netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Rodzic kontra nauczyciel

126 odpowiedzi23 675 wyświetleńzałożony przez Olinka, 19.08.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 127 z 127 ]

66

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Lusija napisał/a:

Nie wierzę, że tu jest tak strasznie, a tam tak super, że nauczyciele w Anglii to tacy wszyscy z powołania wielcy specjaliści, którzy umieją sobie poradzić ze wszystkim, że ich system jest świetny i w ogóle wszystko bajka.

Tego nie powiedziałam. Żaden system nie jest idealny. Tu tez zdarzają sie różni ludzie, nadużycia itd. Mam jednak porównanie i wiem który system działa sprawniej. Tutaj na pewno jest więcej szacunku i zaufania po obu stronach. Ja czuje sie bezpieczniej w takich warunkach i tyle. Nie znam wszystkich polskich szkół ani wszystkich angielskich, pisze na podstawie swoich doswiadczeń a z nich wynika, ze tu jest łatwiej być i nauczycielem i rodzicem .

67

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Ok uspokoiłaś mnie smile

68

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Nie chę rozgraniczac, bo każde dziecko czy to w podstawówce czy gimnazjum przezywa gdy ma jakieś skzolne problemy.
Uważam jednak że wazne jest, aby szczególnie nauczyciele nauczania wczesnoszkolnego bardziej się starali.
Nie chcę generalizowac, ktoś tutaj super napisał, że nauczycielka wspólnie rozwiazuje problemy.. u nas nie ma takiej sytuacji. Rodzic który przychodzi i pyta o coś konkretnego, czasami dotyczy to równiez nauczyciela zostaje okrzyknięty oszołomem który nie wiadomo co chc

MC MIODEK  piszesz że sa mamuśki którym nigdy nic nie pasuje, co masz na myśli??? powiem ci jak u nas było. Stwierdzenie mam w klasie " no co wy chcecie od tej pani? przecież ona i tak jest świeta ze wytrzymuje z dziecmi"  sytuacja dotyczyła wyzwisk pani pod adresem dzieci, szarpania, ogólnego rozdrażnienia pani i td.. więc pytam : co ta pani robi w szkole???

Uważam tez że jeśli interesuję sie swoim dzieckiem to również zalezy mi aby pomóc nauczycielce .. wiadomo zę to my rodzice siedzimy po lekcjach z dziećmi , my je uczymy często wiecej w domu, a nagle okazuje się ze jesteśmy roszczeniowi, wścibscy i td... a gdybyśmy nie interesowali się, to jak by o nas mówiono? olewatorskie mamuśki???

MAMAMAMUSIA  piszesz o systemie angielskim, cąłkiem innej rzeczywistości. Badania nawet to wykazują ze tamten system jest o dużo niższym poziomie niż w Polsce. Tutaj 6-latki nie bawią sie w skzole jak u was , chociaż w pierwszej szumnej akcji tak miało być..

69

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kuradomowa166 napisał/a:

Badania nawet to wykazują ze tamten system jest o dużo niższym poziomie niż w Polsce.

Czyżby?
To co ty na to, że moja niespełna pięcioletnia córka potrafi liczyć do 100 i napisać wszystkie liczby od zera do stu, dodawać i odejmować do 20, zna wszystkie litery i dźwięki, pisze ze słuchu bardzo wiele słów i zdań, a przypominam ci, że angielski nie jest fonetyczny, potrafi też czytać, opowiadać bajki , mówić o tym czego nauczyła się w szkole. Czy aby na pewno dzieci uczone w Polsce potrafią to w tym wieku? Tak, dzieci tu bardzo dużo się bawią, bo edukacja odbywa się właśnie poprzez zabawę i praktykę a nie poprzez wkuwanie na pamięć. Nie masz pojęcia o czym piszesz. Powtarzasz mity, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Jakie badania masz na myśli?Podaj ich źródło i wyniki.
Wątek nie dotyczy tego tematu więc powstrzymaj się od wypowiadania  w kwestii , o której nic nie wiesz.

70

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

MamaMamusia nie jest dobre dla 5 letniego dziecka by liczyło do 100, odejmowało i dodawało do 20 i coś tam jeszcze. Czyli jest na etapie edukacyjnym gdzieś tak (matematycznie) dziecka w 2 klasie podstawówki można by sądzić.

Nie wiem dlaczego rodzice tak cieszą się z osiągnięć tak małych dzieci. Już w przedszkolu chwalą się jak ładnie liczy, masakra... !! Zabijają w dzieciach ciekawość świata, zdrowe podejście do szkoły! Pomyślmy, co robi dziecko w 1 czy 2 klasie czy nawet 3 na zajęciach, gdzie nic się nowego nie uczy, bo wszystko to opanowało już w wieku 5 lat? Podpowiem, potwornie się nudzi. A co robi dziecko, gdy się nudzi? Na pewno nie chce chodzić do szkoły, zaczyna przeszkadzać, rozmawiać.

Pomijam już fakt, że mamy parę aspektów liczby.
MamaMamusia aby Twoje dziecko nie miało problemów z matematyką, liczeniem i rozumieniem musi poznać każdy z aspektów (tutaj liczby naturalnej powiedzmy):
- kardynalny (liczebność zbiorów)
- porządkowy (która z kolei)
- miarowy.
Dla dziecka napisanie liczby 1, to czysta abstrakcja. Dopiero później zaczyna liczbę 1 łączyć z 1 lalką, którą widzi.

Miałam kiedyś przypadek, gdzie dziewczynka nie umiała na kartkówce (z tabliczki mnożenia) w 4 klasie obliczyć ile to jest 11*4, jak myślicie co zrobiła? Pomnożyła pisemnie!! Bo babcia ją nauczyła...

71 Ostatnio edytowany przez Lusija (2015-02-17 16:42:56)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Oczywiście nie chcę Cię tu oskarżać, ani nic w ten deseń, po prostu tego nauczyli mnie na dydaktyce matematyki. Może u was tam uczą już 5-letnie dzieci liczenia do 100, u nas nie. I uważam, że jeśli rodzice ciągną tak małe dziecko, robią mu po prostu krzywdę.

Mój 3 letni kuzyn siedzi wieczorami z tatą przy grze komputerowej. Zna prawie całe abecadło (bo z klawiatury), potrafi przenieść je np na kartkę tzn, napisać drukowaną literkę. Wie, że W to do przodu, A i D (lewo, prawo). Fajnie jeśli dziecko samo chce się uczyć, łapie coś przez obserwacje, nieprzymuszone. Gorzej jeśli rodzice siedzą i próbują nauczyć.

Gdy moja siostra szła do 1 klasy, pani z przedszkola powiedziała mojej mamie, żeby zaczęła uczyć ją już liczb.
Niektóre dzieci liczyły do 100! Pomijam, że w przedszkolu panie nie uczyły dzieci takich rzeczy.

Już widzę dylemat takiej pani w 1 klasie. Ma uczyć liczb do 100, jak 80% klasy je umie? Pewnie szybko przez nie przebrnie, no bo będą się nudzić. Powie rodzicom 20%, aby poduczyli resztę. No i tak moja mama siedziała z siostrą.

72 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2015-02-17 17:19:27)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Nie ja ciągnę moje dziecko i nie ja je uczę, choć pracuję z nią w domu zgodnie z zaleceniami nauczyciela. Większość dzieci w jej klasie to potrafi i nauczyły sie tego własnie przez zabawę i praktykę. Liczą konkretne przedmioty, zabawki, patyczki, kasztany, dodają je i odejmują. Robią z nich zbiory i licząc sprawdzają który jest mniejszy, który większy. Bawią sie tym,  śpiewają piosenki, rymowanki, wyszukują konkretnych kształtów, sprawdzają same co w ich otoczeniu jest cięższe co lżejsze, co dłuższe co krótsze itp. To nie jest żadna abstrakcja ani zabijanie ciekawości. Umiejętności te  zdobywają naturalnie własnie poprzez swoja dziecięcą ciekawość.
Gdzie tu jest krzywda dziecka i dlaczego nie jest to dobre?
W przypadku nauki pisania  i czytania oraz przyrody jest podobnie. Żadna pamięciówka nie wchodzi w grę. Jest zabawa , praktyka, odkrywanie. Wiedza sama wchodzi do głowy.

73

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Benita72 napisał/a:

Inka, ale czasy szkolne z reguly (mimo wszelkich minusow) sa fajne, - to czemu się odcinać od wspomnien?:)

dobre pielęgnujmy - koniecznie wink
złe do kosza...

74

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
MamaMamusia napisał/a:

Nie ja ciągnę moje dziecko i nie ja je uczę, choć pracuję z nią w domu zgodnie z zaleceniami nauczyciela. Większość dzieci w jej klasie to potrafi i nauczyły sie tego własnie przez zabawę i praktykę. Liczą konkretne przedmioty, zabawki, patyczki, kasztany, dodają je i odejmują. Robią z nich zbiory i licząc sprawdzają który jest mniejszy, który większy. Bawią sie tym,  śpiewają piosenki, rymowanki, wyszukują konkretnych kształtów, sprawdzają same co w ich otoczeniu jest cięższe co lżejsze, co dłuższe co krótsze itp. To nie jest żadna abstrakcja ani zabijanie ciekawości. Umiejętności te  zdobywają naturalnie własnie poprzez swoja dziecięcą ciekawość.
Gdzie tu jest krzywda dziecka i dlaczego nie jest to dobre?
W przypadku nauki pisania  i czytania oraz przyrody jest podobnie. Żadna pamięciówka nie wchodzi w grę. Jest zabawa , praktyka, odkrywanie. Wiedza sama wchodzi do głowy.

Pisałam, że jest to złe jeśli robi się to na pokaz, nie bo dziecko tak chce.

75

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Temat wątku nie dotyczy tego o czym teraz dywagujemy. Anglia i Polska to są dwa różne światy i nie ma co porównywać. Wkurza mnie jedynie to stereotypowe porównywanie rzekomo niesamowicie wysokiego poziomu polskiej edukacji do angielskich nizin. Mieszkam tu od wielu lat, a i z polskimi  wywindowanymi poziomami oraz przeładowanymi programami nauczania miałam do czynienia i wiem , że jest to kompletna bzdura. To w Polsce krzywdzi się dzieci wkładaniem im do głów całej masy wiedzy bezużytecznej  i tworzeniem jakichś sztucznych poziomów. Takie jest moje zdanie.

76

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

MamaMamusia

to, ze twoje dziecko potrafi tak wiele wcale , ale to wcale nie zalezy od systemu jaki panuje w danym kraju, ani kraju w jakim przysżło mu żyć.
Po prostu jest zdolne, latwo przyswaja wiedze, tylko się cieszyć:)

zbaczacie drogie panie  tematu bo tutaj mieliśmy rozmawiac o relacjach rodzic - nauczyciel:)

77

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kuradomowa166 napisał/a:

zbaczacie drogie panie  tematu bo tutaj mieliśmy rozmawiac o relacjach rodzic - nauczyciel:)

Dziękuję za zwrócenie uwagi smile, bo istotnie dyskusja zaczęła coraz bardziej odbiegać od głównego założenia wątku.

78 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-17 18:49:26)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

bo pani, to się na niego uwzięła...

mój Jasio jest bardzo mądry, przeszkadza na lekcjach - bo się nudzi,
szkoła jest stara i nudna,

no i co że nie lubi Marysi, ja jej też nie lubię jakaś taka głupawa czy coś,

ale ja nie po to dziecko wysyłam do szkoły, żeby potem w domu nad lekcjami z nim ślęczeć,

proszę pani, ja też chodziłem do szkoły, dwóje miałem a na człowieka wyszłem

no i dobrze, że go kopnął niech tamten wie, że potrafi

w naszym domu takich słów się nie używa on, to wszystko ze szkoły przynosi (nagle dzwoni telefon) ... a co mi tutaj będziesz pierd*** weź tamtego ch*** za łeb i nich wypier ***
przepraszam panią ale z pracy dzwonili - jak, już mówiłem  w naszym domu ...

itd. itp. końca nie widać ...
tylko, że nie takie zachowanie rodziców jest, problemem w dzisiejszej szkole
problemem są rodzice, którzy nie podejmują współpracy ale bardzo chętnie  ... rozliczają
(oczywiście nie siebie)
skargi, skargi, skargi pisane wszędzie i o wszystko
za dużo, za mało, i tak źle i niedobrze ...
paraliżują normalne funkcjonowanie szkoły, bo na każda skargę NALEŻY odpowiedzieć a wcześniej SKONTROLOWAĆ
wizytatorzy więc odwiedzają szkoły piszą, piszą i piszą  protokoły, z rzadka potwierdzają się zarzuty umieszczone w pismach rodziców ale...

79

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

wydaje mi się, ze tutaj nie chodzi o wytykanie sobie błędów i wzajemne oskarżanie.
Z pewnością wiele było sytuacji trudnych zarówno dla rodziców i nauczycieli, ich wzjemne relacje nie zawsze się układały, ale przeciez nie dochodziło do tego, ze nauczyciel był wywalany ze szkoły a rodzic kneblowany.
Chodzi chyba o to, aby dowiedzieć sie jak można takie patowe sytuacje rozwiazac.
Mam czasami wrażenie że rodzice i nauczyciele zapominają że chodzi w tym wszystkim o dziecko

80

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Lusija napisał/a:

Miałam kiedyś przypadek, gdzie dziewczynka nie umiała na kartkówce (z tabliczki mnożenia) w 4 klasie obliczyć ile to jest 11*4, jak myślicie co zrobiła? Pomnożyła pisemnie!! Bo babcia ją nauczyła...

Co w tym zlego, ze pomnozyla pisemnie?

81 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-02-17 19:49:12)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Skoro obliczyła pisemnie to znaczy, że obliczyć umiała big_smile a że nie w pamięci?...  w pamięci trzeba znać do 10, bo bez tego się nie da obliczać pisemnie, ponad to (tzn 10x10) nauka to już tylko oszczędność czasu,a nie konieczna wiedza.

(P.S. Ja się na maturze ustnej z matmy niemal na silni wyłożyłam - nie dlatego, że nie umiałam, tylko dlatego, że dopadł mnie stres i dostałam tzw. pustki w głowie - a byłam z matmy druga w klasie - ode mnie był lepszy tylko kolega z którym się zawsze uczyłam - i stałam ze świeczkami w oczach przed tablicą jak baran, a matematyczka mnie pytaniami naprowadzała, żebym sobie sama wzór wyprowadziła, którego zapomniałam. I się bawiłam jak dziecko w piątej klasie, krok po kroczku  - ale skoro doszłam do prawidłowego wyniku pytanie zostało w 100% zaliczone jako poporawne smile i nikt nie patrzył na to, ze jeszcze trochę, a bym na palcach chyba zaczęła liczyć big_smile)

82

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

w kwestii egzaminów to całkiem inna bajka.
dziś non stop dzieciaki bombardują egzaminami, a to w podstawówce a to gimnazjum. Non stop parcie na wyniki.
Mam córkę w gimnazjum . Mozliwe ze to co teraz napiszę nie jest wychowawce, ale uważam, ze to jest niepotrzebny stres dla dzieci. I na dodatek mówię to mojej córce.
Nie raz jej tłumacze, ze te egzaminy tak naprawdę egzaminują tylko szkołę i jej wyniki.
Testy te są potrzebne mlodzieży, która chce iść do prestiżowego liceum, gdzie jest kilkanaście osób na jedno miejsce.
Czy te testy są  wiarygodne? jesli teraz w próbnych najlepsi uczniowie słabo wypadli to co to zonacza??/

Szkoła musi się wykazywać, a dzieci mają mętlik w głowach.

nauczyciele nie tłumaczą dzieciakom o co chodzi w tych egzaminach. Jeśli moja córka wybiera się do szkoły wizażu  to do czego jej ten egzamin jest potrzebny?? po co niepotrzebnie sie stresować?

Dzisiejsza matura równiez już nie to. Znam osoby, które całe 4 lata dobrze się uczyły a nagle oblewaja maturę. Matura na %? matura wstrzelenie w słowo klucz?? zero własnego myślenia, wypierają na siłę własna inwencję zastępując ją szablonowym myśleniem. Myslę, ze przez to ten jakże ważny na wielu płaszczyznach egzamin traci to co miał kiedyś...

83

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Nie mówię, że jak podzieliła to źle. Byłyśmy po prostu mega zaskoczone smile

Widzę, że zszedł temat na egzaminy. No bo tak niestety jest. Materiału jest dużo. Nauczyciel nie może sobie pozwolić na np zrobienie większej ilości godzin z mnożenia i dzielenia pisemnego, bo będzie musiał szybciej uwinąć się z innym tematem. Poza tym nauczyciel w razie kontroli jest rozliczany z jakichś tam godzin. Z tego co widziałam, to nauczycielki na kartkach przy działach zapisują sobie ilość godzin poświęconych w danej klasie. Jakby była kontrola, to żeby pokazały, ile godzin z czego. Niestety nie wiem do końca o co tu chodzi.

No i najważniejsze. Nauczyciel jest rozliczany właśnie z egzaminów. Często zdarza się w technikach, że uczą pod egzaminy zamiast uczyć tak jak się powinno. To przykre... Gdybyśmy jednak chcieli walczyć z oświatą....

Cieszy fakt, że coraz większa ilość nauczycieli zaczyna uczyć w sposób nowoczesny. Z wykorzystaniem tabletów, smartfonów, tablic interaktywnych. Nas (studentów) profesorowie zarażają ostatnio technologią i pokazują jak uczyć by zaciekawić. Jestem z tego dumna.

84

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Iceni napisał/a:

Skoro obliczyła pisemnie to znaczy, że obliczyć umiała big_smile a że nie w pamięci?...  w pamięci trzeba znać do 10, bo bez tego się nie da obliczać pisemnie, ponad to (tzn 10x10) nauka to już tylko oszczędność czasu,a nie konieczna wiedza.

(P.S. Ja się na maturze ustnej z matmy niemal na silni wyłożyłam - nie dlatego, że nie umiałam, tylko dlatego, że dopadł mnie stres i dostałam tzw. pustki w głowie - a byłam z matmy druga w klasie - ode mnie był lepszy tylko kolega z którym się zawsze uczyłam - i stałam ze świeczkami w oczach przed tablicą jak baran, a matematyczka mnie pytaniami naprowadzała, żebym sobie sama wzór wyprowadziła, którego zapomniałam. I się bawiłam jak dziecko w piątej klasie, krok po kroczku  - ale skoro doszłam do prawidłowego wyniku pytanie zostało w 100% zaliczone jako poporawne smile i nikt nie patrzył na to, ze jeszcze trochę, a bym na palcach chyba zaczęła liczyć big_smile)

hehe, ja niby z matmy miałam 82 procent, a nawet nie pamiętam co to ta silnia była big_smile
mózg nie śmietnik wink
w sumie dla mnie etap nauki w liceum był najbardziej bezsensowny - co ciekawe NAJMNIEJ pamiętam właśnie z przedmiotów które zdawałam na maturze, właściwie pamiętam z nich jedno wielkie g**** big_smile
Oprócz angielskiego oczywiście, bo to podstawa i tego sobie nie wyobrażam zapomnieć.
Jedyna matura którą dzisiaj zdałabym od ręki to zapewne angielski, biologia i chemia (tych dwóch ostatnich nie zdawałam na maturze).
Po prostu w szkole uczy się rzeczy tak nieprzydatnych, że człowiek idzie na 1 rok studiów i już ich nie pamięta i jak się okazuje (hurrraaaa!) wcale pamiętać nie musi bo nie są do niczego potrzebne.

85 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-18 00:08:01)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

a może to jest zwyczajnie tak, że trzeba przejść pewne etapy ...
sprawdziany, egzaminy, matura
ta wiedza (ogólna) jest pewną podstawa (bazą) a potem idź, gdzie chcesz a dojdź gdzie zamierzasz wink

86

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kuradomowa166 napisał/a:

MC MIODEK  piszesz że sa mamuśki którym nigdy nic nie pasuje, co masz na myśli??? powiem ci jak u nas było. Stwierdzenie mam w klasie " no co wy chcecie od tej pani? przecież ona i tak jest świeta ze wytrzymuje z dziecmi"  sytuacja dotyczyła wyzwisk pani pod adresem dzieci, szarpania, ogólnego rozdrażnienia pani i td.. więc pytam : co ta pani robi w szkole???

Uważam tez że jeśli interesuję sie swoim dzieckiem to również zalezy mi aby pomóc nauczycielce .. wiadomo zę to my rodzice siedzimy po lekcjach z dziećmi , my je uczymy często wiecej w domu, a nagle okazuje się ze jesteśmy roszczeniowi, wścibscy i td... a gdybyśmy nie interesowali się, to jak by o nas mówiono? olewatorskie mamuśki???

MAMAMAMUSIA  piszesz o systemie angielskim, cąłkiem innej rzeczywistości. Badania nawet to wykazują ze tamten system jest o dużo niższym poziomie niż w Polsce. Tutaj 6-latki nie bawią sie w skzole jak u was , chociaż w pierwszej szumnej akcji tak miało być..

Mówiąc o takich mamuśkach mam na myśli kobiety, ktre własne dzieciaki traktują jak bogów, którym się wszytsko należy i za których samą obecność nauczycielki powinny dziękować niebiosom. Rozmawiam ze swoim dzieckiem o szkole, o nauczycielkach i ani razu nie poskarżyło się, że ktokolwiek dzieci wyzywa, czy się nad nimi pastwi. I ja mu wierzę.
Natomiast matki, które robią wiellkie halo o to, że ksiądz nie zaliczył dzieciakowi 3 cnót boskich, bo się ten nie nauczył, czy mają pretensje do nauczycielki angielskiego, że jakieś inne dziecko lepiej zna język, niż jej dziecię... które nie widzą problemu w tym, że dzieciak popycha, czy zabiera pieniądze innym, która ma postawę roszczeniową do wszystkiego, natomiast żeby opłacać składki klasowe, czy na Radę Rodziców, czy pomóc w organizacji jakiegoś wydarzenia... czy chociażby złożyć się na prezenty Mikołajkowe jest ostatnia- to własnie takie baby określam mianem "mamusiek, którym nigdy nic nie pasuje". i jeszcze ten glos oburzenia, że słaby rezent dzieci dostały na Mikołajki, czy Dzień Dziecka- no, dostały taki prezent, na jaki starczyło funduszów.. a że sa rodzice, którzy nie chcą płacić, to i pieniędzy na materiały klasowe, czy własnie na małe przyjemności dla dzieci jest mniej.
I to nie są wygórowane kwoty. Wielkosc składki klasowej była określana wspólnie, są organizowane zebrania, na których otwarcie można powiedzieć o finansowych problemach (wtedy dorzucamy się razem z wychowawczynią np dziecku do wycieczki i nikt z tym problemu nie ma), czy wychowawczyni pomaga zdobyć jakies dofinansowanie, czy świadczenie z MOPSu, czy chociażby pieniądze na wyprawke.. u nas z tego korzysta kilka rodziców, bo to żaden wstyd. Natomiast nigdy nie są to te matki z fochem.
I nie mowie tego też wyłącznie teoretycznie. W pierwszej klasie nad moim dzieckiem wlasnie się pastwił taki ekspert z klasy. Mały reagował gorączką na myśl o poniedziałku. Rozmowa z wychowawczynią, a później wychowawczyni z mamą tego dziecka nic nie dała. Pomogo dopiero, kiedy ja poszłam i wygarnęłam tej pani, co o tym wszystkim myślę i ostrzegłam, że pójdę z tym dalej. I też się nasłuchałam, że to moje dziecko prowokowało do zabierania mu pieniędzy, czy bicia i podkładania nóg, i że to wina mojego dziecka, bo sie bronić nie umie i nie pokazało temu drugiemu, że JEST COŚ WARTE.  Stąd surowo oceniam takich rodziców- oczywiście że matka winna jest bronić swojego dziecka, ale winna jest też dac temu dziecku jakiś kregosłup moralny, oraz nie utrudniać mu życia między ludźmi, usprawiedliwiając go w każdej sytuacji.
Jest róznica miedzy roszczeniem, a chęcią współpracy. Można chcieć współpracować, patrzec obiektywnie na swoje dziecko i znać jego możliwości i problemy. A można się wykłócać nawet gdy się nie ma racji. To są tacy rodzice, o których napisala in_ka. Ciekawe, że najwięcej gderają matki, ojcowie jakoś chyba łatwiej przyjmują "na klatę" uwagi na temat dziecka.

Aha, no i jeszcze jedno- moje dziecko poszło do szkoly w wieku 6 lat- tutaj w Polsce. Sam chciał, więc go zapisaliśmy. I wierz mi, że pierwsza klasa dla sześciolatka to nie jest "zabawa" w szkołę. Uczył się dokładnie tego samego, co jego 7-letni koledzy, nie ma taryfy ulgowej i radzi sobie świetnie.
Nie uważam też, że moje dziecko jest chodzącym ideałem. Znam jego przywary, i nie wierzę mu w tłumaczenia, że on rozmawia na lekcji, bo go kolega z lawki zagaduje. Jasne. Wiem, że jest straszną paplą,więc wierzę nauczycelce, która zwróci na to uwagę. Natomiast jeśli jest coś, z czym się nie moge zgodzić, staram się problem zrozumiec, a nie najeżdzac od razu na wszystkich i szukać winnych dookoła i wszędzie, tylko nie w sobie.

Lusija, moje dziecko też czasami umie troszkę więcej, bo lubi matematykę i czasami zapyta o coś "nadprogramowego". To moze być dla nauczyciela jakimś problemem? Tak sobie o tym pomyślałam, bo kiedyś dawałam korki z matematyki i nauczyłam swoją uczenicę działania, które dało jej dobry wynik, natomiast nie zostało zaliczone na klasówce, bo nie było policzone jak psorka uczyła. Trochę nauczycielkę rozumiem... chociaż nawet nie zrobiłam tego celowo...chciałam dziewczynie życie ułatwic tongue

W każdym razie ja zawsze uznaję rozmowę i wzajemny szacunek za podstawę do tego, by mojemu dziecku w szkole było dobrze. Nauczyciel odwala taką robotę, że nie ma sensu jeszcze go dobijać big_smile Podziwiam każdego, kto pracuje z dziećmi..bo ja bym nie udźwignęła takiej odpowiedzialności.

87 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-18 00:09:21)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
in_ka napisał/a:

a może to jest zwyczajnie tak, że trzeba przejść pewne etapy ...
sprawdziany, egzaminy, matura
ta widza podstawowa (ogólna) jest pewną podstawa (bazą) a potem idź, gdzie chcesz a dojdź gdzie zamierzasz wink

Nie wiem do czego podstawa jest - na swoim przykladzie mowie - historia i jezyk polski (w ujeciu MATURALNYM) obecnie. Do niczego sie to nie przydalo. Juz bardziej matma, bo myslenia uczy.
3 cnoty boskie? Cos takiego istnieje? Nie slyszalam i nie czuje sie przez to gorzej wyksztalcona.

"Nauczyciel odwala taka robote". Wiesz co? Ja slyszalam rozmowe MLODYCH nauczycielek swiezo po studiach. Generalnie nienawidza wszystkiego - dzieci w pierwszej kolejnosci.
I powiem krotko - widzialy galy co braly i dobrze wiedzialy na jakie studia sie pakuja i do jakiej pracy.
Jakby - na przyklad - prawnik narzekal na stos papierow to co? McMiodek powiedzialabys ze podziwiasz ze wytrzymuje w ogole? Albo jakby lekarz narzekal na pacjentow? "Swietnie ze pan z nimi w ogole wytrzymuje!"? Przepraszam bardzo, nauczycielka jest od tego jak za przeproszeniem d*pa od s*ania.
I tak, jak robi cos zle to trzeba to na glos powiedziec.
Jak lekarz czy komornik zrobi cos zle to afera na cala RP. Nauczyciela trzeba wybielic.

88 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-18 00:17:50)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kammiś napisał/a:
in_ka napisał/a:

a może to jest zwyczajnie tak, że trzeba przejść pewne etapy ...
sprawdziany, egzaminy, matura
ta widza (ogólna) jest pewną podstawa (bazą) a potem idź, gdzie chcesz a dojdź gdzie zamierzasz wink

Nie wiem do czego podstawa jest - na swoim przykladzie mowie - historia i jezyk polski (w ujeciu MATURALNYM) obecnie. Do niczego sie to nie przydalo. Juz bardziej matma, bo myslenia uczy.
3 cnoty boskie? Cos takiego istnieje? Nie slyszalam i nie czuje sie przez to gorzej wyksztalcona.

może się dowiesz wink
choć kammiś faktycznie - historia i język polski no po co to ?
i prawnikowi ... też coś - fanaberie

89

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kammiś napisał/a:
in_ka napisał/a:

a może to jest zwyczajnie tak, że trzeba przejść pewne etapy ...
sprawdziany, egzaminy, matura
ta widza podstawowa (ogólna) jest pewną podstawa (bazą) a potem idź, gdzie chcesz a dojdź gdzie zamierzasz wink

Nie wiem do czego podstawa jest - na swoim przykladzie mowie - historia i jezyk polski (w ujeciu MATURALNYM) obecnie. Do niczego sie to nie przydalo. Juz bardziej matma, bo myslenia uczy.
3 cnoty boskie? Cos takiego istnieje? Nie slyszalam i nie czuje sie przez to gorzej wyksztalcona.

"Nauczyciel odwala taka robote". Wiesz co? Ja slyszalam rozmowe MLODYCH nauczycielek swiezo po studiach. Generalnie nienawidza wszystkiego - dzieci w pierwszej kolejnosci.
I powiem krotko - widzialy galy co braly i dobrze wiedzialy na jakie studia sie pakuja i do jakiej pracy.
Jakby - na przyklad - prawnik narzekal na stos papierow to co? McMiodek powiedzialabys ze podziwiasz ze wytrzymuje w ogole? Albo jakby lekarz narzekal na pacjentow? "Swietnie ze pan z nimi w ogole wytrzymuje!"? Przepraszam bardzo, nauczycielka jest od tego jak za przeproszeniem d*pa od s*ania.
I tak, jak robi cos zle to trzeba to na glos powiedziec.
Jak lekarz czy komornik zrobi cos zle to afera na cala RP. Nauczyciela trzeba wybielic.

wybaczam Ci niewiedzę ze względu na totalny brak doświadczenia "z drugiej strony" czyli od strony rodzica wink Rozumiem też, że nie chodzisz do kościoła, stąd nie wiesz nawet, czym są owe cnoty, ale my chodzimy i mam zamiar posłać swoje dziecko do Pierwszej Komunii Św., więc takie formułki moje dziecko będzie znało, czy się to kammiś z forum podoba, czy nie smile Ale czy ty przypadkiem nie masz narzeczonego i nie planujecie ślubu??? big_smile
I nigdzie nie napisałam, że nauczyciela trzeba wybielić.  Natomiast droga kammiś, trzeba czasami przeczytać coś ze zrozumieniem- tutaj właśnie kłaniają sie lekcje języka polskiego wink Ale w sumie na co to prawnikom... których też szanuję i podziwiam, bo wyobrażam sobie, ile nauki i poświęceń wymaga praca niebędąca pasją wink
Lekarzy też podziwiam big_smile W ogóle lubię ludzi i uważam, że każdego człowieka, oraz wykonywaną przez niego pracę należy szanować.

Wracając do tematu- wciąż utrzymuję swoje stanowisko, nie byłam i nie będę wrogiem nauczycieli, bo uważam, że nie tędy droga.

90 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-18 02:01:11)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
McMiodek napisał/a:
kammiś napisał/a:
in_ka napisał/a:

a może to jest zwyczajnie tak, że trzeba przejść pewne etapy ...
sprawdziany, egzaminy, matura
ta widza podstawowa (ogólna) jest pewną podstawa (bazą) a potem idź, gdzie chcesz a dojdź gdzie zamierzasz wink

Nie wiem do czego podstawa jest - na swoim przykladzie mowie - historia i jezyk polski (w ujeciu MATURALNYM) obecnie. Do niczego sie to nie przydalo. Juz bardziej matma, bo myslenia uczy.
3 cnoty boskie? Cos takiego istnieje? Nie slyszalam i nie czuje sie przez to gorzej wyksztalcona.

"Nauczyciel odwala taka robote". Wiesz co? Ja slyszalam rozmowe MLODYCH nauczycielek swiezo po studiach. Generalnie nienawidza wszystkiego - dzieci w pierwszej kolejnosci.
I powiem krotko - widzialy galy co braly i dobrze wiedzialy na jakie studia sie pakuja i do jakiej pracy.
Jakby - na przyklad - prawnik narzekal na stos papierow to co? McMiodek powiedzialabys ze podziwiasz ze wytrzymuje w ogole? Albo jakby lekarz narzekal na pacjentow? "Swietnie ze pan z nimi w ogole wytrzymuje!"? Przepraszam bardzo, nauczycielka jest od tego jak za przeproszeniem d*pa od s*ania.
I tak, jak robi cos zle to trzeba to na glos powiedziec.
Jak lekarz czy komornik zrobi cos zle to afera na cala RP. Nauczyciela trzeba wybielic.

wybaczam Ci niewiedzę ze względu na totalny brak doświadczenia "z drugiej strony" czyli od strony rodzica wink Rozumiem też, że nie chodzisz do kościoła, stąd nie wiesz nawet, czym są owe cnoty, ale my chodzimy i mam zamiar posłać swoje dziecko do Pierwszej Komunii Św., więc takie formułki moje dziecko będzie znało, czy się to kammiś z forum podoba, czy nie smile Ale czy ty przypadkiem nie masz narzeczonego i nie planujecie ślubu??? big_smile
I nigdzie nie napisałam, że nauczyciela trzeba wybielić.  Natomiast droga kammiś, trzeba czasami przeczytać coś ze zrozumieniem- tutaj właśnie kłaniają sie lekcje języka polskiego wink Ale w sumie na co to prawnikom... których też szanuję i podziwiam, bo wyobrażam sobie, ile nauki i poświęceń wymaga praca niebędąca pasją wink
Lekarzy też podziwiam big_smile W ogóle lubię ludzi i uważam, że każdego człowieka, oraz wykonywaną przez niego pracę należy szanować.

Wracając do tematu- wciąż utrzymuję swoje stanowisko, nie byłam i nie będę wrogiem nauczycieli, bo uważam, że nie tędy droga.

Ja tez nie jestem wrogiem nauczycieli.
Widze ze tez uwazasz za prawdziwy stereotyp: nie wiesz co ze soba zrobic? Zostan prawnikiem/lekarzem. Na szczescie falszywy stereotyp smile
Nie mam narzeczonego i nie planujemy slubu. Mam faceta z ktorym mieszkam bez slubu, ale co to ma do tego?
Mi chodzilo tylko o to ze to ze dziecko owej pani sie tych cnot nie nauczylo nie znaczy ze bedzie gorzej wyksztalcone. Mi tam nic do tego kto jakie formulki zna. Aaa tak w ogole to mi sie zdaje ze od formulek do wiary to daleka droga.
Chodzi mi o to ze nauczyciele wymagaja stosu niepotrzebnych rzeczy. Na prosbe znajomej przez tydzien pomagalam w lekcjach 10letniej dziewczynce.
I moim zdaniem NIE JEST NORMALNE to ze dziecko wraca po 7 godzinach lekcji do domu i dostaje tyle zadan ze ja rozwiazujac je za nia (zeby miala troche wolnego) siedzialam nad tym 3 godziny byleby to napisac, a ja nie musialam sie zastanawiac - dziecko pracowaloby wolniej. Z tak durnych przedmiotow jak plastyka, muzyka, technika i religia zadania byly najdluzsze - malowanki-sranki. Szlag mnie nad tym trafial. A dziecko bylo zmeczone. 11 godzin pracy dla dziecka (szkola 7+4 w domu). serio?
To ja studiujac 2 kierunkj zajec mam 3 razy mniej niz ona w szkole siedzi - i w dodatku jeden dzien w tygodniu zawsze wolny, w tym semestrze nawet 2 (plus weekendy, dni rektorskie...). Wiec sorry, cos tu jest nie tak gdzie dziecko 10letnie ma wiecej zajec niz 20latka na 2 kierunkach z wlasnej woli. Policzmy. Ona miala 35 zajec obowiazkowych w tygodniu po 45 minut. 26 godzin i 25 minut jesli chodzi o godziny zegarowe. Ja mam w tym semestrze 4 przedmioty na jednym kierunku 5 na drugim. 9 cwiczen po poltorej godziny - 13,5 godziny. A ze mamy cwiczenia z czestotliwoscia raz na dwa tygodnie to jest niecale 7 godzin zajec obowiazkowych tygodniowo.
Wyklady - 13,5 godziny (zegarowe!) wychodzi, ale raczej na nie nie chodze. Nie mamy zajec domowych, ucze sie przd egzaminem i juz. Czasem 2 dni, czasem tydzien.
Mam mniej roboty niz 10latka.
Nie uwazacie ze cos jest nie tak???
Na studiach doszli do wniosku ze mamy malo zajec ale przygotowujemy sie sami (po co maja nam kodeksy czytac, sami musimy sie nauczyc).
W szkole maja i siedziec i robic sami bardzo duzo - wiecej nawet niz przecietny student.
Kiedy to dziecko ma odpoczac? Naprawde uczylam te dziewczynke ledwo ponad tydzien bo korepetytorka byla chora a mialam ochote isc i nawrzucac nauczycielom za zadawanie takich pierdol. I nie dziwie sie ze rodzice chodza podkurzeni.
Siedziec po nocach to moge ja, stara baba. Nie dziecko!
A wracanie do domu o 15, musi cos zjesc, odpoczac i juz jest ciemno i ma siadac do ksiazek zrobic zadania a potem sie jeszcze uczyc (3 godziny mi zajelo samo zrobuenie zadan, a nauka gdzie?).
Ja moge siedziec po nocach bo nie rosne, nie dojrzewam, nie rozwijam sie. A i tak nie raz odbija sie na zdrowiu - oslabienie odpornosci. I robie to Z WLASNEJ WOLI - sama wybralam dwa kierunki, sama teraz zgodzilam sie na prace od marca, sama wybieram sobie zajecia pozauczelniane, sama sobie wkrecilam pisanie artykulow do publikacji. A dziecko jest do tego ZMUSZANE. Nie majac z tego wiekszych korzysci (wzieliby podniesli te styoednia bo 100 zl to wstyd). Dziecko nie wie nawet co ma z tym zrobic - nie ma celu, jest uczone miliona zbednych rzeczy, nie wiadomo jak nim pokierowac bo dla kazdej panci jej przedmiot najwazniejszy chocby i to technika byla.
i to nie jest normalne.
Stek bzdur do nauczenia.
A ja powiem tak: dzisiaj: nie umiem rysowac rzutow, nie umiem malowac perspektywy, nie znam nut, nie znam cnot boskich, nie umiem robic haftu krzyzykowego, nie umiem rowno wycinac, nie umiem grac na flecie, nie przeczytalam "Krzyzakow" ani "Potopu" (tylko streszczenia i tak bylo z wiekszoscia lektur, co nie przeszkodzilo mi zdac dobrze matury i miec co roku 5 z polskiego), nie wiem jak policzyc sinus i cosinus czy silnie (bo mozg to nie smietnik i juz nie pamietam).
Co nie przeszkadza mi byc w pierwszej 10tce na roku na jednym i drugim kierunku ani publikowac w czasopismach naukowych.
Po co to mowie. Zeby wyciagnac wniosek: szkola i setki zadan takie potrzebne!!! (To ironia).
Nadambicja nauczycielek. I jako rodzic tez chodzilabym wsciekla.

91

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kammiś napisał/a:
McMiodek napisał/a:
kammiś napisał/a:

Nie wiem do czego podstawa jest - na swoim przykladzie mowie - historia i jezyk polski (w ujeciu MATURALNYM) obecnie. Do niczego sie to nie przydalo. Juz bardziej matma, bo myslenia uczy.
3 cnoty boskie? Cos takiego istnieje? Nie slyszalam i nie czuje sie przez to gorzej wyksztalcona.

"Nauczyciel odwala taka robote". Wiesz co? Ja slyszalam rozmowe MLODYCH nauczycielek swiezo po studiach. Generalnie nienawidza wszystkiego - dzieci w pierwszej kolejnosci.
I powiem krotko - widzialy galy co braly i dobrze wiedzialy na jakie studia sie pakuja i do jakiej pracy.
Jakby - na przyklad - prawnik narzekal na stos papierow to co? McMiodek powiedzialabys ze podziwiasz ze wytrzymuje w ogole? Albo jakby lekarz narzekal na pacjentow? "Swietnie ze pan z nimi w ogole wytrzymuje!"? Przepraszam bardzo, nauczycielka jest od tego jak za przeproszeniem d*pa od s*ania.
I tak, jak robi cos zle to trzeba to na glos powiedziec.
Jak lekarz czy komornik zrobi cos zle to afera na cala RP. Nauczyciela trzeba wybielic.

wybaczam Ci niewiedzę ze względu na totalny brak doświadczenia "z drugiej strony" czyli od strony rodzica wink Rozumiem też, że nie chodzisz do kościoła, stąd nie wiesz nawet, czym są owe cnoty, ale my chodzimy i mam zamiar posłać swoje dziecko do Pierwszej Komunii Św., więc takie formułki moje dziecko będzie znało, czy się to kammiś z forum podoba, czy nie smile Ale czy ty przypadkiem nie masz narzeczonego i nie planujecie ślubu??? big_smile
I nigdzie nie napisałam, że nauczyciela trzeba wybielić.  Natomiast droga kammiś, trzeba czasami przeczytać coś ze zrozumieniem- tutaj właśnie kłaniają sie lekcje języka polskiego wink Ale w sumie na co to prawnikom... których też szanuję i podziwiam, bo wyobrażam sobie, ile nauki i poświęceń wymaga praca niebędąca pasją wink
Lekarzy też podziwiam big_smile W ogóle lubię ludzi i uważam, że każdego człowieka, oraz wykonywaną przez niego pracę należy szanować.

Wracając do tematu- wciąż utrzymuję swoje stanowisko, nie byłam i nie będę wrogiem nauczycieli, bo uważam, że nie tędy droga.

Ja tez nie jestem wrogiem nauczycieli.
Widze ze tez uwazasz za prawdziwy stereotyp: nie wiesz co ze soba zrobic? Zostan prawnikiem/lekarzem. Na szczescie falszywy stereotyp smile
Nie mam narzeczonego i nie planujemy slubu. Mam faceta z ktorym mieszkam bez slubu, ale co to ma do tego?
Mi chodzilo tylko o to ze to ze dziecko owej pani sie tych cnot nie nauczylo nie znaczy ze bedzie gorzej wyksztalcone. Mi tam nic do tego kto jakie formulki zna. Aaa tak w ogole to mi sie zdaje ze od formulek do wiary to daleka droga.
Chodzi mi o to ze nauczyciele wymagaja stosu niepotrzebnych rzeczy. Na prosbe znajomej przez tydzien pomagalam w lekcjach 10letniej dziewczynce.
I moim zdaniem NIE JEST NORMALNE to ze dziecko wraca po 7 godzinach lekcji do domu i dostaje tyle zadan ze ja rozwiazujac je za nia (zeby miala troche wolnego) siedzialam nad tym 3 godziny byleby to napisac, a ja nie musialam sie zastanawiac - dziecko pracowaloby wolniej. Z tak durnych przedmiotow jak plastyka, muzyka, technika i religia zadania byly najdluzsze - malowanki-sranki. Szlag mnie nad tym trafial. A dziecko bylo zmeczone. 11 godzin pracy dla dziecka (szkola 7+4 w domu). serio?
To ja studiujac 2 kierunkj zajec mam 3 razy mniej niz ona w szkole siedzi - i w dodatku jeden dzien w tygodniu zawsze wolny, w tym semestrze nawet 2 (plus weekendy, dni rektorskie...). Wiec sorry, cos tu jest nie tak gdzie dziecko 10letnie ma wiecej zajec niz 20latka na 2 kierunkach z wlasnej woli. Policzmy. Ona miala 35 zajec obowiazkowych w tygodniu po 45 minut. 26 godzin i 25 minut jesli chodzi o godziny zegarowe. Ja mam w tym semestrze 4 przedmioty na jednym kierunku 5 na drugim. 9 cwiczen po poltorej godziny - 13,5 godziny. A ze mamy cwiczenia z czestotliwoscia raz na dwa tygodnie to jest niecale 7 godzin zajec obowiazkowych tygodniowo.
Wyklady - 13,5 godziny (zegarowe!) wychodzi, ale raczej na nie nie chodze. Nie mamy zajec domowych, ucze sie przd egzaminem i juz. Czasem 2 dni, czasem tydzien.
Mam mniej roboty niz 10latka.
Nie uwazacie ze cos jest nie tak???
Na studiach doszli do wniosku ze mamy malo zajec ale przygotowujemy sie sami (po co maja nam kodeksy czytac, sami musimy sie nauczyc).
W szkole maja i siedziec i robic sami bardzo duzo - wiecej nawet niz przecietny student.
Kiedy to dziecko ma odpoczac? Naprawde uczylam te dziewczynke ledwo ponad tydzien bo korepetytorka byla chora a mialam ochote isc i nawrzucac nauczycielom za zadawanie takich pierdol. I nie dziwie sie ze rodzice chodza podkurzeni.
Siedziec po nocach to moge ja, stara baba. Nie dziecko!
A wracanie do domu o 15, musi cos zjesc, odpoczac i juz jest ciemno i ma siadac do ksiazek zrobic zadania a potem sie jeszcze uczyc (3 godziny mi zajelo samo zrobuenie zadan, a nauka gdzie?).
Ja moge siedziec po nocach bo nie rosne, nie dojrzewam, nie rozwijam sie. A i tak nie raz odbija sie na zdrowiu - oslabienie odpornosci. I robie to Z WLASNEJ WOLI - sama wybralam dwa kierunki, sama teraz zgodzilam sie na prace od marca, sama wybieram sobie zajecia pozauczelniane, sama sobie wkrecilam pisanie artykulow do publikacji. A dziecko jest do tego ZMUSZANE. Nie majac z tego wiekszych korzysci (wzieliby podniesli te styoednia bo 100 zl to wstyd). Dziecko nie wie nawet co ma z tym zrobic - nie ma celu, jest uczone miliona zbednych rzeczy, nie wiadomo jak nim pokierowac bo dla kazdej panci jej przedmiot najwazniejszy chocby i to technika byla.
i to nie jest normalne.
Stek bzdur do nauczenia.
A ja powiem tak: dzisiaj: nie umiem rysowac rzutow, nie umiem malowac perspektywy, nie znam nut, nie znam cnot boskich, nie umiem robic haftu krzyzykowego, nie umiem rowno wycinac, nie umiem grac na flecie, nie przeczytalam "Krzyzakow" ani "Potopu" (tylko streszczenia i tak bylo z wiekszoscia lektur, co nie przeszkodzilo mi zdac dobrze matury i miec co roku 5 z polskiego), nie wiem jak policzyc sinus i cosinus czy silnie (bo mozg to nie smietnik i juz nie pamietam).
Co nie przeszkadza mi byc w pierwszej 10tce na roku na jednym i drugim kierunku ani publikowac w czasopismach naukowych.
Po co to mowie. Zeby wyciagnac wniosek: szkola i setki zadan takie potrzebne!!! (To ironia).
Nadambicja nauczycielek. I jako rodzic tez chodzilabym wsciekla.

Jak zobaczylam zadania domowe corki mojej kuzynki to sie za glowe zlapalam. Takie idiotyzmy to byly, zaprzeczenie myslenia samodzielnego.

Ja zadan domowych nie odrabialam prawie nigdy, bo uwazalam, ze to strata czasu wlasnie.

92 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2015-02-18 09:33:54)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Wracajac do tematu, czyli relacji rodzic-nauczyciel.


Moim zdaniem, jak zwykle, wszystko zależy od człowieka. Dobry, oddany nauczyciel i z drugiej strony zaangażowany rodzic, tworza linie dobrego wychowania. Kiedy porownuje calosciowo moje czasy szkolne i zaczynające sie czasy szkolne moich córek, nie zauważam jakiejs wielkiej roznicy na minus, - generalizowanie, ze podejście nauczycieli czy ogolnie szkolnictwo zeszlo na psy, nie jest dobre i trochę niesprawiedliwe wobec np. tych nauczycieli, którzy się starają dobrze wykonywać swoja prace. Dobry nauczyciel ceni sobie przepływ informacji od rodzica, a rodzic nie obraza się, kiedy usłyszy od nauczyciela, ze z dzieckiem warto by było nad czyms popracować.
Ja musze powiedzieć, ze chyba calkiem dobrze trafiłam z wyborem szkoły dla moich córek. Nauczyciele sa rozni, ale udaje się nawiazac wspolprace.
I wogole pamiętajmy, ze w dzisiejszych czasach nauczyciele sa coraz lepiej wynagradzani - to tez powinno zwiekszyc popyt na te stanowiska - szkoły będzie stać na to, by wybierac coraz lepszych pedagogow.

trochę inna sprawa jest zakres programu szkolnego - tu widze spore pole do popisu dla ustawodawcow wink

93

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Lusija napisał/a:

No niestety.. W technikum miałam przyjaciółkę, która w swojej klasie miała najlepsze oceny. (Była jedyną kobietką na 32 osoby w klasie.) Przez te 4 lata nikt nigdy nie był na wywiadówce. Zapytałam ją kiedyś dlaczego, a ta, że ma super oceny więc po co? Super. Czyli rozumiem moja mama jeździła nasłuchać się narzekań na mnie i pooglądać średnio dobre oceny? Jaka logika, rany....

A co w tym złego? big_smile Tzn. w podstawówce i gimnazjum moja mama chodziła na zebrania, ale w liceum była tylko raz przed rozpoczęciem pierwszej klasy i potem chyba jeszcze tylko raz. Też się bardzo dobrze uczyłam, więc po co? Najlepsze oceny, więc nie po to, żeby je kontrolować, zresztą o wszystkich jej mówiłam. Podyskutować o wycieczce? Robiliśmy to na wychowawczej sami z nauczycielką. Posłuchać o tym, co się dzieje w klasie, nie wiem, o jakichś problemach, konfliktach? Takich było raczej mało, jeśli już to raczej niewidoczne dla nauczycieli, ja w nich nie brałam udziału, a o wszystkich mama i tak wiedziała ode mnie, bo miałyśmy dobry kontakt.

Więc poważnie pytam, bez złośliwości, czym szkole/nauczycielowi/mi/pozostałym uczniom/rodzicom pomogłoby to, że moja mama przyjeżdżałaby i siedziała na zebraniu? Przyjedzie, posiedzi, posłucha o planowanej wycieczce (wie już ode mnie), posłucha o ocenach (wie ode mnie, poza tym nawet jakby nie wiedziała, to brak wiedzy o samych 5-6 nie rodzi problemów), posłucha o tym, że Zdzisiu nie rozmawia ze Stasią (wie już ode mnie, poza tym nic jej do tego), posłucha o maturach i wybieranych kierunkach (z moją maturą była na bieżąco, z kierunkiem też, miałam wolną rękę). Więc tak, dla mnie to jest logika, nie przyjeżdżać na zebrania, jeśli nie widzi się powodu. ;p

94

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Jak mialam te 14/15 lat moi rodzice pytali, czy ja chce zeby szli na wywiadowke i czy jest mi to do czegos potrzebne. Koniec koncow moj ojciec pojawil sie ze mna w szkole raz kiedy mialam 16 lat, bo powiedzialam 'sluchaj, chce rzucic ta szkole bo mam dosyc , musisz przyjsc i  mnie wypisac'

95 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-02-18 15:59:22)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Moja matka tez nigdy (od podstawowki, bo tam jednak wymagali obecnosci) nie chodzila na wywiadowki. W zawodowce nie byla nigdy w ogole w budynku nawet big_smile bo skoro sie dobrze uczylam, to po co?
W liceum (jakby ktos nie kojarzyl to poszlam do zawodowki bo to wtedy byl popularny system zawodowka+technikum na podbudowie zawodowki, ale mialam tego pecha, ze technikum zlikwidowali a byly wtedy tylko dwie czy trzy szkoly w Polsce o takim profilu wiec zeby zrobic glupia mature musialam robic caly program liceum) wiec w liceum bylam juz pelnoletnia i po prostu nie mogli wymagac zeby rodzice do mnie przychodzili big_smile przeciez byloby to idiotyczne, gdyby wzywali rodzicow big_smile (usprawiedliwienia tez sobie sama wypisywalam).

96

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kuradomowa166 napisał/a:

to, ze twoje dziecko potrafi tak wiele wcale , ale to wcale nie zalezy od systemu jaki panuje w danym kraju

Mylisz się. w klasie mojej córki zdecydowana większość posiada umiejętności o których pisałam więc sposób w jaki są prowadzone ma ogromne znaczenie. Najłatwiej powiedzieć, że dziecko zdolne albo nie i umyć rączki. Nie czytałaś uważnie tego co napisałam. Zresztą mniejsza z tym, nie chce mi sie tego dłużej tłumaczyć.

W wątku tym najbardziej przeraza mnie jego tytuł i słowo "kontra" postawione między słowami rodzic i nauczyciel. To brzmi trochę jak zapowiedź walki bokserskiej. Ja pod ta kontrą niestety widzę ucznia, który jest ofiarą rozgrywek między dorosłymi. Dla mnie ta dyskusja jest dość smutna. Nawet w tak wąskim wycinku rzeczywistości jakim jest forum dostrzegam ogromna potrzebę pielęgnowania tej kontry.
Rodzice krytykują nauczycieli, nauczyciele rodziców, a kto pomaga uczniowi, który nie jest grzeczny i zdolny? Pytam zupełnie serio - jaką formę wsparcia w polskiej szkole otrzymuje taki uczeń?

97 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-18 16:14:36)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
MamaMamusia napisał/a:

Pytam zupełnie serio - jaką formę wsparcia w polskiej szkole otrzymuje taki uczeń?

odpowiadam zupełnie serio,
taką na jaką stać polską oświatę...

98

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
in_ka napisał/a:

taką na jaką stać polską oświatę...

Czyli jaką???Konkretnie

99

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
MamaMamusia napisał/a:
in_ka napisał/a:

taką na jaką stać polską oświatę...

Czyli jaką???Konkretnie

adres:
minister edukacji MEN wink

100

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Nauczyciele w Polsce maja takie samo podejscie do swojej pracy jak maja pielegniarki do swojej. I dokladnie takie same mozliwosci.

101 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2015-02-18 16:38:14)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Dzięki in_ka:) Wyczerpująca odpowiedź, nie ma co smile Padam z wrażenia smile

102

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Iceni napisał/a:

Nauczyciele w Polsce maja takie samo podejscie do swojej pracy jak maja pielegniarki do swojej. I dokladnie takie same mozliwosci.

Kiedy pracowałam jako nauczycielka w Polsce, miałam spore możliwości i wiele bardzo wiele narzędzi, które do dziś uznaję za dobre. Pracę skutecznie utrudniała mi dyrekcja, czasem rodzice, a najbardziej starsi nauczyciele, którzy szybko sprowadzili mnie na ziemię smile

103

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Aha. Znaczy bylas wzorowa, tylko wszyscy wokol sie na ciebie uwzieli, tak? big_smile

Nie przypomina ci to czegos? big_smile

104 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2015-02-18 16:49:41)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Iceni napisał/a:

Aha. Znaczy bylas wzorowa, tylko wszyscy wokol sie na ciebie uwzieli, tak?  big_smile

Nie. Byłam pracowita i gorliwa. Bardzo chciałam też byc sprawiedliwa. Praca była całym moim życiem i moja pasją. Zależało mi na uczniach. Innymi słowy - byłam młoda, miałam głowę pełna ideałów i mi sie chciało. Nikt się na mnie nie uwziął. Po prostu pokazano mi , że sama mam małe szanse w walce z wiatrakami a nikt oprócz mnie nie miał ochoty się poswiecać. To była tylko smutna lekcja.

105 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-02-18 17:09:54)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

No i dokladnie taka sama lekcje dostaje kazdy z nas - wyobrazenia o tym jak powinno byc swoje, a rzeczywistosc swoje.

Ja na przyklad mialam bardzo kiepska polonistke w podstawowce - byla bardzo wymagajaca, ale niesprawiedliwa. Ciezko mi bylo wyciagnac na troje. Kiedy poszlam do zawodowki nagle na polskim zaczelam dostawac.... szostki big_smile
Ok, najpierw sobie to tlumaczylam tym, ze to zawodowka i niski poziom, ale kiedy poszlam do liceum tez szybko okazalo sie, ze jestem jedna z najlepszych uczennic z polskiego.

Moja polonistka byla po prostu osoba nie nadajaca sie do tego zawodu.

I osobiscie szlag by mnie trafil gdyby teraz moja corka trafila na taka nauczycielke w swojej szkole.

I n a p e w n o bym sie wtracala.
A jezeli ktos ma problem z tym, ze mu sie rodzice wtraxaja to znaczy, ze jest kiepskim nauczycielem. Bo to tak jakby lekarz mowil, ze nie umie dobrze leczyc, bo mu sie krewni chorego w sposob leczenia wtracaja big_smile

Nie! D o b r y nauczyciel radzi sobie tak samo dobrze z dziecmi jak i z rodzicami. Wlasnie na tym polega jego wysoki poziom zawodowy. A nie na tym, ze siedzi i placze, ze on taki chetny ale inni mu przeszkadzaja. W k a z d e j szkole znajda sie nauczyciele dobrzy i zli - a przeciez ucza te same dzieci, w tych samych warunkach, z ta sama dyrekcja i tymi samymi rodzicami. A jednak jeden sie wyklada, a drugi spelnia w swoim zawodzie.

106

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
MamaMamusia napisał/a:

Rodzice krytykują nauczycieli, nauczyciele rodziców, a kto pomaga uczniowi, który nie jest grzeczny i zdolny? Pytam zupełnie serio - jaką formę wsparcia w polskiej szkole otrzymuje taki uczeń?

Na pewno większą niż dzieci zdolne. wink

107

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Iceni, bardzo wiele jednak zależy od środowiska , w którym pracujesz. Ja pracowałam na wsi , w otoczeniu bardzo hermetycznym. Tam rządził ksiądz, lekarz i dentysta.
opowiem ci taka historię - miałam ucznia z rozbitej rodziny, ojciec alkoholik, matka wyklęta bo go zostawiła. Chłopak był kompletnie zakleszczony, nie odpowiadał na żadne pytania, praktycznie nic nie mówił,nie miał żadnych kolegów, sprawdziany pisał bardzo ładnie, więc się uczył, ale odpowiedzi ustne nie wchodziły w grę.Nie wiem jakim cudem znalazł sie w liceum, no ale był tam jednak. Wszyscy nauczyciele mówili mi - daj se spokój, za odpowiedź dawaj mu pały, za sprawdziany tróje i wyjdzie ci średnia dwa, więc go przepchniesz. Wszyscy tak z nim postępowali. A ja głupia chciałam chłopakowi pomóc, zauważyłam w nim jakiś potencjał. Miałam możliwość skonsultować go z psychologiem. Kiedy przedstawiłam swój pomysł dyrektorowi ten obrócił to w żart, ale śmiał się bardzo nerwowo. Gdy zasugerowałam takie rozwiązanie mamie chłopaka, to nie omieszkała zrobić mi awantury pełnej chamskich przytyków do mojego życia osobistego, po czym obraziła się i oscentacyjnie przestała przychodzić na wywiadówki. A nauczyciele i dyrektor powtarzali starą śpiewkę o przepchnięciu go dla świętego spokoju. Po tej historii przestałam się wychylać i starać a niedługo wyjechałam i od tej pory nie uczę.

Nie zawsze można sobie poradzić i nie z każdym. a już na pewno nie da sie poradzić sobie z całym środowiskiem.Ja najbardziej nie lubię sie naginać i łamać swoich zasad. Aby pracować w szkole musiałam to robić i dlatego dziś wiem, że w Polsce do zawodu nauczyciela na pewno nie wrócę.

108 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-18 18:30:55)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
MamaMamusia napisał/a:

Dzięki in_ka:) Wyczerpująca odpowiedź, nie ma co smile Padam z wrażenia smile

a oczekiwałaś tej odpowiedzi ode mnie,
ja nie ministra wink

Iceni napisał/a:

D o b r y nauczyciel radzi sobie tak samo dobrze z dziecmi jak i z rodzicami. Wlasnie na tym polega jego wysoki poziom zawodowy.

hmm,
to tak samo, jak dobry lekarz radzi sobie z chorobami ...
czy może radzi sobie z postawieniem trafnej diagnozy, wskazaniem terapii i leków,
bo już możliwości uzyskania tej terapii i leków nie tylko od niego zależą

Benita72 napisał/a:

Dobry, oddany nauczyciel i z drugiej strony zaangażowany rodzic, tworza linie dobrego wychowania.

tak proste
a tak, trudne w praktyce

109

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kammiś napisał/a:
McMiodek napisał/a:
kammiś napisał/a:

Nie wiem do czego podstawa jest - na swoim przykladzie mowie - historia i jezyk polski (w ujeciu MATURALNYM) obecnie. Do niczego sie to nie przydalo. Juz bardziej matma, bo myslenia uczy.
3 cnoty boskie? Cos takiego istnieje? Nie slyszalam i nie czuje sie przez to gorzej wyksztalcona.

"Nauczyciel odwala taka robote". Wiesz co? Ja slyszalam rozmowe MLODYCH nauczycielek swiezo po studiach. Generalnie nienawidza wszystkiego - dzieci w pierwszej kolejnosci.
I powiem krotko - widzialy galy co braly i dobrze wiedzialy na jakie studia sie pakuja i do jakiej pracy.
Jakby - na przyklad - prawnik narzekal na stos papierow to co? McMiodek powiedzialabys ze podziwiasz ze wytrzymuje w ogole? Albo jakby lekarz narzekal na pacjentow? "Swietnie ze pan z nimi w ogole wytrzymuje!"? Przepraszam bardzo, nauczycielka jest od tego jak za przeproszeniem d*pa od s*ania.
I tak, jak robi cos zle to trzeba to na glos powiedziec.
Jak lekarz czy komornik zrobi cos zle to afera na cala RP. Nauczyciela trzeba wybielic.

wybaczam Ci niewiedzę ze względu na totalny brak doświadczenia "z drugiej strony" czyli od strony rodzica wink Rozumiem też, że nie chodzisz do kościoła, stąd nie wiesz nawet, czym są owe cnoty, ale my chodzimy i mam zamiar posłać swoje dziecko do Pierwszej Komunii Św., więc takie formułki moje dziecko będzie znało, czy się to kammiś z forum podoba, czy nie smile Ale czy ty przypadkiem nie masz narzeczonego i nie planujecie ślubu??? big_smile
I nigdzie nie napisałam, że nauczyciela trzeba wybielić.  Natomiast droga kammiś, trzeba czasami przeczytać coś ze zrozumieniem- tutaj właśnie kłaniają sie lekcje języka polskiego wink Ale w sumie na co to prawnikom... których też szanuję i podziwiam, bo wyobrażam sobie, ile nauki i poświęceń wymaga praca niebędąca pasją wink
Lekarzy też podziwiam big_smile W ogóle lubię ludzi i uważam, że każdego człowieka, oraz wykonywaną przez niego pracę należy szanować.

Wracając do tematu- wciąż utrzymuję swoje stanowisko, nie byłam i nie będę wrogiem nauczycieli, bo uważam, że nie tędy droga.

Ja tez nie jestem wrogiem nauczycieli.
Widze ze tez uwazasz za prawdziwy stereotyp: nie wiesz co ze soba zrobic? Zostan prawnikiem/lekarzem. Na szczescie falszywy stereotyp smile
Nie mam narzeczonego i nie planujemy slubu. Mam faceta z ktorym mieszkam bez slubu, ale co to ma do tego?
Mi chodzilo tylko o to ze to ze dziecko owej pani sie tych cnot nie nauczylo nie znaczy ze bedzie gorzej wyksztalcone. Mi tam nic do tego kto jakie formulki zna. Aaa tak w ogole to mi sie zdaje ze od formulek do wiary to daleka droga.
Chodzi mi o to ze nauczyciele wymagaja stosu niepotrzebnych rzeczy. Na prosbe znajomej przez tydzien pomagalam w lekcjach 10letniej dziewczynce.
I moim zdaniem NIE JEST NORMALNE to ze dziecko wraca po 7 godzinach lekcji do domu i dostaje tyle zadan ze ja rozwiazujac je za nia (zeby miala troche wolnego) siedzialam nad tym 3 godziny byleby to napisac, a ja nie musialam sie zastanawiac - dziecko pracowaloby wolniej. Z tak durnych przedmiotow jak plastyka, muzyka, technika i religia zadania byly najdluzsze - malowanki-sranki. Szlag mnie nad tym trafial. A dziecko bylo zmeczone. 11 godzin pracy dla dziecka (szkola 7+4 w domu). serio?
To ja studiujac 2 kierunkj zajec mam 3 razy mniej niz ona w szkole siedzi - i w dodatku jeden dzien w tygodniu zawsze wolny, w tym semestrze nawet 2 (plus weekendy, dni rektorskie...). Wiec sorry, cos tu jest nie tak gdzie dziecko 10letnie ma wiecej zajec niz 20latka na 2 kierunkach z wlasnej woli. Policzmy. Ona miala 35 zajec obowiazkowych w tygodniu po 45 minut. 26 godzin i 25 minut jesli chodzi o godziny zegarowe. Ja mam w tym semestrze 4 przedmioty na jednym kierunku 5 na drugim. 9 cwiczen po poltorej godziny - 13,5 godziny. A ze mamy cwiczenia z czestotliwoscia raz na dwa tygodnie to jest niecale 7 godzin zajec obowiazkowych tygodniowo.
Wyklady - 13,5 godziny (zegarowe!) wychodzi, ale raczej na nie nie chodze. Nie mamy zajec domowych, ucze sie przd egzaminem i juz. Czasem 2 dni, czasem tydzien.
Mam mniej roboty niz 10latka.
Nie uwazacie ze cos jest nie tak???
Na studiach doszli do wniosku ze mamy malo zajec ale przygotowujemy sie sami (po co maja nam kodeksy czytac, sami musimy sie nauczyc).
W szkole maja i siedziec i robic sami bardzo duzo - wiecej nawet niz przecietny student.
Kiedy to dziecko ma odpoczac? Naprawde uczylam te dziewczynke ledwo ponad tydzien bo korepetytorka byla chora a mialam ochote isc i nawrzucac nauczycielom za zadawanie takich pierdol. I nie dziwie sie ze rodzice chodza podkurzeni.
Siedziec po nocach to moge ja, stara baba. Nie dziecko!
A wracanie do domu o 15, musi cos zjesc, odpoczac i juz jest ciemno i ma siadac do ksiazek zrobic zadania a potem sie jeszcze uczyc (3 godziny mi zajelo samo zrobuenie zadan, a nauka gdzie?).
Ja moge siedziec po nocach bo nie rosne, nie dojrzewam, nie rozwijam sie. A i tak nie raz odbija sie na zdrowiu - oslabienie odpornosci. I robie to Z WLASNEJ WOLI - sama wybralam dwa kierunki, sama teraz zgodzilam sie na prace od marca, sama wybieram sobie zajecia pozauczelniane, sama sobie wkrecilam pisanie artykulow do publikacji. A dziecko jest do tego ZMUSZANE. Nie majac z tego wiekszych korzysci (wzieliby podniesli te styoednia bo 100 zl to wstyd). Dziecko nie wie nawet co ma z tym zrobic - nie ma celu, jest uczone miliona zbednych rzeczy, nie wiadomo jak nim pokierowac bo dla kazdej panci jej przedmiot najwazniejszy chocby i to technika byla.
i to nie jest normalne.
Stek bzdur do nauczenia.
A ja powiem tak: dzisiaj: nie umiem rysowac rzutow, nie umiem malowac perspektywy, nie znam nut, nie znam cnot boskich, nie umiem robic haftu krzyzykowego, nie umiem rowno wycinac, nie umiem grac na flecie, nie przeczytalam "Krzyzakow" ani "Potopu" (tylko streszczenia i tak bylo z wiekszoscia lektur, co nie przeszkodzilo mi zdac dobrze matury i miec co roku 5 z polskiego), nie wiem jak policzyc sinus i cosinus czy silnie (bo mozg to nie smietnik i juz nie pamietam).
Co nie przeszkadza mi byc w pierwszej 10tce na roku na jednym i drugim kierunku ani publikowac w czasopismach naukowych.
Po co to mowie. Zeby wyciagnac wniosek: szkola i setki zadan takie potrzebne!!! (To ironia).
Nadambicja nauczycielek. I jako rodzic tez chodzilabym wsciekla.

A to wybacz kammiś, pomyliłam cię najwyraźniej z kimś innym na forum z tym narzeczeństwem smile Przepraszam.
Widzisz, ja się wyrażam tylko w temacie swojego ośmiolatka i opisuję tylko swoje doświadczenia. Cnoty boskie są potrzebne, by moje dziecko dostało zaliczenie do Pierwszej Komunii Św. i czy tego chce, czy nie, musi się tego nauczyć, bo takie są wymagania. Poza tym są to istotne elementy nie tylko religii, ale też życia mojej rodziny. Dlatego o nich wspomniałam. Dzieciaki, które idą do Pierwszej komunii muszą zdać wszelkie formułki- takie są wymagania. Nie mogę z tym dyskutować i nawet nie chce z tym walczyć. Dlatego napisałam o tych cnotach... bo mamy się bardzo rzucają o to- wg mnie niezbyt logicznie, bo skoro posyłają dziecko do Pierwszej Komunii i na religię, to powinny liczyć się z nauką Kościoła i z tym wymogiem. One natomiast się oburzają, że się 3 wyrazów dziecko nie nauczyło (naprawdę 3- wiara, nadzieja, miłość) i ksiądz tego nie zaliczył. To był tylko przykład, o jakie pierdoły niektóre potrafią się rzucić. A przecież nikt im nie nakazał niczego. Program nauczania jest ogólnodostępny. Zanim dziecko zapiszesz do szkoły, to czytasz statut, program nauczania etc... przynajmniej w teorii tongue Jesli się komuś nie podoba, to niech idzie do szkoły prywatnej, gdzie będzie dodatkowo pierdyliard przedmiotów "opcjonalnych". Tam można dyktować warunki,bo się płaci. Ale w szkole publicznej jest taki,a nie inny program. Ja też przecież chodziłam do szkoły- wiele rzeczy, których się tam uczyłam, nie jest mi potrzebne. Ale z drugiej strony ciesze się, że mimo wszystko czegoś mogłam się nauczyć.
A z tymi prawnikami i lekarzami to był sarkazm wink Każdy zawód trzeba szanować, każdą pracę człowieka. Nieważne, czy to pani, która sprząta biura, czy prawnik.  Każdemu należy się szacunek.  Mam nadzieję, że twoja kariera będzie się toczyła dalej tak, jak sobie zażyczysz smile

P.S. Ja też zarabiam najwięcej na umiejętnościach nie wyniesionych ze szkoły- nikt mnie nie uczył ani ilustracji, ani rysunku ani kolorów. Ale już w pracy na etacie matma jest mi potrzebna wink

Dlatego ja tylko dziękuję niebiosom, że trafiła nam się taka świetna wychowawczyni. I, jak już pisałam- opisuję tylko swoje doświadczenia. Nikogo innego.

110

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
in_ka napisał/a:
Iceni napisał/a:

D o b r y nauczyciel radzi sobie tak samo dobrze z dziecmi jak i z rodzicami. Wlasnie na tym polega jego wysoki poziom zawodowy.

hmm,
to tak samo, jak dobry lekarz radzi sobie z chorobami ...
czy może radzi sobie z postawieniem trafnej diagnozy, wskazaniem terapii i leków,
bo już możliwości uzyskania tej terapii i leków nie tylko od niego zależą

Nie, nie tak samo. Lekarz sobie radzi z chorobami tak jak nauczyciel z uczeniem. A to, o czym piszesz to są już metody i możliwości. I jeżeli ktoś wykorzystuje wszystkie swoje możliwości - to jest dobry w zawodzie - nikt nie oczekuje od lekarza w wiejskiej przychodni, ze będzie przeprowadzał operację na otwartym mózgu tak jak nikt nie oczekuje od nauczyciela, że będzie kształcił samych geniuszów. 

A mnie krew zalewa jak ciągle słyszę od nauczycieli jak to mają ciężko, bo im rodzice pracę utrudniają. Do licha, to są r o d z i c e.  A jak się komuś nie podoba to, że rodzice się wtrącają, to niech zawód zmienią.

111 Ostatnio edytowany przez McMiodek (2015-02-18 19:48:40)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Iceni napisał/a:

A mnie krew zalewa jak ciągle słyszę od nauczycieli jak to mają ciężko, bo im rodzice pracę utrudniają. Do licha, to są r o d z i c e.  A jak się komuś nie podoba to, że rodzice się wtrącają, to niech zawód zmienią.

No właśnie to jest smutne, z tego, co czytam. Że tu nie ma żadnych chęci do współpracy. Ani z jednej,a ni z drugiej strony.

112 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-18 20:01:21)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Iceni ale w co rodzice powinni się wtrącać a w co nie powinni?
Z jednej strony nie widzą potrzeby współpracy a z drugiej ... wiedzą lepiej,
wiesz mnie krew zalewa jak rodzic oczekuje, że dzieciaka ma wychować szkoła czy nauczyciel a nie ON rodzic
może nie powinien zwyczajnie być ... RODZICEM

widzisz, ja stoję pomiędzy nimi
tzn. rodzicami i nauczycielami
dostrzegam ułomności jednych, jak i drugich
widzę coraz większe roszczenia rodziców przy małym własnym wkładzie pracy
ten wątek powstał w 2011 roku nie jest lepiej
z moich obserwacji wynika, że gorzej

113

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

A ja nie rozumiem tego, że szkoła ma wychowywać. Szkoła ma nauczyć. Rodzice są od wychowywania. Szkoła to przy okazji, jak wyjdzie w praniu - tzn. pod warunkiem, że pod wychowywanie można podpiąć zwrócenie uwagi, że dzieciak przeszkadza na lekcjach. Bo generalnie to powinien wynieść z domu.

114

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Iceni napisał/a:

Nauczyciele w Polsce maja takie samo podejscie do swojej pracy jak maja pielegniarki do swojej. I dokladnie takie same mozliwosci.

Tylko ze jak pielegniarka zrobi cos nie tak to ma prze*ebane po calosci. Ta roznica.
(Mowie z wlasnych obserwacji swojego lekarza-wlasciciela przychodni. Opier*ala je regularnie).

115

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Eileen napisał/a:

A ja nie rozumiem tego, że szkoła ma wychowywać. Szkoła ma nauczyć. Rodzice są od wychowywania. Szkoła to przy okazji, jak wyjdzie w praniu - tzn. pod warunkiem, że pod wychowywanie można podpiąć zwrócenie uwagi, że dzieciak przeszkadza na lekcjach. Bo generalnie to powinien wynieść z domu.

Według mnie szkoła również ma wychowywać. W czasie kiedy dziecko jest w szkole. I to powinno być przekazywane dzieciom przez rodziców w domu. Że w szkole to nauczyciel ma głos decydujący, a w domu rodzice. Zawsze mnie wkurzało gdy nauczyciel na wywiadówce skarżył się, że dzieci są na lekcji niegrzeczne, nie uważają, gadają. Miałam wtedy ochotę  zapytać, czy rodzice mają ustalić dyżury, żeby pilnować porządku w czasie lekcji....

116

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
in_ka napisał/a:

Iceni ale w co rodzice powinni się wtrącać a w co nie powinni?
Z jednej strony nie widzą potrzeby współpracy a z drugiej ... wiedzą lepiej,
wiesz mnie krew zalewa jak rodzic oczekuje, że dzieciaka ma wychować szkoła czy nauczyciel a nie ON rodzic
może nie powinien zwyczajnie być ... RODZICEM

widzisz, ja stoję pomiędzy nimi
tzn. rodzicami i nauczycielami
dostrzegam ułomności jednych, jak i drugich
widzę coraz większe roszczenia rodziców przy małym własnym wkładzie pracy
ten wątek powstał w 2011 roku nie jest lepiej
z moich obserwacji wynika, że gorzej

Wczuwam w twojej postawie subtelna nutkę niechęci w stosunku do mojej osoby(nie żeby ,mnie to trapiło), co nie zmienia faktu, że zgadzam sie z powyższą wypowiedzią w całej rozciągłości. Dodam, że nauczyciele i rodzice z jednej strony obarczają sie winą, a z drugiej nawzajem wiążą sobie ręce. Wspólne działanie byłoby świetnym rozwiązaniem, ale masz rację - to łatwiej powiedzieć niż wykonać.

A odpowiedzi na swoje pytanie nie oczekiwałam konkretnie od ciebie, zadałam je ogólnie. Gdybym chciała poznać stanowisko ministerstwa w tej kwestii, to zajrzałabym własnie na ich stronę . Ja wiem jak szkoła , w której pracowałam "radziła sobie" z uczniami trudnymi., wiem jak "radzili sobie" z nimi również rodzice. Miałam nadzieję, że przez te kilka lat coś sie zmieniło. Jakieś świadectwo współpracy i wsparcia udzielonego uczniowi z pewnością podniosłoby mnie na duchu. Niestety, czytam ciągle o wzajemnych pretensjach i roszczeniach obu stron. Jak w sądzie albo na ringu.

117

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
in_ka napisał/a:
Benita72 napisał/a:

Dobry, oddany nauczyciel i z drugiej strony zaangażowany rodzic, tworza linie dobrego wychowania.

tak proste
a tak, trudne w praktyce

Ale trudne nie znaczy niemożliwe, - mnie jakos taka dewiza pasuje w zyciu.

No trudne, na pewno - bo nie zawsze jest czas, chęc, motywacja, jest masa uprzedzen, nikt z nas nie jest od tego wolny.


Eileen, wlasnie nie. Zgodze się, ze glownie od wychowywania sa rodzice, - ale szkola powinna w tym pomagać. Czynnie. Wspierac dobrymi autorytetami, uczyc zrozumienia i wrazliwosci. W szkole dzieci spedzaja mase czasu, czy to chodzi tylko nabycie jakiejś wiedzy? Tam się ucza nawiązywac kontakty, rozwiazywac konflikty, czasem dla niektórych jest to szkola przetrwania. Uczen może się dobrze uczyc i mieć same 5, a być społecznie kompletnie nieprzystosowany - i tylko nauczyciel, który nie boi się reakcji rodzica może o tym np. szczerze porozmawiać. Albo - dziecko może mieć problem, który zauważy nauczyciel - jeśli będzie miał poczucie, ze może szczerze rozmawiać z rodzicem - to przecież sama korzyść.

Z drugiej strony, jeśli nauczyciel pozostawia cos do zyczenia, trzeba reagować.

Może jestem nienormalna, ale naprawdę wierze, ze tak to dziala smile

118 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-19 11:36:21)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
bbasia napisał/a:

Miałam wtedy ochotę  zapytać, czy rodzice mają ustalić dyżury, żeby pilnować porządku w czasie lekcji....

może niezły pomysł wink
zrobiono taki eksperyment (za zgodą oczywiście rodziców)
filmowano zajęcia bez wiedzy dzieci a potem pokazano materiał rodzicom
szok ... dlaczego?
bo, jak nauczyciel przekazywał info, jaki jest problem i dlaczego, to rodzice podobnie reagowali, jak twój pomysł
po tym nazwijmy eksperymencie, bardzo poprawiło się zachowanie dzieci w czasie zajęć
rodzice zaczęli współpracować prawidłowo, reagowali na informacje przekazywane przez nauczyciela
uaktywnili się - odbywały się spotkania w zespole, rozmawiano ze sobą jak pracować z dzieckiem, grupa rodziców zintegrowała się itd.

MamaMamusia napisał/a:

Wczuwam w twojej postawie subtelna nutkę niechęci w stosunku do mojej osoby

błąd wink

119

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kammiś napisał/a:

"Nauczyciel odwala taka robote". Wiesz co? Ja slyszalam rozmowe MLODYCH nauczycielek swiezo po studiach. Generalnie nienawidza wszystkiego - dzieci w pierwszej kolejnosci.
I powiem krotko - widzialy galy co braly i dobrze wiedzialy na jakie studia sie pakuja i do jakiej pracy.

Nie wiem kogo słuchałaś, ale ja wśród koleżanek czegoś takiego nie zauważyłam. Mamy bardzo zdrowe podejście do nauczania, chciałybyśmy zmienić oświatę, zbawiać i wiele innych. Niestety mówią nam, że w pierwszym roku przez papierkową robotę i szarą rzeczywistość mocno capniemy na tyłku. Mam nadzieję, że się nie dam i szkoła nie zgasi mojego zapału do robienia inaczej niż wszyscy.

120

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Nie, in_ka. To jest ich praca. I to nauczyciele mają za zadanie poradzić sobie z problemami w swojej pracy. Mają być na tyle autorytetem i tak egzekwować poprawne zachowanie na lekcjach, żeby móc bez problemu prowadzić zajęcia. I ja nie mam wysłuchiwać, że mój syn gada na lekcji. Bo ja nie mam fizycznej możliwości upomnieć go w momencie gdy to robi. I nie miałam zamiaru truć mu o tym po wywiadówce. Po fakcie i kiedy już dawno o tym zapomniał. I zapewne zapominałby zaraz po rozmowie ze mną. Ja w swojej pracy nie oczekuję, że ktoś rozwiąże za mnie wszystkie problemy, a ja będę mogła sobie spokojnie tylko wklepywać dane do komputera.
Gadające i przeszkadzające na lekcji dzieci nie są problemem każdego nauczyciela, wiec jednak można to załatwić we własnym zakresie.

121

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
bbasia napisał/a:

I to nauczyciele mają za zadanie poradzić sobie z problemami w swojej pracy.

Oczywiście.
Aczkolwiek nauczyciele mają też obowiązek przekazywać rodzicom informacje na temat postępów w nauce oraz zachowania ich dzieci. Jeśli rodzic ze spokojem przyjmie jakąś niemiłą prawdę to już sukces. O współpracy nie mówię, bo nie sądzę, że jest możliwa. Najczęściej reakcją rodziców jest jednak wypieranie sie i ślepa obrona dziecka mimo, iż nie są świadkami tego co dzieje się na lekcjach. Nauczyciel może świetnie radzić sobie z dziećmi, ale informować i tak musi. Druga strona tego medalu jest taka, że nauczyciele tez często dla świętego spokoju tego nie robią i wręczają kartkę z ocenami. No i jest święty spokój do czasu gdy jakiś gimnazjalista  popełni samobójstwa, bo jego nagie zdjęcia ukażą sie w internecie.

122 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-19 14:39:40)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
bbasia napisał/a:

I ja nie mam wysłuchiwać, że mój syn gada na lekcji.

no i tutaj się nie zgodzę,
zdecydowanie masz być informowana o zachowaniu twojego dziecka w czasie zajęć
i RAZEM z nauczycielem podejmować działania aby nieprawidłowe zachowania zmieniać

oczywiście, to nauczyciel jest z Twoim dzieckiem w czasie zajęć,
organizuje zajęcia wg określonego planu, stosuje odpowiednie zasady, metody, itd.
ale jeżeli uczeń nie respektuje kodeksu (regulaminu, itp.), to informowany jest o tym rodzic

jestem przekonana, że nauczyciel w pierwszej kolejności upomina ucznia
a rodzica informuje o niewłaściwym zachowaniu dziecka w momencie, kiedy nie ma reakcji na te upomnienia
i to INFORMOWANIE również  jest jego pracą

nie bardzo też rozumiem dlaczego rodzic nie ma rozmawiać z dzieckiem po wywiadówce ...
poza tym rozumiem, że na takim zebraniu poruszane są problemy danej klasy

kontakt z rodzicem powinien być na bieżąco,
teraz są dzienniki elektroniczne (oczywiście nie wszędzie) wystarczy dostęp do internetu
telefony raczej już wszędzie
no i stara a ciągle praktykowana forma "zeszytu do korespondencji z rodzicami"
gadające dzieci, to zmora klasowa
przeszkadzają sobie i innym dzieciom

123

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Kiedyś, kiedyś za górami za lasami bylam   bezwzględnie po stronie kadry nauczycielskiej, jednak życie i doświadczenia zweryfikowały moją gorliwą obronę pracowników oświaty i niestety  nie mają u mnie już ślepego zapatrzenia i zaufania jako odgórny autorytet ,który zawsze i wszędzie ma racje, no nie. Zbiegiem czasu i lat coraz częściej potrafię stawać w obronie uczniów,rozumiem także rodziców ,którzy muszą aż interweniować jak widzę i obserwuje politykę  polskiej edukacji i jak szkolnictwo w Polsce pracuje ,choć to żadna reguła i nie jestem stronnicza

124

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
in_ka napisał/a:
bbasia napisał/a:

I ja nie mam wysłuchiwać, że mój syn gada na lekcji.

no i tutaj się nie zgodzę,
zdecydowanie masz być informowana o zachowaniu twojego dziecka w czasie zajęć
i RAZEM z nauczycielem podejmować działania aby nieprawidłowe zachowania zmieniać

oczywiście, to nauczyciel jest z Twoim dzieckiem w czasie zajęć,
organizuje zajęcia wg określonego planu, stosuje odpowiednie zasady, metody, itd.
ale jeżeli uczeń nie respektuje kodeksu (regulaminu, itp.), to informowany jest o tym rodzic

Zgoda, nie da się temu zaprzeczyć i nie będę tutaj się spierać
Ale zarówno Bbasia mogłaby pod notką uwagi ze syn gada na lekcji obok własnej parafki  napisać  " syn odmawia wyniesienia śmieci"
 
Rodzic nie zawsze jest zdolny na wpłyniecie dziecka na lekcji, ta jak nauczyciel na wpłynięcie  na zachowanie dziecka w domu

125

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Lusija napisał/a:
kammiś napisał/a:

"Nauczyciel odwala taka robote". Wiesz co? Ja slyszalam rozmowe MLODYCH nauczycielek swiezo po studiach. Generalnie nienawidza wszystkiego - dzieci w pierwszej kolejnosci.
I powiem krotko - widzialy galy co braly i dobrze wiedzialy na jakie studia sie pakuja i do jakiej pracy.

Nie wiem kogo słuchałaś, ale ja wśród koleżanek czegoś takiego nie zauważyłam. Mamy bardzo zdrowe podejście do nauczania, chciałybyśmy zmienić oświatę, zbawiać i wiele innych. Niestety mówią nam, że w pierwszym roku przez papierkową robotę i szarą rzeczywistość mocno capniemy na tyłku. Mam nadzieję, że się nie dam i szkoła nie zgasi mojego zapału do robienia inaczej niż wszyscy.

Po prostu te prace trzeba lubic, ot, cala filozofia, - a ze do łatwych nie należy, to, fakt, - nie każdy się nadaje. Te dziewczyny wspomniane przez kammis prawdopodobnie po prostu zle wybraly zawod i sa zadatkami na zrzędliwe nauczycielskie zgredy wink. Nie ma się co sugerowac, tylko robic swoje i trzymać się własnych idealow.

126

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
mortisha napisał/a:

Ale zarówno Bbasia mogłaby pod notką uwagi ze syn gada na lekcji obok własnej parafki  napisać  " syn odmawia wyniesienia śmieci"

mogła tylko co z tego ma wynikać?
uwaga z dzienniczka ucznia:
Jasio w szkole jest niegrzeczny.
W domu też - napisał ojciec

127

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
bbasia napisał/a:
Eileen napisał/a:

A ja nie rozumiem tego, że szkoła ma wychowywać. Szkoła ma nauczyć. Rodzice są od wychowywania. Szkoła to przy okazji, jak wyjdzie w praniu - tzn. pod warunkiem, że pod wychowywanie można podpiąć zwrócenie uwagi, że dzieciak przeszkadza na lekcjach. Bo generalnie to powinien wynieść z domu.

Według mnie szkoła również ma wychowywać. W czasie kiedy dziecko jest w szkole. I to powinno być przekazywane dzieciom przez rodziców w domu. Że w szkole to nauczyciel ma głos decydujący, a w domu rodzice. Zawsze mnie wkurzało gdy nauczyciel na wywiadówce skarżył się, że dzieci są na lekcji niegrzeczne, nie uważają, gadają. Miałam wtedy ochotę  zapytać, czy rodzice mają ustalić dyżury, żeby pilnować porządku w czasie lekcji....

Nie do końca. Bo dziecko powinno być tak wychowane, żeby nie gadać na tych lekcjach ALBO wiedzieć, że jak nauczyciel zwrócić uwagę, to trzeba buzię zamknąć. I to należy do rodziców. Jeśli rodzic przez 7 lat nie wpoił tego dziecku, to szkoła ma to robić za niego? Nie mówię też, że to od razu wina rodzica, bo są różne dzieci i czasem po prostu "się nie da", ale wtedy tym bardziej ciężko wymagać od nauczyciela czegoś, czego się samemu nie jest w stanie zrobić.
I tak, nauczyciel może pilnować porządku w czasie lekcji, ale... ma jakby ograniczone możliwości. Bo co może zrobić? Wpisać uwagę, poprosić o ciszę, postawić do kąta w młodszych klasach, a starszych wyprosić za drzwi. I właściwie koniec. A jeśli to nie pomaga, to nie wina nauczyciela, jeśli już czyjaś wina, to rodziców, bo oni wysłali do szkoły dziecko, które nauczyciela nie słucha.

Posty [ 66 do 127 z 127 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026