A co ma być?
Nie rozumiem... Jeśli człowiek potrafi być szczęśliwy sam, to GDY kogoś pozna, to ani nie przestanie być szczęśliwy ani drugiego nie unieszczęśliwi
Nie o to Wam chodziło, prawda?
Dojrzała osoba wie, że są rzeczy od niej niezależne a zmienić może TYLKO siebie - nie innego człowieka ani świata
Lżej żyć jak człowiek nie oczekuje gruszek na wierzbie ani cudów...
Wszystko zależy od tego jakie cele życiowe sobie postawimy i jakie potrzeby zechcemy zrealizować. Nikt nie broni postawić sobie za cel ZNALEZIENIE partnera...
Nie jestem z branży matrymonialnej, więc w dziedzinie KONKRETNYCH poszukiwań niestety nie pomogę ![]()
Podobne tematy
Ale nagłowek wątku głosi między innymi: zdecydujesz się być z kimś. A sama teraz piszesz, że osoba myśląca realnie wie, że nie od niej ta decyzja zależy. Więc nie można tu mówić o decydowaniu. Mogłoby być np. Naucz się być sam, kto inny nie jest Ci do szczęścia konieczny.
no dla mnie jedyny sposób chyba to cieszyć się życiem i traktować samotność jako stan przejściowy, w ktorym możemy się tez świetnie czuć, z nastawieniem, że się spotka kogoś jednak w przyszlosci. Oczywiście osoby ktore chcą spotkać;-)
Ale nagłowek wątku głosi między innymi: zdecydujesz się być z kimś. A sama teraz piszesz, że osoba myśląca realnie wie, że nie od niej ta decyzja zależy. Więc nie można tu mówić o decydowaniu. Mogłoby być np. Naucz się być sam, kto inny nie jest Ci do szczęścia konieczny.
Och, Miss NY - przeciez nie mozna az tak doslownie tego odczytywac.
Tu raczej chodzi o gotowosc, dojrzalosc do ewentualnego bycia z kims
Mysle, ze bycie z kims - bylekims nie jest wcale trudne.
Ale przeciez nie chodzi nam o bylekogos. Poprzeczka oczekiwan zostala podniesiona.
No i tu nastepuja schody - obiekty warte zachodu - zajete. To co chodzi luzem- lekko popaprane (zazwyczaj szukaja mamuski, oparcia-wsparcia badz latwego sexu).
Co nie znaczy, ze byc moze ktos fajny sie pojawi, ale to jest byc moze.....
Sadze, ze nie warto skupiac sie tylko na tym "byc moze" i po prostu zajac sie soba.
Moze mnie latwiej tak pisac bo mam za soba pare niezbyt trafionych zwiazkow i nieudane malzenstwo, w zwiazku z tym zludzen juz nie mam. No i jeszcze wiekowosc do tego...
Ale , czy oczekujac nerwowo tego kogos, nie traci sie innych wartosci. Wiem po sobie, ze prowadzac walke z wiatrakami pt."ratowanie malzenstwa" zgubilam po drodze pare por roku i nie zauwazylam paru fajnych ludzi.
Czy nie uwazasz MNY, ze wiele kobiet/mezczyzn decyduje sie byc z kims nie umiejac byc sami ze soba?. Ilez to zwiazkow zawartych w pospiechu, bo ciaza, lek przed samotnoscia, bo presja otoczenie, bo wizja bialego welonu.. itp. Ludzie zdecydowali byc z soba, nie znajac tak naprawde samych siebie.
To, ze bede zdecydowana i gotowa na zwiazek, nie daje oczywiscie gwarancji, ze ten zwiazek nastapi.
Pozdrawiam B.
Tak, uważam tak jak napisałaś. Żywym, chodzącym po mieszkaniu przykładem jest moja mama i jej nieudane zamążpójście, a dalej idąc, toksyczny związek z moim ojcem. Wyszła za mąż, bo inne czasy drzewiej bywały i nie tak łatwo, jak dziś społeczeństwo akceptowało, samotna kobietę, przydając jej miano "rozwódy" lub "starej panny". Bardzo cieszy mnie fakt, iż mogę obecnie chodzić z dumnie podniesioną głową, jako singielka - czyt. kiedyś stara panna i nie muszę się za żadnego oszołoma wydawać by być przez większość ludków akceptowaną.
...
Och, Miss NY - przeciez nie mozna az tak doslownie tego odczytywac.
Tu raczej chodzi o gotowosc, dojrzalosc do ewentualnego bycia z kims
Mysle, ze bycie z kims - bylekims nie jest wcale trudne.To, ze bede zdecydowana i gotowa na zwiazek, nie daje oczywiscie gwarancji, ze ten zwiazek nastapi.
Pozdrawiam B.
Dzięki betina - NIC dodać - NIC ująć ![]()
anhedonio, mogłas bardziej sie postarac.... układajac tytuł postu.....
anhedonio, mogłas bardziej sie postarac.... układajac tytuł postu.....
Jejku MissNy , alez Ty maruda,
cytat, to cytat i gmerac przy nim nie bardzo wypada....
Eichelbergera cenie,szczegolnie za *Kobiete bez winy i wstydu" - pozwolil mi na uporzadkowanie galimatiasu w moim mysleniu.
Ja sie upieram, ze slowo "zdecydujesz" nie jest determinantem bycia w zwiazku, raczej otwartoscia na ten zwiazek.
A tak z innej beczki - jakie to musialo byc upokarzajace dla kobiety okreslenie "stara panna". Najsmieszniejsze, ze tyczylo juz kobiet po 25 roku zycia. Dobrze, ze nie uzywa sie juz idiotycznych - panno Krysiu, panno Jadziu.
Dziewczyny!
Zycze w Nowym Roku spokoju w duszy, a na zewnatrz jak najwiecej wrazen pozytywnych!
coby groszem sypnelo, ludzmi zyczliwymi,
drogi pokretne niech sie wyprostuja,
no i niech ten Amor strzela - byle SENSOWNIE !!!!
Pozdrawiam B.
dokładnie, moja mama wyszła za maz w wieku 21 lat, bez miłosci, bo juz była nazywana i chyba czuła presję.
Kochana presja wiem jak to jest sama wychodziłam za mąż w wieku 20 lat moje koleżanki już były mężatkami .
Teraz mi to nie przeszkadza że jestem sama bo to mój wybór i za stara jestem na presję ![]()
Choć nie raz słyszałam że mogła bym ułożyć sobie życie już po raz drugi z kimś innym jakoś się do tego nie palę.
Bycie samym ma tak jak związek plusy i minusy tyle że czasem samemu trudno się zdecydować na sparowanie bo wie co traci ale nie wie co zyska ot takie błędne koło .
Tak, uważam tak jak napisałaś. Żywym, chodzącym po mieszkaniu przykładem jest moja mama i jej nieudane zamążpójście, a dalej idąc, toksyczny związek z moim ojcem. Wyszła za mąż, bo inne czasy drzewiej bywały i nie tak łatwo, jak dziś społeczeństwo akceptowało, samotna kobietę, przydając jej miano "rozwódy" lub "starej panny". Bardzo cieszy mnie fakt, iż mogę obecnie chodzić z dumnie podniesioną głową, jako singielka - czyt. kiedyś stara panna i nie muszę się za żadnego oszołoma wydawać by być przez większość ludków akceptowaną.
A co to za różnica - stara panna czy singielka. Chodzi o to samo.
Otoz nie jest to samo.
Okreslenie "stara panna" ma juz w swojej nazwie wydzwiek negatywny. Dla kobiety w wieku lat 30, 40 a nawet wiecej przymiotnik stara jest co najmniej niestosowny.
Generalnie okreslanie czyjegos stanu cywilnego prowokuje do idiotycznych pytan, a juz dodawanie do tego jeszcze "stara" uwazam za obrzydliwe.
Singielka jest zdecydowanie bardziej przyjazna forma i nie okresla z gory, czy jestem rozwodka, wdowa, niezamezna.
Zdaje sie, ze pierwsi Francuzi wprowadzili forme obowiazujaca "Pani" do wszystkich kobiet,bez wzgledu na stan cywilny.
Betina ale nam za bycie ,,starą panną'' nikt nie kazał płacić ,,bykowego'' ![]()
Choć nazwa singiel bardziej mi odpowiada niestety dziwnie się kojarzy - z wyzwoleniem seksualnym i łatwością dostępu
a to mi już nie odpowiada.
Betina ale nam za bycie ,,starą panną'' nikt nie kazał płacić ,,bykowego''
Choć nazwa singiel bardziej mi odpowiada niestety dziwnie się kojarzy - z wyzwoleniem seksualnym i łatwością dostępu
a to mi już nie odpowiada.
Anula - o ile sigielka kojarzy Ci sie z wyzwoleniem seksualnym, o tyle stara panna zazwyczaj kojarzy sie z jakims zgryzliwym tworem, godnym lekcewazenia i wspolczucia iz w pore nie zdolala zlowic nieszczesnika i zawlec go przed oltarz.
Wole juz obraz wyuzdanej i wolnej kobitki......
Placenie podatku od tego, ze ktos wolny - bezsens. To, ze komus ulozylo sie tak, a nie inaczej nie jest sprawa skarbowki.....
Sa inne pola do zdzierania podatku.
nie pisałam o sobie po prostu spotkałam się nie raz z obraźliwymi komentarzami w ten deseń .
No cóż rozwódka też nie fajnie się kojarzy ![]()
osobiście singiel,rozwódka ,wdowa czy stara panna jak zwał tak zwał i tak sprowadza się do jednego - sama a czy samodzielna no to już inna bajka .
Napiszę o sobie, nie wiem kim jestem- czy singlem czy starą panną, jednak na pewno zawsze byłam i jestem samodzielna, nigdy żaden mężczyzna mi nie pomagał, ale za to zawsze odkąd pamiętam, byłam sama.
Napiszę o sobie, nie wiem kim jestem- czy singlem czy starą panną, jednak na pewno zawsze byłam i jestem samodzielna, nigdy żaden mężczyzna mi nie pomagał, ale za to zawsze odkąd pamiętam, byłam sama.
Wydaje mi sie, ze okreslenie "stara panna" to raczej stan psychiczny utrwalony przez dawniejsze myslenie.
Zreszta czemu sie dziwic, ze kobiety bedace w tzw staropanienstwie zachowywaly sie w sposob czesto nieznosny - spychane na boczny tor zycia w spoleczenstwie,lekcewazone, spelniajace podrzedne role opiekunek, guwernantek, badz ciotek rezydentek - gorzknialy i zrzedzily.
Mam kolezanke stanu wolnego od zawsze - kobieta wyksztalcona, zrealizowana zawodowo, ciekawa swiata i ludzi. Nie znam czlowieka bardziej zyczliwego i pogodnie nastawionego do swiata. I w zyciu nie przyszloby mi do glowy nazwac ja stara panna.
Jak dla mnie ma to zbyt pejoratywny wydzwiek.
Bede sie upierac przy singielce, wolnej....
missnowegojorku napisał/a:Napiszę o sobie, nie wiem kim jestem- czy singlem czy starą panną, jednak na pewno zawsze byłam i jestem samodzielna, nigdy żaden mężczyzna mi nie pomagał, ale za to zawsze odkąd pamiętam, byłam sama.
Wydaje mi sie, ze okreslenie "stara panna" to raczej stan psychiczny utrwalony przez dawniejsze myslenie.
Zreszta czemu sie dziwic, ze kobiety bedace w tzw staropanienstwie zachowywaly sie w sposob czesto nieznosny - spychane na boczny tor zycia w spoleczenstwie,lekcewazone, spelniajace podrzedne role opiekunek, guwernantek, badz ciotek rezydentek - gorzknialy i zrzedzily.Mam kolezanke stanu wolnego od zawsze - kobieta wyksztalcona, zrealizowana zawodowo, ciekawa swiata i ludzi. Nie znam czlowieka bardziej zyczliwego i pogodnie nastawionego do swiata. I w zyciu nie przyszloby mi do glowy nazwac ja stara panna.
Jak dla mnie ma to zbyt pejoratywny wydzwiek.
Bede sie upierac przy singielce, wolnej....
Co dookreśleń,to ja nie lubię ani określenia singielka, ani stara panna,to jakoś strasznie szufladkuje;) To już wolę, takie określenie , jakie pisano w starych dowodach osobistych, stan cywilny - wolny.
A zresztą jak zwał tak zwał.
MissNY - jak zwal, tak zwal - BYLE NIE STARA!!!
Jak dziewczyny Nowy Rok?
U mnie deczko chorobowo, no i te ciemnosci deszczowe....
NOWY jak to nowy... nie widać żadnej "różnicy" od starego
(od dzieci nam się trzeba takich rzeczy uczyć
)
Brzydko, szaro, mokro... dobrze, że nie zimno.
Przedwczoraj było cudnie - więc wróżba na nowy rok pozytywna. Ambitna babcia wzięła dziecko na słoneczko i co? Miałam tzw. "przygodę erotyczną" - wypier... się aż echo poszło. Dobrze, że nic sobie nie połamałam na tym zdradliwym lodzie schowanym pod wodą
Obeszło się siniakami i smarowaniem altacetem.
W pracy też dokładnie tak samo jak przed wolnym. Bez niej, mimo, że żałosna w sensie ekonomicznym BYM nie umiała żyć. NUDA i nadmiar czasu zabija, dobrze, że już nadmiaru czasu nie będę miała...
OD dawna twierdzę, że JEDYNE określenie do przyjęcia to WOLNA (jak ptak. Nikt się nie musi wysilać na domyślanie, że "jak ptak" - każdy TO wie)...
Fakt, nowy jak stary.
Toz w koncu sa to bardzo umowne daty - Chinczycy swoje, Majowie swoje i pare innych nacji tez swoje konce rokow maja.
Czyli cala histeria noworoczna na nic!
No ale jakies tam postanowienia sie czyni - ja pare kilogramow w dol (od 2.01.) zero lakoci w lodowce. I juz nie bede sie oklamywac przebiegle, ze przeciez cos trzeba miec , bo a noz goscie jacys.....
Przykro troche, bo slodyczami moglabym sie odzywiac zamiast, ale ciasnota w przyodziewku tez niemila.
Oj Anhedoniu - tez odtanczylam w zdradzieckiej kaluzy, ale jakos ostatnim tchem zlapalam pion. Obtluczenia wspolczuje - dobrze, ze polamania nie ma.
Zdrowka zycze.
A MaRyla to jeszcze w ojczyznie?
A co tam - jakieś przejście w kalendarzu musi być
...
Nigdy postanowień nie robiłam, bo mi się nie udawały... jak z paleniem. Jak NIE postanowiłam, to rzuciłam. Chyba przekora we wszystkim ze mnie wyłazi... Mnie Sylwester do poczarowania losu tylko potrzebny - w zeszłym roku wypełniło się do imentu, to teraz już nie odpuszczam
Dzięki za życzenia zdrowia - już prawie nie jęczę ![]()
haaaalo ? Mariolki wy moje
czyzby temat umarł????
przestałyśmy być samotne, nieszczęśliwe, niechciane/niekochane????? to fantastycznie !
Święta, Nowy Rok - za nami
wróciłam na emigrację i zaczynam ją doceniać....mam tu spokój, wygodne łóżko (tylko dla mnie!), jest cieplutko, nikt mnie nie stresuje
- wręcz przeciwnie, to do mnie należy inicjatywa. Gorycz w tej łyżce miodu tkwi w odległości od córci i mamy....nie ma nic za darmo.
po raz pierwszy nie robiłam postanowień noworocznych - zdaję się na Bożą łaskę, bo dzięki niej mam, to co mam. więc chyba spokorniałam i przestałam mieć "parcie na sukces"
myslę też, że weszłam w etap "dryfowania"-czekam na ciepły prąd, który mnie porwie....bo na pewno się trafi ![]()
aha-nie palę już 4 miesiące (tak sie tylko pochwalic chciałam) ![]()
Maryla u mnie bez zmian dalej sama .
Problemów trochę urosło jak to na początku roku bywa .
.
Choliwcia nie mam czasu na szukanie w realu został mi chyba tylko portal randkowy ![]()
A i tu jakoś nieśmiałość lub przezorność bierze górę.
Nie robię postanowień noworocznych ale gratuluje nie palenia ![]()
MaRylu - to wlasnie uroki dlugich wyjazdow. Potem sie teskni za jednym, albo za drugim. Zeby tak mozna bylo polaczyc, albo przynajmniej sie teleportowac.
Samotne/wolne to my sa, ale chyba nie nieszczesliwe.
Podejrzewam, ze czesc zlozona grypa, bo niestety zaraza panuje.
Anula - portale randkowe to jednak duze ryzyko. Facet Ci sie wykreuje na ksiecia z bajki, a w realu ropuch!!!!
Chyba lepiej podryfowac, tak jak pisze MaRyla.
Niemcy maja przyslowie -- ""kazdy garnek ma swoja pokrywke". Chyba lepsze niz nasze " kazda potwora znajdzie amatora" - bo niby czemu od razu potwora?
Anhedoniu - co z coreczka?
Pozdrawiam B.
hahaha-dobre z tą pokrywką
(a może "pokraką" ? )
grypa też jest międzynarodowa....kiedy wyjeżdżałam, wszyscy tutaj zaczynali kichać, w czasie mojego pobytu w Polsce nawdychałam się soczystego śląskiego powietrza i znowu wszyscy zaczęli kichać i być chorzy.....wróciłam na obczyznę - i zachorowałam JA
męczyło mnie 2 tygodnie, że aż żyć się nie chciało, eh..
a po pobycie u rodziny nasunęła mi się taka refleksja : żyjemy takim życiem, jakie nam dano z "góry"- choćbyśmy dokonywali nie wiadomo jakich czynów, a nie umieli się cieszyć z drobiazgów, nigdy nie będziemy szczęśliwi.
kiedyś miałam rodzinę, dom, samochód, wspólne konto z mężem.....niby normalność, niby wszystko, ale nie cieszyło....teraz w zasadzie nie mam NIC, ale jestem szczęśliwa
bo mam gdzie spać, co jeść, słońce i góry w zasięgu wzroku, codziennie rano budzi mnie śpiew ptaków, a kiedy jestem smutna piesek wyciąga mnie na spacer....drobiazgi? a może na tym polega pogodzenie się ze sobą, ze swoim życiem? na dostrzeganiu TU i TERAZ, a nie zamartwianiu się CO BĘDZIE?
dziewczyny....nie przeskoczymy pewnych spraw, więc kochajmy się takie jakie jesteśmy, z tym co mamy tu i teraz....a będzie co ma być
buziaczki
hahaha-dobre z tą pokrywką
(a może "pokraką" ? )
... żyjemy takim życiem, jakie nam dano z "góry"- choćbyśmy dokonywali nie wiadomo jakich czynów, a nie umieli się cieszyć z drobiazgów, nigdy nie będziemy szczęśliwi.
kiedyś miałam rodzinę, dom, samochód, wspólne konto z mężem.....niby normalność, niby wszystko, ale nie cieszyło....teraz w zasadzie nie mam NIC, ale jestem szczęśliwabo mam gdzie spać, co jeść, słońce i góry w zasięgu wzroku, codziennie rano budzi mnie śpiew ptaków, a kiedy jestem smutna piesek wyciąga mnie na spacer....drobiazgi? a może na tym polega pogodzenie się ze sobą, ze swoim życiem? na dostrzeganiu TU i TERAZ...
Witaj MaRylo na starych śmieciach
fajne refleksje Cię opanowują wskutek podróży. STRASZNIE MI SIĘ podobają ![]()
Żeby tak można było jeszcze przekonać innych, że wcale nie konieczne jest "osobiste"parzenie się i nauka WYŁĄCZNIE na własnych błędach, że wolno wyciągać wnioski z cudzych przemyśleń (szczególnie tych powtarzanych przez wielu)
Betino, dzięki za troskę - jest lepiej. Diagnoza będzie kontynuowana, ale JEST LEPIEJ ![]()
Pozdrawiam i życzę fajnego weekendu - w końcu jest karnawał ![]()
Karnawal , to chyba tylko bal przebierancow - nos czerwony, oczka kaprawe - kobieta marzenie!
Ech MaRylu - gdzie Ty jestes z tymi gorami, slonkiem i spiewajacymi ptaszkami za oknem? Dzika zazdrosc mnie ogarnela, u nas mroz i wiatr!
Ale Twoj post napawa optymizmem.
Sadze, ze czesto nie zdajemy sobie sprawy z tego co posiadamy. Wiele rzeczy jest w zasiegu reki dla kazdego.
Czasami na rannym spacerze z psem nad jeziorem jest tak pieknie, ze az mnie zdumiewa, ze tak moze byc.....................
A jeszcze jak spotkam przesympatyczna pania, ktora leczy sobie kregoslup spacerami, dawka pozytywow na dzien caly.
Szukanie radosci poprzez posiadanie - droga do nikad, to tylko chwilowe zadowolenie.
Dobra ksiazka, film, rozmowa z interesujacym czlowiekiem - zajmuje umysl na dlugo, jak to sie mowi "laduje akumulatory".
Wiele lat temu bylam w Pieninach, mieszkalismy prywatnie u goralki. Kobieta do zakochania od pierwszych slow. Wieczory z nia przy herbatce sama rozkosz. Wiele jej opowiesci, madrosci zyciowych pamietam do dzis.
Kobieta niewyksztalcona, ale tak madra i szlachetna, niewielu ludzi spotkalam jej pokroju.
Glupio to moze zabrzmi, ale dlugo za nia tesknilam.
To tak na marginesie - Kobieta starsza, nie za bogata, widac po niej bylo trudy zycia, a rozkochiwala wszystkich naokolo.
289 2013-01-22 07:41:23 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-01-22 08:15:52)
Bal przebierańców jest "miodzio" ![]()
Co do góralki, to są takie istoty, które mają niewymuszony wdzięk, urok, wręcz jakąś charyzmę w kontaktach z INNYMI
. Chyba wynika to ze "świadomości samego siebie". Wcale O SOBIE NIE mówią a ich obecność JEST odczuwalna - zagadają, rzucą dowcip, zainteresują się osobą OBOK (nie dążą do skupiania uwagi na sobie), zainicjują (niezobowiązująco) kontakt... Dają się po prostu LUBIĆ ![]()
Niektórym się zdaje, że "odkrywają amerykę" jeśli genialnie wpadną sami na coś, co już dawno odkryte, że to takie "autorskie"... a dla mnie to TYLKO wyważanie otwartych drzwi.
BO można by pójść dalej... niekoniecznie ZAWSZE zaczynać od "złażenia z drzew"... szkoda czasu.
Dlatego powołuję się na słowa innych - bo ktoś TO JUŻ odkrył, a ja mogę ewentualnie zastanowić się, pociągnąć temat lub z nim polemizować
LUBIĘ się pozastanawiać nad cudzymi słowami
Dlatego przytoczę cudze słowa:
"Chcę być sam - taka informacja jest oznaką głębokiej potrzeby przeżycia (...)
Z pewnością samotność NIE jest straszna dla kogoś, kto ma kontakt ze swoimi uczuciami, marzeniami, ale i ciemnymi stronami, kto ZNA swoje miejsce w świecie, kto NIE UWIESZA się na innych ze strachu przed tym, że bez nich nie da rady.
SAMOTNOŚĆ jest tak samo NATURALNA dla gatunku ludzkiego jak bycie w stadzie.
I ŻADNA z tych potrzeb NIE POWINNA BYĆ rozpatrywana jako WAŻNIEJSZA czy LEPSZA"
(D. Miąsek/J. Olekszyk)
Hi, Ahedonio !
Zaglądam na ten wątek prawie codziennie ( jest niesamowicie ciekawy, no i Twoje posty...) i co rusz, to odkrywam coś nowego: nowe komentarze, refleksje , przemyślenia i masa dygresji, niby nie związanych tytułem wątku, a jednak...
Nikt jednak niezastanowił się co jest większym problemam : samotność czy strach przed nią.
Mówi się, słyszy, czyta, że:
poczucie samotności wyniszcza człowieka od wewnątrz. (Czyżby ?) Człowiek czujący się samotnie ma w sobie mało energii i chęci do życia. (Czyżby ?)
Wątki o samotności - jest ich niezliczona ilość.Od 18-latek, do emerytek...Coraz mniej rozumiem ten świat.
____________
Jedyne godne życie, to życie w samotności: być we własnej skórze, kreować własny świat.
(Meryl Streep wygłosiła owe słowa w filmie "Obfitość").
A dla mnie osobiście samotność, to : wolność i bycie kimś a nie dla kogoś .
To tyle. Tak mnie jakoś dzisiaj opętało, aby spontanicznie wtrącić swoje pięć groszy.
Cięzko naprawde znalezc mi odpowiednią osobę. maksymalnie Nie jestem brzydka, nie jestem nieśmiała, lubię rozmawiać z ludzmi, z ciekawymi ludzmi, poznawać ich, ale tez lubie chodzic swoimi drogami.
Dalam kosza calej masie facetów (nie chwalę się tym - nic do nich nie czułam) i ta obojętność mnie przeraża. Ide na randkę i czuję obojętność do tego czy innego....
Podobnie jest ze mna. Zaden facet nie wzbudzil mojego zainteresowania, Jak wyglad byl odpowiedni to charakter nie ten i na odwrot. Wydaje mi sie kazdy jeden tak bezpluciowy, bez charakteru, bez wizji samego siebie, ze az odpychajacy. Rowniez lubie poznawac ciekawych ludzi ktorzy maja cos do powiedzenia.Czasami wychodze z kolezankami i gadamy bez konca o wszystkim. Zeby bylo smiesznie kazda z nas jest singielka po dluzszym badz krotszym zwiazku.I kazdej towarzyszy to samo uczucie tylko w inny sposob je opisujemy. Odkad ucieklam z toksycznego zwiazku zaczelam skupiac sie na swoich pragnieniach i przyjemnosciach w dniu codziennym. Tak naparawde sama nie wiem czego chce. Czasami spedzam czas tylko ze soba i ze swoimi myslami a czasami tak bardzo brakuje mi innych osob. Siedzac rano przy szklance herbaty rozmyslam jak to by bylo gdyby... gdyby byl on, ktorego kocham, gdyby byl ten ktory mnie kocha... To wszystko jest takie skomplikowane... Tak trudne do ogarniecia.
tak bardzo chcialabym wiedziec czego chce...
292 2013-01-22 15:20:01 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-01-22 15:22:00)
...
poczucie samotności wyniszcza człowieka od wewnątrz. (Czyżby ?)
Człowiek czujący się samotnie ma w sobie mało energii i chęci do życia. (Czyżby ?)Wątki o samotności - jest ich niezliczona ilość.Od 18-latek, do emerytek...Coraz mniej rozumiem ten świat.
Jedyne godne życie, to życie w samotności: być we własnej skórze, kreować własny świat.
(Meryl Streep wygłosiła owe słowa w filmie "Obfitość").A dla mnie osobiście samotność, to : wolność i bycie kimś a nie dla kogoś .
Tak mnie jakoś dzisiaj opętało, aby spontanicznie wtrącić swoje pięć groszy.
Witaj Florko
naprawdę mi miło, znowu Cię "widzieć" i czytać twe 5 groszy oraz proszę o więcej ![]()
CHYBA "clou programu" to owe podane przez Ciebie sformułowania: POCZUCIE SAMOTNOŚCI i człowiek CZUJĄCY SIĘ SAMOTNIE...
Nie mogę dogadać się z innymi samotnymi, BO mi samotność NIE DOSKWIERA. Ja ją CENIĘ i lubię.
TO stan wybrany z pełną świadomością, jako, że już w stanach innych byłam i jakoś mi "nie leżą" do tego stopnia, bym ZA WSZELKĄ cenę (czy inną cenę
) zdecydowała się z wolności z niej płynącej zrezygnować ![]()
Ale do furii prawie mnie doprowadza, ten NACISK na konieczność sparowania, bo jak nie z kimś, to gorszy (felerny?) egzemplarz. Ja uważam, że teraz dużo lepszy niż onegdaj
Znam innych ludzi żyjących pojedynczo - zrównoważonych, spokojnych i CIESZĄCYCH SIĘ ŻYCIEM. Skąd więc przekonanie, że ŻYCIE STADALNE wartościowsze...? Bo "jak wszyscy to i babcia też"?
Osobiście coraz bardziej jestem przekonana, że jak już pisałam wyżej: "SAMOTNOŚĆ jest tak samo NATURALNA dla gatunku ludzkiego jak bycie w stadzie.
I ŻADNA z tych potrzeb NIE POWINNA BYĆ rozpatrywana jako WAŻNIEJSZA czy LEPSZA"... a zaprzeczanie temu TO ZWYKŁE ograniczanie wolności wyboru indywidualnego sposobu życia. Żyć przeciwko swej naturze bo STADO wywiera taki nacisk?
Też coraz mniej rozumiem ten świat ![]()
" konieczność sparowania, bo jak nie z kimś, to gorszy (felerny?) egzemplarz"
-przecie kobieta stworzona została do towarzystwa Adamowi !!!!
i swoją rolę w życiu spełniać MUSI ! bo jak nie to "felerna" JEST ![]()
to są stereotypy niestety....cięzko z tym walczyć, można co najwyżej stworzyć własne, ale nie każdą z nas na to stać ![]()
a ponieważ ja spełniłam w swoim życiu już rolę żony, matki i ....(no co !) kochanki, uważam że teraz nareszcie mogę robić TO CO CHCĘ !!! i ogłaszam swojemu stadu, że się odłączam i lezę w siną dal....
a co mi tam ![]()
Zawsze mnie denerwowalo powiedzenie -"klin klinem", odnoszace sie do zawierania nowego zwiazku, po poprzednim nieudanym.
Takie dobre rady slyszalam jak sypalo sie moje malzenstwo po raz pierwszy - znjdz kogos, rozejrzyj sie.....
Jak moglam kogos szukac, a tym bardziej cokolwiek oferowac jak bylam jeden wielki DYGOT.
Bylo we mnie tyle lekow, niepewnosci, niepoukladania, ze nieuczciwym by bylo wnosic komus w posagu takie atrakcje. Pomijajac juz fakt, ze takie "rozgladanie" sie na zimno w ogole mnie nie interesowalo.
Dzisiaj moje "malzenstwo" jest raczej nazwa umowna i czuje sie bardziej oderwana od stada i luzem, jak to ladnie okreslila MaRyla.
No, ale przynajmniej dobre rady juz mnie nie dotycza - wiek ma swoje przywileje.
Florko - oblicza samotnosci sa rozne.
Jedne przyjazne inne dreczace. Zalezy z czego ta samotnosc wynika - czy jest to wybor wlasny, czy jest to skutek odrzucenia, okolicznosci zycia
Samotnosc moze przyniesc wolnosc, moze przyniesc zrezygnowanie.
Istota rzeczy jest rowniez nasz stosunek do niej - mozna ja pogodnie zaakceptowac i polubic, mozna zyc w ponurej nieakceptacji.
Najgorsze to katowanie sie "co byc moglo, a nie bedzie"......, a przy okazji tu i teraz umyka!!
Anhedonio - zaczynanie nauki od zlazenia z drzew wielu by sie jednak przydalo. Ledwo co zlapany pion, a rozumy pozjadane jakby juz kolo wymyslil. Ha!
Ps. Ktora byla na balu przebierancow i za co przebrana?
Ja raz za zebraka, raz za wiedzme - jakos do krolewin mnie nie ciaglo.
Pozdrowionka z mroznej krainy B.
Słowa zawarte w tytule to moim zdaniem najlepsza recepta na udane życie. To z sobą jesteśmy cały czas, 24/7, całe życie i nie ma ucieczki przed samym sobą. Inni ludzie? Przychodzą i odchodzą, można być bardzo samotnym wśród ludzi :-/ Ale jeśli tylko człowiek potrafi być sam ze sobą, lubi siebie, nigdy nie będzie samotny.
Pozdrawiam wszystkich lubiących siebie !!
Witam
. Ciekawy wątek. W kontekście cytatu zawartego w tytule zastanowiło mnie.. co z osobami, które zawsze z kimś dzieliły życie (w sposób satysfakcjonujący) a skutkiem zdarzeń losowych zostały same, mentalnie pozostając częścią związku istniejącego już tylko metafizycznie.
Ja uważam że wszyscy potrzebujemy kogoś obok
Takie gadanie że sama sobie poradzę jest oszukiwaniem samej siebie. Przynajmniej moim zdaniem jak ktoś tak mówi to mówi to tylko na chwilę bo chce się odciąć i odpocząc ![]()
Ja uważam że wszyscy potrzebujemy kogoś obok
Takie gadanie że sama sobie poradzę jest oszukiwaniem samej siebie. Przynajmniej moim zdaniem jak ktoś tak mówi to mówi to tylko na chwilę bo chce się odciąć i odpocząc
Nie wiem Alicjo jakie doswiadczenia przemawiaja tak stanowczo przez Ciebie.
"Gadanie, ze sama sobie poradze jest oszukiwaniem samej siebie" - a co bys powiedziala po nieudanym zwiazku, gdzie partner jest li tylko wylacznie przeszkoda w normalnym funkcjonowaniu, gdzie jest agresorem fizycznym lub psychicznym, gdzie zamiast pomocy masz sciaganie w dol.
Czy zwiazek niszczacy, destrukcyjny jest lepszy od bycia wolnym.?
Oczywiscie nie mozna zakladac, ze kazdy zwiazek jest destrukcyjny, tak samo , ze kazdy bedzie udany!
Mowimy tu o swiadomym wyborze bycia wolnym, nie dlatego, ze nam sie tak zachcialo od kolyski, tylko dlatego, ze zycie zweryfikowalo nasze myslenie o byciu w zwiazkach.
Nikt tez przysiegi nie sklada, ze zawsze bedzie sam.
Chodzi o to, ze poki jest - niech bedzie to stan tworczy, rozwojowy, pogodny!
I niech nie spedza nam nam snu z powiek mysl, ze moj Boze, zycie sie skonczylo, bo jestem sama!
O ile ktos stanie na naszej drodze - to i dobrze - ale nie za kazda cene!
Witam
. Ciekawy wątek. W kontekście cytatu zawartego w tytule zastanowiło mnie.. co z osobami, które zawsze z kimś dzieliły życie (w sposób satysfakcjonujący) a skutkiem zdarzeń losowych zostały same, mentalnie pozostając częścią związku istniejącego już tylko metafizycznie.
wydaje mi sie, ze dopoki ten zwiazek metafizyczny stanowi bardzo istotna tresc zycia, to nie jest sie chyba otwartym na decyzje, ze mozna byc z kims innym.
Zdaje sie, ze tu czas ma najwiecej do powiedzenia..................
Pozdr.B
Ja uważam że wszyscy potrzebujemy kogoś obok
Takie gadanie że sama sobie poradzę jest oszukiwaniem samej siebie. Przynajmniej moim zdaniem jak ktoś tak mówi to mówi to tylko na chwilę bo chce się odciąć i odpocząc
"Moim zdaniem, twoje zdanie, krzywdzi małpę niesłychanie !"
Rozpowiadanie TAKICH opinii to zwyczajne ugruntowywanie stereotypów - analogicznie jak: "żaden Polak nie umie żyć bez wódki" ![]()
A wątek dotyczy "GOTOWOŚCI" (dojrzałości) do związku a nie "podpierania" się na kimś...
Wiele kobiet sobie radzi doskonale a Ty właśnie deprecjonujesz wybrany przez nie sposób życia - można spytać w imię czego?
Wmawiam sobie, że to nie fair; inni nie mogą decydować o tym, jak się czuję. Nie ma mowy o żadnej tymczasowej ani tym bardziej wieczystej dzierżawie w sprawie mojego poczucia własnej wartości. Dlaczego więc, skoro jestem taka mądra, mimo tych wszystkich auto-wmówień, nie umiem wcielić w życie prostego postulatu: po prostu odłączyć się od nakładania na innych odpowiedzialności za moje poczucie własnej wartości. Odpieprzyć się wreszcie od innych, dać im żyć i uwolnić się od nich.
Robię to wszystko, bo tak mi łatwiej żyć. Bo wtedy mam kogo winić za swoje złe humory. Za poczucie zmarnowanego życia. Za załamane serce i odrzucone miłości. Bo wtedy...? Nie, wcale nie jest łatwiej żyć. Okłamuję siebie. Przecież wystarczy spojrzeć... poczucie winy nie daje mi spać. I błąkam się po nocy zamiast chrapać.
Co postanawiam?
Uwierzyć, że inni ludzi mają mnie w d****. I żadnych zamierzonych ataków czy zaklęć voodoo nie robią. Są zapatrzeni w siebie i swoje własne kompleksy. To ja wmawiam sobie, że są gigantami, którzy czyhają, aby mnie pożreć. A przecież żaden facet ani wróżką, ani tym bardziej mądrą czarownicą nie jest. I mocy żadnej nade mną nie posiada. Przynajmniej, dopóki taką mocą sama go nie obdarzę. A więc??
A więc nie obdarzać mężczyzn mocą czynienia mi dobrze! Przestać wieszać na nich tzw. psy i inne koty (a może i inne pchełki też). Uwolnić się od uzależniania swojej samooceny od akceptacji i adoracji innych. Wtedy i życie to sens...
Dlaczego, codziennie, jak mantrę powtarzać muszę: To ja kreuję swoje życie. To ja odpowiadam za to kim jestem i jak się czuję. Nikt inny, tylko ja. Amen.
Miss NY - powalilas mnie na kolana.
Nikt nie ma takiej mocy, aby kreowac moja samoocene i akceptacje.
Czas zaczac miec w du.... zym powazaniu czyjes moce sprawcze.
O YES, YES !!!!!
Pozdrawiam B.
Miss NY - powalilas mnie na kolana.
Nikt nie ma takiej mocy, aby kreowac moja samoocene i akceptacje.
Czas zaczac miec w du.... zym powazaniu czyjes moce sprawcze.
O YES, YES !!!!!
Pozdrawiam B.
łoj tam, łoj tam...
Miss NY - nie loj tam, madra Kobitka jestes, choc czepliwa czasami ......, ale i tak Cie lubie!
Miss NY - nie loj tam, madra Kobitka jestes, choc czepliwa czasami ......, ale i tak Cie lubie!
dzieki, jesli ty mnie to i ja cie....
...to nie fair; inni nie mogą decydować o tym, jak się czuję (...) tak mi łatwiej żyć. Bo wtedy mam kogo winić za swoje złe humory. Za poczucie zmarnowanego życia. Za załamane serce i odrzucone miłości.
Nie, wcale nie jest łatwiej żyć. Okłamuję siebie. Przecież wystarczy spojrzeć... poczucie winy nie daje mi spać. I błąkam się po nocy zamiast chrapać.
A przecież żaden facet(...) mocy żadnej nade mną nie posiada. Przynajmniej, dopóki taką mocą sama go nie obdarzę (...)
...codziennie, jak mantrę powtarzać muszę: To ja kreuję swoje życie. To ja odpowiadam za to kim jestem i jak się czuję. Nikt inny, tylko ja. Amen.
No jeżeli chciałaś zaszokować - to Ci świetnie wyszło.
Szacunek
Witam
. Ciekawy wątek. W kontekście cytatu zawartego w tytule zastanowiło mnie.. co z osobami, które zawsze z kimś dzieliły życie (w sposób satysfakcjonujący) a skutkiem zdarzeń losowych zostały same, mentalnie pozostając częścią związku istniejącego już tylko metafizycznie.
opowiem ci o mojej babci, która została wdową mając tyle lat, ile ja mam teraz
- mając trójke dzieci poradziła sobie świetnie, bo musiała, czasy też były może inne, ale problem tkwi nie w tym , a w nastawieniu kobiety do życia, w priorytetach i moralności.
została sama, bo kochała tylko jednego mężczyznę i chciała (!!!) pozostać mu wierna, tak jak przysięgała przed ołtarzem. było jej ciężko, była samotna, ale wytrwała bo pogodziła się sama ze sobą.....dzisiaj ma 84 lata i jest pogodną staruszką, którą ubóstwiam i która jest moim wzorem do naśladowania
można też ,jak pewna znajoma mi osoba, miotać sie po świecie przez pół życia w poszukiwaniu miłości i przygód, a w wieku 76 lat osiąść na mieliźnie z głową pełną bajecznych wspomnień i żalu, że szukając, zapomniało się drogi do własnego serca. co pozostało poza wspomnieniami??? kiedy sił brak, a dzieci przyzwyczaiły się do nieobecności rodzica i braku bliskich relacji? nie wypracowany bilans strat i zysków? bo chce się pamiętać tylko ilość związków, odbytych podróży, obejrzanych atrakcji, wypitych szampanów, a nie potrafi spojrzeć na siebie w lustrze i zaakceptować swoje odbicie?
gdyby ktoś chciał kiedyś zamknąć ten wątek jednym słowem, ja proponuję : AKCEPTACJA
dlatego gratuluję Miss NY
! ona już też załapała o co tu chodzi ![]()
Hmm..chyba niektóre z Was mogłam wprowadzić w błąd..
Okoliczności, o których myślałam będąc tu ostatnio nie dotyczą mnie osobiście.
Co postanawiam?
Uwierzyć, że inni ludzi mają mnie w d****. I żadnych zamierzonych ataków czy zaklęć voodoo nie robią. Są zapatrzeni w siebie i swoje własne kompleksy. To ja wmawiam sobie, że są gigantami, którzy czyhają, aby mnie pożreć. A przecież żaden facet ani wróżką, ani tym bardziej mądrą czarownicą nie jest. I mocy żadnej nade mną nie posiada. Przynajmniej, dopóki taką mocą sama go nie obdarzę. A więc??
A więc nie obdarzać mężczyzn mocą czynienia mi dobrze! Przestać wieszać na nich tzw. psy i inne koty (a może i inne pchełki też). Uwolnić się od uzależniania swojej samooceny od akceptacji i adoracji innych. Wtedy i życie to sens...
Dlaczego, codziennie, jak mantrę powtarzać muszę: To ja kreuję swoje życie. To ja odpowiadam za to kim jestem i jak się czuję. Nikt inny, tylko ja. Amen.
Jestem pod wrażeniem, też powinnam wziąć sobie do serca kilka z tych postanowień.
Zdaje sie, ze tu czas ma najwiecej do powiedzenia..................
Pozdr.B
Tak, na pewno - tylko czas. Ale wiesz, wydaje mi się, że on jednak nie zawsze leczy rany.
Pozdrawiam
.
Odkryłam po sobie, że czas sam w sobie ran nie leczy lecz po prostu daje... czas do zastanowienia się, wyciągnięcia wniosków, podjęcia nowych decyzji, złapania oddechu i dystansu, to pewnie o to chodzi w tym ckliwym powiedzeniu ![]()
MissYN: mega świetne postanowienia, czytam je 3 razy i nadal chciałabym by ta treść jakoś wpłynęła na to co się dzieje u mnie w głowie aktualnie.
Ogólnie mój stan singielski już troszkę trwa, powiedzmy że bardziej on trwa z małymi wyjątkami i wybrykami od normy, ale doceniam ten stan, ma swoje zalety spore, czasem tylko ma się człowiek ochotę do kogoś przytulić, a nawet nie ma do kogo to tak: wtedy jest odrobinę smutniej ![]()
Od kilku dni pracuję nad sobą. Nad swoją samooceną. I co?
Na razie jest tak:
Wymyśliłam, że trzeba mi przestać "obdarzać" Innych odpowiedzialnością za to, co czuję. Inni nie mogą tak bezwiednie - swoim uśmiechem lub jeszcze bardziej jego brakiem - regulować mojego samopoczucia. NIE! Nie może być tak, że jestem jak jakiś kawałek chorągiewki na wietrze. Nie!
Więc co postanowiłam? Po prostu uwalniam się od złych myśli o sobie. Proste? Bynajmniej. Ale nie odpuszczę! Nie tym razem.
Mój dotychczasowy schemat myślenia wyglądał mniej więcej tak:
Myślę o sobie źle, ponieważ ktoś źle o mnie pomyślał. Albo w ogóle nie pomyślał. Albo źle spojrzał. Albo wcale nie spojrzał. Albo wszystko mi się tylko wydawało... I bingo! Wszystko, wszystko powiadam, rozbija się tutaj właśnie o to "wydawało mi się, że..."!
Błąd. Szkoda czasu na mnożenie bezsensownych "wydawało mi się, że...." Chcę więc zatrzymać te bzdurne schematy. Stop! - to będzie moje ulubione słówko najbliższego tygodnia, miesiąca a może i roku.
Wiem już, że to moja głowa produkuje te głupie myśli. Prowokuje i mnoży. To ona nadaje znaczenie gestom, słowom i spojrzeniom, które nie są warte ani mojej uwagi, ani tym bardziej mojej wiary, że są prawdziwe i słuszne.
Do tej pory bywało zazwyczaj tak, że zamiast dystansować się do "wydawało mi się, że....", odbierałam wszystko osobiście i reagowałam emocjonalnie. A potem cierpiałam, a moje poczucie własnej wartości znikało z horyzontu. I dzisiaj już prawie go nie ma. "Prawie". Jednak w tym małym słówku jest ogromna nadzieja. "Prawie" znaczy, że jest nad czym pracować. Więc popracuję.
Od kilku dni pracuję nad sobą (...)
Więc co postanowiłam? Po prostu uwalniam się od złych myśli o sobie. Proste? Bynajmniej. Ale nie odpuszczę! Nie tym razem.Mój dotychczasowy schemat myślenia wyglądał mniej więcej tak:
(...)
że zamiast dystansować się do "wydawało mi się, że....", odbierałam wszystko osobiście i reagowałam emocjonalnie. A potem cierpiałam, a moje poczucie własnej wartości znikało z horyzontu. I dzisiaj już prawie go nie ma. "Prawie". Jednak w tym małym słówku jest ogromna nadzieja. "Prawie" znaczy, że jest nad czym pracować. Więc popracuję.
Powiem tak: PODZIWIAM
To nie jest tak, że powiemy sobie CHCĘ SIĘ ZMIENIĆ i PSTRYK - zrobione.
Przeciwnie - TRUDNO jak cholera "odpracować" wieloletnie nawyki...
Dlatego podziwiam, że chcesz wziąć na siebie ten wysiłek. Będę trzymać kciuki ![]()
Już mi zeszła para:(
Dear MissNY,
Najczesciej to tylko nam sie wydaje, ze ktos o nas zle mysli.
Zwykle zle interpretujemy czyjes spojrzenie, czy brak usmiechu. A byc moze, ta osoba ma jakies swoje zle problemy, moze akurat cos jej dolega - a my z miejsca sobie przypisujemy "te zaslugi".
Czesto bywalo tak, ze z kims na pozor niesympatycznym, po blizszym poznaniu bylam w mocno przyjaznych stosunkach.
Nasze nadinterpretacje zdarzen,czyjegos nieswiadomego zachowania prowadza do nieporozumien.
I tak z jednej strony Himalaje pychy, ze tak wszyscy sie nami zajmuja, a z drugiej wbijanie sie w kompleksy, zwalona samoocena - bo mysla zapewne o nas nie za dobrze.
No i gonimy wlasny ogon, pozwalajac na urojone , jak to nazwalas moce sprawcze.
Jest to niestety przypadlosc nadwrazliwcow.
Wierze, ze jest Ci mocno lzej po analizie, ktorej dokonalas.
Masz przynajmniej diagnoze.
A teraz powolutku AVANTI.
Pozdrawiam Wszystkie Dziewczyny, Dobrej nocy!
314 2013-01-27 21:06:19 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-27 21:07:26)
Tego jestem pewna, że raczej prawie wszyscy maja mnie w nosie... własnie dlatego brakuje mi bliskich relkacji, przyjaciół...Chciałabym takowe nawiązać, posiadać i pielegnować, ale jakoś nie umiem...
Tego jestem pewna, że raczej prawie wszyscy maja mnie w nosie... własnie dlatego brakuje mi bliskich relkacji, przyjaciół...Chciałabym takowe nawiązać, posiadać i pielegnować, ale jakoś nie umiem...
MissNY
Wywal posze , te MEA CULPA - znajdz cos bardziej pozytywnego - plisss.
Co do "mania w nosie" przez wszystkich - nie wierze.
Czy nie wyciagasz zbyt daleko idacych wnioskow?
Chyba jestes za bardzo najezona i boja sie pokluc.
Tak sie ucieszylam, ze napisalas taki fajny post, a tu znowu bach.....
Na swiecie jest jednak wiecej ludzi przyjaznych i chetnych do kontaktu niz sobkow - troche otwartosci.
Jestes niewatpliwie osoba intrygujaca, ale tez (sorki!) ze zbyt duza doza krytycyzmu do innych - zreszta do siebie rowniez.
Wiem, ze banal , ale wrzuc bardziej na luz!
Dystans i poczucie humoru z niejednego badziewia mnie uratowalo.
Nie wszystko i nie wszystkich (lacznie ze soba) da sie naprawic - zbytnia daznasc do perfekcjonizmu tez bywa zgubna.
Pozdr.B.
Ja najeżona? Ależ skąd.... Jestem niezwykle miła, kogo bym nie spotkała danego dnia to się uśmiecham i pierwsza mówię :dzień dobry.
Ja najeżona? Ależ skąd.... Jestem niezwykle miła, kogo bym nie spotkała danego dnia to się uśmiecham i pierwsza mówię :dzień dobry.
No prosze jak dobrze wychowana dziewczynka!
Nozka dygasz?
Pozdr.B
missnowegojorku napisał/a:Ja najeżona? Ależ skąd.... Jestem niezwykle miła, kogo bym nie spotkała danego dnia to się uśmiecham i pierwsza mówię :dzień dobry.
No prosze jak dobrze wychowana dziewczynka!
Nozka dygasz?
Pozdr.B
Tak, jestem bardzo dobrze wychowana, ale nie dygam ![]()
Uff,
Tera ja ponarzekam.
Za co sie dzisiaj nie chwyce, to wiatr w oczy.
Kominek nie pali, bo sie byl zapchal, zaprzyjazniony kominiarz nie odbiera telefonu - pewnie lize rany po karnawalowym szalenstwie, bo chlop mlody i wolny - a ja powolutku zaczadzieje.
Halux na zmiane pogody daje znac bolesnie (ech gdzie te 10 cm szpileczki).
Mialam zalatwic sprawy urzedowe, a tu pelnomocnictwa od JM pokonczyly sie z datami, on na wyjezdzie do maja i doopa.!
Zaraz sie najem czegos grzesznego i tuczacego,obloze sie kotami i uwale sie spac, bo poki co zniecierpliwilo mnie zycie.!
Jak mowila Scarlett - pomysle o tym jutro.
Uff,
Tera ja ponarzekam.
Za co sie dzisiaj nie chwyce, to wiatr w oczy(...) poki co zniecierpliwilo mnie zycie.!
Jak mowila Scarlett - pomysle o tym jutro.
TRZYM się kochana - "czasem słońce, czasem deszcz"
Odpocznij sobie i wygrzej "temi kotamy" (jak mówiła babcia nieboszczka).
Niektórzy mają problemy - niektórzy smęcą, bo się nudzą - każdemu do wyboru do koloru ![]()
Odmiany życzę ![]()
Moja babka nieboszczka zawsze mnie ostrzgala - ty uwazaj na chlopow, bo w nich czasami budzi straszne zwierze, przy czy smutno kiwala glowa.
Podejrzewam, ze w dziadku budzilo sie zwierze razy 7, bo tyle dzieciat wydali na swiat.
Nie ma to jak przespac problemy.
Dzis kominiarz odezwal sie, umowilismy sie na jutro.
Urzad przystal na oswiadczenia, a JM pelnomocnictwa dosle, przysiagl na glowe swojej matki.
Zaraz pedze "na miasto" poki pogoda znosna, jak starczy silow to zahacze o basen.
Teraz najwazniesze coby jakiej zarazy nie zlapac - wszyscy naokolo prychaja, a mnie sie juz nie chce chorowac!
An-donio , dzieki za pozdrowka.
Miss Ny - nowe haslo piekne. Awatarek uroczy, choc chyba nieprzyzwoity?
Może pod dobrym wychowaniem, tak naprawdę mam "brzydkie myśli".... ![]()
Może pod dobrym wychowaniem, tak naprawdę mam "brzydkie myśli"....
MissNY - Twoje avatarki rozbawiaja mnie zawsze do lez. A ten czego sie tak szczerzy?
Brzydkie mysli ? hm... Tak to jest - buzka w ciup, raczki w maldrzyk, a w glowce ...ho,ho!!
Dzisiaj to zdecydowanam na bycie z kims jak rzadko kiedy - byle silny i poreczny w domowych naprawach.
Ledwo co sie uporalam z kominem, klapnal prad.....
Zle to dzisiaj odbieram - jakos tak osobiscie. A w koncu prad, to bydle martwe, chociaz ruchome i na zlosc mi nie robi.
Czy u Was tez taka haniebna pogoda?!
pogoda wymarzona na spacer...co z tego jak zaraza znowu jakaś po mnie łazi
niby siedzę w "ciepłym kraju", niby odżywiam się zdrowo, chodzę regularnie na spacery nad morze, wysypiam się, nie stresuję, przestałam palić.....a już 3 raz w przeciągu pół roku jestem chora, a teraz to już chyba na dobre (w płucach boli )... ech
i jak tu człowiek może być szczęśliwy???
jak nie kijem go to pałką, biednemu wiatr w oczy....wszystkie powiedzonka babci cisną mi się na usta wraz z kolejnym atakiem kaszlu, który tak "wyćwiczył" mi już mięśnie brzucha, że czuję jakbym zrobiła 100 brzuszków
i nawet Scarlet O'Hara ze swoją "spychologią" nie odsunie dzis ode mnie myśli, że przydałby się jednak w łóżku jakiś kaloryferek z temperaturą ok.36,6![]()
MaRylu , a moze Ty jakiego koklusza zlapalas - czytalam, ze grasuje.
Niedobrze, ze to juz ktoras powtorka choroby - zaginaj na porzadny przeglad techniczny.
Ja niestety pale. Decyzja o niepaleniu musi sie zrodzic we lbie, a u mnie sie nic takiego zrodzic sie nie chce.
Ale Tobie wielkie gratki!!!
O pogodzie spacerowej i morzu, to prosze nam tu nie pisac, bo zadze zazdrosci chwytaja.......
Skoros gotowa na 36,6 - no to rozgladaj sie, tylko moze nie kaszlac, bo wystraszysz!
Zdroweczka zycze B.