netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Realne zagrozenie, czy nie?

187 odpowiedzi9 136 wyświetleńzałożony przez Meralda, 18.11.2025

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Realne zagrozenie, czy nie?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 188 ]

66

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Jack Sparrow napisał/a:
AdamJeden napisał/a:

Z własnego doświadczenia napiszę (kilka przypadków), że nigdy nie kończyło się pomyślnie dla osoby, która pokazała nowe horyzonty.


Prawda.

Takie pokazywanie to często forma kontroli. Wybrać kogoś gorszego, słabszego, mniej ogarniętego i wtedy zaklepane- jego upgrade to moja zasługa.
Nie każdy lubi kontrolę nawet w białych rękawiczkach. Zamiast updetowac partnera lepiej brać równego sobie.

67

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
AdamJeden napisał/a:

Z własnego doświadczenia napiszę (kilka przypadków), że nigdy nie kończyło się pomyślnie dla osoby, która pokazała nowe horyzonty.


Prawda.

Takie pokazywanie to często forma kontroli. Wybrać kogoś gorszego, słabszego, mniej ogarniętego i wtedy zaklepane- jego upgrade to moja zasługa.
Nie każdy lubi kontrolę nawet w białych rękawiczkach. Zamiast updetowac partnera lepiej brać równego sobie.


Albo masz super spaczone doświadczenia, albo super spaczoną psychikę. Tu nie chodzi o kontrolę, bo tu nie ma żadnej. To po prostu inwestycja w drugą osobę, w potencjał, który się zobaczyło w pierwszej kolejności. To wzajemna motywacja do bycia jak najlepszą wersją siebie. Tak działają zdrowe związki - ludzie motywują się wzajemnie i wspierają w realizacji marzeń i życiowych celów.

68 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-11-23 14:29:48)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Ktoś mówi coś z czym się nie zgadzasz- masz super spaczona psychikę. Lol. Popracuj nad tym, bo zrażasz rozmówcę.
Czytałam ostatnio książkę polecana na forum - kobiety które kochają za bardzo. Duża część to standard- kiepska rodzina więc normalizujesz syf i potem wchodzisz w syfiaste związki. Ale było też kilka ciekawych myśli. Troska to kontrola. Jeśli możesz się o kogoś troszczyć,  możesz go kontrolować. Był przykład grubego faceta który spotykał się z pielęgniarka. Ona była zachwycona projektem odchudzam swojego faceta. Wymyślała mu diety i ćwiczenia. Układało Im się super. Aż tu nagle on przestał jej potrzebować. Zamiast podążać za jej radami stwierdził że woli wrócić do grania w tenisa z kumplami i sam już ogarnia dietę. Pielęgniarka straciła zainteresowanie. Miała faceta projekt, a facet gotowy, który sam o siebie dbał przestał być tak zależny. Nie mogła powiedzieć to dzięki mnie,nie mogła żyć jego życiem. Zaczęły się kłótnie, zainteresowanie projektem i dopamina z poczucia bycia potrzebnym u pielęgniarki spadło i związek się rozpadł. To trochę książka pisana pod tezę, pewnie historia jest wymyślona, ale zmieniło się moje podejście do związków gdzie partner szczyci się tym, że połówka się przy nim wyrobiła. Jest w tym coś nienaturalnego, bo po co brać partnera projekt, skoro wygodniej i przyjemniej gotowego. 

Ale poza tym masz rację, że ludzie się motywują, wspierają. Tylko że nie to miałam na myśli. Miałam na myśli moje wnioski z książki, wnioski autorki.
To rzuciło mi się w oczy. Podkreślenie, że koleś był zapuszczony a teraz nie jest. Ale to stronnicze bo jestem niedługo po lekturze.

69

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
AdamJeden napisał/a:

Z własnego doświadczenia napiszę (kilka przypadków), że nigdy nie kończyło się pomyślnie dla osoby, która pokazała nowe horyzonty.


Prawda.

Takie pokazywanie to często forma kontroli. Wybrać kogoś gorszego, słabszego, mniej ogarniętego i wtedy zaklepane- jego upgrade to moja zasługa.
Nie każdy lubi kontrolę nawet w białych rękawiczkach. Zamiast updetowac partnera lepiej brać równego sobie.

W tym myśleniu jest jedna luka: pomijasz całkiem aspekt motywacji, jaką ten (jak to nazywasz) "ktoś gorszy, mniej ogarniety" ma do tego by update'ować się na poziom tego "lepszego". Więc ten upgrade to niekoniecznie "moja zasługa" tylko zasługa tego że delikwenta czuł motywację by być jej wart. Tak więc autorka niekoniecznie musi się martwić, bo bardzo możliwe że gość wciąż ją stawia wyżej niż kumpelę z pracy. To, że się dogadują i mają podobne poczucie humoru, to nie znaczy że w ogóle jedno rozpatruje drugie jako ewentualnego partnera.

70 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-11-23 14:45:13)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Ja nie mówię o kumpeli. Mówię o tym, że troska nie zawsze jest taka szlachetna jak się wydaje.
Wg książki są faceci którzy zawodowo karmią wizją perspektyw i nieodkrytego potencjału latami. Brzmi znajomo NO? Jakiś cię od razu tu przywiało.

71

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Alessandro bede zagladala do mojej kafejki, a raczej watku "Bo warto". No i do South Beach tez. Tutaj na razie nie. Priscillo, na pytanie o to co dokladnie powiedzial, nie chce odpowiadac, bo te informacje niewiele Ci dadza. Czesiek napisal to w swoim poscie dosc dobrze. Male sprostowanie,  maz nigdy nie byl "zapuszczony", mial troche nadwagi. Tak jak i ja teraz, ale nie jestem zapuszczona! Mimo to kieruje znow uwage na swoj projekt odchudzenia sie. Moj maz tez mi daje skrzydla. Miejmy nadzieje, ze temat H. nie wroci, a jesli wroci w moim zyciu, to napisze o tym.

72

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Meraldo, dobrze, że założyłaś taki wątek, może inni skorzystają. W każdym związku bywają rozmaite chwile, i te dobre, i te niezbyt dobre. Ważne, żeby wszystko kończyło się dobrze.

I tego Ci życzę smile

73 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-23 17:52:44)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Pytanie brzmi: co dokładnie powiedział Twój partner, że poczułaś się spokojniej?

Tylko że to jest pytanie z kategorii - jakie liczby skreślić, żeby zwiększyć szanse na wygraną w Lotto - bo jakie ma znaczenie co kto powiedział, a zwłaszcza partner w sytuacji, kiedy zostaje słusznie bądź niesłusznie zjebany przez partnerkę, która wyczuła że coś jest nie halo i zaczyna zadawać niewygodne pytania smile
Na ścianie w moim domowym studio nad biurkiem przy którym tworzę wisi taki obrazek. Moje stare zdjęcie z siłowni, na którym jestem w trakcie robienia życiowej formy (dawne dzieje...) i podpis - jesteś tym co robisz, nie tym co mówisz że zrobisz - takie moje motto. I takie jest moje podejście do tego, co ktoś tam sobie mówi. Dzisiaj mówi jedno, jutro myśli drugie, a co zrobi pojutrze i tak nigdy nie wiesz.

No nie do końca tak to działa, bo jeśli kogoś wprost poinformujesz, że czujesz się zaniepokojona/y tym, co obserwujesz, on zapewnia, że nie ma ku temu żadych powodów, to jeśli naruszy tę deklarację, to wiesz już na pewno, że zrobił to z premedytacją. I jasne, że na poziomie deklaratywnym można wszystko i to się wcale nie musi pokrywać z rzeczywistością, ale wbrew pozorom słowa mają jednak moc.
Z drugiej strony udawanie, że nic się nie dzieje, dla wielu osób (niestety zbyt wielu) traktowane jest jak ciche przyzwolenie.

74 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-11-23 18:15:59)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Ktoś mówi coś z czym się nie zgadzasz- masz super spaczona psychikę. Lol. Popracuj nad tym, bo zrażasz rozmówcę.

Ja mam w dupie co cie obraża, a co nie. Bycie w zdrowym związku polega (również) na wspieraniu się, motywowaniu do bycia jak najlepszą wersją siebie. W zdrowym związku człowiek rozwija skrzydła i to normalne zjawisko. Nie jest to forma kontroli.


Troska to kontrola. Jeśli możesz się o kogoś troszczyć,  możesz go kontrolować.

Pod warunkiem utrzymywania takiej osoby w mizernej/chujowej sytuacji. W przypadku jej usamodzielnienia taka ratowniczka traci zainteresowanie tak jak w twoim przykładzie z grubszym kolesiem. Ale to nie przypadek autorki tego wątku. Ludzie o jakich piszesz, co robią sobie z innego człowieka taki projekt, to właśnie ciągle utrzymują ich w takim stanie - żeby ciągle było coś do poprawy. Oni nigdy nie pozwalają, aby tacy wyszli na prostą.


Ale poza tym masz rację, że ludzie się motywują, wspierają. Tylko że nie to miałam na myśli. Miałam na myśli moje wnioski z książki, wnioski autorki.
To rzuciło mi się w oczy. Podkreślenie, że koleś był zapuszczony a teraz nie jest. Ale to stronnicze bo jestem niedługo po lekturze.

Tak jak pisałem wcześniej - to nie ten przypadek. Dlatego napisałem o zaburzonym postrzeganiu. W tym wypadku - niedawną lekturą.


Wg książki są faceci którzy zawodowo karmią wizją perspektyw i nieodkrytego potencjału latami. Brzmi znajomo NO? Jakiś cię od razu tu przywiało.

Jak widzisz - tu chodzi o podtrzymywanie mizerii i tak naprawdę fałszywą troskę. A póki co nic w tym wątku na to nie wskazuje.

75

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Jack Sparrow napisał/a:

Ja mam w dupie co cie obraża, a co nie. ...
( Produkuje się żeby sobie z kimś pogadać)

Coś za coś. Ktoś cię uczciwie traktuje i wkłada wysiłek żeby napisać coś ciekawego, warto taką rozmowę podtrzymać. Przynajmniej ja tak uważam.

A jak masz w dupie to szerokości. Nie czytam twoich produkcji.

76 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-11-23 18:38:14)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Ojoj, nie zesraj się. Dyskusja nie polega na poklepywaniu się po pleckach i spijaniu sobie z dziubków póki słowa dają emocjonalny komfort. Napisałaś głupotę nieadekwatną do sytuacji z tego wątku będąc pod wpływem książki. Zdarza się. Ale też pokazuje jak bardzo podatna jesteś na zewnętrzny wpływ.

77

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Priscilla napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Pytanie brzmi: co dokładnie powiedział Twój partner, że poczułaś się spokojniej?

Tylko że to jest pytanie z kategorii - jakie liczby skreślić, żeby zwiększyć szanse na wygraną w Lotto - bo jakie ma znaczenie co kto powiedział, a zwłaszcza partner w sytuacji, kiedy zostaje słusznie bądź niesłusznie zjebany przez partnerkę, która wyczuła że coś jest nie halo i zaczyna zadawać niewygodne pytania smile
Na ścianie w moim domowym studio nad biurkiem przy którym tworzę wisi taki obrazek. Moje stare zdjęcie z siłowni, na którym jestem w trakcie robienia życiowej formy (dawne dzieje...) i podpis - jesteś tym co robisz, nie tym co mówisz że zrobisz - takie moje motto. I takie jest moje podejście do tego, co ktoś tam sobie mówi. Dzisiaj mówi jedno, jutro myśli drugie, a co zrobi pojutrze i tak nigdy nie wiesz.

No nie do końca tak to działa, bo jeśli kogoś wprost poinformujesz, że czujesz się zaniepokojona/y tym, co obserwujesz, on zapewnia, że nie ma ku temu żadych powodów, to jeśli naruszy tę deklarację, to wiesz już na pewno, że zrobił to z premedytacją. I jasne, że na poziomie deklaratywnym można wszystko i to się wcale nie musi pokrywać z rzeczywistością, ale wbrew pozorom słowa mają jednak moc.
Z drugiej strony udawanie, że nic się nie dzieje, dla wielu osób (niestety zbyt wielu) traktowane jest jak ciche przyzwolenie.

Dokładnie, niektórzy chociaż mają nawet nieuzasadnione obawy, siedzą cicho, żeby nie wyjść na zazdrośnika, a potem się budzą z ręką w nocniku. Dobrze wiedzieć co czuje partner/ka, pozwala to trzymać się na baczności wink Wiadomo, że to niczego nie gwarantuje.

78

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Tamiraa dziekuje za mile slowa i wszystkim za rozmowe. Zapraszam do Bo Warto (Nasza Spolecznosc).

79

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Jack Sparrow napisał/a:

Ojoj, nie zesraj się.

Raczej to się nie wydarzy bo nie wsadzam sobie dildosa po same kule w dupe, żeby zrekompensować bezdzietność.

80 Ostatnio edytowany przez assassin (2025-11-23 20:52:53)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Tym razem problem powazniejszy, ale, czy rzeczywisty. Poprosze o spojrzenie chlodnym okiem. Otoz jestem w zwiazku 7 lat, mieszkamy razem. Jestesmy zareczeni, mowimy o sobie maz/zona. No i u meza (tak bede go nazywala) w pracy moze 2 miesiace temu pojawila sie kobieta w moim wieku. Nazwijmy ja H., samotna i mocno przebojowa, z  rubasznym poczuciem humoru, nawiazujaca w rozmowach do seksu itd. Maz o niej czesto wspomina, widzialam ich na wspolnej imprezie, dobrze sie bawia. Przyznam, ze zaczelam czuc sie troche dziwnie. Z jednej strony, maz jest taki, jak dawniej wobec mnie. Czyli bardzo OK. Tutaj nic sie nie zmienilo. A on sam na przestrzeni tych 7 lat zmienil sie pozytywnie. Gdy go poznalam, mial nadwage i slaba pewnosc siebie, ale radzil sobie dobrze w zyciu i mial sporo wiedzy, zainteresowan, co mnie w nim pociagalo. Przy mnie nabral pewnosci siebie jako mezczyzna, regularnie cwiczy, wyrzezbil cialo, testosteron jest wysoki. No i teraz ta kobieta. Co o tym myslicie?

Hmm pierwsze skojarzenie po opisie: homo lub mentalny babochłop, a tak na marginesie, to krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje, więc Autorko nie panikuj.

81

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Prawda.

Takie pokazywanie to często forma kontroli. Wybrać kogoś gorszego, słabszego, mniej ogarniętego i wtedy zaklepane- jego upgrade to moja zasługa.
Nie każdy lubi kontrolę nawet w białych rękawiczkach. Zamiast updetowac partnera lepiej brać równego sobie.


Albo masz super spaczone doświadczenia, albo super spaczoną psychikę. Tu nie chodzi o kontrolę, bo tu nie ma żadnej. To po prostu inwestycja w drugą osobę, w potencjał, który się zobaczyło w pierwszej kolejności. To wzajemna motywacja do bycia jak najlepszą wersją siebie. Tak działają zdrowe związki - ludzie motywują się wzajemnie i wspierają w realizacji marzeń i życiowych celów.

Zgadza się.
W związku zazwyczaj oboje partnerów pomaga sobie i się rozwija bo się kochają i chcą jak najlepiej dla siebie, motywują się wzajemnie i są szczęśliwi widząc, że potrafią dawać szczęście i je brać.
Ale rzadko odbywa się to tak idealnie, czyli wzajemnie po równo. Częściej bowiem zdarza się, że jeden partner pasożytuje na innym. Wtedy drugiemu zostaje jedyna droga - samorozwój własnymi siłami, cokolwiek to znaczy, byleby nie miał wrażenia że już nic się w jego życiu nie zmieni.

"SmutnaDziewczyna007" - forma kontroli partnera słabszego i jego rozwój pod nadzorem ? to chyba rzadkie, występuje u osób silnie zaburzonych emocjonalnie.

82 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-11-23 23:50:15)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Czytałam ostatnio książkę polecana na forum - kobiety które kochają za bardzo.

Marnuj dalej czas na bajki, ktore z konceptem ksiazki maja tylko wspolna forme dystrybucji a bedziesz imbecylem do smierci.

Przeczytaj cos Davida Humea, Thomasa Hobbesa, Charlesa Peirce'a, czy Maxa Webera to sie przynajmniej dowiesz czym jest ksiazka - bo widac ze ani jednej w zyciu nie przeczytalas.

83 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-24 02:53:59)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Priscillo, na pytanie o to co dokladnie powiedzial, nie chce odpowiadac, bo te informacje niewiele Ci dadza. Czesiek napisal to w swoim poscie dosc dobrze.

Rozumiem i oczywiście szanuję, ale jeśli powołujesz się na post Wujka Cześka, do którego odniosłam się nieco wcześniej, to tym bardziej intuicja podpowiada mi, że usłyszałaś dokładnie to, co chciałaś usłyszeć, bo Twój narzeczony doskonale wiedział, co powiedzieć, aby temat wyciszyć. Jaki będzie tego finał, to już przyszłość pokaże, choć oczywiście życzę, aby wszystko skończyło się na Twoich obawach.

84 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-11-24 08:10:00)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Ja nie mówię o kumpeli. Mówię o tym, że troska nie zawsze jest taka szlachetna jak się wydaje.
Wg książki są faceci którzy zawodowo karmią wizją perspektyw i nieodkrytego potencjału latami. Brzmi znajomo NO? Jakiś cię od razu tu przywiało.

Tak Smutna, brzmi. Wypisz - wymaluj wszyscy samozwańczy "coache", którzy po latach łapania się pierdyliarda fuch "odkryli" w sobie "powołanie psychologiczne" (bo zwietrzyli sporą kasę do zdobycia na stadzie zdesperowanych jeleni) i postanowili zarabiać na owych jeleniach sprzedawaniem (tyleż konsekwentnie co cynicznie) im złudzeń. Nie tym się czasem zajmuje nasz kolega Jack Swallows? big_smile

85 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-11-24 12:12:29)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Priscilla napisał/a:
Meralda napisał/a:

Priscillo, na pytanie o to co dokladnie powiedzial, nie chce odpowiadac, bo te informacje niewiele Ci dadza. Czesiek napisal to w swoim poscie dosc dobrze.

Rozumiem i oczywiście szanuję, ale jeśli powołujesz się na post Wujka Cześka, do którego odniosłam się nieco wcześniej, to tym bardziej intuicja podpowiada mi, że usłyszałaś dokładnie to, co chciałaś usłyszeć, bo Twój narzeczony doskonale wiedział, co powiedzieć, aby temat wyciszyć. Jaki będzie tego finał, to już przyszłość pokaże, choć oczywiście życzę, aby wszystko skończyło się na Twoich obawach.

Co powiedział chyba nie ma takiego znaczenia, jak to, że dostał sygnał „ostrzegający”od partnerki.
Nie wiem po co robione są te imprezy integracyjne, bo widać, że głównie dla pijaństwa i zdrad. Nie jedna para małżeńska przestała istnieć po takiej imprezie. Bo zawsze znajdzie się ktoś kto nie jest do końca zadowolony ze związku i jak mu się nadarzy okazja…
A są takie kobiety, co to żaden jej się nie oprze i faceci którzy nie potrafią/ nie mają odwagi odmówić, więc i takiemu któremu nic nie brakuje w związku może połknąć haczyk, alko też robi swoje.
Tak się utarło, że kobietom wypada odmówić, a facetom niby nie, to jakiś fenomen!? tongue big_smile

86

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:

[.
Nie wiem po co robione są te imprezy integracyjne, bo widać, że głównie dla pijaństwa i zdrad. Nie jedna para małżeńska przestała istnieć po takiej imprezie. Bo zawsze znajdzie się ktoś kto nie jest do końca zadowolony ze związku i jak mu się nadarzy okazja…

Często (acz nie zawsze) prawda. Niemniej jednak potwierdza to to, o czym już kiedyś napomknąłem: że wiele związków by przetrwało gdyby w chwili kryzysu nie pojawił się na horyzoncie "ten trzeci/ ta trzecia".

87

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:

Co powiedział chyba nie ma takiego znaczenia, jak to, że dostał sygnał „ostrzegający”od partnerki.

Tak, on dostał sygnał, o czym już wcześniej wspomniałam, że warto wysłać bardzo konkretną informację, ale istnieje ryzyko, że z kolei Autorka zbyt szybko pozwoliła się uspokoić.

wieka napisał/a:

Nie wiem po co robione są te imprezy integracyjne, bo widać, że głównie dla pijaństwa i zdrad. Nie jedna para małżeńska przestała istnieć po takiej imprezie. Bo zawsze znajdzie się ktoś kto nie jest do końca zadowolony ze związku i jak mu się nadarzy okazja…
A są takie kobiety, co to żaden jej się nie oprze i faceci którzy nie potrafią/ nie mają odwagi odmówić, więc i takiemu któremu nic nie brakuje w związku może połknąć haczyk, alko też robi swoje.
Tak się utarło, że kobietom wypada odmówić, a facetom niby nie, to jakiś fenomen!? tongue big_smile

No nie? wink Niejeden facet nie potrafi odmówić, bo czuje, że to będzie niemęskie, a przecież na taką osobę patrzy się dokładnie odwrotnie. Ktoś, kto ma kręgosłup moralny i zasady, jest im wierny - zawsze zyskuje w oczach otoczenia, nawet jeśli jakiś prostak (inaczej nie umiem tego nazwać) w "chwili próby" będzie próbował wyśmiać taką postawę.

88

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Nowe_otwarcie napisał/a:
wieka napisał/a:

[.
Nie wiem po co robione są te imprezy integracyjne, bo widać, że głównie dla pijaństwa i zdrad. Nie jedna para małżeńska przestała istnieć po takiej imprezie. Bo zawsze znajdzie się ktoś kto nie jest do końca zadowolony ze związku i jak mu się nadarzy okazja…

Często (acz nie zawsze) prawda. Niemniej jednak potwierdza to to, o czym już kiedyś napomknąłem: że wiele związków by przetrwało gdyby w chwili kryzysu nie pojawił się na horyzoncie "ten trzeci/ ta trzecia".

I to wina tych trzecich?  smile

89 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-11-24 19:15:32)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:

Nie wiem po co robione są te imprezy integracyjne, bo widać, że głównie dla pijaństwa i zdrad. Nie jedna para małżeńska przestała istnieć po takiej imprezie.

Tak się utarło, że kobietom wypada odmówić, a facetom niby nie, to jakiś fenomen!? tongue big_smile

Imprezy integracyjne sa super.

Kiedyś jak odmówiłem koleżance (a w zasadzie dwóm) to uslyszalem ze gejem jestem smile
I rzeczywiscie czułem sie z tym nieswojo. Takie niemeskie to bylo wiec troche prawdy jest w tym co piszesz

90

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:

Nie wiem po co robione są te imprezy integracyjne, bo widać, że głównie dla pijaństwa i zdrad. Nie jedna para małżeńska przestała istnieć po takiej imprezie. Bo zawsze znajdzie się ktoś kto nie jest do końca zadowolony ze związku i jak mu się nadarzy okazja…
A są takie kobiety, co to żaden jej się nie oprze i faceci którzy nie potrafią/ nie mają odwagi odmówić, więc i takiemu któremu nic nie brakuje w związku może połknąć haczyk, alko też robi swoje.
Tak się utarło, że kobietom wypada odmówić, a facetom niby nie, to jakiś fenomen!? tongue big_smile

Żaden fenomen, tylko czysta biologia, odarta z romantycznych pierdół i ckliwych uniesień, kiedy wszyscy są napierdoleni i puszczają im hamulce, a jak jeszcze to się odbywa gdzieś daleko od domu, to już w ogóle hulaj dusza piekła nie ma smile Zresztą jest taki film rodzimej produkcji "Wyjazd integracyjny" żadna rewelacja, ale mniej więcej obrazuje co się wyprawia na takich pracowniczych spędach.
 
Kiedy moja jeszcze żona zmieniła pracę i coś tam kiedyś w domu opowiadała o "dziwnych sytuacjach" kiedy na przykład idzie korytarzem wracając z przerwy na papierosa, to w końcu nie wytrzymałem i tak zwyczajnie dla jaj rzuciłem tekstem:

- A ty oczywiście nie wiesz o co chodzi i co to może znaczyć
- Ale chodzi o co w sensie z czym, bo chyba nie rozumiem
- Pewnie że rozumiesz, bardzo dobrze rozumiesz
- Nie, nie rozumiem i nie wiem o czym ty do mnie teraz mówisz
- O tym, które miejsce masz na liście
- Na jakiej znowu liście
- Na liście lasek do przelecenia, co ty nie wiesz, że w każdej firmie jest taka lista
- Może w twojej
- W każdej jednej, gdzie pracują mężczyźni z kobietami
- Ale ja z nikim nie pracuję głupku, jesteśmy we trzy dziewczyny w jednym pokoju, same
- Zajmujesz się spedycją, tak? Sama opowiadałaś ile razy dziennie musisz schodzić na produkcję gonić roboli i magazynierów
- No tak
- Twoja koleżanka zajmuje się kadrami, tak? Druga koleżanka księgowością, tak? Czy tam czymś tam już mniejsza z tym
- No mniej więcej, powiedzmy
- I same we trzy prowadzicie działalność jednego z najstarszych i największych zakładów produkcyjnych w naszym regionie czy oprócz was pracuje tam jeszcze jakieś kilka setek facetów na dwie zmiany?
- Ha ha ha, a co ty jesteś o nich zazdrosny?
- Nie jestem zazdrosny, ale nie jestem też głupi ani naiwny i wiem bardzo dobrze co się w takich zakładach pracy odbywa i o czym się mówi za kulisami, na przykład w męskiej szatni, bo sam pracuję w jednym z nich, a wcześniej pracowałem w innych i w każdym jednym chodziła taka lista z zapisami w kolejce do konkretnych...
- Weź ty może idź już na tą siłownię, bo chyba testosteron ci wali na dekiel. Masz jakieś braki?
- Na siłowniach też są takie listy
- Wiem. Chodziłam do niejednej i laski też mają takie listy jak chcesz wiedzieć, ale to jeszcze nic nie znaczy, nie przesadzaj
- He he, no. Nic nie znaczy do czasu aż coś jednak znaczy
- To że ty masz takich kolegów co żrą sterydy wiadrami i stoją na bramkach tylko po to, żeby zaruchać nie oznacza, że każda dziewczyna w siłowni chciałaby mieć cokolwiek wspólnego z tymi imbecylami, ale oczywiście wizualnie mogą się podobać wielu, tylko że nic z tego nie wynika
- Tego nie wiesz
- Wiem
- Nie wiesz
- A ty wiesz
- Dobra, jadę faktycznie zrobić ten trening, bo późno się zrobiło
- O nie kurwa, nigdzie teraz nie pojedziesz i spędzasz czas ze mną. Prawda?
- Co
- Prawda?!!

91

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:
wieka napisał/a:

Nie wiem po co robione są te imprezy integracyjne, bo widać, że głównie dla pijaństwa i zdrad. Nie jedna para małżeńska przestała istnieć po takiej imprezie. Bo zawsze znajdzie się ktoś kto nie jest do końca zadowolony ze związku i jak mu się nadarzy okazja…
A są takie kobiety, co to żaden jej się nie oprze i faceci którzy nie potrafią/ nie mają odwagi odmówić, więc i takiemu któremu nic nie brakuje w związku może połknąć haczyk, alko też robi swoje.
Tak się utarło, że kobietom wypada odmówić, a facetom niby nie, to jakiś fenomen!? tongue big_smile

Żaden fenomen, tylko czysta biologia, odarta z romantycznych pierdół i ckliwych uniesień, kiedy wszyscy są napierdoleni i puszczają im hamulce, a jak jeszcze to się odbywa gdzieś daleko od domu, to już w ogóle hulaj dusza piekła nie ma smile Zresztą jest taki film rodzimej produkcji "Wyjazd integracyjny" żadna rewelacja, ale mniej więcej obrazuje co się wyprawia na takich pracowniczych spędach.
 
Kiedy moja jeszcze żona zmieniła pracę i coś tam kiedyś w domu opowiadała o "dziwnych sytuacjach" kiedy na przykład idzie korytarzem wracając z przerwy na papierosa, to w końcu nie wytrzymałem i tak zwyczajnie dla jaj rzuciłem tekstem:

- A ty oczywiście nie wiesz o co chodzi i co to może znaczyć
- Ale chodzi o co w sensie z czym, bo chyba nie rozumiem
- Pewnie że rozumiesz, bardzo dobrze rozumiesz
- Nie, nie rozumiem i nie wiem o czym ty do mnie teraz mówisz
- O tym, które miejsce masz na liście
- Na jakiej znowu liście
- Na liście lasek do przelecenia, co ty nie wiesz, że w każdej firmie jest taka lista
- Może w twojej
- W każdej jednej, gdzie pracują mężczyźni z kobietami
- Ale ja z nikim nie pracuję głupku, jesteśmy we trzy dziewczyny w jednym pokoju, same
- Zajmujesz się spedycją, tak? Sama opowiadałaś ile razy dziennie musisz schodzić na produkcję gonić roboli i magazynierów
- No tak
- Twoja koleżanka zajmuje się kadrami, tak? Druga koleżanka księgowością, tak? Czy tam czymś tam już mniejsza z tym
- No mniej więcej, powiedzmy
- I same we trzy prowadzicie działalność jednego z najstarszych i największych zakładów produkcyjnych w naszym regionie czy oprócz was pracuje tam jeszcze jakieś kilka setek facetów na dwie zmiany?
- Ha ha ha, a co ty jesteś o nich zazdrosny?
- Nie jestem zazdrosny, ale nie jestem też głupi ani naiwny i wiem bardzo dobrze co się w takich zakładach pracy odbywa i o czym się mówi za kulisami, na przykład w męskiej szatni, bo sam pracuję w jednym z nich, a wcześniej pracowałem w innych i w każdym jednym chodziła taka lista z zapisami w kolejce do konkretnych...
- Weź ty może idź już na tą siłownię, bo chyba testosteron ci wali na dekiel. Masz jakieś braki?
- Na siłowniach też są takie listy
- Wiem. Chodziłam do niejednej i laski też mają takie listy jak chcesz wiedzieć, ale to jeszcze nic nie znaczy, nie przesadzaj
- He he, no. Nic nie znaczy do czasu aż coś jednak znaczy
- To że ty masz takich kolegów co żrą sterydy wiadrami i stoją na bramkach tylko po to, żeby zaruchać nie oznacza, że każda dziewczyna w siłowni chciałaby mieć cokolwiek wspólnego z tymi imbecylami, ale oczywiście wizualnie mogą się podobać wielu, tylko że nic z tego nie wynika
- Tego nie wiesz
- Wiem
- Nie wiesz
- A ty wiesz
- Dobra, jadę faktycznie zrobić ten trening, bo późno się zrobiło
- O nie kurwa, nigdzie teraz nie pojedziesz i spędzasz czas ze mną. Prawda?
- Co
- Prawda?!!


Muszę przeprowadzić śledztwo. Moja byla w weekend na takiej imprezie integracyjnej smile

92

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Priscilla napisał/a:

Niejeden facet nie potrafi odmówić, bo czuje, że to będzie niemęskie, a przecież na taką osobę patrzy się dokładnie odwrotnie. Ktoś, kto ma kręgosłup moralny i zasady, jest im wierny - zawsze zyskuje w oczach otoczenia, nawet jeśli jakiś prostak (inaczej nie umiem tego nazwać) w "chwili próby" będzie próbował wyśmiać taką postawę.

Nie sądzę, że nie potrafi z powodu, że to "niemęskie". Potrafi, tylko nie chce. Kto chce to potrafi i w dupie ma czy to męskie czy niemęskie. Trochę mnie mierzi robienie z każdego faceta takiego debila, któremu na widok chętnej laski cała krew spływa z mózgu do...wiadomo czego;) i nie potrafi zapanować nad sytuacją. To jest przede wszystkim kwestia podejścia a nie okoliczności. Ci, co twierdzą inaczej, po prostu usprawiedliwiają swoje łajdactwo.

93

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:

Muszę przeprowadzić śledztwo. Moja byla w weekend na takiej imprezie integracyjnej smile

No masz, a u mnie zawsze wymyślą w środku tygodnia. W tym roku na przykład wigilia firmowa będzie we wtorek "bo na inne dni wszystko jest już zarezerwowane" to ja nie wiem, chyba będę musiał zmienić robotę smile Ale za to latem w ostatni weekend przed przerwą urlopową mamy zawsze firmowy biwak nad jeziorem. Nie mam w zwyczaju obrabiać dupy za plecami koleżankom i kolegom z pracy, ale "z tego co słyszałem" to brakuje tylko logo PornHub nad szyldem naszego zakładu big_smile

94

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Muszę przeprowadzić śledztwo. Moja byla w weekend na takiej imprezie integracyjnej smile

No masz, a u mnie zawsze wymyślą w środku tygodnia. W tym roku na przykład wigilia firmowa będzie we wtorek "bo na inne dni wszystko jest już zarezerwowane" to ja nie wiem, chyba będę musiał zmienić robotę smile Ale za to latem w ostatni weekend przed przerwą urlopową mamy zawsze firmowy biwak nad jeziorem. Nie mam w zwyczaju obrabiać dupy za plecami koleżankom i kolegom z pracy, ale "z tego co słyszałem" to brakuje tylko logo PornHub nad szyldem naszego zakładu big_smile

Bo to taka nieoficjalna samoróbka. Oficjalne sa w tygodniu.

95 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-11-24 20:09:03)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

Nie wiem po co robione są te imprezy integracyjne, bo widać, że głównie dla pijaństwa i zdrad. Nie jedna para małżeńska przestała istnieć po takiej imprezie.

Tak się utarło, że kobietom wypada odmówić, a facetom niby nie, to jakiś fenomen!? tongue big_smile

Imprezy integracyjne sa super.

Kiedyś jak odmówiłem koleżance (a w zasadzie dwóm) to uslyszalem ze gejem jestem smile
I rzeczywiscie czułem sie z tym nieswojo. Takie niemeskie to bylo wiec troche prawdy jest w tym co piszesz

Są super bo alkohol się leje wiadrami big_smile
Tacy co nie piją to na takich imprezach się rozpijają, więc lepiej jakby je omijali. Nie ma przecież obowiązku, ale większa jest grupa pijąca więc pewnie wytykają takiego palcami co nie pije i omija takie imprezy.

96

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

Nie wiem po co robione są te imprezy integracyjne, bo widać, że głównie dla pijaństwa i zdrad. Nie jedna para małżeńska przestała istnieć po takiej imprezie.

Tak się utarło, że kobietom wypada odmówić, a facetom niby nie, to jakiś fenomen!? tongue big_smile

Imprezy integracyjne sa super.

Kiedyś jak odmówiłem koleżance (a w zasadzie dwóm) to uslyszalem ze gejem jestem smile
I rzeczywiscie czułem sie z tym nieswojo. Takie niemeskie to bylo wiec troche prawdy jest w tym co piszesz

Są super bo alkohol się leje wiadrami big_smile
Tacy co nie piją to na takich imprezach się rozpijają, więc lepiej jakby je omijali. Nie ma przecież obowiązku, ale większa jest grupa pijąca więc pewnie wytykają takiego palcami co nie pije i omija takie imprezy.

Ja pije wiec jestem u siebie smile

97

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Imprezy integracyjne sa super.

Są super bo alkohol się leje wiadrami big_smile
Tacy co nie piją to na takich imprezach się rozpijają, więc lepiej jakby je omijali. Nie ma przecież obowiązku, ale większa jest grupa pijąca więc pewnie wytykają takiego palcami co nie pije i omija takie imprezy.

No to ja należę do jednych i drugich tak się akurat składa. W sensie, że alkohol nie jest dla mnie ani problemem, ani wyzwaniem. Mogę wypić dużo, jednak nie za często, po prostu kiedyś gdzieś tam osiągnąłem chyba już swój limit tego co miałem wypić i jakoś specjalnie mnie nie ciągnie, choć i nie odmawiam też jakoś stanowczo, kiedy jestem gdzieś zapraszany.
Imprezy integracyjne są wyjątkiem i bywać bywam, bo do pewnego momentu jest wesoło, ale kiedy już widzę, że towarzystwu zaczynają puszczać lejce, to zawijam dupę na chatę, bo wiem co będzie dalej. Jedni zaczną polowanie, inni zaczną chlać do odcięcia, a jeszcze inni nawciągają się koksu w kiblu i zaraz im się włączy szwędaczka czyli całonocny obchód lokalnych kurwiarni z baletami do rana. Ponieważ nie chcę uczestniczyć w żadnych z wymienionych wyżej "okolicznościach" a tym bardziej nie powinienem być nawet widziany w pewnych miejscach (pamiętacie, że mam nieco impulsywną i porywczą żonę) to bardzo często dla mnie impreza się kończy jeszcze zanim zdąży się na dobre rozkręcić. No ale później wszyscy wracają do pracy i co się wtedy nasłucham... Nie żebym był zaszokowany tymi historiami, bardziej tym, kto w czym brał udział z moich kolegów czy koleżanek, a znamy się z niektórymi od lat również na stopie prywatnej, nie tylko służbowej, więc ja tam już dawno nie wierzę w żadne świętości, a tym bardziej jakieś śmieszne zapewnienia, że ja to bym nigdy... Możesz tak sobie mówić, możesz tak sobie myśleć, możesz wierzyć, że ty byś nigdy, ale trochę za dużo w swoim życiu widziałem i jeszcze więcej słyszałem, żeby wierzyć każdemu na słowo.
Nie wiesz kogo jeszcze spotkasz na swojej drodze i nie wiesz jak wtedy zareagujesz, co wtedy poczujesz, do czego możesz być wtedy zdolny. Nikt tego nie wie, ja sam też tego nie wiem, ale wiem jak słaby jest człowiek i wiem że najlepszy sposób na uniknięcie kłopotów, to zapobiegać. Kiedy świadomie nie dopuszczasz do zaistnienia sytuacji, to tylko wtedy możesz mieć pewność, że nic się nie może wydarzyć. A kiedy zaczynasz szukać wymówek typu "flirt to nie zdrada" albo "każdemu zdarza się zauroczyć" to zakończenie może być różne. Żaden "tylko kolega" nie poświęca czasu i uwagi kobiecie, której nie chciałby przelecieć. Każde zaproszenie "tylko na kawę" to jasny znak sygnał, że przeleciałby ją nawet na trzeźwo. Kobieta, która tego nie wie, kłamie.

98

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Imprezy integracyjne sa super.

Kiedyś jak odmówiłem koleżance (a w zasadzie dwóm) to uslyszalem ze gejem jestem smile
I rzeczywiscie czułem sie z tym nieswojo. Takie niemeskie to bylo wiec troche prawdy jest w tym co piszesz

Są super bo alkohol się leje wiadrami big_smile
Tacy co nie piją to na takich imprezach się rozpijają, więc lepiej jakby je omijali. Nie ma przecież obowiązku, ale większa jest grupa pijąca więc pewnie wytykają takiego palcami co nie pije i omija takie imprezy.

Ja pije wiec jestem u siebie smile

To słabe jak zrywanie przez telefon, choć wolałabym jakbyś nie pił, a zrywał przez telefon.
Ciężko zrozumieć dlaczego większość facetów jak już pije to nie ma umiaru i nie dotyczy to tylko alkoholików, choć kobiet też, ale w mniejszej skali.

99

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:

Możesz tak sobie mówić, możesz tak sobie myśleć, możesz wierzyć, że ty byś nigdy, ale trochę za dużo w swoim życiu widziałem....

Ja bym nigdy ... smile

100

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:

Możesz tak sobie mówić, możesz tak sobie myśleć, możesz wierzyć, że ty byś nigdy, ale trochę za dużo w swoim życiu widziałem....

Ja bym nigdy ... smile

Nigdy nie mów nigdy big_smile

101

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:

Możesz tak sobie mówić, możesz tak sobie myśleć, możesz wierzyć, że ty byś nigdy, ale trochę za dużo w swoim życiu widziałem....

Ja bym nigdy ... smile

Nigdy nie mów nigdy big_smile

Ja podejrzewam ze bym nigdy smile

102

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Ja bym nigdy ... smile

Nigdy nie mów nigdy big_smile

Ja podejrzewam ze bym nigdy smile

To tak jak większość smile

103

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

Nigdy nie mów nigdy big_smile

Ja podejrzewam ze bym nigdy smile

To tak jak większość smile

Lubię wtopić sie w tlum

104

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:

Możesz tak sobie mówić, możesz tak sobie myśleć, możesz wierzyć, że ty byś nigdy, ale trochę za dużo w swoim życiu widziałem....

Ja bym nigdy ... smile

Ale ja przecież wiem stary smile
Wracając na ziemię, gdzie wszyscy żyjemy w relacjach przeróżnych, romantycznych, rodzinnych, koleżeńskich i tak dalej, mając lat powiedzmy 20-30 masz głowę wypchaną ideałami, a wszelkie przykrości i nieszczęścia zdarzają się tylko innym, nie Tobie. Tobie nigdy. Jednak z upływem czasu zaczynasz zbierać doświadczenia, które jedno po drugim spuszczają w kibel bez żadnej litości wyobrażenia o ludzkiej naturze i przekonanie o pełnej kontroli nad własnym życiem.
Bo kto jest kim tak naprawdę okazuje się dopiero wtedy, kiedy się okazuje.
Rodzina za którą wczoraj w ogień byś skoczył bez namysłu, dzisiaj szarpie Cię po sądach i gdyby mogli, to by twoje gardło przegryźli, żeby przez dziurę w szyi wyrwać Ci serce i przejąć należną Tobie część mieszkania w spadku po babci.
Twój najlepszy kumpel, za którego wczoraj bez wahania wstałbyś z łóżka o drugiej w nocy, bo zadzwonił żebyś mu pomógł napierdalać się z patusami pod żabką, dzisiaj nasyła na Ciebie gangusów z siekierami, bo obiłeś mu ryja za sypianie z twoją żoną.
Żona której wczoraj oddałbyś własne płuca i oczy, gdyby zaszła taka potrzeba, dzisiaj pluje Ci w twarz mijając na ulicy, a Ty żałujesz że kiedy miałeś okazję, nie zadusiłeś jej poduszką we śnie.
Znajoma znajomych, którą wczoraj poznałeś przypadkiem na imieninach u kolegi, dzisiaj się okazuje twoją bratnią duszą, drugą połówką pomarańczy, przeznaczeniem na które czekałeś całe swoje życie, chociaż od sześciu lat jesteś w szczęśliwym związku, gdzie nigdy niczego Ci nie brakowało...

Takie i inne historie zdarzają się codziennie każdemu, kto jeszcze wczoraj nawet nie był stanie sobie tego wyobrazić, dopóki to się nie wydarzyło.
Od siódmej klasy podstawówki paliłem papierosy. Im byłem starszy, tym więcej. W końcu na 40-te urodziny rzuciłem i już nigdy więcej nawet nie pomyślałem o tym, żeby zapalić. Do czasu, kiedy coś mnie podkusiło i "tylko jednego" zapaliłem po 12 latach trwania w swoim postanowieniu nie do złamania smile Od roku czasu rzucam drugi raz, tylko jakoś zebrać w sobie się nie mogę big_smile
Co innego narkotyki, których nigdy nie miałem w rękach, choć okazji do spróbowania było pierdyliard i wiem na pewno, że nigdy nikt mnie na to gówno nie namówi, choćby za darmo sypał najdroższe proszki, to nie tknę i chuj. Ale to ja to wiem dzisiaj, teraz, tutaj. A co się może jeszcze wydarzyć w przyszłości?

105

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:

Od siódmej klasy podstawówki paliłem papierosy. Im byłem starszy, tym więcej. W końcu na 40-te urodziny rzuciłem i już nigdy więcej nawet nie pomyślałem o tym, żeby zapalić. Do czasu, kiedy coś mnie podkusiło i "tylko jednego" zapaliłem po 12 latach trwania w swoim postanowieniu nie do złamania smile Od roku czasu rzucam drugi raz, tylko jakoś zebrać w sobie się nie mogę big_smile

Przypomniało mi się kultowe: "Rzucanie palenia jest łatwe, robiłem to milion razy!" big_smile

106

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:

Znajoma znajomych, którą wczoraj poznałeś przypadkiem na imieninach u kolegi, dzisiaj się okazuje twoją bratnią duszą, drugą połówką pomarańczy, przeznaczeniem na które czekałeś całe swoje życie, chociaż od sześciu lat jesteś w szczęśliwym związku, gdzie nigdy niczego Ci nie brakowało...

Jeszcze się nie zdarzyło ale kto wie? Jak na razie hamuje w dobrym momencie

Może ma tu znaczenie to co nam siedzi w głowie. U mnie póki co siedzi "nie ma opcji żeby się wydarzyło" u Ciebie "nie ma opcji żeby sie zdarzyło ale... przy odpowiednich warunkach....". Dlatego moze dobrze ze znikasz w pewnym momencie z pijackich imprez.

Oczywiście możliwe zeby sie zakochac ale fajniej byłoby skończyć jedno jak zaczynasz drugie.

107 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-11-25 11:07:12)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:

Znajoma znajomych, którą wczoraj poznałeś przypadkiem na imieninach u kolegi, dzisiaj się okazuje twoją bratnią duszą, drugą połówką pomarańczy, przeznaczeniem na które czekałeś całe swoje życie, chociaż od sześciu lat jesteś w szczęśliwym związku, gdzie nigdy niczego Ci nie brakowało...

Takie i inne historie zdarzają się codziennie każdemu, kto jeszcze wczoraj nawet nie był stanie sobie tego wyobrazić, dopóki to się nie wydarzyło.

Nie chodzi o to, że się nie zdarzają, tylko co Ty z tym zrobisz, co Ci się zdarzy.
Dalej Czesiu nie rozumiesz, że masz wybór czy zachować się przyzwoicie czy jak skończony bałwan.
To przecież oczywiste, że ludzie się rozstają, nikt nie mówi, ze nie. Chodzi o sposób w jaki to robią.
Jedni zdradzają, idą w romanse z tą "bratnią duszą" (a mają ich w życiu dużo, szczęściarze, heh;), inni uczciwie mówią obecnej bratniej duszy z którą są w związku, że czują, że znaleźli najlepszą duszę i odchodzą. 
Widzisz różnicę?
Zdrada nie jest kwestią "przydarzenia się" tylko zawsze Twoim wyborem. Kto twierdzi inaczej ten usprawiedliwia swoją miałkość w temacie.

108

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:

Zdrada nie jest kwestią "przydarzenia się" tylko zawsze Twoim wyborem. Kto twierdzi inaczej ten usprawiedliwia swoją miałkość w temacie.

No ale ja przecież dokładnie o tym mówię. Chłodna analiza na trzeźwo i teoretyzowanie sobie tutaj na forum to jedno, a co innego kiedy mózg zalewa chemiczna mieszanka hormonów i zanim człowiek się zorientuje, jest już za późno na analizy. Oczywiście to się nie dzieje z dnia na dzień, że spotykasz kogoś i nagle jeb, pozamiatane. Zwykle trwa to trochę dłużej, ale zawsze gdzieś w którymś momencie ma to swój początek, który w ogóle nie powinien mieć miejsca, jeśli chcemy nadal się upierać przy tym, że wszyscy żyjemy w idealnych związkach i niczego nam nie brakuje.
I mówiąc "początek" nie mam na myśli sytuacji jednoznacznych, które pojawiają się przed samym aktem kopulacji, tylko mam na myśli ten początek na samym początku, kiedy kolega z pracy rzuca jakimś tekstem o wybrzmieniu oczywistym i obserwuje twoją reakcję. To najpierw będzie jakiś żart puszczony "mimochodem" czy zbyt bezpośrednio wyrażony komplement na przykład albo luźna "koleżeńska" uwaga na temat twojego wyglądu, fryzury czy tego, że widać twoje stringi pod prześwitującą sukienką. Potem to będą jakieś kawały o podłożu erotycznym opowiadane na początku w większym gronie, a następnym krokiem będzie wysyłanie ich na twój telefon i znów oczekiwanie po drugiej stronie na reakcję, jaka ona będzie, czy w to wejdziesz czy od razu napiszesz - przepraszam Mateusz, ale uważam, że tego rodzaju wiadomości prywatne są chyba nie na miejscu, bardzo ciebie proszę, nie przysyłaj mi takich rzeczy, dziękuję, pozdrawiam - i tyle. No ale bardzo często, to nie jest i tyle, bo za tym idą uśmieszki, heheszki, serduszka i kolejne wiadomości wysyłane już w obie strony. Posuwając się delikatnie krok po kroku "wczoraj" zupełnie obcy Ci koleś zbliża się do Ciebie coraz bardziej i jeśli tego nie przerwiesz w odpowiednim momencie (tylko że żaden nie będzie wystarczająco odpowiedni, bo w sumie to Ci się nawet podoba ta zabawa, a przecież "takie tam pisanie" nic jeszcze nie znaczy) to z każdym kolejnym twoim uśmieszkiem i każdą napisaną wiadomością wzrastają szanse na to, że nie skończy się tylko na pisaniu. Gdyby ta sytuacja Ci nie odpowiadała, czułabyś się z tym źle, prawda? A skoro nic z tym nie robisz i zamiast tego opowiadasz jeszcze swojemu partnerowi co tam zabawnego Mateusz dzisiaj powiedział albo napisał czy zrobił, no to jaki to może mieć inny wydźwięk dla twojego faceta, jak nie właśnie taki, że koleżka cwany gapa już jest w ogródku i wita się z gąską?

109 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2025-11-25 19:00:57)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Solaris napisał/a:

Jedni zdradzają, idą w romanse z tą "bratnią duszą" (a mają ich w życiu dużo, szczęściarze, heh;), inni uczciwie mówią obecnej bratniej duszy z którą są w związku, że czują, że znaleźli najlepszą duszę i odchodzą. 
Widzisz różnicę?

W powyższym przykładzie nie ma różnicy.
Bratnie dusze nie stają się nimi znienacka, nie "znajdują się" przypadkiem. Trzeba ich wpuścić w nasze życie, zaczynając szukać.
A jak się jest w jednym związku i szuka się kolejnego, rozgląda się po obecnych opcjach gdyż-ponieważ-a-nuż znajdzie się fajniejsza, to czym to się różni? Niczym. Co najwyżej bardziej "eleganckim" zakończeniem, które tylko z pozoru ładniej wygląda i ma na celu głównie usprawiedliwienie we własnych oczach osoby zdradzającej.
A jest tym samym.

110

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Dziwna rozmowa, nie jest tak że każdy ma predyspozycje że tak powiem do zdrady. Jeśli ktoś ma niskie poczucie własnej wartości to jest większa szansa,że dziwnego rodzaju zaloty oddziałują mocniej. W dodatku jesteśmy też ludźmi, mamy mózg (chociaż nie we wszystkich przypadkach on się objawia) i jednak tam zachodzą pewne procesy i obliczenia a nie dziki impuls i tylko instynkt.
Zawsze będę też uważać, że jeśli ktoś uważa że każdy i wszyscy to znaczy,że takie ma towarzystwo. Może warto rozważyć poszerzenia horyzontów, pobyc w normalnym gronie ludzi i nagle się okaże że nie każdy i nie wszyscy ludzie czekają żeby zdradzić drugą osobę, okaże się że można się normalnie bawić, pić i nie robić z siebie dzikusa który widzi kobietę raz do roku i musi się na nią rzucić. Kwestia towarzystwa, własnego poczucia wartości i systemu wartości.

111

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Karmaniewraca napisał/a:

Kwestia towarzystwa, własnego poczucia wartości i systemu wartości.

W miejscu w którym obecnie się znajdujemy, to tylko kwestia tematu wątku, na który sobie dyskutujemy, a nie wszystkich i każdego, nie przesadzajmy, to są tylko uproszczenia literackie i skróty myślowe, nie jakieś prawdy objawione na temat działania wszechświata smile
Laska zadała pytanie "co to może oznaczać, że mój facet w domu gada o innej babie" i moim zdaniem oznacza właśnie to co ona myśli że oznacza, a nie że każdemu się zdarzyło zauroczyć co jest normalne i nic nie znaczy. Według mnie znaczy (niezależnie od tego na czym się ostatecznie zakończy) i niektórym się jednak nie zdarza, jeśli oni sami nie chcą, żeby się zdarzało. Niektórym się wydaje, że drobna kradzież batonika za 99gr w sklepie czy nie wiem, dajmy na to róży z czyjegoś ogródka, to "w sumie nic takiego" bo nie oznacza, że następnym krokiem będzie napad na bank czy na jubilera. Ale innym niektórym się nie wydaje, bo mają wpojone inne wartości i zasady, którymi w życiu się kierują (nie twoje, to kurwa nie ruszaj) i nawet tego nie analizują czy niewinne zerwanie kwiatka, to to samo co strzelanie serią z kałacha do nieuzbrojonej kasjerki w banku, żeby móc usprawiedliwić swoje czy innych gówniane zachowanie. I tak, szukanie atencji poza związkiem jest gównianym zachowaniem, flirtowanie z kolegami czy koleżankami również nim jest, a czy coś z tego wszystkiego dalej wyniknie, to całkowicie odrębna kwestia, ale tak, uważam że jeśli już dochodzi do zdrady, to w znakomitej większości przypadków wszystko się zaczyna od takich właśnie niewinnych głupotek, które być może i w zamierzeniu nie miały doprowadzić do niczego, no ale... i to "ale" unieważnia wszystko inne co zostało powiedziane wcześniej, kiedy zdrada już się wyda i przyjdzie czas rozliczenia się z przeszłością.
To jest dokładnie tak samo jak wsiadanie po alko za kółko. W momencie przekręcenia kluczyka w stacyjce została podjęta decyzja i ryzyko, że albo Cię złapią i stracisz prawo jazdy, albo nie złapią i kogoś zabijesz na drodze. I nie ma wtedy tłumaczenia, że to nieświadomie, że to tylko dwa drinki po pracy, że nie czułem się nawet pod wpływem, że to pierwszy raz, że ja nigdy wcześniej Panie Władzo przysięgam na oczy własnych dzieci, nie wiem co tym razem mnie podkusiło, no ale... Nie ma żadnych ale. Wiesz że masz gdzieś jeszcze pojechać, to kurwa nie bierzesz alkoholu do ust. A jeśli już wypiłeś i nagle coś ci wypadło, to dzwonisz kurwa po taksówkę. Tymczasem rzeczywistość wygląda często tak, że najpierw jeden z drugim jedzie własnym autem tam, gdzie wie że będzie pił, bo wszyscy będą, więc on też, a później napierdolony w trzy dupy ledwo stojąc na nogach i prawie nie widząc na oczy, człapie się do tego samochodu, wsiada i jedzie. Oczywiście, że my wszyscy tutaj tak nie robimy i nie znamy nikogo kto tak robi, więc gadanie że każdy i wszyscy, to nadużycie... No pewnie, że tak. A coroczne statystyki wypadków drogowych powodowanych przez pijusów, to się chyba biorą z Księżyca, no bo skąd smile

112 Ostatnio edytowany przez Samba (2025-11-25 21:05:22)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Gdy mój mąż wspomni, że koleżanka w pracy przyszła go odwiedzić, czy że z nim sobie pogadała, to już wiem, co powinnam uważać - że szykuje się rumans. Aha.

113

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Samba napisał/a:

Gdy mój mąż wspomni, że koleżanka w pracy przyszła go odwiedzić, czy że z nim sobie pogadała, to już wiem, co powinnam uważać - że szykuje się rumans. Aha.

"... u meza (tak bede go nazywala) w pracy moze 2 miesiace temu pojawila sie kobieta w moim wieku. Nazwijmy ja H., samotna i mocno przebojowa, z  rubasznym poczuciem humoru, nawiazujaca w rozmowach do seksu itd. Maz o niej czesto wspomina, widzialam ich na wspolnej imprezie, dobrze sie bawia..."

to chyba nie jest to samo, co "mój mąż wspomniał, że koleżanka w pracy przyszła sobie pogadać" czy jest?

114

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:
Samba napisał/a:

Gdy mój mąż wspomni, że koleżanka w pracy przyszła go odwiedzić, czy że z nim sobie pogadała, to już wiem, co powinnam uważać - że szykuje się rumans. Aha.

"... u meza (tak bede go nazywala) w pracy moze 2 miesiace temu pojawila sie kobieta w moim wieku. Nazwijmy ja H., samotna i mocno przebojowa, z  rubasznym poczuciem humoru, nawiazujaca w rozmowach do seksu itd. Maz o niej czesto wspomina, widzialam ich na wspolnej imprezie, dobrze sie bawia..."

to chyba nie jest to samo, co "mój mąż wspomniał, że koleżanka w pracy przyszła sobie pogadać" czy jest?



Znajoma z pracy męża, inna już, ale lubiła żartować, robić aluzje też lubiła, oczywiście w żartach, itp. I co z tego? Nic się z tego nie urodziło. Żartowała do mojego męża, jak i do innych kolegów.
To, że facet ma kontakt w pracy z koleżanką, z którą sobie żartuje i się z tego śmieją i się dobrze bawią, a potem on wspomina o tym Meraldzie, nie oznacza od razu, że szykuje się zauroczenie, co dopiero zdrada.
Wręcz uważam, ze gdyby było niebezpiecznie, to by facet nie wspominał i milczał o tej kobiecie.

115

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Samba napisał/a:


Znajoma z pracy męża, inna już, ale lubiła żartować, robić aluzje też lubiła, oczywiście w żartach, itp. I co z tego? Nic się z tego nie urodziło.

He he, no. A skąd wiesz? Czekaj, niech sam zgadnę... mąż tak Ci powiedział?

116

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Wujek Czesiek napisał/a:
Samba napisał/a:


Znajoma z pracy męża, inna już, ale lubiła żartować, robić aluzje też lubiła, oczywiście w żartach, itp. I co z tego? Nic się z tego nie urodziło.

He he, no. A skąd wiesz? Czekaj, niech sam zgadnę... mąż tak Ci powiedział?

A nie, bo wiesz, ja tam pracowałam, co prawda w innym zespole, ale czasem byłam świadkiem jej podrygów.

117 Ostatnio edytowany przez Wujek Czesiek (2025-11-26 20:48:50)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Samba napisał/a:
Wujek Czesiek napisał/a:
Samba napisał/a:


Znajoma z pracy męża, inna już, ale lubiła żartować, robić aluzje też lubiła, oczywiście w żartach, itp. I co z tego? Nic się z tego nie urodziło.

He he, no. A skąd wiesz? Czekaj, niech sam zgadnę... mąż tak Ci powiedział?

A nie, bo wiesz, ja tam pracowałam, co prawda w innym zespole, ale czasem byłam świadkiem jej podrygów.

Tak? To pa tera...
Moje stanowisko pracy wymaga ciągłej i nieprzerwanej obsługi przez dwóch ludzi. Nie ma takiej możliwości, aby podczas wykonywania czynności któryś odszedł dalej niż na dwa metry nie informując drugiego, który musi w takiej sytuacji natychmiast zatrzymać cały proces, a to jest bardzo kosztowne dla firmy i jeszcze bardziej niemile widziane przez jej dyrektora, który siedzi piętro wyżej w swoim biurze, gdzie całą powierzchnię na największej ścianie zajmują ekrany monitoringu. Ja pracuję w tej firmie od ponad czterech lat i od samego początku z jednym i tym samym facetem w parze. Wiemy o sobie wszystko, a nawet więcej niż obaj byśmy chcieli, więc możesz sobie wyobrazić wyraz mojej gęby, kiedy któregoś dnia nie pojawił się w pracy, a po robocie kiedy do niego zadzwoniłem, żeby go opierdolić, usłyszałem w telefonie jego głos...

- Kurwa nie dam rady na razie, mam sajgon na chacie.
- Weź nie pierdol, jutro normalnie masz być, jest robota do zrobienia, nie wkurwiaj mnie nawet...
- Nie no poważnie nie mogę, później ci opowiem...
- Teraz mi opowiesz. Tylko nie wymyślaj, bo i tak wszystkiego się dowiem od twojej starej. No? To co jest z tobą?
- Podwoziłem wczoraj Ankę, wiesz którą, ta mniejsza co na wykończeniówce z ruskimi robi. Samochód jej się zjebał i mnie poprosiła...
- No. I co
- I zadzwoniła akurat moja, że gdzieś tam mieliśmy dzisiaj pojechać ze starszą córą jak wrócę pracy...
- No. I o to masz dym? Co ty kurwa ze sprzątaczką gadasz? Jutro widzę cię w robocie. Żegnam ozięble.
- Zaczekaj, to nie koniec...
- Ja pierdolę. Noooo
- Skończyłem gadać z moją i położyłem telefon na desce pod przednią szybą...
- Do brzegu chłopie
- Nie skontrolowałem, że nie rozłączyło połączenia i moja słuchała przez prawie godzinę o czym z Anką gadaliśmy w aucie...
- Ty to jesteś gamoń. A o czym z nią gadałeś?
- No właśnie...
- No właśnie co? Nie... Nawet mi nie mów... To nie to o czym myślę... W pracy kurwa? Czy ciebie do reszty pojebało?
- Wiem...
- I co twoja usłyszała?
- Wszystko...
- Super. Po prostu zajebiście. Lepiej nie mogłeś sobie spierdolić. A co ja ci powtarzam od zawsze matole?
- No wiem...
- No wieeeem, no wieeeem... co z tego że wiesz jak odpierdalasz taki fajans, że nawet nie wiem co powiedzieć... ja pierdole dżizus kurwa...
- Musisz mnie jakoś z tego wybronić, tylko nie wiem jeszcze jak...
- Ja? A weź spierdalaj, nawet mnie w to nie mieszaj, ja nic nie wiem i nie chcę wiedzieć, na pewno nie będę kłamał twojej, zapomnij.
- Nie pomożesz? Ile lat się znamy? Kto zbierał twoje żałosne dupsko z podłogi jak ten idiota się powiesił i miłość twojego życia kopnęła cię w pizdę?
- Nieważne, zapomnij. Jesteś w domu czy od razu wypierdoliła ci graty za drzwi?
- Nie no jestem, jestem. Nie odzywa się do mnie.
- Coś takiego. Może nie jest w nastroju albo nie wiem... Jakby co, to wbijaj do mnie, ale to wszystko co mogę zrobić. Czy to jest jasne?
- Spoko. Dzięki. Ale wymyśl coś, chyba można to jakoś odkręcić, kogo mam poprosić, sam wiesz jak mamy z tymi pedałami na firmie...
- A jutro siódma rano na stanowisku i żebym nie musiał drugi raz dzwonić.
- Ta...
- No.   

Ta rozmowa się odbyła jakoś latem zeszłego roku, dziś już oboje ze mną nie pracują i nie wiem dokładnie jaki jest finał tej historii, bo już się tym nie interesowałem, ale z tego co mi później opowiadał jeszcze w pracy, to z tą Anką "wyszło przypadkiem" właśnie podczas firmowej wigilii, kiedy wyszli razem na taras restauracji zapalić i "tak się jakoś zgadało, żeby pójść zobaczyć światełka przed ratuszem" bo to akurat kawałek obok dwie minuty spacerkiem. Niby rzekomo do niczego wówczas nie doszło, ale tak się zaczęło. Nikt niczego nie zauważył ani na tej imprezie firmowej, ani ja sam przez ponad pół roku nigdy w życiu bym się nie domyślił, że oni coś ze sobą w ogóle jakieś coś. A tymczasem oni mieli regularny romans i o tym właśnie gadali w tym samochodzie, kiedy jego żona trzymała telefon przy uchu i słyszała każde ich słowo. On 31 lat, żonaty, dwójka dzieci, druga córka dopiero co się urodziła. Ona w podobnym wieku, nie wiem dokładnie, gdyż mam to w dupie, jedno dziecko i facet, o którym zawsze mówiła "mój partner" cokolwiek to mogło znaczyć. Przez pół roku po osiem godzin codziennie gadaliśmy o wszystkim. Nawet rozważałem jego osobę jako świadka na moim własnym ślubie, a samo przyjęcie miałoby się odbyć na posiadłości jego teściów, gdzie z tą swoją żoną mieszkał i znałem osobiście ich wszystkich bardzo dobrze, bo bywałem nie raz, nie dwa. I ten, który pierwszy powinien coś zauważyć czyli ja, dałbym sobie rękę i nogę tępą piłą upierdolić bez znieczulenia, że to jest ostatni facet na ziemi, którego kiedykolwiek mógłbym o cokolwiek podejrzewać. A tu masz. Taka sytuacja...

118

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Wujek Czesiek, wybacz, ale nie chce mi się czytać, za dużo kurwujesz i pierdolisz jak na mój gust. A jeśli podważasz to, że w pracy są przerwy (co mi wynika z bodaj pierwszego zdania, może niesłusznie), bo u ciebie nie można odejść na dwa metry, no to trudno, nie ma o czym gadać.

119

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Samba napisał/a:

Wujek Czesiek, wybacz, ale nie chce mi się czytać, za dużo kurwujesz i pierdolisz jak na mój gust. A jeśli podważasz to, że w pracy są przerwy ...

W każdej pracy są przerwy i nikt tego nie podważa. Ja jedynie podważam to, że posiadasz jakiekolwiek merytoryczne argumenty do dyskusji, nie tylko w tym temacie zresztą i skupiasz się wyłącznie na wychwytywaniu pojedynczych fragmentów wyjętych z całości wpisu, aby mieć do czego się przyp.....  O pardą, drobne przejęzyczenie się chyba wkradło, najmocniej przepraszam. Chciałem napisać - aby mieć co zacytować - i tym samym móc wykazać sam nie wiem co, bo jakoś tak nieporadnie Ci to idzie, że w sumie nie wiem o co tak właściwie Ci chodzi w sensie apropo mojej skromnej osoby. Nie żeby mnie to ruszało jakoś specjalnie, po prostu taka luźna obserwacja wink

120

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Wracam na froum po malej przerwie. Odpowiedz na pytanie  z mojego watku po kilku tygodniach - nie, to nie bylo i nie jest realne zagrozenie. Natomiast, jesli zajrzycie tutaj, na co mam nadzieje, to moze porozmawiamy o seksie. Odnoszac sie do jednej z wypowiedzi napisalam, ze staram sie, ale do 100 proc daleko. No i okazuje sie po wczorajszej, fajnej skad inad, rozmowie o seksie z P., ze z mojej strony to 50 proc tego co dla niego byloby norma. Wspominal  o tym wczesniej, ale powiedzialam jakie sa moje preferencje i mialam nadzieje, ze jest zadowolony z tego co jest. No i jest, ale nadal  pozostaje u niego duzy obszar niezaspokojenia. Az zdziwilam sie ta sila. Ciesze sie, ze maz czuje sie jak mlody bog, tylko ze mnie sie po prostu nie chce. Mysle, ze glowny powod to inna biolgia mezczyzny i kobiety.  Jak radzicie sobie z roznicami w tej sferze?

121

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Wracam na froum po malej przerwie. Odpowiedz na pytanie  z mojego watku po kilku tygodniach - nie, to nie bylo i nie jest realne zagrozenie. Natomiast, jesli zajrzycie tutaj, na co mam nadzieje, to moze porozmawiamy o seksie. Odnoszac sie do jednej z wypowiedzi napisalam, ze staram sie, ale do 100 proc daleko. No i okazuje sie po wczorajszej, fajnej skad inad, rozmowie o seksie z P., ze z mojej strony to 50 proc tego co dla niego byloby norma. Wspominal  o tym wczesniej, ale powiedzialam jakie sa moje preferencje i mialam nadzieje, ze jest zadowolony z tego co jest. No i jest, ale nadal  pozostaje u niego duzy obszar niezaspokojenia. Az zdziwilam sie ta sila. Ciesze sie, ze maz czuje sie jak mlody bog, tylko ze mnie sie po prostu nie chce. Mysle, ze glowny powod to inna biolgia mezczyzny i kobiety.  Jak radzicie sobie z roznicami w tej sferze?

Biologia za dużo nie ma do rzeczy, bo są kobiety temperamentne, że facetowi ciężko dorównać.
Co do pytania, każdy orze, jak może…, bywa różnie, zależy kto na ile ustąpi. Ale u was jest bardzo duża różnica temperamentów i to w pierwszych latach związku, a co tu mówić po porodzie czy za wiele lat.
Partner dopiero nabrał wiatru w skrzydła i chce mieć 100% swoich oczekiwań w tej sferze, więc jeśli nie chcesz czy nie możesz wyjść ze swojej strefy komfortu, to puść go wolno, bo wcześniej czy później zdradzi.

122 Ostatnio edytowany przez Meralda (2025-12-06 18:08:06)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

...

123

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

...

Przeczytałam Meraldo, uważam, że to nie wystarczy, ale  ja przecie żadną znawczynią nie jestem.

124

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

Są super bo alkohol się leje wiadrami big_smile
Tacy co nie piją to na takich imprezach się rozpijają, więc lepiej jakby je omijali. Nie ma przecież obowiązku, ale większa jest grupa pijąca więc pewnie wytykają takiego palcami co nie pije i omija takie imprezy.

Ja pije wiec jestem u siebie smile

To słabe jak zrywanie przez telefon, choć wolałabym jakbyś nie pił, a zrywał przez telefon.
Ciężko zrozumieć dlaczego większość facetów jak już pije to nie ma umiaru i nie dotyczy to tylko alkoholików, choć kobiet też, ale w mniejszej skali.

Pije i mam umiar (najczeciej smile). Nie turlam sie po schodach i nie rzygam po ścianach.

125

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Wspomnialam o biologii, bo teraz, gdy juz nie moge byc matka, ochota na seks niemal zniknela. Choc nadal czuje sie bardzo dobrze, mam wiele zainteresowan, to seks spadl w hierarchii potrzeb, mimo ze wczesniej byl wysoko. U zdrowych mezczyzn jest chyba zawsze na topie,  i to jest ta roznica, o ktorej wspomnialam. Dzisiaj znow rozmowa, i bez nacisku, ale maz wyraza oczekiwania. No i pytanie czy warto to zmieniac, czy zostawic, tak jak jest.

126 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-12-06 19:21:00)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Wracam na froum po malej przerwie. Odpowiedz na pytanie  z mojego watku po kilku tygodniach - nie, to nie bylo i nie jest realne zagrozenie. Natomiast, jesli zajrzycie tutaj, na co mam nadzieje, to moze porozmawiamy o seksie. Odnoszac sie do jednej z wypowiedzi napisalam, ze staram sie, ale do 100 proc daleko. No i okazuje sie po wczorajszej, fajnej skad inad, rozmowie o seksie z P., ze z mojej strony to 50 proc tego co dla niego byloby norma. Wspominal  o tym wczesniej, ale powiedzialam jakie sa moje preferencje i mialam nadzieje, ze jest zadowolony z tego co jest. No i jest, ale nadal  pozostaje u niego duzy obszar niezaspokojenia. Az zdziwilam sie ta sila. Ciesze sie, ze maz czuje sie jak mlody bog, tylko ze mnie sie po prostu nie chce. Mysle, ze glowny powod to inna biolgia mezczyzny i kobiety.  Jak radzicie sobie z roznicami w tej sferze?

Cóż można powiedzieć. Seks to ważna sfera. Potrafi czynić cuda (w pozytywnym znaczeniu) I potrafi położyć zwiazek. Wiec bym raczej nie ignorował. Określenie 50% najczeeiej oznacza ze jest tak sobie bez ekstazy w żadna strone. Czegoś tam mu brakuje. Czasem to moze byc łatwa "kropka nad i". To wcale nie musi oznaczac jakiegos poswiecenia. Pytanie czego oczekuje i co mozesz dac. Czy chodzi o ilosc, jakosc, sposob zabawy. Rozmawiajcie. Wiedz ze seksem możesz bez słów pokazać facetowi ze go kochasz ze jest dla Ciebie ważny. Możesz tez pokazać ze nie jet ważny. To taki nasz język samczy.

No i Twoje procenty sa tak samo ważne. Mow czego chcesz.

Docierajcie sie

127 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-12-06 19:25:17)

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Wspomnialam o biologii, bo teraz, gdy juz nie moge byc matka, ochota na seks niemal zniknela. Choc nadal czuje sie bardzo dobrze, mam wiele zainteresowan, to seks spadl w hierarchii potrzeb, mimo ze wczesniej byl wysoko. U zdrowych mezczyzn jest chyba zawsze na topie,  i to jest ta roznica, o ktorej wspomnialam. Dzisiaj znow rozmowa, i bez nacisku, ale maz wyraza oczekiwania. No i pytanie czy warto to zmieniac, czy zostawic, tak jak jest.

Teraz dopiero doczytałem.
Nic na siłę. Ale z seksem jest tak ze jak znika to coraz mniej steje sie potrzebny a ludzie sie oddalają. A jak jest często to sie chce jeszce częściej. Trudno powiedzieć co stoi u Ciebie za ta niechęcią ale jak zależy Ci na zwiazku to popracuj z tym. Nie wiem moze seksuolog?

128

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Bert44 napisał/a:
Meralda napisał/a:

Wspomnialam o biologii, bo teraz, gdy juz nie moge byc matka, ochota na seks niemal zniknela. Choc nadal czuje sie bardzo dobrze, mam wiele zainteresowan, to seks spadl w hierarchii potrzeb, mimo ze wczesniej byl wysoko. U zdrowych mezczyzn jest chyba zawsze na topie,  i to jest ta roznica, o ktorej wspomnialam. Dzisiaj znow rozmowa, i bez nacisku, ale maz wyraza oczekiwania. No i pytanie czy warto to zmieniac, czy zostawic, tak jak jest.

Teraz dopiero doczytałem.
Nic na siłę. Ale z seksem jest tak ze jak znika to coraz mniej steje sie potrzebny a ludzie sie oddalają. A jak jest często to sie chce jeszce częściej.

To prawda, ale mąż ponadto oczekuje pewnie „fajerwerków”, które przekraczają granicę autorki.

129

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?
Meralda napisał/a:

Wspomnialam o biologii, bo teraz, gdy juz nie moge byc matka, ochota na seks niemal zniknela. Choc nadal czuje sie bardzo dobrze, mam wiele zainteresowan, to seks spadl w hierarchii potrzeb, mimo ze wczesniej byl wysoko. U zdrowych mezczyzn jest chyba zawsze na topie,  i to jest ta roznica, o ktorej wspomnialam. Dzisiaj znow rozmowa, i bez nacisku, ale maz wyraza oczekiwania. No i pytanie czy warto to zmieniac, czy zostawic, tak jak jest.

W tej sytuacji może by pomogła wizyta u seksuologa, bo masz ten komfort, że nie musisz mieć z tyłu głowy niepożądanej ciąży.
Ale coś w tym jest, że libido kobiet jest większe jak pragnie mieć dziecko, a jak już ma albo nie może, to spada. I tu masz rację z biologią i jej wpływem na psychikę, a to wpływa na libido.
W odpowiedzi na pytanie, zależy czy mąż ma takie oczekiwania, które jesteś w stanie spełniać, czy przekraczające twoje granice, czy chodzi tylko o częstotliwość?

130

Odp: Realne zagrozenie, czy nie?

Z wypowiedzi Autorki wynika, że jedno zagrożenie, czyli temat koleżanki z pracy, zniknęło, za to pojawiło się inne, o wiele poważniejsze w skutkach. Autorka powinna szczerze porozmawiać z mężem. Z całą pewnością to nie będzie łatwa rozmowa, ale ten konkretny temat nigdy do prostych nie należał. Oboje powinni współpracować chcąc utrzymać ten związek i jednocześnie mieć w nim poczucie bezpieczeństwa oraz pewność, że idą w dobrym kierunku.

Posty [ 66 do 130 z 188 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Realne zagrozenie, czy nie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026