netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Realne zagrozenie, czy nie?

187 odpowiedzi9 137 wyświetleńzałożony przez Meralda, 18.11.2025

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Realne zagrozenie, czy nie?

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 188 z 188 ]

131

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Meralda napisał/a:

Wspomnialam o biologii, bo teraz, gdy juz nie moge byc matka, ochota na seks niemal zniknela. Choc nadal czuje sie bardzo dobrze, mam wiele zainteresowan, to seks spadl w hierarchii potrzeb, mimo ze wczesniej byl wysoko. U zdrowych mezczyzn jest chyba zawsze na topie,  i to jest ta roznica, o ktorej wspomnialam. Dzisiaj znow rozmowa, i bez nacisku, ale maz wyraza oczekiwania. No i pytanie czy warto to zmieniac, czy zostawic, tak jak jest.

Teraz dopiero doczytałem.
Nic na siłę. Ale z seksem jest tak ze jak znika to coraz mniej steje sie potrzebny a ludzie sie oddalają. A jak jest często to sie chce jeszce częściej.

To prawda, ale mąż ponadto oczekuje pewnie „fajerwerków”, które przekraczają granicę autorki.

A skąd wiesz? A nawet jeśli to tu tez moze byc różnie. Jeden moze oczekiwać trójkąta, jeden lodzika a jeden włączenia światła w sypialni.

132 Ostatnio edytowany przez Meralda (2025-12-06 20:57:45)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Z rozmowa nie ma problemu, jestesmy otwarci.  Bardziej chodzi o czestotliwosc, to glowna roznica na dzisiaj.  Wymyslilam ze moge wprowadzic cos co da mezowi extra bonus powiedzmy bez angazowania calej siebie jesli wyrazam sie jasno. Chyba to w miare dobre rozwiazanie. Seksuolog niepotrzebny, to naprawde biologia. Mam pewne pomysly, moze macie jakies swoje?

133

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Z rozmowa nie ma problemu, jestesmy otwarci.  Bardziej chodzi o czestotliwosc, to glowna roznica na dzisiaj.  Wymyslilam ze moge wprowadzic cos co da mezowi extra bonus powiedzmy bez angazowania calej siebie jesli wyrazam sie jasno. Chyba to w miare dobre rozwiazanie. Seksuolog niepotrzebny, to naprawde biologia. Moze macie propozycje na taki extra bounus raz w tygodniu?

Ja bym się nie wysilała co do bonusów big_smile Ale jak chcesz, to najlepiej wiesz co mąż lubi.
Po prostu nie odmawiaj, zobaczysz jaki będzie efekt dla siebie, zacznij czerpać przyjemność, nie traktuj jak obowiązek, może sama siebie zaskoczysz.

134

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Z rozmowa nie ma problemu, jestesmy otwarci.  Bardziej chodzi o czestotliwosc, to glowna roznica na dzisiaj.  Wymyslilam ze moge wprowadzic cos co da mezowi extra bonus powiedzmy bez angazowania calej siebie jesli wyrazam sie jasno. Chyba to w miare dobre rozwiazanie. Seksuolog niepotrzebny, to naprawde biologia. Mam pewne pomysly, moze macie jakies swoje?

Jak się wasze potrzeby mocno rozjeżdżają to ktoś musi się poświecić a raczej nikt nie lubi:)

135

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Z rozmowa nie ma problemu, jestesmy otwarci.  Bardziej chodzi o czestotliwosc, to glowna roznica na dzisiaj.  Wymyslilam ze moge wprowadzic cos co da mezowi extra bonus powiedzmy bez angazowania calej siebie jesli wyrazam sie jasno. Chyba to w miare dobre rozwiazanie. Seksuolog niepotrzebny, to naprawde biologia. Mam pewne pomysly, moze macie jakies swoje?

No dobra ale jesteście razem 7 lat..  Różowe okulary dawno zniknęły.  Przez ostatnie 4 lata jak bylo czy cos sie zmieniło czy cały czas jest tak samo?

136

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

Są super bo alkohol się leje wiadrami big_smile
Tacy co nie piją to na takich imprezach się rozpijają, więc lepiej jakby je omijali. Nie ma przecież obowiązku, ale większa jest grupa pijąca więc pewnie wytykają takiego palcami co nie pije i omija takie imprezy.

Ja pije wiec jestem u siebie smile

To słabe jak zrywanie przez telefon, choć wolałabym jakbyś nie pił, a zrywał przez telefon.
Ciężko zrozumieć dlaczego większość facetów jak już pije to nie ma umiaru i nie dotyczy to tylko alkoholików, choć kobiet też, ale w mniejszej skali.

Alkohol ma właściwości uzależniające, dlatego paradoksalnie być może przed opisanym zachowaniem chroni... inne, silniejsze uzależnienie. Ja na przykład wódy nie lubię, czasem sobie wezmę łychę (porcję-dwie, a nie że całą krowę obalę); wódę piję tylko na spotkaniach firmowych, ale to jest tak że wtedy 4 pięćdziesiątki w ramach toastów i koniec, nie ma siły żeby mnie ktoś zmusił by wypić więcej. Tak więc mogę wypić i nie wywołuje to u mnie potrzeby picia więcej. Jestem za to autentycznie uzależniony od słodyczy i mimo że kilka razy rzucałem, to dziś ten nałóg wrócił i powiem szczerze, że nie wiem czy zamierzam w ogóle rzucać słodycze po raz kolejny. Z kolei mój ojciec też nie ma pociągu do alko, choć ma mocną głowę (dwa razy byłem świadkiem jak przetrzymał gościa z którym akurat obalał wspólnie butelkę: za pierwszym razem był to ówczesny dobry znajomy - sąsiad, marynarz, pili whiskacza i ojciec wrócił uchachany że B. rzyga jak kot; za drugim razem widziałem jak pił na  ochlaj party po oddaniu inwestycji, a pił z nielubianym przez nas dyrektorem technicznym (o którym pisałem wcześniej jako o chyba jedynym skurwielu, z którym wykluczam kiedykolwiek i jakąkolwiek współpracę), w rezultacie tamten zwalił się pod stół, a po ojcu nie było widać żadnego skutku spożycia alkoholu. Natomiast ojciec jest nałogowym palaczem...

137

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:

Jak się wasze potrzeby mocno rozjeżdżają to ktoś musi się poświecić a raczej nikt nie lubi:)

Otóż to. I mówię to ja, facet z poziomem testosteronu, który się nie mieści w żadnej znanej współczesnej medycynie skali.
Żyjąc na tym świecie ponad pół wieku, moje podejście do wielu zagadnień oraz spraw i zjawisk na przestrzeni czasu ulegało takim czy innym zmianom, niekiedy o 180 stopni, a niekiedy nawet i o 360 powracając do punktu wyjścia sprzed powiedzmy kilku lat, bo wydarzyło się w moim życiu to czy tamto albo jeszcze coś innego. Jedno co się nie zmieniło wcale, to moje podejście do tematu seksu. Mam na myśli bardzo ogólny aspekt, nie jakieś tam wybiórcze wątki w sensie upodobań czy fantazji, niespełnionych albo spełnionych, nie chodzi w ogóle o to. O co więc chodzi?
Chodzi o to, że z technicznego punktu widzenia, mógłbym się pieprzyć na okrągło, dzień w dzień po kilka razy i nawet bym się nie zmęczył, miałem tak od zawsze i do dzisiaj tak mam. Ale też zdarzało mi się miewać spadki nie tyle formy, co zwyczajnie i po prostu chęci. Nie dlatego że byłem zmęczony, nie dlatego że byłem niewyspany, nie dlatego że byłem głodny i nie dlatego miałem jakieś problemy poza związkiem i stres mnie blokował czy coś tam innego. U mnie za sferę intymną odpowiada chyba jakiś osobny procesor, działający niezależnie od zakłóceń czy awarii głównego systemu operacyjnego w mózgu i to się w ogóle nie łączy. Nawet mi nie przeszkadza obecność innych osób w pobliżu, więc dla mnie plaża nad morzem, koc nad jeziorem, samochód zaparkowany na dachu galerii handlowej, przymierzalnia w H&M czy drabina na klatce schodowej prowadząca na dach budynku... (tak na szybko z pamięci) to nic niezwykłego i każda moja partnerka wcześniej czy później zdaje sobie z tego sprawę, że nigdzie nie może czuć się bezpieczna, bo ja się odpalam w trzy sekundy, a wtedy już nie ma "wytrzymaj do domu chory pojebie" może też trochę dlatego, że zwykle staram się wybierać takie, które mają podobnie i nie robią z tego zagadnienia ani zbędnych ceregieli. 
No więc kiedy nagle sam widzę, że dzieje się ze mną coś, co nie jest dla mnie naturalne, zaczynam to rozbierać na czynniki pierwsze i wszystko po kolei analizować, żeby znaleźć źródło (zanim włączę youtube i się nasłucham kretyńskich wynurzeń domorosłych seksuologów od siedmiu boleści, których jest pierdylion, a każdy z nich przeczytał jedną i tą samą książkę, bo leżała akurat przy kasach w Biedronce z całą masą innych bezużytecznych śmieci po 4,99 jeśli kupisz dwa artykuły w promocji) a kiedy w końcu już je znalazłem, to źródło ludzkim głosem do mnie przemówiło.

- Słuchaj Czesiek, musisz sobie odpowiedzieć na jedno, ale zajebiście ważne pytanie...
- Jakie to pytanie głosie z jeziora?
- Stul ryj i słuchaj.
- Przepraszam.
- Musisz sobie odpowiedzieć na jedno, ale zajebiście ważne pytanie... nie masz ochoty na figle, czy nie masz ochoty na figle z tą kobietą...
- I co, to już wszystko?
- Wszystko. Do następnego. Bul, bul, bul, bul...

Tak było, nie zmyślam.

O tamtej pory zacząłem patrzeć inaczej na samo zjawisko. I nie chodzi mi teraz o gadające źródła, tylko o brak chęci do igraszek, który może się pojawić z wielu najrozmaitszych powodów i z moich własnych obserwacji jednoznacznie wynika, że tym powodem znacznie częściej jest osoba naszego partnera, niż jakieś tam czynniki zewnętrzne albo natury biologicznej na przykład. Oczywiście w pewnym wieku pojawiają się wahania poziomu hormonów oraz dochodzi cała masa tak zwanych problemów życia codziennego i nikt z tym nie dyskutuje. Ale dyskutuje z tym fakt, powszechnie raczej ludziom znany, że ci którym ciągle tak się nie chce i ciągle mają jakieś wymówki byle tylko tego uniknąć... po rozstaniu z żoną lub mężem i poznaniu kogoś nowego (bardzo często to drugie następuje przed tym pierwszym) nagle ich libido wypierdala w stratosferę i gdyby nie musieli spać ani chodzić do pracy, to mogliby się pruć jak przecinaki, aż sąsiedzi wychodziliby po wszystkim na balkon, żeby zapalić. Nie jest tak? Oczywiście, że jest. No i gdzie się wtedy podziewa brak ochoty, czasu, zmęczenie, stres czy ta słynna biologia? Tak po prostu w jednej chwili przestaje działać? Chyba muszę zapytać mojego źródła co o tym wszystkim myśli...   
-

138

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:
Solaris napisał/a:

Jak się wasze potrzeby mocno rozjeżdżają to ktoś musi się poświecić a raczej nikt nie lubi:)

Otóż to. I mówię to ja, facet z poziomem testosteronu, który się nie mieści w żadnej znanej współczesnej medycynie skali.
Żyjąc na tym świecie ponad pół wieku, moje podejście do wielu zagadnień oraz spraw i zjawisk na przestrzeni czasu ulegało takim czy innym zmianom, niekiedy o 180 stopni, a niekiedy nawet i o 360 powracając do punktu wyjścia sprzed powiedzmy kilku lat, bo wydarzyło się w moim życiu to czy tamto albo jeszcze coś innego. Jedno co się nie zmieniło wcale, to moje podejście do tematu seksu. Mam na myśli bardzo ogólny aspekt, nie jakieś tam wybiórcze wątki w sensie upodobań czy fantazji, niespełnionych albo spełnionych, nie chodzi w ogóle o to. O co więc chodzi?
Chodzi o to, że z technicznego punktu widzenia, mógłbym się pieprzyć na okrągło, dzień w dzień po kilka razy i nawet bym się nie zmęczył, miałem tak od zawsze i do dzisiaj tak mam. Ale też zdarzało mi się miewać spadki nie tyle formy, co zwyczajnie i po prostu chęci. Nie dlatego że byłem zmęczony, nie dlatego że byłem niewyspany, nie dlatego że byłem głodny i nie dlatego miałem jakieś problemy poza związkiem i stres mnie blokował czy coś tam innego. U mnie za sferę intymną odpowiada chyba jakiś osobny procesor, działający niezależnie od zakłóceń czy awarii głównego systemu operacyjnego w mózgu i to się w ogóle nie łączy. Nawet mi nie przeszkadza obecność innych osób w pobliżu, więc dla mnie plaża nad morzem, koc nad jeziorem, samochód zaparkowany na dachu galerii handlowej, przymierzalnia w H&M czy drabina na klatce schodowej prowadząca na dach budynku... (tak na szybko z pamięci) to nic niezwykłego i każda moja partnerka wcześniej czy później zdaje sobie z tego sprawę, że nigdzie nie może czuć się bezpieczna, bo ja się odpalam w trzy sekundy, a wtedy już nie ma "wytrzymaj do domu chory pojebie" może też trochę dlatego, że zwykle staram się wybierać takie, które mają podobnie i nie robią z tego zagadnienia ani zbędnych ceregieli. 
No więc kiedy nagle sam widzę, że dzieje się ze mną coś, co nie jest dla mnie naturalne, zaczynam to rozbierać na czynniki pierwsze i wszystko po kolei analizować, żeby znaleźć źródło (zanim włączę youtube i się nasłucham kretyńskich wynurzeń domorosłych seksuologów od siedmiu boleści, których jest pierdylion, a każdy z nich przeczytał jedną i tą samą książkę, bo leżała akurat przy kasach w Biedronce z całą masą innych bezużytecznych śmieci po 4,99 jeśli kupisz dwa artykuły w promocji) a kiedy w końcu już je znalazłem, to źródło ludzkim głosem do mnie przemówiło.

- Słuchaj Czesiek, musisz sobie odpowiedzieć na jedno, ale zajebiście ważne pytanie...
- Jakie to pytanie głosie z jeziora?
- Stul ryj i słuchaj.
- Przepraszam.
- Musisz sobie odpowiedzieć na jedno, ale zajebiście ważne pytanie... nie masz ochoty na figle, czy nie masz ochoty na figle z tą kobietą...
- I co, to już wszystko?
- Wszystko. Do następnego. Bul, bul, bul, bul...

Tak było, nie zmyślam.

O tamtej pory zacząłem patrzeć inaczej na samo zjawisko. I nie chodzi mi teraz o gadające źródła, tylko o brak chęci do igraszek, który może się pojawić z wielu najrozmaitszych powodów i z moich własnych obserwacji jednoznacznie wynika, że tym powodem znacznie częściej jest osoba naszego partnera, niż jakieś tam czynniki zewnętrzne albo natury biologicznej na przykład. Oczywiście w pewnym wieku pojawiają się wahania poziomu hormonów oraz dochodzi cała masa tak zwanych problemów życia codziennego i nikt z tym nie dyskutuje. Ale dyskutuje z tym fakt, powszechnie raczej ludziom znany, że ci którym ciągle tak się nie chce i ciągle mają jakieś wymówki byle tylko tego uniknąć... po rozstaniu z żoną lub mężem i poznaniu kogoś nowego (bardzo często to drugie następuje przed tym pierwszym) nagle ich libido wypierdala w stratosferę i gdyby nie musieli spać ani chodzić do pracy, to mogliby się pruć jak przecinaki, aż sąsiedzi wychodziliby po wszystkim na balkon, żeby zapalić. Nie jest tak? Oczywiście, że jest. No i gdzie się wtedy podziewa brak ochoty, czasu, zmęczenie, stres czy ta słynna biologia? Tak po prostu w jednej chwili przestaje działać? Chyba muszę zapytać mojego źródła co o tym wszystkim myśli...   
-

Czesiek, Ty kogucie niewyżyty, mocno uprościłeś wszystko i powielasz stereotyp, że mężczyźnie zawsze i wszędzie się chce a jak nie to znaczy, że trzeba zmienić kobietę, bo z nową mu znowu się zachce. Generalnie ktoś nowy zawsze działa pobudzająco na tej samej zasadzie co nowa zabawka dla dziecka - cieszy, ekscytuje bardziej, bo jest nowa a nie dlatego, że lepsza. Seks z ta samą osobą po wielu latach rzadko jest taki jak na początku, gdy się żyło namiętnością i z łóżka nie wychodziło i to jest naturalne. I to jest biologia. Można iść w jakość, nie ilość.
Poza tym, seks to nie podstawa związku, tylko jego składowa. Zależy co w związku odgrywa kluczową rolę dla ludzi. Jeśli dla Ciebie priorytetem jest gotowość na seks zawsze i wszędzie bez względu na okoliczności to faktycznie kluczowy jest dobór partnerki, która odczuwa tak samo bo inaczej kicha.

139

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:
Solaris napisał/a:

Jak się wasze potrzeby mocno rozjeżdżają to ktoś musi się poświecić a raczej nikt nie lubi:)

Otóż to. I mówię to ja, facet z poziomem testosteronu, który się nie mieści w żadnej znanej współczesnej medycynie skali.
Żyjąc na tym świecie ponad pół wieku, moje podejście do wielu zagadnień oraz spraw i zjawisk na przestrzeni czasu ulegało takim czy innym zmianom, niekiedy o 180 stopni, a niekiedy nawet i o 360 powracając do punktu wyjścia sprzed powiedzmy kilku lat, bo wydarzyło się w moim życiu to czy tamto albo jeszcze coś innego. Jedno co się nie zmieniło wcale, to moje podejście do tematu seksu. Mam na myśli bardzo ogólny aspekt, nie jakieś tam wybiórcze wątki w sensie upodobań czy fantazji, niespełnionych albo spełnionych, nie chodzi w ogóle o to. O co więc chodzi?
Chodzi o to, że z technicznego punktu widzenia, mógłbym się pieprzyć na okrągło, dzień w dzień po kilka razy i nawet bym się nie zmęczył, miałem tak od zawsze i do dzisiaj tak mam. Ale też zdarzało mi się miewać spadki nie tyle formy, co zwyczajnie i po prostu chęci. Nie dlatego że byłem zmęczony, nie dlatego że byłem niewyspany, nie dlatego że byłem głodny i nie dlatego miałem jakieś problemy poza związkiem i stres mnie blokował czy coś tam innego. U mnie za sferę intymną odpowiada chyba jakiś osobny procesor, działający niezależnie od zakłóceń czy awarii głównego systemu operacyjnego w mózgu i to się w ogóle nie łączy. Nawet mi nie przeszkadza obecność innych osób w pobliżu, więc dla mnie plaża nad morzem, koc nad jeziorem, samochód zaparkowany na dachu galerii handlowej, przymierzalnia w H&M czy drabina na klatce schodowej prowadząca na dach budynku... (tak na szybko z pamięci) to nic niezwykłego i każda moja partnerka wcześniej czy później zdaje sobie z tego sprawę, że nigdzie nie może czuć się bezpieczna, bo ja się odpalam w trzy sekundy, a wtedy już nie ma "wytrzymaj do domu chory pojebie" może też trochę dlatego, że zwykle staram się wybierać takie, które mają podobnie i nie robią z tego zagadnienia ani zbędnych ceregieli. 
No więc kiedy nagle sam widzę, że dzieje się ze mną coś, co nie jest dla mnie naturalne, zaczynam to rozbierać na czynniki pierwsze i wszystko po kolei analizować, żeby znaleźć źródło (zanim włączę youtube i się nasłucham kretyńskich wynurzeń domorosłych seksuologów od siedmiu boleści, których jest pierdylion, a każdy z nich przeczytał jedną i tą samą książkę, bo leżała akurat przy kasach w Biedronce z całą masą innych bezużytecznych śmieci po 4,99 jeśli kupisz dwa artykuły w promocji) a kiedy w końcu już je znalazłem, to źródło ludzkim głosem do mnie przemówiło.

- Słuchaj Czesiek, musisz sobie odpowiedzieć na jedno, ale zajebiście ważne pytanie...
- Jakie to pytanie głosie z jeziora?
- Stul ryj i słuchaj.
- Przepraszam.
- Musisz sobie odpowiedzieć na jedno, ale zajebiście ważne pytanie... nie masz ochoty na figle, czy nie masz ochoty na figle z tą kobietą...
- I co, to już wszystko?
- Wszystko. Do następnego. Bul, bul, bul, bul...

Tak było, nie zmyślam.

O tamtej pory zacząłem patrzeć inaczej na samo zjawisko. I nie chodzi mi teraz o gadające źródła, tylko o brak chęci do igraszek, który może się pojawić z wielu najrozmaitszych powodów i z moich własnych obserwacji jednoznacznie wynika, że tym powodem znacznie częściej jest osoba naszego partnera, niż jakieś tam czynniki zewnętrzne albo natury biologicznej na przykład. Oczywiście w pewnym wieku pojawiają się wahania poziomu hormonów oraz dochodzi cała masa tak zwanych problemów życia codziennego i nikt z tym nie dyskutuje. Ale dyskutuje z tym fakt, powszechnie raczej ludziom znany, że ci którym ciągle tak się nie chce i ciągle mają jakieś wymówki byle tylko tego uniknąć... po rozstaniu z żoną lub mężem i poznaniu kogoś nowego (bardzo często to drugie następuje przed tym pierwszym) nagle ich libido wypierdala w stratosferę i gdyby nie musieli spać ani chodzić do pracy, to mogliby się pruć jak przecinaki, aż sąsiedzi wychodziliby po wszystkim na balkon, żeby zapalić. Nie jest tak? Oczywiście, że jest. No i gdzie się wtedy podziewa brak ochoty, czasu, zmęczenie, stres czy ta słynna biologia? Tak po prostu w jednej chwili przestaje działać? Chyba muszę zapytać mojego źródła co o tym wszystkim myśli...   
-

Czesiek, Ty kogucie niewyżyty, mocno uprościłeś wszystko i powielasz stereotyp, że mężczyźnie zawsze i wszędzie się chce a jak nie to znaczy, że trzeba zmienić kobietę, bo z nową mu znowu się zachce. Generalnie ktoś nowy zawsze działa pobudzająco na tej samej zasadzie co nowa zabawka dla dziecka - cieszy, ekscytuje bardziej, bo jest nowa a nie dlatego, że lepsza. Seks z ta samą osobą po wielu latach rzadko jest taki jak na początku, gdy się żyło namiętnością i z łóżka nie wychodziło i to jest naturalne. I to jest biologia. Można iść w jakość, nie ilość.
Poza tym, seks to nie podstawa związku, tylko jego składowa. Zależy co w związku odgrywa kluczową rolę dla ludzi. Jeśli dla Ciebie priorytetem jest gotowość na seks zawsze i wszędzie bez względu na okoliczności to faktycznie kluczowy jest dobór partnerki, która odczuwa tak samo bo inaczej kicha.

big_smile kogut niewyzyty

140

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Ciekawe wypowiedzi. Bert mieszkalismy osobno przez 3 lata, stad seks byl regulowany spotkaniami. Po zamieszkaniu maz oczekiwal wiecej, ale dla mnie to co bylo, bylo ok.  Maz od czasu do czasu wspomina, ze za malo, ja trzymam sie swojej strefy komfortu. U meza potrzeby raczej rosna u mnie raczej maleja. Moze bedzie to problemem, moze nie, zobaczymy na ile inne sfery naszego zycia sa wazne dla meza. Pomysle o extra bonusach, ale nie chce sie "poswiecac", jak napisalas Solaris, bo to  zabija radosc nie tylko z seksu ale i zwiazku. Ciekawa twoja wypowiedz Czesku, mysle, ze zeby wejsc w zwiazek, potrzebna jest ta faza chemii, inaczej wymarlibysmy jako gatunek. Jednak pozniej wchodza inne tez obszary, ktore wzbogacaja zycie ludzi i dlatego zostaja razem, choc chemia juz nie tak silna. Nowe Otwarcie, fajna wzmianka o nalogach. Dlaczego nie chcesz pozbyc sie nalogu jedzenia slodyczy?

141

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Ekstra bonusy mogą się tak mężowi spodobać, że będzie oczekiwał na co dzień, więc się grubo zastanów big_smile

142

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Ciekawe wypowiedzi. Bert mieszkalismy osobno przez 3 lata, stad seks byl regulowany spotkaniami. Po zamieszkaniu maz oczekiwal wiecej, ale dla mnie to co bylo, bylo ok.  Maz od czasu do czasu wspomina, ze za malo, ja trzymam sie swojej strefy komfortu. U meza potrzeby raczej rosna u mnie raczej maleja. Moze bedzie to problemem, moze nie, zobaczymy na ile inne sfery naszego zycia sa wazne dla meza. Pomysle o extra bonusach, ale nie chce sie "poswiecac", jak napisalas Solaris, bo to  zabija radosc nie tylko z seksu ale i zwiazku. Ciekawa twoja wypowiedz Czesku, mysle, ze zeby wejsc w zwiazek, potrzebna jest ta faza chemii, inaczej wymarlibysmy jako gatunek. Jednak pozniej wchodza inne tez obszary, ktore wzbogacaja zycie ludzi i dlatego zostaja razem, choc chemia juz nie tak silna. Nowe Otwarcie, fajna wzmianka o nalogach. Dlaczego nie chcesz pozbyc sie nalogu jedzenia slodyczy?

Tak naprawdę poświecenie w związku to nic złego jeśli nie odbywa się to tylko jednostronnie i w sposób ciągły, bo wtedy zwyczajnie narasta w człowieku żal i na dluższą metę tak się nie da.
Bycie razem to często jakieś kompromisy i poświęcenia, bo rzadko ludzie dobierają się tak, że pasują do siebie we wszystkim. Jak ktoś kocha góry a ktoś morze to jak każdy by się upierał przy swoim to musieliby oddzielnie spędzać urlop a przecież można jednego roku w góry, drugiego nad morze, albo nawet w tym samym - część tu, część tam. Zawsze można się dogadać, jeśli ludzie się kochają i traktują związek poważnie. 
Z seksem podobnie - jeśli rozrzut nie jest jakiś duży, to można też się dogadać i spotkać pośrodku, każde musi się trochę poświęcić w imię wyższego celu;) Tak, jak napisałaś - w związku są inne sfery życia równie ważne, nie tylko seks, więc zwyczajnie liczą się priorytety - jeśli ludzie mają podobne to się dogadają, jeśli nie, bo dla kogoś seks jest najważniejszy to się nie dogadają. Bywa.
Uważam, że seks nie jest najważniejszy, ważniejsza jest bliskość, intymność, silna wieź emocjonalna, zaangażowanie, i to, jak dobrze ludziom razem w codzienności, ale bez seksu ciężko, więc wiadomo, być musi, bo jest spoiwem, ale robienie z seksu bożka to spłycanie relacji. W powierzchownych związkach ludzie są skupieni na sobie i swoich potrzebach oraz przyjemnościach a drugą osobę traktują jak maszynkę do zaspokajania swoich potrzeb, nie tylko seksualnych, ale w ogóle - jako generator przyjemności i szczęścia. A przecież prawdziwy związek, na dobre i złe, nie na tym polega. Nie zawsze jest miło, przyjemnie i jak w bajce. Ktoś gdzieś napisał, że dzisiaj dużo jest rozwodów i generalnie ludzie nie potrafią być ze sobą długo. No właśnie, bo dzisiejsze związki to wydmuszki, gdzie ludzie oczekują głownie przyjemności i żadnych problemów a byle jaki kryzys już powoduje, że rozglądają się za nowym generatorem szczęścia;)

143 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-12-07 19:43:56)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Ciekawe wypowiedzi. Bert mieszkalismy osobno przez 3 lata, stad seks byl regulowany spotkaniami. Po zamieszkaniu maz oczekiwal wiecej, ale dla mnie to co bylo, bylo ok.  Maz od czasu do czasu wspomina, ze za malo, ja trzymam sie swojej strefy komfortu. U meza potrzeby raczej rosna u mnie raczej maleja. Moze bedzie to problemem, moze nie, zobaczymy na ile inne sfery naszego zycia sa wazne dla meza. Pomysle o extra bonusach, ale nie chce sie "poswiecac", jak napisalas Solaris, bo to  zabija radosc nie tylko z seksu ale i zwiazku. Ciekawa twoja wypowiedz Czesku, mysle, ze zeby wejsc w zwiazek, potrzebna jest ta faza chemii, inaczej wymarlibysmy jako gatunek. Jednak pozniej wchodza inne tez obszary, ktore wzbogacaja zycie ludzi i dlatego zostaja razem, choc chemia juz nie tak silna. Nowe Otwarcie, fajna wzmianka o nalogach. Dlaczego nie chcesz pozbyc sie nalogu jedzenia slodyczy?

Różne sa priorytety w związkach. Ale czy w to uwierzysz czy nie seks bedzie u Twojego faceta w absolutnej topce. Jesli myślisz ze moze to byc w zasadzie malo istotny dodatek to będzie tylko Twoja opinia.

Pomijam ze zwiazek to tamto i siamto. Rzeczywiscie skladowych jest duzo ale ja o samym seksie (choc inne tez sa wazne). Jesteście w sytuacji kiedy Ty jestes w swojej strefie komfortu. Jest luksusowo. Twoj facet jest jednak daleko od swojej strefy komfortu. Macie duza nierównowage a to nie jest dobre. Moze jednak wyjdź troche ze swojej strefy zeby Twoj facet zbliżył sie do swojej. Znajdźcie miejsce gdzie nie bedzie na 100% bajecznie dla każdej strony ale będzie akceptowalnie. Inaczej powolutku powolutku będziecie się rozjeżdżac. On bedzie sfrustrowany a Ty będziesz sie czuła atakowana. Nawet jak inne sfery będą dobrze działać a seks nie to trudno będzie Ci znaleźć faceta który w takiej sytuacji powie : jestem w fajnym zwiazku

Po prostu rozmawiajcie szczerze bez zamiatania pod dywan

144

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Nowe Otwarcie, fajna wzmianka o nalogach. Dlaczego nie chcesz pozbyc sie nalogu jedzenia slodyczy?

Powodów jest kilka: bo to tanie i łatwo dostępne źródło przyjemności, sposób by poczuć się choć przez chwilę lepiej w szarym świecie. Bo w tej chwili nie mam żadnej dość mocnej motywacji by to rzucić. Bo za mało jest w życiu przyjemności by pozbawiać się ( da zasady? ) tej. Bo to mniej kłopotliwa forma uzależnienia niż papierosy, alkohol czy narkotyki. Pewnie jeszcze jakieś powody by się znalazły, ale te chyba wystarczą wink

145 Ostatnio edytowany przez Meralda (2025-12-08 16:06:58)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Nowe Otwarcie dzieki za wyjasnienie.
Bert, trudno nie zgodzic sie z tym, co napisales. Ale niestety mysle, opisany przeze mnie problem jest dosc powszechny. I czasem konczy sie tym, ze mezczyzna szuka mlodszej kobiety, i sa tragedie dla rodzin, dla starszych zon, a czesto i dla samego niewiernego.

146

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Nowe Otwarcie dzieki za wyjasnienie.
Bert, trudno nie zgodzic sie z tym, co napisales. Ale niestety mysle, opisany przeze mnie problem jest dosc powszechny. I czasem konczy sie tym, ze mezczyzna szuka mlodszej kobiety, i sa tragedie dla rodzin, dla starszych zon, a czesto i dla samego niewiernego.

Dokladnie tak czesto jest.

147

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Nie chodzi o to, że dla mnie czy dla kogoś innego sam seks jest jedynym powodem, dla którego ja czy ktoś inny chce być w związku. Nie zrozumieliśmy się. Bardziej chodzi mi o to, że jak mam być w związku bez seksu, to wolę w nim nie być i poszukać sobie kogoś innego, kto będzie bardziej do mnie pasował. Oczywiście że nie samym seksem człowiek żyje i na fajny związek składa się tysiąc pięćset sto dziewięćset innych czynników, ale tak samo dobre danie nie składa się z samej soli, jednak bez niej smakuje jak tektura. Niektórzy na przykład nie słodzą kawy czy herbaty, a ja mam odruch wymiotny na samą myśl o przełknięciu jednego albo drugiego. Inni niektórzy na przykład nie myją się codziennie albo nie używają kosmetyków, a ja sobie tego nawet nie wyobrażam. Jeszcze inni na przykład w ogóle o siebie nie dbają i mając lat powiedzmy 35 wyglądają na 53, a całkiem inni na przykład mają krzywy ryj, bo z takim już się urodzili. Z jednej strony wszyscy wyżej wymienieni, pod względem charakteru czy osobowości czy zgromadzonego majątku czy chuj wie czego tam jeszcze (każdy może sobie wpisać cokolwiek) mogą być idealnym materiałem na partnera do długoletniego związku, ale z drugiej strony większość z nas nie chciałaby z kimś takim nawet przebywać w jednym pomieszczeniu dłużej niż to w danej sytuacji jest konieczne. I tak samo jest z seksem. Ten któremu się nie chce, ma to w dupie oczywiście, ale ten któremu się chce, nie ma tego w dupie i takie gadanie, że seks nie jest w życiu najważniejszy... a co jest? Dla każdego co innego i nie można wymagać od drugiego człowieka, że on się poświęci rezygnując ze swoich potrzeb i pragnień, bo nam samym czegoś tam się nie chce, ale jednocześnie będzie spełniał wszystkie nasze oczekiwania, bo związek polega na tym, żeby mi było dobrze, a cała reszta chuj mnie obchodzi. Tak to każdy by chciał, nie robić nic i niczego nie dawać, a tylko dostawać i brać. Tylko w pewnym wieku większość ludzi z tego wyrasta i zaczyna rozumieć, że w dorosłym życiu to tak nie działa, bo za darmo nie ma nic.
Czy to się komuś podoba czy nie podoba, mężczyzna wiąże się z kobietą głównie po to, żeby mieć stały i regularny dostęp do seksu. Cała reszta jest dopiero później, a większość z tego co dla was lub z wami robimy, robimy głównie po to, żeby mieć seks. Jeśli ktoś wam kiedyś mówił inaczej, to przykro mi bardzo, ale zwyczajnie was okłamał. I możecie podawać w nieskończoność przykłady tego, co można robić we dwoje poza seksem, a ja wam gwarantuję i mogę się nawet o to założyć, że na 100 obcych dla was facetów których zapytacie 99 odpowie, że i tak zamiast tego woleliby seks. Ten brakujący 1 będzie akurat niemową.

A co do gasnącego pożądania w związku, bo rutyna, bo zmęczenie materiału, bo biologia, bo to, bo śmo... to kolejne z trzech największych kłamstw o dorosłym życiu. Jak kogoś facet albo babka nie kręci, to po prostu go nie kręci. Koniec. Może było tak od początku, może zmieniało się z czasem, to nieistotne. W przyrodzie nie występuje pojęcie braku ochoty na seks, ani lista powodów, które mogą być tego przyczyną. Bo powód jest tylko jeden i zawsze ten sam. I ten powód ma imię, które właśnie w tej chwili przeleciało między waszymi uszami.

148

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:

Nie chodzi o to, że dla mnie czy dla kogoś innego sam seks jest jedynym powodem, dla którego ja czy ktoś inny chce być w związku. Nie zrozumieliśmy się. Bardziej chodzi mi o to, że jak mam być w związku bez seksu, to wolę w nim nie być i poszukać sobie kogoś innego, kto będzie bardziej do mnie pasował. Oczywiście że nie samym seksem człowiek żyje i na fajny związek składa się tysiąc pięćset sto dziewięćset innych czynników, ale tak samo dobre danie nie składa się z samej soli, jednak bez niej smakuje jak tektura. Niektórzy na przykład nie słodzą kawy czy herbaty, a ja mam odruch wymiotny na samą myśl o przełknięciu jednego albo drugiego. Inni niektórzy na przykład nie myją się codziennie albo nie używają kosmetyków, a ja sobie tego nawet nie wyobrażam. Jeszcze inni na przykład w ogóle o siebie nie dbają i mając lat powiedzmy 35 wyglądają na 53, a całkiem inni na przykład mają krzywy ryj, bo z takim już się urodzili. Z jednej strony wszyscy wyżej wymienieni, pod względem charakteru czy osobowości czy zgromadzonego majątku czy chuj wie czego tam jeszcze (każdy może sobie wpisać cokolwiek) mogą być idealnym materiałem na partnera do długoletniego związku, ale z drugiej strony większość z nas nie chciałaby z kimś takim nawet przebywać w jednym pomieszczeniu dłużej niż to w danej sytuacji jest konieczne. I tak samo jest z seksem. Ten któremu się nie chce, ma to w dupie oczywiście, ale ten któremu się chce, nie ma tego w dupie i takie gadanie, że seks nie jest w życiu najważniejszy... a co jest? Dla każdego co innego i nie można wymagać od drugiego człowieka, że on się poświęci rezygnując ze swoich potrzeb i pragnień, bo nam samym czegoś tam się nie chce, ale jednocześnie będzie spełniał wszystkie nasze oczekiwania, bo związek polega na tym, żeby mi było dobrze, a cała reszta chuj mnie obchodzi. Tak to każdy by chciał, nie robić nic i niczego nie dawać, a tylko dostawać i brać. Tylko w pewnym wieku większość ludzi z tego wyrasta i zaczyna rozumieć, że w dorosłym życiu to tak nie działa, bo za darmo nie ma nic.
Czy to się komuś podoba czy nie podoba, mężczyzna wiąże się z kobietą głównie po to, żeby mieć stały i regularny dostęp do seksu. Cała reszta jest dopiero później, a większość z tego co dla was lub z wami robimy, robimy głównie po to, żeby mieć seks. Jeśli ktoś wam kiedyś mówił inaczej, to przykro mi bardzo, ale zwyczajnie was okłamał. I możecie podawać w nieskończoność przykłady tego, co można robić we dwoje poza seksem, a ja wam gwarantuję i mogę się nawet o to założyć, że na 100 obcych dla was facetów których zapytacie 99 odpowie, że i tak zamiast tego woleliby seks. Ten brakujący 1 będzie akurat niemową.

A co do gasnącego pożądania w związku, bo rutyna, bo zmęczenie materiału, bo biologia, bo to, bo śmo... to kolejne z trzech największych kłamstw o dorosłym życiu. Jak kogoś facet albo babka nie kręci, to po prostu go nie kręci. Koniec. Może było tak od początku, może zmieniało się z czasem, to nieistotne. W przyrodzie nie występuje pojęcie braku ochoty na seks, ani lista powodów, które mogą być tego przyczyną. Bo powód jest tylko jeden i zawsze ten sam. I ten powód ma imię, które właśnie w tej chwili przeleciało między waszymi uszami.

Czesio,że Tobie jeszcze palce nie odpadły od tego długiego pisania to jest cud big_smile

149

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Nowe Otwarcie dzieki za wyjasnienie.
Bert, trudno nie zgodzic sie z tym, co napisales. Ale niestety mysle, opisany przeze mnie problem jest dosc powszechny. I czasem konczy sie tym, ze mezczyzna szuka mlodszej kobiety, i sa tragedie dla rodzin, dla starszych zon, a czesto i dla samego niewiernego.

No. To świadoma jesteś jakie możliwe scenariusze przed Wami

150

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Czesiek, chyba nie do koncza masz racje. Tak nas stworzyla natura, by dzieci poczynaly sie z seksu, ktory jest tak przyjemny, o czym dobrze wiesz. Gdyby nie wzmocnienie prokreacyjnej funkcji seksu przyjemnoscia, dawno by nas nie bylo jako gatunku. No i wchodzi biologia - zdrowy mezczyzna bedzie chcial seksu jeszcze na lozu smierci bo moze zawsze byc ojcem, kobieta zwykle okolo 50 roku zycia traci taka mozliwosc zupelnie. Oczywiscie roznice indywidualne sa  z wielu powodow i nieraz bardzo duze. Jednak nie mozna tej kwestii pominac, bo to fakty. I czy szukac kogos kto bardziej kreci - jak rozumiem wywod Czeska, czy widziec czarny scenariusz  i szykowac sie na samotna starosc, czy za kilka lat zamiast zasluzonego odpoczynku na emeryturze pracowac w domowym w sex biznesie zamiast zajmowac sie wnukami?

151

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Czesiek, chyba nie do koncza masz racje. Tak nas stworzyla natura, by dzieci poczynaly sie z seksu, ktory jest tak przyjemny, o czym dobrze wiesz. Gdyby nie wzmocnienie prokreacyjnej funkcji seksu przyjemnoscia, dawno by nas nie bylo jako gatunku. No i wchodzi biologia - zdrowy mezczyzna bedzie chcial seksu jeszcze na lozu smierci bo moze zawsze byc ojcem, kobieta zwykle okolo 50 roku zycia traci taka mozliwosc zupelnie. Oczywiscie roznice indywidualne sa  z wielu powodow i nieraz bardzo duze. Jednak nie mozna tej kwestii pominac, bo to fakty. I czy szukac kogos kto bardziej kreci - jak rozumiem wywod Czeska, czy widziec czarny scenariusz  i szykowac sie na samotna starosc, czy za kilka lat zamiast zasluzonego odpoczynku na emeryturze pracowac w domowym w sex biznesie zamiast zajmowac sie wnukami?

Na łożu śmierci to wątpię żeby ktokolwiek myślał o seksach

152

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Przy Czesku to kobita nie odpocznie nawet gdy będzie 70 lat miała. Dziadek Czesiek jej powie - nie po to się babciu z Tobą tyle męczę żebym teraz strugał pinokia, do roboty! big_smile

153

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:

ja wam gwarantuję i mogę się nawet o to założyć, że na 100 obcych dla was facetów których zapytacie 99 odpowie, że i tak zamiast tego woleliby seks. Ten brakujący 1 będzie akurat niemową.

Czesio znowu generalizuje tak, że uszy wiedną. Gdyż wszakże ponieważ tak ma;)

Seks ma priorytet wtedy, gdy go brakuje. Wtedy jest ważniejszy od innych rzeczy. Podobnie jak głodny myśli tylko o jedzeniu.
Kiedy wszystko gra i seksu jest tyle i takiej jakości, jakiej tam komu potrzeba, inne rzeczy też są ważne a czasem ważniejsze- bo seksu nie brakuje.

U Twojego faceta, autorko, akurat brakuje, a Ty wydajesz się mieć gdzieś jego potrzeby. Słaba cecha jeśli chodzi o związek, myślenie tylko o sobie. Raczej nie wróży długiej i udanej relacji.

154

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Czesiek, chyba nie do koncza masz racje. Tak nas stworzyla natura, by dzieci poczynaly sie z seksu, ktory jest tak przyjemny, o czym dobrze wiesz. Gdyby nie wzmocnienie prokreacyjnej funkcji seksu przyjemnoscia, dawno by nas nie bylo jako gatunku. No i wchodzi biologia - zdrowy mezczyzna bedzie chcial seksu jeszcze na lozu smierci bo moze zawsze byc ojcem, kobieta zwykle okolo 50 roku zycia traci...

...ale natura jest mądra i to przewidziała, dlatego dopuszcza pewne wyjątki od tej reguły i wystarczy tej kobiecie około 50 roku życia zmienić faceta, żeby nagle stał się cud big_smile

Moim zdaniem ludzie około 50 roku życia po prostu i zwyczajnie tracą na atrakcyjności, a jeśli o siebie nie dbają, tracą jeszcze bardziej, więc naturalnie ludzie około 50 roku życia tracą również zainteresowanie swoim partnerem, który po prostu i zwyczajnie ich już nie podnieca. I nadal będę się upierał, że to w dalszym ciągu nie ma nic wspólnego z jakimś biologicznym mechanizmem wewnętrznym, który reguluje manie lub niemanie ochoty na seks sam w sobie. To są dwie odrębne kwestie. Moim zdaniem - podkreślam i zaznaczam specjalnie dla Rozrabiaki - jest to oczywiście bardzo wygodna wymówka, żeby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, ale nie prawdziwy powód.

I żeby było jasne, to uwaga uwaga uwaga... MOIM ZDANIEM zmuszanie się do czegokolwiek albo oczekiwanie poświęcenia od drugiej strony, to nie jest dobry sposób, ani na rozwiązanie problemu, ani na utrzymanie związku, bo chyba nikt nie chce w takim być, niezależnie od tego, po której stronie stołu siedzi, tego najedzonego czy tego głodnego. I tylko o to mi chodzi, a nie o szukanie źródła problemu w dzieciństwie, co jak wiemy, prędzej czy później musi nastąpić, jak nie na tej, to na kolejnej stronie wątku.

Upraszczając i spłycając "nie jest w życiu najważniejsze" można umieścić w każdym dowolnie wybranym zdaniu, jako wytłumaczenie tego, że czegoś się komuś nie chce. A moim zdaniem wink nie na tym ma polegać udany związek, żeby w nim się licytować co dla kogo nie jest w życiu najważniejsze, bo jeśli tak to ma wyglądać, to po co w nim w ogóle być...

155 Ostatnio edytowany przez Meralda (2025-12-09 11:39:45)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Rozrabiaka, Twoje zalozenie co do mnie jest bledne, zalezy mi na partnerze, wazne dla mnie by czul sie dobrze. I tak jest, po siedmiu latach razem jest szczesliwy, co mowi i mnie i innym, gdy rozmawiamy o zwiazkach. Ale nasze potrzeby powoli ale wyraznie sie rozjezdzaja. I nie jest to niczyja wina, ale jest to problem.  I bledne w moim przypadku tez Twoje Czesku, partner mi sie podoba, jest bardziej atrakcyjny niz gdy go poznalam. Dba o siebie, ma duzo fajnej meskiej energii, podoba sie kobietom. Ale z uwagi na wspomniana biologie,  jego potrzeby sie nie zmieniaja, a moje maleja. Jemu chce sie tez dbac o swoja atrakcyjnasc fizyczna, a mnie coraz mniej. Bo tez w duzej mierze motywacja do utrzymywania tej atrakcyjnosci na wysokim poziomie jest to, ze dobra forma ulatwia nam pozyskanie i utrzymanie partnera seksualnego. A jesli seksu juz sie nie chce - motywacja maleje.

156

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Rozrabiaka, Twoje zalozenie co do mnie jest bledne, zalezy mi na partnerze, wazne dla mnie by czul sie dobrze. I tak jest, po siedmiu latach razem jest szczesliwy, co mowi i mnie i innym, gdy rozmawiamy o zwiazkach. Ale nasze potrzeby powoli ale wyraznie sie rozjezdzaja. I nie jest to niczyja wina, ale jest to problem.  I bledne w moim przypadku tez Twoje Czesku, partner mi sie podoba, jest bardziej atrakcyjny niz gdy go poznalam. Dba o siebie, ma duzo fajnej meskiej energii, podoba sie kobietom. Ale z uwagi na wspomniana biologie,  jego potrzeby sie nie zmieniaja, a moje maleja. Jemu chce sie tez dbac o swoja atrakcyjnasc fizyczna, a mnie coraz mniej. Bo tez w duzej mierze motywacja do utrzymywania tej atrakcyjnosci na wysokim poziomie jest to, ze dobra forma ulatwia nam pozyskanie i utrzymanie partnera seksualnego. A jesli seksu juz sie nie chce - motywacja maleje.

Raczej trollujesz smile

Dobrze ze facet atrakcyjny i sie dziewczynom podoba. Dobrze dla niego gorzej dla Ciebie

157

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Az sie usmiechnelam, ze posadzasz mnie o trolowanie Bert.  Nie. Pisze powaznie, tak jak i w innych watkach.

158 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-12-09 11:58:07)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Az sie usmiechnelam, ze posadzasz mnie o trolowanie Bert.  Nie. Pisze powaznie, tak jak i w innych watkach.

Ale wiesz ze swoja "sztywnoscia" strzelasz sobie w stopę. Zmieniłaś jednostronnie zasady gry bez ustalania z facetem

On niedługo powie - to nie z nia sie związałem. Tamta byla inna, lepsza

159

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

No nie, ja nie zmienilam regul gry. Wrecz przeciwnie, ja trzymam sie takich samych od poczatku, i chyba masz to na mysli piszac o sztywnosci, ale nie wiem dokladne jak rozumiec Twoja wypowiedz.

160

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

No nie, ja nie zmienilam regul gry. Wrecz przeciwnie, ja trzymam sie takich samych od poczatku, i chyba masz to na mysli piszac o sztywnosci, ale nie wiem dokladne jak rozumiec Twoja wypowiedz.

Miałem na myśli ze u Twojego faceta sie nic zmieniło od poczatku a Tobie ochota na seks znika. I nic z tym nie robisz. Czy sie mylę?

161

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Rozrabiaka, Twoje zalozenie co do mnie jest bledne, zalezy mi na partnerze, wazne dla mnie by czul sie dobrze. I tak jest, po siedmiu latach razem jest szczesliwy, co mowi i mnie i innym, gdy rozmawiamy o zwiazkach. Ale nasze potrzeby powoli ale wyraznie sie rozjezdzaja. I nie jest to niczyja wina, ale jest to problem.


Ty jesteś w swojej strefie komfortu, Twój facet ma coraz bardziej wkurw. Gdyby Ci na nim zależało, ważne byłoby  dla Ciebie by czuł się dobrze, wtedy nie byłoby tego tematu.

162

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

W ten zwiazek weszlam juz z obnizona ochota na seks.  Wczesniej, gdy bylam mlodsza, zdecydowanie wysokie libido. W miare powiedzmy, starzenia sie - tendencja spadkowa - co zgodne z biologia kobiety, uwazam.  Ale wlasnie utrzymujac reguly gry, chce by czestotliwosc pozostala ta sama. U meza jest tendencja wzrostowa i wieksze wymagania. To, ze nie zmieniam regul gry to i tak duzo,  i czasem nie jest to latwe. Bert piszesz - nic z tym nie robisz. Po to piszę tutaj, cos chcę zrobic, ale co na przyklad?

163

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

No tak, kobieta ma dbać o to, żeby facet się dobrze czuł, kosztem siebie, można by powiedzieć, że jakby jemu zależało na kobiecie, to też powinien odpuścić i zejść ze swoich oczekiwań.
Tu ewidentnie nie dobraliście się temperamentami i jak nie wykrzeszesz z siebie pociągu seksualnego do partnera, a tylko będziesz się męczyła, to nie wiem czy warto ciągnąć tę relację.
Biologia swoją drogą, ale jeśli hamuje cię psychika, to jednak warto byłoby skorzystać z pomocy seksuologa, który jest też z reguły psychologiem.

164

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:

I nadal będę się upierał, że to w dalszym ciągu nie ma nic wspólnego z jakimś biologicznym mechanizmem wewnętrznym, który reguluje manie lub niemanie ochoty na seks sam w sobie.

O wpływie hormonów słyszał? Chyba nie.
Twoja pewność siebie w przypadku takich wypowiedzi, a to u Ciebie non stop, jest rozbrajającą.

Wujek Czesiek napisał/a:

Moim zdaniem - podkreślam i zaznaczam specjalnie dla Rozrabiaki - jest to oczywiście bardzo wygodna wymówka, żeby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, ale nie prawdziwy powód.


Brzmi lepiej, Twoim zdaniem. Bo często piszesz głupoty w imieniu wszystkich facetów, a to co innego niż w swoim wlasnym imieniu.
Tutaj też się mylisz, jest sporo biologicznych czynników mających wpływ na libido czy hydraulikę, a jedno z drugim się często wiąże.

W tym temacie jednak mamy do czynienia z facetem który o siebie dba i jest sprawny, chce praktykować sztukę podkołdrzaną tongue ze swoją kobietą.
Zaczynają się w tych potrzebach rozjeżdżać, a ona jakoś tak średnio chce szukać rozwiązań, opuścić swoją strefę komfortu. Oczekuje że to on się raczej dostosuje.


Wujek Czesiek napisał/a:

I żeby było jasne, to uwaga uwaga uwaga... MOIM ZDANIEM zmuszanie się do czegokolwiek albo oczekiwanie poświęcenia od drugiej strony, to nie jest dobry sposób, ani na rozwiązanie problemu, ani na utrzymanie związku, bo chyba nikt nie chce w takim być, niezależnie od tego, po której stronie stołu siedzi, tego najedzonego czy tego głodnego. I tylko o to mi chodzi,



Dlaczego niby nie, skoro im razem dobrze i być może niewielkim nakładem mogłoby być bardzo dobrze? Co szkodzi im spróbować?
Ty nie byłeś kiedykolwiek lub nie słyszałeś o relacji, gdy ludzie robili coś tylko dlatego, by uszczęśliwić drugą stronę?

Wujek Czesiek napisał/a:

Upraszczając i spłycając "nie jest w życiu najważniejsze" można umieścić w każdym dowolnie wybranym zdaniu, jako wytłumaczenie tego, że czegoś się komuś nie chce. A moim zdaniem wink nie na tym ma polegać udany związek, żeby w nim się licytować co dla kogo nie jest w życiu najważniejsze, bo jeśli tak to ma wyglądać, to po co w nim w ogóle być...

Udany związek to taki, w którym ludzie szukają sposobów gdy problemy i nie myślą tylko o sobie, ale też o drugiej stronie. Dbają o siebie nawzajem, a żeby to mogli robić- komunikują swoje potrzeby i pragnienia. Traktują je nawzajem serio.

165

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:

I nadal będę się upierał, że to w dalszym ciągu nie ma nic wspólnego z jakimś biologicznym mechanizmem wewnętrznym, który reguluje manie lub niemanie ochoty na seks sam w sobie.

O wpływie hormonów słyszał? Chyba nie.
Twoja pewność siebie w przypadku takich wypowiedzi, a to u Ciebie non stop, jest rozbrajającą.

Wujek Czesiek napisał/a:

Moim zdaniem - podkreślam i zaznaczam specjalnie dla Rozrabiaki - jest to oczywiście bardzo wygodna wymówka, żeby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, ale nie prawdziwy powód.


Brzmi lepiej, Twoim zdaniem. Bo często piszesz głupoty w imieniu wszystkich facetów, a to co innego niż w swoim wlasnym imieniu.
Tutaj też się mylisz, jest sporo biologicznych czynników mających wpływ na libido czy hydraulikę, a jedno z drugim się często wiąże.

W tym temacie jednak mamy do czynienia z facetem który o siebie dba i jest sprawny, chce praktykować sztukę podkołdrzaną tongue ze swoją kobietą.
Zaczynają się w tych potrzebach rozjeżdżać, a ona jakoś tak średnio chce szukać rozwiązań, opuścić swoją strefę komfortu. Oczekuje że to on się raczej dostosuje.


Wujek Czesiek napisał/a:

I żeby było jasne, to uwaga uwaga uwaga... MOIM ZDANIEM zmuszanie się do czegokolwiek albo oczekiwanie poświęcenia od drugiej strony, to nie jest dobry sposób, ani na rozwiązanie problemu, ani na utrzymanie związku, bo chyba nikt nie chce w takim być, niezależnie od tego, po której stronie stołu siedzi, tego najedzonego czy tego głodnego. I tylko o to mi chodzi,



Dlaczego niby nie, skoro im razem dobrze i być może niewielkim nakładem mogłoby być bardzo dobrze? Co szkodzi im spróbować?
Ty nie byłeś kiedykolwiek lub nie słyszałeś o relacji, gdy ludzie robili coś tylko dlatego, by uszczęśliwić drugą stronę?

Wujek Czesiek napisał/a:

Upraszczając i spłycając "nie jest w życiu najważniejsze" można umieścić w każdym dowolnie wybranym zdaniu, jako wytłumaczenie tego, że czegoś się komuś nie chce. A moim zdaniem wink nie na tym ma polegać udany związek, żeby w nim się licytować co dla kogo nie jest w życiu najważniejsze, bo jeśli tak to ma wyglądać, to po co w nim w ogóle być...

Udany związek to taki, w którym ludzie szukają sposobów gdy problemy i nie myślą tylko o sobie, ale też o drugiej stronie. Dbają o siebie nawzajem, a żeby to mogli robić- komunikują swoje potrzeby i pragnienia. Traktują je nawzajem serio.

Boże ten sie znowu madruje:D

166

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

W ten zwiazek weszlam juz z obnizona ochota na seks.  Wczesniej, gdy bylam mlodsza, zdecydowanie wysokie libido. W miare powiedzmy, starzenia sie - tendencja spadkowa - co zgodne z biologia kobiety, uwazam.  Ale wlasnie utrzymujac reguly gry, chce by czestotliwosc pozostala ta sama. U meza jest tendencja wzrostowa i wieksze wymagania. To, ze nie zmieniam regul gry to i tak duzo,  i czasem nie jest to latwe. Bert piszesz - nic z tym nie robisz. Po to piszę tutaj, cos chcę zrobic, ale co na przyklad?

Dowiedz sie dlaczego Ci sie odechciewa. Wtedy możesz pomyśleć co z tym robić. Odechciewa mi sie i juz mowi wiele babek i facetow (rzadziej) w każdym wieku. Jak zalezy Ci na drugiej stronie to bedzie dla Ciebie problemem i będziesz chciała cos z tym zrobic jak nie to olejesz. Na sile to tez sredni pomysl czuć na kilometr

167

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:

No tak, kobieta ma dbać o to, żeby facet się dobrze czuł, kosztem siebie, można by powiedzieć, że jakby jemu zależało na kobiecie, to też powinien odpuścić i zejść ze swoich oczekiwań.
Tu ewidentnie nie dobraliście się temperamentami i jak nie wykrzeszesz z siebie pociągu seksualnego do partnera, a tylko będziesz się męczyła, to nie wiem czy warto ciągnąć tę relację.
Biologia swoją drogą, ale jeśli hamuje cię psychika, to jednak warto byłoby skorzystać z pomocy seksuologa, który jest też z reguły psychologiem.

Jak na razie babce jest dobrze. Z niczego nie schodzi (swoich oczekiwan). Jest jak jej pasuje. Tu nie chodzi o plec i seks. To chodzi o uważnosc i nadanie priorytetu potrzebom drugiej strony. Babka moze stwierdzić mi sie juz seksu nie chce - facet moze stwierdzić mi sie juz nie chce w domu zadnych weekendow spędzać bo ma imprezy z kumplami. Np.

Problemy i krotko- i długotrwałe z libido dotykaja wiele par. Wiele potencjalnie udanych par. Zawsze można podnieść ręce i powiedziec bye bye nie pasujemy do siebie a potem w następnym zwiazku to samo.

Spadek libido czy problemy z erekcja czy cokolwiek zazwyczaj maja swoja przyczynę. I nie zawsze biologia i wiek. Moze hormony, moze monotonia, moze konflikty zamiatane pod dywan, moze zazdrość, moze ukryte żale,  moze zemsta za cos, moze próba dominacji, może próba ugrania czegos "w zamian". Powodow wiele jak mkomus zalezy na zwiazku to sie dowie. W udanym zwiazku u dwójki zdrowych ludzi seks śmiga do starości.

168

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:

Dowiedz sie dlaczego Ci sie odechciewa. Wtedy możesz pomyśleć co z tym robić. Odechciewa mi sie i juz mowi wiele babek i facetow (rzadziej) w każdym wieku. Jak zalezy Ci na drugiej stronie to bedzie dla Ciebie problemem i będziesz chciała cos z tym zrobic jak nie to olejesz. Na sile to tez sredni pomysl czuć na kilometr

Dowiedz się? Przyczyny bywają nieuchwytne, potrzeba dużo wysiłku, żeby dojść przyczyny bez pewności, że się ją znajdzie.
Dotyczy to też facetów, jak jednego na forum, który tylko czeka  na menopauzę żony, która jest po 40-stce, bo jemu się nie chce tongue Nie mówiąc, że menopauza nie ma tu specjalnie nic do rzeczy.
Partner/ka też nie pomaga, tylko z reguły wymaga.

169

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

No tak, kobieta ma dbać o to, żeby facet się dobrze czuł, kosztem siebie, można by powiedzieć, że jakby jemu zależało na kobiecie, to też powinien odpuścić i zejść ze swoich oczekiwań.
Tu ewidentnie nie dobraliście się temperamentami i jak nie wykrzeszesz z siebie pociągu seksualnego do partnera, a tylko będziesz się męczyła, to nie wiem czy warto ciągnąć tę relację.
Biologia swoją drogą, ale jeśli hamuje cię psychika, to jednak warto byłoby skorzystać z pomocy seksuologa, który jest też z reguły psychologiem.

Jak na razie babce jest dobrze. Z niczego nie schodzi (swoich oczekiwan). Jest jak jej pasuje. Tu nie chodzi o plec i seks. To chodzi o uważnosc i nadanie priorytetu potrzebom drugiej strony. Babka moze stwierdzić mi sie juz seksu nie chce - facet moze stwierdzić mi sie juz nie chce w domu zadnych weekendow spędzać bo ma imprezy z kumplami. Np.

Problemy i krotko- i długotrwałe z libido dotykaja wiele par. Wiele potencjalnie udanych par. Zawsze można podnieść ręce i powiedziec bye bye nie pasujemy do siebie a potem w następnym zwiazku to samo.

Spadek libido czy problemy z erekcja czy cokolwiek zazwyczaj maja swoja przyczynę. I nie zawsze biologia i wiek. Moze hormony, moze monotonia, moze konflikty zamiatane pod dywan, moze zazdrość, moze ukryte żale,  moze zemsta za cos, moze próba dominacji, może próba ugrania czegos "w zamian". Powodow wiele jak mkomus zalezy na zwiazku to sie dowie. W udanym zwiazku u dwójki zdrowych ludzi seks śmiga do starości.

Wszystko się zgadza, ale z tym seksem śmigajacym do starości to już nieco odleciałeś chyba big_smile
Albo może ustalmy od jakiego wieku zaczyna się starość?:) 70,80?
Starość ma często to do siebie, że zdrowia tam za wiele nie ma a seks jest ostatnim o czym myślą schorowani ludzie smile

170 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-12-09 18:19:29)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Jak się czegoś komuś nie chce, to zawsze znajdzie wymówkę, żeby się od tego wymigać, dlatego roztrząsanie hipotetycznie być może prawdopodobnych przyczyn tego czy tamtego... uważam za bezcelowe. Jak babka nie ma ochoty, to wyciągnie pierdylion powodów z rękawa w ciągu kilku sekund, a i tak prawdy nie powie. Moim zdaniem.
Hormony, biologia, sranie w banie, tak samo jak z tymi słynnymi kryteriami wyboru, można to sobie powtarzać do usrania, tyle tylko że facetowi który regularnie nie dyma, koło worka lata czy to przez hormony czy przez położenie Saturna względem Oriona, to nie ma dla niego żadnego znaczenia. I spróbujcie w tym miejscu się zatrzymać na chwilę. Jeszcze chwilę. Moment. Dobra już. Teraz niech każdy się postawi na miejscu tego kolesia i zamiast seksu wstawi sobie dowolnie wybraną ulubioną czynność, którą robi wspólnie z partnerem. Obojętnie co. Jeżdżenie na wycieczki, oglądanie netflixa, leżenie na plaży, siedzenie w ogrodzie, chodzenie do mamusi... cokolwiek. Ale nie jakieś pierdoły typu "lubię jak razem jemy śniadanie" tylko to ma być coś ważnego i najbardziej ulubionego, może być nawet jakaś cecha partnera, no kurwa wysilcie się, przecież ja ich nie znam.
Już? Każdy jest przygotowany? Super.
A teraz sobie wyobraźcie, że wasz partner tak po prostu bez żadnego powodu (no bo on nie wie dlaczego) przestaje to z wami robić albo przestaje jakiś tam być, bo tak i chuj. Bo jemu się nie chce i to nie jest w życiu najważniejsze.
Fajne uczucie?
Mniejsza o powody, prawdziwe czy zmyślone. Chodzi tylko o to jak się wtedy czujecie.
Albo na przykład wraca jutro z pracy i oznajmia, że od dzisiaj nie chce mu się przeznaczać zarobionych pieniędzy na dom, bo pieniądze nie są w życiu najważniejsze, ani to co z nimi będzie robił.
Albo na przykład doszedł właśnie do wniosku, że nie chce mu się być wiernym, bo to nie jest w życiu najważniejsze, a hormony i biologia wiadomo...

I tak sobie można wymieniać po kolei przez trzy dni, co dla kogo nie jest w życiu najważniejsze, więc to nie jest żaden argument na załatwienie sprawy.
Moim zdaniem.

P.S.
Jeśli mąż autorki regularnie trenuje, to nic dziwnego, że mu się chce, bo wysiłek fizyczny uwalnia ogromne ilości dopaminy do krwi i człowiek nie tylko lepiej wygląda, ale i lepiej się czuje, ma całkiem inne nastawienie do życia w przeciwieństwie do tych, którzy nie robią nic, a to z kolei powoduje wzrost poziomu kortyzolu oraz innych gówien, odpowiedzialnych za to między innymi, że "mi się nie chce" ogólnie wszystkiego, nie tylko seksu, ale tego przede wszystkim.

171 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-09 18:19:21)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

No tak, kobieta ma dbać o to, żeby facet się dobrze czuł, kosztem siebie, można by powiedzieć, że jakby jemu zależało na kobiecie, to też powinien odpuścić i zejść ze swoich oczekiwań.
Tu ewidentnie nie dobraliście się temperamentami i jak nie wykrzeszesz z siebie pociągu seksualnego do partnera, a tylko będziesz się męczyła, to nie wiem czy warto ciągnąć tę relację.
Biologia swoją drogą, ale jeśli hamuje cię psychika, to jednak warto byłoby skorzystać z pomocy seksuologa, który jest też z reguły psychologiem.

Jak na razie babce jest dobrze. Z niczego nie schodzi (swoich oczekiwan). Jest jak jej pasuje. Tu nie chodzi o plec i seks. To chodzi o uważnosc i nadanie priorytetu potrzebom drugiej strony. Babka moze stwierdzić mi sie juz seksu nie chce - facet moze stwierdzić mi sie juz nie chce w domu zadnych weekendow spędzać bo ma imprezy z kumplami. Np.

Problemy i krotko- i długotrwałe z libido dotykaja wiele par. Wiele potencjalnie udanych par. Zawsze można podnieść ręce i powiedziec bye bye nie pasujemy do siebie a potem w następnym zwiazku to samo.

Spadek libido czy problemy z erekcja czy cokolwiek zazwyczaj maja swoja przyczynę. I nie zawsze biologia i wiek. Moze hormony, moze monotonia, moze konflikty zamiatane pod dywan, moze zazdrość, moze ukryte żale,  moze zemsta za cos, moze próba dominacji, może próba ugrania czegos "w zamian". Powodow wiele jak mkomus zalezy na zwiazku to sie dowie. W udanym zwiazku u dwójki zdrowych ludzi seks śmiga do starości.

Wszystko się zgadza, ale z tym seksem śmigajacym do starości to już nieco odleciałeś chyba big_smile
Albo może ustalmy od jakiego wieku zaczyna się starość?:) 70,80?
Starość ma często to do siebie, że zdrowia tam za wiele nie ma a seks jest ostatnim o czym myślą schorowani ludzie smile

Nie wszyscy big_smile Znam małżeństwo co to codziennie…można powiedzieć co najmniej prawie do wieku emerytalnego. Pytanie czy jej to już weszło w krew i spełniała  potrzeby męża, i jej nie przeszkadzało, czy też miała  ochotę.
Jedni w starszym wieku odmawiają codziennie pacierze, inni uprawiają seks big_smile

172

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

No coz wyglada na to, ze trzeba zrzucic nadwage - zdrowa dieta plus cwiczenia. Zdowie mam dobre, wyglad tez nie najgorszy, ale moze wzrosnie libido jednak. Zobaczymy jak bedzie, powiedzmy po miesiacu.  Na razie wychodze z tego watku. Dzieki za ciekawe wpisy wszystkim. Wracam na watek South Beach.

173

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Jak się nie ma silnej woli i nie zmieni się na stałe nawyków żywieniowych to te wszystkie diety nie są warte stosowania, ze względu na efekt jojo.
A wystarczyłoby mniej jeść i więcej się ruszać. Seks to też spalanie kalorii, a taka gimnastykę masz zapewnioną na stałe bez wysiłku wink I jak to będziesz miała na myśli to libido samo pójdzie w górę big_smile

174

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

No tak, kobieta ma dbać o to, żeby facet się dobrze czuł, kosztem siebie, można by powiedzieć, że jakby jemu zależało na kobiecie, to też powinien odpuścić i zejść ze swoich oczekiwań.
Tu ewidentnie nie dobraliście się temperamentami i jak nie wykrzeszesz z siebie pociągu seksualnego do partnera, a tylko będziesz się męczyła, to nie wiem czy warto ciągnąć tę relację.
Biologia swoją drogą, ale jeśli hamuje cię psychika, to jednak warto byłoby skorzystać z pomocy seksuologa, który jest też z reguły psychologiem.

Jak na razie babce jest dobrze. Z niczego nie schodzi (swoich oczekiwan). Jest jak jej pasuje. Tu nie chodzi o plec i seks. To chodzi o uważnosc i nadanie priorytetu potrzebom drugiej strony. Babka moze stwierdzić mi sie juz seksu nie chce - facet moze stwierdzić mi sie juz nie chce w domu zadnych weekendow spędzać bo ma imprezy z kumplami. Np.

Problemy i krotko- i długotrwałe z libido dotykaja wiele par. Wiele potencjalnie udanych par. Zawsze można podnieść ręce i powiedziec bye bye nie pasujemy do siebie a potem w następnym zwiazku to samo.

Spadek libido czy problemy z erekcja czy cokolwiek zazwyczaj maja swoja przyczynę. I nie zawsze biologia i wiek. Moze hormony, moze monotonia, moze konflikty zamiatane pod dywan, moze zazdrość, moze ukryte żale,  moze zemsta za cos, moze próba dominacji, może próba ugrania czegos "w zamian". Powodow wiele jak mkomus zalezy na zwiazku to sie dowie. W udanym zwiazku u dwójki zdrowych ludzi seks śmiga do starości.

Wszystko się zgadza, ale z tym seksem śmigajacym do starości to już nieco odleciałeś chyba big_smile
Albo może ustalmy od jakiego wieku zaczyna się starość?:) 70,80?
Starość ma często to do siebie, że zdrowia tam za wiele nie ma a seks jest ostatnim o czym myślą schorowani ludzie smile

Ok u staruszków można przytulasa podpiąć pod seks. Bo tak naprawdę w tym wieku bedzie dawać ten sam efekt (psychiczny) smile Ale jak nie bedzie ochoty na przytulasa to kicha... Białe malzenstwo

175 Ostatnio edytowany przez Meralda (2025-12-09 19:35:00)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Wieka, dla mnie South Beach jest dobry, to bardziej sposob odzywiania niz dieta. Mniej jem, gdy unikam weglowodanow i cukrow, bo one zwiekszaja mi natychmiast laknienie. To juz wiem. Tak ze wracam do SB. Co do ruchu,  to ciezko mi sie zmobilizowac, choc to zrobie w koncu. Kiedys chodzilam regularnie na silownie i pamietam fajne uczucie podczas i po cwiczeniach.  Napisze po miesiacu jak sie sprawy maja.

176 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-12-09 19:56:08)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Dowiedz sie dlaczego Ci sie odechciewa. Wtedy możesz pomyśleć co z tym robić. Odechciewa mi sie i juz mowi wiele babek i facetow (rzadziej) w każdym wieku. Jak zalezy Ci na drugiej stronie to bedzie dla Ciebie problemem i będziesz chciała cos z tym zrobic jak nie to olejesz. Na sile to tez sredni pomysl czuć na kilometr

Dowiedz się? Przyczyny bywają nieuchwytne, potrzeba dużo wysiłku, żeby dojść przyczyny bez pewności, że się ją znajdzie.
Dotyczy to też facetów, jak jednego na forum, który tylko czeka  na menopauzę żony, która jest po 40-stce, bo jemu się nie chce tongue Nie mówiąc, że menopauza nie ma tu specjalnie nic do rzeczy.
Partner/ka też nie pomaga, tylko z reguły wymaga.

No trzeba wysiłku. Samemu czy z pomocą. Jak mi sie zmienia to ja powinienem dowiedzieć sie.

Jesli facet wpada w pracoholizm czy inny -izm i pojawia sie w domu wieczorami zeby rano już wyjść- zeby tylko spędzić w domu jak najmniej czasu  - to kto ma ustalić co się dzieje? Żona? Ona ma zgadywać dlaczego nie cierpi byc w domu? Raczej om musi dowiedzieć sie co go boli i wrzucić temat na ruszt. Próbować naprawić cos.

Jak babce sie odechciewa seksu to niech sie dowie o co chodzi. Myślę ze w 99% problem nie bedzie dotyczył samego seksu. Myślę ze problem (wina??) bedzie po obu stronach. Ale to ona musi dowiedzieć sie co sie z nia dzieje. Moze sie nudzi w lozku, moze jest zanidbywana, może hormony, moze stwierdzila ze jednak on nie jest ksieciem z bajki,moze moze. Chodzi o to zeby chciało sie naprawic

A najczesciej będzie tak że jej się nie chce bo on pracoholik jest a on bedzie pracoholik bo jej sie nie chce. Na przyklad

177

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Dowiedz sie dlaczego Ci sie odechciewa. Wtedy możesz pomyśleć co z tym robić. Odechciewa mi sie i juz mowi wiele babek i facetow (rzadziej) w każdym wieku. Jak zalezy Ci na drugiej stronie to bedzie dla Ciebie problemem i będziesz chciała cos z tym zrobic jak nie to olejesz. Na sile to tez sredni pomysl czuć na kilometr

Dowiedz się? Przyczyny bywają nieuchwytne, potrzeba dużo wysiłku, żeby dojść przyczyny bez pewności, że się ją znajdzie.
Dotyczy to też facetów, jak jednego na forum, który tylko czeka  na menopauzę żony, która jest po 40-stce, bo jemu się nie chce tongue Nie mówiąc, że menopauza nie ma tu specjalnie nic do rzeczy.
Partner/ka też nie pomaga, tylko z reguły wymaga.

No trzeba wysiłku. Samemu czy z pomocą. Jak mi sie zmienia to ja powinienem dowiedzieć sie.

Jesli facet wpada w pracoholizm czy inny -izm i pojawia sie w domu wieczorami zeby rano już wyjść- zeby tylko spędzić w domu jak najmniej czasu  - to kto ma ustalić co się dzieje? Żona? Ona ma zgadywać dlaczego nie cierpi byc w domu? Raczej om musi dowiedzieć sie co go boli i wrzucić temat na ruszt. Próbować naprawić cos.

Jak babce sie odechciewa seksu to niech sie dowie o co chodzi. Myślę ze w 99% problem nie bedzie dotyczył samego seksu. Myślę ze problem (wina??) bedzie po obu stronach. Ale to ona musi dowiedzieć sie co sie z nia dzieje. Moze sie nudzi w lozku, moze jest zanidbywana, może hormony, moze moze moze. Chodzi o to zeby chciało sie naprawic

Tylko, żeby się chciało chcieć… Brak wiary w znalezienie przyczyny robi swoje.
Tyle jest tu różnych problemów na forum, ale jeszcze nikt się pisał, kto by szukał powodów niskiego libido i znalazł rozwiązanie. Tym bardziej, że podłoże może być genetyczne i szukaj wiatru w polu.

178 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-12-09 20:23:49)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Jak na razie babce jest dobrze. Z niczego nie schodzi (swoich oczekiwan). Jest jak jej pasuje. Tu nie chodzi o plec i seks. To chodzi o uważnosc i nadanie priorytetu potrzebom drugiej strony. Babka moze stwierdzić mi sie juz seksu nie chce - facet moze stwierdzić mi sie juz nie chce w domu zadnych weekendow spędzać bo ma imprezy z kumplami. Np.

Problemy i krotko- i długotrwałe z libido dotykaja wiele par. Wiele potencjalnie udanych par. Zawsze można podnieść ręce i powiedziec bye bye nie pasujemy do siebie a potem w następnym zwiazku to samo.

Spadek libido czy problemy z erekcja czy cokolwiek zazwyczaj maja swoja przyczynę. I nie zawsze biologia i wiek. Moze hormony, moze monotonia, moze konflikty zamiatane pod dywan, moze zazdrość, moze ukryte żale,  moze zemsta za cos, moze próba dominacji, może próba ugrania czegos "w zamian". Powodow wiele jak mkomus zalezy na zwiazku to sie dowie. W udanym zwiazku u dwójki zdrowych ludzi seks śmiga do starości.

Wszystko się zgadza, ale z tym seksem śmigajacym do starości to już nieco odleciałeś chyba big_smile
Albo może ustalmy od jakiego wieku zaczyna się starość?:) 70,80?
Starość ma często to do siebie, że zdrowia tam za wiele nie ma a seks jest ostatnim o czym myślą schorowani ludzie smile

Ok u staruszków można przytulasa podpiąć pod seks. Bo tak naprawdę w tym wieku bedzie dawać ten sam efekt (psychiczny) smile Ale jak nie bedzie ochoty na przytulasa to kicha... Białe malzenstwo

I tu pełna zgoda:)
Dajny staruszkom na starość odpocząć od tego ciurlania big_smile

179

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:

Dajny staruszkom na starość odpocząć od tego ciurlania big_smile

Nie byłbym tego taki pewny big_smile Wszystkie drogi prowadzą do sanatorium smile

180

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Alessandro napisał/a:
Solaris napisał/a:

Dajny staruszkom na starość odpocząć od tego ciurlania big_smile

Nie byłbym tego taki pewny big_smile Wszystkie drogi prowadzą do sanatorium smile

Do Ciechocinka big_smile

181

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Co jest w Ciechocinku, zostaje w Ciechocinku big_smile

182

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Alessandro napisał/a:
Solaris napisał/a:

Dajny staruszkom na starość odpocząć od tego ciurlania big_smile

Nie byłbym tego taki pewny big_smile Wszystkie drogi prowadzą do sanatorium smile

Tym bardziej, że staruszek staruszkowi nierówny, siedem/osiemdziesięcioletni faceci też chcą uprawiać seks jak tylko mogą, więc nie generalizujmy. Od nas przyzwolenia nie wymagają big_smile
Kobiety też w tym wieku miewają wyższe libido niż autorka.
Nie wiem jakim sposobem temat zszedł na staruszków, nie jeden 80 latek pewnie by się obraził wink
Jednym słowem temperament nie ma wieku.

183

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Alessandro napisał/a:

Co jest w Ciechocinku, zostaje w Ciechocinku big_smile

Jeszcze nigdy nie byłam, wszystko przede mną. Już czuję dreszcz ekscytacji big_smile

184

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:
Alessandro napisał/a:
Solaris napisał/a:

Dajny staruszkom na starość odpocząć od tego ciurlania big_smile

Nie byłbym tego taki pewny big_smile Wszystkie drogi prowadzą do sanatorium smile

Tym bardziej, że staruszek staruszkowi nierówny, siedem/osiemdziesięcioletni faceci też chcą uprawiać seks jak tylko mogą, więc nie generalizujmy. Od nas przyzwolenia nie wymagają big_smile
Kobiety też w tym wieku miewają wyższe libido niż autorka.
Nie wiem jakim sposobem temat zszedł na staruszków, nie jeden 80 latek pewnie by się obraził wink
Jednym słowem temperament nie ma wieku.

Za pare dekad jak dożyje to się obrażę

185

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:

Jak się czegoś komuś nie chce, to zawsze znajdzie wymówkę, żeby się od tego wymigać, dlatego roztrząsanie hipotetycznie być może prawdopodobnych przyczyn tego czy tamtego... uważam za bezcelowe. Jak babka nie ma ochoty, to wyciągnie pierdylion powodów z rękawa w ciągu kilku sekund, a i tak prawdy nie powie. Moim zdaniem.
Hormony, biologia, sranie w banie,


Czyli Twoim zdaniem brak ochoty na seks jest niezwiazany z czynnikami, które pokazuje np biologia czy psychologia, bo Ty wiesz na pewno i z całym przekonaniem, że owe nauki się mylą a Ty masz rację?
Farmakologia, która działa w części przypadków i cieszy się ogromnym powodzeniem, to też bujda, skoro biologia niet?

Tak sobie retorycznie pytam;)

Wujek Czesiek napisał/a:

tyle tylko że facetowi który regularnie nie dyma, koło worka lata czy to przez hormony czy przez położenie Saturna względem Oriona, to nie ma dla niego żadnego znaczenia.

Oczywiście, że znaczenie może mieć. Bo jeśli oboje chcą sytuację poprawić i znajdą na to sposób, kobieta się angażuje np w leczenie a gość wie że to czasowe, kobieta robi coś w kierunku by mogli mieć bliskość, facet zniesie to zupełnie inaczej niż w przypadku, gdy nie wie nic ale jest stawiany przed faktem dokonanym.

Jeszcze kwestia nastawienia- brak seksu z określonych powodów, którym usiłuje się zaradzić, gdy jednak między dwojgiem wciąż szacunek, czułość, zaangażowanie, to nie to samo gdy jedno chce a drugie ma wyjebane, odrzuca to pierwsze.

Mógłbym tu mnożyć przykłady na sytacje, które jednak robią różnice.



Wujek Czesiek napisał/a:

I spróbujcie w tym miejscu się zatrzymać na chwilę. Jeszcze chwilę. Moment. Dobra już. Teraz niech każdy się postawi na miejscu tego kolesia i zamiast seksu wstawi sobie dowolnie wybraną ulubioną czynność, którą robi wspólnie z partnerem. Obojętnie co.
Jeżdżenie na wycieczki, oglądanie netflixa, leżenie na plaży, siedzenie w ogrodzie, chodzenie do mamusi... cokolwiek. Ale nie jakieś pierdoły typu "lubię jak razem jemy śniadanie" tylko to ma być coś ważnego i najbardziej ulubionego, może być nawet jakaś cecha partnera, no kurwa wysilcie się, przecież ja ich nie znam.
Już? Każdy jest przygotowany? Super.
A teraz sobie wyobraźcie, że wasz partner tak po prostu bez żadnego powodu (no bo on nie wie dlaczego) przestaje to z wami robić albo przestaje jakiś tam być, bo tak i chuj. Bo jemu się nie chce i to nie jest w życiu najważniejsze.
Fajne uczucie?
Mniejsza o powody, prawdziwe czy zmyślone. Chodzi tylko o to jak się wtedy czujecie.
Albo na przykład wraca jutro z pracy i oznajmia, że od dzisiaj nie chce mu się przeznaczać zarobionych pieniędzy na dom, bo pieniądze nie są w życiu najważniejsze, ani to co z nimi będzie robił.
Albo na przykład doszedł właśnie do wniosku, że nie chce mu się być wiernym, bo to nie jest w życiu najważniejsze, a hormony i biologia wiadomo...

I tak sobie można wymieniać po kolei przez trzy dni, co dla kogo nie jest w życiu najważniejsze, więc to nie jest żaden argument na załatwienie sprawy.
Moim zdaniem.


To już pisałem wcześniej. Seks jest ważny, ale na codzien inne rzeczy tak samo.
Dopiero gdy go brakuje, staje się coraz ważniejszy.  Podobnie jak z innymi ważnymi potrzebami. Gdy jest dobrze, chwilowy brak nie sprawia problemu. Syty nie myśli non stop o jedzeniu.

Jednak sytuację braku seksu można przeżywać na różne sposoby w zal. od własnych uwarunkowań ale też postawy drugiej strony.
Komfortu w tym nie będzie, ale może być mniejszy lub większy dyskomfort. Czasem nawet ból, jeśli ktoś się czuje odrzucony a ma ten rodzaj traumy, uaktywniający się w takich sytuacjach.

Czasem warto spojrzeć szerzej, można wtedy o wiele więcej dostrzec.

186

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Czyli Twoim zdaniem brak ochoty na seks jest niezwiazany z czynnikami, które pokazuje np biologia czy psychologia, bo Ty wiesz na pewno i z całym przekonaniem, że owe nauki się mylą a Ty masz rację?
Farmakologia, która działa w części przypadków i cieszy się ogromnym powodzeniem, to też bujda, skoro biologia niet?

Tak sobie retorycznie pytam;)

Przecież jesteś inteligentny na tyle, aby wiedzieć, że farmakologia, która działa, to w większości przypadków tylko i wyłącznie efekt placebo, a że cieszy się ogromnym powodzeniem... kokaina i mefedron cieszy się chyba większym.
Mówiłem już trzy razy, że moim zdaniem w znakomitej większości przypadków brak ochoty na seks jest mylony z brakiem pożądania do konkretnej osoby. Biologia nie ma tutaj nic do rzeczy (wystarczy poczytać to i owo o tym jak się zachowują w łóżku panny z odzysku, które zakończyły wieloletnie związki) a psychologia z tego co się orientuję jeszcze nie została uznana za naukę i tak to może tutaj zostawię, żeby już nie wchodzić głębiej w zagadnienie co ja o tym myślę. Moim zdaniem.

187

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Czyli Twoim zdaniem brak ochoty na seks jest niezwiazany z czynnikami, które pokazuje np biologia czy psychologia, bo Ty wiesz na pewno i z całym przekonaniem, że owe nauki się mylą a Ty masz rację?
Farmakologia, która działa w części przypadków i cieszy się ogromnym powodzeniem, to też bujda, skoro biologia niet?

Tak sobie retorycznie pytam;)

Przecież jesteś inteligentny na tyle, aby wiedzieć, że farmakologia, która działa, to w większości przypadków tylko i wyłącznie efekt placebo, a że cieszy się ogromnym powodzeniem... kokaina i mefedron cieszy się chyba większym.
Mówiłem już trzy razy, że moim zdaniem w znakomitej większości przypadków brak ochoty na seks jest mylony z brakiem pożądania do konkretnej osoby. Biologia nie ma tutaj nic do rzeczy (wystarczy poczytać to i owo o tym jak się zachowują w łóżku panny z odzysku, które zakończyły wieloletnie związki) a psychologia z tego co się orientuję jeszcze nie została uznana za naukę i tak to może tutaj zostawię, żeby już nie wchodzić głębiej w zagadnienie co ja o tym myślę. Moim zdaniem.



Twoja postawa jest o tyle rozbrajającą, co niesamowita. Nie spotykam się na codzień z czymś takim, może dlatego próbowałem sprawdzić czy cokolwiek może się przebić.
Jesteś nie do ruszenia w tej swojej pewnosci siebie, co w połączeniu z tym co piszesz, oferuje mocno surrealistyczne doznania;)

188

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Czyli Twoim zdaniem brak ochoty na seks jest niezwiazany z czynnikami, które pokazuje np biologia czy psychologia, bo Ty wiesz na pewno i z całym przekonaniem, że owe nauki się mylą a Ty masz rację?
Farmakologia, która działa w części przypadków i cieszy się ogromnym powodzeniem, to też bujda, skoro biologia niet?

Tak sobie retorycznie pytam;)

Przecież jesteś inteligentny na tyle, aby wiedzieć, że farmakologia, która działa, to w większości przypadków tylko i wyłącznie efekt placebo, a że cieszy się ogromnym powodzeniem... kokaina i mefedron cieszy się chyba większym.
Mówiłem już trzy razy, że moim zdaniem w znakomitej większości przypadków brak ochoty na seks jest mylony z brakiem pożądania do konkretnej osoby. Biologia nie ma tutaj nic do rzeczy (wystarczy poczytać to i owo o tym jak się zachowują w łóżku panny z odzysku, które zakończyły wieloletnie związki) a psychologia z tego co się orientuję jeszcze nie została uznana za naukę i tak to może tutaj zostawię, żeby już nie wchodzić głębiej w zagadnienie co ja o tym myślę. Moim zdaniem.



Twoja postawa jest o tyle rozbrajającą, co niesamowita. Nie spotykam się na codzień z czymś takim, może dlatego próbowałem sprawdzić czy cokolwiek może się przebić.
Jesteś nie do ruszenia w tej swojej pewnosci siebie, co w połączeniu z tym co piszesz, oferuje mocno surrealistyczne doznania;)

O czym Ty się teraz madrujesz do Czesia?  big_smile

Posty [ 131 do 188 z 188 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Realne zagrozenie, czy nie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026