Kiedyś szkoła wspierała rodziców, rodzice wspierali w ich działaniach nauczycieli i pedagogów, a dziś niestety z coraz większym niepokojem obserwujemy zdecydowaną zmianę tej tendencji - rodzice występują przeciwko nauczycielom, murem i bezkrytycznie stając po stronie własnych dzieci. Ten nowy nurt objawia się między innymi w ten sposób, że zbyt łatwo i coraz częsciej natarczywie, wykłócają się o lepsze oceny, beztrosko usprawiedliwiają wagary (głównie po to, aby zapobiec obniżeniu noty za sprawowanie), walczą ze szkołą, ale i z dziećmi, które z jakiegoś powodu odsunęły się od ich pociechy.
Ileż to razy spotkałam się z opowieściami moich koleżanek-nauczycielek o matce czy ojcu dziecka, którzy to z karczemną awanturą przychodzili do szkoły, stawiając sobie niemal za punkt honoru, aby udowodnić, że "oni przecież wiedzą lepiej" i wymusić zmianę podjętej wcześniej decyzji. Przy czym warto podkreślić, że kłócić potrafią się już niemal o wszystko, w ten sposób zabierając nie tylko przeznaczoną na odpoczynek przerwę, ale często zakłócając również samą lekcję, a przy okazji i realizację wyznaczonych na dany dzień zadań.
Tacy rodzice potrafią być prawdziwą zmorą szkoły, podważając nie tylko jej pedagogiczny autorytet, ale i podkopując wypracowywane przez lata zaufanie, niwecząc przy okazji wiele cennych działań. Bo w jaki sposób nauczyciel ma zbudować swój autorytet jeśli dziecko we własnym domu słyszy o nim zbyt wiele negatywnych opinii i równocześnie czuje się bezkarne? Niejednokrotnie przy tym wyrabia sobie błędne przekonanie o własnej krzywdzie i niesprawiedliwości, które je tam spotykają. W jaki sposób dziecko ma nauczyć się współpracy w grupie, odnaleźć w nowej społeczności, obronić własne racje, kiedy zawsze, gdy powinno samo zadbać o własny interes, wkracza nadopiekuńczy rodzic?
Oczywiście nie mówię tu o sytuacjach, w których dziecko rzeczywiście potrzebuje wsparcia ze strony najbliższych mu dorosłych, kiedy dzieje mu się rzeczywista krzywda lub też na jakiś aspekt należy zwrócić w pełni uzasadnioną uwagę, słowem stanąć w jego obronie lub zadbać o właściwe relacje, ale wówczas będzie to już wspieraniem pracy nauczyciela i szkoły, czyli i temat na zupełnie nowy wątek.
A Wy? Jak swoimi oczami widzicie ten problem?