Od najmłodszych lat słyszymy pytania dotyczącego tego, gdzie chcielibyśmy kiedyś w życiu pracować. Dziewczyny przeważnie chcą być piosenkarkami, aktorkami czy modelkami. Później, w wieku szkolnym na topie staje się zawód nauczycielki, policjantki. I z wiekiem te marzenia się zmieniają. W liceum wyobrażamy sobie siebie już w innym zawodzie niż wcześniej, wybierając studia, czy poszukując pierwszej pracy wydaje nam się, że w końcu wiemy, co chcemy w życiu robić. A rzeczywistość przeważnie bywa inna i w taki sposób marzenia o byciu lekarzem kończą się na pielęgniarstwie, marzenia o modelingu na pracy w butiku odzieżowym, marzenia o kierowaniu działem w jakiejś firmie na księgowości itd itd. Podałam takie typowe, stereotypowe przypadki, pierwsze jakie mi przyszły do głowy, absolutnie nie mam tu w planach obrażać niektórych zawodów podając je za przykłady.
Mam wrażanie, że jest bardzo mało ludzi, którzy dążą do zdobycia takiej pracy, o jakiej zawsze marzyli. Świadomość złej sytuacji na rynku pracy, doświadczenia rodziców i starszych znajomych sprawiają, że często poddajemy się już na starcie uważając, że nie mamy szans na dobrą pracę, więc trzeba się chwytać tego, co jest. A może rzeczywiście nie istnieje nic takiego, jak "wymarzona praca"?
Podzielcie się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Może opowieści o tym, że warto realizować swoje marzenia z lat młodości, nie poddawać się i mierzyć na samą górę staną się pokrzepieniem dla tych, którzy nawet nie próbują się starać. Ciekawi mnie, czy ktoś pracuje w zawodzie, o którym marzył, gdy pytali "Kim chcesz zostać w przyszłości?"
