i nie wątpił że będzie dobrze Widze że on też ma problem że spaniem- powiedział że budzi się 2-3 razy w nocy ale zaraz zasypia (wcześniej mówił że dobrze mu się śpi). Kiedy mnie zobaczył  jak autobus się zatrzymał uśmiechnął się- odniosłam wrażenie że jest zadowolony że mnie widzi:) Pocałunek był na przywitanie i rozstanie- pierwszy to zrobił.
Rozmawialiśmy też o mieszkaniu- narpierw mowił że jak chce kupić a później że zobaczyMY, obejżyMY, zobaczyMY czy dostanieMY kredyt. Widzę że zaczyna myśleć już o nas więc jest to jakiś krok do przodu- malutki z tysiąca kroczków ale jak cieszy.
Jedynie musiałam się bardzo powstrzymać przed płaczem kiedy powiedział żebym jutro nie przyjezdzała bo on nie chce. I jak powiedział że mnie nienawidzi za tamto co zrobiłam i że to popsułam:( Zmieniłam temat i już było dobrze.

Bolało też jak córcia trzymała drzwi od windy i nie chciała puścić bo nie chciała się ze mną rozstawać....:(

A teraz na koniec rozmowy usłyszałam Kocham Cie:)

38

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Cała prawda jest w pierwszych trzech zdaniach. Była zawsze przeciwko tobie i znalazła w koncu okazję by się pozbyć Ciebie z życia jej syna.
Oby wasza miłość była silniejsza, niż jej zawistne plany. Pamiętaj tylko, że niejednokrotnie trzeba odegrac teatr, żeby osiągnąć swój cel. Tu niestety należałoby przed teściową. Wiekszość waszych małżeńskich kłopotów, może mieć początek właśnie w tej kobiecie ...

39

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

the devil ciesze sie ze pomagasz Sylwii
Sylwia ja mysle ze musisz sie starac, tak jak robisz zyc dalej, pomalu.
nie widze innego sposobu, the devil jest madrym czlowiekiem, mysle ze warto go sluchac.
poza tym, niestety musisz cierpiec za swoje zachowanie, ale tez mam nadzieje ze to sie kieds skonczy, wypominanie itd, bo jak on nie poradzi sobie z zalem jaki do ciebie zywi to bedzie problem.
czas leczy rany, nie widze innego lekarstwa na wasz zwiazek
zycze ci duzo cierpliwosci i milosci aby to przetrwac

40

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Dzięki syla135 za mile slowa. Zostalem tu dla dobra tej rodziny i dla dziewczynki, której los i tak nie jest znany. Ale starczy juz jej przezyc i zbędnych stresów. Oby wygrala milosc, która jeszcze nie wygasła. Zawsze jestem tam, gdzie czuję się najbardziej potrzebny ...
Pozdrawiam Cie syla135, i tak pewnie znajdziemy się gdzieś w trudnej dyskusji, bo jakoś tak się składa, że spotykamy się w najtrudniejszych sprawach ... tam gdzie najwięcej łez i cierpienia ...

41

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

mysle ze nasze doswiadczenie trzeba wykozystywac aby inni nie musieli przechodzic tego co my, pewnie dla tego spotykamy sie tak czesto, pozdrawiam cie

42

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...
sylwias1987 napisał/a:

Jest w tym tylko jeden problem- ja nie chce jej do siebie przekonywać gdyż ona zawsze była przeciwko mnie. Mi mówiła jedno a komuś drugiemu coś innego. Porozmawiam z nią, ona powie super a poźniej wyśmieje mnie kolejnej osobie. Nie widzę w tym sensu. Mam za duży uraz do niej bo zawsze zaczynała awantury między nami i szczerze twierdzę że to nie ją mam przepraszać.

Pewnie Cię to zezłości, ale co tam. Będąc niejako z drugiej strony barykady i patrząc z tej strony powiem wprost - czy nie miała racji?
Rozwaliłaś życie JEJ dziecka i wnuczki. Trudno za to oczekiwać akceptacji i ciepłych uczuć. CHYBA prawo do urazu to mają Ci, którzy zostali zranieni. Ty raniłaś. Czy byłabyś obojętna gdyby ktoś krzywdził twoje dziecko? Można chociaż próbować stawiać się w czyjejś sytuacji, choćby po to aby lepiej ją rozumieć. smile
Podziwiam twoją walkę o rodzinę, uzyskaną świadomość własnych głupich zachowań i to, że bierzesz za nie odpowiedzialność. Nie myśl jednak, że wszyscy naokoło od razu uwierzą w twoją przemianę. Musisz ich przekonać czynami a zapiekanie się w złości na teściową w tym nie pomoże. Może przemyśl swoje stosunki z teściową i zastanów się jak one mają wyglądać w waszej przyszłości, bo ona jako matka twego męża w niej będzie zawsze.

43

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...
Anhedonia napisał/a:
sylwias1987 napisał/a:

Jest w tym tylko jeden problem- ja nie chce jej do siebie przekonywać gdyż ona zawsze była przeciwko mnie. Mi mówiła jedno a komuś drugiemu coś innego. Porozmawiam z nią, ona powie super a poźniej wyśmieje mnie kolejnej osobie. Nie widzę w tym sensu. Mam za duży uraz do niej bo zawsze zaczynała awantury między nami i szczerze twierdzę że to nie ją mam przepraszać.

Pewnie Cię to zezłości, ale co tam. Będąc niejako z drugiej strony barykady i patrząc z tej strony powiem wprost - czy nie miała racji?
Rozwaliłaś życie JEJ dziecka i wnuczki. Trudno za to oczekiwać akceptacji i ciepłych uczuć. CHYBA prawo do urazu to mają Ci, którzy zostali zranieni. Ty raniłaś. Czy byłabyś obojętna gdyby ktoś krzywdził twoje dziecko? Można chociaż próbować stawiać się w czyjejś sytuacji, choćby po to aby lepiej ją rozumieć. smile
Podziwiam twoją walkę o rodzinę, uzyskaną świadomość własnych głupich zachowań i to, że bierzesz za nie odpowiedzialność. Nie myśl jednak, że wszyscy naokoło od razu uwierzą w twoją przemianę. Musisz ich przekonać czynami a zapiekanie się w złości na teściową w tym nie pomoże. Może przemyśl swoje stosunki z teściową i zastanów się jak one mają wyglądać w waszej przyszłości, bo ona jako matka twego męża w niej będzie zawsze.

Tu przyznam Ci racje w połowie gdyż ja nie od początku związku byłam taka, zawsze starałam się być dla niej miła, rozmawiałam, spędzaliśmy z nią dużo czasu i myślałam że ona mnie lubi i to było kłamstwo bo przed tym głupim okresem moich błedów usłyszałam niechcący że ona zawsze od początku nie widziała mnie ze swoim synem, że jestem taka i taka, a kiedy ją zapytałam czy to prawda co mowiła bo to usłyszałam powiedziała że nie. Były okresy że się mnie czepiała o wszystko i starałam się naprawde z nią nie kłocić ąz coś pękło i nie potrafiłam z nią normalnie rozmawiać. Później słyszałam od ludzi jak mnie obmawia tak jak kiedyś swoją córke gdy była z nią pokłocona. I w tym byłam sama świadkiem jak mówiła o niej różne rzeczy po ludziach i to przy mnie. Czasem nie do końca prawdziwe. I kiedy my się od niej odwrociliśmy jej córka zaczeła być wspaniała a my be. Dlatego też uważam że rozmowa z nią i przekonywanie jej do mnie nie jest dobrym pomysłem i nie chce niczego grać bo w jakim sensie będe tu kłamać, nie będe szczera swoich uczuciuc a tak nie chce. Nie chce nikogo kłamać, chce być inna osobą.

Co do mojej walki- ja jej nie podziwiam bo dzień w dzień wiem że może ona być skończona i to nie przeze mnie- mam tego świadomość. Będzie ta walka długa i bardzo bolesna. I dopiero gdy zobaczę że moja rodzina jest szczęśliwa będe z tego dumna. Teraz nie bo to jeden z małych kroczków wśród tysięcy ale wiem że nigdy nie zrezygnuje z tej walki i z siebie jaka teraz jestem.

Dziś coś pękło i od 35 dni wkońcu się wyspałam- spałam 12 godzin z jednym przebudzeniem gdzie dotychczas były to 2-3 godziny. A wstając poczułam siłę do większej walki.

Dziś mam wolny dzień, boje się go że zacznę się użalać nad sobą i życiem. Muszę się czymś zająć.... Pojeżdzę pooglądać mieszkania, później pojadę do socjalnego a następnie spotkam ICH co chyba najbardziej mnie cieszy. A jutro będe znów smutna i załamana bo ich nie zobacze bo pracuje do 22:( i to mnie dobija bo każdy dzień bez nich jest strasznym dniem w którym nie widzę sensu.

44

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Walka o rodzinę sylwias ... to nie jest zwykła walka. Zwłaszcza o taką rodzinę, w której jest małe dziecko. Nie musisz nic grac, bądź szczera i rozmawiaj z nią, spróbuj polubić zapominając o jej fałszywych zachowaniach. Nie patrz teraz w przeszlość tylko w przyszlosc. Spróbuj sama ocenić, dlaczego ona Cie nie lubi, próbuj zmienić w sobie cech, które ona negatywnie postrzega. Przemawiaj do niej nie tylko osobiści ale także przez osoby jej najbliższe. Robiłem takie rzeczy, i wiem ze to możliwe. Wiem, że i ty byś potrafila, nawet gdybyś miala ją pocalować w sam środek d...y. Tu już nie chodzi sylwias o odratowanie waszych stosunkow, tylko o to, że male dziecko kazdego dnia, doznaje krzywdy spowodowanej rozląką z Tobą. Zalatwiajcie to mieszkanie. A jak nie - to przekonuj męza na wprowadzenie sie na to wynajete w ktorym obecnie mieszkasz. To ty masz wychowywac corke a nie tesciowa, to ty masz zaspakajac jej emocjonalne potrzeby, a nie tesciowa, to ty do jasnej ch...y jestes jej matką.

45

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Ja sobie zdaje sprawę z tego i do tego dąże jednak ciężko mi jest się przełamać co do jej osoby ale postaram się, powoli małymi kroczkami. Jednak to jest trudne gdyż nie mam wstępu do jej mieszkania. Tak usłyszałam od męża że ona tak mówiła.
Co do mieszkania to właśnie za chwile jadę oglądać a mąż czeka na telefon od banku. Mam nadzieje że się uda. Co do wynajętego przeze mnie pokoju jest to niemożliwe gdyż jest wolny tylko do września.
Zadzwonił godzinę temu i powiedział cześć kochanie ech ile te słowa znaczą teraz dla mnie. Widzę że zaczyna powoli się przełamywać a ja jestem szczęśliwa.

Dla osób które mają podobną sytuacje jak ja- walczcie o osoby które kochacie i nie poddawać się. Walka trudna i bolesna ale gdy usłyszysz upragnione słowa, czyny i wszystko zaczyna się układac to uczucie bezcenne i nastrajające do życia.
Dziękuje wszystkim za pomoc. Będe oczywiście dalej pisać co się dzieje u nas a kiedyś może i doradzać w podobnych sytuacjach. Dziękuje

46

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...
sylwias1987 napisał/a:

Ja sobie zdaje sprawę z tego i do tego dąże jednak ciężko mi jest się przełamać co do jej osoby ale postaram się, powoli małymi kroczkami. Jednak to jest trudne gdyż nie mam wstępu do jej mieszkania. Tak usłyszałam od męża że ona tak mówiła.
....

Właśnie o to chodzi "małymi kroczkami". Nic na siłę, i wszystko rozważnie ... bez nerwów ...
Nie powiedziała Ci osobiście, że nie masz tam wstępu. Nie miała odwagi Ci tego powiedzieć, więc nie będzie miała odwagi Cie wygonić.
Przełam siebie i zrób to, przynajmniej bedziesz wiedziała na czym stoisz ... Może ona czeka właśnie az pokażesz swą życiową mądrość.

47

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Jestem tam zameldowana i raczej nie mogła by mnie wygonić z mieszkania ale po co mam ją denerwować, nie naprawi to relacji między nikim. Może dziś pojdę wieczorem z córką i mężem na chwilę na góre ale tak na 5 min dosłownie i wyjdziemy razem. Zaczne przychodzić tak stopniowo, pierwsze słowa nawet jedno cześć i zobaczymy jaka będzie reakcja. Bo nie widzi mi się to że spotkam się z nią i zacznę ją przekonywać, wydaje mi się że ona sama musi to zauważyć że się zmieniłam.

48

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

A to tez jest dobry sposób .... próbuj więc tak jak mówisz ... ale rozmowe i tak musisz kiedys podjąć. Ona zauwazy ze sie zmieniłaś, bedzie myslała jednak, że nie wiadomo kiedy znów Ci odwali.

I teraz tak psychologicznie ....
Gdyby chodzilo o męzczyznę, to sposób z zauwazeniem byłby napewno najlepszy ... Do kobiety nie przemawia sam wzrok czyli to co zauwazy.

49

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Nasz wspaniały The_Devil ma 100%-ową  rację- droga do Twojego szczęścia niestety prowadzi przez Twoją Teściową. Teściowa to też człowiek z tym że stojący na straży szczęścia swojego synka. Musisz to uszanować i spróbowac ją zrozumieć. Jest nieufna i zazdrosna o Ciebie - zabrałaś jej synka a póżniej niestety go bardzo skrzywdziłaś. Nie będę Cię kajać- czytając Twoje posty wierze, że sama zrozumialas jaką krzywde wyrzadziłas swojej rodzinie, ważne natomiast  teraz  jest abyś zrozumiała ,że musisz też przekonać teściów do siebie - musisz ich przeprosić i okazać przed nimi skruchę- dać im chociaż ułamek nadziei, że sie zmieniłaś dla ICH syna i ICH wnuczki, że ich więcej nie skrzywdzisz i że może warto będzie znów Tobie zaufać. Twoi teściowie po tym co zrobiłaś nie widzą w Tobie ani partnerki zyciowej ich syna ani matki ich wnuczki bez szczerej rozmowy z nimi nie zmienisz swojego wizerunku w ich oczach.  Szczera rozmowa czasem może zdziałać cuda. Nawet jeśli po tej rozmowie z teściową ta znów cię wyśmiej Ty będziesz miała świadomość tego, że próbowałaś a może i twój mąż to zauważy i doceni próbę przeproszenia teściów.
Spróbuj bo warto .
Pozdrawiam i życzę szczęśliwego zakończenia

50

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Dzięki delphine ... smile ...

Uściślijmy tylko ...
Teścia zostaw w spokoju. To statysta. Nie pełni w rodzinie żadnej ważnej roli. Nawet jesli ma własne zdanie, to nie wolno mu go wypowiadać, lub natychmiast jest gaszony. Nawet nie próbuj z nim rozmawiać. Jest ofiarą. Zdezorientowany i przekrzyczany. Nie warto zawracać sobie nim głowy.

Teściowa to mózg operacji. Cięzki kaliber. Beton. Dyktatorka. Kieruje wszystkimi i wszystkim. Myśli że pozjadała wszystkie rozumy. Lubi jak jej się przytakuje. Gdy się tańczy - tak jak zagra. Walczy z wszelkimi sprzeciwami i lubi być w centrum uwagi.

To taki krótki obraz psychologiczny rodziny. Do tego dolicz jeszcze fakt, że w kobietach niemal przez całe życie jest silny instynkt macieżyński. W pewnym wieku ( jak sądze w chwili obecnej) on sie nasila. Stąd babcie chętnie chodzące z wózkami, lubiące wtrącać się między rodziców wnuczki czy wnuka. Sylwias ... ona zawładnęła Twoim dzieckiem - wykorzystała moment waszych nieporozumień i sporów. Ona spełnia swoje kobiece zachcianki, nie licząc się z tym, że najbardziej ucierpi na tym Twoja córka.

51

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Dziś spróbuje, zobaczymy. Narpierw od jednego cześć a za kilka dni do rozmowy żeby to nie wyglądało na to że robie to specjalnie bo chce ją przekonać. Poczekam na odpowiedni moment na tą rozmowe a narazie będe obserwować.

52

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

The Devil jestem pod wrazeniem - uklon w Twoja strone.

Sylwias slusznie malymi kroczkami- pamietaj wygrana jest twoja rodzina i jej szczescie a o to warto powalczyc .

53

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Walczę i nie poddaje się, a moja walka przynosi efekty. Dziś się popłakałam ze szczęścia:) powiedział że mnie kocha i mnie pocałował. Czułam się jak bym wygrała milion w totka, jak by to był pierwszy raz a ja miałabym 16 lat. Małymi kroczkami wszystko wraca a każdy kroczek bardzo cieszy.
Wczoraj widziałam teściową podczas naszego spaceru i powiedziałam cześć, nie odpowiedziała;/ moze nastepnym razem odpowie.
Zauważyłam że moja córka jest bardzo przywiązana emocjonalnie do babci- normalnie mnie to dziwi. Jak ją widzi i nie może z nią pójść to płacze, wszystko staje się dla niej nieważne.
Co do mieszkania to powoli rozglądamy się i mamy kilka do obejżenia, mąż się bardzo w to aganżuje więc myśle że między nami się ułoży.

54

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Jak ty płaczesz ze szcześcia, to babcia obgryza paznokcie, i obmysla nowy plan pognębienia Cie w oczach swojego syna.
Porządek więc powinnaś zacząc od niej.

55

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Mój mąż powinien mieć swój rozum- tak uważam. Z tego co widze po nim to nawet jeśli go namawia do czegoś to on jej nie słucha bo nie spotykał by się ze mną, nie cieszył na mój widok i wiele innych sytuacji. Ja tu widzę gorszy problem, córcia płacze za babcią i jest ona dla niej najważniejsza- nie widze go tylko ja ale i mąż.
Nie oznacza to że nie będe zabiegać o rozmowe z teściową ale nie będzie to odrazu. Niech powoli się przyzwyczai że ja jestem i będe z jej synem.

56

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...
sylwias1987 napisał/a:

Niech powoli się przyzwyczai że ja jestem i będe z jej synem.

Posiadając swoje doświadczenia z teściową napiszę - NIE SZARŻUJ!

57

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

On ma swój rozum. Oczywiście. Ale ludzie nawet z największym poziomem inteligencji, z rozumem etc etc ulegają wpływą.
Ulega zwłaszcza dlatego, że to jego matka ... która przez 30 lat wypracowywała metody wpływu na niego ....
Dlatego jest w impasie. Nie wie co robić. Jest zdezorientowany. Serce jedno, a mama drugie ....
Może nawet boi się jej przeciwstawić. A może nawineła mu już makaron na uszy. A może oma go poprostu szantażuje ... bo z takimi metodami wpływu też można się spotkać ...

58

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...
The_devil napisał/a:

On ma swój rozum. Oczywiście. Ale ludzie nawet z największym poziomem inteligencji, z rozumem etc etc ulegają wpływą.
Ulega zwłaszcza dlatego, że to jego matka ... która przez 30 lat wypracowywała metody wpływu na niego ....
Dlatego jest w impasie. Nie wie co robić. Jest zdezorientowany. Serce jedno, a mama drugie ....
Może nawet boi się jej przeciwstawić. A może nawineła mu już makaron na uszy. A może oma go poprostu szantażuje ... bo z takimi metodami wpływu też można się spotkać ...

Z tego co wiem to on długo tam nie może mieszkać więc to by się wykluczało.
Mówi że mało rozmawia z mamą a ja mu ufam chyba. Chodz czasem się boje że robi to specjalnie żeby mnie zmylić do czasu rozprawy o odebranie praw.
Staram się wierzyć że chce być ze mną, że chce żeby wyszło. Obserwuje, patrze na jego kroki w tą strone i zaczynam wierzyć.

59

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

sylwias1987 daj sie wreszcie przekonać, że z teściową nie wygrasz. Zwłaszcza z TĄ teściową. Jeśli ona będzie przeciwko tobie, to ciągle będą konflikty. To typ człowieka, któremu trzeba wchodzić w tyłek aż po samo gardło.
Mało rozmawia z matką ... eh ... coś mi tu nie gra ... A tak na marginesie, to wystarczą przysłowiowe 2 słowa.
Zresztą co ci miał powiedzieć ? Mało rozmawia z nią o normalnych ludzkich rzeczach, a o Tobie się zawsze nasłucha po same uszy ...

60 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-14 14:06:08)

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

Kochana- może to Cię przekona.
Miałam najwspanialszą na świecie teściową - z czystym sumieniem mówiłam o niej "druga mama". Bardzo się lubiłyśmy, wspierałyśmy - sielanka. Do czasu, gdy śmiałam stwierdzić, że z chorym psychicznie jej synem a moim mężem już dalej nie dam rady żyć.
Stan na dziś - myślę, że nienawidzi mnie tak bardzo, jak nikogo na świecie. Pomimo iz obie mamy wykształcenie medyczne - zaprzecza faktom właśnie medycznym. Totalne wyparcie. Nic nie dociera. A ktoś przecież musi być winny - c'est moi. tongue
Myślę, że moje istnienie jest jej największą życiową porażką wink

61

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

smile Przykładów można wymieniać tysiące. Zależność jest jedna - jeśli nie będzie Ci się układać w małżeństwie - to posypią się także układy z tesciami. Jeśli popadniesz w konflikt z tesciami - zaczną się nieporozumienia w małżenstwie ...
I wniosek ... jeśli masz poukładane w małżeństwie, to i z teściami będziesz żyła dobrze ... i odwrotnie ...

Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale to tak nieliczne przypadki, że nie warto szukać i przytaczać ...

62

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

The_devil Nie wiem kim jestes, ale wielki szacun dla Ciebie!!! Nie często spotyka się takich ludzi...

Szkoda że nie trafiłam tu jak sama się rozwodziłam.... 

sylwias1987  Trzymam kciuki za powodzenie Twojej ''walki''....

63

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

U mnie było inaczej. Mąż ze mną nie odzywaliśmy się do niej- było dobrze. Jak chciałam poprawić między nimi relacje bo twierdziłam że nie mogą sie tak traktować to było źle.
Mąż tam się wprowadził tylko z tego względu że nie miał gdzie iść z córką i z kim jej zostawiać na czas pracy, od początku mówił że nie będzie tam długo mieszkać, a poza tym pokój już miał być remontowany pod sypialnie dla niej. Myśle że nie zmienił o niej zdania a poprostu musiał schylić głowe i przeprosić zeby mieć gdzie mieszkać.

64

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...
aniaelb napisał/a:

The_devil Nie wiem kim jestes, ale wielki szacun dla Ciebie!!! Nie często spotyka się takich ludzi...

Szkoda że nie trafiłam tu jak sama się rozwodziłam.... 

sylwias1987  Trzymam kciuki za powodzenie Twojej ''walki''....

The_devil jest człowiekiem. Taktykiem rozwodowym. Od zawsze interesował się rozwodami z trzech punktów widzenia - z jego ... z jej ... i z sądu. Swoją wiedzę z zakresu psychologii pozyskał na studiach i na własne życzenie pogłębił ją w kierunku, dzięki któremu może pomagać innym. Z trzech punktów widzenia wybiera jeden, względem którego będzie to najlepsze dla dziecka. Inne zainteresowania związane z tą listą to prawo rodzinne i karne.
Poza tym miło mi Cie poznać aniaelb i usłyszeć od Ciebie ciepłe słowa.

sylwias1987 ... na Twoj ostatni post można by było pisać i pisać, ale na obecnym etapie, odpowiedź ta nie ma specjalnego znaczenia. Dlatego pisz do nas dalej. Przyglądnijmy się temu, co wydarzy sie w ciągu najbliższych kilku dni ...

65

Odp: moja historia.... juz mam dość życia...

ok jutro napisze wieczorem po spotkaniu z rodziną.
Dziękuje

Posty [ 1 do 65 z 219 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » moja historia.... juz mam dość życia...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026