Samba napisał/a:Wujek Czesiek napisał/a:Samba napisał/a:
Znajoma z pracy męża, inna już, ale lubiła żartować, robić aluzje też lubiła, oczywiście w żartach, itp. I co z tego? Nic się z tego nie urodziło.
He he, no. A skąd wiesz? Czekaj, niech sam zgadnę... mąż tak Ci powiedział?
A nie, bo wiesz, ja tam pracowałam, co prawda w innym zespole, ale czasem byłam świadkiem jej podrygów.
Tak? To pa tera...
Moje stanowisko pracy wymaga ciągłej i nieprzerwanej obsługi przez dwóch ludzi. Nie ma takiej możliwości, aby podczas wykonywania czynności któryś odszedł dalej niż na dwa metry nie informując drugiego, który musi w takiej sytuacji natychmiast zatrzymać cały proces, a to jest bardzo kosztowne dla firmy i jeszcze bardziej niemile widziane przez jej dyrektora, który siedzi piętro wyżej w swoim biurze, gdzie całą powierzchnię na największej ścianie zajmują ekrany monitoringu. Ja pracuję w tej firmie od ponad czterech lat i od samego początku z jednym i tym samym facetem w parze. Wiemy o sobie wszystko, a nawet więcej niż obaj byśmy chcieli, więc możesz sobie wyobrazić wyraz mojej gęby, kiedy któregoś dnia nie pojawił się w pracy, a po robocie kiedy do niego zadzwoniłem, żeby go opierdolić, usłyszałem w telefonie jego głos...
- Kurwa nie dam rady na razie, mam sajgon na chacie.
- Weź nie pierdol, jutro normalnie masz być, jest robota do zrobienia, nie wkurwiaj mnie nawet...
- Nie no poważnie nie mogę, później ci opowiem...
- Teraz mi opowiesz. Tylko nie wymyślaj, bo i tak wszystkiego się dowiem od twojej starej. No? To co jest z tobą?
- Podwoziłem wczoraj Ankę, wiesz którą, ta mniejsza co na wykończeniówce z ruskimi robi. Samochód jej się zjebał i mnie poprosiła...
- No. I co
- I zadzwoniła akurat moja, że gdzieś tam mieliśmy dzisiaj pojechać ze starszą córą jak wrócę pracy...
- No. I o to masz dym? Co ty kurwa ze sprzątaczką gadasz? Jutro widzę cię w robocie. Żegnam ozięble.
- Zaczekaj, to nie koniec...
- Ja pierdolę. Noooo
- Skończyłem gadać z moją i położyłem telefon na desce pod przednią szybą...
- Do brzegu chłopie
- Nie skontrolowałem, że nie rozłączyło połączenia i moja słuchała przez prawie godzinę o czym z Anką gadaliśmy w aucie...
- Ty to jesteś gamoń. A o czym z nią gadałeś?
- No właśnie...
- No właśnie co? Nie... Nawet mi nie mów... To nie to o czym myślę... W pracy kurwa? Czy ciebie do reszty pojebało?
- Wiem...
- I co twoja usłyszała?
- Wszystko...
- Super. Po prostu zajebiście. Lepiej nie mogłeś sobie spierdolić. A co ja ci powtarzam od zawsze matole?
- No wiem...
- No wieeeem, no wieeeem... co z tego że wiesz jak odpierdalasz taki fajans, że nawet nie wiem co powiedzieć... ja pierdole dżizus kurwa...
- Musisz mnie jakoś z tego wybronić, tylko nie wiem jeszcze jak...
- Ja? A weź spierdalaj, nawet mnie w to nie mieszaj, ja nic nie wiem i nie chcę wiedzieć, na pewno nie będę kłamał twojej, zapomnij.
- Nie pomożesz? Ile lat się znamy? Kto zbierał twoje żałosne dupsko z podłogi jak ten idiota się powiesił i miłość twojego życia kopnęła cię w pizdę?
- Nieważne, zapomnij. Jesteś w domu czy od razu wypierdoliła ci graty za drzwi?
- Nie no jestem, jestem. Nie odzywa się do mnie.
- Coś takiego. Może nie jest w nastroju albo nie wiem... Jakby co, to wbijaj do mnie, ale to wszystko co mogę zrobić. Czy to jest jasne?
- Spoko. Dzięki. Ale wymyśl coś, chyba można to jakoś odkręcić, kogo mam poprosić, sam wiesz jak mamy z tymi pedałami na firmie...
- A jutro siódma rano na stanowisku i żebym nie musiał drugi raz dzwonić.
- Ta...
- No.
Ta rozmowa się odbyła jakoś latem zeszłego roku, dziś już oboje ze mną nie pracują i nie wiem dokładnie jaki jest finał tej historii, bo już się tym nie interesowałem, ale z tego co mi później opowiadał jeszcze w pracy, to z tą Anką "wyszło przypadkiem" właśnie podczas firmowej wigilii, kiedy wyszli razem na taras restauracji zapalić i "tak się jakoś zgadało, żeby pójść zobaczyć światełka przed ratuszem" bo to akurat kawałek obok dwie minuty spacerkiem. Niby rzekomo do niczego wówczas nie doszło, ale tak się zaczęło. Nikt niczego nie zauważył ani na tej imprezie firmowej, ani ja sam przez ponad pół roku nigdy w życiu bym się nie domyślił, że oni coś ze sobą w ogóle jakieś coś. A tymczasem oni mieli regularny romans i o tym właśnie gadali w tym samochodzie, kiedy jego żona trzymała telefon przy uchu i słyszała każde ich słowo. On 31 lat, żonaty, dwójka dzieci, druga córka dopiero co się urodziła. Ona w podobnym wieku, nie wiem dokładnie, gdyż mam to w dupie, jedno dziecko i facet, o którym zawsze mówiła "mój partner" cokolwiek to mogło znaczyć. Przez pół roku po osiem godzin codziennie gadaliśmy o wszystkim. Nawet rozważałem jego osobę jako świadka na moim własnym ślubie, a samo przyjęcie miałoby się odbyć na posiadłości jego teściów, gdzie z tą swoją żoną mieszkał i znałem osobiście ich wszystkich bardzo dobrze, bo bywałem nie raz, nie dwa. I ten, który pierwszy powinien coś zauważyć czyli ja, dałbym sobie rękę i nogę tępą piłą upierdolić bez znieczulenia, że to jest ostatni facet na ziemi, którego kiedykolwiek mógłbym o cokolwiek podejrzewać. A tu masz. Taka sytuacja...