Dla siebie wiadomych powodów kurczowo trzymasz się waszej przeszłości. Pożytek z tego, moim zdaniem, jest jeden: nie musisz zwracać uwagi na teraźniejszość, na obecne problemy. Być może masz jeszcze inne profity, już nie tak oczywiste.
Możesz temu zaprzeczać tutaj na forum, ale w skrytości ducha odpowiedz sobie na to pytanie: "dlaczego tak uporczywie, po tak długim czasie wracam do tego wszystkiego".
Masz do wyboru dwie drogi. Pierwsza, to trzymanie się przeszłości i wegetacja w teraźniejszości. Druga, to życie teraźniejszością. Wybór należy do Ciebie.Niezależnie od Twej decyzji trzymam kciuki za Ciebie.
No właśnie. W tym samy czasie napisalyśmy podobna rzecz:
"i już nie wiem, czy to jest temat zastepczy żeby nie zadreczać i nie płakac po mamie, za mamą i nad bezsensem życia, czy może właśnie tamten temat ma przykryć największe rozczarowanie i porazke mojego życia. doprawdy nie wiem już co mnie bardziej boli. fakt, że te tematy przewijają się nieustanie. koncze myśleć o jednym, mam drugie."
przeszłość mnie boli (otwarte rany), teraźniejszość mnie boli (nowe bolesne doswiadczenia), a w przyszłość nie potrafię uwierzyć
(