Rodzic kontra nauczyciel - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 127 ]

1

Temat: Rodzic kontra nauczyciel

Kiedyś szkoła wspierała rodziców, rodzice wspierali w ich działaniach nauczycieli i pedagogów, a dziś niestety z coraz większym niepokojem obserwujemy zdecydowaną zmianę tej tendencji - rodzice występują przeciwko nauczycielom, murem i bezkrytycznie stając po stronie własnych dzieci. Ten nowy nurt objawia się między innymi w ten sposób, że zbyt łatwo i coraz częsciej natarczywie, wykłócają się o lepsze oceny, beztrosko usprawiedliwiają wagary (głównie po to, aby zapobiec obniżeniu noty za sprawowanie), walczą ze szkołą, ale i z dziećmi, które z jakiegoś powodu odsunęły się od ich pociechy.

Ileż to razy spotkałam się z opowieściami moich koleżanek-nauczycielek o matce czy ojcu dziecka, którzy to z karczemną awanturą przychodzili do szkoły, stawiając sobie niemal za punkt honoru, aby udowodnić, że "oni przecież wiedzą lepiej" i wymusić zmianę podjętej wcześniej decyzji. Przy czym warto podkreślić, że kłócić potrafią się już niemal o wszystko, w ten sposób zabierając nie tylko przeznaczoną na odpoczynek przerwę, ale często zakłócając również samą lekcję, a przy okazji i realizację wyznaczonych na dany dzień zadań.

Tacy rodzice potrafią być prawdziwą zmorą szkoły, podważając nie tylko jej pedagogiczny autorytet, ale i podkopując wypracowywane przez lata zaufanie, niwecząc przy okazji wiele cennych działań. Bo w jaki sposób nauczyciel ma zbudować swój autorytet jeśli dziecko we własnym domu słyszy o nim zbyt wiele negatywnych opinii i równocześnie czuje się bezkarne? Niejednokrotnie przy tym wyrabia sobie błędne przekonanie o własnej krzywdzie i niesprawiedliwości, które je tam spotykają. W jaki sposób dziecko ma nauczyć się współpracy w grupie, odnaleźć w nowej społeczności, obronić własne racje, kiedy zawsze, gdy powinno samo zadbać o własny interes, wkracza nadopiekuńczy rodzic? 

Oczywiście nie mówię tu o sytuacjach, w których dziecko rzeczywiście potrzebuje wsparcia ze strony najbliższych mu dorosłych, kiedy dzieje mu się rzeczywista krzywda lub też na jakiś aspekt należy zwrócić w pełni uzasadnioną uwagę, słowem stanąć w jego obronie lub zadbać o właściwe relacje, ale wówczas będzie to już wspieraniem pracy nauczyciela i szkoły, czyli i temat na zupełnie nowy wątek.

A Wy? Jak swoimi oczami widzicie ten problem?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Nie wiem czy odniose się do danego tematu. Ale w szkole typu. Gimnazjum sam sobie radziłem z nauczycielami, jak to w gimnazjum nie zbyt łagodnie ale wtedy byłem inny. smile a kłócić się z nauczycielem o ocenę? Po co? Oni wiedzą najlepiej w końcu to oni są nauczycielami a nie rodzice. Niech dzieci się uczą to nie będzie kłótni w szkołach o oceny. wink

W oczach tkwi siła duszy..

3 Ostatnio edytowany przez Zuzia z Warszawy (2011-08-19 16:40:44)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Przychodzi matka do nauczycielki:

- Proszę pani, dlaczego pani powiedziała,że mój syn rzucał skórką od banana po korytarzu?
- Bo rzucał, zwróciłam mu uwagę ,aby tego nie robił...
- Ale to nieprawda, mój syn nie rzucał skórką od banana!!!
- Niestety proszę pani, rzucał, więc prosiłam go ,aby tego nie robił...
-Ale to nie on!!! Mój syn powiedział mi,że to nie on rzucał..
- Proszę pani, ja byłam wtedy na korytarzu i widziałam, że to pani syn, więc prosiłam ,żeby przestał. Czy Pani była wtedy obok i widziała,że to nie on?
- Nie byłam, ale Pani się myli, to nie on, on mi powiedział,że to nie on....


Z życia wzięte....
Bez komentarza....

4

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Również z życia wzięty tatuś, który, kiedy dowiedział się, że jego syn będzie miał jedynkę z mojego przedmiotu, przychodził do mnie CODZIENNIE do pracy, przynosił kwiaty, czekoladki, całował mnie po rękach (fuj!) i ZAPRASZAŁ NA KOLACJĘ... yikes

5

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Przykłady można by mnożyć.
Konieczne jest zrozumienie z obu stron.
Kiedy mój syn przeszkadzał na lekcjach matematyki i nauczycielka nie potrafiła go "spacyfikować" (trochę odbiegał wiedzą od programu) to mój mąż poradził nauczycielce żeby zadawała mu (sam jej dostarczał) zadania z wyższej półki. Zadania go przerastały i efekt był podwójny: miał zajęcie na lekcji i jednocześnie okazało się, że jeszcze nie jest taki genialny jak mu się wydaje smile Trochę pokory zawsze się przydaje. Zwłaszcza młodym.
Ale nauczycielce też się chciało. Mogła przecież tylko wpisywać mu uwagi i ewentualnie wzywać go do dyrektora.

6

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Oczywiście, że konieczne jest zrozumienie z obu stron. Mnie się chciało. Tatusiowi też się pewnie chciało, choć wybrał nieco, ekhem, żenującą metodę wink Ale chłopaczek miał wszystko w nosie.

7

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Olinko - pierwsza i jedyna moja "szkoła", którą lubiłam to studia, chociaż nigdy nie miałam sama większych problemów z nauczycielami. Teraz moje dziecko chodzi do szkoły i mam niestety dużo gorsze przemyślenia na temat urzędasów zajmujących się nauczaniem dzieci.
Wg mnie są to ograniczeni intelektualnie urzednicy, którzy są tak słabi, że nigdzie indziej nie znaleźli, by pracy, co najwyżej w supermarkecie na zapleczu może nadawali by się do pracy (nie obrażając pracowników marketów). Trochę tymi słowami może obrażę kilku nielicznych nauczycieli-pedagogów,  ale od każdej regułu jest wyjątek ;-)

Moje dziecko chodziło do klasy sportowej - trening zaczynał o 6 rano na basenie, a potem lekcje kończyło po 15. Pani dyrektor nie widziała problemu, że dzieci są ponad 9 godzin jednego dnia w szkole, więcej niż jakikolwiek nauczyciel, czy dorosły człowiek w pracy! Argument koronny - nie ma przepisu, który by mówił, ile godzin max. może siedzieć w szkole.
W szkole wymyślali sobie jakieś przedmioty w stylu ekologia, a oceny losowo wypisywali do różnych przedmitów np. przyrody. Z jednej strony tysiące regulaminów, kart pracy itp powielanie przepisów narzuconych przez ustawę, pod tymi d***krytkami podpisuje się nauczyciel, uczeń i rodzic, a potem okazuje się, że oceny są wystawiane wg. nastroju nauczyciela. Syn jak nie przyniósł podpisanej przeze mnie karty ocen dostał 1, była długa dyskuja z nauczycielem - czy uczeń powinien podpisać się za rodzica, by spełnić polecenie nauczyciela, czy może rodzic to tylko marionetka, a tak w ogóle to, który punkt rzeczonej karty oceniania pozwala na wstawianie dziecku oceny za niewykonną "pracę domową dla rodziców"? Oczywiście w dzienniku nie można wykreślić oceny.

Mogłabym długo nawijać o wadach i jakoś nie za bardzo o pozytywach.

Olino - proszę Cię nie pisz, o autorytecie nauczycieli, to że ktoś jest zatrudniony na stanowisku nauczyciela nie oznacza, że ma autorytet jako pedagog, ma pewne przywileje jako urzędnik państwowy.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

8

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

ja widzę coś takiego w ocenianiu prac domowych przez nauczycieli - mianowicie,jeśli uczeń odrobi zadanie domowe np.w ćwiczeniach to dostaje za to uśmiechniętą buźkę,nie ocenę!
jeśli nie odrobi zadania domowego to natychmiast ocena niedostateczna do dziennika,w/g mnie to jest nie sprawiedliwe w stosunku do uczniów,bo z jakiej racji dobrych ocen nauczycielowi się nie chce postawić, a złe już tak? to tylko przykład niestety stosowany przez wielu nauczycieli

9

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Averyl napisał/a:

Olinko - pierwsza i jedyna moja "szkoła", którą lubiłam to studia, chociaż nigdy nie miałam sama większych problemów z nauczycielami. Teraz moje dziecko chodzi do szkoły i mam niestety dużo gorsze przemyślenia na temat urzędasów zajmujących się nauczaniem dzieci.
Wg mnie są to ograniczeni intelektualnie urzednicy, którzy są tak słabi, że nigdzie indziej nie znaleźli, by pracy, co najwyżej w supermarkecie na zapleczu może nadawali by się do pracy (nie obrażając pracowników marketów). Trochę tymi słowami może obrażę kilku nielicznych nauczycieli-pedagogów,  ale od każdej regułu jest wyjątek ;-)

Moje dziecko chodziło do klasy sportowej - trening zaczynał o 6 rano na basenie, a potem lekcje kończyło po 15. Pani dyrektor nie widziała problemu, że dzieci są ponad 9 godzin jednego dnia w szkole, więcej niż jakikolwiek nauczyciel, czy dorosły człowiek w pracy! Argument koronny - nie ma przepisu, który by mówił, ile godzin max. może siedzieć w szkole.
W szkole wymyślali sobie jakieś przedmioty w stylu ekologia, a oceny losowo wypisywali do różnych przedmitów np. przyrody. Z jednej strony tysiące regulaminów, kart pracy itp powielanie przepisów narzuconych przez ustawę, pod tymi d***krytkami podpisuje się nauczyciel, uczeń i rodzic, a potem okazuje się, że oceny są wystawiane wg. nastroju nauczyciela. Syn jak nie przyniósł podpisanej przeze mnie karty ocen dostał 1, była długa dyskuja z nauczycielem - czy uczeń powinien podpisać się za rodzica, by spełnić polecenie nauczyciela, czy może rodzic to tylko marionetka, a tak w ogóle to, który punkt rzeczonej karty oceniania pozwala na wstawianie dziecku oceny za niewykonną "pracę domową dla rodziców"? Oczywiście w dzienniku nie można wykreślić oceny.

Mogłabym długo nawijać o wadach i jakoś nie za bardzo o pozytywach.

Olino - proszę Cię nie pisz, o autorytecie nauczycieli, to że ktoś jest zatrudniony na stanowisku nauczyciela nie oznacza, że ma autorytet jako pedagog, ma pewne przywileje jako urzędnik państwowy.

Kolejna mamusia, która wszystkich nauczycieli uważa za kretynów... Taka tendencja jest w dzisiejszych czasach.

Nie traktuj życia zbyt serio. I tak żyw z niego nie wyjdziesz.

Ludzie, którzy nie lubią kotów, zawsze myślą, że ta niechęć jest jakąś szczególną zaletą

10

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Averyl napisał/a:

Moje dziecko chodziło do klasy sportowej - trening zaczynał o 6 rano na basenie, a potem lekcje kończyło po 15. Pani dyrektor nie widziała problemu, że dzieci są ponad 9 godzin jednego dnia w szkole, więcej niż jakikolwiek nauczyciel, czy dorosły człowiek w pracy! Argument koronny - nie ma przepisu, który by mówił, ile godzin max. może siedzieć w szkole.

Trzeba było zapisać dziecko do innej szkoły zamiast mieć pretensje do dyrektorki...

11

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

trudno może też jestem jakaś niedzisiejsza ale uważam że 9 godzin w szkole to dużo,zwłaszcza że po południu trzeba naukę kontynuować w domu j.odrabianie lekcji,uczenie sie na klasówki,lektury,korepetycje itd - czasami brakuje dnia,wiec kiedy to dziecko ma odpocząć? zwyczajnie godzinę posiedzieć i nic nie robić? nie mówiąc już o jakiś rozrywkach

12

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
lena812 napisał/a:

trudno może też jestem jakaś niedzisiejsza ale uważam że 9 godzin w szkole to dużo,zwłaszcza że po południu trzeba naukę kontynuować w domu j.odrabianie lekcji,uczenie sie na klasówki,lektury,korepetycje itd - czasami brakuje dnia,wiec kiedy to dziecko ma odpocząć? zwyczajnie godzinę posiedzieć i nic nie robić? nie mówiąc już o jakiś rozrywkach

ja też uważam, że to dużo, ale jeżeli rodzic decyduje się na spełnianie swoich ambicji (mieć wspaniałe dziecko władające 3 językami, grające w tenisa, na pianinie i tańczące pięknie balet - przesadzone, ale chciałam nakreślić o co mi chodzi) kosztem tegoż dziecka, posyła je do takiej a nie innej szkoły to niech nie obwinia dyrekcji czy nauczycieli o to, że próbują te (moim zdaniem chore)ambicje spełnić kosztem czasu wolnego dziecka...

13

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

tu sie zgodzę z tymi ambicjami,niestety znam kilku takich rodziców  którzy swoje ambicje na dziecku próbują spełnić,dziecko w biegu cały dzień nie ma czasu nawet obiadu zjeść spokojnie
co do szkół- córka kogoś z naszej rodziny chodziła w podstawówce do klasy tzw.kajakarskiej,fakt była dobra z tego,ale teraz wyszło szydlo z worka,pół roku w gimnazjum a z W-f dostateczne i dopuszczające bo dzieci z tej klasy nie potrafią nawet biegać,dlaczego? bo wcześniej przez kilka lat machali tylko wiosłami zamiast wszystko ćwiczyć na w-fie

14

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Muszę przyznać,że taki wykłócający się rodzic robi krzywdę sobie i swojemu dziecku.Miałam taką mamusię,która wiecznie miała pretensje do wszystkich a nie do swego syna.Syn wiedział,że mamusia przyjdzie zrobić awanturę więc miał wszystko w nosie i kreował szkołę jako miejsce potwornie niesprawiedliwe gdzie jest potwornie krzywdzony.
Ponieważ syn był moim wychowankiem więc nie było tygodnia bym nie widziała się z dotkniętą do żywego niesprawiedliwością tego świata mamusią.
Kiedy syn z kolegami ot tak z nudy rozwalił w drobiazgi auto na monitorowanym parkingu i tego wieczoru pobił do nieprzytomności chłopaka mama próbowała argumentować,że jej syn jest podobny do wielu osób w mieście stąd pobity nie mógł jednoznacznie go wskazać a poza tym był on z kolegami i skąd wiadomo,że to akurat jej syn tak mu przyłożył?Podobnie z monitoringiem- nie było wyraźnie przecież widać!
Teraz mamusia pobita swego czasu przez pijanego synka odwiedza go w ZK........pewnie dalej twierdząc,że trafił tam za niewinność.


Tak Leno- masz rację- mnie to też do wk.....rwu doprowadza jak mój uczeń napisze świetnie u mnie na lekcji pracę domową i dostanie plusika.Ale jak mu się zdarzy zapomnieć- to pała!

Averyl- ostatnio moja córka dostała jedynkę w szkole muzycznej bo ja nie ponacinałam kartek w książce ćwiczeń żeby pani było łatwiej je wyrywać.W sumie pani stwierdziła,że to wina rodzica bo przecież siedmiolatka nie będzie nacinać kartek ostrym nożykiem.
Nie było to w porządku- ale porozmawiałam z panią i to pomogło.Ty też przecież możesz tak zrobić.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

15

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
gojka napisał/a:

Tak Leno- masz rację- mnie to też do wk.....rwu doprowadza jak mój uczeń napisze świetnie u mnie na lekcji pracę domową i dostanie plusika.Ale jak mu się zdarzy zapomnieć- to pała!

to więc dlaczego tak jest? cieżko nauczycielowi raz na jakiś czas ta dobra ocenę postawić i wpisać do dziennika?nie mówię że za każdą pracę domową,ale od czasu do czasu aby jednak nie wiem uczeń miał jakąś satysfakcję,chęć do dalszej nauki
zależy to od nauczyciela,od programu czy od czego?

16

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
lena812 napisał/a:

zależy to od nauczyciela,od programu czy od czego?

Najczęściej od WSO (Wewnątrzszkolny System Oceniania), czyli zbioru przepisów: jaka ocena za co, za co plusik, za co minusik, jakie oceny można poprawiać i kiedy. Pojedynczy nauczyciel nie ma wtedy nic do gadania.

Mnie trafiało, jak musiałam stawiać 2 od 60% punktów ze sprawdzianu yikes A żeby było jeszcze śmieszniej, wszystkie inne przedmioty miały ten próg na 2 przy 30% punktów...

17

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
gojka102 napisał/a:

Muszę przyznać,że taki wykłócający się rodzic robi krzywdę sobie i swojemu dziecku.

Ależ oczywiście, że robi dziecku krzywdę. Co prawda każdy przypadek jest inny, ale na pewno warto zdać sobie sprawę, że nadopiekuńczość, a tej upatruję się w tego rodzaju zachowaniach, zawsze coś dziecku odbiera - pewność siebie i wiarę we własne możliwości, samodzielność, a czasem umiejętność współżycia z innymi ludźmi.

Mam koleżankę, której córeczka na dzień dzisiejszy nie przyznaje się w domu do żadnych konfliktów z koleżankami czy niesprawiedliwości jakich doznała (w jej odczuciu) ze strony nauczyciela, bo zwyczajnie boi się, że matka po raz kolejny wkroczy do akcji. Mała ma 8 lat, a jednak już czuje się upokorzona i boi kolejnej awantury w szkole. Doszło do tego, że dzieci odsunęły ją na bok, co było wynikiem obaw, że jeśli między nimi wybuchnie jakiś konflikt, to będą musiały tłumaczyć się z tego przed matką.

Najbardziej przeraża mnie, że koleżanka zdaje sobie sprawę ze swoich błędów i z tego jaki wpływ na jej dziecko i jego relacje z otoczeniem ma jej własne zachowanie, a jednak tłumaczy się tym, że nią w dzieciństwie nikt się nie interesował, więc ona swoje dzieci otoczy najlepszą, jak tylko potrafi, opieką. Chore...

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

18

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
ciekawaświata napisał/a:

Trzeba było zapisać dziecko do innej szkoły zamiast mieć pretensje do dyrektorki...

Przeniesienie dziecka do innej szkoły to bardzo dobry pomysł ;-) ...w duchu chronimy biednych uczniów przed pieniactwem ich rodziców.
Czy przeniesienie ucznia z klasy do klasy / do innej szkoły jest najwyższą karą w szkole? Dlaczego moje dziecko miałoby być tak ukarane za MOJE poglądy?

Moje dziecko chodzi do rejonowej szkoły, nie uczy się 3 języków, ani nie chodzi na dodatkowe kursy, by zrealizować ambicje rodziców. Szczęśliwie mogę sama realizować swoje ambicje i pasje.Nigdy nie wykłócałam się ani o swoje oceny, ani o jego oceny, natomiast rzeczywiście zdarzyło mi się rozmawiać zarówno z wychowawcą, jak i dyrektorem w sprawie planu lekcji. I nie jest to relacja uczeń-nauczyciel tylko rodzic-szkoła.
Tylko Lena812 zgodziła się ze mną, że dla 10 letniego dziecka siedzenie ponad 9 godzin jednego dnia w szkole jest niemoralne. Żyjemy w ciekawych czasach, wystarczy, że "autorytet szkolny" wymyśli coś takiego, by uznać to za jedynie słuszne. Najbardziej przykre w tym wszystkim było to, że inni rodzice zgadzali się, że plan jest źle ustawiony, ale bali się wyrażać swoje poglądy, by nie zaszkodzić swoim dzieciom.

Mam prawo oczekiwać poważnego traktowania, jeżeli dostaje do podpisu kartę z wymaganiami i kryteriami wystawiania ocen i podpisuję się pod tym, to oczekuję, że szkoła również będzie respektować, te wymagania.
Jestem rodzicem ucznia, a nie marionetką, by potulnie wykonywać polecania, "w tym miejscu podpisać", bo "1" dla ucznia! Uczeń wykonał swoją pracę - podpisał się, przyniósł mi tę kartę, ale ja z jakiegoś powodu nie podpisałam jej! Nauczyciel po długiej dyskusji przyznał, że zgodnie z tymi kryteriami, nie można traktować tego jako pracę domową, ale "1" została, bo z dziennika nie można wykreślać ocen.

Pamiętam jedną dyskusję z synem na temat wypracowania, zachęcałam go, by rozwinął swoją wypowiedź, na co dzieciak stwierdził, że ?nie, bo pani nie o to chodzi?. Ręce mi opadły i sprawdziłam jeszcze raz temat wypracowanie, czy przypadkiem nie brzmi ?kto jest twoim ulubionym bohaterem i dlaczego Lenin?.

Nie wystarczy się zatrudnić jako nauczyciel, by zyskać autorytet, trzeba jeszcze coś ze sobą reprezentować. Dlatego właśnie uważam, że większość nauczycieli to niezbyt inteligentni urzędnicy, lubujący się w d***krytkach, gdzie uczeń jest tylko produktem ich pracy, a nie człowiekiem.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

19

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
lena812 napisał/a:

ja widzę coś takiego w ocenianiu prac domowych przez nauczycieli - mianowicie,jeśli uczeń odrobi zadanie domowe np.w ćwiczeniach to dostaje za to uśmiechniętą buźkę,nie ocenę!
jeśli nie odrobi zadania domowego to natychmiast ocena niedostateczna do dziennika,w/g mnie to jest nie sprawiedliwe w stosunku do uczniów,bo z jakiej racji dobrych ocen nauczycielowi się nie chce postawić, a złe już tak? to tylko przykład niestety stosowany przez wielu nauczycieli

Przewaznie spotkalam sie z reakcją, ze za odrobioną prace domową nie ma zadnej reakcji,mowie juz od 4 klasy w góre
Bo wiekszosci ideologi w naszym polskm szkolnictwie jest opierana faktem tym, ze uczen jest karcony za brak zadania ,kara jest adnotacja w dzienniku lub ndst, a jesli ma odrobione ,to jest to rozpratrywane jako obowiązek ucznia za co sie nie nagradza,bo rzekomo za wykonywanie obowiązkow nagradzac nie wolno,bo jak sama nazwa mowi to jest twoim obowiązkiem..... przynajmniej z taką argumentacją sie spotkalam, i wprawdzie nie popieram,nie toletuje takiego czegos jak usilne wyszukiwanie u uczniow podtkniec czy zaniedbac i z automatu karcenie ich za to, zas przykladnosc do zadan domowych,starannosc zazwyczaj jest pomijana,albo minimalnym stopniu zauwazona,co i tak niema wplywu na  stopnie....mowie o sytuacji gdzie za brak pracy domowej jest lufa, a za odrobienie


Jesli chodzi o ilosc godzin juz samych dzieci w podstawowce jaki licznik dzienny mają, to bywa to szokujące. Glownie mowie od 4 klasy w zwyz, czasami jak przysiądzie do lekcji o 17, tak o 21 konczy, do tego jeszcze przed snem lektura,tak z godzina czytania,(u nas to jest bitwa o lektury ,bo mloda jest zmeczona i wtedy ostatnia rzecz ,na co ma ochote to jeszcze ksiązke w rece brac,a wekend oprocz niedzieli przeznacza na oderwanie sie od szkoly)i wychodzi na to ze dzieciak w dni tygodnia  od rana do samego wieczora w wiekszosci jest nauką zawalony

20

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

dzisiaj rozmawiałam ze swoją kuzynka na temat szkoły i nauki jej dzieci,zgodnie stwierdziłysmy że czekamy na ferie,aby po prostu od szkoły odpocząć
ma ona dzieci w wieku gimnazjalnym i w 4 klasie podstawówki,powiedziała że program jest tak przeładowany i nie normalny że to sie w głowie nie mieści,bo co można powiedzieć jeśli dziecko w 4 klasie musi siedzieć i uczyć się po nocach? to nie jest tak że tylko ,czy moje dziecko tyle czasu spedza przy nauce,ale większość dzieci które znam,i nie chodzi tu o to że uczą sie tyle, aby mieć dobre oceny,ale uczą się bo mają tyle zadane na następny dzień
w regulaminie szkoły pisze że np.klasówki mogą być tylko 2 w tygodniu,i nauczyciel powinien powiadomić uczniów o nich z 2 tygodniowym wyprzedzeniem - to ja pytam gdzie sie to stosuje? przykład:
mój syn ma klasówkę z niemieckiego 10 stycznia,a zapowiedziana była z zeszły piątek -więc chyba nauczyciel nie stosuje się do tego regulaminu

jeszcze mam takie pytanie,otóż w szkole mojego syna dyrektorka wymyśliła sobie że jeśli uczeń zapomni obuwia na zmianę,to ma chodzić 8 godzin po szkole na boso
więc pytam czy to jest zgodne z prawem?czy nie narusza godności ucznia? a wiadomo każdemu może raz kiedyś zapomnieć się tego obuwia,nie mówię tu o notorycznych przypadkach

21

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
lena812 napisał/a:

jeszcze mam takie pytanie,otóż w szkole mojego syna dyrektorka wymyśliła sobie że jeśli uczeń zapomni obuwia na zmianę,to ma chodzić 8 godzin po szkole na boso
więc pytam czy to jest zgodne z prawem?czy nie narusza godności ucznia? a wiadomo każdemu może raz kiedyś zapomnieć się tego obuwia,nie mówię tu o notorycznych przypadkach

Czy Pani dyrektor wraz z pracownikami szkoly, takze noszą obuwie na zmiane czy sobie w szpileczkach pokaz mody urzadzają?? z tym obuwiem na zmiane to slyszalam o tym, u mojej nie ma takiego wymogu
Tak na uboczu to czasami warto pamietac, ze nie ma co sie wsciekac na wszystkich nauczycieli za to co nam sie nie podoba,bo to dyrekcja glownie sprawuje rząd nad nauczycielami,i czesto bywa tak,ze np nauczycielce nie podoba sie cos,ale musi to realizowac bo musi,ma taki nakaz,mimo odmiennego zdania ,ale podlega pracodawcy

22

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Leno- pamiętam jak moja koleżanka nie radziła sobie z uczniem.Wypraszała go więc z lekcji każąc wcześniej zdjąć buty żeby nie chodził po szkole tylko stał pod drzwiami.
Jak się dyrektorka dowiedziała zrobiła straszną aferę,rodzice się dołożyli i dostała naganę.
W szkole muzycznej córki dzieci mają obowiązek na kształcenie słuchu i rytmikę przychodzić w baletkach.Jeśli dziecko zapomni- zostaje w skarpetkach.Ale tylko w tej sali.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

23

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
gojka102 napisał/a:

Leno- pamiętam jak moja koleżanka nie radziła sobie z uczniem.Wypraszała go więc z lekcji każąc wcześniej zdjąć buty żeby nie chodził po szkole tylko stał pod drzwiami..

To musialo byc sporo lat temu,bo obecnie wyproszenie ucznia z klasy nistety ( z naciskiem niestety) jest niemozliwe,i kazdy nauczyciel boi sie tego robic,co jest dla mnie absurdem, zwlaszcza w szkole średniej czy gimn.

24 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2013-01-06 20:05:32)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

To było jakieś osiem lat temu ale i teraz jest to możliwe.Opowiadali mi "prywatni" uczniowie- jeden z ze społecznej szkoły,do której chodzi też moja córka a drugi z państwowej,że nauczyciele ich wypraszają.Mnie to wkurza i zawsze im mówię by powiedzieli nauczycielowi,że on- nauczyciel jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo swoich uczniów i jak taki uczeń sobie głowę rozbije poza klasą to ten nauczyciel nie wyjdzie z mamra.
Moim zdaniem jest cały wachlarz metod dyscyplinujących ucznia.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

25

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
gojka102 napisał/a:

To było jakieś osiem lat temu ale i teraz jest to możliwe.Opowiadali mi prywatni" uczniowie- jeden z ze społecznej szkoły,do której chodzi też moja córka a drugi z państwowej,że nauczyciele ich wypraszają.Mnie to wkurza i zawsze im mówię by powiedzieli nauczycielowi,że on- nauczyciel jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo swoich uczniów i jak taki uczeń sobie głowę rozbije poza klasą to ten nauczyciel nie wyjdzie z mamra.
Moim zdaniem jest cały wachlarz metod dyscyplinujących ucznia.

No dla mnie szkola podstawowa jest jeszcze ryzykowna, z tym wypraszaniem,ale np szkola srednia nie powinna byc klubem kubusia puchatka,i tym bardziej mozna radykalniej reagowac,przynajmniej powinno.
To o czym piszesz to ma "racje bytu" ,tylko ze jest znaczna roznica wyprosic ucznia z klasy z tego powodu bo nie byl przygotowany do lekcji pod względem  nauczenia sie zaleglego materialu,a gdy  taki szkódnik przeszkadza na lekcji, dezorganizujac zajecia, i nie umozliwa  integrowania sie nauczycielowi z resztą klasy,bo tylko na lobuza uwage zwraca

26 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2013-01-06 20:04:38)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Masz rację Mortisha z radykalnym reagowaniem ale to tylko tyle.Bo radykalnie- to zgodnie z prawem.
Wyobrażasz sobie sytuację,że Twoje dziecko jest nieznośne na lekcji na tyle,że nauczyciel je wyprasza.Dziecko(gimnazjalista.licealista) biega po korytarzu,przechyla się przez barierkę  i.....spada ze schodów rozwalając sobie głowę i umiera...?
Ja sama takiego nauczyciela bym uśmierciła gdyby pod jego opieką coś takiego zdarzyło by się memu dziecku.
Albo się jest pedagogiem albo d.....Jak się jest d..... to się nie idzie pracować do szkoły bo można narobić nieszczęść.
To jasne,że trzeba tak pracować by ucznia temat zainteresował a jesli nie zainteresuje to musi on mieć jakąś motywację by siedzieć spokojnie na lekcji.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

27

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
gojka102 napisał/a:

Leno- pamiętam jak moja koleżanka nie radziła sobie z uczniem.Wypraszała go więc z lekcji każąc wcześniej zdjąć buty żeby nie chodził po szkole tylko stał pod drzwiami.
Jak się dyrektorka dowiedziała zrobiła straszną aferę,rodzice się dołożyli i dostała naganę.
W szkole muzycznej córki dzieci mają obowiązek na kształcenie słuchu i rytmikę przychodzić w baletkach.Jeśli dziecko zapomni- zostaje w skarpetkach.Ale tylko w tej sali.

Zmiana obuwia jest chora w szkołach publicznych.

A co do szkoły muzycznej to się dziwię, że obowiązek zmiany obuwia jest w sali do kształcenia słuchu i rytmiki. W mojej szkole muzycznej obuwie zmienne było obowiązkowe, a w sali do rytmiki musieliśmy mieć jeszcze inne obuwie, tzn. baletki najlepiej. Ale kapcie, w których po salach i korytarzach były zabronione w tej sali.

To jest szkoła muzyczna i tam są inne standardy i kultura. Pamiętam, że gdy pani dyrektor przechodziła korytarzem, trzeba było wstać i wtedy dopiero przywitać się można było.

Nie traktuj życia zbyt serio. I tak żyw z niego nie wyjdziesz.

Ludzie, którzy nie lubią kotów, zawsze myślą, że ta niechęć jest jakąś szczególną zaletą

28

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
gojka102 napisał/a:

Masz rację Mortisha z radykalnym reagowaniem ale to tylko tyle.Bo radykalnie- to zgodnie z prawem.
Wyobrażasz sobie sytuację,że Twoje dziecko jest nieznośne na lekcji na tyle,że nauczyciel je wyprasza.Dziecko(gimnazjalista.licealista) biega po korytarzu,przechyla się przez barierkę  i.....spada ze schodów rozwalając sobie głowę i umiera...?
Ja sama takiego nauczyciela bym uśmierciła gdyby pod jego opieką coś takiego zdarzyło by się memu dziecku.
Albo się jest pedagogiem albo d.....Jak się jest d..... to się nie idzie pracować do szkoły bo można narobić nieszczęść.
To jasne,że trzeba tak pracować by ucznia temat zainteresował a jesli nie zainteresuje to musi on mieć jakąś motywację by siedzieć spokojnie na lekcji.

Takie same nieszczescie moze sie stac na przerwie,a dzieci mniejsze i wieksze na przerwach tez swirują, wariują, i nie rzadko konczy sie to bolesnie,uszczerbkowo
Na lekcji jak sie buja uczeń na krzesle i nie reaguje na upomnienia nauczyciela ,aby przestal ,moze takze zabardzo odchylic sie do tylu i glową o podloge zasadzić
No ja nie chce tu podawac smiertelnych wypadkow,tak jak Gojko podalas, wystarczy zakonczyc łagodniej  na samym fakcie ,ze poleci z barierki i złamie reke,noge,nos, wtenczas obiektywnie rzecz biorąc doprawdy nie wiem ,czy bylabym zla o to na nauczyciela
Pierwszorzeednie byłabym niebywale wsciekla na dziecko,ze zachowalo sie tak snakdalicznie do takiego stopnia ,az z klasy wyfrunelo,o to bym byla wnerwiona,i napewno w domu odbylaby sie karcaca rozmowa  na ten temat, ale jakie byly by emocje do nauczyciela,ktory swiadomie nie chcialby dziecka skrzywdzic,i to byl nieszczesliwy wypadek z tym upadkiem (nie pisze o skutkach smiertelnych,ale  chocby bolesnych,urazowych) tona sucho nie jestem wstanie obiektywnie do tego sie odnieść

29

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Chyba panie nauczycielki obraziły się na mnie...

Zastanawiałam się nad tym, co zostało napisane w temacie.  Przerażające jest, że nauczycielki dyskutują, jak to niepokorność rodziców odbijała się na ich biednych uczniach!

To prawie tak, jakby napisała poruszającą opowieść o konflikcie z np. szefem i o tym, jak to jestem najwspanialszym pracownikiem, a on podważa mój autorytet, czepia się, czegoś chce! O tym, jak bardzo przez ten konflikt cierpi moja rodzina, bo przychodzę do domu i odreagowuję swoją złość na tych słabszych! Wredy szef, źródło cierpienia mojego biednego dziecka!
Czy to nie jest ten sam układ sił?

Z jednej strony nauczyciele podnoszą lament ?nie podważajcie autorytetu nauczyciela?, ale z drugiej strony ...? Co oferują w zamian?
Te przykłady, które pojawiły się w dyskusji pokazują, jak bardzo przypadkowi ludzie trafiają do szkoły, jak bardzo nie radzą sobie z rzeczywistością szkolną. Jak dzieciak przeszkadza najlepiej wywalić z klasy, tylko zrobić to tak, by siedział cicho pod klasą, bo jeżeli coś sobie zrobi, albo kogoś skrzywdzi, to kto w świetle prawa będzie odpowiadać? Najlepiej zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko.
Nauczyciele nie są w stanie merytorycznie rozmawiać z rodzicem, bo i po co, skoro można odreagować swoją frustrację na uczniu? Bardziej skuteczny środek utemperowania krnąbrnych rodziców!

Oceny wystawione, uff.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

30

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Pracowałam kilka miesięcy w szkole (nie jako nauczyciel) więc miałam okazję obserwować trochę od wewnątrz relacje nauczyciel - rodzic - uczeń.

Zgadzam się z Gojką, że jak się jest d...ą to się w szkole nie pracuje (to samo powiedziała pani psycholog w poradni tylko nieco delikatniej wink ). Żaden najlepszy nawet pedagog nie poradzi sobie jednak z duetem "głupie dziecko i jeszcze głupszy rodzic".
Z życia: Gówniarz w gimnazjum rozwalił w drobny mak drzwi do klasy, wezwany tatuś został poinformowany, że syn musi ponieść konsekwencje: jakieś tam minusy z zachowania a rodzice mają zapłacić za naprawę drzwi. Tatuś stwierdził, że jak syn dostał minusy to już poniósł konsekwencje i on za żadne drzwi płacić nie będzie. Dodam,że chłopak ma daleko w d...e minusy i jedynki. Słyszałam jak się potem chwalił kolegom jakiego ma zajebi...go starego. Ręce opadają.....
Porąbanych rodziców miałam okazję oglądać nie raz. Z racji tego, że pracowałam w szkole czasami znajomym mamuśkom próbowałam wytłumaczyć, że to nie jest tak jak one myślą, że te ich pociechy to nie takie aniołki jak się im wydaje, ale gdzie tam  roll

Z drugiej strony są nauczyciele którzy nigdy nie powinni nimi być. I co ma w takiej sytuacji zrobić dziecko albo rodzic? Przenieść do innej szkoły? Pod warunkiem, że jest taka możliwość, a nawet jak przeniesie to w każdej szkole znajdzie się ktoś niekompetentny. Nauczycielka angielskiego mojej córki jest totalnie beznadziejna ale jej nie zwolnią bo.... ma trudną sytuację rodzinną, jest jedynym żywicielem rodziny. No fajnie ale ona uczy ( a raczej zniechęca do nauki) kilkadziesiąt dzieci!

Kiedy mój syn poszedł do zerówki (rok wcześniej bo miałam już dosyć dyrektorki przedszkola), pierwsze co zrobiłam to porozmawiałam z jego wychowawczynią: jakie były problemy w przedszkolu, na co nie można mu pozwolić, co go zajmie jak nie może usiedzieć na miejscu. Przede wszystkim nie może pozwolić mu postawić na swoim, owszem będzie próbował to robić ale jak nauczycielka będzie konsekwentna to będzie reagował na polecenia. Wiem, że wychowawczyni w przedszkolu dała radę. Zostałam potraktowana trochę protekcjonalnie tak jakby Pani Nauczycielka nie potrzebowała rad od rodzica.
Po miesiącu zostałam wezwana na dywanik. Pięciolatek robił co chciał a nauczycielka wyraźnie nerwowa pytała mnie co ona ma zrobić jak mój syn robi to czy tamto a ona nie może realizować materiału. Kurcze to ona jest pedagogiem i raczej ona mogłaby udzielić mi wskazówek. Ponieważ nie mogłam jej widzieć prawie nigdy wymyśliłam "zeszyt uwag". Miała mi wpisywać jedno, dwa krótkie zdania za co pochwalić syna w danym dniu a za co ma być "kara".
Wpisywała nieczęsto a od lutego wcale, jak wyszło, że zostawiam syna drugi rok w zerówce. Stwierdziła chyba, że ma problem z głowy bo za rok ona go uczyć nie będzie.
Teraz syn jest drugi rok w zerówce ma inną nauczycielkę i ta sobie radzi. smile
Mortisha, Gojka piszecie o wyproszeniu z klasy za złe zachowanie. A co powiecie na to,że kiedy mój pięcioletni syn wychodził do ubikacji (dla chłopców była dokładnie naprzeciw klasy) to biegł sam po schodach dwa piętra w dół do ubikacji na parter bo miał taki kaprys a wychowawczyni o tym wiedziała i pozwalała mu na to. Myślałam, że szlag mnie trafi jak się dowiedziałam, a jakby mu strzeliło do głowy wyjść sobie ze szkoły na pobliski plac zabaw??? Przechodząc wcześniej przez ruchliwą ulicę.

Ksiądz, lekarz i nauczyciel to nie zawód tylko powołanie, więc osoby kompetentne mile widziane.
Bycie rodzicem to chyba też powołanie więc jw.

31

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Averyl napisał/a:

Chyba panie nauczycielki obraziły się na mnie...

Zastanawiałam się nad tym, co zostało napisane w temacie.  Przerażające jest, że nauczycielki dyskutują, jak to niepokorność rodziców odbijała się na ich biednych uczniach!

Odbija się odbija.....brakiem szacunku (nauczycielką nie jestem)
Nie raz narzekałam na nauczycielkę mojego syna....NIGDY w jego obecności.

32

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Averyl napisał/a:

Chyba panie nauczycielki obraziły się na mnie...

Zastanawiałam się nad tym, co zostało napisane w temacie.  Przerażające jest, że nauczycielki dyskutują, jak to niepokorność rodziców odbijała się na ich biednych uczniach!

To prawie tak, jakby napisała poruszającą opowieść o konflikcie z np. szefem i o tym, jak to jestem najwspanialszym pracownikiem, a on podważa mój autorytet, czepia się, czegoś chce! O tym, jak bardzo przez ten konflikt cierpi moja rodzina, bo przychodzę do domu i odreagowuję swoją złość na tych słabszych! Wredy szef, źródło cierpienia mojego biednego dziecka!
Czy to nie jest ten sam układ sił?

Z jednej strony nauczyciele podnoszą lament ?nie podważajcie autorytetu nauczyciela?, ale z drugiej strony ...? Co oferują w zamian?
Te przykłady, które pojawiły się w dyskusji pokazują, jak bardzo przypadkowi ludzie trafiają do szkoły, jak bardzo nie radzą sobie z rzeczywistością szkolną. Jak dzieciak przeszkadza najlepiej wywalić z klasy, tylko zrobić to tak, by siedział cicho pod klasą, bo jeżeli coś sobie zrobi, albo kogoś skrzywdzi, to kto w świetle prawa będzie odpowiadać? Najlepiej zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko.
Nauczyciele nie są w stanie merytorycznie rozmawiać z rodzicem, bo i po co, skoro można odreagować swoją frustrację na uczniu? Bardziej skuteczny środek utemperowania krnąbrnych rodziców!

Oceny wystawione, uff.

Averyl- nikt się na Ciebie nie obraził.Co ja mam według Ciebie zrobić? Tłumaczyć zachowania nauczycieli Twego dziecka dlatego,że sama też wykonuję ten zawód?
Tu nie chodzi o "niepokorność" rodziców- Tu chodzi o to,że nie wolno przy dziecku nazywać głupkiem jego nauczyciela.
Przyznam,że często zdarza się,że wytykam błędy nauczyciela przy moim uczniu.Ale jak mam go na litośc boską nauczyć czegoś dobrze skoro nauczyciel wtłacza mu wiedzę z rażącymi błędami?I uwierz- trudno jest mi to zrobić.Bo uczeń mówi:ale moja pani mówiła,że jest tak.Wtedy ja,nie obrażając pani pokazuję mu książke do gramatyki i każę przeczytać co jest tam napisane.
Co ja  myslę o nauczycielu,który popełnia takie błędy i nie ma wiedzy- zostawiam dla siebie...
Nie tłumaczę uczniowi,że nauczyciel jest głupi czy niedouczony,mówię,że nie ma racji,że się myli.
Proponuję uczniom by powiedzieli nauczycielowi,że nie ma racji.Cóż,od tego on jest by stawić czoło takim opiniom i jak się myli spróbować przeprosić czy wytłumaczyć się.A przede wszystkim być czujnym- konfrontować swoją wiedzę,uczyć się wciąż niezależnie czy pracuje pięć czy dwadzieścia lat.
Zarówno wśród nauczycieli jak i rodziców zdarzają się idioci.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

33 Ostatnio edytowany przez Olinka (2015-02-11 02:07:22)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

wiem, że wątek już jakiś czas nie był odwiedzany, ale moze jednak:)

a co w przypadku, gdy rodzc zadaje pytanie zamiast odpowiedzi pada stwierdzenie:

" Pani Kowalska a Pani znowu swoje...znowu pani nic nie pasuje..."

zadając pytanie o naukę dziecka, dodam że w klasie 1-3 szkoły podstawowej ..

co wtedy??

co wypada a co nie?/

a jesli padają teksty nauczyciela "rodzice pani nie lubią" kierowane do rodzica, to jak reagować??

cow  takim wypadku gdy nauczyciel chce konfrontowac plotki i wyciąga najrózniejsze zaszłości??

co wtedy???/

gdy stoi do rodzica plecami gdy ten podchodzi i chce rozmawiać???

co wtedy???

ciekawa jestem Waszych opinii smile


Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim ? jest to sprzeczne z naszym regulaminem. Jeśli chcesz coś dopisać, użyj funkcji ?edytuj?. Ty nie złamiesz zasad, a my będziemy miały mniej pracy.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, mod. Olinka

34

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Jak każdy człowiek-tak samo nauczyciel może być niewychowanych burakiem i chamem.
I taki Ci się trafił.
Proponuję najpierw publicznie-tak jak to robi nauczycielka- na tekst o tym,że znowu Ci nic nie pasuje - zapytać jaki to ma związek z pytaniem i poprosić by pani BEZ OSOBISTYCH WYCIECZEK wykazała się kulturą i odpowiedziała na pytanie.
Proponuję też zostać i zakończyć rozmowę z nauczycielką w cztery oczy.
Poproś panią by nieco kulturalniej się do Ciebie zwracała bo nagrałaś jej osobiste wycieczki i zgłosisz to dyrekcji - podobnie wszelkie chamskie zagrywki w stylu-plotkowanie czy odwracanie się tyłem.Popukaj panią w plecy i powiedz,że tu jesteś smile
Jest tylu nauczycieli chętnych na miejsce tej pani i warto jej to czasem uświadomić idąc na skargę do dyrekcji i prosząc o interwencję.Powiedz też,że w razie braku reakcji zabierzesz dziecko z tej szkoły.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

35 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-02-11 12:54:54)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Pracowałam przez krótki czas w szkole i naprawdę podziwiam tych dobrych nauczycieli, bo widziałam co potrafią robić rodzice. Niestety przez ich zachowanie same dzieci też stają się bezczelne i czują się bezkarne, bo tatuś przyjdzie i nakrzyczy na panią. Inna sprawa, że część nauczycieli faktycznie nie powinna uczyć. Trudno szanować nauczycielkę matematyki czy chemii, która jest w szkole z przypadku, bo nie umie wytłumaczyć najprostszej rzeczy. Ja nie widzę sensu, żeby moje dziecko chodziło np. na chemię, z której nic nie wynosi, a ja potem i tak muszę z nim przerabiać ten materiał w domu. Albo co z tego, że polonistka uczy poprawnej pisowni, kiedy katechetka albo historyczka nie potrafią poprawnie napisać "ktury", a dziecko to przepisuje z tablicy? Niestety w każdej szkole są źli i dobrzy nauczyciele i nie da się tego uniknąć. Jako rodzic nie chodziłabym wykłócać się o oceny czy uwagi, bo z tym dziecko musi sobie radzić, a ja mogę z nim jedynie pracować w domu, by napisało dobrze sprawdzian. Nie lubię natomiast niekompetencji niektórych nauczycieli i tutaj akurat będę walczyć i pisać skargi do skutku. Nie powinni uczyć ludzie, którzy nie mieli pomysłu na życie albo ktoś im załatwił tę "wygodną" posadkę, bo oni psują opinię tym dobrym nauczycielom. Wczoraj usłyszałam od bratanka, że pani z angielskiego wstawiła mu uwagę za to, że wymyśla różne rzeczy i ma zbyt bujną wyobraźnię. Okazało się, że dziecko zapytało panią o kilka fachowych słów, które usłyszało w domu od taty, który pracuje jako architekt. Pani najwyraźniej tych słów nigdy nie słyszała i chociaż dziecko jej tłumaczyło co one znaczą, to najwyraźniej uznała, że to wymysł.  W takich przypadkach rodzic nie powinien odpuszczać, tylko tępić niekompetencję. No ale to musi być uzasadnione, bo wykłócanie się np. o ocenę nie ma sensu.

Czy walka z niekompetencją jest już ok, czy rodzic też powinien cicho siedzieć i nie podważać autorytetu?

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

36

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

a co w momencie, gdy nauczyciel swoją frustrację wyładowuje na rodzicu? Rodzic zadający pytania, oczekujący rzeczowej odpowiedzi, postrzegany jest za rodzica któremu wiecznie coś nie pasuje. najłatwiej jest współpracować z grupa osób, które niczego nie oczekują, nie mają pytań, siedzą cicho, nie są aktywni, a jedynie poklepuja nauczyciela i dają przyzwolenie na każdy jego pomysł. Dodam, ze w klasie panuje zmowa milczenia, rodzice sa rozmowni zanim zasiadą do ławek na zebraniu a gdy nastepuje zebranie milczą, gdy są pytani czy mają jakieś pytania. Boją się że naucycielka będzie odreagowywała na ich dzieciach i milczą. dają na przeczekanie. zadaje sobie tylko pytanie czy to jest normalne? udawanie ze problemu nie ma? jedna osoba się wyłamała głośno zadała pytanie ściśle zwiazane z lekcjami i usłyszała własnie odpowiedz... Pani znowu ma problem.. znowu bo się czlowiek pyta?

37

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kuradomowa166 napisał/a:

a co w momencie, gdy nauczyciel swoją frustrację wyładowuje na rodzicu? Rodzic zadający pytania, oczekujący rzeczowej odpowiedzi, postrzegany jest za rodzica któremu wiecznie coś nie pasuje. najłatwiej jest współpracować z grupa osób, które niczego nie oczekują, nie mają pytań, siedzą cicho, nie są aktywni, a jedynie poklepuja nauczyciela i dają przyzwolenie na każdy jego pomysł. Dodam, ze w klasie panuje zmowa milczenia, rodzice sa rozmowni zanim zasiadą do ławek na zebraniu a gdy nastepuje zebranie milczą, gdy są pytani czy mają jakieś pytania. Boją się że naucycielka będzie odreagowywała na ich dzieciach i milczą. dają na przeczekanie. zadaje sobie tylko pytanie czy to jest normalne? udawanie ze problemu nie ma? jedna osoba się wyłamała głośno zadała pytanie ściśle zwiazane z lekcjami i usłyszała własnie odpowiedz... Pani znowu ma problem.. znowu bo się czlowiek pyta?

To rodzic wybiera szkołę-nie obowiązuje rejonizacja i nikt zmusić rodzica do tego by dał dziecko do określonej szkoły nie może.
Teraz są takie czasy,że to szkoła musi się wykazać by zdobyć ucznia bo rodzic ma wybór.
Jeśli dowiedziałabym się,że nauczyciel moją z nim rozmowę odreagowuje na moim dziecku nie zostałoby ono pięciu minut w tej szkole.
Ja radziłabym odwołać się wyższej instancji-dyrektora- a wcześniej nagrać wypowiedź nauczycielki by żadnych wątpliwości nie było.
Nie,to normalne nie jest i Ty nie możesz się na to godzić.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

38

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Nie mam dzieci, więc napiszę na podstawie tego, co u mnie w szkole było.

Moja mama, owszem, czasami szła mi na rękę i robiła coś teoretycznie niewłaściwego. Z drugiej strony potrafiła mnie ochrzanić, jeśli przegięłam jej zdaniem. I myślę, że mi nie zaszkodziła ani jednym, ani drugim.

Ochrzan dostałam dwa razy w gimnazjum. Raz, jak dowiedziała się, że wagaruję. Nie pomagały tłumaczenia, że nie uciekam przed konkretną lekcją i przecież mam same piątki, to o co chodzi. W sensie, moim zdaniem, to były "kontrolowane" wagary - wiedziałam, na co mogę nie iść, nie uciekałam ze sprawdzianów, tylko ze zwykłych lekcji, głównie z bzdur, czyli z techniki, religii itd. Owszem, chodzić powinnam, z tym że tutaj akurat powiedziałabym, że "wina" była bardziej nauczycieli. Tzn. nie ich wina, że nie szłam, bo wiem, że moja, ale poinformowanie mojej mamy niewiele dało, bo nie chodziłam dalej. Dlaczego? Skoro przy 2 obecnościach na technice na CAŁY SEMESTR dostałam 6 na koniec, bo przyniosłam hurtowo dobre prace i nauczyciel ocenił je normalnie, to po co miałam coś zmieniać? Jakby wystawił mi 2 albo zarządził egzamin komisyjny, to bym chodziła. Nie chodzi mi o wybielenie siebie, bo wiem, że moim obowiązkiem było się tam pojawiać, ale skoro niechodzenie nie rodziło dla mnie żadnych konsekwencji, to i nie chodziłam. I tak, zrobiłabym drugi raz to samo, bo nie widzę sensu siedzieć na lekcji i pisać referatu czy sklejać modelu czegoś tam, skoro mogłam zrobić to w domu.

Drugi ochrzan był za to, że mama została wezwana do szkoły. Język polski, sprawdzian, zdania złożone. Był podany rodzaj zdania, trzeba było napisać jakiś przykład. Moje przykłady tworzyły historyjkę o matematyczce zakończoną jej śmiercią. Dostałam 5 i wezwanie mamy do szkoły. No i moja mama zareagowała chyba normalnie, bo nie zrobiła afery typu "imię to przypadek, przedmiot też", tylko wysłuchała, a mi w domu palnęła kazanie. Fakt, poniosło mnie, ale no... Pamiętam, że baaardzo wzrósł szacunek mój do tej polonistki, dlatego że postawiła 5 za poprawność, a za zachowanie wezwała matkę, a nie poszła po najmniejszej linii oporu, stawiając np. 1. No i mi się też zrobiło głupio, ta polonistka była moją ukochaną nauczycielką, wystarczyło, że powiedziała, że postawiłam ją w głupiej sytuacji wobec koleżanki z pracy i automatycznie zaczęłam żałować.

W liceum natomiast moja mama już mi pozwalała na więcej. Tzn. pozwoliła mi pisać sobie zwolnienia sama, wagarować wedle uznania, ale żebym nie liczyła, że pójdzie kiedykolwiek coś w mojej sprawie załatwiać. Mi to odpowiadało. Byłam prymuską, wiedziałam, na co mam iść, kiedy, nigdy nie miałam żadnych problemów, nie przesadzałam z tą "wolnością". To że było usprawiedliwione na lewo? No obiektywnie - źle, ale czy mi albo nauczycielom się coś przez to stało? Nikt przecież z tego tytułu nie miał problemów.

Zresztą mój brat był okropny w szkole i moi rodzice zawsze wysłuchiwali, zgadzali się z tym i nigdy go nie usprawiedliwiali. Nigdy nie robili z niego biednego chłopczyka, na którego ktoś się uwziął.


Uważam natomiast za słuszne stanięcie "w obronie" dziecka, jeśli pojawia się coś niesprawiedliwego, chociaż niekoniecznie bardzo złego. Na przykład moja kuzynka była kiedyś na wymianie w Niemczech. Potem tamci mieli przyjeżdżać tutaj. Nie wiem dokładnie, o co chodziło, ale jedna z pań podobno coś zarządziła, że będą spać inaczej niż mieli, u tej mojej kuzynki miał spać chłopiec, a ona była dość dziecinna i stwierdziła, że jak tak, to ona nie chce nikogo (ta zmiana weszła już PO wszystkich ustaleniach, kto gdzie śpi). Wtedy moja ciocia poszła może nie "z awanturą", ale z pytaniem, z jakiej racji po tym, jak już wszystko było dograne i na tej podstawie dzieci się zgłaszały, ktoś coś zmienia - bo ani teraz zrezygnować, bo jeden dzieciak nie miałby gdzie spać, ani zmuszać córkę do goszczenia jakiegoś chłopca, jeśli wcale nie miała ochoty i zgłaszała się do tego na innych zasadach. Wróciło do normy, czyli jednak zmiany były wymysłem nauczycielki.

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

39

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Eileen napisał/a:

Nie wiem dokładnie, o co chodziło,

uwielbiam takie stwierdzenie ...

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

40

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Mi rodzice pisali usprawiedliwienia za wagary, a wiele ich bylo. W liceum nawet mama rozmawiala osobiscie z nauczycielka zeby udowodnic, ze to ona pisze usprawiedliwienia i jeszcze na poczekaniu wymyslila wymowke dlaczego tak czesto mnie nie ma.
Rodzice nie musieli mi mowic, ze moj nauczyciel jest glupi - jak byl glupi to widzialam to sama.

Made the wrong move, every wrong night
With the wrong tune
Played till it sounded right, yeah

41

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
in_ka napisał/a:
Eileen napisał/a:

Nie wiem dokładnie, o co chodziło,

uwielbiam takie stwierdzenie ...

Wybacz, następnym razem przed napisaniem posta będę dzwonić do ciotki, żeby przypomniała tę historię, którą opowiadała kilka lat temu. wink Niestety, zapamiętałam jedynie sens - nauczyciel postanowił przemieszać dzieci w parach bez logicznego powodu. Coś na zasadzie "nie wszystkie dzieci były na wymianie tam, więc każde dziecko przyjmie inną osobę, żeby każde miało >>obce<< dziecko". Nie mówię, że to dokładnie było tak, ale coś w ten deseń. Problem w tym, że np. moja kuzynka chciała wziąć udział w wymianie jedynie po to, by przyjechała do niej tamta koleżanka. A tu bum - ma się zjawić jakiś obcy chłopiec, z którym ona wcale nie chce mieszkać przez tydzień. Trochę nie w porządku takie zmiany już po deklaracjach przyjęcia dzieci, nie uważasz? W końcu ona się zgodziła przyjąć konkretną dziewczynkę, a nie jakiekolwiek dziecko, które jej przydzielą.

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

42

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
NinaLafairy napisał/a:

Mi rodzice pisali usprawiedliwienia za wagary, a wiele ich bylo. W liceum nawet mama rozmawiala osobiscie z nauczycielka zeby udowodnic, ze to ona pisze usprawiedliwienia i jeszcze na poczekaniu wymyslila wymowke dlaczego tak czesto mnie nie ma. .

Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji jako rodzic. Co przez to Twoi rodzice chcieli osiagnac?

Rozumiem bunt, rozumiem, ze czasem dziecko chce pojsc na wagary, ale żeby je w ten sposób "kryc"? Szkola dla dziecka jest takim samym obowiązkiem jak dla dorosłego praca. Chce wagarów, niech samo poniesie konsekwencje.

W tej sytuacji widać rozdzwiek na linii nauczyciel - rodzic, moim zdaniem nic dobrego dla dziecka to nie niesie...

43

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Fakt,mało to wychowawcze.
Do tego pokazuje to,że kłamać warto,skoro kłamie mama to dziecko nie powinno mieć skrupułów.
Jasne,głupota nauczyciela może być świetnym wytłumaczeniem wszelkich krętactw.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

44

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Mi mama w liceum pozwoliła sama sobie pisać usprawiedliwienia. Dla mnie była obowiązkiem znajomość materiału, a nie siedzenie na każdej lekcji. Nigdy nie uciekałam ze sprawdzianów, ale np. jak wiedziałam, że będzie enta powtórka przed maturą czy coś. Nie mówiąc o tym, że nie chodziłam na WOK - tzn. byłam na dwóch sensownych lekcjach, jak był Salvadore Dali i happeningi. Na pozostałych robiło się prace rodem z techniki w podstawówce.

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

45 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2015-02-16 13:40:51)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
Benita72 napisał/a:
NinaLafairy napisał/a:

Mi rodzice pisali usprawiedliwienia za wagary, a wiele ich bylo. W liceum nawet mama rozmawiala osobiscie z nauczycielka zeby udowodnic, ze to ona pisze usprawiedliwienia i jeszcze na poczekaniu wymyslila wymowke dlaczego tak czesto mnie nie ma. .

Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji jako rodzic. Co przez to Twoi rodzice chcieli osiagnac?

Rozumiem bunt, rozumiem, ze czasem dziecko chce pojsc na wagary, ale żeby je w ten sposób "kryc"? Szkola dla dziecka jest takim samym obowiązkiem jak dla dorosłego praca. Chce wagarów, niech samo poniesie konsekwencje.

W tej sytuacji widać rozdzwiek na linii nauczyciel - rodzic, moim zdaniem nic dobrego dla dziecka to nie niesie...

Nic nie chcieli osiagnac, ja o tym decydowalam bo wiedzialam co mi sie oplaca, jak daleko moge sie posunac i co chce robic.
Nie byl to zaden bunt, nie bylam tez malym dzieckiem mialam 16 /17 lat, a klamania zdecydowanie nie nauczylam sie od rodzicow i napewno nie uczylam sie klamania w takim poznym wieku big_smile


Mi to duzo dobrego przynioslo:
1.Nie mialam depresji
2.Moja nerwica nie zostala pogorszona przez szkole
4.Moglam sie uczyc zamiast siedziec w szkole i marnowac czas
5. mialam dobry kontakt z rodzicami, ktorzy mnie rozumieli

Moim zdaniem szkola jest dla ucznia, a nie uczen dla szkoly. Ja robilam liceum i ten papier dla zabawy, nie dlatego ze bylo to koniecznoscia dla mnie.
Nie wyobrazam sobie, ze musialabym siedziec godzinami w szkole i meczyc sie zeby ten papier zdobyc. Chodzilam jak mi sie chcialo, na jakie lekcje mi sie chcialo i bralam z tego co chcialam. A na maturze pojawilam sie oczywicie big_smile i zdalam na takim samym poziomie jak uczniowie co dzien w dzien w szkole siedzieli i odrabiali prace domowe , ktorych ja nie odrabialam.

Oczywiscie podejscie moich rodzicow moglby byc szkodliwe dla innego potomka, innej osoby. Ale ja jestem corka moich rodzicow, a oni zamiast robic to co wszyscy dopasowali sie do tego, czego ich corce potrzeba.

Made the wrong move, every wrong night
With the wrong tune
Played till it sounded right, yeah

46

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

No,to jest metoda na to by dziecko nie miało depresji i nerwicy big_smile
Tudzież na świetny kontakt z rodzicami.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

47 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2015-02-16 13:44:04)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
gojka102 napisał/a:

No,to jest metoda na to by dziecko nie miało depresji i nerwicy big_smile
Tudzież na świetny kontakt z rodzicami.

Mysle, ze zle do tego podchodzisz. To nie jest zadna metoda wychowawcza ogolna. To jest to co ja konkretnie robilam i co dla mnie bylo dobre. A ja nie jestem wszystkimi na swiecie, bo kazdy jest inny.

Mi to wyszlo 100% na dobre, wiec metoda bardzo dobra w stosunku do mnie.

Made the wrong move, every wrong night
With the wrong tune
Played till it sounded right, yeah

48

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

a ja w dzisiejszej szkole zauważam coś bardzo niepokojące.
Coraz częściej zdarza sie tak, że dziecko określane w przedszkolu jako zdolne, ciekawe świata, gotowe na podjęcie nauki szkolnej i rokujące na dobrego ucznia nagle w szkole jest utwierdzane że jest średniakiem lub nawet dzieckiem które sobie nie radzi?

Szokującym jest fakt, ze to własnie nauczycielki z długim stażem 30 lat jako nauczyciel mają z tym problemy.
Myślę, ze wynika to z toków studiów, okazuje się, ze kiedyś należy uzupełniać o dziś... wielu nauczycieli tego nie robi licząc na cud.

Sama mam dziecko, które miało ogromne kłopoty z ogarnięciem liczebników, pomyłki , wiele błędów ort .. mówiłam prosiłam, pytałam jak pracowac.. dostałam odpowiedz? proszę poczekać dziecko potrzebuje czasu/.. i co nagle w klasie 5? dysleksja a w klasie 2 gimnazjum głęboka dysleksja.. jestem pewna że gdyby nauczyciel na czas wychwycił ksiażkowe objawy , łatwiej byłoby wszystkim i nauczycielowi i rodzicowi i przede wszystkim dziecku.

Ale taki rodzic który pyta, jest niewygodny dla nauczyciela.

Przykleja łatkę, w stylu matka pieniaczka i tyle..

mam drugie dziecko w 2 klasie podst.  zdolne  z matematyki, gorzej z polskim.. gdy pytam jakie widzi problemy nauczycielka nie widzi.. a to ze dziecko dostaje pałę to mój problem i dziecka..

okazało sie ze jestem matką czepialską, która robi zadymę, która ciągle coś wyciąga i której nic nie pasuje.

A jak ma mi pasować skoro na zebraniu zero konkretów, jeśli jak pytam indywidualnie spotyka plecy nauczycielki , jesli mój syn jest doby z matematyki to nauczyciel go pomija w typowaniu do konkursów.. dlaczego nauczyciele etykietują dzieci, przyklejają im łatki?/

wiem ze tak było kiedyś, że nauczyciel to wyrocznia, ale dziś nauczyciel powinien posiąść wiedze z psychologii jak podejść do dziecka, to nauczyciel z rodzicem powinien współpracować a nie stroić fochy bo ma uraz do rodzica..

moze czas to zmienić? i dobrze by było gdyby nauczyciel wiedział z jakich powodów jest w szkole i jaki jest jego cel..

jestem za przymusowymi testami dla nauczycieli podobnie jak na prawko.. stwierdzam ze nie każdy nadaje sie do tego zawodu.. a taki człowiek moze wiecej narobic krzywdy jak dobrego..

49

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

NinaLafairy lol

Ja miałam podobną metodę - pisałam sobie czasem sama usprawiedliwienia u tych najbardziej czepialskich nauczycieli (np. w te dni gdy miałam w-f), a tak poza tym olewałam to, byle by mieć frekwencje wystarczającą do zaliczenia klasy z zachowaniem nieodpowiednim, a ponieważ byłam wystarczająco inteligentna (to nawet z zaniżonymi ocenami) bez problemu zaliczałam kolejne klasy, na szczęście nie miałam oszołoma, który uważałby, że wiedzę muszę zdobywać u niego na lekcji lol . W podstawówce i LO zaliczałam jak studenci... tuż przed wystawieniem ocen.

Żadnego oszustwa nie było - była formułka w stylu proszę usprawiedliwić nieobecność imię i nazwisko, a poniżej MOJE nazwisko bez imienia.

Nie powiedziałabym mojemu dziecku idź na wagary, ale jak widzę jak staje się oportunistą, to chyba z dużym spokojem i nadzieją przyjęłabym wiadomość, że robi coś pod prąd.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

50

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

kuradomowa166 zgadzam się z Tobą, nie mam jeszcze dzieci w wieku szkolnym ale pamiętam jak sama byłam uczennicą i właśnie przyklejanie etykiet, łatek narobiło mi w życiu dużo szkody, a przede wszystkim pozbawiło wiary w swoje możliwości, mimo że zawsze się starałam, dobrze się uczyłam zawsze miałam etykietę siostry swojego brata (który orłem nie był) i wszyscy z góry wiedzieli, że będę taka sama jak on, zawsze byłam dzieckiem z gorszego domu, nauczyciele jawnie okazywali mi niechęć, wręcz dogadywali i dawali do zrozumienia, że nigdy niczego nie osiągnę. To była szkoła w niewielkiej miejscowości gdzie wszyscy wszystkich znali, moje starania o dobre oceny były jak walenie głową w mur. Chodziłam do podstawówki kiedy było jeszcze 8 klas i to były ogólnie trochę inne czasy. Nauczyciele byli bezkarni, pamiętam nauczycielki rzucające dziennikami, rzucające kredą w uczniów, ciągnące za uszy, za włosy, upokarzające uczniów przy całej klasie, wrzeszczące na cale gardło. A dzieci były traktowane jak zło konieczne, jak stadko uciążliwego bydła. Pamiętam do dziś sytuację jak zadzwonił dzwonek na przerwę i wszyscy poderwali się z krzeseł a nauczycielka krzykiem "gdzie!!!!??? przerwa to jest dla mnie a nie dla was!!!!"
Uczeń, który nie rozumiał czegoś był po prostu matołem, osłem i głupkiem, nikomu nie przyszło do głowy że to może nauczyciel nie potrafi skutecznie przekazać wiedzy, zachęcić do nauki albo że może wystarczyłoby jeszcze raz uczniowi wytłumaczyć.
Podejrzewam, że wiele osób ma tego typu wspomnienia ze szkoły i może częściowo z tego bierze się to, że jako rodzice pamiętający siebie jako uczniów bywamy przewrażliwieni na punkcie swoich pociech.

51

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kawusia85 napisał/a:

Podejrzewam, że wiele osób ma tego typu wspomnienia ze szkoły i może częściowo z tego bierze się to, że jako rodzice pamiętający siebie jako uczniów bywamy przewrażliwieni na punkcie swoich pociech.

no właśnie nasze wspomnienia ze szkoły ...
robimy przeniesienie
a potem za te błędy zapłacimy my sami i nasze dzieci
może warto jednak oderwać się od tych wspomnień wink

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

52

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Moje dziecko chodzi od II kl SP. I też w klasie są mamuśki z wiecznymi pretensjami- na szczęscie 3 albo 4...więcej nie smile  Bardzo nieobiektywne. Moim zdaniem- krzywdzą własne dzieci takim zachowaniem. Wychowawczyni jest świetna. Mówi o swoich wychowankach z ogromną sympatią, ale też nie szczędzi o nich uwag. Wierzę jej, że dzieciaki są rozgadane i przeszkadzają w lekcjach. I wiem, że nie mogę nic zarzucić nauczycielom pod względem nauczania- moje dziecko lubi zarówno wychowawczynię, jak i nauczycielkę angielskiego i księdza, który dzieci "egzaminuje" z formułek kościelnych (potrzebne do I Komunii Św.). mimo, że czasami są wymagający. No ale posiedzimy nad tymi lekcjami chwilkę i żyjemy. Nauka jest ważna.

Ale właśnie na nauczycielke angielskiego i księdza mamuśki najwięcej się skarżą. Że nie potafią nic nauczyć,bo (moje ulubione) "dziecko jej koleżanki już tyle umie, a Piotrus nic!", że zniechęcają do nauki poprzez zwracanie uwagi, czy stawiają małym świętym krówkom niepozytywne oceny.. a ze dziecko gada, chodzi po klasie, czy rzuca papierkami, czy kredkami??? Jedna z nich powiedziała, że oni są jak d*pa od srania, by nad klasą zapanować.
Ale jeśli dziecko słyszy w domu, że nauczyciel jest taki i owaki, to... spoko- dzieciak wyczuje, że może sobie pozwolić.
Całe szczęście, że nasze zebrania są tak "luźne" i można spokojnie porozmawiać o wielu sprawach. Kontakt z wychowawczynią mamy świetny, współpraca jest naprawde dużą przyjemnością. Wiekszość rodziców też wyraża wolę współpracy. Naprawdę nie mogę narzekać.

Poza tym, pstatnio na zebraniu, doszłysmy do wniosku, że dzieci mają teraz bardzo mało ruchu. Bardzo. Zasugerowałam wychowawczyni i dziewczynom, że moze należy dzieciaki bardziej przycisnąć na W-Fie, albo wprowadzić element muzyki i tańca. Przed feriami dostałam smsa od wychowawczyni, że to jest TO.
Czyli można wypracować jakieś wspólne rozwiązanie, trzeba tylko chcieć.  Mam nadzieję, że o takich opowieściach, jak niektórych tutaj będę tylko czytać wink

P.S. Ja mam dobre wspomnienia ze szkoły, nigdy nie walczyłam z nauczycielami. Jak cos przeskrobałam..to zawsze dobrze wiedziałam, co tongue Ale ja nie jestem typem, który siebie usprawiedliwia tongue Przeciwnie- zazwyczaj surowo sie oceniam.

- Dokąd idziesz?
- Nie wiem- odpowiedział Włóczykij .
Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las.
Miał przed sobą sto mil ciszy.

53

Odp: Rodzic kontra nauczyciel

Nie wiem,czy tak do końca są to nasze czasy.Mam trójkę nastolatków.Mieszkam na wsi.Wieś jest duża i szkoła też,ale uczą w większości nauczyciele wywodzący się właśnie od nas.Co mam do powiedzenia na ten temat?Bardzo wiele.Otóż oceny były wstawiane za nazwisko.Wzorowymi uczniami były te same osoby,zawsze z tych samych rodzin.Inne dzieci mogły otrzymywać równie dobre oceny,ale zawsze czegoś brakowało,aby mieć wzorowe.Córka Pani I.mogła dostać jedynkę,ale na koniec roku i tak miała bdb.,bo db.obniżyłoby średnia.Tak samo inna już uczennica mogła poprawić ze sprawdzianu trójkę,a druga nie mogła dwójki,bo przecież jedynki tylko można poprawić.
Na wszystkich imprezach szkolnych tzw.akademiach występowały jedne i te same osoby.Dlaczego?Zachowanie oceniane jest na punkty i za coś te dane osoby musiały pozbierać te punkty na wzorowe.Reszta dzieci nie miała po prostu szans się wybić,bo po co?
W gimnazjum okazało się bardzo często,że Ci wzorowi stawali się przeciętnymi uczniami,a Ci co musieli się starać stawali na wyższym podium.

W gimnazjum było już inaczej:nauczyciele pomieszani,uczniowie z różnych miejscowości.Trafiła nam się tylko jedna Pani nauczycielka,która uważała,że jest najmądrzejsza nawet wśród koleżanek z pracy.Moja córka najstarsza przez dwa lata miała dobre oceny z j.angielskiego.Uważała,ze Pani X jest wymagająca,ale przynajmniej czegoś Ją nauczy.Dwa lata później poszedł do gimnazjum mój syn.Niestety osoba niepokorna okazała się za dużym wyzwaniem dla Pani X.W związku z czym moja córka słyszała często:Cóż po rodzinie,to co ja Ci mogę za tą niewiedzę postawić.Jeżeli brat jest taki mądry,to co więcej Ty możesz sobą przedstawiać.
Tak więc z oceny dobrej nagle było zagrożenie na półrocze.Na szczęście Pani X poszła na macierzyński i oboje moich dzieci zdało bez problemu u innej anglistki.

"Nigdy nie walcz o przyjaźń. O fałszywą nie warto, o prawdziwą nie trzeba."

54 Ostatnio edytowany przez kawusia85 (2015-02-16 23:37:16)

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
McMiodek napisał/a:

P.S. Ja mam dobre wspomnienia ze szkoły, nigdy nie walczyłam z nauczycielami. Jak cos przeskrobałam..to zawsze dobrze wiedziałam, co Ale ja nie jestem typem, który siebie usprawiedliwia  Przeciwnie- zazwyczaj surowo sie oceniam.

Nie napisałam tego co napisałam, żeby siebie usprawiedliwiać, zresztą nie mam po co bo mimo mojej zachwianej pewności siebie nie poszłam na dno jak to było przewidywane, po prostu uważam, że grono pedagogiczne to tylko ludzie, nie zawsze sprawiedliwi. Najgorsze, że w tej mojej miejscowości w zasadzie niewielkie zmiany zaszły w składzie grona, nauczycielka która prowadziła mnie w klasach 1-3 uczyła też córkę siostry i z tego co mi mała opowiadała to metody jej się nie zmieniły.
A z nauczycielami jest trochę jak z księżmi, wystarczy kilku nieudanych pedagogów i zła sława ciągnie się za wszystkimi.

55

Odp: Rodzic kontra nauczyciel
kawusia85 napisał/a:
McMiodek napisał/a:

P.S. Ja mam dobre wspomnienia ze szkoły, nigdy nie walczyłam z nauczycielami. Jak cos przeskrobałam..to zawsze dobrze wiedziałam, co Ale ja nie jestem typem, który siebie usprawiedliwia  Przeciwnie- zazwyczaj surowo sie oceniam.

Nie napisałam tego co napisałam, żeby siebie usprawiedliwiać, zresztą nie mam po co bo mimo mojej zachwianej pewności siebie nie poszłam na dno jak to było przewidywane, po prostu uważam, że grono pedagogiczne to tylko ludzie, nie zawsze sprawiedliwi. Najgorsze, że w tej mojej miejscowości w zasadzie niewielkie zmiany zaszły w składzie grona, nauczycielka która prowadziła mnie w klasach 1-3 uczyła też córkę siostry i z tego co mi mała opowiadała to metody jej się nie zmieniły.
A z nauczycielami jest trochę jak z księżmi, wystarczy kilku nieudanych pedagogów i zła sława ciągnie się za wszystkimi.

Ale ja ci nie zarzucam, ze siebie usprawiedliwiasz smile Ja napisałam o sobie, że taka jestem- surowo się sądzę i tak też miałam, gdy byłam uczennicą smile Nie było to żadne odniesienie do kogokolwiek smile
Z tymi nauczycielami, to chyba trzeba trafić, albo sobie z nimi pogadać smile U nas w szkole jest raczej "dojrzałe" grono pedagogiczne, natomiast pamiętam też, jak sama się bałam panicznie babeczki od chemii...była stara jak swiat, miała poglądy stare jak świat i zero podejścia do uczniów. Ale mama mi zawsze tłukła, że nauczycieli trzeba szanować, więc kułam ta chemię i jakoś te lekcje przeżywałam... Czasem nawet wpadła jakaś 4, czy 5.

- Dokąd idziesz?
- Nie wiem- odpowiedział Włóczykij .
Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las.
Miał przed sobą sto mil ciszy.

Posty [ 1 do 55 z 127 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018