witajcie! to moj pierwszy post tutaj wiec z gory dziekuje za Wasz czas.
uff postaram sie opisac moj problem jak najdokladniej.
przeczytalem powyzsze wypowiedzi oraz zblizone watki, bo mam bardzo podobny problem. chociaz nieco bardziej zakrecony, dlatego tez postanowilem posluchac Waszych opinii.
ja mam 29 lat, ona 36 lat. [ale nie oceniajmy po wieku bo niekoniecznie musi swiadczyc o czymkolwiek] poznalismy sie prawie 3 lata temu i to byla milosc od pierwszego wejrzenia, czysty magnettyzm,. cos nas do siebie ciagnelo ... na poczatku bylismy w sobie strasznie zakochani, szybko zamieszkalismy razem [mieszkalismy wtedy w Anglii] po jakims czasie entuzjam u niej wyraznie spadl trudno mi powiedziec dlaczego tak do konca-
pozniej okazalo sie, ze nie do konca wierzyla w to, ze traktuje ja powaznie, ze chce z nia byc dluuugo dluuugo itd. [moge to zrozumiec po roznicy wieku i tym, ze jestem od niej po prostu ladniejszy - to jej opinia , nie moja]
po prostu sie nie starala,nie dbala o nas, ani o siebie. czasami chciala sie kochac po powrocie z pracy nie biorac prysznica- zwyczajnie brzydko pachniala.
jakiekolwiek proby dialogu konczyly sie solidnymi klotniami. ale kochalem ja, pozadalem, podobala mi sie, seks byl super, nie bylem tak w nikim zakochany od wielu lat. niestety musiala czesto latac do Polski ze wzgledu na pewne sprawy do zalatwienia. wiec troche zbudowalem sobie jej wyidealizowany obraz w glowie - tak mi sie wydaje.
ale milosc moja do niej [no i jej do mnie jak mowila] trwala. z tym, ze bedac zmeczonym jej olewaniem nas na roznych plaszczyznach, nie docenianiem mnie, nie poswiecaniem uwagi zaczalem pic. zmienilismy kraj i wyjechalismy do Irlandii, gdyz pragnalem w koncu stabilizacji i podchodzilem do nas powaznie. dostalem bardzo odpowiedzialna prace - mocno stresujaca. mozecie sie domyslic, ze praca + brak docenienia z jej strony, angazu w ten zwiazek, poswiecania nam czasu sprawil, ze pilem jeszcze wiecej i zaczalem wiecej narzekac. to tez bylo bledne kolo - ona oddalala sie jeszcze bardziej a ja widzac, ze tak jest przestalem sie juz tak starac chociaz wciaz bardzo ja kochalem bylem wierny i szczery - czekalem troche na jej inicjatywe.
w koncu miala romans, chociaz podobno do niczego nie doszlo. zaraz pozniej musiala leciec do kraju pilnie na ponad pol roku. rozstalismy sie. ja rowniez mialem romans. jednak jedyne, co zarowno ja jak i ona czulem to to ,ze 'to nie byla ta osoba' i bardzo za soba tesknilismy, nie moglismy zyc bez siebie.
wiec postanowilismy dac sobie jeszcze jedna szanse.
niedawno wrocila do mnie do Irlandii i faktycznie, oboje odcielismy przeszlosc poszlismy po rozum do glowy i naprawilismy stare bledy. bylo cudownie, az do mniej wiecej kilku dni temu kiedy nagle dotarlo do mnie, ze ona juz mi sie nie podoba. konkretniej wlasnie z buzi.
..laczy nas wspanialy seks, poczucie humoru, pasje, wspolna wrazliwosc i np dosyc istotny fakt- to, ze oboje nie chcemy miec dzieci [prosze nie brnijmy w to, to swiadoma decyzja obojga z nas] - w obecnych czasach trudno jednak znalezc 'normalna' partnerke ktora nie chcialaby miec dzieci.
jesli chodzi o jej urode- figure ma swietna, i w zasadzie to jedyny problem aczkolwiek bardzo wazny dla mnie obecnie bo jednak jestem w takim wieku w ktorym dla mezczyzn seks jest b.b. wazny i nie potrafie jej juz tak pozadac jak kiedys, nie czuje pociagu do calowania jej etc.. a kiedys tak nie bylo.
dziewczyny - piszecie, ze uroda nie ma znaczenia itd. i sie z tym z zgadzam aczkolwiek jesli 2 razy w ciagu mojego bycia z nia zdarzylo sie, ze 1 bliska znajoma i 1 przyjaciolka powiedzialy mi [te 2 osoby nawet sie nie znaly] ,ze moja partnerka nie jest zbyt ladna to .. troche dziwne uczucie. za 1szym razem ktory byl wtedy gdy bylem zakochany w mojej - bylem wkurzony na przyjaciolke, a za 2gim razem zaczalem sie juz zastanawiac [to bylo niedawno]
faktycznie ona sama przyznaje, ze dziwi sie czemu ja chce z nia byc, ze ma urode dla 'koneserow' i ja tez teraz widze, ze z buzi jest po prostu nieladna. nie chodzi o jakies detale, po prostu jest brzydka. ale sami wiecie, ze milosc nie wybiera. i sam nauczylem sie ,ze z bliska lubie na nia patrzec pod pewnymi katami, ze z profilu wyglada ladniej itd. - jak to kazdy zakochany zauwazalem same plusy. ale obecnie...
nie wiem co robic. mam z nia spedzic reszte zycia, wiec to tez istotne czy jest to pozadanie, czy nie. troche nas laczy, mamy nieco wspolnej historii, swietnie sie zgrywamy, seks jest bardzo ok, oboje nie chcemy potomkow, chociaz..... tym trudniejsze jest to, ze ona po powrocie teraz naprawde sie stara i widze, ze dba o zwiazek i otworzyla sie na nas [wczesniej nie mogla bo ciagle bala sie skrzywdzenia za nieudany zwiazek z przeszlosci] - tym bardziej mi zle, bo przeciez sam zabiegalem o to, zebysmy sprobowali znowu moje uczucie bylo i jest szczere ale czy wlasnie sie nie rozsypuje tego nie wiem... ten problem rosnie z dnia na dzien.
z innej strony to nie moja wina, ze podswiadomie szukam osoby ktora bedzie na moim poziomie jesli chodzi o nie wiem geny wyglad- mam swiadomosc, ze sam sie zestarzeje i bede brzydki i super, ale do tego jeszcze troche czasu musi minac. poza tym jak ona mi sama mowila, ona sie szybko zestarzeje i za 5 lat ona bedzie miec 41 a ja 34 i to bedzie juz dosc wyraznie widoczna roznica. to stary topic ale nie widzialem sensu w zakladaniu nowego... pomozcie !! 