Hej:) i piszę kolejnego posta...
mam nadzieję że mnie choć trochę zrozumiecie, bo jest mi z tym ciężko. Moje życie nie jest za specjalnie ciekawe (wiem, że to trochę moja wina, ale nie tylko), a mianowicie nie mam wielu bliskich znajomych, nie mam chłopaka, jestem w gruncie rzeczy nieśmiałą i cichą osobą, a nawet powiedziałabym że sobie z tym życiem nie bardzo radzę, żeby nie napisać że wcale.
A moim problemem jest to, że zamiast walczyć żeby to życie było lepsze, to ja uciekam w marzenia.
Dzieje się tak po każdym niepowodzeniu, lub tak po prostu bez przyczyny. Siadam sobie lub kłade się na łóżko i zaczynam sobie fantazjować... oczywiście w tym świecie jestem odważna, ładna, wszyscy mnie lubią i mam faceta który bardzo mnie kocha... przez chwilę jest fajnie, tylko najgorszy jest moment w którym wychodzę z tych fantazji i uświadamiam sobie że tak nie jest, że jest całkiem inaczej, że ja tego wszystkiego po prostu nie mam... a jest mi bardzo ciężko zabiegać o coś ze względu na moja specyficzna osobowość. Na początku myślałam, że to z wiekiem mija i że nie ma się czym przejmować, ale ja nie potrafię bez tego żyć, próbowałam z tym skończyć, ale nie potrafię... wystarczy jakieś głupie natchnienie i zaczyna się. A gdyby tego było mało ostatnio przyłapuję się również na tym, że po rozmowie z pewnym chłopakiem cały czas o nim myślę, wyobrażam sobie że jesteśmy razem, że on wyznaje mi miłość, a przecież tak nigdy nie będzie, to są tylko moje głupie wymysły...
Nie mogę tak dalej żyć, wiem że powinnam żyć rzeczywistością, ale ona mnie dobija każdym dniem. Będzie mi trudno zakończyć to błędne koło...
Jeśli ktoś doczyta do końca i może coś poradzić, to byłabym bardzo wdzięczna:)