Spełnione Marzenia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 do 114 z 114 ]

61

Odp: Spełnione Marzenia

Sympatycznie się czyta. Pisarz ma to do siebie, że doskonali swój fach z każdą stroną, rozdziałem i książką smile
Jedyne, co kuleje to ortografia i interpunkcja tongue

Zobacz podobne tematy :

62

Odp: Spełnione Marzenia
Catwoman napisał/a:

Sympatycznie się czyta. Pisarz ma to do siebie, że doskonali swój fach z każdą stroną, rozdziałem i książką smile
Jedyne, co kuleje to ortografia i interpunkcja tongue

To prawda. Od kiedy sięgam pamięcią, ortografia i interpunkcja, były moją słabą stroną. Taka już się urodziłam, hi, hi i nic na to nie poradzę.

63 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-05-30 16:56:14)

Odp: Spełnione Marzenia

Z góry przepraszam wszystkie moje czytelniczki i obiecuję, że jak skończę swoją powieść, to zabiorę się solidnie za poprawki. Ale teraz idę na żywioł, a to oznacza tylko jedno, gramatycznie i ortograficznie, do bani.

Cd.

Zdjęłam ze ściany płaskorzeźbę i uważnie przyjrzałam się znakowi na jej tylnej części. To nie był jakiś szczególny znak, raczej wyglądało na to, że są to inicjały rzeźbiarza, który wykonał to serce.
*MJ  -
      - MJ ? co to może znaczyć? Pomyślałam. Zaraz, zaraz, przecież to M, może oznaczać początek imienia. No tak.... zgadza się, przecież ten chłopak miał na imię Marcel, a J to zapewne pierwsza litera jego nazwiska. Tak, tak.... on tym imieniem podpisywał się w listach do Antoniny. Z tym odkryciem wróciłam do siostry, która podczas mojej nieobecności, przeglądała pozostałe figurki.
     - Lucyna, to nie znak, tylko inicjały ? powiedziałam. Sama zobacz.
Podstawiłam siostrze rzeźbę prosto pod nos
     - No może masz rację, ale na tej figurce, jest KJ.
     - To wszystko wyjaśnia ? stwierdziłam. Konstancja J, czyli córka naszej hrabianki, wiedziała o ojcu. Wyrzeźbiła pierwsza literę swojego imienia, a J to skrót nazwiska ojca.
     - Ale ja jaszcze coś innego odkryłam ? powiedziała Lucyna, tajemniczym głosem. Spójrz. Ta figurka przedstawiająca kobietę, ma to charakterystyczne uwypuklenie na plecach, a te pozostałe, nie mają. Wygląda na to, że ta biedna dziewczyna, nie mogła do końca pogodzić się ze swoim kalectwem, o czym świadczą jej pozostałe figurki. Jeżeli to jej dzieło, bo jasności nie mamy. I jeszcze jedno, co zauważyłam. Wśród tych kobiecych postaci, jest jedna przedstawiająca mężczyznę, ale aż ciarki przechodzą mi po plecach.
- Z jakiego powodu? Zapytałam, zaskoczona odkryciem siostry, z jakiego powodu przechodzą ci ciarki.
       - Zobacz, ten mężczyzna jest bez twarzy.
       - Może nie dokończyła tej rzeźby z jakiegoś powodu, próbowałam znaleźć jakieś rozsądne wytłumaczenie.
       - Nie wydaje mi się ? odparła siostra, odkładając figurkę do skrzyni. Wszystko jest raczej dopracowane, więc, tylko jedno mi przychodzi na myśl. Po prostu, Konstancja nigdy nie widziała ojca, dlatego jego podobizna, pozbawiona jest twarzy. A już tak na marginesie ? dodała siostra, nad wszystkimi figurkami, wahadełko szaleje, a stoi jedynie nad tą z garbem. To ciekawe, prawda?
     - Masz rację, to dziwne, ale jakoś nie wierzę w to twoje wahadełko ? powiedziałam. No, dosyć tego, młodzi wracają, chodźmy do domu, bo strasznie zmarzłam.
Wróciłyśmy do salonu w którym, mama z moim mężem prowadzili dosyć ożywioną dyskusję. Wolałam nie wiedzieć na jaki temat rozmawiają, bo musiałabym się wtrącić. Znając mojego męża, który bez względu na wszystko, zawsze miał rację, wolałam przerwać tę konwersację. Ile razy spotkali się z mamą, zawsze były kwasy. Zbyszek atakował moją mamuśkę, a ona nie była mu dłużna.
     - A co tobie stało się w rękę? Zapytałam, widząc bandaż na dłoni.
     - Skaleczyłem się.
    - Skaleczyłeś się? Kiedy? Zapytałam zdziwiona.
    - Jak otwierałem te cholerne drzwi od piwniczki ? odpowiedział. Wbiłem sobie w rękę ten metalowy trzpień ? wyjaśnił.
    - Nic nie mówiłeś. A odkaziłeś dokładnie ranę? Bo to wszystko było zardzewiałe - powiedziałam
    - Tak, odkaziłem, daj już spokój, dobrze.
    - Ja jednak chciałabym zobaczyć to skaleczenie ? zwróciłam się do męża i nie zwracając uwagi na jego gadanie, odwinęłam bandaż.
    - To bardzo głęboka rana ? stwierdziłam z przerażeniem. Musimy jechać na pogotowie.
Oczywiście mój małżonek nie chciał słyszeć o jakimś pogotowiu, uparł się, że to nie pierwsze jego skaleczenie i oświadczył wszystkim obecnym, że jak zwykle zdziwiam. Mama, widząc jego upór, zaparzyła mu szałwię i zrobiła okład.
Ale najgorsze dopiero miało nastąpić. Zbyszek obudził mnie w nocy. Miał dreszcze. Kiedy zmierzyłam mu temperaturę, okazało się, że ma prawie 40 stopni. Natychmiast obudziłam chłopców i pojechaliśmy do miejscowego szpitala.

64

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu, masz okazję pokazać cechy męskie posługując się Zbyszkiem, zachowania facetów jak mają wypadek są łatwe do przewidzenia, jak najdalej od lekarza a dopiero jak żle się dzieje to na żonę scedują tę przyjemność naprawienia szkody , nawet jeśli chodzi o ich zdrowie. Czekam pantusiu na ciąg dalszy... big_smile pozdrawiam  big_smile

65 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-05-31 18:52:47)

Odp: Spełnione Marzenia

Cd.

Na miejscu, zaraz zajęli się nim lekarze. Dostał zastrzyk przeciw tężcowy i zdecydowano, że musi zostać na oddziale, bo nadal utrzymywała się wysoka temperatura.
       - Proszę wracać do domu ? powiedział lekarz. Jeśli gorączka nie spadnie w ciągu dwóch godzin, włączymy mężowi antybiotyk ? dodał.
W powrotnej drodze wyrzucałam sobie, że to wszystko przeze mnie. Uparłam się na otwarcie tej piwnicy, a on był od samego początku przeciwny.
     - Mamo, daj spokój, przecież to nie twoja wina ? powiedział Piotr. Stało się i tyle. Będzie dobrze, jest już pod dobrą opieką ? dodał.
W domu, oprócz mojej mamy, nikt nie spał.
      - I co z panem Zbyszkiem?? Zapytała Agnieszka.
      - Zostawili go w szpitalu ? odpowiedziałam, usiłując opanować płacz.
      - Wanda, przestań się mazać ? wtrąciła Lucyna. Będzie dobrze, a teraz chodźmy spać ? dodała.
Nie zmrużyłam oka do samego rana. Modliłam się, żeby było tak jak mówiła siostra. Bary wyczuwając mój nastrój, leżał u moich stóp i co jakiś czas, patrzył na mnie smutnymi psimi oczami.
Odczekałam do ósmej rano i nie czekając jak wszyscy pojawią się na śniadaniu, pojechałam do szpitala.
      - Dzień dobry ? zwróciłam się do przechodzącej pielęgniarki. Wczoraj przyjęto tu mojego męża, czy coś już wiadomo? Zapytałam.
     - Chodzi o pana Zbigniewa?
     - Tak ? odpowiedziałam.
     - Mąż dostał antybiotyk, ale resztę dowie się pani od lekarza, zaraz po wizycie ? powiedziała młoda kobieta. Proszę poczekać na poczekalni ? dodała.
Usiadłam na jednej z ławek i pełna niepokoju, czekałam na lekarza.
      - Pan doktor prosi panią do gabinetu ? zwróciła się do mnie pielęgniarka, z którą rozmawiałam na korytarzu.
       - Sytuacja opanowana ? oznajmił lekarz. Proszę mi powiedzieć, jak do tego doszło, bo z mężem nie mieliśmy wczoraj żadnego kontaktu.
       -  Otwierał drzwi od piwnicy i skaleczył się w rękę, ale nic nikomu nie powiedział ? odparłam, usiłując opanować drżenie w głosie. Gdybym wcześniej o tym wiedziała, to natychmiast przyjechalibyśmy do szpitala, ale on jest taki uparty. Jak się czuje? Zapytałam.
       - Dziś jest już dobrze. W ranę wdało się zakażenie, ale antybiotyk zaczął działać i powinno być dobrze ? powiedział lekarz, stukając długopisem w blat biurka.
        - Czy mogę go zobaczyć?
        - Tak, leży w piątce, niech pani do niego zajrzy na chwilkę, bo to nie jest jeszcze czas odwiedzin ? wyjaśnił.
Odszukałam salę w której leżał Zbyszek i na trzęsących się nogach, weszłam do środka.
         - Cześć zwróciłam się do męża, który siedział na łóżku. Dobrze się czujesz? Zapytałam.
          - Tak. Jak to miło, że jesteś ? odpowiedział. Dziś jest lepiej, ale wczoraj, to nie było tak różowo. Wystraszyłaś się, co? Hi, hi, - zaśmiał się nerwowo, poprawiając poduszkę. Chcę do domu, wiesz jak nie znoszę szpitali.
       - To nie jest śmieszne ? powiedziałam do męża. Nieźle nas wystraszyłeś. Czy ty zawsze musisz z wszystkiego żartować? Zapytałam zdenerwowana.
       - A co, mam płakać? Odpowiedział. Najważniejsze, że piwniczka otwarta ? dodał.
Wróciłam do domu totalnie wykończona. Skutki nieprzespanej nocy, i mocno nadszarpnięte nerwy do granic możliwości, sprawiły, że padałam dosłownie z nóg. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło i mąż ma być jutro wypisany do domu. Moi goście właśnie zbierali się do powrotu.
     - Dzięki siora - powieadziała Lucyna. Majówka była udana, oczywiście pomijając incydent ze Zbyszkiem. Ale przecież mówiłam, że wszystko będzie dobrze.
     - No właśnie ? wtrąciła się mama. Złego diabli nie wezmą ? dodała, malując usta, krwisto czerwoną szminką.
Do takich złośliwych stwierdzeń, ze strony matki już zdążyłam się przyzwyczaić. Po prostu, nie nadawali z zięciem na tych samych falach.
Kiedy wszyscy już odjechali, usiadłam w salonie i rozkoszowałam się cudowną, niczym nie zmąconą ciszą. Tak jak siedziałam, tak usnęłam. Dopiero rano, obudził mnie Bary, sygnalizując cichym skomleniem, że czas na siusiu.
Po śniadaniu, zadzwonił Zbyszek z wiadomością, że wypisują go o dwunastej w południe.

66 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-02 17:08:04)

Odp: Spełnione Marzenia

Witam serdecznie.
Słoneczko świeci na dworze, więc zaparaszam wszystkie czytelniczki na kawę do mojego dworku.
Popijając kawusię, opowiem wam co było dalej.

Chory chłop w domu, to tragedia narodowa. To mi podaj, to mi przynieś, miałam naprawdę dość tego usługiwania. Na moje szczęście, ręka goiła się dość szybko, i po dwóch tygodniach zdjęto mu opatrunek.
Mijał dzień za dniem. Młodzi zajęci byli przygotowaniami do ślubu. Zaliczyli już nauki przedmałżeńskie i czekała ich tylko wizyta w Poradni Małżeńskiej. Dziewczyny, biegały na kolejne przymiarki swoich ślubnych sukien, a chłopcy wybrali odpowiednie fraki na tę okazję. Ja zajęłam się resztą. Zamówiłam zaproszenia w stylu Retro i udało mi się nawiązać kontakt, z jednym z okolicznych mieszkańców w sprawie dorożek, które miały nas zawieźć do kościoła. Teraz przyszła kolej na dopracowanie ogrodu. Śluby moich synów zaplanowane były na 20 sierpnia, więc miałam niewiele czasu. Wpadłam na pomysł postawienia stylowej altanki w leszczynowym zagajniku, ale szybko z niego zrezygnowałam. To szczególne miejsce, nie powinno być zmienione. Tu znaleźliśmy kosztowności, i tu sto lat temu, odpoczywała Antonina z córką. Zbyszek przyciął trochę leszczyny, a reszta została nienaruszona.
Zamówiłam prowizoryczne drewniane stoły i ławy do siedzenia. Kupiłam belę białego lnianego płótna. Mama obiecała, że uszyje mi obrusy, jak tylko podam jej wymiary stołów. W Internecie, znalazłam firmę która produkuje lampiony na różne okazje. Wybrałam kolorowe kule, wykonane z cieniutkiej bibuły. Na każdej z nich, wypisane miały być imiona młodych. Lampiony, miały być wypełnione gazem, który po wypuszczeniu wznosił je w górę. Wymyśliłam, że zamiast flakonów na kwiaty, kupię duże szklane misy. Wypełnię je, rzecznymi kamykami i wodą, oraz uciętymi główkami kwiatów, a w ogrodzie miałam ich wiele. Pozostały mi świeczniki, jednak tym się nie martwiłam. Można było je kupić w tanich sklepach za psie pieniądze. Grażyna dała mi namiary na kobietę z naszej okolicy, która piecze ciasta i torty na wesela. Znalazłam w Internecie restaurację zajmującą się, przygotowaniem posiłków na wesela. Po wstępnej degustacji, spisaliśmy umowę i wybrałam sobie menu. Zbyszek obiecał zainstalować oświetlenie w ogrodzie i  miał się rozglądnąć w mieście, za jakimś zadaszeniem. Dlatego kiedy oznajmił mi, że wybiera się do Krakowa w tym celu i ma zamiar odwiedzić swoja mamę, nawet się ucieszyłam, że zostanę na chwilę sama w domu. Przyznam, że ostatnie dni, z chorym mężem nie były dla mnie najłatwiejsze.
         - Myślę, Wanda, że zostanę na noc u mamy ? powiedział wsiadając do samochodu. Prosiła mnie już kilka razy, żeby poprawić coś na grobowcu taty. Podobno obramowanie się ukruszyło.
- No jasne ? powiedziałam z ulgą. Nie jestem małą dziewczynką i mogę zostać sama w domu ? dodałam z uśmiechem na twarzy.
- Polemizowałbym co do twojej dorosłości, he, he. Sądząc po tym co wyprawiasz, z tymi swoimi pomysłami, i tu wskazał ręką na piwniczkę, mam obawy czy mogę spokojnie cię tu zostawić ? dodał zamykając drzwi od samochodu.
Uff.... zostałam w końcu sama, no nie całkiem sama, bo Baruś był przecież ze mną. Ale on był tak mało absorbujący.
Popijając kawę w zagajniku, przypomniałam sobie o figurkach. Przez to całe zamieszanie z wypadkiem mojego męża, całkiem o nich zapomniałam. Wyciągnęłam skrzynię z werandy i zajrzałam tam ponownie.
Ustawiłam figurki na kamiennym stole i zaczęłam się im dokładnie przyglądać.
Zauważyłam, że wszystkie miały ze sobą coś wspólnego. Każda z nich, u podstawy, miała charakterystyczny wzór. To były uwypuklenia w kształcie kiści winogron. Takie samo wykończenie, miało drewniane serce.
Czyli......? Konstancja tym samym wzorem, jaki był na sercu wykonanym dla jej matki, oznaczała swoje rzeźby. Przerażała mnie postać mężczyzny bez twarzy i jedna z figurek z zaznaczonym garbem na plecach. Reszta z nich, miała normalny wygląd dziewczyny, o długich splecionych w gruby warkocz włosach.
Myślę, że Konstancja, rzeźbiąc kolejne figurki, chciała przynajmniej w taki sposób zapomnieć o swoim kalectwie.
Niezmącona cisza, panująca w leszczynowym zagajniku, sprzyjała moim rozmyślaniom na nurtujące mnie tematy. Zamknęłam oczy i próbowałam wyobrazić sobie, w jaki sposób, córka dowiedziała się o swoim ojcu. Zamknęłam oczy i przeniosłam się myślami w tamte klimaty.
*************************************************************************************************************

      - Mamo, najwyższy czas, bym dowiedziała się coś na temat mojego ojca ? powiedziała Konstancja do Antoniny. Nie jestem już małą dziewczynką i chyba powinnam znać całą prawdę, bez względu na to, jaka ona by nie była ? dodała, siadając na kamiennej ławie, obok swojej matki.
Kobieta, odłożyła na stół książkę, którą właśnie czytała, i spojrzała smutnym wzrokiem na swoja córkę.
    - To przykre wspomnienia ? powiedziała, usiłują ukryć przed Konstancją napływające do oczu łzy. Ale skoro nalegasz, to posłuchaj.
Kobieta, opowiedziała całą historię, jaką ja już znałam z przekazów Grażyny. Co jakiś czas, robiła przerwę, ocierając haftowaną chusteczką zapłakane oczy. Płakały obie, a i mnie się chyba udzieliło i poczułam jak moje oczy robią się wilgotne, bo nagle uświadomiłam sobie, jak nieszczęśliwa była Antonina, ile przeszła, jak bardzo cierpiała, myśląc, że ukochany o niej zapomniał. Kiedy skończyła, Konstancja przytuliła się do matki i powiedziała.
      - Dlaczego dziadkowie tak postąpili? Dlaczego nie zaakceptowali waszego związku, dlaczego? ? zapytała.
     - Takie czasy, córeczko, takie czasy ? odpowiedziała matka. Zawiodłam ich, naraziłam na wstyd, ale byłam przecież taka młoda ? dodała głaszcząc Konstancję po dłoni. Mieli prawo tak postąpić, honor był najważniejszy. Szlachciance nie wolno było popełnić mezaliansu, a związek z mężczyzną niewiadomego pochodzenia, był takim właśnie mezaliansem. I jeszcze ta ciąża. Kiedyś miałam  wielki żal do swoich rodziców, ale teraz w pełni rozumem ich postępowanie.
- A, czy próbowałaś go odszukać mamo?? Zapytała dziewczyna.
- Wiele razy o tym myślałam, ale tak byłam tobą zajęta, że liczyłam na to, iż on mnie odnajdzie. I odnalazł, ale kiedy pojawił się u moich rodziców, oni skłamali, mówiąc mu, że zmarłam na gruźlicę. Niestety dowiedziałam się o tym od ojca, dopiero wtedy, gdy leżał na łożu śmierci. Wtedy zwrócił mi, listy od mojego ukochanego. Ty byłaś już dużą dziewczynką, a dla niego umarłam, więc postanowiłam zostawić to tak, jak było. Pozostały mi tylko wspomnienia i myśl, że ułożył sobie jakoś życie i jest szczęśliwy.
      - Zadecydowałaś za nas dwie mamo ? dziewczyna wydawała się być bardzo wzburzona. Wstydziłaś się swojego kalekiego dziecka! Czy mam rację? Zapytała podniesionym głosem. Jeśli go kochałaś, to powinnaś  zrobić wszystko, by go odszukać i przynajmniej wyjaśnić, dlaczego nie odpowiadałaś na jego listy. Ale ty bałaś się jego reakcji, kiedy dowie się, że jego córka jest garbata.
      - Mylisz się Konstancjo ? powiedziała Antonina. Przecież minęło wiele lat, zanim dowiedziałam się prawdy. Czy miałam prawo, rujnować mu życie, czy miałam takie prawo? Pomyśl sama i nie osadzaj mnie źle. W tym czasie mógł się ożenić, założyć rodzinę, czy nadal myślisz, że źle zrobiłam? - Zapytała patrząc córce prosto w oczy. Ale Konstancja nie chciała słuchać już słów swojej matki. Zdenerwowana wstała z ławy i potykając się o wystające kamienie, którymi wyłożona była droga do domu, zamknęła za sobą drzwi od werandy, zostawiając zapłakaną matkę.
*****************************************************************************************************************

Czy tak było? Tego nie wiem, ale tak właśnie sobie to wyobraziłam. Być może, było całkiem inaczej. Może Antonina w inny sposób przekazała córce swoją historię, ale tego już nigdy się nie dowiem.
Odstawiłam figurki z powrotem do skrzyni i wróciłam do planów, związanych z weselem moich synów.
Zaplanowałam sobie wyjazd do Krakowa. Chciałam kupić jeszcze parę drobiazgów i odwiedzić studentki, którym wynajmowałam mieszkanie. Bo w miedzy czasie, córka kuzynki, mojej koleżanki, stwierdziła, że czynsz jest za wysoki i za moją zgodą, wprowadziły się tam jeszcze dwie dziewczyny.
Będąc w Krakowie, musiałam wstąpić na Plac Żydowski, gdzie prawie codziennie, można było, poszperać w starociach, które wystawiali kolekcjonerzy na swoich stołach.
Odszukałam mojego znajomego, u którego za niewielkie pieniądze, nabyłam nie jedno cudeńko do mojego dworku.
         - Dzień dobry, panie Józiu ? zwróciłam się do starszego pana, który prowadził ożywioną rozmowę z jakąś kobietą.
         - O, witam pani Wando ? powiedział, szczerze ucieszony moim widokiem.
         - Ma pan coś dla mnie? Zapytałam spoglądając na stół zapełniony różnościami, z każdego okresu.
         - Mam tu coś, co pewnie pani się spodoba ? powiedział tajemniczym głosem.  Po czym, nachylił się nad swoją przepastną torbą i wyciągnął z niej starą kryształową cukiernicę
Istne cacko. Mosiężna postać kobiety, odziana raczej skromnie, trzymała w rękach kryształową różę. Naprawdę piękna robota.
              - No..... panie Józiu, pan to wie czym mnie zachwycić ? powiedziałam. Aż boję się zapytać, ile pan sobie zakrzyczy za to cudeńko? Bo jak dużo, to zapomnijmy ? powiedziałam posyłając mężczyźnie zalotny uśmiech.
             - No cóż, jak dla pani to sto złotych, niech będzie moja strata ? powiedział, udając łaskawego. Ale to była tylko taka poza, którą przybierał mój znajomy, za każdym razem, kiedy cos u niego kupowałam. Ja wiedząc, że jestem w jego typie, czyli postawna babka, mam czym oddychać i na czym siedzieć, miałam nad nim przwagę. Gdybym słyszała to z ust innego mężczyzny to, przyjęłabym takie określenia jako obraźliwe, ale w ustach pana Józia, brzmiały tak naturalnie, że mogłam mu na to pozwolić. Zatrzepotałam rzęsami, zrobiłam zmartwioną minę i odstawiając cukiernicę na stół, zwróciłam się do  starszego pana.
            - Sto zł, to dla mnie za dużo. Może kiedyś ją kupię, jeśli oczywiście nie znajdzie wcześniej nabywcy ? Powiedziałam, wpatrując się w pana Józia, z nadzieją, że zmieni zdanie co do ceny.
            -  Dobra ? machnął ręką. Niech będzie moja strata. Ostatecznie, sześćdziesiąt złotych i niech ją pani zabiera, zanim się rozmyślę.
Tym sposobem, cukiernica wyładowała w mojej torbie, a pan Józiu nie wyglądał na poszkodowanego, co nieco uspokoiło moje sumienie. Kiedy już miałam odchodzić od stoiska ze starociami, uwagę moją przykuła drewniana rzeźba.
Odłożyłam torbę na ziemię, i wzięłam figurkę do ręki. Był to sporej wielkości ptak, z rozłożonymi szeroko skrzydłami. Z bijącym sercem, dojrzałam znajomy mi motyw. To były kiście winogron, takie same, jak na sercu, wiszącym w naszym salonie i wszystkich figurkach, które znaleźliśmy w piwniczce.
         - Panie Józiu, skąd pan to ma? Zapytałam drżącym z przejęcia głosem.
         - A co? Interesują panią, takie rzeczy? Zapytał zdziwiony.
         - Tak, właśnie jestem w posiadaniu podobnych figurek, z takim motywem ? wyjaśniłam, wskazując wzór na podstawie rzeźby.
          - Był tu kiedyś taki starszy mężczyzna i zostawił mi to, w tak zwany komis. Powiedział, że ma jeszcze wiele takich figurek. Ale jak do tej pory, nie udało mi się znaleźć nabywcy ? dodał. Jeśli jest pani zainteresowana, to oddam ją za trzydzieści złotych.
         - To ja biorę ? zwróciłam się do znajomego. Ale mam prośbę do pana. Jeżeli zjawi się u pana właściciel tej rzeźby, to proszę mu powiedzieć, że chciałabym się z nim spotkać ? powiedziałam, zapisując swój numer telefonu na kawałku gazety.
         - Dobrze pani Wando. Jak tylko się tu pojawi, przekażę mu pani telefon.
Pożegnałam poczciwego Józia i nie zwracając uwagi na godzinę, pojechałam prosto do Lucyny. Pojawił się następny trop, a tylko z nią mogłam o tym porozmawiać.

67

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu
cieszę się bardzo, że po długiej przerwie wznowiłaś Spełnione Marzenia.
Czytałam z wypiekami na twarzy. Ciekawe gdzie zaprowadzi Cię trop z motywem na figurkach. Starszy Pan oddający figurki w komis jest bardzo intrygujący.
Skrzynia w piwniczce może na samym dnie zawiera jakieś pamiętniki...........kiedyś, wszyscy chętnie je pisali.........oj! ciekawe, co tam dalej się będzie działo.
Nadal jestem zauroczona życiem rodzinnym obecnych właścicieli dworku. Przygotowania do wesela.........dekoracja planowana - istne cudo!


                                       http://wgrywacz.pl/images/558czerwnone_kwiaty_w_waz.gif

Długo przyglądaj się temu, co ci się podoba,
a jeszcze dłużej temu, co sprawia ci ból.

68 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-02 18:11:05)

Odp: Spełnione Marzenia

Dzięki Rajusia, że wpadłaś do mojego tajemniczego dworku. Dzisiaj miałam wenę, więc spędziłam dobrych parę godzin przed komputrem. Ale już, powiedziałam sobie dość!!!!!

Wysyłam nastepny fragment i życzę spoknego wieczoru i miłych snów.

         - Wanda? Co ty tu robisz ? zapytała siostra, widząc mnie stojącą w drzwiach. Mogłaś przynajmniej zadzwonić, to zrobiłabym jakiś obiad ? powiedziała.
- E... co tam obiad, odepchnęłam siostrę, która nadal trzymała mnie na wycieraczce, przed drzwiami. Długo tak będę tu stała? Gościnna to ty raczej nie jesteś siostrzyczko.
- Masz coś do picia zimnego? Zapytałam siadając na otomanie, strasznie mi zaschło w gardle.
Kiedy ona coś tam zrzędziła w kuchni, ja wyjęłam drewnianego ptaka i postawiłam na stole.
        - Co to? Znów coś kupiłaś u pana Józia? Zapytała podając mi szklankę, z zimnym sokiem pomarańczowym.
       - Ale to nie taki zwykły ptak, jak sobie myślisz. Przyjrzyj mu się z bliska.
       - No... piękna robota, ale..... nadal nie pojmuję co w niej takiego niezwykłego ? oznajmiła siostra, obracając figurkę w różne strony.
       - Wybaczam ci, masz prawo nie pamiętać. Przez ten wypadek Zbyszka, nie miałaś okazji się dokładniej przyjrzeć  tamtym figurkom. Widzisz ten wianuszek z kiści winogron? Zapytałam, stukając palcem w podstawę rzeźby.
      - No widzę, ale..... przecież takie winogrona można zobaczyć, na wielu antycznych meblach. O! Na przykład na szufladach twojej komody.
       - Zgadza się ? przytaknęłam siostrze, ale czy to nie dziwne, że Marcel, ukochany Antoniny, ozdobił tym motywem wykonane dla niej serce. A Konstancja, bo nadal wierzymy, że to ona rzeźbiła te kobiece figurki i tą, przedstawiającą mężczyznę bez twarzy, ozdobiła je wszystkie u podstawy, tym właśnie motywem, kumasz?
       - Chyba już zajarzyłam ? powiedziała Lucyna. Ktoś, być może z dalekiej rodziny, ze strony Marcela, jest w posiadaniu kolekcji, która nas interesuje. Czy dobrze myślę? Zapytała i usiadła obok mnie. Daj łyka, bo teraz to mnie zaschło w gardle ? dodała, wypijając do dna cały sok.
Zrobiło się późno, więc musiałam zamówić taksówkę, żeby zdążyć na ostatniego busa.
      - Zdzwonimy się, zawołałam już ze schodów. Może wpadniesz do mnie! Krzyknęłam, ale nie wiem czy usłyszała.
W domu miałam solidna awanturę. Zbyszek, aż kipiał ze złości, że tak późno wróciłam.
     - Wykonałem do ciebie, chyba ze sto telefonów, ale ty nawet jednego nie odebrałaś, bo po co? Myślałem, że coś ci się stało  - wrzeszczał tak głośno, że wystraszył psa, który z podkulonym ogonem uciekł do kuchni.
Wciągnęłam telefon z torebki i stwierdziłam, że jest rozładowany, dlatego nie mogłam odebrać połączeń od męża.
      - Przepraszam, kochanie, wiem zawaliłam, ale popatrz, telefon mi padł ? powiedziałam, pokazując mu czarny ekran w swojej komórce. No, już się nie gniewaj, okey?
       - Mam się nie gniewać? Ty wiesz co ja tu przeżywałem? Gdzie ty kobieto tak długo byłaś? Możesz mi to wyjaśnić?
        - Zasiedziałam się u Lucyny i jakoś tak zeszło ? powiedziałam udając skruszoną. Bo co, miałam mu powiedzieć o wizycie na targu staroci, o figurce, i moich przypuszczeniach. O nie! To byłaby ostania rzecz, którą bym zrobiła. Wtedy dopiero by się wściekł. Bo tak naprawdę, to złapałam się na tym, że coraz bardziej zajmuję się życiem hrabianek, niż swoim. A to już graniczyło z obłędem.  Obiecałam sobie w duchu, że aż do wesela, nie poruszę już tematów z tamtych lat. Obiecałam, i co z tego. Postanowienia, postanowieniami, a życie, życiem. Nie upłynęło wiele czasu, gdy znów musiałam wrócić do historii z przed stu lat.

69

Odp: Spełnione Marzenia

Cd.


Dziś odwiedziła mnie Grażyna. Ostatnio nie miałyśmy okazji, żeby się spotkać, bo na pewien czas przenieśli ją do Warszawy.
          - Co u was? Zapytała, kiedy usiadłyśmy w salonie.
Bez owijania w bawełnę, opowiedziałam przyjaciółce o ostatnich wydarzeniach. O piwniczce, wypadku Zbyszka i tajemniczym mężczyźnie od figurek.
         - Wiesz co Wandziu......to intrygujące co mówisz ? powiedziała, wyciągając z torebki, duży czerwony notes. Jeśli, ten pan od figurki, jest w jakiś sposób powiązany z Marcelem, to...., to..... ile on może mieć teraz lat?  Grażyna, zamyśliła się na chwilę. Zaraz..... jeśli Antonina w tym czasie miała przypuszczalnie siedemnaście lat, a ten chłopak tyle samo, to.... zaraz, zaraz, musimy obliczyć ? powiedziała, zapisując w notesie daty urodzin i śmierci kobiet. Gdybyśmy przyjęły taką hipotezę, że Marcel po wiadomości o śmierci swojej ukochanej, za jakiś czas się ożenił i miał dzieci, lub dziecko, to być może? Ufff, strasznie to trudne ? powiedziała. Myślę, że nie ma sensu, kombinować, tylko czekać na wiadomości od twojego znajomego. Przecież, ten mężczyzna pojawi się kiedyś u pana Józia, by sprawdzić, czy figurka znalazła nabywcę. Musimy uzbroić się w cierpliwość ? dodała chowając notes.
        - Tez tak myślę ? przyznałam rację przyjaciółce. Czas pokaże ? dodałam zmieniając temat.
Szybko, przeszłyśmy do spraw, związanych z uroczystością ślubną moich synów.
        - Taki śub w stylu Retro, to wspaniały pomysł ? powiedziała Grażyna. Jeszcze czegoś takiego nie było w naszej okolicy. Myślę, że okoliczni mieszkańcy, tłumnie przybędą na tę uroczystość. To będzie niezwykłe wydarzenie. A ty też masz zamiar wystąpić w sukni z  tamtego okresu? Zapytała.
- Oczywiście, nie może być inaczej ? powiedziałam. Moja znajoma krawcowa, wynalazła wzór sukni, z tamtych lat. Już jestem po pierwszych przymiarkach. To będzie, naprawdę szykowna suknia. Cała z koronek, w kolorze turkusowym, wcięta w pasie, z gorsetem ozdobionym białymi perełkami. Miałyśmy spory problem, ze znalezieniem właśnie tych perełek, ale w jednej z hurtowni sztucznej biżuterii, udało się nam, wyszperać kilka takich naszyjników. Pani Jadzia stanęła na wysokości zadania i zrobiła z tych koralików ozdobę gorsetu mojej sukni. Oko ci zbieleje, kochana ? powiedziałam. Suknia, będzie naprawdę piękna.
   - No! Tylko żebyś nie przesadziła, he, he ? zaśmiała się Grażyna. Teściowa, nie może wyglądać ładniej od synowej, a w twoim przypadku, od synowych ? dodała.
Opowiedziałam przyjaciółce o moich planach, zorganizowania przyjęcia w ogrodzie.
           - Ale bierzesz pod uwagę, że może być różnie ? powiedziała. Nie wiesz jak będzie pogoda? A jak będzie padał deszcz? To co zrobicie?
          - Pomyśleliśmy o wszystkim. Zbyszek kupił specjalną folię i zrobi zadaszenie. Będzie oświetlenie, nad którym już pracuje. To przecież złota rączka, he, he. Ale mamy też plan B. Jeśli pogoda pokrzyżuje nam plany, przeniesiemy się do domu. Nie będzie dużo gości, jakieś pięćdziesiąt osób, więc jakoś się pomieścimy.
          - To dobrze ? powiedziała Grażyna. Ale na mnie już czas ? dodała podnosząc się z sofy. Daj znać, jak będziesz miała jakieś wiadomości od pana Józia.
          - O, Grażynka? Powiedział mąż, który wyszedł z przybudówki, w chwili, kiedy odprowadzałam przyjaciółkę do bramy. Dlaczego mnie nie zawołałaś? Zapytał z wyrzutem w głosie.
           - Witaj Zbyszku, wpadłam tylko na chwilkę. Twoja żona, to mistrzyni w dostarczaniu niesamowitych wiadomości.
          - O jakich wiadomościach mówisz? Zapytał mąż, przeszywając mnie wzrokiem.
        - No jak to o jakich? To ty nic nie wiesz? Powiedziała Grażyna, nieco zdziwiona. No ta figurka.... no... psss, wygląda na to, że ty naprawdę nic nie wiesz ? dodała zmieszana. No nic, muszę już lecieć ? dodała widząc moją wystraszoną minę.
       - Czy coś przeoczyłem żono? Zapytał Zbyszek. Chyba masz mi coś do powiedzenia ? powiedział zamykając bramę za naszym gościem.
Oj, czekała mnie trudna rozmowa.

70

Odp: Spełnione Marzenia

http://wgrywacz.pl/images/35220120925195916_00064_s.jpg

Pantusiu, dam Ci w prezencie drewnianą figurkę do ogrodu, może bedzie Ci pasowała?

71

Odp: Spełnione Marzenia
Klaudyna59 napisał/a:

http://wgrywacz.pl/images/35220120925195916_00064_s.jpg

Pantusiu, dam Ci w prezencie drewnianą figurkę do ogrodu, może bedzie Ci pasowała?

No jasne, że będzie pasowała!! Postawią ją na drzewie w ogrodzie. Dzięki dobra duszyczko.

72 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-07 07:04:32)

Odp: Spełnione Marzenia

Witam w moim dworku.
Trzymajcie za mnie kciuki, bo nie jest dobrze.
Cd,

Mąż słuchał mnie w całkowitym milczeniu. Opowiedziałam mu o wizycie u pana Józia, o figurce i  tajemniczym właścicielu. A kiedy skończyłam, spojrzał na mnie i powiedział.
         - Wanda, tak dalej być nie może. Zaczynam żałować, że zgodziłem się na ten dworek. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że więcej czasu poświęcasz tym hrabiankom, niż własnej rodzinie? Kiedy się w końcu opamiętasz? Już niedługo ślub naszych synów, tyle jeszcze pracy w związku z przyjęciem weselnym. Odpuść sobie i zajmij się tym, co teraz najważniejsze ? powiedział Zbyszek.
- Masz rację, może trochę przesadzam, ale czy mam być obojętna, kiedy pojawił się kolejny trop? Ten mężczyzna może nam wiele wyjaśnić. Jestem prawie przekonana, że figurka, która kupiłam za grosze, ma jakiś związek z historią z tamtych czasów. Nie zaprzeczysz chyba, że jesteśmy coś im winni? To dzięki kosztownościom, które nam się dostały, możemy tu mieszkać. Czy nadal uważasz, że powinnam dać sobie spokój? Czy aż tak bardzo zaniedbuję ciebie i naszych synów? Powiedz, ale tak szczerze.
- Wszystko z umiarem żono ? odezwał się Zbyszek. Teraz mamy inne sprawy na głowie i sam się z tym nie uporam. Dlatego jeszcze raz cię proszę, zostaw zamierzchłe czasy i wróć do teraźniejszości ? dodał.
Zrozumiałam. Mój maź miał rację.
Postanowiłam na jakiś czas, nie zajmować się już zgłębianiem tajemnicy z przed stu lat, do chwili, kiedy odebrałam telefon od właściciela figurki.
Kiedy Zbyszek zajmował się w ogrodzie montowaniem zadaszenia, ja robiłam w tym czasie listę niezbędnych rzeczy związanych z przyjęciem weselnym.
Świeczniki na stół, szklane misy z kwiatami, obrusy ? mam. Została mi jeszcze zastawa obiadowa i sztućce. Nie miałam tego na tyle, więc wpadłam na pomysł, że wypożyczę to wszystko od koleżanki, która jest kierowniczką w Kole Gospodyń Wiejskich. Już z nią rozmawiałam na ten temat, więc ten problem miałam z głowy. Zostały mi jeszcze tylko same drobiazgi. Włożyłam listę do torebki i zajęłam się przygotowaniem obiadu. Nagle zadzwonił telefon. Pewnie Lucyna ? pomyślałam.
          - Słucham powiedziałam.
          - Dzień dobry, nazywa się Jakub Jaskulski ? usłyszałam w słuchawce męski głos.
          - Tak, słucham pana, w czym mogę pomóc ? zapytałam?
          - Dostałem ten numer od sprzedawcy staroci, podobno chciała się pani ze mną skontaktować? Usłyszałam.
Jakub Jaskulski? Myślałam gorączkowo. Marcel J, Konstancja J, Jakub J. Boże, to nie może być prawdą.
          - Halo, jest pani tam? ? Zapytał mężczyzna.
          - Tak, jestem, ale mam jakieś problemy z telefonem ? skłamałam, by zyskać na czasie. Oddzwonię do pana ? dodałam.
          - Dobrze, czekam na telefon ? powiedział i połączenie zostało przerwane.
Spojrzałam z przerażeniem przez okno. Mąż mocował zieloną plandekę i był tak zajęty, tym co robi, że miałam okazję porozmawiać spokojnie z nieznajomym.
Postanowiłam przeprowadzić tę rozmowę, w swoim pokoju na piętrze, na wypadek, gdyby Zbyszek potrzebował coś z domu. Nie chciałam, żeby słyszał z kim rozmawiam.
Usiadłam, już nieco uspokojona na otomanie i zadzwoniłam do pana Jskulskiego.
          - Przepraszam za te zakłócenia ? powiedziałam, próbując opanować drżenie w głosie. Jak pan już wie, kupiłam jedną z figurek z pana kolekcji. Czy może mi pan powiedzieć, skąd pan je ma? Zapytałam.
         - A dlaczego tak panią interesują te rzeźby? zapytał
         - No tak, należą się panu jakieś wyjaśnienia ? powiedziałam. Jestem właścicielką starego dworku i  robiąc porządki, znalazłam w piwniczce podobne figurki. Śmiem twierdzić, że mają ze sobą coś wspólnego.
         - To znaczy? Zapytał pan Jakub. Po czym pani tak sądzi?
         -Ten ornament na podstawie każdej z rzeźb, czyli kiście winogron. Na tych co są w moim posiadaniu i na tej od pana, jest taki sam ? wyjaśniłam.
         - Rozumiem ? usłyszałam słuchawce. Czyli sądzi pani, że wykonawca tych rzeźb to ten sam człowiek? Zapytał.
         - Nie do końca, panie Jakubie. Wygląda na to, że wykonawców było dwóch i to mnie w tej chwili najbardziej zastanawia. Ja ? kontynuowałam, mam kilkanaście takich rzeźb, ale nie od jednego wytwórcy.
         - To ciekawe, co pani mówi. W takim razie musimy się spotkać.
         - Też tak sadzę ? odparłam i zapewniłam mojego rozmówcę, że zadzwonię do niego, w sprawie ewentualnego spotkania.

73

Odp: Spełnione Marzenia

Cd.

Teraz czekała mnie rozmowa z mężem.
Jak mam mu o tym powiedzieć? Przecież się wścieknie. Co zrobić? Myślałam. Mam! Ucieszyłam się w duchu. Stary niezawodny sposób. Przez żołądek do serca, to jedyne, co przyszło mi do głowy.
         - Kochanie ? zawołałam z werandy. Może zrobisz sobie przerwę na obiad. Wszystko gotowe ? dodałam.
        - Dobry pomysł ? odparł mąż. Właściwie to zgłodniałem ? powiedział, ocierając pot z czoła. Tylko wezmę prysznic, okay?
Pierwsze koty za płoty ? pomyślałam, i wróciłam do kuchni.
       - Mmm.... czuję fasolową? Powiedział mój luby.
       - Zgadłeś. Fasolowa i ruskie pierogi.
       - Ruskie? Kobieto zaskakujesz mnie ? powiedział mieszając łyżką, gorącą zupę. Kiedy zdążyłaś zrobić te pierogi? Zapytał.
He, he, jedni robią w ogrodzie, a inni w kuchni ? powiedziałam, polewając ruskie skwarkami.
Mój mąż to przysłowiowa złota rączka i nikt mu nie dorówna. Ale ja króluję w kuchni. Każdy wolny czas, staram się wykorzystać. Kiedy robię pierogi to jak dla wojska. Część wykorzystuje na bieżąco, a część zamrażam. To samo jest z bigosem i pieczonym mięsem. Nie zawsze jest czas, by przygotować szybki obiad. Dlatego staram się mieć coś w zapasie. I dziś, właśnie z niego skorzystałam.
      - Pycha, ale się objadłem ? powiedział Zbyszek.
      - To jeszcze nie wszystko zakomunikowałam. Mam dla ciebie niespodziankę ? powiedziałam. Czy życzy sobie pan lody na deser?
       - Zaraz, zaraz, jeśli masz na myśli te z ajerkoniakiem, to zaczynam się niepokoić. Co zmalowałaś? Zapytał.
       - Dlaczego, od razu musiałam coś zmalować? Zwykły codzienny obiad i deser. O co ci chodzi? Zapytałam udając zaskoczoną.
     - Kochanie, znam cię nie od dziś, więc mów o co chodzi.
Poddałam się. Wiedziałam, że na nic się zdał mój chytry plan. W telegraficznym skrócie, zrelacjonowałam mężowi dzisiejszą rozmowę z panem Jakubem.
Kiedy salaterka po lodach była pusta, Zbyszek rozparł się na kuchennym stołku i zapytał.
     - Czy umówiłaś się już z tym panem? Bo jak cię znam, to nie przepuściłabyś takiej okazji.
     - Jeszcze nie ? odparłam zgodnie z prawdą. Obiecałam mu, że zadzwonię.
    - Wiesz co Wandula ? powiedział mąż. Choćbym cię straszył, groził, gniewał się i tak zrobisz po swojemu. Dlatego nie pozostało mi nic innego, jak przyzwyczaić się do twoich szalonych pomysłów i działań.
- To znaczy, że się nie gniewasz? Spojrzałam na męża.
- A mam inne wyjście.
- Nie, hi, hi, - zaśmiałam się, zarzucając mu ręce na szyję. Jesteś taki wyrozumiały ? dodałam, całując go w czoło.
Wygląda na to, że odniosłam sukces. Mąż obiecał nie wtrącać się już w moje poszukiwania, a ja obiecałam robić to tak, by wilk był syty i owca cała. Najważniejsze było to, aby rodzina na tym nie ucierpiała. Dostałam więc wolną rękę i nie czekając na to, aż mąż zmieni zdanie, zadzwoniłam do Pana Jakuba.
Spotkanie miało się odbyć u nas w domu. Natychmiast, powiadomiłam o tym siostrę i  umówiliśmy się na sobotę.

74

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu
ucieszyłam się, że masz "wolną rękę" w swoich poszukiwaniach big_smile.
Czekam bardzo na ciąg dalszy.

Długo przyglądaj się temu, co ci się podoba,
a jeszcze dłużej temu, co sprawia ci ból.

75

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu pomożemy Ci w przygotowaniach z Rajką do wesela, a Ty pisz cd.

76 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-10 06:16:41)

Odp: Spełnione Marzenia

Dzięki, dziewczyny. Wiedziałam, że mogę na was liczyć.

Cd.


Teraz miałam w końcu czas na dopieszczenie wszystkiego, co dotyczyło przyjęcia weselnego. Zbyszek zakończył już prace nad zadaszeniem i oświetleniem. Przyznam, że zrobił to profesjonalnie. Małe kolorowe żarówki w kształcie kwiatów, rozmieszczone wokół zadaszenia, dawały delikatne światło. Do tego doda się jeszcze świeczniki na stoły i szklane misy z kwiatami. Będzie pięknie ? pomyślałam, kiedy zrobiliśmy generalną próbę w ogrodzie.
W końcu nadeszła oczekiwana sobota. Lucyna przyjechała zaraz z rana.
         - O której się umówiłaś z tym facetem? Zapytała, siadając w leszczynowym zagajniku.
         - O piętnastej ? odparłam. Jak myślisz? Zagadnęłam. Czy to może być jakiś potomek Marcela?
        - Wszystko możliwe ? siostra zamyśliła się na chwilę. Sądząc po datach, to można przypuszczać, że pan Jakub mógłby być wnukiem Marcela. Czyli....? ukochany Antoniny nie długo rozpaczał po stracie Antoniny.
         - No przestań ? zwróciłam się do siostry. Dowiedział się od jej rodziców, że zmarła, więc miał całe życie rozpaczać? Zapytałam.
         - Nad czym tak rozprawiacie białogłowy? Zapytał mąż, który stanął nagle przy nas, niczym duch.
        - O, cześć szwagier ? Lucyna wstała z ławki, witając się ze Zbyszkiem. Tak się zastanawiamy z Wandą, czy ten tajemniczy pan ma coś wspólnego z naszymi hrabiankami ? powiedziała, przesuwając się na skraj ławki tak by, mógł usiąść obok niej.
- To, że jest w posiadaniu tych figurek, jeszcze o niczym nie świadczy ? wyjaśnił mąż. Może je od kogoś kupił lub dostał, więc uzbrójcie się w cierpliwość i poczekajcie, jak sam wam to wyjaśni. A jak ci się podoba wystrój naszego ogrodu ? zapytał Zbyszek zmieniając temat.
       - No cóż, przypomina mi to trochę poligon wojskowy ? skrytykowała siostra.
  - To jest wersja robocza ? wyjaśnił mój mąż, nieco poirytowany. Wszystko będzie ozdobione kwiatami. Zadaszenie zostanie przybrane gałązkami leszczyny, tak by wyglądało jak szałas. Resztą, zajmie się Wanda.
  - Tak, to prawda ? próbowałam bronić męża. Dzień przed przyjęciem, pojedziemy na giełdę kwiatową i kupimy odpowiednią ilość kwiatów do ozdoby. Zobaczysz siostra jak będzie cudnie.
- No chyba, że tak - odpowiedziała. Bo jak na razie, to dla mnie poligon wojskowy, sory szwagier ? dodała.
Postanowiłam przerwać tę kłopotliwą dyskusję i zaproponowałam siostrze spacer do lasu. Zabrałyśmy Barego i  zostawiając zniesmaczonego męża, ruszyłyśmy w drogę.
        - Mogłaś sobie darować te twoje szczere do bólu, uwagi ? powiedziałam, kiedy byłyśmy już w odpowiedniej odległości. Chłopisko tak się starało, a ty to wszystko skrytykowałaś, oj siora, nagrabiłaś sobie, oj nagrabiłaś.
- A cóż ja takiego złego powiedziałam? ? Lucyna aż przystanęła. Czy sądzisz, że zadaszenie w takim stanie wygląda imponująco? Zapytała.
- To tylko konstrukcja ? próbowałam jej wyjaśnić. Mamy jeszcze dużo czasu na dopracowanie wszystkiego. Zobaczysz, oko ci zbieleje jak to  przystroję kwiatami. Ale co tam u ciebie? Zapytałam widząc skwaszoną minę siostry. Piszesz coś nowego? Zapytałam.
- Tak, kończę właśnie * Barmana i szamankę* - odpowiedziała Lucyna, już nieco uspokojona. Ale jak pomyślę nad poprawkami, to dostaję gęsiej skórki ? dodała.
- Powiedz mi ? zagadnęłam. Jak to jest? Piszesz coś i potem trzeba to poprawiać. Czy nie można robić tego w trakcie pisania? Zapytałam.
- Już ci to kiedyś wyjaśniłam. Pisząc, nie zastanawiasz się nad pewnymi zdaniami, bo ważne jest wtedy to, co przychodzi ci do głowy. Dopiero potem, widzisz powtórzenia, źle sformułowane zdania. Właśnie po to są poprawki ? wyjaśniła siostra. A co z twoja powieścią? Zapytała.
- Na razie sobie odpuściłam. Teraz nie mam głowy, no wiesz, ta uroczystość, przygotowania, brak mi czasu ? odpowiedziałam.
- No tak, to nie są warunki do pisania ? przytaknęła Lucyna. Ale to wszystko pikuś, bo czeka nas wizyta tajemniczego pana i wszystko inne idzie na bok.
Zmęczone długim spacerem, wróciłyśmy do domu. Ja zajęłam się przygotowaniami do obiadu, a Lucyna rozłożyła sobie leżak i wystawiła twarz do słońca.
        - Wiesz co, wkurzyła mnie ta twoja siostra ? usłyszałam za plecami głos męża. Znalazła się znawczyni ? powiedział z nutką ironii w głosie. Łatwo kogoś krytykować, tylko gorzej jak samemu trzeba coś wymyślić ? powiedział Zbyszek zaglądając mi przez ramię do garnka, w którym gotował się gulasz na dzisiejszy obiad.
       - Oj! Przestań się tak jeżyć! Jest po prostu szczera i tyle. Przyznasz chyba, że jak na razie, widok zielonej plandeki nie powała z nóg. Zmieni zdanie, jak zobaczy to w innej szacie. Mam już wszystko gotowe, zjemy pod leszczynami? Zapytałam.
     - Tak, do dobry pomysł ? odpowiedział mąż. To co? nakrywać do stołu? Zapytał.
    - Tak, zanieś talerze i wazę z zupą, ja tylko odcedzę ziemniaki i zaraz do was dołączę.
   - Lucyna, zapraszamy na obiad ? usłyszałam na zewnątrz wołanie męża.
Podczas posiłku, nie poruszaliśmy drażliwego tematu. Lucyna opowiadała o ostatnim spotkaniu z literatkami w Bydgoszczy. Atmosfera na szczęście się oczyściła i po chwili żartowaliśmy już sobie, zapominając o tamtej rozmowie.
Do wizyty pana Jakuba, była jeszcze cała godzina. Postanowiłam w tym czasie, przygotować wszystko, co miało związek z Antoniną i Konstancją. Wyciągnęłam listy od Marcela i ustawiłam na stole w salonie, figurki. Na tę okoliczność, zawiesiłam na szyi medalion z wizerunkiem Antoniny, a siostrę poprosiłam, żeby włożyła medalion ze zdjęciem Konstancji. Tak wystrojone i podniecone tym, co zaraz usłyszymy, czekałyśmy na naszego gościa. Zbyszek zapowiedział już wcześniej, że nie ma zamiaru uczestniczyć w tym spotkaniu i pod przykrywką załatwienia pewnej ważnej sprawy w mieście, wsiadł do samochodu i odjechał.
        - Dobrze, że nie będzie go z nami ? zagadnęła Lucyna, polerując irchową szmatką, zdjęcie Małej Konstancji. Spójrz, była taka urocza ? powiedziała siostra przekazując mi medalion. Jakie okrutne  potrafi być życie, szczególnie w jej przypadku.
        - To prawda ? powiedziałam. Kocham te stare czasy, ale jak sobie pomyślę o twardych zasadach panujących w szlacheckich rodzinach, o kojarzących pary, rodzinach, by połączyć majątki, to chyba wolę żyć w teraźniejszości ? stwierdziłam.
W pewnej chwili, Bary zerwał się na równe nogi i podbiegając do bramy wejściowej, oznajmił głośnym szczekaniem, że mamy gościa.
Na poboczu zatrzymało się czarne BMW, z którego wysiadł dystyngowany starszy pan, w nienagannie skrojonym garniturze.
       - Pani Wanda? Zapytał.
       - Tak to ja. Witam pana i zapraszam do środka ? powiedziałam, prowadząc gościa do salonu.
       - Jakub Jaskulski ? przedstawił się mężczyzna, całując z wielką nonszalancją, każdą z nas w dłoń.
Po przedstawieniu się, usiedliśmy wszyscy na sofie.
       - Napije się pan czegoś? Zapytałam.
       - Jeśli można, to coś zimnego ? odpowiedział, rozpinając guziki od marynarki.

77 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-13 22:19:33)

Odp: Spełnione Marzenia

Cd.

Przez uchylone drzwi od kuchni obserwowałam pana Jakuba, który w całkowitym milczeniu, przeglądał listy.
        - I co pan na to? Zapytałam stawiając na stole, szklanki sokiem pomarańczowym.
       - Jak to się stało, że jest pani w posiadaniu tych listów? Zapytał odkładając pożółkłe kartki na blat stołu.
Pan Jaskólski wysłuchał mojej opowieści. Kiedy skończyłam, powiedział.
      - Wygląda na to, że autor tych listów to mój dziadek. Głos mu drżał z przejęcia. W takim razie mamy sobie wiele do powiedzenia ? dodał. Miałem jakieś dwanaście lat, kiedy dziadek opowiedział mi swoją historię. Czekał, aż dwanaście lat, by to z siebie wyrzucić. Może uznał, że w tym wieku zrozumiem, co przeżył. Myślę, że nigdy nie kochał babci tak jak powinien, ale zawsze ją bardzo szanował. Gdyby wtedy wiedział, że jego ukochana żyje i gdyby wiedział, że ma córkę, pewnie inaczej potoczyły by się jego losy. To straszne co zrobili rodzice tej kobiety ? powiedział, trzymając w ręku medalion ze zdjęciem Antoniny.
    - A to, przypuszczalnie pana ciotka ? odezwała się Lucyna podając medalion z fotografią Konstancji.
W salonie zapanowało milczenie. Nikt nie śmiał przerwać tej wzruszającej sceny. Starszy pan miał łzy w oczach. Czy to możliwe? Żeby tak zachowywał się prawie siedemdziesięcioletni mężczyzna?.
     - Najważniejsze, że nawiązaliśmy kontakt ? powiedziałam. Teraz mam już jasność, co działo się z Marcelem. A co pan sądzi o figurkach? Czy nie uważa pan, że Konstancja odziedziczyła talent rzeźbiarski po swoim ojcu, czyli  po pana dziadku? Zapytałam.
     - Na to wygląda ? odpowiedział. I nie tylko ona lubiła rzeźbić. Mój ojciec, robił piękne meble a i ja, też mam coś z dziadka Marcela ? powiedział. Skończyłem Liceum plastyczne i gdyby nie to, że w tych czasach trzeba było należeć do Partii, moje życie potoczyłoby się innym torem. Pracowałem w biurze projektów i miałem okazję, zrobić studia. Niestety, musiałbym zapisać się do Partii, jednak to było wbrew moim przekonaniom. Dlatego nigdy nie uzupełniłem swojego wykształcenia. Ale na całe szczęście, nawiązałem kontakty z władzami kościoła, dzięki którym mogłem sobie dorabiać po godzinach, zresztą do dziś to robię, może już nie na taką skalę jak kiedyś, ale nadal mam zlecenia od księży.
       - A co pan robi panie Jakubie? Zapytała Lucyna.
       - Odnawiam herby kościelne, obrazy świętych, a ostatnio pracuję nad ołtarzem, w jednym z krakowskich kościołów ? powiedział.
       - To fascynujące! Zawołałam. Zazdroszczę panu, takiej pasji.
       - To prawda, jest czego zazdrościć - powiedział Jakub z uśmiechem na twarzy. Kocham tę pracę i nie ukrywam, że dzięki niej mogę sobie pozwolić na lepsze życie. Ale przejdźmy do sedna sprawy. Jeśli panie pozwolą, to zadzwonię teraz do córki. Ucieszy się na pewno, jak przekażę jej wiadomość o naszym spotkaniu ? powiedział. Po czym wstał z sofy i wykręcając numer telefonu, wyszedł do ogrodu.
       - Co o nim sądzisz? ? Zapytała siostra, kiedy zostałyśmy same.
       - Sympatyczny ? odparłam. Szkoda, że nie wiemy jak wyglądał Marcel, bo być może on ma  coś z niego, na przykład nos, lub oczy. Ech.... nie dowiemy się już tego ? powiedziałam, lekko zawiedziona.
Po kilkunastu minutach, Jakub wrócił do salonu z wiadomością, że jego córka Basia, chciałaby nas poznać. Oczywiście z wielkim entuzjazmem, przyjęłyśmy tę wiadomość i umówiliśmy się na następną sobotę.
Pan Jakub tłumacząc się obowiązkami, pożegnał się serdecznie z nami i odjechał.
To było sympatyczne spotkanie. Jeszcze przez chwilę, oglądałyśmy rzeźby, pozostawione przez mężczyznę, który uznał, że tu jest ich miejsce.
Po wyjeździe Jakuba, moja siostra, oddala się błogiemu leniuchowaniu, a ja wróciłam do swoich domowych obowiązków. W chwili, kiedy podlewałam kwiaty, zobaczyłam  nadjeżdżający samochód męża.
         - Hej, żono! ? zawołał wysiadając z auta. Otwórz szeroko bramę!
Zdziwiona wykonałam jego polecenie, bo nigdy nie wjeżdżał samochodem na teren posesji.
         - O co chodzi? Zapytałam.
         - Zaraz zobaczysz ? odpowiedział, kierując wzrok w stronę drogi.
W pewnej chwili, na horyzoncie pojawił się dostawczy samochód. Kierowca zwolnił i na wyciszonym silniku, podjechał pod naszą bramę.
        - Dobrze trafiłem? Zapytał młody mężczyzna, który wyszedł z samochodu.
        - Zgadza się ? odpowiedział Zbyszek. Proszę wjechać do środka ? dodał.
Z przerażeniem obserwowałam, jak koła samochodu niszczą wypielęgnowaną, świeżo skoszoną  trawę. Kierowca podniósł plandekę i zwinnie wskoczył  do środka samochodu.
       - Ma pan jakiś wózek? Zapytał.
       - Wózka nie mam, muszą wystarczyć taczki ? powiedział mąż i ruszył w stronę przybudówki z narzędziami ogrodniczymi.
        - A.... co tu się dzieje? Spytała siostra, rozbudzona ruchem panującym w ogrodzie.
         - Sama nie wiem ? wyjaśniłam. Ale zaraz się przekonamy.
Zbyszek z pomocą kierowcy, wyciągnął z samochodu kamienną figurkę małej dziewczynki. Po ustawieniu jej na ziemi, aż krzyknęłam z zachwytu.
         - O rany! Zbyszek, jakie to piękne! Zawołałam.
Kamienna postać dziewczynki, trzymająca w jednej ręce, konewkę a w drugiej dzierżąca kapelusz, wykona została z piaskowca. Całość tej urokliwej fontanny, uzupełniała głęboka misa na wodę.
       - Aż boję się zapytać ile dałeś za to cacko? Powiedziałam.
Ale choćby kosztowała majątek, nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Taka ozdoba w ogrodzie, była zawsze moim marzeniem.
      - Podoba ci się? Zapytał mąż.
      - Czy mi się podoba? Kochanie, jestem zachwycona! ? zawołałam.
       - No.... szwagier, potrafisz zaskakiwać  odezwała się Lucyna, obchodząc wokół, mierzącą jakieś półtora metra, fontannę. To naprawdę piękna ozdoba do ogrodu i idealnie pasuje do waszego dworku. Cofam moje słowa krytyki, na temat zadaszenia. To przecież tylko na czas przyjęcia, hi, hi. A fontanna, jest naprawdę piękna. Przyjmij moje słowa uznania. Gdzie ty chłopie to zdobyłeś? Zapytała.
       - Zaraz wam wszystko powiem, tylko rozliczę się z panem ? wyjaśnił mąż i płacąc kierowcy za usługę, zamknął bramę za odjeżdżającym samochodem.
       - To co....? Chyba należy oblać nasz nowy nabytek ? powiedziałam. Po szklaneczce ginu z tonikiem?
       - Jesteśmy za! Powiedzieli prawie równocześnie.
Rozsiedliśmy się wygodnie w leszczynowym zagajniku i popijając schłodzony trunek, zastanawialiśmy się, w którym miejscu ustawić fontannę.
       - Ja myślę, że najodpowiedniejsze miejsce dla niej, będzie tam przy różach ? powiedział Zbyszek. Nie muszę dużo kopać. Bo przecież, by działała, trzeba zrobić dojście do wody ? wyjaśnił.
Zaopatrzeni w szklaneczki z ginem, podeszliśmy do krzewu z różami.
      - To dobry pomysł ? zwróciłam się do męża. Dziewczynka z konewką i róże, to idealne połączenie. Kiedy ją zainstalujesz? Zapytałam z nadzieją w głosie.
      - Na wszystko przyjdzie czas. Dzisiaj możesz ją tylko podziwiać ? powiedział Zbyszek. Jutro jak pogoda dopisze, przystąpię do pracy, a teraz mam zamiar odpocząć.
       - Ale nie powiedziałeś nam, skąd ją zdobyłeś? Zwróciłam się do męża.
       - A tak... jakoś mi to umknęło. Mam znajomego, który prowadzi zakład kamieniarski. Specjalizuje się w ozdobach ogrodowych. Wanda! Ile tam różności. Kilkumetrowe posągi, duże i małe fontanny. To wszystko wykonane z różnorodnego materiału. Te z marmuru były piekielnie drogie, więc mogłem sobie tylko pomarzyć. Były tam też postaci brązu, ale nie naszą kieszeń. Te z piaskowca były najtańsze, dlatego na jedną z nich, się zdecydowałem ? powiedział.
       - To bardzo dobra decyzja ? powiedziała Lucyna. Nawet nie wiecie jak wam zazdroszczę ? dodała prawie szeptem.
- Siostra, głowa do góry ? próbowałam jakoś ją pocieszyć. Nasz dworek, to i twój dworek. Masz tu swój pokój i możesz w każdej chwili z niego korzystać, więc skąd ta smutna mina? Zapytałam. Możesz się przecież do nas przeprowadzić, jest na tyle miejsca, że i dla ciebie wystarczy ? powiedziałam.
- Przestań, Lucyna szepnęła mi do ucha, wykorzystując nieuwagę Zbyszka. Już widzę radość w oczach twojego męża, hi, hi. Ale dzięki za propozycję ? powiedziała całując mnie w policzek.
Związek mojej siostry z Tadeuszem, jest związkiem na odległość. Ona w Krakowie, on w Warszawie. Żadne z nich nie miało, jak do tej pory w planach przeprowadzki. Tadeusz nie chciał opuścić swojego rodzinnego domu, a Lucyna miała tu wielu znajomych, dzieci, co prawda już na swoim, ale w pobliżu i naszą mamę, która nie chciała nawet słyszeć o ewentualnej przeprowadzce. Wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu, mówiła za każdym razem, kiedy opuszczała mój dworek.
Zbyszek oznajmił nam, że musi się na chwile położyć, więc zostałyśmy same. Uzupełniłam puste szklanki ginem i wraz z siostrą, miałyśmy w końcu czas na swobodne plotkowanie. Tak byłyśmy zajęte rozmową, że nie zauważyłyśmy, kiedy zrobiło się późno. W ogrodzie panował już wieczorny chłód i musiałyśmy opuścić leszczynowy zagajnik. W salonie zapaliłam w kominku i zostawiając siostrę z książką ręku, poszłam do kuchni, przygotować kolację.
Dzisiejszy dzień, obfity w wrażenia, spowodował, że tuż po posiłku, położyliśmy się wcześniej do łóżek.

78

Odp: Spełnione Marzenia

http://wgrywacz.pl/images/2762709_f0d_f004noemi.jpg

Pantusiu, a może i ta fontanna by Ci pasowała do leszczynowego zagajnika?

79

Odp: Spełnione Marzenia
Klaudyna59 napisał/a:

http://wgrywacz.pl/images/2762709_f0d_f004noemi.jpg

Pantusiu, a może i ta fontanna by Ci pasowała do leszczynowego zagajnika?

O... Tak!!!!, ta fontanna, będzie idealna w tym osobliwym zakątku. Dzięki Klaudynka.
Tak sobie pomyślałam, że skoro poznałam takie fajne dziewczyny, to dlaczego je do tej pory nie zaprosiłam do swojego dworku?. Pomagają mi, są ze mną w trudnych sytuacjach, to jak to??? Wando - zapomniałaś o dobrych manierach??
W sobotę, ma być Jakub z córką. Co sądzicie o niedzieli? albo o piątku? Dla mnie każdy termin jest do przyjęcia. Rajka, Klaudynka, Alfredka, i poczekajcie, zaraz dodam kto jeszcze, bo pamięć zawodzi.
Zaraz wracam.........

80

Odp: Spełnione Marzenia
pantusia napisał/a:
Klaudyna59 napisał/a:

http://wgrywacz.pl/images/2762709_f0d_f004noemi.jpg

Pantusiu, a może i ta fontanna by Ci pasowała do leszczynowego zagajnika?

O... Tak!!!!, ta fontanna, będzie idealna w tym osobliwym zakątku. Dzięki Klaudynka.
Tak sobie pomyślałam, że skoro poznałam takie fajne dziewczyny, to dlaczego je do tej pory nie zaprosiłam do swojego dworku?. Pomagają mi, są ze mną w trudnych sytuacjach, to jak to??? Wando - zapomniałaś o dobrych manierach??
W sobotę, ma być Jakub z córką. Co sądzicie o niedzieli? albo o piątku? Dla mnie każdy termin jest do przyjęcia. Rajka, Klaudynka, Alfredka, i poczekajcie, zaraz dodam kto jeszcze, bo pamięć zawodzi.
Zaraz wracam.........

Ufff, już jestem. Na mojej liście dopisałam.
Blair 32, Milionez, Agrafka 123, Merusia 90 i aż ciarki po plecach mi przechodzą, ufff, zaryzykuję. Catwoman. No... nie wiem czy przyjmie moje zaproszenie, ale jesteście świadkami, starałam się!
Czekam na was, w moim wirtualnym świecie.

81

Odp: Spełnione Marzenia

Witam Pantusiu i za zaproszenie dziękuję, oczywiście przyjdę z przyjemnością ale sama na zaproszeniu wpisz datę, tak będzie większa niespodzianka dla Ciebie, kto z zaproszonych gości wpadnie do Twojego dworku. big_smile

82

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu
pięknie dziękuję za zaproszenie big_smile przyjmuję z wielką przyjemnością, do każdej daty się dostosuję big_smile.

Przygotowania nabrały tempa, a teraz cofnę się w czytaniu, aby nie uronić żadnego zdania, żadnego szczególiku.

Długo przyglądaj się temu, co ci się podoba,
a jeszcze dłużej temu, co sprawia ci ból.

83

Odp: Spełnione Marzenia

dziekuje Kochana za zaproszenie, z przyjemnoscia sie pojawie:) ahhhh wypoczynek w tak wspanialym miejscu, ze wspanialym towarzystwem to jest to czego potrzebuje:)

16.05.2016 2:12 Majeczka, nasz caly swiat <3<3<3

84

Odp: Spełnione Marzenia

Witam was dziewczynki.
Zaproszenie aktualne. Co do daty, to jeszcze się z wami skontaktuję. Jedynym wymogiem uczestnictwa, jest skombinowanie  jakiegoś drobniutkiego detalu waszej garderoby. Może kapelusz z woalką, albo długie do łokci rękawiczki, lub jakaś biżuteria? Zapalimy świece i uczcimy nasze spotkanie jak damy z tamtych czasów. Co wy na to?

Tej nocy spaliśmy z mężem osobno. On postanowił skorzystać z gościnnego pokoju, a ja zostałam w salonie. Przewracałam się z boku, na bok i za nic nie mogłam usnąć. Myślałam o naszym nowym nabytku. Ta fontanna, to świetny pomysł na ozdobę mojego ogrodu. Już nie mogłam się doczekać jutra.
Na zegarze wybiła dwunasta w nocy, a ja nadal nie mogłam usnąć. Zarzuciłam na siebie welurowy szlafrok i włączyłam laptopa. Ciekawa jestem, co u moich internetowych koleżanek? Pomyślałam, przeglądając posty. Dziewczyny były wyjątkowo aktywne. Na jednym z wątków, założonym przez Klaudynkę, było kilkanaście wpisów. Tam pisze się wierszem. Byłam pod wielkim wrażeniem talentu tych kobiet. Ich humorystyczne wierszyki,  prawie doprowadziły mnie do łez. Dawno się tak nie uśmiałam. Przyznam, że zżyłam się z tymi dziewczynami. Nigdy nie pytałam ile mają lat, bo nie było takiej potrzeby, ale sądząc po ich wpisach wyglądało na to, że jesteśmy w tej samej grupie wiekowej.
A gdyby tak je zaprosić do siebie? Przeszło mi przez myśl. Co prawda, mieszkałyśmy w różnych rejonach Polski, ale to w końcu Polska, więc dlaczego nie? Napisałam ogólnego maila z zaproszeniem do mojego dworku. Z natury, jestem osobą towarzyską i przyznam, że odkąd przeprowadziłam się na wieś, brakowało mi kontaktów z ludźmi. Jak do tej pory, gościłam tu tylko rodzinę i czasami Grażynę z mężem. Czas to zmienić ? pomyślałam.
Rano byłam pierwsza na nogach. Zajęłam się przygotowaniem śniadania dla moich bliskich. Wyjrzałam przez okno. Słońce wyjątkowo wcześnie wstało. Z przyjemnością obserwowałam jak jego pierwsze promienie, oświetlają małą kamienną dziewczynkę z konewką. Wśród rozwiniętych czerwonych róż, wyglądała imponująco.
        - Czuję kawusię ? usłyszałam głos męża tuż za plecami. Ranny ptaszek z ciebie żono powiedział, całując mnie na dzień dobry. A Lucyna jeszcze śpi? Zapytał, siadając przy stole.
      - Wiesz, jaki z niej śpioch ? odpowiedziałam. Zjemy w dwójkę, bo nie sądzę, żeby się zaraz tu pojawiła.
Podczas śniadania, zapytałam męża, co sądzi o ewentualnym zaproszeniu moich znajomych z Internetu.
       - Przecież nie znasz osobiście tych kobiet, więc skąd ten pomysł? Zapytał sięgając po następną kanapkę, z pastą jajeczną. Dobre to.... dawno nie robiłaś takiej pasty, jest o niebo lepsza, niż te nasączone wodą wędliny ? powiedział.
       - Kochanie, ja tu o moich planach, a ty o jedzeniu, no przestań ? przerwałam mężowi. Pytam tylko, czy nie masz nic przeciwko temu, jeśli zorganizuję takie spotkanie. Być może nie skorzystają z niego, ale chcę spróbować.
     - Hi, hi, zaśmiał się z pełnymi ustami. Zbędne to pytanie Wandula i tak zrobisz po swojemu ? powiedział wyraźnie rozbawiony. Ale daj znać, kiedy ustalisz termin zlotu czarownic, hi, hi, bo muszę sobie jakoś zaplanować czas ? dodał.
Miałam pozwolenie, więc teraz nie marnując czasu, postanowiłam kuć żelazo, póki gorące.
    - Kiedy zajmiesz się fontanną? Zapytałam przytulając się do męża. Bo wiesz.... fajnie by było, gdyby już działała, zanim je tu zaproszę.
   - Spokojnie kobieto! Dopiero ją wczoraj kupiłem i na dodatek jest siódma rano ? powiedział Zbyszek uwalniając się z moich objęć.
Mimo wczesnej pory byłam pewna, że mój mąż zrobi wszystko, żeby zrobić mi przyjemność i zaraz po wypiciu porannej kawy weźmie się do pracy. Nie myliłam się, kiedy zobaczyłam go przebranego w flanelową koszulę i wytarte dżinsy.
      - No, to kochaniutka, wskakuj w roboczy strój, bo potrzebny mi pomocnik ? powiedział wychodząc na zewnątrz.
Bary natychmiast skorzystał z otwartych drzwi i podążył za swoim panem.
Zajrzałam szybko na mój wczorajszy wpis i z radością odczytałam potwierdzenie zaproszenia przez, Klaudynkę, Raję i Mery. Super ? pomyślałam, w końcu się poznamy w realu. Wyłączyłam laptopa i przebrana, dołączyłam do męża, który robił już jakieś pomiary w ogrodzie. Moja pomoc jak na razie ograniczała się tylko do obserwowania męża.
Po godzinie kopania w ziemi, Zbyszek ułożył gumową rurę doprowadzającą wodę do fontanny. Ja tymczasem wróciłam do kuchni. Lucyna już wstała i właśnie kończyła śniadanie, kiedy tam weszłam.
      - Dobrze spałaś? Zapytałam siadając obok siostry.
      - Tak sobie ? odpowiedziała przeciągając się leniwie. Musisz coś zrobić z tymi komarami, patrz jak mnie pogryzły ? powiedziała, pokazując mi kilka ukąszeń na rękach. Są przecież jakieś preparaty na te owady? Dlaczego do tej pory o tym nie pomyślałaś? Zapytała, drapiąc zaczerwienione miejsca.
      - To są uroki wiejskiego życia ? wyjaśniłam siostrze. Ale masz rację, muszę coś kupić. Podobno są takie wtyczki z preparatem odstraszającym komary, które instaluje się w kontaktach. Może wybierzemy się na rowerach do sklepu? Co ty na to? Zapytałam.
Siostra przystała na moją propozycję.
    - Dokąd się panie wybierają? Zapytał Zbyszek, widząc jak wyciągamy rowery z przybudówki.
    - Jedziemy do miasta ? powiedziałam sprawdzając powietrze w kołach. Musimy kupić świeży chleb i coś na komary. Nasza hrabianka Lucyna, ma błękitną krew i w związku z tym przyciąga komary z całej wioski ? dodałam.
   -To nie jest śmieszne ? powiedziała siostra z obrażoną miną. Za dwa dni mam spotkanie z czytelniczkami i będę musiała ubrać coś na siebie z długimi rękawami.
Żal mi się jej zrobiło, więc darowałam sobie już moje żarty. Faktycznie, to był dla niej duży problem.
Na całe szczęście znalazłyśmy w sklepie, to czego szukałam. Kupiłam kilka sztuk takich wtyczek i zapewniłam Lucynę, że rozpoczynamy walkę z insektami.
Do domu wróciłyśmy po dwóch godzinach.
    - Dobrze, że już jesteście! Zawołał Zbyszek. Chciałem zrobić próbę wody, więc niech któraś z was odkręci zawór pod zlewem w kuchni ? powiedział dokręcając uszczelkę przy kamiennej misie.
   - Już można! Krzyknęłam przez okno.
   - Tak, odkręcaj ? zawołał mąż.
   - O rany! Działa! Krzyknęłam zachwycona widokiem rozpryskującej się wody, z małych kanalików umieszczonych wewnątrz misy.
To był wspaniały widok. Kamienna dziewczynka z konewką i krople wody na płatkach róż, sprawiły, że nie można było oderwać oczu od fontanny. Jednak mąż, nie pozwolił nam się długo cieszyć. Musiałam wrócić do kuchni i zakręcić wodę, bo to była tylko próba. Teraz czekała go największa praca. Trzeba było, zabezpieczyć przed zimą gumowy wąż ułożony w wykopie i dobrze zamontować misę.
Zaproponowałam przerwę, widząc zmęczenie na twarzy męża.
        - Okey ? powiedział Zbyszek, odkładając narzędzia na usypany kopczyk ziemi. Odpocznę chwilkę.

85

Odp: Spełnione Marzenia

Patinko jestem za:) dzis rozpoczne poszukiwania swojej kreacji na ta okazje:) fajnie ze maz sie zgodzil, fontanna napewno daje piekny efekt:)

16.05.2016 2:12 Majeczka, nasz caly swiat <3<3<3

86 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-15 13:08:55)

Odp: Spełnione Marzenia
mery90 napisał/a:

Patinko jestem za:) dzis rozpoczne poszukiwania swojej kreacji na ta okazje:) fajnie ze maz sie zgodzil, fontanna napewno daje piekny efekt:)

Spokojnie Merusia, mam kontakty z koleżanką, która pracuje w wypożyczalni kostiumów. Sama już zamówiłam u niej, piękną wiekową suknię. Jeśli chcesz, to dam ci namiary.
A może.... ???? tak zapytam nieśmiało, czy jeszcze któraś z moich czytelniczek przyjmie zaproszenie na moje wirtualne spotkanie? Nie obawiajcie się, to tylko spotkanie, czy nie chciałybyście w nim uczestniczyć? Zapalimy w kominku, zapalimy świece, i jak wielkie damy z tamtego środowiska, będziemy kontemplować o wszystkim i o niczym. Fajnie będzie - zapraszam was do mojego magicznego świata.

87

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu big_smile
już nie mogę się doczekać tego sabaciku czarownic w Twoim dworku........w taaaakim towarzystwie !
Plisssssss........o suknię odpowiednią z Twojej zaprzyjaźnionej wypożyczalni........koniecznie z dekoltem.....
Pozdrawiam big_smile dziękuję za już i czekam na jeszcze........

Długo przyglądaj się temu, co ci się podoba,
a jeszcze dłużej temu, co sprawia ci ból.

88 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-16 10:35:35)

Odp: Spełnione Marzenia

Witam  w moim dworku.

Cd.


Zostawiłam męża w ogrodzie i poszłam sprawdzić, czy moje internetowe koleżanki są już gotowe na wizytę u mnie.
Miałam potwierdzenie.
Pantusiu 
już nie mogę się doczekać tego sabaciku czarownic w Twoim dworku........w taaaakim towarzystwie !
Plisssssss........o suknię odpowiednią z Twojej zaprzyjaźnionej wypożyczalni........koniecznie z dekoltem.

Witam Pantusiu i za zaproszenie dziękuję, oczywiście przyjdę z przyjemnością ale sama na zaproszeniu wpisz datę, tak będzie większa niespodzianka dla Ciebie, kto z zaproszonych gości wpadnie do Twojego dworku.

Pantusiu
pięknie dziękuję za zaproszenie  przyjmuję z wielką przyjemnością, do każdej daty się dostosuję 

I co, nie są kapitalne? ? Pomyślałam czytając ich wpisy. Teraz pozostało mi ustalenie terminu. Sobotę zarezerwowałam już dla pana Jakuba z córką, wiec spotkanie z dziewczynami mogło się odbyć w następnym tygodniu. Napisałam do nich i wyłączyłam komputer, bo zadzwonił telefon.
      - Halo.... Jakub Jaskulski z tej strony ? usłyszałam znajomy głos.
      - Tak.... witam panie Jakubie ? odpowiedziałam.
      - Przepraszam pani Wando, ale musimy odłożyć nasze spotkanie, na następny tydzień, jeśli nie ma pani nic przeciwko temu ? powiedział. Niestety plany mojej córki uległy zmianie i nie może przyjechać w tę sobotę, dlatego dzwonię.
    - Oczywiście, rozumiem ? odpowiedziałam. Czyli wstępnie umawiamy się na przyszły tydzień, dobrze?
   - Tak - myślę, że już nic nie stanie nam na przeszkodzie, by się spotkać ? powiedział mężczyzna z ulgą w głosie.
Po skończonej rozmowie, włączyłam ponownie laptopa i zaprosiłam dziewczyny do siebie na sobotę.
Miałam dwa dni na przygotowanie się do naszego zlotu. Po pierwsze, musiałam odebrać suknię z wypożyczalni. Po drugie, zrobić listę zakupów na ten dzień. Miałam w planie upiec ciasto z truskawkami, a na obiad rosół z prawdziwej wiejskiej kury i cielęcina w sosie borowikowym. Do tego zaplanowałam, dwa rodzaje wina. Jedno wytrawne do mięsa a drugie, deserowe do ciasta. Jeśli pogoda na to pozwoli, będziemy biesiadować w ogrodzie. Ale, gdy moje plany, pokrzyżuje deszcz, to Zbyszek rozłoży plandekę i będzie okey.
W sobotę wstałam bardzo wcześnie i zabrałam się do przygotowań, związanych z przyjazdem moich gości.  Zerwałam kwiaty i wypróbowałam swoje szklane misy, które mają ozdobić stoły na weselne przyjęcie. Przyznam, że pomysł na taką dekorację, okazał się trafiony. Odcięte główki kolorowych kwiatów, zanurzone w wodzie z rzecznymi kamykami, wyglądały po prostu ślicznie.
Rozłożyliśmy z mężem, jeden z drewnianych stołów i nakryliśmy koronkowym białym obrusem, który podarowała mi mama w prezencie. Ustawiłam symetrycznie, świeczniki i rozłożyłam rodową zastawę, po naszej babci. Ten serwis używałam, tylko na specjalne okazje. Zastawa przechodziła z rąk, do rak, kolejnym pokoleniom. Ten serwis to istne cudo. Wykonany został z delikatnej porcelany z motywem pięknych czerwonych maków na obrzeżach. Sztućce też miałam wiekowe. Pan Józiu, kiedyś zostawił dla mnie taki komplet. Niestety nie był srebrny, ale mnie to w żaden sposób nie przeszkadzało. Po wypolerowaniu, prezentował się okazale.
Ciasto stygło na werandzie, a cielęcina rozpływała się po prostu w ustach. Obrałam do tego malutkie młode ziemniaczki i przygotowałam sałatę w sosie winegret.
Kiedy wszystko było zapięte na ostatni guzik, poszłam do ogrodu, pożegnać się z mężem.
    - To ja wrócę jutro ? powiedział wsiadając do samochodu. Tylko zostawcie mi coś z tych dobroci ? dodał całując mnie w policzek.
    - Oczywiście, że ci zostawimy! Krzyknęłam za odjeżdżającym samochodem.
Zostaliśmy z Barym, sami na gospodarstwie. Przywołałam psa do siebie i kiedy usiadł przy mnie, zwróciłam się do niego.
   - Pamiętaj, mamy dziś ważnych gości, żebyś mi wstydu nie przyniósł.
Bary patrzył na mnie zdziwiony i przekrzywiając śmiesznie głowę, próbował zrozumieć, co ta pani od niego chce.
Nie sadzę, by zrozumiał. Znudzony podszedł do bramy i położył się w cieniu, bo słońce w tym dniu wyjątkowo mocno grzało.
Teraz nadszedł czas tylko dla mnie. Włosy uczesałam w koka ,w który wpięłam srebrny diadem, z krótką tiulową woalką. Koleżanka z wypożyczalni sukien teatralnych, wyszukała mi szykowną suknię. Kiedy założyłam ją na siebie, aż oniemiałam z wrażenia. Wyglądałam pięknie. Gorset, ozdobiony drobnymi perełkami, podkreślał idealnie moją talię. Suknię wykonano z cieniutkiej tafty w kolorze bordo. Rękawy sięgające do łokci, wykończone były delikatną koronką. Kiedy tak stałam przed lustrem, podziwiając mój strój, usłyszałam szczekanie Barego.
      - Pewnie przyjechały ? pomyślałam i chwytając brzegi sukni, pobiegłam do ogrodu.
Przed bramą, zatrzymał się samochód, z którego wyszły dwie damy.
       - Czy dobrze trafiłyśmy? Powiedziała jedna z nich, ubrana w zieloną suknię i koronkowy kapelusz, ozdobiony sztucznymi kwiatami, z pod którego wystawały rude loki. Jestem Raja ? zwróciła się do mnie, trzepocząc kokieteryjnie długimi, sztucznymi rzęsami.
      - A ja jestem Klaudyna ? powiedziała druga z dam, rozkładając białą koronkową parasolkę. Jak tu pięknie dodała i ujmując jak przystało na damę, fałdy swojej niebieskiej sukni, podeszła do mnie. Czy długo jaśnie pani, będzie nas trzymać w progu? Zapytała wydymając śmiesznie usta.
Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Dziewczyny tak odgrywały swoje scenki, że lepiej nie zrobiłyby tego wytrawne aktorki.
     - Czy łaskawe panie, mogłyby poczekać na mnie ? usłyszałam głos z samochodu. Zaplątałam się kurde w te falbany ? powiedziała.
   - Ależ kochaniutka, odezwała się Raja. A cóż to za słownictwo ? dodała ze zgorszona miną.
   - Och, panie wybaczą ? powiedziała kobieta, wyłaniająca się z samochodu. Hi, hi, jak one w tym chodziły, toż to istna męczarnia. Jestem Mery ? zwróciła się do mnie, poprawiając, przekrzywioną perukę na głowie.
Stałyśmy jeszcze chwilę przed bramą, zaśmiewając się do łez. Bary miotał się między kobietami, obszczekując każdą z osobna.
   - Zapraszam do środka ? powiedziałam ocierając łzy. Widzę, że poważnie potraktowałyście moje zaproszenie. Tak się cieszę dziewczyny, że was poznałam.
    - Zostawiłam damy w ogrodzie i wróciłam do kuchni. Przez okno, obserwowałam jak podziwiają wystrój mojego ogrodu.
    - Podano do stołu ? zwróciłam się do rozgadanych kobiet. Dałam dziś wolne służbie ? dodałam, stawiając wazę z gorącym rosołem.

89

Odp: Spełnione Marzenia

hehehe Pantusiu, idealnie trafilas w moja osobowosc;) dokladnie tak zachowuje sie w podobnych sytuacjach:)

Ahhhh, tylko te Twoje pysznosci, jak sie przed nimi postrzymac? Co zrobic, zeby nie zjesc tego wszystkiego samej?? smile

16.05.2016 2:12 Majeczka, nasz caly swiat <3<3<3

90

Odp: Spełnione Marzenia
mery90 napisał/a:

hehehe Pantusiu, idealnie trafilas w moja osobowosc;) dokladnie tak zachowuje sie w podobnych sytuacjach:)

Ahhhh, tylko te Twoje pysznosci, jak sie przed nimi postrzymac? Co zrobic, zeby nie zjesc tego wszystkiego samej?? smile

Spokojnie Merusia, he, he, jeszcze mnie nie znasz. Jak już coś gotuję, to jak dla pułku wojskowego. Ale pamiętaj, że mamy zostawić jeszcze  trochę mojemu mężowi.

91

Odp: Spełnione Marzenia

Nie wiem czy te smakowitosci beda w stanie mnie powstrzymac przed zjedzeniem duzej ilosci:) jeszcze rosolek mmmmmm:) ale o mezu bedziemy pamietac:)

16.05.2016 2:12 Majeczka, nasz caly swiat <3<3<3

92 Ostatnio edytowany przez Klaudyna59 (2013-06-17 12:05:48)

Odp: Spełnione Marzenia

Ha, ha , ha big_smile  big_smile  big_smile Pantusia, jesteś jedyna w swoim rodzaju, bardzo jestem ciekawa jak dalej rozwinie się to nasze spotkanie, kurcze , jakieś druty koło biustu mnie kłują a i gorset to wymysł szatana, gdzieś na boku jak nikt nie będzie widział poluzuję go trochę, widziałam gdzieś tutaj obcęgi więc dam radę z tymi drutami. Tyle pyszności na stole więc muszę miec miejsce w brzuszku aby je wszystkie choćby zakosztować big_smile Ale muszę uważać na pantalony aby w porę dac sobie z nimi radę, oj miały się damy  z tymi ciuchami.Ale przyjecie trwa nadal i nasza przeurocza gospodyni wnosi już specjały swojej kuchni....



http://wgrywacz.pl/images/8086317954_mid_adult_wome.jpg

z szykiem i atencją powitała nas Pantusia, a jak pięknie wygląda ta dama big_smile   


http://wgrywacz.pl/images/183313995_453975121292842.jpg  Mery i Raja toczą dworskie pogaduszki i wymieniaja ploteczki :S

93

Odp: Spełnione Marzenia

http://wgrywacz.pl/images/2253352690_mloda_piekna_k.jpg

Klaudyna za damę robi, wdzięczy się a po cichu kombinuje jak poczuc sie swobodnie bez gorsetu i kiecki, jak zauważy tylko wieksze żródełko to skorzysta z kąpieli i z ciuchów wyskoczy, ale na razie obowiazuje dworska "etykieta"

94

Odp: Spełnione Marzenia

ŁAŁ!!!!!! ŁAŁ!!!!! dziewczyny!!!!! Pantusiu!!!!!!
jak cudownie jest w tym dworku big_smile:D .......nie mogę wyjść z zachwytu zarówno nad Wami, jak też nad otoczeniem........a potrawy......wręcz doskonałe.
Mery nie obawiaj się, jeśli jakaś potrawa bardzo przypadnie Ci do gustu........ chętnie się z Tobą podzielę, bo mnie, podobnie jak Klaudynę .........jedna fiszbina sukni mocno wbija się w żebro............ muszę poluzować........

Pantusiu bardzo dobrałaś mi kolorystycznie suknię........w kolorze zielonym, pasuje do moich oczu, tylko na to spotkanie, na swoje blond loczki założyłam rudą peruczkę.........a moje zachowanie? hihihihiii........ujęłaś doskonale.......tylko już mniej trzepocę rzęskami...........zapomniałam sztucznych, a moje własne trochę się przerzedziły........

Zabrałam ze sobą dodatkową biżuterię........lubię mieć coś na zmianę........

                     http://wgrywacz.pl/images/572naszyjnik_XIX_wiek.jpg

Długo przyglądaj się temu, co ci się podoba,
a jeszcze dłużej temu, co sprawia ci ból.

95 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-17 17:32:48)

Odp: Spełnione Marzenia

Witam szacowne damy.
Hi, hi, ale zrobiłyście mi niespodziewankę!!!
I jak tu nie tworzyć dalej????
Dzięki dziewczynki.
Wrzucam, taki malutki fragmencik, bo dopiero wróciłam pracy i padam na mordeczkę.


Podczas obiadu rozmawiałyśmy o naszych rodzinach, dzieciach, wnukach i pracy. To dziwne, ale tak dobrze czułyśmy się  w swoim towarzystwie, jakbyśmy znały się od wielu lat.
      - Co się tak wiercisz, jakby cię mrówki oblazły - szepnęła Raja do Klaudi.
      - Kurde, piją mnie te cholerne druty, a pantalony mają za obcisłą gumkę i chyba mi przetną łydkę ? odparła Klaudia trzymając mimo wszystko fason.
       - O, rany!! Ale się objadłam ? wtrąciła się Mery.
       - Kochane panie - wasz język mnie razi ? powiedziała Raja, wachlując się gałązką leszczyny. Zapomniałyście o dobrych manierach? ? dodała, wyciągając z małej torebki, haftowaną chusteczkę.
       - Ale.... czy musimy się tak męczyć? Ten cholerny gorset, tak mnie ciśnie, że zaraz wyzionę ducha.
       - Hi, hi, robimy przerwę ?zaproponowałam udręczonym przyjaciółkom.
Po obiedzie, postanowiłyśmy zjeść deser w leszczynowym zagajniku. Przebrane już w sportowe ciuchy, rozsiadłyśmy się na kamiennych ławach i popijając czerwone wino, rozmawiałyśmy o moim dworku.
     - To fascynujące ? powiedziała Raja. Znalazłaś skarb, a to przecież zdarza się tylko w bajkach.
    - Nie koniecznie tylko w bajkach ? wtrąciła Klaudia. Mało to się czyta o ukrytych kosztownościach w starych domach, albo pieniądzach zamurowanych w ścianie. Wszystko jest możliwe, tylko trzeba mieć szczęście i tyle.
    - Tak to prawda ? do rozmowy włączyła się Mery. Wanda miała to szczęście i dzięki temu mamy możliwość spędzić tu niezapomniane chwile w stylu Retro.
   - To w takim razie, zapraszam was kobietki, do obejrzenia całego domu ? powiedziałam.
Zwiedzanie zaczęłyśmy od góry. Dziewczyny podziwiały pokoje moich synów. Mój, kolorystycznie pasował do sukni, która miałam na dzisiejszym spotkaniu.
   - Widzę, że lubisz bordowy kolor, nawet suknię miałaś w tej tonacji. ? stwierdziła Raja.
  - To prawda - lubię ten kolor, ale ta kiecka, to tylko zbieg okoliczności. Po prostu jedynie w nią udało mi się wcisnąć.
Po obejrzeniu piętra, zeszłyśmy do salonu. Napaliłam w kominku i zapaliłam świece. Na dworze panował już zmrok.
Oczywiście dziewczyny obiecały zostać u mnie na noc. Każda z nich wybrała sobie pokój, ale nie spieszyło im się do łóżek.
Z podkulonym nogami usiadły na sofie.
      - To są te listy, o których wam opowiadałam ? powiedziałam kładąc na stole pożółkłe kartki. Kiedy dziewczyny zajęły się czytaniem korespondencji z przed stu lat, ja postanowiłam w tym czasie przygotować świeżą pościel dla moich gości.

96 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-18 06:27:44)

Odp: Spełnione Marzenia

Klaudusia, ale zrobiłaś mi niespodziankę. Pięknie wyglądamy.

Cd.

     - I co o tym sądzicie? ? Zapytałam wchodząc do salonu.
     - To straszne, co zrobili jej rodzice ? powiedziała Raja, trzymając w ręku medalion ze zdjęciem Antoniny. Młodzi żyli daleko od siebie nie wiedząc nic o sobie. To bardzo smutne, że Konstancja nigdy nie poznała swojego ojca, a Antonina umarła z myślą, że jej ukochany zapomniał o niej. Boże jakie to smutne ? dodała.
     - Wygląda na to, że te kobiety ktoś przeklął. Matka nieszczęśliwa w miłości, a córka umiera w chwili, kiedy ktoś ją pokochał ? wyznała ze smutkiem w głosie Klaudia. Ciekawa jestem czy ten młody medyk, długo rozpaczał, po stracie ukochanej.
    - Za mało mam informacji na ten temat ? powiedziałam siadając obok dziewczyn. Spróbuję się jeszcze coś dowiedzieć w tej kwestii, ale nie sądzę, żeby to było możliwe. Ten młody chłopak był za krótko z Konstancją, no chyba, że odnajdę kogoś ze służby. Jedynie służąca, lub guwernantka mogła coś zapamiętać z tego okresu i przekazać dalej. Myślę, że życia mi nie starczy na poszukiwania ? dodałam.
     - Przynajmniej spróbuj ? wtrąciła Mery. Ale tak prawdę mówiąc, to zazdroszczę ci tego, że masz możliwość zgłębienia tej tajemnicy z przed stu lat.
Korciło mnie, żeby zdradzić im, moje niewytłumaczalne spotkania z duchami tych hrabianek. Ale miałam obawy jak na to zareagują.
    - Gdzieś jest przeciąg ? powiedziała Raja, spoglądając w stronę okna. Świece zgasły ? dodała.
Przeszły mi ciarki po plecach. Wszystkie okna były pozamykane, ze względu na uciążliwe komary. Spojrzałam na stojące na stole świeczniki i stwierdziłam z przerażeniem, że wszystkie świece zgasły i tylko ogień z kominka, oświetlał wnętrze salonu.
      - Gdzie kupiłaś te świece zapachowe? Zapytała Mery. Tu pachnie fiołkami, ? dodała.
Nie myliła się. W salonie wyraźnie czuć było zapach fiołków. Ona tu jest ? pomyślałam, nie mogąc wydobyć z siebie głosu.
     - Źle się czujesz? Zapytała Raja, zaniepokojona moim milczeniem. Tak jakoś zbladłaś, widzę to mimo słabego światła. Może zapalisz te świece?
Na trzęsących się nogach nachyliłam się nad świecznikiem, ale zanim wyciągnęłam zapałkę z pudełka, świece na nowo się paliły.
    - Kurczę! Duchy jakieś czy co? Powiedziała przerażona Raja.
   - Przestań fantazjować wtrąciła Klaudia. Nigdy nie miałaś urodzin? Teraz robią takie czarodziejskie świeczki, że dmuchasz na nie, a one po chwili się same zapalają.
   - Widzę, że muszę wam coś jeszcze wyjawić ? zwróciłam się do dziewczyn. Ale to co teraz powiem, możecie uznać za niewiarygodne, jednak zaryzykuję.
Opowiedziałam im o moich dziwnych spotkaniach z Antoniną, o zapachu fiołków i niesamowitych zjawiskach objawiających się w tym dworze. Na koniec, wyjaśniłam, że mam dużą wyobraźnię i to o czym teraz mówię, może być tylko jej wytworem.
W salonie zapanowało milczenie.
     - Wyobraźnia, wyobraźnią, ale tu bezapelacyjnie pachnie fiołkami. Brrr..... strach mnie obleciał ? powiedziała Mery, kuląc się jak małe dziecko.
    - Teraz już wiecie wszystko ? zwróciłam się do wystraszonych kobiet. Sama nie wiem co mam o tym sądzić. Hi, hi, dziewczyny! Nie bójcie się - jeśli ten dom nawiedzany jest przez duchy, to są to dobre duchy i nic wam nie grozi z ich strony ? zapewniłam.

97

Odp: Spełnione Marzenia

http://wgrywacz.pl/images/438wazonik_fiolki.jpg

Pantusiu przyniosłam fiołki. big_smile

98

Odp: Spełnione Marzenia

Witam moje czytelniczki.

Pewnie ciekawe jesteście, jak przebiegła wizyta moich koleżanek.
Wrzucam cd.

Jednak mimo moich zapewnień, dziewczyny postanowiły, że będą spały razem w jednym pokoju.
   - Wiesz, Wanda ? będzie nam raźniej ? powiedziała Raja, rozglądając się po salonie.
   - Ja też tak sądzę ? dodała Klaudyna. Nie przywykłam do obcowania z duchami.
   - Oczywiście, jak sobie życzycie, tak będzie. Pościelę wam w pokoju Marcina ? powiedziałam.
Pożegnałam moje koleżanki i życząc im dobrej nocy, położyłam się w salonie.
Z nadmiaru wrażeń, nie mogłam usnąć. Może powinnam wezwać tu jakiegoś egzorcystę ? pomyślałam. Jak tak dalej pójdzie, to nikt nie będzie chciał już u mnie gościć. Z tym postanowieniem w końcu usnęłam.
Rano usłyszałam cichutkie skomlenie.
   - Co Baruś, chcesz na pole? ? zwróciłam się do psa, który położył łapę na kołdrze. No dobra, już cię wypuszczę. Pies podskoczył radośnie i podbiegł do drzwi. Na zegarze była szósta rano. Ponieważ o dalszym spaniu nie było mowy, poszłam do kuchni, żeby przygotować śniadanie.
Sprawa egzorcysty nie dawała mi spokoju. Kiedyś czytałam o nawiedzonym przez duchy domu. Pewna kobieta skłócona ze swoją córką, nagle zmarła. Od jej śmierci, działy się dziwne rzeczy w tym domu. Spadały książki z półek, a różne przedmioty same się przemieszczały. Córka zmarłej myślała już o sprzedaży domu, kiedy pewien ksiądz doradził jej wezwać egzorcystę. Dziewczyna nie wierzyła w takie rzeczy, ale postanowiła spróbować.
        - Musisz wybaczyć matce, inaczej nie zazna spokoju ? powiedział wezwany na miejsce ksiądz. Nie wiem o co wam poszło, ale ona cierpi, bo się z tobą nie pogodziła, zanim odeszła z tego świata.
I pomogło. Od tego czasu w tym domu, powrócił spokój. Może Antonina i Konstancja, też nie mogą stąd odejść, z jakiegoś powodu ? pomyślałam. Ale co je tutaj trzyma? Przecież dbam o dworek, wykonałam ostatnią wolę tej hrabianki. W dworze panuje radość, tak jak sobie życzyła w liście. Co mogę jeszcze dla niej zrobić? Muszę koniecznie spotkać się z synem Marcela. Może on mi coś podpowie.
Kiedy tak rozmyślałam, robiąc kanapki moim gościom, usłyszałam ruch na piętrze. Dziewczyny okupowały łazienkę, przekrzykując się nawzajem.
Pierwsza zeszła na dół Raja.
     - Dzień dobry ? powiedziała. Jak tu cudownie pachnie świeżo zaparzoną kawą ? dodała siadając przy kuchennym stole.
   - Dobrze się spało? Zapytałam stawiając filiżankę z kawą. Proszę się częstować ? powiedziałam przysuwając talerz z kanapkami.
   - A.... daj spokój. Mery tak się wierciła całą noc, że oka nie zmrużyłam. Hi, hi, a Klaudia przykryła się po uszy ze strachu.
  - No to pięknie ?zwróciłam się do Rai. Moje dobre duchy, przegonią mi wszystkich gości.
   - A ty się nie boisz tu mieszkać? Powiedziała Raja z pełnymi ustami. Myślę, że musisz wezwać egzorcystę, bo tu naprawdę dzieje się coś dziwnego ? dodała sięgając po kolejną kanapkę.
   - Właśnie o tym wczoraj pomyślałam i chyba tak zrobię. Ja osobiście się nie boję, ale tak dalej być nie może, żeby zbłąkane dusze, straszyły mi gości.
Pozostałe dziewczyny zeszły w końcu na śniadanie.
   - Przepraszam was za wszystko. Nie wiedziałam, że jest tak źle. Póki sama miałam do czynienia z tymi paranormalnymi zjawiskami, było okey, ale teraz widzę, że powinnam coś z tym zrobić ? zwróciłam się do koleżanek.
  - Daj spokój Wandula, nic się nie stało. To fascynujące, kiedy człowiek jest świadkiem takich zjawisk ? powiedziała Klaudyna.
    - Hi, hi, fascynujące! A kto się w nocy przykrył po sam czubek nosa ? zaśmiała się Mery. Przyznaj się, miałaś niezłego boja wczoraj ? dodała.
    - Hi, hi, a ty nie pozwoliłaś zgasić lampki. I kto tu się najwięcej bał? ? odgryzła się Klaudyna.
      - To pewnie już mnie nigdy nie odwiedzicie zwróciłam się do rozbawionych przyjaciółek.
      - Cha, cha, zapomnij. Teraz dopiero będziesz nas miała na karku ? odezwała się Raja, szczerze ubawiona moją zatroskaną miną. Pamiętasz może książkę z naszego dzieciństwa * Godzina pąsowej róży*  Tak się właśnie u ciebie teraz czuję, jakbym przeniosła się w tamte czasy. Twój pomysł na stroje z tego okresu i ta wczorajsza scena ze świecami, podniosła mi adrenalinę. Dawno nie czułam się tak fajnie ? dodała.
     - Ja też tak myślę ? powiedziała Mery, odstawiając pustą filiżankę. Poproszę jeszcze o kawę ? dodała.
     - Naprawdę tak sądzicie? Bo ja mam wyrzuty sumienia, że was w to wszystko wciągam.
Dziewczyny orzekły jednogłośnie, że będą nadal przy mnie. Stwierdziły, że to jedyna okazja, by na jakiś czas odsunąć od siebie niekończące się, życiowe problemy.
      - Nigdy nie przypuszczałam, że przeżyję taką przygodę ? Powiedziała Klaudia wstając od stołu. Kiedy Jaśnie Pani planuje się nas pozbyć? Zapytała, robiąc przy tym komiczną minę.
      - Przecież was się pozbyć, to tak jak wgrać milion w totolotka, cha, cha. Ale już teraz na serio ? zwróciłam się do koleżanek. Dla mnie możecie zostać ile chcecie.
     - To zostajemy do wieczora ? oznajmiła Raja. Tak mnie kręci to miejsce, że muszę jeszcze pooddychać, klimatem minionego stulecia.
Uzgodniłyśmy, że dziewczyny pójdą na spacer do lasu, a ja zajmę się przygotowaniem obiadu. Klaudyna koniecznie chciała mi w tym pomóc, ale wyjaśniłam jej, że nie znoszę konkurencji w kuchni.
Wyszłam na werandę i obserwowałam moje koleżanki, jak oddalały się w stronę lasu. Bary który nie przepuściłby takiej okazji, oczywiście zabrał się z moimi gośćmi. Zostałam sama, kiedy zadzwonił telefon.
    - No jak tam? Koleżanki przybyły ? usłyszałam głos męża.
    - Tak, jest super! Właśnie poszły na spacer.
    - Muszę cię zmartwić kochanie. Niestety nie wrócę dzisiaj tylko jutro. Mama ma jakieś plany. Chce odwiedzić ciotkę, więc muszę z nią pojechać.
    - To nawet dobrze się składa ? odpowiedziałam. Dziewczyny zostają do wieczora.
    - Nie jesteś zmęczona? Zapytał z troską w głosie.
    - Ależ skąd, wiesz że lubię gości. Tylko myślę co mam im podać na obiad.
    - Hi, hi, nie rozśmieszaj mnie, zachichotał mąż. Otwórz tylko zamrażarkę, bo z tego co ostatnio widziałem, to masz zapasy jak dla wojska ? dodał.
Zbyszek miał rację. Będąc na emeryturze, miałam mnóstwo czasu, który poświęcałam przede wszystkim na pichcenie. Mając taką dużą rodzinę, musiałam być przygotowana na każdą okazję. Byłam na tyle sprytna, że każda z zamrożonych potraw była podpisana. Postanowiłam zrobić dziś chłodnik, bo zapowiadał się upalny dzień i wyciągnęłam z zamrażarki, pojemnik z naklejoną karteczką, pierogi z kapustą i grzybami. Teraz tylko musiałam wysmażyć skwarki i pokroić jarzyny do chłodnika. Zajęta przygotowaniami do obiadu, nie myślałam, że dzisiejszy dzień przyniesie kolejną niespodziankę.

99

Odp: Spełnione Marzenia

Pozdrawiam serdecznie Pantusiu i nie chcę Ciebie poganiać ale czekam z niecierpliwością na cd.

100

Odp: Spełnione Marzenia

Klaudyno dobrze, że to powiedziałaś, bo ja też mam wielką ochotę nacisnąć na Pantusię.....czyli na ciąg dalszy......
Pozdrawiam autorkę i życzę przypływu czasu i weny do pisania.

Długo przyglądaj się temu, co ci się podoba,
a jeszcze dłużej temu, co sprawia ci ból.

101 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-07-21 19:54:44)

Odp: Spełnione Marzenia

Dzięki dziewczynki.
Wiecie, że jest już inne miejsce dla mojej powieści. Ale ponieważ mam zobowiązania dla was i moich anonimowych czytelniczek, wrócę tu, tylko dajcie mi trochę czasu.
Na swoim blogu zaczynam wszystko od początku, a tu już kończę. Jak ja sobie z tym poradzę?
Ale spoko, poradzę sobie.
Pozdrawiam wszystkie moje czytelniczki.

102 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2013-07-28 19:03:27)

Odp: Spełnione Marzenia

Hejka Pantusiu i dziewczęta.

Zbierałam się zbierałam i dzisiaj przeczytałam do końca.
Wcześniej trochę czytałam, ale to było późną nocą, w domu byłam sama, a piszesz tak realistycznie o istotach z zaświatów, wprowadzasz niesamowite napięcie akcji... że przerwałam czytanie, bo zwyczajnie się zestrachałam.
Jestem bardzo podatna na tego rodzaju sytuacje, bo za bardzo włącza się moja wyobraźnia...

Moim zdaniem płynnie przechodzisz z teraźniejszości w przeszłość i powrót do realiów. Nawet ostatnio czytałam książkę pisaną w takiej formie, ale momentami trudno było mi zaskoczyć o jakim czasie autor pisze, po prostu treść mi się zlewała.

Może tylko trochę za dużo i za szybko się dzieje od momentu zakupu tego dworku i mało jest rozwiniętych/rozbudowanych akcji pobocznych. Jeśli czytałaś "Dom nad rozlewiskiem" Małgorzaty Kalicińskiej, to ja tak to bym widziała - tylko wtedy nie byłoby opowiadanie, a książka.

Wprowadziłaś motyw zapachu fiołków. Jest on jak najbardziej realistyczny, bo mnie zdarzyło się tak dwa razy poczuć ich zapach, który zbudził mnie w nocy. Było to jakieś 10 lat temu i pod koniec tamtego roku.
A oto co na ten temat pisze wujek google:

"Cudowny zapach.
     Z krwawiących ran o. Pio emanował wyjątkowy, niespotykany zapach, który przypominał mieszaninę fiołków, róż, lilii i kadzidła. Nie sposób go jednak opisać ponieważ zawiera obok znanych aromatów - nowe, dotąd nieznane elementy. Te cudowne zapachy emanowały również z przedmiotów związanych z o. Pio. Często pojawiały się znienacka, trwały krótko lub długo. O. Pio wyjaśnił, że zapach ten jest znakiem, który mówi, że przez jego pośrednictwo Bóg zsyła łaskę, pociesza, ostrzega przed niebezpieczeństwem, pokusą lub grzechem."

Pisz Pantusiu prozą i szkol swój warsztat literacki. To ciężka i mozolna praca i życzę Ci osiągnięcia zamierzonych efektów!

Pozdrawiam Cię serdecznie.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

103

Odp: Spełnione Marzenia
żyworódka napisał/a:

Hejka Pantusiu i dziewczęta.

Zbierałam się zbierałam i dzisiaj przeczytałam do końca.
Wcześniej trochę czytałam, ale to było późną nocą, w domu byłam sama, a piszesz tak realistycznie o istotach z zaświatów, wprowadzasz niesamowite napięcie akcji... że przerwałam czytanie, bo zwyczajnie się zestrachałam.
Jestem bardzo podatna na tego rodzaju sytuacje, bo za bardzo włącza się moja wyobraźnia...

Moim zdaniem płynnie przechodzisz z teraźniejszości w przeszłość i powrót do realiów. Nawet ostatnio czytałam książkę pisaną w takiej formie, ale momentami trudno było mi zaskoczyć o jakim czasie autor pisze, po prostu treść mi się zlewała.

Może tylko trochę za dużo i za szybko się dzieje od momentu zakupu tego dworku i mało jest rozwiniętych/rozbudowanych akcji pobocznych. Jeśli czytałaś "Dom nad rozlewiskiem" Małgorzaty Kalicińskiej, to ja tak to bym widziała - tylko wtedy nie byłoby opowiadanie, a książka.

Wprowadziłaś motyw zapachu fiołków. Jest on jak najbardziej realistyczny, bo mnie zdarzyło się tak dwa razy poczuć ich zapach, który zbudził mnie w nocy. Było to jakieś 10 lat temu i pod koniec tamtego roku.
A oto co na ten temat pisze wujek google:

"Cudowny zapach.
     Z krwawiących ran o. Pio emanował wyjątkowy, niespotykany zapach, który przypominał mieszaninę fiołków, róż, lilii i kadzidła. Nie sposób go jednak opisać ponieważ zawiera obok znanych aromatów - nowe, dotąd nieznane elementy. Te cudowne zapachy emanowały również z przedmiotów związanych z o. Pio. Często pojawiały się znienacka, trwały krótko lub długo. O. Pio wyjaśnił, że zapach ten jest znakiem, który mówi, że przez jego pośrednictwo Bóg zsyła łaskę, pociesza, ostrzega przed niebezpieczeństwem, pokusą lub grzechem."

Pisz Pantusiu prozą i szkol swój warsztat literacki. To ciężka i mozolna praca i życzę Ci osiągnięcia zamierzonych efektów!

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Dziękuję żyworódko, za wspaniałą recenzję. To miłe, że podoba Ci się moja powieść. Prawdą jest, że pisanie to okropnie ciężka praca. Osobiście lepsza jestem w opowiadaniu. Powoli się uczę i szkolę swój warsztat.
Pozdrawiam serdecznie.

104

Odp: Spełnione Marzenia

http://vpx.pl/i/2013/08/01/7410-92acea3232e5109cdcaedba3e73b6f37.gif

Żyworódko, muszę Ci napisać , że nasza Pantusia pisze nie tylko książki i wspaniałe opowiadania , ale cudowne wiesze dla dzieci, bardzo lubię je czytać a dzieci mają wspaniałe przezycia słuchając jak je mama czyta. Obie serdecznie Was pozdrawiam. big_smile

105

Odp: Spełnione Marzenia
Klaudyna59 napisał/a:

(...)Żyworódko, muszę Ci napisać , że nasza Pantusia pisze nie tylko książki i wspaniałe opowiadania , ale cudowne wiesze dla dzieci, bardzo lubię je czytać a dzieci mają wspaniałe przezycia słuchając jak je mama czyta. Obie serdecznie Was pozdrawiam. big_smile

Tak, wiem i czytałam trochę...a wczoraj niestety weszłam na jej bloga i tylko miałam dostęp do strony głównej. smile

Do Twojej twórczości też zaglądam, jest właśnie ogólnie dostępna...ale też jest to 'ale', bo żeby się wypowiedzieć, to trzeba się zalogować. Ja tego nie lubię i unikam...jestem za 'wolnym wstępem'.
A jak zaraz po przeczytaniu nie wpiszę swojej opinii, to później mi umyka, to pierwsze wrażenie, a ono jest właśnie najważniejsze - jeśli chodzi o wiersze.

Dziękuję za pozdrowienia i też obie Was pozdrawiam. smile

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

106

Odp: Spełnione Marzenia
żyworódka napisał/a:
Klaudyna59 napisał/a:

(...)Żyworódko, muszę Ci napisać , że nasza Pantusia pisze nie tylko książki i wspaniałe opowiadania , ale cudowne wiesze dla dzieci, bardzo lubię je czytać a dzieci mają wspaniałe przezycia słuchając jak je mama czyta. Obie serdecznie Was pozdrawiam. big_smile

Tak, wiem i czytałam trochę...a wczoraj niestety weszłam na jej bloga i tylko miałam dostęp do strony głównej. smile

Do Twojej twórczości też zaglądam, jest właśnie ogólnie dostępna...ale też jest to 'ale', bo żeby się wypowiedzieć, to trzeba się zalogować. Ja tego nie lubię i unikam...jestem za 'wolnym wstępem'.
A jak zaraz po przeczytaniu nie wpiszę swojej opinii, to później mi umyka, to pierwsze wrażenie, a ono jest właśnie najważniejsze - jeśli chodzi o wiersze.

Dziękuję za pozdrowienia i też obie Was pozdrawiam. smile

Masz racje Żyworódko, jest problem z moim blogiem, ale już niedługo zostanie rozwiązany. Syn ma wykupić go i wtedy będzie można wchodzić na niego już bez ograniczeń. Jak nie wiadomo o co chodzi? to chodzi o pieniądze, hi, hi.
Dlatego przepraszam za te problemy.
Pozdrawiam serdecznie.

107

Odp: Spełnione Marzenia

Dziś żegnam się z tą stroną, ale nie żegnam się z moimi czytelniczkami.
*Spełnione marzenia* są już na moim blogu. Jeszcze nie jest taki jaki powinien być, ale nie zniechęcajcie się. Nadal trwają prace nad jego udoskonaleniem.
Zapraszam serdecznie na mojego bloga.

http://wandasewiol.blogspot.com/

108

Odp: Spełnione Marzenia

Witaj Pantusiu smile

Faktycznie, ciągle swój blog udoskonalasz - widzę zmiany w sensie pozytywnym.
Wczoraj poczytałam Twoje opowiadania, najbardziej podoba mi się to pt. "Szpitalna doba" - napisane w tonie realistyczno-humorystyczno-sarkatycznym.

Pozdrawiam i zachęcam do dalszej twórczości. smile

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

109

Odp: Spełnione Marzenia
żyworódka napisał/a:

Witaj Pantusiu smile

Faktycznie, ciągle swój blog udoskonalasz - widzę zmiany w sensie pozytywnym.
Wczoraj poczytałam Twoje opowiadania, najbardziej podoba mi się to pt. "Szpitalna doba" - napisane w tonie realistyczno-humorystyczno-sarkatycznym.

Pozdrawiam i zachęcam do dalszej twórczości. smile

Dzięki, za te miłe słowa. Myślę, że w końcu mój blog będzie pożyteczny, a nie kłopotliwy.

110

Odp: Spełnione Marzenia

Patusia dziekuję smile

111 Ostatnio edytowany przez Klaudyna59 (2014-03-12 23:41:09)

Odp: Spełnione Marzenia

http://vpx.pl/i/2014/03/12/buziaki0082ptxn.gif

Pantusiu, cieszę się że udoskonalasz i zmieniasz ale nie będę się wypierała że czekam na nowe opowiadania i wierszyki, najwyżej głowę mi urwiesz ale pisz, pisz, nie mogę się już doczekać. Pozdrawiam  big_smile

112

Odp: Spełnione Marzenia

Dokładnie tak Pantusia - pisz, pisz, jeszcze raz pisz!

113

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu  witaj miło. smile

Dawno mnie tu nie było u Ciebie,ale i dawno nie zajrzałam do żadnej książki z braku czasu. Ostatnio pod koniec stycznia do tyg lutego byłam zajęta książką Joanny Chmielewskiej. Wspaniałej pisarki ,niestety już nieobecnej ....
Twoje pisanie przypomina mi właśnie ją. smile Ja przyjmuję zaproszenie  oczywiście virtualnie w opowiadaniu. Jeśli czas mi pozwoli  pokuszę się , ale nie obiecuję  o namalowanie z wyobrazni  rysunków Dworku postaci.... smile Podkusiło mnie bo niestety zdjęcia , które kobitki wstawiają  nie są dla mnie widoczne.

Pozdrawiam serdecznie... będę zaglądać tutaj , ale i na bloga którego już dodaję do ulubionych. Ach będę miała co czytać nocą , kiedy będzie trudno o sen. Czytając znowu fragmencik opowiadania Pantusiu , ucieszył mnie fakt że wspomniałaś o lekturze "Godzina pąsowej róży" którą uwielbiałam. Film też im się udał. Ja czytałam tą książkę jednym tchem a potem na lekcji Języka Polskiego opowiadałam z drobnymi szczegółami,za co mnie ochrzaniono bo za dokładnie. tongue

Wiesz  tak sobie myślałam czytając,szkoda że ja wywaliłam swoje wiersze, czy też takie małe opowiadanie o Szkole i Koleżankach...jej miałyśmy ubaw w Szkole Średniej z tego. smile

Pozdrawiam serdecznie  smile

114

Odp: Spełnione Marzenia

Jak miło tu teraz po dwóch latach zajrzeć. Z przyjemnością wspominam te chwile spędzone z moimi czytelniczkami, jakże wyrozumiałymi i kochanymi, bo ta moja pisanina nie była poprawna. Ale przez te dwa lata bardzo się poprawiłam - piszę opowiadania do gazety.
Pozdrawiam was kochane kobietki i wracajcie tu do mnie smile

Posty [ 61 do 114 z 114 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021