netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Realne zagrozenie, czy nie?

187 odpowiedzi9 135 wyświetleńzałożony przez Meralda, 18.11.2025

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Realne zagrozenie, czy nie?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 188 ]

1 Ostatnio edytowany przez Meralda (2025-11-18 20:52:52)

Temat: Realne zagrozenie, czy nie?

Tym razem problem powazniejszy, ale, czy rzeczywisty. Poprosze o spojrzenie chlodnym okiem. Otoz jestem w zwiazku 7 lat, mieszkamy razem. Jestesmy zareczeni, mowimy o sobie maz/zona. No i u meza (tak bede go nazywala) w pracy moze 2 miesiace temu pojawila sie kobieta w moim wieku. Nazwijmy ja H., samotna i mocno przebojowa, z  rubasznym poczuciem humoru, nawiazujaca w rozmowach do seksu itd. Maz o niej czesto wspomina, widzialam ich na wspolnej imprezie, dobrze sie bawia. Przyznam, ze zaczelam czuc sie troche dziwnie. Z jednej strony, maz jest taki, jak dawniej wobec mnie. Czyli bardzo OK. Tutaj nic sie nie zmienilo. A on sam na przestrzeni tych 7 lat zmienil sie pozytywnie. Gdy go poznalam, mial nadwage i slaba pewnosc siebie, ale radzil sobie dobrze w zyciu i mial sporo wiedzy, zainteresowan, co mnie w nim pociagalo. Przy mnie nabral pewnosci siebie jako mezczyzna, regularnie cwiczy, wyrzezbil cialo, testosteron jest wysoki. No i teraz ta kobieta. Co o tym myslicie?

2

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Dopoki o niej mówi można przypuszczać, że nic złego się nie dzieje, przynajmniej w jego głowie, ale kiedy zacznie się ukrywać, a ich relacje pozostaną co najmniej na obecnym, o ile nie bliższym poziomie, możesz poczuć się zaniepokojona.
Z drugiej strony nie jest wykluczone, że od kiedy sam ze sobą czuje się lepiej i wzrosło jego poczucie własnej wartości, to może się to przekładać na różne zachowania, które dotąd nie miały miejsca.
Jednym słowem zalecam czujność.

3

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Dzieki Priscilla, tylko co ta czujnosc mialaby znaczyc w praktyce?

4

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Ależ oczywiście, że taka kobieta będzie pociągać Twojego męża. Nie wiem czy można coś w tym kierunku zrobić.

5 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-11-18 20:47:55)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Trudno stwierdzić czy masz powody do zmartwienia. Generalnie większość facetów lubi takie kobiety i dobrze się czuje w ich towarzystwie, bo po prostu jest zabawnie i wesoło plus flircik towarzyski to wiadomo:)
Ale z tego nie musi nic wynikać. Jak facet jest normalny i w domu ma dobrą relację ze swoją kobietą, niczego mu nie brakuje to nie poleci zaraz w tango bo jakaś laska go kokietuje:)

6

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Dzieki, moze jeszcze panowie cos napisza? Moze jakies dzialania prewencyjne? Szkoda byloby chlopa!

7

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Na dzialaniach prewencyjnych sie nie znam. Chyba najlepsze dzialanie to dbanie o swoj zwiazek.

Lubimy takie babki. Smiesznie jest. Gierka jedzie w najlepsze. Czy to do czegos doprowadzi? Niekoniecznie. Jak rowniez niewykluczone.

Czy masz sie czym martwic? Zalezy jaki jest Twoj facet i jaki zwiazek tworzycie. Ma czego szukać "na zewnatrz"?

8

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Dzieki, moze jeszcze panowie cos napisza? Moze jakies dzialania prewencyjne? Szkoda byloby chlopa!

To żarcik? smile Czy serio aż taką czujesz niepewność?

9

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:

Na dzialaniach prewencyjnych sie nie znam. Chyba najlepsze dzialanie to dbanie o swoj zwiazek.

Lubimy takie babki. Smiesznie jest. Gierka jedzie w najlepsze. Czy to do czegos doprowadzi? Niekoniecznie. Jak rowniez niewykluczone.

Czy masz sie czym martwic? Zalezy jaki jest Twoj facet i jaki zwiazek tworzycie. Ma czego szukać "na zewnatrz"?

Otóż to. Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz. Pomijam tu oczywiście niereformowalnych kogucików, ktorzy żadnej kurce nie przepuszczą;)

10

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Na dzialaniach prewencyjnych sie nie znam. Chyba najlepsze dzialanie to dbanie o swoj zwiazek.

Lubimy takie babki. Smiesznie jest. Gierka jedzie w najlepsze. Czy to do czegos doprowadzi? Niekoniecznie. Jak rowniez niewykluczone.

Czy masz sie czym martwic? Zalezy jaki jest Twoj facet i jaki zwiazek tworzycie. Ma czego szukać "na zewnatrz"?

Otóż to. Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz. Pomijam tu oczywiście niereformowalnych kogucików, ktorzy żadnej kurce nie przepuszczą;)

To duża presja dla partnera/partnerki, żeby dać w związku WSZYSTKO czego potrzebuje druga osoba,bo jak nie da wszystkiego to druga strona może iść zdradzić.

11 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2025-11-19 00:02:42)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Na dzialaniach prewencyjnych sie nie znam. Chyba najlepsze dzialanie to dbanie o swoj zwiazek.

Lubimy takie babki. Smiesznie jest. Gierka jedzie w najlepsze. Czy to do czegos doprowadzi? Niekoniecznie. Jak rowniez niewykluczone.

Czy masz sie czym martwic? Zalezy jaki jest Twoj facet i jaki zwiazek tworzycie. Ma czego szukać "na zewnatrz"?

Otóż to. Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz. Pomijam tu oczywiście niereformowalnych kogucików, ktorzy żadnej kurce nie przepuszczą;)

To duża presja dla partnera/partnerki, żeby dać w związku WSZYSTKO czego potrzebuje druga osoba,bo jak nie da wszystkiego to druga strona może iść zdradzić.

Czasem jest tak, że ktoś się zakochuje albo przechodzi fascynację kimś innym niezależnie od jakości teraźniejszego związku.
Ja bym puściła wolno big_smile

12

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Tamiraa napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Otóż to. Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz. Pomijam tu oczywiście niereformowalnych kogucików, ktorzy żadnej kurce nie przepuszczą;)

To duża presja dla partnera/partnerki, żeby dać w związku WSZYSTKO czego potrzebuje druga osoba,bo jak nie da wszystkiego to druga strona może iść zdradzić.

Czasem jest tak, że ktoś się zakochuje albo przechodzi fascynację kimś innym niezależnie od jakości teraźniejszego związku.
Ja bym puściła wolno big_smile

Tak właśnie często też jest big_smile

13

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Na dzialaniach prewencyjnych sie nie znam. Chyba najlepsze dzialanie to dbanie o swoj zwiazek.

Lubimy takie babki. Smiesznie jest. Gierka jedzie w najlepsze. Czy to do czegos doprowadzi? Niekoniecznie. Jak rowniez niewykluczone.

Czy masz sie czym martwic? Zalezy jaki jest Twoj facet i jaki zwiazek tworzycie. Ma czego szukać "na zewnatrz"?

Otóż to. Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz. Pomijam tu oczywiście niereformowalnych kogucików, ktorzy żadnej kurce nie przepuszczą;)

To duża presja dla partnera/partnerki, żeby dać w związku WSZYSTKO czego potrzebuje druga osoba,bo jak nie da wszystkiego to druga strona może iść zdradzić.

Wszystkiego nikt nie da i nie dostanie. Do udanego zwiazku nie potrzeba 100%. Ale zeby nie bylo 10%

14

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Otóż to. Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz. Pomijam tu oczywiście niereformowalnych kogucików, ktorzy żadnej kurce nie przepuszczą;)

To duża presja dla partnera/partnerki, żeby dać w związku WSZYSTKO czego potrzebuje druga osoba,bo jak nie da wszystkiego to druga strona może iść zdradzić.

Wszystkiego nikt nie da i nie dostanie. Do udanego zwiazku nie potrzeba 100%. Ale zeby nie bylo 10%

A jak określą się te więcej niż 10% ? Jak się to mierzy i czym ?

15

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Na dzialaniach prewencyjnych sie nie znam. Chyba najlepsze dzialanie to dbanie o swoj zwiazek.

Lubimy takie babki. Smiesznie jest. Gierka jedzie w najlepsze. Czy to do czegos doprowadzi? Niekoniecznie. Jak rowniez niewykluczone.

Czy masz sie czym martwic? Zalezy jaki jest Twoj facet i jaki zwiazek tworzycie. Ma czego szukać "na zewnatrz"?

Otóż to. Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz. Pomijam tu oczywiście niereformowalnych kogucików, ktorzy żadnej kurce nie przepuszczą;)

To duża presja dla partnera/partnerki, żeby dać w związku WSZYSTKO czego potrzebuje druga osoba,bo jak nie da wszystkiego to druga strona może iść zdradzić.

Dlaczego wszystko? Rzadko kto potrzebuje wszystkiego. Każdy ma jakieś ważne potrzeby i pragnie ich zaspokojenia. Dlatego trzeba się dobrać dobrze pod tym względem, wiedzieć czego oczekujemy od siebie, dawać i brać.

16

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Otóż to. Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz. Pomijam tu oczywiście niereformowalnych kogucików, ktorzy żadnej kurce nie przepuszczą;)

To duża presja dla partnera/partnerki, żeby dać w związku WSZYSTKO czego potrzebuje druga osoba,bo jak nie da wszystkiego to druga strona może iść zdradzić.

Dlaczego wszystko? Rzadko kto potrzebuje wszystkiego. Każdy ma jakieś ważne potrzeby i pragnie ich zaspokojenia. Dlatego trzeba się dobrać dobrze pod tym względem, wiedzieć czego oczekujemy od siebie, dawać i brać.

Bo napisałaś "jak ludzie w zwiazku mają co potrzebuja". No a to trochę presja,zeby druga osoba dała wszystko czego potrzebuje dana osoba,żeby nie poszła jej zdradzić big_smile.

17 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-11-19 00:11:31)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

To duża presja dla partnera/partnerki, żeby dać w związku WSZYSTKO czego potrzebuje druga osoba,bo jak nie da wszystkiego to druga strona może iść zdradzić.

Dlaczego wszystko? Rzadko kto potrzebuje wszystkiego. Każdy ma jakieś ważne potrzeby i pragnie ich zaspokojenia. Dlatego trzeba się dobrać dobrze pod tym względem, wiedzieć czego oczekujemy od siebie, dawać i brać.

Bo napisałaś "jak ludzie w zwiazku mają co potrzebuja". No a to trochę presja,zeby druga osoba dała wszystko czego potrzebuje dana osoba,żeby nie poszła jej zdradzić big_smile.

Julka to wszystko to czasem niewiele, więc przestań szukac dziury w całym smile)

Jak Ty masz listę oczekiwań jak stąd do nieba to wtedy może być problem;)

18

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Dzieki Priscilla, tylko co ta czujnosc mialaby znaczyc w praktyce?

Mam tu na myśli dyskretną obserwację zachowania partnera. Nic nie rób, po prostu przyglądaj się z boku, czy coś się nie zmienia, a jeśli będziesz czuć uzasadniony niepokój, wtedy warto reagować.

19

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

Dlaczego wszystko? Rzadko kto potrzebuje wszystkiego. Każdy ma jakieś ważne potrzeby i pragnie ich zaspokojenia. Dlatego trzeba się dobrać dobrze pod tym względem, wiedzieć czego oczekujemy od siebie, dawać i brać.

Bo napisałaś "jak ludzie w zwiazku mają co potrzebuja". No a to trochę presja,zeby druga osoba dała wszystko czego potrzebuje dana osoba,żeby nie poszła jej zdradzić big_smile.

Julka to wszystko to czasem niewiele, więc przestań szukac dziury w całym smile)

Jak Ty masz listę oczekiwań jak stąd do nieba to wtedy może być problem;)

big_smile moja lista juz po za granice nieba wykracza

20

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Bo napisałaś "jak ludzie w zwiazku mają co potrzebuja". No a to trochę presja,zeby druga osoba dała wszystko czego potrzebuje dana osoba,żeby nie poszła jej zdradzić big_smile.

Julka to wszystko to czasem niewiele, więc przestań szukac dziury w całym smile)

Jak Ty masz listę oczekiwań jak stąd do nieba to wtedy może być problem;)

Ja się tutaj z Julką jak najbardziej zgadzam, bo są osoby, które oczekują od partnera zaspokojenia niemal wszystkich swoich potrzeb. Najczęściej to ludzie, którzy nie mają własnego kawałka życia - brakuje im własnych znajomych, pasji, a do tego często noszą w sobie nieprzepracowane emocje. Wtedy cały swój świat opierają na jednej osobie i zakładają, że to partner powinien zadbać o ich szczęście. Piszę to oczywiście w skrócie, ale myślę, że wszyscy wiemy, o jaki mechanizm chodzi.

21

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Julia life in UK napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

To duża presja dla partnera/partnerki, żeby dać w związku WSZYSTKO czego potrzebuje druga osoba,bo jak nie da wszystkiego to druga strona może iść zdradzić.

Wszystkiego nikt nie da i nie dostanie. Do udanego zwiazku nie potrzeba 100%. Ale zeby nie bylo 10%

A jak określą się te więcej niż 10% ? Jak się to mierzy i czym ?

Linijką  smile

22

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Wszystkiego nikt nie da i nie dostanie. Do udanego zwiazku nie potrzeba 100%. Ale zeby nie bylo 10%

A jak określą się te więcej niż 10% ? Jak się to mierzy i czym ?

Linijką  smile

No i gdzie som te procenty  ?

23

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Julia life in UK napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

A jak określą się te więcej niż 10% ? Jak się to mierzy i czym ?

Linijką  smile

No i gdzie som te procenty  ?

Aby liczyć procenty, należy zamienić procent na ułamek (dzieląc przez 100) i pomnożyć przez tę liczbę, którą procentujemy. Aby obliczyć, jakim procentem jednej liczby jest druga, należy podzielić część przez całość i pomnożyć wynik przez 100.

24

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Julia life in UK napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

A jak określą się te więcej niż 10% ? Jak się to mierzy i czym ?

Linijką  smile

No i gdzie som te procenty  ?

No dobra przykład. Twoj facet ma ochotę na barabara 2 razy w tygodniu. To oznacza 104 razy w roku (52 tygodnie). 10% to zaokrąglajac 10 razy w roku. To oznacza mniej niz raz na miesiąc. To jest wlasnie 10% i oznacza ze ma czego szukac "na zewnatrz" smile

25

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Priscilla napisał/a:
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Bo napisałaś "jak ludzie w zwiazku mają co potrzebuja". No a to trochę presja,zeby druga osoba dała wszystko czego potrzebuje dana osoba,żeby nie poszła jej zdradzić big_smile.

Julka to wszystko to czasem niewiele, więc przestań szukac dziury w całym smile)

Jak Ty masz listę oczekiwań jak stąd do nieba to wtedy może być problem;)

Ja się tutaj z Julką jak najbardziej zgadzam, bo są osoby, które oczekują od partnera zaspokojenia niemal wszystkich swoich potrzeb. Najczęściej to ludzie, którzy nie mają własnego kawałka życia - brakuje im własnych znajomych, pasji, a do tego często noszą w sobie nieprzepracowane emocje. Wtedy cały swój świat opierają na jednej osobie i zakładają, że to partner powinien zadbać o ich szczęście. Piszę to oczywiście w skrócie, ale myślę, że wszyscy wiemy, o jaki mechanizm chodzi.

No jeśli mówimy o zaburzeniach to tak, ja pisałam bardziej o normalnych ludziach bez takiej chorej potrzeby, aby być centrum czyjegoś wszechświata. Tak się nie da. Przecież w takim przypadku nie ma życia i w ogole można skisnąć, gdy czuje się na plecach przez 24 godz na dobę. 7 dni w tyg itd. czyjs oddech, nawet gdy to oddech kochanej osoby.

26

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Poprzedni partner mowil, ze jestem za spokojna, choc z poczatku widzial mnie jako ideal podobno. Tak, jestem introwertyczna, potrzebuje samotnosci lub malego grona, w duzych skupiskach ludzi mi trudno. Moj partner, przeciwnie - lubi duze imprezy i ludzi wokol. Ale to okazalo sie pozniej, po 2-3 latach. Na poczatku byl dosc niesmialy chyba. I mimo ze tez bylam podobno idealem, to moze dla niego tez wkrotce bede z spokojna. Na razie nie mamy problemow mimo roznic, ale zastanowilam sie patrzac na dynamike miedzy nim a H.

27

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:

Jak facet jest normalny i w domu ma dobrą relację ze swoją kobietą, niczego mu nie brakuje to nie poleci zaraz w tango bo jakaś laska go kokietuje:)

Można polemizować. Jak był skryty i nie miał za bardzo doświadczeń to teraz może sobie próbować odbić. Niestety to dość częsty scenariusz.

28

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Bert, pytasz czy ma czego szukac na zewnatrz? Pewnie by sie cos znalazlo. Staram sie byc OK w istotnych sferach, ale do 100 proc dosc daleko. Mialam nadzieje, jak ktorys z mezczyzn tutaj, przepraszam, nie pamietam kto, na oslabienie libido, na razie niespelniona. Solaris, pytasz czy to zart, czy powazna obawa. Powiedzialabym, ze zartobliwym tonem wypowiedzialam powazna obawe.

29

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

TCo o tym myslicie?

Nic o tym za bardzo nie myślę. Szanuj może troszkę bardziej tego twojego chłopiszcza zamiast go posądzać o niecne zamiary tylko z powodu jakiejś rubasznej babki zjawiającej się w jego otoczeniu. To tak teoretycznie. W praktyce zaś - o co chodzi z tą "dynamiką"?

30

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Bert, pytasz czy ma czego szukac na zewnatrz? Pewnie by sie cos znalazlo. Staram sie byc OK w istotnych sferach, ale do 100 proc dosc daleko. Mialam nadzieje, jak ktorys z mezczyzn tutaj, przepraszam, nie pamietam kto, na oslabienie libido, na razie niespelniona. Solaris, pytasz czy to zart, czy powazna obawa. Powiedzialabym, ze zartobliwym tonem wypowiedzialam powazna obawe.

Wiem, łatwo się mówi, ale daj na luz, nic nie zrobisz. Bądź sobą. Bo zmienić też się nie zmienisz tylko dlatego, że on nagle dostał powera.
Może tylko taka chwilowa potrzeba, na coś odmiennego, z której nic więcej nie musi wyniknąć poza towarzystwem. No wiesz, tylko energia.

31

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

No tak Solaris, prawda. Ale Samba, zwrocilas mi uwage na cos waznego. Az sie zawstydzilam.

32

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:

No jeśli mówimy o zaburzeniach to tak, ja pisałam bardziej o normalnych ludziach bez takiej chorej potrzeby, aby być centrum czyjegoś wszechświata. Tak się nie da. Przecież w takim przypadku nie ma życia i w ogole można skisnąć, gdy czuje się na plecach przez 24 godz na dobę. 7 dni w tyg itd. czyjs oddech, nawet gdy to oddech kochanej osoby.

Wbrew pozorom takich ludzi jest niestety całkiem sporo. Nie mają własnego życia, więc całą swoją energię skupiają na związku, w zamian oczekując tego samego.
A ile w tym szantaży emocjonalnych, prób ograniczania tego drugiego, a wszystko oczywiście (a jakże!) w imię uczuć.

33

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Priscilla napisał/a:
Solaris napisał/a:

No jeśli mówimy o zaburzeniach to tak, ja pisałam bardziej o normalnych ludziach bez takiej chorej potrzeby, aby być centrum czyjegoś wszechświata. Tak się nie da. Przecież w takim przypadku nie ma życia i w ogole można skisnąć, gdy czuje się na plecach przez 24 godz na dobę. 7 dni w tyg itd. czyjs oddech, nawet gdy to oddech kochanej osoby.

Wbrew pozorom takich ludzi jest niestety całkiem sporo. Nie mają własnego życia, więc całą swoją energię skupiają na związku, w zamian oczekując tego samego.
A ile w tym szantaży emocjonalnych, prób ograniczania tego drugiego, a wszystko oczywiście (a jakże!) w imię uczuć.

Jak się ludzie sparują pod tym kątem to w sumie będą szczęśliwi smile

34

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Tym razem problem powazniejszy, ale, czy rzeczywisty. Poprosze o spojrzenie chlodnym okiem. Otoz jestem w zwiazku 7 lat, mieszkamy razem. Jestesmy zareczeni, mowimy o sobie maz/zona. No i u meza (tak bede go nazywala) w pracy moze 2 miesiace temu pojawila sie kobieta w moim wieku. Nazwijmy ja H., samotna i mocno przebojowa, z  rubasznym poczuciem humoru, nawiazujaca w rozmowach do seksu itd. Maz o niej czesto wspomina, widzialam ich na wspolnej imprezie, dobrze sie bawia. Przyznam, ze zaczelam czuc sie troche dziwnie. Z jednej strony, maz jest taki, jak dawniej wobec mnie. Czyli bardzo OK. Tutaj nic sie nie zmienilo. A on sam na przestrzeni tych 7 lat zmienil sie pozytywnie. Gdy go poznalam, mial nadwage i slaba pewnosc siebie, ale radzil sobie dobrze w zyciu i mial sporo wiedzy, zainteresowan, co mnie w nim pociagalo. Przy mnie nabral pewnosci siebie jako mezczyzna, regularnie cwiczy, wyrzezbil cialo, testosteron jest wysoki. No i teraz ta kobieta. Co o tym myslicie?

Babka w typie kumpeli, a nie kochanki. Ale różne rzeczy mogą się zdarzyć, zwłaszcza na wyjeździe integracyjnym wink

35

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Nowe otwarcie, maja takie wyjazdy, fakt. Jednak kilka trafnych zdan tutaj i moze nieglupich moich wlasnych mysli dalo mi znow wlasciwa prespektywe, sadze.

36 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-11-20 18:08:19)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Ważne, że zachowujesz dystans i chłodną głowę. Twoje ostatnie, powyższe zdanie potwierdza jedynie, że podążasz właściwą drogą i nie dajesz się sprowokować. Bardzo dobrze i tak trzymaj. Nie ma co na siłę szukać dziury w całym.

37

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Priscilla napisał/a:

Dopoki o niej mówi można przypuszczać, że nic złego się nie dzieje, przynajmniej w jego głowie, ale kiedy zacznie się ukrywać, a ich relacje pozostaną co najmniej na obecnym, o ile nie bliższym poziomie, możesz poczuć się zaniepokojona.
Z drugiej strony nie jest wykluczone, że od kiedy sam ze sobą czuje się lepiej i wzrosło jego poczucie własnej wartości, to może się to przekładać na różne zachowania, które dotąd nie miały miejsca.
Jednym słowem zalecam czujność.

To są bardzo dobre rady.
Autorka pokazała mężowi, że ma skrzydła. I on zaczął latać, teraz zaczyna coraz dalej. Pewno sam nie wie, gdzie w końcu wyląduje. Jak jest odpowiedzialny, to żony nie zgubi.
Autorko ! Jesteś w okropnie niewdzięcznej roli. Z własnego doświadczenia napiszę (kilka przypadków), że nigdy nie kończyło się pomyślnie dla osoby, która pokazała nowe horyzonty.

38

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Priscilla napisał/a:
Solaris napisał/a:

No jeśli mówimy o zaburzeniach to tak, ja pisałam bardziej o normalnych ludziach bez takiej chorej potrzeby, aby być centrum czyjegoś wszechświata. Tak się nie da. Przecież w takim przypadku nie ma życia i w ogole można skisnąć, gdy czuje się na plecach przez 24 godz na dobę. 7 dni w tyg itd. czyjs oddech, nawet gdy to oddech kochanej osoby.

Wbrew pozorom takich ludzi jest niestety całkiem sporo. Nie mają własnego życia, więc całą swoją energię skupiają na związku, w zamian oczekując tego samego.
A ile w tym szantaży emocjonalnych, prób ograniczania tego drugiego, a wszystko oczywiście (a jakże!) w imię uczuć.

To nie jest przypadek autorki tematu. Nie przyssała się, tylko jest introwertyczką.
Ona męża nauczyła nowych, nieznanych dla niego możliwości. I ma obawę, czy to się dla niej dobrze skończy. Skoro tu pisze to coś intuicja jej podpowiedziała. Trzeba ufać swoim odczuciom, szczególnie w kontekście tematu tutaj.

39 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2025-11-21 11:05:02)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Meraldo i jak się to skończyło, do jakich wniosków doszłaś? Podzielisz się z nami?

40 Ostatnio edytowany przez Meralda (2025-11-21 14:39:54)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Tamiraa, nie szukam dziury w calym, mowiac slowami Alessandro. Nic nie wskazuje na "zagrożenie". Przyznam, ze ten czas pisania o zwiazku tutaj dal mi troche refleksji nad soba, zyciem, zwiazkiem. Odnoszac sie  AdamJeden do Twojej wypowiedzi,  jestem osoba, ktora daje skrzydla w zwiazkach. Sama tez potrzebuje je miec. Dziekuje wszystkim za uwazne wypowiedzi. I zapraszam do dalszej rozmowy.

41

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Tamiraa, nie szukam dziury w calym, mowiac slowami Alessandro. Nic nie wskazuje na "zagrożenie". Przyznam, ze ten czas pisania o zwiazku tutaj dal mi troche refleksji nad soba, zyciem, zwiazkiem.

Pewnie, sama wiesz jaki masz związek i jakiego partnera. Dobrze, że ten wątek pobudził Cię do refleksji.

42

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Nowe_otwarcie napisał/a:
Meralda napisał/a:

Tym razem problem powazniejszy, ale, czy rzeczywisty. Poprosze o spojrzenie chlodnym okiem. Otoz jestem w zwiazku 7 lat, mieszkamy razem. Jestesmy zareczeni, mowimy o sobie maz/zona. No i u meza (tak bede go nazywala) w pracy moze 2 miesiace temu pojawila sie kobieta w moim wieku. Nazwijmy ja H., samotna i mocno przebojowa, z  rubasznym poczuciem humoru, nawiazujaca w rozmowach do seksu itd. Maz o niej czesto wspomina, widzialam ich na wspolnej imprezie, dobrze sie bawia. Przyznam, ze zaczelam czuc sie troche dziwnie. Z jednej strony, maz jest taki, jak dawniej wobec mnie. Czyli bardzo OK. Tutaj nic sie nie zmienilo. A on sam na przestrzeni tych 7 lat zmienil sie pozytywnie. Gdy go poznalam, mial nadwage i slaba pewnosc siebie, ale radzil sobie dobrze w zyciu i mial sporo wiedzy, zainteresowan, co mnie w nim pociagalo. Przy mnie nabral pewnosci siebie jako mezczyzna, regularnie cwiczy, wyrzezbil cialo, testosteron jest wysoki. No i teraz ta kobieta. Co o tym myslicie?

Babka w typie kumpeli, a nie kochanki. Ale różne rzeczy mogą się zdarzyć, zwłaszcza na wyjeździe integracyjnym wink

Na wyjazdach integracyjnych potrafią się dziać prawdziwe komedie.
Alkohol, kobiety... istny koktajl wybuchowy.
Pamiętam jednego, co został ojcem i nawet nie miał pojęcia, jak do tego doszło big_smile

43

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

To, że ktoś przy nas rozwinął sie na plus ( w domyśle dzięki nam też) nie daje żadnej gwarancji ani obowiązku wdzięczności tej drugiej strony. Bo tak naprawdę jak kogos kochamy to nie powinniśmy mysleć o takich rzeczach. Sam się o tym przekonałem z moja byłą żoną, że jak odeszła do innego to byłem rozgoryczony, że przy mnie tak na plus wszystko u niej, a teraz jak już jest "rozwniętą na plus osobą" to odchodzi. Oczywiście tak myślałem wtedy, teraz inaczej na to patrze. Fakt, poszła przy mnie, w sumie razem poszliśmy do przodu dużo wtedy, ale to nie daje żadnego obowiązku żeby na wieczność sie trzymac kogoś. Jeśli inne rzewczy nie grają ( u nas nie grały z dwóch stron) to żadnej gwarancji nie ma na to co sie stanie i jak się wspólne życie potoczy. Nie mówie tego jako czarnowidz, czy że podejrzewam po tych krótkich opisach jakiś czarny scenariusz u Autorki. Tak tylko wrzucam swój komentarz i spostrzeżenie. Powodzenia!

44 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2025-11-21 16:06:03)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

.

45 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-11-21 19:17:46)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Tym razem problem powazniejszy, ale, czy rzeczywisty. Poprosze o spojrzenie chlodnym okiem. Otoz jestem w zwiazku 7 lat, mieszkamy razem. Jestesmy zareczeni, mowimy o sobie maz/zona. No i u meza (tak bede go nazywala) w pracy moze 2 miesiace temu pojawila sie kobieta w moim wieku. Nazwijmy ja H., samotna i mocno przebojowa, z  rubasznym poczuciem humoru, nawiazujaca w rozmowach do seksu itd. Maz o niej czesto wspomina, widzialam ich na wspolnej imprezie, dobrze sie bawia. Przyznam, ze zaczelam czuc sie troche dziwnie. Z jednej strony, maz jest taki, jak dawniej wobec mnie. Czyli bardzo OK. Tutaj nic sie nie zmienilo. A on sam na przestrzeni tych 7 lat zmienil sie pozytywnie. Gdy go poznalam, mial nadwage i slaba pewnosc siebie, ale radzil sobie dobrze w zyciu i mial sporo wiedzy, zainteresowan, co mnie w nim pociagalo. Przy mnie nabral pewnosci siebie jako mezczyzna, regularnie cwiczy, wyrzezbil cialo, testosteron jest wysoki. No i teraz ta kobieta. Co o tym myslicie?

Jeśli jakaś baba zagnie  parol na faceta, to żeby skały lewitowały, to dopnie swego. Znajdzie sposób żeby go usidlić, jesli nie na "słodką idiotkę" to na "kumpelę od piwa".

Wszystko zależy od tego, jaki masz kontakt z partnerem i czy potraficie ze sobą rozmawiać, tak po prostu o tym, co macie "na żołądku".

Jeśli jesteś aż tak bardzo zaniepokojona relacją swojego partnera z tą kobietą, dlaczego mu o tym nie powiesz?

Nie rób awantur, nie okazuj zazdrości, ale po prostu powiedz o swoich obawach. Czasami chowanie głowy w piasek albo udawanie bardzo silnej i niezależnej nie sprawdza się w praktyce.

Być może wiele "symptomów" twój partner zwyczajnie nie wychwytuje i bierze je za koleżeńskie wygłupy. Byłoby dobrze, gdyby takimi byly, ale nie zawadzi dać sygnał, że z boku wygląda to inaczej.

46

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

TSEL dzieki. Nie mamy na nic gwarancji, wazne jednak, by w zwiazku czuc sie spokojnie i dobrze. Razem ma byc lepiej przeciez. Mialam niepokoj po ostatniej imprezie w pracy meza, dlatego tutaj napisalam. Rozmawialam tez z partnerem w tamtym czasie o tym.  Rozmowa byla dobra. I podobnie jak Salomonka, uwazam, ze jesli nowa kobieta sie uprze, moze duzo. i choc ja nie zrobilam i nie zrobie niczego, co sprawiloby bol drugiej kobiecie, to ludzie sa rozni. Widze zainteresowanie ze strony H. moim mezem.  Ale szanuje go, uwazam za madrego czlowieka. Niepokoj, ktory pojawil sie, zniknal, mam nadzieje na dobre.

47

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Rozmowa byla dobra. I podobnie jak Salomonka, uwazam, ze jesli nowa kobieta sie uprze, moze duzo. .

Może i może dużo, ale jak facet się uprze to może najwięcej, czyli powiedzieć NIE. Jeśli w związku najważniejsze rzeczy grają, jest bliskość i jest dobra komunikacja a facet jest odpowiedzialny i ma kręgosłup to nowa kobieta może sobie pomarzyć:)

48

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Salomonka napisał/a:

Jeśli jakaś baba zagnie  parol na faceta, to żeby skały lewitowały, to dopnie swego. Znajdzie sposób żeby go usidlić, jesli nie na "słodką idiotkę" to na "kumpelę od piwa".

Bez przesady aż takimi kretynami nie jesteśmy

Sugerujesz ze każda babka moze zdobyć każdego faceta?

49 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-22 03:20:43)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
AdamJeden napisał/a:

To nie jest przypadek autorki tematu. Nie przyssała się, tylko jest introwertyczką.
Ona męża nauczyła nowych, nieznanych dla niego możliwości. I ma obawę, czy to się dla niej dobrze skończy. Skoro tu pisze to coś intuicja jej podpowiedziała. Trzeba ufać swoim odczuciom, szczególnie w kontekście tematu tutaj.

Tak, oczywiście zgadzam się z tym, co napisałeś. Moja wypowiedź była raczej ogólna, właściwie poza głównym wątkiem opisanego problemu.

Meralda napisał/a:

Rozmawialam tez z partnerem w tamtym czasie o tym.  Rozmowa byla dobra. I podobnie jak Salomonka, uwazam, ze jesli nowa kobieta sie uprze, moze duzo. i choc ja nie zrobilam i nie zrobie niczego, co sprawiloby bol drugiej kobiecie, to ludzie sa rozni. Widze zainteresowanie ze strony H. moim mezem.  Ale szanuje go, uwazam za madrego czlowieka. Niepokoj, ktory pojawil sie, zniknal, mam nadzieje na dobre.

Czy Twój niepokój oddalił się w wyniku tej rozmowy? Jeśli tak, to takiego usłyszałaś?

50 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-11-22 10:16:39)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Priscilla napisał/a:
AdamJeden napisał/a:

To nie jest przypadek autorki tematu. Nie przyssała się, tylko jest introwertyczką.
Ona męża nauczyła nowych, nieznanych dla niego możliwości. I ma obawę, czy to się dla niej dobrze skończy. Skoro tu pisze to coś intuicja jej podpowiedziała. Trzeba ufać swoim odczuciom, szczególnie w kontekście tematu tutaj.

Tak, oczywiście zgadzam się z tym, co napisałeś. Moja wypowiedź była raczej ogólna, właściwie poza głównym wątkiem opisanego problemu.

Meralda napisał/a:

Rozmawialam tez z partnerem w tamtym czasie o tym.  Rozmowa byla dobra. I podobnie jak Salomonka, uwazam, ze jesli nowa kobieta sie uprze, moze duzo. i choc ja nie zrobilam i nie zrobie niczego, co sprawiloby bol drugiej kobiecie, to ludzie sa rozni. Widze zainteresowanie ze strony H. moim mezem.  Ale szanuje go, uwazam za madrego czlowieka. Niepokoj, ktory pojawil sie, zniknal, mam nadzieje na dobre.

Czy Twój niepokój oddalił się w wyniku tej rozmowy? Jeśli tak, to takiego usłyszałaś?

Pewnie usłyszała tyle (a resztę zrozumiała), że doszła do wniosku  że realnego zagrożenia dla ich związku nie ma, a jeśli jednak stanie się to, czego się obawiała, to i tak g... będzie w stanie zrobić. Bo takie są realia.

51

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:

Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz.

Trzy największe kłamstwa o dorosłym życiu, to miłość jak w kinie, seks jak w porno i "Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz."
Kobiety lubią żyć w przekonaniu, że posiadają kontrolę, nad wszystkim panują i znają myśli swojego faceta nawet zanim one w ogóle pojawią się w jego głowie. Tak niestety nie jest, a przynajmniej bardzo rzadko tak jest i mówię to jako facet który całe swoje ponad 50 letnie życie przebywa wśród innych facetów. Nie koleżanka od pocieszania "bo oni tacy już są, ale to jeszcze nic nie znaczy"...
Owszem, znaczy. Czasami niewiele, a czasem wszystko, bo z tym bywa różnie, ale zawsze coś znaczy. Jeśli wasz partner, nieważne mąż czy żona, coraz częściej zaczyna wspominać o kimś, kto nie należy do kręgu waszych wspólnych znajomych, a jest to "zupełnym przypadkiem" osoba płci przeciwnej np. nowa koleżanka w pracy i "zupełnym przypadkiem numer dwa" atrakcyjna oraz przebojowa laska o specyficznym stylu bycia, no to bardzo wszystkich proszę, nie róbmy sobie jaj z pogrzebu smile
Może i tam nic się jeszcze nie wydarzyło, ale w jego głowie coś się już dzieje, jakieś myśli zaczynają kiełkować i są to myśli o tej kobiecie, nie o tym co tam śmiesznego dzisiaj powiedziała czy wczoraj zrobiła, tylko o niej samej. On tego nawet nie kontroluje i nie zdaje sobie sprawy, że takim zachowaniem wysyła bardzo czytelne sygnały, na które autorka zwróciła uwagę i słusznie przeczuwa, że coś może być na rzeczy. Bo niestety prawie zawsze jest.
Zwykle w takich niejasnych sytuacjach wystarczy zbieg sprzyjających okoliczności, aby wszystko stało się jasne. Długotrwałe przebywanie w ograniczonej przestrzeni (np. zakład pracy) tylko sprzyja rozwojowi wydarzeń, a później wystarczy jakaś impreza firmowa, na której swobodna atmosfera i alkohol zrobi całą resztę. Czy dajmy na to jakiś "wspólny projekt" jak to się teraz modnie nazywa i zostawanie razem po godzinach w biurze czy gdzieś tam, również pogłębia więź tak emocjonalną jak i fizyczną zacieśniając relację między dwojgiem obcych sobie ludzi i chociaż dzieje się to niepostrzerzenie dla nich samych, to jednak się dzieje. Nagle zaczynają się dziwne telefony "w sprawach służbowych" o godzinie 21 w sobotę i wiadomości na mesendżerze "bo potrzebny jest numer jakiejś tam faktury na jutro" kiedy pytasz zdumiona/zdumiony kogo tam popierdoliło, żeby wysyłać do twojego męża/do twojej żony czternaście wiadomości pod rząd od 7:30 rano w niedzielę.
No jak to... naprawdę nie wiesz?
I większość ludzi nie wie albo próbuje udawać, że nie wiedzą co się dzieje, a później są w ciężkim szoku, bo nic nie zauważyli. Serio? Nic a nic?

52

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
AdamJeden napisał/a:

Z własnego doświadczenia napiszę (kilka przypadków), że nigdy nie kończyło się pomyślnie dla osoby, która pokazała nowe horyzonty.


Prawda.

53

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:

Bez przesady aż takimi kretynami nie jesteśmy

Sugerujesz ze każda babka moze zdobyć każdego faceta?


To samo chciałem napisać, bo nie raz takie akcje widziałem jak babki się skręcały (tygodniami, miesiącami, a niekiedy i latami), ale niczego nie były w stanie osiągnąć to w ramach akcji odwetowej próbowały zniszczyć później życia tym facetom. Że prywatne to jedno - ale próbowały też pogrążyć ich zawodowo.

Niestety sam też tego doświadczyłem.

54 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-11-22 14:26:14)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:
Solaris napisał/a:

Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz.

Trzy największe kłamstwa o dorosłym życiu, to miłość jak w kinie, seks jak w porno i "Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz."
Kobiety lubią żyć w przekonaniu, że posiadają kontrolę, nad wszystkim panują i znają myśli swojego faceta nawet zanim one w ogóle pojawią się w jego głowie. Tak niestety nie jest, a przynajmniej bardzo rzadko tak jest i mówię to jako facet który całe swoje ponad 50 letnie życie przebywa wśród innych facetów. Nie koleżanka od pocieszania "bo oni tacy już są, ale to jeszcze nic nie znaczy"...
Owszem, znaczy. Czasami niewiele, a czasem wszystko, bo z tym bywa różnie, ale zawsze coś znaczy. Jeśli wasz partner, nieważne mąż czy żona, coraz częściej zaczyna wspominać o kimś, kto nie należy do kręgu waszych wspólnych znajomych, a jest to "zupełnym przypadkiem" osoba płci przeciwnej np. nowa koleżanka w pracy i "zupełnym przypadkiem numer dwa" atrakcyjna oraz przebojowa laska o specyficznym stylu bycia, no to bardzo wszystkich proszę, nie róbmy sobie jaj z pogrzebu smile
Może i tam nic się jeszcze nie wydarzyło, ale w jego głowie coś się już dzieje, jakieś myśli zaczynają kiełkować i są to myśli o tej kobiecie, nie o tym co tam śmiesznego dzisiaj powiedziała czy wczoraj zrobiła, tylko o niej samej. On tego nawet nie kontroluje i nie zdaje sobie sprawy, że takim zachowaniem wysyła bardzo czytelne sygnały, na które autorka zwróciła uwagę i słusznie przeczuwa, że coś może być na rzeczy. Bo niestety prawie zawsze jest.
Zwykle w takich niejasnych sytuacjach wystarczy zbieg sprzyjających okoliczności, aby wszystko stało się jasne. Długotrwałe przebywanie w ograniczonej przestrzeni (np. zakład pracy) tylko sprzyja rozwojowi wydarzeń, a później wystarczy jakaś impreza firmowa, na której swobodna atmosfera i alkohol zrobi całą resztę. Czy dajmy na to jakiś "wspólny projekt" jak to się teraz modnie nazywa i zostawanie razem po godzinach w biurze czy gdzieś tam, również pogłębia więź tak emocjonalną jak i fizyczną zacieśniając relację między dwojgiem obcych sobie ludzi i chociaż dzieje się to niepostrzerzenie dla nich samych, to jednak się dzieje. Nagle zaczynają się dziwne telefony "w sprawach służbowych" o godzinie 21 w sobotę i wiadomości na mesendżerze "bo potrzebny jest numer jakiejś tam faktury na jutro" kiedy pytasz zdumiona/zdumiony kogo tam popierdoliło, żeby wysyłać do twojego męża/do twojej żony czternaście wiadomości pod rząd od 7:30 rano w niedzielę.
No jak to... naprawdę nie wiesz?
I większość ludzi nie wie albo próbuje udawać, że nie wiedzą co się dzieje, a później są w ciężkim szoku, bo nic nie zauważyli. Serio? Nic a nic?

Zdrada to kwestia decyzji, Twój wybór. I nie ma sensu dorabiać do tego ideologii, że jak jesteś szczęśliwy w związku to jakiś scenariusz okoliczności sprawi, że i tak zdradzisz, bo to brzmi jak przerzucanie odpowiedzialności na nie.
Nie, nie zdradzisz. Powiem więcej. Nawet gdy w związku masz braki to nie pójdziesz na bok, jeśli tego nie będziesz chciał. 
Jeszcze można usprawiedliwić, że się nachlałeś jak świnia i w tym stanie nie miałeś kontroli... 
Ale jak świadomie i z premedytacją pozwalasz na to, aby z jakąś koleżanką w pracy połączyła Cię emocjonalna bliskość to ewidentnie nie masz tego w związku, stąd Cię ciągnie i brniesz w to.
Zauroczenie kimś to normalne, ale nie musisz iść w to dalej, zwłaszcza jeśli wiesz, że jesteś słaby i podatny na takie fascynacje. Możesz przestać zostawać po godzinach z przykładową koleżanką, projekt robić z kolegą a na wyjeździe integracyjnym nie pić alko:) 
Wiesz, jak się chce to się może. Jak to mówią, jak ktoś chce znajdzie sposób, jak nie chce, znajdzie powód:) 
Także ja za bardzo nie wierzę w te okoliczności, które wszystko tłumaczą, bo gdyby nie one to człowiek byłby święty. 
Okoliczności po prostu Ci pokazują, czy masz jakieś braki  i jakim jesteś człowiekiem.
Trochę podobnie jak w innych rzeczach - nie przelecisz pijanej dziewczyny bo jest okazja a ona nie będzie pamiętać, bo nie jesteś gwałcicielem, ani nie przywłaszczysz sobie portfela, gdy komuś wypadnie, bo nie jesteś złodziejem..

55

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:
Solaris napisał/a:

Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz.

Trzy największe kłamstwa o dorosłym życiu, to miłość jak w kinie, seks jak w porno i "Jak ludzie w zwiazku mają to, czego potrzebują to nie muszą szukać na zewnątrz."
Kobiety lubią żyć w przekonaniu, że posiadają kontrolę, nad wszystkim panują i znają myśli swojego faceta nawet zanim one w ogóle pojawią się w jego głowie. Tak niestety nie jest, a przynajmniej bardzo rzadko tak jest i mówię to jako facet który całe swoje ponad 50 letnie życie przebywa wśród innych facetów. Nie koleżanka od pocieszania "bo oni tacy już są, ale to jeszcze nic nie znaczy"...
Owszem, znaczy. Czasami niewiele, a czasem wszystko, bo z tym bywa różnie, ale zawsze coś znaczy. Jeśli wasz partner, nieważne mąż czy żona, coraz częściej zaczyna wspominać o kimś, kto nie należy do kręgu waszych wspólnych znajomych, a jest to "zupełnym przypadkiem" osoba płci przeciwnej np. nowa koleżanka w pracy i "zupełnym przypadkiem numer dwa" atrakcyjna oraz przebojowa laska o specyficznym stylu bycia, no to bardzo wszystkich proszę, nie róbmy sobie jaj z pogrzebu smile
Może i tam nic się jeszcze nie wydarzyło, ale w jego głowie coś się już dzieje, jakieś myśli zaczynają kiełkować i są to myśli o tej kobiecie, nie o tym co tam śmiesznego dzisiaj powiedziała czy wczoraj zrobiła, tylko o niej samej. On tego nawet nie kontroluje i nie zdaje sobie sprawy, że takim zachowaniem wysyła bardzo czytelne sygnały, na które autorka zwróciła uwagę i słusznie przeczuwa, że coś może być na rzeczy. Bo niestety prawie zawsze jest.
Zwykle w takich niejasnych sytuacjach wystarczy zbieg sprzyjających okoliczności, aby wszystko stało się jasne. Długotrwałe przebywanie w ograniczonej przestrzeni (np. zakład pracy) tylko sprzyja rozwojowi wydarzeń, a później wystarczy jakaś impreza firmowa, na której swobodna atmosfera i alkohol zrobi całą resztę. Czy dajmy na to jakiś "wspólny projekt" jak to się teraz modnie nazywa i zostawanie razem po godzinach w biurze czy gdzieś tam, również pogłębia więź tak emocjonalną jak i fizyczną zacieśniając relację między dwojgiem obcych sobie ludzi i chociaż dzieje się to niepostrzerzenie dla nich samych, to jednak się dzieje. Nagle zaczynają się dziwne telefony "w sprawach służbowych" o godzinie 21 w sobotę i wiadomości na mesendżerze "bo potrzebny jest numer jakiejś tam faktury na jutro" kiedy pytasz zdumiona/zdumiony kogo tam popierdoliło, żeby wysyłać do twojego męża/do twojej żony czternaście wiadomości pod rząd od 7:30 rano w niedzielę.
No jak to... naprawdę nie wiesz?
I większość ludzi nie wie albo próbuje udawać, że nie wiedzą co się dzieje, a później są w ciężkim szoku, bo nic nie zauważyli. Serio? Nic a nic?

Zdrada to kwestia decyzji, Twój wybór. I nie ma sensu dorabiać do tego ideologii, że jak jesteś szczęśliwy w związku to jakiś scenariusz okoliczności sprawi, że i tak zdradzisz, bo to brzmi jak przerzucanie odpowiedzialności na nie.
Nie, nie zdradzisz. Powiem więcej. Nawet gdy w związku masz braki to nie pójdziesz na bok, jeśli tego nie będziesz chciał. 
Jeszcze można usprawiedliwić, że się nachlałeś jak świnia i w tym stanie nie miałeś kontroli... 
Ale jak świadomie i z premedytacją pozwalasz na to, aby z jakąś koleżanką w pracy połączyła Cię emocjonalna bliskość to ewidentnie nie masz tego w związku, stąd Cię ciągnie i brniesz w to.
Zauroczenie kimś to normalne, ale nie musisz iść w to dalej, zwłaszcza jeśli wiesz, że jesteś słaby i podatny na takie fascynacje. Możesz przestać zostawać po godzinach z przykładową koleżanką, projekt robić z kolegą a na wyjeździe integracyjnym nie pić alko:) 
Wiesz, jak się chce to się może. Jak to mówią, jak ktoś chce znajdzie sposób, jak nie chce, znajdzie powód:) 
Także ja za bardzo nie wierzę w te okoliczności, które wszystko tłumaczą, bo gdyby nie one to człowiek byłby święty. 
Okoliczności po prostu Ci pokazują, czy masz jakieś braki  i jakim jesteś człowiekiem.
Trochę podobnie jak w innych rzeczach - nie przelecisz pijanej dziewczyny bo jest okazja a ona nie będzie pamiętać, bo nie jesteś gwałcicielem, ani nie przywłaszczysz sobie portfela, gdy komuś wypadnie, bo nie jesteś złodziejem..

Zgadzam sie. Jakby sie zastanowić nad przyczyna zdrady to wyłączając notorycznych zdrajcow/zdrajczynie (tych nad wyraz kochliwych) i jakies tam wypadki to myślę ze większość jest wynikiem nie wydarzenia czy sytuacji tylko jakiegoś procesu podupadania zwiazku. Po sobie wiem ze jak jest zajebiscie to jestem w trybie "nie do zlamania" a jak sie sypie to w trybie "raczej nie do zlamania"

56

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:

Zgadzam sie. Jakby sie zastanowić nad przyczyna zdrady to wyłączając notorycznych zdrajcow/zdrajczynie (tych nad wyraz kochliwych) i jakies tam wypadki to myślę ze większość jest wynikiem nie wydarzenia czy sytuacji tylko jakiegoś procesu podupadania zwiazku.

Otóż to.

57 Ostatnio edytowany przez Meralda (2025-11-22 18:55:28)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Fascynacje innymi osobami, gdy jest sie w zwiazku, zdarzaja sie, to calkiem normalne, mysle. Natomiast najwazniejsza jest decyzja, czy zrobic krok dalej. I mysle, ze  poza przypadkami "musze, bo sie udusze" wiekszosc ludzi bierze pod uwage konsekwencje zdrady malzenskiej/partnerskiej czy to dla zwiazku i zycia czy wlasnego sumienia.
Co do rozmowy z mezem, to Priscillo jest tak, jak napisal Nowe Otwarcie.

58

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Dziekuje  Wam za udzial w dyskusji, odchodze na razie z Netek, bo sporo czasu spedzalam ostatnio tutaj. Nie bede sie teraz udzielala. Choc pewnie wroce niedlugo.

59

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Co z Twoimi relacjami w temacie dietetycznym? Także go zawieszasz?

60 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-11-22 21:57:43)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:

Zdrada to kwestia decyzji, Twój wybór. I nie ma sensu dorabiać do tego ideologii, że jak jesteś szczęśliwy w związku to jakiś scenariusz okoliczności sprawi, że i tak zdradzisz, bo to brzmi jak przerzucanie odpowiedzialności na nie.

Jak jesteś szczęśliwy w związku, to nie szukasz wrażeń poza nim. Teraz lepiej się czegoś przytrzymaj, bo po tym co za chwilę przeczytasz, możesz sobie złamać nos uderzając głową w klawiaturę ze śmiechu, ale ja na przykład byłem szczęśliwy w moim związku (tak wiem, no już, uspokój się tam) i wszystkie inne kobiety na świecie były dla mnie niewidzialne. Czy koleżanki w pracy, które lubią pożartować na różne dziwne tematy, czy laski na siłowni, które lubią prowokować różne dziwne sytuacje, czy pół tysiąca znajomych na fejsbuku, które lubią sprawdzić od czasu do czasu "co tam słychać" i zlewam to wszystko ciepłym moczem, a nie opowiadam o tym mojej żonie przy kolacji czy porannej kawie podniecony jak pedofil przy wejściu do Smyka.
Więc takie gadanie, że zauroczenie się kimś innym będąc w związku jest całkowicie normalnym, powszechnym i generalnie bezpiecznym zjawiskiem, a gadanie o tej osobie w domu nic zupełnie nie oznacza, bo to tylko takie tam gadanie... No więc nie. To nigdy nie jest tylko takie tam gadanie. Zanim zacznie się gadanie, najpierw pojawia się myśl. Niekoniecznie o zdradzie od razu, ale o tej osobie. A to nie dzieje się tak o, bo samo się dzieje bez żadnego powodu, tylko ta konkretna osoba powoduje jakieś konkretne emocje, a te emocje z kolei wywołują myśl. Tak silną, że aż musisz ją z siebie wypuścić. I ta myśl jest początkiem zdrady, nie pisanie i wysyłanie sobie memów, nie wymyślanie pretekstów żeby spędzać więcej czasu razem, nie kombinowanie na firmowej wigilii żeby siedzieć obok siebie i nie znikanie wszystkim z oczu na godzinę czy dwie. To są tylko konsekwencje tego, że na samym początku pozwoliłaś na pojawienie się myśli. Tej jednej od której wszystko się zaczęło. I tłumaczenie sobie, że to tylko niewinny flirt, zwykłe wygłupy, to przecież nic nie znaczy, ja jestem w szczęśliwym związku i nie potrzebuję...
Nie? Na pewno nie?
To skąd się wzięło słynne "Daj spokój, to tylko kolega" i milion memów w internecie z tym tekstem?
Nie ma czegoś takiego, że jak nie chcesz, to nie zdradzisz, bo wiemy o sobie tylko tyle, na ile nas sprawdzono. A życie jest długie i pisze różne scenariusze wink

61

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:
Solaris napisał/a:

Zdrada to kwestia decyzji, Twój wybór. I nie ma sensu dorabiać do tego ideologii, że jak jesteś szczęśliwy w związku to jakiś scenariusz okoliczności sprawi, że i tak zdradzisz, bo to brzmi jak przerzucanie odpowiedzialności na nie.

Jak jesteś szczęśliwy w związku, to nie szukasz wrażeń poza nim. Teraz lepiej się czegoś przytrzymaj, bo po tym co za chwilę przeczytasz, możesz sobie złamać nos uderzając głową w klawiaturę ze śmiechu, ale ja na przykład byłem szczęśliwy w moim związku (tak wiem, no już, uspokój się tam) i wszystkie inne kobiety na świecie były dla mnie niewidzialne. Czy koleżanki w pracy, które lubią pożartować na różne dziwne tematy, czy laski na siłowni, które lubią prowokować różne dziwne sytuacje, czy pół tysiąca znajomych na fejsbuku, które lubią sprawdzić od czasu do czasu "co tam słychać" i zlewam to wszystko ciepłym moczem, a nie opowiadam o tym mojej żonie przy kolacji czy porannej kawie podniecony jak pedofil przy wejściu do Smyka.
Więc takie gadanie, że zauroczenie się kimś innym będąc w związku jest całkowicie normalnym, powszechnym i generalnie bezpiecznym zjawiskiem, a gadanie o tej osobie w domu nic zupełnie nie oznacza, bo to tylko takie tam gadanie... No więc nie. To nigdy nie jest tylko takie tam gadanie. Zanim zacznie się gadanie, najpierw pojawia się myśl. Niekoniecznie o zdradzie od razu, ale o tej osobie. A to nie dzieje się tak o, bo samo się dzieje bez żadnego powodu, tylko ta konkretna osoba powoduje jakieś konkretne emocje, a te emocje z kolei wywołują myśl. Tak silną, że aż musisz ją z siebie wypuścić. I ta myśl jest początkiem zdrady, nie pisanie i wysyłanie sobie memów, nie wymyślanie pretekstów żeby spędzać więcej czasu razem, nie kombinowanie na firmowej wigilii żeby siedzieć obok siebie i nie znikanie wszystkim z oczu na godzinę czy dwie. To są tylko konsekwencje tego, że na samym początku pozwoliłaś na pojawienie się myśli. Tej jednej od której wszystko się zaczęło. I tłumaczenie sobie, że to tylko niewinny flirt, zwykłe wygłupy, to przecież nic nie znaczy, ja jestem w szczęśliwym związku i nie potrzebuję...
Nie? Na pewno nie?
To skąd się wzięło słynne "Daj spokój, to tylko kolega" i milion memów w internecie z tym tekstem?
Nie ma czegoś takiego, że jak nie chcesz, to nie zdradzisz, bo wiemy o sobie tylko tyle, na ile nas sprawdzono. A życie jest długie i pisze różne scenariusze wink

Mysl pojawia sie i tego nie unikniesz. Ale jak ktos glosno o tym mowi drugiej stronie a nie kitra w sobie (bo nie ma powodu zeby o tym nie powiedzieć bo sa w jednym teamie) to chyba dobrze. Gorzej jak ukrywasz swoje "pociagi". Bo każdy je ma nie jestesmy z natury monogamiczni. Ale ktos nad tym panuje a ktoś nie. Jak komuś ufasz to możesz powiedzieć bo wiesz ze nad tym panujesz.  I nie musi nic za tym isc

62

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:

Mysl pojawia sie i tego nie unikniesz. Ale jak ktos glosno o tym mowi drugiej stronie a nie kitra w sobie (bo nie ma powodu zeby o tym nie powiedzieć bo sa w jednym teamie) to chyba dobrze. Gorzej jak ukrywasz swoje "pociagi". Bo każdy je ma nie jestesmy z natury monogamiczni. Ale ktos nad tym panuje a ktoś nie. Jak komuś ufasz to możesz powiedzieć bo wiesz ze nad tym panujesz.  I nie musi nic za tym isc

Czasem nie musi, a czasem sytuacja jest rozwojowa i dopiero nabiera tempa.
Tak czy owak, gdyby moja mi pierdoliła nad uchem o jakimś koledze z pracy, to na pewno nie czułbym się z tym komfortowo. Już sam fakt, że jakiś frajer ewidentnie do niej podbija, a ona na to pozwala, robiąc z siebie szmatę, a ze mnie kretyna, wkurwiłby mnie wystarczająco, aby zwrócić jej na to uwagę. Oczywiście nigdy nie wiesz co ona z tym zrobi i na to nie masz już żadnego wpływu, ale przynajmniej nigdy już nie powie, że ona nie wiedziała co robi, a potem tak jakoś samo się potoczyło, zupełnie nie rozumie dlaczego...

63

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Mysl pojawia sie i tego nie unikniesz. Ale jak ktos glosno o tym mowi drugiej stronie a nie kitra w sobie (bo nie ma powodu zeby o tym nie powiedzieć bo sa w jednym teamie) to chyba dobrze. Gorzej jak ukrywasz swoje "pociagi". Bo każdy je ma nie jestesmy z natury monogamiczni. Ale ktos nad tym panuje a ktoś nie. Jak komuś ufasz to możesz powiedzieć bo wiesz ze nad tym panujesz.  I nie musi nic za tym isc

Czasem nie musi, a czasem sytuacja jest rozwojowa i dopiero nabiera tempa.
Tak czy owak, gdyby moja mi pierdoliła nad uchem o jakimś koledze z pracy, to na pewno nie czułbym się z tym komfortowo. Już sam fakt, że jakiś frajer ewidentnie do niej podbija, a ona na to pozwala, robiąc z siebie szmatę, a ze mnie kretyna, wkurwiłby mnie wystarczająco, aby zwrócić jej na to uwagę. Oczywiście nigdy nie wiesz co ona z tym zrobi i na to nie masz już żadnego wpływu, ale przynajmniej nigdy już nie powie, że ona nie wiedziała co robi, a potem tak jakoś samo się potoczyło, zupełnie nie rozumie dlaczego...

No w życiu nie masz wpływu na wszystko. Masz wpływ na to z kim sie wiążesz.  Sa tacy co pójdą w tango i tacy co nie. A prawdopodobieństwo pójścia w tango jest mocno skorelowane z jakością zwiazku. I osoba z ktora sie zwiazesz

64 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-23 04:04:13)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Fascynacje innymi osobami, gdy jest sie w zwiazku, zdarzaja sie, to calkiem normalne, mysle. Natomiast najwazniejsza jest decyzja, czy zrobic krok dalej. I mysle, ze  poza przypadkami "musze, bo sie udusze" wiekszosc ludzi bierze pod uwage konsekwencje zdrady malzenskiej/partnerskiej czy to dla zwiazku i zycia czy wlasnego sumienia.
Co do rozmowy z mezem, to Priscillo jest tak, jak napisal Nowe Otwarcie.

Rzecz w tym, że Nowe Otwarcie nie podał żadnych konkretów, a jedynie zasugerował, że prawdopodobnie usłyszałaś coś, co pozwoliło Ci uznać, że związek nie jest zagrożony. Pytanie brzmi: co dokładnie powiedział Twój partner, że poczułaś się spokojniej? I czy jest to zgodne z faktami, czy może po prostu bardzo chcesz, żeby tak było, więc łatwo, żeby nie napisać naiwnie, w to wierzysz?

65

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Priscilla napisał/a:

Pytanie brzmi: co dokładnie powiedział Twój partner, że poczułaś się spokojniej?

Tylko że to jest pytanie z kategorii - jakie liczby skreślić, żeby zwiększyć szanse na wygraną w Lotto - bo jakie ma znaczenie co kto powiedział, a zwłaszcza partner w sytuacji, kiedy zostaje słusznie bądź niesłusznie zjebany przez partnerkę, która wyczuła że coś jest nie halo i zaczyna zadawać niewygodne pytania smile
Na ścianie w moim domowym studio nad biurkiem przy którym tworzę wisi taki obrazek. Moje stare zdjęcie z siłowni, na którym jestem w trakcie robienia życiowej formy (dawne dzieje...) i podpis - jesteś tym co robisz, nie tym co mówisz że zrobisz - takie moje motto. I takie jest moje podejście do tego, co ktoś tam sobie mówi. Dzisiaj mówi jedno, jutro myśli drugie, a co zrobi pojutrze i tak nigdy nie wiesz.

Posty [ 1 do 65 z 188 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Realne zagrozenie, czy nie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026