Solaris napisał/a:Jak się wasze potrzeby mocno rozjeżdżają to ktoś musi się poświecić a raczej nikt nie lubi:)
Otóż to. I mówię to ja, facet z poziomem testosteronu, który się nie mieści w żadnej znanej współczesnej medycynie skali.
Żyjąc na tym świecie ponad pół wieku, moje podejście do wielu zagadnień oraz spraw i zjawisk na przestrzeni czasu ulegało takim czy innym zmianom, niekiedy o 180 stopni, a niekiedy nawet i o 360 powracając do punktu wyjścia sprzed powiedzmy kilku lat, bo wydarzyło się w moim życiu to czy tamto albo jeszcze coś innego. Jedno co się nie zmieniło wcale, to moje podejście do tematu seksu. Mam na myśli bardzo ogólny aspekt, nie jakieś tam wybiórcze wątki w sensie upodobań czy fantazji, niespełnionych albo spełnionych, nie chodzi w ogóle o to. O co więc chodzi?
Chodzi o to, że z technicznego punktu widzenia, mógłbym się pieprzyć na okrągło, dzień w dzień po kilka razy i nawet bym się nie zmęczył, miałem tak od zawsze i do dzisiaj tak mam. Ale też zdarzało mi się miewać spadki nie tyle formy, co zwyczajnie i po prostu chęci. Nie dlatego że byłem zmęczony, nie dlatego że byłem niewyspany, nie dlatego że byłem głodny i nie dlatego miałem jakieś problemy poza związkiem i stres mnie blokował czy coś tam innego. U mnie za sferę intymną odpowiada chyba jakiś osobny procesor, działający niezależnie od zakłóceń czy awarii głównego systemu operacyjnego w mózgu i to się w ogóle nie łączy. Nawet mi nie przeszkadza obecność innych osób w pobliżu, więc dla mnie plaża nad morzem, koc nad jeziorem, samochód zaparkowany na dachu galerii handlowej, przymierzalnia w H&M czy drabina na klatce schodowej prowadząca na dach budynku... (tak na szybko z pamięci) to nic niezwykłego i każda moja partnerka wcześniej czy później zdaje sobie z tego sprawę, że nigdzie nie może czuć się bezpieczna, bo ja się odpalam w trzy sekundy, a wtedy już nie ma "wytrzymaj do domu chory pojebie" może też trochę dlatego, że zwykle staram się wybierać takie, które mają podobnie i nie robią z tego zagadnienia ani zbędnych ceregieli.
No więc kiedy nagle sam widzę, że dzieje się ze mną coś, co nie jest dla mnie naturalne, zaczynam to rozbierać na czynniki pierwsze i wszystko po kolei analizować, żeby znaleźć źródło (zanim włączę youtube i się nasłucham kretyńskich wynurzeń domorosłych seksuologów od siedmiu boleści, których jest pierdylion, a każdy z nich przeczytał jedną i tą samą książkę, bo leżała akurat przy kasach w Biedronce z całą masą innych bezużytecznych śmieci po 4,99 jeśli kupisz dwa artykuły w promocji) a kiedy w końcu już je znalazłem, to źródło ludzkim głosem do mnie przemówiło.
- Słuchaj Czesiek, musisz sobie odpowiedzieć na jedno, ale zajebiście ważne pytanie...
- Jakie to pytanie głosie z jeziora?
- Stul ryj i słuchaj.
- Przepraszam.
- Musisz sobie odpowiedzieć na jedno, ale zajebiście ważne pytanie... nie masz ochoty na figle, czy nie masz ochoty na figle z tą kobietą...
- I co, to już wszystko?
- Wszystko. Do następnego. Bul, bul, bul, bul...
Tak było, nie zmyślam.
O tamtej pory zacząłem patrzeć inaczej na samo zjawisko. I nie chodzi mi teraz o gadające źródła, tylko o brak chęci do igraszek, który może się pojawić z wielu najrozmaitszych powodów i z moich własnych obserwacji jednoznacznie wynika, że tym powodem znacznie częściej jest osoba naszego partnera, niż jakieś tam czynniki zewnętrzne albo natury biologicznej na przykład. Oczywiście w pewnym wieku pojawiają się wahania poziomu hormonów oraz dochodzi cała masa tak zwanych problemów życia codziennego i nikt z tym nie dyskutuje. Ale dyskutuje z tym fakt, powszechnie raczej ludziom znany, że ci którym ciągle tak się nie chce i ciągle mają jakieś wymówki byle tylko tego uniknąć... po rozstaniu z żoną lub mężem i poznaniu kogoś nowego (bardzo często to drugie następuje przed tym pierwszym) nagle ich libido wypierdala w stratosferę i gdyby nie musieli spać ani chodzić do pracy, to mogliby się pruć jak przecinaki, aż sąsiedzi wychodziliby po wszystkim na balkon, żeby zapalić. Nie jest tak? Oczywiście, że jest. No i gdzie się wtedy podziewa brak ochoty, czasu, zmęczenie, stres czy ta słynna biologia? Tak po prostu w jednej chwili przestaje działać? Chyba muszę zapytać mojego źródła co o tym wszystkim myśli...
-