Co byście zrobiły gdyby wasz mąż chciał się spotkać na kawie ze swoją byłą? Wiedząc,że wam ta sytuacja sprawia przykrość? Proszę,odpowiedzcie-to dla mnie ważne...
Podobne tematy
zrobily mezowi czy bylej? zalatwily z kelnerka dosypanie odpowiedniej ilosci srodka przeczyszczajacego aby dluuugo te kawe zapamietali.
A na powaznie to nie wiem, zalezy jaka byla, po co ta kawa, jedna kawa czy jedna z wielu, jaka jest aktualna sytuacja bylej.
Chyba najprosciej jest powiedziec mezowi, ze pomysl do dupy i jak chce tylko przyjacielskiego spotkania oraz rozmow o polityce i pogodzie to Ty tez parzysz wysmienita kawe i robisz super ciasta, wiec niech zaprosi i byla i jej aktualnego do Was. Bedziesz miec kontrole nad cala sytuacja.
Cekawe co by Kriss na to?:))
Zly pomysl. Jak to mowia stara milosc nie rdzewieje.
Powiedz mu ze albo Ty albo ona. Zgodzisz się teraz to już tak zostanie. Wiem z wlasnego doświadczenia ze to zly pomysl.
Ja zerwalem kontakty ze znajomymi i byłymi ze względu na szacunek do zony. Mimo iż kilka byłych nawet po latach mnie znalazlo i chcialo się spotkac. Odmowilem- i zona o tym wie.
Za to zona spotyka się z ?kolegami?. Uwazam ze to powinno być obustronne na ?NIE?.
Co mu da ta kawa z była??
Popieram ze kawy powinien napic się z Toba.
Jeśli naprawde mu na Tobie zalezy nie powinien mieć problemu z tym aby jej odmowic i się z nia nie spotykac.
Takie moje zdanie jako (wiernego) faceta.
Powiedz mu ze ok., ale Ty tez umowisz się z byłym (a jak nie masz to z kolega) na kawe.
Mussuka-kelnerka raczej odpada,bo oni chyba zamierzają się spotkać u niej w domu(!) Że pomysł do dupy już mu powiedziałam,bo sama jestem o tym przekonana i skutek taki,że dzisiaj spałam 2 godziny,bo po awanturze w czasie której dowiedziałam się jaka to jestem zrzędliwa,a ona jaka wartościowa i nie zamknę go w klatce,a on się i tak z nią umówi itp.itd. ryczałam prawie całą noc.Teraz się nie odzywamy...
Serce-Twoja żona to szczęściara...Własnie takiego zachowania jak Twoje oczekiwałam od mojego męża,ale się zawiodłam...Dzięki za Twój głos w dyskusji,bo dzięki temu widzę,że nie jestem jakąś rozhisteryzowaną babą i że facet tez może tak myśleć...Dojrzały facet...
5 2011-11-15 10:45:15 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-15 10:49:25)
Mussuka-kelnerka raczej odpada,bo oni chyba zamierzają się spotkać u niej w domu(!) Że pomysł do dupy już mu powiedziałam,bo sama jestem o tym przekonana i skutek taki,że dzisiaj spałam 2 godziny,bo po awanturze w czasie której dowiedziałam się jaka to jestem zrzędliwa,a ona jaka wartościowa i nie zamknę go w klatce,a on się i tak z nią umówi itp.itd. ryczałam prawie całą noc.Teraz się nie odzywamy...
no to fakt, ze nieladnie. Na taka "kawke" na pewno bym sie nie zgodzila. A w ogole co za chamstwo ze strony tej eks, zeby wiedzac o tym, ze istniejesz, zaprosic faceta BEZ jego zony do siebie?
Skoro on stawia Cie przed faktem niemal dokonanym (decyzje juz podjal) to Ty zrob podobnie. "Wracasz z kawki i walizke masz juz za drzwiami, pelna Twoich wartosciowych ciuchow i pamiatek, ktore mozesz potem zabrac do wartosciowej kolezanki a tu pocalujesz jedynie klamke". Krotko, na temat, bez zrzedzenia.
a jak tłumaczy ta chęć spotkania mąż???
zapytaj go co on by powiedział na twój pomysł spotkania się z byłym u niego w domu..
no chora sytuacja jak cholerka
Zly pomysl. Jak to mowia stara milosc nie rdzewieje.
Powiedz mu ze albo Ty albo ona. Zgodzisz się teraz to już tak zostanie. Wiem z wlasnego doświadczenia ze to zly pomysl.
Ja zerwalem kontakty ze znajomymi i byłymi ze względu na szacunek do zony. Mimo iż kilka byłych nawet po latach mnie znalazlo i chcialo się spotkac. Odmowilem- i zona o tym wie.
Za to zona spotyka się z ?kolegami?. Uwazam ze to powinno być obustronne na ?NIE?.
Co mu da ta kawa z była??
Popieram ze kawy powinien napic się z Toba.
Jeśli naprawde mu na Tobie zalezy nie powinien mieć problemu z tym aby jej odmowic i się z nia nie spotykac.
Takie moje zdanie jako (wiernego) faceta.
Powiedz mu ze ok., ale Ty tez umowisz się z byłym (a jak nie masz to z kolega) na kawe.
Zgadzam się w 100 %.
Tego się trzymaj.
8 2011-11-15 11:04:33 Ostatnio edytowany przez smutna7 (2011-11-15 11:07:04)
Mussuka-wątpię,żeby takie słowa na niego podziałały-nie raz przy innych okazjach słyszałam,że "on to się szantażować nie da"...
Ona 1977-chęć spotkania tłumaczy własnie tym,że to taka fajna i wartościowa osoba i nie zasługuje,żeby zrywać z nią kontakt...Że się kumplują,tyle tylko,że jakoś kiedy byliśmy z mężem parą nie dzwonili do siebie...Po ślubie(jesteśmy małżeństwem 10 miesięcy) też nie...Aż do tej pory. Ona ma małe dziecko,nie wiem,czy ma faceta,czy nie...Powiedzcie mi,czym kieruje się babka,która nagle chce się spotkać z byłym? Dla mnie jasne jest,że gdyby była szczęśliwa w swoim związku,to nagle nie nalegałaby na spotkanie z byłym...
Jestem załamana:(
Dzięki za wasze wypowiedzi,dobrze wiedzieć,że nie tylko ja tak myślę -wczoraj się dowiedziałam,że jestem dziwna,a wręcz powinnam iśc do psychologa lub psychiatry,bo robię z tego problem....A jego znajomi spotykają się z byłymi,tylko ja nie daję żyć mężowi
Hej byłam w podobnej sytuacji jak twój mąż,przeczytaj,wyciągnij wnioski póki nie jest za pózno.
http://www.netkobiety.pl/t29900.html
Mussuka-wątpię,żeby takie słowa na niego podziałały-nie raz przy innych okazjach słyszałam,że "on to się szantażować nie da"...
I co z tego? To masz zamiar sluchac wszystkiego co on Ci mowi i siedziec bezczynnie? Albo krzyczec, awanturowac sie, plakac, nie spac po nocach? Bo on tak chce? A gdzie Twoje zdanie i Twoja wola?
Wartosciowa kolezanka? To dlaczego z nia sie nie ozenil? I dlaczego na tej niewinnej kawce maja byc tylko ON i ONA? On juz nie jest wolnym strzelcem..na wypadek gdyby o tym zapomnial... i ma pewne zobowiazania..w tym szanowac zone. A tego nie robi.
Rudas-wspólczuję Ci tej sytuacji...Cholera,więcej jest nas,tych samotnych w związkach,niż mogłoby się to wydawać...Ja wiem,że spotykanie się z byłymi to kuszenie losu,dlatego tak bardzo to przeżywam...W zasadzie to siedzę teraz nad klawiaturą i ryczę...Mussuka,wiem,że on mnie nie szanuje...Wiem i cholernie mnie to dotyka,bo kocham go cały czas tak samo mocno jak na początku,mimo,że wielokrotnie mnie już zranił...Wiem,że nie zasługuję na takie traktowanie...a on jest jak głaz...
12 2011-11-15 12:00:57 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2011-11-15 12:02:15)
Trudno skoro jest taka jego postawa Ty musisz sie mocno zastanowić...BO musisz podjąc deczyje czy dasz rade byc konsekwentna.. czyli jesli mu zapowiesz że to dla Ciebie jest nie do zaakceptowania to musi tak byc. Powiem Ci tak.. jeszcze mozna by było pokusic się o zaakceptowanie kawki z była w kawiarni ale u niej w domu??????? masakra jakaś...Ja bym sie nie zgodziła.. i nie wiem jaka kobieta by to przełknęła .. pewnie takie są.... Zapowiedz mu ze skoro tak.. prosze bardzo ale jego decyzja ma swoje konsekwencje...a jakie? musisz to przemysleć.
jesli to mu puścisz płazem... pójdzie dalej..............
13 2011-11-15 12:07:42 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-15 12:08:36)
Trudno skoro jest taka jego postawa Ty musisz sie mocno zastanowić...BO musisz podjąc deczyje czy dasz rade byc konsekwentna.. czyli jesli mu zapowiesz że to dla Ciebie jest nie do zaakceptowania to musi tak byc. Powiem Ci tak.. jeszcze mozna by było pokusic się o zaakceptowanie kawki z była w kawiarni ale u niej w domu??????? masakra jakaś...Ja bym sie nie zgodziła.. i nie wiem jaka kobieta by to przełknęła .. pewnie takie są.... Zapowiedz mu ze skoro tak.. prosze bardzo ale jego decyzja ma swoje konsekwencje...a jakie? musisz to przemysleć.
jesli to mu puścisz płazem... pójdzie dalej..............
O witaj Malwna:) jeszcze Kriss brakuje i bedzie stara gwardia w komplecie:)
Problem smutnej polega na tym, ze maz ponoc nie da sie szantazowac wiec i tak zrobi co zechce. A smutna go mimo to kocha. I nie widzi i nie rozumie, ze potulnie (niemal) zgadzajac sie na taka sytuacje..zreszta pewnie nie pierwsza..odsuwa meza od siebie. On jej nie szanuje bo wolno mu. Bo konsekwencji nie ma, bo wystarczy, ze on cos o psychiatryku powie albo zagrozi, ze nie da sie szantazowac..i smutna uszy po sobie, lzy w poduszke i na klawiature i tyle calego dymu. A jakby ten dym naprawde zrobila porzadny i konsekwencje konsekwentnie wyciagnela z takich wybrykow meza..to moze odzyskalaby zdzblo szacunku w jego oczach. A przynajmniej swoich wlasnych.
Witaj Mussuka nawał "pracy w pracy" uniemozliwia mi bywanie tutaj ;-)))))) ale widzę, że Ty wciagnieta na maxa... i tak trzymaj...!
Mussuka-faktycznie,dotąd zawsze było tak,że o coś się pokłóciliśmy,coś mi nie pasowało,ale jakoś przeszło,ja sobie poryczałam,była awantura,potem trochę ciszy w domu i w końcu mu wszystko odpuszczałam...Mimo,że z moimi oczekiwaniami wobec niego to było zupełnie na bakier...Ale wiesz,jak słyszysz ciągle,że jesteś zołzą,która się wiecznie czepia,to dochodzisz do takiego momentu,że sama głupiejesz i już nie wiesz,czy faktycznie nie przeginasz...Tym bardziej,że z nim jest tak,że po grubszej aferze zawsze sam zaczyna się odzywać-dzisiaj tez coś próbuje-wielce zdziwiony,że ja jestem inna niż zawsze-bo przecież on nic nie zrobił złego...On tylko chce,żebym żyla i dała żyć innym,czyli jemu...
Spotkanie ma być u niej w domu,bo on chce zobaczyć jej dziecko-kilkumiesięczne-taka przynajmniej jest jego wersja...
Faktycznie jestem beznadziejna...
Zasadniczo nie jestem przeciwna spotkaniom z byłymi (ani żadnymi innymi niewiastami), ale w postach Smutnej spotkanie z byłą to tylko element dość ponurej układanki. Kobieto, dajesz sobie pomiatać jak mopem. Podejrzewam, że jest też druga strona medalu. Oblazłaś tego faceta, oblepiłaś mackami, zrobiłaś sensem swojego istnienia - a on się broni, gdyż aż do takich poświęceń nie był gotowy. On zwiewa, Ty go gonisz - trochę się Wam role poodwracały...
Teksty o szantażu i psychiatryku są dowodem na to, że Wasz związek już jest patologiczny. Kryzysy można naprawiać, jeśli obie strony tego chcą. W Waszym związku on jest na lepszej pozycji, więc raczej problemu nie zechce dostrzec. Ciebie na bunt nie stać, więc będziecie sobie tkwili w tym układzie do czasu, aż on zdecyduje się z ową byłą zamieszkać.
17 2011-11-15 12:29:44 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-15 12:33:30)
Mussuka-faktycznie,dotąd zawsze było tak,że o coś się pokłóciliśmy,coś mi nie pasowało,ale jakoś przeszło,ja sobie poryczałam,była awantura,potem trochę ciszy w domu i w końcu mu wszystko odpuszczałam...Mimo,że z moimi oczekiwaniami wobec niego to było zupełnie na bakier...Ale wiesz,jak słyszysz ciągle,że jesteś zołzą,która się wiecznie czepia,to dochodzisz do takiego momentu,że sama głupiejesz i już nie wiesz,czy faktycznie nie przeginasz...Tym bardziej,że z nim jest tak,że po grubszej aferze zawsze sam zaczyna się odzywać-dzisiaj tez coś próbuje-wielce zdziwiony,że ja jestem inna niż zawsze-bo przecież on nic nie zrobił złego...On tylko chce,żebym żyla i dała żyć innym,czyli jemu...
zapraszam, o ile jeszcze tam nie bylas, do grupy kobiet kochajacych za bardzo..znajdziesz ten watek a i podobnych zachowan w nim mnostwo.
Spotkanie ma być u niej w domu,bo on chce zobaczyć jej dziecko-kilkumiesięczne-taka przynajmniej jest jego wersja...
Faktycznie jestem beznadziejna...
Oczywiscie...bo kilkumiesieczne dzieci nie maja prawa bytu w wozkach i nie mozna zabrac ich ani na spacer, ani do kawiarni ani do znajomych. Kit to on moze wciskac innym, nie nam.
Faktycznie jest beznadziejny...
ten mąz to głupek i tyle..
szuka wiatru w polu ..
to spotkanie niczego dobrego nie wróży..
dla mnie tym bardziej jest to chore i perfidne że on ze szczególami opowiada o tym spotkaniu buuuu
Smutna.. dobrze myslisz... i dobrze,ze zaczynasz widziec swoje błędy... ale skoro tak to działaj..stawiaj granice... bądź twarda... inaczej wejdzie Ci na głowe... i wiadomo co zrobi............
Smutna.. dobrze myslisz... i dobrze,ze zaczynasz widziec swoje błędy... ale skoro tak to działaj..stawiaj granice... bądź twarda... inaczej wejdzie Ci na głowe... i wiadomo co zrobi............
Stawiałam granice, byłam twarda?. może nie nazbyt twarda?. ?Zgodziłam? się kiedyś na to by spotkał się z byłą. Właściwie to on mi to oznajmił i tyle. Potem był okres, że żartem, zapewnianiem, że nie mam się czego obawiać (ona ma męża), że to nie jest ?demon przeszłości? jak ją określiłam UŚPIŁ MOJĄ CZUJNOŚĆ. Po roku dowiedziałam się o ich romansiku. Więc Smutna .... absolutnie, pod żadnym pozorem nie pozwalaj na to spotkanie. Koniec. Kropka
Hmmm tak myślę, że ja niestety nie postawiłam mu ultimatum wtedy.....
Tak właśnie zrobię-postawię mu ultimatum...
Z jego strony to kompletny brak szacunku i przeogromna pewność siebie( na którą sama zapracowałam wciąż wybaczając a czasem nawet biorąc winę na siebie)-przed chwilą jakby nigdy nic zapytał mnie jakie mam plany na popołudnie! I jeszcze wyleciał z wyrzutem" co Ty jesteś taka opryskliwa?",bo mu powiedziałam,że nie czuję się w obowiązku,opowiadać mu się ze swoich planów...Wyjdę dzisiaj z domu,choćbym miała się włóczyć po ulicach....
To jest bezczelność-wczoraj wysyłał mnie do psychiatry a dzisiaj jakby nigdy nic...
Postaw to ultimatum,niech wybierze ..Daj znac co zdecydował.Pozdrawaiam
Dam znać. Na razie chyba jeszcze do niej nie dzwonił,ale pracuje,więc może później się umówią...
Ja też Cię pozdrawiam Rudas.Trzymaj się,wiem że sama nie masz lekko...
Niektóre wypowiedzi tutaj są dosyć śmieszne.
To, że ona mu zabroni iść z byłą na kawę i będzie stawiała jakieś ultimatum, to co, od razu będzie jej dozgonnie wierny?
Uwierz, jeśli będzie chciał Cię zdradzić, to nie zapyta Cię o zgodę, zrobi jak będzie chciał i z kim będzie chciał, choćby z prostytutką w samochodzie, gdzieś przy leśnej drodze. Trochę zachowujesz się tak, jakby ta jego była dziewczyna była jedyną osobą, z którą mógłby Cię zdradzić, mieć romans. Kobiet jest wiele, więc jeśli w ogóle nie masz do niego zaufania, to proponuję zamknąć go w czterech ścianach (i zabronić otwierania drzwi, bo przecież może przyjść listonoszka i romans gotowy).
Według mnie skoro pyta Cię o zdanie, to już o czymś świadczy i chce, żebyś mu dała trochę zaufania i swobody. Przecież mógłby to zrobić za Twoimi plecami i zapewne nigdy byś się o tej kawie nie dowiedziała.
Poza tym zauważyłam pewną prawidłowość na forum:
a) Jeśli kobieta pisze, że facet ją kontroluje na każdym kroku, zabrania pisać od czasu do czasu z kolegą czy wyjść ze znajomym, to od razu sypie się masa postów i rad: nie daj się ograniczać, chce Cię zamknąć w klatce, nie pozwól się tak traktować, związek powinien być oparty na zaufaniu, żadne z was nie powinno się izolować od innych znajomych, itd.
b) Jeśli kobieta pisze, że facet chce sobie porozmawiać z inną kobietą, wyjść z dawną znajomą na kawę, to od razu wielkie halo, facet staje się potworem, który od razu myśli o zdradzie, więc trzeba mu stawiać ultimatum i odizolować od płci żeńskiej.
PARANOJA!
Gdzie tu równouprawnienie?
Problem w waszym związku tkwi gdzie indziej - wygląda na to, że nie ufasz mu w ogóle i wydaje Ci się, że przy pierwszej lepszej okazji sam na sam z inną kobietą Cię od razu zdradzi. Niestety bez zaufania i miłości związek jest fikcją i pojawia się zaborcza zazdrość, itd. i wszystko się sypie. Nie wiem jak wygląda to ze strony Twojego męża - też jest taki zazdrosny i też Ci zabrania kontaktu z kolegami? Jeśli tak, to wasz związek powoli chyba staje się fikcją i wielką klatką. Któreś z was w końcu się udusi i nie wróży to niczego dobrego.
Porozmawiajcie, pomówcie o uczuciach i starajcie się, żeby one całkowicie nie wygasły, żebyście sami ich do końca nie zniszczyli.
Hej smutna podobnie jak reszta forumowiczów uważam, że powinnaś jasno powiedzieć swojemu mężowi, że nie zgadzasz się na to spotkanie, a jeśli on nadal będzie traktował ten temat tak jak do tej pory, to powiedz mu, że chcesz iść z nim koniec i kropka. Wiem, że takie postawienie sytuacji nie jest łatwe, ale przynajmniej będziesz miała nad wszystkim kontrole, wmów mu, że też chętnie zobaczysz malucha, a skoro on idzie odwiedzić swoją byłą i jej rodzinę (czyli dziecko) powinien na to spotkanie zabrać i ciebie bo teraz to ty jesteś jego rodziną. Skoro on uprzykrza ci życie pod tym względem ty nie odpuszczaj i spróbuj mu również trochę dokuczyć, i pograć na sumieniu. Nie dopuszczaj natomiast do ich spotkania sam na sam bo takie rzeczy w małżeństwie po prostu nie powinny się dziać, ja rozumiem jakiś wypad z kumplami na piwko, ale kawka z byłą to gruba przesada. A powiedz mi jeszcze wy długo jesteście już razem?
26 2011-11-15 14:42:16 Ostatnio edytowany przez smutna7 (2011-11-15 14:51:29)
Dorin-on mnie o nic nie zapytał,on mnie poinformował,że się z nią spotka.Poza tym mogę ufać jemu,ale jakie ona ma zamiary nie wiem-nawet jej nie znam.A poza tym po co kusić los? I nikt mi nie powie,że jak jesteś w szczęśliwym związku i koncentrujesz się na osobie z którą jesteś,to chcesz się spotykać z byłymi...Rozumiem znajomych,przyjaciół,ale nie byłe...
Lusia-po ślubie jesteśmy 10 miesięcy,a w ogóle razem 18 miesięcy
Dorin-on mnie o nic nie zapytał,on mnie poinformował,że się z nią spotka
Tak czy inaczej powiedział Ci to otwarcie, że planuje odwiedzić koleżankę i wpaść do niej na kawę. Nadal nie widzę w tym nic złego i podejrzanego.
Ale Twoje życie i rób jak uważasz, ja wyraziłam swoje zdanie już wyżej - ograniczanie bliskiej osoby nie doprowadzi do niczego dobrego.
Poza tym zakazany owoc najlepiej smakuje - im bardziej będziesz się denerwować, stawiać ultimatum i powodować awantury z tego powodu - tym bardziej będzie go ciągnęło, by zrobić na przekór. Jeśli naprawdę chce ją odwiedzić - i tak to zrobi, a gdy będzie przy tym sfrustrowany Twoimi ciągłymi awanturami i wypominaniem na każdym kroku, to wtedy faktycznie może mieć chwilę słabości i coś faktycznie się stanie, pod wpływem złości na Ciebie.
Naprawdę nie widzisz tego?
Staż więc macie stosunkowo krótki, skąd więc decyzja o ślubie? Oczywiście nie oceniam, próbuję tylko zrozumieć Waszą sytuację. Myślę, też że w twoich wypowiedziach wcale nie chodzi o to, żeby zamknąć męża w złotej klatce i podporządkować jego życie twoim wymaganiom. Temat, który poruszyłaś jest naprawdę ciężki, ale z punktu widzenia kobiety powiem Ci, że doskonale cię rozumiem bo ten lęk i swoistego rodzaju niepewność jest bardzo ludzki. Na twoim miejscu czułabym się podobnie, postaraj się może wytłumaczyć mężowi, że martwisz się o wasz związek, że nie chcesz aby to spotkanie popsuło relację między wami, a ty czujesz się niepewnie bo przecież to jego była! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie czy to coś da ale zamiast na siebie wrzeszczeć i płakać powinniście spokojnie pogadać, jeśli on nie potrafi ty okaż się mądrzejsza.
29 2011-11-15 14:55:44 Ostatnio edytowany przez smutna7 (2011-11-15 15:00:46)
To znaczy,że mam zgadzać się na wszystko,bo inaczej zrobi mi na przekór?
Lusia-rozmawiałam z nim,mówiłam o swoich uczuciach...On ma je w dupie...Szybki ślub? No faktycznie,teraz widzę,że szybki,za szybki...Może dlatego podjęliśmy taką decyzję,że to był związek na odległosć
tak jak pisza wyzej poszłabym z nim na kawke do jego eks albo wogole bym go nie puściła powiedziałabym prawde że nie życze sobie tego ciekawe jakby on się poczuł jakbyś poszłą na kawke z byłym i to do jego mieszkania
Jedno jest pewne masz prawo do wyrażania swoich opinii i jeśli do cholery ta sytuacja cię boli, dręczy i przerasta a ponadto się na nią nie godzisz, to nie powinnaś chować swoich uczuć w szafie tylko je jasno artykułować.
Niektóre wypowiedzi tutaj są dosyć śmieszne.
To, że ona mu zabroni iść z byłą na kawę i będzie stawiała jakieś ultimatum, to co, od razu będzie jej dozgonnie wierny?
Uwierz, jeśli będzie chciał Cię zdradzić, to nie zapyta Cię o zgodę, zrobi jak będzie chciał i z kim będzie chciał, choćby z prostytutką w samochodzie, gdzieś przy leśnej drodze. Trochę zachowujesz się tak, jakby ta jego była dziewczyna była jedyną osobą, z którą mógłby Cię zdradzić, mieć romans. Kobiet jest wiele, więc jeśli w ogóle nie masz do niego zaufania, to proponuję zamknąć go w czterech ścianach (i zabronić otwierania drzwi, bo przecież może przyjść listonoszka i romans gotowy).Według mnie skoro pyta Cię o zdanie, to już o czymś świadczy i chce, żebyś mu dała trochę zaufania i swobody. Przecież mógłby to zrobić za Twoimi plecami i zapewne nigdy byś się o tej kawie nie dowiedziała.
Poza tym zauważyłam pewną prawidłowość na forum:
a) Jeśli kobieta pisze, że facet ją kontroluje na każdym kroku, zabrania pisać od czasu do czasu z kolegą czy wyjść ze znajomym, to od razu sypie się masa postów i rad: nie daj się ograniczać, chce Cię zamknąć w klatce, nie pozwól się tak traktować, związek powinien być oparty na zaufaniu, żadne z was nie powinno się izolować od innych znajomych, itd.
b) Jeśli kobieta pisze, że facet chce sobie porozmawiać z inną kobietą, wyjść z dawną znajomą na kawę, to od razu wielkie halo, facet staje się potworem, który od razu myśli o zdradzie, więc trzeba mu stawiać ultimatum i odizolować od płci żeńskiej.
PARANOJA!
Gdzie tu równouprawnienie?Problem w waszym związku tkwi gdzie indziej - wygląda na to, że nie ufasz mu w ogóle i wydaje Ci się, że przy pierwszej lepszej okazji sam na sam z inną kobietą Cię od razu zdradzi. Niestety bez zaufania i miłości związek jest fikcją i pojawia się zaborcza zazdrość, itd. i wszystko się sypie. Nie wiem jak wygląda to ze strony Twojego męża - też jest taki zazdrosny i też Ci zabrania kontaktu z kolegami? Jeśli tak, to wasz związek powoli chyba staje się fikcją i wielką klatką. Któreś z was w końcu się udusi i nie wróży to niczego dobrego.
Porozmawiajcie, pomówcie o uczuciach i starajcie się, żeby one całkowicie nie wygasły, żebyście sami ich do końca nie zniszczyli.
A czy ty umiesz czytac ze zrozumieniem?
Tu nie chodzi o jakas kawke z jakas kolezanka znajoma itp. Chodzi o eks, ktora tenze rzeczony maz pod niebiosa wychwala przy swojej zonie, ktora to wspaniala kobieta zaprasza go BEZ zony (wiedzac o niej) do swojego domu. Jawna kochanie prowokacja: masz zone ale tylko z Toba mam ochote wypic kawke, guzik nie twoja slubna obchodzi. Za samo to powinien juz czuc sie urazony. Ja tak bym sie poczula gdyby moi znajomi zaprosili mnie..bez mojego partnera..na jakies spotkanie. Kolezanka jesli nie zaprosi, co innego, wiadomo babskie ploty itp, facet umarlby z nudow. To samo dotyczy meskich spotkan przy piwie, wodzie czy futbolu. Ale tu mamy doczynienia z troszke inna sytuacja.
W jej mieszkaniu beda ON,jego EX i male dziecko..bo domyslam sie, jak nietrudno, ze meza tejze pani tez tam nie bedzie. Jesli mialby byc to dlaczego zona czyli smutna tez nie?
To nie jest juz scenariusz przyjacielskiej wymiany zdan. Ja TYLKO znajomych mezczyzn raczej do domu na kawe nie zapraszam bez ich partnerek oraz pod nieobecnosc mojego partnera..jesli juz to pije ja w miejscu publicznym, na chybcika.
Po drugie sugerowalysmy smutnej rozwiazanie: niech maz zaprosi pania do nich, nawet z malenstwem i partnerem. Czemu taki wariant nie jest mozliwy skoro o kawe tylko chodzi?
Po trzecie to ten pan ma w d..uczucia swej zony, wysylajac ja do psychiatry kiedy ta mowi mu o swoich obawach, wiec o jakiej rozmowie i uczuciach mozna tu pisac?
Jest to typ faceta "zrobie co chce i w nosie mam Twoje lzy, prosby, tlumaczenia i gadanie". Ona ma poslusznie poddac sie jego woli - to jest to rownouprawnienie w tym zwiazku.
smutna7 napisał/a:Dorin-on mnie o nic nie zapytał,on mnie poinformował,że się z nią spotka
Tak czy inaczej powiedział Ci to otwarcie, że planuje odwiedzić koleżankę i wpaść do niej na kawę. Nadal nie widzę w tym nic złego i podejrzanego.
Ale Twoje życie i rób jak uważasz, ja wyraziłam swoje zdanie już wyżej - ograniczanie bliskiej osoby nie doprowadzi do niczego dobrego.
Poza tym zakazany owoc najlepiej smakuje - im bardziej będziesz się denerwować, stawiać ultimatum i powodować awantury z tego powodu - tym bardziej będzie go ciągnęło, by zrobić na przekór. Jeśli naprawdę chce ją odwiedzić - i tak to zrobi, a gdy będzie przy tym sfrustrowany Twoimi ciągłymi awanturami i wypominaniem na każdym kroku, to wtedy faktycznie może mieć chwilę słabości i coś faktycznie się stanie, pod wpływem złości na Ciebie.
Naprawdę nie widzisz tego?
Mam do iebie pytanko,zakazany owoc najlepiej smakuje,wiem.Tylko po co on wogóle umawia się na tą kawę??
Kawę może wypic z żona,a nie z ex.
Do tego autorka pisze że mąż ma jej uczucia gdzieś.
Mussuka ma rację a Dorin troche to upraszczasz.. a raczej sprowadzasz to do parteru.....zaufanie to jedno a zasady to drugie.. jak ma sie zonę to nalezy brac pod uwage jej zdanie prawda? czy prawidłowoscia jest stawianie jej przed faktem : ide do eks a Ty nawet nie miałknij.. bo inaczej oznacza to ,że mi nie ufasz... a jest może miejsce na to, że zonie sie to zwyczajnie NIE PODOBA? czy ma wszystko łykac jak pelikan?
Jestem jestem ![]()
Pomysł jak to nazwała Mussuka jest "do dupy". Śmierdzi strasznie. Jak koleżansia taka och i ach - spotkanie u niej albo u Was, z dzidziusiem jak najbardziej - zero problemu. Na spotkanka z wartościowymi ludźmi lepiej chodzić parami - tak w pojedynkę świadczy o zaborczości. Albo złych zamiarach.
10 miesięcy po ślubie to się z wyra nie wychodzi. Ewidentnie mąż próbuje Tobą manipulować - wzbudza poczucie winy że go trzymasz w klatce, etc. Moja rada jest taka: nie rzucaj gróźb, których nie będziesz w stanie dotrzymać. Strategia musi być przemyślana i przeprowadzona "na spokojnie". Ja zawsze jestem za rozmową, utrwalaniem pozytywnych bodźców. Do usrania. W sumie na tym polega małżeństwo.
Zero histerii, tupania nóżką i fochów. Kolacyjka, nastrój i inteligentnie przeprowadzona rozmowa z silną argumentacją. Nie ma co straszyć walizkami - jeszcze będzie chciał Cię grzdyl sprawdzić - i masz pozamiatane. Tylko spokój.
Co do opinii że "jak będzie chciał to i tak pójdzie, jak będzie chciał, to i tak zdradzi". Owszem. Prawda. Tylko czy Autorka mając wizję zdarzeń "i tak" ma siedzieć cicho albo popłakiwać w poduszkę? Wiążąc się z kimś w pewnym sensie rezygnujemy z własnej wolności. Z takiej małej jej cząstki - dzięki temu jesteśmy lojalni wobec partnera. I nie powinno być to traktowane w kategorii "wyrzeczenie", "klatka", "zabranianie". To jest kategoria: "nie ranimy uczuć ukochanej osoby", "lojalność", "wierność". Jeżeli mąż widzi że Smutna tak bardzo przeżywa (być może bezpodstawnie) fakt ewentualnego spotkania z koleżanką - powinien doprowadzić do konfrontacji wszystkich zainteresowanych. Być może panie przypadłyby sobie do gustu i same się zakolegowały.
Ja byłam w takiej sytuacji - byłe próbowały nawiązać kontakt z moim mężem. Z tym, że na początku - jeszcze przed ślubem ustaliliśmy pewne zasady - jedną z nich było nie spotykanie się z byłymi. Ani ja ani on. I w momencie kiedy one po kolei zaczeły szukać kontaktu - zostały spuszczone po linie. Były też podchody przy spotkaniach klasowych - wtedy wyjaśniłam mężowi mój punkt widzenia, obawy - nie o jego zachowanie, a o zachowanie byłej. Kilka rozmów, trochę napiętej sytuacji - i mój mąż w końcu przyznał mi rację. Nie wiem czy rzeczywiście go przekonałam czy po prostu chciał mieć święty spokój - cel został osiągnięty.
Najlepsze jest to, że późniejsze wydarzenia - kolejne desperacje byłych - tylko utwierdziły mnie w słuszności moich posunięć. No i maksymalnie podbudowało ego męża. Niech ma. Co mu będę żałować.
he he:) no i komplet jest:)
z tymi walizkami Kriss to moze i troche szarzowanie ale szlag mnie trafia jak facet na szczere wyznania swojej kobiety reaguje odsylaniem jej do jakiejs kliniki dla uposledzonych..malo tego jeszcze jawnie poniza ja wynoszac nad niebiosa zalety tej drugiej.
Kolacyjka, swiece i tlumaczenia to zdaloby egzamin w przypadku np. Twojego meza, czlowieka narazonego na ataki bylych ale szanujacego Ciebie i Twoje zdanie oraz uczucia. Opisany malzonek..niestety do piet mu nie dorasta i pewnie uznalby te wieczerze za akt kolejnego podlizywania sie badz nalezny mu, z racji bycia mezczyzna w domu, cieply posilek..
Wiec moze bym i wywalila mu te ciuchy za prog:)) Oczywiscie jest ryzyko, ze pojdzie skad przyszedl..do eksowej na noc. Ale przynajmniej dupa mu po drodze zmarznie.
Kriss witaj i oczywiście masz racje..
Oprócz zaufania jest jeszcze niezbędny szacunek w związku.. co oznacza liczenie się z odczuciami partnera.. amen.
38 2011-11-15 15:39:06 Ostatnio edytowany przez Elede (2011-11-15 15:46:57)
Smutna, ile macie lat? Oboje pracujecie? Jak spędzacie czas wolny? Czy aby nie wkradła się rutyna? Czy nie zamieniłaś się w statystyczną Matkę-Polkę, która ciągle zrzędzi, jest nieszczęśliwa, nie umie powiedzieć o swoich potrzebach i obawach (powiedzieć na spokojnie, bez jojczenia czy krzyku), skupia się tylko na mężu, aby jemu było dobrze w domku, a sama nie dba o swój rozwój?
Pytam w ciemno, bo nie mam tych informacji,więc bez obrazy, jeśli nie trafiłam.... Smutna, czy masz jakieś swoje pasje, swoich znajomych, czy tylko uwiesiłaś się na mężu, który ma byc całym twoim życiemi i ma cię uszczęśliwić? To tylko takie poskrobanie po powierzchni problemu kobiety kochającej za bardzo ![]()
Widzę u was takie przeciąganie liny, czyje będzie na wierzchu, widzę duży problem w komunikacji. Ja bym pozwoliła mu iść na to spotkanie, hmm, zresztą nie uwięzisz go przecież, a to dobry znak, że chociaż mówi, że tam idzie. Moim zdaniem, to poważny znak ostrzegawczy, że źle się u was dzieje, on może nie planuje świadomie zdrady, ale - kusi licho.... Tylko właśnie pod pewnymi warunkami, albo u was w domu z tobą i jej mężem, albo chociaż na mieście. A sama zaczęłabym budować własne życie - jesli go nie masz, tzn, jakieś hobby, odnowienie kontaktów z koleżankami, z rodziną, coś w tym stylu.
Żeby nie było - widzę, że twój mąż niestety ma w nosie twoje uczucia, nie jest bez winy, ale nie pisze tu twój mąż, tylko ty, więc do ciebie adresuję moje porady. Zastanów się też, może poczytaj, o komunikacji w związku, o poczuciu własnej wartości, o asertywności. Na początek chociażby Jonh Grey o Marsjanach i Wenusjankach, czy S. Argow 'Dlaczego mężczyźni kochają zołzy' (takie dość stereotypowe, ale całkiem przystępnie napisane, a to mi się wydaje takim dość 'typowym problemem).
Powodzenia! ![]()
Aby zastosować metodę Kriss należałoby mieć męża Kriss. Żeby mieć męża Kriss lub z podobnej półki - trzeba od początku związku zachowywać się jak Kriss. Teraz to po ptokach. Zostaje płacz w poduszkę. Lub walizki za drzwi. Potem po rozum do głowy trzeba się udać i w następnym związku startować z półki Kriss.
Aby zastosować metodę Kriss należałoby mieć męża Kriss. Żeby mieć męża Kriss lub z podobnej półki - trzeba od początku związku zachowywać się jak Kriss. Teraz to po ptokach. Zostaje płacz w poduszkę. Lub walizki za drzwi. Potem po rozum do głowy trzeba się udać i w następnym związku startować z półki Kriss.
nie jest za późno.. to młode małżenswo.. jeszcze sie moga nauczyc wszystkiego...
On jest zbyt zajęty walką o swoją suwerenność, żeby starczyło mu czasu i zapału na naukę.
42 2011-11-15 16:03:37 Ostatnio edytowany przez smutna7 (2011-11-15 16:06:38)
Elde-mamy po 34 lata. I częściowo trafiłaś-on pracuje w domu,ja tymczasowo jestem na urlopie zdrowotnym i nie mogę podjąć pracy.Od trzech miesięcy mieszkam w nowym miejscu,nie mam tu jeszcze żadnych znajomych.Rzadko gdzieś wychodzę sama,bo od tych wszystkich problemów z mężem(poczytać mój wątek- "Jak do niego dotrzeć?") popadłam w jakiś marazm i kompletnie nie mam w sobie siły na zmianę.Tkwię w dziwnym stanie zawieszenia,nie wiem co będzie za miesiąc,dwa,nie mogę się zmobilizować,żeby zrobić coś tylko dla siebie,choć wiem,że powinnam.Faktycznie,chciałam być super żoną,stworzyć miłą atmosferę w domu,jeść wspólne posiłki-wiesz,tak żeby było miło,żeby chciało się w tym domu być...Dziewczyny,które czytały wątek o którym wspomniałam,pamiętają pewnie jak mój mąż leciał na obiad do mamusi...Dzisiaj też było podobnie-czekałam na niego z obiadem,miałam już gotowy,tylko odgrzać.Przed drugą oznajmił mi,że on dzisiaj jeść nie będzie,bo źle się czuje,po czym popędził do matki.
Wiecie co? Odechciewa mi się wszystkiego...
Aaricia-z tą suwerennością trafiłaś w dziesiątkę...A mnie pozostaje się tylko uderzyć w głowę,że jestem taka głupia...Że się tak zauroczyłam,zakochałam,a potem pokochałam tak ślepo... teraz mam za swoje:(
Pewne radykalne stwierdzenia czy opinie są trochę na wyrost, bo tak do końca żadna z nas nie wie jak wygląda ich małżeństwo od środka, mamy jedynie szczątkowe informacje, więc ja też uważam, że może jakoś sobie poradzą, nie ma co młodych od razu spisywać na straty. W małżeństwach nie takie rzeczy się dzieją.
" młode małżeńswo" .. mialam na myśli młode stażem ;-)
Lusia-tracę nadzieję,że to się jakoś poukłada...
Ja również mówiąc o młodych, miałam na myśli staż, bo wcześniej o to pytałam. Smutna tylko ty tak naprawdę możesz wiedzieć czy jest dla was jeszcze nadzieja na wyprostowanie tego wszystkiego. Poza tym nie obwiniaj się żadna z nas nie wie jak potoczą się koleje jej losu nie możesz sobie pluć w twarz, że się zakochałaś. Może dacie sobie jakoś radę a jeśli nie to mówi się trudno, walcz jedynie o to żeby nie dać się stłamsić bo jedno jest pewne nikt na to nie zasługuje.
Lusia-siedzę i wyję...Tyle we mnie rozżalenia i rozgoryczenia...
Powiem ci, że mamy ze sobą trochę wspólnego, ja też na razie nie pracuję (z ostatniej pracy odeszłam sama) i też mieszkam w mieście, do którego przeprowadziłam się po ślubie wiec nie mam tu wielu znajomych. Tym bardziej, rozumiem jak bardzo musi cię przytłaczać twoja sytuacja. U mnie też do końca nie jest wesoło bo nie mogę zajść w ciąże i był moment, że z tego powodu świat runął mi na głowę. Ale póki co zawzięłam się w sobie i walczę o to żeby znów nie wpaść w dołek. Powinnaś może trochę odsapnąć, odczekać i skupić się na sobie. Ja tak zrobiłam i chociaż psychicznie jestem już silniejsza (choć wiem, że mówimy tu oczywiście o dwóch różnych sytuacjach życiowych). Znajdź sobie jakieś zajęcie, zrób coś co zawsze chciałaś zrobić odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Ja po swoich przeżyciach zapisałam się na kurs językowy i aerobik czuję, że to podniosło mnie na duchu i w końcu ruszyłam z miejsca zapominając choć trochę o kłopotach
alez my Kobiety mamy przepiedzielone... ech...
50 2011-11-15 16:43:39 Ostatnio edytowany przez smutna7 (2011-11-15 16:45:19)
Lusia,w jakim mieście mieszkasz? Jeśli nie chcesz pisać tutaj,napisz na mój adres mailowy,może nie mieszkamy tak daleko od siebie...Jestem tu sama jak palec.Mam tylko męża.No i jeszcze jest "ukochana" teściowa.Rodzice,znajomi ze starej pracy i dalsza rodzina prawie 200 km stąd.Najlepsza przyjaciółka w Anglii.Jeszcze nigdy w życiu nie byłam taka przytłoczona...
Malwina-nie wszystkie kobiety...Są na świecie też szczęściary,które ich faceci noszą na rękach...
Właściwie to mieszkam w miasteczku, też najbliższą rodzinę mam 200km od siebie. Jeśli możesz to podaj mi np swoje gg
nie ważne jaka odległość ważne, że jest z kim pogadać ![]()
Moje adresy e-mail za dużo o mnie mówią dlatego proponuję Ci gg
a co do miejscowości to przybliżę to tak : woj. Łódzkie.
53 2011-11-15 17:04:38 Ostatnio edytowany przez Muszka28 (2011-11-15 17:07:25)
Znam kilka przypadków gdzie faceci spotykali się ze swymi eks i mówię, że w żadnym wypadku nie skończyło się to dobrze przeważnie faceci wracali do swych byłych nie mówię, że i twoim wypadku tak będzie ale ci opowiadam jak było u moich znajomych, a obserwowałam 3 pary.Z 3 par tylko jedna wróciła do swojej żony, ale tylko dlatego, że ona była z nim w ciąży bo inaczej sam powiedział że by ją zostawił ,ja bym na takie spotkanie nie pozwoliła,a nigdy niczego nie zabraniam mężowi ale tego akurat tak .Bo przy takich spotkaniach odżywają sentymenty pamięta się tylko to co dobre złego wcale to bardzo ryzykowne
Lusia-jak łodzkie,to kawał drogi ode mnie...a moje gg11506338-pisz,kiedy tylko będziesz miała ochotę...Dobrze jest mieć z kim porozmawiać...
Muszka-ja mu zabraniam,ale tak naprawdę,to co mogę zrobić-przecież go nie zwiąże...Mogę postawić ultimatum,i tak zrobię,ale czy podziała nie wiem...Ja też wiem,że takie spotkania to nic dobrego,dlatego tak bardzo się o to wczoraj pokłociliśmy
Smutna - przeczytałam twoj poprzedni wątek i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że spotkanie Twojego męża z eks - to wierzchołek góry lodowej.
Zażegnasz jeden problem - pojawią się zaraz inne. Wy po prostu nie umiecie się ze sobą komunikować. Ty jesteś osobą wybuchową (z tego co piszesz), emocjonalną. Zresztą się nie dziwię mając takiego bęcwała w domu. Piszesz że przestał o siebie dbać, brzuch mu rośnie, na Ciebie burczy, jada u matki, olewa Cię z góry na dół.
Nie wiem co Ci doradzić - chyba tylko terapię małżeńską. A już to że przed ślubem nie chciał mieszkać razem ze względów religijnych - chłop 34 lata - no po prostu załamka. Niestety takie typki mnie jeżą niemiłosiernie, nie mam doświadczenia w obcowaniu - więc nic więcej poza fachową mediacją Ci nie doradzę. Moze kurde ksiądz by na niego mógł wpłynąć. Pytanie czy pozytywnie.
Trzymaj się Dziewczyno. I niech Cię ręka boska broni żeby zajść teraz w ciążę.
56 2011-11-15 17:19:29 Ostatnio edytowany przez smutna7 (2011-11-15 17:20:30)
Dzięki Kriss. Widzisz ,sprawdza się stare powiedzenie-modli się pod figurą,a ma diabła za skórą..Ja też się jeżę na takie typy,ale los mi zagrał na nosie i w takim się zakochałam...Jestem już taka zmęczona-tydzień dobrze,tydzień źle...Nie mam poczucia stabilizacji ani bezpieczeństwa
Co do opinii że "jak będzie chciał to i tak pójdzie, jak będzie chciał, to i tak zdradzi". Owszem. Prawda. Tylko czy Autorka mając wizję zdarzeń "i tak" ma siedzieć cicho albo popłakiwać w poduszkę? Wiążąc się z kimś w pewnym sensie rezygnujemy z własnej wolności. Z takiej małej jej cząstki - dzięki temu jesteśmy lojalni wobec partnera. I nie powinno być to traktowane w kategorii "wyrzeczenie", "klatka", "zabranianie". To jest kategoria: "nie ranimy uczuć ukochanej osoby", "lojalność", "wierność". Jeżeli mąż widzi że Smutna tak bardzo przeżywa (być może bezpodstawnie) fakt ewentualnego spotkania z koleżanką - powinien doprowadzić do konfrontacji wszystkich zainteresowanych. Być może panie przypadłyby sobie do gustu i same się zakolegowały.
A gdzie ja napisałam, że ma siedzieć i płakać? ![]()
Chodziło mi o to, że grożenie mu i stawianie ultimatum odniesie przeciwny wskutek od zamierzonego i prowadzi tylko do wybuchu kolejnych awantur! Faceci czegoś takiego nie lubią. Zresztą chyba nikt nie lubi tekstów w stylu "wybieraj!".
Napisałam na końcu swojego postu, by bez kłótni i zaborczej zazdrości spróbowali o tym normalnie porozmawiać, na spokojnie, bez fochów, bez rzucania oskarżeń i domysłów. Napisałam, by starali się pielęgnować uczucie, które ich łączy i skupiali się na tym, jak rozwiązać dylemat tak, by wszyscy byli zadowoleni, ustalić jakiś kompromis. Jeśli kiedykolwiek faktycznie się kochali, to uda im się to osiągnąć bez niepotrzebnej szarpaniny. Jeszcze raz skopiuję to jedno ważne zdanie na końcu, które napisałam: Porozmawiajcie, pomówcie o uczuciach i starajcie się, żeby one całkowicie nie wygasły, żebyście sami ich do końca nie zniszczyli.
Skupiajcie się na dobrach waszego związku, powspominajcie Wasze pierwsze randki, pocałunki, miłe przeżycia. Jeśli macie możliwość, to zorganizujcie sobie jakąś spontaniczną wycieczkę w miejsca, które miło Wam obu się kojarzą (np. miejsce pierwszej randki, itd). Zróbcie wszystko, abyście znów poczuli się jak nowożeńcy, by świat znów należał do Was.
Jeśli tak bardzo nie chcesz dopuścić do tej kawy z eks, to zrób wszystko, by na nowo zainteresował się Tobą, by nie miał czasu (i ochoty) myśleć o niej, by znów widział tylko Ciebie i waszą przyszłość. Ale nie rób tego awanturami i stawianiem ultimatum, po prostu "odwróć jego uwagę" miłymi wspomnieniami i kolejnymi, wspólnie spędzonymi chwilami.
To jedyna skuteczna metoda ratowania - skupiać się na tym co dobre i co możecie jeszcze razem zrobić, osiągnąć, nie wyrzuty.
Być może powoli w małżeństwo zaczęła wkradać się rutyna i szarość codziennych obowiązków (choć byłoby to bardzo szybko, bo nie macie długiego stażu...), więc trzeba działać jak najszybciej i na nowo rozbudzić uczucia. Uwierz, jeśli wszystko się w tym względzie naprawi, to będziecie potrafili ustalać kompromisy i nie będzie kłótni o spotkania z eks itd. bo facet będzie się na nowo liczył z Twoimi uczuciami i wtedy sam zrezygnuje wiedząc, że Tobie ten pomysł się nie podoba.
Wierzę w Ciebie i w to, że uda Wam się normalnie ze sobą porozumieć i wszystko będzie dobrze.
Tylko pamiętaj - staraj się panować nad negatywnymi emocjami; jeśli on będzie prowokował kłótnie to bądź mądrzejsza i staraj się sprowadzić tę rozmowę na odpowiedni poziom. Chcąc budować szczęśliwy związek musicie zacząć znów spokojnie ze sobą rozmawiać, pamiętając też o uczuciach tej drugiej osoby.
Pozdrawiam i życzę powodzenia. ![]()
Dzięki Kriss. Widzisz ,sprawdza się stare powiedzenie-modli się pod figurą,a ma diabła za skórą..Ja też się jeżę na takie typy,ale los mi zagrał na nosie i w takim się zakochałam...Jestem już taka zmęczona-tydzień dobrze,tydzień źle...Nie mam poczucia stabilizacji ani bezpieczeństwa
A nie możesz tego gwizdnąć w pis.u i pojechać do rodziny? Odpoczniesz trochę, nabierzesz dystansu, naładujesz akumulatory. Daj sobie na luz. Zostaw samego na trochę. Przecież go łańcuchem do kaloryfera nie przywiążesz. Wyluzujesz. Pogoda fajna. Spacerek zaliczysz. Odwiedzisz stare śmieci. Rodzina Cię przytuli na trochę. Pomyślisz sobie.
Zapros te jego była do was do domu i razem we trojkę ją wypijcie i juz .
ps.Boze!!nie moge naprawde zrozumiec jednego , dlaczego faceci sa takimi kretynami , egoistami -myślą tylko i wyłącznie o sobie.
Dodam tez , że jeśli małzonek jest takim smakoszem kawy to ja - jesli mi powiedziałby, ze ma w planie kawę z bylą to zaparzylabym dzban kawy i mu prosto na jego pusty łeb bym wylała. Moze odzyskalby przytomnosc umyslu. To tyle.
A Wy tu glupoty piszecie .. moze niech jeszcze ta biedna kobieta łózeczko posciele i przyszykuje im posłanko aby wygodnie sobie pospali? taki facet , co jest na tyle bezczelny ze mowi, iz mysli o kawie z byłą to powinien na kopach leciec . KOBIETO daj mu kopa na rozpęd i niech biegnie , tylko zeby zapomnial drogi powrotnej! puscisz raz to dopiero sie zacznie .
62 2011-11-15 19:35:18 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-11-15 19:36:04)
Aneczka 31 - w dolnym prawym rogu jak już napiszesz posta - masz taki przycisk "Edytuj". Jeśli chcesz dodać coś do wcześniejszej wypowiedzi.
Pozdrawiam.
63 2011-11-15 19:40:16 Ostatnio edytowany przez aneczka31 (2011-11-15 19:54:42)
Dziękuję
jestem tutaj drugi raz wiec zaczynam dopiero.Jednakze ten temat głęboko mnie poruszył i bez zastanowienia sie pisałam co myślę na ten temat. Bez zastanowienia ale uwazam, ze mam rację.
Kriss-problem w tym,że właśnie wczoraj wróciłam z długiego weekendu od rodziców...A poza tym już słyszę jego komentarze-znowu uciekasz do rodziców,po coś ty za mąż wychodziła itp.
Aneczka-pomysł z wylaniem mu na łeb kawy świetny...
Dziewczyny-wrócił do domu o 7 wieczorem i znowu jakby nigdy nic zapytał jak mi popołudnie zleciało.Więc powiedziałam,że świetnie(gówno prawda) i że byłam na spacerze oraz w knajpie.
A jak poszedł się kąpać zajrzałam mu do telefonu(może nieetyczne ale w dupie to już mam)-dzwonił do byłej...Po południu,czyli wtedy kiedy teoretycznie miał być u matki(chyba). Nie zdziwię się,jak mi jutro po pracy zakomunikuje,że idzie się z nią spotkać...W swojej bezdennej głupocie łudziłam się,że może jednak pójdzie po rozum do głowy i do niej nie zadzwoni...Bez komentarza:(:(:(
Dodam tez , że jeśli małzonek jest takim smakoszem kawy to ja - jesli mi powiedziałby, ze ma w planie kawę z bylą to zaparzylabym dzban kawy i mu prosto na jego pusty łeb bym wylała. Moze odzyskalby przytomnosc umyslu. To tyle.
hahaha ale zabawnie napisane
A tak na powaznie, to jestem w szoku! Po holere ma sie spotykac z byla kobieta, jesli ma zone ??!! Dla mnie to nienormalne... Osoba ktora kocha druga NIE CHCE sie spotykac z innymi.
I jeszcze bedzie Ci warunki dyktowal. Szok, szok szok! Daj mu jasno do zrozumienia, ze nie podoba Ci sie ten pomysl, i nie bedziesz tego tolerowac.
On nie liczy sie z Twoimi uczuciami wogole, i nie traktuje Cie powaznie, chce Toba manipulowac, i jest arogantem.
Najgorsze jest to, ze on wie, ze Ci sie ten pomysl nie podoba, jednak ma to gdzies, i mimo tego chce tam pojechac.
Gdybys byla konsekwentna i silna i stawiala mu warunki, wtedy facet by widzial ze z Toba nie mozna sobie pogrywac.
Sytuacja w jakiej sie znalazlas jest totalnie beznadziejna, i wspolczuje Ci. Powiem jedno: Nie zostawiaj tak tego.