Witam!
Jestem młodą mama, głównie to dlatego wyszłam za mąż, to była "wpadka", z tym że bardzo chciałam tego ślubu bo wtedy bardzo kochałam swojego męża. I tu niespodzianka, urodziły nam się bliźniaki. Na początku było fajnie, mój mąż troszczył się o nas, później zaczął w każdą sobotę po pracy popijać sobie piwo, nie broniłam mu bo każdy normalny facet lubi od czasu do czasu mieć chwilę relaksu. Z czasem poszło to zbyt daleko. Piwo było dla niego codziennie, często przychodził z pracy już "wcięty", wychodził z domu i też pił. A ja zostawałam sama z maluchami, ciężko mi było samej sobie radzić a na niego nie mogłam już liczyć. Pewnego dnia dzwoni do mnie że stracił prawo jazdy ( ja nie posiadam) przez alkohol. Przez ten incydent nakazałam mu iść do przysięgi bo jest religijnym człowiekiem i myślałam że to pomoże. Zrobił to ale później znalazłam w tym haczyk, zostawił sobie dyspensę na szampany.
Okazało się że jestem znów w ciąży, to był okropny okres. Ja sama z bliźniakami w domu a on przychodził z pracy, zjadł obiad i kombinował że musi gdzieś wyjść. Pil praktycznie codziennie, chował się z tym piciem wszędzie! W garażu, w piwnicy, w kuchni letniej, wszędzie! I wszędzie miał swoje zapasy szampana, bo gdyby tam przypadkiem byl aby mógł pić. Dodam że pił sam. Ciąża była dla mnie okresem nerwów, złego samopoczucia, kłótni, szarpaniny.
Gdy urodziłam trzecie dziecko dalej było to samo, teraz chcę się z nim rozwiść, nie wytrzymuję tego nerwowo.
On grozi mi że jeżeli od niego odejdę to się powiesi. Błagam pomóżcie mi. Co mam zrobić? Żyć z alkoholikiem i pozwolić żeby moje dzieci wychowywaly się w patologii, mając ojca alkoholika. Patrząc jak rodzice się kłócą, szarpią i wyzywają? Czy mam odejść?
A jeśli on zrobi to na prawdę? Moje małżeństwo to koszmar, a trwa dopiero 2 i pół roku
Podobne tematy
Wiem dokładnie o czym mówisz, bo sama jestem dzieckiem z takiego związku. Mój ojciec odkąd pamiętam pił i był agresywny w stosunku do mamy, a później wobec mnie i mojego rodzeństwa również. Mówiąc Ci, że się powiesi jak go zostawisz stosuje wobec Ciebie szantaż emocjonalny, bo albo nie chce stracić Ciebie i dzieci, albo bo sytuacja, w jakiej się teraz znajduje jest wygodna, bo ma niewolnice Izaurę, która mu posprząta, ugotuje, a on przychodzi na gotowe i ma okazje do picia. Wiem, że teraz pewnie jest wszystko na Twojej głowie, bo on zaabsorbowany piciem nie ma czasu na obowiązki domowe. Musisz się poważnie zastanowić po pierwsze czy go mimo wszystko nadal kochasz, a po drugie czy widzisz szansę na jego wyjście z nałogu. Opowiem Ci co my z moją mamą zrobiłyśmy w naszym przypadku. Ja jako osoba pełnoletnia (22lata) złożyłam wniosek w prokuraturze o przymusowe leczenie, ale procedura ta trwa bardzo długo i od złożonego wniosku czekam na wyrok już ponad 9 miesięcy. Plus taki, ze sprawa jest w toku, ale zanim zostanie ogłoszony wyrok i przyjdzie czas na jego kolej (samo czekanie na miejsce w ośrodku trwa około 5 miesięcy, ale zależy jaki ośrodek) to jeszcze dużo czasu upłynie. Z kolei moja mama złożyła wniosek o psychiczne znęcanie i ta sprawa trwa już nieco krócej. Ale tak na prawdę sytuacja w domu nie poprawiła się a wręcz pogorszyła. Rodzice są obecnie w separacji, bo jak ojciec stracił pracę przez picie zaczął brać kredyty i mama bała się że będzie musiała je później za niego spłacać, a bywało już tak. Ale wszystko to na nić, bo ojciec zamiast otrząsnąć się z tego, że powoli zaczyna tracić rodzinę wpadł w większy amok i pije już codziennie, a za to, że stracił pracę, że są z mamą w separacji i że toczą się przeciwko niemu dwie sprawy, obwinia moją mamę i nie widzi w tym swojej winy. Musisz poważnie porozmawiać z mężem o tym, że obecne życie Ci z nim nie odpowiada, że nie możesz dzieciom na samym wstępie niszczyć życia i albo się uspokoi, sam odda na leczenie i będzie coś ze swoim piciem robił albo go zostawiasz, albo sama wymyśl dogodne dla Ciebie ultimatum (przygotuj się na to, że jeśli powiesz mu że ma problem i że już staje się alkoholikiem to Cię wyśmieje, bo przecież mało który alkoholik przyzna się, że jest alkoholikiem, że ma problem i że trzeba coś z tym zrobić). Tylko co bardzo ważne, musisz być konsekwentna w swoich słowach, bo jak będziesz mu groziła i nie stosowała się do tego to następnym razem też nic nie wskórasz, bo będzie juz wiedział, że nie dotrzymujesz słowa i tylko go straszysz słownie. Ważne jest też czy otrzymujesz wsparcie od jego rodziny i czy możesz liczyć na ich pomoc. To jest również ważne, bo jak nie będą Ci pomagać, a wręcz przeciwnie jeszcze dolewać oliwy do ognia i sterować nim przeciwko Tobie (tak jak w przypadku mojego ojca), a on nie będzie miał własnego rozumu to już sytuacja stracona. Możesz na pare dni wyprowadzić się z domu do rodziny i zobaczyć, jak on na to zareaguje, choć wiem że nie będzie to łatwe, bo nikt od razu nie przyjmie pod swój dach matkę z 3 małych dzieci. A z takich bardziej przyjemnych porad to postaraj się nawiązać kontakt z grupą wsparcia. Na pewno jakaś się znajdzie w Twoim miejscu zamieszkania, tylko na razie o tym nie wiesz bo Cię to wcześniej nie interesowało. Tam spotkasz ludzi z podobnymi problemami, a nikt Cię tak dobrze nie będzie rozumiał jak właśnie oni. Przy takich grupach znajduję się psychoterapeuta (może Twój mąż zgodzi się chodzić na spotkania razem z Tobą?). Musisz robić tak, żeby nie zmarnować życia dzieciom, a przede wszystkim sobie, bo nieszczęśliwa matka to nieszczęśliwe dzieci. Wiem, że czeka Cię teraz trudna decyzja co zrobić, jak i czy to w ogóle będzie miało sens ale myśl przy tym o przyszłości swojej i dzieci. Trzymam za Ciebie kciuki, mam nadzieję, że przyda Ci się Tobie to co Ci napisałam, a przede wszystkim mam nadzieję, że uda Wam się ten problem rozwiązać, bo teraz napisze Ci z punktu widzenia dziecka, że nie fajne jest gdy rodzice się kłócą, nie potrafią się dogadać, obrażają się wzajemnie, aż w pewnym momencie stają się dla siebie obcymi i wrogimi ludźmi. Pozdrawiam i pamiętaj musisz być silna i twarda, chociażby ze względu na dzieci.
natalia20013 - przykre że tak krótko po ślubie i do tego z 3 maleńkich dzieci przeżywasz taki koszmar. Według mnie nie powinnaś dać się szantażować tym że się powisi bo (jeżeli jest takim wierzącym katolikiem) to przy następnej okazji powiedz mu że samobójstwo to grzech śmiertelny i według prawa kościelnego księc nie powinien nawet odprawić mszy pogrzebowej, jeśli będzie straszył że zapije się na śmierć to powiedz że i tak do tego dąży ale chociaż ty i dzieci nie będziecie musieli na to patrzeć - pamiętaj prawdopodobnie on nie ma wcale zamiaru skończyć z sobą on tylko straszy żeby cię zatrzymać.
Czy masz zamiar dalej tak żyć - pomyśl ile zniesiesz ty i twoje dzieci co będzie gdy pojawi się kolejne dziecko???????? czy wtedy łatwiej będzie ci odejść.
Myślę że jeśli tylko masz gdzie to odejdź od niego i postaw warunek - leczysz się to możemy pomyśleć o dalszym wspólnym życi, jeśli nie to ja sobie dam radę a ty rób co chcesz. Problem jest taki że z biegiem lat gdy z nim zostaniesz a on dalej będzie pił to staniesz się współuzależniona i wtedy odejść jest wręcz niemożliwe bez pomocy psychologa (ale już wedy dla ciebie) Żony alkoholików mają ten problem że martwią się że mąż zapije się, nie poradzi sobie - a przecież każdy odpowiada ża swoje życie i czyny - a twoim zadaniem jest dbać o siebie i dzieci on jest dorosły i wie co robi.
Życzę ci mądrej decyzji z uwzględnieniem swoich i dzieci potrzeb - życie masz jedno nie pozwól żeby ktoś zamienił ci je w piekło. Powodzenia
limonka88, atinasarz
dziekuję wam za rady, za słowa wsparcia. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Zostałam z tym problemem sama, nie umiem sobie z tym poradzić! Cieszę sie że jest ktoś kto zainteresował się mną. Do tej pory myślałam że jestem w sytuacji bez wyjścia.
Mój mąż wcale nie jest takim złym człwiekiem. Jak nie pije to jest przykładnym mężem i ojcem i dlatego tak ciężko jest mi od niego odejść. A co do zgłoszenia go na leczenie... myślałam o tym już od dawna ale chyba brak mi odwagi, boję się jego reakcji, boję się że nasze małżeństwo będzie jeszcze gorsze, że jeszcze bardziej będzie mnie za to poniżał. Boję się że moi teściowie ( z którymi mieszkam) znienawidzą mnie za to że to zrobię dla jego ukochanego synka. A co będzie z naszą sytuacją finansową jeśli on podejmie się leczenia? Ja nie pracuję, Mąż też nie zarabia kroci więc też nie mamy zbyt wiele oszczędności.
O Matko...Ten koszmar będzie trwał wieczność
Natalio, zgadzam się z dziewczynami powinnaś coś z tym zrobić teraz, bo później może być tylko gorzej, alkoholik sam sobie nie pomoże, nie przestanie jakimś cudem sam pić ( choć zdarzają się takie znikome przypadki ) masz dzieci, musisz walczyć o spokój dla nich, sama pewnie zdajesz sobie sprawę co one muszą przeżywać, choć i tak są teraz malutkie by cokolwiek pojąc, a co będzie za parę lat ???
A jego szantaż..... nic sobie nie zrobi, skoro taki jest wierzący, zresztą wola boska
A ty walcz o swoje szczęście i dzieci albo z nim albo bez niego, niech on sam podejmie decyzję.
Dziwię się twoim teściom, mieszkacie razem i nie widzą oni problemu ??? Nie mogli by ci jakos pomóc ?
O rany .. Jak Ja czytam co napisałaś Natalio to czas mi się cofnął o parę lat
. Byłam bardzo w podobnej sytuacji .. małe dziecko, mąż alkoholik. Stracił wszystko, prawo jazdy, dobrą pracę przez alkohol. Pił codziennie ( 6-8 piw dziennie ). Przeważnie po kryjomu .. jak napisałaś .. w pywnicy, w kuchni i w garażu. wiecznie od niego śmierdziało alkoholem. Już nie będe pisała ile awantur było, szarpaniny, wyzywisk .. strasznie mnie poniżał .. nawet jak byłam w ciąży mnie nie szanował
. Groził też śmiercią .. moją i swoją .. że się powiesi .. że wysadzi mi dom w powietrze, kiedy chciałam właśnie odejść .. zawsze brał mnie na litość. Leczenie obiecywał ale nie zrobił tego i Twój też tego nie zrobi!!! Nie myśl że on się zmieni! Nie zmienisz go! Odejdż od niego ... proszę Cię! On Cię zniszczy
. Jeszcze trochę i będziesz w takim stanie nerwowym że sobie nie poradzisz.
Ja skończyłam ten związek, te chore małżeństwo! Po prostu zorientowałam się że on gra na moich uczuciach, że zbyt bardzo kocha siebie żeby sie powiesił. Rozstałam się i już. Nie było łatwo .. bo nie dał mi na początku żyć, śledził mnie, wmawiał innym że kogoś mam ... stał mi wieczorami pod oknami, włamywał się do domu
... ale przeżyłam to. Dziś jestem bardzo szczęśliwą kobietą, mam teraz wspaniałego ukochanego faceta, który przede wszystkim nie pije i dba o mnie a moje dziecko bardzo go lubi, bo ze swoim ojcem nie ma żadnego kontaktu! Ojciec niestety nie ma czasu dla niego, bo musi pić!
Jednak nerwicę już mam silną, czasami nie panuję nad sobą ... chodziłam do psychiatry, byłam na silnych prochach. Dzięki niemu właśnie.
Dziewczyno zrób coś! Wiem ze to trudne, ale alkoholi to chory i samolubny człowiek!
Pisz tutaj .. jak Ci mijają dni .. Ja będę często tu zaglądała!
Pozdrawiam Cię ciepło i trzymaj sie dzielnie!
rybka28 dzięki ze napisałaś. Widzę że nie tylko ja jestem w tak beznadziejnej sytuacji
Wiesz ja codziennie zastanawiam się nad odejściem od niego, ale chyba jestem zbyt słaba. Gdybym nie miała z niem dzieci to już dawno bym to zrobiła a tak jak jest to boję się że nie udźwignę tego życia jako młoda samotna matka z 3 malych dzieci.
Mój dzisiejszy dzień to znów to samo... Mąż właśnie śpi ( pijany) a ja siedzę tu i piszę żeby się wyładować. Dziś jak zwykle kłótnia, wyzwiska, dzieci się przestraszyły, ja się rozpłakałam.... Codzienność, norma
Chyba też popadłam w nerwicę, jestem strasznie wybuchowa ostatnio, zdaża się niestety że swoją złość wyładowuję na dzieciach (moje niwinne niczemu istotki). Czasem myślę że może gdybym nie była taka nerwowa, nie kłóciła się z nim to może następnego dnia nie piłby
Jutro będziemy mieli gości, boję się strasznie że najjem się wstydu, że on się upije. Kiedyś już tak było jakmiała nas odwiedzić moja mama. Przykre
I po co Ci takie życie???
Nigdy nie będziesz szczęśliwa jeśli z nim zostaniesz! Ja rozumiem że się boisz, też się bałam tej samotności, wmawiałam sobie że nikt mnie już nie ze chce. Rozwódka z dzieckiem. Ale tak nie jest. Pokocha Cię jeszcze taki facet że pokocha i Twoje dzieci.
Współczuję Ci naprawdę. Znam to. Czasami chciałam zeby mąż w ogóle się nie budził. Wolałam być sama w domu bez niego, bo on mi przeszkadzał.
Żalił się swojej mamusi że go ograniczam z pieniędzy, a ona zaś po kryjomu dawała mu pieniądze a on oczywiście wszystko przechlał. Więc teściami się nie przejmuj, sami niech się z nim męczą!
Nie obwiniaj siebie! Staraj się dla dzieci być dobra i cierpliwa a mężowi powiedz jeszcze raz że jak się nie zmieni to odejdziesz od niego na zawsze!
Ja jak miałam gości to mój mąż zawsze leżał już pijany i nigdy do nich nie wychodził, wstyd mi był za niego. Tak się cieszę że ten koszmar się już skończył i Tobie tego z całego serca życzę!
Witam!
Jestem na tym forum zupełnie przypadkiem ale jak przeczytałam twój post to myśle, że to już nie przypadek!
Po pierwsze alkoholizm to jest choroba taka sama jak rak, gruzlica itp. nie możesz obrażać się na męża za to że jest chory!
Po drugie odpowiedz sobie na zasadnicze pytanie-czy kochasz swojego męża i czy chcesz z nim spędzić resztę życia!
Po trzecie zacznij działać-dowiedz się jaką chorobą jest alkoholizm i zajmij się swoim współuzależnieniem
Po czwarte jeżeli jesteś gotowa się z tym zmierzyć to nie zastanawiaj się co powie teściowa za co będziecie żyć ja pójdzie na terapie itp. Jak będzie dalej pił to wcześniej czy pózniej straci prace i też nie będziecie mieli za co żyć! Jezeli podejmiesz właściwą decyzję wszystko się ułoży!
Wiem jedno życie z alkoholikiem nie jest łatwe to jest choroba na całe życie i nikt nie daje Ci gwarancji że jak przestanie pić to będziecie żyć długo i szczęśliwie ale z drugiej strony z "niealkoholikiem" też nie ma takiej gwarancji!
Decyzje musisz podjąć sama-przemyśl tylko powyższe punkty!
Życzę Ci trafnych decyzji i pogody ducha!
Jak myslisz co bedzie dalej,?kolejne obietnice,ze sie opamieta,kolejne ciagi,kolejne dzieci.......a dlaczego ty sie martwisz tesciowa?to ona powinna ci pomoc,nie wierze ze nie widzi twojego problemu,nie chce widziec,wiem cos o tym zostawilam meza alkoholika,wzielam dzieci pod pache i poszlam tak jak stalam,od tamtej pory minelo 6 lat a mordowalam sie z nim 11!niewytrzymalam jak kolejny raz zdemilowal mieszkanie bo szukal pieniedzy.teraz jestem szczesliwa kobieta ,wychowuje synow,oszczedzilam im stresu i patrzenia na awantury i jego picie.wiem poczatki sa straszne,ciezkie decyzje do podjecia ale jesli mialabym cos sobie zarzucic to tylko to ze zrobilam to o 11 lat za pozno.na poczatku tasciowie obrazili sie na mnie ,ze go zostawilam a on chcial sie powiesic,{jakos sie nie powiesil]jednak odnowilam z nimi kontakty bo w sumie to sie lubimy i kochaja wnuki.w szczerej rozmowie tesciowa przyznala mi racje,powiedziala ze nie mogla patrzec na te jego picie.nieutrzymuje z nim kontakzow,wiem od tesciowej ze ozenil sie powtornie i pije rowno z e swoja kobieta.wodka wziela gore...nie marnuj swego zycia a przedewszystkim dzieci.pozdrawiam
Dziewczyny,mój ojciec też tak pił,odkąd pamiętam..nic z tego dobrego dla dzieci nie ma...mają potem tylko problem z zaufaniem,nie warto trwać w związku,w którym facet wciąż pije,u mnie ojciec był bardzo agresywny po alko...z dzieciństwa pamiętam tylko jak wracał z pracy pijany,potem też pił...a jak mama nie chciała go puścić,żeby dalej pił to robił awanturę..rękoczyny na porządku dziennym..
z czasem zaczal pić po kryjomu...jest kierowcą z zawodu,kilka razy wsiadł kompletnie pijany za kierownicę,notorycznie jedził po "piwie"...udalo mu się jakoś ma prawo jazdy do dzis..ale dopiero rok temu dzieki mnie na chwile przestal pic...ja mam 23 lata i nie rozumim mojej mamy,dlaczego nie zostawiła go dawno temu..
Dasz radę Natalko...
moim zdaniem nie ma co się męczyć...skoro to już trwa..
pozdrawiam,trzymaj się
oj dziewczyny, takie to jest trudne...
Moje dzieci już śpią więc znów mogę wyładować swoją złość pisząć TU. A i mój mąż też śpi (pijany)
Dziś dostałam furii, mój mąż wymyślił sobie jakieś ważne sprawy żeby nie przyjąć moich gości( bylo mi wstyd bo oni jechali do nas z daleka a niewidzielismy sie ponad 2 lata), zrobiłam mu awanturę. Przez to mój teść wyzwał mnie i powiedział że gówno go ochodzą moi goście. Dziewczyny ja chyba powinnam się leczyć, jestem nadpobudliwa( chyba z powodu mojego meza).
Wieczorem, mimo kłótni i tego ze groziłam mu ze jak jeszcze raz zobacze go pijanego to odejde, znów wrócił pijany.
Podjęłam dedcyzję. Wyprowadzam się od niego jutro rano, jak on będzie w pracy.
Boję się tylko, że nie wystarczy mi odwagi i determinacji ![]()
Kochana,jeśli masz tylko rodziców lub kogoś kto Ci pomoże jakis czas,to wyprowadzaj się.Ja wiem,że łatwo mi mówić,bo to nie moje zycie,ale wiem co przezywasz..i życze Ci jak najlepiej.POtrzeba odwagi i determinacji,ale uwierz,że poradzisz sobie.Dzieci są ogromną siłą napędową.Dasz radę:*
Zrób to, jeżeli masz gdzie. Niech zobaczy, że nie rzucasz słów na wiatr i stać Cie na podjęcie takiej decyzji.
Wiem, że po pewnym czasie wrócisz, bo on Cie uprosi. Pamiętaj, możesz to zrobic tylko raz. Jeżeli nie bedzie zmian w jego postepowaniu, to nie będzie ich nigdy.
Boję się jak cholera, Mój ojciec zapewnił mnie że przyjmie mnie z otwartmi ramionami ale mimo wszystko się boję. Mój tata pracuje i nie ma mowy o urlopie, a co będzie jeśli ja załamę się całkowicie, co z dziećmi, oni uwielbiają ojca, zwłaszcza jeden z moich synów. świata poza nim nie widzi.
Ale z drugiej strony jak sobie pomyślę że on znów będzie pijany i będziemy się klócić to nich go "szlak trafi"
Bądź silna,uwierz,że nie ma lepszego rozwiązania...jak długo to będziesz znosiła?
czytam twoje posty natalia i mam nieodparte wrazenie ze jestes wspoluzalezniona, ty sie wstydzisz za niego, bronisz go-bo w gruncie rzeczy jest dobrym czlowiekiem ale pije pije i bedzie pil!!
mam nadzieje ze sie wyprowadzilas. jesli bedziesz tak slowa lamac to on bedzie pewny ze moze ci na glowe wejsc. powinnas sie wyprowadzic, bo masz gdzie, ratuj siebie, ratuj dzieci. postaw warunek ze puki nie pujdzie na odtrucie i nie bedzie chodzil na terapie to do tej pory nie wrocisz, ratuj was!
brak ci sil, nawet po tym co pisza dzieczyny co przeszly? mysle ze powinnas isc do splecjalisty, do terapeltu do AA zeby ci pomogli, zebys mogla o tym porozmawiac i cos zaradzic temu, moze to da ci sile, zacznij od siebie zebys miala sily do zycia i do opieki nad dziecmi.
moge cie zapewnic ze sie maz nic sobie nie zrobi, ale to dobrze ze bez ciebie sobie nie poradzi, moze wtedy wezmie sie za siebie. a twoje nerwy...to tez ywmaga specjalisty.
nie masz innego wyjscia niz odejsc, no chyba ze chcesz zeby nadal to trwalo.
18 2010-11-12 17:13:21 Ostatnio edytowany przez limonka88 (2010-11-12 17:15:26)
Natalio,
musisz coś z tym zrobić. Prędzej czy póżniej i tak powie, że pije przez Ciebie i wszystko złego co sie dzieje będzie przez Ciebie. Tak jak pisałaś, popadasz już w nerwicę i to że tak się teraz zachowujesz nie jest Twoją winą tylko Twojego męża. To przez niego taka jesteś. A pomyśl, że niedługo takie zachowania mogą jeszcze się przenieść na Twoje dzieci i one się staną nadpobudliwe i nerwowe. Porozmawiaj z jego rodzicami, niech wiedzą co się u was dzieje, jak się zachowuje, tylko jeśli mieszkacie razem to i tak słyszą awantury.
Nie wiem co ci doradzić mój mąż też jest alkoholikiem i coraz częściej zastanawiam się nad odejściem u mnie to jest spowodowane bezpieczeństwem dzieci ale nie ważne.Powiem ci jedno jeśli facet stosuje szantaż emocjonalny a tak jest w twoim przypadku to nie martw się nic sobie nie zrobi byłam kiedyś z takim który ciągle mnie straszył że się potnie jak odejdę i kiedy miałam dość to podałam mu żyletkę i powiedziałam tnij się i co nic sobie nie zrobił jesli ktoś ma sobi coś zrobić to to robi a nie gada jest słaby psychicznie i tyle ni lituj się
Witam drogie Panie.
Może was to zdziwi ale nie wiem czy jak ta druga połowa mogę tu zaglądać.
Ale jako że już tu jestem i przeczytałem o problemie alkoholizmu w związku chciałem się z wami podzielić swoja opinią i doradzić tym które mają problem z mężem alkoholikiem.
Muszę się przyznać że sam jestem alkoholikiem od trzech lat nie pijącym.Doprowadziłem podobnie jak wasi czy obecni czy byli mężowie do rozpadu małżenstwa.Przeszedłem kurację odwykową tylko z tym że nie w Polsce a za granicą/jestem 15 lat w grecji/ nie było łatwo.
Jedno co chciałbym powiedzieć przede wszystkim natalia20013 nigdy nie wierz alkoholikowi.To co on mówi to tylko słowa nigdy nie znajdzie odwagi aby odebrać sobie życie.Jeśli chcesz normalnie żyć zostaw go a możesz pomóc i sobie i jemu.Może wtedy jak odejdziesz zacznie cos robić ze sobą bo wtedy zostanie sam ze swoim alkoholem a wszyscy inni się od niego odsuną,a Tobie na pewno pomogą.
Życzę siły i odwagi do podjęcia odpowiedniego kroku.
Moim zdaniem nie powinien Cię tak szantażować. Bo gdy ulegniesz, będzie wiedzial że jesteś przy nim bo się boisz i będzie dalej robił to, co robi. Gdy odejdziesz są dwa wyjścia: albo zreflektuje się że Cię traci i wtedy zrozumie co zrobi źle, uwierzy że potrafisz żyć bez niego, nie będzie miał Cie czym szantażować i wtedy będzie chciał się zmienić aby Cie odzyskać - to jest na plus. Jeżeli pomimo tego ze odjedziesz on się nie zmieni, to nie masz czego żałować - masz szanse ułożyć sobie życie tak jak tego chcesz, a gdy z nim zostaniesz a on się nie zmieni, Wasza rodzina będzie nieszczęśliwa. On nie powiesi się. Straszy Cię i szantażuje. Wie że ma Cie w garści i że jak tak powie, to będziesz się bala i nie będziesz miała odwagi odejść. Ale jeśli się boisz, że to zrobi, to proponuję zgłosić to jego rodzinie, rodzeństwu czy nawet do lekarza psychologa czy do mopr-u. Niech on isię martwią. Nie marnuj lat swoich i swoich dzieci. Daj szanse sobie na lepsze życie i jemu - zobaczymy którą drogę wybierze. Jeśli dalej będzie pił, będziesz wiedziala, ze dobrze zrobiłaś odchodząc.
Przeczytałam ten wątek i aż postanowiłam się zarejestrować. Mogę Ci tylko powiedzieć,abyś pomyślała o sobie. Mój ojciec pije odkąd pamiętam i strasznie żal mi mamy.Będzie taki dzień kiedy Twoje dzieci dorosną i zaczną żyć swoim życiem a Ty zostaniesz z mężem na którego nie będziesz mogła liczyć bo ważniejszy będzie alkohol.
Niestety alkoholizm to przeklęty nałóg bo dopóki sam chory nie zda sobie sprawy,ze swojego uzależnienia to nikłe są szanse na to,że przestanie pić ![]()
Przepraszam, że tak długo tu nie zaglądałam. Niestety wyższa siła i obowiązki.
myślę że czasem są jakieś wyjątki od reguły. Pisałam wcześniej że odchodzę od swojego męża.....
Nie odeszłam. Jak już wspominałam mój mąż jest bardzo wierzący, tym razem przyniósł przysięgę od wszelkiego alkoholu na 5 lat. Trochę nie wierzyłam, że zdoła się dostosować do tego ale już dziś wierzę w to coraz bardziej.
Nasze relacje (od kąd nie pije. 2. tyg.) poprawiły się bardzo, przede wszystkim nie kłócimy się, pomaga mi przy dzieciach i wogóle w obowiązkach domowych. NIE ZAPOMNIAł O MOICH URODZINACH i przyniósł mi bukiet czerwonych, pięknych róż.
Wiem, wiem. pomyślicie sobie że jestem naiwna, może i macie rację ale cieszę się nawet z tych 2 tyg. które minęły bez pijaństwa mojego męża.
miesiąc miodowy...
Jeśli Pani mąż jest rzeczywiście alkoholikiem, szybko przekona się Pani, ile warta jest taka przysięga.
26 2010-11-27 17:47:08 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-11-28 14:33:38)
Witam drogie Panie.
Może was to zdziwi ale nie wiem czy jak ta druga połowa mogę tu zaglądać.
Ale jako że już tu jestem i przeczytałem o problemie alkoholizmu w związku chciałem się z wami podzielić swoja opinią i doradzić tym które mają problem z mężem alkoholikiem.
Muszę się przyznać że sam jestem alkoholikiem od trzech lat nie pijącym.Doprowadziłem podobnie jak wasi czy obecni czy byli mężowie do rozpadu małżenstwa.Przeszedłem kurację odwykową tylko z tym że nie w Polsce a za granicą/jestem 15 lat w grecji/ nie było łatwo.
Jedno co chciałbym powiedzieć przede wszystkim natalia20013 nigdy nie wierz alkoholikowi.To co on mówi to tylko słowa nigdy nie znajdzie odwagi aby odebrać sobie życie.Jeśli chcesz normalnie żyć zostaw go a możesz pomóc i sobie i jemu.Może wtedy jak odejdziesz zacznie cos robić ze sobą bo wtedy zostanie sam ze swoim alkoholem a wszyscy inni się od niego odsuną,a Tobie na pewno pomogą.
Życzę siły i odwagi do podjęcia odpowiedniego kroku.
To głos rozsądku - i to z pierwszej ręki.
Pozdrawiam Pana serdecznie i w imieniu nas wszystkich dziękuję za ten wpis ![]()
miesiąc miodowy...
W mojej ocenie - bardzo trafna i fachowa refleksja ![]()
Manipulowanie partnerem to chleb powszedni każdego alkoholika.
Grożenie samobójstwem jest doskonałym wyrazem dramatycznej niedojrzałości pijącego - to groźba z kategorii "na złość tatusiowi odmrożę sobie uszy". W większości przypadków sam alkoholik nawet przez moment we własne groźby nie wierzy - poza tym, zbyt wiele znaczy sam dla siebie, by mógł zrobić sobie świadomą krzywdę. W tym przypadku to raczej jego histeryczne demonstracje, przykro tylko, że skuteczne.
Niech Pani koniecznie napisze jeszcze, jak się sytuacja rozwija.
Pewnie mąż sam w to wierzy...Ja nie wierze już a żadną obietnicę tym bardziej że mój niby mąż kłamstwo ma we krwi.
chciałabym powiedzieć wszystkim młodym kobietom aby były ostrożne bo bardzo łatwo jest wplątać się w taki niby związek a bardzo trudno wyplątać.
28 2010-11-28 14:00:12 Ostatnio edytowany przez Iwkaaa (2010-11-28 14:06:31)
Chciałam sie wypowiedzieć na temat tej przysięgi.
Natalio, gdy postawiłam sprawę na ostrzu noża , zmuszając go do leczenia, tez mi przyniósł mi taką przysięgę. Też uwierzyłam. Niestety... nie wytrzymał.
Natalio przyjmij zasadę -nie uwierzę póki się nie przekonam.Dla własnego dobra, żebyś potem się nie rozczarowała gleboko.
Mój mąż też potrafi manipulować, kłamac, żeby osiągnąc wlasny cel.
Ja osobiście przegralam te walkę, nie jesteśmy razem. Tobie życzę , żeby Ci się udało.Niestety same Twoje chęci nie wystarczą, on musi chcieć.
Często najlepszą terapią dla alkoholika jest pozwolić mu dotknąć dna, pozwolić ponieść wszelkie konsekwencje jego picia, nie litować się, nie uginać, ale sukcesywnie realizować założony plan. Wiem, nieraz serce się kroi na kawałki, dusza krzyczy z rozpaczy, ale to jest jedyna słuszna metoda. Jeśli taka osoba przekona się, że najpierw coś mówisz, a potem się z tego wycofujesz, że raz wyrażone groźby pozostają tylko groźbami, a cała reszta zachowań nie prowadzi tak naprawdę do zmian, bardzo szybko przekonuje się, że słowa nie mają tu pokrycia, więc nie warto sobie nimi zaprzątać upojonej alkoholem głowy.
Jeśli trzeba przysięgać będzie przysięgał, jeśli trzeba coś obiecać przyjdzie mu to bez problemu i nawet jeśli w danej chwili jest to prawdziwa chęć zmiany to należy pamiętać, że nim tak naprawdę rządzi nałóg, a ten panuje nad psychiką, jeden fałszywy krok i zaczyna się lawina upadku.
Alkoholik szuka usprawiedliwienia dla swojego picia, usiłuje odpowiedzialnością za nie obarczyć inne osoby, stosuje szantaż emocjonalny, aby w tym swoim świecie spróbować się w miarę dobrze ustawić, w miarę lekko funkcjonować. Taki związek jest toksyczny, trzeba wiele siły, odwagi i determinacji, aby się z niego wyplątać, wyjść na prostą, aby bez poczucia winy dać sobie, dzieciom i paradoksalnie samemu alkoholikowi także, szansę- szansę na normalność.
Może jest trochę prawwdy w tym co mówicie, być może niedługo znów zacznie pić. Chciałabym żeby nie było w tym prawdy. Jak narazie mój mąż nie pije odkąd złożył przysięgę i jestem przekonana że nie będzie pił do końca jej trwania, jest zapalonym katolikiem i chyba wiara nie pozwoli złamać mu tej przyysięgi. Pewnie jestem naiwna ale mam nadzieję że właśnie tak będzie.
Nasze relacje teraz są bardzo dobre, już dawno tak dobrze się nie dogadywalimy. A może on zdał sobie z tego sprawe ze alkohol niszczył i jego i nasza rodzine??
Często najlepszą terapią dla alkoholika jest pozwolić mu dotknąć dna, pozwolić ponieść wszelkie konsekwencje jego picia, nie litować się, nie uginać, ale sukcesywnie realizować założony plan.
Mnie się nawet wydaje, że nie tylko często, ale wręcz zawsze.
Z moich zawodowych i życiowych obserwacji wynika, że chyba nikt, kto nie dotknął swojego dna, nie trzeźwieje. Albo też jego trzeźwienie jest bardzo nietrwałe. Z tej perspektywy pojawia się szerszy problem - jak powstrzymać rozwój nałogu u kogoś, kto wprawdzie pije, ale niewiele jeszcze przez picie stracił? Czasami okazuje się to niemożliwe.
Inna sprawa, że każdy ma swoje dno i że dno różnych alkoholików może oznaczać coś zupełnie innego. W konsekwencji - dla jednej osoby publiczne wymiotowanie po nadużyciu alkoholu już jest totalnym dnem, inna osoba, codziennie lądując w rowie i nie panując nad czynnościami fizjologicznymi wcale nie uważa, że dno osiągnęła.
32 2010-11-30 11:41:41 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2010-11-30 11:42:37)
Natalio jestem byłą zoną alkoholika.Mam 3 świetnych dzieciaków i maja zrujnowane systemy nerwowe.Zbyt długo wierzyłam w zmiany.Nie pił czasami przez miesiąc ale jak wpadł w ciąg to nie pomagały żadne argumenty.Odchodziłam i wracałam aż powiedziałam dość.Jego rodzina mi nie pomagała ,mieszkała z nami jego matka po wsi psioczyła ale w domu częstowała go alkoholem za moimi plecami.Dwoje starszych ma wręcz na niego alergię ,najmłodsza świata za nim nie widzi ale to jest do czasu.Straszenie samobójstwami było na porządku dziennym.Był na komisji w Urzędzie i nic,ma kuratora rodzinnego i sadowego,wyrok za jazdę po pijanemu.3 razy odbierali mu prawo jazdy za jazdę na podwójnym gazie.Nawet chodził na mitingi AA i po mitingu do baru.Praktycznie byłam mężatka bez męża,dzieci wychowałam sama.Teraz jest chory na raka i błaga o pomoc i pije dalej .Pewnie pomyślisz że jest mi go żal NIE JEST MI GO ŻAL .Pomagamy mu i czekamy żeby w końcu się od niego uwolnić bo rozwód nie pomógł .Okrutne słowa pomyślisz ale przez tyle lat on nie okazał nam ani grama litości zrobił z życia piekło a jego matka dzielnie go w tym wspierała.Pomyśl o sobie i dzieciach a dasz radę .Nie bądź ofiarą na jego ołtarzu.BO dojdą też rękoczyny.Nie daj się omamić obietnicami bo one są bez pokrycia.
."To co on mówi to tylko słowa nigdy nie znajdzie odwagi aby odebrać sobie życie" Są alkoholicy którzy sobie zycie jednak odebrali...Czym jest nadużywanie alkoholu jak nie samobójstwem na raty.To są ich wybory -czy skorzystają z fachowej pomocy czy też będą zmierzać do samozagłady.
Mój facet zapił bo jak powiedział chciał się odstresować .I chlał potem przez trzy tygodnie.
A wystarczyło iść na miting i uczyć się.Utemperować te swoje EGO,zrozumieć czym jest pokora i jak ważny w zdrowieniu jest drugi człowiek.
Nie wiem jak gorliwym katolikiem jest Twój mąż skoro nie wie że życie jest darem.
Z alkoholizmem się raczej nie wygra to walka z wiatrakami ja jestem abstynentem alkohol dlamnie nie istnieje mam inne zainteresowania kiedyś za młodzieżowych lat to tak ale ciągle był jakiś problem powiedziałem koniec i już ani grama przez 16 lat i szkoda mi ludzi którzy musza sie z tym męczyć a zwłaszcza dzieci mój post ci zbytnio nie pomoże musi mieć silną wole i znaeż sobie inne zainteresowania na problemy a nie alkohol co po nim się o nich zapomina najczęściej na kacu jest ich dużo więcej
Gdy to wszystko czytam serce mi wali i staję się nerwowa jakbym czytała o sobie.Jestem mężatką od 16 lat,mam trójkę dzieci a mąż pił od zawsze.Mieszkam u niego z jego rodzicami,nie stać mnie żeby wyprowadzić się wraz z dziećmi.Mąż dwa razy miał zabrane prawo jazdy,miał wyrok za znęcanie,przez sąd jest skierowany na dobrowolne leczenie i...nic.Uważa się za nietykalnego.dalej pije,nie boi się jazdy na podwójnym gazie i oczywiście jak ma w czubie bardzo nieładnie mnie traktuje.Lista jego grzechów jest długa.Wiem,że powinnam dawno odejść bo niszczy mnie psychicznie.Ale boję się niepewnej przyszłości.
Niepewną przyszłość to ma Pani przed sobą u boku męża.
W pozostałym zakresie - sama ją Pani kształtuje.
Proszę skorzystać z doświadczeń innych Użytkowniczek Forum i zadbać o siebie, zanim będzie za późno.
Panie Wojciechu,czy czytał pan posty typu " byłam żoną sadysty".Polecam.Łatwo jest udzielać rad typu "powinna pani".Prawda jest jednak taka że tam gdzie ja osobiście spodziewałam się sprawiedliwości spotkała mnie niesprawiedliwość.
Proszę przeczytać i podzielić się swoimi przemyśleniami
straszne to co jest napisane, to co preczytalam, nawet nie potrafie nic doradic w tej kwestii ![]()
bede 3mala kciuki aby wszystko sie dobrze ulozylo. zcie z takim czlowiekiem jest bardzo stresujace i wyczerpujace, niepewnosc dnia nastepnego, niepewnosc praktycznie kazdej godziny...
39 2010-12-12 17:58:24 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2010-12-12 18:59:15)
Panie Wojciechu,czy czytał pan posty typu " byłam żoną sadysty".Polecam.Łatwo jest udzielać rad typu "powinna pani".Prawda jest jednak taka że tam gdzie ja osobiście spodziewałam się sprawiedliwości spotkała mnie niesprawiedliwość.
Proszę przeczytać i podzielić się swoimi przemyśleniami
Szanowna Pani,
przeczytałem - myśli Pani, że jestem wstrząśnięty? Pracuję dla sądów, prokuratur i policji od kilku lat. Widziałem najróżniejsze sprawy, spotkałem się z najbardziej wymyślnymi aktami przemocy ze strony mężczyzn wobec kobiet i - nie uwierzy Pani - również odwrotnie. Nie tylko mężczyźni bywają wyrafinowanymi krzywdzicielami - zazwyczaj w zależności od płci inne są tylko metody i narzędzia przemocy.
Przemoc nie ma żadnego rozsądnego usprawiedliwienia. Podobnie, jak nie widzę żadnego uzasadnienia dla tolerowania przemocy w jakiejkolwiek formie. Mimo wszelkich utrudnień, na jakie może napotkać i z pewnością napotyka ofiara, z całą pewnością można i trzeba walczyć o swoje prawa.
Jest wiele prawdy w stwierdzeniu, że często ofiara sama pogarsza swoją sytuację. Dla przykładu - wie Pani, ile razy wnioski o ściganie i ukaranie sprawcy pobicia lub wieloletniego maltretowania są wycofywane, bo przeprosił z kwiatami i po raz kolejny obiecał gruszki na wierzbie? Ile razy maltretowana matka lub żona kłamie podczas przesłuchania, pragnąc bronić męża przed ukaraniem? Ile razy kobieta toleruje akty terroru dla tzw. "dobra dzieci"? Myśli Pani, że kontynuacja związku z bandytą ma cokolwiek wspólnego z dobrem dzieci? To po prostu druga strona tego samego medalu...
Zaryzykuję również stwierdzenie, że o takich własnych posunięciach lub kardynalnych błędach ofiary na forach nie piszą.
W ogóle zawsze znamy relację tylko jednej strony konfliktu - warto o tym pamiętać (a w moim przypadku to wręcz konieczność zawodowa). Naprawdę, nie znaczy to, że nie żywię współczucia dla pokrzywdzonych.
Proszę również pamiętać, że poza psychologią jestem człowiekiem prywatnym - znam życie i różne jego odcienie także od tej bardziej praktycznej, nieurzędowej strony. Również ja bywam zwykłą stroną postępowania sądowego.
Owszem, łatwo jest udzielać porad typu "powinna pani". Od tego w zasadzie są psychologowie, adwokaci i cała reszta specjalistów.
Niezwykle często zdarza się, że pokrzywdzony nie korzysta z (pełni) przysługujących mu praw, ponieważ ich zwyczajnie nie zna. A nie zna ich dlatego, że nie zadaje sobie trudu zapoznania się z nimi. Strona postępowania ma prawo wglądu w akta sprawy - wie Pani, jak rzadko ktokolwiek korzysta z tego prawa? W aktach każdej sprawy karnej, obowiązkowo, wszyta jest (bodajże dwu- lub trzystronicowa) informacja "Prawa i obowiązki pokrzywdzonego". Nie widziałem, żeby ktokolwiek kiedykolwiek ją czytał.
Ktoś skarży się, że odmówiono mu pełnomocnika z urzędu - wie Pani, że w każdym większym mieście (w Internecie również) studenci prawa udzielają świetnego poradnictwa nieodpłatnie? Gorąco polecam, sam swego czasu korzystałem. Co więcej - ci studenci, z przyczyn oczywistych, bywają bardziej sumienni i bardziej zaangażowani w sprawę niż niejeden wytrawny, stary adwokat.
Wiele razy zdarza mi się, że przychodzi do mnie ktoś z określonym, psychologiczno - prawnym, że tak powiem, problemem i reaguje "aha!!! więc to tak można zrobić!!!" - owszem, można tak i można inaczej, tylko trzeba zasięgnąć informacji.
Jeśli spotkała Panią niesprawiedliwość, proszę o tym napisać, z pewnością znajdzie się rozwiązanie.
Mój mąż alkoholik... Niebawem nareszcie były mąż. W tej chwili po terapii, podobno trzeźwy jak gwizdek, ale ja już nie muszę się tym martwić. Już nie mnie oszukuje, nareszcie. Oczywiście pije przeze mnie, bo niedobra jestem. Potwór po prostu. Ciągle wszystko robię źle, a na niego w ogóle nie zwracam uwagi. Usprawiedliwień dla picia słyszałam już wiele: bo jest źle, bo jest dobrze, bo świeci słońce, bo pada deszcz, bo są wakacje, bo nie ma wakacji, bo... wszystko, wszystko może być powodem. Aha, no i mam doła, prawie zawsze. Może to jest choroba, ale dotyka słabeuszy, takich, którzy nie potrafią skonfrontować się z życiem po prostu. Bo życie to na ogół problemy, dla jednych do rozwiązania, dla innych do zapijania. Niewiele brakowało, a poszłabym za nim, ale szkoda mi było siebie. Razem na dnie może byłoby raźniej, ale to nie jest moje miejsce. Kiedy odszedł, najpierw uszło ze mnie powietrze. Natłok myśli, niepewność przyszłości. Do tego, że jestem sama, już się przyzwyczaiłam wcześniej. Bo pomimo obecności jakby męża, dla mnie nie istniał już jakiś czas. Nauczyłam się go starannie nie widzieć, nie słyszeć, nie dotykać, uważałam tylko, żeby się o niego nie potknąć. To doprowadzało go do szału, ale wcześniej, kiedy go jeszcze widziałam, też był ciągle głęboko niezadowolony. Zmieniło się więc tylko tyle, że powoli odzyskiwałam szacunek do siebie, przestałam pogardzać sobą za to, że z nim jestem. Chciałam, tak głupia jestem, pozwolić mu zostać, ale po latach doświadczenia wiedziałam na 100%, że zacznę żałować jeszcze tego samego dnia. Udało mi się nie zlitować nad nim, udało mi się zlitować nad sobą. Odszedł... i to jest piękne. Lepsza jest niepewność jutra, niż pewność, że ktoś znowu Ci to jutro popsuje.
Dziewczyny, ratujcie siebie! Im szybciej, tym lepiej. Alkoholik nawet sam siebie nie lubi, jak mógłby kochać kogoś innego?
MARYNARKA,
dobrze,ze trafilam na ten wpis....
"Usprawiedliwień dla picia słyszałam już wiele: bo jest źle, bo jest dobrze, bo świeci słońce, bo pada deszcz, bo są wakacje, bo nie ma wakacji, bo... wszystko, wszystko może być powodem. Aha, no i mam doła, prawie zawsze. Może to jest choroba, ale dotyka słabeuszy, takich, którzy nie potrafią skonfrontować się z życiem po prostu. Bo życie to na ogół problemy, dla jednych do rozwiązania, dla innych do zapijania.",
tudziez ,doskonaly powod,zeby odwiedzic agencje.....
Wszystkie uzaleznienia,maja to samo podloze - nie radze sobie z rzeczywistoscia-wiec znajde cos,co da mi natychmiastowa gratyfikacje.
To pozwoli mi sie poczuc lepiej - momentalnie!.
A co z rodzina?
Oni nie zadaja sobie tego typu pytan,bo maja to w glebokim powazaniu.
Przeciez licza sie tylko oni,to im jest zle......
Caly swiat powinien stanac na glowie,zeby zaspokoic ich potrzeby.
Problem polega na tym,ze oni nie maja bladego pojecia,czego chca.To wymaga analizy,a na to szkoda czasu.
Ich pozycja w zyciu i stosunku do niego jest ROSZCZENIOWA.
Jest mi zle - daj mi cos szybko na poprawe nastroju.
To psi obowiazek wszechswiata - POPRAWIC ICH NASTROJ,bo oni przeciez na to zasluzyli,ba IM sie to nalezy....
Na szczescie,ten etap mamy za soba.
I Bogu niech beda dzieki.
DAMY RADE.
"Oni", "ich", "im"...
Chyba trochę upraszcza Pani problem.
Nie każdy alkoholik bije i zaniedbuje, dla wielu pijących rodzina czy praca, albo jedno i drugie, to sprawy o największym życiowym znaczeniu.
Znam wielu alkoholików, którym rodzina nie może zarzucić niczego poza tym, że piją. Bo poza piciem są najlepszymi ojcami czy mężami na świecie.
Nie wrzucajmy wszystkich uzależnionych do jednego worka.
No właśnie...i czy w przypadku takiego alkoholika, któremu poza nałogiem nie można nic zarzucić, który z własnej woli rezygnuje z picia i idzie na terapię, który (znów poza piciem) nie wykazał się dotąd żadną formą egoizmu w stosunku do rodziny - również najlepszą radą dla partnera/partnerki jest odejść? Uciec, nie marnować życia? Czy ryzyko, że będzie się żałowało pozostania z nim jest równie duże jak w "cięższych" przypadkach?
Malinka,
widzę, że rozumiemy się w każdym temacie Damy radę, oczywiście.
Z alkoholikiem jest o tyle "bezpieczniej", że jakiegoś HIV-a trudniej mu do domu przytaszczyć (jeśli "tylko" pije). W Twoim przypadku to przebywanie, czy, jak to ładnie mówią, obcowanie z takim delikwentem może być po prostu bardzo niebezpieczne dla zdrowia. I życia. Dlaczego ma tupet obdarzać Ciebie takim ryzykiem, to już oddzielny temat.
Mam pytanie do Kjersti. Co rozumiesz pod stwierdzeniem, że oprócz picia nie można im nic zarzucić? Picie zawsze ma negatywny wpływ na życie i rodzinę. Choćby dlatego, że demoluje psychikę i z czasem robi z każdego alkoholika osobę, której jedynym celem jest NAPIĆ SIĘ. Bez względu na konsekwencje. Jeśli dziś pije bez widocznego uszczerbku dla zdrowia, pracy i rodziny, to za kilka lat ten uszczerbek powstanie.
Witam Panie Wojciechu,
moze faktycznie zbyt upraszczam sprawy.......,
ale jestem " tylko" zona uzaleznionego - od sexu , a Pan jest expertem ( i nie ma w tym cienia zlosliwosci).
Czy moge zatytac,co w takim razie moze pan zasugerowac - bo oprocz tej "przypadlosci" moj maz jest cudownym czlowiekiem........
SERDECZNIE ZAPRASZAM DO WATKU:
" JAK ZYC Z CZLOWIEKIEM UZALEZNIONYM OD SEXU".
Szanowna Pani,
to tak naprawdę trudny temat i ciężko o jednoznaczne, przekonujące uogólnienia.
Wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i trudno jest czasem osobę cierpiącą z powodu czyjegoś uzależnienia przekonać, że uzależnienie jest chorobą. Bo osoba skrzywdzona przez alko- , sekso-, praco- czy jeszcze innego "- holika" może nie być w stanie albo po prostu nie chcieć tego rozumieć i ma do tego pełne prawo. Sam miewam co do tych spraw mieszane uczucia.
Wszyscy z grubsza wiemy, że uzależnienie jest chorobą. Ale wiemy też, że nie jest to taka choroba, jak nowotwór mózgu czy białaczka, bo mimo wszystko to pijący sam sięga po alkohol. Trudno jest znaleźć jakieś jednoznaczne kryterium, według którego moglibyśmy określić, dokąd sięga choroba, a gdzie zaczyna się czysty egoizm, bezinteresowna nieuzasadniona agresja, sportowe krzywdzenie kogoś z premedytacją itp.
Bez wątpienia osoba uzależniona ma na swój los ogromny wpływ. Dużo większy, niż człowiek chory na raka. Ale mimo wszystko uzależnienie jest również chorobą. Z tego punktu widzenia nie można wszystkich nałogowców odsądzać od czci i wiary, zarzucając im, że są egoistami, dewiantami i krzywdzicielami. Ale zapewniam, że w pełni zrozumieć może to tylko człowiek, który ból uzależnienia poznał na własnej skórze.
Tylko dlatego postanowiłem odpowiedzieć na Pani post.
Dziękuję za zaproszenie do wątku - przyjrzę się chętnie, choć od razu przyznaję, że na temat uzależnienia od seksu nie wiem nic ponad to, co wiem o uzależnieniach w ogóle.
Pozdrawiam serdecznie ![]()
Do Marynarki:
Nie zrozumiałaś mnie, ale być może niejasno się wyraziłam. Oczywiście, że każdy nałóg z czasem ma wpływ na niemal wszystkie dziedziny życia uzależnionego i jego najbliższych. Jednak ja mam na myśli przykład kiedy "picie" trwało krótko, nie zdążyło jeszcze zasiać spustoszenia, winowajca w sposób szokowy i nagły zrozumiał, że ma problem i do czego on może prowadzić, z picia zrezygnował i z własnej woli rozpoczął terapię nie mając problemu z utrzymaniem abstynencji. I moje pytanie brzmi czy taki przypadek jest równie źle rokujący, czy tak czy inaczej najrozsądniejszym wyjściem dla drugiej połowy jest odejść?
A przez stwierdzenie, że nic poza piciem nie można danej osobie zarzucić rozumiem poświęcanie się jej dla związku, rodziny, pracy, brak jakiejkolwiek agresji choćby słownej. Sytuację, w której to raczej druga połowa wykazywała się egoizmem, a nie "świeżo upieczony alkoholik".
Wiem, że to wszystko mgliście tłumaczę. Generalnie chodzi o to, czy uważacie, że zawsze najlepiej jest odejść aby "ratować siebie" niezależnie od czynników mających wpływ na wpadnięcie w nałóg, niezależnie od postawy uzależnionego, niezależnie od wszystkiego. Czy nałóg zawsze przekreśla człowieka? Czy nie powinien uzależniony mieć bliskich, rodziny, żyć sam by nikogo nie skrzywdzić? Nawet jeśli chce zmienić życie na lepsze, zdaje sobie sprawę z problemu i chce sobie z nim poradzić, a za tą chęcią przemawiają czyny?...
Kjersti,
ja nie jestem ekspertem, jestem żoną alkoholika. Z ogromnym doświadczeniem w tej materii. Ekspert już się wypowiadał i jako fachowiec i jako niepijący alkoholik. Jeśli ktoś jest nałogowcem pozostanie nim na zawsze, będzie ewentualnie niepijącym (pewien, czasami nawet długi czas) alkoholikiem. A "ratownik" -żona na przykład nigdy nie będzie partnerem tylko opiekunką. Fakt, jak ktoś chory, to trzeba się nim opiekować. Tylko tą chorobą przykrywa się inne niedoskonałości - charakteropatię np. To jest konglomerat wad, które powodują, że jeśli zdecydujesz się na pomoc, na pozostanie z kimś takim, to zawsze będziesz się czuła tak, jakby ktoś miał strzelić do ciebie zza węgła. TO może wrócić zawsze, może nasilić się bardzo szybko, TEGO nie można się pozbyć. Czy byłabyś gotowa na takie życie z duszą na ramieniu? A jeśli mu znowu nie wyjdzie? Będziesz się czuła jakbyś sama siebie oszukała. I to kolejny raz. Ćwiczyłam to lata całe. Różne etapy, różne stopnie "wtajemniczenia". Były okresy abstynencji, byli terapeuci i domowe leczenie. Wszystko wracało, nasilało się, było coraz gorzej. Już nie chciałam się dłużej oszukiwać, w końcu przyznałam: to się nie uda. Nie mogło się udać, bo ja chciałam, a on - nie...
Panie Wojciechu,
dziekuje za zainteresowanie i szybka odpowiedz.
Pozwoli Pan,ze pana zacytuje:
"Dziękuję za zaproszenie do wątku - przyjrzę się chętnie, choć od razu przyznaję, że na temat uzależnienia od seksu nie wiem nic ponad to, co wiem o uzależnieniach w ogóle."
Z tego,co czytalam,to w zasadzie wszystkie uzaleznienia maja zblizone podloze....,
ale,oczywiscie moge sie mylic....
Jest Pan ekspertem i ja polegam na Panskiej wiedzy, i doswiadczeniu.
Poza tym,uwazam,ze dobrze poznac opinie kogos,kto byl po obu stronach barykady.....( absolutnie bez naruszania,bron Boze,Panskiej przestrzeni osobistej).
Tak wiec,ponownie,zapraszam do watku i pozdrawiam serdecznie.
Marynarka bardzo cenię twoje osiągnięcia w odnajdywaniu swojej drogi i uwielbiam czytać twoje posty.
Ale tym razem się nie zgadzam z twoją opinią. Znam alkoholików z 20 letnim stażem trzeźwości. A ich partnerzy życiowi, bynajmniej nie są ani ratownikami ani opiekunami. Cały wic polega na tym żeby nie rozkładać parasola nad alkoholikiem jak pada, ani nie podkładać materaca jak leci na "zbity pysk". To jest właśnie oderwanie. Fakt że nie można być po prostu sobą, trzeba się "odrywać" leczyć z współuzależnienia ale może czasem warto? Co ja piszę ?
Co za różnica jakie ja mam na ten temat zdanie? Warto czy nie warto? Przecież każdy ma prawo do własnego postępowania i subiektywnej oceny swojej sytuacji. To co opisujemy na forum to tylko okruch naszego życia.nie znamy tak naprawdę ani ludzi o których wydajemy sądy, ani sytuacji w jakich się znajdują.
Co do alkoholików zacytuję mój post:
Znam mężczyznę, który stracił wszystko, dom rodzinę mieszkał w szopach, lub pod mostem, wyjadał ze śmietników trwał w nałogu 34 lata. Nauczył go pić ojciec w wieku 8 lat. Nie znał innego życia, a jednak po nie sięgnął. W wieku 42 lat skończył wieczorowo liceum. Dziś nie pije 13 lat, pracuje, ma swoje i 4 kąty. Żony nie odzyskał , ale wigilie spędza u córki, bawi się z wnukami.
To jest bardzo jaskrawy przykład wyjścia z nałogu picia. To prawda że zawsze będzie alkoholikiem ale mam nadzieję niepijącym. Mogłabym podać wiele przykładów podobnych do tego. Wiem że wielu się udaje nie można wszystkich skreślać. O wiele bardziej doinformowani od nas wszystkich razem wziętych też tak uważają ,wystarczy uświadomić sobie ile jest ośrodków odwykowych. To nie są hospicja dla wykolejeńców tylko ośrodki dające nadzieję że warto próbować bo są tacy którym się udaje. Nie zawsze trzeba odchodzić fizycznie rozwodzić się , ale trzeba odejść emocjonalnie, żeby siebie nie pokaleczyć.
Sama, Kachna, piszesz, że będzie dalej alkoholikiem, masz NADZIEJĘ niepijącym. Nadzieję, czyli również, jednocześnie obawę, że nie. O ten strach mi chodzi, o to, że też miałam nadzieję (długo). Były terapie, przysięgi, kwiaty, padanie na kolana, groźby samobójstwa. I było PICIE! Zawsze wracało. Odbierało jemu rozum, a nam godność. Nie samo picie jest straszne, tylko to, co z niego wynika. Smród, brud, niszczenie przedmiotów, wyrywanie dzieci z łóżek do wykładów o życiu, żale, pretensje, słowa (grube słowa), POGARDA.
Marynarka straszne to co piszesz i w twoim przypadku masz rację że to skończyłaś. Ja wcale nie uważam że należy dawać szansę w nieskończoność. Ale nie można wszystkim mówić że nie warto próbować bo mój jest skór......yn alkoholik to wszyscy są tacy.Alkoholik tak ale nie każdy skór..... Pewnie nawet więcej jest tych co to można dodać sk....
Pewnie tak, bo przecież ja sama dawałam wiele szans. Gdyby którąś wykorzystał i się pozbierał nie musiałabym zastanawiać się nad następną - dać ją , czy nie? Znam niepijących alkoholików, nielicznych, owszem, są tacy. I dobrze. Ale zanim się nimi stali każdy coś porządnie spieprzył: rodzinę, pracę itd.. Znam pijących alkoholików, którzy rozwalają "umiarkowanie" swoje i cudze (najczęściej rodziny) życie. To jasne, że alkoholicy są jak ludzie - różni. Kwestia tolerancji otoczenia, ile wytrzyma. Ja piszę o swoim życiu, o swojej tolerancji (lub jej braku). Niezależnie od wszystkiego alkoholik to odbezpieczony granat w ręce. Jeśli uda Ci się trzymać mocno, jakoś to będzie. Ale większość Twojego czasu, energii, uwagi, życia poświęcisz na trzymaniu i utrzymaniu tego granatu. Często kosztem dzieci, pracy, rodziny, przyjaciół i w ogóle jako tako poskładanej egzystencji. Jeszcze raz powtarzam, że to wszystko są moje subiektywne opinie i przemyślenia. Ale również, niestety daświadczenie...
20 lat pracowałam z uzależnionymi mężczyznami i kobietami, a także ze współuzależnionymi. Na oddziale odwykowym i w poradni. Znam tez dobrze ruch samopomocowy. Wysłuchałam tysięcy opowieści o życiu z butelką i życiu z alkoholikiem. Widziałam wiele tragedii, ale znam też historie z happy endem. Znam alkoholików, którzy nie piją po dwadzieścia parę lat i prowadzą TRZEŹWE życie, ale też takich, którzy poszli pić po 20 latach abstynencji. Bo ABSTYNENCJA nie oznacza TRZEŹWOŚCI! Abstynencja to brak alkoholu w organiźmie, a trzeźwość to stan ducha i umysłu, zdolność do podejmowania zdrowych decyzji, odpowiedzialność za siebie i innych, utrzymywanie kontroli nad swoim życiem. O takich , ktorzy nie piją, ale nie pracują nad swoją trzeżwością, my terapeuci mówiliśmy "suchy alkoholik", a oznacza to, że jest pijany bez picia, czyli nie ma kontroli nad swoim życiem, jest nieodpowiedzialny, nie liczy się z uczuciami bliskich itd. Życie z kimś takim to horror i nie ma nawet wytłumaczenia, bo przecież on....NIE PIJE!
Kilkutygodniowa terapia na oddziale to dla alkoholika zaledwie początek bardzo długiej drogi do trzeżwości, drogi która trwa latami, a w zasadzie do konca zycia, bo chwila, w której sobie powie, że jest wyleczony i nie musi juz nic więcej, jest początkiem destrukcji. Trzeźwienie to praca nad soba, dojrzewanie, wzrastanie, uczenie się pomimo tego, że jest się i będzie chorym do końca. Alkoholizm to choroba nieuleczalna i czlowiek nią dotkniety musi zachować czujność na sygnały nawrotu, zapobiegac im.
Czy da się z kims takim żyć? Tak, da się, ale trzeba zrobic porządek ze swoją NADODPOWIEDZIALNOŚCIĄ i NADKONTROLĄ, które charakteryzuja osoby WSPÓŁUZALEŻNIONE. Te cechy sprawiają,że zycie zony kręci się wokół uzależnionego męża. Istotą zmiany jest uznanie swojej BEZSILNOŚĆI wobec choroby partnera i wycofanie swojej energii zuzywanej na coś na co nie ma sie wplywu do innych spraw, które od ciebie zależą. Bezsilność to nie bezradność, która powoduje, że miotamy się w poszukiwaniu jakiegoś rozwiązania, szukamy kolejnego sposobu, porady, nowego leku czy metody. Bezsilność to uznanie, że sposobu nie ma i nie będzie, to odpuszczenie. Odpuść, bo nie masz wplywu na jego chorobę. A jak nie masz wpływu, nie jesteś też za nia odpowiedzialna, nie musisz sie nią zajmować, możesz zająć się swoim zyciem, swoimi sprawami. Choroba to problem partnera i to on ma się z problemem zmierzyć, nie ty! Ty, zamiast wybaczać, rozumieć, namawiać, walczyć, straszyć masz WYMAGAĆ! Wymagać, stawiać warunki i dotrzymywać słowa. To się nazywa "twarda miłość", przeciwieństwo miłości bezwarunkowej, która jest potrzebna dzieciom, ale rozleniwia i demoralizuje dorosłych. Jeśli On będzie chciał zmiany, to bedzie się zmieniał, a jeśli nie będzie chciał to nie musisz towarzyszyc mu drodze na dno. To jego zycie, ty masz swoje!
Szanowna Pani Marena7,
podpisuję się obiema rękami pod Pani znakomitym postem - widać profesjonalizm
Dziękuję za tę wypowiedź i pozdrawiam serdecznie ![]()
Życie z alkoholikiem jest ciężkie...bardzo...całe życie spędziłam z ojcem alkoholikiem, kiedy sobie to przypomnę to aż ciarki przechodzą, awantury, przemoc, potrzaskane szyby, rozwalone drzwi, ucieczki z domu... naprawdę wielka odwagę trzeba mieć by "ciągnąć" takie życie. Moja mama dopiero teraz, po 36 latach dopiero teraz zdecydowała się na rozwód, kiedy zaczęli schodzić się windykatorzy do domu, tyle tysięcy do spłacenia.......brak słów, ale lepiej późno niż wcale.
Życzę dużo siły
57 2011-01-25 13:29:55 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2011-01-25 13:30:18)
Kjersti,
ja nie jestem ekspertem, jestem żoną alkoholika. Z ogromnym doświadczeniem w tej materii. Ekspert już się wypowiadał i jako fachowiec i jako niepijący alkoholik.
Szanowna Pani,
jeśli powyższa uwaga dotyczy mnie, mam do Pani pytanie:
w której ze swoich wypowiedzi zawarłem wyznanie, że jestem "niepijącym alkoholikiem"?
Jak słowo daję, nie mogę takiego posta znaleźć na całym forum...
Będę wdzięczny za wskazanie stosownej wypowiedzi
![]()
Pozdrawiam
58 2011-01-25 15:40:54 Ostatnio edytowany przez marynarka (2011-01-25 16:59:18)
Przepraszam Pana, Panie Wojciechu serdecznie.
To w Pana poście były zacytowane czyjeś słowa. Moja wina, proszę o wybaczenie. Postaram się być uważniejsza.
Wybaczy Pan?
Czy Redakcja mogłaby w jakiś "cudowny" sposób usunąć ten mój niezgodny z prawdą wpis? Bo mnie wyrzuty wobec Pana Wojciecha zjedzą. Proszę.
Jestem pod wrażeniem postu Mareny. Wytłumaczyłaś mi coś, co nie mogło w żaden sposób "ułożyć" się w mojej głowie. Po powrocie z terapii mój mąż nie pił... Ale... Zachowywał się gorzej niż wtedy, kiedy pił. Nie umiałam tego pojąć. Zastanawiałam się, co to za terapia, z której wychodzi się bardziej "popapranym" niż wcześniej. No i okazuje się, że to wszystko jest znowu jakby w schemacie. Szedł na tę terapię bez przekonania, "odwalił ją" i uważał, że powinniśmy skakać z radości ponieważ TO zrobił.
Ale się nie zmienił, dalej zachowywał się jakby pił, tylko, że na trzeźwo. A to było już nie do zniesienia, nie do ogarnięcia. I naprawdę nie było się z czego cieszyć. Terapia w dobrym i skutecznym ponoć ośrodku niewiele dała. Osobowość dalej do wymiany. Jestem pewna, że zacznie pić (o ile już nie zaczął), czeka tylko na odpowiednio "mocny" pretekst. I na pewno go znajdzie...
Szanowna Pani,
wybaczam, wcale nie czuję się obrażony, tylko obawiałem się, że może już sam nie wiem, co piszę
![]()
Pozdrawiam serdecznie
marynarka, cieszę się, że się na coś przydałam!
marena7 jak często np u nie leczących się alkoholików następuje tzw uzależnienie krzyżowe?
Szamanka, trudno mi wypowiadać się o procentach, ale owszem zdarzają się takie uzależnienia krzyzowe, to znaczy alkohol + leki, albo alkohol+ hazard i rózne inne kombinacje. Wszystko leczy sie tak samo.
Jednak należy dodać, że uzależnienie krzyżowe to problem naprawdę poważny, znacznie komplikujący kwestię leczenia.
Witam was wszystkich!! To co czytam mnie przeraża i to bardzo, czy dla akoholików niema ratunku??
Chciałabym wam opowiedzieć moją historię... Jesteśmy małżeństwem od 13 lat, mamy dwoje dzieci. Mój mąż z alkoholem miał kontakt od dziecka w domu (jego tata jest alkoholikiem), po ślubie zdarzały mu się że wypijał oczywiście było przytym złe traktowanie, gdy po 15 miesiącach zaszłam w ciąże (drugą) nie chciał tego dziecka i wraz z mamusią dokuczali mi. Ale ja wytrwałam do końca i oczywiście córka jest oczkiem w głowie tatusia. 2,5 roku po ślubie chciałam odeść ale nie pozwolili mi zabrać starszego syna, więc zostałam. 7 lat poślubie po pijanemu chciał mnie zabić,(powodując wypadek samochodowy) aby nie być oskarżonym wówił mi abym winę wzieła na siebie bo jemu groziło od 3-5 lat więzienia , oczywiście tak zrobiłam....i wybaczyłam mu, obiecał że nie będzie pić (ale tylko obiecał) pije co drugi dzień wsparcia niemam nikogo mieszkam u teściów, chciałabym się wyprowadzić ale teraz niemam gdzie, niewiem co robić? dzieci się boją ojca gdy jest pijany ja również.... potrafi mnie udeżyć po pijanemu a na drugi dzień się tego wyrzeka że on by i nigdy nic nie zrobił i koło się zamyka.
Pomóżcie mi czytałam o jakimś wsparciu grupowym ale niewiem gdzie tego szukać. Jeszcze dodam mój mąż jest jedynakiem oczkiem w głowie swojej mamusi..Pozdrawiam
Wika, bezwzględnie potrzebujesz pomocy. Możesz ja znaleźć w poradniach odwykowych, które zajmują sie też pomoca dla osób współuzależnionych. Zwykle są to żony alkoholików, czasem matki. Poradnie oferują takim osobom terapię grupową i indywidualne konsultacje z terapeutami, psychologiem i lekarzem. W niektórych poradniach jest tez oferta dla ofiar przemocy. Gdzie można znaleźć poradnię odwykową? W każdym mieście wojewódzkim jest Wojewódzki Ośrodek Terapii Uzależnień i Współuzależnienia. Poradnia odwykowa jest raczej w każdym mieście powiatowym, a punkty konsultacyjne dotyczące uzależnień także w wielu wiejskich gminach. W każdej gminie jest tez komisja d/s profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych. W tych miejscach możesz znaleźć informację na temat możliwości pomocy dla Ciebie w Twojej okolicy. W Wojewódzim Ośrodku dowiesz się, które placówki są rekomendowane, bo w ostatnich czasach powstało ich wiele i niekoniecznie wszystkie pracują według najnowszych standardów.
Inną propozycją, równie wartościową, jest Al-Anon, ruch samopomocowy, pracujący na podstawie filozofii Anonimowych Alkoholików, czyli 12 Kroków i 12 Tradycji. Skupia on osoby współuzależnione, które dzielą się swoimi doświadczeniami.
Ja osobiście polecam połączenie pomocy profesjonalnej z samopomocą.
Numer telefonu do Wojewódzkiego Ośrodka terapii Uależnień i Współuzależnienia znajdziesz w książce telefonicznej, czasem też w codziennej gazecie. Zadzwoń, poproś o wskazanie właściwej poradni, która prowadzi grupy terapeutyczne dla żon alkoholików i koniecznie skorzystaj z propozycji. Adresy i terminy spotkań grup Al-Anon również otrzymasz w ośrodku.
Nie zwlekaj, bo problem będzie się pogłębiał i na pewno sam się nie rozwiąże.
To co przeczytałaś w tym wątku przeraża Cię, ale to dobrze, bo sprawa jest naprawdę poważna i wymaga Twojego działania. Nie pozwól, by alkoholizm męża zniszczył życie Twoje i dzieci.
Życzę Ci powodzenia.