Mussuka - byłam, miód i wino piłam. Tyle że duuużo wcześniej. Z Sabatowiczkami.
Podobne tematy
Mussuka - byłam, miód i wino piłam. Tyle że duuużo wcześniej. Z Sabatowiczkami.
Spalilyscie kogos?
Dobra, zeby mnie nie zbanowali:) - smutna, pisz ciag dalszy bo wciaga ten dramat lepiej niz Ksiadz Mateusz.
Kriss napisał/a:Mussuka - byłam, miód i wino piłam. Tyle że duuużo wcześniej. Z Sabatowiczkami.
Spalilyscie kogos?
Niezupełnie - ale blisko. Przeniosłyśmy się w real. Dodatkowo kukiełki, wbijanie szpileczek, zaszywanie krewetek w zasłonki - te sprawy.
A do tego woda ognista - i dżampreza gotowa. Ale trzymamy się razem, dziewczyny czasem piszą - ostatnio pisała Tarantella z tego co widziałam.
No i oczywiście cały czas czytamy wątek.
Mussuka napisał/a:Kriss napisał/a:Mussuka - byłam, miód i wino piłam. Tyle że duuużo wcześniej. Z Sabatowiczkami.
Spalilyscie kogos?
Niezupełnie - ale blisko. Przeniosłyśmy się w real. Dodatkowo kukiełki, wbijanie szpileczek, zaszywanie krewetek w zasłonki - te sprawy.
A do tego woda ognista - i dżampreza gotowa. .
noo ładnie ..... :-D to się kriss wysypałas doładnie ...aż sie strach bać co na to ndimension
???
kolego ende cos tam
Prezentujesz poziom bardzo wysoki.
moze nastepnym razem po literce powycinasz z postow
Słabo. Szukasz dziury w całym a niewiele potrafisz znaleźć.
i sprobujesz logiczne komentarze dac do nich? Idzie Ci coraz lepiej.
Ad personam bez zawartośći merytorycznej, przykładu albo cytatu.
Btw. prawdziwy samiec to nie jest gnojek walacy piescia w stol i powtarzajacy "i tak zrobie jak chce bo gdzies mam uczucia innych". To despota. Pomysl nad tym.
Co oznacza, że tak Cię ruszyło to co napisałem, że aż musisz sięgać do zewnętrzego tematu, żeby coś na mnie znaleźć.
A dwa, że nie na temat wogóle.
jątrzył, drażnił, wkurzał i prowokował do ostrych wypowiedzi
Nie mam takiej intencji. To, że TY tak to odbierasz albo tak się z tym czyjesz, to juz nie mój problem.
bo jedno jest pewne nie jest tu po to, aby w jakikolwiek sposób pomóc autorce tekstu,
Nie, w żaden sposób nie bronię stanowiska pod tytułem "Dajcie spokój byłej i mężowi, bo nie tam leży problem". Tak a propos pomagania - dużo aktywnych autorek tutaj pchało się ze SWOIMI halucynacjami, do wypowiedzi Smutnej7, co bankowo pomagało. Oko, drzazga, kłoda.
to po prostu mistrzostwo świata w konkursie na najbardziej wyzutą z empatii osobę.
Dostanę medal od Bronka to? ![]()
Skąd wiesz czy hasło nie dało do myslenia?
2. Natychmiast dziś wyjdź wieczorem, spotkać się z wymyślonym kolegą, powiedz swojemu, że taki jeden co to kiedyś go znalas, opuściła go dziewczyna i musisz go pocieszyć
3. Po tym jak po twoim spotkaniu z wymyślonym kolegą nie przestanie kontaktować się z byłą, pomyśl o rozstaniu (ale najpierw pochodź jeszcze parę razy z "kolegą" na wymyślone spotkania a w tym czasie możesz iść do kina.
Ja też nie wierzę.
my te złe, kłamiące, obłudne, kłamiące, obłudne
Npisałem coś takiego?
z samymi negatywnymi intencjami...
Proszę:
..... troche tylko zaczepnie się wypowiem...... założe się chętnie, że ta eks jest samotna.. nie ma partnera................założę sie! obym sie myliła.
a co, pojdziemy wszystkie na nia?:)) ale byloby jajo - dzwonek do drzwi, eks panienka otwiera a tu sznur rozjuszonych bab "podobno tu kawe daja":)
......i to dopiero by była lekcja.. dla takiej panny............ ;-D
Ożesz w mordę - super pomysł. Można wziąć normalnie ciasto i prąd do kawy. Zima panie tego idzie. Ja mam nalewkę na propolisie. Zdrowiutko będzie.
można by się ewentualnie pokusić o oblanie nimi ciuchów,
PS.. a Ty nie masz powaznych terapeutycznych problemów z relacjami społecznymi?
Potrafisz odnieśc się na temat do czegokolwiek, czy jedyne na co Cię stać to atakowanie osoby?
buszowal po babskim forum probujac wyciagnac z nas tajniki z czego sklada sie prawdziwy samiec:)
Naprawdę, wsałdziłem kij w mrowisko. Zero odniesienia się do jakiejś wypowiedzi, w grupie raźniej oraz najlepsza rzecz, czyli, nie potrafię tutaj, to się przyczepię do innego tematu. Przy okazji tego, idz przeczytaj jeszcze raz o czym był pierwszy mój temat, chwilowo halucynujesz.
1. prostu młody mężczyzna, 2. chyba student, 3.nieżonaty 4.i z bardzo zerojedynkowym podejściem do rozwiązywania wszelkich napięć i konfliktów w dowolnych związkach. 5.co jeszcze żonaci nie byli. Proste.
1. kwestia względna
2. pudło
3. zatopiony
4. nomen omen, upraszczasz
W związkach nie ma napięć, są w ludziach.
5. Piszę nałogowo o jej małżeństwie?
Ndimension - jednak nie przeczytaleś wątku Grupy. Przybliżę Ci z grubsza - "masz nosa", tam jest dokładnie problem kobiet (właśnie kobiet) o niskim lub wybitnie niskim poczuciu własnej wartości.
Zawatość adekwatna do nazwy grupy.
absolutnie nie umniejszając Twojej niewątpliwej inteligencji
Zanane z mediów: "nie chcę być nie miły, ale...", "nie chcę pana obrażać, ale...".
Co Ty wiesz o małżeństwie z pozycji kobiety?
Wystarczająco duzo, żeby nie zmieniać tematu.
1. Oni (Smutna i jej hasbend) - wogóle się nie znają. Przed ślubem - randkowanie na odległość, po - 10 miesięcach, ona w domu, on pracuje, potem ciupasem do mamusi na obiad. Parodia.
2. Nie zdążyli się ze sobą zakumplować - każde ciągnie w swoją stronę od początku małżeństwa. Komunikacja na poziomie zerowym.
![]()
3. Facet jest ewidentnie dziwny - 34 lata i nie chciał z laską mieszkać przed ślubem ze względów religijnych.
Duże prawdopodobieństwo, że to zasłona dymna dla czegoś innego.
4. Moja opinia jest taka: on sobie próbuje "wychować" żonę, a ona histerycznie się nie daje. Nic dobrego z tego nie wyjdzie
którego sprytnie nie poruszyłeś - nad pracą nad samą sobą.
Nie, w żaden sposób nie bronię stanowiska pod tytułem "Dajcie spokój byłej i mężowi, bo nie tam leży problem".
5. Nie mają wspólnych zainteresowań = nie spędzają wogóle czasu razem.
6. Na temat seksu - cisza, ale nie wróżę fajerwerków.
![]()
jaka jest twoja RADA dla naszej Autorki? Jak ma uzdrowić swoje małżeństwo?
Zostawić w spokoju męża, żadnych zakazów, nakazów. Żadnych prób ani próśb zmienienia go. Jak sam nie będzie chciał i zrobi coś naprzeciwko sobie, to będzie bunt i dwa kroki w tył.
Byłą męza też zostawić w spokoju. Nie jest niczemu winna.
A ostatecznie, popracować nad własnymi przekonaniami o samej sobie. Co mi w sobie pasuje a co mi nie pasuje. Czy chcę coś w sobie smienić? Dlaczczego tak, dlaczego nie. I nie ma "ja już taka jestem" bo to wymówka. Chcesz, abo nie chcesz.
................. a nie mówiłam????
No wyszło że masz postawę ignoranta - co wcale nie znaczy że nim jesteś. Nie masz bladego pojęcia o etiologii problemu - Twoje rozwiązania to jak APAP na gangrenę, bo nie tylko w Smutnej tkwi problem ale właśnie głównie w jej mężu - to znaczy w jego zachowaniu. I nawet niech jest go "po równo" (tego problemu) - to pracować powinni OBOJE. Na tym właśnie polega małżeństwo. No i związek wogóle.
Z tym że - małżeństwo jest o wiele trudniejsze - przynajmniej w przypadku Smutnej - bo jej mąż przestał się starać. I teraz - albo pokazał swoje prawdziwe "ja" - czyli: jestem religijny = małżeństwo jest nierozerwalne = mam wszystko w dupie - ma być jak chcę. Albo bierną agresją próbuje "wychować" Smutną - czyli ją właśnie ZMIENIĆ - ona się broni = mamy impas.
Mam też radę dla Ciebie Ndimension; ponieważ jest to forum kobiece - według Regulaminu Panów nas odwiedzających obowiązują troszkę inne = bardziej rygorystyczne zasady. Dotyczy to tak kultury wypowiedzi jak i słownictwa - bardzo łatwo przekroczyć tę granicę, bo linia demarkacyjna cienka. Jeżeli chcesz z nami dyskutować na poziomie bez zbędnych pyskówek - zrób to. Nadmienię iż znakomita większość Pań wypowiadających się jest starsza od Ciebie - i te dwa elementy: wiek+ płeć wymagają abyś odnosił się do rozmówczyń z należytym szacunkiem.
Poza tym - generalnie wchodzimy tu na Forum nie po pyskówki, ale pogadać o problemach i sobie pomóc. Nie wiem czy ta formuła Ci odpowiada - to typowo babskie forum.
Potrafisz odnieśc się na temat do czegokolwiek, czy jedyne na co Cię stać to atakowanie osoby?
ATAKOWANIE OSOBY? to był komentarz do TWOJEGO ATAKU... nieuwłaczając.
Zostawić w spokoju męża, żadnych zakazów, nakazów. Żadnych prób ani próśb zmienienia go. Jak sam nie będzie chciał i zrobi coś naprzeciwko sobie, to będzie bunt i dwa kroki w tył.
Byłą męza też zostawić w spokoju. Nie jest niczemu winna.
A ostatecznie, popracować nad własnymi przekonaniami o samej sobie. Co mi w sobie pasuje a co mi nie pasuje. Czy chcę coś w sobie smienić? Dlaczczego tak, dlaczego nie. I nie ma "ja już taka jestem" bo to wymówka. Chcesz, abo nie chcesz.
wiesz co? myslę, że smutna zna siebie lepiej niz jego... ona mysli i rozważa to co dotyczy ich oboje.. on natomiast robi tylko uniki.. zaznacza terytorium i zwyczajnie mierzy się z nia o zajęcie jak najwięcej.. TO SIE zdarza młodym małżonkom dość często.. // ile mi pozwolisz? ile ja sobie pozwolę/// od mądrej i rozważnej postawy ICH obojga zależy kiedy i czy wogóle im sie uda..
... i jeszcze jedno personalnie do Ciebie.......... nie masz poczucia humoru za grosz.
Przestało mnie to bawić, tak jak mnie bawiło (nie wspomnę to tym, ze zacząłem od Smutnej7 a knończę na wywodach do jednomelodyjnych osób). Generalnie rady ma wyjęte z miejsca gdzie światło nie dociera (takie pytanie do anty-fanek, które mówią o wieku, doświadczeniu, bycia w małżeństwie: z (x) osób, które przyszły do Ciebie po pomoc, skutecznie pomogłaś ilu(y)? x/y?)
Tu się trzeba skupić nad zupełnie innym aspektem, którego sprytnie nie poruszyłeś - nad pracą nad samą sobą.
Oraz:
bo nie tylko w Smutnej tkwi problem ale właśnie głównie w jej mężu - to znaczy w jego zachowaniu.
Albo bierną agresją próbuje "wychować" Smutną - czyli ją właśnie ZMIENIĆ - ona się broni = mamy impas.
Oczywiście, problem tkwi w jej mężu, który nie chce się zmienić tak jak by Smutna7 chciała, ale jak juz Smutna7 ma się zmienić tak jak mąż by chciał....
Coś pisałaś o "po równo".
według Regulaminu Panów nas odwiedzających obowiązują troszkę inne = bardziej rygorystyczne zasady.
Po tym mi się odechciało uczestniczyć. Zasada rodem z 19 wieku, tylko odwrócona na facetów.
Dotyczy to tak kultury wypowiedzi jak i słownictwa - bardzo łatwo przekroczyć tę granicę, bo linia demarkacyjna cienka.
1. Nie jest moim problemem, że przekraczam Twoje granice. Ostatnio jak sprawdzałem, to ziemia kręci się wokół słońca, a nie wokół Ciebie.
2. Daj mi KONKRETNE przykłady przekraczania granic.
Jeżeli chcesz z nami dyskutować na poziomie bez zbędnych pyskówek
Które są non stop w każdym zdaniu? KONKRETNE przykłady pyskówek?
Nadmienię iż znakomita większość Pań wypowiadających się jest starsza od Ciebie - i te dwa elementy: wiek+
To że jest starsza nie równa się bardziej doświadczona a juz na pewno nie równa sie temu, że ma lepiej poukłądane w głowie od osoby młodszej. Pobożne życzenia, generalizacja oraz streeotypy , ze starszy=mądrzejszy.
płeć wymagają abyś odnosił się do rozmówczyń z należytym szacunkiem.
według Regulaminu Panów nas odwiedzających obowiązują troszkę inne = bardziej rygorystyczne zasady.
1. Pokaż mi KONKRETNE przykłady braku szacunku?
2. Jesteś kobietą i za to należy Ci się szacunek. Genialne. Jakbyś była mężczyzną to też? Zapewne tak, więc po co do "należy się szacunek" dodajesz "pomieważ jestem kobietą"?
3. Jesteś kobietą i należy Cię traktować jak kobietę, co w żaden sposób nie oznacza, ze nie będę wyrażał własnych opinii.
ale pogadać o problemach i sobie pomóc.
Jeżeli już to się wspierać. Za "pomoc" jaką w tym temacie oferowałyście (z wyjątkami) - serdecznie dziekuję.
to typowo babskie forum.
Niestsety w większości "typowych kobiet" a nie "typowo babskie".
I tym optymistycznym akcentem... ![]()
Adios.
Ale się temat rozwinął;) No każdy ma swoje zdanie i ma do tego prawo, bo na tym polega dyskusja, kto wie może jest tu ktoś taki charakterem jak ten facet który się umawia z ex na spotkanie twierdząc że ma do tego prawo.
Moim zdaniem nie ma prawa robić coś wbrew woli żony!
eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee... myslałam,że więcej sobie trudusz zadasz..
Do Smutnej... trzymaj się.. jestesmy tu.. pisz jak będziesz miała potrzebe...zaczyna sie weekend.. może przyniesie coś pozytywnego.. będzie dobrze ![]()
ndimension - a skąd ty się wziąłeś
wniosłeś jakiś ciekawy powiew choć czasem pierdzisz ![]()
143 2011-11-18 18:37:15 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-11-18 18:45:24)
Ochchch nieeee. Ndimension! Tylko nie to! Obraził się! Buuuu. ![]()
Ajajaj weź kochaniutki - jak chcesz kogoś obrazić, to wal personalnie, a nie się boisz i gaworzysz o jakiś jednomelodyjnych osobach i że sobie z jakiegoś miejsca gdzie światło nie dociera rady wyciągają.... No śmiało.
Jeśli zaś o moją dupę Ci chodziło - to - chybiłeś. Ona - ta moja szanowna LO - wręcz emituje światlo, jasność i ogólnie fotovoltaika i te sprawy. Normalnie olśniewa.
Nie sądziłam,że wsadzę taki kij w mrowisko:) ndimension,czy Ty masz jakiś problem z kobietami? Bo mam takie wrażenie,jakbyś się zaparł,że nie ważne jak by było,zawsze trzymasz z chłopakami-trochę dziecinne,nie uważasz? Chyba,że się mylę...
Czy przypomina to 28798 odcinek Mody na sukces,względnie Ojca Mateusza nie wiem,bo nie oglądam,ale na moje oko to już bardziej kino noire;)
Malwina-dzięki:) A dla całej babskiej grupy wsparcia-miłego weekendu.Dla Ciebie ndimension też-może się czasem uśmiechnij.
Smutna przeczytałam oba Twoje wątki i co mnie zdziwiło, to ze mąż to mimo małżenstwa zatwardziały stary kawaler. Ma żone ale zachowuje sie jakby jej nie miał, co mają znaczyć te wypady do mamusi na obiadek, skoro w domu ma gotowy na stole przez żone przygotowany??
Ogląda sie za eks, która w przeszłości musiała dać mu kosza a teraz odnowiła kontakt - takie zachowania to domena singli (jestem singielka wiec sprawa "odgrzewanych "kontaktów jest jasna).
Jesteście małżeństwem tak krótko, ze teraz to z ust Twojego meża powinny płynąć zdania zaczynajace sie od słów "moja żona", "jestem po ślubie", "my z żona" .
Nie umie rozwiazywąc problemów , tylko pajacuje i gdy chcesz cos mu powiedzic odwraca sie tyłem, zachowuje sie tak jakbyś była jego nową panną, przed którą nie musi sie tłumaczyć ani starac, przed która nic nie musi i jest z nią w wolnym związku.
Facet nie przestawił sie z trybu "kawaler" na tryb "mąż" - takie niewiadomo co, ni pies ni wydra.
Masz rację Niobe.On zachowuje się czasem tak,jakby chciał zjeść ciastko i mieć ciasto,czyli "chcę mieć żonę,ale chcę mieć też wolność taką jak w czasach gdy byłem sam"...Tu jest chyba w ogóle sedno wszystkich problemów. Zanim zaczęliśmy się spotykać,przez 5 lat był sam,więc może faktycznie zachowania starokawalerskie za mocno weszły mu w krew.
Ło! Kobieto! Ale pociągnęłaś wątek
Nie sądziłam, brawo
Ale temat jest drażliwy, to prawda. Na męża nie ma konkretnego sposobu. Moim zdaniem najlepszy by byl jakis starszy facet - teść, brat matki itp, ktory zwyczajnie by z nim porozmawiał i wytłumaczył mu, że jemu się coś myli. Takie babskie gadanie wywołuje u niego tylko "nie będziesz mnie zmieniac; będę robił to na co mam ochotę".
Kurde, wiesz co? Teraz mnie olśniło. Zacznij sama robić co Ci się podoba. Powiedz, że jedziesz do Anglii, a on nie będzie Ci mówił co masz robić i dodaj jeszcze kilka innych cytatów z jego strony. I w ogóle zacznij robić co chcesz. Do mnie przyjedź ![]()
No właśnie Teo-znikasz nie wiadomo gdzie,a tu się takie rzeczy dzieją;) Olśnienie dobre,ale trochę spóznione-już użyłam tych argumentów:)
A wiesz co-może i się spakuję i przyjadę-a co!:)
Smutna .. co słychać...? odezwij sie..
Kawa widac zaszkodzila calej trojce..? Albo smutna lezy od piatku wysmarowana jakimis algami i na bostwo sie robi, a co:)
151 2011-11-24 00:26:35 Ostatnio edytowany przez smutna7 (2011-11-24 00:29:23)
Jestem,jestem:) Algami się nie smaruję,ale w pozostaję w gotowości;) Tym bardziej,że franca wczoraj się odezwała- chciała się spotkać z moim mężem jutro przed południem u siebie w domu,a więc jak przypuszczam wtedy,kiedy jej facet jest w pracy...Mój jej odmówił,bo też w tym czasie pracuje i napisał jej smsa,że do niej zadzwoni...Czy dzwonił nie wiem...Są to bowiem informacje nieoficjalne;) Nie ufam tej babie...Coraz bardziej jej nie ufam...
A nie odzywałam się,bo ostatnio super układa nam się z mężem-proszę wszystkie czytające te słowa o odpukanie teraz w niemalowane drewno...Jest dużo czułości,miłych słów i gestów...:)
Kwestia spotkania z byłą nie była poruszana od ubiegłego tygodnia...
Odpukałam ![]()
Tfu tfu na psa urok.. będzie dobrze.. PISZ... czekamy co dalej.........
Dzięki dziewczyny:) Będę pisać...
szkoda, ze mojego szefa tu nie ma pod reka..idealny pien.. ale z braku laku to w szafke taka sosnowa puknelam..tez bedzie:)
Ja tez odpukalam. Ciesze sie, ze uklada Wam sie bardzo dobrze, i oby tak zostalo!!
Kibicuje Tobie ![]()
Ale fajnie wiedzieć,że jest tu tyle życzliwych osób...To dla mnie naprawdę bardzo wiele znaczy...Dziekuję Wam wszystkim:)
Mussuka,może na wszelki wypadek puknij jednak w tego szefa jak będzie pod ręką;)
smutna.. jak tam? zmienisz juz nick na radosna? odezwij sie..
No wreszcie jestem...Nicka jeszcze nie zmieniam,bo nie chcę zapeszać,ale póki co nadal jest dobrze:) Temat spotkania z byłą jakoś upadł,nie wiem,chwilowo,czy na dobre...Nie pytam,żeby nie wywoływać wilka z lasu...Poza tym jakoś się układa,oczywiście jakieś tam spięcia od czasu do czasu kiełkują,ale tlamsimy je w zarodku...
skwasiła bym mu gębe...
wybaczcie, że się tak bez sensu wtrącam, ale nie mogę na to patrzeć. pisze się 'spotkać na kawę' lub 'spotkać przy kawie'. może już ktoś wcześniej o tym wspomniał, nie wiem, nie ogarniałam tego tematu, po prostu raził mnie taka niepoprawna polszczyzna.
Z zainteresowaniem mieszanym ze współczuciem czytam ten wątek...
Kiepska sytuacja. Przychylam się do opinii ogółu, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. To chore. Należy tu wręcz postawić ultimatum: albo RAZEM, albo WCALE! I nie ważne, że to wzbudzi wściekłość, zarzuty itp. Jesteście razem - powinniście być traktowani przez wszystkich innych jako para, nie z osobna. Zaproszenie na kawę powinno dotyczyć Was razem...
Mam w historii swojego życia troszkę podobną, aczkolwiek na innej płaszczyźnie sytuację. Nie będę się rozwodzić...
Po krótce: byłem w kilkuletnim związku, rodzina partnerki z sobie wiadomych względów mieszała się (za jej przyzwoleniem) w nasze życie. Doszło do tego, że po karczemnej, bezpodstawnej awanturze wywołanej przez krewnych partnerki stałem się "persona non grata" w rodzinie, a za moimi plecami partnerka pojednała się ze wspólnymi wrogami
Taka sytuacja - mimo, że dla mnie potworna - utrzymywała się ponad rok... Związek trwał nadal, ale nie dawałem sobie z tym rady. I teraz najważniejsze... Moja partnerka została zaproszona na rodzinne przyjęcie urodzinowe. Ja już nie... Postawiłem partnerce ultimatum: albo idziemy tam razem, ale pod warunkiem, że usłyszę od jej rodziny zaproszenie, albo nie zgodzę się na imprezowanie beze mnie. Do samego końca łudziłem się, że to coś uświadomiło mojej drugiej "połówce".
Cóż, nie...
W chwili, gdy partnerka zbierała się do samotnego wyjścia na urodzinowe spotkanie - zabrałem swoje rzeczy i nastąpił absolutny koniec. Przecierpiałem to, miałem wątpliwości czy słusznie postąpiłem. Ale przetrwałem to i zyskałem spokój. A tamta (sprzed czterech lat) sytuacja sprawiła, że poczułem się silniejszy.
Związek ma sens tylko wtedy, gdy partnerzy szanują się wzajemnie...
Wracając do wątku: Twój mąż - z przykrością to stwierdzam - nie szanuje Twoich uczuć...
Postaw mu ultimatum.
Albo będziecie dalej razem już silniejsi o to doświadczenie, albo trochę Cie poboli, ale przestanie... I zaczniesz nowe życie z kimś wartym Ciebie.
Ufam, że Twój mąż oprzytomnieje...
wybaczcie, że się tak bez sensu wtrącam, ale nie mogę na to patrzeć. pisze się 'spotkać na kawę' lub 'spotkać przy kawie'. może już ktoś wcześniej o tym wspomniał, nie wiem, nie ogarniałam tego tematu, po prostu raził mnie taka niepoprawna polszczyzna.
Oj tam, oj tam... Cóż znaczy forma, gdy treść tak istotna? Każdemu, zwłaszcza w emocjach, zdarzyć się może jakaś wpadka słowna, ortograficzna, frazeologiczna czy stylistyczna. Ale przesłanie wypowiedzi - powstałe w emocjonalnej gorączce - pozostaje chyba zrozumiałe... Nikt nie jest idealny, a w takim momencie każdy, wybacz, nawet Ty ("...po prostu raził mnie taka niepoprawna polszczyzna...") niechcący popełni przestępstwo językowe...
Jakie ma to znaczenie w obliczu czyjejś katastrofy?
Pozdrawiam serdecznie,
ad
Ojtam,ojtam-przyznaję się do popełnienia błędu językowego.Może ta moja samokrytyka Cię jakoś uspokoi;) Na ogół staram się takich będów nie robić,ale jak widać,nie ma ludzi nieomylnych... Chyba,że Ty?;)
kosmiczny nick-to co napisałeś o wzajemnym szacunku,w zasadzie mogłoby być podsumowaniem tej całej dyskusji...Zresztą podejrzewam,że nie tylko tej na tym forum...Zgadzam się z Tobą w 100%...
Nie mam męża lecz jestem trochę czasu w związku. Mój mężczyzna był przede mną w 5-letnim związku rozstali się. On ją zostawił,bo go zdradzała i oszukiwała. Poznał mnie i było wszystko pięknie dopóki jego ex nie przypomniała sobie jak to bardzo go kocha,że wie co zrobiła i chce go odzyskać. Byłam na skraju załamania nawet założyłam wątek o tym. Sęk w tym,że mój Ł nie miał najmniejszej ochoty z nią dyskutować,rozmawiać czy się spotkać pomimo nalegań i wydzwaniania nawet do jego przyjaciela. Wyciągała informacje czy jest ze mną szczęśliwy itd. Przyjaciel mojego faceta nie pozostawił na niej suchej nitki i napisał,że jest ze mną szczęśliwy,że ma się od nas odczepić. Ona nadal nie dała za wygraną,gdy dowiedziała się,że Ł jest w Holandii,bo ona aktualnie ze swoim partnerem mieszka w Holandii chciała zdobyć jego numer i się z nim skontaktować. Nie wiem jakim cudem ale zdobyła jego numer,akurat byłam u niego w Holandii i zaczęła dzwonić,pisać smsy. Ł był tak wkurzony,że kazał mi odebrać telefon lecz gdy się odezwałam to ona się rozłączyła,to kazał mi napisać smsa,żeby dala nam spokój i tak właśnie zrobiłam. Ona w odpowiedzi na mojego smsa stwierdziła,że jestem pieskiem,który wiernie waruje przy nim. Na to Ł odpisał jej,że owszem może i jestem pieskiem,ale przynajmniej wiernie warującym,a nie włóczącym się po obcych podwórkach i to sprawiło,że pomimo tego co go łączyło ze swoją ex jest zakończone. Napisałam również do niej bardzo grzecznie i kulturalnie bez obelg w jej stronę,chociaż w głowie kłębiły mi sie różne wyzwiska i podziękowania za to,że przez jej zachowanie jestem teraz z nim. Wpadła w złość i od tamtej pory jest cisza.
Myślę,że powinnaś napisać lub zadzwonić do jego byłej i dowiedzieć się po jaką cholerę chce się spotkać z Twoim mężem skoro ma dziecko własną rodzinę to po co pcha paluchy między drzwi? Jesteś kobietą domyślam się,że mądrą i te paluszki delikatnie wypadało by jej przytrzasnąć a męża spytaj się dlaczego związał się z Tobą skoro jego ex jest taka wartościowa ! I dlaczego w ogóle się rozstali?
Była mojego Ł chciała oddać mu pożyczone pieniądze i nawet sam do niej nie pojechał tylko od razu kazał mi wsiadać w samochód i jechać z nim do niej,myślę,że Twój tak samo powinien postąpić. Nie byłam w takiej sytuacji jak Ty,ale wiem,że Cię to boli. Dopóki ja nie miałam pewności to szalałam z rozpaczy,że w końcu się spotkają.
Trzymam za Ciebie kciuki ![]()
Beata810-dziękuję...cieszę się,że mnie rozumiesz...Masz szczęście,że Twój Ł okazał się takim rozsądnym i odpowiedzialnym za Twoje uczucia facetem...
To już chyba koniec mojego małżeństwa...:(:(:(Jeśli jest tu ktoś,kto chciałby ze mną porozmawiać,niech się odezwie...
To już chyba koniec mojego małżeństwa...:(:(:(Jeśli jest tu ktoś,kto chciałby ze mną porozmawiać,niech się odezwie...
Jak to koniec ?! Co się dzieje ?
!?
Smutna7 : co się stało? czemu uważasz, że to koniec Waszego małżeństwa? Wyjaśnij co się stało. Tylko na spokojnie, ale ze szczegółami. Może uda nam się jakoś Tobie pomóc. Tak na gorąco..
To już chyba koniec mojego małżeństwa...:(:(:(Jeśli jest tu ktoś,kto chciałby ze mną porozmawiać,niech się odezwie...
Przecież zaczęło być już lepiej:((
Przykro, ale może jeszcze będzie dobrze...
Było...ale jak się okazuje chwilowo...:(:(:(
Smutna napisz coś więcej,może w jakiś sposób Ci pomożemy.
Smutna, co się stało? Odezwij się, napisz coś więcej, nie poddawaj się jesteśmy z Tobą!
o Boshsssszzzzze..... co sie stało.. ;-(... napisz.. czekamy...
Dziewczyny,dziękuję Wam-wiecie co? Teraz przeczytała Wasze posty i normalnie mi się oczy zaszkliły...Nie znamy się,a potraficie być tak blisko...Biorąc pod uwagę,że nie mam tu gdzie się przeprowadziłam we wrześniu nikogo bliskiego,to dla mnie bezcenne...Dzisiaj mój mąż wyszedł z domu o 8 rano i myślałam,że już nie wróci...Przez cały dzień się nie odzywał,nie odebrał ode mnie telefonu,nie odpisał na smsy...Wczoraj doszło do mega awantury,bo znów 5 minut po tym,jak wróciłam ze sklepu obładowana jak wielbłąd z produktami na obiad dla nas,dowiedziałam się,że on ze mną jeść nie będzie,że się spieszy do matki,bo musi jej zawieźć prezent na mikołaja i pomóc,czyli wyjść z psem około 17 a było wtedy przed 14...Te osoby,które czytały mój wątek" jak do niego dotrzeć" ,wiedzą że taka sytuacja nie nastąpiła pierwszy raz...Tylko,że ja już nie wytrzymałam-powiedziałam co o tym myślę,że uważam że jest maminsynkiem-jest u matki co drugi dzień na całe popołudnie,dzwoni do niej 3 razy dziennie ze szczegółami o wszystkim opowiada-co u niego,co w pracy,jak,gdzie,kiedy...W zasadzie o wszystkim poza naszymi intymnymi sprawami...Powiedziałam,żeby się określił z kim wziął ślub-z nią,czy ze mną...Że mam dość takiego życia,tydzień dobrze,tydzień źle...Że poszłam na drugi koniec miasta po zakupy nie dla swojej przyjemności,ale dla nas na wspólny obiad...Myślałam,że mi ręce odpadną bo kupiłam też inne rzeczy-między innymi ciasteczka,które on lubi i się cieszyłam z tego,że zrobię mu przyjemność...On mi na to odpowiedział,że nie będzie jadł obiadu,bo mi się tak podoba no i że nic mi się nie stało,że poszłam na zakupy,bo ogólnie to jestem leniem i wreszcie zrobiłam coś pożytecznego...A robię w domu więcej od niego...Dzisiaj była powtórka z rozrywki-powiedziałam,że chcę żeby mnie szanował,że podtrzymuję to,że jest maminsynkiem,że nie może być tak,że jednego dnia mówi do mnie "cukiereczku" a drugiego wyzywa od próżniaków,że chyba nie wie co to jest miłość-to nie słowa,ale przede wszystkim szacunek...Trzasnął drzwiami,a jak wrócił po 7 godzinach,to stwierdził po raz kolejny że on nie będzie ze mną rozmawiał,bo nie ma ochoty,że matkę będzie odwiedzał,kiedy mu się zachce,że pierwszy raz z obrzydzeniem wracał do domu-rano mu powiedziałam,że mam nadzieję,że nie wróci...Powiedziałam to w nerwach,przeprosiłam,potem się tym gryzłam...Widzicie,ciągle coś się dzieje...:(:(:(Serio myślę o rozwodzie...:(:(:(
Wiesz co? Oczywiście bardzo Ci współczuję, ale DOBRZE że tak się stało. Dziewczyno! Jesteś młoda, ładna, nie macie dzieci - naprawdę możesz "na sucho" przemyśleć to małżeństwo. Zastanów się czy to wogóle ma jeszcze sens. Pomyśl nad terapią - jak nie będzie chciał ratować tego co zostało - kopnij go w cztery i ułóż sobie życie z kimś kto Cię kocha i szanuje. Nie marnuj czasu.
Nieustająca walka z nim ...o niego. Znam to z innej strony...
Patrzącym z boku - tak jak i mnie - łatwo radzić odejście, łatwo wręcz "nakręcać", dodawać otuchy i siły. Wiem, że to potrzebne, że daje jakieś - mimo, iż wirtualne - wsparcie i potwierdzenie własnych odczuć. Będąc w takiej sytuacji niejednokrotnie zadajemy sobie pytanie: czy moje postrzeganie jest prawidłowe? Czy moje wątpliwości mają podstawę? Czy błądzę w wyobrażeniach udanego związku, a ten mój jest przecież taki idealny? I wszystko to, co mnie boli - to tylko efekt moich urojeń?
Pisząc tu oczekujemy potwierdzenia naszych wątpliwości bądź uświadomienia, że nasze odczucia są wypaczone i wyolbrzymiamy drobiazgi...
Nie wyolbrzymiasz. Twój związek jest ...dziwny. I wiele osób dawno zostawiłoby to za sobą. Ty wciąż walczysz. Wciąż wierzysz, że warto. Prawdopodobnie tak. Tylko cena niekiedy jest zbyt wysoka. Może Twoje słowa w końcu wstrząsną mężem? Oby.
Jeśli jednak nie - nie trać życia na kogoś tak Ciebie traktującego. Jego zachowanie, jego słowa - dla mnie, faceta - nie do przyjęcia.
Bądź twarda i mimo, że zaboli, jeśli Twoje starania nic nie zmienią - zostaw to jak jest i zacznij szukać szczęścia z kimś innym, tym razem Cię szanującym i wartym Twojej uwagi.
Trzymaj się dzielnie!
Nie bede oryginalna jesli powiem, ze mąż jest ewidentnie dziwny i dziwne jest to, że z uporem maniaka sam chce odwiedzac mamusie. Przecież moglibyście oboje z okazji mokołajek odwiedzziac jego mamcie, wreczyc prezent od Mikołaja, zjesc obiad......mogłoby byc tak fajnie i miło, z tym chłopem jest cos nie tak.
Smutna... smutno jest i mi z Twojej przyczyny... ale mam słowa pociechy.. Ty masz rację a nie On.. ja wiem,że to taki paradoks sugerować się co pomyślą inni ale zdaniem innych też warto się przejąć.. a wiele osób patrzących z boku na to co piszesz... i biorąc nawet pod uwagę poprawkę na rację drugiej strony.. mówi głośno i wyraźnie.. MASZ TY dziewczyno racje... WY jesteście związkiem 1+1= Wy..amen.. nie mamusia, nie siostrunia.. nikt.. WY.. i na tym wyliczeniu matematycznym ma sie opierać WSZYSTKO.. amen..
Niech opadną emocje.... niech kurz opadnie.... powiem Ci tak.....jest Ci ciężko, trudno, boleśnie...ale niech Cię trzyma na siłach ta podpora ode mnie.. od Nas wielu..masz racje.. Trzymaj się dzielnie.. głowa do góry... i pisz... pomożemy, popłaczemy z Tobą.. ja mogę nawet poprzeklinać.....
Nie możesz dać się traktować jak byś była jakąś marionetką wypożyczoną z teatru. Jeśli masz szacunek sama do siebie,to nie pozwolisz sobą manipulować,widzę,że walczysz i chcesz walczyć o siebie i rób to ! Zajmij się czymś,oddaj się temu i niech on Ciebie błaga o czas dla was. Może zacznij być neutralna dla niego i trzymaj go z dystansem,bez nerwów i afer. Niech to on zacznie biegać za Tobą i starać się o wasz związek. Nie warto pochopnie podejmować decyzji,może jeszcze da się uratować wasze małżeństwo?
181 2011-12-07 23:54:46 Ostatnio edytowany przez smutna7 (2011-12-08 00:01:12)
Malwina-nic co bym teraz napisała,nie odda tego jak mi się zrobiło ciepło na sercu kiedy przeczytałam,co mi napisałaś...Czuję Twoje wsparcie,naprawdę...I nie tylko Twoje...Tak więc płaczcie ze mną dziewczyny,Malwina klnij na czym świat stoi...Albo może nie płaczcie-bo będziecie wyglądały tak jak ja dzisiaj,po dwóch dniach ryków...
Kriss-myślę o terapii od dłuższego czasu...Obawiam się tylko,że on jako "ten który nie robi nic złego" ,nie będzie chciał się jej poddać...Ja jestem skłonna skorzystać z pomocy...Choć nie wiem,czy to ma sens...I wiesz-mam palące poczucie,że tracę życie na taki dziwny układ...Zastanawiałam się dzisiaj,czy on jest warty takich łez,nerwów,totalnego rozbicia psychicznego...Nie jest-wiem...Tylko to cholerne uczucie,które gdzieś się tam jeszcze kołacze,pamięć szczęśliwych chwil...Ale zdaję sobie coraz wyraźniej sprawę z tego,że trzeba będzie się skonfrontować z rzeczywistością i podjąć jakieś decyzje...Bo czuję,że jestem coraz bliżej momentu granicznego...
kosmiczny nick-dzięki za to,że przywracasz mi wiarę w to,że to nie ze mną jest coś nie tak...Dziewczyny na tym forum też to robią,ale szczególnie dla mnie ważnie jest to,że również facet ma takie zdanie...To znaczy,że nie jestem taka czepliwą babą jak wmawia mi to mąż...Że kłótnie to nie moje fanaberie...
Beata-chciałabym żebyś miała rację-żeby dało się to uratować...
Dziękuję wszystkim,że jesteście tu ze mną...
I jeszcze jedno-po tym jak dziś wrócił do domu,powiedział mi to,co tu opisałam,poszedł się kąpać...A potem jakby nigdy nic przyszedł do mnie do kuchni i najsłodszym głosem zapytał,czy gdzieś dziś byłam,czy mi nie zimno w kuchni...Dodał jeszcze,że nie mogę robić afer,bo on nie chciał jeść obiadu...Jakby nigdy nic...Jest tak pewny siebie...tak przekonany o swoich racjach,nie ma dla niego powodu do rozmowy,do dyskusji...Tylko przejście do porządku dziennego,bo to ja miałam znów fanaberie...Czy to jest normalne??? Czy cokolwiek w tym związku jest normalne??? W zasadzie to pytanie retoryczne i sama znam odpowiedź...
Smutna... na gg piszę....
Smutna.. ja na Twoim miejscu poszłabym na terapie bez względu na jego postawę.. może gdy zobaczy ,że Ty wkładasz w pracę nad waszymi relacjami tyle wysiłku może cos w nim zaskoczy... poza tym, sama utwierdzisz się w wielu własnych poglądach.. może terapia rzuci nowe światło na sprawę.. Nie możesz z tematem zamknąć się w czterech ścianach..jesteś tu .. to bardzo dobrze... bo tu naprawdę sporo mądrych ludzi, którzy Cię wesprą..
Dzisiaj to mąż sprowokował rozmowę...Oczywiście zgodnie ze swoją metodą,jakby nic się nie stało usiłował mnie zaczepiać...Powiedziałam mu jeszcze raz o wszystkim co mnie boli,zaproponowałam terapię...Jego odpowiedź-wszystko to moja wina,chcę rozwodu bo on nie zjadł ze mną pierogów na obiad,czyt,jestem kompletną wariatką i jeśli podam to jako powód rozwodu to każdy mnie wyśmieje...Jeśli wyjadę do Anglii,to sama rozwalę to małżeństwo,jeśli wniosę pozew to też będzie moja wina...Cała odpowiedzialność spada na mnie,no bo co on takiego złego robi...
Smutna,bardzo dobrze,że powiedziałaś mu o tym wszystkim,skoro on uważa,że to Twoja wina ok niech tak myśli Ty i tak rób swoje ! Idź na terapię i zacznij walczyć w końcu o siebie,walcz o spokój ducha o uśmiech na twarzy o szczęście,które może jeszcze da się odzyskać. Jeśli go kochasz to nie daj temu związkowi się rozpaść. Jak mąż wróci do domu i zacznie normalnie rozmowę to Ty z nim rozmawiasz również normalnie,jeśli zada pytanie czy w kuchni nie jest Tobie za zimno odpowiedz było by mi cieplej,gdybyś mnie przytulił
inicjuj sama od siebie zbliżenia i normalne rozmowy,bez nerwów.
Moi rodzice zaczynali od takich walk i niestety ucierpieliśmy tylko my,dzieci. Nie są razem lepiej żyje im się osobno,ale parę dobrych lat naoglądaliśmy się ich walk. Teraz jesteśmy dorośli to patrzymy trochę inaczej na to,ale szkoda mi Ciebie,bo wiem przez co przechodziła moja mama. Żadna kobieta kochająca i wartościowa nie zasługuje na takie traktowanie,a Ty taką kobietą jesteś.
No własnie się dowiedziałam,że mąż na żadną terapię nie pójdzie,bo jego zdaniem nie jest to potrzebne...
Ja spróbuję jeszcze zawalczyć,poszukam jakiegoś terapeuty,zrobię ten ostatni wysiłek...Jeśli znacie jakieś namiary na dobrego terapeutę od kryzysów małżeńskich w Krakowie,dajcie znać...Prywatne wizyty raczej odpadają,bo z kasą u mnie szału nie ma,ale będę wdzięczna za każdą wskazówkę...
Całą odpowiedzialność za wszystko co złe między nami i za ewentualny rozpad małżeństwa mąż zrzucił dziś na mnie...Beata-dzięki za Twoje słowa...
Smutna po to tu jesteśmy,żeby Ci pomóc i wesprzeć w każdy możliwy sposób ![]()
Mąż niech sobie gada. Tak jak pisałam wcześniej Ty rób swoje. Jak chcesz pomogę Ci poszukać w internecie jakiegoś specjalisty ![]()
Będę wdzięczna za każdą pomoc...
Smutna szukałam w necie,ale żadnego darmowego terapeuty nie umiałam znaleźć. Przykro mi,ale ceny też nie należą do wygórowanych. Wydaje mi się,że instytucje z darmowymi terapeutami nie są reklamowane w internecie. Popytaj znajomych,na forum załóż wątek może ktoś Ci pomoże,chciałam,ale nie podołałam.
Daj znać co u Ciebie.
hmm, mąż chce się spotkać na kawce ze swoją byłą??? hehe coś wiem na ten temat mój mąż też był z kobietą przez 6 lat, a jak sie rozstali (z jej winy) po roku czasu od tego zdarzenia poznał mnie i odtąd jestesmy razem a od 5 lat małżeństwem. Najgorsze wyobrażcie sobie jest to, że ja tą dziewczynę znam tylko z opowiadań i czasami ona sama pisała do mnie na nk czy facebooku.
I mój mąż twierdzi że przecież nie ma w tym nic dziwnego że jak przyjedzie do Polski to może sie z nią spotkać i pogadać. Tyle że mój mąż na szczęscie nie chce sie z nią spotkać "sam na sam" tylko chce żebym ja też była na tym spotkaniu jeśli do takiego dojdzie.
Ja oczywiście jestem cholernia zazdrosna bo wkoncu to jego pierwsza wielka miłość. Pewnie że sie obawiam że może podczas tego spotkania mój mąż albo ona stwierdzą w duchu że nadal im na sobie zależy? i co wtedy ? nie pzeżyłabym tego!! Ufam męzowi, kochamy sie, ogólnie jest super nie moge na niego narzekać ale rozumiem też ciebie "smutna" że masz obawy że twój mąż chce iść ze swoją byłą na kawe.... to jest zrozumiałe - nie znam kobiety która powiedziałaby w takiej sytuacji "ok idź"...może zaproponuj mężowi ze ty też chcesz z nim pójść na to spotknie
191 2011-12-09 13:27:11 Ostatnio edytowany przez Beata810 (2011-12-09 13:27:39)
Voxi
Jesteśmy w podobnej sytuacji tyle,że on jeszcze nie jest moim mężem i jego ex nie pisała do mnie na portalach społecznościowych. Chciała się kiedyś z nim spotkać to powiedział,że ok pod warunkiem oddania mu jego pieniędzy,zapakował mnie do auta i pojechaliśmy po pieniądze tyle wizyty z byłą ![]()
Super,że masz takiego męża. Powodzenia ! ![]()
192 2011-12-14 12:21:52 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-12-14 12:24:09)
Dziewczyny,dziękuję Wam-wiecie co? Teraz przeczytała Wasze posty i normalnie mi się oczy zaszkliły...Nie znamy się,a potraficie być tak blisko...Biorąc pod uwagę,że nie mam tu gdzie się przeprowadziłam we wrześniu nikogo bliskiego,to dla mnie bezcenne...Dzisiaj mój mąż wyszedł z domu o 8 rano i myślałam,że już nie wróci...Przez cały dzień się nie odzywał,nie odebrał ode mnie telefonu,nie odpisał na smsy...Wczoraj doszło do mega awantury,bo znów 5 minut po tym,jak wróciłam ze sklepu obładowana jak wielbłąd z produktami na obiad dla nas,dowiedziałam się,że on ze mną jeść nie będzie,że się spieszy do matki,bo musi jej zawieźć prezent na mikołaja i pomóc,czyli wyjść z psem około 17 a było wtedy przed 14...Te osoby,które czytały mój wątek" jak do niego dotrzeć" ,wiedzą że taka sytuacja nie nastąpiła pierwszy raz...Tylko,że ja już nie wytrzymałam-powiedziałam co o tym myślę,że uważam że jest maminsynkiem-jest u matki co drugi dzień na całe popołudnie,dzwoni do niej 3 razy dziennie ze szczegółami o wszystkim opowiada-co u niego,co w pracy,jak,gdzie,kiedy...W zasadzie o wszystkim poza naszymi intymnymi sprawami...Powiedziałam,żeby się określił z kim wziął ślub-z nią,czy ze mną...Że mam dość takiego życia,tydzień dobrze,tydzień źle...Że poszłam na drugi koniec miasta po zakupy nie dla swojej przyjemności,ale dla nas na wspólny obiad...Myślałam,że mi ręce odpadną bo kupiłam też inne rzeczy-między innymi ciasteczka,które on lubi i się cieszyłam z tego,że zrobię mu przyjemność...On mi na to odpowiedział,że nie będzie jadł obiadu,bo mi się tak podoba no i że nic mi się nie stało,że poszłam na zakupy,bo ogólnie to jestem leniem i wreszcie zrobiłam coś pożytecznego...A robię w domu więcej od niego...Dzisiaj była powtórka z rozrywki-powiedziałam,że chcę żeby mnie szanował,że podtrzymuję to,że jest maminsynkiem,że nie może być tak,że jednego dnia mówi do mnie "cukiereczku" a drugiego wyzywa od próżniaków,że chyba nie wie co to jest miłość-to nie słowa,ale przede wszystkim szacunek...Trzasnął drzwiami,a jak wrócił po 7 godzinach,to stwierdził po raz kolejny że on nie będzie ze mną rozmawiał,bo nie ma ochoty,że matkę będzie odwiedzał,kiedy mu się zachce,że pierwszy raz z obrzydzeniem wracał do domu-rano mu powiedziałam,że mam nadzieję,że nie wróci...Powiedziałam to w nerwach,przeprosiłam,potem się tym gryzłam...Widzicie,ciągle coś się dzieje...:(:(:(Serio myślę o rozwodzie...:(:(:(
Ale cyrk !
Była,mama,mamisynek i nibyleń
Smutna siódemko
zrób coś pożytecznego i SZANUJ SIEBIE
Wracaj do rzeczywistości
ps.
A napisz co na ten temat teściowa ? Rozmawiałaś z nią ?
dostałaś prezent na mikołaja ?
Smutna, przeczytałam cały wątek i naprawdę mało wesoła sytuacja.
Co do wyjścia na kawę (chociaż wiadomo, że nie tu jest pies pogrzebany) - moim zdaniem coś może śmierdzieć, ale nie musi. Wszystko zależy, czasem dwoje ludzi nie jest dla siebie stworzonych (jako pary), ale okazuje się, że są dobrymi przyjaciółmi (to jest, moim zdaniem, rzadsza wersja wydarzeń) - wtedy ok, można iść na kawę, ale w neutralne miejsce, z żoną czy mężem (to powinno się zaproponować). Moim zdaniem, częściej jest tak, że jednak jest jakaś iskierka w środku. Lepiej nie prowokować losu.
Inna kwestia to zachowanie Twojego męża - ewidentnie Cię nie szanuje i się nie liczy z Tobą. Jesteście krótko ze sobą i krótko jesteście małżeństwem. Nie znam się (bo mężata nie jestem i nie byłam), ale po takim czasie to powinno być między Wami różowo. Na terapiach się nie znam, ale ja bym pewnie na Twoim miejscu olała ciepłe obiadki dla niego sikiem prostym. Zajęłabym się sobą, a nie nim. Mam wrażenie, że Twój mąż to takie duże-małe dziecko, które tupie nóżką i pokazuje humorki. Ja bym udawała, że nie widzę. Tyle walczysz, starasz się, rozmawiasz z nim, a on ma to gdzieś. Byłam w podobnej sytuacji (nie z mężem, ale byłym chłopakiem) - on też się zachowywał podobnie, i w momencie, gdy widział jak sobie dobrze żyję sama po swojemu, to jemu się przypominało. Tylko, że taka sytuacja nie powtórzyła się tylko raz, więc odpuściłam, ale to był mój chłopak, a nie mąż, więc łatwiej jest wtedy zrezygnować.
Życzę Ci dużo dystansu i powodzenia ![]()
A ja jak zwykle przekornie zapytam: a po jakiego grzyba Ty sie smutna starasz i jakies siaty targasz przez pol wojewodztwa zeby jejmosciowi trzewia napelniac? A won do sklepu jak chce zjesc a nie lezy czterema literkami i w sufit pierdzi a Ty sie gimnastykujesz dla niego. Ugotujesz a on nie chce jesc? Lepiej dla Ciebie:) Idz sobie po drodze z pracy na salatke, pizze, najlepiej z kolezanka (w milym towarzystwie lepiej sie je), w domciu rozplaszcz sie na kanapie z manicurem i gazetka dla pan a jak pan zamamrocze to powiedz: "mamusia dzis nie gotuje?no to szkoda bo ja tez nie. Ale sa przeciez bary i bistro, skocz sobie na cos kochanie bo ja juz dzis jadlam." I tyle w temacie.
Co do terapii to Ci powiem - jemu nie terapia a ruska ruletka przydalaby sie. Nie wierze nawet przez jedna sekunde , ze a) pojdzie, b) cokolwie dotrze do zakutego lba, c) zadziala na dluzej niz do wyjscia z gabinetu. Szkoda czasu i zachodu, kasy tez.
Ja nie mam tyle anielskiej cierpliwosci co Wy drogie panie. Jak sie panu moje starania i ja sama nie podobam to fora ze dwora i po jablkach. Oczywiscie, ze nie oznacza to pelnej dyktatury w rodzinie, musi byc miejsce i na rozmowe i na klotnie i na kompromisy, ale u Ciebie nie ma poza obrazaniem i ponizaniem Cie zadnego z tych elementow (ok, klotnie sa).
Ja widze to tak: Ty sie starasz a on Twoje starania ma w gleboki powazaniu. Wiec sie przestan starac i zajmij soba (jesli w Krakowie mieszkasz to nudzic sie nie powinnas). Albo dotrze cos albo wymien go na kogos wartego Twego zachodu. Kriss ma racje: marnujesz czas i swoje mlode jeszcze zycie. Warto?
A ja jak zwykle przekornie zapytam: a po jakiego grzyba Ty sie smutna starasz i jakies siaty targasz przez pol wojewodztwa zeby jejmosciowi trzewia napelniac? A won do sklepu jak chce zjesc a nie lezy czterema literkami i w sufit pierdzi a Ty sie gimnastykujesz dla niego. Ugotujesz a on nie chce jesc? Lepiej dla Ciebie:) Idz sobie po drodze z pracy na salatke, pizze, najlepiej z kolezanka (w milym towarzystwie lepiej sie je), w domciu rozplaszcz sie na kanapie z manicurem i gazetka dla pan a jak pan zamamrocze to powiedz: "mamusia dzis nie gotuje?no to szkoda bo ja tez nie. Ale sa przeciez bary i bistro, skocz sobie na cos kochanie bo ja juz dzis jadlam." I tyle w temacie.
No tylko problem jest taki, że Jaśnie Pan nie chodzi do mamy na gotowy obiad tylko chodzi do niej i SAM sobie gotuje! Zje*ana sytuacja mówiąc szczerze ;/ I w ogóle ten człowiek dziwny jest... ;/