Zacznę od tego , że piszę na tym forum po raz pierwszy, ale od jakiegoś czasu śledzę wątki. Jestem pełna podziwu dla Was wszystkich i wiele przeczytanych tu historii wyciskało mi łzy z oczu..Mam nadzieję, że może i mnie ktoś pomoże.
Moje życie jest trudne, bo poniekąd sama je takim uczyniłam, bo nie umiałam nigdy powiedzieć dość osobom które mnie krzywdziły, bo nie kochałam samej siebie, bo miałam wrażenie, że nikt nigdy nie kochał i nie akceptował mnie.
Moje pojawienie się na świecie, to była pomyłka, wpadka, jeden głupi błąd mojej mamy.Moi rodzice nigdy mnie nie chcieli, dali mi życie przez przypadek a potem ich życia posypały się jak domki z piasku. Stworzyli rodzinę, tylko dlatego że pojawiłam się ja, ale to była najgorsza rodzina jaką znam. Zamieszkali z rodzicami mojego ojca i przez długie lata tworzyli sobie piekło na ziemi. Kłócili się bez przerwy, ze sobą i z moimi dziadkami, pili, posługiwali się dziećmi, grali na emocjach, szantażowali samobójstwem. Prym wiodła mama - albo zapłakana, albo pijana albo nieobecna. Nigdy jej nie miałam, nie mam jej do tej pory. Od samego początku czułam się winna temu wszystkiemu. Myślę, że mama w jakiś zupełnie irracjonalny sposób przerzucała na mnie odpowiedzialność za swoje nieudane życie. Nie do końca potrafię to wytłumaczyć ale tak właśnie zawsze się czułam.Całe dzieciństwo miałam wrażenie, że rodzice mnie nie kochali, uważałam, że kochali tylko moją młodszą siostrę.Ja czułam się traktowana na zasadzie - skoro jesteś to trudno, ale nie sprawiaj problemów, bo i tak robimy ci łaskę, że w ogóle dajemy ci swoją obecność.Do dziś często czuję się tak samo...Ciągle się bałam...wszystkiego, najbardziej mamy,że znowu będzie płakać, kłócić się...nigdy nie umiała ze mną rozmawiać, nigdy nie pochyliła się nade mną. Powiedziała, że jestem jej błędem, zawsze czułam się winna jej łez. wiele razy chciałam umrzeć, już jako mała dziewczynka. Czasem uciekałam w idealny świat wyobraźni, ale niestety zawsze musiałam wrócić.Moja młodsza siostra zawsze była traktowana jako ktoś lepszy ode mnie, ciągle mnie do niej porównywano, ciągle słyszałam - jest ładniejsza, fajniejsza, mądrzejsza. Tak bardzo chciałam być taka jak ona, ale nie potrafiłam.Myślałam sobie - rodzice mnie nie kochają bo nie jestem taka jak ona, jestem do niczego, jestem winna wszystkich ich problemów, moja mama płacze przeze mnie...Kiedy poszłam do liceum, moje życie stało sie jescze gorsze...Byłam totalnie zakompleksiona, zagubiona, nie umiałam nawiązać żadnych przyajźni. Tak bardzo czułam sie samotna. Miałam poważne problemy z zasypianiem, podkradałam mamie tabletki na sen.Robiłam to tak żeby zauważyła, bo chciałam zwrócić na siebie uwagę, ale gdy sie zorientowała, sama zaczęła mi je dawać, żeby mieć minie z głowy. Miała inne problemy a nie fanaberie nastolatki. Musiałam sie dobrze uczyć, za każdą gorszą acenę była awantura. Co innego moja siostra - od niej nić się nigdy nie wymagało, wytarczyło, że była, nic więcej nie musiała. Studia i wyprowadzka z domu były jak wybawienie. Pojawiły sie jednak nowe lęki. Zaczęłam widzieć w sobie kobietę nieatrakcyjną, nieciekawą, pozbawioną uroku. Miałam fobie myślenia o przyśzłości, bałam sie że zostanę starą panna, że nikt mnie nie zechce, właściwie to byłam tego pewna...Rodzina podsycała to wszytsko nieustanie poddając kontroli moje życie, mimo tego że byłam poza domem. I ciągle nowe wymagania, nowe poprzeczki- musisz mieć najlepsze oceny, musisz udowodnić, musisz pokazać, jesteś winna, jesteś do niczego. Wtedy też w moje życie wkroczył alkohol, jak sie upiłam to byłam odważniejsza, to było mi wszytko jedno. Mężczyźni, którzy pojawiali sie wtedy w moim życiu traktowali mnie fatalnie - wykorzystywali, oszukiwali, porzucali.Oczywiście teraz wiem, że sama na to pozwałałam, ale spragnoina bliskości i odrobiny akceptacji byłam w stanie zrobić wszytsko żeby ktoś mnie pookochał..Uwikłałam sie wówczas w jeden dłuższy związek, przez który bardzo wiele wycierpiałam. Pamiętam jak tęskiniłam wtedy do mamy..a jej nie było..
Słońce zaświeciło gdy spotkałam mojego męża..Zakochałam się cudownie i z wzajemnością, fruwałam 2 metry na ziemią. On mnie kochał , zabiegał o mnie , adorował, podobał się moim rodzicom, co też nie było bez znaczeni. I to on powiedział mi prosto i jasno, że za dużo piję, to on otworzył mi oczy i dzięki niemu zrozumiałam, że muszę przestać. Będę mu za to zawsze wdzięczna.Problemy pojawiły się, gdy do boju stanęła jego mama. Nie lubiła mnie,ale chciała żebyśmy zamieszkali u niej, nie mogła pogodzić się z odejściem syna z domu, stawała między nami. Walczyłam a on robił sie coraz bardziej rozdarty...Wzięliśmy ślub, ale on nie był z tego powodu najszczęśliwszy, a dla mnie to była kolejna wygrana bitwa w wojnie z jego mamą. Nie dałam mu czasu, nie pozwoliłam, żeby spokojnie odszedł z domu, żeby do tego dojrzał, naciskałam, bo bałam sie że odejdzie...bardzo sie bałam. Po ślubie wyjechaliśmy do pracy za granicę, żeby zarobić na własny dom. To były dobra lata. Byliśmy zdani na siebie, tak naprawdę wtedy zaczęliśmy sie siebie uczyć, docierać sie, zdala od swoich rodzinnych domów.Tam też wydarzył sie najwspanialszy cud, największe szczęścia, a mianowicie poczęła sie nasza córka!Tuż przed porodem wróciliśmy do Polski.
Takie było moje życie..a jak jest teraz?Mamy dom, który musimy dokończyć, mieszkamy u babci.Sytuacja jest nieciekawa...z babcią nie dogaduję sie dobrze, za to z teściową jest super - odpuściła i wszystko sie ułożyło. Mam w sobie potężny lęk, że nie damy sobie rady z dokończeniem domu, nie dostaniemy kredytu itp, że nie będę miała sie gdzie podziać z dzieckiem, które rośnie i potrzebuje lepszych warunków, po prostu potwornie boję sie przyszłości. wracają do mnie bolesne wspomnienia - między innymi dlatego to wszystko tu opisałam, żeby to zrzucić. Czuję sie totalnie zdołowana i zmieszana z błotem- jakby życie przejechało sie po mnie czołgiem. Wydaje mi sie że jestem słaba, zmęczona, że nic nie potrafię, czasem wszystko mnie wręcz fizycznie boli. Boję sie o moją małą kruszynkę, boję sie że może ją skrzywdzę, że zrobię jej niechcący to co moja mama mnie, ciągle sie martwię czy będe dobrą matką, a kocham ją najmocniej na świecie. ona i mąż są dla mnie wszystkim
Niestety mój dom rodzinny dla mnie nie istnieje...mama i tata piją...nie mam tam powrotu..mama ciągle ma do mnie pretensje, żale, ciągle coś jest nie tak, wtrąca sie w wychowanie mojego dziecka, mówi, że nie liczę sie dla niej ja tylko wnuczka, że ja jestem nikim. kontaktuje sie tylko z moją idealną siostra. a ja ciągla za nią tęskinie i ciągle czujęs ie tą małą dziewczynką, która chciałaby sie przytulić do mamy
proszę o radę- jak zrobić krok do przodu?jak wydostać sie z tego fatalnego stanu?jak zapomnieć o tym co było?jak przebaczyć?jak nie czuć sie ciągle winną i przegraną?
Z góry dziękuję wszystkim, którzy przeczytali moją historię i nie pomyśleli - szkoda czasu
Podobne tematy
2 2011-07-12 01:16:42 Ostatnio edytowany przez Volver (2011-07-12 01:17:21)
Mam wrażenie, że ciężkie relacje i brak porozumienia z mamą, mają największy wpływ na Twoje życie. Zastanawiam się, czy jest jakaś szansa na ich uzdrowienie ? Czy próbowałaś kiedykolwiek rozmawiać z mamą o tym, co czujesz ? Podskórnie wyczuwam, że należysz do osób, które mają problemy z wyrażaniem swoich emocji. Być może, tak bardzo zabiegasz o akceptacje mamy, że boisz się jej powiedzieć, iż jej postawa i słowa sprawią Tobie ból ? Czy jest szansa na współpracę mamy, przy naprawianiu Waszych relacji ?
To przykre ale niektórym z nas, trafiają się rodzice toksyczni. Kiedy mimo czynionych wysiłków, nie można nawiązać z nimi bliskiej relacji, trzeba zwyczajnie przyjąć ten fakt do wiadomości. Tak jest i już
Nie jest, to miłe ani też przyjemne, ale nie pozostaje nam nic innego, jak zaakceptowanie takiego stanu rzeczy. Pomyśl sobie, że Twoi rodzice byli najlepszymi rodzicami jakimi potrafili być... Co do opinii rodziców na nasz temat, to rzadko są obiektywne. Nawet te miłe... ![]()
Na moje oko, mimo nielekkiego życia świetnie sobie radzisz. Masz fajnego męża, cudowne dziecko, budujecie dom... Nie martw się na zapas, bo to zupełnie bez sensu. Nikt z nas nie może być pewien jutra. Wiem, że bardzo trudno jest zapanować nad takim strachem, osobom które w dzieciństwie, nie zaznały poczucia bezpieczeństwa ale dasz radę. Wszystko czego potrzebujesz jest w Tobie... ![]()
Dziękuję za odpowiedź:)
Bardzo chciałabym porozmawiać z mamą ale boję sie, że to niemożliwe...Mama uważa, że to ja psuję naszą relacje, zawsze twierdzi, że ona była i jest swietną matką, i że zawsze tak samo traktowała wszytskie swoje dzieci, nie widzi swoich błędów, a może widzi ale nie chce sie przyznać...ja czuję, że przebaczenie by mi pomogło, ale byłoby mi łatwiej gdybym usłyszała od niej cokolwiek, nawet banał w stylu, że miała ciężko, że nie chciała...a ciągle słyszę tylko krytykę, ciągle doświadczam sznatażu emocjonalnego i czuję sie odpowiedzialna za jej życie a najdziwniejsze jest to, że mimo tego iż nigdy nie doznałam jej ciepła, to ciągle za tym tęskinię, ciągle chciałabym, żeby mnie wsparła, żeby stanęła po mojej stronie..
Z mężem rzeczywiście układa się ostatnio bardzo dobrze, ale jest to efekt długiej i też niełatwej pracy nad tym związkiem...We mnie jednak zawsze jest strach - a co będzie jak mnie zostawi?a może wcale już mnie nie kocha?jak sobie poradzę gdybyśmy sie rozstali?Lęk towarzyszy mi przez całe życie i nie daje normalnie funkcjonować...tak chciałabym sie go pozbyć..
Kita, wychowałas się w rodzinie dysfunkcyjnej. Nie dostałas tego, czego potrzebują dzieci - akceptacji, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, bezwarunkowej miłości. Stąd tyle lęku w Twoim zyciu, stąd to rozpaczliwe poszukiwanie bliskości u nieodpowiednich mężczyzn, stąd uwikłanie w alkohol. Mogło to się skończyc bardzo źle.
A jednak popatrz, dałas sobie radę! Przetrwałaś, przeżyłaś, nie dałaś się wciągnąć w bagno!
Masz dużo siły, choć tego nie widzisz. Masz dobrego męża, córeczkę, budujecie dom, jesteś wykształcona, wszystko jest jak należy, tylko w Tobie jest ciągle mała dziewczynka odtrącana przez mame i tatę, głodna ich miłości.
Kita, oczekiwanie, że mama da Ci to czego nie dała, gdy byłaś dzieckiem, nie ma sensu. To nie ten czas, jesteś już dorosła. Kiedyś byłaś zależna od rodziców, teraz potrafisz sama kierować własnym życiem, to juz udowodniłaś. Emocjonalnie jednak utkwiłaś w przeszłości i ciągle "dobijasz" się do drzwi, które są dla Ciebie zamknięte. Pora się z tym pogodzić i zaakceptować rzeczywistość, przyjąć do wiadomości to, że nie dostaniesz tego co było Ci potrzebne wtedy gdy byłas dzieckiem, bo juz dzieckiem nie jesteś. Twoi rodzice dali Ci tylko to co mieli w sobie, a mieli niewiele. W takich momentach przypomina mi się motto do kiążki "Toksyczni rodzice", że "wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar". Twoi rodzice tez kiedys byli dziećmi i najwyraźniej czegoś nie dostali, skoro nie potrafili być dla Ciebie oparciem.
Rozumiem Twoje lęki o to czy potrafisz być dobrą matką, czy nie zrobisz przypadkiem krzywdy swojemu dziecku, tak jak Tobie zrobiono. To, że o tym wiesz i o tym myślisz jest już gwarancją tego, że potrafisz.
Kita, ja radzę Ci poszukać terapeutycznej pomocy. Poszukaj grup wsparcia dla DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików), lub DDD (Dorosłe Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych). Tam ludzie uczą się jak pożegnać się z przeszłością i jak znaleźć oparcie w sobie samych. I jak odnajdywać Pogodę Ducha. Teraz, jako dorosła kobieta tego właśnie potrzebujesz, pogody ducha, wiary w siebie i pożegnania z dzieciństwem. Tędy wiedzie droga do WYBACZENIA. I nie pośpieszaj się zbytnio, daj czas czasowi, czasami długie lata muszą minąć zanim człowiek naprawdę wybaczy krzywdy. Najpierw musi wyrazić cały swój ból, smutek i złość, porządnie opatrzyć swoje rany, pozwolić im się zagoić. Ważne żeby proces gojenia Twoich ran się rozpoczął.
Życzę Ci szczęścia. Zasługujesz na nie!
Marena7, dziękuję za Twoje słowa ![]()
Jestem pewna, że będę do nich wracać w ciężkich chwilach i czytać je do znudzenia bo jest w nich tyle prawdy i otuchy:)
Często myśle, że życie jest dla mnie niesprawiedliwe, i ta niesprawiedliwość mnie dobija. Zastanawia mnie dlaczego moja siostra dostała w pakiecie coś co pomaga jej być szczęśliwą a ja nie.Ona też wychowywała sie w dysfunkcyjnej rodzinie a jednal miała poczucie bezpieczeństwa, akceptacji. Dziwi mnie dlaczego jedne dzieci kocha się bardziej a drugie mnie. dla mnie wszystkie dzieci są takie same - kochane, słodkie, cudowne i tak powinny byś traktowane, wszystkie!
Masz rację pisząc, że nie warto pukać do drzwi, które już nigdy się nie otworzą. To rzeczywiście bez sensu, a tak długo to robiłam. Masz rację również pisząc, że czas pożegnac prześzłość...
Co do terapii, wiem, przydałoby mi sie. Niestety mieszkam w małej miejscowośći - tu nikt nie wie co to znaczy DDA...nie mam też prawa jazdy, żeby ewentualnie dojechac do większego miast, no i wychowuję małe dziecko, więc czasu mam niewiele....Obawiam się, że jedyna co mi pozostaje to pisanie na forum, ale to dużo i bardzo pomaga
mogę też a wręcz chyba muszę nad sobą pracować - nie mogę przecież zmienić niczego oprócz siebie:)
Jeszcze raz dziękuję za otwarcie mi oczu:):)
Kita słuchaj Mireny7,to ważne żebyś uwierzyła w siebie i pokochała się ,jeżeli ty to zrobisz to inni będą cię bardziej cenić .Rozumiem że jest ci ciężko ale pamiętam gdy sama byłam zakompleksiona i mówiłam że jestem brzydka i użalałam się nad sobą to koleżanki też o mnie tak myślały choć to była nieprawda.Wiem że tęsknota za przytulaniem i miłością boli ale może teraz da ci to wszystko mąż.Pisz dużo będzie ci lżej mi też to pomaga.Wykrzycz się i wyrzuć z siebie wszystko to z czasem będzie lżej.Ciesz się z tego co masz i dbaj o siebie.Życie niestety często daje nam w kość ale jak to pokonamy będziemy silniejsze.Uwierz w siebie .Spróbuj poszukać pomocy u psychologa.
Dziękuję Wam wszystkim za te dobre słowa:):)
Pierwszy raz od bardzo dawna nie zostałam oceniona i skrytykowana a podniesiona na duchu.
To cudowne, żę są takie bezinteresowne, dobre i mądre osoby!!!
Pracuję nad sobą i każdego dnia zaczynam walkę od nowa
Dziękuję za wsparcie:)i proszę o więcej!!
Mam nadzieję, że też kiedyś będę mogła komuś pomóc.
Mimo wszystko wierzę, że dobro może powrócić
Kita, jeśli nie możesz skorzystać w realu ze wsparcia grupy samopomocowej, albo profesjonalnej terapii, poszukaj tego w internecie. Poczytaj o DDA, poszukaj forum, na którym spotykają się osoby mające podobną do Twojej historię. Dzielenie się swoim doswiadczeniem z innymi, podobnie doświadczonymi, bardzo pomaga, pozwala uwierzyć, że nie jesteśmy sami na świecie z naszym trudnym, emocjonalnym bagażem, że ludzie sobie radzą, choć przeszli piekło. Twoja historia też daje nadzieję innym. Pokazuje, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki jeśli tylko odważą się patrzeć przed, a nie za siebie.
Piszesz, że czujesz się słaba, że nic nie potrafisz, że czujesz się winna i przegrana. A rzeczywistośc jest zupełnie inna. Zobacz ile osiągnęłaś mimo niesprzyjających warunków. To zaprzeczenie słabości! Musisz się nauczyć doceniać siebie samą, patrzeć na siebie swoimi oczami, a nie oczami krytykującej matki! Wyrzuć tego krytyka z głowy!
Ja, gdy czytam Twoje posty, widzę kobietę silną, mającą wgląd w siebie, świadomą celów do których dąży, a jednak ciągle wsłuchaną w głosy z przeszłości, które sabotują jej osiągnięcia i nie pozwalają cieszyc się zyciem. Pracuj nad tym, by dostrzegać jasne strony swojego życia. Zrób listę tego, co Ci sie udało, co osiągnęłaś, z czym dałaś sobie radę. Zobaczysz jak niewiele to ma wspólnego z tym jak o sobie myślisz. Twoje uczucia biorą się z tych dołujących komunikatów, które słyszałaś jako dziecko i młoda dziewczyna i które na stałe zamieszkały w Twojej głowie. Musisz je zakwestionować, podważyć. Bo to nieprawda, że jesteś winna i odpowiedzialna za nieudane życie Twojej matki, za to że nie potrafiła być prawdziwą, czuła matką dla Ciebie, za to że pije... To jej odpowiedzialność, jej wybory! To nieprawda, że nic nie potrafisz, bo całe Twoje życie pokazuje, że potrafisz wiele! To nieprawda, że jesteś nikim! Jesteś KIMŚ dla wielu, dla swojego męża, dla swojej córki, dla teściowej, dla mnie.....Rozejrzyj się wokół siebie, zobacz dla ilu ludzi jestes ważna. Niech to będzie przeciwwagą dla Twojej matki. Najwyższa tez pora, żebyś stała się KIMŚ dla samej siebie, żebyś odnalazła w sobie tę siłę, która posiadasz. Masz ją, inaczej byś nie przetrwała!
Ja jestem pewna, ze sobie poradzisz! Powodzenia!
Marena7, ja z kolei czytając Twoje posty (a oprócz tych, które napisałaś do mnie, sięgnęłam też trochę w Twoją forumową przeszłość) szczerze zazdroszczę wszystkim Twoim bliskim tego, że mają Ciebie:):) jesteś absolutnie niesamowita
:)
Twoje słowa przyniosły mi ogromną ulgę i tak bardzo podniosły mnie na duchu
Dziękuję Ci Dobra Kobieto z całego serca!!
Już poczytałam trochę o DDA i DDD i wiem, że dotyczy mnie ten problem. Tak, jestem dorosłym dzieckiem alkoholików i dorosłym dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej. Od dawna myślałam że tak może być a teraz mam pewność.
Będę szukać pomocy, bo wiem, że warto i na pewno podzielę sie swoimi osiągnięciami na tym forum!!