marlena7
Dziękuję za szybką odpowiedz.. Postaram sie jeszcze z nim porozawiać, chociaż sam mi mówi ''że tylko obiecuje i nic więcej'' . Bardzo bym chciała Jemu pomóż w jakiś sposób, tylko to nie jest zabardzo realne musiałabym zrezygnować z pracy, a on musiał by zrezygnować z kolegów.. Wiem że powinnam martwić się o dzieci zwłaszcza o syna jest w wieku 12 lat i to on najbardziej to przeżywa... Przyznam się szczerze że jestem osobą bardzo wrażliwą i rzadko dbam o siebie, bardziej o innych.. Tylko że zapomniałam o dzieciach dopiero mi syn to wytłumaczył..
Pozdrawiam serdecznie, bardzo tego potrzebowałam aby się wyżalić!!
Podobne tematy
"musiałabym zrezygnować z pracy" - nigdy tego nie rób.Nie rezygnuj z własnego życia,koleżanek,przyjaciół - to nic nie da.Wręcz przeciwnie ...Tutaj należy działać.
Tak muszę go pilnować chociaż niekiedy mi umknie , a wraca wypity. Wczoraj z nim rozmawiałam dałam mu szanse na 2 tygodnie mam nadzieje że nie łyknie czegoś. Jestem w dużym stresie (nabawiłam się szczękościstu już mi 3 zęby przez to pękły) zwłaszcza że w domu wszyscy uważają mnie za wroga publicznego (jak mogę potępić ich syna).
Dziękuje Wam bardzo za wsparcie:)
Nie pilnuj go ,nie łaż za nim,nie wąchaj,nie wylewaj ,nie tłumacz,nie usprawiedliwiaj,nie płać jego długów,nie rozwiązuj jego problemów,nie biegnij po kolejną butelkę ,nie sprzątaj,nie gotuj,nie zdejmuj mu butów i broń Boże nie pij z nim ...Co zrobisz kiedy łyknie to " Coś".
Co wiesz o chorobie alkoholowej?
Co wiesz o chorobie alkoholowej?
NIESTETY NIC!!
Ja nigdy nie pije (musi być ktoś trzeźwy w domu).
Ale teraz alkohol nie jest ważny, powiedzcie mi co mam zrobić z córką ? męza niema w domu teraz a ona przyszła do mnie z płaczem co będzie jak tata wruci zły i pijany?
To dla mnie szczyt wszystkiego gdyż dzieci są najważniejsze a Ja dalej jestem tchórzem. Wiem że piszę nie składnie ale jestem bardzo zdenerwowana.
Mówisz abym za nim nie szła , nie sprzątała mu, nie ściągała butów ale Ja niechce aby tak go dzieci widziały!!
Co zrobię jeśli 'COŚ' łyknie NIEWIEM!!!
Pamiętam gdy mój syn płakał i mówił że chce aby tata poszedł do więzienia- tak się bał.
Też byłam tchórzem - i dalej jestem ale dla naszych dzieci musimy się zmieniać małymi kroczkami.
Teraz poszłabym córce poczytać bajeczkę
Potem odmówiłabym modlitwę o pogodę ducha :
"Boże,daj mi pogodę ducha abym zgadzał się z tym czego nie mogę zmienić
odwagę abym zmieniał to co zmienić mogę
i mądrość abym umiał odróżnić jedne sprawy od drugich"
Przyjdzie pijany - nie mogę tego zmienić
co mogę zmienić -mogę zachowywać się inaczej niż zwykle - nie będę ględzić
i mądrość - mój mąż teraz nie jest sobą,jest pijany...
Gdy był agresywny dzwoniłam na policję,raz prosiłam nawet sąsiadkę o pomoc.
Wika, idź na terapię. Tam dostaniesz solidną wiedzę o uzależnieniu męża i o swoim współuzaleznieniu. Dowiesz się co możesz zrobić, żeby pomóc mężowi w podjęciu decyzji o leczeniu.
Pilnując męża, chroniąc go przed konsekwencjami jego picia paradoksalnie POMAGASZ MU PIĆ!!!
On musi doświadczyć na własnej skórze tych kosekwencji! Nie chcesz, zeby dzieci widziały jego upadek? Dzieci i tak wiedzą.
Problem jest poważny i jeśli powaznie go nie potraktujesz będzie coraz gorzej. Twoje samozaparcie w trwaniu w cierpieniu nic nie zmieni. Potrzebne jest Twoje działanie, więc rusz się, zrób krok do przodu, poszukaj pomocy dla siebie!
Znam wiele przypadków gdy od żony zaczynała się zmiana. Żona po terapii pozwoliła mężowi dotknąć dna, pozwoliła mu się rano obudzić w zasikanych spodniach i obrzyganych butach na podłodze w przedpokoju. Nie sprzątnęła, nie nakryła kocykiem. On po raz pierwszy doświadczył wstydu, bo do tej pory budził się na kanapie, rozebrany i umyty i choc nic nie pamiętał to był przekonany, że sam sobie poradził, więc TAK ŹLE z nim nie jest. Tego opisanego poranka zobaczył siebie w pełnej krasie. Żona przestała spłacać jego długi, przestała usprawiedliwiać jego zachowanie, przestała wstydzić się sąsiadów gdy leżał na schodach (bo przecież to nie ona tam leżała) i przestała przejmowaś się jego matką, która to własnie ją obwiniała za picie syna. Żona zrozumiała dlaczego tak się dzieje. Na niego zwaliła sie lawina różnorakich kosekwencji, bo ona zeszła tej lawinie z drogi! Prawda o uzaleznieniu miała wreszcie szanse przebić się przez mechanizmy choroby do świadomości męża. To go wreszcie skłoniło do poproszenia o pomoc. Poszedł do przychodni, dał sobie szansę. Sobie i swojej rodzinie.
Przed nim długa droga do trzeźwości, ale to inna historia.
Wika, nie możesz wytrzeźwieć za męza, ale mozesz zrobić dużo by on tego zapragnął. Zrobisz najwięcej odsuwając się od niego i zostawiając go sam na sam z jego piciem! Alkoholizm to choroba, ale inna niż grypa. Ktoś kto chce pomóc alkoholikowi, nie może go głaskać po głowie!
Trudno jest patrzeć obojętnie na degrengoladę kogoś bliskiego, trzeba mieć naprawdę poczucie sensu tego co się robi i NIE ROBI, dlatego potrzebna jest Ci pomoc i wsparcie , a to dostaniesz w terapii!
wika102 - piszesz że robisz to wszystko żeby dzieci nie widziały ojca w takim stanie ale one nie dośc że widzą jego to jeszcze widzą swoją mamę która mu "pomaga" widzą jak płaczesz jak się poniżasz choć nie potrafią jeszcze ci tego powiedzieć wprost to to czują że jesteś słabo i tu wzrasta ich strach. A ty powinnaś być ich tarczą, mocna , nie zachwiana inaczej one się zagubią już córka płacze potem dojdzie agresja syna na ojca za picie na ciebie że nic nie zrobiłaś i co dalej. Spaprane życie twoje ( to twój wybór i masz do tego prawo) ale dzieci jaki one mają wybór. Mówisz jestem tchórz więc przestań nim być walcz o siebie i dzieci a ślubnemu nie pomożesz jak sam tego nie chce choćbyś go przywiązała do kaloryfera to znajdzie sposób żeby się napić. Odwagi. Powodzenia.
wika102 - właśnie dziś rano dostałam telefon z zakładu pracy męża.Kierownik wysłał go do domu bo jest po spożyciu.Najpierw zapił po trzech latach ,teraz to nawet nie wiem jak długo wytrzymał.Więc co teraz zrobie?
15 lat mordenki - mam wspaniałą panią psycholog - pomaga mi poukładać siebie - jutro mam spotkanie
w piątek mam umówioną wizytę ze specjalistą od uzależnień -
a dziś byłam po wsparcie u pani kurator która powiedziała mi " Pani musi być na pierwszym miejscu.Jeśli pani o siebie nie zadba nikt tego nie zrobi.Pani musi czuć się dobrze"
Jeszcze dziś mam zebranie w szkole.
Będę odganiać myśli.Będę spokojna .
Wika,
nie jesteś od tego, żeby tworzyć dzieciom fikcję cudownego ojca. Za swój obraz w oczach dzieci (i całej reszty świata) odpowiada wyłącznie on. Nie bierz na siebie konsekwencji jego picia. To największy błąd. Postępując w ten sposób stwarzasz mu warunki do picia. To nie on musi liczyć się ze skutkami swojego nałogu, Ty robisz to za niego. Tym samym stwarzasz mu cudowne warunki do picia.
Popełniałam tę zbrodnię na sobie i dzieciach przez wiele lat. Kiedy zaczęłam postępować jak należy - Twoje picie - Twoja sprawa, uciekł. Uciekł bo zabrakło warunków do bezkarnego chlania. Ja zrobiłam to może zbyt późno, ale zrobiłam i cieszę się.
Przeszłam wszystkie etapy współuzależnienia: obwinianie siebie, usprawiedliwianie, chronienie, pilnowanie, oszukiwanie dzieci (ukrywanie, zacieranie śladów, sprzątanie, tłumaczenie). Źle robiłam, wiele lat robiłam okropne rzeczy.
Nie ważne, że on ma żal, że oczerniam go przed dziećmi. Nie oczerniam, nie muszę, same wiedzą więcej i oceniają mądrzej niż mogłam się spodziewać. I nareszcie wiem - to nie moja wina. On zrobił to dzieciom, mnie i sobie sam. I jest sam. Sam ze swoim piciem. To jego prawdziwe życie. Kiedy przypominam sobie nasze życie, wiem jedno, jedynym celem każdego działania było napić się. Nawet przejechanie półtora tysiąca kilometrów na wakacje było dla niego tylko po to, żeby zasiąść na wysokim stołku i tydzień pić. Nie tyle, żeby nie wiedzieć kiedy wracamy, ale tyle, żeby zepsuć nam wyjazd i odebrać całą przyjemność potencjalnego wypoczynku. Każde wyście, wyjazd, impreza, spotkanie było tylko po to, żeby pić. Czytałam jego prace z terapii i tam to wszystko było pięknie ujęte w takim stwierdzeniu: przestałem spotykać się z przyjaciółmi ze szkoły, bo na tych spotkaniach było za mało alkoholu. Nie potrzebował tych kolegów, bo nie można było z nimi pić. Tak samo jak nie potrzebował spaceru po parku ( bo nie ma tam żadnego baru, ani budy z piwem), grania z synem w piłkę (bo koło boiska też brak dostępu do szybkiego piwka), zajmowania się w domu czymkolwiek (chyba, że w garażu, bo tam zawsze było zabunkrowane jakieś pół literka albo sześciopak), rodziny (bo protestowała na widok szklani, pucharu, kufla, kieliszka, butelki w ręce ). Nie potrzebował nikogo, chociaż mówił co innego. Nigdy nie zrezygnował z łyczka alkoholu na rzecz rodziny. Rodzina bawiła go w chwilach trzeźwości. Ale te chwile nie były jakąś rezygnacją, odrzuceniem tego co ohydne, ale przeczekaniem. Głównie doprowadzeniem zużytego pijackiego organizmu do jako takiego funkcjonowania (taki samoistny detoks), ale tylko po to, żeby mieć siłę i zdrowie do dalszego chlania.
Nie ma dla alkoholika nic na świecie poza piciem. Nawet jego samego bez picia nie ma.
Może zdarzają się cuda, może ktoś przestał i sie zmienił, ale ja w to nie wierzę. Nie było mi dane doświadczyć. Dane mi było zupełnie co innego.
Z mężem nigdy szczerze nie mogłam porozmawiać- ale rozmawiałam z alkoholiczką.Powiedziała mi ze gdyby mogła piła by dalej.To prawda co pisze marynarka - oni chcą pić.
Pozwolą Panie, że poczynię pewną uwagę -
owszem, alkoholik chce pić. Z całą pewnością tak jest.
Tak samo uprawnione jest stwierdzenie, że żona alkoholika chce z nim być. Nikt jej przecież nie zmusza. Jeśli nie chce, nie musi, prawda?
Prawda jest taka, jak wszyscy wiemy, że ani alkoholik nie pije do końca z wyboru, ani też jego partner nie spędza z nim życia dlatego, że do końca chce. Są to zbyt skomplikowane sprawy, żeby w ten sposób się o tym wypowiadać.
Alkoholiczka powiedziała, że gdyby mogła, piła by dalej. Zapewniam Panią, że gdyby przed swoim pierwszym w życiu kieliszkiem wiedziała, co ją czeka, wolałaby jednak nie pić.
Szanowny Panie Wojciechu nie jestem ekspertem ale myślę że nie do końca odczytał Pan intencje płynące z Naszych wypowiedzi skierowane do partnerek osób uzależnionych. W moim odczuciu alkoholik pije bo jest uzależniony ale również nie podejmując decyzji o leczeniu wyraża chęć picia owszem wychodzenie z nałogu i samo uświadomienie sobie przez pijącą osobę że ma problem jest procesem złożonym i długotrwałym i nikt się z tym nie spiera to nie jest proste. Nam zależy żeby pokazać osobie współuzależnionej że nie jest skazana na dożywotnie życie z alkoholikiem, że są miejsca, ludzie którzy pomogą w zrozumieniu problemu, z uporaniem się z własnym współuzależnieniem i że jest możliwe coś z tym życiem zrobić - to że jest to trudne, wymaga decyzji zmieniających różne sfery życia wie każdy, my chcemy tylko żeby osoba taka popatrzyła na siebie (dzieci) i pomyślała mogę coś z tym zrobić.
A to jaką decyzje podejmie to tylko jej wybór ale będzie wiedziała że ma jakiś wybór.
Coś dopowiem!
Alkoholik z całą pewnością chce pić........ale tak jak zdrowi ludzie, którzy mają nad swoim piciem kontrolę. Istotą jego choroby jest właśnie UTRATA KONTROLI, czego nie chce, nie potrafi przyjąć do wiadomości.
Problemem alkoholika nie jest NIEPICIE, co udawadniają tysiace trzeźwych alkoholików, którzy nie przestali być alkoholikami mimo, że nie mieli w ustach kropli wódki od lat. Problemem jest PICIE. Podnosząc do ust pierwszy kieliszek czyni to on z WŁASNEGO WYBORU, potem władzę przejmuje alkohol, bo alkoholik dawno temu stracił kontrolę. Stracił kontrolę bezdyskusyjnie i na zawsze. Przyjęcie tej prawdy do świadomości i pogodzenie się z nią jest milowym krokiem w terapii uzależnionego. Niestety, spora część pacjentów odwyku ma z tym problem, stąd zapicia, kolejne próby udowodnienia sobie, ze jednak tę kontrolę mają. Bo z alkoholem pożegnac się nie jest łatwo. Alkohol coś im w zyciu załatwiał, w czymś pomagał, nie od początku były ruiny i zgliszcza.
I gdy pacjent wychodzi z odwyku z wiedzą o swoim uzależnieniu, nie znikaja wcale jego problemy z radzeniem sobie w różnych sferach życia. One są nadal, tylko trzeba sobie z nimi radzić w inny sposób niż dotąd. Stąd potrzeba kontynuacji leczenia w poradniach. Wielu odpada, bo idzie na łatwiznę, czyli do baru, wielu wogóle przechodzi terapię na odwal się, bo ich pragnienie zmiany jest tylko deklaratywne, wymuszone róznymi okolicznościami zyciowymi, tu przykładem jest mąż Marynarki. Stosunkowo niewielu godzi się ze swoją BEZSILNOŚCIĄ wobec alkoholu i wie, ze w konfrontacji z butelką zawsze PRZEGRAJĄ.
Rady dla żon, zeby się odsunęły, zostawiły alkoholika samego z konsekwencjami picia są jak najbardziej uzasadnione z punktu widzenia mechanizmów uzależnienia i współuzależnienia. System ILUZJI I ZAPRZECZEŃ, którym charakteryzuje sie uzaleznienie i współuzaleznienie zniekształca i jemu i jej rzeczywistość. On ma iluzję kontrolowania swojego picia i zaprzecza problemom z tego wynikającym, Ona ma iluzoryczną nadzieję że potrafi zapanowac nad jego piciem poprzez swoją troskę i oddanie i zaprzecza swojej bezsilności wobec jego picia. Pułapka współuzależnienia polega na tym, że im bardziej ONA się stara, pomaga, ratuje, prosi, dba o niego, wyciaga z długów itd., tym bardziej pogłębiają się JEGO destrukcyjne zachowania. Dla dobra alkoholika trzeba mu pozwolić upaść bez znieczulenia! Żeby poczuł, zobaczył i doświadczył na własnej skórze skutków swojej choroby, które dotąd troskliwa współuzalezniona zona brała na siebie. On potrzebuje konfrontacji z bolesną rzeczywistością, bo tylko to może obudzić w nim pragnienie zmiany. Napisałam MOŻE, bo DNO każdego człowieka jest gdzie indziej. Dla jednego będzie to strata pracy, dla drugiego przebudzenie we własnych wymiocinach, dla kogoś odejście żony, niektórzy mają swoje dno bardzo głęboko i nie dotkną go aż do śmierci. Bardzo rzadko się zdarza, że alkoholik doświadcza "olśnienia" bez bolesnej konfrontacji, to naprawdę incydentalne przypadki.
Pozdrawiam wszystkich!
Witam wszystkich, gorąco dziękuję za pomoc, oczywiście wprowadzam powoli moje zasady w życie, gdy wypije to ; 0jedzenia,0sprzątania, 0rozbierania, 0wyrozumiałości... CZytam te posty i powiem wam że chce tę związek uratować..Już z nim rozmawiałam o terapi, ale nie zgodził się (poczekamy zobaczymy kto postawi na swoim). W ciągu tego tygodnia wypił 100ml wódki (sam się przyznał zanim ja coś poczułam).....
pozdrawiam
Wrócił pijany.!!! A tak miałam nadzieję......... ale nie zostawię go teraz ze względu na syna (pisze we wtorek egzamin ) , nie mogę go stresować bo bardzo by to przeżył. ......zawsze coś wypada ważniejszego!!!
Wiesz ze do tanga trzeba dwojga - w małżeństwie jest tak samo.
Wiesz nawet ile wódki wypił - wcale nie powinno Cie to interesować.Nie wiem ale to tak wygląda jakby on przez cały tydzień tylko taki mały łyczek - no i z tego uzbierało się 100ml wódki?! Nie czujesz że coś tu nie gra? Przez tydzień pół szklanki wódki -prawdziwy bohater!
Osobiście zadaję sobie pytanie dlaczego tak wiele razy wierzyłam w te wszystkie kłamstwa którymi raczył mnie mój małżonek.Polecam List Alkoholika - ja osobiście byłam idealnym materiałem na żonę alkoholika - naiwna,głupia gąska ... Spodziewał się że bezkarnie będze pił -nie sądził że wybiorę się po rozum do głowy.
List dużo mi dał do myślenia..a to że mój mąz jest alkoholikiem zrozumiałam od niedawna, teściowa mnie zbijała z tropu mówiąc że alkoholik to osoba która, pije i pije nic nie robiąc a mój syn przecież pracuje (no cóż z tego jak większość przepija). Dopiro jak przeczytałam na ulotce o alkoholikach na której był test (sama go wypełniłam), wyszło że jest uzależniony od alkoholu i to w dużym stopniu. Jak był mąż trzeźwy kazałam mu aby wypełnił test , oczywiście wynik był trochę mniejszy ale dalej w grupie punktacji co moja, I wtedy powiedział ze już nie będzie pił .....ale to tylko jego kolejne kłamnstwa!!!!!!!!
vika102 ile Twój syn ma lat i czy masz jedno dziecko?
Po pierwsze.
Podziwiam Cię...blizniaki i Ty sama w domu z nimi...nie lada wyzwanie.
Ja z jednym czasami szoku nerwowego dostaję, a jedyną podporą dla mnie jest 10 letni syn.
Ja na Twoim miejscu cieszyłabym się chwilą bo jego obietnica...niestety...bardzo bym chciała aby dotrzymał słowa,ale czuję ze nie będzie Ci to dane.
Jeżeli masz do kogo iść ja bym się nie zastanawiała. On musi się leczyć a nie składać obietnice...
TO w sumie troje dzieciaków - tylko ten największy to taki największy dzieciak...
Kynia ma racje -jeśli masz kogoś wyprowadzić się na jakiś czas to dobry pomysł.Taka czasowa seperacja.
Wika, chcesz, to wierz.
W tym tygodniu przekonałam się organoleptycznie ( na własne uszy słysząc pijacki bełkot mojego "uleczonego"), że moje podejrzenia co do jego powrotu do picia są uzasadnione. Usprawiedliwienie - nie pił, tylko nałykał się tabletek psycho (czy ktoś z ekspertów może się w tej kwestii wypowiedzieć?) Wczoraj dzwonił tylko do syna - dziecko jest przekonane, że tatuś był wlany.
Tak właśnie wygląda realizacja postanowień o trzeźwości prawdziwego alkoholika. Z terapii wrócił w połowie października, myślę, że popija od stycznia, pewność mam, że od 31 marca. Teraz już pójdzie z górki. Znowu straci pracę - bo ktoś mu zrobi na złość, nie będzie mógł znaleźć następnej - bo oferty nie będą spełniały jego oczekiwań. Myślę, że facet pokonuje właśnie ostatni zakręt w swoim życiu, za tym zakrętem jest już tylko przepaść. I nie jest to moje życzenie, to tylko intuicja, doświadczenie i "wiara" w tego człowieka.
Kiedyś usłyszałam od alkoholika że nie akceptuje rzeczywistości - dlatego pije,łyka prochy a na koniec ja miałam być jego odskocznią od rzeczywistości - ups...
Z tego co czytałam w jednym z wątków na tym forum Vika 102 to ten facet jeszcze Cię zdradza...
Zastanawiałaś się co Cię przy nim trzyma - przecież to nie miłość
Też się nad tym zastanawiam tj dlaczego nie potrafię odejść, co tak mocno trzyma ...Idę zaraz pod prysznic to może wymyślę.Naprawdę pod prysznicem mam przypływy geniuszu.
Czytanie tego wątku to chyba masochizm z mojej strony.
Dwa lata życia z alkoholikiem, to powód dla którego wobec alkoholików (proszę wybaczyć uogólnienie, ale daję sobie do tego prawo po tym co przeszłam, a nawet nie było małżeństwa, dzieci) mam tylko czystą pogardę i zero litości.
witam mam podobny problem z moim chłopakiem, jestesmy razem 7 lat nie mamy dzieci ani ślubu, wiedz w sumie nic mnie na sile nie trzyma, ale kocham swojego chlpoaka.od jakiegos roku moze wiecej ma bardzo duzy problem z alkoholem, jak nie pije jest cudny ale jak wypije a potrafi od piatku do niedzieli pic no i troche w tygodniu staje sie dla niego powietrzem nie docieraja do niego prosby ani grozby' najgorsze jest to ze po pianemu wlancza mu sie agresor male napiecie powoduje u niego napady wscieklosci i boje sie ze moze komus zrobic krzywde!!! chce mu pomuc ale nie wiem jak u nas nie ma AA ani nic z takich rzeczy,boje sie ze stoczy sie na dno a ja razem z nim,nie wiem jak mam nim wstrzasnac zeby sie opamietal .
Marta, współczuję.
Z mojego punktu widzenia powinnaś go kopnąć w tyłek i ratować siebie.
Raczej rozwojowa jest jego sympatia do alkoholu, zaraz TY będziesz winna, że pije (tak będzie, a Ty w to uwierzysz ...) dopóki nie przejdziesz piekła i w końcu trafisz na terapię dla współuzależnionych.
Poczytaj ten wątek dokładnie, szczególnie rady ekspertów. To czysta prawda, nie próbuj sobie wmawiać, że Twoja miłość go zmieni, albo stanie się to dlatego, że Ty coś zrobisz.
Najlepiej jakbyś nie robiła nic i zostałby z tym sam, może wtedy się opamięta.
Nie wierz alkoholikowi, zmanipuluje wszystko i wszystkich by się napić, nie liczy się dla niego nic poza zaspokojeniem głodu.
A zatem, jeśli on nie dojdzie do ściany i sam nie stwierdzi, że trzeba coś zmienić, to choćbyś stanęła na głowie nic w nim się nie zmieni.
To, że jesteś z nim 7 lat, nie oznacza, że ma Ci zmarnować kolejne lata.
92 2011-04-04 13:16:53 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2011-04-04 13:17:58)
Marta, współczuję.
A zatem, jeśli on nie dojdzie do ściany i sam nie stwierdzi, że trzeba coś zmienić, to choćbyś stanęła na głowie nic w nim się nie zmieni.
To jest święta racja i najtrudniej jest wytłumaczyć to osobom, które usiłują ratować swoich bliskich przed zmarnowaniem życia.
Często ktoś pyta, jak powstrzymać alkoholika od dalszego picia albo jak mu wytłumaczyć, że picie mu szkodzi, że pije za dużo, że jest uzależniony itd. I takie pytania są przecież w pełni uzasadnione.
Niestety - często nie ma takiego sposobu. Jeśli człowiek cierpi na jakąś chorobę skóry i pojawia się paskudna wysypka, zwykle nie trzeba go namawiać do odbycia wizyty u lekarza, bo on sam widzi, że jest jakiś poważny problem.
Choroba alkoholowa z definicji zawiera głębokie, naprawdę patologiczne upośledzenie samokrytycyzmu i umiejętności oceny sytuacji. Dlatego niezmiernie trudno jest przekonać do leczenia kogoś zwłaszcza w początkowym okresie choroby, kiedy jeszcze niewiele stracił, jest zdrowy fizycznie, nic go nie boli itd.
Często alkoholik musi po prostu upaść na swoje dno (lub, jak to moja Przedmówczyni określiła - "dojść do ściany"). I osoby trwale, przez wiele lat trzeźwiejące rekrutują się chyba wyłącznie z tej kategorii. Znam też wielu trzeźwych alkoholików, którzy zostali zmuszeni do leczenia przez sąd lub też kategorycznie domagała się tego rodzina (a więc nie podjęli terapii z własnej woli), jednak z biegiem czasu sami uznali, że pora zmienić swoje życie - ale oni także wcześniej usiedli na dnie.
Jednak oczywiście sytuacja najkorzystniejsza jest wówczas, kiedy chory sam dojdzie do wniosku, że trzeba coś z tym zrobić, bo wówczas motywacja jest wewnętrzna, szczera i niezależna.
Tak czy inaczej, co powtarzam od lat do znudzenia, Pani najsilniejszą i najważniejszą bronią jest absolutna stanowczość i konsekwencja. Jeśli partner nie stosuje się do wspólnych ustaleń i nie chce nic zmienić, wyjściem najlepszym naprawdę będzie rozstanie, bo szkoda Pani zdrowia i najlepszych lat życia - tym bardziej, że "w sumie nic Pani na siłę nie trzyma".
Jeśli jeszcze nie jest Pani współuzależniona to najlepiej, jeśli nigdy Pani nie będzie. Proszę poczytać sobie wypowiedzi kobiet, którym picie męża zmarnowało życie, takich wypowiedzi jest na tym Forum mnóstwo.
vika102 ile Twój syn ma lat i czy masz jedno dziecko?
daria mam syna 13 letniego i córkę 11 letnią
To są cudowne dzieci a ja jestem złą matką niemam siły aby od niego odejśc jestem poprostu tchórzem przyznaję się do tego z ręką na sercu, jestem na skraju wyczerpania. Myślałam że na mamę mogę liczyć chociaż na dobre słowo , a ona...NO co ja ci mam poradzić wtrącać się nie będę......Niechce mi się już żyć tylko dzieci nie tu trzymają. Znowu popił a jak mu powiedziałam aby nie szedł do łóżka taki brudny to mi odpowiedział...chciałaś chłopa to masz a teraz nie jęcz'' nie oddzywa się do mnie , a ja nie obskakuje go jak zwykle , wracam do domu z pracy jak on wychodzi albo jak wracam to jest pijany..zarzywam cały czas środki uspakajające to mnie nazywa lekomanką.......
Wika, zastanów się! Po co Ci to? Czy potrzebujesz kogoś, na kogo nigdy a w życiu nie będziesz mogła liczyć? Czy wiesz, że , nawet w ekstremalnej sytuacji, on i tak nie będzie z Tobą? Bo będzie pijany albo skacowany? Czy masz świadomość, że Twoje dzieci będą coraz bardziej nieszczęśliwe? Będą wstydziły się ojca i, co najmniej, współczuły Tobie, o ile nie obwinią Cię kiedyś o zmarnowane dzieciństwo? A wiesz, że będzie coraz gorzej? Bo to nie jest łuszczyca, której nie wyleczysz, ale zminimalizujesz objawy. To alkoholizm. On się pięknie rozwija, rozkręca, rozprzestrzenia. On się nie zatrzymuje, a na pewno, sam z siebie i dobrych życzeń. To koszmar, nawet egzorcysta nie pomoże. Tego nie przepędzisz jak złego ducha. Jeśli "odpędzisz" na chwilę, będzie czyhał za rogiem. Znajdzie odpowiedni moment i już będzie znowu z Tobą. Bo to Ty ponosisz konsekwencje, na pewno nie ten, który potrafi "dzięki" paru głębszym zwolnić się ze wszystkiego (nawet z mycia, jak widzisz).
Przed Tobą wybór: żyjesz, albo jesteś żoną alkoholika. Tyle możesz: wybrać. On się otrząśnie, albo nie. Niezależnie od tego, czy będziesz go o to błagała i trwała, czy odejdziesz i spróbujesz nie pozwolić się krzywdzić. Pewnie nie uwierzysz, ale nie możesz nic zrobić, to nie zależy od Ciebie. Tylko od niego
Ja to wiem, doświadczyłam. Nie faszeruj się prochami, bo one nie otrzeźwią Twojego męża, a Ciebie zaprowadzą Bóg wie gdzie.
Rozmawiałam z teściową na temat problemów ale ona czuje się bardziej skrzywdzona niż ja, może i jest bo ma męża alkoholika , rozmawiała z synem , ale nie chciała mi powiedzieć o czym. Ona zawsze czuje się najważniejsza nie wnuki tylko ona, ona czuje się pokrzywdzona ona najwięcej cierpi i nie wysypia się w nocy (ja też bym nie spała ale tabletki mi pomagają zasnąć ). Każdy okazuje nerwy w swój sposób...
Chcę męzowi pomóc, napiszcie do jakiego aa należy się zgłosić, czy trzeba się tam umawiać, jak wyglądają te mitingi? (interesuje mnie region krakowa) Jak powinnam się do tego przygotować? czy powinnam iść z mężem? Proszę zrozumcie mnie przysięgałam przed Bogiem.... Odejście to dla mnie zadużo poprostu niemam tyle w sobie siły.
Nie trzeba się umawiać, musi Pani sprawdzić sobie tylko kiedy i gdzie w Pani miejscowości (lub najbliżej) odbywają się mityngi AA - w Krakowie jest ich bardzo dużo. Na mityng zamknięty nie powinna Pani iść z mężem, ponieważ taki mityng jest przeznaczony wyłącznie dla alkoholików.
Pani proponuję wybranie się na mityng Al - Anon (dla osób współuzależnionych, czyli głównie dla żon alkoholików) - zapewniam, że warto. Tam z pierwszej ręki dowie się Pani wszystkiego na temat życia z alkoholikiem... proszę się przygotować, że raczej nie będzie to przyjemna wiedza...
Jak wygląda typowy mityng Anonimowych Alkoholików?
Każda grupa ma pewne swoje tradycje, ale zasady ogólne są wszędzie takie same. O wyznaczonej godzinie trzeźwiejący alkoholicy gromadzą się w sali, w której odbywają się spotkania. Mityng prowadzi chairman (czyt. ?czermen?) ? zwykle jest to osoba o długim stażu trzeźwościowym, doświadczona i dobrze zorientowana w temacie. Rolę chairmana pełnią różne osoby, nie zawsze ta sama. Prowadzący otwiera mityng, odczytuje się fragmenty tekstów źródłowych, których Anonimowi Alkoholicy mają sporo, następuje powitanie przez wspólną modlitwę. Od razu uspokajam osoby niewierzące ? modlitwa jest tylko pewnym symbolem, jest krótkim zwróceniem się do jakiejkolwiek uznawanej siły wyższej, ponieważ przesłanie AA z zasady nie koresponduje z żadną wiarą ani wyznaniem. Po takiej modlitwie następuje odczytanie 12 kroków do trzeźwości i 12 tradycji AA przez kolejne, zgromadzone osoby, które przekazują sobie arkusz z tekstem.
Mityng jest zwykle podzielony na co najmniej dwie części, zaś zawartość tych części zależy od tradycji danej grupy. Na przykład ? w części pierwszej ochotnicy wypowiadają się na dowolnie przez siebie wybrany temat, w drugiej ? ochotnicy omawiają jeden, wybrany wspólnie problem. Każda osoba pragnąca zabrać głos sygnalizuje to przez podniesienie ręki. Podstawową zasadą jest, że mówiącemu nikt nie zadaje pytań, nie przerywa i nie komentuje jego wypowiedzi. Zasady takie są bardzo ściśle przestrzegane.
Zadaniem chairmana jest czuwać nad przebiegiem mityngu i reagować w razie ewentualnych zakłóceń. Nikt nie jest zmuszany ani nawet zachęcany do zabierania głosu i bywają osoby, które podczas mityngów ograniczają się zwykle tylko do słuchania.
Każdą wypowiedź zaczyna się zwyczajowo od formuły ?mam na imię Czesław (Zdzisław, Stefan, Dionizy?) i jestem alkoholikiem?. Kobiety zwykle używają formy ?jestem alkoholiczką?.
Osoba przybywająca na mityng po raz pierwszy cieszy się szczególną, uprzywilejowaną pozycją. W pewnych granicach może nie przestrzegać wyznaczonych zasad, wiele obecnych osób często stara się jej również w miarę możliwości ułatwić ten pierwszy raz. Na początku mityngu zadaje się jej dwa pytania: ?Czy alkohol jest problemem w twoim życiu?? oraz ?Czy masz szczerą chęć zaprzestania picia??. To cały wstrząs, jaki musi znieść osoba przystępująca do wspólnoty ? od tego momentu jest jej pełnoprawnym członkiem i tylko ona sama decyduje, na czym polega jej udział.
Wielu początkujących trzeźwieniowców bardzo boi się swojego pierwszego mityngu. Często wynika to z rozpowszechnionego a niesłusznego przekonania, że podczas spotkania grupy należy koniecznie zabrać głos i wypowiedzieć magiczną formułę ?mam na imię Grzegorz, jestem alkoholikiem?. Tymczasem, w rzeczywistości, podczas mityngu nie istnieje żaden przymus wypowiadania się. Najważniejsze jest, by w żaden sposób nie przeszkadzać w prowadzeniu spotkania i nie zakłócać jego przebiegu.
Z drugiej strony ? oczywiste jest, że na spotkanie AA przychodzą osoby z określonym problemem alkoholowym. Jeśli uczestnik uznaje swoje uzależnienie i pracuje nad powrotem do zdrowia, nie powinno być (i zwykle nie jest) dla niego trudne odważne określenie swojego, że tak powiem, alkoholowego statusu. Dlatego osobom wahającym się przed tym pierwszym, ważnym krokiem, polecam na początek udział w mityngu otwartym. Mityng otwarty to spotkanie grupy AA w specjalnym, określonym terminie. Na takie spotkanie może przyjść ?z marszu? dowolna osoba, z jakichkolwiek względów zainteresowana wspólnotą AA i nie oczekuje się od niej określania swojego stosunku do problemu alkoholowego. Mityng otwarty, oprócz samych alkoholików zwykle gromadzi sympatyków oraz osoby bliskie członków wspólnoty. Czasami jest to dla alkoholika najlepszy sposób, by mógł ?wybadać teren?, zorientować się, co tak naprawdę na mityngu się dzieje i zdecydować, czy jest zainteresowany udziałem w mityngu zamkniętym, przeznaczonym tylko dla alkoholików.
Bardzo dziękuję za tak dokładną podpowiedź, porozmawiam z męze i wyjaśnie naczym to polega. Mam nadzieje że nie ucieknie z mitingu,...
Dzisiaj przeszedł sam siebie uderzył syna (chociaż nie pił od środy) i to jeszcze w twarz ma trzy pręgi po twarzy....Syn nie przyznał mi się, dopiero podczas śniadania zauważyłam (wstał o 6,00 i zajmował się swoim hobbi) bał się powiedzieć, gdyż nie chce się wyprowadzić z domu...
Wika, Tobie wydaje się, że przeszedł sam siebie. Gwarantuję Ci, że "przejdzie" jeszcze nie raz. Nie wyobrażasz sobie, co oni (w stanie po użyciu) potrafią.
Ja któregoś dnia wybrałam się do biura Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych
ze skargą na męża.Po prostu.Dostał kuratora na rok.
Biuro PARPA -jest w Rynku Podgórskim - mieszkam w Krakowie.Jeśli chodzi o poradnie - leczę się na ul.Bonarka.Jest tam świetny terapeuta od uzależnień - zadzwoń i umów się na spotkanie.Jest tam też grupa AA (otwarte mitingi o ile pamiętam są w ostatnie piątki każdego miesiąca),grupy Al-anon we wtorki -otwarte w każdy pierwszy wtorek miesiąca.
Będziesz mocno zdziwiona gdy podejmiesz decyzję że chcesz sobie pomóc -sobie nie mężowi!!!
Witaj Natalio,
powiem Ci , że to takie czcze gadanie ze strony twojego męża .
Mówiąc , że się powiesi po prostu cię straszy. Bo wie , że tak to go nie zostawisz. Ojciec mojego dziecka , gdy od niego odeszłam, też przyszedł do moich rodziców. Klęczał na kolanach mówił , że się zmienił , że wszystko będzie dobrze, błagał mnie bym wróciła. Groził , że jeśli tego nie zrobię zabije się. Wiesz od tamtego dnia gdy był mineło 3 lata i jakoś do dzisiaj się nie zabił.
Także to są puste słowa rzucone na wiatr.
Gdyby mu zależało na rodzinie , na tobie i dzieciach. Przestałby pić , zapisałby się do AA , zaszył.
Lecz wybrał picie. A ty nie oglądaj się na niego tylko bierz rozwód. Jeśli nie widzisz już szansy na to by twój mąż zmienił swoje postępowanie.
Pozdrawiam gorąco,
Manipulacja najbliższymi to chleb powszedni każdego alkoholika. Jeśli przejrzy Pani to Forum w tematach o alkoholu (życzę powodzenia, bo to niełatwe zadanie... jest tego mnóstwo) zobaczy Pani, ile jest takich sytuacji.
Proszę nie dać się straszyć - to bardzo marny chwyt, a zazwyczaj nic nie jest dla pijaka cenniejsze, niż własny tyłek.
I znów pijany do pracy poszedł ...
Pomyślałam sobie - żeby ktoś go obił bo ja nie chce tego wszystkiego przechodzić kolejny raz.Chce spokojnie przespać noc,nie chce tego smrodu, nie chce tych telefonów,walących się butelek po mieszkaniu. Chcę spokoju...Boże,to są moje myśli?Chciałabym aby ktoś skrzywdził człowieka który jest ojcem mojego dziecka? Czas zakończyć to niby małżeństwo! Powoli lecz pewnie.
Pozew mam już napisany -zrobię to co dawno już powinnam zrobić.Tylko tym razem się przygotuję.
Daria, jesteś tam, gdzie ja byłam tak ze trzy lata temu. Teraz się rozwodzę, ale naprawdę dużo jeszcze przez te trzy lata złych rzeczy musieliśmy znieść. No i tych wszystkich: "nigdy więcej, przysięgam, wybacz, przepraszam, mam złą wiadomość - znowu wylali mnie z pracy (za pijaństwo)", i wiele innych słów i czynów. Tego nie byłoby gdybym zrealizowała to, co wtedy wydawało i się jedynym rozwiązaniem (rozwód), a nie uległa kolejnym bajeczkom niereformowalnego egoisty. Trzy lata niepotrzebnego szarpania emocji moich i dzieci. Można było tego uniknąć. Ale... Teraz sprawy maja się dobrze, od kiedy się wyprowadził żyjemy jak ludzie. Nie ma tego całego "alkoholowego" bałaganu - wiesz: brud, smród, walający się po domu psudoczłowiek, wystraszone dzieci. W życiu nie zapomnę moich córek idących na zakończenie roku szkolnego z oczami zapuchniętymi od całonocnego płaczu z powodu głupoty tatusia, który nie dając im spać opowiadał brednie o swojej śmiertelnej chorobie. A one wtedy jeszcze wierzyły i były wystraszone, że tatuś umiera. A tatuś wytrzeźwiał i następnego dnia, z sobie właściwym "poczuciem humoru" zameldował, że żartował. To był ten moment kiedy zdecydowałam się zakończyć tę nierówna walkę. Niestety szukanie skutecznego sposobu zajęło ponad dwa lata. Dobrze, że taki sposób się znalazł.
Unikniesz wiele złego rozwodząc się jak najszybciej.
Dzisiaj przeszedł sam siebie uderzył syna (chociaż nie pił od środy) i to jeszcze w twarz ma trzy pręgi po twarzy....Syn nie przyznał mi się, dopiero podczas śniadania zauważyłam (wstał o 6,00 i zajmował się swoim hobbi) bał się powiedzieć, gdyż nie chce się wyprowadzić z domu...
Wika - czego jeszcze potrzebujesz, żeby podjąć decyzję? Godząc się na przemoc wobec dziecka stajesz się współwinna.
Wiem o tym bardzo dobrze - ja byłam takim dzieckiem.
Taaa.... to właśnie jest typowe zachowanie alkoholika: wkurzony, że się nie napił i szukający pretekstu, żeby to zrobić. Mam wrażenie, że wtedy są najbardziej niebezpieczni fizycznie - wkurzeni i w pełni sił fizycznych. No i szukają, szukają winnego.
Z powodu bólu kręgosłupa wybrałam się do neurologa - i dostałam lek na lęki charakteryzujące się nadmiernym i niekontrolowanym martwieniem się o sprawy codzienne i na zmniejszenie napięcia mięśniowego.Zastanawiałam się wiele razy dlaczego tak wszystko mnie boli,dlaczego czuję się jak staruszka - i mam odpowiedz.Duszności,bóle w klatce piersiowej - to wszystko sprawy nerwicowe.Nie zdawałam sobie sprawy.Ciało chce mi coś powiedzieć ...
Wczoraj wieczorem prosiłam policję o interwencję policji.Godzinę czekałam pod blokiem.Zablokowałam swoją kartę bankomatową którą wcześniej mąż mi po prostu ukradł - w jego mniemaniu dopuściłam się ogromnej zbrodni za co groziła mi śmierć.Po raz pierwszy byłam zadowolona z interwencji policji - wystarczy jedno zdanie żony i zamykamy pana na 48 godzin.Słowa typu zabije Cię to grożby.Wystarczy że żona złoży doniesienie ...
W swoim naiwnym myśleniu zwróciłam się o pomoc do instytucji państwowej o pomoc - po wczorajszej rozmowie z panią kurator która bezsilnie rozkładała ręce tłumacząc się brakiem odpowiednich ustaw - w końcu do mnie dotarło nikt mi nie pomoże.
Więc do czego nam potrzebni kuratorzy,lekarze sądowi,całe te państwowe agencje które ponoć rozwiązują problemy alkoholowe - ile to ludzi którzy przeciaz pobierają wynagrodzenie.Wczoraj tak sobie siedziałam przed biurem pani kurator i przez 10 minut rozmawiała przez telefon o tym jaka ma założoną bluzeczkę.
W domu śmierdzi spalonymi ziemniakami - bo ochlaptus obiad sobie gotował a że przy okazji sen go zmorzył na długie godziny...
Przez wóde wyleciał z kolejnej pracy - czwartej już.
Po co to piszę?
Dla wszystkich młodych kobiet które widzą że ich partner może ma mały problemik z piwkiem.
To mój post,który zamieściłem na innym podobnym forum.
Jeszcze jedna "relacja z pierwszej ręki"-może komuś się
przyda:
Jestem alkocholikiem.Niepijącym-od 14 lat.Wyszedłem z tego sam,bezAA,terapii,bez pomocy.Znam tą chorobę i wiem co potrafi.No,na samo dno to może nie upadłem,ale wyrażnie już je widziałem-przepijałem całe zarobki,a rodzina płaciła za mnie rachunki.I o tyle lepiej,że byłem i jestem samotny,więc przymajmniej nikogo nie krzywdziłem.Nie mam dla was dobrych wieści-alkocholikowi nie można pomóc z "zewnątrz".Dopóki on sam nie stwierdzi, że ma problem,że jest wobec choroby bezsilny, nikt i nic nie jest w stanie mu pomóc.Może w tym pomóc(ale gwarancji nie ma,do wielu nie dociera już nic)"uderzenie o dno"-kiedy straci wszystko racę,rodzinę,mieszkanie,znajomych(nikt mu już nie pożyczy,ani nie postawi).Ale to nie jest wbrew pozorom proste-nawet gdy żona wyrzuci go na bruk,to jeszcze jest mamusia,która w dobrej wierze,wiedziona instynktem zadba o swoje dziecko
nakarmi,przebierze i da na piwko-jak nie da, to dziecko bez skrupułów ukradnie jej ostatni grosz(przykład z życia-nie,nie mojego-kolegi).Gorzej ,że do matek zaślepionych instynktem nie dociera że robiąc dobrze,tak naprawdę robią żle-to jedna znielicznych sytuacji,kiedy instynkt macierzyński szkodzi dziecku.No i oczywiście żona staje się wrogiem,no bo jak ona mogła takie dobre dziecko z domu wyrzucić?
Uderzył ? Bije ? Będzie bił częściej.I mocniej.Chyba, że go zamkną.
Dzieci cierpią? Wiem-mój ojciec też wracał pijany i urządzał awantury-do dziś pamiętam jak się bałem.Powstrzymało mnie to przed piciem?-Nie!
Mam złą wiadomość żono alkocholika-on cię nie kocha!Dzieci też nie kocha!On kocha najbardziej na świecie alkochol i jego działanie-bez znaczenia czy to jakiś markowy drogi trunek(dobrze sytuowani) ,jabol czy piweńko-kiedy zabraknie,a kac suszy, denaturat też bedzie dobry.Coś ukradnie,sprzeda i kupi go.
Więc co robić? Dziś ,kiedy wiem to, co wiem, co bym zrobił na miejscu żony alkocholika? Jeżeli on nie jest świadomy, że nad tym nie panuje i nie przejawia woli żeby z tym skończyć - żadne dobrowolne czy przymusowe kuracje nie odniosą skutku(widziałem kolegów,którzy "przepili" Esperal-da się!)
Co robić? - UCIEKAĆ!Kobieto-ratuj siebie i dzieci i co tam jeszcze dasz radę ocalić i uciekaj!Może zmądrzeje?Jak nie zmądrzeje to płyn,który on tak kocha po prostu go zabije.Alkocholik ma dwie opcje:1-nie pić,2-nie żyć.
Nie,nie-on się nie zapije na śmierć-to rzadko jest takie przyjemne!
To najczęściej jest tak,że delikwent udusi się własnymi wymiocinami,kiedy uśnie opity(tak skończył kolega),upuści peta leżąc w pościeli(to o mały włos ja) czy zwyczajnie- on uśnie, a czajnik z wodą (zapitka przecież potrzebna) wykipi i zgasi palnik gazowy-kiedy sąsiedzi poczują gaz zwykle jest za póżno.
A jak zmądrzeje?
Niech szuka pomocy-wtedy mu można pomóc.NIE WCZEŚNIEJ!
Mnie się udało samemu-taki już ze mnie wyrodek(wiecznie samotny).Sam w gówno wdepnąłem,sam z niego wylazłem.Ale większość ludzi to stworzenia stadne-w kupie rażniej.Więc może jednak terapia grupowa,choćby AA.
Co potem?Wcale nie będzie łatwo-gdzieś kiedyś usłyszałem:"Rzucić picie?To akurat jest najprostsze".Zgadzam się z tym.Schody zaczynają się po wytrzeżwieniu.
Słyszeliście pewnie kiedyś tekst:"On kiedyś pił,ale przestał i teraz mu palma odbija"
Słyszeliście?Ja tak!Mało tego, sam tak mówiłem!
Sposób patrzenia na świat po wytrzeżwieniu bardzo się zmienia.Towarzystwo trzeba zmienić-tak zwanych(w moich stronach)sznapskolegów najlepiej brutalnie spuścić ze schodów-gwarantuję że nie wrócą.Gorzej w pracy(o ile jeszcze ją ma)
w rodzinie (stypaweselechrzestkumuniaurodziny).
I pamiętać,że alkocholikiem się zostaje i się jest-do końca życia.Można być jedynie ALKOCHOLIKIEM NIEPIJĄCYM.Czyli zapomnieć nawet o symbolicznej lampce szampana w sylwestra.Nic!Zero!
Bo ta lampka szampana,to jedno małe piweńko,to może być powrót!
A w najlepszym razie tzw."wpadka".Co to jest? Mnie się przytrafiła i nie chcę więcej miałem psychicznego "doła" (listopad,urodziny,ciemno,deprecha,samotntość)
-wypiłem dwa "Karmi".Dwa "karmi"-po 1,5% alkocholu!Skończyło się 11-to dniowym"cugiem" i 17-to dniowym kacem-potworem(pamiętam go do dziś)-urlop ,na który pracowałem cały rok zmarnowany.
Kończę powoli-mam nadzieję , że nie nudziłem,może ta wiedza komuś do czegoś się przyda a przynajmniej przybliży naturę tego,z czym chcecie walczyć.
Na koniec zdradzę wam "tajemnicę" - słyszę często wypowiedzi
fachowców,ludzi z dyplomami,autorytetów (ofiar nałogów też),którzy pieprzą bez sensu coś o "słabej woli","silnej woli".Ludzie ,nic takiego nie istnieje!
WOLA ma stan zerojedynkowy-(jak w komputerze)-jest albo jej nie ma!
Myśli ,w rodzaju"chcę,ale..."."chcę,tylko..."."zacznę od np.jutra"-znaczą tyle co "nie chcę".Kiedy CHCESZ-nawet ściany ci pomagają.
Dość-kończę.Gdyby ktoś miał pytania, odpowiem,na ile potrafię.
Dziękuję za tego posta. Szkoda, że prawie 40 lat temu nie przeczytała go moja mama.
Życzę wytrwałości i woli trwania w trzeźwości.
Tak, nie ma to jak opowieść samego alkoholika, otwiera oczy.
Czy można cos zrobić, żeby alkoholik zaczął chcieć zmiany? Ja uważam, że w wielu przypadkach można i mam na to dowody. Otóż mój brat i moja bratowa są uzależnieni. To była masakra bo mieli małe dziecko. Ktoregos dnia zastałam ich pijanych w trupa, a małego w łózeczku w brudnych pieluszkach i zziębnietego. Wezwałam policję, żeby spisali protokól, zawiadomiłam Sąd Rodzinny, ktory wydał natychmiastową decyzję o zabraniu dziecka do Domu Dziecka. Serce mi sie krajało, że oddaję bratanka, ale wiedziałam, że gdybym zabrała go do siebie, to byłaby to tylko informacja dla rodziców, że mogą sobie dalej pić, a dzieckiem zajmie sie rodzina bez żadnych dla nich konsekwencji. Do Sądu poszedł wniosek o zabranie praw rodzicielskich, do Komisji wniosek o przymusowe leczenie. Moja matka dostała zakaz otwierania drzwi synowi i jego żonie.
Następnego dnia gdy przejrzeli na oczy dostali informację ode mnie co się stało, gdzie jest dziecko i co muszą zrobić żeby go nie stracic. Jeszcze tego samego dnia oboje znaleźli się na odwyku. Byli tam przez 6 tygodni, a potem kontynuowali w poradni. Dziecko było w DD przez 5 miesięcy, a kurator przyglądał się postepom w leczeniu rodziców. Po tym czasie maly wrócił do rodziców. Upłynęło od tego czasu 15 lat. Od 15 lat są trzeźwymi alkoholikami.
Wiem, to bylo brutalne, ale jak życie pokazało, jedyne sensowne rozwiązanie, które było w stanie wstrząsnąć ich pijanym mysleniem. Wcześniej nie pomagały zadne groźby ani prośby.
Te matki i zony, które "ratują" swoich alkoholików, wyciągają z długów, karmią, tłumaczą, wybaczają tak naprawde pomagaja im dalej PIĆ. Tylko kopnięcie w zadek, zostawienie go sam na sam z butelką, wycofanie się z relacji z nim, pomoże mu "dotknąć dna" i odbic się od niego. Choc i tu 100% pewności nie ma. Ale jest jakaś szansa!
110 2011-07-12 17:17:55 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2011-07-12 17:21:19)
Witam
Jestem żoną i już nie żoną jak to ładnie określił sędzia(od ponad 10 lat jesteśmy w separacji)ze względów niestety ode mnie nie zależnych nadal mieszkamy pod jednym dachem z trójką naszych dzieci.
Przechodziłam wszystkie etapy Jego pijaństwa nawet nocne ataki paniki i histerii a przez ostatni rok chorobę nowotworową .
Sama wychowuję dzieci opłacam rachunki ale po uzyskaniu separacji sądowej nie odpowiadam już prawnie za jego wyskoki i długi .
Łatwo powiedzieć uciekaj ale do kąt ,mam pracę ale ledwo wiążę koniec z końcem więc kupno mieszkania nie wchodzi w grę a wynajem przekracza moje możliwości finansowe.
Z rodzicami w m-3 się nie pomieścimy a ja jak na razie czekam już ponad 7 lat na mieszkanie(pierwszy wniosek odrzucili -uzasadnienie brak oznak ubóstwa i patologii) po prostu umyli rączki.
Dopiero jak dostał kuratora rodzinnego to sprawa drgnęła i przyjęli wniosek ale utknął na parę lat 3 lata temu wylali go z pracy za jazdę pod wpływem ,były interwencje policji ale pouczali tylko mnie bo albo zwiał albo nic nie kumał .Obecnie ma 2 kuratorów i myślisz że to coś dało tylko tyle że przyjęli moje dokumenty na przyśpieszenie od lutego jestem na 2 miejscu oczekujących i nic czekam jak na Boskie zmiłowanie .
A on zapił raka dosłownie zawsze zastanawiał mnie fenomen jak można być dziennie pijanym i jak wytrzymuje to organizm pijaka ?
Do tego te paranoidalne zachowania i wszech ogarniający smród przepitego ciała oraz mania prześladowcza tak ja go prześladuję i gnębię swoim zachowaniem,dzieci mu kukułka podrzuciła ja puszczam się nawet z wieszakiem od szafy , mam miliony kochanków i ćpam razem z dziećmi .
A jego rodzinka a w szczególności matka która mieszkamy w jednym domu utwierdza go w tym.
Każda kobieta która żyła z pijakiem widziała przedsionek piekła tylko ona sama wie przez co przeszła i nie da się tego ubrać w żadne słowa nawet te najgorsze .
witam po rzeczytaniu twojego postu nie wiedziałam co miałam myślec. ja jestem w podobnej sytuacji z mężem i mam 2jke małych dzieci.
Anula, bardzo Ci współczuję! Mam nadzieję, że wreszcie dostaniesz to mieszkanie i będziesz miała gdzie odejść wraz z dziećmi.
Tak, masz rację, życie z alkoholikiem to piekło!
Witam mam 28lat,i od 9 lat jestem mężatką.
Na początku układało nam się super do momentu kiedy mój mąż nie zaczął sobie popijać,w końcu doprowadziło to do takiego stopnia ,że zaczął wpadać w ciągi alkoholowe które trwały nieraz tydzień ,nieraz dwa.Stracił przez picie kilka razy pracę .
Cztery lata temu był zaszyty inie pił chodził na spotkania do klubu AA myślałam wtedy że to co najgorsze już za mną.Po roku niepicia wszystko tak jakby się cofnęło,znowu zaczął pić i to prawie codziennie,stracił pracę, prawo jazdy.Dzieci zaczęły się go bać.Zrobił się agresywny zaczął mnie bić .
Dwa tygodnie temu po takim incydencie wezwałam policję przyjechali i wyprowadzili go z domu,mieszka obecnie u swoich rodziców .Od tej pory nie pije chce zacząć się leczyć ,zapisał się do klubu AA i znalazł pracę.Odwiedza dzieci,mnie przeprasza,prosi o ostatnią szansę,a ja nie wiem co mam zrobić bo miłość jest ślepa a ja go naprawdę kocham.
Anno wiesz ile ja dawałam szans całe mnóstwo.
Są alkoholicy którzy dali sobie i swoim rodziną szanse na nowe życie nie uważam że wszystkich należy skreślić.
To długotrwały proces i zależy w głównej mierze od osoby uzależnionej - to ona(on)musi chcieć.
Dobre chęci rodziny nie wystarczą.
Mój ex niestety nie należy do osób reformowalnych i jak to powiedziała pani psycholog mogę przestać się starać na śmierć się nie zapije ale za to nas zagnębi ![]()
Nie mogę poradzić ani tak ani siak mogę tylko podzielić się z tobą swoim przykrym doświadczeniem.
Jednak mam nadzieję że twój mąż sam nie postawi na sobie krzyżyka i wybierze rodzinę nie alkohol.
Anna, to dopiero 2 tygodnie, tyle co nic! Nie pozwalaj na powrót męża do domu. Jeśli chce sie leczyć, to niech się leczy. Żadaj od niego konkretów nie tylko słów, bo słowa to specjalność alkoholików. Konkretem ma być profesjonalna terapia na oddziale odwykowym lub w poradni odwykowej. Niech ci UDOWODNI, ze nie rzuca słów na wiatr. Ta separacja od rodziny niech potrwa przynajmniej pół roku, przez ten czas będziesz sie przyglądać temu co mąż robi. Ponadto powinnaś poszukac pomocy dla siebie. W poradniach odwykowych są programy terapeutyczne dla rodzin alkoholików. Tam znajdziesz pomoc dla siebie, bo potrzebujesz wiedzy o uzależnieniu i współuzależnieniu. Uzaleznienie to nie taka zwyczajna choroba, to nie katar, że wystarczy aspiryna i głaskanie po głowie. Musisz nauczyć się "twardej miłości" i zastąpić nią tę ślepą, o której piszesz. Tylko wtedy jest jakaś szansa na zmianę. Jeśli jednak się złamiesz i pozwolisz mężowi wrócić do domu bez stawiania warunków, to gwarantuję Ci, że horror wróci szybciej niz się spodziewasz.
Pani Anno,
Pani jedyną bronią jest niezachwiana stanowczość. Szansę można dawać, ale tylko osobie, która udowadnia, że jej na nas zależy.
Proszę być bezwzględną i bezwzględnie wymagającą. Nawet okrutną. Mąż pokaże z czasem, czy i jak bardzo mu na Pani zależy.
Najgorsze, co może Pani zaprezentować, to pobłażliwość. Łagodnością wyrządzi Pani pijakowi największą krzywdę. Czasami miłość objawia się w bezwzględności, a leczenie choroby alkoholowej jest tego najlepszym przykładem.
Za każdy akt naiwności drogo Pani zapłaci.
(...)
Dwa tygodnie temu po takim incydencie wezwałam policję przyjechali i wyprowadzili go z domu,mieszka obecnie u swoich rodziców .Od tej pory nie pije chce zacząć się leczyć ,zapisał się do klubu AA i znalazł pracę.Odwiedza dzieci,mnie przeprasza,prosi o ostatnią szansę,a ja nie wiem co mam zrobić bo miłość jest ślepa a ja go naprawdę kocham.
Twoja miłość BYŁA ślepa, dwa tygodnie zaczęłaś patrzeć przytomnym wzrokiem. Popieram zdanie i mareny7 i pana Wojciecha Imielskiego: bądź stanowcza. Dwa tygodnie to bardzo mało.
Jeśli kochasz swego męża, jeśli chcesz, by przestał pić, bądź wymagającą żoną.
Twoja uległość, Twoja pobłażliwość wspierać go tylko będzie w dalszym piciu i biciu.
Trzymam kciuki. ![]()
118 2012-10-06 21:58:22 Ostatnio edytowany przez załamana322 (2012-10-06 22:02:50)
Czesc wszystkim ja tez jetem jedną z tych wielu i mam to samo co wszyskie matki dziewczyny .mój mąz pije czesto co dzien wyzywa mnie ze jestem ku.. dzi.. i szma... a najbardziej boli jak mówi ze moze miec kazdą jak ciągle wchodzi na strony porno i ciągle tam czegos szuka chyba innych kobiet jestesmy 13 lat po slubie mamy dwójkę dzieci i one słuchają wszystkich awantur ciezko mi mówic ze chcę odejsc bo to moze głupie ale go kocham co zrobic jak sie nie martwic juz niemam sił
U mnie jest inaczej. Mąż mój pod wpływem alkoholu jest miękki. Wszystko jest na różowo. Na imprezach rodzinnych jest wręcz wylewny. Irytuje mnie to, bo nie wiem, co o tym myśleć. Do mojej mamy zaczyna mówić mamuś.
witam
jestem tu nowa. Od 10 lat tkwie w związku z alkoholikiem, mamy już jedno dziecko, aktualnie jestem w drugiej ciąży i żyć mi się nie chce. Po raz kolejny dałam się nabrać na zapewnienia męża alkoholika,że już będzie dobrze, że picie to najgorsza opcja, a wczoraj znowu bańka kłamstw prysła. Znowu usłyszałam jego starą śpiewkę, że on nie chce być dziwakiem w pracy, że tam z kolegami okazyjnie wypije, bo już go mają za innego itp. A ja dobrze znam ten nałóg i wiem,że alkoholik nie potrafi pić jak normalny człowiek,że prędzej czy później wróci do starego modelu picia. Już w tamtym roku przerabiałam jego 'kontrolowane picie', które trwało od kwietnia do sierpnia. Chciałam odejść,rozwieść się, ale znowu dałam się nabrać na zapewnienia,że tym razem już wszystko zrozumiał i zostałam,ale mieliśmy 'separacje', niestety musiałam mu czasami zaporzyczyć miejsca w łóżku i on to wykorzystał i zrobił mi drugie dziecko, wiedząc że będę musiała odrazu zrezygnować z pracy fizycznej i teraz znowu pokazuje swoją wyższość finansową i wie że może robić już co chce, bo ja nie mam totalnie wyjścia bez pracy z dwójką dzieci-gdzie drugie dopiero w drodze. Mam straszne myśli, zastanawiam się nad 'oknem życia', z jednym dzieckiem dałabym radę,z dwoma zostało mi życie z alkoholikiem. Z drugiej strony mój kochany synek, który nigdy by nie zrozumiał czemu musiałam oddać jego tak strasznie wymarzone rodzeństwo-synek codziennie podkreśla jak bardzo się cieszy, że będzie miał rodzeństwo, on mi dodaje sił,jest taki mądry i kochany.
Nie wiem co robić. Jestem załamana,wiem napewno,że jak mąż zacznie znowu zalewać pałę to ja tego nie wytrzymam psychicznie, zrobię coś sobie albo zwyczajnie zwariuję :'(
Możesz go spróbować namówić na leczenie ale cudów sobie nie obiecuj bo to przede wszystkim uzależniony musi mieć motywację. A z tego co piszę widzę że jest wręcz przeciwnie.
Ja bym się na twoim miejscu rozwiodła. Dostaniesz alimenty bez żadnego okazywania wyższości finansowej. Oczywiście z samych alimentów zyc się nie da -masz jakieś inne opcje? Czemu musiałaś zrezygnować z pracy od razu? Nie jestem zwolenniczką zwolnienia lekarskiego od pierwszego pozytywnego testu ciążowego, ale pracodawca powinnien zapewnić pracę na odpowiednim stanowisku, o ile nie pracujesz na czarno oczywiście.
A tak w ogóle - dlaczego nie zabezpieczyłaś się przed ciążą 'zapożyczając' mu miejsca w łóżku?
wiem jak wyglada takie zycie i jak ciezko sie przyznac przed rodzina iznajomymi jadopiero niedawno dojrzalam do takiej decyzji i powiem ci ze niejest to proste ja mojego meza nienawidze z calego serca za to pieklo jakie nam zgotowal ciagly alkochol aawantury z czasem doszedl hazard jak nie przepil to przegral nie bede cie straszyc ale kazdy alkoholik z czasem staje sie agresywny ile ja nocy pzestalam pzy oknie i trzeslam sie na dzwiek otwieranych dzwi ile awantur w srodku nocy bylo kiedywracal niedopity alb zadal pieniedzy na gry najpierw wyzwiska potem popyhanie szarpanie za wlosy wkoncu bicie tak jak piszesz ciagle go niebylo ja zajmowalam sie domem dziecmi i wydawalo mi sie ze sobie nieporadze sama typowa zona alkocholika tlumaczylam sobie ze gdybym sie nie odzywala toby mnie bnie bil smutna prawda dotarla domnie kiedy moj siedmioletni syn pqwiedzial wieczorem znowu taty niema chyba sie nie wyspie nie masz pojecia jak te slowa mnie zabolaly zrozumialam ze krzywdze je i wyzucilam meza z domu najgorsze dopiero bylo puzniej i trwa do dzisiaj straszenie ,dobijanie sie w nocy do drzwi grozby ze mnie spaji zabije ale jestem silna niedamsie zastraszyc bo wiem ze jemu o to wlasnie chodzi
witam ,chyba nie przypadkiem tutaj zajrzałam ,wpisałam w wyszukiwarce ,,mój mąż alkoholik ,, wyświetliło mi się forum ,przeczytałam na forum o problemach z piciem. I chyba tego od dawna szukałam w necie -,miejsca w którym można się wyżalić i nikt mnie nie zna, dlatego postanowiłam się zalogować . Chociaż zacznę może od tego ,że jestem już z 8 letnim stażem małżeństwa , ale moje życie mimo ,że mam 26 lat to piekło na ziemi , czuję że jestem sama ,nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać ,zwierzyć się dlatego pisze tutaj , a to najgorsze być samym i w tym wszystkim są dzieci . Czuję że mąż mnie lekceważy , zawsze się ktoś znajdzie z kim będzie pił i to jest nieuniknione ,a ja gdy widzę gdy przychodzi kolega męża z piwem -uwierzcie mi ,chce mi się płakać ,bo wiem że to piwo to początek a do wieczora .... daleko. Wczoraj gdy wrócił do domu po piwach dzieci spały , teściom zrobił awanturę , a mnie powyzywał , uderzył -(tak i już nie będę dłużej tego kryć ), nie wytrzymałam wzięłam samochód i pojechałam przed siebie , płakałam przez całą drogę gdy trochę mi przeszło wróciłam do domu w którym nie było męża ,bo wymyślił sobie że musi mnie szukać ,pojechał rowerem do swej mamusi się pożalić ,ale mamusi nie było w domu ,więc znalazł sobie innego kompana do zwierzeń , przyjechał póżno w nocy coś ok ,23.00 z wujkiem i dwoma ładnymi kuzynkami i musiałam udawać jak zawsze że jest dobrze , chociaż im się zwierzał jaką to ma żonę , i musiałam rozmawiać z nimi , zrobić kawkę itp. a najgorsze ,że jak pojechali znów zaczął z pretensjami do mnie , on wcale mnie nie dostrzega , zamknęłam się w łazience by się wypłakać to rozwalił drzwi , poszłam do pokoju a on za mną ,uderzył mnie -nie przeprosił zresztą jak zawsze , jak zawsze w głowę, tak by nie było nic widać , wyszedł wyzwał i od wczoraj do domu nie wrócił ,pewnie siedzi u kogoś i chleje ,albo jest u swojego wójka , zresztą dzisiaj jego mama wraca od córki i kolejny nocleg zapewniony , a ja ??? gdzie miejsce dla mnie i dzieci ? o nas wcale nie myśli ,nawet mleko mi się skończyło zawsze miałam bebilon teraz mam to zwykłe w kartoniku -bo musze takie mieć -na inne nie mam pieniędzy ,a jego to nie obchodzi , nawet nie wiem czy po tym mleku nie będzie miała zaparcia , bo kiedyś miała. kiedyś umiałam dobre ciasta upiec , a teraz nie mam na to ochoty ,wolę kupić , tak jak przed laty sama sobie mini ogród zaprojektowałam , a teraz nawet do niego nie chodzę , mimo że tak bardzo go lubiłam -spędzać w nim czas .
wszystko jest na mojej głowe ,wszystkie urzędowe dokumenty ,zawożenie dwoje dzieci do szkoły podstawowej i jeszcze opieka nad malutkim rocznym dzieckiem ., a mąż to tylko na papierze / nie jestem szczęśliwa, chociaż kiedyś byłam inna -pełna życia , teraz mam dość i nawet czasem przy mocnej kłótni mocno boli mnie serce i czuję że zrobiłam się nerwowa, ale co tam ,moje życie już przemknęło obok gdzieś .
,, Spójrz w me oczy
Spójrz w ich głębiny
tam zatacza się smutek nieodkryty ,,
Ewlina, co Ty z nim jeszcze robisz?
Do czego on jest Tobie potrzebny?
Co Cię przy nim trzyma?
Sama zajmujesz się dziećmi, sama domem, na Twojej glowie są rachunki i jeszcze za to dostajesz po głowie.
Robi Ci awantury, wyżywa się na Twoich rodzicach, a Ty to znosisz i przy jego rodzinie udajesz że jest happy, dając mu tym samym przyzwolenie na takie zachowanie, bo wie że Ty ze wstydu będziesz udawać, że jest ok, że jesteście parą gruchających gołąbków. Kiedy goście zamkną drzwi, dostajesz porcję mężowskich 'czułości'.
Bycie z nim Cię wyczerpuje i fizycznie i psychicznie. Ty już masz nerwicę i depresję. Przy nim nigdy nie odżyjesz i nie będziesz czuć radości z tego co robisz.
Jesteś jeszcze bardzo młoda, a już masz wrażenie że życie Ci uciekło.
Mój mąż nie jest alkoholikiem, ale był na dobrej drodze, koledzy i okazja do wypicia, jakoś same go znajdowały, ja działałam inaczej niż Ty, nie udawałam że jest ok, jak nie było. A po pewnym męża zachowaniu nie do przyjęcia, spakowałam go i jego rzeczy i odwiozłam do jego rodziców. Powiedziałam jedno zdanie, albo wróci naprawiony, albo wcale.
Wrócił i od tego momentu ma inne priorytety niż koledzy i alkohol, a jesteśmy małżeństwem z 3x dłuższym stażem niż Twój.
Myslę, że w walce z alkoholizmem męza, przyda się wsparcie psychologa, czy terapeuty od wspóluzależnień. Warto poszukać Poradni dla Osób Wspóluzależnionych, albo isć do Osrodka Interwencji Kryzysowej, porozmawiać z ludźmi, którzy przygotują cię na to,co jeszcze byc i jak na to reagowac.Samej z dziećmi na głowie, z teściami i manipulującym mężem trudno jest wytrzymać psychicznie.
126 2013-10-14 21:19:30 Ostatnio edytowany przez fuengirola1 (2013-10-14 21:19:53)
Myśle, że taki człowiek potrzebuję na pewno wsparcia
Myslę, że w walce z alkoholizmem męza, przyda się wsparcie psychologa, czy terapeuty od wspóluzależnień. Warto poszukać Poradni dla Osób Wspóluzależnionych, albo isć do Osrodka Interwencji Kryzysowej, porozmawiać z ludźmi, którzy przygotują cię na to,co jeszcze byc i jak na to reagowac.Samej z dziećmi na głowie, z teściami i manipulującym mężem trudno jest wytrzymać psychicznie.
Mój Boże, się zreflektowałam po czasie,
oczywiście wsparcie na tym forum jest bezcenne, ale w realu tez nie zaszkodzi.Pozdrawiam wszystkich zaangażowanych i przepraszam za ten lapsus.
Witam
Ja mam ten sam problem tylko z tą różnicą,że mam 15 letniego synka i 5 miesięcznego synka. Odchodziłam od męża z dziesiątki razy i wracałam, aż przytrafił się Kubuś. Najgorsze to ,że nic się nie zmieniło jest gorzej niż było i nie potrafię odejść, bo wstydzę się ludzi, jestem już tak zagubiona, że nie potrafię racjonalnie myśleć jestem zmęczona tym wszystkim mam gdzie odejść tylko najgorsze to t ,że kilometr od domu mojego męża, który będzie jak zwykle mnie molestował rozmowami telefonami i w ogóle. Chciałabym,żeby ktoś mnie tłuczkiem poskromił, żebym się ocknęła i podjęłą właściwą decyzje. Proszę pomocy
Najgorsze to ,że nic się nie zmieniło jest gorzej niż było i nie potrafię odejść, bo wstydzę się ludzi, jestem już tak zagubiona, że nie potrafię racjonalnie myśleć jestem zmęczona tym wszystkim mam gdzie odejść tylko najgorsze to t ,że kilometr od domu mojego męża, który będzie jak zwykle mnie molestował rozmowami telefonami i w ogóle. Chciałabym,żeby ktoś mnie tłuczkiem poskromił, żebym się ocknęła i podjęłą właściwą decyzje.
Wstydzić to się trzeba tego, że tkwisz w tym małżeństwie a nie tego co ludzie powiedzą jak odejdziesz. A nie wstyd Ci jak mówią w tej chwili o Tobie i mężu? Ludzie zawsze gadali i gadać będą. Słaby powód podałaś tkwienia w tym wszystkim.
Masz gdzie odejść. Czyli masz coś czego większość kobiet w twojej sytuacji nigdy nie miało i nie będzie miało. Nie odejdziesz bo będzie dzwonił? Oczywiście, że będzie skoro to przynosi skutek i zawsze wracasz.
Nie myślisz racjonalnie tak jak sama napisałaś. Czas to zmienić a będzie tylko lepiej.
Masz rację odchodziłam tyle razy i kolejny raz odejść to pestka. Proszę żle mnie nie zrozumieć , Ale bardzo to się odbiło na synu jak chodził do tej szkoły gdzie mój dom mieści się na przeciwko tej szkoły a jak poszedł do innej to niebo a ziemia ja tak napisałam bez szczegółów.Będąc tutaj rozwinę swój problem i mam nadzieję, że znajdę wsparcie duchowe, bo jest mi to potrzebne . Mąż leży w pokoju dużym i śpi pijany a teraz moje kochane dzieciątko się obudziło.Naprawdę potrzebuję wsparcia.