netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Promocja do następnej klasy

19 odpowiedzi4 405 wyświetleńzałożony przez Averyl, 25.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Promocja do następnej klasy

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Promocja do następnej klasy

Mam wrażenie, że za dużo dzieciaków pod koniec roku wyciąga się z ndst i zdaje do następnej klasy, chociaż nie powinny. Co wy o tym sądzicie?

Od razu powiem, nie mam złudzeń - kiblowanie w tej samej klasie, nie wpływa na wiedzę. Dzieciaki, które nie chcą się uczyć, powtarzając klasę dalej nie będą chciały się uczyć, ot może w kolejnej klasie trafią na łagodniejszego nauczyciela, dzięki czemu dostaną przepustkę do kolejnej klasy. Ten temat jednak nie jest o dzieciakach, tylko o min. wiedzy, jakie każdy powinien wynieść ze szkoły.

Kiedyś uczyłam matmy (do matury) moją siostrzenicę. Szybko zorientowałam się, że niestety muszę zacząć od podstaw - od tabliczki mnożenia, od ułamków - program nauczania z podstawówki. Nie da się tłumaczyć materiału do matury, jeśli ktoś nie ma sprawności w liczeniu, jeśli myli podstawowe reguły, jeśli nie pamięta / nie zna elementarnych zasad.
Było wiele dyskusji na temat dysleksji, nie ma co powielać argumentów, ale papierek pozwala przebrnąć przez szkółkę, a w pracy?... przecież nikt nie będzie się tłumaczył dysleksją, po prostu ośmieszy się zjadając litery, czy robiąc błędy ortograficzne. Dyslektycy na ogół nie czytają książek (literki przeskakują i wychodzą zupełnie inne słówka, które nie mają sensu z pozostałymi przeczytanymi wyrazami). W dorosłym życiu można żyć bez Kochanowskiego, Mickiewicza, Sienkiewicza, czy bardziej współczesnych pisarzy... no ale życie zupełnie bez literatury jest trochę ubogie.
Często młodzi ludzie chwalą się ocenami ze szkółki z języków (coś trzeba wpisać w CV), ale gdy dochodzi do rozmowy w obcym języku, to okazuje się, że jest to tylko teoretyczna wiedza, a komu potrzebny jest pracownik z 4 na świadectwie, skoro nie umie się dogadać w tym języku.

W dużej mierze to wina nauczycieli, że nie potrafią być skuteczni w tym co robią, ale prawdą jest, że jak komuś się nie chce, to nie da się wbrew jego woli, wcisnąć mu wiedzę do głowy.

Promować do następnej klasy czy jednak zostawiać na kolejny rok w tej samej klasie? Jakie jest wasze zdanie?

2

Odp: Promocja do następnej klasy

Moim zdaniem zostawić.
Ale jednak moim zdaniem cały system tej edukacji jest zły. Zostawić - ale dać szansę na poprawy. Coś jak na studiach.
Z angielskiego system nauczania jest do d***. Nawet jeśli nauczyciel nie wyciąga. Ja miałam kosę z angielskiego, ale i tak jeśli chodzi o komunikację to 3 miesiące za granicą dużo lepiej mnie nauczyły niż 15 lat lekcji.
A co do literatury - nie wszyscy lubią czytać klasyków, nie muszą być od razu nieinteligentni. Maturę z polskiego zdałam całkiem nieźle 83% z rozszerzonej, zawsze miałam piątki, a czytałam tylko streszczenia. Teraz też czytam typowy "chłam" typu Grey big_smile i - uwaga - bardzo dużo literatury przedmiotu, głównie z prawem wyborczym związanej. Dlaczego mam uprzedzenie do czytania czegoś "wartościowego"? Bo mnie szkoła zraziła. Nie mam dysleksji, nic mi nie przeskakuje, rozumiem, nie czytam. Za to na studiach nikt do czytania mnie nie zmuszał - jeden podręcznik do przedmiotu, ewentualnie skrypt, kodeks, koniec, sięgnęłam sama.

Ze szkołą jest właśnie ten problem, że robi wszystko wbrew woli. I promocje do następnej klasy też.

3

Odp: Promocja do następnej klasy

Ja tez tak zdawalam czasami. Nie wyobrazam sobie nie zdac i tracic kolejny rok na taka szkole.
System nauczania jest beznadziejny, bo nawet mnie z moim glodem wiedzy i intelektem zniechecil do nauki na jakis czas. smile

4

Odp: Promocja do następnej klasy

Moja żona. Jakbym miała oblewać każdego kto nie spełnia wymogów programu to do wyższej klasy nie przeszedłby nikt. A jest dobrą nauczycielką. Studenci oceniają ją bardzo wysoko i wręcz chcą mieć z nią zajęcia. Ale student ma często już inne podejście, bo wie po co na studia przyszedł. I tak jest z wieloma osobami uczącymi w szkołach i na uczelniach. Problem często nie jest w nauczycielach tylko dzieciakach, którym normalnie w świecie uczyć się nie chce.

5

Odp: Promocja do następnej klasy
M?rtainn napisał/a:

Moja żona. Jakbym miała oblewać każdego kto nie spełnia wymogów programu to do wyższej klasy nie przeszedłby nikt. A jest dobrą nauczycielką. Studenci oceniają ją bardzo wysoko i wręcz chcą mieć z nią zajęcia. Ale student ma często już inne podejście, bo wie po co na studia przyszedł. I tak jest z wieloma osobami uczącymi w szkołach i na uczelniach. Problem często nie jest w nauczycielach tylko dzieciakach, którym normalnie w świecie uczyć się nie chce.

Dobra, a co powiesz na to, ze zawsze kułam (tak, bylam zwyczajnym kujonem), ale "kochane" nauczycielki zniechecily mnie do wszystkiego? A na studiach? Jest swietnie - wreszcie nikt nie naciska i zainteresowalam sie tematem. Tak sie zmienilam przez te wakacje po maturze? Jasne wink

6 Ostatnio edytowany przez Averyl (2015-06-26 09:59:15)

Odp: Promocja do następnej klasy

M?rtainn - na czym polega bycie dobrą nauczycielką? skąd wiesz że jest dobrą nauczycielką, ciebie też uczy? bo stawia debilom i leniom pozytywne oceny i dzieciaki ją lubią? Chyba nie po skuteczności w nauczaniu... skoro jak sam piszesz:

M?rtainn napisał/a:

Jakbym miała oblewać każdego kto nie spełnia wymogów programu to do wyższej klasy nie przeszedłby nikt.

Zawsze mnie zastanawia fenomen "autorytetu" nauczycieli. Jeśli wezwałabym hydraulika do cieknącej rury, a on powiedziałby, że nie umie naprawić i musi mi się lać na podłogę, ale za fatygę on oczywiście chce kasę, to pewnie wkurzyłabym się. Od specjalisty oczekuje się skuteczności, a nie złudzenia, że jak 3x stuknie w rurę, to ona sama się naprawi.
Od policjantów - również oczekujemy skuteczności, chcemy by chronili nas, no może nie fajne jest gdy trzeba płacić mandat za przekroczenie prędkości, wówczas oczywiści zauważamy ciemną stronę zawodu (np. łapówkarstwo) ale z drugiej strony chyba każdy chce, by policja zatrzymywała wariatów, którzy w mieście jadą 200 km/h, czy na podwójnym gazie.
A czego się oczekuje od nauczycieli? Aspekt wychowawczy został odrzucony jako relikt z dawnych czasów (szkoła twój drugi dom big_smile), oczywiście wszyscy nauczyciele podnoszą lament - że to rodzice nie wychowują swoich dzieciaków, a są roszczeniowi, że nie mogą kompletnie nic zrobić, nawet nauczać lol ale jednocześnie chcą by nikt nie podważał ich autorytetu.

7 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-06-26 10:09:04)

Odp: Promocja do następnej klasy

Bo zdawalność matury jej uczniów to blisko 100% i jest od lata taka sama i najwyższa w całej szkole? Znakiem tego, że jak chcą to się przygotują, tylko leserują całą szkołę. Ale maturę potem zdają prawie wszyscy.
W szkołach jest presja żeby nie stawiać 1 bo potem dyrekcja musi się w starostwie tłumaczyć dlaczego tyle 1 jest.

Zawsze mnie zastanawia fenomen "autorytetu" nauczycieli. Jeśli wezwałabym hydraulika do cieknącej rury, a on powiedziałby, że nie umie naprawić i musi mi się lać na podłogę, ale za fatygę on oczywiście chce kasę, to pewnie wkurzyłabym się. Od specjalisty oczekuje się skuteczności, a nie złudzenia, że jak 3x stuknie w rurę, to ona sama się naprawi.

Sęk w tym, że żeby hydraulik zrobił swoją robotę dobrze, nie jest potrzebny w tym twój udział. Żeby uczeń się nauczył potrzebny jest w tym jego udział i to w największym stopniu. Nauczyciel za dzieciaka się nie nauczy.

skąd wiesz że jest dobrą nauczycielką, ciebie też uczy?

A i owszem. Uczy mnie. Pomaga mi się przygotować do zajęć, bo od nowego semestru będe miał po raz pierwszy zajęcia ze studentami zagranicznymi w całości po angielsku. Uważam, że jest świetną nauczycielką. Gdyby tak nie było uczniowie nie pchaliby się drzwiami i oknami na fakultety właśnie do niej.

8

Odp: Promocja do następnej klasy
M?rtainn napisał/a:

Bo zdawalność matury jej uczniów to blisko 100% i jest od lata taka sama i najwyższa w całej szkole? Znakiem tego, że jak chcą to się przygotują, tylko leserują całą szkołę. Ale maturę potem zdają prawie wszyscy.
W szkołach jest presja żeby nie stawiać 1 bo potem dyrekcja musi się w starostwie tłumaczyć dlaczego tyle 1 jest.

Zawsze mnie zastanawia fenomen "autorytetu" nauczycieli. Jeśli wezwałabym hydraulika do cieknącej rury, a on powiedziałby, że nie umie naprawić i musi mi się lać na podłogę, ale za fatygę on oczywiście chce kasę, to pewnie wkurzyłabym się. Od specjalisty oczekuje się skuteczności, a nie złudzenia, że jak 3x stuknie w rurę, to ona sama się naprawi.

Sęk w tym, że żeby hydraulik zrobił swoją robotę dobrze, nie jest potrzebny w tym twój udział. Żeby uczeń się nauczył potrzebny jest w tym jego udział i to w największym stopniu. Nauczyciel za dzieciaka się nie nauczy.

skąd wiesz że jest dobrą nauczycielką, ciebie też uczy?

A i owszem. Uczy mnie. Pomaga mi się przygotować do zajęć, bo od nowego semestru będe miał po raz pierwszy zajęcia ze studentami zagranicznymi w całości po angielsku. Uważam, że jest świetną nauczycielką. Gdyby tak nie było uczniowie nie pchaliby się drzwiami i oknami na fakultety właśnie do niej.

Od lekarza tez oczekuje skutecznosci, a moj udzial jest konieczny.
Co powiesz na dietetyka? Udzial klienta ogromny, a jednak skutecznosci oczekuje.

9 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-06-26 10:20:28)

Odp: Promocja do następnej klasy
kammiś napisał/a:

Od lekarza tez oczekuje skutecznosci, a moj udzial jest konieczny.
Co powiesz na dietetyka? Udzial klienta ogromny, a jednak skutecznosci oczekuje.

Owszem. Jak nie będziesz współpracować z lekarzem to się nie wyleczysz. Jak nie będziesz się stosować do zaleceń dietetyka nie osiągniesz zakładanych efektów. Dietetyk może ułożyć najlepszą dietę, ale jak Ty nie będziesz jej realizować to do kogo będziesz mieć pretensje? Nauczyciel może przygotować świetne materiały, prowadzić ciekawe zajęcia, używać wielu pomocy naukowych, ale jak uczeń nie wyrazi chęci korzystania z tego wszystkiego to czyja to jest wina?
Zresztą przypomniała mi się jedna sytuacja jak jeszcze miałem dużo praktyk w szkole i przygotowywałem masę materiałów, starałem się żeby zajęcia były ciekawe z dużym udziałem w nich uczniów a nie nudne klepanie przy tablicy. Wszystko na zajęciach wyglądało ok. Potem zrobiłem sprawdzian i posypały się szmaty. To ich zapytałem co ja robię źle? To mi odpowiedzieli, że ja nic nie robię źle tylko im się uczyć nie chce. I co zrobisz? Będziesz stać nad nimi z pistoletem? Nic nie zrobisz. A jak wystawisz za dużo 1 to wylądujesz na dywaniku u starosty. Może macie jakieś więc pomysły jak spowodować żeby uczniowie którzy uczyć się nie chcą nagle uczyć się zaczęli?

10 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-06-26 10:29:18)

Odp: Promocja do następnej klasy
M?rtainn napisał/a:

Moja żona. Jakbym miała oblewać każdego kto nie spełnia wymogów programu to do wyższej klasy nie przeszedłby nikt. A jest dobrą nauczycielką. Studenci oceniają ją bardzo wysoko i wręcz chcą mieć z nią zajęcia. Ale student ma często już inne podejście, bo wie po co na studia przyszedł. I tak jest z wieloma osobami uczącymi w szkołach i na uczelniach. Problem często nie jest w nauczycielach tylko dzieciakach, którym normalnie w świecie uczyć się nie chce.

Zaszokolales mnie ta wypowiedzia, poniewaz co innego studia a szkola, ktorej "zaliczenie" jest obowiazkowe i tam decyduja oczywiscie nauczyciele, rada pedagogiczna i czesto spotykam sie z sytuacja "niesprawiedliwego" oceniania ale takze w dwie strony, keidy oceny u jednych sa zanizane u jednych podwyzszane. Powoduje to rozne efekty, czasem jest to z "korzyscia" dla ucznia, a czasami wywoluje traume i zniechecenie do nauki pozniej. Z wszystkimi tymi odcieniami zjawiska na przykladzie moich dzieci sie spoktalem, gdzie np. wadliwe ocenianie syna w SP wplynelo na jego nauke w Gimnazjum, do czego doszli sami pedagodzy z Gimnazjum po rozmowach ze mna i z synem. Osobiscie nie widze niz "zlego" w promowaniu ucznia w szkole, ktora jest obowiazkowa gdzie sa jawne oceny np. jest mierny, oraz testy. Ta calosc dopiero jest kryterium np. naboru do kolejnej szkoly. Nie ma wiec niebezpieczenstwa ze slaby uczen trafi do dobrej szkoly dzieki ocenom, ale szkole skonczyc musi.

Jesli chodzi o studia to moje zdanie jest wrecz odwrotne. Fakt ze z jednej strony w tej galezi edukacji nastapilo obnizenie poziomu, zakresu godzinowego zajec i jest nacisk na przyjmowanie studentow (bo jest finansowanie z tego). Z drugiej strony ksztalcimy tu specjalistow. Postepowanie wg. klucza: "Jakbym miała oblewać każdego kto nie spełnia wymogów programu to do wyższej klasy nie przeszedłby nikt" jest NIEETYCZNE! Oczywiscie tu mam watpliwosci czy rzeczywiscie chodzi o studia wyzsze bo tam nie ma klas (moze jest to uczelnia platna, prywatna albo o niskim prestizu gdzie sa klasy a studiowanie traktuje sie jak szkółkę). Na uczelni jest system taki, ze mozna zaliczac zwykle kilka razy (kolokwia, cwiczenia) teorie ale nie praktyke (w zaleznosci od prowadzacego i regulaminu) a egzaminy mozna zdawac conajmniej dwukrotnie, ew. potem jest do wyboru komis lub powtarzanie roku (koniecznosc ponownego zaliczenia przedmiotu z roku nizej (np. w wyniku niezdania egzaminu w 1wszym i w 2gim terminie), a potem tzw. studiowanie "awansem" jest dzis juz klasyka na polskich uczelniach co dowodzi ze nie ma obowiazku zaliczania jak ktos nie umie). Zaliczanie ponizej poziomu wymogow zdarza sie sporadycznie ale jesli jest powszechne, jak to jest napisane wyzej, jest to powodem do wstydu dla danej jednostki (uczelni), na pewno obniza jej poziom, opinie (gdyz opinie wzrod studentow sa bardzo wazne) i prawdopodobnie dzieje sie tak z powodu pieniedzy. Szokujace jest to ze takie postepowanie jest uwazane nie tylko za normalne ale i jest przykladem "dobrego nauczyciela". Naprawde nie jest, jest to przyklad zlego nauczyciela. Natomiast chec zajec z danym wykladowcą w konkurencji z innym, może być wyrazem dwoch rzeczy. Albo jest to dobry dydaktyk, ktory potrafi zainteresowac, prowadzi ciekawy przedmiot, zajecia sa ciekawe albo chodzi o latwe zaliczenie przedmiotu. Moge tylko ubolewac jesli kogos urazilem ale mam takie zdanie jak mam (nie tylko ja) i nie wyobrazam sobie powszechnosci przedstawionego przykladu, ktory prowadzi do bylajokosci kompetencji i wiedzy absolwentow danego wydzialu.

11 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-06-26 10:48:43)

Odp: Promocja do następnej klasy

Nie zrozumiałeś mnie. Napiszę więc dłużej i jaśniej i postaram się rozjaśnić trochę kwestii bardziej szczegółowo. Moja żona uczy zarówno w szkole (i tu zdawalność matury przez jej uczniów jest najskuteczniejsza w całym mieście! Często jest bliska 100%, a czasami zdarza się, że nie zda tylko 1 lub 2 osoby), jak i na uczelni i są to dwa światy. Ja pracuję na uczelni zarówno jako wykładowca, ale i też pracownik zajmujący się sprawami regulaminów, stypendiów i tak dalej więc system znam doskonale.
Moim zdaniem główną przyczyną niepowodzeń zarówno w szkołach jak i potem na uczelniach jest system. Z tym, że tak jak to napisałeś szkoła jest obowiązkowa, a studia nie. W szkole jest ogromna presja ze strony władz miejskich/powiatowych na to, żeby uczniowie zdawali. Nauczyciel który stawia oceny niedostateczne jest wzywany na dywanik i musi wraz z rodzicami, pedagogiem napisać plan naprawczy dla każdego ucznia. Poza tym w szkołach jest teraz nieszczęsny "monitoring realizowania podstawy programowej", gdzie z każdej godziny niezrealizowanej trzeba się tłumaczyć. Dochodzi do takich paranoi, że dzieciaki nie mogą nawet wyjść do kina bo wypadnie godzina zajęć i zaczną się tłumaczenia dlaczego to nie zostało zrealizowane. To jest chore, bo mimo wszystko ona uczniom którzy totalnie nic nie wiedzą stawia się 1, ale ile potem jest z tego problemów. Mimo wszystko ona stara się jak najbardziej zachęcić uczniów do nauki. Dlatego mimo wszystko jej skutecznośc jest wysoka. Lubią ją rodzice i uczniowie bo jest konkretna. Ale jak się nie uczą to co ona ma zrobić? Siła do tego nie zmusia. Niektórym wystarczy lecenie na samych dopach i nic tego nie zmieni.

Studia to już inna sprawa. Tutaj nie ma obowiązku studiowania, więc słaby po prostu odpada. Chociaż presja władz też jest, żeby za dużo studentów nie oblewać właśnie, ze względu na system finansowania. Jest student są pieniądze, nie ma studenta nie ma pieniędzy. Ale tutaj ani ja, ani ona nie mamy sentymentów. Jak ktoś nie umie to po prostu wylatuje, bo mi sumienie nie pozwoli wystawić ocenę pozytywnę leserowi, którego po raz pierwszy widzę na zajęciach. Poprawek u mnie jest sporo, u niej też. A MIMO TO jesteśmy wysoko oceniani w corocznej ankiecie ewaluacyjnej. Ja wymagam dużo, ale też daję dużo od siebie. Przygotowuję dużo materiałów, zajęcia nie są nudne i studenci chętnie na nie przychodzą. W naszej uczelni "awans" jest nie dla leserów, a dla studentów takich którzy są naprawdę dobrzy i chcieliby np. wyjechać na część studiów na Erasmusa i potem nie zaliczać zbyt dużo różnic programowych. Wtedy, jeśli istnieje taka możliwość (a nie zawsze istnieje, bo my mamy większość studiów praktycznych) to takiemu studentowi można wyrazić zgodę na studiowanie awansem.

12

Odp: Promocja do następnej klasy
M?rtainn napisał/a:

Nie zrozumiałeś mnie. Napiszę więc dłużej i jaśniej i postaram się rozjaśnić trochę kwestii bardziej szczegółowo. Moja żona uczy zarówno w szkole (i tu zdawalność matury przez jej uczniów jest najskuteczniejsza w całym mieście! Często jest bliska 100%, a czasami zdarza się, że nie zda tylko 1 lub 2 osoby), jak i na uczelni i są to dwa światy. Ja pracuję na uczelni zarówno jako wykładowca, ale i też pracownik zajmujący się sprawami regulaminów, stypendiów i tak dalej więc system znam doskonale.
Moim zdaniem główną przyczyną niepowodzeń zarówno w szkołach jak i potem na uczelniach jest system. Z tym, że tak jak to napisałeś szkoła jest obowiązkowa, a studia nie. W szkole jest ogromna presja ze strony władz miejskich/powiatowych na to, żeby uczniowie zdawali. Nauczyciel który stawia oceny niedostateczne jest wzywany na dywanik i musi wraz z rodzicami, pedagogiem napisać plan naprawczy dla każdego ucznia. Poza tym w szkołach jest teraz nieszczęsny "monitoring realizowania podstawy programowej", gdzie z każdej godziny niezrealizowanej trzeba się tłumaczyć. Dochodzi do takich paranoi, że dzieciaki nie mogą nawet wyjść do kina bo wypadnie godzina zajęć i zaczną się tłumaczenia dlaczego to nie zostało zrealizowane. To jest chore, bo mimo wszystko ona uczniom którzy totalnie nic nie wiedzą stawia się 1, ale ile potem jest z tego problemów. Mimo wszystko ona stara się jak najbardziej zachęcić uczniów do nauki. Dlatego mimo wszystko jej skutecznośc jest wysoka. Lubią ją rodzice i uczniowie bo jest konkretna. Ale jak się nie uczą to co ona ma zrobić? Siła do tego nie zmusia. Niektórym wystarczy lecenie na samych dopach i nic tego nie zmieni.

Studia to już inna sprawa. Tutaj nie ma obowiązku studiowania, więc słaby po prostu odpada. Chociaż presja władz też jest, żeby za dużo studentów nie oblewać właśnie, ze względu na system finansowania. Jest student są pieniądze, nie ma studenta nie ma pieniędzy. Ale tutaj ani ja, ani ona nie mamy sentymentów. Jak ktoś nie umie to po prostu wylatuje, bo mi sumienie nie pozwoli wystawić ocenę pozytywnę leserowi, którego po raz pierwszy widzę na zajęciach. Poprawek u mnie jest sporo, u niej też. A MIMO TO jesteśmy wysoko oceniani w corocznej ankiecie ewaluacyjnej. Ja wymagam dużo, ale też daję dużo od siebie. Przygotowuję dużo materiałów, zajęcia nie są nudne i studenci chętnie na nie przychodzą. W naszej uczelni "awans" jest nie dla leserów, a dla studentów takich którzy są naprawdę dobrzy i chcieliby np. wyjechać na część studiów na Erasmusa i potem nie zaliczać zbyt dużo różnic programowych. Wtedy, jeśli istnieje taka możliwość (a nie zawsze istnieje, bo my mamy większość studiów praktycznych) to takiemu studentowi można wyrazić zgodę na studiowanie awansem.

Hmm. zaprezentowale tu zdanie sprzeczne z trescia poprzedniej wypowiedzi ale niech Ci bedzie. NAtomiast nie rozumiem jednej rzeczy

otoz w szkolach poziomu podstawowego i gimnazjalnego wprowadzono pule dni wolnych od zajec po to zeby dyrektor mogl to wykorzystac np. na dni egzaminow np. gimnazjalnych. W pierwszym roku funkcjonowania tego systemu w szkole gdzie chodzili moi synowie bylo ok. Dni te byly wykorzystne wlasnie w czasie egzaminow. Jednak w tym roku bylo inaczej. Dni te byly wykorzystne kiedy indziej (glownie dla przedluzania weekendow) a w czasie egzaminow uczniowie formalnie bedac w szkole i jednoczesnie formalnie nie mogac byc w szkole, chodzili na jakies wycieczki. Jesli do tego dodam 3 dni rekolekcji to wychodzi mi jakies 3 tyg. dodatkowego wolnego poza swietami i feriami. Jak sie  to ma to rozliczania nauczyciela z realizacji programu to nie mam pojecia. A w szkole sportowej, gdzie corka czesto wyjezdzala na turnieje. Tez scisle realizuje sie godziny zajec programowych? Szczerze watpie.

13

Odp: Promocja do następnej klasy

Powiem szczerze, że nie orientuję się, czy to dotyczy szkół podstawowych i gimnazjalnych, bo moja żona uczy w ponadgimnazjalnej. U niej chyba nie było ani jednego dnia dyrektorskiego.

14

Odp: Promocja do następnej klasy
M?rtainn napisał/a:

Bo zdawalność matury jej uczniów to blisko 100% i jest od lata taka sama i najwyższa w całej szkole? Znakiem tego, że jak chcą to się przygotują, tylko leserują całą szkołę. Ale maturę potem zdają prawie wszyscy.

Mam nadzieję, że twoja żona nie uczy logiki big_smile. Szukam związku przyczynowo-skutkowego
- jeśli uczniowie są tacy dobrzy, to prawdopodobnie nie mieli zaległości i mogli w pełni korzystać z tego, czego uczyli się w klasie maturalnej. Wątek dot. czy uwalać takich, co jednak nie nauczyli się i w kolejnych klasach nie będą mogli korzystać z tego co nauczyciel im przekazuje, bo będą musieli nadrabiać zaległości
- o ile mi wiadomo, jest kilka przedmiotów na maturze i raczej kilku nauczycieli, uczniowie twojej żony uzyskują 100% z jej przedmiotu, czy generalnie z matury, bo to wygląda trochę tak, jakby to była zasługa uczniów, a nie wybitnych zdolności pedagogiczne nauczyciele
- skąd wiesz, że 100% wiedzy jej uczniów pochodzi z jej lekcji, że nie korzystają z dodatkowych zajęć, korepetycji, itp

Wiesz, ja myślę, że to zagadnienie przepuścić czy zostawić na następny rok powinno być szczególnie istotne w podstawówce. Dałam przykład wcześniej mojej siostrzenicy - ona szereg lat uważała że jest słaba z matmy, bo nie nauczyła się podstaw i każdy nowy materiał był dla niej dużo trudniejszy niż dla reszty. Myślę, że gdyby trafiła na lekcje, do kogoś takiego jak twoja żona, to też by nie skorzystała, bo przecież nauczyciel nie może całej grupie tłumaczyć podstaw z materiału, a bez tego fundamentu ciężko jest skutecznie iść dalej.

15

Odp: Promocja do następnej klasy

A ja myślę, że to, że wypuszczamy ze szkół dzieciaki kompletnie niedouczone wynika z tego, że:
- uczniom nie chce się uczyć - bo nauczyciele maja coraz niższe wymagania.
- nauczyciele mają coraz niższe wymagania - bo nie chce im się użerać z rodzicami, którzy zapatrzeni w swoje genialne pociechy nie pozwolą mu postawić jedynki.
- części nauczycieli nie chce się wyjść poza schemat nauczania
- dzieciaki mało interesują się światem poza światem prezentowanym w internecie
Syn student po moim pytaniu, co się tak na tych studiach dużo uczy ( co było dla mnie zaskoczeniem, skoro przez okres edukacji obowiązkowej miał baaardzo luźne podejście do obowiązku nauki) stwierdził : "na studiach to muszę". smile
Więc jakby nauczyciele przycisnęli, to i uczniowie by uczyli się więcej... Wiem sama po sobie, że uczyłam się tam, gdzie nauczyciel sobie nie pozwalał na lekceważenie przedmiotu.

16

Odp: Promocja do następnej klasy
maniek_z_maniek napisał/a:
M?rtainn napisał/a:

Moja żona. Jakbym miała oblewać każdego kto nie spełnia wymogów programu to do wyższej klasy nie przeszedłby nikt. A jest dobrą nauczycielką. Studenci oceniają ją bardzo wysoko i wręcz chcą mieć z nią zajęcia. Ale student ma często już inne podejście, bo wie po co na studia przyszedł. I tak jest z wieloma osobami uczącymi w szkołach i na uczelniach. Problem często nie jest w nauczycielach tylko dzieciakach, którym normalnie w świecie uczyć się nie chce.

Zaszokolales mnie ta wypowiedzia, poniewaz co innego studia a szkola, ktorej "zaliczenie" jest obowiazkowe i tam decyduja oczywiscie nauczyciele, rada pedagogiczna i czesto spotykam sie z sytuacja "niesprawiedliwego" oceniania ale takze w dwie strony, keidy oceny u jednych sa zanizane u jednych podwyzszane. Powoduje to rozne efekty, czasem jest to z "korzyscia" dla ucznia, a czasami wywoluje traume i zniechecenie do nauki pozniej. Z wszystkimi tymi odcieniami zjawiska na przykladzie moich dzieci sie spoktalem, gdzie np. wadliwe ocenianie syna w SP wplynelo na jego nauke w Gimnazjum, do czego doszli sami pedagodzy z Gimnazjum po rozmowach ze mna i z synem. Osobiscie nie widze niz "zlego" w promowaniu ucznia w szkole, ktora jest obowiazkowa gdzie sa jawne oceny np. jest mierny, oraz testy. Ta calosc dopiero jest kryterium np. naboru do kolejnej szkoly. Nie ma wiec niebezpieczenstwa ze slaby uczen trafi do dobrej szkoly dzieki ocenom, ale szkole skonczyc musi.

Jesli chodzi o studia to moje zdanie jest wrecz odwrotne. Fakt ze z jednej strony w tej galezi edukacji nastapilo obnizenie poziomu, zakresu godzinowego zajec i jest nacisk na przyjmowanie studentow (bo jest finansowanie z tego). Z drugiej strony ksztalcimy tu specjalistow. Postepowanie wg. klucza: "Jakbym miała oblewać każdego kto nie spełnia wymogów programu to do wyższej klasy nie przeszedłby nikt" jest NIEETYCZNE! Oczywiscie tu mam watpliwosci czy rzeczywiscie chodzi o studia wyzsze bo tam nie ma klas (moze jest to uczelnia platna, prywatna albo o niskim prestizu gdzie sa klasy a studiowanie traktuje sie jak szkółkę). Na uczelni jest system taki, ze mozna zaliczac zwykle kilka razy (kolokwia, cwiczenia) teorie ale nie praktyke (w zaleznosci od prowadzacego i regulaminu) a egzaminy mozna zdawac conajmniej dwukrotnie, ew. potem jest do wyboru komis lub powtarzanie roku (koniecznosc ponownego zaliczenia przedmiotu z roku nizej (np. w wyniku niezdania egzaminu w 1wszym i w 2gim terminie), a potem tzw. studiowanie "awansem" jest dzis juz klasyka na polskich uczelniach co dowodzi ze nie ma obowiazku zaliczania jak ktos nie umie). Zaliczanie ponizej poziomu wymogow zdarza sie sporadycznie ale jesli jest powszechne, jak to jest napisane wyzej, jest to powodem do wstydu dla danej jednostki (uczelni), na pewno obniza jej poziom, opinie (gdyz opinie wzrod studentow sa bardzo wazne) i prawdopodobnie dzieje sie tak z powodu pieniedzy. Szokujace jest to ze takie postepowanie jest uwazane nie tylko za normalne ale i jest przykladem "dobrego nauczyciela". Naprawde nie jest, jest to przyklad zlego nauczyciela. Natomiast chec zajec z danym wykladowcą w konkurencji z innym, może być wyrazem dwoch rzeczy. Albo jest to dobry dydaktyk, ktory potrafi zainteresowac, prowadzi ciekawy przedmiot, zajecia sa ciekawe albo chodzi o latwe zaliczenie przedmiotu. Moge tylko ubolewac jesli kogos urazilem ale mam takie zdanie jak mam (nie tylko ja) i nie wyobrazam sobie powszechnosci przedstawionego przykladu, ktory prowadzi do bylajokosci kompetencji i wiedzy absolwentow danego wydzialu.

Na uczelni nie ma AZ takiego oblozenia pierdolami. Liczba zajec jest mala - na 2 kierunkach (uczelnia publiczna, studia dzienne, prawo i ekonomia) mialam teraz tylko 6 cwiczen w tygodniu, na wyklady nie chadzam - bo jestem wzrokowcem i nic z nich nie wynosze, a wiekszosc wykladowcow po prostu cytuje kodeks lub podrecznik. Czasem i nawet cwiczenia opuszczalam, bo mam indywidualny tok studiow.
Dziwnym trafem:
1. Wreszcie sie wysypiam. Jestem wypoczeta, moj mozg lepiej przyswaja.
2. Wreszcie mam czas wolny, nie to co w liceum.
3. Wreszcie nie marnuje czasu na niepotrzebne mi pierdoly.
4. Wreszcie nikt mnie nie poucza i nie wtrynia sie w nie swoje sprawy.
5. Wreszcie nikt nie komentuje ocen zlych studentow (nie zaliczam sie do nich).
6. I wreszcie ktos zainteresowal mnie przedmiotem, zwlaszcza prawem konstytucyjnym i cywilnym. Mozna? Jak widac mozna? W szkole nie zrobil tego NIKT. wszystko bylo przymusem. Dziwnym trafem mam na studiach wyzsza srednia niz w liceum, na dwoch kierunkach, a ucze sie czasowo chyba mniej. I nie, u nas nie poblazaja. Uwalaja nie raz 70% wink
A nauczyciele? Jedyne co zrobili to zniechecili mnie do siebie i tematyki ich zajec. Tyle potrafia wink

17 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-06-26 11:49:41)

Odp: Promocja do następnej klasy

Averyl jasne, że z jej przedmiotu. Ale na jej fakultety chodzą też uczniowie z innych klas. Musiała robić nawet więcej tych fakultetów, bo nie starczało miejsca na sali. Więc raczej jest dobrym nauczycielem. Dostała też specjalną nagrodę za wyniki jej uczniów na maturze. Ale to nie temat o mojej żonie.
Ja wiem po sobie, że jak się nie chce to i tak się nic nie będzie robiło. W szkole średniej omnibusem nie byłem. Miałem nawet na semestr oceny niedostateczne. Nie uczyłem się wcale, zadań nie robiłem, bo mi się po prostu nie chciało. I to nie była w żadnym stopniu wina nauczycieli, bo wiele przedmiotów było naprawdę ciekawych. Ogarnąłem się dopiero w ostatniej klasie bo uświadomiłem sobie, że zaraz skończą się dobre czasy i albo się ogarnę i pójdę na studia, albo od razu do byle jakiej pracy. Ogarnięcie spowodowało to, że miałem najwyższą średnią w klasie. Nagle z przeciętniaka byłem najlepszy. Potem na studiach miałem stypendium ministra. Więc mimo wszystko dużo zależy od uczniów i podejścia rodziców. Chociaż czasami i rodzice nie mają wpływu na dzieciaki i mimo wysiłków i nauczycieli i rodziców nic z tego nie będzie. Natomiast mimo wszystko wielu uczniów uczy się tylko, żeby dostać dop i mimo wszystko skończyć klasę.

18 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-06-26 13:07:04)

Odp: Promocja do następnej klasy
M?rtainn napisał/a:

Averyl jasne, że z jej przedmiotu. Ale na jej fakultety chodzą też uczniowie z innych klas. Musiała robić nawet więcej tych fakultetów, bo nie starczało miejsca na sali. Więc raczej jest dobrym nauczycielem. Dostała też specjalną nagrodę za wyniki jej uczniów na maturze. Ale to nie temat o mojej żonie.
Ja wiem po sobie, że jak się nie chce to i tak się nic nie będzie robiło. W szkole średniej omnibusem nie byłem. Miałem nawet na semestr oceny niedostateczne. Nie uczyłem się wcale, zadań nie robiłem, bo mi się po prostu nie chciało. I to nie była w żadnym stopniu wina nauczycieli, bo wiele przedmiotów było naprawdę ciekawych. Ogarnąłem się dopiero w ostatniej klasie bo uświadomiłem sobie, że zaraz skończą się dobre czasy i albo się ogarnę i pójdę na studia, albo od razu do byle jakiej pracy. Ogarnięcie spowodowało to, że miałem najwyższą średnią w klasie. Nagle z przeciętniaka byłem najlepszy. Potem na studiach miałem stypendium ministra. Więc mimo wszystko dużo zależy od uczniów i podejścia rodziców. Chociaż czasami i rodzice nie mają wpływu na dzieciaki i mimo wysiłków i nauczycieli i rodziców nic z tego nie będzie. Natomiast mimo wszystko wielu uczniów uczy się tylko, żeby dostać dop i mimo wszystko skończyć klasę.

Na studiach chociaz stypendia motywuja. 15 tys. stypendium ministra to juz ladna kwota. Rektorskie tez jest dla studenta dosc fajne.  Te za publikacje tez. Za Wiem bo mialam przyjemnosc w tym roku wziac te trzy.
A stypendium w liceum? 100 zl? No prosze, to zalosne.
Wiec chyba nic dziwnego, ze na studiach motywacja jest wieksza. Samo rektorskie - prawie 600 zl, czyli 6 razy wieksza.
Za stowke to by mi sie nie chcialo kiwnac palcem, a co dopiero siedziec po nocach i kuc.
Szkola i "dobre czasy"? Martainn, prosze Cie. Wstawanie o 6 rano i wracanie o 15 + nauka do matury do polnocy to dobre czasy? W Roedlu mniej haruja. (Takie korpo, w ktorym prawnicy pracuja od 9 do 21).
Najgorszy okres mojego zycia pieknie "umilany" przez paniusie nauczycieleczki.
Juz mowie - zbyt obciaza sie w szkole uczniow, a to zasluga nauczycieli. I mowie to jako kujonica, kiedys i obecnie na dwoch kierunkach wymagajacych.

19

Odp: Promocja do następnej klasy

Kamiś dla ciebie stówka jest śmieszna.
A dla dziecka  w liceum z biednej rodziny to dużo.
Znam taką gdzie było dziesięcioro dzieci.Dwoje skończyło szkoły średnie,reszta studia.
Dla nich to 100 zł to było dużo.
A i mam taką znajomą ,jej córka chodziła z moim do klasy.Słaba była z matmy zdarza sie.
kolejne nauczycielki w podstawówce,potem w gimnazjum były przez nią wyzywane bo nie potrafią nauczyć matematyki.
Jej dziecko przecież zdolne jest tylko trafiało na same tępoty co nie potrafią nauczyć.
Mój też z matematyki orłem nie był,wolał przedmioty humanistyczne.
Ale jakoś wyciągał matematykę na czwórkę bez korepetycji.
to jak to jest że jednego  mogą nauczyc a drugiego nie?
tamta jest mało zdolna i nie chciało jej się.Ale mamusia w życiu tego nie przyzna.

20

Odp: Promocja do następnej klasy
niki71 napisał/a:

Kamiś dla ciebie stówka jest śmieszna.
A dla dziecka  w liceum z biednej rodziny to dużo.
Znam taką gdzie było dziesięcioro dzieci.Dwoje skończyło szkoły średnie,reszta studia.
Dla nich to 100 zł to było dużo.
A i mam taką znajomą ,jej córka chodziła z moim do klasy.Słaba była z matmy zdarza sie.
kolejne nauczycielki w podstawówce,potem w gimnazjum były przez nią wyzywane bo nie potrafią nauczyć matematyki.
Jej dziecko przecież zdolne jest tylko trafiało na same tępoty co nie potrafią nauczyć.
Mój też z matematyki orłem nie był,wolał przedmioty humanistyczne.
Ale jakoś wyciągał matematykę na czwórkę bez korepetycji.
to jak to jest że jednego  mogą nauczyc a drugiego nie?
tamta jest mało zdolna i nie chciało jej się.Ale mamusia w życiu tego nie przyzna.

Należy wiec ubolewać ze polityka i działania państwa w tej kwestii sa dziadowskie. A ze sa dziadowskie to widać.

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Promocja do następnej klasy

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026