Przeczytałam te słowa (pana Eichelbergera) niedawno i... odkryłam, że cały czas TO chodzi mi po głowie.
Wiele wątków, które przelatują przez to forum kojarzy mi się nierzadko z dziecinnym: "mamooooo, nudzę się..."
No bo jakże ma się chęć poznawania ludzi (w realu) do przykucia do kompa? Jak można prowadzić życie towarzyskie odmawiając wychodzenia z domu?
Znam ludzi, którym do szczęścia niepotrzebna jest proteza w postaci zainteresowania innych osób. Są to ludzie mający tyle zainteresowań, zajęć i ciekawostek w życiu, ze zwyczajnie nie nadążają i godzin im mało. Ludzie się do nich garną, wzbudzają zainteresowanie swymi pasjami. Dzielą je z licznym gronem znajomych.
Co myślicie o słowach zawartych w tytule? Czy macie podobne doświadczenia w kwestii związków i "samotności" z wyboru?
Podobne tematy
Ciekawe... coś w tym z pewnością jest.... na bloga zajrzę z ciekawością....
Alhedonia,
Często uważamy ,że szczęście nasze zależy od innych - nic bardziej błędnego. Ale myślę, że jest niewielu ludzi, którzy potrafią być zadowoleni z samotności. Nie zawsze ludzie przyznają się do tego ,że samotność im doskwiera, każdy uważa , że to jest ok bycie singlem.
To tytułowe zdanie można też zakończyć inaczej, czyli "stań się osobą dojrzałą". Chociaż... oba te zakończenia znaczą to samo. ![]()
Bo osoba dojrzała nie szuka podpory dla własnej osoby, umie stać samodzielnie i mocno na własnych nogach.
Osoba dojrzała wybiera sobie kogoś na towarzysza swego życia, bo tak chce, nie dlatego, że tej drugiej osoby potrzebuje.
Osoba dojrzała podejmuje decyzje, jest świadoma swej odpowiedzialności za nie i nie protestuje przy konsekwencjach wynikłych z tych decyzji. Osoba dojrzała nie musi przerzucać i nie przerzuca odpowiedzialności na kogokolwiek.
Osoba dojrzała zna swą wartość, nie musi przeglądać się w oczach drugiej osoby, nie musi u niej szukać pochwały. Osoba dojrzała może być samą, cisza jej nie przeraża, nie ucieka przed własnymi myślami, nie musi "być potrzebną".
I termin "osoba dojrzała" jest niezależny od wieku, jest stanem umysłu. ![]()
Znam dojrzałych 17-latków (płci obojga) i niedojrzałych 60-latków (też płci obojga).
5 2012-11-12 15:51:46 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-12 16:06:22)
To tytułowe zdanie można też zakończyć inaczej, czyli "stań się osobą dojrzałą". Chociaż... oba zakończenia znaczą to samo (...)
I termin "osoba dojrzała" jest niezależny od wieku, jest stanem umysłu.
Znam dojrzałych 17-latków (płci obojga) i niedojrzałych 60-latków (też płci obojga).
Dzięki za wszystkie odpowiedzi.
Wielokropku. To jedna strona medalu - odnośnie wchodzenia w związek.
Myślę jednak nie tyle w kontekście gotowości do związków, ile pod kątem pełnego i satysfakcjonującego życia, nawet jeśli chwilowo w pojedynkę. TA druga część zdania mnie frapuje bardziej.
Tak jak nudzą się ludzie nudni, tak mam wrażenie, że ludzie ciekawi nie bywają "osamotnieni". Przeciwnie, raczej są "w tłumie". Tak jak to bywa np. na imprezach - wianuszkiem nie są otoczeni najśliczniejsi czy najbogatsi, a ci co są najciekawsi i roztaczają jakąś aurę. Czy to jest jakaś sztuka czy swoista umiejętność? Wrodzone czy do wypracowania? Mnie bardzo ciekawią ciekawi ludzie ![]()
Zimo - właśnie mam odwrotne doświadczenia. Spotykam osoby, które same są nieszczęśliwe i unieszczęśliwiają otoczenie niekończącymi się pretensjami do losu i nieumiejętnością życia w pojedynkę. Jednocześnie ich życie z boku wygląda na jałowe i miałkie. Nie są zachęcający do towarzystwa (swym skupieniem na samych sobie)... podobni jakby trochę do hipochondryków. Nadwrażliwi na własnym punkcie, wszelkie uwagi przyjmują jak zamach na własną osobę, a nawet godność. I faktycznie - wiek nie gra roli... ![]()
Bycie singlem nie kojarzy mi się z samotnością. Okres, kiedy byłam bez drugiej połówki wspominam jako najciekawszy i najbardziej towarzyski czas mojego życia.
Lubię być sama. Lubię tez być w tłumie. Lubię słuchać swoich myśli, lubię słuchać innych ludzi, lubię też bywać sama w centrum zainteresowania. Nigdy nie czułam się samotna. I niezależnie czy akurat biegałam z imprezy na imprezę, czy siedziałam tygodniami przyczepiona do komputera. Były czasy, kiedy utrzymywałam kontakt tylko z 3 (dosłownie) bliskimi koleżankami i czasy, kiedy codziennie miałam telefony od 20 różnych znajomych. ZAWSZE się dobrze czułam w sytuacji, w jakiej byłam.
Anhedonio, ja należę do tych, którzy na imprezach są w centrum zainteresowania. Nie jestem ani najśliczniejsza, ani najbogatsza, ani nawet najbardziej gadatliwa. Ja się tylko dużo śmieję
Zdaję sobie sprawę z tego, że przyciągam ludzi, cieszy mnie to i nie zastanawiałam się nigdy dogłębnie czym to jest spowodowane. Natomiast wiem na pewno, ze jest to "do wypracowania". Bo np. jakieś 10 lat temu zawsze stałam z boku. Też mi z tym było dobrze, ale w pewnym momencie postanowiłam zmienić miejsce mojego usytuowania w grupie. I udało się zgodnie z założeniami ![]()
Bycie singlem nie kojarzy mi się z samotnością. Okres, kiedy byłam bez drugiej połówki wspominam jako najciekawszy i najbardziej towarzyski czas mojego życia.
...
...ja należę do tych, którzy na imprezach są w centrum zainteresowania. Nie jestem ani najśliczniejsza, ani najbogatsza, ani nawet najbardziej gadatliwa. Ja się tylko dużo śmiejęZdaję sobie sprawę z tego, że przyciągam ludzi, cieszy mnie to i nie zastanawiałam się nigdy dogłębnie czym to jest spowodowane. Natomiast wiem na pewno, ze jest to "do wypracowania". Bo np. jakieś 10 lat temu zawsze stałam z boku. Też mi z tym było dobrze, ale w pewnym momencie postanowiłam zmienić miejsce mojego usytuowania w grupie. I udało się zgodnie z założeniami
Nawet nie wiesz Vinngo jak mnie cieszą twoje słowa ![]()
Mnie bycie singlem też nie kojarzy się z samotnością a z przejściowym stanem życia w pojedynkę.
Ostatnio przytłoczona się stałam otoczeniem "jęcząco-narzekającym"... TY dajesz nadzieję
dzięki...
Anhedonio, kiedy byłam singielką nie traktowałam tego jako przejściowego okresu. Ja chciałam już zawsze być sama
Bo mi się to strasznie podobało. Po toksycznym związku nagle dostrzegłam, że można być szczęśliwą, że można robić co się chce, nie być w żaden sposób ograniczaną i nie rozpaczać nad tym, ze związek baaardzo rozmija się z oczekiwaniami. Nie czułam się samotna, bo miałam przyjaciół i rodzinę (to w ramach głębszych relacji). Odkryłam, że ludzie strasznie lubią moje towarzystwo (to w ramach płytszych relacji). Ojejej, jak mi było wtedy dobrze
I chciałam tak już zawsze. Nie wykluczałam, że kiedyś znowu wejdę w jakiś związek, ale była to bliżej nieokreślona daleka przyszłość.
Mój obecny mężczyzna musiał trochę sił zmarnować, żeby mnie przekonać, że bycie w związku też ma swoje uroki
Chyba jestem dobrym przykładem na poparcie słuszności cytatu, jaki zamieściłaś w tytule. Ja umiałam być sama, dobrze mi z tym było, nie potrzebowałam drugiej połówki do szczęścia. I wtedy faktycznie przyciągałam ludzi, w tym mężczyzn. Ludzi przyciąga optymizm i pozytywne nastawienie - ponieważ ja czułam się dobrze w wersji samotnej, więc tego optymizmu i radości życia miałam aż w nadmiarze.
Kiedy się ma takie nastawienie - związek jest uzupełnieniem szczęścia.
Kiedy ma się nastawienie, że związek ma być drogą do szczęścia - zwykle nie wychodzi. Mało kto jest w stanie udźwignąć odpowiedzialność za szczęście drugiego człowieka. Lepiej, kiedy obie strony są szczęśliwe, a kiedy postanawiają być razem - stają się szczęśliwe inaczej ![]()
Aha, widziałam Twój wątek w chwili, kiedy nie miał jeszcze żadnej odpowiedzi. Pomyślałam, że świetny temat. Zadziwia mnie, że przez tyle czasu tych odpowiedzi jest tak mało. Czyżby tak niewiele osób rozumiało sens tych słów? Czyżby tak niewiele osób tego doświadczyło?
Gdzieś kiedyś przeczytałem, że aby być na prawdę szczęśliwym z kimś, najpierw trzeba być szczęśliwym z samym sobą, i fakt coś w tym jest
Kiedyś strasznie ciążyła mi samotność, myślałem, że nie można być szczęśliwym z samym sobą. Desperacko pragnąłem towarzystwa i przede wszystkim tej drugiej połówki. Ale dałem sobie na spokój, zacząłem doceniać to co mam, to że mam tyle czasu dla siebie i na pracę nad sobą
Zacząłem trochę inaczej patrzeć na różne sprawy i przede wszystkim na życie. Podchodzę do wszystkiego z większym optymizmem i radością. Nawet się nie spodziewałem jakie to może przynieść efekty, a myślałem, że nic mnie już w życiu nie zaskoczy ![]()
Tytułowa zależność może być prawidłowa lecz niekoniecznie, miałam koleżankę która nie potrafiła być sama, sama zresztą o tym mówiła i od zawsze praktycznie ciągle kogoś ma
nawet osoby które potrafią żyć same i sie cieszyć życiem mogą być przez długi czas z nikim albo i wogóle a osoby które nie znoszą bycia singlem mogą spotkać miłość. Według mnie życie toczy sie według tego jakie kto ma przeznaczenie, ale fakt faktem że myślenie jakie prezentuje np vinga jest napewno lepsze niż ciągłe rozmyślanie o tym
. Swoją drogą jak nauczyć sie tak myśleć, wmówić sobie że nie chce sie miłości gdy całe życie sie jest samym i brak bliskości doskwiera a coraz mniej osób w otoczeniu również jest singlami? Ma ktoś jakiś pomysł? ![]()
Swoją drogą jak nauczyć sie tak myśleć, wmówić sobie że nie chce sie miłości gdy całe życie sie jest samym i brak bliskości doskwiera a coraz mniej osób w otoczeniu również jest singlami? Ma ktoś jakiś pomysł?
Mogę Ci powiedzieć jak ja to zrobiłam
Swojego pierwszego chłopaka poznałam, kiedy miałam 21 lat i 6 miesięcy. Stosunkowo późno, więc w sumie czułam się wtedy troszkę podobnie jak Ty teraz. Ja nie wmawiałam sobie, że nie chcę miłości. Ja wmówiłam sobie, że przecież nie ma opcji, żeby do końca życia nikt się mną nie zainteresował, więc i na mnie przyjdzie czas. A następnie uznałam, że skoro ten czas przyjdzie to ja teraz muszę wykorzystać każdą sekundę mojej wolności, zanim zaprzątną mnie sprawy damsko-męskie. I robiłam wszystko, co lubiłam, co sprawiało mi radość. I strasznie się z tego cieszyłam, że mogę całkowicie poświęcić się własnym przyjemnościom, moim ulubionym rozrywkom, rozwijać zainteresowania, układać podwaliny pod dorosłe życie (studia, praca, jakieś kursy). Żadnej minuty z tamtego okresu nie uważam za niepotrzebną czy zmarnowaną. Bo ja już wtedy wiedziałam, że chłopak (związek) ma być uzupełnieniem mojego życia, nie jego sensem i jedynym celem.
Ja np. mam chyba jeszcze większy kłopot, bo zwyczajnie lubię byc sama - cisza, spokój, ksiażka w ręku, nawet na spacer chodzę sama - jak kot, tam gdzie chce i to uwielbiam. Od dziecka tak mam, wychowałam się sama, bo mam rodzenstwo starsze ode mnie o okolo 18, 21 i 24 lata. Denerwuje mnie jak ktoś, w sensie znajomi chcą caly czas towarzystwa. Ja szukam czasu dla siebie, dla pobycia ze sobą w ciszy i ze swoimi myslami, sprawami, np. na samotnym spacerze. Są chwile, ze szukam towarzystwa, ale nie chce go non stop, lubie miec moją przestreń.
I tu jest kłopot jak mam się z kims wiązać. Mój pierwszy związek był dopiero na studiach - 23 lata, nie udało się, też dlatego, że chlopak był b. towarzyski - ciągle koledzy, imprezy (ja to nazywam nawet hałas-lubię ciszę, spokój, niedzielę tylko dla siebie, czy np. dla nas, bez kolegów i kolezanek), zwyczajnie mnie męczył. Zakończyłam po 1,5 roku.
Potem bywało róznie, ale unikałam imprezowych panów, ktorzy robią wkoło duzo hałasu, duzo imprez itp.
Najlepiej się czułam z panem, który był również typem indywidualisty, samotnika, ale z pasją.
Myslę o sobie, jako o typie samotnika, który chodzi swoimi drogami. Cięzko naprawde znalezc mi odpowiednią osobę. Szukam kogoś maksymalnie podobnego do mnie, jak najbardziej, takiej osoby pragnę. Nie jestem brzydka, nie jestem nieśmiała, lubię rozmawiać z ludzmi, z ciekawymi ludzmi, poznawać ich, ale tez lubie chodzic swoimi drogami.
Dalam kosza calej masie facetów (nie chwalę się tym - nic do nich nie czułam) i ta obojętność mnie przeraża. Ide na randkę i czuję obojętność do tego czy innego....
...fakt faktem że myślenie jakie prezentuje np vinga jest napewno lepsze niż ciągłe rozmyślanie o tym
. Swoją drogą jak nauczyć sie tak myśleć, wmówić sobie że nie chce sie miłości gdy całe życie sie jest samym i brak bliskości doskwiera a coraz mniej osób w otoczeniu również jest singlami? Ma ktoś jakiś pomysł?
Dlaczego wmawiać sobie, że się NIE chce miłości?
Jakby tak uczynić OŚ - to na jednym krańcu byłoby spanikowane i zdeterminowane "szukanie" partnera na siłę, a życie wypełnione ciekawymi wyzwaniami i oczekiwaniem na "tego kogoś" z ciekawością byłoby PO ŚRODKU - a NIE na drugim krańcu.
Nikt, nie każe "oplakatowywać" się jako zatwardziały singel - więc CO sobie wmawiać?
RACZEJ znaleźć sens życia i parę innych celów "po drodze"... ZAMIAST spanikowanego "szukam"... czy życie "TU i TERAZ" oraz kiedyś z kimś nie będzie bogatsze?
To tytułowe zdanie można też zakończyć inaczej, czyli "stań się osobą dojrzałą". Chociaż... oba te zakończenia znaczą to samo.
Bo osoba dojrzała nie szuka podpory dla własnej osoby, umie stać samodzielnie i mocno na własnych nogach.
Osoba dojrzała wybiera sobie kogoś na towarzysza swego życia, bo tak chce, nie dlatego, że tej drugiej osoby potrzebuje.
Osoba dojrzała podejmuje decyzje, jest świadoma swej odpowiedzialności za nie i nie protestuje przy konsekwencjach wynikłych z tych decyzji. Osoba dojrzała nie musi przerzucać i nie przerzuca odpowiedzialności na kogokolwiek.
Osoba dojrzała zna swą wartość, nie musi przeglądać się w oczach drugiej osoby, nie musi u niej szukać pochwały. Osoba dojrzała może być samą, cisza jej nie przeraża, nie ucieka przed własnymi myślami, nie musi "być potrzebną".I termin "osoba dojrzała" jest niezależny od wieku, jest stanem umysłu.
Znam dojrzałych 17-latków (płci obojga) i niedojrzałych 60-latków (też płci obojga).
Czy jestem osobą dojrzałą - uważam ze tak, ale nie ze wszystkimi w/w tezami zgadzam się do końca.
Nie szukam podpory dla własnej osoby, znam swoją wartość, wiem co i jak w życiu osiągnęłam - z podniesionym czołem mogę spojrzeć na siebie w lustro, ale czy nie jest miło gdy ze strony drugiej osoby usłyszysz jakąś pochwałę (ładnie wyglądasz, świetna ta dzisiejsza kolacja....) niby nic a jakże ważne. Jakże ważne jest podzielenie z kimś swoich osiągnięć (moje osiagnięcia w pracy są również i zasługą partnera, który i psychicznie i fizycznie wspomagał mnie w tym), ale i podzielenie porażek. Ja nie chcę sie przeglądać w oczach drugiej osoby, ja chcę sie z drugą osobą dzielić i dobrem i złem, bo tak w życiu jest lepiej. Ktoś kto jest sam, dusi w sobie problemy jest.....często chory. Chory i psychicznie ale i w dosłowny znaczeniu fizycznym. Bardziej dostrzegają tę stronę bycia singlem osoby doświadczone życiem, które juz co nieco przeżyły i które miały prawdziwego partnera. Tak jest w mojej sytuacji i chć cęsto samej ze sobą jest mi dobrze to na dłuższą metę po prostu nie potrafię
Vinga, gdzies wspomniałaś że miałaś kilka lat konto na portalu randkowym, pewnie w srodku miałaś jednak nadzieję że kogoś tam poznasz:)
Dziwnaismutna,według mnie nie masz kłopotu, żyjesz sobie tak jak Ci sie podoba i równocześnie masz powodzenie, nie jest więc tak źle
chodź dalej na te randki aż któryś wkońcu sprosta Twoim oczekiwaniom, nie może być inaczej. I uwierz mi, to że akceptujesz chwile samotności i je lubisz jest dużo łatwiejsze niż jakbyś sie meczyła sama ze soba a tu nie ma nikogo chętnego do spotkania
Anhedonia, takie oplakatowanie to wynik chwili słabości spowodowanej licznymi porażkami ![]()
Anhedonia, takie oplakatowanie to wynik chwili słabości spowodowanej licznymi porażkami
Znaczy maska? W tym wieku chyba jeszcze niepotrzebna a może wprowadzać w błąd... (ewentualnych "kandydatów")?
...Ktoś kto jest sam, dusi w sobie problemy jest.....często chory. Chory i psychicznie ale i w dosłowny znaczeniu fizycznym. Bardziej dostrzegają tę stronę bycia singlem osoby doświadczone życiem, które juz co nieco przeżyły i które miały prawdziwego partnera. Tak jest w mojej sytuacji i chć cęsto samej ze sobą jest mi dobrze to na dłuższą metę po prostu nie potrafię
Evikon dlaczego się nie zgadzasz z tezami? Dla komfortu bycia chwaloną czy poczucia akceptacji przecież nie zdecydujesz się wziąć do domu jakiś erzac? Czujesz się "niepełna" będąc jednostką "niesparowaną"?
Jako w/w osoba doświadczona życiem i mająca onegdaj prawdziwego partnera - TYM bardziej nie godzę się na bylejakość. I nie powoduje to bym była chora... w jakikolwiek sposób.
PROBLEMÓW w sobie DUSIĆ nikt nie każe (można to inaczej rozwiązać) i wcale partner nie musi tego dźwigać... Analogicznie jak odpowiedzialności za cudze szczęście lub jego brak... JA bym nie chciała być tym "obdarzona"...
Chyba znaczące jest tu spojrzenie na samą siebie - JA "Z (kimś)" pełna/niepełna - JA "bez"(kogoś) pełna/niepełna i akceptacja sytuacji LUB jej brak. Można się spełniać i mieć poczucie komfortu życia bez dodatku w postaci partnera czy uważasz, że jest to niemożliwe?
17 2012-11-13 12:29:58 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-11-13 12:33:48)
Evikon dlaczego się nie zgadzasz z tezami? Dla komfortu bycia chwaloną czy poczucia akceptacji przecież nie zdecydujesz się wziąć do domu jakiś erzac? Czujesz się "niepełna" będąc jednostką "niesparowaną"?
Jako w/w osoba doświadczona życiem i mająca onegdaj prawdziwego partnera - TYM bardziej nie godzę się na bylejakość. I nie powoduje to bym była chora... w jakikolwiek sposób.
PROBLEMÓW w sobie DUSIĆ nikt nie każe (można to inaczej rozwiązać) i wcale partner nie musi tego dźwigać... Analogicznie jak odpowiedzialności za cudze szczęście lub jego brak... JA bym nie chciała być tym "obdarzona"...
Chyba znaczące jest tu spojrzenie na samą siebie - JA "Z (kimś)" pełna/niepełna - JA "bez"(kogoś) pełna/niepełna i akceptacja sytuacji LUB jej brak. Można się spełniać i mieć poczucie komfortu życia bez dodatku w postaci partnera czy uważasz, że jest to niemożliwe?
Erzac na pewno nie, mam na myśli prawdziwego partnera, żadna bylejakość mnie nie zadawala, ale nie zadawala mnie również bycie tylko dla siebie samej i pielęgnowanie swojego ego (bo momentami na to mi zakrawa). Człowiek jest istotą stadną, dla jednego zadawalające będzie grono koleżanek kolegów i ewentualne dzielenie się z nimi tym czym chcemy się podzielić. Dla mnie nie. Może to wynika z faktu że mój były mąż był przez wiele lat najważniejszą osobą w życiu, moze z faktu że nie mam takich prawdziwych przyjaciół , (jedną ale daleko), może z faktu mojej zaborczości....... na pewno wiele czynników skład się na to że potrzebuje bliskiej osoby do normalnej ludzkiej egzystencji. Potrafię być sama ze sobą, często nawet w tym duecie czuje się dobrze, ale niestety coraz rzadziej jest mi dobrze. I nie uważam że jest to wykładnikiem mojej niedojrzałości, wręcz odwrotnie, to że potrafię to normalnie powiedzieć, określić swoje potrzeby zyciowe uważam za dojrzałość. Natomiast absolutnie zgadzam się z tym ze ktoś może patrzeć na to inaczej, mieć inne potrzeby, szanuję to i przyjmuję do wiadomości. Chodzi mi o to ze niczego nie można uogólniać.
Życie jest piękne......ale we dwoje.
Tutaj masz link http://www.netkobiety.pl/help.php#smilies. znajdziesz tam sposób cytowania czyjegoś postu. ![]()
Czy jestem osobą dojrzałą - uważam ze tak, ale nie ze wszystkimi w/w tezami zgadzam się do końca.
Nie szukam podpory dla własnej osoby, znam swoją wartość, wiem co i jak w życiu osiągnęłam - z podniesionym czołem mogę spojrzeć na siebie w lustro, ale czy nie jest miło gdy ze strony drugiej osoby usłyszysz jakąś pochwałę (ładnie wyglądasz, świetna ta dzisiejsza kolacja....) niby nic a jakże ważne. Jakże ważne jest podzielenie z kimś swoich osiągnięć (moje osiagnięcia w pracy są również i zasługą partnera, który i psychicznie i fizycznie wspomagał mnie w tym), ale i podzielenie porażek. Ja nie chcę sie przeglądać w oczach drugiej osoby, ja chcę sie z drugą osobą dzielić i dobrem i złem, bo tak w życiu jest lepiej. Ktoś kto jest sam, dusi w sobie problemy jest.....często chory. Chory i psychicznie ale i w dosłowny znaczeniu fizycznym. Bardziej dostrzegają tę stronę bycia singlem osoby doświadczone życiem, które juz co nieco przeżyły i które miały prawdziwego partnera. Tak jest w mojej sytuacji i chć cęsto samej ze sobą jest mi dobrze to na dłuższą metę po prostu nie potrafię
Czym innym jest szukanie i życie z towarzyszem życia, partnerem (bez wzgledu na uregulowania prawne związku), czym innym jest szukanie podpory. ![]()
Anhedonio,
dzięki Ci za wątek. ![]()
Gdyby wszyscy potrafili być i żyć samemu, gdyby wszyscy lubili samych siebie, gdyby wszyscy byli dojrzałymi ludźmi, jakże przyjemniej i łatwiej byłoby na świecie.
Ale... może nudniej?
...Może to wynika z faktu że mój były mąż był przez wiele lat najważniejszą osobą w życiu, moze z faktu że nie mam takich prawdziwych przyjaciół , (jedną ale daleko), może z faktu mojej zaborczości....... na pewno wiele czynników skład się na to że potrzebuje bliskiej osoby do normalnej ludzkiej egzystencji. Potrafię być sama ze sobą, często nawet w tym duecie czuje się dobrze, ale niestety coraz rzadziej jest mi dobrze.
Okradł Cię łobuz z życia społecznego i teraz NIE potrafisz tego życia sobie uzupełnić?
To w zasadzie tęsknisz za tym, by ktoś Cię zniewolił i od ludzi odseparował (tak to wygląda z "mojego" boku).
Prócz koleżanek i kolegów mam jeszcze rodzinę. Dzieci.JA nie dałam się odsunąć - przynajmniej nazbyt daleko. Nie nadążam wszystkich obdarzyć względami swemi ![]()
...
Natomiast absolutnie zgadzam się z tym ze ktoś może patrzeć na to inaczej, mieć inne potrzeby, szanuję to i przyjmuję do wiadomości. Chodzi mi o to ze niczego nie można uogólniać.
Życie jest piękne......ale we dwoje.
JAK to NIE JEST uogólnienie... to ja jestem cesarzowa etiopska ![]()
Życie jest piękne... bo SIĘ ŻYJE
w pojedynkę czy parami...
Proszę Cię bardzo Wielokropku - czy byłoby nudno? Wątpię szczerze ![]()
Od kiedy nie muszę swego czasu poświęcać na cudze potrzeby (w drodze kompromisu/dobrego wychowania itp) mam go dużo więcej i zarazem dużo mniej. Bo tyle rzeczy MOGĘ robić, na które dotąd czasu nie było. Życie jest zaje... ciekawe. I piękne. I...
Anhedonio nie pluj takim jadem, po co.
.... "Okradł Cię łobuz z życia społecznego i teraz NIE potrafisz tego życia sobie uzupełnić?
To w zasadzie tęsknisz za tym, by ktoś Cię zniewolił i od ludzi odseparował (tak to wygląda z "mojego" boku)."....
Czytajac Twoje słowa mam wrażenie że bardzo zostałaś skrzywdzona w życiu. Ja nie mówie na mojego byłego łobuż, z szacunku przede wszystkim dla siebie samej (byłam z nim 25 lat a że popełnilismy błędy...no cóż bywa), z szacunku do moich dzieci( on jest ich ojcem i zawsze był dobrym ojcem). Dlaczego deprecjonujesz dobre miedzyludzkie kontakty. Czy uważasz że dwoje ludzi którzy maja bagaż życiowy, ale nie mają juz obowiązków pod tytułem wychowanie i zabezpieczenie dzieci, którzy mogą żyć i być dla siebie, nie może znaleźć wspólnej drogi i razem cieszyć się z życia???? Biedny jest człowiek który uważa że otaczja go same łobuzy.
Nie należy oczywiscie robić niczego na siłe, ale jeżeli na mej drodze stanie człowiek który będzie mi odpowiadał swoim sposobem bycia, kulturą, pogladami, będzie widział i szanował mnie jako kobietę........z przyjemnoscią stanę się jago partnerka nawet pozwole aby mnie deczko zniewolił.
Anhedonio troche mniej radykalizmu.
![]()
Cornflower, miałam konto na portalu randkowym, ale to było duuużo później. Ja nie miałam nadziei, że kogoś poznam - ja byłam tego pewna. Nie wiedziałam tylko kiedy i wcale mi to nie przeszkadzało. Mogłam zajmować się innymi sprawami zanim to "kiedyś" nadejdzie.
A w tych duuużo późniejszych czasach na portalach randkowych też nie szukałam partnera. Konto założyłam raczej z ciekawości i bardzo szybko mi się spodobało. Można było łatwo i szybko poznawać nowe osoby. Dla samotnej mamy małego dziecka to duże ułatwienie, kiedy ma taką rezerwę chętnych na wypad do kina, na piwko, na koncert
Przeraża mnie ten tekst "życie jest piękne, ale we dwoje". Nie umiem tego zrozumieć. Dla mnie życie jest tak samo piękne, niezależnie od tego czy kogoś mam, czy nie. Teraz, kiedy jestem w udanym związku, mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Ale bez tego związku też byłabym szczęśliwa. Bo ja po prostu lubię żyć. Mężczyzna jest częścią życia, ale nie jego sensem.
22 2012-11-13 19:37:28 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-13 19:41:41)
...
Nie należy oczywiscie robić niczego na siłe, ale jeżeli na mej drodze stanie człowiek który będzie mi odpowiadał swoim sposobem bycia, kulturą, pogladami, będzie widział i szanował mnie jako kobietę........z przyjemnoscią stanę się jago partnerka nawet pozwole aby mnie deczko zniewolił.
Anhedonio troche mniej radykalizmu.![]()
![]()
![]()
![]()
Co daj Boże amen.
To było stwierdzenie a nie żaden jad. We mnie żadnych sentymentów ów pan nie wzbudza, ani mnie grzeje ani ziębi. Jak się rozstaliście po tylu latach to jednak mojej sympatii nie wzbudza - jednakowoż w Tobie jak najbardziej może.
![]()
Nic nie poradzę - skoro uważasz mnie za radykalną, może i tak jest. Ja lubię jak białe jest białe a czarne jest czarne - szarości mnie męczą i źle nastrajają
Za łobuza przepraszam - być może się zagalopowałam...
"jeżeli na mej drodze stanie człowiek który będzie mi odpowiadał swoim sposobem bycia, kulturą, poglądami, będzie widział i szanował mnie jako kobietę" również niechybnie skorzystam - bo to także jeden z tych ciekawych i pięknych aspektów życia
O ile związki jako takie uważam za przereklamowane, to zakochanie uważam za rewelacyjnie fajny stan ![]()
I wszystkim życzę. Bo czyż ON przeczy umiejętności bycia szczęśliwym z samym sobą? Moim zdaniem w żaden sposób NIE ![]()
23 2012-11-13 19:55:35 Ostatnio edytowany przez Remi (2012-11-13 19:56:58)
Przeraża mnie ten tekst "życie jest piękne, ale we dwoje". Nie umiem tego zrozumieć. Dla mnie życie jest tak samo piękne, niezależnie od tego czy kogoś mam, czy nie. Teraz, kiedy jestem w udanym związku, mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Ale bez tego związku też byłabym szczęśliwa. Bo ja po prostu lubię żyć. Mężczyzna jest częścią życia, ale nie jego sensem.
Ja bym powiedział tak - "życie jest piękne, ale we dwoje jeszcze piękniejsze"
Popieram, że jeśli ktoś lubi życie, ono nie będzie męką, a darem z którego się cieszy.
Ostatnie twoje zdanie - Mężczyzna jest częścią życia, ale nie jego sensem. I tu mam pytanie - czy mężczyzna jest dodatkiem, nawet ważnym, ale dodatkiem do twojego życia?
A coś pośrodku - między sensem życia a dodatkiem?
Dla mnie mężczyzna jest towarzyszem życia. ![]()
Nie jest i nigdy nie był dodatkiem; sensem życia - na szczęście (i dla niego, i dla mnie) - też nie.
Dla mnie mężczyzna jest towarzyszem życia.
Nie jest i nigdy nie był dodatkiem; sensem życia - na szczęście (i dla niego, i dla mnie) - też nie.
Towarzyszem życia, partnerem to najlepsze określenia. Ale nie można powiedzieć dodatkiem. Kobiety chcą aby mężczyzna je szanował. Ale w drugą stronę też to powinno dziełać my też powinniśmy szanować te drugą płeć (oczywiscie nie biorę pod uwagę patologii, nie można szanować pijaka który bije żonę i dzieci).
A coś pośrodku - między sensem życia a dodatkiem?
Może częścią twojego świata, bez której ten świat jest niepełny...
Zadam ci pytanie - Czy marzysz czasem?
To samo pytanie mogę zadać Wielokropek, Evikon... Marzycie czasami?
Oczywiście, że marzę. ![]()
Czemuż miałabym żyć bez marzeń? I co marzenia (lub ich brak) mają wspólnego z traktowaniem drugiej osoby jako towarzysza życia/partnera?
Oczywiście, że marzę.
Czemuż miałabym żyć bez marzeń? I co marzenia (lub ich brak) mają wspólnego z traktowaniem drugiej osoby jako towarzysza życia/partnera?
O czym więc marzysz? Jesteś w stanie powiedzieć? Czy twój partner jest właśnie tym? Bo jak mawia Coelho - to możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest fascynujące, w spełnianiu marzeń widzę sens życia ![]()
Czy mój partner jest moim wymarzonym? Pokochałam człowieka, który miał (i ma) cechy, które cenię, które uważam za wartościowe, który ma podobny do mego system wartości.
Czy o nim konkretnie marzyłam? Nie.
Czy jest on człowiekiem pozbawionym wad? Też nie, ma ich całkiem sporo. ![]()
O czym marzę?
Marzę o spokojnej wspólnej starości, o długim życiu, o zachowaniu jak najdłużej sprawności umysłowej i fizycznej (zaczęłam z wysokiego pułapu, już schodzę do spraw bardziej przyziemnych). Marzę o tym, by znowu popływać łódką, by pojechać na dłużej nad ..., do ..., by wrócić do systematycznej medytacji, by wróciła wiosna i lato, by...
Naprawdę, mam dużo marzeń.
I jedne chcę zrealizować i je zrealizuję, inne zaś są marzeniami, które pozostawię w świecie marzeń, których nie mam zamiaru zrealizować. ![]()
I dalej nie wiem, co me marzenia (albo kogokolwiek innego) mają wspólnego z tematem wątku. ![]()
Wielokropek, może właśnie to co w świecie marzeń tych, które nie zawsze spełni się, jest sensem życia, by spełnić choć 2 z nich. Temat wątku - naucz się być sam, zanim kogoś poznasz. Ja to odbieram tak - zobacz o czym marzysz, by wiedzieć czego pragniesz, tak naprawdę.
32 2012-11-13 21:32:06 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-13 21:59:03)
Temat wątku - naucz się być sam, zanim kogoś poznasz. Ja to odbieram tak - zobacz o czym marzysz, by wiedzieć czego pragniesz, tak naprawdę.
Dla ścisłości - zanim ZDECYDUJESZ się BYĆ Z KIMŚ {naucz się być sam (ze sobą na sam i usatysfakcjonowany)}... Dla mnie to różnica. (Również z uwagi na dobro drugiej osoby - by nie męczyć jej. Jeśli sami nie jesteśmy zadowoleni z życia możemy JEJ również zatruć codzienność - znam z autopsji... można optymistę pozbawić radości życia wręcz... zbytnim realizmem, czarnowidztwem, sarkazmem, niezadowoleniem itd. itp
)
Dokładniej wynika z wpisów powyżej - BYCIE z samym sobą jako: LUKSUS luzu we własnym życiu (akceptacja) CZY uwierający DYSKOMFORT poczucia braku (konieczność).
Anhedonia napisał/a:A coś pośrodku - między sensem życia a dodatkiem?
Może częścią twojego świata, bez której ten świat jest niepełny...
Zadam ci pytanie - Czy marzysz czasem?
1. NIE. Mój świat JEST pełny ![]()
2. Oczywiście. Do głowy mi nie przyszło, że są ludzie którzy nie marzą
myślałam, że wszyscy marzą, tako i ja (może za często chodzę "z głową w chmurach"
)
Wielokropek napisał/a:Oczywiście, że marzę.
Czemuż miałabym żyć bez marzeń? I co marzenia (lub ich brak) mają wspólnego z traktowaniem drugiej osoby jako towarzysza życia/partnera?
O czym więc marzysz? Jesteś w stanie powiedzieć? Czy twój partner jest właśnie tym? Bo jak mawia Coelho - to możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest fascynujące, w spełnianiu marzeń widzę sens życia
Tak marze, często, nawet bardzo. Czasem są to marzenia bardzo prozaiczne, przyziemne takie po prostu codzienne (o pięknej pogodzie abym mogła pobuszować z aparatem w lesie i nad wodą), są też marzenia odległe o podróżach które są moja pasją (które zależą cżęściowo ode mnie), marzę o życiu moich dzieci, przyszłych wnukach (na to nie mam oczywiscie żadnego wpływu).
Ale to prawda że mozliwość spełniania marzeń jest czymś fascynujacym. Jak wskazują wcześniejsze posty marzę też o związku, dobrym, spokojnym, bo choć vinnga napisała że przeraża ja tekst "że życie jest piękne ale we dwoje" to z tego co pisze ...... zawsze jest z kimś, małe dziecko, później mężczyzna.
Najpiękniej napisała Wielokropek..."Marzę o spokojnej wspólnej starości, o długim życiu, o zachowaniu jak najdłużej sprawności umysłowej i fizycznej" .....
A przede wszystkim marzę o własnym życiu, nie chcę żyć życiem moich dzieci bo to ich życie, chcę jedynie w nim uczestniczyć.
Szanuję mojego mężczyznę.
A mimo to nie jest on sensem mojego życia.
Dla niektórych (niewtajemniczonych
) zabrzmi to szalenie egoistycznie, ale sensem mojego życia jest uszczęśliwianie siebie samej.
To wcale nie jest egoistyczne, gdyż będąc szczęśliwa mogę się tym szczęściem dzielić z innymi. A więc mogę się związać ze szczęśliwym mężczyzną i budować wspólną przyszłość.
Mogę wychowywać szczęśliwe dziecko.
Mogę robić wszystko, co daje mi radość.
Nie byłoby to możliwe, gdybym czekała z "byciem szczęśliwą" aż wejdę w związek. To tak jakbym była jakąś hubą na drzewie. Nie chcę być hubą. Chcę być oddzielnym drzewem, które rośnie obok drugiego drzewa i przenikamy się gałązkami ![]()
Witam wszystkie panie,
Jestem tu nowa, od przed chwili... na razie się rozglądam, przycupnęłam i czytam Wasze wypowiedzi. Mnie najbardziej interesuje problem samotności, którą już zaakceptowałam ale jej nie lubię. Uważam, tak jak niektóre z Was, że człowiek jest zwierzęciem stadnym i w pojedynkę nie jest mu całkiem dobrze. 6 lat temu zostałam wdową, jestem stara (63 lata) ale o wyglądzie nastolatki, oczywiście gdyby nie te zmarszczki!!! Od kilku lat szukam kogoś kto poszedłby ze mną w tę samą stronę, patrzył tam gdzie ja patrzę, jadł ze mną śniadanie i kolację, a może i obiad, ale to się nie udaje niestety. Więc na razie najlepszym moim przyjacielem jest pies (kolejny zresztą), nie dlatego że nie muszę się z nim kłócić tylko dlatego, że mobilizuje mnie każdego dnia żeby wstać rano i przeżyć kolejny dzień. Cieszę się, że tu jestem, może się czegoś dowiem nowego i może się nauczę jak polubić samotność
żeby umieć być samemu trzeba lubić siebie i traktować siebie jako kogoś wartościowego, czuć się dobrze w swojej skórze, nie bać się życia- wtedy też przyciągamy innych i innym jest dobrze z nami. Gorzej jak uzależniamy swoją samoocenę tylko od opinii innych
Łatwo powiedziec:naucz sie :)Jezeli umysł nie jest gotowy czegos pojac , nie pomoga najlepsi nauczyciele .
Zanim zdecydowąłam sie na trwały związek, a było to przed 30 laty, bycie samemu zle mi kojarzyło. Myślałm , ze jak wyjdę za mąż i będe miała rodzinę to samotnosc i wyobcowanie(w tedy było to dla mnie to samo co bycie samą ) nigdy mnie juz nie dopadnie . Przez długi czas tak było.
No i droga była wspólna , taka wydawołoby sie dla nas dobra i jedyna .
Tylko jakoś ciasno nam było na niej i poruszaliśmy sie zupełnie innymi środkami lokomocji. A ja to już najbardziej wolałam piesze wedrówki żeby przystawac i podziwiac krajobrazy mąż wolał zawsze szybkie samochody. byle jak najprędzej dotrzec do celu , dziecko nie wiedziało za kim podążac.A uczucie samotności i wyobcowania też nie zniknęło.
Po latach uczęszczania ta jedyną drogą , zaczęłam szukac własnej.
To na niej spotkałam siebie samą Poczatkowo nie chciałam dołaczyc, bo nie mi odpowiadał jej charakter i usposonienie ale w koncu zaakceptowałm i teraz jest dobrze.
Dobrze mi na niej samej, dobrze mi na niej z innymi. Najbardziej ciesze sie z tego, ze wiem dokąd idę i po co.
Tak zerkam na tytuł, żeby nie zgubic watku i się zastanawiam...
Czy nauczenie się bycia samemu to to samo co odnalezienie takiej drogi? W moim przypadku tak było.
W komfortowej sytuacji sa młode. moje przedmówczynie , które mają duża świadomosc siebie bo i o wiele wię ksze szanse na stworzenie szczęśliwego zwiążku i rodziny.
Jak napisałam , zyję w zawiązku, zalegalizowanym ale czuję się wolna bardziej niż kiedykolwiek przedtem a jesli od czasu do czasu odzywają sie jakieś ograniczenia to sa one tylko w moim własnym umyśle.
A marzenia? Pokonac właśnie te ograniczenia.
żeby umieć być samemu trzeba lubić siebie i traktować siebie jako kogoś wartościowego, czuć się dobrze w swojej skórze, nie bać się życia- wtedy też przyciągamy innych i innym jest dobrze z nami. Gorzej jak uzależniamy swoją samoocenę tylko od opinii innych
I to jest chyba w tym wszystkim najtrudniejsze. Zwykle już od samego początku, od urodzenia jesteśmy przyzwyczajani do opierania się na opinii innych, do zwracania uwagi na to co kto powie, co o nas pomyśli. Nieraz ciężko jest później wyrobić sobie taką prawdziwą samoocenę, nie bazującą na opinii otaczających nas ludzi.
Każdy jest inny. Znam ludzi, którzy staje szukają towarzystwa, potrafią się dopasowac nawet do innych, tylko po to by towarzystwo ich nie odrzuciło. Bywa ze czuja sie niekomfortowo i nie kreci ich to co towarzystwo robi, ale pomimo to są tam, tkwia w tym...
Natomiast b. szanuje ludzi, którzy lubią i potrafią być sami ze sobą. To nie jest trudne, to jest wspaniałe. "Ja" to nie świat zewnetrzny, tylko to co w środku, we mnie, wewnetrzny swiat...
Mnie tez dokucza samotnosc i tesknota, ale za czlowiekiem, którzy SZCZERZE zrozumie i podzieli sie swoim wnetrzem i emocjami...
40 2012-11-15 18:57:37 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-15 18:59:45)
Znam ludzi, którzy staje szukają towarzystwa, potrafią się dopasowac nawet do innych, tylko po to by towarzystwo ich nie odrzuciło. Bywa ze czuja sie niekomfortowo i nie kreci ich to co towarzystwo robi, ale pomimo to są tam, tkwia w tym...
Natomiast b. szanuje ludzi, którzy lubią i potrafią być sami ze sobą.
RAAAANNNyyy - przeraziłaś mnie ![]()
TO NIE ludzie "som"!!! TO KAMELEONY.
Bez własnej osobowości... Bezwonne, bezgłośne i przezroczyste... tragiczne - jak ktoś w innym wątku napisał: "poziom drobiu i dojrzałość rozwielitki"
zrobią wszystko dla "poklasku" i towarzyskiego aplauzu. A gdzie miejsce dla odrobiny "samego siebie"?
41 2012-11-15 19:54:48 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2012-11-15 19:55:33)
A Ty nie znasz takich ludzi? Ja tak, bynajmniej mam taka kolezanke, ktora nie potrafi byc sama przez 5 minut. Wszystko jej sie podoba, byle byc w toarzystwiie. I nie tylko ona...
Czym cie przerazilam?
42 2012-11-15 20:18:22 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-15 20:19:04)
A Ty nie znasz takich ludzi? Ja tak, bynajmniej mam taka kolezanke...
Czym cie przerazilam?
No tym właśnie, że bywają tacy ludzie... kompletnie żadnej własnej tożsamości, takie... TYLKO cienie innych ludzi...
Ja akurat na takie egzemplarze nie trafiłam dotąd ![]()
dziwnaismutna napisał/a:A Ty nie znasz takich ludzi? Ja tak, bynajmniej mam taka kolezanke...
Czym cie przerazilam?No tym właśnie, że bywają tacy ludzie... kompletnie żadnej własnej tożsamości, takie... TYLKO cienie innych ludzi...
Ja akurat na takie egzemplarze nie trafiłam dotąd
Wbrew pozorom takich ludzi jest nie mało. Są ich różne wersje. Wersja czysto towarzyska, potrzeba akceptacji przez każde towarzystwo, wersja biurowa, typowe wlazłodupy które dla kariery akceptacji przez szefa i kolegów zrobią wszystko, wersja kochanka który by zatrzymać partnera na którym mu zależy zrobi wszystko nawet wbrew sobie i swoim wartościom (jeśli jakiekolwiek ma). To ludzie bez tożsamości, to ludzi którym nie można ufać, na których nie można polegać.
Smutne to co piszesz evikon ![]()
Tym bardziej sądzę, że trzeba dążyć do tego, by nasze życie było jak najbardziej ciekawe... upieram się, że ciekawi ludzie "ciągną" do ciekawych i fascynujących. Po groma dobrowolnie zadawać się z "pustakami"? Dla samego bycia z kimś a nie samemu?
Coraz bardziej przekonuję się, że bycie z byle kim wiąże się z "bylejakością" życia/trwania. CZY naprawdę to lepsze od pojedynczego acz frapującego i pasjonującego życia? Szkoda życia... ![]()
hm być samemu też trzeba umieć.. i oby się w tym swoim świecie do starości nie rozsmakować..
... i oby się w tym swoim świecie do starości nie rozsmakować..
A to czemu?
Naginać się elastycznie do różnych "towarzystw" (by być akceptowanym) z ich ewentualnymi zapędami do imprezek czy libacji to SI a rozsmakować w swoim świecie TO BE? Chyba to jakieś dziwne...
Piękne słowo: ROZSMAKOWAĆ...
do indywidualizmu bardzo mi "pod pasowało" ![]()
Zgadzam sie z tym w 100 %. Najpierw nauczyć się żyć ze sobą.. Eh,dużo pracy przede mną. Ale wierzę że się uda i kiedy będę pewna swojej wartości i będę szczęśliwa tak po prostu, bo żyję, znajdzie się ktoś z kim nauczę się dzielić życie. Póki co bardzo byym tego chciaął,być może za abrdzo.. A nie pomyślę o tym, że może po prostu nie ptorafię.
Samotność to straszna żecz.tom10
Ale we dwoje, w malzenstwie czy zwiazku tez mozna czuc sie samotnym....nierozumianym, nieszczesliwym nawet itp
Zatem??? Wszystko jest relatywne
Ale we dwoje, w malzenstwie czy zwiazku tez mozna czuc sie samotnym....nierozumianym, nieszczesliwym nawet itp
Zatem??? Wszystko jest relatywne
I tym sposobem wracamy do punktu wyjścia. Ktoś kto umie czerpać szczęście/zadowolenie/satysfakcję z życia będąc w pojedynkę NIE ZATRACI tej zdolności wchodząc w związek. Będą razem szczęście MNOŻYĆ.
Malkontent czy to SOLO czy "sparowany" tego nie znajdzie. Ani osobno ani w parze.
alfaalfa napisał/a:... i oby się w tym swoim świecie do starości nie rozsmakować..
A to czemu?
Chodzi mi o to, że z czasem tak bardzo przyzwyczajamy się do samotności że przestajemy szukać i chcieć związku.. dodaj do tego pęd za rozwojem osobistym, pieniędzmi, karierą.. z czasem jednak jest coraz trudniej spotkać kogoś z kim chciałoby się spędzić życie. Mam nadzieję, że się mylę.
52 2012-11-21 09:41:26 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-21 10:12:59)
... przestajemy szukać i chcieć związku.. dodaj do tego pęd za rozwojem osobistym, pieniędzmi, karierą.. .
Obawiam się, że masz rację.
Ja pędu za karierą ani pieniędzmi nigdy nie uprawiałam.
Ale widzę, że SZUKAĆ związku też nie mam potrzeby (można rzec - wisi mi). W sensie - na liście priorytetów gdzieś po środku - jak będzie, to będzie frajda, jak nie będzie, to przejdę nad tym do porządku dziennego. Żaden dramat.
Nie wiem czy to dobrze czy źle. Na razie zadowolona jestem z tego co jest ![]()
ciekawy temat....coś w sam raz dla mnie i o mnie. Właśnie jestem na etapie "pogodzenia się z samotnością", a moja dorosła córka uczy mnie jak dostrzegać dobre strony bycia singielką
. To akurat jest dla mnie nowością, bo mój eks był moją pierwszą i jedyną miłością(20 lat), po rozstaniu wpadłam dość szybko w następny związek(2 lata), a teraz ... mam mieszane uczucia. Boję się być samotna, ale już wiem, że MUSZĘ pobyć sama żeby poukładać sobie życie wreszcie po swojemu, no i....lubię moje wieczory z książką lub laptopem na kolanach, lubię samotne spacery brzegiem morza,lubię łóżko, które całę jest MOJE
lubię jeść to co chcę i kiedy chcę....
Ale! lubię też mieć się do kogo przytulić w łóżku, mieć dla kogo gotować, do kogo dzwonić i pisać sprośne sms-ki....eh.
Na razie "uciekłam" - szukam dystansu do tego co było, żeby umieć myśleć o tym co będzie.
Witam.
W sumie samo słowo ,, samotność'' dla mnie to nie nowość ,byłam,, samotna' w małżeństwie teraz sama ale nie samotna co to to nie.
Lubię moją niezależność ,robię to na co mam ochotę .Mam dzieci którym nie ograniczam swobody co sobie cenią i nie mam zbyt dużych kłopotów wychowawczych co znowu Ja sobie cenię.Mam przyjaciół ale w moim życiu nie ma tego jedynego mężczyzny i jakoś o to nie zabiegam .,,Pokochać siebie" niby słowa a znaczą tak wiele nie tylko dla nas samych ale dla innych .Być sobą jest trudno rzadko ktoś nas wtedy akceptuje ale czy my akceptujemy siebie raczej nie .Ja w pełni siebie akceptuję i przez to jestem atrakcyjna dziwne ale prawdziwe.
Przede wszystkim umiem z siebie żartować o nie umniejsza mojej wartości a zauważyłam że jest wręcz odwrotni moja wartość rośnie mam więcej przyjaciół niż wtedy gdy chciałam być kimś innym .Straciłam pracę ale byłam sobą teraz mam prawie dwie piszę prawie bo na drugą jeszcze nie wyraziłam zgody nie chęci a to zasadnicza różnica.Bycie sobą o nie tylko profity materialne ale i luksus indywidualny a w dzisiejszych czasach to mało opłacalne ,Niby tak a niby nie .Nie masz drugiej połowy coś z tobą nie tak , masz ale Ci się nie układa coś nie siadło źle jednym słowem paranoja .Choliwcia i tak źle tak nie dobrze.Jesteśmy tylko ludźmi a rzeczą ludzką jest błądzić ale czy aby na pewno?Bycie sobą nie jest grzechem jest zaletą i luksusem na który nas stać jeżeli tyko tego chcemy .
...
Bycie sobą nie jest grzechem jest zaletą i luksusem na który nas stać jeżeli tyko tego chcemy .
W samo sedno ![]()
Tak jak powiedzenie, że prawdziwa wolność polega na prawie do odmówienia sobie czegoś gdy JEST możliwość skorzystania. Dzięki
ja się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma.....
czytając to co piszecie mam wrażenie, że muszę polubić moją samotność....a ja nie czuję się w niej komfortowo
i chyba nie dla każdej z nas jest ona dobra. co nie znaczy, że muszę koniecznie mieć ten słodki ciężar na plecach w postaci mężczyzny - broń Boże
- ale moje życie chyba byłoby bardzo smutne, gdybym musiała całe spędzić je samotnie.
w sumie sama nie wiem co lepsze- wychodzi na wierzch moja dwoistość natury....niby jestem milczkiem, samotnikiem, indywidualistką....ale POTRZEBUJĘ kogoś u boku
czasem sama siebie denerwuję przez to niezdecydowanie....eh
Chyba można polubić samotność, a co to właściwie wg was oznacza ta "samotność"? Każdyt chyba troche inaczej to zjawisko pojmuje...
Mozna zycie spedzic na tesknocie za tym co byc moglo , a nie bedzie.
Mozna zatrzymac sie na tym co tu i teraz.
Pamietam jak runelo moje malzenstwo zameczalam sie wizja i co teraz ja biedna ze swoja samotnoscia poczne. Patrzylam zazdrosnie na malzenstwo sasiadki - tak ladnie, zgodnie szli z dziecmi na niedzielny spacerek.
Za czas jakis poznalam ich blizej i w zyciu nie widzialam bardziej samotnych ludzi, kompletnie nic ich nie laczylo, zero wymiany mysli,zero wspolnych zainteresowan - ona maszyna gotujaco-sprzatajaca, on maszyna zarabiajaco.strofujaca. Z czasem ona mi sie zwierzyla, ze lozko juz tez dawno przstalo byc jakakolwiek atrakcja.
Czesto pozory sa motorem naszych tesknot, czesto presja spoleczna, najczesciej wychowanie i stereotypy buduja nasza wizje szczescia.
Jezeli mam czegos w zyciu zalowac, to tego, ze wlasnie ulegalam za dlugo tym presjom. Wyzwolenie sie z tych obciazen pozwolilo mi byc w koncu tym czym naprawde jestem i robic to co lubie.
Oczywiscie fajnie jest sie przytulic do kogos bardzo bliskiego - ale przeciez nie za wszelka cene. I miast powywac z tesknicy wole isc na basen, lub wsiasc w samolot.
I nic mnie bardziej nie wkurza niz pytanie kogos, kto mnie dawno nie widzial "czy ulozylas sobie zycie" - dajac do zrozumienia, czy ktos u boku mego, bo tylko tak ma wygladac ulozone zycie.
Tak na dobra sprawe znam tylko jedna pare , ktora spelnia kryteria autentycznosci bycia razem. W wielu innych pzypadkach podejrzewam, ze byloby lepiej "luzem".
Nie bede sie wiec skupiac na tym co byc moglo, a nie bedzie, bo za wiele juz czasu na to stracialam - nie smakujac innych czekoladek z pudeleczka.
A tak na marginesie,to przydaloby sie inne okreslenie dla tego stanu - samotnosc, jakos tak brzmi zalosnie, natomiast singielka w moim wieku...
Pozdrawiam B.
59 2012-11-30 18:59:29 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-30 19:01:56)
Mozna zycie spedzic na tesknocie za tym co byc moglo , a nie bedzie.
Mozna zatrzymac sie na tym co tu i teraz.
...
I nic mnie bardziej nie wkurza niz pytanie kogos, kto mnie dawno nie widzial "czy ulozylas sobie zycie" - dajac do zrozumienia, czy ktos u boku mego, bo tylko tak ma wygladac ulozone zycie.
Tak na dobra sprawe znam tylko jedna pare , ktora spelnia kryteria autentycznosci bycia razem. W wielu innych pzypadkach podejrzewam, ze byloby lepiej "luzem".
Nie bede sie wiec skupiac na tym co byc moglo, a nie bedzie, bo za wiele juz czasu na to stracialam - nie smakujac innych czekoladek z pudeleczka.
A tak na marginesie,to przydaloby sie inne okreslenie dla tego stanu - samotnosc, jakos tak brzmi zalosnie, natomiast singielka w moim wieku...
TY wiesz ile to trzeba odwagi by być inną niż stereotypy otoczenia?
Bo to jakieś wywrotowe (jak feministki palące staniki onegdaj
)
JAK TO...? niesparowana a szczęśliwa? NIEMOŻLIWE... BYLE jak, byle w parze!
(może dlatego tak nieledwie nastoletnie panny dążą do ślubu... a potem zamiast jak w bajce żyli długi i szczęśliwie - płacz i zgrzytanie zębów) WPROST ślepa determinacja.
Ja już dwakroć spróbowałam tego miodu, wiem zatem co znaczy być z kimś. Teraz jestem sama (nie samotna tylko nie sparowana) - TAK właśnie UŁOŻYŁAM swoje życie - taki jest mój wybór.
Jeżeli spotkam człowieka podobnego do mnie i "zagramy" w jednym tonie to kto wie... NIE zapieram się jak żaba błota ![]()
Najlepsze określenie świata na ten stan: jestem WOLNA
(w każdym tego słowa znaczeniu)
Mozna zycie spedzic na tesknocie za tym co byc moglo , a nie bedzie.
Mozna zatrzymac sie na tym co tu i teraz.
Pamietam jak runelo moje malzenstwo zameczalam sie wizja i co teraz ja biedna ze swoja samotnoscia poczne. Patrzylam zazdrosnie na malzenstwo sasiadki - tak ladnie, zgodnie szli z dziecmi na niedzielny spacerek.
Za czas jakis poznalam ich blizej i w zyciu nie widzialam bardziej samotnych ludzi, kompletnie nic ich nie laczylo, zero wymiany mysli,zero wspolnych zainteresowan - ona maszyna gotujaco-sprzatajaca, on maszyna zarabiajaco.strofujaca. Z czasem ona mi sie zwierzyla, ze lozko juz tez dawno przstalo byc jakakolwiek atrakcja.
Czesto pozory sa motorem naszych tesknot, czesto presja spoleczna, najczesciej wychowanie i stereotypy buduja nasza wizje szczescia.
Jezeli mam czegos w zyciu zalowac, to tego, ze wlasnie ulegalam za dlugo tym presjom. Wyzwolenie sie z tych obciazen pozwolilo mi byc w koncu tym czym naprawde jestem i robic to co lubie.
Oczywiscie fajnie jest sie przytulic do kogos bardzo bliskiego - ale przeciez nie za wszelka cene. I miast powywac z tesknicy wole isc na basen, lub wsiasc w samolot.
I nic mnie bardziej nie wkurza niz pytanie kogos, kto mnie dawno nie widzial "czy ulozylas sobie zycie" - dajac do zrozumienia, czy ktos u boku mego, bo tylko tak ma wygladac ulozone zycie.
Tak na dobra sprawe znam tylko jedna pare , ktora spelnia kryteria autentycznosci bycia razem. W wielu innych pzypadkach podejrzewam, ze byloby lepiej "luzem".
Nie bede sie wiec skupiac na tym co byc moglo, a nie bedzie, bo za wiele juz czasu na to stracialam - nie smakujac innych czekoladek z pudeleczka.
A tak na marginesie,to przydaloby sie inne okreslenie dla tego stanu - samotnosc, jakos tak brzmi zalosnie, natomiast singielka w moim wieku...
Pozdrawiam B.
Naprawdę zgodzę się z Tobą. Ja akurat jestem nieszczęśliwa, ale nie dlatego, że pozostaję bez mężczyzny u boku, a jeno dlatego, iż jestem taka z natury swej. Gdybym bylą w parze też byłabym nieszczęśliwa. Mogę dla suiebie wysnuć wniosek taki, iż moje zadowolenie z życia nie zależy od samotności czy pozostawania w związku ![]()
betina2 napisał/a:Mozna zycie spedzic na tesknocie za tym co byc moglo , a nie bedzie.
Mozna zatrzymac sie na tym co tu i teraz.
...
I nic mnie bardziej nie wkurza niz pytanie kogos, kto mnie dawno nie widzial "czy ulozylas sobie zycie" - dajac do zrozumienia, czy ktos u boku mego, bo tylko tak ma wygladac ulozone zycie.
Tak na dobra sprawe znam tylko jedna pare , ktora spelnia kryteria autentycznosci bycia razem. W wielu innych pzypadkach podejrzewam, ze byloby lepiej "luzem".
Nie bede sie wiec skupiac na tym co byc moglo, a nie bedzie, bo za wiele juz czasu na to stracialam - nie smakujac innych czekoladek z pudeleczka.
A tak na marginesie,to przydaloby sie inne okreslenie dla tego stanu - samotnosc, jakos tak brzmi zalosnie, natomiast singielka w moim wieku...TY wiesz ile to trzeba odwagi by być inną niż stereotypy otoczenia?
Bo to jakieś wywrotowe (jak feministki palące staniki onegdaj)
JAK TO...? niesparowana a szczęśliwa? NIEMOŻLIWE... BYLE jak, byle w parze!
(może dlatego tak nieledwie nastoletnie panny dążą do ślubu... a potem zamiast jak w bajce żyli długi i szczęśliwie - płacz i zgrzytanie zębów) WPROST ślepa determinacja.
Ja już dwakroć spróbowałam tego miodu, wiem zatem co znaczy być z kimś. Teraz jestem sama (nie samotna tylko nie sparowana) - TAK właśnie UŁOŻYŁAM swoje życie - taki jest mój wybór.
Jeżeli spotkam człowieka podobnego do mnie i "zagramy" w jednym tonie to kto wie... NIE zapieram się jak żaba błota
Najlepsze określenie świata na ten stan: jestem WOLNA(w każdym tego słowa znaczeniu)
Właśnie, z tym "układaniem sobie życia" też się zgodzę, do diabła, a jeśli jestem sama to moje życie jest "potargane" czy"rozczochrane" wg osób wypowiadających takie komunały.
Ano wlasnie - te nieszczesne feministki co to koniecznie musza palic stanik. Nastepny stereotyp, ktory tak bardzo lubia slabi panowie i co gorsza niektore panie. Bardzo mnie rozbawila Carla Brununi tekstem o powinnosci bycia kobieta domowa - akurat ona, ktora zaliczyla w zyciu wszystko co mozliwe, epatowala swym pieknym cialem, zaliczyla niezle stadko znanych panow(nie zebym sie gorszyla), bedzie prawic moraly o urokach kobiety domowej i be feministkach, rujnujacych zdrowa tkanke. Paranoja!
Przyznam szczerze, ze moje wyzwolenie w jakiejs czesci zawdzieczam lekturom, ktorymi autorkami byly zdeklarowane feministki. I tak na koniec, bo nie temat o tym, feminizm jest tak zle interpretowany, w glownej mierze wizualnie (babo-chlop), erotycznej(niedorznieta) no i oczywiscie - mezczyznozercy.
Tak Anhedonio - milosci nie mozna sie zapierac - jak to wdziecznie okreslilas jak zaba blota - fajnie jak sie zdazy, ale jak nie ,to nie mozna sie dac zdolowac niepelnowartosciowoscia.
Kiedys slyszalam swietny tekst do mojej tez "samotno-wolnej" kolezanki , a kto za twa trumna pojdzie jak juz zejdziesz ze swiata tego.Myslalam, ze ja zejde w tym momencie ze smiechu -. wizja nerwowego szukania partnera, coby miec watpliwa przyjemnosc konduktu zalobnego. Najgorzej, ze czlowiek mowil to powaznie.
Missnowegojorku - Ty z tak imponujacym nikiem, a taka smutna czegos. Czyzby tytul miss szczescia nie dawal? Zartuje oczywiscie.
Moze Ty taka melancholijna natura. Smutek tez potrafi byc tworczy - powstaja tak piekne wiersze, muzyka, obrazy.......
A skoro smutek razem, czy osobno jednaki , to moze lepiej nie meczyc obiektu.
Pozdr.B
Betino2, żadne tytuły szczęścia nie gwarantują
, poza tym nie wszyscy muszą epatować szczęściem i optymizmem
, są tacy i tacy, dlatego światjest taki różnorodny i ciekawy. Zresztą, cóż ja będę tłumaczyć osobie tak oczytanej jak Ty. Także uważam się za feministkę, choć może to głupie, tak zymakać się w szufladzie. Ja podziwoam ostatnio feministkę, słynną autorkę skandalicznej powieści Panistka i laureatki Nobla, Elfride Jelinek. Kobeita ma powera, a jest agro- i socjofobiczką, prawie nie wychodzi z domu. Jest od 30 lat mężatką, ale z mężem wcale nie mieszkała i widują się raz na miesiąc. Ot, co za cuda wyrabiają sie na tym świecie.
Obawiam się, że mi samotność nie służy i z każdym rokiem coraz ciężej mi z myślą o nadchodzących Świętach. Nie pomaga "pozytywne myślenie" i cokolwiek, co dotąd odwracało uwagę .. chyba czas wybrać się do psychologa.
Jak sobie z tym radzicie?
ja osobiscue sobie nie radze, a do psauchologa chodze od 2 lat i doopa.